Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 sierpnia 2016

50 faktów o mnie....

Już dobre kilka miesięcy temu na blogu Moniki, znanej w blogosferze jako monweg pojawiła się zabawa "50 faktów o mnie...", która najpierw sprawiła, że nie wiedziałam co mogłabym o sobie napisać (by nie ujawniać czegoś, czego nie chcę), ale jednak coś Wam opowiedzieć... Później zaczęłam się nad tym zastanawiać aż wreszcie przygotowałam sobie 3 małe kwadratowe karteczki, na których zapisywałam pomysły. I tak powstało ich... nie wiem ile, po czym któregoś dnia postanowiłam je usystematyzować przepisując do bloggera... Oto co powstało:


  1. Jestem upartym, lubiącym działać i pełnym polotu zodiakalnym Baranem.
  2. Od 12 lat choruję na RZS, co z kolei spowodowało, że posiadam 2 grupę niepełnosprawności
  3. Mam młodszego brata i aktualnie w związku z tym bratową i dwie bratanice :)
  4. Jako przedszkolak marzyłam, by zostać sprzątaczką.... potem mi się zmieniło na ekspedientkę i nauczycielkę
  5.  Jako trzylatek byłam w przedszkolu tylko pierwszego dnia, drugiego już wiedziałam o co chodzi i nie pozwoliłam tacie się tam zostawić... jako ówczesny nauczyciel musiał zdążyć na 8 do pracy i zabrał mnie do domu... do przedszkola wróciłam dopiero mając 5 lat :D
  6. W czasach szkoły podstawowej rywalizowałam z kuzynem w długości włosów i kolekcjonowaniu puszek
  7. W tamtych czasach pałałam uwielbieniem do Kelly Family; miałam nawet zeszyty formatu A4 do których wklejałam artykuły, oczywiście płyty CD też miałam...
  8. W podstawówce pełniłam rolę skarbnika, przede wszystkim z racji tego, że z okien domu widziałam szkołę, ale i tak ciekawie wyglądała moja "obstawa" kiedy chłopcy szli ze mną do domu, kiedy miałam większą sumę :)
  9. Jestem ciepłolubna
  10. Sypiam w piżamie (nie lubię wszelkich koszul czy koszulek) a w zimie zasypiam w skarpetkach
  11. Niezbędna porcja snu dla mnie to 7 godzin
  12. Nigdy nie mieszkałam w akademiku
  13. Nienawidzę kawy i 1 kwietnia!
  14. Nie lubię surówki z marchewki
  15. Kokosowych rzeczy też nie lubię - wyjątek stanowi Raffaello
  16. Najlepsze śniadanie dla mnie - na słodko, najlepiej się czuję gdy mam kanapki z dżemem, miodem czy nutellą (choć najczęściej jest to dżem, smaki często zmieniam)
  17. Nie znoszę salcesonu, ale już wątróbkę czy żołądki zjem chętnie
  18. Nienawidzę kiedy ktoś grzebie w moich rzeczach; dotyczy to wszystkich bez wyjątku
  19. Nie mam w domu dywanów ani zasłon
  20. Oprócz czytania bardzo lubię gry, zwłaszcza w kulki wszelakie lub inne z planszami, gdzie elementy trzeba unieszkodliwiać (od jakiegoś czasu na topie jest gra na tablet "Frozen")
  21. Uwielbiam herbatki owocowe, najchętniej ekspresowe; unikam czarnych aromatyzowanych! 
  22. Uwielbiam pomidory, ale nie zjem pomidora bez soli! I musi być bez skórki.
  23. Kolekcjonuję kubki (oprócz książek i zakładek), choć ostatnio nieco mniej, bo mi kuchni zaczęło brakować... - na zdjęciu tylko te najbardziej reprezentatywne
  24. Nie oglądam ekranizacji książek (na palcach jednej ręki chyba mogę policzyć te które obejrzałam), bo nie lubię burzyć mojej wizji, która wytworzyła się podczas czytania
  25. Kocham barszcz czerwony, najlepiej z uszkami, mogę go jeść codziennie
  26. Podobnie mam z grzybami; oczywiście muszą być z pewnego źródła, ale zjem w każdej postaci (duszone, smażone, jako farsz, marynowane)
  27. Wiele lat temu miałam ochotę dać córce na imię Jagoda, trwało to bardzo długo, aż urodziła się ... Patrycja :)
  28. Nie posiadam prawa jazdy
  29. Słabo znoszę pobieranie krwi, często muszą mnie kłuć na leżąco zapobiegawczo, bym nie zemdlała... miało przejść przy ciąży... nie przeszło :D
  30. Jestem bardzo naelektryzowaną osobą; kiedy wieczorem zdejmuję bluzkę przez głowę to lecą iskry
  31. Boję się panicznie pająków i innego robactwa
  32. Z uwagi na chorobę czuję się dyskryminowana biorąc do ręki butelkę z napojem czy buteleczkę z kosmetykiem, które są po pierwsze tak zakręcone, że mam problem odkręcić (proszę obcych ludzi o pomoc) lub używać.... - kosmetyku w twardym opakowaniu nie jestem w stanie wycisnąć
  33. Nie lubię wody mineralnej, nawet po operacji czy cesarce piłam tylko tyle, by przeżyć
  34. Nie lubię się spóźniać, wolę poczekać niż żeby to ktoś czekał na mnie
  35. Nigdy nie miałam tipsów, żeli czy innych cudów na paznokciach, nawet na własny ślub!
  36. Nie lubię składać życzeń i pocieszać... Tak, ja wygadana istota wtedy zupełnie nie wiem co powiedzieć...
  37. Mam lęk wysokości
  38. Dużych ilości wody boję się bardzo, dlatego nie potrafię pływać
  39. Mogę nosić tylko złoto, inna biżuteria mnie uczula
  40. Moją wielką pasją jest korekta tekstów; moje oczy same wyłapują błędy wszędzie gdzie tylko jest skrawek tekstu, nawet w podpisach w tv
  41. Na swojej studniówce jeździłam na rolkach! Serio, moja klasa robiła program artystyczny :)
  42. Uwielbiam mieć kaca czytelniczego, kiedy książka mnie zauroczyła i długo nie chce wyjść z głowy
  43. Kąpię się we wrzątku, kabina i łazienka muszą zaparować a ja mam miejscami czerwoną skórę, inaczej nie czerpię przyjemności z kąpieli, wiem że to dziwne...
  44. Spełniłam swoje największe marzenia jeśli chodzi o odwiedzenie pewnych miejsc na świecie - byłam na szczycie Eiffli, widziałam Wersal i Luwr, dotykałam piramid w Egipcie, widziałam Sfinksa i jechałam na wielbłądzie
  45. Z uwagi na kierunek studiów na pierwszym roku czytałam masę klasyki polskiej i zagranicznej (miałam zajęcia ze znanym Janem Tomkowskim), w kolejnych latach obowiązkowo oglądałam reklamy, czytałam Newsweeka, potrafiłam stworzyć graficznie szpalty gazety czy nagrać na ulicy wypowiedzi ludzi i zmontować z nich program radiowy
  46. Najlepiej mi się śpi pod pościelą z kory i na frottowym prześcieradle
  47. Nie lubię ogrodów na balkonach i zabudowywania ich, niby w ramach powiększenia mieszkania, wolę kiedy tam wieje i leje, bo to jednak skrawek świata zewnętrznego
  48. Najchętniej zaczynam czytanie nowej książki wieczorem; obowiązkowo jest to minimum 30 stron; czuję się wtedy wciągnięta i następnego dnia łatwiej mi się po nią sięga
  49. Nie prasuję, jedynie ubrania które obowiązkowo tego wymagają
  50. Ile mam książek? nie pytajcie, bo nie wiem... dużo :)
  51. Gdy byłam mała ogromnie przejmowałam się losem bohaterów książek, najbardziej odczułam bajkę o Lessie, podczas czytania mama zmieniła zakończenie a jak oglądałam film to przy końcu tata specjalnie wyłączył korki w domu, że niby prądu nie ma, żebym nie płakała... Jaki był mój szok kiedy kilka lat później sama poznałam zakończenie...
  52. Przeżywam aktualnie drugie dzieciństwo, czytając książeczki córce
  53. Uwielbiam czasem chwilę wyciszenia z całkowitą ciszą i ciemnością, ewentualnie świeczką
  54. Zawsze używam kilku różnych zapachów perfum jednocześnie. W sensie nie jednego dnia, ale w zależności od nastroju wybieram 1 z około 7 posiadanych zapachów - nie ma dla mnie znaczenia marka, choć te na zdjęciu są głównie prezentami
  55. Nie lubię tworzyć rankingów TOP3 czy TOP5, bo mam wrażenie, że krzywdzę pozostałe "naj", dlatego robię zwykle więcej pozycji 
  56. Jestem gadułą, co widać po tym że przekroczyłam już 50 i mogłabym dalej "nawijać" :)

Mamy coś wspólnego? Czym się różnimy?
A co Ty mógłabyś/mógłbyś napisać o sobie? :)

czwartek, 16 czerwca 2016

Zmęczenie materiału, ale jest coś na pocieszenie dla Was

Wiem, że ostatnio mało mnie tutaj...
Czuję się z tym źle, ale córa się rozchorowała, ja również... W związku z tym od ubiegłego piątku wszystko idzie pod górkę...
Nie mam kiedy czytać a co za tym idzie nie ma recenzji...
Czuję się zmęczona, przemęczona nawet i już teraz wiem, że czerwiec będzie bardzo kiepski pod względem czytelniczym.
A do tego wiszące nad głową terminy recenzyjne... Z kilkoma książkami już mam spory poślizg... Bardzo za to przepraszam.

Jednak jeśli ktoś tu zaglądał - mimo że nic się nie dzieje - to zauważył po lewej w pasku bocznym nowy baner - zgodnie z obietnicą po przekroczeniu 200 polubień ogłosiłam konkurs na fanpage'u bloga. Oczywiście kreatywny :)
Konkurs obowiązuje TYLKO na FB! Zachęcam do udziału - do wygrania tym razem jedna książka a wybór spośród dwóch widocznych na banerze.
Żeby doszło do rozstrzygnięcia muszę otrzymać minimum 25 zgłoszeń.


piątek, 1 stycznia 2016

W oczekiwaniu na nowe hasło 4 edycji Pod hasłem...

Witajcie w 2016 roku!!!



Jak już wspominałam w jednym z ubiegłorocznych postów, jestem teraz (kiedy publikuje się ten tekst) w miejscu bez internetu, więc podsumowanie wyzwania i nowe hasło pojawią się wieczorem.

Żeby Wam nie było smutno i pusto przygotowałam fajny post fotograficzny. Wigilię spędzaliśmy bowiem u teściowej i ubieraliśmy choinkę... obok możecie zobaczyć widok całościowy, choć jeszcze bez upiększeń końcowych.


Jednak najważniejszą rzeczą jaką chcę pokazać są bombki - ręcznie robione przez pewną panią Kasię. Nie mogłam się oprzeć i sfotografowałam większość :)






















Ostatnie dwie fotki to już na choince mojej córy :)

I jak Wam się podobają bombki? :) Bo ja chyba nie muszę pisać, że się zakochałam, bo samo bieganie wokół choinki z aparatem to dowód, prawda? :)



środa, 11 listopada 2015

Moje pomysły, moja twórczość

Dziś będzie luźniejszy post, zupełnie nie związany z recenzjami. Jedynie odrobinę z książkami i w dużej mierze z literami.
Chciałabym Wam bowiem dziś napisać, co robi ejotek jak nie czyta i nie gra w gry... Otóż - jak już niektórzy z Was wiedzą - pisze. Jak byłam młodsza pisałam pamiętnik i wiersze, teraz prowadzę bloga, ale czasem mój organizm potrzebuje czegoś innego, dlatego czasem w konkursach blogowych tworzę wierszyki jako odpowiedzi.

źródło: internet
Zresztą w mojej głowie często kłębią się niestworzone historie i pomysły, który tylko czają się przy futrynie drzwi, by móc skorzystać z okazji i się wymknąć... Skutki oglądacie Wy np. jako hasła w Pod hasłem :)


W niedawno zakończonym konkursie na blogu Na tropie Agathy, wzięłam udział pisząc rymowany wierszyk (należało w nim zawrzeć minimum 3 tytuły książek Christie). Chcecie przeczytać?

Oto i rymowanka:

Samotny Dom miał przygarnąć ich pod swój dach,
Młodzi byli, o szczęściu marzyli, ach!
On, to Mężczyzna w brązowym garniturze
oświadczył się jej rok temu w niezwykłej fryzurze
pomimo cenzurze
na przekór kulturze.
Lecz po Niedzieli na wsi spędzonej
duszy samotnością – z dala od narzeczonej - udręczonej
Nie uradował go widok
Tajemniczego przeciwnika wjeżdżającego z tłumanem kurzu... jak obłok
Czy czekają go Zerwane zaręczyny?
Czy nie ujrzy już swej dziewczyny?
Czas wyłożyć Karty na stół!
Kurę oskubać na rosół,
choć może lepszy będzie wół?
A gdy Godzina zero wybije
W ruch pójdą kije samobije
Lecz zanim do tego dojdzie
spędzi Noc w bibliotece i pomyśli o tym afroncie
Jak zakończy się ta historia?
Będzie porażka czy może gloria...?



Jednak najbardziej jestem dumna z dwóch opowiadań jakie popełniłam w tym roku. Obydwa są skutkiem moich marzeń, bowiem chciałabym kiedyś napisać i wydać książkę. Zresztą do łatwych to nie należy...
Dlatego zaczęłam od opowiadań, najpierw był tekst o miłości w scenerii zimowej (zresztą bardzo osobiste i melancholijne mi wyszło) do 5 edycji tomiku wydawanego przez Magdalenę Kordel. Teraz zaś końcowi dobiega przesyłanie opowiadań do edycji 6 (o czym wspomniałam w podsumowaniu czytelnictwa październikowego) - napisałam opowiadanie, dłuższe i bardziej sensacyjne z tematem gór w tle. Obydwa są dostępne na blogu Magdy, ale jeśli ktoś miałby ochotę przeczytać to tak się zastanawiam czy nie stworzyć zakładki z opowiadaniami ...tymi moimi... u mnie? Co myślicie?

Zresztą niedługo nadejdzie czas głosowania i podobnie jak w przypadku poprzedniej edycji będę Was prosiła o punkty. Zagłosujecie jeśli Wam się spodoba?


Mam też jeszcze jedną sprawę - skoro jestem na linii :P - dotyczącą tych moich pomysłów. Otóż po pierwsze będę organizowała konkurs świąteczny na blogu. Są chętni?
A po drugie - mam ciekawy [moim zdaniem] pomysł na 2016 rok - ale to muszę dopracować i ogłoszę pewnie w grudniu. Ogromnie mnie intryguje jak zareagujecie na tą ideę...

sobota, 12 września 2015

Ejotek zdradza tajemnice i .....znika

Tak jak obiecałam, napiszę Wam coś, o czym do tej pory tylko wspominałam i to bardzo tajemniczo.
Pewnie spekulacje były różne, ale prawda jest taka, że:


Każdy, kto choć raz miał okazję mnie spotkać osobiście zauważył zapewne, że mam problemy z poruszaniem się. Otóż od 11 lat choruję na reumatoidalne zapalenie stawów. Choroba ma u mnie postać agresywną, mimo leków nie chce odpuścić. O szczegółach pisać nie będę, ale kilkoro z Was wie, jak to boli i jak ogranicza moje życie. Najbardziej widziały to osoby, z którymi widziałam się w maju, podczas spotkania z C. Ahern i potem warszawskich targów.


Ten niebieski znaczek nieustannie towarzyszy mojemu życiu, bowiem mam orzeczoną niepełnosprawność - stopień umiarkowany czyli druga grupa). Mam specjalną legitymację i kartę parkingową do samochodu (choć wywalczona dopiero po odwołaniu się). Na szczęście nie poruszam się na wózku, ale jeszcze jakoś o własnych siłach.


I to właśnie z związku z chorobą w najbliższy poniedziałek mam się stawić w szpitalu. Jeśli wyniki będą ok to we wtorek czeka mnie operacja - endoproteza lewego biodra. Dlatego znikam na jakiś czas z blogosfery. Czasowo nie byłam w stanie przygotować Wam postów na czas nieobecności tak jak na czas urlopowy (ale coś tam się pojawi, łącznie z recenzją "Skazanych na ból"), miałam teraz mnóstwo badań i załatwień w związku z operacją.
Dlatego mam nadzieję, że o mnie nie zapomnicie, bo nie wiem po jakim czasie dam radę wrócić. Najpierw pobyt w szpitalu, potem leżenie w domu i rehabilitacja, ale nie potrafię przewidzieć, po jakim czasie dam radę sięgnąć po laptopa i coś zrobić konkretnego.
Póki co ogromnie się boję!
Bólu, życia po operacji (tuż po, bo po jakimś czasie ma być podobno lepiej z moim chodzeniem, bo teraz to kuśtykam a boli w każdej możliwej pozycji, nocami się nie wysypiam i wyglądam jak Zombie) a przede wszystkim rozstania z córeczką!

Z tego powodu zapewne nie pojawię się na Targach Książki w Krakowie :( Strasznie mi szkoda, że nie spotkam Was, autorów i książek... Ale o kulach czy kuli w ten tłum.... to się nie uda. Choć po ostatnich mailach od magdalenardo, zaczęłam mieć nadzieję :) To ponad miesiąc, może... Ale nie będę na chwilę obecną się łudzić...


Plus jest taki, że natchnęło mnie w piątek 4 września i wymyśliłam hasło do Pod hasłem na październik, zatem wyczekujcie posta :)


Długo się zastanawiałam czy Wam to wszystko pisać, ale uznałam, że to dobry moment. To nie jest coś, o czym lubię mówić. Czasem czuję się gorsza, bo nie mogę zrobić pewnych rzeczy, choroba na wielu płaszczyznach daje o sobie znać. Jednak czytam i piszę tak samo jak osoba zdrowa, prawda?

Będzie mi brakowało blogosfery... bardzo!
Do szpitala zabieram oczywiście książki, choć nie wiem na ile dam radę czytać... Ale pomyślę i pewnie jakieś 3 sztuki wezmę :)


Trzymajcie za mnie kciuki, zmówcie modlitwy - w co kto wierzy.
Życzę Wam udanej reszty września, świetnych lektury i... do poczytania!

czwartek, 16 lipca 2015

Moja pasja - korekta tekstów wszelakich

W grudniu 2014 roku opublikowałam post, w którym pytałam Was o plany na rok 2015, jednocześnie sama pisząc co nieco o tym, co zamierzam zmienić na blogu. Już w pierwszym komentarzu Anne18 wyraziła chęć poczytania o moim zamiłowaniu jakim jest korekta tekstu. Postanowiłam ulec tej prośbie, ale dopiero teraz mi się udało napisać coś na ten temat, a publikacja w czasie mojego urlopu ma Wam o mnie ciut przypomnieć :)

Jak to się zaczęło? Nie pamiętam.
Pamiętam za to, że od małego berbecia uwielbiałam kiedy dorośli czytali mi książeczki. Idąc do szkoły umiałam już czytać i pochłaniałam spore ilości
literatury... Tak mi zresztą zostało :) A kto dużo czyta, ten podobno nie ma problemów z ortografią, stylem czy ogólnie "opatruje się" ze słowem pisanym. I faktycznie, przyznaję, że bardzo mi to pomagało. Na lekcjach, sprawdzianach, miałam większy zasób słownictwa, lekkość w wypowiedziach i niejednokrotnie brałam udział w olimpiadach z polskiego i konkursach ortograficznych. Również z sukcesami.


źródło: olx.pl

Jak to się przerodziło w korektorską obsesję, bo tak to muszę nazwać...? Oglądając telewizję widziałam literówki w podpisach osób, czasem napis znikał i po chwili pojawiał się poprawny :P
Widziałam literówki na znakach drogowych (np. w mojej rodzinnej miejscowości stał znak kierujący na miejscowość z literówką właśnie), billboardach, w gazetach, ulotkach reklamowych i książkach. Ja rozumiem, że każdy może się pomylić, każdy jest człowiekiem, korektor po przeczytaniu wielu stron ma naprawdę mętlik przed oczami, ale właśnie dlatego nad większymi projektami powinno pracować dwóch korektorów.
Drażni mnie, gdy czytam książkę a tam błędy, gorzej gdy częste. A najgorsze, gdy literówka zmienia słowo i nie wiem co autor miał na myśli... Albo jak jest niewłaściwe imię bohatera...

Studia były humanistyczne. Było to połączenie dwóch kierunków: dziennikarstwa i bibliotekoznawstwa. Nie było siły, żebym nie pisała tekstów wszelakich :P A i oddając pracę trzeba było wnikliwie pilnować, by było bezbłędnie. To tylko wyćwiczyło moje korektorskie zdolności.

Po studiach miałam praktykę a potem zostałam zatrudniona w pewnej agencji PR, która zajmowała się m.in. wprowadzaniem spółek na giełdę.
Na rozmowie kwalifikacyjnej jako jedno z zadań dostałam wizytówki do korekty :) Arkusz z danymi od firmy-klienta i wzór matrycy gotowej do druku. Moja wnikliwość dała mi pracę :) Jednym z moich obowiązków była właśnie korekta. Nic nie wychodziło od nas do drukarni, dopóki ja tego nie sprawdziłam... Ależ miałam wtedy podniesione libido, swoją wartość i co tam jeszcze można mieć podniesione... :P
Drukowaliśmy masę materiałów: plakaty, ulotki, prospekty i foldery emisyjne, wspomniane wizytówki, materiały na konferencje i szkolenia... Wszystko to czytałam wnikliwie i dawałam zgodę, no niemal jak ważna głowa państwa :) Myślicie, że się chwalę, ale byłam z siebie dumna. Wszak byłam młodą dziewczyną po studiach. Naprawdę sporo się wtedy nauczyłam... nie tylko zresztą w dziedzinie korekty.

Pracowałam tam ponad 2 lata i przez ten czas tylko raz zatrudniliśmy prawdziwego korektora, kiedy nawał pracy (niemal równocześnie wprowadzaliśmy na giełdę trzy spółki) nie pozwalał mi na czytanie wszystkiego co musiało iść do druku.

Pamiętam śmieszną - dla mnie - rzecz, związaną z tamtą pracą i korektą. Pewnego dnia mnie nie było a musiała wyjść do druku ulotka i jakież było moje rozbawienie, kiedy po jej powrocie z druku zobaczyłam na przodzie ulotki, wielkim drukiem datę... A tam zamiast 23-25 (dni miesiąca maja to miały być - nigdy tego nie zapomnę, bo potem trzeba to było ratować) było 23-23... Czy muszę pisać jaką minę miała Pani Prezes kiedy to zobaczyła? :D


Nie jestem profesjonalną korektorką, to tylko i aż moja pasja! Nie znam się na znakach, które stosują zawodowcy. Pewnie mogłabym się ich nauczyć, ale nie mam takiej potrzeby. Korektę, którą robiłam w swoim życiu tak oznaczałam, że graficy wiedzieli o co mi chodzi. A teraz robię korektę w większości sobie.
Nie potrafię udzielić rad korektorom, bo nie jestem zawodowcem ale amatorką. To ja mogłabym takich rad wysłuchać od profesjonalistów.


Na co zwracam uwagę w recenzjach (pod względem korektorskim)?
Niestaranność w ich pisaniu.
Owszem, i mnie się literówki zdarzają (nie twierdzę, że jestem ideałem - tylko ten co nic nie robi się nie myli), piszę szybko i czasem nawet sobie z tego sprawy nie zdaję jak mi się literki zaplączą. Jednak przed publikacją wypada przepuścić tekst przez Worda czy inny tego typu program i włączyć sprawdzanie pisowni. Recenzję czytam raz jeszcze, ale i wtedy może mi umknąć błąd, który popełniłam, bo przecież nam swoją recenzję na pamięć. Mile widziane wtedy uwagi w komentarzach.
Ale jeśli znajduję u kogoś w każdym zdaniu literówki to już uważam piszącego za niechluja i odpuszczam takie teksty... Niestety, mimo że mogą być wartościowe, ale przecież to dowodzi jednego - ta osoba nawet jeden raz tekstu po napisaniu nie przeczytała! Wymagam jednak minimum chęci, by dopracować tekst.


Także podsumowując, uwielbiam czepiać się literówek i innych błędów. Czasami piszę o tym na Waszych blogach i nie tylko. Nie gniewajcie się wtedy na mnie, bo ja nie chcę źle. Ale jeśli ktoś wpadnie do Was z przypadku i przeczyta poprawiony tekst to będzie fajniej, prawda? Bo wróci... nie przestraszy się.
Sprawdzajcie teksty, kopiujcie do programów, które mogą to sprawdzić. Nie trzeba recenzji oddawać korektorom, a już tym bardziej gdyby to miało kosztować. To zbyteczne. Przeczytajcie tekst raz jeszcze przed publikacją. Zawsze możecie zwrócić się do mnie, mogę pobawić się w poszukiwacza literówek :D

Pozdrawiam!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...