Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana życia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Paulina Płatkowska "To, czego szukasz, szuka także ciebie"

 
 
 
Autor: Paulina Płatkowska
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Silver
Data wydania: maj 2022
Liczba stron: 352
 
 
 
 
 
 
 
 
Sięgając po "To, czego szukasz, szuka także ciebie" Pauliny Płatkowskiej, miałam za sobą cztery jej książki: wspaniałą trylogię 'Bądź dobrej myśli' oraz komedię pomyłek napisaną wraz z Agnieszką Jeż - "Jak przechytrzyć nieboszczyka". Czy najnowszy tytuł zdobył moją sympatię?


 
Barbara Berło-Dobrzyniecka została okrzyknięta "polską Danielle Steel". Jednak królowa bestsellerowych romansów, które pokochało miliony czytelniczek wypaliła się. Powinna pisać teraz trzydziestą dziewiątą powieść, ale... wena nie nadchodzi! Nie jest to spowodowane nadmiarem domowych obowiązków, bowiem Barbara ma służbę. Córka jest dorosła i mieszka osobno. 

Deadline coraz bliżej a ona wciąż nie wymyśliła pierwszego zdania!

Na domiar złego dociera do tekstu pewnego doktoratu na temat swojej twórczości, który - mówiąc najdelikatniej - nie jest zbyt pochlebny. To chyba wyzwala w Barbarze siłę do działania. Podejmuje decyzję o wyjeździe. Zamierza skorzystać z oferty Ligi Literatek, która organizuje czterotygodniowy turnus dla pisarek i poetek w Domu Pracy Twórczej w Pieszycach, u podnóża Gór Sowich.
 
Na miejscu poznaje cztery inne kobiety - każda przybyła tutaj, by zrealizować cel. Czy Barbara osiągnie swój? 
Bohaterki różnymi sposobami chłoną atmosferę miejsca, poznają się, wymieniają doświadczeniami, organizują wieczorki autorskie. 


Paulina Płatkowska podarowała nam w tej powieści oryginalną bohaterkę - Barbara jest zadufana w sobie, myśli tylko o pisaniu nie przykładając się już nawet do późniejszych etapów pracy nad swoimi książkami. Wciąż jest niezadowolona, wyniosła i nawet dla rodziny nie nabiera cieplejszych uczuć. Dlatego z zainteresowaniem śledziłam jej miotanie się a później wyjazd w góry. Liczne rozmowy, spacery i wymiana doświadczeń z obecnymi na turnusie kobietami, przyczyniły się do przemiany bohaterki. Stała się jakby dojrzalsza - trudno tak pisać o kobiecie mającej ponad sześćdziesiąt lat, ale właśnie to określenie najlepiej do niej pasuje - zaczęła poważnie rozmyślać nad swoim życiem, wyborami, przeszłością i przyszłością. 
 
Finalnie byłam zaskoczona tym, jak potoczyły się jej losy...
 
Choć powieść zawiera wiele mądrych i ciekawych wątków (jak choćby opisywane przez poszczególne bohaterki pasje czy życiowe problemy), to jest to pozycja w dorobku Płatkowskiej, która najmniej przypadła mi do gustu. 
Może z powodu dawki poezji, której nie lubię? Może za przyczyną poruszania spraw, które zamiast interesować nudziły? Ale nie skreślajcie jej - może akurat dla Was będzie to trafienie w punkt.
 
 
Podsumowując - "To, czego szukasz, szuka także ciebie" to powieść o szukaniu nowych życiowych dróg. O decyzjach i wyborach, które czekają nas na rozstajach dróg. O obcowaniu z przyrodą, marzeniach, konfliktach, potrzebie wsparcia czy odmiennego spojrzenia na nasze problemy. Dzięki temu można w dotychczas widzianej ścianie dostrzec drzwi, za którymi czeka nasze przewartościowane życie. Wystarczy słuchać głosu serca, być ze sobą szczerym i intuicyjnie wybrać to, co dla nas najlepsze.
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło (P), 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję 
 

 

niedziela, 3 października 2021

Joanna Tekieli "Szepty pienińskich ścieżek"

 
 
 
Autor: Joanna Tekieli
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 16 czerwca 2021
Liczba stron: 408
 
 
 
 
Wielbicielka górskich wędrówek, ciszy oraz przyrody - Joanna Tekieli, autorka powieści, które zapadły w moje serce. Pod koniec września sięgnęłam po kolejną historię, w której widać miłość do gór oraz to, że powstawała w chwili, gdy tęsknota za wędrówkami stała się największa z powodu szalejącego na świecie koronawirusa. Oto moje odczucia po lekturze "Szeptów pienińskich ścieżek".
 
 
Agnieszka ma trzydzieści siedem lat i właśnie sama zmusiła się do poszukiwania nowej drogi życiowej rzucając pracę w markecie. To nie było zajęcie jej marzeń, ale cóż może robić absolwentka filozofii... Zwłaszcza, że po ostrej krytyce swoich prac nie poszła na ASP. Dwa lata temu rozstała się z facetem, więc teraz zrozumienia poszukuje jedynie u rodziców i przyjaciółki Weroniki.

To właśnie od Werki pada niespodziewana propozycja - wyjazd do Szczawnicy, gdzie w połowie maja zorganizowano trzytygodniowy kurs na przewodników po Pieninach. Początkowo niechętna pomysłowi, w końcu Agnieszka zgadza się i tak przez kolejne majowe dni wraz z dziesięciorgiem innych kursantów poznaje Szczawnicę i jej okolice. Zakochuje się w tamtejszej przyrodzie, w szczytach, ścielących się mgłach oraz małej księgarni prowadzonej przez Łucję. Dodatkowym atutem górskich wędrówek jest to, że zapomina o gnębiących ją problemach i napięciu między rodzicami.


Myślałam, że fabułę książki będzie stanowił jedynie czas trwania kursu... Jednak przeczytałam tak niewiele stronic a kurs się skończył... Zadałam sobie wtedy pytanie - co może być dalej. A to "dalej" było jeszcze lepszą przygodą niż początek tej historii.
 
Agnieszka zakochała się bowiem w Pieninach i rzuciła na głęboką wodę zostawiając daleko w tyle to co było. Znalazła pracę, wynajęła pokój i zaczęła rozkwitać, choć wielokrotnie miewała chwile zwątpienia. 
 
Czy tak właśnie trzeba? Nie oglądając się na nikogo szukać swojego miejsca na ziemi?
Ależ ja przeżywałam kolejne dni życia bohaterki...


Szczerze mówiąc to najchętniej poszłabym śladami bohaterki i pozbawiona wszelakich zobowiązań rzuciła wszystkim i przeprowadziła się w równie nowy i piękny świat. Choć nie potrafię malować a z uwagi na endoprotezę odpadałyby górskie wspinaczki, to nic. Chodzi mi po prostu o ideę - na nowo zachwycić się życiem, znaleźć ciekawą pracę, pasję i cel, miłość oraz satysfakcję z każdego dnia.
 
Ogromnie wkręciłam się w historię Agnieszki. Z wypiekami na twarzy czytałam nie tylko o jej życiu osobistym, ale też problemach małżeńskich jej rodziców, którzy po tak wielu wspólnych latach teraz się rozmijali. Autorka poruszyła też temat niepełnosprawności czy problemów z wagą u nastolatek. Niezwykłą opowieścią uraczyła mnie też Krystyna - o wojnie i Sybirze, jej początkowe oschłe zachowanie zmieniło się z czasem, podobnie jak jej podwórko i pewne decyzje.
 
Pod okiem Trzech Koron narodziły się niezwykłe przyjaźnie a pozytywna energia aż przepełnia czytelnika. Cudownie było przenieść się na szczyty Sokolnicy, Palenicy, Wysokiego Wierchu czy spacerować wzdłuż potoku Grajcarek.
Było mi dość łatwo odnaleźć się w niektórych lokalizacjach, bowiem byłam kiedyś w Szczawnicy, spacerowałam deptakiem, byłam też na Palenicy. Choć tylko wyciągiem.
 
W recenzji nie ujęłam wielu pasjonujących chwil czy wydarzeń - odkryjcie je sami, będą bardziej wartościowe.
 
 
Podsumowując - "Szepty pienińskich ścieżek" to przepiękna i poruszająca opowieść o poszukiwaniu siebie i swojego szczęścia. Cudowne widoki na górskie szczyty, rozległe łąki a nawet zachwycający zapach deszczu. To historia o pochwałach, które uskrzydlają, ale też walce o przyszłość i o popełnianiu błędów; pełna pasji i ekscytacji, ale nie pozbawiona negatywnych cech czy uczuć jak cynizm, zazdrość czy zdrada. Gorąco Wam polecam i żałuję że to koniec!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wrześniowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 

 

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Krystyna Mirek "Nowy podarunek"

 
 
 
Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Filia
Data I wydania: listopad 2014
Data wznowienia: październik 2020
Liczba stron: 400







Zwykle nie czytuję książek ponownie, nawet wznowień, bo szkoda mi czasu na właściwie tę samą fabułę. Jednak byłam bardzo ciekawa co Krystyna Mirek ukryła w dodatkowym rozdziale a czytając powieść stwierdziłam, że niewiele pamiętam z lektury sprzed sześciu lat. Moją recenzję "Podarunku" znajdziecie klikając w tytuł. 


Marta jest samotna. Nie, nie sama. Samotna. Ma męża, dwójkę dzieci, jednak z Krzysztofem jej nie po drodze, bo on wciąż jest syneczkiem mamusi a Marta za (dobrze sytuowaną) teściową nie przepada. Z wzajemnością. Dzieci najchętniej by się nie myły i nie spały, tylko spędzały czas z elektroniką w dłoni. A ona - zła matka - czegoś od nich wymaga... Jedynie praca w banku przynosi ukojenie a właściwie zapomnienie od problemów rodzinnych. Dlatego kiedy bohaterka poczuła, że nie ma już sił na kolejne batalie i przekomarzanki posłała do nieba prośbę o łaskawość losu i odrobinę szczęścia... Nie spodziewała się jednak, jak zostanie odczytana jej prośba. 

Drugą główną postacią jest Kaja, która pracuje w tym samym banku co Marta. Jest młoda, ładna, ale z drogimi marzeniami. Chcąc się usamodzielnić mocno się zadłużyła i grozi jej licytacja mieszkania. Na dodatek nie myśli sercem, lecz... portfelem lub stanem konta. Nie dostrzega prawdziwości uczuć innych a własne przysłaniają jej liczne problemy finansowe. 

Eleonora to teściowa Marty, która nie może zrozumieć dlaczego syn zostawił ją dla kogoś takiego jak żona i uciekł z rodzinnego domu. Czy jest szansa na porozumienie z rodziną syna? Co musi się wydarzyć?


Trzy jakże różne kobiety a każda z nich dostała niezłą nauczkę w Wigilię. Otrzymały czas na przemyślenia, szansę na zmianę priorytetów, możliwość, by odkreślić przeszłość grubą kreską. Czy docenią małe szczęścia jakie zaglądają do ich życia każdego dnia? Czy znajdą sposób, by spełniały się marzenia?

Krystyna Mirek stworzyła zwykłych bohaterów, którzy przeżywają smutki i radości, rozterki, podejmują trudne decyzje, są zaskakiwani przez los. Dzięki temu łatwiej nam się z nimi identyfikować. To nie prezesi, ministrowie czy celebryci, ale zwykła matka, teściowa, córka... Obserwujemy jak rodzi się miłość lub jak spadają różowe szkiełka z okularów, byśmy widzieli świat realniej.


Podsumowując - "Nowy podarunek" to historia o uczuciach pozytywnych i negatywnych - o miłości, przyjaźni, nienawiści, zdradzie, złości, wykorzystywaniu czy tęsknocie. Opowieść pokazująca jak łatwo można się na kimś zawieść, rozczarować, zasmucić, ale również o zmianie wartości w życiu. 
W dodatkowym rozdziale autorka wystawiła kiełkujące uczucia na próbę, zasiała niepewność, wprowadziła odrobinę zamętu i zmusiła do przemyślenia raz jeszcze podjętych decyzji. Czy ten rozdział zmienił coś w finale? Przekonajcie się





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję
 



wtorek, 30 czerwca 2020

Kasia Magiera "Echo milczenia"





Autor: Kasia Magiera
Wydawnictwo: Melanż
Data wydania: 2018
Liczba stron: 416




Kiedy sięgam po debiut, nie nastawiam się na fajerwerki, podchodzę z pewną ostrożnością do pierwszej książki autora, zwłaszcza gdy jest to kryminał i jeszcze z seryjnym mordercą. Czy fabuła będzie dobrze skonstruowana? Czy postacie będą wyraziste a zakończenie zaskoczy?
Tym razem byłam nieco spokojniejsza, bo znam późniejsze powieści Kasi Magiery, która w debiucie wykazała się jako filmoznawca. A zaskoczyła mnie już w pierwszym rozdziale... Ale po kolei.

20.04.2015, poniedziałek
W dolnośląskim Lubomierzu, miasteczku spokojnym i bez ekstremalnych przestępstw, na ławce przed ratuszem zostaje znalezione ciało młodej kobiety. To trzydziestotrzyletnia lokalna działaczka Marta Rychlińska-Król, którą ktoś pozbawił krwi, pozostawiając zdjęcie oraz rysując na ręce niezapominajkę. Zdjęcie z czerwonym krzyżykiem na jej postaci pochodzi z czasów liceum, kiedy Marta przyjaźniła się z Katarzyną, Wandą oraz Beatą, choć z perspektywy innych to była bardziej dyktatura.

Marta była od zawsze i przez wszystkich uznawana za opryskliwą, wyniosłą, pustą, próżną, zadufaną, grubiańska, manipulowała innymi i z nikim się nie liczyła. Znalazłoby się wiele osób, które miały jej dość i byłyby zdolne do zbrodni. Jednak na miejscu policja nie znalazła żadnych śladów - ani biologicznych, ani nawet odcisków palców. Stróżom prawa ciężko jest wyciągać wnioski i snuć hipotezy, gdy nie mają dowodów.

Lubomierska policja otrzymała wsparcie z Jeleniej Góry, przybyła nawet sama prokurator. Lokalna gazeta na bieżąco informuje mieszkańców o każdym kroku policji oraz przestrzega przed mordercą, prosi by na siebie uważać. Trudno jest stwierdzić czy śmierć Marty jest związana z przeszłością, na co wskazywałoby zdjęcie, czy też może z obecnym życiem pełnym tajemnic. Jednak kiedy w ciągu kilku kolejnych dni giną przyjaciółki denatki ze wspólnego zdjęcia, sprawa staje się poważna. Wyczuwalna jest tajemnica, którą skrywają te, które wciąż żyją, ale wyraźnie nie chcą jej wyjawić, nawet za cenę własnego życia. Dlaczego? Co takiego ukrywają? I kto je morduje? Czy uda się to ustalić, skoro to zbrodnia doskonała, bowiem nie pozostają po niej żadne ślady?


Teraz wyjaśnię Wam dlaczego autorka zaskoczyła mnie w pierwszym rozdziale - otóż właśnie z niego czytelnik dowiaduje się co wydarzyło się w klasie maturalnej, do której chodziła Marta, Kasia, Wanda, Beata oraz Róża i Sabina. Przez kolejne strony zastanawiałam się, dlaczego Magiera tak mocno zepsuła czytelnikom radość z czytania. Nic bardziej mylnego! Naszym zadaniem jest bowiem odgadnąć kto zabija, to nic że znamy motyw, że znamy winnego, że znamy prawdę o wydarzeniach sprzed piętnastu lat. Tak wiele tajemnic, niespodzianek i wydarzeń przed nami, że tak naprawdę ta wiedza z początku debiutu, wcale nie odbiera przyjemności. Zresztą dzięki posiadanym informacjom, łatwiej nam skupić się na tym, co nas czeka oraz obserwować pracę policji dochodzącą do prawdy.

Bardzo zdziwił mnie wachlarz bohaterów, a raczej bohaterek. Autorka bardzo przewrotnie obsadziła w najważniejszych rolach właśnie kobiety - każde stanowisko w policyjnej maszynie zajmują ONE - prokurator, komisarz, komendant, psycholog, patolog, technicy śledczy, podkomisarz. Jeśli chodzi o mieszkańców miasteczka prym również wiodą kobiety, mężczyzn jest dosłownie kilku i to mocno wyjątkowi. Zabieg z umieszczeniem kobiet na raczej męskich stanowiskach sprawia, że podnosi się żeńska samoocena. Polubiłam zwłaszcza postać podkomisarz Agnieszki Birkut, która jest policjantką w trzecim pokoleniu (po mamie i babci), przed którą los postawił bardzo trudne decyzje, zakpił zaś z życia komisarz Izabeli Deroń, policjantki z Jeleniej Góry, która doświadczyła niewyobrażalnej straty.

Magiera jako filmoznawca, pokazała w powieści swoją wiedzę odwołując się do licznych filmów i ich bohaterów. Chwilami narzekałam nawet, że jest tego za dużo, że przeszkadzają mi zwłaszcza wtrącenia o tych produkcjach, których nie znam. Po zakończeniu lektury bardziej pojęłam sens tego filmowego świata, ale i tak uważam, że lepszy odbiór - bez uszczerbku dla fabuły - byłby z mniejszą liczbą odwołań.

Na koniec muszę koniecznie podzielić się z Wami moimi odczuciami z zakończenia. Oczywiście tak, żeby niczego nie zdradzić. Tak naprawdę to dla mnie są tutaj trzy finały. Pierwszym jest ujawnienie osoby prawdziwego mordercy - dość zaskakująco, ale szczerze mówiąc najbardziej podejrzewałam właśnie tę osobę. Drugie mini zakończenie to ostatnia rozmowa między komisarz Deroń a prokurator Szacką, szkoda, że tylko na słowach się skończyło... No i jeszcze totalny finał, ten z epilogu - kilka ostatnich wersów sprawiło, że zabrakło mi powietrza... Tego się nie spodziewałam!


Podsumowując - "Echo milczenia" to bardzo ciekawie poprowadzony, pełny zwrotów akcji, niespodzianek kryminał, w którym nie brakuje również zmowy milczenia czy intrygującego finału. Doskonały debiut, z jedynie niewielkimi zastrzeżeniami, zapadnie mi na długo w pamięci. Kreacja ciekawych bohaterów, napięcie, szok, zdrady, aborcje, adopcje, autyzm, tajemnice aż po grób czy poczucie porażki - to wszystko sprawia, że nie można oderwać się od książki. A kiedy dorzucić do tego zestawu jeszcze złe czy niemoralne wybory, kary od losu, zniszczone marzenia i wielkiego bohatera, czyli geniusza zbrodni otrzymujemy wyborną lekturę. Polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się 3, oFLAGowani, 52 książki




Za książkę dziękuję


poniedziałek, 20 stycznia 2020

Agata Bizuk "Zielona 13"





Autor: Agata Bizuk
Wydawnictwo: Dragon
Data wydania: 15 stycznia 2020
Liczba stron: 304




Za oknem nie jest ani trochę zimowo, choć kalendarz wskazuje drugą połowę stycznia, dlaczego więc nie zająć się przywoływaniem wiosny? Idealnie nadaje się do tego świeżutka powieść Agaty Bizuk "Zielona 13", której okładka i sam tytuł nadają się do tego zadania wyśmienicie.

W poniemieckiej kamienicy przy ulicy Zielonej 13 mieszka czworo bohaterów, którym mamy okazję towarzyszyć w codziennych rozterkach, choć z pozoru są szczęśliwi i nic im więcej nie trzeba.
Stasia to staruszka mieszkająca pod numerem 5, która sprząta klatkę w całej kamienicy, uwielbia obserwować okolicę i w swoim zeszycie zapisywać spostrzeżenia. Tego dnia znów zalała łazienkę sąsiadowi z dołu - Szczepanowi. Prawie czterdziestoletni mężczyzna już pół roku wstaje o świcie... od czasu, gdy żona go zostawiła. Najgorsze dla Szczepana jest to, że odeszła do o trzynaście lat młodszego Radka. Samotność sprawia, że częstym zajęciem jest obserwowanie sąsiadki z naprzeciwka - dwudziestosześcioletniej Mariolki. Ta niezbyt urodziwa panna wciąż wraca do domu z nowym towarzyszem a żeby dodać tej historii pikanterii, jest nim też Radzio. Nad Mariolką mieszka Roman, samotny pijus, którego jedyną miłością jest butelka. Ale nawet on, ma swoje sekrety... Sprawią one, że życie mieszkańców kamienicy nabierze barw.

Wisienką na torcie jest osoba posterunkowego Krzysztofa Gawła, który znalazł się w tej opowieści niejako z obowiązku, ale wyśmienicie zadomowił i nawet wielokrotnie wywołał uśmiech. Jego intrygujące losy wiele wniosły, gdyż po pierwsze wraz z żoną Elwirą wreszcie spodziewają się potomka a po drugie mieszkają u jej matki a Jagoda ma ogromną awersję do niego. Z czego to wynika? Wyjaśnią to sprawy z przeszłości.

"...to, co prawdziwie ważne, najczęściej ma się w zasięgu ręki. 
I że bardzo łatwo to stracić - nie tylko wtedy, kiedy zrobi się coś złego, 
ale też wtedy, gdy nie zrobi się nic. 
Bo obojętność zabija bardziej niż złość." * 

Teoretycznie wszystko już wiecie...? Nic bardziej mylnego! Właściwie to niewiele, bowiem losy opisanych przez Bizuk postaci są bardziej skomplikowane, zakręcone i kryją mnóstwo sekretów, których Wam nie ujawniłam. W miarę ich odkrywania, Wasze sympatie i antypatie będą się zmieniać. Trudna przeszłość, źle podjęte decyzje, niespodzianki od losu albo trauma po... depilacji :)

Jedna z bohaterek odkryje, że życiowa pierdoła jest lepsza niż model z kaloryferem na brzuchu i przerośniętym ego. Inną przerazi fakt, że ma tylko dwie ręce a przydałoby się mieć ich cztery razy więcej. Kolejna zaś postanowi diametralnie zmienić swoje życie, wygląd i przestać być panienką o towarzystwa.
Bo ważne jest to, by być sobą; szukać prawdziwego szczęścia; kochać to, co się ma; dążyć do lepszego jutra i podejmować coraz lepsze decyzje.

"Zielona 13" to powieść niemiernie lekka, przyjemna i odstresowująca. Pod pierzynką z humoru i lekkości wypowiedzi, autorka ukryła ogrom ważnych kwestii: rozstanie z rodziną, rozczarowanie synem homoseksualistą, śmierć czy odejście bliskiej osoby, samotność, nieśmiałość do wyznawania uczuć, poszukiwanie kogoś, kto nas będzie wielbił i rozpieszczał czy oczekiwanie na potomka. Jest też obojętność na fakt, że mieszka ktoś obok nas, że sąsiad ma swoje życie a my swoje i niech tak pozostanie... Gdy pojawi się widmo otwarcia sklepu monopolowego w lokalu usługowym na parterze, mieszkańcy będą musieli stanąć do wspólnej walki.

Zauroczył mnie opis jednego z bohaterów - Józefa - o zaczesce z boku czy wąsach o barwie ptasiej kupy, ale do tego fragmentu musicie dotrzeć sami :)


"...każdy przecież potrzebuje czuć się potrzebny, doceniany i kochany, 
bez względu na płeć i poglądy." **


Podsumowując - "Zielona 13" to powieść o spełniających się marzeniach, zmierzaniu do celu różnymi drogami, kryzysie wieku średniego, zaniżaniu standardów, harmonii i lewych interesach oraz Zenku który został 'manażerem'. A przede wszystkim to opowieść o życiowych zmianach, do których czasem po prostu musimy dojrzeć albo wymusi to na nas sytuacja czy inny człowiek. Życie jest ruletką, ale to my nią kręcimy. Polecam!




* A. Bizuk, "Zielona 13", Wyd. Dragon, Bielsko-Biała 2020, s. 290
** Tamże, s. 233




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję



czwartek, 29 listopada 2018

Karolina Wilczyńska "W obiektywie wspomnień"

tak, ten bobas to ja :)



Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 14 listopada 2018
Liczba stron: 312
Seria: Stacja Jagodno tom 8












Pamiętam kiedy na mojej półce pojawił się pierwszy tom serii Stacja Jagodno i wcale nie kusiło mnie, by po niego sięgnąć. Pamiętam również chwilę, gdy wydanych było kilka następnych a ja wreszcie poznałam ten pierwszy, zakurzony i... zaczęłam żałować! Ale nie tego, że 'zmarnowałam czas' na lekturę a tego, że przygodę z Jagodnem zaczęłam tak późno. Piękna choć o zwykłych ludziach seria przyciąga jak magnes, wygląda prześlicznie na półce i wciąż intryguje. Co słychać u bohaterów jesienno-zimową porą?

Tamara jest zmęczona tym, że wszyscy jej nadskakują i przesadnie się martwią a przecież siódmy miesiąc ciąży wcale nie sprawia, że nie będzie nic robiła. Wszak roboty w dworku i przy rozbudowie huk! Wraz z Łukaszem nadal mijają się, śpią w innych domach i jakoś nikt nie chce rozpocząć tematu, by coś zmienić w tej kwestii. Marysia dojeżdża do Kielc, co nieco ją męczy, ale dziewczyna pilnuje mamy i babci Róży. Relacje z Kamilem znacznie się ochłodziły. Ewa z Adamem mieszkają już w nowym domu, z nadal pustą górą. Nie wiedzą jak przemówić do rozumu swoim dzieciom. Jarek straszy Kasię sądem, ale przecież to nie ona zabrania mu spotkań z dziećmi! One nie chcą a zmuszać ich nie zamierza. Majka ma coraz większe problemy w domu, ale nie chce przyjąć pomocy od Igora. Może jednak chłopakowi uda się znaleźć sposób, by jej pomóc? Lea bardzo mocno próbowała zapomnieć o trudnej przeszłości, lecz jedna wiadomość zburzyła długo budowany spokój.

To właściwie tylko zarys tego, co znajduje się w powieści. Przecież nie zdradzę Wam tajemnic, zagadek i działań bohaterów. Podkręcę tylko Waszą ciekawość wspominając o nowych postaciach - w tym tomie pojawia się pracownica z gminy Monika, która pomaga fotografowi Hubertowi w pewnym projekcie. Hubert ma świetne pomysły i podczas realizacji doznaje olśnienia dotyczącego dworku. Czy związane z nim osoby poprą pomysł? Czy zazdrosna żona nie przeszkodzi w osiągnięciu celu?

By pomóc w realizacji pomysłu fotografa Kaśka udaje się na strych, gdzie w zakurzonym pudełku znajduje zdjęcia sprzed lat... Na jednym z nich rozpoznaje swoją mamę w towarzystwie innych osób. Jedna jej kogoś przypomina... Tylko kogo? Jaką tajemnicę odnalazła Kasia i czy uda jej się wypytać Zofię o szczegóły? To przecież musi być ktoś ważny, bo dawniej zdjęcia robiono tylko w ważnych chwilach... Nie jak teraz, gdzie każda niemal chwila uwieczniona zostaje telefonem...

"... ze zdjęciami bywa tak, że czasem o fotografowanych mówi więcej to, czego brakuje, niż to, co pokazują. A czasami udaje się uchwycić coś, co ludzie chcieliby ukryć albo nie potrafią okazać." *

Co jeszcze kryje się na kartach książki? Przede wszystkim miłość, przyjaźń oraz ogromne podkreślenie jak istotne jest wsparcie czy pomoc innym. Przemijanie, upływający czas, ciąże, zaręczyny, samobójstwo oraz tajemnice, które potrafią powrócić w najmniej spodziewanym momencie. Wilczyńska po raz ósmy w tej części intryguje choćby chytrym planem babci Róży, podstępami Tamary, sekretami z przeszłości Małgorzaty, by na koniec podarować nam magiczny i sentymentalny finał. Boże Narodzenie oraz Sylwester przynoszą czytelnikowi zupełnie odmienne wrażenia oraz wyjaśnienie jednej z tajemnic. Której? Odkryjcie sami :)

"...jedni nie doceniają czegoś, o czym inni marzą." **

Podsumowując - "W obiektywie wspomnień" to kolejna przepełniona emocjami, ciepłem oraz zwyczajnymi problemami powieść. Historia o podejmowaniu trudnych decyzji, uciekaniu przed sobą, błędach, radościach, smutkach, zwycięstwach i porażkach. Dla każdego człowieka bardzo ważne jest to, by móc się wygadać - przy malowaniu paznokci, czyszczeniu motocykla, ręcznej robótce, by na sercu było lżej. Autorka pokazała w książce, że w życiu czasami coś wygląda inaczej, niż to sobie wyobrażamy. Sięgnijmy podczas lektury w głąb siebie i odkryjmy skrywane dotychczas myśli... Polecam!



* K. Wilczyńska, "W obiektywie wspomnień", Wyd. IV Strona, Poznań 2018, s. 186
** Tamże, s. 52



"Zaplątana miłość"
"Marzenia szyte na miarę"
"Po nitce do szczęścia"
"Serce z bibuły"
"Życie jak malowane"
"Dom pełen słońca"
"Uczucia zaklęte w kamieniu"
"W obiektywie wspomnień"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


czwartek, 28 września 2017

Krystyna Mirek "Słodkie życie"




Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 30 sierpnia 2017
Liczba stron: 424










Książki Krystyny Mirek już od kilku lat mnie kuszą, fascynują i sprawiają, że po każdą kolejną sięgam w ciemno, jednocześnie czytając te wydane wcześniej. Opowiadają o polskiej rzeczywistości, realnych problemach, są ciepłe i urokliwe. Kiedy na rynku wydawniczym pojawia się informacja o nowej powieści to właściwie nawet nie czytam opisu - po prostu wiem, że muszę ją mieć, że muszę przeczytać. Dodatkowo kiełkuje we mnie niezmienna myśl, że stuprocentowo będzie to opowieść trafiająca w mój gust. Czy tak było również w przypadku "Słodkiego życia"?


Kornelia Rudnicka ma trzydzieści lat i jest nauczycielką fizyki w szkole średniej. Nie zmienia to jednak faktu, że jest całkowicie zależna od hmmm... chciałoby się napisać rodziców, ale najlepszym określeniem będzie - od matki. Nie do dość, że Kornelia mieszka w rodzinnym domu to jej rodzicielka decyduje całkowicie o jej życiu i żadna sprawa się przed nią nie ukryje... Wiadomo, małe miasteczko i każdy lotem błyskawicy dowiaduje się o plotkach i ploteczkach. Wystarczyło, by Kornelia spóźniła się pierwszy raz w życiu do pracy i już wszyscy o tym wiedzieli.
Dom Rudnickich to gustownie urządzony budynek, ale brakuje w nim prawdziwego szczęścia. Kornelia czuje się w nim jak mała dziewczynka, bez praw, za to z ciągłym poczuciem winy i koniecznością tłumaczenia się...

Rudnicka marzy o miłości, szczęściu i rodzinie, jednak wciąż wydaje jej się, że to nie jest realne z uwagi na jej nadwagę. Każde niepowodzenie tłumaczy właśnie otyłością - brak przyjaciół, bycie nielubianą nauczycielką... Wciąż błędnie ocenia rzeczywistość zupełnie nic nie dając od siebie, nie próbuje dokonywać zmian a jedynie biernie poddaje się nurtowi. Smutki zaś w ukryciu topi w słodyczach, bo przecież oficjalnie, przy matce, jada zdrowe i wydzielone posiłki. Ale przecież Kornelia chciałaby mieć kochającego mężczyznę u boku i spełniać się pod wieloma względami jako kobieta. Potrzebny jej impuls, by móc zmienić życie, by podjąć strategiczne decyzje o odchudzaniu, wyprowadzce i znalezieniu bratniej duszy. Co było tym impulsem? Czy bohaterce udało się odmienić swoją przyszłość? Jak zareagowali bliscy? Czy w jej życiu nadejdzie dzień cudów i zaświeci słońce? Koniecznie sprawdźcie!



"Odkąd Kornelia pamiętała, słodycze zawsze stanowiły dla niej pomost  pomiędzy brzydką rzeczywistością a światem marzeń." *



Bardzo podobały mi się koleje losu, które przygotowała dla swojej bohaterki autorka. Nie miałam zielonego pojęcia, co zdarzy się za chwilę, jakie jeszcze niespodzianki znajdę na kolejnych stronach. Niby liczyłam na szczęśliwe zakończenie, ale naprawdę nic na to nie wskazywało, by tak właśnie miało być... Wciąż się plątało, gmatwało, supłało i jeśli nawet pojawiało się coś pozytywnego na horyzoncie to zaraz nadpływały gradowe chmury i fabuła stawała się mniej pozytywna. Zaskakujące propozycje, niespodziewane diagnozy, bezpodstawne pretensje

Krystyna Mirek kilkoma ostatnimi powieściami, które różnią się od siebie ogromnie udowodniła, że potrafi wpasować się we współczesność i przeszłość, doskonale radzi sobie z bohaterami "błękitnej krwi", ale też ze zwykłymi ludźmi, nie widzi problemu w tuszy, wieku czy wykształceniu. Postacie, które pisarka kreuje są doskonale nakreślone, dzięki czemu nie mamy wątpliwości czy obdarzyć je sympatią "od progu", przypisać do grona "czarnych charakterów" czy może dać szansę na zmianę zachowania. Szczegółowo opisane miejsce zamieszkania, pracy, hobby jak również cechy bohatera i jego rodziny powodują, że śmiało możemy się z kimś utożsamiać.... lub nie. Łatwiej wtedy współczuć, zazdrościć, kibicować oraz krytykować.

A w "Słodkim życiu" mamy cały szereg znacząco się wyróżniających bohaterów. Artysta Leonard Kordas, w którym nieszczęśliwie zakochała się Kornelia, zmuszony do samodzielnego borykania się z synami, domem, pracą i codziennością. Jego rodzina właściwie wegetuje i wciąż żyje według schematu. Dająca dobre rady i posiadająca cięty język Adelina Sokołowska, która dość szybko skradła moje serce, to taki dobry duch tej powieści. Charakterna i apodyktyczna matka Kornelii i zahukany ojciec - jakże niezwykle dobrane małżeństwo... Czy mężczyzna będzie potrafił wyzwolić się spod pantofla żony? Jest też mocno dopiekający innym duet wicedyrektorek, niezmiennie próbujących podlizać się dyrektorowi.


"Słodycze to jednak nie jedyna rzecz, która może nadawać życiu słodki smak." **


Książka stanowi bardzo ważną lekcję w zabieganej codzienności, bowiem często przedkładamy obowiązki służbowe i rodzinne ponad zdrowie, nie mamy czasu, by o siebie zadbać a potem... Potem nadchodzi lawina i strach - o życie, o zdrowie, o przyszłość. Nie dopuszczajmy do takich sytuacji! Musimy znaleźć choćby chwilę, by wyjaśnić wszelkie możliwe nieprawidłowości, by zrobić niezbędne badania podstawowe a w razie konieczności udać się do specjalistów, by przeżyć kolejne dni bez zadręczania.

Krystyna Mirek poprzez problemy swoich bohaterów udziela nam rad w kwestii miłości, odchudzania czy wyzwolenia się spod nadmiernej opieki bliskich. Zwraca też uwagę na fakt, iż małe rzeczy, słowa czy gesty są znacznie cenniejsze niż te duże (wielokrotnie zresztą puste), bowiem zdarzają się w naszej codzienności częściej. Nie możemy też zapominać, że każdy ma prawo do swojego zdania i powinien doceniać siebie, bo nikt nas nie będzie traktował jako pełnoprawnego kumpla, przyjaciela czy sąsiada, jeśli sami będziemy mieć o sobie kiepskie zdanie. Trzeba przede wszystkim pamiętać o tym, by "schować kolce" i zacząć uśmiechać się do innych. A to przecież tak niewiele...


"Jej życie stawało się słodkie nie z powodu batonów, ale pełni doznań, o jakich wcześniej tylko marzyła." ***



Podsumowując - "Słodkie życie" to słodko-gorzka powieść o szczęściu, miłości, przyjaźni, cudach i "wchodzeniu do cudzych ogrodów" (uwielbiam to określenie!). Jest trochę bajkowo, baśniowo, ale przede wszystkim życiowo. To historia o tym, jak ulga potrafi zwalić z nóg, jak można przejść przez kłopoty dzięki czworonogowi oraz że w życiu musimy walczyć o zmiany, pomimo iż droga do lepszego jest zwykle trudna. Gorąco polecam!



* K. Mirek, "Słodkie życie", Wyd. Filia, Poznań 2017, s. 36
** Tamże, s. 290
*** Tamże, s. 318



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


poniedziałek, 25 września 2017

Magdalena Trubowicz "Kącik zagubionych serc"

 



Autor: Magdalena Trubowicz
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 336
Seria: Kupidyn w spódnicy tom 1


W swojej recenzji nie zdradzam żadnej kluczowej informacji ponad te, które widnieją w opisie na okładce






Magdalena Trubowicz to autorka czterech świetnie przyjętych powieści! Naprawdę? Ja dowiedziałam się o jej istnieniu dopiero w chwili, gdy ujrzałam magiczną okładkę "Kącika zagubionych serc". Ujęła mnie tablica z tytułem i urokliwe kamieniczki, zwłaszcza ta pod numerem szesnastym... :) Skoro to nie debiut to jest szansa na dobrą lekturę - pomyślałam i przystąpiłam do czytania... Moje wrażenia? Zerknijcie poniżej...


Wanda Guzik ma czterdzieści dwa lata i jest podwójną rozwódką... Chwileczkę, przecież jeszcze w wakacje była szczęśliwą żoną z dwudziestoletnim stażem?! Wprawdzie pierwsze małżeństwo było porażką, ale teraz przecież "spełniała się" jako kura domowa, dbała o męża i syna Jakuba... Do czasu, gdy oboje przyłapali głowę rodziny w niedwuznacznej sytuacji - w małżeńskim łożu znajdował się bowiem wraz z nagą druhną drużynową Katarzyną, która opiekowała się zastępem Kuby... Matka i syn zareagowali dość konkretnie - on zrezygnował z harcerstwa, ona z małżeństwa. Wyprowadzili się do małego mieszkanka i próbują radzić sobie w nowej sytuacji. Czy syn wybaczy ojcu? Jak ułożą się jego relacje z matką, która nie jest w stanie rozpieszczać go finansowo a na dodatek sporo zrzędzi?

Wanda musi bardzo szybko stanąć na nogi i znaleźć dobrą pracę, ale nie jest to łatwe, bo nie może pochwalić się bogatym CV. Rodzina i znajomi uważają ją za nieudolną życiowo i... właściwie mają rację. Jednak każdy w życiu dostaje szansę, prawda? Wanda otrzymała swoją, kiedy zgłosiła się do "Kupidyna w spódnicy" - biura matrymonialnego Sabiny Porąbek. Właścicielka Kupidyna jest na oko sześćdziesięcioletnią samotną kobietą i mawia, że "szewc bez butów chodzi". Tylko czy to w istocie prawda?

Panie polubiły się od pierwszej chwili a ciepła i przyjazna Sabina dostrzegła w Wandzie potencjał do tej pracy. Bo to niełatwe zadanie, by ze szczęśliwym finałem kojarzyć ze sobą ludzi. Niestety, życie bywa brutalne i zaskakujące... Po kilku dniach znajomości z Sabiną Wanda otrzymuje telefon od Tomasza Welta, który drastycznie zmienia jej życie... Kobieta musi podjąć ogromnie ważną decyzję co do przyszłości Kupidyna i tym samym swojej, ale początkowo zupełnie nie chce przyjąć tego do wiadomości. Oto jak wiele zależy od losu i Kostuchy...


Wanda Guzik jest niezwykłą postacią - początkowo zahukana kura domowa, niepotrzebna do niczego poza gotowaniem, praniem, sprzątaniem i zapełnianiem lodówki, kiedy już odreaguje złość, opanuje zrzędliwość, porzuci kompleksy oraz odnajdzie się w nowej pracy staje się wręcz bizneswoman. Jej ironia, humor oraz samokrytycyzm sprawiały, że lubiłam ją coraz bardziej. Chwilami stanowcza i walcząca jak lwica, chwilami potrzebująca wsparcia, zrozumienia i wyciszenia. Co musiało się wydarzyć, by zrozumiała że jest w stanie poradzić sobie w tym nowym i jakże innym życiu?

Bardzo podobały mi się jej innowacyjne pomysły oraz mówienie wprost tego, co myśli. Mam podobnie, choć nie zawsze wychodzi to na dobre. Bohaterka potrafiła wziąć się w garść, złapać życie za rogi i ruszyć losowi naprzeciw przeskakując wszystkie rzucone przeszkody. Pokonała swoje słabości, by móc cieszyć się życiem i jeszcze pomagać innym w szukaniu szczęścia. Klienci biura po przełamaniu wstydu, zdradzali jej swoje pragnienia, sekrety, tajemnice i tęsknoty odkrywając jednocześnie duszę. Niezależnie od płci, orientacji i wieku zgłaszali się samotni, pragnący szczęścia i miłości a czasem choćby towarzystwa do rozmowy.

Jednak nie tylko Wanda jest postacią, która została świetnie scharakteryzowana. W książce jest cała feeria barw.... to znaczy bohaterów - różnorodni pod każdym względem, zaskakujący, oryginalni, szamotający się z decyzjami swoimi lub godzący się na decyzje innych. Zasiedziałe w domu kobiety, niepewni siebie mężczyźni, samotni starsi ludzie... A pośród tego czytelnik otrzymuje wiele niespodzianek: niezwykłe wieści od adwokatów, sekret Sabiny, tajemnicze koperty związane sznurkiem... Nic tylko zrobić kubek gorącej owocowej herbaty i zagłębić się w lekturę.

To świetna powieść! Jeśli pozostałe książki Magdy Trubowicz są równie cudowne to chętnie je poznam. Autorka twardo i wprost opowiedziała o małżeństwach, rozstaniach, zdradach, miłości i stracie. Udowodniła, że nie wszystkie powieści obyczajowe są schematyczne i że jeszcze można czymś czytelnika zaskoczyć. Najpierw zaskoczyło mnie dość oryginalne miejsce akcji, jakim jest Legnica, później dość niecodzienny temat, czyli życie bohaterów kręcące się wokół biura matrymonialnego, co jest dość zaskakujące w dobie portali randkowych. Książkę czyta się przyjemnie, lekko, radośnie a przede wszystkim... szybko :) Zbyt szybko...


Podsumowując - "Kącik zagubionych serc" to książka optymistyczna, choć z elementami smutku. Przepełniona humorem, życiowymi problemami różnego kalibru a jednocześnie bez zbytniej słodyczy czy różowych okularów opowiadająca o związkach, samotności i tajemnicach z przeszłości. Powieść Magdy Trubowicz to historia o tym jak harcerstwo (finalnie) pomaga w byciu szczęśliwym, o miłości od pierwszego wejrzenia (i to nie u nastolatków!) a także o blaszce swojskiego ciasta, które ma uratować świat przed zagładą.
Serdecznie polecam!



"Kącik zagubionych serc"
"Miłość w kolorze bieli"

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się, Wspomnienia z wakacji, 52 książki
#kacikzagubionychserc #magdalenatrubowicz #kupidyn

Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

niedziela, 9 kwietnia 2017

Bogna Ziembicka "Droga do Różan"




Autor: Bogna Ziembicka
Wydawnictwo: Jak
Data wydania: 2017
Liczba stron: 310
Seria: Różany. Wydanie kompletne tom 1, powieść "Droga do Różan"










Różana seria Bogny Ziembickiej rozpoczynająca się książką "Droga do Różan" była od kilku lat moim ogromnym wyrzutem sumienia (mowa tutaj o poprzednich wydaniach tej książki). Na półce stały niektóre tomy a podczas krakowskich targów książki miałam dwukrotnie przyjemność pogawędzić z autorką i uzyskać wpis do powieści. Jednak przez cały ten czas nie sięgnęłam po serię. Dlaczego? No właśnie - to jest dobre pytanie! Powodów jest kilka, ale chyba najbardziej czuję się pokonana... przez małą czcionkę. Dlatego z radością przyjęłam propozycję Wydawnictwa Jak, które z kolei bardzo chętnie chciało mi pomóc w pozbyciu się wyrzutów sumienia... :) Tak oto rozpoczęłam swoją przygodę z bohaterami... Jakie są moje wrażenia? Przeczytajcie


początek XX wieku
W sielsko-anielskim otoczeniu przyrody podkrakowskiego majątku Różany poznajemy prawie trzydziestoletnią bohaterkę - Zosię Borucką. Młoda kobieta jest z wykształcenia i zamiłowania ogrodniczką i zajmuje się głównie uprawą ekologicznych roślin z ogrodu i sadu na sprzedaż. Jej ojciec - Stanisław - dba o interesy, choć prawdą jest, że nie zawsze wychodzi na plus w rozliczeniach. Wraz z nimi we dworze mieszka też niania - Zuzanna Hulewicz, obecnie ponad osiemdziesięcioletnia podpora rodziny Boruckich. Poznajemy też przyjaciółkę Zosi - Mariannę, która walczy o dobre traktowanie psów, nie przejmuje się jutrem, pracuje zdalnie w domu i za nic nie chce zdradzić prawdziwych powodów oddalenia od matki. Kobieta jest nieco starsza od Zosi i często służy jej radą a jej błyskotliwość i cięty język od razu skradły moje serce. Nie mogę zapomnieć również o Eryku - artyście-malarzu, który skrycie podkochuje się w Zosi a otwarcie musi godzić się z jej uwielbieniem dla innego. I to właśnie w chwili przyjazdu do Różan "innego", czyli Krzysztofa - miłości Zosi jeszcze z czasów, gdy mieszkali w krakowskiej kamienicy - ma odmienić się ich los...

Z konieczności muszą zamieszkać ponownie w Krakowie, co początkowo wywołuje w Zosi niechęć do życia, do świata i do wychodzenia z domu. Nie wie co ma zrobić, by być szczęśliwą... Jaki obrać cel... Mimo krzywdy jaką jej wyrządził Krzysztof, nadal pragnie wspólnej przyszłości. Jednak pewien deszczowy dzień sprawia, że w życiu Zosi dużo się zmieni a choroba przyczyni się do konieczności podejmowania pewnych decyzji.

Naprzemiennie z historią Zosi mamy szansę zapoznać się ze wspomnieniami Zuzanny dotyczącymi jej dzieciństwa, pierwszej miłości czy pobytu w szkole w Kornwalii. Bardzo zaintrygowała mnie miłość do latania oraz sprawa listów, które miały jej uratować życie. Ogromne wrażenie wywarł na mnie moment, gdy historia jej życia na zawsze splotła się z rodziną Boruckich. Byłam w szoku! Zresztą chwilami to opowieść o przeszłości Zuzanny interesowała mnie bardziej niż problemy Zosi.


Książkę zaczęłam czytać w bardzo niefortunnym momencie mojego życia, co sprawiało że miałam na czytanie bardzo mało czasu i byłam potwornie zmęczona. Dlatego początek bardziej mnie nużył niż interesował i zupełnie nie mogłam się wciągnąć w historię opowiedzianą przez Bognę Ziembicką. Potem jednak nic już nie stało mi na przeszkodzie, by pomimo problemów codzienności zmierzać do końca "Drogi do Różan". A wiecie dlaczego? Bo to wyśmienity debiut! Akcja przyjemnie się rozkręcała na dwóch płaszczyznach, bohaterowie zaskakiwali, sporo się działo a i wybuch wojny (historia Zuzanny) trzymał w napięciu.


Autorka poruszyła tutaj cały wachlarz życiowych problemów, które dotykają każdego z nas - utrata bliskich, choroby, romanse, źle ulokowane uczucia i konieczność zadecydowania czy zgodzimy się na małżeństwo z rozsądku czy może wybierzemy samotność. Są też trudne relacje rodzinne, zwłaszcza na linii przybrany rodzic-pasierb oraz niespodzianki czekające na nas w pracy, choćby "podkładanie komuś świni" z zazdrości. Bogna Ziembicka sporo miejsca poświęciła przyjaźni i miłości a różnorodny wachlarz charakterów opisanych w powieści bohaterów (nie tylko opisanych wcześniej pierwszoplanowych, bo i Ci z drugiego planu potrafią zyskać sympatię lub antypatię) nie zezwala czytelnikowi na nudę.


To książka o kobietach i dla kobiet. Spodoba się czytelniczkom w każdym wieku a sprawi to bliskość problemów i otaczającej rzeczywistości różnych pokoleń bohaterek. Są to bowiem kobiety silne i odważne, które starają się samodzielnie zadbać o siebie i najbliższych. Walczą o szczęście, miłość i marzenia udowadniając swoją ambicję i wrażliwość. Na własnej skórze przekonują się słuszności wyborów, skutkach zamiłowań oraz potrzebie bycia romantyczną lub praktyczną.

Możecie być pewne, że jak już zaczniecie lekturę to Wasze myśli będą wciąż krążyć wokół rodziny Boruckich i powiązanych z nią przyjaciół. Jestem pewna, że każdy komu podobają się powieści przeze mnie polecane, będzie zadowolony również z serii o Różanach. Dodatkowym atutem tej pozycji jest niewątpliwie akcja rozgrywająca się częściowo w Krakowie. Uwielbiam wraz z bohaterami kroczyć znanymi ulicami, jeść posiłki w lokalach, gdzie miałam okazję być (lokal na Stolarskiej, gdzie jadłam kilkukrotnie śniadania), ale również odkrywać nieznane zakątki "mojego" miasta.

"Droga do Różan" to wielowątkowa powieść, która czaruje pięknym językiem autorki i zapachem prowincji. Ziembicka stworzyła książkę jak wytrawny aptekarz, który z precyzją odmierza składniki, by produkt finalny był skuteczny. Tak, powieść ta jest skutecznym lekiem na oderwanie się od rzeczywistości dzięki idealnemu połączeniu wątków obyczajowych z elementami historii i sagi rodzinnej. Opisane tutaj losy bohaterów dają nadzieję, że mimo licznych zakrętów napotykanych na swojej drodze, mimo problemów, rozczarowań, odrzuceń każdy z nas ma szansę na szczęście. Tylko czasem mu troszkę pomóc.


Podsumowując - "Droga do Różan" intryguje, rozkochuje, wzrusza, czaruje i nęci. Kolejne rozdziały stanowią ogromną tajemnicę, bowiem nie sposób odgadnąć co autorka skrywa przed czytelnikiem. Ta powieść pachnie, smakuje i cieszy wzrok bajkowymi krajobrazami... nie tylko Krakowa czy Różan... Z całego serca polecam!




poprzednie wydania:





















"Droga do Różan"
"Wiosna w Różanach"
"Tylko dzięki miłości"
"Bądź przy mnie"
"Na zawsze Różany"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

środa, 12 października 2016

Sabina Waszut "Bar na starym osiedlu"




Autor: Sabina Waszut
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 28 września 2016
Liczba stron: 304









Śląsk znam z opowieści - ktoś tam kiedyś pracował, ktoś bywał, sama w czasach przed macierzyńskich bywałam tam często, by uskuteczniać zabawę w opencaching. Na Śląsku mieszka ktoś bardzo mi bliski, komu zresztą ta książka bardzo się spodoba. Dlatego kiedy zobaczyłam zapowiedź niniejszej powieści i jakże niezwykłą okładkę z równie intrygującym tytułem czułam, że muszę ją poznać. Jaki był rezultat tego poznawania Śląska poprzez karty spisane przez Sabinę Waszut? Zapoznajcie się z moją opinią.

Wcześniej
Kilkuletnia Ola widziała mamę w kuchni... Siedziała chyba i w rękach trzymała kartkę... Przed nią klęczał tata i próbował coś wyjaśniać, ale mama nie chciała słuchać. Co to za kartka? Co na niej było? Wiele razy widziałam taki kawałek papieru, ale nigdy nie wywoływał tylu emocji... Mała dziewczynka nie potrafi odczytać zamazanych danych z pomiętego kawałka papieru, ale doskonale rozumie, że to właśnie TA kartka zmieniła całkowicie jej życie. Do tej pory obie z mamą pakowały kanapki oraz sok i wyruszały w podróże pociągiem... Z babcią chodziła na targ i po chleb a z tatą w piwnicy robiła tajne projekty z drewna. Teraz jednak spakowane walizki oznaczają coś innego... Wyjeżdża z mamą do Warszawy.

22 lata później
Jeśli ludzie używają w życiu powiedzenia, że nieszczęścia chodzą parami to pierwszą myślą Oli jest "nie mają racji". Jej dotyczy wyłącznie stwierdzenie, że chodzą trójkami i to co drugi dzień....
W poniedziałek dziewczyna dostaje list z kancelarii adwokackiej z Chorzowa i boi się zajrzeć do środka, bo przecież takie koperty kryją same nieprzyjemne rzeczy... Kilkanaście tygodni wcześniej inny list poinformował ją o śmierci babci - Stanisławy Kieś - co zawiera ten?
W środę dochodzi do kłótni między Olą i jej mężczyzną - Tomkiem. Romantyczny wieczór z okazji pięciolecia związku, na który została zaproszona kończy się kłótnią o legalizację ich wspólnego życia. Kto ma jakie pragnienia? Czy w tej sytuacji mogą być razem? To jednoznaczny koniec?
Czas na piątek. Ola jest księgową w klinice położniczej i tuż przed końcem tygodnia pracy zostaje wezwana do kierownika, którego zdaniem rodzi się mniej dzieci i trzeba zredukować etaty - dziewczyna zostaje bez pracy.

Kumulacja zdarzeń z feralnego tygodnia sprawia, że dziewczyna postanawia złapać życie "za rogi" i podejmuje decyzję o wyjeździe do Chorzowa. Notariusz wręcza jej klucze do otrzymanego w spadku lokalu użytkowego a kiedy Ola dociera na miejsce i odkrywa co to jest czuje się zabawnie. Przecież ona nawet wodę potrafi przypalić! Sytuacja wymaga gruntownego przemyślenia - wracać do Warszawy czy zostać i otworzyć bar babci? Osiem lat spędzonych w Chorzowie teraz zaczyna do niej powracać we wspomnieniach a słyszana wokół gwara topi coś w jej sercu i duszy. Jaką decyzję podejmie spadkobierczyni? Czy na nowo będzie próbowała wniknąć do hermetycznego śląskiego środowiska? Czy będzie miała kogoś, kto jej w tym pomoże? Czy w Ślązakach znajdzie bratnie dusze?

Ola jest bardzo ciekawą bohaterką a jej perypetie są bardzo wciągające, gdyż nie jest pewna tego czego pragnie od życia. Zwykle myśli racjonalnie, musi wszystko gruntownie przeanalizować, ale pobyt w Chorzowie wyzwala w niej działanie pod wpływem impulsu. Czy to wyjdzie jej na dobre? Rozejście się rodziców i brak kontaktu z ojcem skutkują tym, że przeszłość nie pozwala jej we właściwy sposób podejmować decyzji związanych z przyszłością. Dlatego podejmuje jakże trudną "wędrówkę" śladami ojca i postanawia go odnaleźć. Czy jej się to uda? A przede wszystkim czy nadal będzie chciała spojrzeć mu w oczy, kiedy odkryje dlaczego mama postanowiła wyjechać? Przed czym tak naprawdę uciekała?

Sabina Waszut zabrała mnie do cudownego świata swojej powieści. I nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o Śląsk, z jego potrawami, zwyczajami, specyficzną społecznością czy gwarą (każde słowo jest tłumaczone w przypisach). Śląsk, który Ola znała, ale nie pamiętała, ale również ten, który przeobraził się podczas jej nieobecności. To świetna wycieczka po tamtejszym świecie. Ale przede wszystkim to książka ze zwykłymi ludźmi, ich problemami. Ola na przykład zdaje sobie sprawę ze swojego wyobcowania w chwili, kiedy dopada ją stres związany z otwarciem baru. Jest też problem pozostawienia dziecka przez rodziców zmuszonych pracować za granicą czy samotność starszych ludzi. W lekturze wielokrotnie zderza się rzeczywistość z marzeniami, miłość z zazdrością czy zdradą. Czasami też daje o sobie znać przypadek.

Autorka zwraca też uwagę na to, że niekiedy trzeba oczyścić umysł z rozczarowań, niepowodzeń i przeszłości, by móc cieszyć się realizacją marzeń, bliskością przyjaciół i ukochanych. Że trzeba wybaczać i naprawdę wnikliwie rozpatrywać sytuacje kryzysowe. Bo może warto dać drugą szansę? Choć nie wszystkie błędy da się naprawić po latach to z niektórymi trzeba po prostu nauczyć się żyć póki nie jest za późno... Potem można już tylko żałować i przepraszać nieżyjących... Wypatrujmy znaku, który czasem jest niezbędny by popchnąć do działania i nie zlekceważmy go.

Najkrótszy opis tej powieści? Pogubiona w uczuciach Ola (Tomek czy Janek?), lody z ajerkoniakiem, karminadle, szałot a także tajemnice z przeszłości, które trzeba odkryć, by móc prowadzić spokojne i powolne życie. Może na Śląsku?

Zakochałam się w tej książce. Jest napisana w jakiś cudowny i magiczny sposób, że kolejne strony powodowały wręcz zachłyśnięcie się zapisanymi literkami (w pozytywnym sensie). Przeczytałam powieść ekspresowo i radośnie, ponieważ było intrygująco i tajemniczo, kibicowałam bohaterom podczas podejmowania wyzwań i decyzji, zwłaszcza kiedy nie mieli co do nich pewności. Nie wiem gdzie tkwi klucz do czytelniczego szczęścia autorki, ale ja już jestem kupiona. Mimo, że to tak niepozorna książeczka z niby banalną historią. Polecam!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



piątek, 20 grudnia 2013

Larry Winget "Ludzie to idioci! Czyli jak rujnujemy sobie życie na własne życzenie i jak to zmienić"



Tytuł oryginału: The Idiot Factor. The 10 ways we sabotage our life, money, and business
Tłumaczenie: Leszek Mokrzycki
Wydawnictwo: Druga Strona
Data wydania: 6 listopada 2013 
Liczba stron: 250










Larry Winget jest trenerem rozwoju osobistego oraz doskonałym mówcą motywacyjnym w Stanach Zjednoczonych. Napisał wiele publikacji w tym kilka bestsellerów. Prywatnie jest mężem i ojcem dwóch synów.

Książka już od pierwszej chwili wzbudza w czytelniku ogromne wzburzenie. Któż bowiem nie oburzy się czytając tytuł "Ludzie to idioci!"? Wewnątrz wita nas dedykacja "Dla idiotów na całym świecie. Bez nich byłbym bezrobotny". A kiedy przechodzimy do pierwszego zdania "Ludzie są idiotami" mamy zapewne bardzo mieszane uczucia czy to lektura dla nas. Na szczęście mnie te teksty nie odrzuciły od czytania, ponieważ już wcześniej wiedziałam czego się po autorze spodziewać. Larry Winget jest bowiem człowiekiem brutalnym w słownictwie, bezpośrednim a jego styl jest szorstki. Taki słowny szok ma czytelnikiem potrząsnąć a nie słodzić mu. Jeśli chcemy osiągnąć w życiu sukces powinniśmy zastosować się do rad zawartych w książce, ponieważ zdaniem autora sabotujemy swój sukces. Drogę do jego osiągnięcia może nam wskazać Larry Winget. I to właśnie, że zastosuje bardzo bezpośrednie zwrócenie się do czytelnika, "prosto z mostu" nam wygarnie, że to co robimy jest złe, ma pomóc w wyeliminowaniu zachowań przyczyniających się do naszej życiowej klęski.

Żeby nie było zbyt łatwo, samo przeczytanie tej książki nie wystarczy, by zmienić coś w naszym życiu. Jest to bowiem coś w rodzaju zeszytu ćwiczeń, znajdziemy w środku arkusze robocze, z wykropkowanymi polami do uzupełnienia. Dopiero ich wypełnienie może się przyczynić do istotnych zmian. Lenistwo, głupota, umiejętność lepszej rozmowy czy zarządzanie czasem, inne podejście do problemów to tylko niektóre z tematów list, które autor proponuje nam do uzupełnienia.

A czego możemy spodziewać się po książce? Prostych rozwiązań opartych na sytuacjach życiowych, które autor wnikliwie analizuje, podaje przykłady, dane liczbowe i procentowe, stosuje porównania i dobitne szczegóły. Lektura jest bogata w działające na umysł czytelnika cytaty, jednak ja zapamiętałam takie wyjaśnienie sensu czytania książki: "(...) przeczytaj ją, odłóż na bok, podnieś tyłek i zrób coś!".

Larry Winget w całej pierwszej części książki wyjaśnia, dlaczego uważa ludzi za idiotów. Jego opinia opiera się na konkretnych danych i dotyczy takich kwestii jak odżywianie, wychowanie dzieci, kupowanie bzdur z reklam, wydawania pieniędzy na zupełnie niepotrzebne rzeczy, przestępstwa, głosowanie a raczej brak frekwencji podczas wyborów i wiele innych. Autor wymienia też dziesięć powodów dlaczego ludzie nie osiągają sukcesu.

Książka może zainspirować czytelników do rzeczywistej zmiany życia. By ta zmiana mogła jednak nastąpić powinniśmy najpierw zrozumieć dlaczego jest nam ona potrzebna i jak jest ważna. Autor tłumaczy, że nawet jeśli doznamy porażki trzeba się podnieść i próbować dalej, nie można się tak łatwo poddać. A kiedy już osiągniemy sukces, czyli nasz cel - trzeba go uczcić!

Czy bestseller "Wall Street Journal" sprawdzi się w polskiej rzeczywistości? Czy amerykański motywator zdoła przekonać Polaków do radykalnych zmian w życiu i dokonania ewolucji w swoich poglądach? Jeśli po przeczytaniu tej książki chociaż jedna osoba osiągnie sukces to uważam, że warto ją było napisać. A czy warto poświęcić swój czas i ją przeczytać? Moim zdaniem tak, ponieważ wielu osobom takie brutalne i szczere uzmysłowienie idiotycznych zachowań może pomóc w stworzeniu lepszej wizji życia.




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Od A do Z, Book z nami (1,5 cm), 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Wydawnictwu Druga Strona



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...