Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borgis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borgis. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2020

Elżbieta Pragłowska "Obóz jeździecki dla dorosłych"






Autor: Elżbieta Pragłowska
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 6 maja 2020
Liczba stron: 152



Życie nieustannie nas zaskakuje, zwłaszcza w chwilach, gdy się tego najmniej spodziewamy. Chcemy dążyć do szczęścia, kochać i być kochanymi, spełniać marzenia i każdego ranka mieć nadzieję, że dzień może stać się tym najpiękniejszym.

Julka skończyła romanistykę, uwielbia konną jazdę, nie lubi prowadzenia domu ani szybkiego, porannego seksu i mimo, że kilka miesięcy temu wyszła za mąż za Michała, to już myśli o osobnych sypialniach. Dlaczego? Może dlatego, że małżeństwo było potrzebne do uregulowania sytuacji majątkowej, niż skutkiem motyli w jej brzuchu.

Zanim rozpocznie pracę, postanowiła pojechać na wymarzony obóz jeździecki dla dorosłych, organizowany na Mazurach. Z przystanku odbiera ją Marek, instruktor, weterynarz i kierownik obozu zarazem. Między nimi od pierwszej chwili iskrzy i choć za przystojnym brunetem wodzą wzrokiem wszystkie kursantki, to jego uwagę przyciąga właśnie Julka. Porównania z Michałem wypadają na jego niekorzyść a dziewczyna coraz bardziej się zakochuje. Choć rozum podszeptuje, że ma męża to serce już czwartego dnia obozu wyznaje kierownikowi miłość. Zaczyna rozumieć, że nie kocha Michała. Czy Marka i Julkę coś połączy? Jak zakończy się ta historia?

"Życie jest kruche, nie wiadomo, ile nam go zostało." *


Książkę Elżbiety Pragłowskiej określiłabym mianem mini powieści lub rozbudowanego opowiadania. Szkoda, bo tematyka ma potencjał i śmiało można było zrobić pełnowymiarową powieść. Skupmy się jednak na tym, co mamy zaczynając od ociekającej zmysłowością okładki, której klimatu dodają konie na tle zachodu słońca.

Jeśli chodzi o treść to opowieść kryje wiele ludzkich historii, kobiety ze szpitala, Julki, Marka, członków obozu, którzy teoretycznie przyjechali uczyć się jeździć, jednak uczestniczki wciąż zerkają na pociągającego szefa a męska część obozowiczów stara się zaliczyć się szybki numerek z chętnymi dziewczynami. W książce dostajemy zatem trochę konnej jazdy i związanych z nią pojęć, sporo zbliżeń oraz lejący się wieczorami alkohol, który pomaga młodym ludziom w utrzymaniu radosnej atmosfery.

Pomyślicie pewnie, że jest nudno i nic nie ma szans Was zaskoczyć... Nic bardziej mylnego! Sama dałam się wpuścić w maliny, dlatego tym większe było moje zdziwienie, im bardziej zbliżałam się do finału lektury, zastanawiając się jednocześnie, jak rodzące się uczucie wpłynie na decyzje Julki i Marka. Wszak ona ma męża! Akcja rozkręciła się od wątku z upadkiem i wszystko, co działo się później było coraz bardziej intrygujące. A takiego rozwiązania sprawy z Michałem się nie spodziewałam - super niespodzianka od autorki! Dzięki temu Julka zrozumiała, dlaczego jej małżeństwo nie było takie, jakiego oczekiwała.

Książka jest podzielona na kolejne dni opowieści, ma dość dużą czcionkę, z uwagi na rozmiar czyta się naprawdę szybko. Zarzuciłabym jej brak słowniczka z pojęciami dotyczącymi jeździectwa, bo o ile podstawowe określenia raczej każdy zna, o tyle nieznajomość tych bardziej branżowych powodowała lekki dyskomfort w rozumieniu niektórych wypowiedzi bohaterów.


Podsumowując - "Obóz jeździecki dla dorosłych" to krótka historia dedykowana dorosłym, w której poznajemy ludzkie charaktery, egoizm w dochodzeniu do spełnienia oraz miłość od pierwszego wejrzenia. To opowieść o pasji, wolności, pożądaniu, znoszeniu niewygód w imię szczęścia, kłamstwach, plotkach i niełatwych decyzjach. Fajna odskocznia od grubych tomów!





* E. Pragłowska, "Obóz jeździecki dla dorosłych", Wyd. Borgis, Warszawa 2020, s. 134





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC, 52 książki





Za książkę dziękuję


piątek, 13 września 2019

Celine Piotrowska "15 lat w zamknięciu"





Autor: Celine Piotrowska
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: sierpień 2019
Liczba stron: 234
Oprawa: twarda










Jak wiele potrafi znieść człowiek, zanim wyrwie się z sytuacji pełnej bólu i cierpienia? O ile będzie miał na tyle sił, by to zrobić... Na ile poniżeń zgodzi się matka, by chronić swoje dzieci? Jak długo może trwać gehenna i czy w sytuacji kryzysowej znajdzie się pomocna dłoń, która wyciągnięta w kierunku obcokrajowca przyniesie mu ukojenie? Opowiem Wam dziś o książce, przy której osoby wrażliwe będą potrzebowały dużo chusteczek... Oto historia z życia wzięta - "15 lat w zamknięciu".

Siedemnastoletnia dziewczyna poznaje miłość swojego życia: Erik uczy się w szkole muzycznej, jeździ czerwonym fordem, pochodzi z bogatej rodziny i jawi się jej jako książę z bajki. Dba o swoją dziewczynę, adoruje, spełnia wszystkie jej marzenia i zachcianki; jest zazdrosny o innych, ale w zamian obsypuje ją prezentami. Jako dziewiętnastolatka została - na życzenie Erika i jego ojca - właścicielką fabryki! To jak cukierkowa opowieść wręcz ociekająca lukrem i posypana mnóstwem czekoladowych wiórków. Najczęściej powtarzanym przez narratorkę zdaniem było to, że stąpała kilka centymetrów nad ziemią. Mnie osobiście bohaterka jawiła się jako bezwolna lalka, która przyjmowała wszystko to, co dawali jej inni. Nadrabiała biedę, w której wyrosła.

Jak to się stało, że spadła z tak wysokiego i luksusowego konia?

Już w pierwszym rozdziale autorka wspomina o swoim uwięzieniu a opisując związek z Erikiem porównuje tamto boskie życie z tym, jakie czekało na nią później, z potworem. Gdyby nie to, byłabym przekonana, że dalsza część tej książki dotyczy zupełnie innej osoby.

Omamił ją na początku pięknymi słówkami i kulturalnym zachowaniem a później, gdy dała się złapać w pułapkę, pokazał swoje prawdziwe oblicze. Pochodził z Włoch, (dzieje jego rodziny mnie poraziły!) zaś osiedlił się w Niemczech i to tam zgotował śmierdzącej Polce (jak ją nazywał) okrutny los. Nie pracował, liczył jedynie na pieniądze od państwa i rodziców Celine; jak zdobywał je w Niemczech dowiecie się w swoim czasie.
Wychodząc z domu zamykał Celine na klucz od zewnątrz, groził jej śmiercią. Mając czterdzieści pięć lat miała dwójkę dzieci i była po siedmiu poronieniach! Kobieta rzadko kiedy mogła wyjść, nawet gdy dzieci błagały o plac zabaw, ojciec był nieugięty. Odebrał maluchom dzieciństwo i wolność; uczył synka wielu strasznych rzeczy, sprawiał mu ból.

Wierzcie mi, to tylko ułamek tego co kobieta opisała w książce. Czytałam ją jednocześnie z wypiekami i łzami spływającymi po policzkach. Było trudno. Nie mogłam przeczytać jej jednego dnia. Celine poznała w swoim życiu ludzi o dobrych sercach, ale również tych złych. Których było więcej? Czy ktoś jej pomógł? Jak skończyła się ta historia?

Opowieść trudna, pokazująca po raz kolejny, jaki los potrafi zgotować człowiek człowiekowi. Ile cierpienia musiała znieść ta kobieta, która nie wymagała wiele... Chciała po prostu zwyczajnie żyć, robić zakupy, pracować, wychodzić z dziećmi na plac zabaw... Jednak mąż nie pozwalał jej na to, dyktując chore warunki, wyciągając pieniądze od kogo się da i żyjąc wedle swoich urojeń.

Ciężko pisać tutaj o poprawności stylu czy języka autorki, bowiem spisanie takich wspomnień musiało być niezmiernie trudne. Poza okrucieństwem ukrytym w każdej literze, książkę czyta się dobrze, choć z morzem emocji.


Podsumowując - "15 lat w zamknięciu" to przerażająca historia kobiety, która straciła wiele: godność, wolność, prawo do normalnego funkcjonowania oraz kontaktów z rodziną. Jej niemiecką codzienność przepełniały łzy, ból, strach, bru, głód oraz poniżenie. Musiała walczyć nie tylko o siebie, ale też o swoich bliskich, co było zresztą najtrudniejsze. Była bita, gwałcona, głodzona, śledzona i zamykana. Wytrzymała piętnaście lat. Ile Ty dałabyś radę?
Poruszająca i dramatyczna opowieść, którą polecam.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję


 

wtorek, 31 stycznia 2017

Agata Strzałka "Jeszcze nie zwariowałam {chyba}"




Autor: Agata Strzałka
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 230









Wiele polskich rodzin żyje korespondencyjnie - jedno z rodziców za pracą i lepszymi warunkami dla dzieci wyjeżdża za granicę. A przecież nie zawsze trafią do dobrej pracy, nie zawsze znają język na tyle, by dobrze zrozumieć pracodawcę. Nie zawsze jest dobrze.... a dochodzi tęsknota za bliskimi i samotne wieczory. Na szczęście w obecnych czasach mamy sporo ułatwień w kontaktowaniu się, tylko czy to nas satysfakcjonuje?

Edyta jest pięćdziesięciolatką, bez męża ale z odchowanymi dziećmi. Dlatego podejmuje decyzję, że na chleb zarobi jako opiekunka seniorów w Niemczech. Jednak problemy pojawiają się już na starcie, bowiem język zna naprawdę w wersji bardzo podstawowej, minimalnej wręcz. A do celu musi dotrzeć sama, kupując po drodze bilet na pociąg w automacie. Zagubiona na wielkim dworcu nie mogła poradzić sobie ze znalezieniem tego magicznego urządzenia a co dopiero go obsłużyć! Nawet o pomoc trudno poprosić, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że raczej nie zostanie zrozumiany... Ale udało się! Po perypetiach dotarła do celu - miała opiekować się dializowaną i sparaliżowaną od pasa w dół Ewą. Zmienniczka okazała się być niezbyt pomocna a do tego okropnie zapuściła dom. Ewa cierpliwie uczyła Edytę języka a nietypowy kot dbał o dodatkową rozrywkę :) Wyzwaniem okazała się wyprawa opiekunki do Hanoweru, gdzie zabrano Ewę na operację. Polka nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ona bardziej przejmuje się losem starszej ani niż jej własny syn mieszkający po sąsiedzku. Istna znieczulica!

Każdy niemal kontrakt trwa dwa lub trzy miesiące. Po tym czasie następuje zmiana opiekunek, które mogą spędzić trochę czasu w kraju (i naprawić walizkę :))  Po Ewie, Edyta opiekowała się jeszcze Mariją, Rut, Bertą oraz Petą i jej mężem Peterem. U każdej rodziny czekały na nią inne warunki, inne obowiązki oraz przeróżne przygody: koszmarne warunki kąpieli, znieczulica rodziny, paradowanie na golasa po mieszkaniu, niezwykłe żywienie i ciekawe przepisy. 

Ten rok to była istna szkoła przetrwania! I nie chodzi tu nawet o obrzydzenie do wykonywania wielu czynności przy chorych, leżących ludziach. To miała Edyta opanowane perfekcyjnie. Często musiała spać czuwając, zamykać się w pokoju czy uciekać się do forteli. Niewiele ją już dziwiło, ale wciąż była zaskakiwana przez podopiecznych. Bohaterka stała się bardziej pewna siebie a z perspektywy czasu cieszyła się że wybrała właśnie taką pracę. Miała też możliwość zwiedzenia kilku niemieckich miast i miasteczek. Najtrudniejsze były dla niej wieczory, kiedy podopieczni już spali - samotność, izolacja. Dlatego poszukiwała różnych rozrywek - od robienia na drutach, poprzez oglądanie filmów aż do gry w Wiejskie Życie!

"Jeszcze nie zwariowałam {chyba}" to debiut Agaty Strzałki, która spisała przygody Edyty na podstawie własnych przeżyć podczas wyjazdów do Niemiec. Nie wiem na ile jest to powieść autobiograficzna, oparta na faktach, na ile fikcja, ale powiem jedno - bawiłam się doskonale! Tak, wiem że wiele sytuacji było naprawdę trudnych, nieciekawych i pełnych emocji i może nie powinnam pisać o dobrej zabawie, ale... Ale nie potrafię. Autorka bowiem jest doskonała w rozbawianiu czytelnika. Napisała powieść z ogromną wręcz dawką humoru oraz ironii. Bohaterka, która wciąż ma jakieś problemy (zwłaszcza z niemieckimi automatami i walizką) nieustannie zaskakuje kolejnymi zabawnymi sytuacjami - kupowanie worków na śmieci - niby taka prosta sprawa! nic bardziej mylnego. Wyjazd z mapą do Hanoweru - nie można się zgubić, prawda? Ależ można! W tej książce bawi prawie każdy dialog, każda niemal sytuacja jest przykładem satyry - świetny materiał do kabaretu!

Jednak nie jest to tylko i wyłącznie komedia pomyłek. Agata Strzałka doskonale wyważyła sytuacje zabawne z prozą życia. Pokazała z czym muszą zmierzyć się osoby szukające pracy za granicą - trudności językowe, odizolowanie od rodziny i próby spotkań z rodakami pracującymi w pobliżu. A do tego codzienność opiekunki, która musi stawić czoła chorobom i dziwactwom osób starszych, którymi ma się zajmować. Wielokrotnie odczuła smutek, żal i strach o życie podopiecznych oraz pustkę po ich śmierci. Cierpienie, bezradność i starość wciąż obecne w życiu Edyty na obczyźnie wiele zmieniły w jej myśleniu i przewartościowały pewne sprawy.

Macie ochotę na wyśmienitą odskocznię od poważnych książek? Debiut Strzałki będzie "strzałem w dziesiątkę". Samokrytyczna i wpadająca wciąż w kłopoty bohaterka, która podchodzi do życia z dobrym sercem, ale i dystansem pozwoli na chwilę relaksu. Książkę czyta się bardzo szybko, gdyż ma ciekawą i wciągającą fabułę, prosty język oraz krótkie podrozdziały. Tutaj poważne problemy zostały przedstawione z nutką humoru, dzięki czemu relaks murowany. Podobno wielbiciele Grocholi czy Chmielewskiej (jak twierdzi wydawca w opisie książki) będą zachwyceni. Ja tamtych autorek nie czytuję, więc nie porównam, ale jestem z lektury zadowolona. Bardzo!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

wtorek, 8 października 2013

Piotr Kołodziejczak "Klępy śpią"



Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2005
Liczba stron: 196
Seria: Życia w życiu tom 2











Mimo faktu, że w blogosferze pojawia się wiele niepochlebnych opinii o książkach autorstwa Piotra Kołodziejczaka a posty dotyczące jego książek są bojkotowane (mało osób komentuje) to postanowiłam, że przeczytam ostatnią dostępną na rynku - a nie czytaną jeszcze przeze mnie - "Klępy śpią" i wyrobić sobie własną opinię. Bo to przecież nie sztuka skrytykować. Sztuką jest wyłuskać z każdej książki pozytywy a negatywy ... no cóż, ja moje uwagi przekazałam autorowi.

Jeśli mam być szczera, to chyba pierwsza trylogia autora, czyli seria Życia w życiu, bardziej mi się podoba niż druga sekwencja trzech tytułów tworzących całość. Jednak polecam czytać książki w kolejności ukazywania się i zachęcam do zapoznania się z moimi opiniami o "Wschodach do nieba" oraz "Nie rób mi tego".

Są lata siedemdziesiąte. Świeżo upieczony absolwent liceum - Czarek - udaje się na wymarzone studia do Rostowa nad Donem - miejscowości na południu Rosji. Podróż pociągiem nie należy do największych przyjemności życia, ponieważ trzeba pokonać ponad dwa tysiące kilometrów. A na miejscu czekają na "żółtodzioba" liczne niespodzianki: pokój z kupką gruzu i brakiem umeblowania, karaluchy, szkolenie w gazowni czy mało przyjemne badania lekarskie. Jednak czego się nie robi dla zdobycia wykształcenia. Kiedy już chłopak zaaklimatyzuje się w akademiku poznamy trochę studenckiego życia codziennego i ekstremalnego. Wiadomo, że typowy student to nie tylko wykłady, ale i imprezy, dziewczyny, w końcu coś trzeba robić w dalekiej od domu Rosji. Czarek w dość nietypowy sposób wiąże się też z dziewczyną - Anetą, jednak na ich drodze staje... Stop! O tym już przeczytacie w niniejszej książce. Chyba że ktoś - jak ja - przeczytał już tom trzeci serii to niestety nie będzie już miał niespodzianki czytając o Anecie.

Naprzemiennie z losami Czarka autor opowiada nam drugą historię. Tym razem nie jest tajemnicą kim są jej bohaterowie: to Agnieszka i Major - nauczycielka matematyki i jej uczeń, których poznaliśmy we "Wschodach do nieba". Agnieszka odrzuciła miłość chłopaka i wyjechała wraz z córeczką do rodzinnego Radomia. Tam poznała Jarka, nauczyciela z tej samej szkoły, w której zaczęła nową pracę. Mężczyzna z dość nietypowym stylem bycia stał się kimś więcej niż tylko kolegą z pracy. Czy Marta zaakceptuje przyjaciela mamy? Czy Agnieszka będzie potrafiła zapomnieć o Majorze? Przecież to od jej wyboru ścieżki życiowej zależy również przyszłość córki. Jaką decyzję podejmie kobieta?

"Klępy śpią" to przede wszystkim intrygujący tytuł. Od chwili gdy o nim usłyszałam pomyślałam - a cóż to są te klępy? Nieznany termin wyjaśnia się podczas lektury i niezmiernie mnie zadziwiło jego znaczenie.
Muszę przyznać, że jest to książka idealna na jesienny wieczór. Ciekawa historia, a właściwie dwie, do tego sporo humoru i relacji międzynarodowych w akademiku w Rostowie. Czytając "Klępy..." często się uśmiechałam i nawet nie wiem kiedy dotarłam do ostatniej strony. O ile pierwszy tom serii Życia w życiu mnie nie powalił na kolana, tak muszę przyznać, że całość trylogii brzmi nieźle.

Piotr Kołodziejczak stworzył historię pełną niespodzianek. Choć nie zaskoczył mnie tym, co wspólnego mają Agnieszka i Czarek, to sam finał był aż nieprawdopodobny. Autor chciał nam przekazać tą lekturą, jak ważne są podejmowane przez nas decyzje. W jaki sposób mogą one zaważyć na naszym przyszłym życiu. I nie tylko naszym. Zawsze przecież miłością połączone zostają dwie osoby i jeśli jest ona prawdziwa, to choćby nie wiem jak oddalić się od tej drugiej osoby fizycznie to duchowo ona zawsze będzie obok. Bo przecież miłość to uczucie, które jeśli już zakiełkowało w sercu to niełatwo go stamtąd wyrwać jak niepotrzebnego nikomu chwasta. I żadne znajomości zawierane by zapomnieć, by stworzyć sobie namiastkę domu lub by mieć z kim porozmawiać wieczorem, nie mają sensu. Czy warto zatem świadomie porzucać prawdziwą miłość? Jak wyglądałoby nasze życie gdybyśmy tego nie zrobili?

"Klępy śpią" to niezbyt obszerna książka, która jest idealna na odprężające po ciężkim dniu chwile z lekturą. Świetnie nadaje się też na chandrę, bo zatapiając się w historii innych ludzi, którzy mają - odmienne od naszych lub podobne - problemy, możemy poczuć się lżej na sercu i duszy. A dzięki sporej dawce humoru możemy dostarczyć sobie dodatkowo endorfin. Jestem jak najbardziej na tak!



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,1 cm), Trójka e-pik, Wyzwanie miejskie, Polacy nie gęsi II, 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi
oraz Księgarni dopoduszki.pl

czwartek, 12 września 2013

Piotr Kołodziejczak "Puść już mnie..."



Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2009
Liczba stron: 196












"Puść już mnie" to czwarta z kolei, biorąc pod uwagę datę wydania, książka Piotra Kołodziejczaka. Przeczytałam ją jako szóstą i muszę przyznać, że mam bardzo mieszane uczucia. Do tej pory, powieści tego autora, były ciekawymi lekturami na wieczorne chwile. Natomiast tym razem... zresztą sami oceńcie.

Główną bohaterką powieści jest Ewelina (bardzo miło, że tak mało popularne imię jak moje wkradło się na karty współczesnej książki), trzydziestodwuletnia szefowa rodzinnej firmy, w której zatrudniane są jedynie kobiety i to najlepiej singielki. Dlaczego? Otóż Ewelina była kiedyś mężatką, piszę "kiedyś" ponieważ jej trzyletnie małżeństwo zakończyło się rozwodem. Ona pracowała w sekretariacie kancelarii prawnej a on robił karierę jako architekt. Do domu wracał coraz później, swojej młodej i pięknej żony nie doceniał. I tak na ich małżeństwie pojawiały się kolejne rysy, których powstawanie Ewelina rozpamiętuje popijając teraz dobry alkohol w swoim gabinecie... Przecież sekretarka ją odwiezie... Kobieta stała się teraz pewna siebie, cyniczna i wymagająca. Nie pozwoli, by znowu ktoś ją krzywdził i jeszcze wymagał by to jego przepraszać. Rafał nie był mężem idealnym, nikt nie jest, ale to jak potraktował swoją żonę zasługiwało na opisanie w książce.

Zapytacie więc co takiego wzbudziło moje wątpliwości? Kiedy czytałam "W kajdankach namiętności", w której to książce pojawiały się fragmenty wcześniejszych książek Kołodziejczaka, pomyślałam że jednorazowo da się to jakoś przeczytać i nawet może to być niezłe. Jednak teraz uważam, że autor trochę przesadził. Cały pierwszy rozdział przywołał w mojej głowie wrażenie "skąd ja to znam?", "gdzie ja to już czytałam?". I początkowo nie byłam właśnie pewna czy to fragment przywoławczy z ostatniej powieści autora czy mam złudzenia. Jednak kiedy uzmysłowiłam sobie, że cały jeden rozdział to historia Janka z książki "Bo wiesz...", nie mogłam już do końca książki zatrzeć tego niezbyt dobrego początku lektury. Przecież można było o tym wspomnieć, ale żeby aż tyle miejsca poświęcić czemuś, co zostało opisane już w innej książce?
Rozumiem, że autor miał w tym pewny cel, który wyjaśnia się później, ale dla mnie jest to niestety minus. "Bo wiesz..." czytałam dopiero co...

Uwielbiam czytać sagi rodzinne, pochłaniam kolejne tomy i z niecierpliwością czekam na kolejne. Jednak czy książki Piotra Kołodziejczaka miały być w założeniu powiązane? Nie wiem czy po imionach Ewelina i Basia kojarzycie już jakąś opisywaną przeze mnie ksiażkę? ..... Opisywałam wtedy ekscentryczną szefową Basi i jej szansę w życiu, jaką stała się nowa praca właśnie u Eweliny - to powieść "Kobieta niespodzianka". I tu pojawia się drugi mój minus, który stawiam książce. Pomysł na historię małżeństwa Eweliny i Rafała jest ciekawy, kolejne pojawiające się rysy były bardzo emocjonujące, sposób w jaki kobieta podeszła do rozwodu i znajomości z byłym mężem - poruszający. Ale na tym koniec, bo uważam że chyba w którymś momencie skończyły mu się pomysły na bohaterów. Być może dlatego połączył kilka książek w jedną właśnie teraz? Nie wiem.

Ogólnie trudno mi ocenić powieść "Puść już mnie...". Z jednej strony to świetnie zbudowana fabuła, doskonale zanalizowane relacje damsko-męskie, genialnie przedstawiona przemiana Eweliny. Jednak ocenę ostateczną obniżają niestety wyżej wspomniane zabiegi autora. Tak jak napisałam wcześniej, sama historia jest interesująca, dlatego chętnie poznam Wasz punkt widzenia tej książki Piotra Kołodziejczaka.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,5 cm), Polacy nie gęsi..., 52 książki



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi
oraz Księgarni dopoduszki.pl

 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Piotr Kołodziejczak "Bo wiesz..."


Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2009
Liczba stron: 180








Lubię czytać książki o codzienności. Uwielbiam poznawać problemy innych ludzi, śmiać się z nimi kiedy opowiadają dowcip lub świętują oraz płakać, gdy przeżywają trudne chwile. Takie książki pozwalają mi oderwać się od mojej codzienności, od moich problemów, smutków i zmęczenia. Czytając przenoszę się przecież w inny świat i wnikam w środowisko bohaterów. O ileż takie chwile są łatwiejsze i dające odprężenie.

Taką właśnie powieścią o zwykłym życiu zwykłych ludzi jest książka Piotra Kołodziejczaka "Bo wiesz...". To już piąte moje spotkanie z twórczością tego autora i muszę przyznać, że dotychczasowe były w znacznej większości bardzo udane. Autor pisze lekko i potrafi zaczarować czytelnika niespodziewanymi zakończeniami. Czy i w tym przypadku nie odgadnę finału historii?

W jakim celu małżeństwa udają się do kawiarni? Świętują rocznice, wzniecają uczucia po wielu latach bycia razem, spędzają czas z dala od zgiełku miasta pijąc filiżankę pysznej kawy lub egzotycznej herbaty - otóż nie tylko.
Janek, rehabilitant i masażysta w ekskluzywnym ośrodku sportowo-rekreacyjnym "Rajski Park", był zdziwiony tym niecodziennym zaproszeniem. Rok temu ożenił się z Grażyną i raczej nie bywali w kawiarniach, bo przecież tylko on zarabiał i mimo, że nie mieli dzieci utrzymanie domu i niepracującej żony kosztowało. A i rodzicom musiał pomóc. Grażynie podobało się siedzenie w domu, nie była skora do podjęcia pracy a jeszcze mężowi wytykała, że powinien więcej zarabiać. Janek kochał żonę ogromnie, zgadzał się na wiele, ustępował, spełniał zachcianki, ale pracy zmieniać nie chciał, bo ta była jego powołaniem. 

Co zatem Grażynie przestało się podobać w ich krótkim małżeństwie? Co skłoniło ją do kawiarnianego wyznania? Do Janka nie dotarło w pierwszej chwili zupełnie to, co żona mu wyjawiła. A mianowicie, że poznała kogoś. Mężczyzna jednak, mimo cierpienia i upokorzenia, wybacza żonie i pragnie nadal z nią dzielić życie. Nie odwodzi go od tego pomysłu nawet drugi cios - Grażyna wcześniej miała jeszcze jeden romans i chce się wyprowadzić z ich mieszkania.
Autor przenosi potem czytelnika w przeszłość, aż do chwili, gdy Grażyna poznaje "tego drugiego". Kim on jest? Czy to takiej odmiany w życiu oczekuje Grażyna? Czy ten mężczyzna zarabia wystarczająco, by sprostać jej wymaganiom? I wreszcie jak ułoży się życie Janka? Czy znajdzie miłość swojego życia? Po odpowiedź na te pytania zapraszam serdecznie do książki "Bo wiesz...".

Powieść ta jest doskonałą lekturą dla kogoś, kto uważa, że za rozpad małżeństwa odpowiadają tylko mężczyźni. Autor przedstawił nam bohaterkę doskonałą, niestety negatywnie... Egoistka, kłamczucha i kobieta do szpiku kości wyrachowana. Nie zależy jej na szczęściu nikogo wokoło, tylko jej samej. To mąż ma harować do późnej nocy, bo zapewnić jej kurs gotowania, a ona wypełniając obowiązki "kury domowej", będzie jeszcze narzekała. To ona zdradziła Janka i jeszcze bezczelnie prosiła go o pomoc podczas wyprowadzki... W głowie mi się nie mieści, że wśród nas naprawdę żyją tak perfidne i irytujące kobiety. A jednak...

Piotr Kołodziejczak po raz kolejny wykazał się doskonałą znajomością zależności pomiędzy płciami i świetnie opisał relacje damsko-męskie. Tym razem zakończenie zaskoczyło mnie troszkę mniej niż podczas lektury innych książek autora, ale to chyba wina opisu na okładce... Niemniej uważam, że piąta z kolei powieść Kołodziejczaka "Bo wiesz..." jest warta przeczytania podczas któregoś wakacyjnego dnia. Polecam.





Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,4 cm), Polacy nie gęsi..., 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi
oraz Księgarni dopoduszki.pl



środa, 3 lipca 2013

Piotr Kołodziejczak "Kobieta niespodzianka"



Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2011
Liczba stron: 192












O Piotrze Kołodziejczaku zrobiło się ostatnio w blogosferze głośno za sprawą jego najnowszej książki "W kajdankach namiętności". Miałam okazję przeczytać tę oraz dwie inne książki autora oraz przeprowadzić z nim wywiad. "Kobieta niespodzianka" jest szóstą powieścią człowieka, który zajmuje się nie tylko pisaniem, lecz również komponowaniem oraz zarządzaniem firmą produkującą kosmetyki.

Akcja powieści toczy się w Warszawie, zwykłym mieście, gdzie mieszkają zwykli ludzie ze zwykłymi problemami (powtórzenia celowe). Magda i Andrzej to małżeństwo z ponadtrzydziestoletnim stażem. Poznali się w latach osiemdziesiątych w Międzyzdrojach, jednak ich znajomość nie zakończyła się wraz z końcem lata, lecz zaowocowała starszą córką Basią. Osiem lat później na świat przyszedł Romek, czyli rodzina była w komplecie, bo przecież wielu rodziców marzy, by mieć dwójkę dzieci, każde innej płci. Małżonkowie bardzo się kochają, darzą zaufaniem, szacunkiem i nawet ich dzieci wciąż zauważają ich zakochanie.

Basia niedawno ukończyła studia, jej pierwsza praca okazała się niewypałem, prawo jazdy zdała dopiero za siódmym razem. Dziewczyna czuje się z tym źle, brak jej pewności siebie, bez której przecież ciężko jest się przebić w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Jednak i przed nią życie stawia szansę - Basia ma zmienić swoje życie diametralnie: nowa praca, ekscentryczna szefowa, trener tenisa... Czy dziewczyna przestanie być szarą myszką i skorzysta z szansy? Jak ułożą się jej stosunki z Eweliną? Co jeszcze dostanie w prezencie od życia?

Romek to typowy nastolatek, uczeń liceum, który większość wolnego czasu spędza przed komputerem. Nie jest jednak pustym chłopakiem, którego mózg pochłonęły w całości gry komputerowe. Potrafi udzielać dobrych rad siostrze i rodzicom, lecz niełatwo jest wymusić na nim zrobienie czegoś pożytecznego.

Mimo codziennej rutyny, powtarzalności i przewidywalności ta czteroosobowa rodzina żyje szczęśliwie. Aż do czasu, gdy pewna młoda dziewczyna zadzwoni do pracy Andrzeja a nazajutrz się tam pojawi. Kim jest? Jakie ma oczekiwania wobec tego poważnego i statecznego człowieka jakim jest Andrzej? Jak na jej istnienie zareaguje sam zainteresowany? Tego dowiecie się już z książki.

Przeczytałam w swoim życiu wiele różnych historii. Obejrzałam wiele filmów. Gdyby nie sama końcówka książki, mogłabym powiedzieć, że osobę Marty bardzo szybko rozszyfrowałam. Dość sprawnie wydedukowałam - niemal jak podczas czytania kryminału - kim jest dla Andrzeja i jakie mogą wyniknąć konsekwencje z jej pojawiania się w jego spokojnym i poukładanym życiu. Ale autor nie pozwolił, by myśleć o jego powieści, że jest sztampowa. Zakończenie totalnie mnie zaskoczyło. I jednocześnie udowodniło, jak bardzo nasze życie może się zmienić pod wpływem pojawienia się jednej kobiety - niespodzianki.

Książka napisana jest prostym w odbiorze językiem, akcja toczy się szybko, a czytelnik żałuje wręcz, że tak szybko zmierza do końca lektury. Chętnie poznałabym ciąg dalszy tej opowieści. Wydawnictwo Borgis przyzwyczaiło mnie do faktu, że książki Piotra Kołodziejczaka są wydane na grubym papierze, dużą czcionką i ze sporą ilością światła na każdej stronie, dzięki czemu czyta się je bardzo przyjemnie i płynnie. Jedynie okładka jest znów tym minusikiem, do którego można mieć zastrzeżenia. Mimo to polecam zawartość "Kobiety niespodzianki".




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,4 cm), Polacy nie gęsi..., Trójka e-pik, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi

oraz Księgarni dopoduszki.pl

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Piotr Kołodziejczak "Nie rób mi tego"


Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2008
Liczba stron: 160
Seria: Życia w życiu tom 3








"Nie rób mi tego" to trzecia przeczytana przeze mnie książka Piotra Kołodziejczaka. Po ostatnio czytanej - "Wschody do nieba" - pozostał mały niedosyt. Okładka mnie nie porwała, książka okazała się być bardziej literaturą młodzieżową, na którą jestem już ciut za stara. Jednak postanowiłam nadal poznawać kolejne dzieła tego pisarza. Wybór tej książki okazał się być bardzo trafnym i dobrze, że nie zniechęciła mnie okładka, która nie powaliła mnie na kolana.

Główną bohaterką książki jest Aneta, młoda i piękna dziewczyna z fantazją. Mieszka razem z babcią, która dba o wnuczkę i rozpieszcza naleśnikami, nawet w późnych godzinach wieczornych. Aneta ma również chłopaka - Krzysztofa, spędzają ze sobą dużo czasu, prowadząc długie rozmowy na Miodowym Wzgórzu. Dziewczyna ma też bliską koleżankę, poznaną w szpitalu zwariowaną Bronkę. I w tym momencie zapewne wiele z Was stwierdzi, że książka jest nudna i co tak naprawdę może się w niej zdarzyć ciekawego. Otóż jest druga strona życia głównej bohaterki.

Aneta studiowała na południu Rosji, w Rostowie nad Donem. Wracając do rodzinnego Wrocławia wstąpiła do Rotundy w Warszawie i wtedy... zdarzył się wypadek, który zmienił na zawsze jej życie. Wtedy właśnie zamieszkała z babcią, straciła kontakt ze swoim dotychczasowym chłopakiem - Czarkiem.
Obecnie dziewczyna znajduje się w trudnym momencie życia. Chce coś w nim zmienić, potrzebuje zmian i to dość konkretnych. Myśli głównie o wyjeździe a co za tym idzie zrywa z chłopakiem, żegna się z Bronką. Czy jej marzenie o opuszczeniu "tego dziwnego" miasta się spełni?

Autor przedstawił nam dość nietypową fabułę. Niby nic się nie dzieje, bo nie jest to kryminał z wartką akcją morderstwo-śledztwo-aresztowanie. Nie jest też płomienny romans zakończony ślubem. Jednak książka skrywa w sobie niesamowitą tajemnicę. Czytając kolejne strony czułam, że to nie może być tak sielankowa powieść na jaką początkowo wyglądała.
Co mnie w książce zaintrygowało? Zdanie, które złudnie słyszała bohaterka od niemal każdej spotkanej osoby "nie rób mi tego". Co ono oznacza? Czego i komu ma Aneta nie robić? Tego dowiecie się na końcu powieści. Mnie odpowiedź na te pytania zszokowała. Takiego zakończenia się nie spodziewałam, wbiło mnie ono w fotel i dopiero po chwili byłam w stanie powrócić do rzeczywistości.

Książka zawiera w sobie dużo życiowych mądrości, które przekazują Anecie otaczające ją osoby. Jest sporo przemyśleń o tym, jak należy dokonywać wyborów w życiu, by potem nie żałować i iść obraną ścieżką. Autor opisał też życie osób niewidomych, które nie widzą oczami, ale odczuwają pozostałymi zmysłami a w wielu sprawach muszą po prostu zaufać innym.

Trzeci tom serii "Życia w życiu" zawiera wiele ciekawych myśli o życiu oraz o pragnieniu życia. Piotr Kołodziejczak świetnie i dokładnie dobierając słowa tak opisał poszczególne sytuacje, iż sprawiają one, że czytelnik ma wrażenie znajdowania się w samym środku miejsca akcji książki. Ja czułam się jakbym tam była. 


Książka przeczytana w ramach wyzwań: W prezencie, Trójka e-pik, Book z nami (0,9 cm), 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi

czwartek, 23 maja 2013

Piotr Kołodziejczak "Wschody do nieba"


Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2004
Liczba stron: 160
Seria: Życia w życiu tom 1








W życiu każdego początkującego pisarza przychodzi taki moment, gdy podejmuje ważną decyzję - pora na debiut na rynku wydawniczym. Niektórzy wybierają wśród utworów, które pisali wcześniej "do szuflady" a inni po prostu szukają wydawnictwa dla swojego pierwszego napisanego dzieła. To właśnie w tej drugiej grupie znalazł się Piotr Kołodziejczak, który jak twierdzi w wywiadach, nie pisał wcześniej tylko po to, by przelać swoje myśli na papier. Kiedy napisał swoją debiutancką powieść "Wschody do nieba" z pomocą przyszło mu Wydawnictwo Borgis i w 2004 roku wydało jego pierwszą książkę.

Przeglądając strony internetowe w poszukiwaniu ocen tej książki, muszę stwierdzić z całą pewnością, że poczułam się rozczarowana. Czy nikt nie czytał tego debiutu? Czy nikt, kto sięgnął po inne książki pisarza, nie był ciekaw jak wyglądało jego pierwsze wydane dzieło? Chyba nikt, ponieważ nie znalazłam żadnej konstruktywnej opinii czy recenzji.

Akcja powieści rozgrywa się w Warszawie w epoce gierkowskiej, czyli w latach siedemdziesiątych. Narratorem jest chłopiec, który lada chwila rozpocznie naukę w liceum, którą to będziemy wraz z nim śledzić aż do matury. W kolejnych rozdziałach poznamy koleżanki i kolegów narratora: Inkę, Julę, "Suchego", "Majora", "Narcyza", a także pracowników renomowanego liceum: superwoźną Franusiową, wychowawczynię Pyrzyk czy wuefistę Winiaka, który cieszył się w szkole ogromnym autorytetem. Autor opowiada o tym, jak wyglądały lekcje w klasie głównego bohatera: przysposobienie obronne nauczane przez nauczyciela wychowania fizycznego, granie w karty na lekcjach historii czy kontrowersyjne "zaprawy przedmałżeńskie" na lekcjach wuefu.
O czym jeszcze przeczytamy? Jak przystało na tamte czasy, będzie Ochotniczy Hufiec Pracy z wieloma ciekawymi przygodami licealistów, świetna zabawa na prywatkach u Kostka, picie najlepszego wina marki "Wino" oraz opisy sytuacji, w których najlepszym miejscem na przemyślenia jest ławka w parku.

Moim zdaniem "Wschody do nieba" to powieść o młodzieży i dla młodzieży. Owszem, ktoś starszy może książkę przeczytać i powspominać siebie sprzed lat, ale nie nazwie jej raczej porywającą lekturą. Autor ukazuje nam ambitną i pomysłową grupę licealistów, dla których najważniejsza jest dobra zabawa. Jest tutaj sporo śmiesznych sytuacji, ale jest też trudna miłość. Bo nie można inaczej nazwać uczucia, które łączy młodego chłopca z dziesięć lat od niego starszą nauczycielką. Czy to miłość czy fascynacja? Czy takie uczucie ma szansę przetrwać? Dowiecie się tego z kart książki. Jeśli jednak szukacie wciągającej na całego, historii na kilka wieczorów, to wybierzcie inną książkę, bo ta jest zbyt krótka, by zawładnąć umysłem na dłużej.



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Debiuty pisarskie, Book z nami (0,7 cm), Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi


piątek, 10 maja 2013

Co blogera ucieszyć może - nie stosik

Ostatni post jaki u mnie przeczytaliście była to recenzja książki Piotra Kołodziejczaka "W kajdankach namiętności". I to od niej wszystko się zaczęło... Najpierw wygrałam książkę na blogu Miłośniczki Książek, potem dostałam mail od Wydawnictwa Borgis, które ją wydało, jeszcze później czytałam ten kryminał miłosny, by go zrecenzować i móc teraz Wam napisać, że dzięki tej wygranej....

Miło mi się pochwalić, że współpracuję z Wydawnictwem



środa, 8 maja 2013

Piotr Kołodziejczak "W kajdankach namiętności"




Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2013
Liczba stron: 232













Piotr Kołodziejczak ukończył studia filozoficzne a jego główną pasją była wtedy głównie muzyka: komponował, grał na gitarze i śpiewał. Po studiach rozpoczął pracę jako dziennikarz, tłumaczył teksty oraz należał do stowarzyszeń twórczych. Swoje życiowe marzenie zrealizował jednak dopiero w 2004 roku, kiedy to ukończył swoją pierwszą powieść "Wschody do nieba". W dorobku pisarza znajduje się w sumie siedem książek, do przeczytania których autor zachęca nas na swojej stronie internetowej.

Justyna i Karol to małżeństwo z kilkunastoletnim stażem, mające dorastającą córkę. Justyna pracuje w dużej firmie, w której spędza więcej czasu niż by chciała, a kiedy wraca do domu czuje się znudzona schematycznymi rozmowami z mężem. Każdego poranka padają te same słowa a potem praca, dom, by kolejnego dnia wszystko odbyło się dokładnie tak samo. Za sprawą swojej przełożonej, a zarazem przyjaciółki Ireny, Justyna poznaje samotnego i przystojnego pisarza. Pod pretekstem obejrzenia warsztatu pracy Bartka kobieta udaje się do jego mieszkania w dzielnicy Parkowej. Justyna czuje się wreszcie doceniona i kobieca, co sprawia, że znajomość z pisarzem przeradza się w namiętny romans. W jej głowie pojawia się wtedy myśl, że jest to zemsta: zdrada za zdradę. Kobieta odkryła bowiem, że stosunki jej męża z Blanką nie są już tylko zwykłą przyjaźnią. Niektórzy przecież prowadzą podwójne życie...
Jednak nie tylko Justyna z Bartkiem znajdą się w tytułowych "... kajdankach namiętności". Ale po szczegóły romansów odsyłam do książki.

Książkę ubarwia wątek kryminalny. Jest morderca, który w dzielnicy Parkowej atakuje starsze osoby młotkiem a jak przystało na dobry kryminał, pojawia się też osoba dociekliwego inspektora policji. Czy uda mu się rozwiązać sprawę? Czy tajemniczy zabójca zostanie schwytany i osądzony?

Autor zakwalifikował swoją powieść do gatunku kryminału miłosnego, co wskazywałoby, iż trzonem książki jest kryminał. Jednak powieść była dla mnie bardziej romansem czy obyczajówką niż kryminałem. Piotr Kołodziejczak świetnie opisał relacje damsko-męskie, skupił się głównie na historii głównych bohaterów: Justyny, Karola, Bartka oraz Ireny. W książce poznamy ich sprawy domowe, służbowe, będziemy przyglądać się temu co jedzą na lunch oraz jaki mają widok z balkonu. Wątek kryminalny stanowi tylko niewielką część książki, jednak jeśli ktoś czeka tylko i wyłącznie na rozwiązanie tej sprawy i na niej się skupi, będzie ona dla niego dominująca.

Powieść czyta się wyśmienicie, jest bowiem napisana lekkim piórem, a i strona techniczna sprzyja miłej lekturze: idealnie dopasowana czcionka, dające sporo światła marginesy, wysoka gramatura papieru. Autor okrasił swoje dzieło sporą dawką humoru, która sprawiła, że siedzący obok mnie mąż pytał o powód mojego śmiechu. Co mnie zaskoczyło? Doskonała znajomość kobiecych kosmetyków, kolorów szminki czy składu szczotki do włosów.
Książka nie zawiera gwałtownych zwrotów akcji, wyjątek stanowi jedynie zakończenie, które było bardzo nieoczekiwane i nie sądzę, by którykolwiek czytelnik był w stanie się go domyślić. 

Jest chyba tylko jedna rzecz, którą wpisałabym, w moim odczuciu, na poczet minusów powieści - wtrącenia w treść fragmentów innych książek autora. Czytając "W kajdankach namiętności" odebrałam ten zabieg jako autopromocję pisarza. Jednak przeczytałam wnikliwie wiele jego wypowiedzi i wywiadów, w których tłumaczy, że jego celem było wzbogacenie powieści dodatkowymi treściami. Teraz mogę więc stwierdzić jedno: przytoczone akapity innych dzieł Piotra Kołodziejczaka sprawiły, że mam ochotę przeczytać wszystko, co wyszło spod jego pióra.

Książkę polecam serdecznie tym, którzy poszukują dobrej lektury na odprężający wieczór. Nie jest to klasyk literatury światowej, ale powieść dla zwykłego, zapracowanego czytelnika, marzącego o oderwaniu się od swoich problemów. 



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,8 cm), Od A do Z, W prezencie, Trójka e-pik, Polacy nie gęsi..., 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...