Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porzucenie dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porzucenie dziecka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 czerwca 2022

Terri E. Laine "Słodki tatuś"

 
 
 
Tytuł oryginalny: Honey and Sugar Duet
Tłumaczenie: Katarzyna Matczuk
Wydawnictwo: Lekkie
Data wydania: kwiecień 2022
Liczba stron: 336






Książka autorki z listy bestsellerów "USA Today" wydana przez Wydawnictwo Lekkie - co powstało w wyniku tego połączenia? 


Jake wraca z wojska na rodzinne ranczo korzystając z Ubera. Kierowcą okazuje się być kobieta, która na dodatek wywołuje pożądanie w mężczyźnie. Kurs kończy się namiętnym seksem Jake'a z Honey a później nie mają z sobą kontaktu...

...przez pięć lat! Kiedy Honey staje na progu domu Jake'a jako kandydatka na pielęgniarkę dla jego ojca, chorego na Alzheimera. Szybko zostaje zatrudniona, ale nie zdaje sobie sprawy jak wiele niespodzianek na nią czeka. Ford będzie w gorszych chwilach nazywał ją imieniem zmarłej żony, Jake nadal będzie czuł w jej obecności pożądanie, ale dzięki temu, że Honey będzie gotowała, on ze spokojem wykorzysta ten czas, by pojechać do logopedy z córeczką!
No tak, nie napisałam Wam... Jake jest samotnym ojcem. Niespodziewanie podrzucono mu niemowlę, które obecnie ma już pięć lat. I wadę wymowy. Dziewczynce brakuje matki, więc szybko polubiła Honey. A Jake robi wszystko, by Jamie nie odczuła braku kobiety, która ją urodziła.
I kiedy już czwórka głównych bohaterów poukładała sobie codzienność, mimo licznych problemów, na ranczo przyjeżdża...
 
Musicie sprawdzić sami kto taki, gwarantuję jednak, że emocji nie zabraknie.
 
Zgodnie z założeniem Wydawnictwa Lekkiego, wydawane książki mają poprawiać humor, cieszyć lekkością  i być odskocznią od problemów. Książka Terri E. Laine doskonale wpasowała się w ten zamysł. Jest to bowiem historia słodkiego i przystojnego tatusia, który poświęca wszystko, by jego córeczka była szczęśliwa. Wrzucony na przysłowiową "głęboką wodę", bowiem całkowicie niespodziewanie dostał niemowlę i od początku musiał sobie radzić z jego wychowaniem oraz opieką nad rodzicami.
 
Nie zabrakło też "czarnych chmur" gromadzących się nad jego ranczem w postaci problemów finansowych oraz kobiet, które momentami dość licznie "kręcą" się wokół niego. 
Którą z nich wybierze Jake i czym będzie się kierował? Namiętną Honey, matkę jego córki Tarę czy może Jacque, która jest opcją ratunkową w sprawie rancza?
 
Minusem powieści są przekleństwa, nie do końca cenzuralne słownictwo oraz teksty w stylu "wyrzygać się na śmierć".


Podsumowując - "Słodki tatuś" to naprawdę przyjemna i lekka historia, z fabułą opartą na przystojniaku, który jest samotnym ojcem i czyhają na niego liczne pokusy. Usytuowana na amerykańskiej ziemi opowieść pokazuje, że życie potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Że praca przychodzi i odchodzi a miłość może być wieczna. Bohaterowie żałują swoich decyzji, mają wyrzuty sumienia, są rozdarci, grożą sobie wzajemnie, wzywają nawet policję. Na odprężenie - polecam!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (L), 52 książki




Za książkę dziękuję
 

 

piątek, 29 kwietnia 2022

Diane Chamberlain "Dar morza"


Tytuł oryginalny: Summer`s Child
Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2015
Liczba stron: 448







Twórczość amerykańskiej pisarki bestsellerów, Diane Chamberlain, od dawna była moim wyrzutem sumienia. Mam sporo tytułów - w wersji papierowej albo na czytniku - ale wciąż bardziej intrygowały mnie inne książki... Aż do teraz... Czy tytuły Chamberlain to coś dla mnie? Na swoje pierwsze spotkanie wybrałam powieść "Dar morza" - dobry wybór?


Jedenastoletnia Daria Cato mieszka w Kill Devil Hills w Karolinie Północnej i uwielbia poranne spacery po plaży, podczas których ogląda wschody słońca i zbiera muszle. Jednak tamtego dnia jej uwagę zwróciła muszla skrzypłocza, pod którą znalazła... dziecko! To był noworodek. Maleńka dziewczynka cała we krwi, z pępowiną i łożyskiem. Daria zabrała ją do domu a kiedy nie udało się ustalić jej tożsamości, z pomocą zaprzyjaźnionego księdza, rodzinie Cato udało się dziecko adoptować.

Dwadzieścia dwa lata później do zaułka w Kill Devil Hills przyjeżdża Rory Taylor, prowadzący program 'Prawdziwe historie', który wychował się tutaj, jako sąsiad rodziny Cato. Rory chce zbliżyć się podczas tych wakacji do syna, który przeżył rozwód rodziców a ponadto ma zamiar popracować nad nowym odcinkiem. Dostał bowiem list od Shelly z prośbą, by odnalazł jej biologiczną matkę. 
Prośba ta sprawia, że wakacje będą obfitować w powracające z przeszłości demony, atakujące bardzo liczną część tamtejszej społeczności. Im więcej pytań zadaje producent, tym większy opór go spotyka, jakby dla wielu osób lato 1977 roku było zarzewiem zagadek.
Zwłaszcza Daria i jej siostra Chloe nie są zadowolone, że ktoś będzie poszukiwał prawdy. Pytanie tylko czego się boją? Jakie kryją tajemnice?

Nieoczekiwanie do spotkań z Rorym dąży Grace (przyjeżdżająca specjalnie z Rodanthe), która przechodzi kryzys z mężem, ale tak naprawdę nie myśli o romansie... Jakie zatem kierują nią pobudki?


Z całą pewnością tak! Twórczość Diane Chambelain ma szanse stać się moją ulubioną, choć oczywiście jestem dopiero po lekturze jednej książki. Jednak dobrze ona wróży. 
Autorka stworzyła bardzo ciekawą fabułę, okrasiła ją napięciem i tajemnicami z przeszłości, które gnębią bohaterów i nie pozwalają spokojnie spać. Przyznaję, że jeszcze zanim dotarłam do połowy powieści odłożyłam ją, bowiem moim zdaniem biologiczna matka aż pchała się na pierwszy plan a ja uważałam, że to za szybko poznana prawda... Dopiero gdy wróciłam do czytania odkryłam, że to nie jest takie proste. Czekało na mnie jeszcze wiele niespodzianek...

Ogromnym szokiem okazała się prawda o tym, kto urodził Shelly. I kto jest ojcem! Nie mniejsza w kwestii tajemnicy skrywanej przez Darię, Grace... Oraz samą Shelly!

 
Podsumowując - "Dar morza" to wspaniała powieść o zakazanej miłości, nieoczekiwanej ciąży, zniszczonej karierze, błędach przeszłości czy przeżywaniu żałoby. Wciąż pojawiają się nowe rewelacje, jest kryzys małżeński, rozwód, poczucie winy oraz brzemię ślubów czystości.
Książkę czytało się wyśmienicie, wręcz płynęłam poprzez kolejne rozdziały a postacie z drugiego planu świetnie uzupełniały główne wątki. Naprawdę polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki

niedziela, 3 kwietnia 2022

Marcel Moss "Mroczne sekrety"


 
 
Autor: Marcel Moss
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2021
Liczba stron: 336
 
 
 
Marcel Moss wkradł się do mojego czytelniczego życia niedawno, ale szybko stałam się wielbicielką jego twórczości. "Mroczne sekrety" to pierwsza książka poza serią 'Liceum Freuda', którą przeczytałam. Czy była magia, tajemnica i szok?
 
 
Magda od osiemnastu lat mieszka w Anglii, ale nie może powiedzieć, by była szczęśliwa. Nie ma stabilnej pracy, jest po rozwodzie i w dość dziwnym układzie z młodszym mężczyzną, przez który wpadła w kłopoty finansowe a na dodatek ma problem z alkoholem. Przyleciała do Polski, by spotkać się z kimś, kogo nie zna nawet jej najlepsza przyjaciółka Natalia. Musi też zdobyć pieniądze na spłatę długu, jednak nie wie, że to nie będzie wcale takie łatwe... 

Dla osiemnastoletniej Nadii świat zmienił się niewyobrażalnie, bowiem nagle ma dwie.... mamy! W jej życiu pojawiła się bowiem matka biologiczna, która krótko po jej narodzinach porzuciła ją i uciekła. Dlaczego? Jak mogła zostawić noworodka?? Dziewczyna nie ma pojęcia, że matka ma ukryty cel w spotkaniu z córką... I jak bardzo ten kontakt stanie się niebezpieczny i zmieni życie jej rodziny. Czy będzie musiała wybierać? Jak w tej sytuacji odnajdzie się jej ojciec, którego dziewczyna nienawidzi?

Dorota z pozoru jest szczęśliwą żoną i matką, prowadzi wymarzoną kwiaciarnię. Jednak w jej sercu szaleje burza a mózg konstruuje plan uwolnienia się od męża despoty. Chciałaby być szczęśliwa i nawet wie, z kim byłoby to możliwe, jednak czy tak się stanie? Nie ma w nikim wsparcia, nawet teściowa uważa, że kobieta jest własnością męża...
 
Alicja i Jakub podczas pobytu w Hiszpanii doświadczyli czegoś, czego nie planowali. Poznali tam pewną zdumiewającą parę, która "otworzyła im oczy" na pewne doświadczenia. Po początkowym szoku - spodobało im się! Dlatego po powrocie do Polski próbują sami wchodzić w nietypowe układy, jednak nie zdają sobie sprawy, że w pewnym momencie sytuacja wymknie się spod kontroli i małżeństwo zawiśnie na przysłowiowym włosku.
 
 
W jaki sposób autor połączy wszystkich bohaterów? Na jakich płaszczyznach ich relacje będą miały wspólne punkty? To będzie zaskakujące odkrycie!
 
Co musi się wydarzyć, by matka zostawiła swoje maleńkie dziecko i wyjechała? Co było dla niej cenniejsze? 
Jak żyją ludzie, dla których najważniejsza jest poligamia i kluby dla swingersów?
Czy można być samotnym w małżeństwie?
Musicie sami odnaleźć odpowiedzi na te pytania w książce, gwarantuję niesamowite wrażenia!


Moss podzielił książkę na kilka części i początkowo nie mamy pojęcia w jaki sposób losy opisanych w nich postaci się splotą. Rozdziały dawkują nam emocje, nowi bohaterowie pojawiają się stopniowo a ich życie szokuje narastająco. Nie w każdym przypadku byłam w stanie odgadnąć ich tajemnice i tytułowe mroczne sekrety. 
Autor umiejętnie dawkuje wiedzę i napięcie. Pokazuje chęć zemsty, przyczyny szantażu i dopiero na samym końcu odkrywa wszystkie karty. Bomba! 
 
 
Podsumowując - "Mroczne sekrety" to zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami thriller psychologiczny, który nie pozwala się oderwać się od rozgrywających się wydarzeń. Z kart wyzierają przede wszystkim emocje negatywne - próba samobójcza, depresja, alkoholizm, szantaże, miłosne trójkąty prowadzące do tragedii. Niespodziewane śmierci sprawiają, że szok w oczach czytelników jest większy. Historia pełna napięć i zaskoczeń o błędnych decyzjach, odrzuceniu, utracie zaufania, rozstaniach i braku poczucia własnej wartości. Gorąco polecam!
 
 
 
Książka przeczytana w ramach marcowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło (M), 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję 



czwartek, 4 lutego 2021

Edyta Świętek "Ta sama rzeka"

 
 
 
Autor: Edyta Świętek
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 13 stycznia 2021
Liczba stron: 384
 
 
 
 
Krakowską pisarkę Edytę Świętek wielu zna i chwali. Ja... no cóż, też znam, nawet osobiście :) Najnowsza książka autorki - "Ta sama rzeka" - to powieść o wielu traumatycznych przeżyciach, toksycznym związku oraz próba odpowiedzi na pytanie czy warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki...


Małgorzata od urodzenia miała "pod górkę", lata szkolne wcale nie okazały się być szczęśliwe... I tak aż do momentu, gdy w życiu Gosi pojawił się istny książę! Wykształcony, majętny, z perspektywami i mieszkaniem w Bochni. Nie zastanawiała się długo. Dała się porwać uczuciu, zaślepiona czułymi słówkami, kulturą i obietnicami świetlanej przyszłości, porzuciła Kraków i dopiero z czasem zaczęła "odzyskiwać wzrok" poznając prawdziwe oblicze Piotra.

Doświadczała przemocy psychicznej oraz fizycznej. Rozczarowana małżeństwem znosiła wszystkie upokorzenia dla synka, bowiem nie chcąc go stracić musiała czekać do jego osiemnastych urodzin. Piotr był apodyktycznym despotą, uwięził żonę groźbami, nie akceptował jej zdania, wciąż poniżał, obrażał, wyzywał, traktował jak własność i próbował uzależnić finansowo.
 
Jak długo Gosia będzie znosiła zachowania męża? Czy uda jej się uciec? Czy odnajdzie jeszcze swoje szczęście?
 
 
Edyta Świętek poruszyła tą powieścią we mnie wiele czułych strun - czytelniku, kobiecie, matce, żonie. Wielokrotnie odczuwałam ból, strach i gorycz wraz z bohaterami. Chwilami nie mogłam uwierzyć - choć to fikcja literacka - że ktoś mógłby tak krzywdzić innych ludzi, dorosłych czy dzieci. Zdarzały się momenty - niestety - kiedy miałam wrażenie, że czytam o swoim życiu.
 
Autorka nie tylko odniosła się do losów porzuconych dzieci, ich funkcjonowania w domu dziecka, ale też wieloletniej traumy, że przeniosą dalej niewłaściwe geny. Dorzuciła do tego wątek zdrady, poronienia, przemocy domowej, marzeń o szczęściu i miłości, ale również przyjaźni czy przewlekłej choroby. 
 
Historię Małgorzaty poznajemy w kilku płaszczyznach - nie tylko współcześnie, ale przenosimy się do lat 90. XX wieku czy początków XXI wieku, dzięki czemu nie wszystkie szczegóły, decyzje i reakcje są nam od początku znane. Zabieg ten spowodował, że napięcie rośnie a czytelnik pragnie odkrywać przyczyny znanych już skutków. Po lekturze retrospekcyjnych fragmentów łatwiej również zrozumieć co kierowało bohaterką w poszczególnych etapach życia.


 
Podsumowując - "Ta sama rzeka" to bardzo dobra powieść z wątkami społecznymi. Nie brakuje w niej wzruszeń, złości, nienawiści, oddania, poświęcenia, namiętności czy niespodzianek i tajemnic z przeszłości. To zupełnie inna opowieść niż znana seria autorki Spacer Aleją Róż, której pierwszy tom miałam okazję czytać. To współczesna opowieść o kobiecie, która znosi zniewagi dla dobra dziecka, która pragnie jeszcze kochać i być kochaną. To hołd oddany tym, którzy walczą. Którzy poświęcają się dla chorych bliskich. Dla tych, których nie warto określać mianem "człowiek".
Podobała mi się ta książka, poruszyła i wciągnęła - polecam!
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach styczniowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  



środa, 26 lutego 2020

Anna Dąbrowska "Odlecimy stąd" - przedpremierowo





Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana na 17 marca 2020
Liczba stron: 332
Cykl: Płomienie tom 1




Anna Dąbrowska to młoda pisarka, która zadebiutowała pięć lat temu powieścią "Stalowe serce" i od tamtego czasu zadziwia swoimi kolejnymi pomysłami. Nigdy nie wiesz jaki finał swoim bohaterom zgotowała Ania. Jej twórczość kipi emocjami i nie daje o sobie zapomnieć przez długi czas. Czy podobnie jest z "Odlecimy stąd"?

Delfina ma dziewiętnaście lat, ale nie interesuje się kosmetykami, miłostkami czy chłopakami. Nie ma nawet przyjaciółki. Nie chce ufać innym ani się przywiązywać, by nie musieć potem cierpieć. Jej życie wypełnia chodzenie do szkoły oraz praca w warsztacie dziadka, gdzie wspólnie naprawiają samochody. To właśnie Janusz Rydzki jest najbliższą osobą dla nastolatki i wciąż czuje się winny, że jego córka zostawiła Delfi niedługo po urodzeniu.

Pewnego dnia pod warsztat podjechał land rover, z którego wysiadł mężczyzna o cudownych oczach koloru celestynu. To był ten moment, gdy Delfina mimowolnie w nich "utonęła" i z każdym dniem, choć Jakub działał jej na nerwy, serce rwało się ku niemu coraz bardziej.

ON nie chciał czuć się samotny.
ONA poczuła potrzebę bliskości drugiej osoby.
ON prosi ją, by się nie zakochała.
ONA twierdzi, że nie potrafi, bo miłość boli.
Dwoje rozbitków na morzu życia, zaczęło spędzać ze sobą coraz więcej czasu, choć obiecali sobie, że nie połączy ich nic więcej niż przyjaźń. Tylko czy serca posłuchają?

Mieli razem odlecieć, jak żurawie, ale na jaw zaczęła wychodzić trudna przeszłość Jakuba oraz przyczyna samotności i wyobcowania. Czy w tej sytuacji Delfina nadal będzie pragnęła spotkań? To bardzo trudny, ale ważny temat, tylko czy zwykły człowiek, nie posiadający wiedzy będzie w stanie unieść ciężar takiej informacji?


"Odlecimy stąd" to kolejna powieść Ani Dąbrowskiej, w której autorka skupia się na przekazaniu czytelnikowi ogromu emocji. Przywykłam do tego, że nie znajdę zbędnych opisów, nadmiernie poprowadzonej wartkiej akcji, wydarzeń, które w wielu książkach stanowią o przeżyciach. Nie, Dąbrowska wnika w myśli i uczucia bohaterów do tego stopnia, że nie trzeba domyślać się dlaczego podejmują takie a nie inne decyzje. Każdy krok ma swoje źródło, każda decyzja z czegoś wynika, gdzieś prowadzi i wywołuje lawinę przeżyć.

Tak jak przypuszczałam sięgając po książkę, nie była to przewidywalna lektura. Wraz z pojawianiem się nowych informacji z życia Delfiny i Jakuba, dynamiczność zmieniała się, podobnie jak sympatia kierowana w stronę bohaterów. Do końca nie jest pewne, jakim torem potoczy się ich przyszłość. Jak wiele łez się poleje, ile fobii będą musieli pokonać. W finale kilkukrotnie przeżyjemy przewrotne i zaskakujące zwroty akcji - typowa dla Dąbrowskiej "zabawa" czytelnikiem, zresztą jak zawsze bohaterowie znów mają "pod górkę".

Autorka zwraca naszą uwagę na wiele problemów. Pokazuje jak często błędnie oceniamy innych, nie znając prawdy o ich zachowaniu i decyzjach; że często mamy dwie twarze, gdyż skrywamy swoje prawdziwe "ja".
Wszystkie problemy zostały przyobleczone muzyką, gdyż Jakub przepięknie gra na gitarze.Tylko dlaczego wszyscy się od niego odwrócili?

Bardzo ucieszył mnie wątek krzywego lasu pod Szczecinem, w którym byłam. Pozwoliło mi to przypomnieć sobie przyjemny pobyt w tamtych okolicach a przy okazji wiedziałam, jak naprawdę wyglądają te drzewa.


Podsumowując - "Odlecimy stąd" to poruszająca i pełna różnorodnych emocji powieść, która opowiada o walce - walce o marzenia, o siebie, o swoje potrzeby i pragnienia. Dotyka problemu samotności, poważnej choroby, syndromie porzucenia, kłamstwa oraz pragnienia bycia szczęśliwym. To historia o zranionych sercach, pragnących się uleczyć, odrodzić i walczyć o to, co niosą gwiazdy; o przegrywaniu bitew, bólu, rozpaczy i zagubieniu. O prywatnych demonach, szanowaniu prywatności, tajemnicach, lękach oraz upadkach oraz o tym, że czasem ktoś pojawia się w naszym życiu, bo ma misję. Gorąco Wam polecam!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki






Za książkę dziękuję Autorce oraz



poniedziałek, 23 stycznia 2017

Mia Sheridan "Bez szans" - przedpremierowo




Tytuł oryginalny: Kyland
Tłumaczenie: Matylda Biernacka
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: planowana na 1 lutego 2017
Liczba stron: 320








Swoją przygodę z książkami Mii Sheridan rozpoczęłam pół roku temu lekturą powieści "Bez słów", która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Drugim krokiem poznawania twórczości autorki jest dla mnie "Bez szans", bowiem nie miałam okazji przeczytania innych tytułów. Jak oceniam najnowszą powieść?

Zajrzyjmy do małej amerykańskiej wioski, położonej u stóp Appalachów, w stanie Kentucky. Dennville jest obecnie skupiskiem biedoty, ludzie ze wzgórza mieszkają w zrujnowanych domkach albo przyczepach. Głównym źródłem zarobkowania była kiedyś kopalnia, w której pracowali mężowie, ojcowie, synowie, bracia... Ale doszło do wybuchu, w którym zginęło sześćdziesięciu dwóch mężczyzn... Wiele rodzin straciło wtedy jedyny dochód.

To właśnie w takich warunkach żyje Tenleigh Falyn. Wokół roztaczają się urokliwe widoki, przyroda przyzywa, by spędzić chwile na świeżym, górskim powietrzu a na ziemię sprowadza dziewczynę przyczepa, w której mieszka z mamą i siostrą. Siedemnastolatka nie ma łatwego życia, gdyż obie z Marlo muszą zadbać nie tylko o porządek, pożywienie i ubranie, ale przede wszystkim o lekarstwa dla mamy. Dlatego Tenleigh dorabia po szkole, choć jej priorytetem jest zdobycie stypendium pozwalającego na wyjazd do dowolnego miasta, by ukończyć college. Uwielbia czytać książki i tak naprawdę nie narzeka na swoje życie, ale ma też marzenia. Dotyczą przede wszystkim lepszej przyszłości dla siebie i najbliższych.

Pewnego popołudnia, podczas pracy w sklepie, Tenleigh bierze udział w zaskakującym wydarzeniu. W tamtej chwili nie zdaje sobie sprawy, że ten moment i ta decyzja zaważą na jej życiu. Czy zdajecie sobie sprawę, że ten ułamek sekundy odmienił całkowicie jej przyszłość? Choć wielokrotnie wylewała łzy, kiedy los nie chciał spełnić jej pragnień...

Kyland Barrett chodzi do tego samego liceum co Tenleigh, mieszkają dość blisko siebie i egzystują w podobnych, biednych warunkach. Chłopak mieszka tylko z niepełnosprawną mamą, gdyż podczas tragedii w kopalni stracił ojca i brata. Z czego zatem żyją? Co jedzą, zwłaszcza w ostatnim tygodniu każdego miesiąca? Również jego marzeniem jest wyrwanie się z Dennville za sprawą stypendium. Ale dostanie je tylko jedna osoba...
Będzie ona miała wybór, co zrobić ze swoim życiem, jak nim pokierować, gdzie pojechać. Stypendium da tej osobie wolność, głównie od biedy. Kto będzie tym szczęśliwcem? Ciekawa jestem czy zgadniecie.... :)

W biedzie, głodzie i chłodzie rodzi się miłość... Bo ona nie patrzy na takie "trudności". Po prostu uderza z ogromną siłą w dwoje ludzi i sprawia, że mimo rywalizacji o stypendium i kategorycznych planów o wyjeździe jednego z nich - zbliżają się do siebie. To niezwykłe uczucie, pierwsze i prawdziwe, które rozwija się powoli, badając na ile może sobie pozwolić. Bohaterowie wyczuwają wzajemnie swoje potrzeby, dając sobie ciepło, zrozumienie, dotyk. Dzielą się tym, co mają... choć mają niewiele. Łączy ich miłość, data urodzenia oraz to, że oboje kiedyś zostali porzuceni. Jak zakończy się historia tej miłości, skoro jedno z nich wyjedzie? I jakie znaczenie odegra tu kłamstwo?


Postawa Tenleigh była dla mnie godna podziwu - utrzymywała porządek wokół zrujnowanej przyczepy, by choć "obejście" wyglądało na zadbane a z tyłu urządziła wraz z Marlo mały warzywniak. By zarobić parę groszy, chodziła pieszo dziesięć kilometrów do sklepu Rusty'ego, żeby zamiatać i układać towar. Uczucie, które w nią uderzyło sprawiło, że czuła się podekscytowana, ale i zdezorientowana. Nie do końca była pewna czy to jest to, na co tak długo czekała, po różnych przygodach w przeszłości. Bała się bólu, cierpienia, odrzucenia. Ale obietnica, którą niosła miłość, działała na nią jak magnes. Zwłaszcza, że chwile we dwoje niosą im radość, spokój, nadzieję i ukojenie.


"Należało w życiu doceniać małe rzeczy, jeśli te duże powodowały, że miało się ochotę zwinąć w kącie w pozycji embrionalnej i dać sobie ze wszystkim spokój" *


Kyland to męski bohater tej powieści. Tenleigh go olśniła, sprawiła że w szarym i trudnym życiu zaświeciło dla niego światełko, pojawił się promień słońca. Uwielbiał ją rozśmieszać i pragnął dla niej szczęścia, tuż obok przetrwania ciężkich czasów. Bliskość, czułość i dotyk Tenleigh sprawiały, że wszystkie problemy blakły, nic nie było ważniejsze od chwil spędzanych razem. Kim dla siebie są? Czy uzgodniony przyjacielski status relacji ich zadowoli? Dlaczego podjęli taką właśnie decyzję?


Autorka stworzyła fabułę na bazie biedy, co nie jest częstym zjawiskiem. Pokazała miejscowość, w której ludzie ledwie wiążą koniec z końcem i potrafią otwarcie przyznać, że są głodni. Chodzą w dziurawych butach a w zimie ogrzanie domu jest równie ważne, jak zdobycie jedzenia, żeby nie zamarznąć... W Dennville nie ma perspektyw dla młodych. Do wyboru mają tylko pracę w kopalni, sklepie czy barze. Niewielu wychodzi ponad ten poziom i jest w stanie stworzyć lepsze życie czy własną firmę. Niejednokrotnie brakuje im pieniędzy na potencjalny start. Bieda trzyma ich w łapach czasami nawet przez całe pokolenia.

Sheridan doskonale opisała siłę miłości - i to nie tylko w przypadku głównych bohaterów. Ci z drugiego planu też zostali wyśmienicie scharakteryzowani (nie brakuje też "czarnych charakterów" powieści), niejedna chwila z nimi wywoływała skrajne emocje (choćby sytuacja z mamą Tenleigh, która wkroczyła do szkoły podczas przedstawienia). Urzekły mnie również liściki wymieniane przez Tenleigh oraz Kylanda, z szybko bijącym sercem oczekiwałam kolejnych, zwłaszcza że wymieniali je w dość  nietypowym miejscu.

Obok miłości, ważne miejsce w powieści zajmują też przyjaźń, motyw rodziny oraz porzucenia. Wszystkie razem i każde z osobna miały ogromne znaczenie w życiu bohaterów. Autorka pokazała również problem homoseksualizmu, depresji, utraty bliskich. W ciekawą "sukienkę" Sheridan ubrała zagadnienie marzeń - bo czasami ich spełnienie może przypominać koszmar... Dlaczego? Na to i inne moje pytania musicie znaleźć odpowiedź już sami - w książce.


"Bez szans" to powieść niosąca ogromną dawkę emocji. Uczucia wręcz zalewają czytelnika podczas lektury - współczujemy, kibicujemy, śmiejemy się i płaczemy wraz z nimi. Decyzje bohaterów uzmysławiają, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, ale należy walczyć. Tajemnice Tenleigh i Kylanda z przeszłości oraz ich aktualne wybory tworzą niezwykłą historię, której finał nie jest do końca przewidywalny. Gwarantuję Wam niejedno zaskoczenie!





* M. Sheridan, "Bez szans", Otwarte, Kraków 2017, s. 44


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


wtorek, 29 marca 2016

Torey L. Hayden "Dziecko"


Tytuł oryginalny: One Child
Tłumaczenie: Paweł Kruk
Wydawnictwo: Hachette
Data wydania: 2013
Liczba stron: 284
Cykl: Dziecko tom 1
Seria: Historie prawdziwe








Autorka książki a zarazem jej dorosła bohaterka - Torey L. Hayden - od wielu lat pracuje z dziećmi cierpiącymi na zaburzenia emocjonalne. Ma ogromne doświadczenie i mimo trudności, stara się wciąż o nowe pomysły, by dotrzeć do swoich podopiecznych. "Dziecko" to zapis jej rocznej pracy w klasie specjalnej obejmującej ósemkę (a od stycznia dziewiątkę) dzieci z różnorodnymi schorzeniami, dla których nigdzie nie znaleziono innego, lepszego miejsca. A czy mała, ciasna salka, z której Torey musiała wystawić ławki, by wszyscy mogli się swobodnie poruszać, jest odpowiednia? Musi im wystarczyć...

Dziecięcą bohaterką książki jest Sheila, sześciolatka "po przejściach". Matka urodziła ją mając czternaście lat a kilka lat później porzuciła dziewczynkę na autostradzie i ... tak naprawdę uciekła na zawsze z jej młodszym bratem. Sheila wciąż zadaje sobie pytanie dlaczego mama jej nie kochała? Dlaczego jej nie zabrała? Dlaczego zabrała tylko brata? O utratę żony obwinia małą nawet ojciec, topi smutki w alkoholu, znęca się nad nią, nie pozwala przyjąć żadnych prezentów czy darów, by miała się w co ubrać. Zdarzają mu się też odsiadki w więzieniu. Sheila mając 6,5 roku zdążyła już trzy razy być na posterunku policji a jej największym przewinieniem było podpalenie trzyletniego chłopca. To właśnie z tego powodu oczekuje na miejsce w szpitalu a klasa Torey ma być swego rodzaju przechowalnią.

Sheila jest dzieckiem zaniedbanym, nieczesanym, niemytym, w spodniach śmierdzących moczem. Nie chce wykonywać poleceń nauczycielki, miewa napady agresji a wtedy działa jak tornado, ma niszczycielską moc. Przez sześć lat swojego życia była niekochana, niechciana, ignorowana, bita i nie chce otworzyć się w szkolnej klasie. Ma również silne poczucie zemsty, które objawiło się na przykład zdemolowaniem klasy czy wydłubaniem oczu rybkom. Nie widzi też potrzeby robienia zadań pisemnych. Jednak kiedy Torey udało się przełamać pierwsze opory i bariery dziewczynki, powoli dawała się oswoić (według lektury "Małego Księcia", którą wspólnie czytały). Jak się okazało potrafi czytać, pisać, liczyć i ma niezwykły poziom inteligencji - według testu Stanforda-Bineta - jej wynik wyniósł 182.
Dziewczynka patrzy na świat oczami dorosłych, chłonie wiedzę, ale i pragnie uwagi. Często powraca do tematu porzucenia przez matkę i Torey tu właśnie upatruje przyczyny jej działań destrukcyjnych.

Muszę przyznać, że Torey jest stworzona do tej pracy. Potrafiła poradzić sobie z grupką dzieci od sześciu do dziewięciu lat, które cierpią na różne schorzenia, od napadów agresji, poprzez zachowania klasyfikowane jako autyzm, schizofrenię dziecięcą czy liczne fobie aż do podwójnej próby samobójczej a na niewidomym dziecku skończywszy.
Pomimo rozczarowań, zniechęcenia i słabości Torey każdego kolejnego dnia stawia się rano w pracy pełna sił i uśmiechu oraz wyrozumiałości dla swoich szczególnych uczniów. Jak zakończy się ich wspólny rok szkolny? Kto odniesie korzyści? Jakie zmiany czekają na te dzieciaki?

Podsumowując - "Dziecko" to trudna książka i dlatego nie napisałam tu nic o języku, dialogach czy stylu, gdyż to sprawa drugorzędna w tym przypadku. To lektura nietypowa, oparta na faktach, na którą patrzy się inaczej, przez pryzmat bystrych obserwatorów - dzieci. Autorka poruszyła liczne problemy kilkuletnich bohaterów, które często ściśle wiążą się z ich chorobami. Jest też alkoholizm, bieda, molestowanie seksualne nieletnich czy temat aktualny ostatnio, czyli emigranci. Jeśli macie ochotę na prawdziwą historię o podłożu psychologicznym to polecam.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Mini czelendż 2016, Pod hasłem, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...