Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olejniczak Lucyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olejniczak Lucyna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 września 2020

Lucyna Olejniczak "Wypadek na ulicy Starowiślnej"

 
 
 
 
Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2019
Liczba stron: 240
 
 
 
 
 
Lucyna Olejniczak rozkochała mnie w swojej twórczości dzięki serii 'Kobiety z ulicy Grodzkiej'. Niewątpliwym plusem jej powieści jest akcja osadzona w mieście, w którym obie mieszkamy, czyli w Krakowie, teraźniejszym lub z przeszłości. Czy "Wypadek na ulicy Starowiślnej" pozostanie na długo w mej pamięci?
 
Lucyna mieszka w Nowej Hucie, ma dorosłe dzieci a mąż nie żyje od wielu lat. Przeglądając "Dziennik" natrafia na rubrykę 'W Krakowie przed stu laty', gdzie znajduje notatkę z 1900 roku dotyczącą pożaru na ulicy Starowiślnej. Dla innych osób notka byłaby zupełnie niezauważalna, lecz Lucyna dostrzegła w niej znajome nazwisko - Teodor Henzelmann. Jej pradziadek był jednym ze strażaków spieszących do pożaru a gdy wóz uległ wypadkowi, został poszkodowany. 

Bohaterka poruszona jego losami postanawia dowiedzieć się o swoim przodku jak najwięcej. Magda i Tomek - jej dzieci - gorąco namawiają matkę, by napisała o pradziadku książkę. Tylko czy uda jej zdobyć wystarczającą ilość materiału? Dzielnie jednak zabiera się do pracy, odnajdując nie tylko zdjęcia czy listy, ale również towarzystwo sympatycznego mężczyzny o intrygującym spojrzeniu. Dziennikarz stara się pomóc w poszukiwaniach strażaka z przeszłości, ale czy wspólne "śledztwo" przyniesie lepsze rezultaty? Czy Lucyna napisze książkę? 


Lucyna Olejniczak jak zawsze wyśmienicie oddała klimat z lat, gdy żył Teodor Henzelmann - dorożki, tramwaje konne, sienniki i jazda pociągiem do Mogiły. Głupie zabawy dzieci przeplatają się z problemami dorosłych, żałobą, tęsknotą i biedą. Bohaterka próbując wczuć się w najbliższych pradziadka stara się ich oczami opisać dzień wypadku - co wtedy robili, gdzie byli, w jaki sposób dowiedzieli się o nieszczęściu. Zabieg ten sprawia, że poznajemy szerszą perspektywę i postrzeganie faktów w zależności od wieku narratora.
 
Niestety chcąc napisać szczerą recenzję muszę stwierdzić, że ta książka mocno mnie rozczarowała. Podczas lektury czułam się wręcz zmęczona, nie pasował mi ani język, ani bohaterowie i wydarzenia wokół nich. Bardzo żałuję, bo w poszukiwaniach przodka tkwił ogromny potencjał. Niewiele tutaj konkretów w głównym temacie, wątki poboczne też dość rozmyte. Chwilami miałam wrażenie, że pisała tę powieść zupełnie inna Lucyna Olejniczak niż moje ukochane 'Kobiety z ulicy Grodzkiej'. Szkoda...


Podsumowując - "Wypadek na ulicy Starowiślnej" to opowieść o poszukiwaniach, zauroczeniach, sprawianiu radości starszym i samotnym osobom, o miłości zaborczej i zazdrosnej a także o nieszczęściu, biedzie, zbyt szybko podejmowanym decyzjom. Historia o tchórzostwie, rozczarowaniu, igraniu życiem innych. Dla mnie niestety bez fajerwerków, ale może Wam przypadnie do gustu.



 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 

wtorek, 19 listopada 2019

Lucyna Olejniczak "Księżniczka"






Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 4 kwietnia 2019
Liczba stron: 232





Kiedy słyszę Lucyna Olejniczak, moim pierwszym skojarzeniem jest saga 'Kobiety z ulicy Grodzkiej', której sześć tomów totalnie mnie zauroczyło. Aż do tej chwili nie znałam innych powieści autorki, jednak na krakowskich targach książki otrzymałam od wydawnictwa "Księżniczkę" i postanowiłam sprawdzić autorkę w innej konfiguracji literackiej.

Lena jest laborantką i dzięki tej szpitalnej posadzie, poznała Olafa - lekarza, który jest teraz jej mężem. Młodzi postanowili wyjechać z Krakowa i zamieszkać w jego rodzinnym domu pod Warszawą, dlatego Lena odwiedza swoich rodziców w jednym z nowohuckich mieszkań. Chce się pożegnać przed wyjazdem, w jakiś sposób oddzielić swoje dotychczasowe życie od czekającej ją przyszłości. Jednak mimo swojej dorosłości bohaterce trudno jest uwolnić się spod wpływu ojca i wręcz kuli się na jego widok. Zachowuje się, jakby nadal była od nich zależna, choć ma przecież swoją małą, dwuosobową rodzinę. Mając trzydzieści lat, wciąż ma poczucie winy, że zostawia rodziców...

Podczas wizyty Lena powraca wspomnieniami do wydarzeń, na które patrzyła oczami małej dziewczynki. W rozdziałach usytuowanych naprzemiennie z teraźniejszą, dorosłą Leną, poznajemy świat z perspektywy Lenki - księżniczki tatusia. Dziewczynka opowiada o zapuszczaniu włosów do komunii, pochodzie pierwszomajowym, wizycie francuskiego generała czy radzieckiej kosmonautki. Z uśmiechem na twarzy przypomina sobie jak z ukochaną babcią poszła bronić krzyża na Osiedlu Teatralnym w 1960 roku.

Świat widziany oczami dziecka ma inne priorytety a drobiazgi urastają do rangi bardzo ważnych. Lenka opisuje swój pokój, w którym spała z siostrą Zosią. Obie kuliły się pod kołdrą, gdy tata wchodził do środka i zastanawiały się, na którą tym razem trafi. Córki molestował, żonę bił wypominając brak wykształcenia i marzył, że ze starszą już Leną zamieszka w Wiedniu jak mąż i żona. Taki z niego szanowny inżynier biorący udział w tworzeniu Nowej Huty, wciąż pod wpływem...


Powieść jest historią o jednej z krakowskich rodzin, w której nie działo się dobrze. Na tle wydarzeń politycznych i społecznych - zamach na pomnik Lenina w Alei Róż (1979), ogłoszenie stanu wojennego (1981), dokwaterowywanie obcych ludzi do mieszkań, poznajemy trudnego w obyciu Bronka i jego najbliższych. Nie stanowiło dla niego problemu poniżanie żony - podobno dla jej dobra - czy paradowanie nago w obecności córek albo niewłaściwe ich dotykanie. 

Dopiero po latach, w chwili gdy chce opuścić blokowisko w okolicach Placu Centralnego, Lena dowiaduje się, jak wielu sąsiadów wiedziało o krzywdzie małej Lenki. Tyle osób wiedziało i nikt nie zareagował... Bali się dobrze sytuowanego pana inżyniera? Lena czuje do nich nienawiść za to milczenie.
Czy krzywdy wyniesione spod rodzinnego dachu można wybaczyć? Czy miłość zakryje to, co złe? Czy socjalizm niósł tylko takie właśnie wzorce?

Lucyna Olejniczak napisała powieść trudną tematycznie, bo choć we wspomnianej wcześniej sadze problemów nie brak, tutaj są bardziej widoczne, mocniej odczuwalne, gdyż historia rozgrywa się na mniejszej liczbie stron. Dwie płaszczyzny czasowe pokazują przeżycia bohaterki w różnym wieku. Jak wydarzenia z czasów dzieciństwa ukształtowały ją, jako kobietę. Ta książka to nieliczny na rynku wydawniczym tytuł, w którym występują sami negatywni bohaterowie. Czy tak postrzegane jest polskie społeczeństwo z okresu socjalizmu?


Podsumowując - "Księżniczka" jest opowieścią o szczęśliwych, choć ulotnych chwilach z dzieciństwa, o odrzuceniu, tchórzostwie, strachu i złym dotyku rodzica wobec dziecka. O zmowie milczenia oraz alkoholu, który sprawia, że rodzina drży ze strachu, gdy ktoś pije bez umiaru. Historia o dziecku, przerażonym, zaszczutym, któremu odebrano wiele marzeń i trzymano na krótkiej psychologicznej smyczy. A jej dziecięcy bagaż doświadczeń będzie stawał się coraz cięższy... i dorosła już bohaterka będzie miała trudności z jego dźwiganiem.
Ze swej strony polecam dźwiganie tematu czytelniczo, warto.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję


czwartek, 24 października 2019

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra"





Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1 października 2019
Liczba stron: 520
Seria: Kobiety z ulicy Grodzkiej tom 6





To była cudowna seria, przez trzy lata poznawałam sześć tomów klimatycznej opowieści o rodzinie, na którą rzucono klątwę. Losy kobiet z ulicy Grodzkiej opowiedziane zostały w niezwykle interesujący i intrygujący sposób, w tle zaś rysowała się sytuacja polityczno-społeczna Polski z wysuniętym na pierwsze miejsce Krakowem. Lucyna Olejniczak przeprowadziła nas przez wiele lat historii - czym uraczyła nas w ostatnim?

Poturbowana małżeństwem z Marcinem - alkoholikiem i esbekiem - Weronika, zrobiła właśnie krok w przyszłość i podjęła decyzję o spędzeniu Wigilii roku 1968 wraz z nowym ukochanym Pawłem. Liczy, że zarówno rodzice jak i dzieci (Emilia i Waldek) zaakceptują jej nowego partnera. Lata mijają, dzieci dorastają, starsi bohaterowie odchodzą pozostawiając smutek, żal, tęsknotę a czasami również... spadek.

Emilka studiuje, Waldek się wyprowadza i usamodzielnia. Przeżywają swoje pierwsze miłostki, nie zawsze zresztą szczęśliwe. Brat dzielnie chroni młodszą siostrę kiedy tylko może, wielokrotnie ostrzega przed popełnieniem głupstw. Oboje aktywnie uczestniczą w działalności konspiracyjnej podczas trwania stanu wojennego a nawet zostają aresztowani. Piętnaście lat później Emilka może odwdzięczyć się Waldkowi wyruszając poza granice Polski, by mu pomóc w kłopotach.

Z zapartym tchem śledziłam opisane wydarzenia, smuciły mnie kolejne pogrzeby, bowiem zdążyłam się już zżyć z bohaterami tej sagi. Lucyna Olejniczak poruszyła w szóstym tomie cyklu problem nie tylko alkoholizmu, ale również cukrzycy, raka, endometriozy, co przypomina nam byśmy dbali o swoje zdrowie, bo już samo oczekiwanie na wyniki badań jest stresujące.
Jest też kilka wątków mniej przyziemnych, jak pisanie wierszy, wieczorki poetyckie, prowadzenie galerii sztuki czy wydanie kilku powieści.

Podążamy z naszymi bohaterami poprzez kolejne dekady, zmagamy się wraz z nimi ze strajkami, cieszymy z wygranej piłkarzy z NRD, słuchamy Jaruzelskiego a później doświadczamy upadku komunizmu. To jednak nic w porównaniu z tym, co autorka przygotowała dla nas od roku 1997, kiedy to Emilia prowadzi dziwne śledztwo z mafią w tle. Przyznaję, że nie spodziewałam się w taki sposób ukierunkowanej akcji, nie sądziłam że saga stanie się tak sensacyjną lekturą. Olejniczak zrobiła czytelnikom kilka nietypowych niespodzianek na koniec serii, które wielokrotnie sprawiały, iż czułam zaskoczenie. Nie wszystko okazało się iść schematami, jak choćby pojawienie się w fabule tytułowej Aleksandry czy tajemniczego mężczyzny z Ameryki. Ogromnie żałuję, że to koniec... To była wyśmienita przygoda, cudowne literackie podróże, wielu wyjątkowych bohaterów i pozostające na długo w sercu emocje.


"Wszystko, co się z nami dzieje, nasze życie, nasze losy zależą od tego, jak sami nimi pokierujemy. Zawsze jest jakiś wybór." *


Podsumowując - "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra" to doskonały finał przepełnionej wrażeniami i emocjami serii. Znajdziemy tu wiele magicznych chwil, skłaniających do uśmiechu lub łez, ale też do przemyśleń nad życiem.
Autorka nie szczędzi nam miłości, rozpaczy, strachu, złych decyzji, niepewności, zwraca uwagę na potrzebę czułości i bliskości oraz na fakt, że pod wpływem nałogu człowiek bardzo się zmienia. Trzeba naprawdę silnej woli i wsparcia bliskich, by uwolnić się od paktu z diabłem - jak alkoholizm nazywa Olejniczak, bo mimo trudności życie musi trwać dalej.
Gorąco polecam Wam tę serię!




* L. Olejniczak, "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra", Prószyński i S-ka, Warszawa 2019, 7%




"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Emilia"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra"





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za e-book dziękuję


środa, 14 listopada 2018

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Emilia"





Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 30 października 2018
Liczba stron: 488
Seria: Kobiety z ulicy Grodzkiej tom 5









Jest! Hura! Autorka spełniła prośby czytelniczek i powstał piąty tom doskonałej sagi rodzinnej osadzonej w Krakowie - Kobiety z ulicy Grodzkiej. Z czym muszą zmierzyć się bohaterki tym razem? Czy nadal działa klątwa Franciszka Bernata? Wielokrotnie w życiu musimy zmagać się z błędami przeszłości, czy to popełnionymi przez nas samych czy też naszych przodków. Czasami wystarczy 'przepraszam', ale zdarza się że przewinienia nawarstwiają się i nie jest łatwo wybaczyć.
 
Historia kobiet z krakowskiej ulicy Grodzkiej toczy się kołem...
Jest rok 1957 i wzorem swojej babci Wiktorii, osiemnastoletnia Weronika jedzie wraz z siostrą swego dziadka - Ivonne - do Le Gravier, rodzinnej posiadłości swoich francuskich krewnych. To właśnie na prowincji Weronice przyjdzie zmierzyć się z przeszłością, kiedy przyjedzie tam Pascal - jej dziadek. Dziadek, który nie uznał swojej córeczki - Matyldy. Dziadek, który chciałby naprawić względem wnuczki to, co zepsuł w kontaktach z jej babcią. Gestem pojednania jest propozycja Pascala, by Weronika studiowała na Sorbonie, gdyż jest bardzo zdolna i świetnie mówi po francusku. Jednak dziewczyna nie chce przyjąć tej propozycji... Ma powody przypuszczać, że jest w ciąży a tata ją zabije, gdy dowie się kim jest ojciec dziecka... Czy słusznie?


Walka stoczona z rodzicami o zgodę na przyszłość i szczęście będzie jednak dopiero początkiem drogi, jaką będzie kroczyła Weronika. Gdyby tylko wiedziała, jak potoczy się jej życie u boku mężczyzny, którego pokochała młodziutkim sercem, to czy nie wolałaby pozostać wtedy we Francji? Czy znajdzie siłę i sposób, by wyrwać się z tego związku? Fakty i wydarzenia będą jednoznaczne, szokujące i przywołujące na myśl wiele ludzkich tragedii. Co takiego wydarzyło się w małżeństwie Weroniki? Z czym musiała się zmierzyć? Jakie piętno to na niej odciśnie?

Niespodzianka czeka w tym tomie również na Matyldę. Matka Wery zobaczy ducha przeszłości, który początkowo przypomni o przykrych wydarzeniach z życia i niekoniecznie będzie chciał wierzyć w wyjaśnienia. Ale może okoliczności sprawią, że zapanuje zawieszenie broni i choćby minimalne wybaczenie?

Piąty tom opowiadający o losach kobiet z ulicy Grodzkiej w Krakowie jest powoli - ale w żadnym nie nudno! - snującą się opowieścią o zwykłym życiu pewnego rodu. Tutaj narodziny i śluby przeplatają się z pogrzebami a wizyta Matyldy na cmentarzu i zaduma przy wspólnym grobie kobiet bliskich jej sercu, była dla mnie niezmiernie wzruszającym momentem. W fabule pojawiają się nowi bohaterowie, powracają już nam znani a zagubieni na przestrzeni różnych wydarzeń.

Lucyna Olejniczak potrafi zaintrygować, pokazać różne oblicza ludzkiej natury i uczuć - przemoc domową, miłość która nie liczy się z opcjami politycznymi, pojednanie w obliczu choroby, alkoholizm niszczący rodziny, utrata wewnętrznego blasku z powodu problemów... A wszystko to na tle wydarzeń w Polsce, kiedy I sekretarzem KC PZPR był Władysław Gomułka - wyraźnie pokazane prawa systemu, napiętnowanie Żydów, działania milicji i SB, kontrolowanie zgromadzeń czy sztuk teatralnych.

Ten sam, niezwykły klimat powieści od pierwszego tomu sprawia, że mimo niemal pięciuset stron wcale nie czuję nasycenia lekturą. Jeszcze dobrze nie odkryłam wszystkich niespodzianek i demonów, które wciąż pojawiały się w "...Emilii" a już z ogromną radością sięgałabym po kolejne tomy tej sagi. Nie potrafię ani jednym słowem, ani jednym akapitem, ani nawet jedną recenzją opisać co magicznego kryje się w tej serii. Każdy, kto ją zna, wie co mam na myśli...
Czekam na szósty tom, kiedy to Emilka dorośnie, może klątwa przestanie wreszcie działać... Tylko czy ja chcę zakończenia serii? NIE!


Podsumowując - "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Emilia" to książka o pogrzebanych marzeniach,  prawdziwych uczuciach, wstydzie, upokorzeniu, pomocy i przyjaźni. O trudnych wydarzeniach z przeszłości, które nadchodzą niespodziewanie i burzą budowany latami spokój. O tym, że czasem wsparcie i bezpieczeństwo są ważniejsze od miłości i jak bardzo mogą uratować komuś życie.





"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Emilia"



Książka przeczytana w ramach październikowych wyzwań: Grunt to okładka, Zatytułuj się, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



środa, 17 maja 2017

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika"



Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 25 kwietnia 2017
Liczba stron: 480
Seria: Kobiety z ulicy Grodzkiej tom 4










A wszystko przez Monikę... Pisałam już o tym w jednej z wcześniejszych recenzji, ale muszę wspomnieć raz jeszcze, bowiem nigdy wcześniej w tak szybkim tempie nie przeczytałam żadnej serii. Monika pożyczyła mi pierwsze dwa tomy (które zresztą długo stały na półce) i kiedy w grudniu 2016 roku sięgnęłam po pierwszy... byłam zauroczona i w lutym 2017 przeczytałam dwa pozostałe oczekując na wydanie niniejszego - czwartego. Kobiety z ulicy Grodzkiej to wyśmienita seria krakowskiej pisarki Lucyny Olejniczak, która nie tylko tworzy niebanalne losy bohaterów, ale również znakomicie oddaje klimat czasów, które już za nami.



rok 1938, Kraków
Matylda nadal mocno przeżywa traumatyczne wydarzenia związane z Michałem. Nie jest jej lekko kiedy pomyśli, jak była głupia i naiwna. Jak niewiele brakowało, by czekał ją taki los jak Melę... No właśnie, Mela to ciążący jej na sumieniu grzech. Nie może sobie wybaczyć, że to z jej winy spotkał przyjaciółkę taki los. Matylda stara się ze wszystkich sił odnaleźć Melę, a że tropy prowadzą do Berlina podejmuje decyzję o wyjeździe. Czy przepełnione czcią Hitlera miasto pomoże jej w poszukiwaniach? Czy wyjazd w chwili, gdy wszyscy obawiają się wybuchu wojny jest bezpieczny? Na pewno sprawy w Niemczech przybiorą niespodziewany obrót...
Jednocześnie możemy uczestniczyć w pewnym odkryciu - Matylda pojęła kto jest tak naprawdę obiektem jej uczuć. Kogo kocha i kto jest jej pisany? Czy to uczucie przetrwa wszystko? Czy maleńka Weronika narodzona w maju 1939 roku będzie miała okazję poznać tatę?

Wszystko nabiera nowego wymiaru, kiedy pierwszego września 1939 roku wybucha wojna. Choć mówiło się o tym od dawna, to jednak ludzie wierzyli, że do tego nie dojdzie. Wielu ludzi pamięta przecież okrucieństwo I wojny światowej. Dzięki babci Michalskiej kobiety z domu przy Grodzkiej były naprawdę dobrze przygotowane do czekającego ich głodu i chłodu, ale czy aż na tyle lat? Matyldę będzie czekał prawdziwy sprawdzian z dorosłości. Szalona, lekka duchem i pasjonująca się jedynie teatrem dziewczyna musiała przyjąć na swe barki trudy wojennego dnia i w pojedynkę stawiać czoła złowrogiemu światu. Nieustannie martwi się o ukochanego, bliskie jej osoby, aptekę, zapełnianie garnków... Jednak bywają takie momenty kiedy wznosi oczy do nieba i myśli o rodzicach. Czy mama byłaby z niej dumna? Działania zbrojne oddaliły w czasie poszukiwanie przyjaciółki, ale Matylda chce odpokutować swoje winy pomagając obcym ludziom, tu w Krakowie, choć niejednokrotnie naraża się tym na niebezpieczeństwo.

Mimo wojny kamienica przy Grodzkiej rozbrzmiewa dziecięcymi głosikami, nad głowami domowników roznosi się zapach zupy kminkowej a nad drzwiami apteki podskakuje dzwoneczek. Czy wszyscy, którzy wyruszyli na wojnę, by bronić ojczyzny będą mieli okazję usłyszeć ponownie jego dźwięk? Czy wszyscy wrócą?

W fabule i myślach Matyldy nieustannie pojawia się wątek klątwy. Rzucona kiedyś przez nieświadomą prawdy Hankę wciąż ciąży nad kolejnymi córkami... I nawet Cyganka wróżąca przy Sukiennicach wspomina, że powinna wybaczyć, by móc się od niej uwolnić. Tylko komu ma wybaczyć?


Ja nie wierzę! To się nie może tak skończyć... Pani Lucyno, ja apeluję o kolejny tom :) Ja "wiem" jak Weronika rozpozna, że udało się odczarować klątwę! "Wiem" co stało się z Melą... Oczywiście nie wiem, ale podczas lektury wciąż miałam swoje wizje i wyobrażenia co do poszczególnych wątków. Ta historia tak mnie urzekła i zaczarowała, że trudno jest mi wydostać się teraz ze świata przedstawionego w powieści. Na moje szczęście, mieszkając w Krakowie nie muszę całkowicie opuszczać miejsca akcji a na Grodzką mogę udać się niemal każdego dnia :)

Autorka ma niesamowicie lekki i płynny styl, który wciąga od pierwszych stron i czytelnik nie ma pojęcia kiedy minęła pora posiłku czy snu. Atutem Kobiet są kolejne pokolenia rosnące na naszych oczach oraz nowi bohaterowie, których losy niezmiennie wpływają na kobiety z Grodzkiej oraz są z nimi związane.

W tym tomie serii w spokojnie życie ludzi wkroczyła wojna. W tym roku miałam okazję czytać wiele książek właśnie o tej tematyce, ale okrucieństwo, eksterminacja Żydów, walka o każdy kęs chleba czy przerażone postacie przemykające podczas godziny policyjnej, wciąż wywoływały u mnie ciarki i szybsze bicie serca. Olejniczak doskonale połączyła fikcyjnych bohaterów z rzeczywistym zagrożeniem ze strony niemieckiej i radzieckiej. Ukazała codzienność przed oraz podczas wojny a także trudne momenty po wojnie, gdy ocaleli walczący powracali do domów... lecz nie wszystkich.

Jaka jest ta powieść? Piękna, wzruszająca oraz magiczna w swej prostocie, ale również przepełniona emocjami, od których nie sposób się odgrodzić. Obok urokliwych chwil pełnych szczęścia i miłości znajdziemy dla kontrastu sensacyjne momenty, gdy bohaterowie byli o krok od śmierci i szala przechylała się raz na jedną a raz na drugą stronę. Lucyna Olejniczak postawiła w tej historii na kobiety, pokazując ich uczucia, słabości, ale i siłę, gdy jako matki musiały poradzić sobie w ogarniętym wojną kraju, jednocześnie martwiąc się o tych bliskich, którzy wyruszyli na front.
Mogłabym tak pisać i pisać... bez opowiadania o fabule, jedynie zachwalając Wam powieść, ale szkoda czasu na czytanie mojej recenzji - po prostu sięgnijcie po książkę.


A jeśli jeszcze nie znacie żadnego z tomów sagi rodzinnej, która swój początek bierze w aptece "Pod Złotym Moździerzem" Franciszka Bernata to najwyższy czas rozkochać się w kolejno opowiedzianych dziejach Hanki, Wiktorii, Matyldy oraz Weroniki. A potem... Potem pozostaje nam pisać do autorki gorące prośby o kontynuację :)






"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Agnieszce


czwartek, 23 lutego 2017

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda"




Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2016
Liczba stron: 368
Seria: Kobiety z ulicy Grodzkiej tom 3



Książki z tej serii polecam czytać we właściwej kolejności, żadnych "smaczków" w recenzji nie zdradzam




Tak powinno czytać się książki będące seriami - w grudniu "Hanka", w lutym "Wiktoria" i po kilku dniach "Matylda" - mowa oczywiście o Kobietach z ulicy Grodzkiej - czyli twórczości krakowskiej pisarki Lucyny Olejniczak. Seria, której wielbiciele obyczajówek nie powinni omijać. Seria, która zauroczy, wzruszy, zaskoczy i wyciśnie łzy. Jakie odczucia mam po lekturze trzeciego tomu?

listopad 1931, Kraków
Co słychać na Grodzkiej? Apteka działa swoim rytmem a rodzina Wiktorii zmaga się z chaosem jaki panuje w mieście. W Wilnie zamordowano polskiego studenta i ludzie boją się wychodzić z domów. Bohaterka jest szczęśliwa u boku męża, dba o rodzinę - prawdziwą jak i przyszywaną - choć miewa momenty kiedy wraca do przeszłości i wspomina dawne wybory.
Jednak to jej córka - Matylda - jest przewodniczką w tej części. Dziewczyna wyłamała się z rodzinnej tradycji - nie chce prowadzić apteki, woli być aktorką. Za zgodą ojca ukończyła nawet stosowną szkołę. Na razie gra w teatrze, jednak jej marzenia sięgają znacznie wyżej. Teraz ma się spełnić jej największe na tą chwilę marzenie - ma zagrać na scenie Teatru Słowackiego! Wyjątkowy moment psuje Matyldzie fakt, że rodzice nie pojawiają się na widowni. Od przyjaciółki matki - cioci Zosi - dowiaduje się, że mama przygotowywała się na wyjście, co tylko potęguje jej strach... Gnana złym przeczuciem na Grodzką dziewczyna odkrywa, iż zdarzył się tragiczny wypadek... Szpitalne otoczenie, smutek i żal w oczach - to w tych właśnie okolicznościach Matylda poznaje prawdę o swoim pochodzeniu. Jak na nią zareaguje? Jak dalej potoczy się jej życie? Czy zostanie gwiazdą?

Kiedy Matylda zacznie wracać do normalności i do swojej pasji poznaje Michała, który obiecuje jej karierę w filmie. Dziewczyna ma być sławna, ale musi wyjechać do Berlina, gdyż to właśnie tam działa w branży jego wuj. Kiedy coraz bardziej staje się jasne, że młodzi zakochują się w sobie do akcji wkracza zazdrosny Julek. I całe szczęście, bowiem gdyby nie on... Ale cicho sza! Nic nie zdradzę...


Drugi tom cyklu pozostawił czytelnika w niepewności co do wyboru Wiktorii - Filip czy Antoni? Myślałam, że od tamtego momentu autorka wznowi akcję teraz, ale przeliczyłam się... Na początku tego tomu Olejniczak rozpoczęła akcję od dorosłej już Matyldy i nie od razu wyjawiła wiadomość, kto został mężem aptekarki. Jest napięcie i oczekiwanie... Powracamy na krakowską Grodzką, by ponownie śledzić losy potomkiń Hanki. Oprócz znanych nam już postaci autorka wprowadziła kilkoro nowych - koleżanki z pracy Matyldy dostarczającej ciekawej rozrywki, Michał i jego wuj, tajemniczy Janek oraz jego rewelacje.

Powieść obfituje w zdarzenia i emocje. Po lekturze poprzednich tomów byłam przygotowana, iż każdy następny rozdział może przynieść nowe niespodzianki i... nie myliłam się. Wciąż odczuwałam ekscytację, szok i niedowierzanie, rozpacz (jeden rozdział to po prostu przepłakałam i nie był to wcale rozdział końcowy), euforię i niepokój. Wraz z bohaterami dzieliłam radości i smutki. Wraz z nimi przemierzałam krakowskie uliczki, bywałam w teatrach, nie omieszkałam wybrać się też do Zakopanego.
Nigdy nie przypuszczałam, jakie "atrakcje" mogą czekać bohaterów w trzecim tomie tej urokliwej sagi. Nie dość, że wielokrotnie zaskoczyła mnie fabuła to finał.... zwyczajnie nie wiem jak to skomentować. Może po prostu tak - czekam na czwartą część tej opowieści, by dowiedzieć się jak potoczyły się losy Matyldy.

Lucyna Olejniczak ma nie tylko lekkie pióro i fantastyczny sposób przekazywania historii bohaterów. Ona wręcz urzeka i hipnotyzuje a czar mija długo po zakończeniu lektury. Podczas czytania czułam się jak przeniesiona do wykreowanego świata - odbyłam podróż w czasie i żyłam codziennością mieszkańców ulicy Grodzkiej. Wysłuchiwałam modlitw o zdrowie, wspominałam wraz z Matyldą jej dzieciństwo, wizytę we Francji oraz nie do końca pozytywne relacje z Wiktorią a także odczuwaną przez nią ogromną miłość rodziców. Ta powieść nie toczy tuż obok, ona rozgrywa się z naszym udziałem - tak drogi czytelniku! Jesteś wciągnięty bez końca w wydarzenia i nawet nie próbuj się z tego uwalniać - to bezcelowe.

Cudowna, magiczna i niezwykła - taka jest trzecia część sagi "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda". Wprawdzie pasja bohaterki nie wciągnęła mnie tak bardzo jak pasja Wiktorii w poprzednich tomach, co rzutuje na fakt, że ta część podobała mi się nieco mniej (myślałam też, że bohaterowie będą żyli nieco dłużej), ale i tak mnie urzekła! Niespodzianki bowiem zrównoważyły ten niedosyt. A przecież wciągająca powieść z tajemnicami to jest to, co lubię najbardziej.



"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki

sobota, 11 lutego 2017

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"




Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2015
Liczba stron: 376
Seria: Kobiety z ulicy Grodzkiej tom 2


Książki z tej serii polecam czytać we właściwej kolejności. W recenzji nie zdradzam żadnych niespodzianek, ponad te widniejące w opisie na okładce





Dwa pierwsze tomy z tej serii pożyczyła mi Monika (mama koleżanki mojej córki), która wykazała się ogromną cierpliwością, bowiem ponad rok przetrzymywałam je na swojej półce. Źle nie miały, bo były głaskane, odkurzane... Ale przecież to nie o to chodzi w książkach! Mają być czytane! Ale czasami niestety nie zdajemy sobie sprawy jakie cudowne perełki patrzą smutno z regałów... Czasem brakuje nam też czasu, bo mamy inne powieści a terminy gonią... Jednak tak bardzo byłam ciekawa czy saga Lucyny Olejniczak urzeknie mnie równie mocno co Monikę, że na początku grudnia rozpoczęłam moją wielką przygodę i przeczytałam pierwszy tom... Zakochałam się! Z niecierpliwością oczekiwałam chwili, gdy znów przeniosę się do tamtego świata i udało się - oto moje zachęcanie do lektury recenzją drugiego już tomu serii o Kobietach z Grodzkiej.


Główną bohaterkę - Wiktorię Bernat - pozostawiliśmy w tomie pierwszym w chwili, gdy przygotowywała się do wyjazdu do Francji. Po śmierci ojca miała już dostateczną wiedzę i czas, by opuścić Kraków. Wreszcie mogła odnaleźć ukochanego i wyznać mu prawdę o jego pochodzeniu.

Paryż, wiosna 1912 roku
Wiki odkrywa, że w Paryżu zupełnie inaczej się żyje niż w Krakowie. Tutaj wszystko dzieje się szybciej i z rozmachem. Jest zachwycona miastem! Po znalezieniu noclegu rozpoczyna poszukiwania Filipa. Niestety nie mieszka już pod adresem, który miała, dlatego dziewczyna udaje się do szpitala, gdzie pracuje. Jednak i tu czeka ją rozczarowanie! Rozminęli się o jeden dzień, bowiem wczoraj młody lekarz wyjechał. Kiedy wróci? Nie wiadomo i nie ma żadnej możliwości kontaktu z nim. Dlatego Wiki musi znaleźć pracę, gdyż fundusze nie przewidziały długiego pobytu w Paryżu a przecież teraz się nie podda. Będzie czekać na ukochanego, by uświadomić mu, że mają szansę na szczęście. Tylko czy plan naprawczy związku się powiedzie?

Tak jak wspomniałam, farmaceutka musiała w Paryżu znaleźć pracę, jednak zbyt mało znała język, by móc pracować w swoim zawodzie. Przypadek sprawił, że poznała Ivonne - malarkę, z którą się zaprzyjaźniła. To dzięki niej podjęła pracę w fabryczce porcelany, gdzie ręcznie malowała wzory na zastawie stołowej. Nauczyła się też malowania obrazów. To były pozytywne strony oczekiwania na pojawienie się Filipa w Paryżu. Wiktoria miała też okazję poznać rodzinne strony Ivonne, gdyż razem z bratem - Pascalem - namówili ją na podróż do Le Gravier. Jak bardzo pouczająca oraz uświadamiająca to była wyprawa... A przede wszystkim miała uleczyć zranione serce Wiktorii, bowiem tuż przed wyjazdem do matki Ivonne spotkała się z Filipem i.... jego ukochaną! Spóźniła się! Wszystko przepadło... Rozczarowanie mieszało się z goryczą porażki. Daremny trud... Czy Wiktoria podniesie się i wróci do Krakowa z krwawiącym, ale zaleczonym sercem?

Ogromnie wyczekiwałam pierwszego spotkania Wiktorii i Filipa w Paryżu. Kibicowałam im, bardzo chciałam, by wyjaśnili sobie wszystko, wybaczyli i byli razem... Wielokrotnie przypadek sprawiał, że mijali się o włos... Jak w rezultacie ułoży się ich życie? Czy wydarzy się jeszcze coś, co sprawi że będą razem?


Kraków, wrzesień 1912 roku
Wiktoria z Paryża udała się do Wiednia - do braci - a dopiero później zawitała do domu. Tu musiała szczegółowo opisać swój pobyt we Francji i Austrii, nie pomijając przyjaźni z Ivonne, przeżyć z Pascalem oraz spotkania z Filipem. Po pewnym czasie okazuje się też, że przywiozła z Paryża kogoś szczególnego... Nie do końca potrafiła pokochać to dziecko, które nosiła pod sercem, przywoływało tak wiele wspomnień... Na dodatek zaczęły się nagonki na aptekarkę, bo gdzie to? Panna z dzieckiem? Skandal!

Niebawem musiała zmierzyć się z poważniejszym problemem, niż radzenie sobie w pojedynkę z domem, apteką i małą Matysią - mimo, że miała pomoc nieocenionej cioci Kasperkowej... Wybuchła wojna, która sprowadziła na miasto głód, choroby, śmierć i walkę o przetrwanie. A na dodatek odbierała rodzinom mężczyzn, którzy szli walczyć.

W czasie trwania wojny - jak również tuż przed jej wybuchem - bardzo dużo dzieje się w życiu panny Bernat. Są rzeczy pozytywne (święta u Michalskich), ale również te smutne i przykre - wtedy młoda kobieta od razu zrzuca winę na klątwę swej matki. Boi się, że nigdy nie zazna szczęścia. Że każdy radosny promyk pojawiający się w jej życiu zgaśnie, zdmuchnięty słowami Hanki. A kiedy wojna się skończy dwukrotnie zaskoczy ją dźwięk dzwoneczka w drzwiach apteki... Teraz będzie musiała dokonać wyboru...

Fantastyczny finał! Jakże trzymający w napięciu. Na szczęście tom trzeci jest już na rynku wydawniczym i muszę czym prędzej po niego sięgnąć.


Cudowna, niezwykła, poruszająca i wciągająca - taka jest saga o Kobietach z krakowskiej ulicy Grodzkiej. Autorka potrafi zahipnotyzować, zaczarować słowami. Wszystkie wydarzenia i postacie są opisane wyśmienicie - plastyczność i lekkość oraz intrygująca fabuła to niewątpliwy klucz do sukcesu tej serii. Nie jest łatwo oderwać się od lektury, zwłaszcza że w sercu bohaterki toczy się bitwa na uczucia. Ponadto losy bohaterów zostały doskonale wpasowane w tło historyczne jakim jest pierwsza wojna światowa.

Dopieszczony klimat Krakowa z początku XX wieku, bohaterka potrafiąca skraść serce, bo nie da się jej nie lubić... Same plusy! A przepraszam - jest jeden ogromny minus - zbyt szybko dotarłam do końcowej okładki! :)

"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria" to niewątpliwie wyjątek od reguły. Drugi tom, który wcale nie jest gorszy od pierwszego, jak często ma to miejsce w literaturze. Śmiało napiszę, że o ile pierwszy mnie rozkochał i zaintrygował to drugi porwał mnie wręcz i przeniósł do swojego świata. I ani na chwilę nie chciałam go opuszczać. Bohaterowie stali się mi bardzo bliscy.
Krótka opinia o powieści - cała gama emocji, trudne decyzje, błędy, konieczność wybaczania a wszystko to pod bacznym "okiem klątwy". Tej serii nie trzeba reklamować - ją po prostu trzeba przeczytać!




"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 12 u Wiedźmy, Grunt to okładka, Mini czelendż, Pod hasłem, 52 książki

piątek, 2 grudnia 2016

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka"




Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2015
Liczba stron: 344
Seria: Kobiety z ulicy Grodzkiej tom 1


Fragment recenzji opisujący fabułę nie opowiada niczego ponad to, co widnieje na okładce książki






By jak najlepiej odebrać każdą czytaną książkę staramy się stworzyć sobie idealne do tego warunki. W zależności od tego co kto lubi są to na przykład koc, herbata, ulubiony fotel czy może orzeszki do przegryzania. Zapewne bardzo klimatycznie jest czytać o egzotycznych krajach w sezonie letnim a o Bożym Narodzeniu w grudniu. Osobiście bardzo lubię kiedy akcja książki ma miejsce w Krakowie, gdzie mieszkam. "Wędruję" wtedy wraz z bohaterami oczami wyobraźni... Jednak podczas lektury pierwszego tomu serii o kobietach Lucyny Olejniczak tak naprawdę powędrowałam na ulicę Grodzką - powieść odczułam dzięki temu jeszcze mocniej. Wszak to prawie tak jakbym przeniosła się w czasie a tuż obok przemknęła Hanka, Wiktoria czy Andrzejowa...


13 czerwca 1890 roku, Kraków
W domu Franciszka Bernata, właściciela apteki "Pod Złotym Moździerzem", równocześnie  rodzą dwie kobiety. W eleganckiej sypialni, na ogromnym łożu próbuje wydać na świat swoją kolejną dziecinę żona aptekarza - Klementyna. Sama nie potrafi policzyć, która to już ciąża... Jednak wszystkie poprzednie kończyły się albo poronieniami albo śmiercią dzieci niedługo po przyjściu na świat. Czy tym razem będzie inaczej?
Akuszerka Andrzejowa biega pomiędzy pokojem zajmowanym przez panią domu a piwnicą, gdzie bóle porodowe nasilają się u siedemnastoletniej służącej - Hanki. Nikt nie mówi o tym głośno, ale wszyscy wiedzą, że to dziecko Franciszka a dziewczyna nie jest jego pierwszą "ofiarą". Jednak bogaty, dwulicowy i nieczuły aptekarz nie ma serca i wszystkie dotychczas urodzone bękarty kazał usunąć z tego domu. Nie pytajcie co się z nimi stało...
Młodziutka Hania nie zdaje sobie sprawy, że lada chwila odejdzie z tego świata a los jej córeczki jest przesądzony. Jednak ponad jej głową rozgrywa się dramat - córka Bernatów tuż po narodzinach umiera. Trzeźwo myśląca akuszerka postanawia uratować choć jedno dzieciątko i zamienia noworodki. Chwilę później nieświadoma tych działań Hanka rzuca klątwę na Bernata, który zszedł do piwnicy i zwrócił się do niej używając bezlitosnych słów.


Zakochałam się! W książce, w stylu pisarki, w głównej bohaterce - Wiktorii. Patrzyłam jak dorastała i była oczkiem w głowie mamy. Jak musiała zmagać się z wyrzutami ojca, że nie jest upragnionym synem a później z wielkimi zmianami w swoim życiu. Dziewczyna wielokrotnie pokazała swoje dobre serce a czy życie odpłaciło jej tym samym? Wszak czuła, że coś nadchodzi... niekoniecznie dobrego...

Autorka w cudowny sposób pokazała bohaterów pozytywnych i negatywnych, nadając im cechy i zachowania, które albo z miejsca kradną nasze serca i wzbudzająca sympatię albo wręcz odwrotnie. Z jednej strony mamy postać aptekarza, jego stosunek do żon, dzieci, pracowników i klientów apteki, lubiącego zabawić się z młodymi dziewczętami i zupełnie nie zdającego sobie sprawy do czego go to doprowadzi. Bernat nie myśli o przyszłości, żyjąc z dnia na dzień liczy, że jest ponad prawem, bezkarny i nieuchwytny. Po drugiej stronie stoi jego córka - Wiktoria, o której prawdziwym pochodzeniu wie jedynie jedna osoba. Czy prawda wyjdzie na jaw? Czy będzie to moment, który zdoła jeszcze coś zmienić w jej życiu i dać szczęście? Jakie wnioski z tej wiedzy wyciągnie dziewczyna? A przede wszystkim czy uda jej się pokonać klątwę Hanki? Koniecznie sprawdźcie!


"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka" to lektura, którą połyka się bardzo szybko. Piękny język przenoszący nas do XIX wieku, rozczulające momenty ("Jestem, mamo"*), wielobarwne postacie, zróżnicowane wydarzenia, liczne tajemnice, choroby czy śmierci. Pierwsze miłości, które nie zawsze zostały dobrze ulokowane... Przewinienia młodych ludzi, które odcisną piętno na ich życie oraz decyzje dorosłych, mające wpływ na całe rodziny a nawet pokolenia.

To cudowna, zachwycająca i urokliwa powieść. Ale muszę Was ostrzec - jest niebezpieczna, gdyż fabuła bardzo mocno wciąga i istnieje ryzyko późnego pójścia spać, przejechania przystanku lub też przypalenia obiadu. Losy bohaterów zostały uplecione jak misterny warkocz, który jest nam dane poznawać powoli, po kosmyku. Czytając miałam wrażenie, że przeniosłam się do innej epoki... Wraz z Wiktorią pokonywałam kolejne życiowe trudności a towarzyszące mi napięcie wciąż dawało o sobie znać - kiedy objawi się klątwa? Może jednak uda się ją złagodzić, kiedy prawda wyjdzie na jaw? Ależ emocje! Ależ stres!


Podsumowując - powieść Lucyny Olejniczak to cała gama emocji towarzyszących nam podczas czytania. Wraz z bohaterami przeżywamy wzloty oraz upadki a także niespodzianki, które wciąż przynosi im los. "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka" to początek cudownej trylogii, która rozkocha w sobie wszystkich wielbicieli powieści obyczajowych. Gwarantuję, gdyż to niezwykła, czarująca i magiczna opowieść o miłości, zdradzie, pokucie i wybaczeniu.



* Lucyna Olejniczak, "Kobiety z ulicy. Grodzkiej. Hanka, Warszawa 2015, Wyd. Prószyński i S-ka, s. 38



"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...