Pokazywanie postów oznaczonych etykietą australijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą australijska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 lipca 2022

Ewa Przydryga "Nienarodzona" / Nicole Trope "Rodzina z naprzeciwka"

Przeczytałam (a właściwie to odsłuchałam) w ostatnim czasie trzy świetne thrillery. Każdy był inny, każdy mnie czymś zaskoczył i muszę przyznać, że to była chyba najdłuższa moja odskocznia od obyczajówek. Opowiem Wam dziś krótko o dwóch z nich.
 
 
 
Autor: Ewa Przydryga
Wydawnictwo:  Muza
Data wydania: 1 czerwca 2022
Liczba stron: 318

 
 
 
Nina odbiera telefon od macochy z informacją, że kilka dni temu zaginęła jej przyrodnia siostra. Kajak, którym płynęła Laura Wagner został znaleziony w zakolu Warty, wywrócony i pusty. Tutaj urywa się trop a policja twierdzi że to samobójstwo.  
Jednak Nina nie zgadza się z teorią macochy ani śledczych, miała z Laurą dobry kontakt i wie, że siostra miała konkretne plany na przyszłość. Nie dość, że była w zaawansowanej ciąży to jeszcze nie zostawiłaby swojej pięcioletniej córeczki - Tosi, która jest dzieckiem autystycznym. Decyduje się przyjechać z Trójmiasta do Poznania i na własną rękę odszukać siostrę.

W toku jej działań na jaw wychodzą tajemnice Laury - włamanie do domu, majaki senne. Nina stara się podążać śladami siostry i rozmawiać z osobami, które mogą coś wiedzieć. Z czasem przekonuje się, że wszystko wskazuje na to, że miała rację i Laura żyje. Tylko gdzie ona jest??
Z jakiego powodu upoważniła ją do odbioru wyników badań? Na co wskazuje oznaczenie ojcostwa? Co chce jej przekazać mała Tosia? I jakie rewelacje przekaże jej Sara, koleżanka z czasów szkolnych jej siostry?

Autorka sprytnie przenosi czytelnika w czasie, między teraźniejszością a przeszłością. Narratorki - Laura i Nina - opowiadają nam pierwszoosobowo o tym, co działo się przed zaginięciem Laury oraz co ma miejsce teraz. Dodatkowym dreszczykiem emocji są wydarzenia z lipca 2005 roku, kiedy miał miejsce tragiczny wypadek, który spowodował, że jeden z bohaterów znalazł się w więzieniu. Czy tamta historia ma coś wspólnego z zaginięciem Laury?
Pewne fakty były zaskakujące, inne przewidywalne - ale to i tak wyborna lektura! 
 
 
Podsumowując - "Nienarodzona" to thriller trzymający w napięciu, porywający, wkręcający w wydarzenia i zwroty akcji. Na jaw wychodzą nowe niespodzianki i tajemnice. To historia pełna strachu, demonów z przeszłości, pokuty i przemęczenia, ale również bierności, agresji i znieczulicy. Opowieść pokazująca, jak trudne wybory czekają na nas w życiu, do czego jesteśmy zdolni, by ratować bliskich. Polecam! 


 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (P), 52 książki  







Tytuł oryginalny: The Family Across The Street
Tłumaczenie: Klaudia Wyrwińska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 29 czerwca 2022
Liczba stron: 296 


Zwykle kiedy wydaje się, że wszystko jest idealne, to takie nie jest. 
Spójrzcie na te śliczne domki na ulicy Hogarth w Sydney otoczone reprezentacyjnymi ogrodami...

TEGO dnia pięcioletnie bliźnięta Katherine West nie wyszły do szkoły a okna w ich pokoju przez wiele godzin nadal zasłaniały rolety. To zaniepokoiło sąsiadkę - Gladys. Starsza pani jeszcze wielokrotnie tego dnia nie będzie mogła uwierzyć w to co widzi lub słyszy...
 
Logan jest kurierem z - nazwijmy to - niezbyt chlubną przeszłością. TEGO dnia ma dostarczyć do domu Katherine przesyłkę z potwierdzeniem odbioru, jednak mimo, że adresatka jest w środku i z nim rozmawia, nie otwiera drzwi! Powinien zostawić paczkę na poczcie i zapomnieć o incydencie, coś jednak nie daje mu spokoju i każe wracać pod tamte drzwi.
 
Gladys i Logan to dwie osoby, które mają szansę przerwać trwający w środku dramat. Czy posłuchają tego, co słyszą czy podszeptów serca? Chcą pomóc, ale nie do końca wiedzą, co mogą zrobić...
Instynkt im mówi, że coś jest nie tak, wyczuwają niebezpieczeństwo i zagrożenie. Niezależnie od siebie próbują dowiedzieć się, co dzieje się w tym domu.
Ale tak naprawdę bardzo długo nikt nie reaguje, wszyscy tylko się zastanawiają co mogą zrobić, wahają się. Moim zdaniem akcja mogłaby chwilami przyspieszyć i pomijać pewne przemyślenia czy wątki.
 
 
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Nicole Trope, ale pisarka tak poprowadziła akcję, tak opisała zdarzenia i w taki sposób skonstruowała fabułę, że do końca jak ślepiec podążałam drogą, którą wyznaczyła. Nie szukałam innych rozwiązań, rozgałęzień czy bocznych uliczek... Dlatego finał okazał się ogromnym zaskoczeniem! Nie tego się spodziewałam...
 
Konstrukcja książki jest oparta na czterech narracjach: kuriera, sąsiadki, Katherine oraz mężczyzny, który jest sprawcą wydarzeń w jej domu. Dzięki temu naprzemiennie poznajemy zdarzenia i myśli tych osób a w najbardziej kulminacyjnym momencie rozdziały stają się bardzo krótkie a napięcie rośnie, ponieważ urywają się one w najmniej dla czytelnika przyjemnym momencie, odwlekając chwilę prawdy.

 
Podsumowując - "Rodzina z naprzeciwka" to thriller mocno psychologiczny i nieoczywisty, pełen zaskoczeń, strachu, mroku, furii, niepewności, ludzkich tragedii, lęku o bliskich i braku poczucia bezpieczeństwa. Autorka miała nie tylko ciekawy pomysł na fabułę, ale potrafiła również tak nią pokierować, byśmy jeszcze długo pamiętali o australijskiej historii. Trope podnosi też ważny temat jakim jest sąsiedztwo i troska o innych - kiedy jesteśmy wścibscy a kiedy po prostu pragniemy pomóc, bo się niepokoimy. Gdzie leży granica? Gorąco polecam!

 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem (koło ratunkowe - płot), 52 książki  

wtorek, 30 listopada 2021

M.L. Stedman "Światło między oceanami"

 
 
 
Tytuł oryginalny: The Light Between Oceans
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2016
Liczba stron: 432

 
 
 
 
Świetnie ukazała życiowe dylematy pochodząca z Australii M.L. Stedman w swoim debiucie. Tak, to genialny debiut, który doczekał się ekranizacji. Uwielbiam debiuty a ten tytuł polecało mi tak wiele osób, że czułam iż to nie będzie stracony czas.
 
Przenieśmy się w czasie i przestrzeni na maleńką wysepkę Janus Rock, leżącą u wybrzeży Australii, tam gdzie mieszają się wody Oceanu Indyjskiego i Południowego. W 1920 roku były wojskowy Tom Sherbourne otrzymał tam posadę latarnika. Chciał zapomnieć o tym, co przeżył na wojnie i jak wielu ludzi zabił. Z czasem w jego małym królestwie pojawiła się kobieta - Isabel. Była dobrą i kochającą żoną dla tego małomównego mężczyzny, jednak nie potrafiła dać mu dziecka.
 
Był 27 kwietnia 1926 roku, kiedy Isabel sadziła krzew rozmarynu na trzeciej już mogile, gdy usłyszała płacz dziecka. W tym samym czasie Tom przez lornetkę dostrzegł łódź i zawołał żonę. Znaleźli martwego mężczyznę i kwilące niemowlę. Nie wiedzieli, że ta chwila całkowicie zmieni ich życie. I nie tylko ich...
 
Szarpani emocjami nie są pewni jaką decyzję podjąć. Czy matka maleństwa utonęła? A może gdzieś na nie czeka? 
Jednak mając wizję dotychczasowych niepowodzeń i brak szans na kolejną ciążę żony, Tom ulega jej namowom i postanawia zatuszować fakt, że łódka kiedykolwiek dopłynęła na wyspę. Lata mijają, dziewczynka rośnie, ale rośnie jeszcze coś... Wyrzuty sumienia Toma, który... Nie, tego już nie zdradzę.
 
 
Napiszę tylko tyle - koniecznie musicie przeczytać tę powieść! Proponuję też przygotować chusteczki do ocierania łez wywołanych wzruszeniami. 
Autorka nakreśliła wspaniały obraz wojennych bohaterów, po których bliscy jeszcze długo płaczą, samotności, której poszukują, by móc w spokoju przeżyć resztę życia oraz niespodziewane pojawienie się miłości, zmieniającej nieco plany. 
Włożyła w codzienność swoich postaci ból po stracie nienarodzonych dzieci, konieczność godzenia się z kolejnymi traumami a także trud w podejmowaniu decyzji, wcale nie będącej łatwą - czy odnalezione na falach dziecko można uznać za swoje. Dar taki kochać czy też może pozbawić się tego uczucia oddając, bo przecież nie należy do nich...
Przyznaję, że to ogromny dylemat! Bardzo trudna decyzja do podjęcia. Dla obojga. Choć późniejsze wydarzenia zweryfikowały nieco moje postrzeganie ich wyboru. Czy na pewno był dobry? Kto najbardziej na nim ucierpiał? Czy były plusy wydarzeń z kwietnia 1926 roku?
 
Stedman powoli buduje napięcie i nie od razu dowiadujemy się kim był nieżyjący mężczyzna i maleńkie dziecko oraz jakie wydarzenia spowodowały, że znaleźli się w łodzi. Gdy się pozna ich historię to czy punkt widzenia nieco się nie zmienia? Jak potoczy się los głównych bohaterów i ich znalezionej córeczki?
 
Gwarantuję Wam wiele emocji, zwroty akcji jak w kryminale, wiele szczęścia i nieszczęścia ludzkiego, strach w oczach nierozumiejącego dziecka, ale najbardziej poruszył mnie sam finał. Mimo wszystko.


Podsumowując - "Światło między oceanami" cudowny i wzruszający debiut o sile miłości, o przyrzeczeniach, łamaniu obietnic, dobrych intencjach, wyrzutach sumienia, pragnieniu miłości i pełnej rodziny o poronieniach, bólu i rozpaczy oraz o podarunku od losu. To historia w której ścierają się pozytywne emocje z tymi negatywnymi. Naprzeciw podekscytowaniu i uczuciom matki wychodzą wściekłość, złe wybory a godzić je próbują granice wytrzymałości. Żal walczy z nienawiścią a ulga miesza ze smutkiem. Gorąco polecam!


 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 
 

poniedziałek, 20 lipca 2020

Jennifer Barrie "Uwięzieni w raju"





Tytuł oryginalny: Marooned on Mogmog
Wydawnictwo: Hachette Polska
Data wydania: 2012
Liczba stron: 296





Każdemu z nas - albo przynajmniej większości - palmy, złociste plaże oraz wyspy z rafami koralowymi kojarzą się z rajem. Z wakacjami, czasem odpoczynku, luksusu i kolorowymi drinkami.

Jakże to czasem złudne wizje przekonała się pewna australijska rodzina, która postanowiła wyruszyć w dwuletnią podróż swoim katamaranem. Jennifer oraz Andrew Barrie wzrastali w pobliżu wody, zawsze żyli pełną piersią i dlatego kupili "Windridera", by wraz z córkami przeżyć podróż życia.

Wypłynęli 1 lipca 2009 roku z zamiarem podróżowania po Oceanie Spokojnym. Często schodzili na ląd, poznali różne kultury, tradycyjne stroje, brud, biedę, nawiązali wiele przyjaźni. Jednak 23 marca 2010 roku ich radosne chwile przerwał tajfun, który poważnie uszkodził łódź. Dodryfowali do Mogmog, maleńkiej wyspy w stanie Yap w Mikronezji. Nikomu nic się nie stało, ale wiedzieli że utknęli wśród obcych ludzi, którym nie można było do końca ufać. Raz pomagali, innym razem kradli. Rozszabrowali sporą część ich rzeczy, wielokrotnie zdarzały się kłótnie. Na szczęście wódz przydzielił im tymczasowy dom, więc mogli jakoś przetrwać ten trudny czas.

Choć wokół nich było przepięknie - plumerie, kwiaty bugenwilli, drzewa bananowe czy palmy kokosowe to mieli tak wiele problemów, że to nich się skupiali. Musieli pilnować ocalałego dobytku, wciąż uczyć zdalnie córki, zadbać o dostawy części i materiałów potrzebnych do naprawy katamaranu a przede wszystkim żywności. Jak się okazało nawet w XXI wieku, w dobie przelewów, kart kredytowych, maili i samolotów nie było to łatwe. Wciąż pojawiały się przeciwności losu, byli zmuszeni do diety odchudzającej a dzięki licznej rodzinie i przyjaciołom przetrwali na wyspie kilka miesięcy. Nie będę podnosić napięcia brakiem konkretów, bowiem skoro książka powstała wiemy, że bohaterowie przeżyli i wyrwali się z raju.


Książka jest wspaniałą literaturą faktu, pokazującą życie ludzi na małych wysepkach. W niektórych przypadkach mieszkańcy są uczynni i gościnni, w innych kradną i kłamią uważając, że im się po prostu należy a oni będą przez całe dnie leżeć w hamakach. Bohaterom najtrudniej było dostosować się do reguł i zasad panujących na Mogmog - kobiety nie mogą tam wykonywać ciężkich prac fizycznych, uczestniczyć w spotkaniach mężczyzn, wszystkie chodzą topless, choć zabrania się pokazywania ud a nawet pocenia! Szokujące dla rodziny Barrie było, że nikt nie interesuje się dziećmi, nie wychowuje ich.

Autorka opisała jak obchodzone są różne uroczystości, jak traktuje się zwierzęta, sytuacje absurdalne czy abstrakcyjne oraz własne wpadki. Książkę czyta się naprawdę szybko i dużym zainteresowaniem, bowiem poznajemy nieznany nam świat i zwyczaje zupełnie odmienne od naszych. Egzotyka jest ciekawa, ale wolałbym ją w wydaniu mniej ekstremalnym i myślę że nie tylko ja. My, Europejczycy przyzwyczajeni jesteśmy bardziej do 'all inclusive' niż do warunków, jakich rodzina Barrie doświadczyła na Mogmog, gdzie musiała wręcz walczyć o przeżycie - z powodu braku jedzenia, problemu z dostępem do lekarza czy brakami w dostawach prądu, już o papierze toaletowym nie wspominając.



Podsumowując - "Uwięzieni w raju" to pasjonująca przygoda - o ile jest się obserwatorem z perspektywy wygodnego fotela. Ci ludzie przeżyli większą przygodę, niż się spodziewali. Jest to historia o uporze w dążeniu do celu, pokonywaniu trudności i oporu mieszkańców, o sile i determinacji, walce z kradzieżami i brakiem dostaw. O życiu w pięknej krainie, która wcale miodem i mlekiem nie płynie, bowiem tubylcy wolą postawę roszczeniową i ciężko im zrobić cokolwiek, by odmienić swój los.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Wyzwanie LC (psy), 52 książki

czwartek, 15 marca 2018

Michael Robotham "Raj nie istnieje"





Tytuł oryginalny: The Secrets She Keeps
Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 15 lutego 2018
Liczba stron: 480











Czy nie jest tak, że każdy z nas zazdrości czasami innym ich życia? To zawsze u kogoś trawa jest bardziej zielona, dzieci grzeczniejsze, mąż bardziej kochający, możliwości finansowe większe, szczęście aż wylewa się poza ściany pięknego domu... Tylko czy tak jest naprawdę? Wszak wszyscy skrywają jakieś sekrety... Jakże ascetyczna w wyglądzie, ale dająca sporo do myślenia jest okładka thrillera Michaela Robotham'a "Raj nie istnieje" - jaką skrywa treść?

Z pozoru ta historia wygląda następująco...
Bohaterkami są dwie - na oko około czterdziestoletnie - ciężarne kobiety, z których jedna jest wykształcona, świetną pracę poświęciła na rzecz rodziny. Dba o męża - dziennikarza sportowego oraz dwójkę  kilkuletnich dzieci - Lucy i Lachlana. W wolnych chwilach prowadzi bloga o macierzyństwie a także chodzi na jogę i spotyka się z przyjaciółkami w kawiarni. Druga bohaterka jest pracownicą supermarketu, nie ma męża ani przyjaciółek, nie utrzymuje kontaktów z matką. Jedyną osobą, z którą utrzymuje bliższą znajomość jest sąsiadka z góry, która spodziewa się drugiego dziecka. Ma obsesję na punkcie posiadania dziecka i macierzyństwa w ogóle. Dyskretnie obserwuje pewną kobietę - tamta nie ma pojęcia, jaki plan wykiełkował w głowie prostej wykładaczki towarów...

Pozory jednak w pewnym momencie zanikają i odsłaniają brutalną prawdę. Na 'scenie' pojawia się dwóch chłopców: jeden, to utracony członek rodziny z odległej przeszłości, który wywołując bolesne wspomnienia sprawia, że jego siostra nakręca się do działania. Drugim jest synek wspomnianej sąsiadki, który odkrywa prawdę o jednej z bohaterek i wtedy...
Wtedy czytelnik śledzi wydarzenia z jeszcze większym zainteresowaniem, gdyż wie do czego one zmierzają. Domyśla się tego, co jest nieuchronne... Czy przygotowany z najmniejszymi szczegółami plan wypali? Czy zaplanowane i wyćwiczone zachowania oraz przygotowane rekwizyty spełnią swą rolę?

Naprzemienna narracja jaką zastosował dla swoich bohaterek Michael Robotham pozwala na szybko po sobie następujące poznanie ich myśli i przeżyć. Ta historia nie miałaby takiego wydźwięku, gdyby nie przeskakiwanie z życia Meg do życia Agathy i znów, i znów... Napięcie i tak jest już na bardzo wysokim poziomie.

Jednocześnie ze śledzeniem perfidnego planu wobec Meg, poznajemy prawdę o jej życiu - wcale nie jest tak idealne, jak sądzą niektórzy. Niby szczęśliwa rodzina zaczyna borykać się z tajemnicami, sekretami i tematem zdrady...Czy te problemy nie przesłonią im nadchodzącej tragedii? Czy będą potrafili stanąć ręka w rękę i walczyć? A może oddalą się od siebie na zawsze?

Portret Agathy, jej życia a także wspomnień to istny dramat! Kiedy przeczytałam o pierwszej traumie jaką przeżyła mając czternaście lat byłam w szoku... A to dopiero początek... Z każdą nową 'rewelacją' byłam coraz bardziej zdegustowana, zniesmaczona, przerażona i z niepokojem odkrywałam kolejne tajemnice. Jaki ma plan wobec Meg? Co zamierza zrobić? Czy jej się uda? Koniecznie musicie to sprawdzić!

Michael Robotham doskonale poradził sobie z tematyką bliższą płci pięknej - ciąża, macierzyństwo, adopcja, problem dotyczący poronień czy obsesyjną chęcią posiadania potomstwa. W bardzo oryginalny sposób, pasujący właśnie do thrillera pokazał, do czego jest zdolna kobieta, która pragnie zostać matką a nie zawsze ma taką możliwość. Dorzucił też nieco o zdradzie, utracie bliskich, problemach małżeńskich czy relacjach z innymi ludźmi.

Ogromnie emocjonalna książka, zwłaszcza dla mnie jako matki. Ale nie tylko z tego powodu... Historia stworzona przez Robothama'a porusza najczulsze struny w sercu i duszy człowieka - aktualnymi wyborami bohaterek oraz szokującą przeszłością jednej z nich. A przecież stworzony plan wcale nie jest wydarzeniem bardziej pozytywnym... Czy ktoś ją wyda? A może sama popełni błąd? Czy będzie miała na kogo liczyć w swoim szaleństwie?
Niezmiernie wzruszył mnie list, który napisała do swojego nienarodzonego jeszcze dzieciątka Meg, zaledwie na kilka godzin przed porodem.


Podsumowując - "Raj nie istnieje" to znakomity thriller, który trzyma w napięciu a kolejnymi rewelacjami wciąż podsyca ciekawość. Doskonale skrojona fabuła, postacie, niezwykle wartka akcja i prosty w odbiorze język sprawiają, że czyta się bardzo szybko - zwłaszcza, że każdy pragnie poznać zakończenie :) To pozycja godna uwagi dla wszystkich wielbicieli gatunku oraz dla tych, którzy nie lubią się nudzić podczas czytania. Polecam, jednocześnie ostrzegając, iż grozi zarwaniem nocy.



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


czwartek, 13 października 2016

Peter Carnavas "O dzieciach, które kochają książki"



Tytuł oryginalny: The children who loved book
Tłumaczenie: Ewa Chmielewska-Tomczak
Ilustracje: Peter Carnavas
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 32
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 4+







Kiedy byłam małą dziewczynką mama i babcia zaszczepiły we mnie miłość do książek i czytania. Pasja ta rozwijała się z każdym kolejnym rokiem życia aż poskutkowała sporą biblioteczką. Teraz swoją fascynację przekazuję córce, która już jest małą czytelniczką i recenzentką :)Patrycja pięknie czyta i kiedy zobaczyłam niniejszy tytuł wraz z okładką... wiedziałam, że bez lektury się nie obędzie - jest wprost idealna dla wielbicieli książek.

Bohaterami książeczki są Lusia i Antek wraz z rodzicami. Prawdę mówiąc to biedna rodzina... Nie mają telewizora ani samochodu. Nie mają nawet domu i mieszkają w przyczepie. Jednak mają coś, co czyni z nich bogatych ludzi - mają siebie i setki książek! Stosy woluminów, które piętrzą się wszędzie zacieśniają ich wzajemne więzy, sprawiają że są sobie bliżsi. Książki zastępują im stoliki, podstawki czy krzesła a nawet pełnią funkcję drabiny.




Kiedy jednak dochodzi do sytuacji, że książki zaczynają ich przytłaczać i "wylewają" się wręcz z ich przyczepy podejmują - zapewne ogromnie trudną - decyzję. Muszą się ich pozbyć. Jednak wraz ze zniknięciem książek ich codzienność nie była już taka sama... Okazało się bowiem, że to KSIĄŻKI podtrzymywały stół z nierównymi nogami... Że to KSIĄŻKI pomagały Antkowi wyjrzeć przez okno. Że to KSIĄŻKI dotąd wypełniały przestrzeń między domownikami i dzięki temu czuli się ze sobą bardziej związani... Teraz każdy ze smutkiem w oczach patrzył w innym kierunku.



Jednak pewnego dnia z plecaka Lusi wypadła książka.... Skąd dziewczynka ją wzięła? Jak zareagują rodzice? Co na to Antek? W jaki sposób ten incydent wpłynie na ich życie? Przekonajcie się sięgając po "O dzieciach, które kochają książki".

Książeczka autorstwa Petera Carnavasa to piękna opowieść, która w prosty sposób przekazuje nam bardzo ważną informację - jak ogromną moc posiadają książki. Typowym dla autora jest przedstawienie - w tym przypadku - magii czytania poprzez dużą czcionkę, minimum słów i kolorowe ilustracje, które doskonale przemawiają do małych czytelników. Bowiem dziecko lepiej odbierze krótkie zdania poparte obrazem przedstawiającym stosy książek niż zawiłą i długą opowieść. Lektura ta pokazuje jaki wpływ na życie całych rodzin mają książki, co dzięki nim zyskujemy a co tracimy. Każda historia zawarta na stronicach przenosi nas do innego świata, uczy wyobraźni, zbliża i sprawia, że ludzie mają wspólne tematy do rozmów. A co za tym idzie, silniejsza łączy ich więź.
Serdecznie polecam




Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II,  52 książki




Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Ewie z

piątek, 7 października 2016

Peter Carnavas "Pudełko Hanki"




Tytuł oryginalny: Jessica's box
Tłumaczenie: Ewa Chmielewska-Tomczak
Ilustracje: Peter Carnavas
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 32
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 4+











W życiu każdego człowieka zdarzają się momenty zagubienia. Nawet dorośli przeżywają zmianę pracy cz przeprowadzkę a co dopiero dziecko... Taki mały obywatel ma jeszcze większe obawy kiedy musi wejść do nowego środowiska - przedszkola, szkoły, podwórka... Jak zdobyć sympatię innych? Czym przekonać ich do siebie? 

Przed takim dylematem stanęła mała Hania, która z powodu nerwów nie mogła spać w nocy. Wciąż myślała o tym, co czeka ją następnego dnia... Rankiem rodzice dodawali dziewczynce otuchy a dziadek zaczął snuć opowieści ze swojego pierwszego dnia. Hania bardzo chciała zdobyć nowych przyjaciół w przedszkolu, jednak czy tak się stanie? Dziewczynka zwróciła uwagę wszystkich dzieci pudełkiem, które ze sobą przyniosła. Każdy chciał sprawdzić co znajduje się w środku. Reakcje były bardzo różne i nie do końca zadowoliły Hanię. Dlatego następnego dnia miała już inny pomysł na zapełnienie pudełka... A potem kolejny... Czy pudełko pomoże jej w osiągnięciu celu? Koniecznie sprawdźcie!




To kolejna książeczka Petera Carnavasa, która jest dla niego ogromnie typowa - prosta i skromna, ale przekazuje bardzo ważne treści. Główny trzon lektury stanowią tutaj ilustracje - duże, kolorowe, doskonale oddające treść. A ta z kolei jest minimalistyczna - duża czcionka ułatwia samodzielne czytanie kilkulatkowi a tekstu jest na każdej stronie niewiele. Krótkie, ale trafne zdania, pozwalają dziecku na zrozumienie przekazu autora. Finał jest właściwie z rodzaju tych, których należy się domyślać, ale słowa dziadka zawierają całą konkluzję.

Prawdziwego Przyjaciela nie kupimy tym, co będziemy mieli w "pudełku". Czasami proces nawiązywania bliższych znajomości przebiega szybciej, czasami wolniej, gdyż zależy to od naszego charakteru, tego czy jesteśmy śmiali czy też nie... Ale nie należy tego przyspieszać. Trzeba tylko dać się dobrze poznać, ale musimy pokazać takie prawdziwe "ja". Na pewno nie jest to łatwe i czasem sporo nas będzie kosztowało tych smutnych i przykrych emocji, ale nie należy się poddawać.

"Pudełko Hanki" to doskonała lektura dla dzieci idących do przedszkola (tematyka zmiany środowiska) a jak pokazała praktyka - dla mojej córy to już książeczka czytana całkowicie samodzielnie (dzięki czcionce i ilości tekstu). Tak! Patrycja sama przeczytała mi tę pozycję. Dopiero kolejne dni przyniosły nam wspólne czytanie i dyskusje. Polecam!




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Ewie z

wtorek, 17 maja 2016

Rebecca McRitchie "Edward i jego wielkie odkrycie"



Tytuł oryginalny: Edward and the great discavery
Tłumaczenie: Ewa Chmielewska-Tomczak
Ilustracje: Celeste Hulme
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 40
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 4+







Często spotyka się rodziny z tradycjami. I nie chodzi mi tutaj o tradycje dotyczące obchodzenia świąt czy spędzania urlopu w określonym miejscu, lecz o zawód przekazywany z pokolenia na pokolenie... Na przykład lekarz czy adwokat są profesjami, które często są dziedziczone przez potomstwo wraz z genami :)

Tak jest również w przypadku Edwarda, bohatera książeczki australijskiej pisarki. Rodzice i dziadkowie chłopca są archeologami i każdy z nich ma na koncie jakieś ważne odkrycie. I właśnie dlatego Edward popada w kompleksy, bo jemu jeszcze się ta sztuka nie udała. Mimo, że liczba wykopanych dziur oraz kilogramy przerzuconej ziemi jest ogromna... Jednak pewnej nocy chłopiec się potknął. Tak, potknął się wracając do domu po kolejnej bezowocnej akcji poszukiwawczej. Ze zdumieniem stwierdził, że przyczyną jego upadku było jajo i postanowił się nim zająć tak, jakby już było żywą istotą.



Wbrew oczekiwaniom zawartością jaja nie był dinozaur ani smok, ale ptak. Choć przyznaję dość niezwykły co zresztą doprowadziło chłopca do smutku. Dlaczego? Tego już nie zdradzę, żeby i dla Was lektura była zaskakująca i niezwykła. Na pocieszenie dodam, że odpowiedź na swoje pytanie Edward odnalazł w muzeum. To tam dostrzegł, że jego odkrycie nie jest nieudane, lecz wyjątkowe. Że nie wszystko co nas otacza jest idealne. Że nie każda nowa rzecz musi być określana mianem "2 w 1" czy "3 w 1", żeby móc o niej powiedzieć, że jest jedyna w swoim rodzaju, piękna, przydatna i kochana. Tak, bo Edward kochał swoje odkrycie. A i odkrycie darzyło go sympatią. Czyż jest coś piękniejszego niż moment, kiedy dwie strony odkryją wzajemne uczucie miłości bądź przyjaźni?


To bardzo mądra i pouczająca lektura. Uwielbiam czytać pięciolatce historie z morałem, które mają nie tylko piękne ilustracje, są zabawne, zawierają ciekawe przygody bohaterów, ale również wnoszą w jej młode życie coś wartościowego. I właśnie"Edward i jego wielkie odkrycie" jest odpowiedzią na nasze kryteria czytelnicze. Książeczka już dla kilkuletniego dziecka będzie doskonałym przykładem ważnych życiowych wartości. Uzmysłowi czym jest przyjaźń, jak należy dbać o innych i że ciężka praca kiedyś zostanie wynagrodzona i doceniona. Trzeba być cierpliwym i wierzyć w siebie!



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki

Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania
dziękujemy Pani Ewie


niedziela, 28 lutego 2016

Natasha Walker "Tajemnice Emmy: niespodzianki"



Tytuł oryginału: The Secret Lives of Emma: Distractions
Tłumaczenie: Monika Wyrwas - Wiśniewska
Wydawnictwo: Muza/Akurat
Data wydania:  2013
Liczba stron: 240
Seria: Tajemnice Emmy tom 2









Nie sądziłam, że uda mi się przeczytać tą książkę jeszcze w tym miesiącu, ale chęć poznania co było między uwiedzeniem osiemnastoletniego sąsiada w tomie pierwszym a orgiami z tomu trzeciego, zwyciężyła. Jak oceniam środkowy tom tej serii o niezwykle sensualnej i seksualnej Emmie?

Po szalonej nocy z Jasonem Emma postanowiła wycofać się ze swojego dotychczasowego życia. Obiecała sobie, że się zmieni. Będzie lepszą żoną, dochowa wierności, przestanie być tak nieokiełznana i rozwiązła. Niejako zmusza swoją przyjaciółkę do zmiany planów i wyprasza, by pojechały do domku rodziców Sally na wybrzeże Nowej Południowej Walii. Czy szum oceanu da Emmie wyciszenie i spokój potrzebny do przewartościowania swojego życia? Jak wpłynie na nią pobyt w opustoszałym miejscu z przyjaciółką u boku?

Jak nietrudno się domyślić postanowienia Emmy szybko "biorą w łeb", bo bohaterka wciąż myśli o ostatnich wydarzeniach z udziałem Jasona. Nawet Sally nie wierzyła, że Emma ustatkuje się u boku Davida i jak się okazuje, bardziej zdaje sobie z tego sprawę niż sama pani Benson. A co robią przyjaciółki w domku pozbawionym męskiej obecności? Oprócz relaksu, czytania, leniuchowania czy opalania postanowiły powspominać dawne czasy, kiedy to wielokrotnie oddawały się wspólnym igraszkom i szaleństwom. Dlatego jakoś specjalnie nie zdziwił mnie fakt, że panie urozmaiciły sobie pobyt wzajemnym zaspokajaniem potrzeb seksualnych rozładowując napięcie ciał. A kiedy na weekend przyjeżdżają ich mężowie atmosfera zagęszcza się, bowiem Mark (mąż Sally) ma ochotę na Emmę a ona na niego nie, Sally chce uwieść Davida, on tak naprawdę też by jej pragnął, ale jakoś tak mu głupio się do tego przyznać a Emma chętnie daje przyjaciółce zielone światło w stosunku do uwiedzenia własnego męża... Ale tak naprawdę między kobietami pojawia się zazdrość, napięcie jest widoczne, alkohol niezbędny... Co się wydarzy? Do czego posuną się szalone bohaterki? Czy panowie będą świadomi wszystkich wydarzeń podczas tego weekendu? Czy dojdzie do orgii? Jak bardzo pragnienie orgazmu zawładnie ich umysłami?

Niniejszy drugi tom jest zupełnie inny niż pierwszy. Wtedy poznałam postać i potrzeby Emmy, a głównym wątkiem (bo o jakiejś konkretnej fabule ciężko mówić) były zbliżenia między nią i młodym Jasonem. Teraz autorka poszerzyła nieco wydarzenia fabuły o coś poza seksem (dzięki wprowadzeniu większej liczby bohaterów pierwszego planu, a także horyzonty czytelnika w dziedzinie samej erotyki i pokusiła się o bardziej wyzwolony seks: jest samozaspokojenie się, zbliżenie kobiet oraz obserwacja miłości heteroseksualnej przez osobę trzecią. Samych aktów jest wprawdzie mniej niż w pierwszym tomie, ale króluje większa różnorodność i spełnianie nietypowych zachcianek seksualnych a wszystko to barwnie opisane, co ogromnie wpływa na wyobraźnię. Pojawiają się też wulgaryzmy, ponieważ "kręcą" niektórych bohaterów i sprawiają im dodatkową przyjemność.

Książka udowodniła, że ludzie zwiększają liczbę zbliżeń z partnerem kiedy mają coś do ukrycia albo mają względem niego jakiś ukryty cel. Czy to prawda? Pewnie każdy sam musi ocenić... Autorka pokazała jak bardzo na człowieka wpływa seks, zaś na przykładzie głównie Emmy - że warto walczyć o zaspokojenie swoich potrzeb, na różne sposoby.

Podsumowując - to erotyk w pełnym tego słowa znaczeniu (może nie na miarę Pulitzera, ale można się dorobić wypieków), jest seks pod różnymi postaciami (nie tylko hetero- czy mono-), do tego wiele sytuacji związanych z nagością i pożądaniem. Nie odebrałam książki jako gorszącej, wszak jestem pełnoletnia, ale nastolatkom jej nie polecam. Cała trylogia to - z książki na książkę - stopniowanie napięcia i rozwijanie akcji, wprowadzanie nowych bohaterów, eksperymentowanie i coraz większa liczba urozmaiceń. Także jeśli macie ochotę na chwileczkę zapomnienia i zagłębienia się w lekkiej i niewymagającej myślenia fabule to będzie to dobry wybór.




Tajemnice Emmy: początki
Tajemnice Emmy: niespodzianki
Tajemnice Emmy: powroty


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki 

piątek, 26 lutego 2016

Andy Griffiths "26-piętrowy domek na drzewie"




Tytuł oryginalny: The 26-Storey Treehouse
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 348
Seria: Domek na drzewie tom 2
Wiek odbiorców: 6-10 lat







W domu człowiek powinien czuć się dobrze, prawda? A nawet bardzo dobrze. Za sprawą atmosfery, wyposażenia, wystroju, nastroju czy udogodnień powinno nam się mieszkać idealnie. Wprawdzie nie wpadłam do Andy'ego i Terry'ego z wizytą w czasach, kiedy mieszkali jeszcze w 13-piętrowym domku na drzewie, ale wprosiłam się teraz... po rozbudowie. Czego tam nie ma... Chłopcy dodali tor wyścigowy, tor do jazdy na deskorolkach, komorę antygrawitacyjną, lodowisko, studio nagraniowe, lodziarnię (a w niej siedemdziesiąt osiem smaków) oraz labirynt śmierci.... Choć to jeszcze nie wszystkie nowości, ale to już na zachętę wystarczy, prawda?

domek na drzewie


Oprócz dni wypełnionych rozrywką bohaterowie muszą stworzyć książkę, na którą czeka pan Nochal, wciąż popędzający ich przez wideotelefon. Andy ją napisze a Terry zilustruje, tylko jak to zrobić, kiedy jest tyle fajniejszych rzeczy do roboty... Poza tym chłopcy zamierzają opowiedzieć czytelnikowi jak się poznali... Opowieść nie jest snuta od razu czy w pośpiechu... bowiem najpierw przeszkodzi nam wydawca a później rekiny, które zjadły bokserki Terry'ego i dostały niestrawności. Na pomoc musi zjawić się Jill, miłośniczka zwierząt mieszkająca w domku za lasem, która ma swoje miejsce w całej opowieści dotyczącej poznania się. Kiedy już uda nam się rozpocząć to okazuje się, że nie brakuje w niej - ujmijmy to delikatnie - nietypowych rodziców, chwil grozy na oceanie, piratów, strasznych ryb, ale i sympatycznych zwierząt.

operacja na rekinie

Andy i Terry

Jill i uratowane zwierzęta


Wprawdzie liczyłam, że ta książeczka będzie bardziej dotyczyła tego, jak chłopcy bawią się w swoim domku na drzewie, jak wykorzystują laboratorium podziemne, piankomat, kręgielnię czy fontannę z oranżadą, które wybudowali na samym początku, czyli w tomie pierwszym tej serii. A dostałam historię poznania się i walkę z piratami. Nie powiem jest ciekawie, książeczka dostarczyła mi porządnej porcji śmiechu i rozluźniła. Jest napisana dla dzieci co najmniej sześcioletnich (z założenia, z którym tym razem zgadzam się całkowicie, ponieważ moja pięciolatka poczuła zainteresowanie tylko fragmentami), choć i dorośli będą się doskonale bawić. Miło jest przecież przenieść się znów w czasy wczesnej młodości, czy nawet dzieciństwa. Zwłaszcza, że książeczka jest pięknie, choć ascetycznie - bo jedynie przy użyciu koloru czarnego - zilustrowana (samych ilustracji jest ogromnie dużo, bo to przecież komiksowa forma), momentami jest to kilka linijek tekstu, momentami niemal same ilustracje.

bohaterowie złapani przez piratów


W żadnym wypadku podczas lektury nie można się nudzić, bowiem chyba żaden czytelnik nie jest w stanie przewidzieć co stanie się za chwilę, gdy przewrócimy stronę... Co tym razem wymyślą nasi mali bohaterowie... To lektura pełna szalonych pomysłów, z dużą czcionką, zabawnymi ilustracjami i ... nie pozostaje mi nic innego jak polecić ją Wam - moi mali i duzi czytelnicy :)




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze z

sobota, 13 lutego 2016

Natasha Walker "Tajemnice Emmy: początki"



Tytuł oryginału:  The Secret Lives of Emma: Beginnings
Tłumaczenie: Monika Wyrwas - Wiśniewska
Wydawnictwo: Muza/Akurat
Data wydania:  2013
Liczba stron: 208
Seria: Tajemnice Emmy tom 1








W listopadzie 2013 roku poznałam trzydziestodwuletnią Emmę, bohaterkę trylogii Tajemnice Emmy. Wtedy - inaczej niż zwykle, bo przeważnie czytam grzecznie w kolejności - miałam okazję przeczytać trzeci tom "Tajemnice Emmy: powroty", zaś teraz postanowiłam dowiedzieć się jak się zaczęło wyuzdane i pełne seksualnych podbojów życie tej młodej kobiety.

Emma Benson jest od roku żoną biznesmena Davida, który mimo bardzo dobrej sytuacji finansowej, nie myśli o emeryturze. Uwielbia pracować i podziwiać swoją piękną i młodą żonę. Emma kocha męża, ale sama przyznaje, że chciałaby mieć większą swobodę w wyborze partnerów seksualnych, bo tak naprawdę nie czuje by kiedykolwiek była tak do końca kobietą Davida. Spełnienie daje jej częsty seks i to na jej warunkach, dlatego w wierności małżeńskiej wytrzymała jedynie 69 dni...

Bohaterka jest seksualnie nienasycona. Uważa, że seks wymaga urozmaicenia a ona im starsza, tym więcej pragnie z niego czerpać. Ogromną radością jest dla niej zachwyt kochanka, niezależnie od tego kto nim jest. Emma zdradzała już męża z ich wspólnym przyjacielem Paulem a teraz... Teraz jej myśli przejął całkowicie osiemnastoletni syn sąsiadów - Jason - prostoduszny i posłuszny prawiczek, który pewnego dnia gubi piłkę w ogrodzie Bensonów i od tego dnia wiele ma się zmienić w jego życiu. Emma go kusi i zwodzi, rozpala i odsyła, bawi się jego pragnieniami, podnieceniem, kręci ją brak doświadczenia u młodego mężczyzny. On przystojny i silny, ona piękna i kusząca - zaczynają sobie poczynać coraz śmielej...  Jak to się skończy? Do czego doprowadzi tych dwoje wzajemny pociąg i żądza? Przede wszystkim do pewnej nocy, która została opisana na ponad pięćdziesięciu stronach...

Książka jest typowym erotykiem, nie znajdziecie tutaj żadnej konkretnej akcji czy fabuły (niewiele się dzieje oprócz wydarzeń związanych z seksem), więc jeśli liczycie na taką to lepiej książkę odpuścić. W tym świecie liczy się tylko kto kogo gdzie dotykał, co mówił czy szeptał, gdzie gryzł albo kąsał. W tej pozycji nie brakuje scen, które jasno i wyraźnie udowodnią, że jest to erotyk. Zmieniają się miejsca i pozycje w jakich dane jest nam "podglądać" bohaterów i ich wzajemne igranie z ogniem. Ważną rolę ogrywa fakt, że to Emma jest nauczycielką a Jason uczniem, nieopierzonym i nieznającym tajników seksualnych igraszek. Z tego powodu to kobieta próbuje narzucać swoje warunki i rządzić młodszym kochankiem. Jednak czy zawsze on jej posłucha? Czy będzie potrafił się postawić i co z tego wyniknie?

Po pamiętnej nocy z Jasonem kobieta wyjeżdża wraz z przyjaciółką do domku na plaży, ale będzie to już odrębna historia, która została opisana w drugim tomie przygód Emmy - "Tajemnice Emmy: niespodzianki", po który chętnie sięgnę.

Pamiętam, że kiedy czytałam trzeci tom serii, narzekałam na zbyt dużą ilość wulgaryzmów. W tej książce nie jest ich dużo, nie raziły mnie, może dlatego że są to igraszki z prawiczkiem, który skupia się na innych doznaniach niż przekleństwa czy brzydkie wyrazy a Emma - na uczeniu. Jest to książka, która zawiera naprawdę sporo scen erotycznych, właściwie znaczna większość to mniejsze lub większe igraszki Emmy lub Emmy i Jasona. Czy warto po nią sięgnąć? Jeśli szukacie typowego erotyka, który ma Was odprężyć i spowodować lekkie mrowienie czy rumieniec to będzie odpowiednią lekturą. Nie jest to powieść wysokich lotów czy wybitnie wyróżniająca się, ale jest dobra i czasem miło jest poczytać o fantazjach i marzeniach seksualnych, które potrafią się urzeczywistnić.



Tajemnice Emmy: początki
Tajemnice Emmy: niespodzianki
Tajemnice Emmy: powroty

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

piątek, 15 stycznia 2016

Meredith Webber "Lekarz z prowincji"





Tytuł oryginału: Christmas Where She Belongs
Tłumaczenie: Iza Kwiatkowska
Wydawnictwo: Harlequin
Data wydania: 2013
Liczba stron: 160
Seria: Harlequin Medical











Od października lub listopada "chodziło" za mną pragnienie totalnego odmóżdżenia czytelniczego, czyli przeczytania mega lekkiej i nie wymagającej zupełnie myślenia lektury. W zamierzchłej dla mnie przeszłości - czyli pewnie kiedy byłam nastolatką - miałam okazję czytać popularne "harlekiny" w dużej ilości i teraz mój wybór padł właśnie na jeden z tytułów z tego wydawnictwa. Liczyłam na to, co zwykle w przypadku tych książek: przystojny on, piękna ona, urocza miłość, przesłodzone sceny miłosne i szczęśliwe zakończenie a wszystko to w cudownej scenerii, tym razem Australii. Czy to właśnie dostałam?

Clancy wychowywała się bez ojca w hipisowskiej komunie. Jest uporządkowana, rozsądna, ambitna i opanowana, jej życie jest z góry zaplanowane. Wykłada pielęgniarstwo w szkole medycznej i mieszka kilka minut spacerkiem od miejsca pracy. Pewnego dnia w jej "życie od linijki" wkracza przystojny lekarz i prawnik zarazem (skrywający jeszcze wiele tajemnic) - Mac. Mężczyzna informuje ją, iż odziedziczyła stary dom na australijskiej prowincji, jednak z lokatorem i psem (pies wabi się Mike i potrafi się uśmiechać). Clancy postanawia udać się na miejsce i wtedy podjąć decyzję czy przyjmie ten spadek.

Spokojne dotychczas życie Clancy zmienia się w gonitwę wydarzeń. Choć oboje wyraźnie mają się ku sobie i łatwo im się rozmawia to bronią się przed uczuciem, potrzebują samotności i czasu, by poukładać sobie na nowo niespodziewane okoliczności. Zwłaszcza, że nie mają możliwości, by się dobrze poznać przy kominku czy kieliszku wina. W ich życiu pojawiają się bowiem niecierpiące zwłoki stworzenia: koza, pacjenci szpitala, dzieci Helen oraz wymagające naprawy schody. Czy będący pod urokiem Clancy Mac będzie w stanie zebrać myśli, skupić się, nie gadać głupot a przejść po męsku do adorowania kobiety? Czy Clancy spodoba się w domu, który odziedziczyła? Czy będą w stanie zapomnieć o swojej trudnej przeszłości - małżeństwach i związkach - i żyć teraźniejszością?

Książeczka, bo z tą ilością stron trudno ją nazwać powieścią, nie jest typową przesłodzoną opowieścią o wielkiej i namiętnej miłości. Także mogłabym w sumie napisać, że mnie rozczarowała... Wszystko dlatego, że to seria Medical i kładzie nacisk na sprawy medyczne a nie erotyczne. Mimo wszystko lektura spełniła swoją rolę i w szybkim tempie przeniosła mnie na australijską prowincję i z powrotem dając chwilę wytchnienia od bardziej wymagających książek. Ot, takie sobie czytadełko.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

środa, 6 stycznia 2016

Peter Carnavas "Ostatnie drzewo w mieście"



Tytuł oryginalny: Last Tree in the City
Tłumaczenie: Magda Szpyrko-Ankiewicz
Ilustracje: Peter Carnavas
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2015
Liczba stron: 32
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 4+









Każdy z nas doskonale wie czym różni się wieś od miasta, prawda? Każde z tych miejsc ma swój urok i piękno. Każde zachwyca czymś innym. Na wsi nie znajdziemy kin, teatrów, galerii handlowych zaś w mieście jest gwar, zgiełk, anonimowość. Jednak największą różnicą między nimi jest występowanie roślin. W miastach królują blokowiska, deweloperzy na każdym możliwym skrawku budują nowe osiedla a tam... sadzi się nowe rośliny, które potrzebują wielu lat, by osiągnąć odpowiedni wzrost.

Dlatego tym bardziej rozumiem poruszony przez Petera Carnavasa problem. Autor opisał historię Edwarda mieszkającego w mieście... Jak okiem sięgnąć widać tylko budynki. Typowy betonowy świat, pełen szarości (co doskonale obrazują ilustracje), zabieganych dorosłych i pozbawiony roślin. Jednak chłopiec znalazł skarb - na końcu swojej ulicy odkrył ostatnie drzewo w mieście. Uwielbiał spędzać czas w jego listowiu, to właśnie tam czuł, że naprawdę żyje. Te momenty dawały mu nieopisane wręcz szczęście. Jednak pewnego dnia stało się coś, co zmieniło życie Edwarda... Jego drzewo zniknęło. Został jedynie dorodny pień. Dlaczego? Kto mógł to zrobić? Jak Edward poradzi sobie z brakiem swojej zielonej ostoi? Gdzie będzie spędzał czas?
Rozwiązanie jakie znalazł chłopiec bardzo mnie zaskoczyło. Było naprawdę genialne! Ale nie zdradzę :)

Książeczka skupia uwagę dziecka głównie na ilustracjach. Znajdziemy w niej minimum treści i maksimum obrazu, co sprawia że maluch szybko odnajduje się w przekazie. Nawet moja pięciolatka rozumie, że w zieleni w miastach jest niewiele, że nie wolno deptać trawników, zrywać bez potrzeby kwiatów czy gałęzi drzew. Otaczającej nas przyrody jest coraz mniej, bo wycina się drzewa, by zrobić papier a całe parki czy zieleńce, by poszerzyć drogi czy wybudować nowe osiedla. Dodatkowo jest też zanieczyszczenie powietrza czy gleby. Lektura ma najmłodszemu pokoleniu uzmysłowić, że o rośliny trzeba dbać, bo bez nich nasz świat będzie szary, bury i ponury. Już pomijając fakt, że drzewa dostarczają nam owoców, opału, budulca, mogą być mieszkaniem dla zwierząt czy wpływać na klimat. To kolejna lektura z morałem, którą serdecznie polecam w celach naukowych dla naszych pociech.






Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki




Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Ewie

środa, 18 listopada 2015

Peter Carnavas "O chłopcu, który wpadł do książki"




Tytuł oryginalny: The boy on the page
Tłumaczenie: Magda Szpyrko-Ankiewicz
Ilustracje: Peter Carnavas
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2015
Liczba stron: 32
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 4+







Pamiętacie historię stworzenia świata? Jak nagle z niczego zaczęło wyłaniać się coś? To właśnie podobieństwo do tamtej opowieści skojarzyło mi się podczas lektury książeczki australijskiego pisarza i rysownika - Petera Carnavas'a.

Mały chłopiec wpada nagle do pustej jeszcze książki. Upadek na pupę nie jest chyba bolesny, bo bohater się podnosi i brzdąkając kciukami po szelkach rozgląda się po świecie literackim, który powstaje wokoło. Chłopiec rozpoczyna wędrówkę po miejscu, którego nie zna zadając sobie pytanie: dlaczego się tu znalazł. No właśnie - dlaczego?



Tak to już bywa, czy to z książkami dla dzieci czy dla dorosłych, że nagle pewna Pani czy pewien Pan wymyśla sobie bohatera lub bohaterkę i tworzy dla niego jego własną rzeczywistość, wymyśla mu przygody, styl życia, cechy charakterystyczne a to wszystko składa się na pewną opowieść. Tak jest również w tym przypadku - mały chłopiec otrzymał od Petera Carnavasa swój charakterystyczny wygląd i ciekawość świata, który autor pozwala mu teraz poznawać. Bohater dorasta, doświadcza różnych emocji, żyje jak Ty czy ja, wykonuje zwykłe czynności albo takie zupełnie niezwykłe. Wzrusza się, przeżywa sukcesy, czuje, tworzy, uczy się nowych rzeczy, robi dobre uczynki, czuje się szczęśliwy... Później się starzeje, jednak wciąż poszukuje sensu bycia bohaterem książeczki, w której tak znienacka się znalazł. Czy uda mu się odnaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania? Czy odnajdzie siebie? A może to niewiedza popchnie go do niespodziewanych zachowań? Jak zakończy się historia chłopca? Tego nie zdradzę, bo sama - mimo że jestem starsza niż 4+ - z zainteresowaniem czekałam na finał opowieści. Poczułam zaskoczenie :)

Bardzo piękne i wesołe ilustracje - pisarza i rysownika w jednym - pokazują, jak bardzo autor wczuł się w tok myślenia kilkuletniego dziecka. Moja pięciolatka z zainteresowaniem i wnikliwością oglądała każdą ilustrację, analizowała szczegóły, zadawała pytania i ... szukała świnki :) Ilustracje nie są całkowicie na poważnie, lecz zawierają humor i przewrotność, dzięki czemu szybko zjednują sobie młodych czytelników. A jeśli do ilustracji dodamy mądry i niezwykły tekst, który choć metaforyczny, zostanie na dłużej w umyśle dziecka.



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki



Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Ewie


czwartek, 9 kwietnia 2015

Kate Morton "Strażnik tajemnic"



Tytuł oryginalny: The Secret Keeper
Tłumaczenie: Magdalena Koziej
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2013
Liczba stron: 560











"Strażnik tajemnic" jest drugą w kolejności książką Kate Morton, którą miałam okazję przeczytać. W lutym poznałam "Dom w Riverton", debiutancką powieść autorki, jednak do tej pory jej nie opisałam. Dlaczego? Otóż napotkałam wiele opinii o twórczości tej australijskiej pisarki i wszystkie ogromnie wychwalały jej pióro. Mnie lektura pierwszej książki nie powaliła na kolana (a tego oczekiwałam po tych opiniach), ale postanowiłam poczekać na kolejne spotkanie (nastało dość szybko za sprawą wyzwania do pojedynku przez Aine) z twórczością i wtedy dopiero wyrobić własne zdanie. Zapraszam dziś na moje wrażenia ze "Strażnika tajemnic" a może kiedyś napiszę i o wydarzeniach w Riverton... Dziś pozostaje mi przeprosić Was za długą recenzję, miałam wenę twórczą :)

Powieścią rządzą trzy kobiety: Laurel, Dorothy i Vivien. Laurel jest aktorką i córką Dorothy a jako szesnastolatka siedząca w domku na drzewie zobaczyła coś, co na długo zapadło jej w pamięć. W dniu urodzin najmłodszego dziecka państwa Nicolson - Gerry'ego - na ich podwórzu pojawia się tajemniczy i złowróżebnie wyglądający mężczyzna. Laurel widzi doskonale wymianę zdań między nim a matką, która na ręku trzyma chłopca a w dłoni nóż do tortu. Mężczyzna zostaje nim zabity a psychika Laurel i Gerry'ego już na zawsze będzie nosiła ślad tego wydarzenia. Skąd matka znała tego człowieka? Dlaczego go zabiła? Po co odszukał Dorothy po dwudziestu latach? Czego chciał? By się tego dowiedzieć, pięćdziesiąt lat później Laurel rozpoczyna potajemne śledztwo, zwłaszcza że leżąca w szpitalnym łóżku matka wypowiada imię Vivien i każe sobie przynieść z kufra na strychu książkę z dedykacją i zdjęcie. Kim dla niej była Vivien? Matka twierdziła, że przyjaciółką, czy aby na pewno?

Autorka pokazując osobę Dorothy cofnęła się do jej dzieciństwa i młodości, która wypadła w czasie wojny. Poznajemy Dolly podczas pracy, służby w domu lady Gwendolyn i fabryce amunicji. Wraz z nią poczujemy smak miłości, rozczarowania a przede wszystkim brak perspektyw na przyszłość. Nie spodobała mi się jej postać od początku. Nie po tym jak traktowała Jimmiego i jego miłość, nie po tym jak odrzuciła jego zaręczyny, nie po tym jak wciąż myślała o kłamstwach, pieniądzach i szantażu. Owszem nie miała łatwego życia, ale wielu jej działań to nie usprawiedliwia. Dolly była naiwna, rojąca sobie rzeczy czy sytuacje, które nie mają pokrycia w prawdziwym życiu a jedynie w jej wyobraźni na przykład przyjaźń z Vivien czy spadek po lady Gwendolyn.

Vivien natomiast początkowo była dla mnie damą z wyższych sfer, niedostępną i dumną. Niewiele o niej konkretnych informacji w początkowej części książki - pochodząca z Australii, aktualnie żona pisarza, pomagająca innym w trudnym wojennym czasie. Jednak nie do końca szczera z mężem, zapadająca na tajemnicze choroby, które przymuszały ją do pozostania w domu. Czemu Vivien tak okrutnie potraktowała Dorothy, kiedy przyszła oddać jej medalion? Dlaczego ukrywała przed ludźmi swoją działalność?

Dopiero w miarę wyjaśniania się kolejnych wydarzeń z przeszłości, które w 2011 roku odkrywa rodzeństwo Nicolson ujrzałam prawdę o tej kobiecie. Czy to sprawiło, że polubiłam ją bardziej? Chyba tak. Powiem chyba nawet, że czułam do niej większą sympatię niż do zachowań Dorothy.

Może nie wszystko układa się w naszym życiu po naszej myśli. Może nie zawsze jest kolorowo i radośnie. Często najpierw trzeba przeżyć trudny czas, zgrzeszyć, cierpieć i pozwolić innym wyrządzać sobie krzywdę. Wszystko po to, by odkupić winy z przeszłości. By wymazać z serca tą winę za czyjąś śmierć, za czyjeś zachowanie albo za swoje. Czy Dorothy odkupiła już swoje winy zakładając rodzinę, kochając męża i dając mu piątkę dzieci? Sprawdźcie!

Fakt, że lubię dobre powieści nie jest dla nikogo, kto zagląda na mojego bloga, tajemnicą. Nie stronię od grubszych woluminów. Jednak historia z kart książki powinna wciągać od początku, trzymać w napięciu, dawkować wydarzenia, wzbudzać emocje i nie nudzić. Pewnie wiele osób będzie oburzonych moją opinią (trudno, cenię sobie wolność słowa), ale twórczość autorki nie pochłania mnie całkowicie, tak jak bym tego oczekiwała. Owszem opisywane zdarzenie z 1961 roku jest dramatyczne, ma wpływ na wielu ludzi, zmusza ich do pewnych skrajnych decyzji. Jest też przyczyna tego zachowania, którą po czterdziestu latach próbują wyjaśnić dzieci sprawczyni. Autorka, jak wielu przed nią i po niej, opisuje też wojnę, jak wyglądała ona w Wielkiej Brytanii, w Londynie. Bombardowania, zaciemnienia, pomoc innym czy racjonowanie żywności, ale czegoś mi zabrakło. A może to przesyt zbyt barwnym językiem? Odczuwam zmęczenie zbyt dużą ilością zdań, które - moim zdaniem - mogłyby zostać przesiane nieco i czyniły lekturę bardziej emocjonującą. Trudny był dla mnie początek powieści - przez trzy pierwsze wieczory czytałam po zaledwie pięćdziesiąt stron. No nie byłam w stanie więcej, zasypiałam... Dopiero kiedy akcja nabiera tempa, kiedy poszczególne wydarzenia się wyjaśniają, kiedy Laurel zdobywa nowe informacje, gdy działa wręcz jak doskonały detektyw (czyta pamiętniki, listy, odwiedza londyńskie miejsca występujące w tej historii), wtedy książka zaczęła być świetna i nie mogłam się oderwać. Obniżam jej jednak ocenę za ten nudnawy początek.

Ja lubię bogate w treści i pięknie napisane powieści, ale przesada też nie jest wskazana. A to właśnie ma miejsce w tym przypadku. Zbyt upiększone opisy sytuacji chwilami mnie nużyły i odciągały od chęci poznania dalszej części historii Dorothy i jej dzieci, które tropiły przeszłość matki. To druga w ostatnim czasie książka (wcześniej był "Smak tulipanów" A. van Heugten), która pokazuje jak bardzo tajemnice z przeszłości rodziców mają wpływ na życie dzieci. Dlaczego musi dojść do tragedii, by te szokujące fakty mogły znaleźć światło dzienne? Jak głęboko i daleko trzeba sięgnąć, by dowiedzieć się wszystkiego? I czy się uda? Jak prawda wpłynie na los rodziny? Czy pozostałe siostry poznają prawdę o matce? Czy Laurel uda się porozmawiać z matką jeszcze przed jej śmiercią?

Jedno muszę przyznać na pewno - autorka wręcz "zabiła" mnie zakończeniem. Pozytywnie. Czegoś takiego się nie spodziewałam, choć domyślałam się nieco wcześniej niż zostało to ujawnione. Ten finał przypomniał mi końcówkę książki "Trzynasta opowieść" D. Setterfield. Ale nie zdradzę dlaczego.

Podsumowując moje luźne spostrzeżenia dotyczące powieści stwierdzam, że Kate Morton pisze szczególnie. Ma dar barwnego wyrażania swoich myśli i układania ich w poetyckie zdania, akapity i rozdziały. Rozumiem, że nie każdy lubi tak napisane powieści, całkowicie podpisuję się pod petycją, by tak odrobinkę okroić upiększanie fabuły. Zawsze daję książkom szansę, nie rzucając ich po trzydziestu stronach, tak było i w tym przypadku. Naprawdę warto poznać twórczość autorki, tylko trzeba cierpliwie przeczekać dwieście stron. A może to ja jestem przewrażliwiona i początek nie jest nudny? Może, każdy ma prawo do własnej opinii. Moja jest taka. Aczkolwiek, chętnie sięgnę po inne tytuły Morton.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzywam Cię na pojedynek, Pod hasłem, 52 książki

sobota, 14 lutego 2015

Kimberley Freeman "Zatoka Latarni"




Tytuł oryginalny: Lighthouse Bay
Tłumaczenie: Anna Nowak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 21 stycznia 2015
Liczba stron: 496











Rok temu - w styczniu - miałam okazję poznać po raz pierwszy twórczość Kimberley Freeman. Recenzowałam wtedy "Wzgórze Dzikich Kwiatów", które mnie zafascynowało do tego stopnia, że gdy usłyszałam o najnowszym tytule - musiałam go mieć! Czy historia opisana w "Zatoce Latarni" zdobyła moje serce? Czy emocje i tajemnice wyzwoliły adrenalinę? Zapraszam na recenzję.

Autorka, podobnie jak w poprzedniej powieści, prowadzi akcję w dwóch - odległych od siebie o sto dziesięć lat - czasoprzestrzeniach. Jest rok 1901. Poznajemy Isabellę Winterbourne, dwudziestotrzylatkę, która wraz z mężem i załogą jego przyjaciela wyrusza statkiem do Australii. Ich misją jest przekazanie złotej buławy wykonanej przez męża Isabelli - Arthur'a, jako dar dla australijskiego rządu. Kobieta towarzyszy mężowi, ale myślami wciąż powraca do chwil sprzed niemal trzech lat, kiedy to utraciła swoje dziecko. Synek państwa Winterbourne - Daniel - zmarł po piętnastu dniach od narodzin a Isabella nie mogła nawet uczestniczyć w jego pogrzebie. Jedyną pamiątką po dziecku jest czarna opaska na jej nadgarstku a w niej zaszyta koralikowa, dziecięca bransoletka. Jednak mąż, pod wpływem alkoholu i przyjaciela - właściciela statku - chce jej odebrać tą ostatnią cząstkę łączącą i przypominającą o synku. Kobieta podejmuje próbę ukrycia "skarbu", spisuje stan swojej biżuterii i planuje ucieczkę od męża. Jeszcze nie przypuszcza, jakie plany ma wobec niej los. Że w pewien niewyjaśniony sposób pomoże jej w tym. Jednak za jaką cenę?

W wyniku huraganu ich statek - Aurora, rozbija się a ocalenie jest nagrodą tylko dla jednej osoby - Isabelli. Do ostatniej chwili kobieta musi walczyć o życie z Arthurem, potem z bezsilnością, wyczerpaniem, brakiem jedzenia i picia, schronienia oraz orientacji w terenie. Jej jedynym bagażem jest skrzynia. Czy uda jej się dotrzeć do cywilizacji? Czy wychowana dotąd w mieście kobieta, w domu ze służbą będzie w stanie poradzić sobie w nieznanym miejscu? Na swojej drodze spotka tubylców, latarnika a także rodzinę małego Xaviera, którego pokocha. Dlaczego chłopiec tak bardzo przypomina jej synka? Kto jej pomoże? Jakie plany na przyszłość ma kobieta? Czy będzie mogła liczyć na uczciwą i bezinteresowną pomoc drugiego człowieka? Czy brat jej zmarłego męża - Percy Winterbourne - odnajdzie ją w Lighthouse Bay?

Naprzemiennie z losami Isabelli autorka opisuje drugą historię, innej kobiety - Libby Slater. Libby ma czterdzieści lat i złamane serce. Właśnie pożegnała swojego ukochanego - Marka. Zmarł on po dwunastu latach ich nietypowego związku - byli bowiem kochankami. Mark Winterbourne miał żonę a Libby mimo iż, była "tą drugą" nie może teraz poradzić sobie z faktem, że tętniak odebrał jej miłość życia. Rzuca pracę i ukochany Paryż i postanawia wrócić do rodzinnej miejscowości Lighthouse Bay w Australii. Obawia się jedynie o kontakty z siostrą, bowiem skonfliktowane od dwudziestu lat kobiety, wciąż nie umieją się pogodzić i żyć jak prawdziwe siostry. Co stało się powodem niesnasek? Czego Juliet nie może wybaczyć siostrze? Jak zareaguje na jej powrót? A może pomyśli, że Libby chce odebrać jej połowę spadku po ojcu? Że chce udziałów w pensjonacie i kawiarni?

Na szczęście Libby nie musi mieszkać u siostry, bowiem Mark kilka lat wcześniej kupił jej maleńki domek nad brzegiem oceanu. Teraz może swobodnie z niego korzystać, nie tylko zresztą pod względem mieszkalnym, ale i twórczym. Mężczyzna wyposażył go również w sztalugi, pędzle, farby i inne potrzebne do malowania przedmioty. Czy Libby komukolwiek przyzna się do wydarzeń sprzed dwudziestu lat? Albo do związku z Markiem? Czy uda jej się odzyskać siostrę? Czy będzie się czuła bezpiecznie w miejscu, gdzie nocami pojawia się tajemniczy samochód a ktoś chodzi wokół domu, wyraźnie czegoś szukając?

Pytania mogłabym mnożyć, bowiem książka jest kopalnią tajemnic, niespodzianek, niespodziewanych wydarzeń, pościgów, sekretnych pokoi, dzikich lokatorów czy kłamliwych ludzi. Książkę przeczytałam w dwa popołudnia z wieczorami i ... żałuję, że tak szybko opuściłam australijskie klimaty. Bardzo spodobała mi się opisana historia z szumem oceanu w tle. Autorce nie brak wyobraźni, każda scena, rozmowa, sytuacja i myśl została dokładnie przemyślana i pięknie spisana. Wszystko ma swój początek, genezę, powód czy przyczynę, by potem czytelnik mógł wczuć się i zrozumieć działania bohaterów czy otaczający ich świat.

Sama jestem kobietą, więc książka opisująca dwa życiorysy kobiet, dzielnych i mimo przeciwności losu walczących o swoje szczęście, była dla mnie wymarzoną lekturą. Autorka pisze lekko i ciepło a kiedy trzeba potrafi wzruszyć, poruszyć do głębi serca albo wzburzyć. Jestem jej wierną fanką i mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać kolejną powieść, która wyjdzie spod jej "pióra".Jeśli chcecie poznać dramaty życiowe Isabelli i Libby oraz spróbować zrozumieć ich postępowanie, choć nie zawsze dobre, to mające na celu wyłącznie dobro, to koniecznie sięgnijcie po powieść "Zatoka Latarni". Gwarantuję zapomnienie się w lekturze przy wszechobecnym szumie oceanu.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Czytelnicze marzenia 2015, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Pani Dagmarze z Wydawnictwa Nasza Księgarnia


środa, 15 stycznia 2014

Kimberley Freeman "Wzgórze Dzikich Kwiatów"



Tytuł oryginału: Wildflower hill
Tłumaczenie: Anna Nowak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2012 
Liczba stron: 512











Rzadko sięgam po tak obszerne powieści jak "Wzgórze Dzikich Kwiatów" obawiając się o to, że książka była pisana na siłę, na ilość. Jednak w przypadku tej pozycji chętnie przeczytałabym kolejne pięćset stron. Szkoda, że tak szybko się skończyła. Może ten niedosyt uda mi się zapełnić czytając inne książki pisarki, która niniejszą powieść napisała pod pseudonimem, przyjętym zresztą na cześć babci. Pod prawdziwym nazwiskiem - Kim Wilkins - wydała między innymi książki historyczne i kryminalne.

Autorka prowadzi akcję książki w dwóch płaszczyznach miejsca i czasu. Niby różni bohaterowie i wydarzenia, jednak łączy ja osoba babci i wnuczki - Beattie i Emmy. Teoretycznie bliska rodzina, jednak w praktyce wyjdzie na jaw, jak bardzo skrywane są tajemnice z przeszłości.

Jest rok 1929. Dziewiętnastoletnia Beattie Blaxland mieszka w Glasgow i marzy o projektowaniu, szyciu i związaniu swojej przyszłości z tkaninami. Jednak realia nie pozwalają na spełnienie marzeń. Beattie musi pracować na dwóch etatach, by pomóc rodzicom w trudnych czasach. Praca w butiku daje jej dobre zarobki, ale nocny sposób zarabiania Beattie musi utrzymywać w tajemnicy przed rodzicami, ponieważ tak młodej kobiecie nie wypada podawać drinków mężczyznom grającym w pokera. I właśnie podczas pracy w niezbyt legalnym kasynie poznała Henry'ego MacConnell'a. Dziesięć lat od niej starszy, żonaty i bogaty mężczyzna zawrócił dziewczynie w głowie. Beattie zakochała się bez pamięci a ich potajemne czułości w małym pokoju na zapleczu zaowocowały ciążą. Dziewczyna ukrywała ciążę przed światem tyle, ile było to możliwe. Kiedy jednak prawda wyszła na jaw, matka wyrzuciła ją z domu, a pracodawcy odmówili dalszego zatrudnienia. Ojciec dziecka miał jej pomóc, jednak kiedy Beattie nie mogła się z nim skontaktować, skorzystała z pomocy koleżanki poznanej w kasynie. Cora znalazła dla Beattie dom, w którym mieszkały ciężarne panny i po porodzie oddawały dzieci do adopcji.

Jednak zupełnie niespodziewanie, któregoś dnia zjawia się Henry, wyznaje miłość i proponuje dziewczynie wyjazd do Australii. Długa morska podróż kończy się małym domkiem i posadą Henry'ego. Beattie rodzi córeczkę - Lucy - oczko w głowie taty. Ale żeby nie było zbyt kolorowo, mężczyzna nie potrafi sprostać obowiązkom głowy rodziny i zarobione pieniądze wydaje na alkohol i hazard. Kiedy zaczyna dochodzić do rękoczynów Beattie podejmuje bardzo ciężką decyzję i ucieka z córeczką do miasteczka Lewinford. Tam dostaje dach nad głową oraz możliwość zarobku - zostaje służącą na farmie Wzgórze Dzikich Kwiatów. Nie zdaje sobie jednak sprawy co będzie musiała poświęcić dla tej pracy. Właściciel farmy czyni Beattie dwuznaczne propozycje a Henry powraca do jej życia po przemianie wewnętrznej (dzięki żonie - Molly) i udaje mu się wywalczyć częściową opiekę nad Lucy. Zrozpaczona matka musi wybierać co będzie lepsze dla jej córki, musi kalkulować na ile wystarczy jej pieniędzy i czy warto walczyć, skoro to ona zabrała męża innej kobiecie i urodziła nieślubne dziecko. W tej trudnej dla niej chwili, gdy wciąż musiała rozstawać się z córeczką okazuje się, że farma może zbankrutować i kobieta straci pracę. Beattie podejmuje się ryzykownego kroku - zamierza zagrać o Wzgórze w pokera z okropnym właścicielem. Jeśli przegra będzie musiała spędzić z nim noc, a potem opuścić farmę. Jak  zakończy się ten karciany pojedynek? Co stanie się z farmą? Czy Beattie odzyska córkę? A może pozna jeszcze smak prawdziwej miłości? Czy spełnią się marzenia Beattie o pracy przy projektowaniu? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce, jednak muszę przyznać, że życie tej kobiety nie było lekkie.

Równolegle z historią Beattie prowadzona jest opowieść o Emmie, wnuczce Beattie. Od najmłodszych lat Emma uwielbiała tańczyć i to właśnie z nim wiąże swoją przyszłość. Nie przyjmuje do wiadomości innych propozycji, nawet tę o babcinej niespodziance. Swoją karierę baletnicy dziewczyna robi w Londynie, z dala od rodziny. Jest rok 2009, Em ma trzydzieści jeden lat, przystojnego narzeczonego i wielkie plany na przyszłość. Jednak los bywa okrutny. Josh chce przedstawić Emmę rodzicom, co wiąże się z wyjazdem do Paryża a przecież dziewczyna ma swoje plany. Rozmowa kończy się dla pary rozstaniem, co skutkuje tym, że baletnica rzuca się w wir pracy. Podczas wieczornej próby schodzi w ciemności po schodach i ulega wypadkowi. Kontuzja kolana jest powodem załamania się Emmy, przecież jej świat właśnie się skończył. Kiedy w Londynie zjawia się jej matka, dziewczyna ulega jej namowom i wraca do Australii. Wtedy dopiero okazuje się, że babcia coś jej zostawiła w testamencie, ale tylko i wyłącznie pod warunkiem powrotu w rodzinne strony. Niespodzianką zapowiadaną już przed laty przez Beattie było Wzgórze Dzikich Kwiatów. Emma wyjeżdża tam na kilka tygodni, by uporządkować rzeczy po babci a potem sprzedać farmę. Co Emma odkryje w licznych pudłach ukrytych przed rodziną właśnie tam? Jakie tajemnice skrywa dom? Dlaczego pewne wydarzenia z życia babci nigdy nie ujrzały światła dziennego? Dlaczego do śmierci nikomu nie wyzwała prawdy o sobie? Jakie decyzje podejmie Emma w związku z farmą, swoją przyszłością i odnalezionymi pamiątkami? Gorąco zachęcam do przeczytania tej książki!

Autorka stworzyła dwie bogate osobowościowo bohaterki. Obie walczyły o swoje marzenia. Obie nie do końca wiedziały czy uda im się je spełnić. Jednak to Beattie miała ciężej, żyła w trudniejszych czasach i do tego z nieślubnym dzieckiem. Nie miała do kogo zwrócić się o pomoc. Emma zawsze mogła poprosić o wsparcie rodziców i tak naprawdę to mimo kontuzji nie musiała walczyć o każdy grosz na kromkę chleba. I chyba z tego powodu bardziej podobała mi się historia Beattie. Choć chwilami byłam na nią zła, że nie zawsze walczy o Lucy z taką mocą, z jaką powinna matka. Może sprawia to fakt, iż nie żyłam w tamtych czasach, ale czy naprawdę nie było sposobu, by córeczka mogła być razem z mamą?
Naprzemiennie poznajemy dwie historie, płaczemy, śmiejemy się; każde wydarzenie powoduje ogromne emocje u czytelnika, który nie może się doczekać na rozwiązanie poszczególnych wątków. Książka zadziwia świetnym językiem, barwnymi opisami, licznymi niespodziankami, ale jest też trochę tragizmu, tajemnice rodzinne oraz zakazana miłość. Nie wzbraniaj się tylko przeczytaj! To fantastyczna powieść :)




Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Trójka e-pik (zaległość grudzień 2013), Z literą w tle, Czytelnicze marzenia, Czytam opasłe tomiska, Grunt to okładka, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...