Pokazywanie postów oznaczonych etykietą białaczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą białaczka. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 marca 2021

Cecilia Poli "Radość do szpiku kości. Pamiętnik chorej matki"

 
 
 
Tytuł oryginalny: Come pietra solcata dal vento. Diaro di un'anima
Tłumaczenie: Joanna Szełęga
Wydawnictwo: Św. Stanisława BM
Data wydania: 2012
Liczba stron: 204





Mediolan, 23.10.2004
Cecilia to osoba pogodna, doceniająca piękno świata, dotyk oraz bliskość, otwarta, wspierająca innych, otoczona miłością wielu osób. Lat trzydzieści jeden. Od dwóch lat żona, od trzech miesięcy matka. Tego dnia jej świat ulega ogromnym zmianom - słyszy diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna. 
Zaczyna prowadzić pamiętnik, w którym zapisuje myśli i odczucia. Opisuje szpitalną rzeczywistość i rozdarcie między pragnieniem wyzdrowienia (a co za tym idzie badania, leki, transfuzje) a tęsknotą za bliskimi, zwłaszcza za synkiem. Boli ją, że nie może uczestniczyć w rozwoju Emanuele.

Bohaterka wielokrotnie musi przezwyciężać niesamowity ból, ucieka się do tańca, Boga, spowiedzi, zapachów, powieści Coelho - do wszystkiego, co może przynieść ulgę. Wciąż marzy i ma nadzieję. Przelicza płytki i białe krwinki. Zmierza do przeszczepu i docenia każdy dzień spędzony w domu, gdy wyniki są dobre.
 
Zdecydowała, że poznamy jej zapiski do 7 sierpnia 2006 roku, choć żyła jeszcze niemal rok dłużej... Dlaczego tak? Nie wiem. 
A przecież przeszczep się udał i liczyłam, że dłużej nacieszy się bliskimi.


Walczyła dzielnie każdego dnia. Z nadzieją patrzyła w przyszłość. Żal mi jej. Jej synka. Cecilia nie załamała się, wielokrotnie dostrzegamy jej humor pomieszany z ironią.


Na końcu książki znajdują się zdjęcia autorki od czasów dzieciństwa oraz napisane przez nią wiersze. To uzupełnienie tego jakże przejmującego świadectwa choroby zapisane w formie pamiętnika.
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki

czwartek, 7 lipca 2016

Jenny Downham "Zanim umrę"




Tytuł oryginalny: Before I die
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: czerwiec 2016
Liczba stron: 352














Każdy z nas zetknął się niejednokrotnie z chorobą - czy to kogoś z najbliższej rodziny czy spośród znajomych czy choćby nawet ze swojego miasteczka. Często zdarza się tak, że choroba kończy się wyzdrowieniem, jednak są i takie przypadki, że niestety pacjenta nie udaje się uratować. Choć wszyscy próbują najróżniejszych sposobów, by wesprzeć, pomóc, rozweselić, ułatwić to rak zwycięża.

"Zanim umrę" to historia szesnastoletniej Tessy, która od czterech lat choruje właśnie na raka a dokładniej na białaczkę limfoblastyczną. Wciąż musi być opieką lekarzy, pielęgniarki środowiskowej, tata porzucił całkowicie swoje życie i zajmuje się córką (mama odeszła, gdy Tessa miała dwanaście lat). Punkcja wykazuje, że choroba rozprzestrzenia się szybciej niż sądzono... Co to oznacza? Że jej czas drastycznie dobiega końca... Dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę co ją czeka, choć z pozoru poddała się temu co ją czeka to jednak buzuje w niej bunt, gniew i złość... na los... Teoretycznie jest przygotowana na śmierć, wie czego już nigdy nie zrobi, czego nie zdąży. Chciałaby tak naprawdę jeszcze pożyć, ma tyle marzeń, tak wiele zwykłych rzeczy na nią przecież czeka... To niesprawiedliwe!

Tessa chce doświadczyć życia zanim będzie za późno i dlatego tworzy listę dziesięciu najważniejszych rzeczy, których musi zdążyć spróbować - seks, narkotyki, jazda bez prawa jazdy, łamanie prawa... Czego jeszcze pragnie młoda kobieta? Czy wszystkie punkty z listy uda jej się poznać? Jaka będzie reakcja otoczenia na jej plany? Akcja książki rozpoczyna się w październiku - czy Tessa dożyje do maja, do swoich siedemnastych urodzin? Czy zdąży poznać prawdziwą miłość?

Przyznam szczerze, że byłam zdziwiona niektórymi jej pragnieniami. Mimo okoliczności nie mieściło mi się w głowie, dlaczego ma tak dziwne marzenia, dlaczego tak bardzo "kręci ją" na przykład łamanie prawa? Uważała, że zasady jej nie dotyczą. Nie podobała mi się jej postawa, ciągłe stawianie kontry w sytuacjach, gdy inni chcieli dla niej dobrze... Tak bardzo jej pobłażali, przymykali oko na jej wybryki. Ojcu wciąż zarzucała, że krytykuje sposób w jaki ona umiera, że nakazuje jej wychodzić z łóżka, ubierać się, wychodzić na podwórko...

Oprócz głównego tematu - choroby i śmierci, transfuzji, badań, krwotoków i omdleń - w powieści znajdziemy również inne ważne wątki - przyjaźń, miłość, rozstanie rodziców, seks, ciąża, a także reakcję młodszego brata Tessy na całą sytuację dotyczącą siostry. Czy chłopiec nie czuje się odtrącony, skoro uwaga skupia się na chorej Tessie? Jak radzi sobie z pytaniami innych a przede wszystkim ze swoją świadomością? Bo przecież ludzie są ciekawi, zadają masę pytań a już na pewno ogarnia ich lęk, gdy dowiadują się jakiego kalibru choroba zaatakowała młodą dziewczynę.

Z opinii o książce, które miałam okazję czytać (wiele osób czytało ją w wydaniu pierwszym) wynikało, że to świetna, rewelacyjna, hitowa wręcz lektura. Dlatego nie zastanawiałam się długo, gdy tylko nadarzyła się okazja i pojawiło się wydanie drugie. Tylko czy jestem zadowolona? Czy potrzebowałam chusteczek? Nie... No właśnie nie! Książka jest dobra, owszem, porusza bardzo ważny i smutny temat - chorobę dziecka. I to jaką chorobę! Ale nie przemówiło do mnie zachowanie tego właśnie ciężko chorego dziecka. Tessa zachowywała się jak rozpieszczona i nie mająca żadnych ograniczeń osoba. Sposób wykreowania głównej bohaterki, jej pomysły, do tego sposób ujmowania myśli przez autorkę sprawiły, że książka mnie nie porwała... Nie uroniłam ani jednej łzy, choć zaczynając lekturę byłam przekonana, że będę płakać jak bóbr. To piękna historia, poruszająca swym tematem, bólem, przerażeniem, koniecznością pogodzenia się z losem przez chorego i jego najbliższych. Ale zabrakło mi tu przysłowiowej "kropki nad i", która oddziaływałaby na moje emocje, wnikała do serca, duszy i umysłu... Może ludziom młodym książka ta bardziej przypadnie do gustu, wszak została adresowana właśnie do młodzieży.

Myślałam, że moją ocenę powieści uratuje ostatnia scena, bo przecież jakoś się ta historia musi zakończyć - albo pozytywnie albo negatywnie... Ale niestety nie podobał mi się sposób, w jaki autorka zamknęła historię Tessy. Dziwne porównania, nietypowe zwroty, niezrozumiałe skojarzenia... Nie zadziałało to na mnie ani odrobinę emocjonalnie czy uczuciowo... Szkoda.

Podsumowując - to trudna tematycznie lektura, która mówi o chorobie, śmierci i pogodzeniu się z tym, co przyniósł los (lub nie). Niemoc rodziców, trudność lekarzy w przekazywaniu prawdy o stanie zdrowia, emocje i myśli samego pacjenta. Przygnębiająca i uzmysławiająca co jest w życiu ważne. Sami zdecydujcie czy to lektura dla Was.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze z 

niedziela, 24 stycznia 2016

Christian Signol "Zimowa róża"




Tytuł oryginalny: Une année de neige
Tłumaczenie: Andrzej Sobol-Jurczykowski
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2007
Liczba stron: 190










Choroba i cierpienie dzieci zawsze będą mnie poruszać. Nie ważne, że chodzi o obce dziecko... na mnie jako na kobietę i matkę działa to podwójnie - sama mam chore dziecko. W piątek usłyszałam szokującą informację w przedszkolu mojej córy - w rodzinie jednej z pracujących tam pań jest trzyletni chłopiec, u którego wykryto guza. Został wycięty, ale już wiadomo, że dla malucha nie ma ratunku... :(

"Zimowa róża" to książka opowiadająca o dziesięcioletnim Sebastienie, który usłyszał straszną diagnozę - ostra białaczka z anemią. Chłopca wychowuje tylko matka, która jego zdaniem nie ma tyle energii, by poradzić sobie z chorobą syna i tym bardziej go wspierać. Nie spodziewając się zbytniej pomocy z jej strony, chłopiec prosi ją o opuszczenie Paryża, ponieważ chce ten czas spędzić na wsi, u dziadków. Uważa, że tylko tych dwoje ludzi na świecie jest w stanie pomóc mu pokonać lodowy mur, który oddziela go od osób żyjących. Liczy, że oni są w stanie go wyleczyć. Pomimo, że dziadkowie mają ponad sześćdziesiąt lat przygarniają wnuczka i starają się wlać w jego serce nadzieję o wyzdrowieniu. W ich domu nie rozmawia się o chorobach czy cierpieniach i to chyba dodatkowy powód, dlaczego chłopiec czuje się u nich jak w innym świecie.

Dziadkowie starają się zajmować chłopcem najlepiej jak potrafią korzystając z rad przybywającego co jakiś czas lekarza i przygotowując się na dłuższe pobyty w szpitalu w Tuluzie, gdzie Sebastien ma być poddany transfuzjom. Jak cała trójka poradzi sobie z tymi trudnymi chwilami? Jak dziesięciolatek zniesie pobyty w szpitalu, wymioty, bóle głowy i tajemnice, które dorośli przed nim mają? Jaką rolę w jego rekonwalescencji będzie miała silna babcia a jaką - w moim odczuciu - lekkoduch dziadek?
Babcia spędza z nim sporo czasu w szpitalu, zaś dziadek zabiera na spacery, uczy łowić ryby i raki, zbierać zioła, którymi można leczyć. Pewnego dnia dziadek wlewa w serce wnuka dodatkową nadzieję opowiadając mu o ciemierniku, który jest rzadki, ale może go wyleczyć...
W czasie pobytu na wsi chłopiec odkryte też niejedną rodzinną tajemnicę...

Sebastien chciałby żyć beztrosko i normalnie, robić to co jego rówieśnicy, zazdrości im, jednak musi podporządkować się chorobie i wskazanemu przez lekarzy rytmowi dni i miesięcy. Czuje się jak więzień i często zadaje najbliższym pytania "dlaczego ja?" oraz "czy umrę?". I jak dorośli powinni odpowiadać na takie pytania?
Chłopiec zawiera na prowincji przyjaźnie, staje się też obiektem zakochania! Czy mają one szanse na przyszłość? Jak zakończy się historia Sebastiana? Tego nie zdradzę, ale powiem tylko, że autor podarował czytelnikom epilog, nie trzymając czytelników w niepewności.

Malutka i niezbyt gruba książeczka a jakże przepełniona miłością, przyjaźnią, wsparciem, tęsknotą, strachem czy cierpieniem. Mnóstwo w niej niepewności i wypatrywania kłamstw... bo jakże czułby się w takiej sytuacji dorosły?! A co dopiero dziesięcioletnie dziecko! Książki nie da się ocenić tak jak to standardowo robię... język, dialogi, akcja... To po prostu lektura, którą albo chce się przeżyć albo nie ma się dość siły... Przeczytałam, ale ile emocji odczułam...ogrom!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...