Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazury. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 stycznia 2022

Agnieszka Jeż "Odpłata"

 
 
 
Autor: Agnieszka Jeż
Wydawnictwo: Burda/Słowne
Data wydania: 2021
Liczba stron: 368
Seria: Wiera Jezierska  tom 2
 
 
 
 
 
Agnieszka Jeż dała się poznać głównie jako autorka powieści obyczajowych, jednak jak kilka jej koleżanek po fachu, wkroczyła też w mocniejsze klimaty. Kryminały z sierżant Wierą Jezierską to jej wizytówka - po pierwszym tomie serii "Szaniec" byłam zaintrygowana z jakimi sprawami - po morderstwie księdza - przyjdzie się zmierzyć młodej policjantce - oto kontynuacja - "Odpłata", z zupełnie nową sprawą kryminalną.
 
 
Podhale, 1945. Ta zbrodnia wszystko zaczęła.
Podhale, 2019. Ta zbrodnia wszystko skończyła.
Mazury, 2014. Ta zbrodnia wszystko ujawni. 

Jeziorowskie, 2020
Sierżant Wiera Jezierska z komendy policji w Giżycku, jedzie do zgłoszenia włamania do domku letniskowego. Na miejscu okazuje się, że to całkiem pokaźny dom... Na dodatek wyglądający na typowo góralski, z bali. W środku owszem, widać ogólny nieporządek, puste skrytki, ale uwagę policjantki zwraca ziemia rozsypana na deskach podłogi. Po nią znajduje kierownicę od roweru! Niespodzianka jednak nadal na nią czeka, bowiem wraz z rowerem zostaje znaleziona czaszka!

Starsi stażem policjanci przypominają sobie sprawy z przeszłości, w których zajmowali się zgłoszeniami zaginionych. Sierżant Jezierska raz jeszcze analizuje wszystkie poszlaki a po poznaniu tożsamości ofiary rozpoczyna śledztwo zakrojone na szeroką skalę. Dziwne SMS-y, logowania telefonu, jeśli chodzi o rodzinę, znajomych czy pierwszego właściciela domu, wielu z nich nie żyje i nie mogą pomóc... Inni mają świetne alibi...

Tropy prowadzą Wierę na Podhale, gdzie czekają na nią nie tylko małomówni górale, coś na kształt uczucia czy pożądania, ale również... kolejny trup!

Czy dzięki konsultacjom ze swoim szefem, doświadczonym komisarzem Januszem Kosoniem, Jezierskiej uda się rozwiązać sprawę? Nie będzie to łatwe, bo wciąż coś się nie zgadza. Czy sprawa jest tak prosta, że trudno w to uwierzyć czy może taka poplątana, że nie uda się jej rozwiązać? Jak się później okazuje to "po prostu" drugie dno. 


Jestem pod wrażeniem jak autorka wymyśliła tę fabułę. Nieustannie przeskakiwała między czasem i przestrzenią, często nie ujawniając kto jest narratorem krótkich fragmentów, co utrudniało dotarcie do prawdy czytelnikowi, jeszcze przed policją. Liczne spekulacje, zawiłości, doświadczenie kontra świeżość, pociąg fizyczny i kłamstwa, rozczarowania i toksyczne związki. Zemsta i zazdrość a także układy przypadkowych osób. 
A wszystko to czeka na młodą policjantkę, która nie jest bohaterką idealną - wpisuje się za to w nurt policjantki z problemami - przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Trudne relacje z matką, żal do siostry i przymusowe odwiedziny u tej pierwszej.

Agnieszka Jeż zastosowała ciekawy zabieg w swojej książce - coś naprzemiennego... Trzy śmierci w odstępie wielu lat, ale niewątpliwie ze sobą powiązane. Ale o szczegółach już Wam nie napiszę - musicie je odkrywać sami podczas lektury.
W kryminale znajdziecie też wątek czystek żydowskich na Podhalu i sporo naprawdę poplątanych ludzkich historii.
 
Początek czytało się dość trudno, zanim akcja nie rozkręciła się na dobre. Dopiero z czasem robi się ciekawiej, coraz bardziej zaskakująco i chwilami aż nie do wiary...
 
 
Podsumowując - "Odpłata" to kryminał z akcją błądzącą między Mazurami a Podhalem, w którym nie brakuje nierozwiązanych spraw z przeszłości, czasami zemsty, naiwności, przemocy fizycznej i psychicznej, układów, marzeń o wolności, niezależności i wyrwania się ku lepszej przyszłości. Polecam Wam to nietypowe śledztwo!
 
 
 
 
"Odpłata"
"Kto jest bez grzechu"
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach grudniowych wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  



poniedziałek, 31 maja 2021

Agnieszka Jeż "Szaniec"

 
 
 
Autor: Agnieszka Jeż
Wydawnictwo: Burda Książki (obecnie Słowne)
Data wydania: 2 września 2020
Liczba stron: 384
Seria: Wiera Jezierska tom 1
 
 
 
 
 
 
Agnieszka Jeż to pisarka kojarząca mi się głównie z powieściami obyczajowymi. Zdumiona sięgnęłam po kryminał, który wyszedł spod jej pióra, gotowa sprawdzić prawdziwość zdania z okładki "Zaskakujący debiut kryminalny". I wiecie co? To prawda! Zajrzyjmy zatem na Warmię i Mazury...
 
 
Komisarz Janusz Król wraz z młodszą o trzydzieści lat sierżant Wierą Jezierską udają się do hotelu Szaniec w Karolewie, gdzie odnaleziono ciało księdza. Na miejscu ze zdumieniem odkrywają, że uczestnicy specjalnego surwiwalowego turnusu znają tylko swoje imiona. Jest... to znaczy było ich ośmioro. Mieszkają w dość spartańskich warunkach mimo ogromnej kwoty jaką zapłacili za pobyt, bez dostępu do elektroniki wykonując zadania zlecone przez organizatorów. Okoliczności pozwalają przypuszczać, że nie była to naturalna śmierć, bowiem przy łóżku denata znaleziono kartkę z intrygującym zdaniem. Cóż... Wiera marzyła o morderstwie z morałem...
 
Przesłuchania niewiele wnoszą do śledztwa, góra naciska, przeszłość trupa wcale nie jawi się w jasnych barwach, nawet kiedy policja zaczęła grzebać głębiej... Zołzowata prokurator Maria Przyzwan jeszcze ich nakręca do poszukiwań nowych tropów... A wiodą one do wielu miejsc, pośród trudne przeżycia z życia sporej liczby osób, do domów dziecka, na plebanie, do kostnicy. Policyjny duet kilkukrotnie wraca do osobliwego hotelu, by potwierdzać lub zaprzeczać swoim tezom.
 
Jaki był motyw zabójstwa? Czy to była śmierć przypadkowa, w afekcie czy może przygotowywana latami? 


To ci historia! Przeczytałam ją ekspresowo, bowiem TA akcja, TE zwroty, przeczucia, poszlaki, brak dowodów i burze mózgów nie pozwalały mi odłożyć książki na dłużej niż kilka minut. I choć początkowo wszystko wskazuje, że wiadomo kto zabił, jest motyw i sposobność to... możecie mi wierzyć - to nie jest takie proste.
 
Dodatkowym plusem są krótkie rozdziały oraz brak zbędnych wtrąceń, informacji czy opisów. 

Śledztwo prowadzi świetny i naturalny duet policyjny. Kosoń jest inteligentny, bystry, ale jednocześnie małomówny i kiepsko się ubiera (tak, za tym faktem też ukrywa się dramat); podczas przepracowywania sprawy bawi się pudełkiem od zapałek. Zaś Jezierska jest pełna pasji i werwy; wszystko jej się chce, wszak pracuje w policji dopiero od dwóch lat. Marzy by zostawić za sobą trudną przeszłość, kiepskie dzieciństwo, które jednak nieustannie wciąż w nią uderza.

Autorka pokazała co się dzieje z psychiką osób, które miały czy mają problemy z przemocą - psychiczną, fizyczną. Ot, wiele tu ludzkich krzywd. A po drugiej stronie barykady stoją - nazwijmy ich - oficjele, przedstawiciele polityki czy kościoła, których nie interesuje prawda czy cierpienie innych.
 
 
Podsumowując - "Szaniec" to doskonały i wciągający kryminał z ciekawymi oraz trafnymi opisami postaci, zaskakującym finałem, ujęciem hierarchii na różnych polach, tematu lawiny zła czy żalu do losu. Nie brakuje tutaj poczucia krzywdy, które narasta, wątku zemsty. Gorąco polecam i sięgam niebawem po drugi tom, czyli "Odpłatę".




"Szaniec"
"Odpłata"
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję   


obecnie

środa, 23 grudnia 2020

Katarzyna Janus "Błękitny dom nad jeziorem"

 
 
 
Autor: Katarzyna Janus
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: wrzesień 2020
Liczba stron: 416
 
 
 
 
 
 
 
Moja znajomość z twórczością Katarzyny Janus rozpoczęła się we wrześniu tego roku lekturą powieści "Wszystko jest możliwe" i już wtedy wiedziałam, że z chęcią poznam inne tytuły. Autorka porywa wręcz do opisywanego świata i wręcza pakiet problemów bohaterów, dzięki którym zapominamy o swoich. Czy "Błękitny dom nad jeziorem" potwierdził moją teorię?


Antonina pracuje w małej osiedlowej bibliotece w Lesznie. Ma trzydzieści pięć lat i jest pełną kompleksów szarą myszką. Jej życie odmienia list z kancelarii Tymoteusza Mikulskiego - tak, Tosia dostaje spadek. Starsza siostra jej ojca - Maria - zostawiła jej stary dom we wsi Mrówki na Mazurach a że młoda kobieta nie jest szczęśliwa w Lesznie, postanawia podjąć wyzwanie i poznać nową rzeczywistość.

Początek jakich wiele - nieszczęśliwa bohaterka otrzymuje spadek i ma wizję lepszego życia. Jednak Katarzyna Janus tak poprowadziła fabułę, że zupełnie o tym fakcie zapomniałam. Owszem, wielokrotnie pojawia się informacja, która tym przypomina, ale tak wiele się dzieje, że traci to na znaczeniu.

Z ogromnym zaintrygowaniem śledziłam ucieczkę Tosi od dotychczasowego życia. Nie dość, że w jej codzienności pojawił się dom, dołączył do niego zwierzak, to jeszcze wokół jej osoby zaczęli pojawiać się mężczyźni! "Towar" jakże deficytowy do tej pory. A jak się okazało Kuba to mężczyzna po przejściach, z problemami i traumami, które trudno mu oswoić powieść nabrała tempa. Nie zaczął tej znajomości dobrze, więc pod dużym znakiem zapytania staje możliwość zaufania ze strony Tosi.
 
Antonina okazała się osobą chętną do pomocy, szczerą i otwartą a jej dobre serce zjednywało sobie wielokrotnie obce osoby. W błękitnym domku zaczęła realizację swoich marzeń ratując przy okazji swoich przyszłych przyjaciół z opresji. Niespodziewanie pojawił się też dość sensacyjny wątek rozgrywający się w stolicy Szwecji - Sztokholmie, który dzięki powieści można zwiedzić wirtualnie.


Dość zaskakującym wątkiem, który z biegiem czasu zyskał na znaczeniu, są bliźnięta Piotr i Paweł - jubiler i zegarmistrz. Wyjątkowi starsi panowie mają pewne przeczucia a ich rola w powieści jest większa niż początkowo myślałam. Bardzo spodobała mi się historia przedmiotów osobistych, choć miałam pewne przypuszczenia wcześniej niż zostało to ujawnione.
 
Katarzyna Janus pokazała w tej historii cały wachlarz ludzkich problemów: utratę dziecka, ukochanego, alkoholizm, depresję, wizję samotnego macierzyństwa, przemoc domową, oszustwa finansowe, zdradę czy nadszarpnięte zaufanie. Wisienką na torcie tej powieści, utkanej z mazurskich jezior, wiatrów i spokojniejszego życia na prowincji, są wspomnienia, które podczytuje Tosia - bardzo lubię takie głosy z przeszłości.

Ile pozytywnych a ile negatywnych wydarzeń czeka na czytelnika w tej lekturze? Musicie sprawdzić sami, zwłaszcza że książka wciąga, relaksuje a język autorki jest lekki, prosty i przyjemny w odbiorze. 


Podsumowując - "Błękitny dom nad jeziorem" to opowieść o miłości do właściwych i niewłaściwych osób, przyjaźni, utracie cnoty i zaufania, o śmierci bliskich osób, tragicznej prawdzie i wybaczaniu. Historia pełna smutku, tęsknoty, ale i żaru czy namiętności, w której nie brakuje przeznaczenia, pozytywnej energii, poczucia winy i oswajania nieznanego. Gorąco polecam Wam tę powieść!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 

 
 

piątek, 27 listopada 2020

Katarzyna Enerlich "Czas w dom zaklęty"

 
 
 
 
Autor: Katarzyna Enerlich
Wydawnictwo: MG
Data wydania: 2010
Liczba stron: 208
 
 
 
 
 
"Czas w dom zaklęty" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Enerlich. Prawdę powiedziawszy, to od lat bałam się, że nie poczuję tego, co autorka chce przekazać w swoich książkach. Joga, przyroda, zioła... Nie wróżyło to dla mnie nic dobrego, ale zaintrygowała mnie rodzinna tajemnica i toksyczne relacje z sąsiadką. Czy książka trafiła w mój gust?
 
Kiedy Krystyna, matka Ruty, kupiła część domu w mazurskim miasteczku u stóp krzyżackiego zamku, tuż przy lesie ich życie miało się zmienić. Dom miał stać się azylem, twierdzą, miejscem spokojnym i pełnym miłości a stał się przekleństwem - ten jeden raz Krystynę zawiodła intuicja. 
Sąsiadka z parteru - Serafina - pod każdym możliwym względem, że ich codzienność przemieniała w piekło. Z jej winy Ruta straciła matkę, dziecko i ukochanego. Po jednej z tych tragedii odkryła na strychu coś, co pozwoliło jej zrzucić winę na przeszłość i historię domu, ale nie zmniejszyła ona bólu i żalu ani nie pomniejszyła innych strat.
 
Teraz z Rutą kontaktuje się jeden z synów Serafiny prosząc, by pojawiła się w domu opieki, bowiem matka umiera i chce ją prosić o wybaczenie. Nie może bez niego odejść. Czy Ruta znajdzie w sobie siłę, by spotkać się ze staruszką a tym bardziej, by jej przebaczyć lata upokorzeń, nienawiści i złośliwości? Czy będzie do tego zdolna, gdy dowie się za ile śmierci Serafina jest współodpowiedzialna? A przede wszystkim co było powodem zachowania sąsiadki?


Katarzyna Enerlich opisała historie kilku bohaterów, nie tylko Ruty i jej matki, ale również Marka, Ziutka, Fridy czy Petry. Poznajemy naprzemiennie teraźniejszość i przeszłość Ruty, która opowiada o swoich losach, o życiu w mieście, przeprowadzce, marzeniach o malowaniu, miłości, wymarzonych studiach, przyjaźniach, klęskach i porażkach, wizytach policji oraz wezwaniach do sądu. 
 
Z przykrością czytałam o tym, jak sąsiadka zniszczyła Rucie życie. Liczne upokorzenia jakie serwowała Krystynie i jej córce, zupełnie nie pasowały do kobiety tak bardzo religijnej... Interesujące były również wątki pamiętnika Fridy oraz tajemnicy Marka. Wątki opisane w książce były bardzo ciekawe i oryginalne, ale zabrakło mi lekkości. Nie wiem dlaczego, ale tak cienką powieść (i to jeszcze z całostronicowymi ilustracjami) czytałam kilka dni, ponieważ zupełnie nie mogłam odnaleźć się w stylu autorki.


Podsumowując - "Czas w dom zaklęty" to smutna opowieść o nienawiści, niespełnionej miłości, utracie bliskich, walce o szczęście i marzenia, o dramatach za zamkniętymi drzwiami oraz żebraniu o wybaczenie. Książka jest przepełniona bólem, krzywdami, sprawami z przeszłości oraz niespodziankami. Polecam Waszej uwadze

 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Zofia Ossowska "Pensjonat Samotnych Serc"





Autor: Zofia Ossowska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: lipiec 2020
Liczba stron: 384






Ludzie nieszczęśliwi często powracają myślami do przeszłości i próbują odnaleźć ten moment, to wydarzenie, tą decyzję, kiedy się pogubili, kiedy źle wybrali życiową drogę. Zastanawiają się wtedy czy gdyby dokonali innego wyboru, byliby szczęśliwsi... Tylko że takie "gdybanie" po fakcie niewiele zmienia. Zapraszam Was na Mazury, gdzie takich rozmyślań wiele unosi się w powietrzu.



"Nie warto męczyć się z kimś, przez kogo jesteśmy nieszczęśliwi." *

Wiesława Kasiuk nie dała się namówić rodzicom do opuszczenia ojcowizny, jej dom od zawsze był w pobliżu jeziora Mamry i tak miało pozostać. Gdy odszedł ukochany mąż postanowiła, że nie chce spędzić starości samotnie. To właśnie wtedy powstał Pensjonat Samotnych Serc, w którym Wiesia przyjmowała tylko i wyłącznie ludzi ze złamanymi sercami. Swoją dobrocią, cierpliwością i serdecznością gospodyni leczy zranione dusze; również popisową szarlotką!

Pewnego dnia w progu jej Pensjonatu zjawia się Matylda Jaśmin, analityczka finansowa z Warszawy. Kobieta wciąż ze strachem ogląda się za siebie, boi się nawet odbierać połączenia telefoniczne. Do ostatniej chwili nie wiedziała czy ucieczka od męża się powiedzie. Chciał ją stłamsić, uzależnić, poniżyć i odseparować od znajomych. Zależało mu na kontrolowaniu jej i udowodnieniu, że jest słaba i bezbronna. W najważniejszych, ale jednocześnie najtrudniejszych chwilach, nie było go przy niej. Matylda nie wie jak to się stało, że z ideału - za jakiego go uważała - stał się damskim bokserem.


"Nie zawsze da się jednak przewidzieć, że ktoś nam najbliższy nie jest tym, za kogo go uważamy, Że pewnego dnia zdejmie maskę i odsłoni swoją prawdziwą twarz. Obcą, budzącą w nas lęk..." **


Pani Wiesia o gołębim sercu oraz kojące otoczenie łąk i lasów sprawiły, że Jaśmin zaczęła się otwierać i po wielu łzach wypłakanych w poduszkę, opowiedziała gospodyni swoją historię. A nie jest ona łatwa i bezbolesna; wstrząsnęła nawet panią Kasiukową, która przecież podobnych opowieści wysłuchała już wiele. Matylda cofnęła się do czasów swojej pierwszej miłości, wyraziła też żal, że nie doceniła mężczyzn, którzy na nią zasługiwali i dlatego spotkała ją kara w postaci tyrana Wojtka. Opowiedziała też jak go poznała i kolejne etapy zmian człowieka, z którym żyła. Mati zdaje sobie sprawę, że teraz czeka ją najtrudniejszy moment - by się nie poddać, nie ugiąć, nie wrócić i ponownie nie dać sobą pomiatać. Czy pośród mazurskich łąk znajdzie wsparcie? Kto najbardziej pomoże jej w trudnych chwilach? Jak zakończy się ten wątek?

W powieści poznajemy nie tylko historię kobiet - Wiesi i Matyldy, ale również Artura Kasiuka - syna gospodyni. Mężczyzna od początku jest zamknięty w sobie, gburowaty i stroniący od ludzi. Jaka tragedia spotkała tego trzydziestopięcioletniego człowieka? Bardzo długo kazał czytelnikowi czekać na wyznanie prawdy. Przeczucia mnie nie myliły...


"Nie ma sensu być z kimś na siłę. Samotność wcale nie jest taka zła." ***


Zofia Ossowska już po raz drugi zabrała mnie w przepiękną podróż. Podróż w głąb człowieka, jego uczuć, pragnień, tragedii i bolesnej przeszłości. Znów udowodniła, że czas akcji nie jest najważniejszy, niezależnie od tego w jakim miejscu historii umieści swoich bohaterów to i tak czytelnik zatraci się w lekturze. "Pensjonatu Samotnych Serc" nie można czytać bez emocji. Nie wierzę bynajmniej, że ktoś tak potrafi. Podczas każdej z opowieści, wraz z narratorami przeżywałam ich smutki i radości; zaciskałam pięści ze strachu o ich los, życie, zdrowie. Zastanawiałam się, kim trzeba być, jakim "gatunkiem człowieka", by w taki sposób traktować innych i z premedytacją się nad nimi znęcać. Myślałam też o tych chwilach, gdy bohaterowie tracili bliskich i z różnym skutkiem próbowali uporać się z żałobą.

Autorka prowadzi narrację naprzemiennie - w teraźniejszości i przeszłości poszczególnych postaci, które doskonale nakreśliła. Myślę, że każdy z nas chciałby się znaleźć w tym magicznym miejscu, by pozbierać się po traumie, zapomnieć o smutku i zaleczyć rany pod okiem wróżki Wiesi. Podoba mi się pomysł na fabułę, na historie życiowe bohaterów, uwielbiam realizm w stylu Ossowskiej, która każdym zdaniem zabiera w inny świat - totalnie odcinałam się od rzeczywistości i przenosiłam do mazurskiej wsi. Dlatego bardzo cieszy mnie fakt, że to nie koniec. Zaskakujący finał powieści zwiastuje nie mniej emocji w dalszym jej ciągu, który obiecała autorka.

Moją uwagę przyciągnęły jedynie dwie rzeczy, jeśli chodzi o negatywy książki - zupełnie nie rozumiem jej podziału na części, nic to nie wnosi do odbioru lektury, nie oddziela mocno zróżnicowanych okresów czy wydarzeń. Autorka mocno nadużywała również określania bohaterów ich nazwiskami, wprawdzie nie rzutuje to na wysoką jakość powieści, ale uważam, że była lepsza alternatywa.


"Dwoje wojowników, którzy postanowili stawić czoła bolesnym przeżyciom i zawalczyć o szczęście. Cierpienie, które przez ostatnie lata niszczyło oboje od środka, połączyło ich ze sobą." ****


Podsumowując - "Pensjonat Samotnych Serc" to naprawdę wyróżniająca się pośród innych obyczajówek książka. Jest przepełniona przykrymi doświadczeniami, żalem, bólem, rozpaczą i wyrzutami sumienia; toksyczne relacje wiodą tutaj prym a żałoba, depresja i poronienia jeszcze bardziej uwierzytelniają przeżycia bohaterów z krwi i kości. Znajdziemy tutaj również motyw miłości do zwierząt, pielęgnowania pamięci ofiar II wojny światowej, pojednania i wybaczenia a także rozczarowania i wręcz śmiertelnego przerażenia. Czy wszystkie bolesne rany uleczy lekarz-czas? Koniecznie sprawdźcie sami - świetna lektura!



* Z. Ossowska, "Pensjonat Samotnych Serc", Wyd. Filia, Poznań 2020, s. 178
** Tamże, s. 66
*** Tamże, s. 179
**** Tamże, s. 382




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki




Za książkę dziękuję




piątek, 21 sierpnia 2020

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Przebudzenie"





Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2011
Liczba stron: 304
Seria: Babie Lato














Czy sny bywają prorocze? Czy przed przeznaczeniem można uciec? Czy szef może pozytywnie zaskoczyć? Aż wreszcie ile może się wydarzyć w kilka dni w życiu dziennikarki działu plotkarskiego? Sprawdźmy...


Trzydziestoletnia Zuzanna Pilchowska w wieku czterech lat straciła rodziców. Wychowała ją babcia Marysia, która nie odsłoniła przed wnuczką tajemnic z przeszłości rodziny. Liczyła, że wraz z jej śmiercią, Zuzie nie będzie groziło niebezpieczeństwo, mimo że zostanie sama na świecie. Jednak los chciał inaczej. Dziennikarka dostaje najpierw tajemniczego maila z informacją o morderstwie w Anglii a później list informujący, iż została spadkobierczynią Jonathana Murray'a. Niewiele z tego rozumie, ponieważ nie znała tego mężczyzny. Dopiero wizyta w kancelarii Aleksandra Zybertowicza sprawia, że życie Zuzki diametralnie się zmienia - bez pukania i bez pytania wkroczyła w nie przeszłość i rodzinne tajemnice. Najwidoczniej słowa babci się nie sprawdzą.

Po rozmowie z prawnikiem Zuzanna udaje się na Mazury, by obejrzeć ziemię, którą odziedziczyła. Chce również poznać historię tego miejsca. W tamtej chwili nie miała pojęcia, jak bardzo jej pojawienie się w okolicy Doby, wywoła zainteresowanie mieszkańców i jakie wydarzenia pociągnie za sobą. Jest śledzona, coś ważnego jej ginie, dochodzi też do włamania, rękoczynów a także dziwnych słów demonicznej staruszki. Zuza dowiaduje się co ma wspólnego z pruskim rodem z XVI wieku oraz klątwą a historia jej rodu pokrywa się w dziwny sposób ze snem o pożodze w pałacu nad jeziorem. Z czasem pojawia się coraz więcej listów a wszystkie luki zapełniają się informacjami, co zaczyna ją prowadzić do prawdy... ale czy na pewno? Tarot nieco miesza jej w głowie jeśli chodzi o trzech mężczyzn, którzy kręcą się wokół niej. Czy właściwie odgadła kto jaką rolę odgrywa i kto okaże się 'czarnym charakterem'?


Katarzyna Zyskowska-Ignaciak znów ze zwykłego tematu - jakim jest otrzymanie spadku - uczyniła ciekawą historię, pełną tajemnic, listów i opowieści przepełnionych wojennymi przeżyciami. W życie bohaterki wkraczają zagadkowe symbole, rozstania, zaręczyny, bałtyjscy poganie, przyciągająca ją wyspa Gilma oraz przystojny Filip, od pierwszego wejrzenia wywołujący zaskakujące reakcje. 

Początek lektury był dla mnie trudny, nie mogłam się wciągnąć w fabułę, nie wydarzyło się nic niezwykłego... jak to na początku. Jednak z czasem, gdy zaczęło pojawiać się coraz więcej zagadek, dziwnych zdarzeń a fabuła nabierała rozpędu nie mogłam jej wręcz odłożyć! Byłam bardzo ciekawa kto stoi za negatywnymi zdarzeniami, kto działa na niekorzyść Zuzki. I całe szczęście, że nie zaprzestałam czytania lektury! Bowiem finał okazał się ogromnie zaskakujący, zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Choć gdzieś w podświadomości układał mi się obraz, że nie wszystko jest takie, jakie się wydaje i nie każdy działa w dobrej wierze.


Podsumowując - " Przebudzenie" to opowieść oryginalna; o sztuce kompromisów, zbiegach okoliczności, złych przeczuciach i rozliczaniu z przeszłością. Autorka przekazuje nam bardzo ważną rzecz - powinniśmy tworzyć rzeczywistość a nie czekać biernie na wydarzenia, należy też na naszej drodze wypatrywać przeznaczenia, bowiem nie każdemu udaje się przed nim uciec. W książce znajdziemy wiele historii o Bałtach i Galindach, nieślubnych dzieciach i zemście, polecam Wam tę książkę na wolne popołudnie.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki

sobota, 23 maja 2020

Elżbieta Pragłowska "Obóz jeździecki dla dorosłych"






Autor: Elżbieta Pragłowska
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 6 maja 2020
Liczba stron: 152



Życie nieustannie nas zaskakuje, zwłaszcza w chwilach, gdy się tego najmniej spodziewamy. Chcemy dążyć do szczęścia, kochać i być kochanymi, spełniać marzenia i każdego ranka mieć nadzieję, że dzień może stać się tym najpiękniejszym.

Julka skończyła romanistykę, uwielbia konną jazdę, nie lubi prowadzenia domu ani szybkiego, porannego seksu i mimo, że kilka miesięcy temu wyszła za mąż za Michała, to już myśli o osobnych sypialniach. Dlaczego? Może dlatego, że małżeństwo było potrzebne do uregulowania sytuacji majątkowej, niż skutkiem motyli w jej brzuchu.

Zanim rozpocznie pracę, postanowiła pojechać na wymarzony obóz jeździecki dla dorosłych, organizowany na Mazurach. Z przystanku odbiera ją Marek, instruktor, weterynarz i kierownik obozu zarazem. Między nimi od pierwszej chwili iskrzy i choć za przystojnym brunetem wodzą wzrokiem wszystkie kursantki, to jego uwagę przyciąga właśnie Julka. Porównania z Michałem wypadają na jego niekorzyść a dziewczyna coraz bardziej się zakochuje. Choć rozum podszeptuje, że ma męża to serce już czwartego dnia obozu wyznaje kierownikowi miłość. Zaczyna rozumieć, że nie kocha Michała. Czy Marka i Julkę coś połączy? Jak zakończy się ta historia?

"Życie jest kruche, nie wiadomo, ile nam go zostało." *


Książkę Elżbiety Pragłowskiej określiłabym mianem mini powieści lub rozbudowanego opowiadania. Szkoda, bo tematyka ma potencjał i śmiało można było zrobić pełnowymiarową powieść. Skupmy się jednak na tym, co mamy zaczynając od ociekającej zmysłowością okładki, której klimatu dodają konie na tle zachodu słońca.

Jeśli chodzi o treść to opowieść kryje wiele ludzkich historii, kobiety ze szpitala, Julki, Marka, członków obozu, którzy teoretycznie przyjechali uczyć się jeździć, jednak uczestniczki wciąż zerkają na pociągającego szefa a męska część obozowiczów stara się zaliczyć się szybki numerek z chętnymi dziewczynami. W książce dostajemy zatem trochę konnej jazdy i związanych z nią pojęć, sporo zbliżeń oraz lejący się wieczorami alkohol, który pomaga młodym ludziom w utrzymaniu radosnej atmosfery.

Pomyślicie pewnie, że jest nudno i nic nie ma szans Was zaskoczyć... Nic bardziej mylnego! Sama dałam się wpuścić w maliny, dlatego tym większe było moje zdziwienie, im bardziej zbliżałam się do finału lektury, zastanawiając się jednocześnie, jak rodzące się uczucie wpłynie na decyzje Julki i Marka. Wszak ona ma męża! Akcja rozkręciła się od wątku z upadkiem i wszystko, co działo się później było coraz bardziej intrygujące. A takiego rozwiązania sprawy z Michałem się nie spodziewałam - super niespodzianka od autorki! Dzięki temu Julka zrozumiała, dlaczego jej małżeństwo nie było takie, jakiego oczekiwała.

Książka jest podzielona na kolejne dni opowieści, ma dość dużą czcionkę, z uwagi na rozmiar czyta się naprawdę szybko. Zarzuciłabym jej brak słowniczka z pojęciami dotyczącymi jeździectwa, bo o ile podstawowe określenia raczej każdy zna, o tyle nieznajomość tych bardziej branżowych powodowała lekki dyskomfort w rozumieniu niektórych wypowiedzi bohaterów.


Podsumowując - "Obóz jeździecki dla dorosłych" to krótka historia dedykowana dorosłym, w której poznajemy ludzkie charaktery, egoizm w dochodzeniu do spełnienia oraz miłość od pierwszego wejrzenia. To opowieść o pasji, wolności, pożądaniu, znoszeniu niewygód w imię szczęścia, kłamstwach, plotkach i niełatwych decyzjach. Fajna odskocznia od grubych tomów!





* E. Pragłowska, "Obóz jeździecki dla dorosłych", Wyd. Borgis, Warszawa 2020, s. 134





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC, 52 książki





Za książkę dziękuję


piątek, 23 sierpnia 2019

Magdalena Kordel "Antolka"

Zdjęcie zostało zrobione w drodze powrotnej, czekałam z przygotowanym aparatem























Autor: Magdalena Kordel
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: lipiec 2019
Liczba stron: 336



Kiedy mam sięgnąć po książkę do czytania z półki, przy wyborze kieruję się intuicją, która podpowiada mi, który tytuł spełni moje aktualne oczekiwania literackie. A jak wybrać właściwą powieść do czytania na urlopie, kiedy zasób biblioteczny stanowi zaledwie kilka książek? By "Antolka" Magdy Kordel została przeczytana jako pierwsza nad morzem, zdecydowała nazwa miejscowości, którą mijaliśmy po drodze. Nie sposób nie odczytać tego jako znaku (od Znaku), prawda?


Antolka Górczewska od czasów przedszkola żyje wizją lepszego jutra. Jej matka od zawsze przedkładała pacjentów i szpital ponad swoją córkę obiecując, że lody, zoo, naleśniki i inne atrakcje będą, ale... jutro. Jednak "jutro" nigdy nie nadeszło. Każdego dnia było za to kontrolowanie, eksperymentowanie oraz kierowanie życiem Antolki, która z czasem zaczęła się coraz bardziej buntować i kłócić z rodzicielką.

By odmienić wreszcie swoje "jutro" wymyśliła niezwykły plan, dzięki któremu opuściła Warszawę i nieoczekiwanie pojawiła się na Mazurach. Tam poznała Janka, który jak rycerz uratował ją przed podejrzanymi typami w lokalnym barze i zabrał na wyprawę życia. Dla obojga ten rejs był odskocznią od problemów codzienności, rodzinnych tajemnic, chorób, kłótni i niewyjaśnionych spraw - u Janka z siostrą a u Antolki z ojcem. 

"Może i nie można mieć w życiu wszystkiego, 
ale z całą pewnością można się cieszyć z tego, co się ma (...)" *

Piękno mazurskich krajobrazów, napotkani ludzie, zwyczajne ale niezwykłe smaki aż wreszcie wielogodzinne rozmowy doprowadziły do iskrzenia między bohaterami, którzy nie chcą opowiadać o sobie. Tajemnice oraz rodzinne trudności ciążą im tak bardzo, że podczas tych radosnych chwil z dala od domów, nie chcą zaprzątać sobie nimi głów i serc. Ale wszystko przecież się kończy... Tak jak wspólny rejs... Czy ta wakacyjna przygoda zakończy się wraz z oddaniem jachtu?

Opowieść wiodąca z Warszawy, przez Giżycko do Dukli sprawia, że w trakcie czytania przeżywamy silne emocje wraz z bohaterami. Nie sposób przejść obojętnie wobec krzywdy psa z sąsiedztwa Migleszowej a co dopiero wobec smutnej codzienności małej Antolki, rozpaczy Miśki czy wyjątkowych historii innych postaci. Magdalena Kordel z charakterystycznym dla siebie humorem przeprowadza czytelnika przez smutek, rozgoryczenie, źle pojętą szlachetność oraz samotne macierzyństwo. Pokazuje, że zawsze po burzy wychodzi słońce a jeśli życie rzuciło nam kłody pod nogi, należy otworzyć tartak i zrobić z nich użytek.


"...żeby pozbyć się stresu, trzeba albo przytulić osiem osób, albo zamordować jedną." ** 
[teoria Antolki]


Podsumowując - "Antolka" to piękna, mądra i pełna zaskoczeń historia, pełna smutków i radości, problemów, ale i ciekawych rozwiązań. Opowieść o waleniu prawdy prosto w oczy, braniu odpowiedzialności za swoje błędy i decyzje, za skrywane tajemnice oraz o konieczności zmierzenia się z prawdą wychodzą na jaw; o nienawiści, manipulacji, tęsknocie, złości, żalu oraz tchórzostwie. Szybko czytająca się i lekka historia, idealna na wakacje.
Jaki finał czeka dziewczynę z niezwykłymi zdolnościami do pakowania się w kłopoty? Sprawdźcie sami, gorąco polecam!




* M. Kordel, "Antolka", Wyd. Znak, Kraków 2019, s. 298
** Tamże, s. 300




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC, 52 książki




Za książkę dziękuję


czwartek, 20 czerwca 2019

Agata Przybyłek "W promieniach szczęścia"





Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2018
Liczba stron: 384
Seria: Bądź przy mnie zawsze tom 2





Z reguły każdy dzień zaczyna się dla nas zwyczajnie - podążamy utartymi szlakami między sypialnią, łazienką, kuchnią a pracą, szkołą czy sklepem. Jednak czasami coś pójdzie nie tak... Wydarzy się coś, co zmieni nasz schemat działania a na dodatek diametralnie zmieni życie, nie pozwalając na realizację zamierzonych planów.

Łucja ma dziewiętnaście lat, jest na pierwszym roku prawa i utrzymuje się dzięki stypendiom, gdyż pochodzi z biednej rodziny. Jest skromna, sumienna i ma jasny sprecyzowany cel - zostać prawnikiem i dobrze zarabiać, by móc pomagać rodzicom. Tego dnia wybierała się na egzamin, gdyż trwała sesja a współlokatorka poprosiła ją by wyrzuciła śmieci... Aż do momentu gdy wyszła na zimne powietrze nic nie zwiastowało, że jej życie za chwilę zmieni tor... Otworzyła altanę śmietnikową i to była właśnie TA CHWILA - znaleziony noworodek spowodował, że każdy kolejny dzień wyglądał zupełnie inaczej niż planowała. Jak potoczą się ich losy?

Łukasz jest dziennikarzem nadmorskiej gazety i po męczącym dniu spędzonym na konferencji dotyczącej bursztynów udaje się na plażę, by szukać ochłody. To wtedy poznaje piękną i skromną kobietę z kilkuletnią dziewczynką. Obie szybko zawładną jego myślami i Łukasz zacznie poważnie rozważać zerwanie ze swoją dziewczyną - Eweliną. Czy uda mu się pozbyć niedojrzałej partnerki a kobieta z plaży na stałe zajmie miejsce w jego sercu?

Justyna pochodzi z inteligenckiej rodziny, rodzice zapewniali jej wszystko a ona sama marzyła o karierze naukowej. Chciała być psychologiem, jednak coś poszło nie tak... Jedna źle podjęta decyzja sprawiła, że aktualnie sama musi korzystać z terapii. Dzięki grupowym spotkaniom, na które uczęszcza, poznajemy jej historię. Krok po kroku od chwili, gdy rozpoczęła badania w zespole młodego i ambitnego profesora. Co wydarzyło się w jej życiu?

Co łączy trójkę bohaterów? Przekonacie się, gdy tylko sięgniecie po powieść Agaty Przybyłek, choć nie wszystko będzie jasne od pierwszych stron... Na rozwiązania niektórych tajemnic trzeba chwilę poczekać, choć wnikliwy czytelnik szybko się domyśli, jak mogły potoczyć się losy głównych postaci i który 'element' będzie tym łączącym ich ścieżki życiowe.

"...rezygnując z siebie, można najwięcej zyskać." *

Naprzemiennie poznajemy losy Łucji, Łukasza oraz Justyny a autorka bardzo powoli odkrywa karty ich przeszłości stopniując napięcie. Nie wszystko jest tutaj cukierkowe, dramaty przeplatają się, pojawiają się niedomówienia, kłamstwa i wyrzuty sumienia. Dzięki fabule osadzonej w głównej mierze nad morzem, poznajemy urokliwe zakątki, popołudnia spędzamy na plaży zbierając muszelki i puszczają latawiec, ciesząc się morską bryzą jeszcze przed urlopem.

Każdy z nich - podobnie jak my w realnym życiu - Justyna, Łucja, Łukasz - niesie swój bagaż doświadczeń, walczy z pojawiającymi się problemami, pragnie miłości, czułości, bliskości drugiej osoby. To bohaterowie z krwi i kości, naturalni, bliscy nam dzięki troskom, z którymi się mierzą:  chorobami, depresją, odrzuceniem przez rodzinę, tęsknotą. Świat, który obserwujemy rozjaśniają pięcioletnia Gloria oraz jej koleżanki.

Przybyłek znów stworzyła powieść niebanalną, ciekawą, intrygującą i tajemniczą, w której nie brakuje cudów, dobrych uczynków, ludzkich serc pełnych ciepła oraz nadziei, że osiągniemy cel... Choć nie będzie tym, którego pragnęliśmy w przeszłości.


"...czasem życie układa się w tak nieprzewidywalny sposób. Czasami nie ma się wyjścia." **

Podsumowując - "W promieniach szczęścia" to powieść o wybaczeniu, rozstaniach, kłamstwach, marzeniach, potrzebie bliskości i akceptacji oraz trudnych wyborach, które zmieniają nasze życie na zawsze a potem jest za późno i nie da się ich odkręcić. Historia o tym, że nie można cofnąć czasu a wraz z jego upływem priorytety się zmieniają, o oswajaniu samotności, ukrywaniu się przed problemami a także urokach macierzyństwa i wyrywanych chwilach dla siebie. Gorąco polecam!





*A. Przybyłek, "W promieniach szczęścia", IV Strona, Poznań 2018, s. 206
** Tamże, s. 156




"Bądź przy mnie zawsze"
"W promieniach szczęścia"
"Dlatego od Ciebie odeszłam"
"Najlepsze, co mnie spotkało"





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję

środa, 16 stycznia 2019

Agata Przybyłek "Kto by się spodziewał?" - recenzja premierowa





Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2019
Liczba stron: 384
Seria: Miłość i inne szaleństwa tom 3










Za oknem delikatny mróz oraz sporadycznie śnieg ale ja wolę klimaty ciepłe, dlatego z radością przeniosłam się w świat trzeciego tomu serii 'Miłość i inne szaleństwa', gdyż tam panuje lato. Powieść miała być dla mnie tylko rozkosznie ciepłą, ale również lekką i pełną niespodzianek. Czy taka była?

Akcja książki jest kontynuacją losów bohaterów z poprzedniego tomu, gdzie w miniony weekend rodzina Dudków otrzymała od losu tak wiele niespodzianek. Eliza uciekła Pawłowi sprzed ołtarza, Patrycja się wściekła że Szczepan wyznał jej bliźniaczce miłość a to przecież ona go kocha! Sabina pobiła się z Patrycją, czyli własną córką a mąż się wyprowadził na wieść o tym, że go zdradzała.
Teraz mamy okazję śledzić poczynania kobiet z tej rodziny. Sabina wciąż się miota i narzeka, Pati cierpi w swoim mieszkaniu a Eliza musi znosić zachowanie matki i jeszcze odrzucać połączenia od dwóch zakochanych w niej mężczyzn.

"Drzwi do przeszłości należy zamykać od razu i na zawsze, a nie pozostawiać uchylone i co jakiś czas zaglądać dyskretnie, żeby sprawdzić, co się za nimi dzieje." *

Dlatego nie dziwi decyzja Elizy, która pragnie zmienić środowisko i pojechać gdzieś, gdzie będzie mogła się odizolować i odpocząć. Matka poruszy nawet swoje znajomości sprzed lat, by jej pomóc w wyjeździe w sprawdzone miejsce. Jak przystało na porządną powieść, podobną decyzję podjęła Patrycja i nie zdradzę nic ponad opis widniejący na okładce, jeśli napiszę że obie siostry zmierzają do tego samego ośrodka na Mazurach! Co z tego wyniknie w sytuacji, gdy są ze sobą skłócone? Na domiar złego dyrektorem 'Słonecznej przystani' jest były chłopak Pati - Borys. Jedno Wam powiem, oj będzie się działo.

"...jeśli nie możesz czegoś zmienić, to pozostaje ci jedynie zmienić swoje nastawienie do tego." **

Cudowna i lekka, wesoła, ale i z dreszczykiem emocji powieść, która rozwesela, przywołuje wspomnienia i zapewnia oderwanie od zimowej aury. Przybyłek pokazała nam, że będąc na rozdrożu potrzebujemy drogowskazu lub osoby, która pomoże nam w wyborze właściwej ścieżki. Czasami wystarczy zwykła rozmowa w naszym rozumieniu i zagubieniu urastająca do rangi 'światełka w tunelu'. To podobnie jak z miłością, bohaterki wyjechały, by od niej odpocząć, zdystansować się a ona i tak je znalazła... Uczucia pojawiają się zwykle wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy.

W powieści odnajdziemy wiele ludzkich typów, ukrytych pod postaciami bohaterów. Jest niezwykle troskliwa i pogodna pani Bożenka, częstujący cukierkami pan Jan czy tajemniczy mieszkaniec hotelu, który nie opuszcza pokoju i wszyscy się go boją. Wiele wątków, masa problemów, letnia aura, niecodzienne zdarzenia, sztuczne związki i miłość unosząca się w powietrzu. A w tle problematyczna Sabina i prasa brukowa. Jak zakończą się poszczególne watki? Zapraszam do lektury.


"Życie to nie bajka, (...). Nie da się cofnąć ani czasu, ani wypowiedzianych słów, ani podjętych decyzji. Można jedynie pogodzić się z konsekwencjami swoich wyborów. I żyć dalej, zamiast nieustannie obwiniać. Niektórych drzwi nie można powtórnie otworzyć, 
taka jest smutna rzeczywistość." ***


Podsumowując - "Kto by się spodziewał?" to historia o samotności, poczuciu krzywdy, miłości która nie rdzewieje oraz próbie zdystansowania się do problemów i usamodzielnienia. Pełna humoru, ale i prawdziwego życia mazurska opowieść, w której znajdziemy rozdrapywanie ran, zazdrość, demony przeszłości oraz braterstwo dusz. Polecam!



* A. Przybyłek, "Kto by się spodziewał?", Wyd. IV Strona, Poznań 2019, s. 46
** Tamże, s. 245
***  Tamże, s. 269



"Ja chyba zwariuję!"
"Wierność jest trudna"
"Kto by się spodziewał?"



Książka przeczytane w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książek
dziękuję


środa, 7 listopada 2018

Katarzyna Michalak "Kropla nadziei"





Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 2018
Liczba stron: 320
Seria: mazurska tom 3







Mazurska Trylogia dobiega końca, ale jeśli macie cichą nadzieję, że będzie spokojnie, sielankowo i radośnie to muszę Was rozczarować - niespodzianek nam autorka nie oszczędziła. I choć chwilami opisywane wydarzenia czy reakcje bohaterów bywają infantylne bądź nawet niemożliwe to przeczytałam. Byłam ciekawa jak potoczą się losy postaci, z którymi się zżyłam...

Po zaskakującym pożarze w finale drugiego tomu tego cyklu i śmierci doktor Kraszewskiej trzech męskich bohaterów nie może się otrząsnąć. Nataniel, Siergiej i Mateusz - każdemu jest trudno. Dla każdego Marta wiele znaczyła. Każdemu okazała serce. Jednak o ile Siergiej musi zająć się zwierzętami i Oliwią, która ze wzrokiem przepełnionym pustką przebywa w jego dworze a Nataniel małą Emilką, o tyle Mateusz zaniedbuje psa, siebie i topi żal oraz ból w alkoholu. Komu uda się wyciągnąć go z dna?

Nataniel nie ma czasu, by usiąść i się załamać. Jego dom spłonął grzebiąc pieniądze, narzędzie pracy i wszystko co z Emilką posiadali. Nie mają nic. Są bezdomni. Dom pomogą odbudować ludzie ze wsi, przy czym nie obędzie się bez niespodzianek i afer. Ale co z pracą? Skąd brać pieniądze na życie? Na szczęście w opiece nad dziewczynką pomaga Zosia Micińska - wraz z niepełnosprawną mamą pokochały Emilkę i chętnie się nią zajmują. Czy i jeśli tak to kiedy oraz komu Zosia wyjawi dwie ogromne tajemnice dotyczące pań Micińskich?

Problemy w Sennej mnożą się, swoje rewelacje dokłada również Siergiej, co po raz kolejny wywołuje zamieszanie w życiu Nataniela. Jaką tajemnicę kryje list sprzed lat? Czy młody mężczyzna pogodził się już tym, że jego codzienność składa się naprzemiennie z utratą i pozyskiwaniem bliskich osób? Kogo los ześle mu teraz? A kogo odbierze? Czy pisane mu kiedykolwiek spokój i szczęście?

"...przyjaciel nie jest od tego, by prawić banały i zbywać tych, których kocha. Przyjaciel jest jak dom rodzinny. Wracasz do niego, choćby o trzeciej nad ranem, a ten, zamiast cię opieprzyć, że go budzisz, nakarmi cię, utuli do snu, jeśli trzeba, obetrze łzy, ale też obsztorcuje porządnie, 
gdy zasłużysz." *

Katarzyna Michalak napisała trzeci tom trylogii dokładnie według swojego schematu - obok radości w sercach bohaterów pełno jest ciosów, a może nawet jest ich więcej. To chyba znak szczególny autorki - mocno pokomplikować życie swych postaci i sprawić, by nie mieli czasu się nudzić. Pomijając jednak mało realne sytuacje czy nadmiar wrażeń to jest naprawdę zaskakująco. Są też trudne wybory, złamane serca oraz ufne oczy dziecka, nawet tego skrzywdzonego... Autorka pokazała, że życie smakuje bólem i porażkami ale więź matki i dziecka - niezależnie od tego jaka jest ta matka i co zrobiła - zawsze będzie szczególna.


Podsumowując - "Kropla nadziei" to powieść o rozpaczy, ukojeniu, zobojętnieniu, wyrzutach sumienia, żałobie i depresji. Historia, która pokazuje, że przyjaciel zawsze będzie walczył o przyjaciela, nawet wtedy, gdy ten się poddał. Opowieść o współczuciu dla słabszych, wściekłości na wrednych i nieuczciwych, rozczarowaniu oraz różnym poziomie wytrzymałości ludzkiej na ból i stratę. A pomimo burz w sercu, każdy pragnie być kochany.



*K. Michalak, "Kropla nadziei", Wyd. Znak Literanova, Kraków 2018, s. 127



Książka przeczytana w ramach październikowych wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


piątek, 23 lutego 2018

Katarzyna Michalak "Promyk słońca" - przedpremierowo





Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: planowana na 28 lutego 2018
Liczba stron: 320
Cykl: Seria mazurska tom 2











"Gwiazdka z nieba", czyli pierwszy tom mazurskiej serii Katarzyny Michalak, była bardzo przeze mnie wyczekiwaną powieścią. Magiczna okładka wabiła i nie odkrywała zbyt wiele ze skrywanej treści. Autorka wpisując swój najnowszy pomysł w mazurską scenerię, odsłoniła przed czytelnikami nowy fragment pięknej Polski. Zaś finałowe niespodzianki sprawiły, że powieść nabrała rumieńców i podnosiła poziom adrenaliny przed lekturą drugiego tomu - "Promyk słońca".

Wigilijny 'prezent' Nataniela, który schronił się po życiowych traumatycznych wydarzeniach w Sennej, okazał się być ogromnie sympatyczną, miłą i słodką dziewczynką - Emilką. Mężczyzna nie potrafi do końca zrozumieć, dlaczego to właśnie jemu matka dziecka powierzyła opiekę nad swoją córeczką... Przecież mała ma ciotkę! Czy Nat odważy się pojechać na widzenie z Iwoną? Czy wybaczy jej tak perfidną zdradę? A może jego uczucia skierują się ku Oliwii, dziewczynie która dotarła do jego chaty w wigilijny wieczór? Czy jej pojawienie się w mazurskiej głuszy było przypadkiem? Pewne jest jedno - Oliwia i Nataniel po krótkiej chwili rozmowy usłyszeli głuchy łomot kamieni, które spadały im z serc... Wszak oboje od sześciu lat myśleli, iż to drugie nie żyje... Że los nie pozwolił im cieszyć się szczęściem czy słońcem odbierając tamtej strasznej nocy życie w polskich górach.
"Pozwólmy, by przeszłość została w przeszłości." *

Marta Kraszewska pomagając Natanielowi w opiece nad dzieckiem, bardzo zżyła się z Emilką, chyba nawet zbyt bardzo... Nie powinna przywiązywać się tak do kogoś, kto przecież nie przybył do Sennej na zawsze. Tylko, że Marta już tak wiele straciła... ukochaną pracę, wymarzony dwór a przede wszystkim relacje z jedyną córką. Może więc Emilka jest odkupieniem win? Kruszyną, która ma pomóc pani doktor w podjęciu decyzji o powrocie do zawodu?

Powieść jest napisana w bardzo charakterystyczny dla Michalak sposób - nie brakuje sensacyjnych wydarzeń, 'czarnych charakterów' czy niespodzianek wbijających w fotel. Nowe życie kontra śmierć, radość kontra smutek, euforia kontra rozpacz oraz pomoc kontra zemsta - to liczne, ale przecież jeszcze nie wszystkie przeciwieństwa, które dostrzegamy w tej powieści. Wielobarwne oblicza wykreowanych postaci powodują, że pośród sielankowego życia na prowincji zostajemy postawieni przed obliczem kilku tragedii. Dobro nieustannie walczy ze złem, jednak na którą stronę ostatecznie przeważy szala? Czy któryś z bohaterów pokona wewnętrzne demony i dostrzeże swoje błędy? A może cenę za nie zapłaci ktoś inny?

"Od tego są przyjaciele, prawda? By pomagali wzrastać twoim marzeniom. **

"Promyk słońca" jest lekturą wskazującą nam drogę do szczęścia, która zwykle prowadzi przez wąwozy, zakręty i pułapki. Autorka zaserwowała nam książkę przepełnioną emocjami -  pozytywnymi i negatywnymi, które nie pozwalają przejść obojętnie wobec perypetii bohaterów. Niemal każdy bohater otrzymał swoją porcję problemów i rozterek. Marta ma problemy z córką, Oliwia nie jest do końca szczera, Mateusz wciąż bezskutecznie wzdycha do ukochanej, Natanielowi wielokrotnie grunt usuwa się spod stóp a na horyzoncie pojawia się ponownie Siergiej. Chwilami jest naprawdę mocno czy groźnie! Ból, strach i cierpienie wpływają na nasze postrzeganie wydarzeń a te końcowe spowodowały, że moje usta ułożyły się w słowa 'nie tego się spodziewałam!'. 

Autorka zwróciła również uwagę na fakt, iż powinniśmy dziękować za to co mamy a nie oczekiwać zbyt wiele od życia, bowiem możemy się srodze zawieść. Są takie momenty, w których nawet wrogom należy pomagać, ale najlepsze za decyzje podejmujmy umysłem a nie pod wpływem chwili, gdyż wtedy nietrudno o błędy rzutujące na przyszłość. W powieści znalazło się też współczesne ujęcie niewolnika jednak nie zdradzę czego dotyczyło. Bardzo podobała mi się wypowiedź Mateusza na temat różnych rodzajów samotności - we dwoje, w tłumie, z wyboru i ta najtrudniejsza "do zniesienia: gdy chcesz być z kimś, kogo kochasz nad życie, lecz nie możesz." *** 

Podsumowując - powieść Katarzyny Michalak jest dowodem na drzemiące w człowieku uczucie złości oraz chęci do ranienia innych a nawet dokonania zemsty. Nie brakuje tutaj również chorobliwej obsesji i zazdrości, dobroci, podłości, szaleństwa, bezinteresownej pomocy, niespełnionej miłości, poczucia winy oraz konfliktów między rodzicami a dziećmi, ale też niezwykłego blasku matki, która odzyskała dziecko. Nie dajcie się zwieść uroczej okładce, bowiem kryje historię pełną zaskoczeń, wzruszeń, zwrotów akcji i bynajmniej nie jest przesłodzoną bajką z 'happy endem'. Nie mogę się już doczekać na trzeci tom tej serii - "Kropla nadziei".


"Zawsze wydaje nam się, że mamy czas. Mamy mnóstwo czasu, by prosić o wybaczenie. 
Całą resztę życia. I nagle okazuje się, że jest za późno. Na wszystko. 
Na wybaczenie również. ****



* K. Michalak, "Promyk słońca", Wyd. Znak Literanova, Kraków 2018, s. 19
** Tamże, s. 178
*** Tamże, s. 45
**** Tamże, s. 312



"Gwiazdka z nieba"
"Promyk słońca"
"Kropla nadziei"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



czwartek, 4 stycznia 2018

Katarzyna Michalak "Gwiazdka z nieba"




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 320
Cykl: Seria mazurska tom 1












Czy nie jest tak, że gdy czegoś nie mamy to szukamy tego w książkach? W chwili gdy sięgałam po "Gwiazdkę z nieba" Katarzyny Michalak, której okładka aż błyszczy śnieżną bielą, za oknem słyszałam jedynie kapanie deszczowych kropli... Mało zimy tej zimy... Dlatego tym bardziej liczyłam na otulającą śniegiem i mrozem opowieść poczytnej a zarazem kontrowersyjnej pisarki, w której pojawi się mała dziewczynka patrząca z okładki.

Nataniel Domoradzki jest bezdomną kaleką. Sześć lat temu w wigilijny wieczór stracił zdrowie próbując ratować ludzkie życie na niebezpiecznych górskich szlakach. Później bandyci wykończyli mu matkę a finalnie spakował swój dobytek do starego opla i ruszył przed siebie, bowiem nie miał już nawet gdzie mieszkać… 
 
Był koniec wiosny, gdy przybył do Sennej na Mazurach. Urzekła go mała chata nad jeziorem oraz cudowny widok roztaczający się z pagórka. Z całych sił Nat marzy, by tutaj zamieszkać, ale… Przecież nie ma pieniędzy… Na dodatek lokalna społeczność nie jest zbyt otwarta i z niechęcią przyjmuje nowych. Czy Nataniel spełni swoje pragnienie? Czy odnajdzie tutaj swoje miejsce na ziemi a demony przeszłości przestaną go nawiedzać w snach? 
 
Wrażliwy na nieszczęście ludzi i zwierząt młody mężczyzna spotyka na swojej drodze Martę i Mateusza - dwoje miłych i chętnych do pomocy, odrzuconych przez lokalną społeczność samotników. Oboje mają swoje tajemnice, oboje borykają się z problemami. Mają dobre serca, ale w przeszłości zostali zranieni. Szczególny zamęt w życie tej trójki wprowadza Siergiej Sodarow – człowiek niebezpieczny i zakochany w Marcie. Tylko czy gwałtowny i porywczy mężczyzna jest godny zaufania?


„Niektórzy ludzie, choćby mieli wszystko, nigdy nie będą szczęśliwi. Inni nie mają nic, a potrafią cieszyć się życiem.” *

Katarzyna Michalak chciała podarować czytelnikom ‘gwiazdkę z nieba’ pod postacią przedświątecznej i mocno zimowej – sądząc po okładce – opowieści. Jednak nie do końca książka spełniła te kryteria, chyba podczas pisania fabuła postanowiła spłatać psikusa i zaczęła żyć własnym życiem. Dopiero pod koniec historię przepełniają wirujące płatki skrzącego śniegu, Nataniel otrzymuje niezwykły wigilijny prezent a niespodziewani goście wprawiają go w kolejne stany osłupienia. 
 
Wcześniej autorka oddała niezwykły hołd stosunkowi ludzi do zwierząt – moje serce skradła Trusia a później również Śnieżka i Kacperek. Ze ściśniętym gardłem czytałam o koniach na rzeź…
Nie mogę jednak nie wspomnieć o postaciach, których relacje w dość różnorodny sposób wzbogacają lekturę. Jest trochę miłości, kilka scen uniesień, jednak największą rolę odegrała tutaj przyjaźń. Bardzo ujęło mnie podejście przyjaciół do siebie – zawsze mogą na siebie liczyć, o każdej porze dnia i nocy czuwają nad szczęściem drugiej osoby i w razie potrzeby ruszają z pomocą. Bo przyjaciele kochają i akceptują człowieka takim, jakim jest nie bacząc na ułomności, niepełnosprawność czy zasobność portfela. Potrafią doradzić wprost z serca i ocenić obiektywniej niż my sami. 
 

„Bo w miłości nie ma miejsca na żadne ‘ale’. Albo jest bezwarunkowa, albo to nie miłość. **

Jak przystało na twórczość Katarzyny Michalak w powieści nie brakuje gangsterów, tajemnic, bohaterskich zachowań, lejącej się krwi, obrońców pokrzywdzonych oraz licznych rozterek. Sugestie co może zdarzyć się w kolejnych rozdziałach podsycały moje zainteresowanie (coraz częściej spotykam się z tym zabiegiem w powieściach). Zaskoczenia sypią się jak z rękawa a finalne sceny intrygują – choć domyślam się kim jest tajemnicza osoba to chętnie dowiem się, jak to się stało, że zapukała akurat do tej mazurskiej chaty i to w tak szczególnym dniu...



Podsumowując - „Gwiazdka z nieba” to opowieść o bólu, tęsknocie, samotności i kruchości ludzkiego życia. O wspomnieniach, które nieustannie powracają, by mącić spokój z wielkim trudem już wypracowany. O rozwianych złudzeniach, omotaniu, ‘płoszeniu kormoranów’, zdradzie i bezgranicznym oddaniu czworonogów. Historia rozgrywająca się pod mazurskim niebem pokazuje rozpacz w oczach i ciężar, który nosimy w sercach. W powieści znajdziemy cały wachlarz uczuć i emocji – „gniew i współczucie, żal i litość, wściekłość, pogardę, strach i odrobinę zrozumienia.” ***




* K. Michalak, "Gwiazdka z nieba", Wyd. Znak Literanova, Kraków 2017, s. 14
** Tamże, s. 286
*** Tamże, s. 309 



"Gwiazdka z nieba"
"Promyk słońca"


Książka przeczytana w ramach grudniowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


środa, 17 lutego 2016

Magdalena Witkiewicz "Szkoła żon"




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2013
Liczba stron: 256
Cykl: Szkoła żon tom 1
Seria: Seria z Tulipanem








Jak wygląda dzień przeciętnej kobiety? W skrócie pisząc - zabiegany. Zwłaszcza poranek, kiedy trzeba wszystkich wyprawić w miejsca docelowe. Praca, dom, dzieci, zakupy, pranie i cała masa innych obowiązków to dla nas codzienność. Choć wielu przedstawicieli przeciwnej płci i tak stwierdzi, że nic nie robimy... Owszem, najmniej robimy DLA SIEBIE. Dlatego czasem przychodzi moment przesilenia, kiedy już naprawdę nie mamy siły, działamy siłą woli i marzymy o chwili oddechu. W "Szkole żon" Magdy Witkiewicz bohaterki otrzymują właśnie taką możliwość urlopu od dotychczasowego życia... Na czym on polega?

Julia ma dwadzieścia siedem lat i jest świeżutką rozwódką. I to nawet bardzo, bo dopiero od niespełna sześciu godzin. Wraz z przyjaciółkami oblewa swój nowy stan cywilny w zadymionej knajpie, kiedy nieoczekiwanie okazuje się, że wygrała w loterii wizytówkowej trzytygodniowy pobyt w SPA, a dokładniej Zmysłowej Szkole Żon. I choć będzie starała się z tego wyjazdu wykręcić, bo przecież nie jest żoną, to w rezultacie wyjedzie na Mazury i podda się przygotowanym tam dla niej - i dla chętnych kobiet, które płacą za turnus mnóstwo pieniędzy - atrakcjom: zajęcia z masażu (czasem bardzo zmysłowego), makijażu, seksu oralnego i gimnastyka - to tylko niektóre rozrywki, jakie przygotowano dla kuracjuszek. Są też sauny, basen, las i jezioro - czyli zróżnicowane sposoby na relaks, chociaż trzeba koniecznie wziąć sobie do serca rady dyrektorki szkoły - Eweliny, która twierdzi, że siebie to trzeba kochać i stara się uzmysłowić kobietom, że powinny pomyśleć o sobie. Zrobić coś dla siebie. Poczuć się piękne, seksowne i zmysłowe. Czy kolejny turnus zrozumie jej przesłanie i wyniesie jakieś korzyści z pobytu?

Na Mazurach Julka poznaje bliżej trzy kobiety: ponad pięćdziesięcioletnią nauczycielkę matematyki Jadwigę, trzydziestopięcioletnią Martę oraz młodziutką Michalinę.
Jadwiga ukrywa się pod zmienionym imieniem - Jagoda. Jej małżeństwo to od lat farsa: osobne sypialnie, a co za tym idzie osobne łóżka, przypadkowy dotyk i mąż, który notorycznie ją zdradza a ona nie szuka dowodów, bo nie chce rozwodem komplikować życia, zwłaszcza córce. Od szkoły oczekuje, że wleje w nią poczucie piękna i własnej wartości. Chce zrozumieć, że może jeszcze czerpać z życia, być szczęśliwą a nie tylko siedzieć w fotelu i czytać kolejne książki o miłości i seksie, bo tego jej w brakuje w codzienności. Ach... no i nie myśleć wciąż o kolejnych kochanicach męża.
Marta jest matką dwójki dzieci i "nosicielką" wielu zbędnych kilogramów. Chętnie by się ich pozbyła, ale wiadomo że wszelkie diety zaczyna się "od jutra", które jakoś nie nadchodzi. Kobieta nie potrafi się zmobilizować, mąż wciąż pracuje a ona za parawanem obowiązków wciska w siebie kolejne partie jedzenia. Skończyła prawo, ale mimo że chciałaby pracować i robić w życiu coś więcej niż tylko zajmowanie się dziećmi (choć kocha je nad życie), popada w coraz większe załamanie. Na szczęście jest córką kuzynki Eweliny...   
Michalina (czyli Miśka) to dziewiętnastolatka, która nie przyjechała do szkoły dla siebie. Za pobyt zapłacił Misiek - jej chłopak Michał. A dziewczyna ma się tutaj nauczyć robić mu... dobrze. Przez długi czas nie wierzyłam, że dla tego ..... (może nie użyję określenia, które ciśnie się na usta i klawiaturę) można tyle poświęcić... Miśka nie zrobiła matury, utraciła kontakt z rodziną, odcięła się od dotychczasowego życia i postawiła wszystko na jedną kartę - bycia z tym facetem. Czy opuści szkołę z "odrobionym zadaniem"?

Cztery bohaterki (a właściwie pięć, bo dodałabym jeszcze Ewelinę, której sporą część życia i tajemniczą przeszłość poznajemy), cztery historie, cztery sposoby patrzenia na siebie, na codzienność i na przyszłość. Połączyła je Szkoła Żon i problemy, które każda z nich chce rozwiązać, każda chce też coś ukryć, ale każda chce poczuć się piękna, kochana, akceptowana. Co sobie uświadomiły w tym magicznym zakątku na Mazurach? Czy zawarte przyjaźnie przetrwają? Kim tak naprawdę jest Konrad i co ukrywa? Co wydarzy się w saunie nad jeziorem? Dlaczego Anna Nowak syczy? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie już w książce. Ja nie zdradzę ani odrobiny.

"Szkoła żon" jako książka z serii z Tulipanem miała być w zamierzeniu erotykiem. Czy nim jest? Właściwie to bym tak tego nie określiła... Dla mnie to powieść obyczajowa (które przecież uwielbiam) ze zmysłowymi scenami erotycznymi, które są pięknie i subtelnie napisane, idealnie wkomponowane w fabułę. Nie jest ich za dużo, bo to obyczajówka; nie jest ich za mało, bo miał być erotyk. Ale najważniejszy jest fakt, że to książka z drugim dnem. To pierwsze dno zawiera sceny seksu, które wpasowały się w zamysł powieści, potrafią sprawić, że krew szybciej krąży w żyłach. Zaś drugie - idea o byciu piękną, robieniu czegoś DLA SIEBIE i pokazanie, że każda z nas mimo problemów powinna dążyć do wytyczonych sobie celów. Ile kobiet, tyle przeszkód w życiu, ale czy nie warto wiedzieć, że mamy swoją wartość? Że musimy cenić się same jeśli nikt inny tego nie robi? Czasami małymi kroczkami można poprawić sobie nastrój, choć życie wyciska z nas pot, łzy i cierpienie... Jeśli osoby w naszym otoczeniu nie do końca rozumieją nas i nasze potrzeby...

W powieści nie brakuje też uwypuklonych wartości takich jak przyjaźń, miłość, potrzeba bliskości, ale jest też zdrada, tajemnice, rozpacz i próba naprawienia błędów przeszłości.

To już kolejna książka Magdy Witkiewicz którą przeczytałam i śmiało mogę napisać, że z niesłabnącą miłością będę sięgać po następne. W ciemno. Powieści autorki uwielbiam, bo dają mi siłę, której moje serce i dusza niezmiernie potrzebują. Tak jak napisałam wyżej, każdy ma problemy, ja też i chwilami nie mam siły, by się podnieść z nimi na ramionach. Magdalena Witkiewicz ratuje mnie w takich chwilach swoimi historiami, puentami, bohaterkami i przygotowanymi dla nich ścieżkami pełnymi rozwiązań. Nie jest łatwo wcielić to w życie, nie zawsze ot tak się da... Czasem przeszkód jest zbyt wiele, potrzeba czasu, ale przecież to jeszcze nie koniec, prawda? Może kiedyś i ja trafię do takiej Szkoły Żon i oddam się we władanie na przykład masażyście, który trafił się Julce? Mhmm.... Tylko szukać takiej szkoły.... :P

Podsumowanie będzie krótkie - obyczajowo-erotyczna lektura, która przynosi odprężenie, zrozumienie dla problemów zróżnicowanej grupy czytelników, która wywołuje rumieńce i mimo, że autorka jest mistrzynią dobrych zakończeń, to nigdy nie wiadomo komu i jak ułoży życie, jak pokieruje jego losem, by było dobrze. Ja jestem mało obiektywna w przypadku powieści autorki, bo je wręcz pochłaniam, ale liczę że i Wam się spodoba. Warto sięgnąć i pozwolić myślom szybować... na Mazury!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Czytelnicze marzenia ejotka, Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki

piątek, 22 stycznia 2016

Magdalena Kołosowska "Trawa bardziej zielona"




Autor: Magdalena Kołosowska
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 14 stycznia 2016
Liczba stron: 312











Bo trawa to jest zwykle bardziej zielona u sąsiada, prawda? Zwykle to co mają inni wydaje nam się lepsze, piękniejsze, szczęśliwsze niż to, co mamy na swoim podwórku czy życiu. Widzimy to "bardziej" u innych a przecież wystarczy jeden czy dwa kroki i .... nie, nie będziemy na zieleńszym trawniku sąsiada, w dwóch krokach możemy zmienić nasze życie. Dokonać takich zmian, by to nasza trawa była BARDZIEJ zielona.


Maja wyszła za Jacka jeszcze podczas studiów. Oświadczył się jej podczas oblewania sesji a w rezultacie ich ślub stał się przedmiotem zakładu. W tydzień nie zdążyli, ale udało się załatwić szybką uroczystość w USC. Skończyła ochronę środowiska i to ona utrzymywała męża, bo ten z często zmienianych dorywczych prac nie był w stanie zapewnić mini rodzinie bytu. Maja (a właściwie to Maria, tylko wszyscy do niej Majka mówią) też nie może znaleźć swojego miejsca i najpierw stawia pierwsze kroki w spedycji (praca jej do gustu nie przypadła, ale poznała tam Monikę i do dziś są najlepszymi przyjaciółkami), zaś w drugim miejscu zatrudnienia odkrywa, że nie lubi bezpośredniego kontaktu z klientem (czego zrozumieć nie mogę, bo ja lubię). Jednak wielkim marzeniem Majki jest napisanie książki, a nawet książek. Pisała od zawsze, jednak okoliczności ślubu a później poglądy Jacka kazały jej odłożyć spełnienie marzeń do szuflady. Teraz Jacek wyjeżdża do Szwecji a ona zostaje z głową pełną zmartwień - jak ta rozłąka wpłynie na ich małżeństwo? By nie rozpamiętywała wyjazdu męża, przyjaciółka proponuje jej tygodniowy wyjazd na Mazury...

Monika jest jedyną i najlepszą przyjaciółką Mai. Poznały się w firmie spedycyjnej i choć to nie była praca dla Majki to mimo jej odejścia kontakty wciąż są częste i zażyłe. Monia uwielbia swoją pracę, jednak nie ma szczęścia w miłości. Wpatrzona w Piratów z Karaibów wzdycha do Johnny'ego Deppa i liczy, że tak przystojny i na zabój zakochany facet trafi jej się w rzeczywistości. Monia martwi się o tykający zegar biologiczny i marzy o wsparciu, czułości i bliskości (a któż nie marzy...).
Uważa, że obie z Mają potrzebują zmiany klimatu i dlatego wpada na pomysł z Mazurami. Jeszcze nie wie, jak bardzo ten wyjazd zmieni ich życie... Bowiem w pensjonacie pani Irenki dziewczyny poznają Kubę i Pawła, którzy motocyklami jeżdżą po kraju a w Harszu zatrzymali się na trzy dni. I jakby czuwał nad nimi mały Amorek, bowiem bez zbędnych przepychanek a z wzorową zgodnością odkryli, że między Moniką a Pawłem oraz Majką i Kubą iskrzy...

Niestety los bywa okrutny i przewrotny. Po jednym pięknym dniu szczęścia i czułości, dziewczyny odkrywają, że panowie wyjechali w nocy, bez słowa wyjaśnienia... Czyżby to była dla nich tylko chwila zapomnienia? Uspokojenie rozszalałych hormonów? Nie wiedzą skąd przyjechali, nie znają swoich nazwisk... Czy uda im się odnaleźć? Czy w ogóle będą mieli ochotę? Czy pani Irenka pomoże?

Dwa lata później (i wcale nie jest to epilog a zwykła część książki) okazuje się, że Jacek wcale nie zamierza wracać ze Szwecji, to znaczy wraca na dwa tygodnie, ale rewelacje jakie ma dla Majki skutecznie rozwieją jej wątpliwości dotyczące przyszłości.
Monika związała się z Danielem rok temu, wybierają się właśnie na wspólne zagraniczne wakacje, jednak dziewczyna wciąż unika poznania jego rodziny. Dlaczego? Bo po długim okresie spotkała kogoś, o kim przez dwa lata zapomnieć nie potrafiła... Czemu nie zakończy związku, w którym nie do końca jest szczęśliwa? Na co liczy? O kim myśli? Dlaczego podejmuje się trwania w chorych układach, które na dodatek sama wymyśliła?

A co przez ten dwa lata działo się w życiu Pawła i Kuby? Czy próbowali znaleźć Maję i Monikę? Czy ich myśli choć z rzadka wędrowały do wspólnie spędzonych chwil uniesienia na Mazurach? Czy dwaj kumple będą potrafili szczerze porozmawiać o uczuciach, kobietach i przyszłości? Jak w tej sytuacji odnajdzie się Paula? Przyznaję, że w książce jest wiele humoru, autoironii i tekstów Mai, które mnie bawiły ("mężowi przyszłość kończyła się w chwili, gdy szedł spać" czy "facet nie chwast, na polu nie rośnie"*), jednak najbardziej się śmiałam, kiedy czytałam o wyczynach Pauli.


Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale przyznaję że bardzo udane, ponieważ lektura jest utrzymana w duchu lekkości, pozytywnego myślenia (mimo wszystko), ciepła i chęci zmian na lepsze. Powieść czytało mi się bardzo dobrze, ponieważ fabuła jest ciekawa, doskonale nakreśleni bohaterowie a problemy, które się pojawiają... to takie prawdziwe życie. Nie są to sytuacje naciągane na siłę, byle wpasowały się w ramy założone dla książki, ale brutalne i pełne zbiegów okoliczności czy rozczarowań życie. Z każdą kolejną kartką byłam coraz bardziej ciekawa jak rozwiną się wątki przyjaźni i miłości, bo również na tych płaszczyznach Kołosowska pokazała, że nie jest idealnie. Że nawet przyjaciele czasem zawodzą i nie mówią sobie wszystkiego obawiając się o wyśmianie, krytykę czy odrzucenie. Że Ci, którzy darzą się uczuciem, powinni o tym koniecznie porozmawiać, by wiedzieć na czym stoją a nie stwarzać barier, który wywołują tylko i wyłącznie cierpienie.

Były dwie rzeczy, które nieco mnie drażniły w książce. Przede wszystkim Maja, która często zbaczała z głównego tematu w swoich wypowiedziach a fakt, że w mailu właściciel wydawnictwa napisał "Szanowna Pani" wywołał u niej, niepotrzebny moim zdaniem stan euforyczny, który objawił się rozwodzeniem na cały akapit.
Druga rzecz to nieco pomieszane wydarzenia, trochę czasu minęło zanim odnalazłam się w chronologii: co było przed Mazurami a co dwa lata później a kiedy wracałam do czasów młodości bohaterów.

Bardzo fajnym zabiegiem, który zastosowała autorka jest napisanie tej książki z perspektywy całej czwórki głównych bohaterów co zostało oznaczone ich imieniem i to każde z nich we właściwym momencie staje się zarazem narratorem. Dzięki temu czytelnik ma doskonałą szansę na poznanie nie tylko ich młodości, ale również myśli, uczuć i rozważań dotyczących gnębiących ich aktualnie tematów. Kto skrywa jakie tajemnice? Jakie decyzje podejmą ostatecznie bohaterowie? Czy los będzie dla nich łaskawy i osiągną wymarzone szczęście? Czym ono jest dla każdego z tej czwórki?

Głównym celem powieści, przesłaniem wręcz, jest uzmysłowienie nam, że powinniśmy odrzucić utarte od wieków schematy, zerwać niepotrzebne więzi, uwolnić się od tego co nas ogranicza i z wolnym ciałem i duszą wyruszyć na poszukiwanie siebie, by spełniać swoje najskrytsze marzenia. Każdy z nas ma jakąś pasję, która jest dla niego całym życiem i nie powinniśmy z tego rezygnować, za żadne skarby! Mimo, że nie jest to takie łatwe... może jednak to nasza trawa będzie bardziej zielona...




* Kołosowska M., "Trawa bardziej zielona", Feeria 2015, s. 19 i 27


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II (pomost skąpany słońcem wygląda jak biały), Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Mai z


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...