Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaszubowska Marta Wiktoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaszubowska Marta Wiktoria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 marca 2016

Marta Wiktoria Kaszubowska "Brakujące ogniwo"




Autor: Marta Wiktoria Kaszubowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2015
Liczba stron: 328










W lutym ubiegłego roku miałam przyjemność poznania kolejnego polskiego debiutu - "Zapachu tytoniu" Marty W. Kaszubowskiej. Byłam mile zaskoczona, zwłaszcza że nie stronię od sięgania po debiuty, co dla mnie różnie się kończy, bo czasem niestety doznaję rozczarowania. Ale nie w przypadku Kaszubowskiej, której różne aspekty miłości  mnie wtedy zaintrygowały. Dlatego po przeczytaniu krótkiego opisu drugiej powieści autorki, postanowiłam po nią sięgnąć. Z jakim wynikiem? Czy młoda pisarka i tym razem mnie porwała? Zapraszam na moją recenzję.

Eulalia Zamojska, zwana Lalką, ma dwadzieścia siedem lat i pracuje w szczecińskiej korporacji, która swoją centralę ma w Zurychu (może i teraz dla Ciebie, drogi czytelniku ten fakt jest bez znaczenia, ale lada chwila to się zmieni). Bohaterka ukończyła studia historyczne, była w Austrii, ma dwa certyfikaty językowe, gra na pianinie (sama nawet tworzy utwory). Ot, jednym słowem jest kobietą sukcesu. Starannie dobiera sobie facetów, wspomina o nieudanych związkach a przede wszystkim twierdzi, że nie istnieje dla niej seks bez miłości... To dlaczego pewnego dnia zaprasza do mieszkania kolegę z pracy, by wkrótce po upojnych chwilach po prostu go wyrzucić? Jak widać bohaterka jest bardzo sprzeczną osóbką. Czasami ma słomiany zapał, chciałaby czegoś dokonać, ale ustaje w połowie drogi, nie potrafi być konsekwentna, nie potrafi też gotować, przez co wciąż reklamuje posiłki z Turysty lub pierogi z Biedronki. Lalka uwielbia być w "gorącej wodzie kąpana" i zdarza jej się powiedzieć za dużo. Nie potrafi powściągnąć zapędów i zachować czegoś dla siebie i może dlatego życie stawia na jej drodze nowego szefa z tajemnicami z przeszłości... Jak odniesie się do nich Lalka?

Lalka pokazała jednak upór w jednej kwestii - kiedy 17 września dwa lata wcześniej jej brat bliźniak Konrad (zbuntowany i pragnący wolności), opuścił ich wspólne mieszkanie i dosłownie rozpłynął się w powietrzu, to ona staje się tą, której najbardziej zależy na jego odnalezieniu. Tylko Lalka wierzy w to, że Konrad żyje (choć wyrzuca sobie, że to przez ich ostatnią kłótnię, właśnie tamtego dnia, jej brat zaginął). Rozwiesza plakaty, robi weekendowe objazdy po mieście, prowadzi stronę internetową, dzwoni na policję dopytując o postępy. Rodzice już dawno postawili kropkę w sprawie swojego syna. Uważają, że on nie żyje i z pozoru nie robią zupełnie nic. Czy aby na pewno? Jak się można przekonać podczas lektury to rodzina, która uwielbia nosić "maski", żyć na pokaz albo jak w teatrze a w sercu nosić coś innego. Dlaczego ukrywają swoje działania? Po co im ta gra pozorów? Dlaczego każdy z Zamojskich zbudował wokół siebie mur? Rozumiem, że taką tragedię każdy musi odreagować na swój sposób (Lalka ucieka w imprezy i muzykę, matka w buddyzm i medytacje a ojciec... cóż to już zostawię Wam jako niespodziankę, która zresztą ogromnie mnie zdenerwowała, ale to chyba z powodów osobistych, może Wam dostarczy innych reakcji.

Temat zaginięcia Konrada ogromnie przypomniał mi o książce "Ostatni dzień roku" Katarzyny Misiołek, której tematem przewodnim również było poszukiwanie (Moniki przez jej siostrę). Wiele elementów działań bohaterek było podobnych, choć to Kaszubowska pokazała dosadniej jak bardzo nieudolna jest policja. Autorka poruszyła ważny problem, który chyba zawsze będzie na czasie, bowiem w Polsce (i nie tylko) wciąż znikają ludzie. Nijak mówienie o tym nie powinno nam się znudzić, bowiem może dzięki temu odnajdzie się chociaż jedna osoba. Może działania bohaterów powieści podsuną nam pomysł jak i gdzie szukać? Bliscy zawsze w takich sytuacjach stawiają sobie jedno podstawowe pytanie "czy żyje?". Później pojawiają się następne, które mają pomóc w ustaleniu czy było to porwanie, ucieczka, wypadek z utratą pamięci; czy ten ktoś przebywa gdzie dobrowolnie czy jest przetrzymywany siłą... Jak jest w przypadku Konrada? Czy żyje i uda się go odnaleźć? Przyznaję, że autorka ciekawie poprowadziła ten wątek, na samym końcu mnie zaskoczyła parę razy. Jaki jest finał nie zdradzę, ale sprawa ta jednoznacznie się wyjaśnia i nie trzeba snuć domysłów.
Kaszubowska uzmysławia również, że czasami nawet znani na cały kraj ludzie z doskonałymi wykształceniami nie potrafią zastosować się do tego, co sami głoszą i co wpajają innym. Mam tu na myśli podłoże psychologiczne kontra rozpoznanie osób i ich motywów, które nie zawsze są takie, na jakie wyglądają...

Niewątpliwym plusem powieści jest już przy pierwszym kontakcie tytuł, który intryguje, zachęca, nęci i przyciąga. Ogromnie byłam ciekawa co takiego kryją te dwa, jakże proste słowa "brakujące ogniwo". Nie będę jednak zdradzać tego, do czego się odnoszą, bowiem napisałabym zbyt wiele o fabule, psując niespodziankę tym, którzy zamierzają po powieść sięgnąć. Jednak powiem tyle, że Lalka w doskonały sposób wyjaśnia o co tak naprawdę chodzi z tym ogniwem.

Niestety, muszę też wspomnieć o minusach książki, które bardzo mnie drażniły. Autorka ma w zwyczaju ocenianie tego, o czym pisze, choć przecież powinna osądy pozostawić czytelnikowi (w przypadku kiedy nie są to opinie wyrażone przez któregoś z bohaterów). Na przykład zbyt daleko posuniętą opinią jest nazwanie "idiotycznym" programu telewizyjnego "Mali giganci", który - jak dla mnie - jest przyjemną wieczorną rozrywką, pozwalającą na lekkie oderwanie się od problemów całego dnia. Zwłaszcza, że jak wiadomo dzieciaki potrafią bawić i wzruszać.
Zamiast wysnuwania takich teorii Kaszubowska powinna się skupić na rozbieżnościach, które serwuje, bowiem jeśli bohaterka pojechała do salonu tatuażu taksówką, ponieważ była po wypiciu wina na firmowej Wigilii to jakim cudem z tegoż salonu wychodzi, wsiada do samochodu i odjeżdża?

Gdybym mogła to podzieliłabym ocenę książki na dwie części - prywatne życie bohaterki i korporacja. Prywatna część to rewelacja, zaś służbowa - niestety klęska. Dlaczego? Ilekroć pojawiały się wątki dotyczące pracy Zamojskiej to nie potrafiłam się wciągnąć w czytanie. Lubię kiedy w czytanej lekturze jest jasne co kto robi i dlaczego, a tutaj tak naprawdę nie czuję satysfakcji, ponieważ nie wiem czym tak naprawdę zajmowali się pracownicy DYP. Zawsze było opisywane to dość oględnie, chwilami miałam wrażenie, że ważniejsze są dla nich zebrania i testy niż sama praca. Dialogi pracowników były rażąco proste, chwilami wręcz prostackie na poziomie nastoletnich podrostków, którzy nie mają poczucia estetyki w wypowiedziach i używają niewyrafinowanych słów, cytując przy tym fragmenty piosenek. Ponadto wymiana wypowiedzi między osobami z DYP (i nie tylko) często odbywa się w językach angielskim i niemieckim, które to teksty nie są tłumaczone. No przepraszam, coś tam liznęłam w życiu tych języków, ale nie na tyle by zrozumieć o czym mówią bohaterowie, przez co czułam się niepotrzebna i pominięta. To taki zamysł, że czytelnik nie ma zrozumieć wszystkiego? Nie jestem poliglotką i nie jest to dla mnie przejaw lingwistycznych zdolności autorki, bynajmniej, tylko lekceważenia mojej - i nie tylko - osoby. A co jeśli ktoś uczył się swoim życiu wyłącznie języka rosyjskiego? Wtedy nie zrozumie korporacyjnego bełkotu, obcojęzycznych dialogów czy zdań, które czasami w połowie są po polsku zaś w połowie w języku obcym. Już pomijam ciągłe używanie nazw "silent room", "team leader", wykonywanie "calli" czy ustawianie "auto reply"... Może to i kreatywne, ale nie do końca przemyślane. A wystarczyłoby tłumaczenie na dole strony czy uzmysłowienie czytelnikowi, iż to firma zatrudniająca obcokrajowców, ale dialogi mogły być po polsku. Dobrze, że Hindus Vijay nie popisał się tu częstszym używaniem swojego języka...

Podsumowując: "Brakujące ogniwo" to książka, która wywołała we mnie sporo emocji, niejednokrotnie podnosiła mi ciśnienie i to nie tylko w sprawie Konrada, ale również zachowań jego ojca, tajemnic Jurka, intryg Mocnej Skały czy Marysi, relacji Lalki z Karolem i Vijay'em. Sporo się dzieje, bowiem autorka nie skupiła się tylko na pierwszoplanowych postaciach, wszystkie mają w sobie to "coś". Mimo minusów, które dostrzegłam w powieści, uważam że jest dobra i nie żałuję poświęconego jej czasu. 





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz

czwartek, 26 lutego 2015

Marta Wiktoria Kaszubowska "Zapach tytoniu" - przedpremierowo




Autor: Marta Wiktoria Kaszubowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 12 marca 2015
Liczba stron: 304











Marta Wiktoria Kaszubowska urodziła się w 1987 roku, zapewne w Szczecinie (sądząc po miejscu akcji powieści). Czytając kilka słów o autorce czułam jakbym raz jeszcze czytała o głównej bohaterce książki "Zapach tytoniu", gdyż sporo tu podobieństw. Kaszubowska jest bowiem doktorantką filozofii indyjskiej na Uniwersytecie Szczecińskim i interesują ją kultury Dalekiego Wschodu, zwłaszcza status kobiet. Uwielbia pisać i dlatego realizuje się w zawodzie dziennikarza. Zwróćcie uwagę na te informacje a znajdziecie ich odzwierciedlenie w lekturze. Niniejsza powieść jest debiutem autorki. Czy udanym? Zapraszam na recenzję.

Wiem, że wiele osób ocenia książkę po okładce. Biorąc to pod uwagę, śmiem twierdzić, że bardzo wąskie grono osób sięgnęłoby po "Zapach tytoniu". Co mnie podkusiło, by to zrobić? Okładka może nie należy do najbardziej wyszukanych, ale zaintrygowała mnie. Jak się okazało po poznaniu fabuły, idealnie pasuje do tego co kryje w sobie, jest jakby symbolem treści. Drugą rzeczą, której impuls odebrała moja intuicja czytelnicza, był tytuł. Zastanawiałam się, co może być na tyle niesamowitego w papierosach, dymie i jego zapachu, że ktoś stworzył o nich książkę... Szalę przeważył fakt, że to polski debiut a jak wiadomo lubię takie odkrywać. Czy było warto?

Autorka - źródło: okładka książki
Temat tytoniu jest ujęty dość subtelnie, nie jest główną ideą powieści. Ale po kolei...
Zuza mając dziesięć lat spadła ze schodów i w dość skomplikowany sposób połamała kości nóg. Przeszła kilka operacji, spędziła pół roku w szpitalu, zaciskała zęby podczas rehabilitacji a dodatkowo się uczyła. Wierzyła w to, że będzie chodzić. Jednak z powodu tego wydarzenia straciła ufność i otwartość, zamknęła się w sobie i nie miała wspólnych tematów rozmów z koleżankami.
Podczas studiów filozoficznych poznała Filipa, który wkrótce po swoich narodzinach stracił matkę. Dobrze czuli się w swoim towarzystwie, spędzali razem dużo czasu, często i dużo rozmawiali. Jednak ze strony Zuzy nie była to niestety miłość... Bardziej przywiązanie, zrozumienie, przyjaźń. Tylko czy Filipowi to wystarczy? Taki sympatyczny chłopak a było mi go żal, że jest tak oszukiwany. On pragnął bliskości a Zuza nieustannie odmawiała, mimo swoich dwudziestu pięciu lat wciąż była dziewicą. Jej serce wciąż czekało na prawdziwą miłość... Czy odnajdzie ją w bibliotece, w której pracuje? A może na uczelni, gdzie postanawia wrócić i zrobić doktorat?

Oprócz doktoratu Zuza pisze (między innymi teksty na pewną stronę internetową, wiersze), choć problemy sprawiają, że wena twórcza gdzieś się ulatnia. Jej pasją jest też czytanie książek (lubi tę samą autorkę co ja) i poznawanie tajników kultury indyjskiej.


Ale gdzie bohaterka znalazła tą miłość? Otóż Zuza nie mogła już bardziej skomplikować sobie - i innym - życia. Kiedy Filip zaprosił ją pewnego dnia do swojego mieszkania, dziewczyna poznała jego ojca - Igora. Mężczyzna został ojcem jako siedemnastolatek i kiedy mały Filip miał dwa miesiące, zginęła jego matka. Cały trud wychowania spadł na Igora. Dał radę tylko dzięki pomocy dziadków. Syn był dla niego najważniejszy. Aż do teraz. Teraz bowiem pojawił się w życiu Igora ktoś jeszcze, dziewczyna jego syna, do której poczuł coś więcej niż zwykłą sympatię. Z wzajemnością zresztą. Ale jak rozwinąć uczucie, które będzie krzywdziło kogoś tak bliskiego, jak syn czy chłopak? Zuza odpychała od siebie uczucie do Igora, ponieważ nie chciała zranić Filipa. Była z nim już dwa lata i był dla niej bardzo ważny, mimo że go nie kochała. Igor z kolei wiedział, że to on jest starszy, mądrzejszy i nie może zbliżyć się do dziewczyny syna, bo krzywda jaką mu wyrządzi może być ogromna. Jednak czy prawdziwą miłość da się zamknąć głęboko w sercu i nie pozwalać jej na ujrzenie światła dziennego? Czy można unikać spotkań z ukochaną osobą? Jak przejść obojętnie obok jego obecności przy jednym stole? Czy miłość Zuzy i Igora ma szansę się rozwinąć? Musicie to już sprawdzić sami, w powieści.

Książka porusza nietypowy rodzaj miłości a dokładniej niecodzienny obiekt miłości, czyli uczucie do ojca swojego chłopaka. Nie spotkałam się jeszcze z takim tematem w literaturze i dlatego powieść była dla mnie zajmującą lekturą. Zresztą miłość ta, nie jest jedynym aspektem uczuciowym w "Zapachu tytoniu". Autorka opisuje też miłość (czy też może zauroczenie) studenta do wykładowcy, fanki do muzyka oraz uczucie sprzed lat, które Zuza poznaje z pamiętnika swojej matki. A że miłość kobiety nie wygasła przez wiele lat, teraz postanawia naprawdę być szczęśliwa i odchodzi od męża. Czy na zawsze? Całkowicie porzuci obecne życie i wyjedzie? Kim jest mężczyzna jej życia? I jak ułożą się relacje kobiety i jej nowego towarzysza w stosunku do Zuzy i jej ojca?

Uważam, że Marta Kaszubowska napisała świetną powieść. Czytałam wiele polskich obyczajówek, nie tylko debiutanckich i książka równie dobrze potrafiła wciągnąć mnie w swój świat. Z zainteresowaniem przewracałam kartki czekając na to, co wydarzy się za chwilę. Jakie decyzja podejmą Zuza i Igor. Czy między nimi będzie miała szansę nawiązać się nić porozumienia, miłość i namiętność? Czy Filip pogodzi się ze zdradą najbliższych mu osób? W żaden sposób nie byłam w stanie przewidzieć tego co zaplanowała autorka.

Książka uzmysławia nam, co jest w życiu najważniejsze. Która miłość wiedzie prym. Z której jesteśmy w stanie zrezygnować wtedy, gdy musimy wybierać. Bo nie zawsze da się pogodzić dwa odmienne poglądy, dwa odmienne stanowiska i dwie odmiennie myślące osoby. Nie zawsze żyjemy w pełni szczęśliwi, ale czasami trzeba wybrać "mniejsze zło"...
Jak zakończy się ta historia? Na szczęście nie trzeba się domyślać. Autorka zrobiła czytelnikom prezent i napisała to "czarno na białym" - w Epilogu. Powieść polecam wszystkim, którzy lubią polskie debiuty, obyczajówki oraz tym, którzy nie są pewni swoich związków i prawdziwości swojego uczucia.




Książka została przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Dorocie 
z Wydawnictwa Novae Res
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...