Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Berlin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Berlin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2020

Tess Gerritsen "Śladem zbrodni"





Tytuł oryginalny: In Their Footsteps
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Data wydania: 8 lipca 2020
Liczba stron: 288
Cykl: Beryl Tavistock   tom 1




Kiedy rozpoczynałam lekturę "Śladem zbrodni" zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, ponieważ to moje pierwsze spotkanie z twórczością Tess Gerritsen. Intrygujący opis został idealnie uzupełniony okładką z kajdankami i odciskami palców, co sugerowało wyśmienitą lekturę. Czy taka była?

Beryl i Jordan Tavistockowie to rodzeństwo, które wychował wuj. Przed dwudziestu laty stracili rodziców i przez cały ten czas, żyli ze świadomością, iż zostali osieroceni w wyniku tajnej akcji, gdyż Madeline i Bernard byli członkami brytyjskiego wywiadu. Straszna prawda uderza w nich z całą mocą podczas przyjęcia w rezydencji wuja, na której zgromadzili się finansiści, dyplomaci a także emerytowani oraz aktywni szpiedzy. Rodzeństwo nie wierzy, że ojciec mógł zabić matkę i popełnić samobójstwo! On ją kochał! 

Niezwłocznie wyruszają do Paryża, by na miejscu spróbować odkryć prawdę o śmierci rodziców. Bardzo szybko przekonują się, jak bardzo ich działania są komuś nie na rękę. Tak jakby sprawa od 1973 roku żyła tylko w świadomości tych, którzy coś o niej wtedy wiedzieli - o ile przeżyli... Teraz, ze stanu uśpienia wybudzają ją pytania młodych Tavistocków. Swoją aktywnością wywołali niepokój u tych, którzy sądzili że pozacierali ślady skutecznie. Będą próbowali powstrzymać rodzeństwo za wszelką cenę. Dlatego padnie niejeden strzał, wybuchnie niejedna bomba a to przecież nie koniec atrakcji. Beryl i Jordan bardzo szybko przekonują się, że są śledzeni i wielokrotnie tylko o włos unikają śmierci; niebezpieczeństwo wciąż depcze im po piętach a trop prowadzi do Grecji i Berlina. Udaje im się ustalić, że w grę wchodziło nie tylko zabójstwo, ale też szpiegostwo i zdrada stanu. Na szczęście mogą liczyć na wsparcie i ochronę, lecz muszą pamiętać, że nie każdy przyjaciel, jest nim naprawdę.


"Śladem zbrodni" to kryminał z wątkiem romansu, dzięki któremu wartka akcja, w której trup się ściele, zostaje chwilami zastopowana na rzecz narastającego pożądania między Beryl a pewnym przystojniakiem. Wciągająca fabuła bez zbędnych opisów gwarantuje, iż nie można się nudzić. Wielokrotnie pojawia się szybszy puls i lęk o życie bohaterów. Prywatne śledztwo młodych Tavistocków prowadzi w różnych kierunkach, czasami napotykają na mur milczenia, czasem na nieżyjących świadków. Autorka wciąż pozostawia nowe informacje, które skutecznie odciągają czytelnika z właściwej drogi; myli tropy, podrzuca dane, które w żaden sposób nie pomogą w odpowiedzi na pytanie kto zabił agentów. Celowo po macoszemu potraktowała drugie dno w tej sprawie, dzięki czemu finał i tym samym osoba mordercy do końca były zaskoczeniem!

Ciekawi i zdeterminowani bohaterowie stojący po różnych stronach barykady stanowią doskonały element tej książki, dodają pikanterii i zmniejszają szansę na wcześniejsze domyślenie się prawdy. Kluczą, kombinują, każdy ma jakieś tajemnice i ciemne sprawki a także mroczną przeszłość. Książkę czyta się naprawdę szybko, choć nie jest to hit pośród kryminałów, jakie zdarzyło mi się czytać. Twórczości autorki nie skreślam, bo lektura należała do przyjemnych, jednak liczę na lepsze tytuły, które wyszły spod jej pióra.


Podsumowując - "Śladem zbrodni" to prowadząca w przeszłość historia pełna kłamstw, tajemnic i namiętności. Opowieść z dreszczykiem emocji zaprawiona odrobiną ironii i humoru, opisująca walkę o władzę, brak lojalności, zawiedzione nadzieje, zdrady i potrzebę zemsty. Gerritsen podarowała czytelnikom liczne niespodzianki, rozczarowania oraz porażki bohaterów, które podzieliła między nich niezależnie od płci. Polecam na upalne popołudnie.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za książkę dziękuję


wtorek, 28 stycznia 2020

Anna Ellory "Króliki z Ravensbrück"





Tytuł oryginalny: The Rabbit Girls
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 14 stycznia 2020
Liczba stron: 448





Debiutancka powieść Anny Ellory to moja pierwsza lektura z modnego ostatnio nurtu, traktującego o wojnie i obozach koncentracyjnych. Wręcz hurtowo pojawiają się na polskim rynku wydawniczym książki, które w tytule mają najczęściej słowo "Auschwitz". To trudny temat a literatura stała się niejako świadectwem okrucieństwa ludzi wobec ludzi oraz pamiątką po ofiarach. To dobrze, że temat przetrwa, bo świadków coraz mniej. Oby nie próbowano zrobić z tych powieści hitów.

grudzień, 1989
Miriam uciekła od męża, który stał się tyranem, co wywołuje w niej ataki paniki. Wróciła do ojca mieszkającego w Berlinie (RFN), ponieważ Heinrich miał udar i wymaga teraz stałej opieki, którą Miriam chce mu zapewnić. Los tak pokierował życiem ojca i córki, że przez dziesięć ostatnich lat nie rozmawiali ze sobą.
Chcąc odpiąć z ręki ojca zegarek, który przestał działać, Miriam znajduje pod paskiem numer... i jest w szoku. Nie wiedziała, że ojciec TAM był! Przecież nie był Żydem! Heinrich zaś w chwilach lepszego samopoczucia wykrzykuje imię Friedy - kim ona była? Przecież mama miała na imię Emilie! Pytania bez odpowiedzi mnożą się w głowie Miriam, która postanawia rozwiązać zagadkę przeszłości ojca. Zastanawia się również czy mama też TAM była... Aż nagle znajduje w szafie sukienkę-pasiak z zaszytymi w każdym możliwym miejscu listami, pisanymi po niemiecku i francusku. Czy pasiak należał do Emilie? Ale przecież mama nie znała francuskiego!
Czyj był pasiak? Kto pisał listy? Kim jest Frieda z wołań ojca? Dlaczego on był w obozie? I jak udało mu się przeżyć?

Miriam podejmuje walkę z kilkoma demonami naraz.
Próbuje uwolnić się od męża, co wcale nie jest proste, bo on wciąż ją nachodzi... Nie są to miłe wizyty.
Pragnie pozbyć się swoich paranoi i natręctw.
Układa listy chronologicznie i dzięki tłumaczeniom Evy tych, które były pisane po francusku, udaje jej się poznać prawdę o tym, kto jest ich autorką i jaki był jej los...
Finalnie dowiaduje się prawdy nie tylko o mamie, tacie i Friedzie, ale też o sobie. Czy gdyby wiedziała, do czego doprowadzą poszukiwania dążyłaby do rozwiązania tajemnic?

Autorka zastosowała w tej powieści naprzemienną narrację Miriam i Heinricha. Pan Winter opowiada o swoim życiu jeszcze w czasach, kiedy był wykładowcą na uczelni i poznał Friedę. Wciąż powraca do wspólnych chwil oraz do wyrzutów sumienia względem żony. Ale nie potrafi przestać. Nie chce uciec z Emilie, woli zostać... z młodziutką studentką. Za cenę życia, bo zdaje sobie sprawę, że ryzykuje. Heinrich opisuje ten dzień - 10 kwietnia 1944 roku - gdy zostali złapani, rozdzieleni i wywiezieni w nieznane pociągami.

Z narracji Miriam dowiadujemy się jak wyglądało jej życie z rodzicami, później z mężem, jak tęskniła za rodzicami, ale nie mogła przeciwstawić się Axelowi. To właśnie Miriam odczytuje nam listy znalezione w pasiaku. Zostały napisane w Ravensbrück, obozie pełnym wszy i 'królików', czyli kobiet, na których przeprowadzano eksperymenty. Autorka listów pisała o codziennym obozowym życiu po niemiecku, zaś po francusku o sprawach uczuciowych, gdyż tęskniła za ukochanym a nie chciała, by każdy mógł zrozumieć jej słowa. Z jej relacji dowiadujemy się ile jest w stanie zrobić człowiek, by uratować siebie. Na co może się zdobyć, by wyjść cało z piekła...

"Nie każde życie ma taką samą wartość. Moje liczy się bardziej." *

Treść listów była poruszająca. Choć nie jest mi obca tematyka obozów koncentracyjnych, bo miałam w życiu okazję odwiedzić dwa obozowe muzea, gdy miałam kilkanaście lat, to los ludzi noszących pasiaki wciąż nie jest mi obojętny. Bo jak czytać o wycinaniu kawałka ciała? O zabijaniu noworodków? O przerażającym głodzie, ciężkiej pracy i warunkach niegodnych zwierząt a co dopiero ludzi.

Z każdą kolejną stroną debiutu Anny Ellory, opisywana dwutorowo historia (dramat Miriam i dramat Friedy) nabiera tempa, jest coraz więcej uczuć, emocji, strachu i bólu. Z niepokojem czyta się kolejne wersy, z wypiekami na twarzy przesuwają się pod powiekami obrazy i wydarzenia.
Przeczuwałam jak może zakończyć się opisywana w listach opowieść, dlatego gdy dotarłam do treści ostatniego - nie byłam w szoku. Ale przyznaję, że podczas lektury, nie można się nudzić. Wciąż coś zaskakuje, przeżywamy kolejne tragedie i ocieramy łzy...


"...miłość nie zawsze odpowiada naszym oczekiwaniom." **


Podsumowując - "Króliki z Ravensbrück" to wspomnienia z najtrudniejszych w dziejach wydarzeń, kiedy miliony ludzi straciło życie. Nie oceniam tej książki pod względem kunsztu pisarskiego ani historii - takie tematy czytają się inaczej. Mocniej i głębiej.
Jest to książka o miłości do ojczyzny i do kobiety; o szukaniu odpowiedzi, walce z potwornościami, instynkcie przetrwania, narzucaniu woli i drugich szansach. Poruszająca powieść o pożegnaniach i ich braku, o wspomnieniach i koszmarze, który wielu przeżyło.
Polecam Wam tę historię o walce współczesnej i tej z przeszłości. Która poruszy Was bardziej?




* A. Ellory, "Króliki z Ravensbrück", Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2020, 43%
** Tamże, 49%





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło..., 52 książki





Za e-booka dziękuję




poniedziałek, 25 lutego 2019

Magda Stachula "W pułapce"






Autor: Magda Stachula
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: czerwiec 2018
Liczba stron: 304











Twórczość Magdy Stachuli nie jest mi obca a wręcz znana i lubiana. Poznałam "Trzecią", potem debiutancką "Idealną", za każdym razem byłam zadowolona z lektury. Zatem przyszła pora na najnowszą książkę - "W pułapce". Czy spełniła moje oczekiwania?

Przemyśl, 1 sierpnia 2017
Rodzice Klary polecieli w sobotę na Majorkę, zatem dziewczyna korzystając z wolności od rządów twardej ręki ojca, wyrwała się na imprezę. Ocknęła się na schodach kamienicy, w której mieszka. Kartka na lodówce przypomniała jej, że w poniedziałek jest pogrzeb sąsiadki... Ale odkryła, że jest WTOREK! Gdzie zgubiła dwa dni ze swojego życia? Co się wtedy z nią działo? Dlaczego nic nie pamięta? Czy ktoś ją porwał? Zgwałcił? Nikt nie może się dowiedzieć o tym, co ją spotkało.

Dziewczyna stara się odtworzyć przebieg zdarzeń z imprezy a potem z pomocą przychodzi jej przyjaciółka Nina, która przypomniała sobie o pewnym artykule sprzed roku. Dotyczył porwania młodej dziewczyny, mieszkającej na stałe w Berlinie. Dziewczyny zaczynają prowadzić samodzielne śledztwo. Gdzie ich zaprowadzi? Czy uda im się odkryć prawdę? Czy Klara jest bezpieczna?


Berlin, wrzesień / październik 2016
Dwudziestoczteroletnia Lisa wciąż odczuwa niepokój, mimo że stara się swoje lęki załagodzić u psychoterapeuty. Dwa miesiące temu w niewyjaśnionych okolicznościach został porwana, gdy wracała do Niemiec z Polski. Nie pamięta jak to się stało, nie wie co ktoś mógł jej zrobić... Rodzina poszukiwała jej przez kilka dni. To nie był ani gwałt ani rabunek! Więc co?? Lisa szuka wsparcia u brata - Alexa, gdyż ma wrażenie, że kiedy nie ma jej w mieszkaniu ktoś się po nim kręci... A przecież wymieniła zamki! Czyżby porywacz chciał dokończyć 'robotę' i ją zabić? I jeszcze te głuche telefony?!


Naprzemiennie towarzyszymy w codzienności Klarze i Lisie, próbujemy przetrwać trudne chwile, przebrnąć przez mgłę zasnuwającą pamięć bohaterek i odzyskać wspomnienia. Życie Klary obejmuje okres miesiąca, zaś u Lisy czas biegnie szybciej i poznajemy kilka miesięcy jej życia. Niespodziewanie w fabule pojawia się trzeci element - oznaczona kursywą perspektywa porywacza, który ma przed sobą ofiarę... Czy to przeszłość i poznajemy losy poznanych dotąd dziewcząt czy może trzecia porwana?


Bardzo długo czytelnik pozostaje w nieświadomości, kim jest trzecia porwana, porywacz i co działo się z dwiema głównymi bohaterkami. Powoli zbierałam drobiazgi, które miały mi pomóc dotrzeć do prawdy... Co je łączyło? Dlaczego to właśnie one zostały 'wybrane'? Tylko na to jedno powiązanie musiałam czekać niemal do dwieście pięćdziesiątej strony. A o co chodziło w całej historii? Choć miałam wiele pomysłów, tropów i przypuszczeń, wszystkie legły w chwili, gdy autorka odkryła wszystkie karty! No po prostu 'czapki z głów'!

Magda Stachula doskonale oddała strach porwanych przed powrotem do normalnego życia, ich poczucie poniżenia, lęk przed wyjściem z domu, nienawiść w stosunku do porywacza a zwłaszcza jeśli chodzi o niewiedzę co się nimi działo w czasie, który umknął ich pamięci. Bohaterki żyły w ogromnym napięciu, miały wręcz paranoiczne podejrzenia skierowane w stosunku do wielu osób,  nikt nie potrafił im pomóc, zaś Klara w obawie przed gniewem ojca, nie poszła nawet na policję.

By stworzyć fantastyczny thriller, wcale nie ma konieczności rozwlekania historii na pięćset stron... Stachula ma przepis na to, jak na trzystu czterech stronach zdążyć czytelnika zadziwić, zaniepokoić, pokazać mu gdzie czyha zło i jakie ma sposoby na dotarcie do naiwnego człowieka. Myślę, że wiele osób po tej lekturze otworzy oczy na pewne zjawiska, częściej przyjrzy się ludziom z własnego otoczenia lub tym, którzy się w nim pojawią.


Podsumowując - "W pułapce" to świetny thriller psychologiczny w wykonaniu Magdy Stachuli. Polska mistrzyni tego gatunku, potrafi doskonale stopniować napięcie, wprowadzać stan poczucia zagrożenia, niepewności oraz bezsilności. Uwielbiam jej sposób prowadzenia fabuły, do której dodaje nowe elementy w taki sposób, że wcale nie ułatwiają rozwikłania zagadki. Jej finał godny jest efektu 'wow', który zawsze odczuwałam podczas lektury kryminałów Agathy Christie.
Polecam, choć niekoniecznie przed snem.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC 2019, 52 książki


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...