Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 listopada 2022

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Gdzie moje love story"

 
 
 
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Słowne
Data wydania: 12 października 2022
Liczba stron: 288
 
 
[materiał reklamowy] barter Tania Książka
 
 
 
 
 
 
Książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej czytam tak naprawdę "w ciemno". Bez opisu, bez poleceń innych. Nie potrzebuję ich. Wiem, że każdy tytuł po który sięgnę spełni moje oczekiwania. Będzie kryminalnie, mafijnie lub w wydaniu lekkiego obyczajowego klimatu. W zależności od tego, na co mam ochotę.
 
 
ON
Pod pseudonimem Miron Moro kryje się mający trzydzieści pięć lat gwiazdor kina, przez wielu uważany za aroganta. Chciałby wreszcie żyć szczęśliwie i normalnie, jednak ciąży mu prawda o sobie i trauma z przeszłości.  Na planie filmowym dał się poznać jako zmanierowany człowiek, któremu lepiej nie wchodzić w drogę. Ale wtedy w jego przyczepie pojawiła się...

ONA
Nina Brzeska, dwudziestosześcioletnia charakteryzatorka, której praca jest bardzo ceniona w środowisku. Po tym jak przyłapała swojego faceta na zdradzie, zmieniła również pracę a Miron Moro jest jej najnowszym zleceniem. 
Już pierwszego dnia w pracy zrobiła coś, co mu się nie spodobało... Ale serce nie sługa i między nimi zaczyna iskrzyć... Czy dostaną szansę, by być razem? Czy spełni się jej marzenie o love story z happy endem?


Utarczki słowne i ciągłe spieranie się Niny z Mironem nadają niezwykłej lekkości w wątku z uwagi na fakt, iż oboje ukrywają przed sobą trudną przeszłość. Ciążące im tajemnice stoją na przeszkodzie uczuciu, które pojawia się wbrew nim. Wbrew ich umysłom. Sekrety trzymane głęboko w sercach nie są dla nich łatwe, trudno jest im się otworzyć na drugą osobę, zaufać i spojrzeć w przyszłość a nie tylko przeszłość. Ale niestety, ma ona zbyt duży wpływ na teraźniejszość...

Nie udało mi się odkryć co skrywa przed Niną i światem Miron. Przyznaję, że rozwiązanie zagadki mnie zaskoczyło. To dość ciekawy pomysł na sekret. Nie byłaby to dobra historia, gdyby nie znalazły się w niej momenty powodujące, że krew szybciej krążyła, bo nie każda sprawa przebiegała przecież bezproblemowo. Jak w życiu, zawsze coś musi się skomplikować i stanąć na drodze do szczęścia.

Lingas-Łoniewska potrafi z nutką tajemnicy, odrobiną romantyzmu i szczyptą ludzkich dramatów. Pięknie i niebanalnie opisała to, że człowiek dąży do odnalezienia miłości, pragnie być szczęśliwy. Jak potoczyła się historia miłosna bohaterów? A jak toczy się Twoja?

Tu paparazzi, tam czyjaś śmierć, pudelek, człowiek pragnący zemsty, pierwsza miłość, świat filmu - to najbardziej skrótowe zachęcenie Was do lektury tej książki. Idealna na wieczorne odprężenie! Polecam
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki 





 
 

środa, 9 lutego 2022

Agnieszka Krawczyk "Sklep z tysiącem cudów" - recenzja premierowa

 
 
 
 
Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 9 lutego 2022
Liczba stron: 384
 
 
 
 
 
 
 
 
No to mnie Agnieszka Krawczyk zaskoczyła...
Kraków owszem, nic nowego, bo autorka lubi umieszczać fabułę swoich powieści w rodzinnym mieście, ale cała reszta... To zupełnie inne oblicze Krawczyk!
 
Mecenasi Juliusz Kulik i Stefan Dolęgowski to wspólnicy, w życiu osobistym samotnicy. Choć nie, przepraszam, starszy z nich - Stefan - ma przecież przeuroczego jamnika Kaprysa. 
Prawnicy różnią się jak ogień i woda. Juliusz jest skuteczny i bezwzględny, przystojny, ale antypatyczny, irytujący, chętnie działa i pomaga, ale nie zawsze dobrze przemyśli strategię i przypadkowo urazi drugą osobę. Stefan natomiast to chodzące dobro; jest przenikliwy, rozmowny, chętnie wysłucha i wesprze. 

Po śmierci ojca Juliusz pragnie sprzedać mieszkanie, ma jednak problem z uporządkowaniem pozostałych w nim dokumentów i przedmiotów. Przeglądając te pierwsze znajduje informacje, które pozwalają mu przypuszczać, że jest dzieckiem adoptowanym! Czy to jest wyjaśnienie faktu, że kiedy był w szkole średniej matka wyjechała zostawiając go z ojcem?
To właśnie tamto wydarzenie jest przyczyną decyzji mecenasa, że nie chce zachować żadnych pamiątek po rodzicach, zwłaszcza matce. Stefan radzi mu, by oddał je do sklepu charytatywnego, który je sprzeda i za uzyskane środki pomoże potrzebującym. 

W sklepiku, który zostanie nazwany 'Same cuda' Juliusz pozna Elizę Zaniecką, aktorkę, choć on tego nie wie, bowiem nie ogląda telewizji. Ich znajomość nie zacznie się zbyt pozytywnie, z powodu pewnej grafiki. Kłótnia będzie jeszcze długo rzutowała na ich relacje, choć będą starali się je ocieplić, ale trudno jest to zrobić bez szczerej rozmowy. Dzięki temu, że mamy możliwość wniknięcia w ich myśli wiemy, że oboje by chcieli, ale nie "mogą" narzucać się drugiej osobie. No i do tego traumy z przeszłości... Trudne relacje z matkami, niewyjaśnione wątki z dawnych lat - wszystko to staje przeciwko nim. Czy jest nadzieja na dobre fluidy między nimi?
 
 
Opowieść kręci się wokół Juliusza, Stefana oraz Elizy, choć i osobom z drugiego planu nie można odmówić wprowadzania ciekawostek. Była konduktorka Lidia, Kacper, Janina, były mąż Elizy - Igor i jego nowa narzeczona Kalina, matki Elizy i Juliusza - każdy wprowadził do tej książki kawałek siebie. Niektóre postacie świetne pomysły i przebojowość, inne żenujące zachowanie a jeszcze inne tajemnice, które powoli się wyjaśniają, jeśli stworzy się im odpowiednie warunki. 

Autorka pokazała nam zakulisowe prace na planie znanego serialu, w którym wiele ma się zmienić w nowym sezonie i nie wszyscy są w stanie pogodzić się z tym w sposób cywilizowany. Chwilami zachowanie Kaliny było nawet zabawne. 
Ciekawym wątkiem okazał się sklepik 'Same cuda', który ważną rolę odgrywa do samego końca tej historii. Jest dowodem na to, że gromadzenie przedmiotów chroni nas przed samotnością, bowiem w każdej rzeczy drzemią duchy przodków i nasze wspomnienia o nich.

Agnieszka Krawczyk, tak jak pisałam na początku, zaskoczyła mnie ogromnie fabułą. Byłam bowiem przyzwyczajona do tego, że na pierwszym planie znajdowały się zwykle kobiety a tutaj, proszę... nie dość że po męsku to jeszcze w liczbie mnogiej! To chyba zresztą jedna z przyczyn tego, że książkę czytało mi się ciężko. Męski punkt widzenia, wypowiedzi i myśli sprawiły, że powieść nie zauroczyła mnie tak, jak poprzednie tytuły autorki. Owszem, jest oryginalna, z wieloma intrygującymi i zaskakującymi wątkami, ale nie płynęłam podczas czytania jak to bywało do tej pory. Miałam wrażenie, że pewne kwestie są powtarzane, a niektóre fragmenty zbyteczne.


Podsumowując - "Sklep z tysiącem cudów" to historia o życiu, jego cieniach i blaskach, o kłamstwach z przeszłości, które wywierają znaczący wpływ na teraźniejsze decyzje. Opowieść o zatajonej prawdzie, toksycznych relacjach, kategorycznym postrzeganiu decyzji rodziców, zawiedzionych nadziejach i poszukiwaniu siebie. Książka zwracająca naszą uwagę na to, co ważne; na nowe wybory, skrywane marzenia czy wybaczenie. Może wtedy uda się znaleźć miłość i szczęście...?  Polecam Waszej uwadze
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (K), 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  



sobota, 22 stycznia 2022

Katarzyna Michalak "Panna z Bajki"


 
 
 
 
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak Jednym Słowem
Data wydania: 29 września 2021
Liczba stron: 320
 
 
 
 
 
 
Katarzyna Michalak - pisarka, którą pokochało wiele Polek, choć licznym gronem byli też hejterzy. Jej książki sprzedawały się jak świeże bułeczki a tu nagle autorka zniknęła... Przez dłuższy czas nie pojawiła się nowa książka. Zresztą i ja nic michalakowego nie czytałam...  Czy "Panna z Bajki" to ciekawa historia?



Autorka zaczęła od przerwanego ślubu, gdy w drzwiach kościoła stanął przystojniak i obwieścił, że zna powody, dla których małżeństwo nie może być zawarte... Byłam bardzo ciekawa co będzie dalej, co się wydarzy, po czym okazało się, że... "cięcie"! Bo to tylko kolejny odcinek serialu...
 
Nagłe wejście Olgierda zepsuło scenariusz i spowodowało całą lawinę wydarzeń w życiu wielu osób. Scenarzysta odszedł, asystentka reżysera - Magda - choć ma dzień wolny, ma znaleźć "na wczoraj" nowego scenarzystę i tylko sam Igor Orłow, reżyser, jest z tej sytuacji zadowolony. Dlaczego? Tego nie zdradzę, zwłaszcza, że nie w każdym względzie będzie mu do śmiechu, bowiem zostanie wkręcony w randkę w ciemno!

Hania Ruczaj uciekła z Warszawy do domku letniskowego ojca, który wyremontowała i nazwała Bajką. To właśnie tam pisze scenariusze, które potem czyta wraz z przyjaciółkami Magdą i Lenką.
To właśnie tam leczy złamane serce i próbuje zrozumieć to, co wydarzyło się dwa lata wcześniej.
To właśnie tam, tęskni za utraconymi marzeniami zostania primabaleriną.
 
Bardzo przeszkadza jej samotność, więc przyjaciółki rejestrują ją na portalu randkowym i próbują znaleźć idealnego kandydata. I tutaj mogę uprzedzić Wasze pytanie - nie, nie umówi się z reżyserem, kombinujcie dalej :)
Drugie marzenie Hani też ma szansę się ziścić dzięki przyjaciółkom, czyli realizacja scenariusza filmowego...
 
 
"Panna z Bajki" to taka trochę bajka. Są piękne bohaterki, myślący tylko o sprawach cielesnych mężczyźni, są marzenia, niespełnione miłości, jedni ranią drugich a drudzy kolejnych. Są zdrady, jest utrata bliskiej osoby, matka zostawiająca swoje dziecko, kłamstwa, nieporozumienia a na koniec trochę happy endów. 
 
Co może się wydarzyć kiedy w jednej książce spotka się dwóch reżyserów, scenarzystka, księgowy, zwariowane przyjaciółki, aktor prosto z Ameryki oraz ktoś z przeszłości, kto ponownie zamiesza w życiu i sercu jednej z postaci? Jaka jest prawda o wydarzeniach sprzed dwóch lat? Co się wtedy stało i dlaczego? Czy warto dać drugą szansę?

Powieść jest pomieszaniem romantycznej strony autorki z nutką sensacyjną, bowiem tragedii i demonów przeszłości a co za tym idzie lejących się łez nie brakuje. W każdym razie dzieje się, choć chwilami przeskakiwanie w czasie dwa dni wcześniej czy później nieco mnie zagubiło.
 
Autorka pokazała czytelnikom jak łatwo jest zniszczyć czyjeś życie. Odejściem, kłamstwem, brakiem zaufania. Opisując zaś świat filmu dała do zrozumienia, że to nie tylko obrazy jakie możemy obejrzeć na szklanym ekranie, ale aktorzy, scenarzyści, wizażyści i całe rzesze ludzi, którzy go tworzą. Z krwi i kości, ze swoimi pragnieniami i stresem, który trzeba jakoś rozładować... Czy każdy zdradza na planie filmowym, choćby nie wiem jak kochał? Czy drugie połówki będą to w stanie zaakceptować?
 
 
Podsumowując - "Panna z Bajki" to lekka, odrobinę romantyczna historia o spełnianiu marzeń i miłości, która czeka gdzieś obok, trzeba tylko wyciągnąć dłoń. Tylko czy wymarzonego księcia tak łatwo złapać za rękę? Jest to opowieść pozornie banalna, ale niesie ładunek emocji, które chwilami wywołują uśmiech, chwilami zaciskanie pięści ze złości a czasem też łzę wzruszenia. Jest ból odrzucenia, rozstania i powroty - czasem świat rozbłyska milionem barw a czasem ochlapie błotem... Na pocieszenie jest humor Magdy i jej marzenie, by mieć świnkę morską! Polecam na odprężenie w weekend
 
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 


 

wtorek, 30 czerwca 2020

Kasia Magiera "Echo milczenia"





Autor: Kasia Magiera
Wydawnictwo: Melanż
Data wydania: 2018
Liczba stron: 416




Kiedy sięgam po debiut, nie nastawiam się na fajerwerki, podchodzę z pewną ostrożnością do pierwszej książki autora, zwłaszcza gdy jest to kryminał i jeszcze z seryjnym mordercą. Czy fabuła będzie dobrze skonstruowana? Czy postacie będą wyraziste a zakończenie zaskoczy?
Tym razem byłam nieco spokojniejsza, bo znam późniejsze powieści Kasi Magiery, która w debiucie wykazała się jako filmoznawca. A zaskoczyła mnie już w pierwszym rozdziale... Ale po kolei.

20.04.2015, poniedziałek
W dolnośląskim Lubomierzu, miasteczku spokojnym i bez ekstremalnych przestępstw, na ławce przed ratuszem zostaje znalezione ciało młodej kobiety. To trzydziestotrzyletnia lokalna działaczka Marta Rychlińska-Król, którą ktoś pozbawił krwi, pozostawiając zdjęcie oraz rysując na ręce niezapominajkę. Zdjęcie z czerwonym krzyżykiem na jej postaci pochodzi z czasów liceum, kiedy Marta przyjaźniła się z Katarzyną, Wandą oraz Beatą, choć z perspektywy innych to była bardziej dyktatura.

Marta była od zawsze i przez wszystkich uznawana za opryskliwą, wyniosłą, pustą, próżną, zadufaną, grubiańska, manipulowała innymi i z nikim się nie liczyła. Znalazłoby się wiele osób, które miały jej dość i byłyby zdolne do zbrodni. Jednak na miejscu policja nie znalazła żadnych śladów - ani biologicznych, ani nawet odcisków palców. Stróżom prawa ciężko jest wyciągać wnioski i snuć hipotezy, gdy nie mają dowodów.

Lubomierska policja otrzymała wsparcie z Jeleniej Góry, przybyła nawet sama prokurator. Lokalna gazeta na bieżąco informuje mieszkańców o każdym kroku policji oraz przestrzega przed mordercą, prosi by na siebie uważać. Trudno jest stwierdzić czy śmierć Marty jest związana z przeszłością, na co wskazywałoby zdjęcie, czy też może z obecnym życiem pełnym tajemnic. Jednak kiedy w ciągu kilku kolejnych dni giną przyjaciółki denatki ze wspólnego zdjęcia, sprawa staje się poważna. Wyczuwalna jest tajemnica, którą skrywają te, które wciąż żyją, ale wyraźnie nie chcą jej wyjawić, nawet za cenę własnego życia. Dlaczego? Co takiego ukrywają? I kto je morduje? Czy uda się to ustalić, skoro to zbrodnia doskonała, bowiem nie pozostają po niej żadne ślady?


Teraz wyjaśnię Wam dlaczego autorka zaskoczyła mnie w pierwszym rozdziale - otóż właśnie z niego czytelnik dowiaduje się co wydarzyło się w klasie maturalnej, do której chodziła Marta, Kasia, Wanda, Beata oraz Róża i Sabina. Przez kolejne strony zastanawiałam się, dlaczego Magiera tak mocno zepsuła czytelnikom radość z czytania. Nic bardziej mylnego! Naszym zadaniem jest bowiem odgadnąć kto zabija, to nic że znamy motyw, że znamy winnego, że znamy prawdę o wydarzeniach sprzed piętnastu lat. Tak wiele tajemnic, niespodzianek i wydarzeń przed nami, że tak naprawdę ta wiedza z początku debiutu, wcale nie odbiera przyjemności. Zresztą dzięki posiadanym informacjom, łatwiej nam skupić się na tym, co nas czeka oraz obserwować pracę policji dochodzącą do prawdy.

Bardzo zdziwił mnie wachlarz bohaterów, a raczej bohaterek. Autorka bardzo przewrotnie obsadziła w najważniejszych rolach właśnie kobiety - każde stanowisko w policyjnej maszynie zajmują ONE - prokurator, komisarz, komendant, psycholog, patolog, technicy śledczy, podkomisarz. Jeśli chodzi o mieszkańców miasteczka prym również wiodą kobiety, mężczyzn jest dosłownie kilku i to mocno wyjątkowi. Zabieg z umieszczeniem kobiet na raczej męskich stanowiskach sprawia, że podnosi się żeńska samoocena. Polubiłam zwłaszcza postać podkomisarz Agnieszki Birkut, która jest policjantką w trzecim pokoleniu (po mamie i babci), przed którą los postawił bardzo trudne decyzje, zakpił zaś z życia komisarz Izabeli Deroń, policjantki z Jeleniej Góry, która doświadczyła niewyobrażalnej straty.

Magiera jako filmoznawca, pokazała w powieści swoją wiedzę odwołując się do licznych filmów i ich bohaterów. Chwilami narzekałam nawet, że jest tego za dużo, że przeszkadzają mi zwłaszcza wtrącenia o tych produkcjach, których nie znam. Po zakończeniu lektury bardziej pojęłam sens tego filmowego świata, ale i tak uważam, że lepszy odbiór - bez uszczerbku dla fabuły - byłby z mniejszą liczbą odwołań.

Na koniec muszę koniecznie podzielić się z Wami moimi odczuciami z zakończenia. Oczywiście tak, żeby niczego nie zdradzić. Tak naprawdę to dla mnie są tutaj trzy finały. Pierwszym jest ujawnienie osoby prawdziwego mordercy - dość zaskakująco, ale szczerze mówiąc najbardziej podejrzewałam właśnie tę osobę. Drugie mini zakończenie to ostatnia rozmowa między komisarz Deroń a prokurator Szacką, szkoda, że tylko na słowach się skończyło... No i jeszcze totalny finał, ten z epilogu - kilka ostatnich wersów sprawiło, że zabrakło mi powietrza... Tego się nie spodziewałam!


Podsumowując - "Echo milczenia" to bardzo ciekawie poprowadzony, pełny zwrotów akcji, niespodzianek kryminał, w którym nie brakuje również zmowy milczenia czy intrygującego finału. Doskonały debiut, z jedynie niewielkimi zastrzeżeniami, zapadnie mi na długo w pamięci. Kreacja ciekawych bohaterów, napięcie, szok, zdrady, aborcje, adopcje, autyzm, tajemnice aż po grób czy poczucie porażki - to wszystko sprawia, że nie można oderwać się od książki. A kiedy dorzucić do tego zestawu jeszcze złe czy niemoralne wybory, kary od losu, zniszczone marzenia i wielkiego bohatera, czyli geniusza zbrodni otrzymujemy wyborną lekturę. Polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się 3, oFLAGowani, 52 książki




Za książkę dziękuję


czwartek, 25 października 2018

Agnieszka Walczak-Chojecka "Królowa Gwiazd"






Autor: Agnieszka Walczak-Chojecka
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 17 października 2018
Liczba stron: 344











Przeczytałam sześć dotychczas wydanych, przede mną leży siódma powieść Agnieszki Walczak-Chojeckiej - "Królowa Gwiazd". A w mym sercu pojawia się pytanie - czy to historia, dla której warto poświęcić cenny współcześnie czas? Czy filmowy blichtr, maltańskie słońce i kapryśne aktoreczki pozwolą mi na przyjemne spędzenie popołudnia?

Cztery młode kobiety, które już w czasach studenckich były nierozłączne. Ukończyły Akademię Teatralną i nazywają siebie Drużyną Gwiazd. Pomimo życiowych trudności starają się kroczyć ścieżkami aktorskiej kariery i spełniać marzenia, choć bywa ciężko... Malwina mieszka sama w kawalerce, niezmiernie ważny jest dla niej ojciec (matka zmarła wcześnie) a mroczne dni zabarwione są bólem spowodowanym tajemniczymi dolegliwościami zdrowotnymi; ma niewielką rólkę w serialu. Mirosława (zwana przez wszystkich Miśką) ma nadopiekuńczą matkę, ogromnego pecha i potrafi zrobić wiele, by otrzymać to, o czym marzy Wie, jak to jest otrzymać propozycję roli za seks. Klaudia uwielbia nurkować i wspinać się po skałkach, prowadzi zajęcia dla dzieci; ma męski typ urody. Dominika nie pracuje, ponieważ opiekuje się bratem męża z autyzmem. Pragnie grać, ale zazdrosny mąż zabronił jej robić karierę.

Każda z innym typem urody, inaczej podchodząca do życia, inaczej korzystająca z jego uroków. Z głową przepełnioną marzeniami o upragnionej roli... Dlatego wpadają na pomysł, by udać się na festiwal filmowy na Malcie, by spotkać jakiegoś znanego, ale rozluźnionego reżysera i załatwić sobie rolę. Plan, owszem udaje się. Po wielu trudnościach lecą na wyspę, spotykają Zorana Mrvicia, serbskiego reżysera, który zbiera ekipę do nowej produkcji... tylko ich jest cztery a obsada nie wymaga aż tylu polskich aktorek? Czy przyjaźń przetrwa taką próbę? Która zostanie Królową Gwiazd?

Jedna rola
     cztery aktorki
          nieczysta walka
               i zaskakująca gra reżysera
                    Jak zakończy się ta historia?

Cztery główne bohaterki cieszą się na Malcie słońcem, towarzystwem i urokami wyspy, ale po cichu, w sercu i głowie każda z nich toczy swoją bitwę, ze swoimi demonami. Każda musi swe problemy rozwiązać sama... Ale może znajdzie się pokrewna dusza, która wyciągnie pomocną dłoń?

Przyznam szczerze, że to powieść zupełnie odmienna od dotychczasowych autorki. Może sprawiła to atmosfera i historia Malty? A może mnogość ciekawych i barwnych postaci, które zostały należycie scharakteryzowane? A kiedy Walczak-Chojecka dodała jeszcze szczyptę skandali z filmowego świata, odrobinę tajemniczych chorób i garść ambicji, dreszczyk emocji, trochę niebezpieczeństwa wyszła z tego opowieść, po którą warto sięgnąć. Na deser też warto czekać - i nie mam tutaj na myśli samego finału, ale informacje dotyczące zakonów rycerskich. Całokształt bardzo dla mnie na plus - Agnieszka Walczak-Chojecka oderwała się od dotychczasowego stylu i klimatu a próbując czegoś nowego sprawiła, że dojrzałam jej inne oblicze. Bardzo mi się podobała ta powieść.


"Ludzie lubią patrzeć, jak innym coś się nie udaje. (...) Wtedy własne porażki mniej bolą." *


Podsumowanie - "Królowa Gwiazd" to usytuowana w przepięknej maltańskiej scenerii opowieść o szukaniu szans, ucieczce od problemów, zdradach, nieplanowanych ciążach, odmienności seksualnej, samotności i rywalizacji. Spotkamy się z odcieniami zazdrości, miłości; odwieczną walką dobra ze złem oraz tajemnicami. Nie zabrakło konkretnych zabytków Malty oraz ulotnych sygnałów z zaświatów. Niezwykle intrygująca i zaskakująca powieść o świecie show biznesu, którą gorąco Wam polecam.




* A. Walczak-Chojecka, "Królowa Gwiazd", Edipresse Książki, Warszawa 2018, s. 328



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


poniedziałek, 20 lutego 2017

Agata Przybyłek "Kobiety wzdychają częściej"




Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: Czwarta strona
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 404
Seria: Takie rzeczy tylko z mężem tom 2



Pierwszego tomu nie czytałam, ale nie odczułam braku wiedzy podczas lektury tej powieści





Kto mnie zna ten wie, że jestem blondynką. Kiedy wybierałam do recenzji niniejszy tytuł wykazałam się ogromną przynależnością do tegoż "gatunku", bowiem dopiero biorąc książkę do ręki odkryłam, że... to drugi tom serii! A naprawdę rzadko mi się to zdarza. Ale nie należy się tym zrażać - pomyślałam i zabrałam się za lekturę, która miała być wyśmienitym lekiem na chandrę.

Zuza leżała na asfalcie i tak do końca nie była pewna czy żyje. W głowie kołatała jej myśl, że została przejechana przez żądną zemsty sklepową (Ale dlaczego ktoś chciałby zabijać nauczycielkę?). Pamiętała pisk, huk, klakson i nic więcej...  Ale jeśli ta baba jej nie zabiła, to ona to zrobi! Ot, co. Na szczęście życie Zuzki uratował bohatersko Teodor i teraz oboje leżą w szpitalu - poobijani, połamani i z niewyjaśnionymi sprawami z przeszłości. Bowiem byli kiedyś razem, byli parą i to nawet zaręczoną, ale Teodor zostawił Zuzannę z pierścionkiem zaręczynowym i zniknął z jej życia bez słowa. A teraz ratuje jej życie.... no komedia! Żeby tego było mało wdzięczny za uratowanie żony Ludwik przywozi go do ich domu, bo przecież sam sobie chłop nie poradzi w tym stanie. Tyle, że mąż nie wie kim Teodor był kiedyś dla Zuzanny.

No dobrze, myślicie teraz że jest ciekawie? Pod jednym dachem mieszka Zuzanna z mężem, czteroletnim synkiem Marcelem i byłym narzeczonym. Niezły cyrk, prawda? Ale to nie wszystko! Już zanim zamieszkał tu Teodor dom był pełen ludzi - jeden z pokoi zajmuje siostrzenica Ludwika - Kasia, bowiem jej matka nie bierze jej pod uwagę w swych życiowych planach a od kilku tygodni kolejny pokój zajmuje Marek - przystojny i pociągający wuefista. Jego obecność nie pozostaje obojętna Zuzie, która potrzebuje czułości, przytulania i szeptania czułych słówek a niestety mąż jej tego nie daje. Czuje się przez niego zaniedbywana, bo Ludwik woli nocne szukanie skarbów na starych lotniskach niż bliskość czy ciarki z niej wynikające. Jak będą się układały relacje bohaterki z trójką mężczyzn pod swoim dachem? Mąż to wprawdzie mąż, ale relacje się ochłodziły a tuż obok czeka były narzeczony rozumiejący ją bez słów oraz uwodzicielski wuefista... Tak więc marzenie biegną ku komuś innemu niż Ludwik... Czy Zuza podejmie decyzję kto da jej prawdziwe szczęście? Wszak wybór jest ogromny... Tylko czy warto sięgać po zakazany owoc?

Jakby tego było mało do Jaszczurek przybywa ekipa telewizyjna, która ma nakręcić film o wypadku Zuzanny. Niby to tylko trzy osoby, ale zamieszanie takie jakby nagrywali wielki filmowy hit! Wyniknie z tego wiele ciekawych (zależy jak dla kogo) sytuacji, bowiem to dość nietypowa ekipa, zwłaszcza osoba reżysera nie pozwala się nudzić. Trudno nadążyć za jego wizjami filmowymi i życiowymi.

W powieści nie brakuje ciekawych postaci. Pikanterii co rusz dorzuca matka Zuzy, która jeśli nie ubolewa nad faktem, że jej córka umiera to... sama szykuje się na tamten świat. Czy to wynik spadków cukru? A może zwyczajnie starsza pani się nudzi i brakuje jej rozrywki? Bo któż to widział, by życzyć sobie ekologiczną urnę na prochy z nasionkiem, by wyrosło potem z tego drzewo?
Jest też sąsiad - pan Kazio, który chce robić karierę w wielkim świecie i szuka pomocy u Zuzki. Na kartach książki "spotkałam" też swoją... teściową! Ot, przypadek wprawdzie, ale została wymieniona z imienia i nazwiska :) Dorzucając do tego głębokie przemyślenia miśkowatego kamerzysty i bardzo oryginalne śniadanie przyniesione do łóżka przez psa mamy istny róg obfitości zdarzeń niezwykłych. A to przecież jeszcze nie wszyscy...

Powieść, która bawi, śmieszy i rozkłada na łopatki. Choć prawda jest taka, że nie czytałam jej całkowicie poważnie. Myślę, że zachowanie bohaterki w stosunku do mężczyzn w domu, gdzie znajduje się jej kilkuletni synek nie do końca jest dobrym wzorcem. Z jednej strony stara się pomagać innym, rozwiązywać problemy rodziny i przyjaciół, ale nie radzi sobie z własnymi. Nie potrafi wyplątać się z sytuacji, w której sama nie wie czy czuje się dobrze. Z jednej strony chwile uniesienia się cudowne, ale zaraz potem przychodzi refleksja i poczucie winy.

Owszem, przygody Zuzki są zabawne i powodują nie tylko uśmiech czy chichotanie, ale i trzymanie kciuków. Podczas czytania nie sposób nie reagować na komizm sytuacyjny czy cudowne dialogi. Pomysłowość bohaterów przekracza wszelkie granice i dlatego nawet niespieszna akcja jest tutaj mniej ważna. Bo czasami inne atuty książki są istotniejsze niż wydarzenia następujące tuż po sobie jak lawiny górskie. Tutaj niewiele się dzieje, ale samo zachowanie i rozmowy bohaterów wynagradzają te braki.

Niewątpliwymi plusami powieści są lekkość, dbałość o dobry nastrój czytelnika i brak zbędnych opisów. Książkę czyta się przyjemnie, radośnie i z nadzieją, że każdy problem można rozwiązać. Autorka pokazała, że życie nauczycielki podczas wakacji wcale nie wieje nudą a nawet mając złamaną rękę można prowadzić dom pełen ludzi, wychowywać dziecko, zajmować się wciąż umierającą matką, siostrą i jej trójką dzieci a także ekipą filmową.

"Kobiety wzdychają częściej" da również odpowiedź na pytanie czy warto ratować swoje walące się małżeństwo czy może raczej w krytycznym momencie należy rzucić się ramiona kogoś innego. Choć to oczywiście nie jest recepta na każdy związek...

Czy sięgnę po tom pierwszy tej serii nie wiem, ale na pewno będę oczekiwać na tom trzeci, bowiem zakończenie powieści wbiło mnie w fotel i sprawiło, że poziom mojego zaintrygowania wzniósł się na bardzo niebezpieczną wysokość zapalając czerwoną lampkę. Zresztą widać, że autorka zaskoczyła nawet swoją bohaterkę :)






Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Panu Piotrowi


wtorek, 29 lipca 2014

Jennifer E. Smith "Tak wygląda szczęście"



Tytuł oryginalny: This is What Happy Looks Like
Tłumaczenie: Beata Hrycak
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: styczeń 2014
Liczba stron: 400












Jeszcze kiedy chodziłam do liceum, pisanie papierowych listów było bardzo popularne. Pamiętam, że wymieniałam je ze znajomymi, tymi starymi i nowo poznanymi, a przede wszystkim z przyjaciółką z podstawówki. Internetowe kontakty nie były wtedy tak rozpowszechnione jak teraz. Z uwagi na profil matematyczno-informatyczny przez całe liceum miałam kontakt z komputerem, ale korzystaliśmy wtedy z "irca" a nie maili, gg czy Skype'a. Wyobrażacie sobie obecny świat bez błądzących po sieci wiadomości?

To właśnie za sprawą pewnego maila, w którego adres wkradł się błąd literowy, dwoje ludzi rozpoczyna imponującą wymianę poglądów życiowych. Książka rozpoczyna się prologiem, w którym mamy okazję poznać treść maili z 7 marca. Od samego początku dostrzegalna jest nić porozumienia między rozmówcami okraszona sporą dawką humoru. A wszystko za sprawą Wilbura (który nie jest psem), który z powodu obsuwy w pracy właściciela, musi zostać wieczorem wyprowadzony. Mail trafia nie do właściwego adresata i tak oto rozpoczyna się historia znajomości dwojga młodych ludzi mieszkających na różnych krańcach Stanów Zjednoczonych. Gdy nie widzimy drugiej osoby przed sobą jest nam łatwiej wyjawić swoje marzenia, poglądy, nadzieje. Nawet żarty udają się nam się lepsze. I tak też było i tutaj. Oboje czekali na nową wiadomość w skrzynce i oboje czuli się szczęśliwi. Jednak co stanie się kiedy ich tajemnice wyjdą na jaw?

Ona - nastoletnia dziewczyna mieszkająca wraz z matką w małej miejscowości Henley w stanie Maine. Uciekły tutaj przed przeszłością związaną z ojcem dziewczyny. Żyją skromnie, ale szczęśliwie. Największym marzeniem Ellie jest wyjazd na wakacyjny kurs poezji zorganizowany na Uniwersytecie w Harvardzie, jednak kwotą jaką trzeba zapłacić jest dla dziewczyny wręcz astronomiczna. Spokój mieszkańców miasteczka ma zostać zburzony w czerwcu, kiedy to piękne plaże przeżyją najazd turystów. Dodatkową atrakcją ma być pojawienie się ekipy filmowej, która z tajemniczych powodów wybrała akurat Henley na plan najnowszego hollywoodzkiego hitu. Dwie filmowe gwiazdy Olivia Brooks oraz Graham Larkin ściągną zapewne kolejne tłumy wielbicieli. A Ellie tak bardzo nie lubi tłumów...

On - siedemnastolatek mieszkający w Kalifornii, którego kariera nabrała rozpędu i nawet kosztem spotkań z rodzicami, musi podporządkować się grafikowi i swojemu agentowi. By nie odczuwać samotności, kupił sobie zwierzątko - Wilbura. Kiedy tylko może skrywa się pod daszkiem swojej czapki i stara się żyć jak normalny nastolatek. Oprócz twarzy stara nie ujawniać również nazwiska, woli dać się poznać jako zwyczajny człowiek, z uczuciami, tęsknotami i marzeniami. Na ile ukrywanie swojej tożsamości okaże się być przydatne?

Kiedy - nieoczekiwanie dla Ellie - dojdzie do spotkania z posiadaczem Wilbura, rozpoczną się prawdziwe wakacje i niesamowite emocje. Czy młodzi będą potrafili ze sobą rozmawiać równie swobodnie jak poprzez Internet? Czy wyjdą na jaw długo skrywane sekrety? Jak na ich znajomość zareaguje najlepsza przyjaciółka Ellie - Quinn a jak matka dziewczyny? Czy uda jej się zebrać fundusze na wymarzony kurs poezji? O tym przeczytacie już w książce.

Muszę przyznać szczerze, że kiedy miałam rozpocząć lekturę "Tak wygląda szczęście", nie sądziłam że będzie to tak udana powieść. To chyba za sprawą faktu, że nie znałam do tej pory twórczości autorki. Jennifer E. Smith stworzyła bardzo wyrazistych bohaterów, świetną fabułę, która choć przewidywalna, była tak urozmaicona przygodami młodych ludzi, tajemnicami z przeszłości czy skandalami filmowego światka, że czytelnik nie ma czasu na rozmyślanie o pieleniu ogródka czy robieniu dżemu - musi po prostu czytać. Jak pędzony wydarzeniami z dobrego kryminału, gdyż ciekawy jest zakończenia. A nie jest ono takie przewidywalne, jak mogłoby się wydawać. Liczyłam na inne...

Dodatkowym atutem książki jest szansa poznania planu filmowego "od kuchni". Rekwizyty, kostiumy, nauka roli, powtarzanie ujęć czy czyhający ba gwiazdy reporterzy i dziennikarze - niby znamy to wszystko, ale dzięki powieści możemy poszerzyć wiedzę o wiele ciekawych szczegółów. Autorka sporo miejsca poświęciła również relacjom rodzinnym pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny Ellie, jak było w przeszłości a jak jest teraz. Jest też Graham Larkin i jego próba odbudowanie relacji z rodzicami.

"Tak wygląda szczęście" zadziwiło mnie zaklasyfikowaniem do literatury dla młodzieży. Długo myślałam czy fakt, iż bohaterowie są nastolatkami jest jedynym tego powodem i stwierdzam, że mam inny. A jest to mianowicie poszukiwanie czarnych księżyców, które niby są, ktoś o nich słyszał, ktoś czytał a tak naprawdę trudno je odnaleźć i skosztować. Jednak Graham podjął się tego zadania i ten właśnie wątek przywodzi mi na myśl opowieści typowo młodzieżowe z nutką detektywistyczną.

Przed każdym rozdziałem powieści znajdują się krótkie maile z korespondencji Ellie z tajemniczym G. Sporo miejsca poświęcają oni szczęściu i wymieniają kolejno co może nim być: poznawanie nowych ludzi, miłe niespodzianki, zmiana pór roku, odwiedzanie nowych miejsc, wschody słońca, wieczorne spacery, poezja czy burze z piorunami. A czym jest dla Ciebie szczęście?




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Z literą w tle, Czytam opasłe tomiska, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Marcie z Wydawnictwa Bukowy Las

środa, 26 marca 2014

Nicolas Barreau "Wieczorem w Paryżu"



Tytuł oryginału: Eines Abends in Paris
Tłumaczenie: Anna Wziątek
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 2014 
Liczba stron: 288











Paryż od wczesnych lat młodości uważałam za miasto miłości. Kojarzyło mi się ono z romantycznymi spacerami nad Sekwaną, pocałunkami na mostach w świetle reflektorów Wieży Eiffla i małymi filiżankami na okrągłych stolikach klimatycznych kawiarenek. W 2006 roku miałam okazję poczuć przez kilka dni ten paryski klimat osobiście. Było to stanowczo zbyt krótko, by zwiedzić wszystkie te miejsca o których wcześniej marzyłam, ale wystarczająco, by zakochać się w innym tempie życia i romantycznym mieście. Kiedy tylko pojawia się film czy książka dotycząca Paryża, nie potrafię odmówić sobie powrotu - choćby wirtualnego - do chwil spędzonych na szczycie Wieży Eiffla czy w Wersalu. A jeszcze gdy można mieć dwa w jednym, czyli książkę o filmie to już nie można się oprzeć.

Alain Bonnard jest właścicielem studyjnego kina w Paryżu, które odziedziczył po swoim wujku. Alain od najmłodszych lat spędzał w kinie mnóstwo czasu a wujek Bernard pokazywał chłopcu inny świat. Fascynacja kinem, bohaterami, aktorami oraz żartami filmowymi sprawiły, że chłopak wolał wydać swoje kieszonkowe na kolejne seanse niż spędzać czas z rówieśnikami. Wielkie marzenie Alaina o byciu reżyserem nie spełniło się, gdyż w wyniku nacisków ojca ukończył ekonomię a potem dostał świetnie płatną pracę w Lyonie. Jednak życie niejednokrotnie potrafi zaskoczyć i dzięki pewnej kobiecie, w której zakochał się ponad siedemdziesięcioletni wuj Bernard, Alain dostał szansę powrotu do świata o jakim marzył. Wujek bowiem chciał przeprowadzić się na Lazurowe Wybrzeże a kino Cinema Paradis mógł przekazać tylko komuś, kto zadba o interes jego życia.

W Cinema Paradis nie było popcornu, więc by przetrwać w walce z multipleksami Alain, w którym drzemała romantyczna dusza, wymyślił środowe późne seanse ze starymi filmami o miłości. Niespodziewanie seanse cieszą się sporą popularnością a nawet sprawiają, iż wśród widzów rodzi się uczucie... Nie tylko do kina... Od grudnia w Cinema Paradis zaczęła pojawiać się tajemnicza i piękna kobieta w czerwonym płaszczu. Jej karmelowe włosy, charakterystyczny płaszcz oraz miejsce zajmowane zawsze w siedemnastym rzędzie sprawiły, iż Alain zwrócił na kobietę szczególną uwagę. Gdy w końcu po wielu tygodniach, zdobył się na odwagę i zaprosił nieznajomą na kolację poczuł, że Melanie jest kimś szczególnym i może to właśnie na nią czekał tyle lat. Jednak historia zbyt szybko by się przecież skończyła, gdyby na drodze dwojga zafascynowanych sobą ludzi, nie pojawiły się przeszkody. Gdy bowiem para umawia się na kolejne spotkanie za tydzień, Melanie się na nim nie pojawia. Alain jest zdruzgotany tym faktem i rozpoczyna nieporadne śledztwo, mające na celu ustalenie miejsca pobytu kobiety, w której się zakochał. Jednak jak to uczynić nie znając nawet jej nazwiska ani numeru telefonu?

Sytuację bohatera komplikuje też niecodzienna sprawa prosto z Hollywood. W drzwiach Cinema Paradis pojawiają się bowiem znany na całym świecie reżyser Allan Wood wraz z piękną aktorką Solene Avril. Przedstawiają zadziwionemu Alainowi swój pomysł: reżyser chce w jego kinie nakręcić swój najnowszy film "Czułe wspomnienia o Paryżu". A dlaczego akurat Cinema Paradis? Wybór tego akurat kina nie jest przypadkowy, bowiem Solene pochodzi z Paryża i to właśnie tutaj przychodziła na liczne seanse w dzieciństwie. Ogromne zamieszanie spowodowane kręceniem filmu sprawia, że w maleńkim kinie zaczyna brakować miejsc podczas seansów. Popularność jaką zdobyło Cinema Paradis nie pozwala jednak zapomnieć Alainowi o dopiero co poznanej i tak szybko utraconej kobiecie. Melanie z każdym dniem staje się coraz wyraźniejszym obrazem tęsknoty w jego głowie i sercu. Swój problem Alain przedstawia nawet Woodowi, co powoduje lawinę wydarzeń, gdyż  jak się okazuje świat jest mały i reżyser ma córkę o imieniu Melanie. Nie miał z nią kontaktu przez wiele lat a mieszka ona właśnie w Paryżu. Czy uda się ją odszukać? Czy to zaginiona miłość Alaina?

Nicolas Barreau stworzył niesamowitą powieść. Z jednej strony wciąga ona czytelnika swoją magią paryskiego romantyzmu, światem kina i walką mężczyzny o swoją miłość. Z drugiej - nie brakuje w niej tajemnic (jest ich tutaj wręcz nadmiar), zaskakujących zdarzeń i nawet zazdrosnych kochanków uciekających się do rękoczynów. Nie mogę powiedzieć, że powieść jest idealna, bo tak nie jest. Drażniły mnie wtrącenia autora, dotyczące przyszłych zdarzeń czy choćby niedojrzałe podejście Alaina do wielu zwykłych, życiowych spraw. Jednak w ujęciu całościowym te drobne niedociągnięcie nie mają większego znaczenia. Powieść urzeka językiem, ciekawym wątkiem zniknięcia Melanie, a także tajemnicami, które sprawiają, że możemy na nowo tropić kolejne rozwiązania. Autor świetnie nakreślił sylwetki kilku bohaterów a nie tylko tych pierwszoplanowych a jego ujęcie miłości zaskoczyło mnie zupełnie. Nie spodziewałam się takiego punktu widzenia na uczucie ze strony mężczyzny i to tak młodego.

"Wieczorem w Paryżu" to lektura idealna dla tych, którzy chcą przeżyć ponownie swój pobyt w tym magicznym mieście. Ale nie rozczaruje tych, którzy jeszcze nie mieli okazji spacerować po ogrodach Luwru. Jeśli szukacie nietuzinkowej książki, która potrafi przenieść czytelnika w przeszłość równocześnie pokazując współczesne ujęcie miłości z wątkiem kryminalnym to serdecznie polecam. Może spotkamy bohaterów podczas przechadzki po moście Aleksandra? Ja chętnie tam wrócę i sprawdzę czy czasami nie obejmują się czule, by za chwilę tęsknić za sobą...




 Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Marcie z Wydawnictwa Bukowy Las

sobota, 28 grudnia 2013

Kathleen DeMarco "Nie jesteś mi potrzebna"



Tytuł oryginału: The Difference Between You and Me
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2005
Liczba stron: 336
Seria: tete a tete









Wielokrotnie w życiu zastanawiamy się "co by było gdyby" i staramy się znaleźć różne opcje odpowiedzi. Podobnie jest z bohaterami literackimi. Też miewają problemy, przytrafiają się im tragedie, nieszczęścia, dokonują się w nich przemiany, a na jaw wychodzą tajemnice. Wszystkie wyżej wymienione przeze mnie zdarzenia możemy odnaleźć w książce pisarki i producentki filmowej Kathleen DeMarco "Nie jesteś mi potrzebna".

Autorka opisuje czytelnikowi życie dwóch różnych bohaterek. Josie ma dwadzieścia osiem lat, jest żoną Mike'a, córką bogatego tatusia spełniającego jej życzenia i marzy o prezesurze w studiu filmowym. By tego dokonać postanawia zamieszkać w Los Angeles i nie zajmować się - zgodnie ze swoim wykształceniem - prawem a scenariuszami, produkcjami i dzięki szalonej karierze, spełnić swoje największe marzenie. Młoda kobieta jest arogancka, zapatrzona w siebie, nie zwraca uwagi na tych, którzy nie mogą przydać się w żaden sposób w ułatwieniu jej kariery. Josie nie jest szczęśliwa w swoim małżeństwie i nawet zamierza rozstać się z mężem, ale wtedy zostaje zaskoczona przez wiadomość, iż to on odchodzi a na dodatek ma raka. Jak potoczy się ich małżeństwo? Czy będą szczęśliwi osobno czy może do siebie wrócą? Czy Josie uda się zostać znanym producentem filmowym? Czy jej działalność w najważniejszym ośrodku amerykańskiej kinematografii stanie się powodem do dumy?

Carla jest inna, samotna w Nowym Jorku. Ma czterdzieści jeden lat, kilka tytułów naukowych a mimo to ma trudności z podjęciem pracy. Cóż dziwnego... Skoro kiedy tylko dostaje szansę na zarobek, nie słucha wytycznych pracodawców i chce wykonywać polecenia na swój sposób. Uwielbia pisać, ale pisanie niezgodne z wytycznymi sprawia, iż kolejne posady stają się jedynie wspomnieniem. W przeżyciu pomaga Carli jej kuzyn - Phillip - przesyłając jej pieniądze. Kiedy pewnego dnia kobieta otrzymuje tajemniczy list od swojej ciotki Paulette, jest zdziwiona tym faktem, bowiem ciotka zaprasza ją w ważnej sprawie do Los Angeles. Początkowo Carla nie chce wyjeżdżać z ukochanego Nowego Jorku, stara się znaleźć u przypadkowych osób odpowiedzi na pytanie czy pojechać, jednak pewne wydarzenie w kilka sekund sprawia, że decyzja zapada.

Josie i Carla spotykają się przypadkowo i Carla jest oburzona zachowaniem młodszej od siebie kobiety. Kiedy po wielu perypetiach życiowych los znów stawia je na wspólnej drodze, postanawia się odegrać. Prosi przełożonych o możliwość pracy z Josie i tym samym "uciera jej trochę nos". Do czego doprowadzi wspólna praca tych kobiet? Jaki wpływ na ich wzajemne relacje będzie miał boski aktor i producent Henry Antonelli? Czy Josie uda się doprowadzić do produkcji filmu "Miś, który uratował Boże Narodzenie", do którego scenariusz sama próbowała sprzedać? Jaki wpływ na życie Carli będzie miała tajemnica, którą wyjawi jej ciotka? O tym wszystkim przeczytacie w powieści.

"Nie jesteś mi potrzebna" jest książką, którą usytuowałabym pośrodku skali podczas oceny. Fabuła jest ciekawa, wciąż dzieje się coś godnego uwagi czytelnika, coś co sprawia, że ciekawość bierze górę i przewracamy kolejne strony, by znaleźć odpowiedź na postawione pytania. Jest tajemnicza wiadomość, którą ciotka chce się podzielić z siostrzenicą i muszę przyznać, że nie spodziewałam się jej brzmienia. Jest świat filmu, walka o scenariusze, pracowników, duże pieniądze i zaufanie, który znamy jedynie z efektu końcowego - emisji filmu. Ale jak dochodzi do jego stworzenia? Jak wygląda walka  i dążenie po trupach do celu, czyli do nakręcenia hitu?
Książka ma jednak i swoje minusy. Chwilami czułam się znudzona brakiem konkretnej akcji, zbytnim rozwlekaniem jakiegoś wydarzenia, rozmowy. Ot, takie naciąganie na ilość stron. Ale dla samego finału tej historii, który odmalował ogromne zdziwienie na mojej twarzy, warto książkę przeczytać.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Z literą w tle, Book z nami (1,7 cm), Z półki, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...