Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 sierpnia 2021

Edyta Świętek "Łąki kwitnące purpurą"


Autor: Edyta Świętek
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Liczba stron:  384
Seria: Spacer Aleją Róż tom 2
 
 
 
 
 
 
 
 
Sięgając po "Łąki kwitnące purpurą" miałam nieco wątpliwości - czy wkręcę się w fabułę skoro pierwszy tom czytałam w 2019 roku? Czy po tak wielu przeczytanych potem powieściach odnajdę się w zawiłościach między bohaterami i ich losami?
 
W fabule odnalazłam się bez problemu a pewne fakty zostały przypomniane czytelnikom w dwustronicowym "W poprzedniej części". 
 
Życie znanych nam już postaci obserwujemy od roku 1951 przez kilka lat. Rodzeństwo Szymczaków nieustannie dostarcza różnorodnych emocji. 
Przewodniczący spółdzielni - Bartłomiej Marczyk - mocno zaszkodził rodzinie Szymczaków, nie tylko pozbawiając dóbr materialnych czy ziemi, ale przede wszystkim siostrom Julii i Krystynie a potem jeszcze Agacie, która miała zostać panią Szymczak. Dlatego w czasie świąt Bożego Narodzenia bracia Leszek, Andrzej i Bronisław knują plan zemsty. Niestety napad się nie powiódł...
 
Po pewnym czasie Marczyk znika...

A czytelnik z krótkich fragmentów dowiaduje się, że z tym wydarzeniem ma coś wspólnego... Szymczak. Tylko który?

Tymczasem w Nowej Hucie nadal trwa wznoszenie kolejnych budynków. Bronek stara się pomagać rodzeństwu w przydziale mieszkań a oni próbują być szczęśliwi. Obserwujemy śluby, pogrzeby, narodziny, kłótnie i randki. Każdy ma jakieś problemy, ale trzymają się razem, wspierają i spotykają kiedy tylko mogą. 
Bronek jest świetny w pracy, za to w domu ma spięcia z żoną, ona zaś ma liczne tajemnice. Finał tego związku - szokujący!
Julka jest szykanowana w pracy, ale jest dzielna z uwagi na synka. Nie pozbawia się jednak nadziei na zmiany, jej wątek jest tym ciekawszy, że jest śledzona... Zakończenie tego wątku - bomba!

Jak potoczyły się losy pozostałych postaci? Sprawdźcie sami - gwarantuję Wam mnóstwo emocji, wrażeń i zaskoczeń.
Świetnie napisana saga, choć nie sposób w recenzji opowiedzieć Wam o losach każdego bohatera, zepsułabym Wam niespodziankę.

Trochę obawiałam się klątwy drugiego tomu, ale autorka mocno mnie zaskoczyła i sprawiła, że jest znacznie lepszy niż pierwszy! Nie brakuje zagadek, trupów, donoszenia, podsłuchiwania, rodzących się uczuć, ale i błędów. A wszystko to na tle wydarzeń historycznych jak pierwsze powojenne wybory, śmierć Stalina, poruszone zostały też tematy społeczno-obyczajowe: kościół solą w oku władzy ludowej czy propagowanie pracy na rzecz socjalizmu. 
 
 
Podsumowując - "Łąki kwitnące purpurą" to powieść wciągająca, wielokrotnie trzymająca w napięciu, pokazująca nadzieje, marzenia, dramaty i zaskakujące decyzje bohaterów. Często los poddawał ich próbom, ale wtedy wykazywali jedność rodzinną. Historia tocząca się w najmłodszej dzielnicy Krakowa jest pełna uporu, wytrwałości, zazdrości, oczekiwań, ale i zdrad, czy nowych związków. Gorąco polecam!
 
 
 
 
 
 
"Cień burzowych chmur"
"Łąki kwitnące purpurą"
"Drzewa szumiące nadzieją"
"Szarość miejskich mgieł"
"Powiew ciepłego wiatru"




Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki 
 

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Krzysztof Koziołek "Imię Pani"



Autor: Krzysztof Koziołek
Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 334








Bardzo lubię czytać kryminały, choć nie miałam dotychczas styczności z tymi oferowanymi przez Krzysztofa Koziołka – w wersji retro. Dlatego dałam się namówić na dziesiątą już książkę pisarza (dlaczego ja wcześniej nie znałam tego autora??) - „Imię Pani” i odbyłam podróż w czasie na Dolny Śląsk.

Jest grudzień 1934 roku
Czterdziestoletni Gustav Dewart za namową wuja wyjeżdża do Krzeszowa, gdzie w barokowym kościele klasztornym u benedyktynów ma odzyskać spokój ducha po rodzinnym dramacie. Komisarz kryminalny nie jest zbyt zadowolony z pobytu w gościnie u opata, ponieważ strasznie się nudzi. Jednak osiemnastego dnia miesiąca, tuż po uroczystej mszy na okoliczność Dnia Światła, los postanawia uśmiechnąć się do komisarza – opat otrzymuje wiadomość, że brat Bronisław nie żyje. Dzieło przypadku? Możliwe… Na miejscu zdarzenia pojawia się komendant powiatowej żandarmerii – Felix Walsleben, który od początku działa Gustawowi na nerwy. Brak sympatii między przedstawicielami prawa jest coraz bardziej widoczny, zwłaszcza że niebawem pojawiają się kolejne ciała… Czy to nadal przypadki albo nieszczęśliwe wypadki?

Na prośbę opata Dewart prowadzi własne śledztwo, choć widocznym jest, iż jego pomysły wciąż komuś przeszkadzają. Z pozoru ofiary nic nie łączy – ani wiek, ani płeć, ani zajęcie… Komisarz jednak wciąż szuka, kombinuje, rozmawia i dopatruje się powiązań, co sprawia, że powoli wyłaniają się pomysły co łączyło kolejne ofiary. A dlaczego powoli? Bowiem w trakcie analizy kto jest winny śmierci tylu osób, na drodze stanęły mu demony z przeszłości… Wspomnienie osób, które już dawno chciałby usunąć ze swej pamięci…


Krzysztof Koziołek stworzył na pewno bardzo oryginalny kryminał – sam pomysł na fabułę mnie zaskoczył i nijak nie mogłam wyprzedzić wydarzeń swoimi przypuszczeniami. Morderca wszystkich wywiódł w pole i choć przez chwilę podejrzewałam, kto jest winny zbrodni to niestety zbyt szybko odrzuciłam ten pomysł. Zafascynowały mnie ukryte wyjścia z klasztoru, tunele a także tajemnice skrywane przez skrytki z przeszłości. Świetnie bawiłam się podczas utarczek słownych między przedstawicielami prawa a z niepokojem śledziłam kolejne kroki Gustawa w poszukiwaniu prawdy.

Autor doskonale wpasował się w czas akcji – opowiedział historię opactwa, moment konsekracji kościoła, opisał wydarzenia jakie miały miejsce podczas rządów kolejnych opatów, jak wyglądał pochówek zakonników. Tekst został wzbogacony legendami, analizą obrazów, licznymi informacjami o wsiach, kopalniach, traktach i tkactwie, którym trudniła się tamtejsza ludność. Jednak chwilami miałam wrażenie, że jest tego za dużo. Że informacje z historycznego tła przytłoczyły samą ‘morderczą fabułę’. Że są to informacje bardzo przewodnikowe, zabrakło mi w tych fragmentach lekkości, które bardziej by mnie wciągnęły a nie dotyczyły wciąż nowych nazw, dat i nazwisk.

Książka jest idealną lekturą dla osób lubujących się w kryminałach, zwłaszcza retro oraz powieściach historycznych. Nie brakuje tutaj różnorodności bohaterów, podstępów, śledzenia, zaskoczeń, tajemnic oraz dedukcji. Pajęczyna podejrzeń zatacza coraz szersze kręgi a komisarz próbuje wyłuskać z gąszczu zalewających go informacji, te naprawdę ważne. Kto i dlaczego zabił tak wiele niewinnych ludzi?


Podsumowując - „Imię Pani” to kryminał, jakich… niewiele :) Mylenie tropów podrzucanych powoli przez autora, zaskakujący finał z mężczyznami w mundurach, postacie dostarczające kolejnych ‘smaczków’ oraz demony z przeszłości, które pojawiają się, by zburzyć spokój.
Świetnie stworzona intryga Koziołka, wzbogacona przez elementy historyczne i opowiedziana nie tylko w małym miasteczku, ale przede wszystkim tuż pod okiem mnichów, z pozoru istot religijnych, niewinnych i skromnych. Jakie sekrety mogą kryć się w takim miejscu?
Jest intrygująco, ekscytująco, zaskakująco i klimatycznie – naprawdę warto przeczytać. Chętnie poznam inne książki Krzysztofa Koziołka.



Zdjęcia pochodzą z TEJ strony i zostały zrobione podczas uroczystej i niezwykle klimatycznej premiery książki - zapraszam do lektury



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorowi

sobota, 27 grudnia 2014

Jonathan Holt "Carnivia. Herezja"



Tytuł oryginału: The Abduction
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Muza/Akurat
Data wydania: 19 listopada 2014
Liczba stron: 432
Seria: Carnivia tom 2










O moim zauroczeniu Wenecją mieliście już okazję czytać, kiedy to rok temu recenzowałam pierwszy tom serii "Carnivia. Bluźnierstwo". Wspominałam wtedy co podobało mi się w mieście, które jeszcze w czasach licealnych miałam okazję odwiedzić. Opowiedziałam też czym jest Carnivia, kto ją stworzył (Daniele Barbo) i jak dokładne jest to odwzorowanie rzeczywistości. Już wtedy zainteresował mnie ten wirtualny świat, gdyż nie spotkałam się jeszcze z książką, gdzie w tak idealny sposób byłaby powiązana fabuła z realnego życia z tym, nazwijmy to, mniej realnym. Pierwszy tom serii na długo pozostał w moich myślach, do tego stopnia, że nie widząc zapowiedzi tomu drugiego pisałam maile z zapytaniami. Dostałam też list z zaproszeniem do przeczytania lektury, ale... nie trzeba było mnie szczególnie zachęcać... Ja nie mogłam się doczekać "Herezji"! Czy było warto?

Pułkownik karabinierów Aldo Piola zostaje zbudzony wczesnym rankiem. Wprawdzie na sofie na śpi się najlepiej, ale lepiej spać źle, ale dłużej niż do wpół do piątej rano... Jednak Piola sam sobie winien spania na sofie - żona wyrzuciła go z sypialni, gdy dowiedziała się (w pierwszym tomie trylogii), że mąż miała romans z kapitan Kat Tapo. Teraz sprawa wymaga szybkiego stawienia się na miejscu przestępstwa a nie rozpamiętywaniu przeszłości.
Na terenie budowanej właśnie amerykańskiej bazy wojskowej Dal Molin, protestujący tam ludzie odnajdują szkielet ludzki. Jednak ponad wszelką wątpliwość nie jest on ani średniowieczny ani współczesny. W którym miejscu historii należy szukać kogo, kto zaginął? Czyjego ciała nie odnaleziono lub nie chciano odnaleźć? Sprawa komplikuje się kiedy giną osoby próbujące ustalić dane osobowe szkieletu i jego losy.

W tym samym czasie z pewnego dość nietypowego klubu nocnego zostaje porwana Mia Elston, córka amerykańskiego majora. Początkowo przypuszcza się, że nastolatka uciekła z chłopakiem, przeciwstawiając się zasadom ojca i wymuszonym ślubom czystości. Jednak prawda jest przytłaczająco brutalna. Ja miałam ciarki na plecach i marzyłam, kiedy rozdziały z Mią w roli głównej się skończą. Dlaczego? Dziewczyna jest przetrzymywana w nieznanym miejscu i jak twierdzą porywacze - według wytycznych CIA nie jest torturowana... Jaka jest prawda? I skąd wiadomo co się dzieje z dziewczyną? Porywacze wykorzystali Carnivię i w ten sposób udostępniają filmy, które w oszałamiającym tempie nabijają licznik odwiedzin portalu. Czy Daniele złamie dane sobie słowo i zacznie współpracę z władzami? Czy pozwoli wyłączyć Carnivię?
Porywacze Mii potrafią zhakować też inne serwisy czy strony i w ten sposób kontaktować się ze światem. Jak zakończy się ta historia? Jakie emocje targają rodzicami Mii? Czy są w stanie pomóc córce? Sprawę odnalezienia dziewczyny prowadzi Katerina Tapo, która tym samym wreszcie otrzymuje poważną sprawę. Po historii z pułkownikiem była bowiem szykanowana przez kolegów a jej priorytetami były kradzieże wśród turystów.

W śledztwie pomaga również Holly Bolland, amerykańska podporucznik, która nawiązała przyjaźń zarówno z Kat jak i Daniele. Ale jak to bywa w życiu i literaturze, nie zawsze relacje te są takie jakie byśmy chcieli... A Holly nie byłaby sobą, gdyby nie wpadła w nowe tarapaty...

Autor zaproponował w "Herezji" kilka wątków i muszę przyznać, że bardzo zgrabnie je ze sobą połączył. Tylko niektórych powiązań czytelnik jest w stanie się domyślić, ale i tak niezbyt szybko. Te, które wyjdą na jaw później będą szokiem, niedowierzaniem i zaskoczeniem. Choć niektóre wydarzenia wstrząsną wrażliwymi to naprawdę warto zagłębić się w obie Wenecje.
Warto przeżyć trudny czas z Mią, poznać jej myśli, uczucia, emocje i starania o wolność. Trwać przy niej w najgorszych momentach, przeżywać i czekać na zakończenie tej historii.
Warto również poznać nieco przeszłości podczas badań szkieletu, tajnych rozmów, spotkań i wyjaśnienia kim był ten człowiek, gdzie i dlaczego zginął. Jednak czy wszyscy mówią prawdę?
Jest też trzeci wątek, o którym do tej pory nie wspomniałam - wątek watykański. Martino Santini, młody kleryk z watykańskiej służby informacyjnej postanowił w ciekawy sposób docierać do wiernych: prowadził papieżowi stronę na Facebooku, Twitterze, prowadził również swój blog. Ale jego największą inicjatywą była chęć odtajnienia akt. Tylko czy w praktyce i w świetle odnalezionych przez mnichów dokumentów, podpisanych przez Giovanniego Battistę Montiniego, późniejszego papieża Pawła VI, jest to dobrym posunięciem?

Po świetnym i intrygującym debiucie jakim była "Carnivia. Bluźnierstwo" przyznaję, że sięgnięcie po drugi tom trylogii Jonathana Holt'a było doskonałym posunięciem. Autor przedstawił wiele wydarzeń, akcja pędzi w niesamowitym tempie, które gołym okiem jest niedostrzegalne, jednak jest to dobrze widoczne, jeśli spojrzymy na fakt, ile zdarzeń zostało zawarte jednego dnia akcji (to właśnie na dni książka została podzielona i dopiero w ramach dni są numerowane podrozdziały). Właściwie akcja rozgrywa się w ciągu sześciu dni, późniejsze wydarzenia autor określa jedynie mianem "tydzień drugi". Mimo tak rozległych zdarzeń są one dobrze dopasowane, zgrane i trzymające w napięciu. Wprawdzie pojawiają się nieliczne randki i wyznania miłosne, ale stanowią jedynie delikatną odskocznię od wydarzeń głównych. Poznajemy między innymi powód konfliktu między Holly i Kat oraz skutki ponownej współpracy Kat i Aldo. Kilka chwil Holt poświęcił też dla Holly i Daniele, tylko czy przeżycia obojga pozwolą im na coś więcej niż tylko analiza trudnych wzorów i wspólne kolacje?

Jak dla mnie jest to naprawdę przyjemna lektura na chłodne wieczory a styl autora sprawia, że czytałam z ogromną ciekawością. Może i mogłabym przyczepić się do kilku drobiazgów, które mi przeszkadzały, drażniły albo dawały poczucie zagubienia czy niezrozumienia, ale nie warto. I tak uważam lekturę za godną polecenia. Ja już czekam na tom trzeci, a Wy?



"Carnivia. Bluźnierstwo"
"Carnivia. Herezja"
"Carnivia. Rozgrzeszenie"




Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Z literą w tle, Czytam opasłe tomiska, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Wydawnictwu MUZA / Akurat
 

oraz Pani Annie z 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...