Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stovrag Joanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stovrag Joanna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 listopada 2025

"Chwila na miłość" Joanna Stovrag - dziś premiera trzeciego wydania! - patronat


 
Autor: Joanna Stovrag
Tytuł: Chwila na miłość
Data wydania: 18.11.2025
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 352
 
 
 
Dziś premiera - pozostawiam Was z moją recenzją pierwszego wydania tej książki - bowiem to właśnie moje pierwsze spotkanie z historią Joanny i Sejo wywołało największe emocje. Zmienię jedynie tytuł na aktualny.
 
 
"Chwila na miłość" to wyjątkowa książka. Bowiem nie jest to powieść obyczajowa z fikcyjnymi bohaterami, której akcja dzieje się w realnym miejscu z prawdziwym tłem historycznym. Nie! Tutaj właściwie mogę śmiało napisać, że to literatura faktu, że to autobiografia, że tu wszystko jest na serio. Prawdziwa krew, prawdziwi ludzie, prawdziwe ludzkie dramaty i w czasie lektury nie można siedzieć z obojętnym stosunkiem w fotelu z kubkiem herbaty...

Zanim zacznę swoją recenzję, chciałabym najpierw przybliżyć Wam nieco konflikt bałkański. Dlaczego? Wiadomo, że żadna wojna nie jest mile widziana, że żadna nie niesie nic dobrego. Każda niesie śmierć i cierpienie ludzi, jednak dla mnie ta na Bałkanach jest "inna niż inne". Zapewne myślicie dlaczego tak uważam... Ponieważ zupełnie nie rozumiem dlaczego (magiczne słowo "dlaczego" wciąż się pojawia w mojej wypowiedzi) wybuchła.

Jaki był sens i cel... Możecie szukać odpowiedzi w Wikipedii, w licznych opracowaniach historycznych z tego okresu, które prezentują czasami różniące się między sobą wersje. Inny pogląd na przyczyny wybuchu wojny mają bośniaccy Muzułmanie, inny bośniaccy Serbowie a jeszcze inny bośniaccy Chorwaci. Choć przecież wszyscy byli stronami tego konfliktu.

Autorka nie chce zajmować stanowiska w tej sprawie, nie zamierza oceniać czy analizować, ale kiedy poprosiłam ją o kilka słów wstępu, zacytowała słowa swojego sarajewskiego profesora:
"(...) wielu moich przyjaciół również nie spodziewało się, ani nawet nie przeczuwało zbliżającego się koszmaru. Nawet kiedy w 1991 r. wybuchła 10-dniowa wojna w Słowenii - na skutek odłączenia się tej republiki od Jugosławii, nawet kiedy straszne dni nastały również dla pragnącej niezależności Chorwacji i  został zrównany z ziemią chorwacki Vukovar, zniszczony Dubrownik..., w Sarajewie nikt nie przypuszczał, że wojna ogarnie również Republikę Bośni i Hercegowiny.

Bośniacy, w przeważającej części - z wyjątkiem bośniackich Serbów, chcieli dalej żyć w wielokulturowej, wieloreligijnej, ale niezależnej i suwerennej Bośni i Hercegowinie. Nie chcieli walczyć, wierzyli, że nic podobnego jak w Chorwacji u nich się nie zdarzy. Twierdzili, że aby prowadzić wojnę, potrzeba chętnego do walki, a oni nie chcieli rozlewu krwi.

A jednak wojna, wcześniej zaplanowana przez polityków-kryminalistów - jak nazywał ich mój sarajewski wykładowca, który doskonale znał historię i podkreślał, że marzeniem Serbów od dawien dawna było stworzenie Wielkiej Serbii, a Chorwatów - Wielkiej Chorwacji - wybuchła. Kiedy zabrakło Tity - dyktatora, który trzymał sztuczny twór, jakim była Jugosławia w całości, propagandowe media podporządkowane ówczesnym rządzących podsycały nacjonalizmy. I tak nieszczęście stało się faktem - wojna nie ominęła Bośni i Hercegowiny i jej mieszkańców, którzy tam od wieków żyli razem i nadal chcieli tak żyć... Nie chcieli, by Bośnia i Hercegowina zniknęła z mapy, chcieli, by była niepodległa i samodzielna, więc nieprzygotowani do walki, byli zmuszeni jej bronić".



Joanna jest studentką - młodą, piękną dziewczyną z marzeniami, by kiedyś w dorosłym życiu móc biegle posługiwać się językami bałkańskimi. W ramach stypendium naukowego wyjeżdża do Sarajewa, by na tamtejszym Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu zdobywać wiedzę. Jednak oprócz chwil spędzanych na zajęciach Joanna chłonie klimat miasta po swojemu - zwiedza, słucha muzyki, poznaje sarajewian i ich gościnność, szczerość odkrywając, że to bardzo wylewni ludzie... Kraj, w którym się znalazła i jego kultura, zaczął ją fascynować a nawet zaskakiwać, gdyż czymś normalnym były tam koce i erotyka, niedostępne wtedy w PRL-owskiej Polsce. Stała się wręcz entuzjastką Sarajewa, to miasto ją przenikało i rodziła się miłość... Najpierw do miejsca a potem do bośniackiego Muzułmanina - Seja. To uczucie zrodziło się w ułamku sekundy, choć jeszcze wtedy oboje tak do końca nie zdawali sobie z tego sprawy... Czuli, że jest między nimi coś pięknego, wyjątkowego, pewne porozumienie dusz i serc. Młodzi spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, jednak przyszedł czas, gdy Joanna musiała wrócić do Polski. Jej studencki czas w Sarajewie dobiegł końca.


Joanna i Sejo - Sarajewo - przed wojną


W wakacje 1992 roku Sejo miał przyjechać do Krakowa, by poznać rodzinę ukochanej dziewczyny. Jednak nie mieściło się w to planach LOSU. Ten miał inne, swoje własne i nie do końca radosne... Na Bałkanach wybuchła wojna. Sarajewo - a wraz z nim i Sejo oraz wielu innych znajomych młodej Polki - zostało odcięte od świata... Przestała działać poczta, telefony, w mieście brakowało prądu, wody i gazu, nie wspominając o żywności. Nikt nie mógł być pewny swego losu, gdyż trwały ostrzały a budynki rozsypywały się jak domki z kart... Nie wspomnę jak rozdzielano rodziny, jak śmiałkowie próbowali wydostać się z oblężonego miasta... To po prostu nieludzkie! Okropnie to przeżyłam... Piekło na ziemi rozdzieliło rodzącą się miłość. Sądzę, że wielu ludzi po prostu by sobie darowało, odpuściliby takie uczucie, jakże niepewne dnia jutrzejszego. Ale nie ONA, nie Joanna...

akredytacja z 1995 r.
Dziewczyna poruszyła niebo i ziemię, wydeptała ścieżki do osób, które mogły pomóc jej w jakimkolwiek kontakcie z Sejem. Dokonywała rzeczy niemożliwych tracąc ogromne kwoty pieniędzy, byle tylko móc przekazać mu list, paczkę czy usłyszeć jego głos... Jakże mało istotne były wtedy dla niej pieniądze, bowiem sercem rządziła miłość. Podczas lektury byłam pod ogromnym wrażeniem determinacji Joanny, niejedna tak młoda kobieta dawno już by zmieniła obiekt zainteresowania... Jednak nasza bohaterka i zarazem autorka tej książki czerpała siłę z listów, które otrzymywała z Sarajewa. Martwiły ją opóźnienia w przekazywaniu poczty, dlatego znalazła sposoby na inny kontakt z ukochanym.


To nie jest powieść obyczajowa, dlatego śmiało mogę napisać, że obecnie Joanna i Sejo są małżeństwem. Jednak droga do chwil szczęścia, radości i posiadania rodziny, była długa i wyboista. Istotą tej książki jest miłość, która "góry przenosi", która nie boi się niczego i jest tak ogromną siłą napędową, że potrafi pokonać strach, ból, odległość, lęk o bliską osobę, śmiercionośne żniwo wojny... Lektura jest ogromnie poruszająca. Podczas czytania nie mogłam ukrywać wzruszenia i emocji towarzyszących podróży Joanny do ogarniętego wojną Sarajewa. To było szalone! Nieprawdopodobne, niezwykłe a zarazem piękne. Jeśli ktoś przeczyta "Chwilę na miłość" bez choćby jednej chwili wzruszenia, bez podniesionego ciśnienia to z pełną stanowczością stwierdzę, że ma kamienne serce. Bo nie da się przejść wobec tej historii obojętnie!

Nie przeszedł zresztą sam - nieżyjący już - Waldemar Milewicz - dziennikarz telewizyjny i korespondent wojenny, który o miłości tej pary na tle konfliktu w Sarajewie, nakręcił film "Zwykła historia". Na kartach książki pojawia się wiele informacji o dziennikarzu i kulisach kręcenia tego filmu. Mam ogromną ochotę, by go obejrzeć.


autorka w Mostarze (stolica Hercegowiny)
Autorka w swej książce nie skupiła się tylko i wyłącznie na sobie i swoich uczuciach do Seja. Poruszyła wiele ciekawych wątków - wielokulturowość mieszkańców Sarajewa, czasy studenckie, różnice między życiem w Bośni i w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, niesamowitą postawę swojej mamy. Wspomniała też o wielu ludziach o dobrych sercach, którzy bezinteresownie pomagali jej w dążeniu do celu, jaki sobie postawiła. A przecież nie był banalny... To był trudny czas pełen wyrzeczeń, walki, stresu i cierpienia... Przez co przeszła? Kto najbardziej jej pomógł? Co udało jej się uzyskać dla Seja? Jak wyglądała krok po kroku ich droga do szczęścia? O tym wszystkim dowiecie się już szczegółowo z lektury.




 
 
Ja ze swej strony gwarantuję Wam ogrom emocji, uczuć a nawet łzy wzruszenia czy wściekłości. Książka jest niezwykłym świadectwem miłości, która pokonuje wszelkie postawione jej na drodze przeszkody. Nawet wojnę! Pozostaje pozazdrościć takiego uczucia... Wiary i nadziei też...





Kilka słów o autorce - rodowita krakowianka, absolwentka slawistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Część wykształcenia zdobywała na Uniwersytecie w Sarajewie, gdzie wyjechała na stypendium naukowe. Ukończyła podyplomowe studium dla lektorów języka polskiego jako obcego. Z zawodu i zamiłowania zajmuje się przekładem i nauczaniem języków południowosłowiańskich: chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. Jest tłumaczem przysięgłym tychże języków na Liście Ministerstwa Sprawiedliwości.



Wszystkie fotografie dzięki uprzejmości autorki 

środa, 29 października 2025

"Chwila na miłość" Joanna Stovrag - zapowiedź - patronat - wznowienie

Przepiękna historia o miłości Joanny Stovrag w objętej wojną Bośni. To już trzecie wydanie tej wyjątkowej książki i ponownie mam przyjemność jej patronować.
 
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać "Chwili na miłość" to już 18 listopada 2025 będzie miała swoją premierę. 
 
Wydawnictwo Replika proponuje bardzo atrakcyjną cenę.
 
 
TUTAJ znajdziecie moją recenzję, TUTAJ słów kilka o drugim wydaniu a TUTAJ relację ze spotkania autorskiego z 2017 roku. A TUTAJ przeczytacie mój wywiad z Joanną Stovrag. 



Na koniec mam dla Was jeszcze OPIS:

Poruszająca najczulsze struny duszy bałkańska opowieść napisana sercem zakochanej kobiety
Czy chwila wystarczy, aby narodziła się miłość, która nie zna granic?
Porywająca historia niezwykłej miłości pomiędzy Polką i Bośniakiem, która została wystawiona na najtrudniejszą próbę. Narodziła się w wielokulturowym Sarajewie, mieście tolerancji, dialogu i otwartości, tętniącym orientalną muzyką i pachnącym aromatem mocnej kawy.
To wyjątkowo wzruszająca, przepełniona emocjami opowieść o miłości, rozłące, nadziei i wojnie. Tragizm konfliktu na Bałkanach został przedstawiony z perspektywy osób, które brały bezpośredni udział w tych wydarzeniach, ludzi, którzy stracili swoje rodziny, domy, poczucie tożsamości narodowej i przynależności do ojczyzny. Jest to także świadectwo walki o wielkie uczucie, historia o próbach nawiązania kontaktu z ukochanym przebywającym w oblężonym Sarajewie oraz o bezinteresownej pomocy i wsparciu od nieraz całkiem obcych osób.
Losy Joanny Stovrag i jej męża zainteresowały kiedyś Waldemara Milewicza − legendę polskiego dziennikarstwa − który nakręcił o nich film.

Jest to nowa, rozszerzona wersja książki ” Jeszcze żyję…”, wzbogacona o większą liczbę zdjęć. Wydawnictwo Replika przy wydaniu obszerniejszej bałkańskiej opowieści o miłości nadało książce nowy tytuł “CHWILA NA MIŁOŚĆ”.

 

 Jak Wam się podoba okładka? Czytaliście? Macie w planie?

 

 

czwartek, 6 kwietnia 2017

O spotkaniu autorskim Joanny Stovrag słów kilka





Wczoraj w Klubie Dziennikarzy "Pod Gruszką" tuż koło krakowskiego rynku miało miejsce spotkanie autorskie Joanny Stovrag. Przy wejściu na salę poznałam męża p. Joanny - Seja, który okazał się być ogromnie miłym człowiekiem. Podczas krótkiej wymiany zdań czułam, jakbym znała go od lat. Serdecznie pozdrawiam!










Przed spotkaniem podziwiałam sufit...







Póki nie zostały sprzedane...






Pani Joanna poznała mnie z kilkoma osobami i mimo, że byłam w Klubie po raz pierwszy to dzięki rozmowom z sympatycznymi ludźmi nie czułam się obco. Podczas spotkania miałam przemiłą towarzyszkę tuż obok - Angelikę z bloga Tylko magia słowa :)




Autorkę złapałam w kadr jeszcze przed tłumami i spotkaniem...






Pani Joanna mówiła jak zawsze ciekawie i ciepło. O ludziach, którzy pomagali jej w trudnych chwilach, zwłaszcza kiedy przymusowo była rozdzielona z Sejem. Opowiadała co urzekło ją na Bałkanach: kontrast gór z morzem, muzyka, otwartość ludzi oraz punktujące towarami sklepy, bo w Polsce wtedy można było kupić tylko ocet. Prowadzący zapytał też o rzecz najważniejszą - o miłość co wywołało w autorce falę wspomnień dotyczących ciężkich chwil, rozdzielenia, ale podkreśliła jednocześnie, że przetrwali ten trudny czas, by teraz cieszyć się sobą i rodziną w Krakowie. Pani Joanna odpowiedziała też na pytanie, dlaczego napisała swoją książkę po latach... Nie od razu, nie na bieżąco... Książka to świadectwo, że po tych latach właśnie nadal są razem, mimo innych kultur, religii, bo dla miłości nie ma przeszkód.
Dużo czasu autorka poświęciła wspomnieniom o braku kontaktu z mężem - o próbach porozumienia listownego i telefonicznego; opowiedziała jaki obraz ukochanego Sarajewa zastała w 1995 roku podczas swojego wyjazdu. Nie zabrakło również myśli skierowanych do Waldemara Milewicza.



Najważniejszym zdaniem wypowiedzianym przez autorkę - choć było ich wiele - jest dla mnie zacytowane poniżej:

"Proste pytania są najtrudniejsze"

Na spotkaniu był obecny o.Leon Knabit, który powiedział kilka słów od siebie, czym zresztą rozbawił wszystkich obecnych. Wspomniał między innymi, że podziwia język Joanny, opowiedział o zawodach miłosnych i miłości jako wielkim wydarzeniu w życiu człowieka. Czym zresztą dał dowód na to, że mimo iż jest księdzem to i tak wie sporo o miłości.

Pani Joanna zadbała o niespodzianki dla uczestników - została przeprowadzona loteria - do wygrania było siedem nagród. Niestety nic nie wygrałam...



Na koniec uczestnicy mieli chwilę czasu na wyrażenie swoich uczuć i emocji po lekturze "Chwili na miłość" oraz zadawanie autorce pytań.

To było naprawdę wzruszające spotkanie. A kolejka po autografy ciągnęła się przez.... hmmm.... na pewno długo :) Na szczęście mam w książce wpis i nie musiałam w niej stać. Wyszłam na rynek pachnący niedawną burzą i pełen kałuż...



Pani Joanno - dziękuję za książkę i za możliwość uczestniczenia w jej drodze w świat oraz za to spotkanie :)


Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa - bardzo proszę o nie kopiowanie.

piątek, 17 marca 2017

Joanna Stovrag "Chwila na miłość"





Autor: Joanna Stovrag
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 14 lutego 2017
Liczba stron: 368




O moich wrażeniach dotyczących historii niezwykłej miłości Joanny mieliście już okazję czytać TUTAJ.

Nie, nie będę tu czynić żadnych porównań. To nie będzie też typowa recenzja. Ale nie mogę nie napisać o wydaniu drugim, wzbogaconym. Miałam przyjemność objąć patronatem i rekomendować książkę. Mój egzemplarz jest dodatkowo cenny - uzyskałam osobisty wpis autorki! Piękna dedykacja, oryginalna pieczątka - dziękuję :)

Ale postanowiłam Wam napisać kilka słów na ten temat drugiego spotkania z tą opowieścią. Co się zmieniło? Jak odebrałam fakty, które już znałam?
Szczerze mówiąc to nie potrafię Wam napisać szczegółowo, które konkretnie fragmenty zmieniła p. Joanna. Co wykasowała, co dopisała, co edytowała. Na pewno - jak każdy - lekturę rozpoczęłam od końca, czyli od zdjęć :) Jest ich sporo - duży plus :)
Lecz poza tym... Nie wiem. Dlaczego? Historia wciągnęła mnie tak bardzo, że zwyczajnie nie wiem... Może coś wydało mi się nieznane, ale przecież za każdym razem, gdy czytamy coś ponownie (lub oglądamy) naszą uwagę zwracają inne detale...

Rzadko czytuję książkę drugi raz. Tym razem ponownie zagłębiałam się w świat zafascynowania bohaterki - Joanny - Bałkanami, z wypiekami na twarzy. Znów udałam się z młodą dziewczyną do Sarajewa, by tam podczas stypendium naukowego poznać historię, zwyczaje i język. Wraz z nią zwiedzałam miasto, spotykałam ludzi. Przeżywałam też chwilę, gdy pojawił się błysk - miłość, która jeszcze wtedy nie przypuszczała, co ją czeka... Wraz z Joanną drżałam o życie Seja, próbowałam każdej możliwej ścieżki kontaktu z nim. Szukałam różnych znajomości, form pomocy, pakowałam kolejne paczki, starałam się z mozołem uzyskać połączenie z oblężonym miastem. Znów cierpiałam, denerwowałam się, kibicowałam. Ileż sił ją to kosztowało...

Każdy ślub autorki (było ich przecież więcej niż jeden :)),
każda tragiczna wiadomość o czyjejś śmierci,
każdy ślad po kuli,
każda wzmianka o tym co ludzie jedli, jak żyli, jak starali się to przetrwać,
każdy ocalały...
Wszystko to wywoływało we mnie emocje. Chwilami skrajne, bo od uśmiechu aż po łzy. Choć zapewne dziwicie się teraz, gdzie w tej wojennej zawierusze miejsce na śmiech...

Jakie to szczęście, że znam finał. Że wiem jak potoczyły się losy bohaterów. Nie musiałam obgryzać paznokci, pić hektolitrów kawy, której nie lubię przecież... Z pozornym tylko spokojem zmierzałam do końca, nie drżąc co się wydarzy.
Z każdej kartki płyną słowa, które już na spokojnie, po śmierci Waldemara Milewicza (który nakręcił film o tej bałkańskiej miłości), spisała Joanna.
Jest w nich miłość,
                                  emocje,
                                               strach,
                                                           złość,
                                                                     żal,
                                                                           radość
                                                                                      i euforia.
Więcej się już nie da zawrzeć w "Chwili na miłość"!  Serio!


Wzruszenie, nerwy i podziw - to chyba trzy słowa, którymi mogę opisać swoje wrażenia po ponownym przeczytaniu książki. Choć prawda jest taka, że trudno jest opisać to, co czułam. Najlepiej zwyczajnie sami sięgnijcie i poznajcie historię miłości, której ja mogę tylko pozazdrościć.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Autorce i


niedziela, 5 marca 2017

„Niech zafascynują Was moje Bałkany”, czyli wywiad z Joanną Stovrag – autorką „Chwili na miłość” - wywiad #11



A czas, choćbyśmy tego nie chcieli, nie jest tu na ziemi nieograniczony, tylko leci, przebiega, przecieka przez palce. Nie można się z nim nie liczyć, tak jak on nie liczy się z nami

Joanna Stovrag "Chwila na miłość"












Ufff... bardzo na ostatnią chwilę, ale jak wiecie mam ostatnio trochę odmiennych od bloga priorytetów, które zabierały mi masę czasu....

Serdecznie zapraszam Was do lektury wywiadu, który przeprowadziłam z Autorką książki "Chwila na miłość" - Joanną Stovrag





ejotek: Pani Joanno, jest Pani absolwentką slawistyki i tłumaczką języków chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. Młodzi ludzie często przez wiele lat nie wiedzą, jak będzie wyglądała ich przyszłość… Kiedy Pani poczuła, że to jest to, co najbardziej Panią interesuje?


Joanna Stovrag: Jestem tłumaczem z zawodu i z pasji, ale nie od razu wiedziałam, że właśnie tym będę się w życiu zajmować. Studia na UJ rozpoczęłam na słowacystyce, jednak po roku zmieniłam kierunek na serbokroatystykę ze specjalnością literaturoznawstwo. Dodatkowo uczyłam się macedońskiego. Częste wyjazdy w rejon kolorowych Bałkanów, praktyki, stypendia naukowe wyzwoliły we mnie zainteresowania językowe do tego stopnia, że zostałam tłumaczem przysięgłym. I bynajmniej tego nie żałuję!


ejotek: I to jest najważniejsze – wybrać zawód, który jednocześnie jest też pasją. Prawdą jest, że przyszłość wtedy wybrana, nieświadomie i niespodziewanie przyniosła Pani miłość… Czy jadąc po raz pierwszy do Sarajewa spodziewała się Pani takiego porywu serca?

JS: Absolutnie nie! Chociaż koleżanki-slawistki prorokowały, że jeśli dłużej pobędę na południu, to miłość znajdzie mnie sama, bo na Bałkanach zawsze jest czas na miłość! I moja historia to potwierdza.


odbudowana Vijećnica - źródło
ejotek: Jakie miejsca urzekły Panią najbardziej podczas pierwszych wyjazdów na Bałkany?

JS: Szczerze powiedziawszy, zachwyciło mnie całe Sarajewo, leżące na styku kultur, tradycji oraz historii Wschodu i Zachodu, z charakterystycznym przemieszaniem narodowości, wyznań, obyczajów, ale też różnorodnych zabytków! Mieszanka stylów architektonicznych powodowała, że w jednym miejscu tej metropolii wydawało mi się, że jestem w Stambule, w innym, że chodzę po Budapeszcie czy Wiedniu, a w jeszcze innym, że to nasza… Warszawa.
Uwielbiałam uczyć się w Bibliotece Narodowej i Uniwersyteckiej, czyli Vijećnicy, która mieściła się w pięknym budynku dawnego ratusza w stylu pseudomauretańskim z elementami budowli osmańskich, o ozdobnej fasadzie i kolumnach. W środku podziwiałam bogate malowidła ścienne, witraże oraz szklaną kopułę – kiedy podniosło się wzrok, było się w niebie :)


zniszczona biblioteka - źródło
ejotek: Czy biblioteka Vijećnica przetrwała wojnę?

JS: Niestety, Vijećnica została doszczętnie spalona w nocy z 25 na 26 sierpnia 1992 roku. W pożarze spłonęły ponad dwa miliony książek, czasopism i dokumentów − skarby literatury wszystkich narodów byłej Jugosławii. Odbudowano ją dopiero w 2014 r.


ejotek: Jako miłośniczka literatury i literek w każdej formie – odczułam wiadomość o tym pożarze jakby to była moja osobista strata… W czasie wojny w Bośni i Hercegowinie Pani kontakt z narzeczonym, który pozostał w oblężonym Sarajewie był utrudniony… Co było wtedy dla Pani najtrudniejsze? Niepewność, brak informacji, chęć bycia wraz z ukochanym, a może jeszcze coś innego?

JS: To był dla mnie najtrudniejszy okres w życiu. Wszystko było za trudne i za ciężkie. Piszę o tym w „Chwili na miłość”…


ejotek: Z własnego doświadczenia wiem, jak odczuwa się tęsknotę za kimś bliskim przebywającym daleko, jednak dla Pani odczucia były spotęgowane przez działania wojenne. Kto najbardziej pomagał w trudnych chwilach? Komu mogła się Pani wypłakać z bezsilności?

JS: W tym niełatwym czasie, kiedy wiedziałam, że mój narzeczony może każdego dnia zginąć, byli obok mnie bliscy, rodzina, ale też otrzymałam wiele wsparcia i pomocy od osób wcześniej mi nieznanych. „Chwila na miłość”, której bohaterem zbiorowym są ludzie uwikłani w wojnę, ludzie niosący pomoc oblężonemu miastu oraz mojemu mężowi i mnie jest swoistym podziękowaniem, które do nich kieruję. Pamiętam o ich wielkich sercach i dobroci. Pyta Pani, czy płakałam. Tak, płakałam. W pewnym momencie nawet nie byłam w stanie udźwignąć tak wielkiego stresu… Tymi trudnymi przeżyciami i emocjami dzielę się w książce. Jako że przetrwałam, moja bałkańska opowieść może być pokrzepieniem dla osób, które aktualnie borykają się z trudami życia.


ejotek: W jakich okolicznościach zaczęła Pani spisywanie swojej historii? Kiedy to było?

JS: Nagła tragiczna śmierć Waldemara Milewicza w 2004 r., któremu towarzyszyłam jako tłumacz w wyjazdach ekipy TVP do ogarniętej wojną Bośni była bodźcem do opisania mojego bałkańskiego świata. Ludzie tak szybko odchodzą… Kiedy „Chwila na miłość” była już w drukarni, dotarła do mnie kolejna smutna wiadomość. Nasz przyjaciel z Sarajewa, Nešo, dzięki któremu poznałam swojego przyszłego męża, właśnie zmarł, dożywszy raptem 51 lat, a ja planowałam zawieźć mu książkę. Niestety, już nie weźmie jej do ręki.


wnętrze biblioteki po odbudowaniu - źródło
ejotek: Przykro mi… Dla mnie niewątpliwie książka jest dowodem ogromnej miłości, która przetrwa wszystko, nie straszna jej nawet wojna. Jak reagowali Pani bliscy i znajomi, kiedy zdecydowała się Pani pojechać w rejon objęty wojną, bez gwarancji na powrót?

JS: Rzeczywiście to było wielkie ryzyko – pojechać do oblężonego Sarajewa, w którym trwała regularna wojna. Rodzina i bliscy rozumieli mnie i wspierali, ale na pewno bardzo się martwili. Jednak człowiek podejmuje w życiu różne decyzje…


ejotek: Osobiście rzadko sięgam po literaturę faktu, ale na szczęście robię wyjątki, bo opowieść o Pani bałkańskiej miłości zrobiła na mnie ogromne wrażenie – czy łatwo się ją pisało? Prowadziła Pani na bieżąco notatki?

JS: Pisząc książkę, wybrałam ze swoich przeżyć i doświadczeń te, którymi postanowiłam podzielić się z szerszym kręgiem czytelników. Ten bałkański świat jest we mnie cały czas. Być może dramatyczność historii spowodowała, że pamiętam go i wręcz słyszę, więc nie potrzebowałam notatek. Wystarczyło, że usiadłam i zaczęłam pisać.


ejotek: Wiem, że lubi Pani powracać do Europy południowej na przykład podczas urlopu. Jakie kraje i jakie miejsca Pani wtedy odwiedza?

JS: O Bałkanach mogę powiedzieć „Moje Bałkany”. Chętnie z rodziną jeździmy oczywiście do Sarajewa, Mostaru, kochamy całą Bośnię i Hercegowinę, ale też odwiedzamy Chorwację, Słowenię oraz inne kraje, które kiedyś tworzyły Jugosławię. Na Bałkanach bowiem jest wszystko, co kocham. Mam cichą nadzieję, że osoby, które przeczytają „Chwilę na miłość” zaplanują podróż na południe.
[ejotek: Piękne zdjęcia z różnych zakątków możecie zobaczyć na FB autorki - zapraszam]


Studnia Seblij - źródło
ejotek: Przyznaję, że sama jeszcze nie miałam okazji, ale chętnie kiedyś się tam wybiorę :) Słyszałam od krakowskich gołębi, że pisze Pani kolejną książkę – tym razem powieść fikcyjną. Zdradzi Pani coś więcej?

JS: Ach te krakowskie gołębie… :) W Sarajewie w starej orientalnej dzielnicy handlowej, czyli na Baščaršiji, gdzie gołębie zbierają się wokół studni Seblij, też o tym już ćwierkają. Tak, to prawda, że piszę coś nowego. Jednak na razie nie uchylę rąbka tajemnicy, jaka będzie fabuła, czas i miejsce akcji, ale wszystko już zaplanowane i w toku…


ejotek: Mam wrażenie, że będąc obok tej studni czułabym się jak na krakowskim rynku :)
Bardzo dziękuję za poświęcony czas, dokumentację zdjęciową oraz za bycie jurorką w konkursie.

JS: Ja również serdecznie dziękuję, Pani Ewelino. Dziękuję też wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie. Wasze zainteresowanie moją bałkańską opowieścią jest dla mnie bardzo cenne. Mam przy okazji prośbę, jeśli zdecydujecie się przeczytać, napiszcie proszę potem do mnie choćby parę słów opinii. Dla autora każda opinia jest cenna, a dla autora, który dzieli się między wierszami swoim życiem, jest bezcenna! Z góry dziękuję!



ejotek: Przejdźmy zatem do odpowiedzi na wybrane przez Panią pytania od czytelników mojego bloga.


Pytanie od Jaro Cromaniak:
Jak wg Pani uczyć młodych ludzi tolerancji, aby nie powtórzyła się w Europie tragedia bałkańska?

JS: To bardzo trudne pytanie. Myślę, że tolerancji należy uczyć przede wszystkim w domu rodzinnym, na własnym przykładzie. Jeśli my będziemy tolerancyjni, nasze dziecko ma szansę też kierować się tym w życiu. Kiedy następował rozpad Jugosławii media, które działały na usługach rządzących podsycały nacjonalizmy, prowadziły propagandę strachu i nienawiści, przygotowując do wojny narody, które wcześniej żyły razem i wcale wojny nie chciały… Jeśli młodego człowieka nauczymy samodzielności w myśleniu, to mam nadzieję, że będzie on potrafił analizować docierające do niego informacje z mediów, które często fałszują rzeczywisty obraz.


Pytanie od Darii Ch.:
Czy zawsze podąża Pani za głosem serca?

JS: Zapewne Panią zaskoczę, ale absolutnie nie. Często kieruję się rozumem. I to również odnosi się do miłości, bynajmniej nie do stanu zakochania :) W czasie wojny przeżyłam wiele, widziałam wiele – widziałam małżeństwa, w których jedno z małżonków zostawało kaleką w bardzo młodym wieku, wtedy serce tego drugiego było w szamotaninie uczuć. Zostać? Czy odejść? Współodczuwałam wtedy i to są właśnie sytuacje, kiedy rozum musi podjąć decyzję. Niech to zobrazują też słowa, które są mi bliskie: „Nie to jest miłością co czujesz, ale to co postanawiasz”.


baner Wydawcy



JS: A na koniec zwycięzcy. I tu pojawi się niespodzianka, bowiem zamiast dwóch nagród mamy TRZY! :) [dziękujemy Wyd. Replika] Po egzemplarzu „Chwili na miłość” otrzymują:

1. magdalenardo - Prawdziwa miłość jest: szczera, trwała, ponadczasowa.
2. Daria Ch. - Czekałam na wznowienie książki Pani Joanny, stąd moje pytania do autorki: Jakie emocje towarzyszyły Pani przy pisaniu książki? Czy zawsze podąża Pani za głosem serca?
3. Beata Kandzia - Odpowiedź: 1. wierność, 2. szczerość, 3. zaufanie




ejotek: Serdecznie Wam gratuluję! Tradycyjnie już proszę o adresy na mojego maila (w zakładce Współpraca), w tytule wpiszcie Bałkański konkurs – adres.
Jeśli wyrazicie zgodę, że nagrody mogą wyjść do Was z małym opóźnieniem to obiecuję niespodziankę, ale potrzebuję na nią kilka dni :) Ale o szczegółach napiszę w mailach...


baner z moją rekomendacją znajdującą się na skrzydełku Chwili - autor Jola

sobota, 10 września 2016

Joanna Tlałka-Stovrag "Jeszcze żyję... Historia prawdziwa"




Autor: Joanna Tlałka-Stovrag
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Branta
Data wydania: 2007
Liczba stron: 168










"Jeszcze żyję..." to wyjątkowa książka. Bowiem nie jest to powieść obyczajowa z fikcyjnymi bohaterami, której akcja dzieje się w realnym miejscu z prawdziwym tłem historycznym. Nie! Tutaj właściwie mogę śmiało napisać, że to literatura faktu, że to autobiografia, że tu wszystko jest na serio. Prawdziwa krew, prawdziwi ludzie, prawdziwe ludzkie dramaty i w czasie lektury nie można siedzieć z obojętnym stosunkiem w fotelu z kubkiem herbaty...

Zanim zacznę swoją recenzję, chciałabym najpierw przybliżyć Wam nieco konflikt bałkański. Dlaczego? Wiadomo, że żadna wojna nie jest mile widziana, że żadna nie niesie nic dobrego. Każda niesie śmierć i cierpienie ludzi, jednak dla mnie ta na Bałkanach jest "inna niż inne". Zapewne myślicie dlaczego tak uważam... Ponieważ zupełnie nie rozumiem dlaczego (magiczne słowo "dlaczego" wciąż się pojawia w mojej wypowiedzi) wybuchła.

Jaki był sens i cel... Możecie szukać odpowiedzi w Wikipedii, w licznych opracowaniach historycznych z tego okresu, które prezentują czasami różniące się między sobą wersje. Inny pogląd na przyczyny wybuchu wojny mają bośniaccy Muzułmanie, inny bośniaccy Serbowie a jeszcze inny bośniaccy Chorwaci. Choć przecież wszyscy byli stronami tego konfliktu.

Autorka nie chce zajmować stanowiska w tej sprawie, nie zamierza oceniać czy analizować, ale kiedy poprosiłam ją o kilka słów wstępu, zacytowała słowa swojego sarajewskiego profesora:
"(...) wielu moich przyjaciół również nie spodziewało się, ani nawet nie przeczuwało zbliżającego się koszmaru. Nawet kiedy w 1991 r. wybuchła 10-dniowa wojna w Słowenii - na skutek odłączenia się tej republiki od Jugosławii, nawet kiedy straszne dni nastały również dla pragnącej niezależności Chorwacji i  został zrównany z ziemią chorwacki Vukovar, zniszczony Dubrownik..., w Sarajewie nikt nie przypuszczał, że wojna ogarnie również Republikę Bośni i Hercegowiny.

Bośniacy, w przeważającej części - z wyjątkiem bośniackich Serbów, chcieli dalej żyć w wielokulturowej, wieloreligijnej, ale niezależnej i suwerennej Bośni i Hercegowinie. Nie chcieli walczyć, wierzyli, że nic podobnego jak w Chorwacji u nich się nie zdarzy. Twierdzili, że aby prowadzić wojnę, potrzeba chętnego do walki, a oni nie chcieli rozlewu krwi.

A jednak wojna, wcześniej zaplanowana przez polityków-kryminalistów - jak nazywał ich mój sarajewski wykładowca, który doskonale znał historię i podkreślał, że marzeniem Serbów od dawien dawna było stworzenie Wielkiej Serbii, a Chorwatów - Wielkiej Chorwacji - wybuchła. Kiedy zabrakło Tity - dyktatora, który trzymał sztuczny twór, jakim była Jugosławia w całości, propagandowe media podporządkowane ówczesnym rządzących podsycały nacjonalizmy. I tak nieszczęście stało się faktem - wojna nie ominęła Bośni i Hercegowiny i jej mieszkańców, którzy tam od wieków żyli razem i nadal chcieli tak żyć... Nie chcieli, by Bośnia i Hercegowina zniknęła z mapy, chcieli, by była niepodległa i samodzielna, więc nieprzygotowani do walki, byli zmuszeni jej bronić".



Joanna jest studentką - młodą, piękną dziewczyną z marzeniami, by kiedyś w dorosłym życiu móc biegle posługiwać się językami bałkańskimi. W ramach stypendium naukowego wyjeżdża do Sarajewa, by na tamtejszym Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu zdobywać wiedzę. Jednak oprócz chwil spędzanych na zajęciach Joanna chłonie klimat miasta po swojemu - zwiedza, słucha muzyki, poznaje sarajewian i ich gościnność, szczerość odkrywając, że to bardzo wylewni ludzie... Kraj, w którym się znalazła i jego kultura, zaczął ją fascynować a nawet zaskakiwać, gdyż czymś normalnym były tam koce i erotyka, niedostępne wtedy w PRL-owskiej Polsce. Stała się wręcz entuzjastką Sarajewa, to miasto ją przenikało i rodziła się miłość... Najpierw do miejsca a potem do bośniackiego Muzułmanina - Seja. To uczucie zrodziło się w ułamku sekundy, choć jeszcze wtedy oboje tak do końca nie zdawali sobie z tego sprawy... Czuli, że jest między nimi coś pięknego, wyjątkowego, pewne porozumienie dusz i serc. Młodzi spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, jednak przyszedł czas, gdy Joanna musiała wrócić do Polski. Jej studencki czas w Sarajewie dobiegł końca.


Joanna i Sejo - Sarajewo - przed wojną


W wakacje 1992 roku Sejo miał przyjechać do Krakowa, by poznać rodzinę ukochanej dziewczyny. Jednak nie mieściło się w to planach LOSU. Ten miał inne, swoje własne i nie do końca radosne... Na Bałkanach wybuchła wojna. Sarajewo - a wraz z nim i Sejo oraz wielu innych znajomych młodej Polki - zostało odcięte od świata... Przestała działać poczta, telefony, w mieście brakowało prądu, wody i gazu, nie wspominając o żywności. Nikt nie mógł być pewny swego losu, gdyż trwały ostrzały a budynki rozsypywały się jak domki z kart... Nie wspomnę jak rozdzielano rodziny, jak śmiałkowie próbowali wydostać się z oblężonego miasta... To po prostu nieludzkie! Okropnie to przeżyłam... Piekło na ziemi rozdzieliło rodzącą się miłość. Sądzę, że wielu ludzi po prostu by sobie darowało, odpuściliby takie uczucie, jakże niepewne dnia jutrzejszego. Ale nie ONA, nie Joanna...

akredytacja z 1995 r.
Dziewczyna poruszyła niebo i ziemię, wydeptała ścieżki do osób, które mogły pomóc jej w jakimkolwiek kontakcie z Sejem. Dokonywała rzeczy niemożliwych tracąc ogromne kwoty pieniędzy, byle tylko móc przekazać mu list, paczkę czy usłyszeć jego głos... Jakże mało istotne były wtedy dla niej pieniądze, bowiem sercem rządziła miłość. Podczas lektury byłam pod ogromnym wrażeniem determinacji Joanny, niejedna tak młoda kobieta dawno już by zmieniła obiekt zainteresowania... Jednak nasza bohaterka i zarazem autorka tej książki czerpała siłę z listów, które otrzymywała z Sarajewa. Martwiły ją opóźnienia w przekazywaniu poczty, dlatego znalazła sposoby na inny kontakt z ukochanym.


To nie jest powieść obyczajowa, dlatego śmiało mogę napisać, że obecnie Joanna i Sejo są małżeństwem. Jednak droga do chwil szczęścia, radości i posiadania rodziny, była długa i wyboista. Istotą tej książki jest miłość, która "góry przenosi", która nie boi się niczego i jest tak ogromną siłą napędową, że potrafi pokonać strach, ból, odległość, lęk o bliską osobę, śmiercionośne żniwo wojny... Lektura jest ogromnie poruszająca. Podczas czytania nie mogłam ukrywać wzruszenia i emocji towarzyszących podróży Joanny do ogarniętego wojną Sarajewa. To było szalone! Nieprawdopodobne, niezwykłe a zarazem piękne. Jeśli ktoś przeczyta "Jeszcze żyję..." bez choćby jednej chwili wzruszenia, bez podniesionego ciśnienia to z pełną stanowczością stwierdzę, że ma kamienne serce. Bo nie da się przejść wobec tej historii obojętnie!

Nie przeszedł zresztą sam - nieżyjący już - Waldemar Milewicz - dziennikarz telewizyjny i korespondent wojenny, który o miłości tej pary na tle konfliktu w Sarajewie, nakręcił film "Zwykła historia". Na kartach książki pojawia się wiele informacji o dziennikarzu i kulisach kręcenia tego filmu. Mam ogromną ochotę, by go obejrzeć.


autorka w Mostarze (stolica Hercegowiny)
Autorka w swej książce nie skupiła się tylko i wyłącznie na sobie i swoich uczuciach do Seja. Poruszyła wiele ciekawych wątków - wielokulturowość mieszkańców Sarajewa, czasy studenckie, różnice między życiem w Bośni i w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, niesamowitą postawę swojej mamy. Wspomniała też o wielu ludziach o dobrych sercach, którzy bezinteresownie pomagali jej w dążeniu do celu, jaki sobie postawiła. A przecież nie był banalny... To był trudny czas pełen wyrzeczeń, walki, stresu i cierpienia... Przez co przeszła? Kto najbardziej jej pomógł? Co udało jej się uzyskać dla Seja? Jak wyglądała krok po kroku ich droga do szczęścia? O tym wszystkim dowiecie się już szczegółowo z lektury.




Ja ze swej strony gwarantuję Wam ogrom emocji, uczuć a nawet łzy wzruszenia czy wściekłości. Książka jest niezwykłym świadectwem miłości, która pokonuje wszelkie postawione jej na drodze przeszkody. Nawet wojnę! Pozostaje pozazdrościć takiego uczucia... Wiary i nadziei też...





Kilka słów o autorce - rodowita krakowianka, absolwentka slawistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Część wykształcenia zdobywała na Uniwersytecie w Sarajewie, gdzie wyjechała na stypendium naukowe. Ukończyła podyplomowe studium dla lektorów języka polskiego jako obcego. Z zawodu i zamiłowania zajmuje się przekładem i nauczaniem języków południowosłowiańskich: chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. Jest tłumaczem przysięgłym tychże języków na Liście Ministerstwa Sprawiedliwości.
Strona internatowa autorki - KLIK



Wszystkie fotografie dzięki uprzejmości autorki


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...