Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od autora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od autora. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 grudnia 2020

Małgorzata Micuła "Opowiadania z niewyspania"

 
 
 
 
Autor: Małgorzata Micuła
Wydawnictwo: Skrzat
Data wydania: 2019
Liczba stron: 112
 
 
 
 
 
 
 
Książeczka "Opowiadania z niewyspania" nie jest pozycją nadesłaną przez wydawcę. Nie można jej kupić tak zwyczajnie, w księgarni. Dlaczego więc mogę Wam o niej opowiedzieć? Ponieważ znam Autorkę, choć bardzo długo nie wiedziałam, że nią jest :)
 
 
Kim jest Małgorzata Micuła? Przybliżę jej postać posługując się biogramem i fotografią z okładki:
 
 

 
We wstępie swojego zbiorku Autorka odpowiada na pytanie, które może pojawić się u czytelnika po zapoznaniu się z tytułem, czyli czym jest Niewyspanie: "...stan mojego ducha, dzięki któremu powstały te teksty. To także myśli, które nie dają zasnąć, dopóki ich się nie zapisze, bo gdyby tego nie zrobić od razu, to do rana nie pozostałoby z nich nic." *  [str. 3]

Małgorzata Micuła podarowała nam osiem zróżnicowanych opowiadań, zarówno pod względem tematyki, jak i objętości. Każde z nich jest samodzielnym tekstem powstałym w różnym czasie. Na początek jest bardzo wspomnieniowo...

Na początek Autorka ma gratkę dla mieszkańców ulicy Stradomskiej, opisała bowiem kamienicę pod numerem dziesiątym - subiektywną historię budynku, jego mieszkańców, swoje wspomnienia. Opowiadanie jest podzielone śródtytułami, dzięki czemu nie ma w nim chaosu. Wraz z małą Małgosią poznajemy stan rzeczywisty z roku 1965, kiedy tam zamieszkała. Opisała nam sąsiadów, swoje odczucia, ogród, zwierzęta, wygląd kamienicy i wiele innych. Nie pominęła również informacji o stanie obecnym (na chwilę pisania książki, czyli do roku 2016). 

Drugie opowiadanie opisuje nie budynek a człowieka - kolegę, profesora, Tadka, czyli ojca Małgorzaty. Autorka opisuje kim był, jak spędzał z nią czas wolny, pomagał w matematyce, jakim był nauczycielem, skąd pochodził i jakie miał pasje. Ta historia to hołd oddany bliskiemu sercu członkowi rodziny.
 
Kolejne teksty są niezwykle oryginalne, refleksyjne i zabierające czytelnika w magiczną podróż. Podczas niej poznamy marzenia i wspomnienia wierzby; na przykładzie sznurka dowiemy się, że rękodzieło ma duszę; poznamy Adę, Piotra, Grażynę oraz Joachima, którzy zabiorą nas w świat twórczości, pasji, zmian oraz w lustrzaną podróż. 
 
Ta niepozorna książeczka kryje w sobie wiele niespodzianek. Nie spodziewałam się jak potoczą się kolejne historie, w jaką stronę pokieruje swych bohaterów Autorka. Myślę, że pod pozornie błahymi tematycznie opowieściami o sznurku, pudełku po butach Joachima czy meblach przygotowujących się do przeprowadzki Małgorzata Micuła ukryła wiele ważnych życiowo problemów, spraw, istotnych kwestii. Należy dopatrywać się w nich drugiego dna, bo pozory mylą.
 
I jeszcze troszkę prywaty na koniec - podobnie jak Autorka jestem nauczycielskim dzieckiem (a przynajmniej byłam przez wiele lat w dzieciństwie) i również wiele godzin spędzałam z nimi w szkole i wokół niej. Również okolice pochodzenia Taty Autorki są mi znane, za sprawą rodziny męża - Czaple, Prandocin...


 
 
Podsumowując - "Opowiadania z niewyspania" to zbiór utworów przepełnionych rozmyślaniami dotyczącymi przemijania, sensu życia czy nieodwracalności. Opowiadania opisują świat, w którym przedmioty mają duszę, historia zatacza koło o ludzie (i nie tylko) poszukują odpowiedzi na istotne pytania. Te krótkie teksty namawiają, by być sobą, spełniać marzenia, oddawać się pasjom, wspominać dobre chwile i pamiętać, że ważne są najdrobniejsze przedmioty - doceńmy je.
 

 
 
Jeśli chcielibyście mieć swój egzemplarz tej książki wraz z autografem Autorki piszcie  -> mmicula@o2.pl



 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję Autorce

czwartek, 19 listopada 2020

Anna Dąbrowska "Czas na ciszę"


 
 
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 12 listopada 2020
Liczba stron: 364
Cykl: Płomienie tom 3
 
 
 
 
 
Cykl 'Płomienie' Anny Dąbrowskiej jest przepełniony emocjami i muzyką. W każdy tomie autorka opisała losy jednego z byłych członków zespołu Lagor, działającego niegdyś w Szwecji. Po rozpadzie każdy z młodych mężczyzn poszedł swoją drogą... W "Odlecimy stąd" poznaliśmy losy gitarzysty Jakuba, "W deszczu" opisane zostały losy perkusisty Aleksa, przyszedł czas na wokalistę, którym jest Kosma. Co przyniesie tom czwarty? Po lekturze trzeciego już się boję...


Kosma jako jedyny z byłych członków zespołu pozostał w Szwecji. Ukrywa się tam przed szumem medialnym, jaki rozpętał się wbrew jego woli. On marzy o spokoju i chce uwolnić się od przeszłości.
Jednak jego kumpel Pepe ma super propozycję - wolny fotel jurorski w konkursie muzycznym... Jednak Szanowny Pan Samgaiło musiałby ruszyć się z bezpiecznej kryjówki do Warszawy... A to niesie ze sobą możliwą konfrontację z rodziną, czego Kosma pragnie uniknąć... Dlaczego?

Tajemniczy, władczy, pewny siebie, bogaty i z ciętym charakterem mężczyzna będzie musiał zmierzyć się z dziewczyną, która poraża głosem. 
 
Biedna i żyjąca w cieniu innych półsierota musiała zrezygnować z wymarzonych studiów, podjąć pracę na nocną zmianę, by pomóc ojcu w opiece nad ciężko chorym bratem. Oksana ma niewiele wolnego czasu, jednak stara się poświęcać go innym. Jej marzeniem jest, by brat miał przeszczep, jednak nie stać ją na taki luksus. Każdego dnia martwi się o jego zdrowie patrząc jak cierpi. Dlatego kwalifikacja do programu "Szczęśliwa czwórka" daje dziewczynie nadzieję, że wygrana pozwoli na uratowanie Tomka.

Jednak Oksi jest dziewczyną spokojną, ufną, radosną mimo życiowych przeszkód, z marzeniami. Czy będzie w stanie odnaleźć się w grupie najbardziej irytującego i mrocznego jurora wokalnego talent-show? Czy on nie zmrozi jej serca? Czy uda jej się oczarować go głosem?  

Gwarantuję Wam, że to będzie bitwa na głosy!
I ONA i ON potrafią śpiewać. 
Zaczarować.
Uwieść.
Zahipnotyzować.
I wiem to tylko z czytanych słów.


Anna Dąbrowska tak opisała ich głosy, że nawet bez dźwięku byłam w stanie się w nich zakochać. Szkoda, że nie dołączono płyty...
 
Kim Kosma stanie się dla Oksany? Trenerem? Przyjacielem? Partnerem? Nauczycielem? A może kimś więcej?
A przede wszystkim jak zakończy się ta historia? Cóż, finał jest typowy dla Ani - zaskakujący dla mnie.
 

Autorka nie tylko wyśmienicie opisała głosy, by czytelnik poczuł je do głębi. Zrobiła jeszcze jedną niesamowitą rzecz - od samego początku powieści zawładnęła moim sercem, duszą i rozumem... EMOCJAMI! "Czas na ciszę" jest ich pełen. Tutaj każde wydarzenie, słowo, spotkanie czy gest jest opisany w tak przejmujący sposób, że wielokrotnie miałam w oczach łzy a na rękach 'gęsią skórkę'. 
 
Jak dla mnie to bezapelacyjnie najlepszy jak dotąd tom cyklu 'Płomienie', który na długo pozostanie w pamięci. Tych emocji się nie zapomina. Czuję się jak przejechana walcem... W każdą stronę wnikałam w całości, każdy wers czułam jak powiew wiatru ciepłego lub zimnego w zależności od opisanych tam wydarzeń.
 
 
Podsumowując - "Czas na ciszę" to opowieść o tragedii sprzed lat i rodzinie, która nie potrafiła zrozumieć, kto wtedy zawinił. O rezygnacji z marzeń, dla dobra innych. O nieszczęśliwej miłości mylonej z przyjaźnią, walce o ratunek dla najbliższej osoby, śmierci ukochanej osoby, poświęcaniu codzienności dla ciężko chorego, a także o cierpieniu, bólu, strachu, chęci do życia i bezsilności. Historia, która wbija się w serca zazdrością, pojednaniem, wybaczeniem, samotnością i smutkiem. Przejmująca, prawdziwa, ze zwykłymi bohaterami, którzy wcale nie mają lekko i nie pijają ptasiego mleka (nawet Kosma, bo choć ma kasę to tylko powierzchownie jest panem losu). Z całego serca polecam!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję Autorce

środa, 22 lipca 2020

Anna Dąbrowska "W deszczu" - przedpremierowo




Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana na 24 lipca 2020
Liczba stron: 342
Cykl: Płomienie tom 2




Anna Dąbrowska-pisarka czuje chyba więź z Anną Dąbrowską-piosenkarką, ponieważ często w jej powieściach pojawia się motyw muzyki. Niezmiernie klimatyczna okładka wskazuje, że tym razem bohater lub bohaterka zabierze nas w świat gry na perkusji. A jaka fabuła czeka nas poza nią? I przede wszystkim jaki będzie finał u "Mistrzyni Niepewnych Zakończeń"?


"Deszcz to woda, która jest niezbędna do życia. (...) Dzięki niemu czułem się naprawdę dzieckiem (...). Coraz mniej ludzi lubi deszcz, ale oni nie wiedzą, co jest dobre. Wolą mieć suche ubrania i puste serca. Ja wolę mieć mokre ubranie i pełne serce." *


Aleksander Jabłoński po rozpadzie zespołu, w którym grał na perkusji wraca do Polski. Nie żal mu pozostawionej w Szwecji 'przyjaciółki', wraca do domu nad jeziorem, gdzie drzemią jego demony z dzieciństwa. Chce się z nimi zmierzyć i spróbować zbudować swoją przyszłość, wszak ma dopiero dwadzieścia pięć lat. Zarobione w Szwecji pieniądze chce przeznaczyć na otworzenie swojego biznesu. Choć nie jest pewny własnych emocji, wraca do rodzinnego domu, gdzie Borys (jego ojciec) mieszka z nową rodziną - Katarzyną oraz małym Maksem.

Wspomnienia czy może raczej demony uderzają w Aleksandra ze zdwojoną siłą. Przypomina sobie, że jako ośmiolatek musiał pożegnać się z przyjacielem Jasiem, musiał też zmierzyć się z kłótniami rodziców oraz płaczem mamy, która w dniu jego dziewiątych urodzin spadła schodów. Nie rozumiał dlaczego rodzice krzyczą, ani co tak naprawdę się stało... Dopiero z czasem pojął, czego był świadkiem. Jego dzieciństwo było naznaczone mnóstwem obowiązków, łącznie ze sprzątaniem po wiecznie pijanym ojcu, który zmienił życie syna w piekło. 

Na szczęście miał swoją muzykę.
Swoją perkusję.
Swój świat.
I swoje marzenia.

To dzięki nim budził się każdego ranka.
Dzięki nim ćwiczył wiele godzin.
Wiedział, że to jego przyszłość i warto o nią walczyć. Powalczyć musi również o rozwikłanie zagadki sprzed dziesięciu lat, kiedy to zniknęła Kayla, dziewczyna z sąsiedztwa, która była jego pierwszą i jedyną prawdziwą miłością. Jaka prawda stanie się jego udziałem w każdej z nierozwikłanych spraw? Czy po wyjaśnieniu wszystkiego będzie mógł zacząć wszystko od nowa?


W życiu Aleksandra bardzo ważną rolę odgrywa nie tylko muzyka, ale również deszcz.
W deszczu pochował Mamę.
W deszczu poznał Kaylę.
W deszczu się zakochał.
W deszczu ją pocałował.

Aleks nie boi się deszczu, dużo bardziej niewypowiedzianych słów, sekretów i tego, co zostało przed nim na lata owiane tajemnicą. Boi się niepewnej przyszłości, boi się tego co ukrywają Łuczakowie, boi się prawdy o swoim ojcu.


"...deszcz zmywa z nas wszystkie troski. Moczy ubrania, ale wypełnia nasze serca radością. (...) Skoro nie roztopi nas deszcz, a w naszych policzkach nie pozostaną korytarze wydrążone przez łzy, jesteśmy prawie nieśmiertelni." **


Anna Dąbrowska stworzyła historię z kilkoma płaszczyznami czasowymi, które opowiadają historię Aleksandra. Opowieść nie jest chronologiczna, co sprawia że nie zawsze znamy przyczynę lub skutek decyzji bohaterów. Książka zaczyna się bowiem od pytań i niewiadomych a tak naprawdę od środka, czyli od pobytu Alka w Szwecji. Dopiero później autorka pozwala nam naprzemiennie poznawać jego przeszłość oraz walkę o przyszłość. A żeby napięcie rosło, Dąbrowska dawkuje nam informacje dotyczące przeszłości - są to właściwie strzępy.

Początkowo akcja skupia się na Aleksie i przyznaję, że kiedy była mowa o szczegółach gry na perkusji, pojawiały się pozycje, techniki czy specjalistyczne słownictwo czułam się znużona (i to dla mnie jedyny minus tej książki), jednak gdy wątek Kayli jest coraz częstszy i szerszy a na jaw zaczynają wychodzić wszelakie sekrety nie mogłam się oderwać od lektury.

Moim zdaniem styl autorki zmienił się nieco względem poprzednich książek, jest bardziej dojrzały, poważny, konkretny, bez zbędnych słów kieruje nas na ścieżki, którymi podążali wcześniej bohaterowie. Ania wie jak zbudować klimat w scenach zbliżeń, wie jak poruszyć sercem, gdy komuś dzieje się krzywda, wie jak zaintrygować a nawet jak 'wywieźć w pole' z przypuszczeniami a tym bardziej nie pozwala odgadnąć, jak zakończy się to opowieść. Jednym słowem - "W deszczu" jest pełne emocji.


"W deszczu nie było widać naszych wad (...) Dlatego deszcz łączył, a nie dzielił." ***


Podsumowując - "W deszczu" to poruszająca historia o walce - o siebie i o marzenia. O zniszczonym życiu, alkoholizmie, postrzępionym sercu, błędach i traumie. Opowieść o życiu chłopca, na którego zbyt wcześnie spadły obowiązki; który przeżył tak wiele a nie zabrakło mu chęci, by stać się kimś. Jest to książka o ucieczce od wspomnień, kłamstw, demonów, o ciężkiej pracy, wytrwałości, utraconym szczęściu oraz plusach i minusach sławy. Nie sposób pominąć sens życia, dylematy czy rany z przeszłości oraz utratę życiowego celu. Tej powieści nie da się szybko zapomnieć - gorąco polecam!


* 14%
** 68%
*** 69%


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC (psy), 52 książki




Za książkę dziękuję Autorce

czwartek, 21 listopada 2019

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Tylko raz w roku"





Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Burda Książki
Data wydania: 30 października 2019
Liczba stron: 232





W tym roku Agnieszka Lingas-Łoniewska mocno mnie zaskoczyła, bowiem znałam ją dotychczas z dostarczania emocji raczej ekstremalnych, sensacyjnych i dramatycznych. A tu niespodzianka - autorka napisała powieść świąteczną. Jak poradziła sobie w tej scenerii 'dilerka emocji'?

XII 2013, Wrocław
Wigilia powinna być dla każdego czasem miłej i rodzinnej atmosfery oraz wyłącznie dobrych wiadomości. Niestety to szczęście ominęło licealistkę Elę Bracką, która właśnie w ten szczególny wieczór dowiedziała się, że rodzice się rozwodzą. By rozładować nagromadzone emocje i wypłakać w spokoju, zabiera psa Ramzesa i rusza na spacer koło Pergoli. Ze śniegowej zaspy ratuje ją Kamil Wysocki, student architektury, który z kolei ucieka od sztywnej, zimnej domowej atmosfery i Wigilii spędzanej z wyniosłą i oschłą matką. Między młodymi iskrzy a kolejne miesiące ogromnie odmieniają ich wspólne życie. Jesteśmy świadkami magii pierwszego pocałunku czy odkrywania wrażliwych miejsc.


kolejne Wigilie 2014 - 2019
Jednak nigdy nie jest tak, że w życiu spotykają nas tylko sukcesy, radości oraz błogie marzenia o uroczej przyszłości... Cudowną miłość Eli i Kamila zaczyna bowiem pożerać robak, zwany zazdrością, zawiścią, rozstaniem i brakiem akceptacji. Matka chłopaka nie widzi dla syna przyszłości z tą dziewczyną, wciąż szuka okazji, by ich rozdzielić. Z pomocą przychodzi znajomy architekt z Paryża, który proponuje mu pracę u siebie, jak tylko obroni dyplom. I choć według planu Ela ma dołączyć do Kamila na francuskiej ziemi to w jej życiu rozpoczyna się pasmo nieszczęść i tragedii, które niweczą te zamierzenia. Czy ta miłość może się odrodzić?

Obserwujemy dwa rodzaje ucieczki przed powracającymi wciąż wspomnieniami. Wyjazd z rodzinnej miejscowości, bo każde miejsce przypomina ukochaną osobę oraz ucieczkę w trwały związek z kimś innym. Jednak prawdziwego uczucia, nic i nikt nie jest w stanie zapomnieć. Mimo walki, ta sztuczka się nie uda. Jedynie kolejne ciosy od losu sprawiają, że bohaterowie wciąż cierpią. Czy jest szansa na świąteczny cud?


Agnieszka Lingas-Łoniewska dała radę, przekazała tą powieścią maksimum emocji. Wydarzenia pozytywne i negatywne przeplatają się ze sobą i biorąc czytelnika z zaskoczenia dostarczają mu wrażeń, wzruszeń, złości a nawet wściekłości. Tej książki nie da się przeczytać bez reagowania na fabułę. Bo jak spokojnie przejść wobec rozwodu rodziców, kłamstw matki, wyjazdu ukochanego i utraty najbliższych? Jak poradzić sobie z nauką nowej rzeczywistości z drugim partnerem rodzica czy z dobijającą diagnozą dotyczącą najbliższej osoby?

Dzięki naprzemiennej narracji Eli i Kamila doskonale odczuwamy to, co oni. Wiemy co myślą, odkrywają przed nami powody swoich decyzji - tych właściwych, ale również błędnych. Nie sposób nie kibicować ich miłości. Zwłaszcza, że historia napisana przez Lingas-Łoniewską nie jest słodką bajeczką pod choinkę, ale posiada charakterystyczną dla pisarki zwiększoną liczbę dramatów.

Przez towarzyszące nam codziennie stres, zmęczenie i zabieganie nie dostrzegamy tego, co naprawdę się liczy, czyli uczuć, rodziny oraz małych szczęść. A przecież w życiu najważniejsze jest to, by mieć cel i dążyć do niego patrząc wyłącznie w przyszłość.


Podsumowując - "Tylko raz w roku" jest Wigilia. "Tylko raz w roku" zdarzają się cuda, które zawdzięczamy magii świąt i miłości. Klimatyczna historia o utraconych nadziejach, wyrzutach sumienia, niespełnionych marzeniach, samotności, naprawianiu błędów oraz ludzkich dramatach, których życie nam nie szczędzi. A między nimi zrozumienie, wybaczenie, odzyskanie zaufania oraz wyznanie prawdy. To opowieść o rodzącej, ale i gasnącej miłości, ucieczce przed wspomnieniami a przede wszystkim pokręconych ludzkich losach. Gorąco polecam!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję
Autorce

poniedziałek, 30 września 2019

Elżbieta Ceglarek "Drugie życie Leny"







Autor: Elżbieta Ceglarek
Wydawnictwo: rozpisani.pl
Data wydania: 2016
Liczba stron: 404









Czasami człowiek znajduje się w takim punkcie życia, że nic go już nie cieszy, niczego nie oczekuje, nie pragnie, nie marzy... I tylko niespodziewane działanie przewrotnego losu sprawia, że nagle wszystko się zmienia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki... Oto "Drugie życie Leny", debiutancka powieść Elżbiety Ceglarek, która opowiada właśnie o takich zmianach...

Lena Zawrocka zmuszona służbową koniecznością pojechała do urzędu miasta, gdzie przed upadkiem na schodach uratował ją Marcin Prajs. Straszliwie namolny ordynator ginekologii, choć uprzejmy, grzeczny i ogromnie miły to jednak zbyt natarczywy dla pani dyrektor jednego z warszawskich przedszkoli. Przeszła w swoim życiu wiele, łącznie z toksycznym małżeństwem i teraz marzy o spokoju a nie wchodzeniu ponownie w związek. Ale Prajs tak czaruje, błaga i nalega, że - bardziej dla świętego spokoju, licząc że w końcu się odczepi - Lena zgadza się na spotkanie w kawiarni.

Marcin jest przeciwieństwem byłego męża Zawrockiej, wciąż się do niej dostosowuje, ulega, przemawia jak do dziecka przekonując do swoich racji. Chwilami aż mnie mdliło od tego słodkiego zachowania. Ale przecież w normalnym życiu tak nie jest! Jak długo będzie tak bardzo sielankowo? Do czasu aż Marcin odkryje coś niepokojącego i będzie musiał stoczyć z Leną istną batalię.


"Zawsze najpiękniejsze jest to, co niedoścignione, niemożliwe. Właśnie to chcemy mieć." *
 

"Drugie życie Leny" to w ogromnej większości "teatr dwóch aktorów", bowiem z rzadka pojawiają się inne postacie, prym wiodą Lena z Marcinem, ich rozmowy, spotkania, wyjścia, wyjazdy. Autorka nie opisuje każdego dnia z ich życia a jedynie te, które mają kluczowe znaczenie w tej historii. Skupia się nie tyle na medycznym ujęciu tematu, ale na uczuciach i odczuciach Leny. Na jej bólu, strachu, negowaniu decyzji lekarzy, kłamstwach dotyczących samopoczucia, które możemy poznać wnikliwie i szczegółowo z uwagi na pierwszoosobową narrację.

Zawrocka jest osobą ogromnie niezdecydowaną, niepewną, marudzącą pesymistką, która żyje z dnia na dzień i nie cieszy się życiem a kiedy dochodzą problemy zdrowotne, uważa że badanie ginekologiczne to tortury, czuje wstyd, skrępowanie, strach i ciągłą niepewność. A przecież wiele kobiet musi się przełamać w tej kwestii. Bohaterka ma wiele talentów i pasji: muzyka, filozofia, czytanie książek.
Lena należy do tej grupy ludzi, którzy lubią sami sobie komplikować życie, zbyt dokładnie wszystko analizuje, po "atrakcjach" z przeszłości nie ufa mężczyznom, co w jej sytuacji nie jest dobre. Często nie zachowuje się jak na dyrektorkę przystało... Po godzinach może być małą dziewczynką?!

Marcin z kolei, nie w każdej sytuacji jest facetem z krwi i kości; chwilami to takie "ciepłe kluchy", wciąż pobłaża i słodzi swojej kobiecie. Ale jednocześnie dba o nią, przekonuje do najbardziej stresujących i przysparzających bólu czynności medycznych, by jako lekarz zadbać o nią, jej zdrowie i życie. W tym samym czasie jego męskie wybory próbuje zmienić inna kobieta, uważając, iż to facet tylko dla niej.

Lena i Marcin.
Ogień i woda.
Umysł ścisły i artystka.
Dwie jakże różne osoby, które połączyła iskra uczucia.

Muszę przyznać debiutantce jedno - wręcz zegarmistrzowską precyzję w opisie bohaterów, ja przedstawiłam tylko kilka spostrzeżeń. Czytając powieść, czytelnik czuje jakby osobiście znał bohaterów, czuje że wie, co odpowiedzą na zadane pytania czy przedstawione propozycje.
Bardzo sugestywny tytuł książki, już od pierwszych chwil intryguje a oryginalnie poprowadzona fabuła sprawia, że czyta się szybko i tak naprawdę bez możliwości odgadnięcia, jaki będzie finał. W tej powieści "czarny charakter" nie jest namacalny, jest nim choroba, która podstępnie atakuje i długo walczy, nie chcąc ustąpić...

Jedynie momentami skróciłabym zbyt długie wątki czy rozmowy, które dotyczyły tego samego tematu i często się powtarzały. Moim zdaniem były niepotrzebnie rozciągnięte. Elżbieta Ceglarek uwielbia posługiwać się zwrotem w stylu dowiedziałam / przekonałam się o tym znacznie później, co sieje w umyśle czytelnika ziarno niepewności co do dalszych wydarzeń w życiu bohaterki. Zapowiada niekoniecznie pozytywne wydarzenia mające dopiero nadejść.



Podsumowując - "Drugie życie Leny" to książka o miłości, przywracaniu nadziei, bezpieczeństwie, szansach kobiet w średnim wieku na szczęście opisująca również sukcesy, porażki, niespodzianki od życia oraz koszmary z przeszłości. Barwna historia o trudnych decyzjach; z dopracowanymi dialogami, świetną charakterystyką postaci, nie do końca oczywista, ale skupiająca się na uczuciach czy przeżyciach pacjenta a nie medycznym ujęciu jego stanu. Tą powieścią autorka przekazuje nam, kobietom, badajmy się!




* E. Ceglarek, "Drugie życie Leny", rozpisani.pl, Warszawa 2016, s. 20





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję
Autorce

wtorek, 13 marca 2018

Anna Dąbrowska "Nauczyciel tańca" - przedpremierowo




Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Lira
Data wydania: planowana na 14 marca 2018
Liczba stron: 400













Anna Dąbrowska należy do nielicznego grona pisarek, których twórczość znam w stu procentach. Zaczynałam od debiutu i na bieżąco sięgam po najnowsze książki. Dzięki tej chronologiczności można w doskonały sposób śledzić postępy - lub ich brak - autora, tworzącego kolejne historie. W przypadku Ani jest też aspekt zakończenia - nigdy nie można być pewnym czy będzie happy end czy tragedia...

Dominik jest pasjonatem - ma trzydzieści trzy lata i uwielbia taniec. Z uwagi na fakt, że mężczyzna nie lubi być dotykany nie jest to walc, rumba czy tango, ale krump! Z paczką przyjaciół spotykają się w opuszczonej fabryce, by wspólnie pozbywać się złych emocji. Z pozoru to człowiek silny, nie czuje bólu czy chłodu, jednak czy na pewno to typ wytatuowanego twardziela? Dominik przywykł do biedy i braku miłości. Jako trzylatek został oddany do domu dziecka a kiedy już znalazł dobrą i kochającą rodzinę... utracił ją a cierń w sercu pozostał... Przecież był grzeczny! To nie była jego wina, że musiał odejść! Niczego nieświadomi rodzice zastępczy oddali go i jednocześnie skazali na... Tak, ta trauma już na zawsze w nim pozostanie. Razem z żalem, bólem i niechęcią.

Kaja jest bohaterką - mając dwadzieścia pięć lat straciła dom i rodziców, ale uratowała młodszą siostrę - Sarę. Minęły dwa lata od tamtych wydarzeń, ale nastolatka - pomimo terapii - nadal nie wypowiedziała ani jednego słowa. Kaja stara się zapewnić im obu normalne życie, ale wciąż nie potrafi odciąć się od przeszłości. Zbyt wiele przykrości ją spotkało, co skutkuje brakiem pewności siebie. Czy Kaja znajdzie sposób na wydobycie siostry ze szponów milczenia? Czy spełni marzenie dziewczynki i pozwoli jej tańczyć krump? Właśnie ta decyzja ma zmienić los wielu osób... Od niej zależy radość, ale i smutek. Euforia, ale i łzy...


"Czasami należy tak zrobić, by nie ominąć swojego szczęścia na prostej drodze." *


Ania Dąbrowska stworzyła piękną historię, jak zawsze osnutą na oryginalnym temacie - tym razem jest nim taniec o nazwie krump. Nie spotkałam się jeszcze z takim wątkiem w literaturze, dlatego z ogromnym zainteresowaniem chłonęłam wiedzę o nietypowym tańcu, dzięki któremu można pozbyć się nawarstwionej przez lata złości. Krump pozwala wyrzucić z głębi siebie ból, bezsilność, gniew czy rozpacz i jest pewnego rodzaju pomostem między dwoma światami - normalnym życiem, w którym trzeba chodzić do szkoły czy pracy, jeść, robić zakupy i sprzątać a życiem jakie wiedliśmy w przeszłości, kiedy nastąpiło traumatyczne wydarzenie.


"Ten taniec uczył dystansu do siebie i uczył śmiać się z własnej nieudolności." ** 


Na ile krump pomoże bohaterom się oczyścić? Czy Dominikowi uda się dotrzeć poprzez taniec do serca i duszy dwunastoletniej Sary i oczyścić je z blizn? Czy dziewczynce pomoże tak niekonwencjonalny sposób terapii? Jak na rodzące się uczucie zareagują Kaja i Dominik, wszak ich przyszłość jest naznaczona licznymi ranami z przeszłości... Na ile poradzą sobie z ciążącymi sekretami? Czy odważą się na szczerość?

Zostawię Was z pytaniami... Mam nadzieję, że dzięki temu podsyciłam Waszą ciekawość i podobnie jak ja, będziecie pragnęli poznać odpowiedzi. Niewątpliwie najistotniejszymi momentami są spowiedzi bohaterów, kiedy to wreszcie poznajemy prawdę - nagromadzone przez lata frustracje i krzywdy. Przyznaję uczciwie, że niektóre z tajemnic odgadłam wcześniej, ale i tak dotknęła mnie brutalna prawda o niektórych wydarzeniach...

Patrząc przez pryzmat kolejnych powieści autorki, to zarówno pod względem tematyki jak i stylu widać ogromny rozwój - piękne zdania, kontrasty, symbolika i metafory - wszystko to składa się na literacką ucztę z tańcem w tle. Zaś właśnie krump, podobnie jak slang Eddiego (przyjaciela Dominika) to dla mnie totalne nowości. Schematyczność występuje jedynie w zakresie... dwuosobowej narracji :) A to przecież dzięki temu zabiegowi możemy naprzemiennie poznawać myśli i uczucia targające wykreowanymi przez Dąbrowską postaciami. Wciąż wyczuwalne jest napięcie, również erotyczne, które narasta i wypełnia przestrzeń między bohaterami oraz między czytelnikiem a powieścią.


Podsumowując - "Nauczyciel tańca" to powieść o miłości, przez którą i dla której chętnie się zmieniamy oraz o przyjaźni ponad wszystko. Niezwykła historia o dwojgu przeczołganych przez los ludziach, których zbliżył do siebie strach i trudna przeszłość a między nimi nastolatka, którą życie doświadczyło nie dając żadnej taryfy ulgowej.
W żadnym momencie tej książki nie miałam pewności czy już wszystko wiem... Może jeszcze jakieś sekrety kryją się w "szafie"? Każda strona to wulkan emocji a zarazem niespodzianka - ot, wizytówka Ani Dąbrowskiej. Gorąco polecam, gdyż tak oryginalnego, udanego i rzeczywistego motywu wyrzucenia złości nie mieliście jeszcze zapewne szansy poznać.



* A. Dąbrowska, "Nauczyciel tańca", Wyd. Lira, Warszawa 2018, 41%
** Tamże, 66%



Książka przeczytana w ramach styczniowych wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Krzysztof Koziołek "Imię Pani"



Autor: Krzysztof Koziołek
Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 334








Bardzo lubię czytać kryminały, choć nie miałam dotychczas styczności z tymi oferowanymi przez Krzysztofa Koziołka – w wersji retro. Dlatego dałam się namówić na dziesiątą już książkę pisarza (dlaczego ja wcześniej nie znałam tego autora??) - „Imię Pani” i odbyłam podróż w czasie na Dolny Śląsk.

Jest grudzień 1934 roku
Czterdziestoletni Gustav Dewart za namową wuja wyjeżdża do Krzeszowa, gdzie w barokowym kościele klasztornym u benedyktynów ma odzyskać spokój ducha po rodzinnym dramacie. Komisarz kryminalny nie jest zbyt zadowolony z pobytu w gościnie u opata, ponieważ strasznie się nudzi. Jednak osiemnastego dnia miesiąca, tuż po uroczystej mszy na okoliczność Dnia Światła, los postanawia uśmiechnąć się do komisarza – opat otrzymuje wiadomość, że brat Bronisław nie żyje. Dzieło przypadku? Możliwe… Na miejscu zdarzenia pojawia się komendant powiatowej żandarmerii – Felix Walsleben, który od początku działa Gustawowi na nerwy. Brak sympatii między przedstawicielami prawa jest coraz bardziej widoczny, zwłaszcza że niebawem pojawiają się kolejne ciała… Czy to nadal przypadki albo nieszczęśliwe wypadki?

Na prośbę opata Dewart prowadzi własne śledztwo, choć widocznym jest, iż jego pomysły wciąż komuś przeszkadzają. Z pozoru ofiary nic nie łączy – ani wiek, ani płeć, ani zajęcie… Komisarz jednak wciąż szuka, kombinuje, rozmawia i dopatruje się powiązań, co sprawia, że powoli wyłaniają się pomysły co łączyło kolejne ofiary. A dlaczego powoli? Bowiem w trakcie analizy kto jest winny śmierci tylu osób, na drodze stanęły mu demony z przeszłości… Wspomnienie osób, które już dawno chciałby usunąć ze swej pamięci…


Krzysztof Koziołek stworzył na pewno bardzo oryginalny kryminał – sam pomysł na fabułę mnie zaskoczył i nijak nie mogłam wyprzedzić wydarzeń swoimi przypuszczeniami. Morderca wszystkich wywiódł w pole i choć przez chwilę podejrzewałam, kto jest winny zbrodni to niestety zbyt szybko odrzuciłam ten pomysł. Zafascynowały mnie ukryte wyjścia z klasztoru, tunele a także tajemnice skrywane przez skrytki z przeszłości. Świetnie bawiłam się podczas utarczek słownych między przedstawicielami prawa a z niepokojem śledziłam kolejne kroki Gustawa w poszukiwaniu prawdy.

Autor doskonale wpasował się w czas akcji – opowiedział historię opactwa, moment konsekracji kościoła, opisał wydarzenia jakie miały miejsce podczas rządów kolejnych opatów, jak wyglądał pochówek zakonników. Tekst został wzbogacony legendami, analizą obrazów, licznymi informacjami o wsiach, kopalniach, traktach i tkactwie, którym trudniła się tamtejsza ludność. Jednak chwilami miałam wrażenie, że jest tego za dużo. Że informacje z historycznego tła przytłoczyły samą ‘morderczą fabułę’. Że są to informacje bardzo przewodnikowe, zabrakło mi w tych fragmentach lekkości, które bardziej by mnie wciągnęły a nie dotyczyły wciąż nowych nazw, dat i nazwisk.

Książka jest idealną lekturą dla osób lubujących się w kryminałach, zwłaszcza retro oraz powieściach historycznych. Nie brakuje tutaj różnorodności bohaterów, podstępów, śledzenia, zaskoczeń, tajemnic oraz dedukcji. Pajęczyna podejrzeń zatacza coraz szersze kręgi a komisarz próbuje wyłuskać z gąszczu zalewających go informacji, te naprawdę ważne. Kto i dlaczego zabił tak wiele niewinnych ludzi?


Podsumowując - „Imię Pani” to kryminał, jakich… niewiele :) Mylenie tropów podrzucanych powoli przez autora, zaskakujący finał z mężczyznami w mundurach, postacie dostarczające kolejnych ‘smaczków’ oraz demony z przeszłości, które pojawiają się, by zburzyć spokój.
Świetnie stworzona intryga Koziołka, wzbogacona przez elementy historyczne i opowiedziana nie tylko w małym miasteczku, ale przede wszystkim tuż pod okiem mnichów, z pozoru istot religijnych, niewinnych i skromnych. Jakie sekrety mogą kryć się w takim miejscu?
Jest intrygująco, ekscytująco, zaskakująco i klimatycznie – naprawdę warto przeczytać. Chętnie poznam inne książki Krzysztofa Koziołka.



Zdjęcia pochodzą z TEJ strony i zostały zrobione podczas uroczystej i niezwykle klimatycznej premiery książki - zapraszam do lektury



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorowi

sobota, 6 stycznia 2018

Magdalena Witkiewicz & Alek Rogoziński "Pudełko z marzeniami"




Autor: Magdalena Witkiewicz & Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 336













Od pewnego czasu modne są pisarskie duety, dlatego coraz to nowe pary pojawiają się wspólnie na okładkach księgarskich półek. Można oddawać się marzeniom i rozmyślać kto z kim mógłby napisać powieść… Na szczęście w przypadku Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego nie trzeba ‘gdybać’ - ten duet stał się faktem a owoc ich pracy można czytać pod magicznie brzmiącym tytułem „Pudełko z marzeniami”.

Malwina Kościkiewicz uwielbia gotować. Swojego chłopaka – Radosława – poznała na warsztatach kulinarnych w Warszawie. Dziewczyna została wcześnie osierocona a kiedy osiągnęły wraz z bliźniaczką osiemnaście lat sprzedały dom po rodzicach i zaczęły żyć po swojemu. Rozalia została prokuratorem a Malwina… też chciałaby spełniać swoje marzenia. Dlatego kiedy zobaczyła ogłoszenie o sprzedaży lokalu w Miasteczku, gdzie w dzieciństwie spędzała u babci każde wakacje, pojechała go obejrzeć i…. Zakochała się! Czy to magia ulicy Czarownej 23? Malwina czuła ducha tego miejsca i oczami wyobraźni czuła wirujące w powietrzu zapachy potraw jej przyszłej restauracji, zwłaszcza po usłyszeniu od poprzedniego właściciela domu historii z okolic II wojny światowej. Szczególnym elementem wyposażenia piwnicy okazał się Święty Ekspedyt, o którego powierzchowną czystość dba przychodząca w snach matka poprzedniego właściciela. Czy spełni się marzenie Malwiny? Czy poradzi sobie z własną restauracją niemal sama? Do czego wykorzysta pudełko skarg i zażaleń? Czy odnajdzie się wśród społeczności Miasteczka?

Michał Szustek został wielokrotnie doświadczony przez okrutny los. Najpierw odebrał mu rodziców a później całą resztę poukładanego i pozornie szczęśliwego życia – opiekującą się nim ciotkę, pracę i dziewczynę… Zresztą wraz z odejściem ciotki Kornelii, która uparcie powtarzała, że na łożu śmierci wyzna mu coś ważnego, otrzymał szansę na nowe życie… Choć wtedy jeszcze tego nie wiedział… Kiedy nadeszła pora, wsiadł na motocykl i udał się do Miasteczka, gdyż tam jego dziadkowie zostawili mu coś ważnego, skrytego przed oczami świata. Czy uda mu się odnaleźć skarb przodków? Jak przyjmie go lokalna społeczność? Jakie niespodzianki czekają na Michała w na ulicy Przytulnej?

Powieść okazała się być cudowną niespodzianką! Każdy kto czytał „Pracownię dobrych myśli” Magdaleny Witkiewicz, będzie szczęśliwy, mogąc pojawić się w życiu lubianych bohaterów raz jeszcze i to dwa lata później. Co wydarzyło się na Przytulnej w tym czasie?
Pozazdrościłam Malwinie, że ma Pracownię Floriana tuż za rogiem a częstymi gośćmi restauracji są nie tylko Florian i Tomasz, ale również Pani Wiesia – specjalistka od unikania kłopotów oraz nalewek dla zdrowotności, która ma ‘fifi w internatach’ i dzięki temu wiele wie :) Akcja z listem z klubu czytelniczego skierowanego do starszej pani rozłożyła mnie ze śmiechu na łopatki.


Duet Witkiewicz&Rogoziński spisał się wyśmienicie. Specjalistka od szczęśliwych zakończeń i pisarz mający niejedną powieściową ‘krew na rękach’ połączyli swe siły i stworzyli nietypową pozycję na czas świąteczny. „Pudełko z marzeniami” to czarująca historia z humorem, przytupem, ale i ‘czarnymi charakterami’. Nie brakuje w niej różnorodnych spraw do rozwiązania, problemów, z którymi mieszkańcy próbują poradzić sobie sami, ale też uczą się o potrzebną pomoc prosić. Wiesława bawi, Cezary bulwersuje, Kalinka z Kamilem swatają a los… nie daje czasami wyboru i działa według własnej logiki. Podobnie jak święty… Książka jest nieco przewrotna, gdyż w przeciwieństwie do innych tego typu dzieł, nie znajdziecie tutaj morza miłości, ogromu czułości i wielu chwil z powieściowymi duetami kryjącymi się w sypialniach, parkach czy innych intymnych zakątkach. Choć rzecz jasna nie twierdzę, że autorzy zapomnieli o uczuciach...

A tytułowe pudełko? Nie zdradzę Wam jaka magia w nim tkwi, sami musicie ją odkryć :) Musicie przekonać się o wyjątkowości ludzi, którzy wymyślili ten sposób spełniania marzeń innych oraz jakie pragnienia spełnia się ‘od ręki’ a na których finał trzeba poczekać dłużej.

Szeroki wiekowo wachlarz bohaterów, dodaje niezwykłego uroku tej małomiasteczkowej historii, która została napisana z lekkością i bardzo przyjemnym w odbiorze języku. Postacie kryją swe tajemnice przed innymi, niosąc jednocześnie pokaźne bagaże doświadczeń i nadstawiając się lub uchylając strzałom Amora. Dobro ponownie chce zapanować nad złem a niektórzy bohaterowie będą potrzebowali nieco więcej niż pozostali czasu na to, by zrozumieć, że konieczne jest obranie innej ścieżki życiowej.

Podsumowując - „Pudełko z marzeniami” to najzabawniejsza komedia bożonarodzeniowa z jaką przyszło mi się zmierzyć. Jest romantycznie, wesoło, nostalgicznie, ale i nie brak namacalnych problemów. To opowieść o tym, jak sztuka sakralna uskrzydla, kim jest typ perfidno-zakamuflowany, jakie znaczenie mają burdelowe iluminacje oraz jak wyścigi żab czy winniczków mogą odmienić czyjeś losy. A na deser poznacie aspekt medycyny mówiący o leczeniu zranionych dusz ciastem. Idealna pozycja na wieczorne odprężenie, nie tylko w okresie Bożego Narodzenia czy Nowego Roku.






Książka przeczytana w ramach grudniowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

sobota, 16 września 2017

Magdalena Witkiewicz "Ósmy cud świata"




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 13 września 2017
Liczba stron: 336










Magdalena Witkiewicz to polska autorka, która trafia wprost do serc rodzimych czytelniczek swoimi życiowymi powieściami. Potrafi pisać z humorem oraz o poważnych sprawach, ale w lekkim i przystępnym stylu. Nie będę rozpisywać się o jej biografii, bowiem w internetowym świecie znajdziecie potrzebne informacje. Nie porównam również "Ósmego cudu świata" do "Czereśnie zawsze muszą być dwie", bo to zupełnie nie ten kaliber, wręcz inna bajka i trudno będzie "Czereśnie..." teraz zrzucić z mojego prywatnego piedestału, czy tam TOP1 Magdaleny, jak kto woli :)


Anna ukończyła marketing i zarządzanie, jednak jej największą pasją są podróże. Potrafi pojechać sama w nieznanym kierunku, bez konkretnego planu czy celu. Mając szansę na dobrą pierwszą po studiach pracę, rezygnuje z niej, gdyż musiałaby odwołać wyjazd do Norwegii. Życie Ani śledzimy przez kilka następnych lat - jej codzienność singielki, która jest pewna swej przyszłości, nie martwi się zbytnio jutrem, rozstania leczy podróżami i tylko słowa matki oraz przyjaciółek sprawiają, że marzenia zaczynają boleć... Podróże służbowe choć w minimalnym stopniu zaspokajają głód przemierzania przestrzeni, ale w życiu bohaterki następuje kryzys. Czuje, że łączenie pracy z życiem prywatnym zaczyna ją przytłaczać. Wplątała się z Jackiem w relację, która nie do końca daje jej spełnienie.


"By z kimś być, trzeba umieć się z nim również nudzić". *


On daje jej serce na wyciągniętej dłoni i pragnie wiele.
A ona?
Ona postanawia pojechać na urlop! Przemyśleć swoje decyzje, odzyskać wiarę w miłość i dowiedzieć się gdzieś w głębi siebie, czego tak naprawdę oczekuje od losu i swej przyszłości. Bo będąc z dala od domu łatwiej nam znaleźć właściwe rozwiązanie, ponieważ łapiemy dystans do tego co się wydarzyło.

Swoje kroki Anna kieruje do Wietnamu, gdzie spędza kilka dni z przypadkowo poznanym Tomaszem. Bajkowa sceneria sprawia, że stają się sobie bliżsi niż planowali... Wszak ona chciała być sama i myśleć a on... miał tu być z kimś innym. Dwoje ludzi z mocno poplątaną przeszłością w gorącym słońcu Azji poczuło wzajemną więź, którą zniszczyła jedna kartka papieru... Czy tą relację uda się jeszcze odbudować? A nie będzie to łatwe... Czy może Anka zrozumie, że jej przeznaczeniem jest Jacek? Co podpowie jej serce? Jeśli chcecie się przekonać jak zakończy się ta historia, którą dodatkowo pogmatwają maleńkie stópki, to koniecznie sięgnijcie po "Ósmy cud świata".


Skąd pomysł na Wietnam? W 2014 roku Magdalena Witkiewicz została zaproszona na Międzynarodowy Festiwal Literatury Europejskiej w Hanoi. To wtedy poczuła inspirację, by fabułę jednej ze swych powieści - choć częściowo - umieścić w tym kraju. Z ogromnym zainteresowaniem czytałam o wiecznie młodych Wietnamkach, ruchu ulicznym bez zasad, farmach pereł oraz smakach i zapachach charakterystycznych dla tego zakątka świata. Najbardziej podobały mi się legendy, które opowiadał Tomasz - o powstaniu Jeziora Zwróconego Miecza, o zbieraniu ryżu czy wyspach Ha Long.

Autorka użyła pięknego porównania naszego życia - musimy uważać na to co wybieramy, na co się decydujemy, co komuś mówimy, bowiem życie to nie książka i ma tylko jedno zakończenie. Powieść obfituje w całą gamę przemyśleń na różne tematy bliskie każdemu z  nas: przeszłość rzutująca na przyszłość, problemy damsko-męskie, marzenia lub przerażenie na myśl o macierzyństwie, odzyskiwanie wiary w ludzi, relacje rodziców i dzieci a także miłość przychodząca wtedy, gdy własne dzieci są już dorosłe. Nie zabrakło również przedkładania pracy ponad miłość, gonitwy za pieniądzem czy bólu samotności.


"...czasem życie i praktyka są dużo lepszymi nauczycielami niż teoria serwowana na zajęciach przez profesorów" **


"Ósmy cud świata" wspiera nas na wielu polach - pokazuje, że nie wystarczy marzyć... trzeba zrobić pierwszy krok zaś miłość jest czasem na wyciągnięcie ręki, tylko nie potrafimy tego dostrzec... Aby ją "dogonić" musimy przekroczyć niejedną granicę a wtedy koniecznie powinniśmy zdradzić temu, kogo kochamy, że jest obiektem naszych uczuć. Powieść traktuje również o tym, że pomimo trudności musimy żyć dalej uważając na zgubne "lepiej", "wyżej" czy "więcej". Czasem trzeba odpuścić parcie naprzód "po trupach do celu", bo ważniejsza jest codzienność i bliscy.

Powieść - z nota bene cudownie symboliczną okładką - składa się z trzech części: w pierwszej i trzeciej skupiamy się na życiu kobiety, w drugiej - mężczyzny. To oni są w nich bohaterami i narratorami. Dzięki temu możemy poznać, choć część historii z różnych perspektyw, co pozwala lepiej lokować sympatie i kierować zrozumienie dla decyzji. Ciekawym zabiegiem jest umieszczenie na początku każdego rozdziału powiedzenia wietnamskiego - są naprawdę dające do myślenia :)

Książkę pochłonęłam właściwie w jeden dzień. Popłynęłam z prądem wydarzeń, refleksji i odwiedziłam cudny Wietnam, który Witkiewicz opisała dość konkretnie - jak to w obyczajówce a nie przewodniku turystycznym. Byłam ogromnie ciekawa co wyniknie z obecności dwóch, jakże różnych mężczyzn w życiu głównej bohaterki - każdy miał bowiem wady i zalety. Chcesz odkryć wszystkie skrywane w powieści niespodzianki? Przeczytaj :)


Podsumowując - "Ósmy cud świata" to lektura obowiązkowa dla wielbicieli twórczości Witkiewicz, powieść traktująca o uczuciach, marzeniach, trudnych wyborach i szczęściu, które czai się u progu jak maleńkie ziarenko piasku, by móc stać się dla nas drogocenną perłą.

Wprawdzie wszystkich siedmiu cudów świata nie miałam okazji osobiście zobaczyć, ale swój ósmy cud świata znalazłam :) A Twój ósmy cud?



* M. Witkiewicz, "Ósmy cud świata", Wyd. Filia, Poznań 2017, s. 30
** Tamże, s. 189



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

środa, 23 sierpnia 2017

Anna Dąbrowska "Jutro będziemy szczęśliwi" - przedpremierowo




Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: planowana na 04.09.2017
Liczba stron: 304










Po debiucie napisanym pod pseudonimem (Laven Rose "Stalowe serce") Anna Dąbrowska - wydając już pod swoim nazwiskiem - szturmem wdziera się na polski rynek kolejną książką. Śmiem twierdzić - i jest to totalnie moja osobista, zapewne dość subiektywna ocena - że każda kolejna jest lepsza. Dlatego po świetnych "Nakarmię cię miłością" oraz "W rytmie passady" po prostu musiałam przeczytać "Jutro będziemy szczęśliwi". Czy moja miłość do książek autorki przetrwała tą próbę? Czy pragnę poznać kolejną? Zachęcam do zapoznania się z moją opinią.

Zapraszam Was do małego miasteczka, położonego w okolicy Szczecina, które mieszkańcy określają nieoficjalnie mianem - Urokliwe. Państwo Majewscy prowadzą dwa sklepy, Janiccy prowadzili kiedyś cukiernię, Gubilewicz - warsztat samochodowy a Patrycja Michalska każdego roku wyczekuje na odwiedziny córki.
Niby sielanka, nic się nie dzieje nadzwyczajnego i dość niewielkie lokalne społeczeństwo żyje w hermetycznym świecie, gdzie wszyscy wiedzą o sobie nawzajem wszystko... Tylko czy na pewno? Może każdy skrywa jakiś sekret, tajemnicę, ból czy tęsknotę i nie chce ujawniać jej innym?


Trzy lata temu Zuza wpadła w depresję - najpierw wyjechał Adam, uwielbiany chłopak, miłość jawiąca się wtedy na wieczną... Bez słów, bez wyjaśnień... Ot, po prostu zniknął z jej życia, z Urokliwego i przez te lata nie odezwał się choćby słowem. Zuzanna tęskniła, płakała, było jej naprawdę ciężko, gdy na dodatek zmarła ukochana babcia... By zająć czymś myśli poświęciła się pomaganiu bliskim, gdyż cieszy ją uśmiech i szczęście innych. Wolne chwile spędzała z Marcinem, którego traktowała jak przyjaciela. Czy ból po utracie Adama przysłonił jej prawdziwe intencje Marcina? A może to miłość lecząca rany po tym starym uczuciu?

Przez długi czas Zuza nie może podjąć zdecydowanych kroków, by opuścić Urokliwe - wciąż liczy, że to sen a nagłe przebudzenie sprawi, że przy jej boku stanie Adam. Kiedy chłopak naprawdę zjawia się w miasteczku, Zuza wyjeżdża do Szczecina. Czy Janicki będzie miał szansę, by wytłumaczyć jej dlaczego milczał przez trzy długie lata? Czy w ogóle będzie chciał i czy w jego sercu jest jeszcze miłość? Po co wrócił? Czy winien jest okrutny los, że tych dwoje żyło z dala od siebie, tęskniąc i bez szans na zrozumienie? Jaka jest prawda o wydarzeniach sprzed lat?


Sentymentalna Zuza i nieprzewidywalny Adam to dwójka młodych bohaterów, których przyszłości ogromnie kibicowałam. Bardzo długo stałam po stronie dziewczyny i wraz z nią starałam się żyć każdym kolejnym dniem - budzić się, ubierać, wykonywać mniej lub bardziej prozaiczne czynności... Jednak dzięki temu, iż autorka pokazała również perspektywę Adama, moje myślenie nieco się zmieniło. Już nie uważałam, że to zimny drań, który ratował się szczeniacką ucieczką, bo coś mu było nie w smak... Zaczęłam rozumieć jego powody, dla których się izolował a teraz postanowił zawalczyć o uczucie Zuzy. Tylko czy po trzech latach ona na niego czeka? Na to nie ma gwarancji... Oczywiście Janicki nie jest ideałem - nie pomyślał, że miłość potrafi pokonać wiele. Że miłość jest silniejsza niż prześladująca go litość...

Anna Dąbrowska doskonale scharakteryzowała bohaterów - nie tylko z planu pierwszego  (Zuza, Adam), ale również pozostałych, co pozwala się z nimi utożsamiać, współczuć czy odczuwać złość na ich zachowanie i złe decyzje. Udowodniła również, że wciąż pracuje nas rozwojem swojego warsztatu pisarskiego - z książki na książkę zdania są piękniejsze i bardziej trafiające do serca, gdyż każde jest dopracowane i dopieszczone.

Zazdrość, przyjaźń, miłość i tęsknota przeplatają się z bólem, żalem i chęcią pomocy innym. Bardzo ważnym elementem jest układanki tworzącej powieść są rodzice i ich bezinteresowne wsparcie dzieci w najtrudniejszych chwilach. Nie brakuje też sytuacji zabawnych czy trzymających w napięciu a prawda, która obnaża rzeczywiste motywy działania niektórych postaci - poraża i wbija w fotel. Mnie bynajmniej wbiła, jednocześnie dzieląc się ze mną istotnymi przesłaniami Ani Dąbrowskiej. Młoda pisarka zagłębiła się bardzo mocno w temat złamanych serc, próbując dociec czy można je ponownie posklejać. Pokazała też, że życie polega na wybraniu właściwej drogi postępowania i to od nas zależy czy będziemy nią kroczyć z dumą czy może zaczniemy potykać się na wybojach. 
Sporo miejsca w tej urokliwej opowieści poświęcone zostało najważniejszemu uczuciu - miłości...



"... i miłości, choć ta ma specyficzny zapach. Kiedy jest się niemowlakiem, to pachnie jak skóra mamy. Kiedy stajesz się nastolatkiem pachnie wanilią tak słodką jak słodko smakują pierwsze młodzieńcze pocałunki. (...) A kiedy człowiek staje się stary, miłość pachnie wspomnieniami" *

Uwielbiam ten cytat! Są to słowa Patrycji Michalskiej skierowane do Zuzy. A to przecież tylko jeden fragment, który niesie życiową mądrość. Dąbrowska uzmysławia nam również, że marzenia nie spełnią się same - musimy im w tym pomóc, zawalczyć o swoje szczęście, zrobić wszystko, by przynajmniej spróbować. I potem nie żałować... Nie możemy też oceniać ludzi po wyglądzie, bo skrzywdzić bezpodstawnie jest łatwo a słowo "przepraszam" trudno jest wymówić...

"Czasami lepiej zniknąć z życia drugiej osoby, niż budować z nią złudne szczęście." **



Powieść ma właściwie tylko jeden minus i określiłabym go jako faux pas wydawnictwa - chodzi mi o datę premiery! Akcja książki toczy się w okresie przed Bożym Narodzeniem - losy bohaterów śledzimy od trzydziestego listopada, przez miesiąc (z maleńkim wyjątkiem "pół roku później") obfitujący w śnieg i mróz. To idealna "wigilijna opowieść", gdyby została nieco później wydana :) Oczywiście można ją czytać o każdej porze roku z jednakową radością podczas lektury, ale czy taki zimowy klimat nie przypadłby nam bardziej do gustu w innych okolicznościach przyrody?

Bardzo mocno spodobał mi się ostatni akapit lektury, kiedy autorka zwraca się bezpośrednio do Czytelnika - ogromnie wzruszające!
Kiedy czytałam "Jutro będziemy szczęśliwi" , miałam nieodpartą chęć porównania książki do twórczości Mii Sheridan - z uwagi na konstrukcję, losy bohaterów, styl pisarski i płynność kolejnych scen, które obdarowują czytelnika ogromem emocji, odczuć i różnorodnych wrażeń. Brawo!


Podsumowując - jeśli macie ochotę na ciepłą i pełną płatków śniegu powieść, która pachnie herbatką z miodem, cytryną i gwiazdką anyżu, to koniecznie sięgnijcie po "Jutro będziemy szczęśliwi". Niezależnie od pory roku przeniesiecie się w świat utraconego zaufania, zawiedzionych nadziei i przykurzonej miłości, która wciąż przeplata się z nienawiścią. To historia o murze granicznym, który możemy - a wręcz musimy pokonać - zburzyć, przeskoczyć, podkopać czy obejść, by odnaleźć sens życia. Gorąco polecam!





* A. Dąbrowska, "Jutro będziemy szczęśliwi", Wyd. Zysk i s-ka, Poznań 2017, s. 19% (czytnik)
** Tamże, 52%



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

wtorek, 15 sierpnia 2017

Joanna Marat "Madonny z ulicy Polanki"




Autor: Joanna Marat
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2016
Liczba stron: 480










Stara kamienica w Gdańsku-Oliwie, dająca schronienie kobietom nie potrafiącym się odnaleźć w życiu, które określone już w tytule mianem "madonny" stanowią filar powieści nieznanej mi dotąd pisarki - Joanny Marat. A to już czwarta jej książka... Czy niezbyt kusząca okładka oraz opis sugerujący babskie czytadło o poplątanych losach pokoleń mnie uwiodły? Zapraszam na moje wrażenia z lektury

Anna Formela to kobieta, która wciąż ucieka. Najpierw zostawiła w Polsce męża a teraz po cichu opuściła starszego od siebie partnera, z którym mieszkała w Szwecji. Miała jednak dosyć samotności oraz chłodu i powściągliwości Svena. Nie lubi przywiązywać się do ludzi i rzeczy - z wyjątkiem swojej walizki w kwiatki - dlatego postanawia zamieszkać na ulicy Polanki, z dala od ludzi którzy nie chcą jej pomóc. Musi podratować swoje zdrowie i zawalczyć o przyszłość. Czy jej się to uda? Czy podejmowane przez nią decyzje będą słuszne, choć sprzeczne z radami lekarzy?

Maciej Zagrobny jest onkologiem, który od lat wzdycha do jednej do swych pacjentek, wbrew woli matki - Moniki, z którą mieszka. Na nic jej utyskiwania, że zakochiwać się w chorej na raka kobiecie to nie jest szczyt marzeń dla jej syneczka. Ale serce nie sługa i doktor Maciek stara się zbliżyć - na ile to możliwe - do obiektu swej radości, czyli do Anny, zwłaszcza że zamieszkała w jego mieszkaniu na Polanki. Czy spełnią się jego sny?

Weronika również mieszka w starej kamienicy i poza przyjaciółką Madzią (którą nota bene zdradza mąż) nie ma do kogo ust otworzyć. Jest wdową, która dorabia sobie praniem i prasowaniem koszul jednego z sąsiadów, którego nazwała Latającym Holendrem. Później relacja przeradza się w coś więcej... Wciąż obawia się powrotu syna, przeczuwa bowiem że to spotkanie nie będzie należało do radosnych. Dlaczego? Co ukrywa kobieta? Kim jest jej syn a kim tajemniczy sąsiad?

W powieści pojawia się też Małgorzata Herbst, dziennikarka lokalnego brukowca, która nie potrafiła ułożyć sobie życia... Wszystko się sypie - córka ma problemy, jej partner zaczyna żałować że zdradzał żonę a ona... Cóż, postanawia skusić się na podkomisarza! Jakby tego było mało jest jeszcze przecież Sven, który naprzemiennie chce i nie chce odnaleźć Anię oraz jej mąż ze swoją nową kobietą. Nie mogę zapomnieć również o matce i siostrze Anki - te dwie kobiety również sporo wniosły do tej historii. Choć nie tylko one, bowiem autorka wprowadziła kilku bohaterów z przeszłości, czyjaś matka, babka czy ojciec i już pojawiły się zawiłości i tajemnice rodzinne a na deser jeszcze sprawy kryminalne!


Powieść prawie do mnie trafiła. Dlaczego prawie? Otóż zniechęcił mnie początek... a dokładniej - trzysta stron. Zupełnie nie mogłam się wciągnąć w opowieść o losach postaci - teraźniejszych oraz tych z przeszłości. Kiedy zaczynały się rozdziały lub podrozdziały nie było jednoznacznie wskazane o kim jest mowa, co skutkowało tym, że nie wiedziałam do kogo odnieść to, co przeczytałam. Mam wrażenie, że ciekawa fabuła i mnogość intrygujących postaci została przytłoczona niepotrzebnymi lub przydługimi przemyśleniami oraz rozwleczonymi wypowiedziami. Zbyt wiele pojawia się monologów a za mało dialogów. Rzadkie rozmowy bohaterów połączone z niełatwym językiem autorki sprawiły, że nie potrafiłam się zaaklimatyzować w gdańskiej kamienicy.

Na pierwszy rzut oka podczas lektury tych stronic niewiele się też dzieje. Niby akcja jest, ale czytelnik (mam tutaj na myśli siebie) nie pragnie jak najszybciej zakończyć domowych czynności, bo dać się porwać historii... A zawiłe powiązania rodzinne i historie bohaterów drugoplanowych nieco mieszają w głowie.
Nie polubiłam bohaterów, z żadnym nie potrafiłam się utożsamić, nikt też nie wzbudził we mnie sympatii i chyba jedynie losy Anki wywołała u mnie szybsze bicie serca i zaciskanie kciuków.

Na szczęście moją ocenę ratuje to, co zdarzyło się potem. Szkielet, śmierć, siniaki, krew, szpitale oraz pożar - wtedy dopiero "Madonny z ulicy Polanki" sprawiły, że chciałam szybko dotrzeć do końca, by poznać finał. Na dodatek brawa dla autorki za jakże sprytne i zgrabne połączenie poszczególnych postaci ze sobą! Z reguły udaje mi się domyślić takich rzeczy, ale tym razem odnotowałam tylko maleńkie sukcesy.

Joanna Marat zawarła w swej powieści mnóstwo poważnych problemów - dylematy matek, patologie, zmaganie się z chorobą i samotnością, romanse, życie pod pantoflem matki lub żony, homoseksualizm oraz relacje przyrodniego rodzeństwa. Pokazała również jak ważne jest życie w zgodzie z własnych sumieniem oraz odpuszczenie win przodkom, którzy nieco skomplikowali los potomnych, nie mając nawet takiej świadomości.

Podsumowując - "Madonny z ulicy Polanki" to gorzka i przepełniona bólem opowieść o życiu polskich, zwyczajnych kobiet kryjących się w ponurych kamienicach przed światem i jego radościami. W pełni realistyczne oddanie trudności z jakimi trzeba zmagać się każdego dnia licząc na małe radości i odrobinę spokoju czy uwagi innych. Nie jest to łatwa powieść, ale niesie niejedno przesłanie oraz dowód na to, że warto zastanowić się nad tym czy można zmienić coś w swej codzienności, by innym oraz nam samym żyło się lepiej.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz

poniedziałek, 3 lipca 2017

Julita Strzebecka "Nakarm mnie"




Autor: Julita Strzebecka
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Liczba stron: 336











Prosta aczkolwiek ogromnie sugestywna okładka, która nie razi feerią barw ani nie zalicza się do modnego nurtu zbliżeń twarzy. Intrygujący ON występujący w okładkowym cytacie, który wzmaga w potencjalnym czytelniku chęć odkrycia kim jest... To pierwsze odczucia podczas spotkania z debiutanckim "Nakarm mnie" Julity Strzebeckiej. Jak oceniam powieść? Zachęcam do poznania mojej opinii.

Joanna Wysocka ma trzydzieści pięć lat i piastuje stanowisko dyrektor finansowej. Pieniędzy jej nie brakuje, jednak jest sama i samotna. Mąż odszedł, znajomych brak a pracownicy firmy wolą nie wchodzić jej w drogę - nie odnosi się do nich przyjaźnie, nie darzy szacunkiem a zdarza się nawet poniżyć tego i owego jeśli czymś podpadnie.
A teraz - uwaga - będzie troszkę szokująco - bohaterka często zasypia w ubraniu, prysznic bierze nawet raz na trzy tygodnie i koniecznie potrzebuje do tego gąbki na kiju. Najczęściej higienę utrzymuje... chusteczkami nawilżającymi! A nową fryzurę przyćmiewają wyrzuty sumienia. Dlaczego? Otóż Joanna waży sto czterdzieści kilogramów. A mimo iż zdaje sobie sprawę ze swojej otyłości, nie potrafi przestać jeść i już samo posiadanie słodyczy ją cieszy. Wie, że ma dwa podbródki, czuje do siebie odrazę, brzydzi się swojego ciała, rozpacza że jest sama a w porannym ubieraniu musi pomagać jej sąsiadka... To upokarzające, ale nie ma innego sposobu. Nie pomaga nawet świadomość, że zęby są pełne plomb, chód przypomina kaczkę a otyłość prowadzi do kalectwa. Ot, patowa sytuacja. I jeszcze gdyby jadła większe porcje porządnych posiłków... Ale ona nie je, ona obżera się głównie słodkościami: chipsy, czekolady, wafelki, ptasie mleczko, cukierki toffi, chałwy, batony, pianki, pierniczki, delicje - wszystko to w ilościach hurtowych. Od samego czytania mnie mdliło!

Awaria windy i konieczność odbycie morderczej wędrówki na szóste piętro oraz kilkukrotnie omdlenia spowodowały, że Joanna znalazła się w gabinecie bariatry domagając się operacji zmniejszenia żołądka. Jako zamożna kobieta na wysokim stanowisku nie zamierza katować się ćwiczeniami i dietą. Ale czy uda jej się tego uniknąć? Czy powróci do rozmiaru czterdzieści, który nosiła jeszcze dwa lata temu? Czy wie jaki los ją czeka?


Naprzemiennie z historią pani dyrektor poznajemy szczegóły z życia dwóch mężczyzn. Wiktor jest bariatrą, który służbowe obowiązki musi godzić z jakże odmiennymi prywatnie preferencjami. Jest dwulicowy i przed niemal całym światem ukrywa prawdę o sobie. Jego kumpel - Albin - dotrzymuje mu towarzystwa podczas biegania czy gry w tenisa, ale najważniejsza jest dla Wiktora możliwość porozmawiania z kimś o swojej pasji. Albin jest bowiem feedersem. Feedersi to inaczej dokarmiacze bądź wypasacze kobiet ważących ponad sto kilogramów. Kręcą ich cellulit, fałdy i rozstępy a im więcej tłustego ciała tym feeders jest bardziej z siebie dumny. Niebawem w ich codzienność wkradnie się też Darek ze swoją feedee - Patrycją i akcja nabierze tempa. Adrenalina osiąga coraz wyższy poziom - zarówno u bohaterów jak i u czytelnika. Dlaczego? Otóż drogi Joanny i Wiktora zaczną się krzyżować...


Julita Strzebecka zadebiutowała bardzo odważnie. Sięgnęła po ogromnie trudny - a zarazem mało znany - temat jakim jest chorobliwe obżarstwo oraz celowe tłuczenie kobiet. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z problemem, gdyż kiedy czytałam "Zielarnię nad Sekwaną" Liliany Fabisińskiej , zwróciłam uwagę na zawarty tam fragment:



Jednak to tylko wzmianka - zaś Strzebecka wnikliwie opisuje problem. Nie tylko skutki, ale również przyczyny, okoliczności i możliwości walki. Trzeba tylko chcieć...



Książka od samego początku wywołała we mnie mnóstwo emocji. Nie nudziła mnie nawet na początku. Dość szybko wniknęłam w opowieść o otyłej i nie do końca szczęśliwej kobiecie. A kiedy do fabuły zostali wprowadzeni mężczyźni z nietypowymi upodobaniami to lektura upływała mi coraz szybciej, gdyż z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam zakończenia. Niektórym bohaterom kibicowałam, inni denerwowali mnie podejmowanymi decyzjami. Wiele scen szokowało, niektóre zaś budziły odrazę (do gustu nie przypadły mi jedynie opisy dotyczące wypróżniania). Nie mogłam pojąć jak kobiety z własnej woli chcą być feedee?! Czym jest życie dla jednego celu, jakim jest zaspokojenie potrzeby feedera dotyczącej posiadania wypasanej, zdanej na jego łaskę, która otrzymuje jedynie ból czy upokorzenie, ale z drugiej strony ma czuć się kochana i adorowana?! Czy to nie jest przypadkiem poniżające? Jak pokazały bohaterki powieści - da się tak "żyć"...

Julita Strzebecka bardzo szczegółowo opisała postacie co sprawia, że doskonale wiemy co myślą, czują i z czego wynikają ich działania. To nieprawdopodobne jak ludzie potrafią sami sobie zniszczyć życie i jeszcze nie dostrzegać wyciągniętych na pomoc dłoni. Autorka pokazała jak wiele tajemnic skrywa społeczeństwo. Może gdzieś obok nas żyją Ci, których codzienność nie wygląda normalnie... Może ich zainteresowania nie są ujawniane... Może ukrywają wstydliwe pasje, żeby nie zostać przyłapani... A może komuś trzeba pomóc... Otwórzmy oczy i rozejrzyjmy się, bo możemy uratować komuś życie.

"Nakarm mnie" to naprawdę świetna książka. Aż nie do wiary, że to debiut! Podczas lektury byłam zdziwiona, zszokowana, zniesmaczona, ale czułam też złość i podziw, choć nie do końca był on pozytywny. A to chyba dowód na to, że to potrzebna pozycja na polskim rynku wydawniczym. Uważam, że Strzebecka trafiła w niszę i doskonale ją wykorzystała. To przecież powszechny problem - otyłość. Wielokrotnie niedostrzegana przez tych, którzy jej doświadczyli. Wiedzą, że jest im źle z nadprogramowymi kilogramami, ale nie mają na tyle silnej woli, by walczyć. Nie zawsze też mają kogoś bliskiego, na kogo mogą liczyć a jeśli nie daj Boże trafią na feedersa... Może lepiej na tym wielokropku zakończę myśl.


Podsumowując - powieść debiutantki jest napisana w bardzo przystępny sposób, dzięki czemu nie nudzi, nie przytłacza... Chyba tylko skalą problemu. Ogromnie mnie poruszyła historia Joanny walczącej z nadwagą i z nieuczciwym bariatrą. Autorka prosto i chwilami brutalnie wprowadza czytelnika w świat ludzi otyłych - stara się zagrać na emocjach, na uczuciach i pokazać, że tym można się uporać.
Objadanie się bez umiaru kontra niecodzienny fetysz - kto będzie górą w "Nakarm mnie"? Polecam Wam ten kontrowersyjny, ale zarazem intrygujący debiut.






Książka przeczytana w ramach czerwcowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Autorce



piątek, 23 czerwca 2017

Anna Mentlewicz "Zemsta na ekranie" - PATRONAT





Autor: Anna Mentlewicz
Wydawnictwo: Melanż
Data wydania: 19 czerwca 2017
Liczba stron: 416










Pisarze uwielbiają zostawiać nas, czytelników, w zawieszeniu i z niedosytem po lekturze finału swoich powieści. Mam na myśli zwłaszcza pierwsze tomy serii, które sprawiają, że nie wiemy co będzie dalej, bowiem autor mógł pójść właściwie w każdą stronę... Czy losy bohatera się wyprostują czy wręcz przeciwnie - będzie musiał stawić czoło kolejnym problemom?

Końcówka "Pewnej pani z telewizji" udowodniła mi, że nie ma możliwości odgadnięcia co autorka przygotowała dla swych postaci oraz że potrafi zaskoczyć. Pozostawiła Stellę w bardzo trudnej sytuacji - pobitą, zdenerwowaną, rozbitą psychicznie i fizycznie. Kobieta przeżyła ogromną traumę, zawiodła się na kimś, po kim spodziewała się przyjaznych uczuć, kto tak bardzo przypominał jej niedawno utraconą miłość. Jednak Jacek okazał się być dwulicowym człowiekiem, dążącym do jej zniszczenia. Na deser zaś ciotka Wanda dorzuciła niespodziankę dotyczącą ojca dziennikarki. Zatem w "Zemście na ekranie" mogło zdarzyć się wszystko, prawda?

Zadbana, piękna, obowiązkowa i niezmiernie uczciwa prowadząca talk-show "Rozmowy o niewidzialnym" Stella Lerska musi podjąć ogromnie trudną decyzję - jak zakończyć sprawę pobicia, by uwolnić się od koszmarów. Musi przyjmować leki na depresję i ataki paniki, gdyż w różnych sytuacjach odczuwa zawroty głowy, osłabienie i nawet osuwa się po ścianach. Co zezna w sprawie Jacka? Czy to pozwoli jej zapomnieć? A może Miliński nie zamierza odpuścić i będzie nadal jej zatruwał życie?

Lerska w tym tomie odkryje również nieco prawd o przeszłości swojej rodziny. Ciotka poprosiła ją o wyjazd do Berlina - do ojca... To on żyje? Dlaczego nikt jej nie powiedział?? Z jakiego powodu matka i ciotka zataiły ten fakt? Na dodatek okazuje się, że jednak ojciec zmienia plany i to on przyjeżdża do Polski. Dlaczego? Stella nic z tego nie rozumie, ale nadal nie dowiaduje się prawdy... Czy chętnie spotka się z Gerardem? Jak zareaguje na jego wyznanie? Kto był bardziej zaskoczony prawdą dotyczącą powodu zniknięcia Gerarda z życia Lerskiej - Stella czy ja? Przyznaję, że było to nietypowe i nie sądziłam, że właśnie dlatego matka Stelli zabroniła mu kontaktu z córką... Ale to były inne czasy... trzydzieści pięć lat wcześniej społeczeństwo inaczej postrzegało problem, który zmusił ją do podjęcia takiej właśnie decyzji. Czy w innym czasie byłaby inna?

Jeśli jednak myślicie, że to już koniec zagadek, tajemnic i niespodzianek to jesteście w błędzie. Anna Mentlewicz ma głowę pełną pomysłów i nie pozwala czytelnikowi na nudę.
Bardzo dużo zmian czeka Stellę w telewizji - nowy kontrakt oraz zmiany w programie, których pragnie lub niekoniecznie... Jak wybrnie z kłopotliwych sytuacji? Czy domyśla się jaką potyczkę słowną przygotował dla niej los? Jedno jest pewne - jestem ogromną fanką tematyki, jaką wykorzystuje w swoim talk-show. Nie ma tam żadnych schematów, utartych rozmów czy wyświechtanych sloganów. Pełen profesjonalizm. Zwłaszcza, że atmosfera zaczyna być napięta - w telewizji, ale również na uczelni. Co wymyślili studenci? Musicie sprawdzić już sami :)

Jeśli nadal nie jesteście przekonani, że to oryginalna, zapadająca w pamięć oraz dająca do myślenia powieść obyczajowa, to mam jeszcze "asa w rękawie". A dokładniej - papugę :) Za sprawą nowego sąsiada, w życiu Stelli pojawia się Żakuszka - niezwykły ptak, który nie tylko potrafi mówić, ale również żywo i aktywnie uczestniczy w konwersacjach. Dawka humoru w trudnych chwilach gwarantowana!


Annie Mentlewicz świat telewizji jest doskonale znany a jego cienie i blaski widać na kartach tej książki. Dzięki jej obyciu w środowisku możemy dokładnie poznać nie tylko pracę zespołów redakcyjnych, montażystów, ale też prezesów, którzy nie zważając na nic podejmują decyzje, nie do końca zgodne z sumieniami, zwłaszcza podwładnych. Liczą się tylko pieniądze. Nie człowiek. Jak nie ulec magii "szmalu"? Jak wyświadczać innym przysługi, by nie okazały się być "niedźwiedzimi"? Jak żyć właściwie - z honorem i szacunkiem do samego siebie, by kolejne pokolenia myślały o nas dobrze?

Wiele pytań powstało w mojej głowie po lekturze "Zemsty na ekranie". To powieść skłaniająca do refleksji - na warsztat kładziemy zarówno życie i postępowanie bohaterów, które analizujemy pod kątem tego, czy dokonali właściwych wyborów. Możemy też nieco skrytykować, jeśli naszym zdaniem, można było problem rozwiązać lepiej. Ale są też pytania, które dotyczą tego, co będzie dalej... Co autorka zaplanowała dla swoich postaci? Czy Stella nadal będzie prowadziła "Rozmowy o niewidzialnym"? Jaki będzie finał jej relacji z Jackiem? Czy znajdzie wreszcie szczęście w życiu prywatnym?

Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze podczas czytania mam swoje teorie w temacie "co będzie dalej"... Nie inaczej jest teraz, bowiem nie czuję się usatysfakcjonowana wątkiem Gerarda, brakuje mi czegoś mocnego w tej historii. Podobnie rzecz ma się z ciotką Stelli - Wandą. Już w pierwszym tomie miałam wrażenie - które teraz się jeszcze spotęgowało - ona coś ukrywa! To niemożliwe, że ot tak po prostu jest samotną kobietą... Doszukuję się tutaj - nieporuszonej w żadnej mierze - zagadki. Ale przecież przed nami tom trzeci! Ciekawa jestem czy autorka spełni tam moje marzenia i choć w jednym z tych wątków otrzymam wyjaśnienie. Byłoby fantastycznie spotkać się również z papugą :)


Podsumowując - "Zemsta na ekranie" to fascynująca opowieść o świecie mediów, w którym wszystko się może zdarzyć. Trzeba umiejętnie dobierać zaufanych współpracowników, bo czasami przyjaciele okazują się wrogami... Intrygi, kłamstwa i tytułowa zemsta dostarczają - poprzez doskonale scharakteryzowanych bohaterów - wielu emocji, które nie odpuszczają aż do ostatniej strony. Książkę czyta się bardzo szybko i niezwykle przyjemnie, gdyż wciąż czekają na nas zaskoczenia i problemy do rozwiązania. Pozostaje oczekiwać na trzeci tom. Kto czeka ze mną?






"Pewna pani z telewizji"
"Zemsta na ekranie"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz

czwartek, 22 czerwca 2017

Anna Gibasiewicz "Baśń o perle"




Autor: Anna Gibasiewicz
Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Data wydania: 2017
Liczba stron: 54










Chcecie poczuć się jak dzieci? I to nie za sprawą puzzli, lodów czy wesołego miasteczka? Zapraszam Was na słów kilka o pewnej baśni, która skradła moje serce...

Za górami, za lasami, w pewnej dalekiej krainie mieszkał kupiec, który w pojedynkę wychowywał córkę - jedynaczkę. Dziewczyna miała na imię Elwika i za nic nie zważała na ojca czy ukochaną nianię. Liczyły się dla niej tylko bogactwa, skarby i coraz to nowsze suknie. Rozkapryszona i rozpieszczona Elwika nie brała pod uwagę wieku czy zmęczenia kupca, nie baczyła też na pory roku...Tym razem wymyśliła sobie, że ponad wszystko musi posiąść perłę, najpiękniejszą i najcudowniejszą, która błyszczy tysiącem blasków. Fałszywy kruk tylko ją utwierdzał w przekonaniu, że to właśnie ta perła stanie się źródłem jej szczęścia i tylko dzięki niej będzie możliwe jej małżeństwo ze szlachetnym młodzieńcem - bywalcem wydawanych przez kupca licznych balów.

Kochający ojciec chcąc nie chcąc musiał wyruszyć do nieznanej krainy i zdobyć perłę, bowiem żadne tłumaczenia nie trafiły do Elwiki. Zdradzę, że udało mu się zdobyć drogocenny przedmiot, ale ile to kosztowało jego i innych... O tym musicie już przeczytać sami, zwłaszcza że to dopiero początek tej baśni.

"Baśń o perle" jest napisana pięknym językiem; bardzo plastycznym, trafiającym do różnych grup odbiorców. Niezależnie od tego ile masz lat, treść niewątpliwie Cię ucieszy. Z drżeniem serca śledziłyśmy kolejne losy Elwiki. Trzymałyśmy kciuki za jej ojca a później za samą dziewczynę, kiedy wyruszyła ona w drogę.
Baśń została podzielona na trzy części, które powodują iż widzimy podobieństwo do konstrukcji według schematu wstęp-rozwinięcie-zakończenie. Zabieg ten sprawia, że z coraz narastającym napięciem oczekujemy na kolejne wydarzenia. Czcionka jest na tyle duża, że kilkulatki mogą samodzielnie poznać opowieść o perle. A warto... Dlaczego?

Historia Elwiki przypomina mi wiele baśni, które miałam okazję poznawać w dzieciństwie. Dziecko ma szansę rozróżnić dobro od zła. Zrozumieć, że nie jest ważne to co posiadamy, ale to co mamy w sercu. Córka kupca początkowo patrzyła tylko na bogactwo i nie zwróciła uwagi na ludzi gromadzących się wokół niej, którzy otaczali ją troską i opieką. Nie dostrzegała miłości, choć w głębi siebie ogromnie jej pragnęła. Jednak wzrok przesłaniały jej pragnienia rzeczy namacalnych, co przeradzało się tylko i wyłącznie w pychę, chciwość i wywyższanie się.

To opowieść z morałami. Jestem godna podziwu, jak wiele mądrych prawd zmieściła autorka w tak krótkim utworze. I to wcale nie na siłę, kolejne przesłania są po prostu świetnie wkomponowane w treść. Nie ukrywam, że niektóre wydarzenia do końca pozostały dla mnie niespodziankami, nie udało mi się odgadnąć wszystkich wcześniej.


"Baśń o perle" to klasyka gatunku - magiczna, przepełniona głębokimi ideami, w której obowiązkowo pojawia się walka dobra ze złem a jeden z bohaterów doznaje olśnienia i zmienia swoją postawę. Sporo tu również uczuć oraz dobra płynącego zewsząd do głównych postaci. Gorąco zachęcam Was do poznania osobiście lub przeczytania najmłodszym tej baśni - jest ponadczasowa i bardzo poruszająca.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...