Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karkonosze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karkonosze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 września 2020

Katarzyna Janus "Wszystko jest możliwe"

 
 
 
Autor: Katarzyna Janus
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 17 czerwca 2020
Liczba stron: 448
 
 
 
 
 
 
Katarzyna Janus wydała już osiem książek, jednak ja dopiero teraz poznałam jej twórczość - dzięki powieści "Wszystko jest możliwe". Na półce czeka najnowszy tytuł autorki - "Błękitny dom nad jeziorem" i czy po niego sięgnę będziecie wiedzieli po przeczytaniu niniejszej recenzji.
 
 
Alicja Sadowska uciekła ze stolicy w Karkonosze. W małym, starym domku w okolicach Jeleniej Góry zamierza odzyskać równowagę życiową po tym, jak została pozbawiona praw do wykonywania zawodu. Straciła pracę, cały majątek, ale nie tylko... A wszystko dlatego, że zaufała niewłaściwemu mężczyźnie, on to wykorzystał, skłamał, inni również... i Alicja nie miała z nimi szans. 
 
Poturbowana fizycznie i psychicznie bohaterka rozpoczyna pracę na zmywaku w restauracji 'Strome Zbocze', której właścicielką jest sympatyczna sześćdziesięciolatka - Maria Baran. Kobieta dość szybko podejrzewa, że Alicja coś ukrywa. Jednak nie zmusza pracownicy do wyznań, tylko stara się znajdować jej ambitniejsze zajęcia niż mycie naczyń. W ten sposób Ala poznaje gburowatego i aroganckiego Teodora, wytwórcę serów oraz siostrzeńca Marii, wielbiciela górskiej wspinaczki - Konstantego. Nie jest zbyt zadowolona z nowych znajomości, bowiem uciekając zamierzała cieszyć się samotnością a nie nawiązywaniem relacji damsko-męskich. Ale los ma wobec niej inne plany...


Jak się przekonujemy z czasem, z samotności Alicji niewiele wyszło. W jej małym domku często otwierają się drzwi, nie tylko dla jej zwierzaków, ale przede wszystkim dla pana Józia, małej niepełnosprawnej Joanki, Teodora i Kostka. Z tymi ostatnimi zaczęło ją łączyć coś więcej niż przyjaźń, choć wcale nie będą to łatwe relacje czy decyzje. Pojawia się też nieproszony gość - demon z przeszłości...

Podczas lektury wciąż nasuwały mi się pytania - komu Alicja wyzna prawdę o sobie? Czy pozna tajemnicę Teodora? Czy zgodzi się na jego propozycję? Który z mężczyzn stanie się jej bliższy? Jaki los czeka Joankę? I wiele innych, wynikających z dalszej części fabuły.
 
"Wszystko jest możliwe" to wyborna powieść obyczajowa, opisująca zwyczajne życie, skomplikowane relacje oraz tajemnice, które mocno wpływają na losy bohaterów. Katarzyna Janus kupiła mnie tą historią, usytuowaną u podnóża gór, pośród ludzi o - z reguły - dobrych sercach. 
Jednak nie jest cukierkowa opowieść o miłości, szczęściu do bólu i piciu kawy w promieniach wschodzącego słońca. Nie zabrakło w niej bowiem problemów takich jak alkoholizm, posiadanie niepełnosprawnego dziecka, samotność starszych ludzi, test na ojcostwo, utrata bliskich czy poronienie. Nie każdy wątek kończy się po myśli czytelnika, ale czy to źle? Przekonajcie się sami, bowiem autorka potrafi zaskoczyć :)

Bohaterowie muszą przejść naprawdę wiele, by móc zawalczyć o przyszłość. Autorka miała kilka ciekawych i oryginalnych pomysłów na fabułę, do tego lekki styl, malownicze opisy, ciekawe porównania a plastyczny i łatwy w odbiorze język sprawia, że czytelnik wręcz płynie poprzez kolejne strony, śledząc z zainteresowaniem wydarzenia. Wielokrotnie śmiałam się, zaciskałam kciuki a nawet wstrzymywałam oddech. Nie brakuje ekscytujących momentów, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Jeśli kolejna powieść Katarzyny Janus okaże się równie relaksująca i przyjemna w odbiorze to niewątpliwie autorka dołączy do moich ulubionych, bo tak sympatyczne obyczajówki to ja lubię.


Podsumowując - "Wszystko jest możliwe" to poruszająca historia o niesprawiedliwościach świata, kłamstwach, rozczarowaniach i niewłaściwie ulokowanych uczuciach, a także utracie ukochanych osób, mobbingu, fałszywych zeznaniach, zdradach i szantażu. Powieść pełna emocji, pożądania, uczuć, lęku, złych przeczuć, bezradności, bezwzględności, walki o dobre imię, niepokoju i lizaniu ran a także o nadziei i marzeniach, które ma każdy z nas. Gorąco polecam!

 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję   



wtorek, 27 sierpnia 2019

Agata Bizuk "Narzeczona z second-handu"




Autor: Agata Bizuk
Wydawnictwo: Dragon
Data wydania: 17 lipca 2019
Liczba stron: 384












Zawsze kiedy życie jest zbyt sielankowe, piękne, radosne i przyjemne wyczekuję na moment, kiedy coś się zawali. Nigdy nie może być idealnie i fakt ten sprawdza się nie tylko w codzienności, ale też w literaturze. Pasuje to do powiedzenia o łyżce dziegciu w beczce miodu...

Podobnie rzecz ma się z Michaliną Okońską, która to mając lat trzydzieści pięć, udane małżeństwo z piętnastoletnim stażem, dwuletniego synka Borysa oraz stabilną pracę w lokalnym brukowcu nagle dostaje solidnego kopniaka. Otóż przyłapuje Ignacego - swego ślubnego - na działce, gdy zabawia się z dwiema panienkami. Brak ubrań u całej trójki wskazuje na ewidentną winę. Niewierny się wyprowadza, przyjaciele pocieszają Miśkę i wymyślają sposób na zemstę a jak wiadomo najlepiej zaatakować tą samą bronią...

Los sprawia, że odwiedzając Ignacego w banku, Miśka poznaje Ariela, młodszego od siebie i mega przystojnego syna szefa. Potem wydarzenia następują po sobie jak wagoniki na karuzeli - afera ze zdjęciami w prasie, niespodzianki w redakcji "News weekendu" (tam pracuje Miśka), brak zdecydowania w kwestii faceta: mąż czy kochanek, narzekająca matka, gaduła Borysek, awarie, choroby, problemy przyjaciół, afera ze świętami w górach a na deser trup pod redakcją! 'Na szczęście' w chwili, gdy brakowało newsa na pierwszą stronę.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki uważam za udane, bowiem w powieści nie brakuje zaskakujących wydarzeń, problemów z hazardem, postrzegania homoseksualistów, zdrad, narkotyków czy uroków publicznej służby zdrowia. A wszystko to okraszone humorem godnym poziomu Bridget Jones, która wciąż dostaje w tyłek.

Agata Bizuk miała dużo pomysłów i wszystkie włożyła właśnie w tę powieść, co sprawiło, że czyta się szybko i nawet nie wiadomo kiedy jesteśmy w finale. Nie wiem czy takiego się spodziewałam, ale przyznaję, że szok był - największy chyba z powodu Ariela. Rollercoaster zdarzeń nie daje chwili na wytchnienie, wciąż zaskakując czymś nowym, podkreślając jednocześnie bunt przeciw utartym schematom i zwyczajom, bo o lepsze jutro czasem trzeba walczyć niezależnie od strat czy ofiar. Autorka zwróciła uwagę na to, że kiedy zdarza się miłość to trzeba brać, kobietom dawać prezenty również bez okazji a unikać należy małżeńskich obowiązków bez przyjemności.

"Ale przecież nikt nigdy nie obiecywał, że życie będzie wyłącznie piękne i kolorowe (...) To jest wojna, moje dziecko, a najgorzej mają ci, którzy nie potrafią przegrywać." *

Podsumowując - "Narzeczona z second-handu" to historia zabawna i romantyczna, ale jednocześnie życiowa; taki romans komediowy z wątkiem kryminalnym. Opowieść o sile kobiet, zmianach w życiu, drugiej szansie na szczęście oraz leku na zszargane nerwy, przyjaźni, miłości do dziecka, złudnych uczuciach, wyrzutach sumienia czy przeżywaniu żałoby. Polecam jako lekturę bez zobowiązań na odstresowanie.



* A. Bizuk, "Narzeczona z second-handu", Wyd. Dragon, Bielsko-Biała 2019, s. 162/163





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję 


czwartek, 19 stycznia 2017

Magdalena Woźniak "Gniazdo żmij. Rzecz o laborantach z Karkonoszy"




Autor: Magdalena Woźniak
Wydawnictwo: Ad Rem
Data wydania: grudzień 2016
Liczba stron: 118
Seria: Z Biblioteki Ducha Gór



Książka nagrodzona w I edycji Konkursu Literackiego "Z Biblioteki Ducha Gór"


Jak świat światem zawsze dochodziło do zatargów, zazdrości i knucia. Nie inaczej jest wśród karkonoskich zielarzy (czyli laborantów), lekarzy i aptekarzy. Wciąż się konfliktują uważając, że ich rzemiosło jest ważniejsze. W Wigilię Świętego Jana co odważniejsi zielarze udawali się na Białą Łąkę, do ogrodu Ducha Gór, po cenne zioła do wyrobu leków. Jednak nie każdy, nawet najzdolniejszy laborant, mógł wstąpić do cechu - nie dość, że kandydaci musieli przejść trudny egzamin to koncesji wydawano tylko trzydzieści. A wszystkiemu winna tamtejsza władza.

W ten oto świat skonfliktowanych mężczyzn chce wkroczyć Agnes, córka doskonałego zielarza. Ubolewa, że jest kobietą a przecież bardzo by chciała zajmować się ziołami i pomagać ludziom... Tworzyć nalewki, maści, napary... Dziewczyna ma jednak ważniejszy dylemat - sercowy - dwóch młodych, buńczucznych mężczyzn zaczyna się nią interesować, jednak nie z każdym może się związać. Dlaczego?

Ta książeczka to bardzo nietypowa pozycja - łączy w sobie historię, trochę legend z rejonu Karkonoszy, miłość, rywalizację a i wątek kryminalny się pojawia. Jest zaklinacz węży, niepełnosprawny chłopiec, jarmark świętojański oraz tajemnicze specyfiki zielarzy i medyków. Na deser wspomnę, że kluczową rolę odgrywa tu diabeł ryfejski, który nieźle zamiesza czytelnikom w głowach. Ale jaka jest prawda o nim? Dowiecie się już z lektury.

Opowieść autorstwa Magdaleny Woźniak (znanej nam blogerki Pani_Wu) jest niewielkich rozmiarów a zawiera w sobie wiele cennych rad, porad i historii prosto z życia. Uwielbiam książki z tajemnicami w tle - a tu ich nie brakuje :)
Jednak nie mogę zdradzić zbyt wiele, byście sami mogli odkryć jak to z tym diabłem naprawdę było...

W zamian, mam dla Was coś innego - zadałam Magdzie 5 pytań, dzięki czemu wyszedł mi taki wywiadzik:



1. To bardzo nietypowa pozycja - połączenie fascynacji regionem, historią i .... no właśnie, jakbyś określiła trzeci trzon "Gniazda żmij"?

Zielarstwo. Wiedza o tradycjach ziołolecznictwa w Karkonoszach pochodzi ze źródeł archiwalnych, spisanych w języku niemieckim. Zupełnie hobbystycznie, społecznie i ku ogólnemu pożytkowi, transkrypcją tekstów zajmuje się pan Ulrich Junker, Niemiec, który co jakiś czas przyjeżdża do Jeleniej Góry, przeszukuje archiwa i ślęczy nad dokumentami. Rozszyfrowuje odręczne pismo i przy pomocy komputera zapisuje treść po niemiecku. Wtedy może się za tekst zabrać tłumacz, którego dokument interesuje.

W taki sposób ogólnie dostępne stały się informacje na temat zielarstwa w Karkonoszach, które przybrało rozmach na niesłychaną skalę. Ten fenomen, którego rozkwit przypadł na XVII i XVIII wiek nie ma sobie równych na całym świecie. Ponieważ zielarstwo było domeną prostych ludzi, oczywiste jest, że obrastało w ceremonie i wierzenia, adaptowało lokalne legendy dla celów ziołolecznictwa oraz zielarstwo wplatano do legend, choćby nazywając Ducha Gór korzennikiem.
Informacje o karkonoskich zielarzach, których nazywano laborantami, pochodzą między innymi z zapisków ludzi podróżujących w rejon Karkonoszy (w XVIII wieku pojawiła się moda na pamiętniki), dokumentów cechowych, wyciągów z ksiąg zmarłych, papierów dotyczących gruntów, budynków oraz koncesji, czyli pozwoleń na wykonywanie zawodu, a także przepisów na leki.
Zależało mi, żeby zawartą w noweli historię umieścić w czasach, kiedy działalność laborantów była w pełni rozkwitu, a ich wyroby znano na dworach całej Europy. Pomyślałam, że przy okazji rozrywki, jaką niesie kryminalny wątek, czytelnik dowie się trochę nowych i ciekawych rzeczy o naszym regionie, jednak nie będzie to suchy artykuł w periodyku naukowym.

Kto zna treść artykułów, napisanych przez dr historii Przemysława Wiatera, na podstawie jego własnych tłumaczeń jeleniogórskich archiwaliów oraz artykułów Henryka Wańka ten wie, że postać Jacoba Grossmanna stworzyłam opierając się na opisie Melchiora Grossmanna, sporządzonym przez anonimowego autora, w wydanej w Lipsku w roku 1703 książce pt. "Śnieżka pełna cudów opisana przez znanego Ślązaka" ("Wundervollen Schneekoppe von einem Bekannten Schlesier").
A kto nie zna i nie wie, poznaje tę barwną postać na kartach książki i zastanawia się, czy był w ogóle ktoś taki? Mogę więc powiedzieć, że tak, to postać w pewnym stopniu prawdziwa. Oczywiście książkowy Jacob wyszedł mocno poza ramy pamiętnikarskiego opisu. To, czego nie zanotował kronikarz, dopowiedziałam sama.


2. A skąd pomysł na taką akurat opowieść?

Fenomen laborantów tak bardzo mnie zafascynował, że zaczął żyć własnym życiem w mojej głowie. Szperałam w poszukiwaniu informacji i zastanawiałam się, jak mogło wyglądać wtedy życie tych ludzi. Omotali mnie całkowicie i zdawało się, że szeptali do ucha: „Napisz o nas, napisz”.
A kysz!” – wołałam. – „Ja nie mam czasu, pracuję, mam stosy klasówek do sprawdzania.” Nie odpuszczali. Mówili: „Pamiętasz opowieści o pradziadku Kazimierzu?”. No i tu mnie mieli, bo jakże mogłabym zapomnieć opowieści mojej śp. Babci o jej teściu, a dziadku mojej śp. Mamy, który w wioseczce na Kresach Wschodnich leczył ludzi ziołami. A tak potrafił to robić, że powiadano, iż niemal dokonywał cudów. Jego przepisy na mieszanki ziołowe zachowała moja Babcia, ale niestety rozdała potrzebującym, zamiast przepisać i udostępnić kopię. Kiedy pytałyśmy o to Babcię odpowiadała: „To żaden problem, ja wszystko pamiętam!”. U babci w domu zawsze były zioła na różne dolegliwości, moja mama też najpierw parzyła zioła, a dopiero potem rozważała wizytę u lekarza.
Pomyślałam wtedy, że coś w tym jest, w tym życiu w zgodzie z naturą, w szukaniu leków na własnym polu, w ogrodzie, w lesie. Uznałam, że laborancka profesja, zapewne przez niesienie ulgi w cierpieniu, w jakiś sposób łączy wszystkich ludowych zielarzy, na całym świecie.
W wyniku II Wojny Światowej i decyzji, które zapadły po jej zakończeniu, moja rodzina, jak i wiele podobnych, została przesiedlona z Kresów na Dolny Śląsk. Pradziadek zmarł przed końcem wojny i został pochowany w Kobryniu. A tu, wszystko było nowe, inne, ale tutaj także rosły i rosną zioła, które przynoszą ulgę w cierpieniu.


3. Opowiesz jak wyglądał Twój warsztat pracy?

A to nie jest nic specjalnego – biurko, komputer, dysk pełen informacji między innymi o ziołach, budynkach, ubraniach, przedmiotach codziennego użytku na Dolnym Śląsku w minionych wiekach i dużo, dużo więcej, bo i zdjęcia obrazów malarzy, którzy uwieczniali dolnośląskie pejzaże czy żyjących tu ludzi, zdjęcia z Karkonoszy dla pobudzenia wyobraźni, ponadto półki z potrzebnymi książkami o ziołach i o regionie, a także internet dla konsultacji. Tyle. Kilka lat temu z okna pokoju, w którym piszę, widziałam Śnieżkę, ale teraz już zasłoniły ją nowo wybudowane domy.

4. Długo pisałaś swoją pierwszą samodzielną książkę?

Netto czy brutto? ;)
Od chwili, kiedy pojawił się pomysł, do stanu ukończenia realizacji i wysłania tekstu na konkurs minęło kilka lat, ale ja nie zajmowałam się książką cały czas. Pracuję zawodowo, mam różne obowiązki, bywały tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie zaglądałam nawet do tekstu. Potem wracałam i wywracałam go na lewą stronę, zaczynałam od początku, ale inaczej.
Pierwsze koty za płoty, prawda? :)
Nie umiem określić ile było samego pisania, nie liczyłam. No i pytanie, z poszukiwaniem informacji, czy bez? :) Tropienie skrawków informacji jest bardzo czasochłonne, nawet dysponując takim narzędziem jak internet. Poświęciłam temu bardzo, bardzo dużo czasu.

5. Wydanie książki, wygrana w konkursie to chyba rozbudziło Twój twórczy apetyt. Myślisz nad drugim "literackim dzieckiem"?

Tak, myślę nad kontynuacją. Niektórych wątków w opowieści nie domknęłam, celowo zresztą. Początkowo miałam przygotowany projekt na dużo większą rzecz, ale wymogi konkursu zmusiły mnie do pominięcia wielu wydarzeń, powiązań i pomysłów. Zamierzam opowiedzieć o nich w następnej części, która będzie dalszym ciągiem przygód bohaterów „Gniazda żmij”.

Zatem trzymam kciuki za wenę i życzę powodzenia! Dziękuję też za minuty poświęcone na ten wywiadzik :)




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 12 u Wiedźmy, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

niedziela, 14 lipca 2013

Maria Nienartowicz "Bajkowy przewodnik dla dzieci. Karpacz"





Autor: Maria Nienartowicz
Wydawnictwo: AD REM
Data wydania: 2011
Liczba stron: 96
Seria: Bajkowe Karkonosze













W drugiej połowie czerwca dzięki przewodnikowi z tegoż wydawnictwa zabrałam Was na wycieczkę do Szklarskiej Poręby. Jednak wakacje dopiero startują i przyda Wam się jakiś inny pomysł na wypoczynek. Dzisiaj zabiorę
Herb miasta
Was do Karpacza - dolnośląskiego miasta, leżącego u stóp Śnieżki. Jako trzyletnia dziewczynka byłam w Karpaczu z rodzicami, jednak w pamięci nie
zostały z tamtego wyjazdu jakiekolwiek wspomnienia. Trzeba to będzie nadrobić w przyszłości.
Maria Nienartowicz


Dziś po raz drugi naszymi sercami i umysłami zawładną Skrzaty, które pod wodzą Autorki - Marii Nienartowicz przeniosą nas w malownicze zakątki Karkonoszy. Jak przystało na przewodnik adresowany dla dzieci, zawiera on nie tylko opisy miejsc, które można zwiedzić, ale i świetne dodatki. Karpacz "ułatwią" nam zwiedzać kredki, notesik, skrzacie pocztówki, linijka oraz mapa miasta i okolic.


Podobnie jak w przewodniku opisywanym w zeszłym miesiącu, tak i tutaj młodzi turyści mogą zbierać pieczątki w różnych miejscach Karpacza. Są to m.in. restauracje, kawiarnie, księgarnia, biblioteka, aquapark, lodowisko a nawet biura turystyczne i piekarnia. Za cierpliwe odwiedzanie tych miejsc Skrzat może otrzymać Trofeum.


W przewodniku znajdziemy 14 propozycji na krótkie wycieczki, które zostały nazwane Wyprawami. Każda z nich pokaże nam coś nowego, unikatowego, coś co dostarczy nam wrażeń poznawczych i nie pozwoli się nudzić. Wyprawy te zaprowadzą małe Skrzaty do Muzeum Sportu, nad Zaporę na Łomnicy czy do centrum miasta, gdzie wznosi się niespotykana przecież w takim miejscu - granitowa góra o wysokości 726 m n.p.m. - Karpatka.

Krasnoludki zaprowadzą nas do Kotła Łomniczki, powspinają się po Kruczych Skałach, a także zjedzą kozi serek ucząc się jednocześnie, że będąc między zwierzętami należy zachowywać się cicho. Jedna z Wypraw zaprowadziła ciekawskie maluchy do rodzicielskiego Ogrodu pełnego ziół i kwiatów, gdzie maluchy uczyły się je rozpoznawać, a także wyrywać chwasty. W górach podczas wycieczek Skrzaty widziały wiele roślin będących pod ścisłą ochroną!


Co jeszcze znajdziemy w tym oryginalnym informatorze? Są tutaj przedstawione sylwetki osób, które są związane z Karpaczem, albo tu mieszkały albo tworzyły, są to głównie artyści.



Jednak większą część przewodnika stanowią jednak miejsca. Znajdziemy tu informacje dla rodziców, czyli typowe wiadomości pamiętane jeszcze z lekcji geografii (lub nie :P ) ale również historie opowiedziane maluchom przez Ducha Gór, językiem przystępnym i prostym.
Twórcy nie zapomnieli też o malowankach, grach i krzyżówkach dla najmłodszych.
Jedną z ciekawostek zawartych na kartach kolorowego przewodnika jest Najmniejsza ulica w Polsce.


Chyba nie jestem w stanie opowiedzieć o wszystkich zaletach przewodnika. Poza tym jestem nim tak zauroczona, że chyba nie dostrzegłabym minusów, nawet gdyby jakieś były.



Każdy zmęczony wędrowiec może się udać do jednej z reklamowanych restauracji czy kawiarni i posilić się przed dalszą drogą. Jeśli ktoś woli samodzielne pieczenie w domu - dla niego też Skrzaty przygotowały coś pysznego - przepisy na słodkości :)




O czym jeszcze opowiedzą nam krasnoludki? O pomniku Ducha Gór, Karkonoskim Parku Narodowym, o najwyższym szczycie Karkonoszy - Śnieżce oraz wizycie w miejscu, które spodobało im się chyba najbardziej - Miejskim Muzeum Zabawek. W Kotle Łomniczki Skrzaty na chwilę przystaną na Cmentarzyku Ofiar Gór z pamiątkowymi tablicami. Czyż te maluchy nie są kochane?


Serdecznie zapraszam do zapoznania się z magicznym przewodnikiem, który nie tylko pokaże nam ciekawe miejsca, ale również zainteresuje - czymś innym niż codzienne klocki i lalki - nasze pociechy.





Książeczkę przeczytałam w ramach wyzwań: Odnajdź w sobie dziecko, Book z nami (0,8 cm), Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"





Wszystkie zdjęcia pochodzą z przewodnika
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...