Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 stycznia 2023

Liliana Fabisińska "Bez podtekstów" / "Zaraz wracam" / "107 sekund"

Moi drodzy czytelnicy,
jak sami widzicie, niewiele się tutaj u mnie działo od... w sumie od listopada. 
W tym czasie jednak czytelniczo coś się działo, więc powoli będę starała się nadrobić zaległości - podsumowania, stosiki... A przede wszystkim recenzje, w przypadku książek, które nie przybyły od Wydawców, będą to krótkie notki.
 
Dziś post dotyczący książek stycznia - przesłuchałam trzy tytuły Liliany Fabisińskiej.
 
 
 

Autor: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 27 kwietnia 2022
Liczba stron: 336
 
 
[materiał reklamowy] barter z Wydawnictwo Purple Book
 
 
 
"Bez podtekstów" to komedia romantyczna, w której prym wiodą bohaterowie czterdzieści plus odkrywający "uroki" internetowych portali randkowych.
 
Miłka i Marek przyjaźnią się od studiów, kiedy to on ją uratował na egzaminie, choć wykładowca i tak odkrył mistyfikację. 
On jest po traumatycznym rozwodzie, który trwał pięć lat; ma zakaz zbliżania się do córki nad czym bardzo ubolewa a była żona wciąż coś od niego chce i składa kolejne pozwy. Marek mieszka w hotelu asystenckim, gdzie warunki nie sprzyjają zaproszeniu kogokolwiek.
Miłka jest żoną i matką. Uwielbia swoje dzieci oraz uczniów. Jej mąż nie znosi Marka, ale kobieta nie chce i nie potrafi się od niego odciąć. Wierzy, że ich przyjaźń jest bezwarunkowa.
Gdy wpada na pomysł wyswatania Marka nie wie, że odmieni to życie ich obojga... 

Ze szczegółami poznajemy ich przygody z aplikacją randkową, pomoc Miłki, liczne wiadomości jakie wymieniają z potencjalnymi kandydatkami, intrygujące spotkania, po których często Marek chciał zrezygnować z poszukiwań tej jedynej.

Czy w obliczu wydarzeń przyjaźń tych dwojga nadal będzie tylko przyjaźnią? Czy możliwa jest taka relacja między osobami odmiennej płci i to bez tytułowych podtekstów? Co odkryją szukając miłości dla Marka?

Przyznam szczerze, że tego co odkryli na portalu randkowym nie odgadłam i trochę mnie to zaskoczyło - nie tego się spodziewałam. Zwłaszcza, że tak jak wspomniałam na początku - TO zdecydowanie spowodowało niezłą lawinę!

Powieść jest zabawna, lekka, chwilami przyjemna w odbiorze, chwilami przewidywalna a chwilami... mnie nudziła i powodowała, że niekoniecznie miałam ochotę poznawać dalsze losy bohaterów. Znam lepsze tytuły autorki.
 
 
Za książkę dziękuję 

 
 
 

Autor: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Purple Book
Data wydania: 28 września 2022
Liczba stron: 320



Przemek i Gabrysia wybrali się w romantyczną podróż przedślubną do Włoch. Wprawdzie Gabi nie nosi jeszcze pierścionka, ale po cichu liczy, że właśnie pośród włoskich krajobrazów go dostanie. Młodzi wynajęli samochód i na własną rękę zwiedzają urocze zakątki. 

Gdy pływali w rajskiej zatoczce wśród skał ukradziono im samochód. Najgorsze jednak jest to, że wszystkie ich rzeczy były w środku! Paszporty, ubrania, telefony i jej zaręczynowy pierścionek! Tak, Przemek zgodnie z jej przypuszczeniami wreszcie się oświadczył.

Tytuł książki odnosi się do słów, które chłopak wypowiedział do narzeczonej zanim zniknął na horyzoncie, by poszukać pomocy - "zaraz wracam"... Jednak pozostawiona na skale Gabi, w samym podkoszulku Przemka jest przerażona, bo godziny mijają a jego nie ma... Zmarzniętą i głodną dziewczynę znajduje starszy mężczyzna - Giuseppe - i zabiera ją do swojego trabucco, czyli dużej drewnianej konstrukcji, będącej maszyną rybacką (bardzo zainteresował mnie ten temat i nie ukrywam, że po lekturze zgłębiałam go jeszcze w internecie).

W dalszej części powieści śledzimy naprzemiennie losy Gabrysi, która próbuje uzyskać kontakt ze światem oraz losy Przemka - wreszcie dowiedziałam się, co mu się przytrafiło! I nie ukrywam, że było to ogromnie zaskakujące!
Sama nie wiedziałam, która narracja była ciekawsza, ale obie ciekawe. Gabrysia miała okazję poznać cudowne włoskie smaki, intrygujących ludzi, narzekać na bolącą pupę i dowiedzieć się jakie znaczenie ma cebula. Początkowo próbowała odnaleźć Przemka, wrócić do Polski, jednak z czasem sytuacja mocno się komplikowała a ona straciła do niego zaufanie...

Włochami pachniało i smakowało. Historia wielokrotnie zaskakiwała, zwroty akcji podnosiły ciśnienie, bo chociaż to powieść lekka, zabawna i przyjemna to jednak towarzyszy jej dreszczyk emocji.
Jeśli mam być szczera, to podobała mi się znacznie bardziej niż "Bez podtekstów". Polecam!
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
 

Autor: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 24 sierpnia 2022
Liczba stron: 360



Diana jest samotną matką. Wraz z córeczką Olą mieszka w Krakowie. Ich życie przypomina... chyba mogę to napisać - koszmar. Kobieta ma problemy z rozwodem (podpisała kiedyś niekorzystne dla siebie dokumenty) co skutkuje brakiem szans na zasiłek. Nie ma pieniędzy, bo opłacić rachunki. Brak prądu. Brak wody. Jest tylko gaz, ciepło i świece.

Diana próbuje podjąć się każdej pracy. Dosłownie. Co rano odpowiada na wszystkie ogłoszenia. I wreszcie trafi do firmy Norberta. Bogaty, czuły i troskliwy facet nie tylko ją zatrudnia, ale też zakochuje się w niej. Z wzajemnością. 

I wtedy życie Diany i Oli ulega diametralnej zmianie. Jak w bajce... pojawia się piękny dom, ubrania, jest światło i woda oraz mężczyzna spełniający marzenia a dziewczynkę traktuje jak własną córkę. Po kilku latach rodzi się Staś, choć Norbert podobno nie mógł mieć dzieci... Wtedy to nawet teściowa patrzy na Dianę lepszym okiem...
 
Jednak w pewnym momencie piękna bańka pęka... Wystarcza tytułowe 107 sekund, by życie tej rodziny legło w gruzach. Tragedia sprawia, że Dianą targają poczucie winy i wyrzuty sumienia. Oddalają się od siebie z mężem. Z Olą zaczyna się dziwnie zachowywać. Czy jest ktoś, na kogo pogrążona w rozpaczy matka będzie mogła liczyć? 

Jakie znaczenie w tej historii mają makaroniki i podróż do Paryża?
Co ukrywa teściowa?
Kim jest Kaśka Mścicielka?
 
Książka jest teoretycznie obyczajówką, ale możecie mi wierzyć, chwilami targały mną takie emocje jak w thrillerze. Fabuła wciągnęła mnie bez reszty a prawda która zaczęła wychodzić na jaw - to był szok! No po prostu spadły mi kapcie! Co ukrywał Norbert? Co robił, gdy wydarzyła się tragedia? Jaką tajemnicę skrywa przyjaciółka Diany - Gośka? Jak wygląda życie samotnej matki, której myśli krążą wokół każdego grosza? Jak szybko może odmienić się życie - w każdą możliwą stronę...?
 
Diana za wszelką cenę dąży do prawdy i to co odkrywa wstrząsa nie tylko nią... Kłamstwa, intrygi... Gorąco Wam polecam tę historię!

 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 
 

poniedziałek, 25 lipca 2022

Agnieszka Litorowicz-Siegert "Sukienka z wody"

 
 
 
Autor: Agnieszka Litorowicz-Siegert
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: marzec 2022
Liczba stron: 368
 
Książka przeczytana w czerwcu, ale przed urlopem już nie zdążyłam jej opisać.
 
 
 
Jak wiele możesz poświęcić dla przyjaźni? Takiej wieloletniej i prawdziwej? Na co możesz się zgodzić w jej imię? Jak wypadniesz w teście na znajomość przyjaciółki?
 
 
Edyta, Rena i Alina przyjaźnią się od dwudziestu pięciu lat. Mają wiele wspólnych wspomnień a swoje upodobania oraz gusta znają wyśmienicie. Teraz czeka je swoisty egzamin.
 
Po wypadku na jachcie, Edyta leży w śpiączce w ośrodku Liliowa Zatoka. Jej mąż Miron wraz z Reną próbują nie tylko dzielić obowiązki między dom, dzieci a odwiedziny u niej, ale i uratować karierę Edyty, była bowiem w trakcie pisania powieści, do której prawa do ekranizacji zostały sprzedane. Miron chce, by stan żony został utrzymany w tajemnicy. Zamierza zrobić wszystko, by książka trafiła do wydawcy w terminie. 
Jest jednak tylko jedna osoba, która może tego dokonać...

Alina jest policyjną profilerką, pisze, ale w dziedzinie kryminalistyki - czy zgodzi się na ten szalony plan? To dla niej niekomfortowa sytuacja, boi się, że gdy Edyta się wybudzi będzie miała pretensje, że w niewłaściwy sposób pokierowała jej powieścią i losami bohaterów. Alina po wielu dniach bitwy z myślami zgadza się i coraz bardziej wnika w świat wykreowany przez przyjaciółkę. By myśleć jak ona, czuć jak ona i zachowywać się jak ona przeprowadza się do domu Edyty i Mirona.
 
Powieść przyjaciółki coraz bardziej ją fascynuje. Jednak to co odkrywa, nie do końca jej się podoba... Odkrywa, kto jest pierwowzorem poszczególnych postaci i ma wrażenie, że Iwo, który zauroczył główną bohaterkę istnieje naprawdę. Widać mocną fascynację tym mężczyzną, co sprawia, że Alina zaczyna podejrzewać, iż Edyta miała romans... Nie zacznie pisać, dopóki nie dotrze do prawdy...


To było świetnie poprowadzone dochodzenie bohaterki do prawdy. Nikłe tropy i malutkie kroki, strzępki informacji i brak możliwości potwierdzenia któregokolwiek z etapów - taka była droga Aliny. Z ogromnym zaangażowaniem i fascynacją (to moje ulubione słowo w tej recenzji) śledziłam kolejne strony. 
 
Naprzemiennie z działaniami Aliny możemy obserwować to, co dzieje się w Liliowej Zatoce - przebudzenia, zgony, lekarz całym sobą zaangażowany w proces wybudzania a przede wszystkim stymulowanie pacjentów - zapachami, dźwiękami, smakami. Ten wątek pokazuje, że bliscy zawsze mają dylemat - czy do osoby w śpiączce mówić? Czy ona słyszy? Czy ledwie zauważalne ruchy to kontrolowane znaki czy może przypadek?

Powieść jest pozbawiona mocnych zwrotów akcji, nie porywa trzymającą w napięciu fabułą, ale przywołuje i kusi innymi wątkami - pierwsza miłość, zauroczenie kimś, kto jest w związku małżeńskim, mroczna przeszłość oraz wspomnienia, które powracając do bohaterów opowiadają ciekawe historie. 
Poza śledztwem Aliny (która jak po nitce do kłębka dociera do sekretu przyjaciółki) i stanem zdrowia Edyty obserwujemy też zmagania profilerki z przeszłością. Na drodze samotnej kobiety pojawiła się bowiem w rodzinnym Szczecinku dawna miłość, co sprawia, że zaczyna rozmyślać nad tym, czego tak naprawdę w życiu pragnie. 
Alina to bardzo ciekawa postać - bystra, inteligentna, spostrzegawcza, kierująca się logiką i intuicją - liczyłam, że odkryje czym jest tytułowa sukienka z wody, bowiem bardzo mnie to zaintrygowało.
 
 
Podsumowując - "Sukienka z wody" to niebanalna historia o miłości, przyjaźni i sile rodziny. Opowieść o pasjach, ryzyku, pokrewieństwie dusz, kierowaniu się intuicją, wyborach i poświęceniu.
O nadziei i wątpliwościach dotyczących osoby w śpiączce. Autorka stworzyła powieść wielonarodowościową i wielopokoleniową pokazując, że miłość nie zna granic. Przychodzi niezależnie od kraju pochodzenia, wieku czy czasu rozłąki. Koi samotność, choć czasami bywa nielogiczna. Ciekawa historia, polecam
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach czerwcowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło (L), 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję 



piątek, 10 czerwca 2022

Agnieszka Krawczyk "Uzdrowicielka"

 
 
Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 13 kwietnia 2022
Liczba stron: 472
Seria: Leśne Ustronie  tom 2  
 
 
 
 
 
W Gorcach minęło lato i do małej wioski Nieznajomka wracamy akurat na piękną jesień. To musi być uroczy widok! Mieniące się kolorami liście na drzewach, rozpięte nitki pajęczyn i mgły osiadające nisko o poranku... Do tego pagórki z kołyszącymi się na wietrze wysokimi trawami...


Śmierć zielarki Zazuliny przyniosła kilku osobom konieczność podjęcia trudnych decyzji.
Stary przyrodnik, Antoni Szeptyna, rozpoczął konkretne działania, by napisać i wydać drugą książkę, tym razem dotyczącą drzew. W swojej chatce nad strumykiem powstają kolejne rysunki i teksty do pozycji "Misteria drzew" i niespodziewanie w tej pracy nie zostanie sam...

Mariusz Kalinowski, prowadzący azyl dla chorych zwierząt, prosi Szeptynę, by przekonał Zośkę do przyjęcia spadku po zielarce, bowiem dziewczyna nie jest pewna czy tego chce, czy ma do tego prawo. Mariusz dba o innych a w jego własnym domu czeka trudna do rozwikłania sytuacja. Bowiem w finale pierwszego tomu serii wróciła Regina, jego była dziewczyna, która niespodziewanie wyjechała, bez słowa. Czy ich uczucie przetrwało? Czy będą w stanie się porozumieć i stworzyć szczęśliwy związek na nowo?

Obserwujemy też zmagania Zośki z własnymi słabościami. Podjęcie leczenia, przygotowanie domku Soni na sprzedaż, decyzja o przyjęciu spadku a później życie w strachu, bowiem jest straszona i nachodzona przez interesownych ludzi. Dziewczyna nadal prowadzi swój blog, spotyka się z Aleksym (bo nie potrafi podjąć ostatecznej decyzji bacząc na swe uczucia), ale pomaga też przy książce Antoniego. 

Nie mogę pominąć też wydarzeń w życiu Elwiry, która ma dosyć szarpaniny z mężem, zamierza odciąć się i wraz z córką Laurą zamieszkać u brata w "Leśnym ustroniu". Tutaj życie płynie spokojniej a przecież dzięki odległości, nie będzie musiała oglądać niewiernego i jego kochanki, która jak się okazuje niebawem ogłosi niespodziewaną nowinę.
Wiele ciekawych i stresujących wydarzeń oraz zaskakujący finał!


Autorka nie obniżyła poziomu w drugim tomie. Wręcz przeciwnie, rozwinęła skrzydła czarując opisami przyrody zmieniającej się od września do grudnia; rysunkami przyrodnika, których wprawdzie czytelnik nie ma okazji zobaczyć, ale oczyma wyobraźni owszem.
Również wydarzenia między bohaterami dostarczają emocji. Rozstania, powroty, próba wyjaśnienia i wybaczenia przeszłości, rozwiązywanie konfliktów, poszukiwanie siebie i spełnianie marzeń. Codzienne życie w małej, wiejskiej społeczności również może być ciekawe. Zwłaszcza, gdy spojrzymy na kozę Skakankę :)

Agnieszka Krawczyk pokazuje, że uczucia pojawiają się czasem wbrew rozsądkowi oraz że każda prawda jest lepsza, niż kłamstwo. Każdego dnia człowiek zostawia coś za sobą, ale trzeba iść ku marzeniom, przełamując bariery i pokonując strach. Nie powinniśmy udawać, ale pamiętajmy, że z uczuciami i emocjami nie można iść na kompromis. Błędy zaś są bardzo ludzkie i trzeba po prostu chcieć je naprawić.


Podsumowując - "Uzdrowicielka" to przepiękna opowieść o przyjaźni, miłości i wsparciu. To dowód na to, że często obcy człowiek staje się nam bliższy niż rodzina. Że uczuć nie można oszukać a kłamstwa wyjdą na jaw. To historia o rozpadzie związków, poczuciu jedności, pretensjach, żalach i nieporozumieniach, ale również lojalności, odwadze i tchórzostwie. W książce nie brak problemów, poszukiwania dla siebie bezpiecznego azylu, życia nadzieją czy marzeniami, niepewnej przyszłości oraz dojrzewania do podjęcia samodzielnej decyzji. Piękna, poruszająca, ale i z humorem - polecam!




poniedziałek, 31 maja 2021

Katarzyna Michalak "Amelia"

 
 
 
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2015
Liczba stron: 360
kontynuacja "Kawiarenki Pod Różą" podobno, o czym dowiedziałam się po lekturze :D
 
 
 
 
 
Kupiona dawno temu, bo bardzo miałam na nią ochotę, jednak wciąż - mimo różnych założeń - nie mogłam jakoś wcisnąć jej w grafik. A szkoda, bo to świetny relaks, lekka i przyjemna bajka.
 
 
Jest maj. W miasteczku Zabajka koło Tucholi w jednej z kamieniczek przy rynku budzi się Amelia. Choć tak naprawdę nie jest pewna czy to jej prawdziwe imię. Dom dostała od tajemniczego T. o czym dowiedziała się z listu. Jest zagubiona, nic nie pamięta, bowiem doznała urazu głowy i ma amnezję.
 
Wśród sosnowych lasów i jezior dziewczyna odnajduje prawdziwą przyjaźń, stawia czoło przeciwnościom losu, stara się przypomnieć sobie kim jest, ale musi się zmierzyć się też z zagadkową przeszłością. Jedyne co jej pamięć zachowała to przepisy na słodkości, z czego bohaterka skrzętnie korzysta.
Czy uda jej się odzyskać pamięć? Czy dowie się kim jest T.? A kto przyczynił się do jej wypadku? Co zdarzyło się tamtej nocy?
  

Amelia jest jak wróżka z bajek. Kocha świat i życie, jest pozytywnie do niego nastawiona, ma dobre serce, jest pogodna i spontaniczna. Mówi o sobie, że jest drimerką - spełnia swoje i innych marzenia jednocześnie nie poddając się z byle powodu.
Szkoda że wśród nas nie ma więcej takich ludzi...


"Amelia" to nie tylko problemy głównej bohaterki z pamięcią, ale też traumatyczna przeszłość innych postaci, która ogromnie wpływa na ich teraźniejszość. Choć można przypuszczać, że wiele wątków skończy się dobrze, to jednak nie mamy pewności które i co dla kogo będzie można określić mianem pozytywu.

W małym miasteczku kryją się małe tajemnice, później wkracza Amelia, za nią wielki świat i życie spokojnej prowincji nieco się zmienia... Fajna ta bajka, choć nie zawsze realna, zbyt wiele w niej zbiegów okoliczności, przypadków a na koniec nieco dramatyzmu, ale odpoczęłam podczas lektury.


Podsumowując - "Amelia" to historia o zagubionych wspomnieniach albo tych najtrudniejszych, o nadziei, wyrzutach sumienia, wdzięczności, dobrym sercu, misjach humanitarnych, prawdzie, przyjaźni i miłości. Opowieść o tym, że trzeba się odważyć na pierwszy krok a najważniejsze w życiu jest nie miejsce, ale ludzie. Przyjemna, lekka, do śmiechu i do łez książka, która zawiera wiele prawd o człowieku.
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki

wtorek, 30 czerwca 2020

Kasia Magiera "Echo milczenia"





Autor: Kasia Magiera
Wydawnictwo: Melanż
Data wydania: 2018
Liczba stron: 416




Kiedy sięgam po debiut, nie nastawiam się na fajerwerki, podchodzę z pewną ostrożnością do pierwszej książki autora, zwłaszcza gdy jest to kryminał i jeszcze z seryjnym mordercą. Czy fabuła będzie dobrze skonstruowana? Czy postacie będą wyraziste a zakończenie zaskoczy?
Tym razem byłam nieco spokojniejsza, bo znam późniejsze powieści Kasi Magiery, która w debiucie wykazała się jako filmoznawca. A zaskoczyła mnie już w pierwszym rozdziale... Ale po kolei.

20.04.2015, poniedziałek
W dolnośląskim Lubomierzu, miasteczku spokojnym i bez ekstremalnych przestępstw, na ławce przed ratuszem zostaje znalezione ciało młodej kobiety. To trzydziestotrzyletnia lokalna działaczka Marta Rychlińska-Król, którą ktoś pozbawił krwi, pozostawiając zdjęcie oraz rysując na ręce niezapominajkę. Zdjęcie z czerwonym krzyżykiem na jej postaci pochodzi z czasów liceum, kiedy Marta przyjaźniła się z Katarzyną, Wandą oraz Beatą, choć z perspektywy innych to była bardziej dyktatura.

Marta była od zawsze i przez wszystkich uznawana za opryskliwą, wyniosłą, pustą, próżną, zadufaną, grubiańska, manipulowała innymi i z nikim się nie liczyła. Znalazłoby się wiele osób, które miały jej dość i byłyby zdolne do zbrodni. Jednak na miejscu policja nie znalazła żadnych śladów - ani biologicznych, ani nawet odcisków palców. Stróżom prawa ciężko jest wyciągać wnioski i snuć hipotezy, gdy nie mają dowodów.

Lubomierska policja otrzymała wsparcie z Jeleniej Góry, przybyła nawet sama prokurator. Lokalna gazeta na bieżąco informuje mieszkańców o każdym kroku policji oraz przestrzega przed mordercą, prosi by na siebie uważać. Trudno jest stwierdzić czy śmierć Marty jest związana z przeszłością, na co wskazywałoby zdjęcie, czy też może z obecnym życiem pełnym tajemnic. Jednak kiedy w ciągu kilku kolejnych dni giną przyjaciółki denatki ze wspólnego zdjęcia, sprawa staje się poważna. Wyczuwalna jest tajemnica, którą skrywają te, które wciąż żyją, ale wyraźnie nie chcą jej wyjawić, nawet za cenę własnego życia. Dlaczego? Co takiego ukrywają? I kto je morduje? Czy uda się to ustalić, skoro to zbrodnia doskonała, bowiem nie pozostają po niej żadne ślady?


Teraz wyjaśnię Wam dlaczego autorka zaskoczyła mnie w pierwszym rozdziale - otóż właśnie z niego czytelnik dowiaduje się co wydarzyło się w klasie maturalnej, do której chodziła Marta, Kasia, Wanda, Beata oraz Róża i Sabina. Przez kolejne strony zastanawiałam się, dlaczego Magiera tak mocno zepsuła czytelnikom radość z czytania. Nic bardziej mylnego! Naszym zadaniem jest bowiem odgadnąć kto zabija, to nic że znamy motyw, że znamy winnego, że znamy prawdę o wydarzeniach sprzed piętnastu lat. Tak wiele tajemnic, niespodzianek i wydarzeń przed nami, że tak naprawdę ta wiedza z początku debiutu, wcale nie odbiera przyjemności. Zresztą dzięki posiadanym informacjom, łatwiej nam skupić się na tym, co nas czeka oraz obserwować pracę policji dochodzącą do prawdy.

Bardzo zdziwił mnie wachlarz bohaterów, a raczej bohaterek. Autorka bardzo przewrotnie obsadziła w najważniejszych rolach właśnie kobiety - każde stanowisko w policyjnej maszynie zajmują ONE - prokurator, komisarz, komendant, psycholog, patolog, technicy śledczy, podkomisarz. Jeśli chodzi o mieszkańców miasteczka prym również wiodą kobiety, mężczyzn jest dosłownie kilku i to mocno wyjątkowi. Zabieg z umieszczeniem kobiet na raczej męskich stanowiskach sprawia, że podnosi się żeńska samoocena. Polubiłam zwłaszcza postać podkomisarz Agnieszki Birkut, która jest policjantką w trzecim pokoleniu (po mamie i babci), przed którą los postawił bardzo trudne decyzje, zakpił zaś z życia komisarz Izabeli Deroń, policjantki z Jeleniej Góry, która doświadczyła niewyobrażalnej straty.

Magiera jako filmoznawca, pokazała w powieści swoją wiedzę odwołując się do licznych filmów i ich bohaterów. Chwilami narzekałam nawet, że jest tego za dużo, że przeszkadzają mi zwłaszcza wtrącenia o tych produkcjach, których nie znam. Po zakończeniu lektury bardziej pojęłam sens tego filmowego świata, ale i tak uważam, że lepszy odbiór - bez uszczerbku dla fabuły - byłby z mniejszą liczbą odwołań.

Na koniec muszę koniecznie podzielić się z Wami moimi odczuciami z zakończenia. Oczywiście tak, żeby niczego nie zdradzić. Tak naprawdę to dla mnie są tutaj trzy finały. Pierwszym jest ujawnienie osoby prawdziwego mordercy - dość zaskakująco, ale szczerze mówiąc najbardziej podejrzewałam właśnie tę osobę. Drugie mini zakończenie to ostatnia rozmowa między komisarz Deroń a prokurator Szacką, szkoda, że tylko na słowach się skończyło... No i jeszcze totalny finał, ten z epilogu - kilka ostatnich wersów sprawiło, że zabrakło mi powietrza... Tego się nie spodziewałam!


Podsumowując - "Echo milczenia" to bardzo ciekawie poprowadzony, pełny zwrotów akcji, niespodzianek kryminał, w którym nie brakuje również zmowy milczenia czy intrygującego finału. Doskonały debiut, z jedynie niewielkimi zastrzeżeniami, zapadnie mi na długo w pamięci. Kreacja ciekawych bohaterów, napięcie, szok, zdrady, aborcje, adopcje, autyzm, tajemnice aż po grób czy poczucie porażki - to wszystko sprawia, że nie można oderwać się od książki. A kiedy dorzucić do tego zestawu jeszcze złe czy niemoralne wybory, kary od losu, zniszczone marzenia i wielkiego bohatera, czyli geniusza zbrodni otrzymujemy wyborną lekturę. Polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się 3, oFLAGowani, 52 książki




Za książkę dziękuję


czwartek, 13 czerwca 2019

Anna Sakowicz "Postawić na szczęście"





Autor: Anna Sakowicz
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: listopad 2018
Liczba stron: 352
Seria: Plan Agaty tom 1






Bridget Jones to bohaterka zapożyczona wprawdzie zza granicy, ale zna ją chyba każdy - charakterystyczna puszystość, liczne zawirowania życiowe i posucha uczuciowa. Oczywiście do czasu, bo jak już sytuacja się zmieniła to mężczyzn do wyboru. Dlaczego o tym piszę? "Postawić na szczęście" Anny Sakowicz opowiada bowiem o polskiej Bridget zmagającej się z realnymi na polskiej ziemi przeciwnościami losu.

"Oszczędzanie było dobrą cechą, ale zdecydowanie nie należało przesadzać, bo można było się obudzić z imponującą kwotą na koncie, ale bez żadnych przyjemnych wspomnień z przeszłości." *

Agata Żółtaszek to - z braku wolnego etatu dziennikarskiego - blogerka i testerka niedocenianych zawodów, które próbuje odczarować. Była już babcią klozetową, wyprowadzała psy a nawet obsługiwała karuzelę, wciąż jednak jest sama i zbyt pulchna. Dlatego zakłada się z siostrą, że trzy lata, które zostały jej do czterdziestych urodzin poświęci na wykonanie planu: rok na schudnięcie, rok na znalezienie faceta i rok na urodzenie dziecka. Czy jej się to uda? Tego Wam nie zdradzę, ale gwarantuję wyśmienitą zabawę podczas obserwowania jej zmagań z kilogramami, randkami i problemami innej natury.

Równolegle z kibicowaniem Agacie poznajemy demony nawiedzające Polę, młodszą o siedem lat siostrę, która od piętnastu lat jeździ na wózku. Dziewczyna nie chce litości, prowadzi aktywny tryb życia, gra amatorsko w koszykówkę, jeździ na randki i jest wziętą graficzką. Jednak zdarzają się takie chwile, gdy nie radzi sobie z wydarzeniami czy reakcjami ludzi i próbuje jakoś odreagować. Niestety, nie jest to objadanie się słodyczami...

Kilkudniowy wspólny wypad sióstr do leśniczówki koło arboretum w Wirtach sprawia, że Pola ulega fascynacji legendą o chłopcu, którego tropem postanawia wyruszyć. Dokąd ją to zaprowadzi? Czy pozna prawdę o śmierci Puttricha? A może ta historia wniesie coś innego do jej życia?

"Czytelnicy dla każdego autora są... (...) Niczym skrzydła dla anioła (...) 
Bez nich się nie poleci." **

Powieść Anny Sakowicz to mądra i niosąca wiele przesłań pozycja. Pokazuje zmagania internetowej twórczości z hejtem, kiedy to sfrustrowani ludzie ukryci za awatarami czy nickami obrażają innych; chorobliwą zazdrość, brak empatii w stosunku do osób niepełnosprawnych oraz dążenie po trupach do celu. A przecież jeśli nie da się do niego dotrzeć prostą drogą, wystarczy dookoła, objazdem. W sposób wyjątkowy autorka pokazała niezwykłą więź między siostrami, które mimo ogromnych różnic potrafią wspierać się w codziennych trudnościach.

"Durna jak stado latających imadeł." ***

Podsumowując - "Postawić na szczęście" to przepełniona humorem historia polskiej odpowiedniczki Bridget Jones o smakowaniu życia, dojrzałej miłości oraz jej poszukiwaniu; postrzeganiu niepełnosprawnych, spełnianiu marzeń, poszukiwaniu drugiej połówki jabłka czy też pomarańczy. Opowieść, która bawi, ale i wskazuje na co powinniśmy zwracać w życiu uwagę; która nosi w sobie zapach przeszłości i wyjaśnia nam, że kiedy myślimy, iż jesteśmy na krawędzi - "To nie krawędź. (...) To tylko krawężnik dzielący dwa światy. (...) Wystarczy, że go pokonasz." ****
Polecam!




* A. Sakowicz, "Postawić na szczęście", Edipresse Książki, Warszawa 2018, s. 51
** Tamże, s. 86
*** Tamże, s. 126  [mój ulubiony tekst Agaty]
**** Tamże, s. 307



"Postawić na szczęście"
"Dogonić miłość"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


czwartek, 30 maja 2019

Roma J. Fiszer "Chata nad jeziorem"





Autor: Roma J. Fiszer
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: marzec 2019
Liczba stron: 400





Jeden z często wykorzystywanych motywów w literaturze to ucieczka od prowadzonego dotychczas życia. Jednak każdy autor ma inne spojrzenie na to zagadnienie, inaczej kieruje krokami kreowanych postaci i inne problemy mu stawia na drodze. Jaki pomysł miała Roma J. Fiszer? To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki - czy udane?

Vanessa ma trzydzieści lat, zajmuje się malarstwem i uciekła do... potajemnie kupionego mieszkania! Zamknęła się w nim na trzy miesiące, odcinając od wszystkiego i wszystkich. Uciekła przed życiem, które prowadziła przez piętnaście lat u boku Andrzeja. Na miesiąc przed ślubem nie wytrzymała jego diametralnej zmiany - wygolonej głowy i licznych tatuaży - odeszła, czuła do niego już tylko obrzydzenie. Została ze złamanym sercem sama, bowiem rodzice nie zrozumieli jej decyzji. Pocieszenia szukała na czacie i tak poznała Emilkę z Krakowa (również malarkę) oraz rzeźbiarza 'Samotnego Gbura' - ona dała jej wsparcie, on pomysł gdzie szybko sprzedać namalowane obrazy. Idąc za jego radą Vanessa jedzie na Kaszuby i zakochuje się w ich pięknie. Spotyka tam mężczyznę, który zajmuje się tworzeniem aniołków, świątków oraz kuferków.

Splot różnych życiowych zdarzeń sprawia, że Vanessa jeszcze wielokrotnie przyjeżdża na Kaszuby, gdzie czuje się lekko, błogo i niezwykle szczęśliwa. Ciągnie ją tutaj pewna cudowna siła zwana zakochaniem. Wiele kolejnych stron to opis radosnej sielanki w chacie nad jeziorem, zbliżających się do siebie młodych serc i nagle to wszystko się wali... Jedno źle odczytane zdarzenie przecina tę krainę szczęśliwości i diametralnie zmienia bieg wydarzeń (czułam, że coś się wydarzy, gdyż było zbyt pięknie). W jednej chwili robi się niebezpiecznie, z drżeniem serca zaciskamy kciuki, gdy bohaterowie walczą o życie i kulimy się przed kolejnymi ciosami jakie na nich spadają.

Książka jest wartościowa pod wieloma względami. Pokazuje ogromną moc przyjaźni i miłości, piękno natury, ale również ustami bohaterów przekazuje wiedzę dotyczącą atrakcji Irlandii, zabytków Gdyni, Sopotu i Krakowa oraz Kaszub. Nie brakuje również emocjonujących momentów, tragedii, szpitali oraz ludzkich hien a na koniec niezwykły finał z warunkami Pawła. Nie spodziewałam się, że ta fabuła potoczy się w taki sposób a co dopiero jej zakończenia (zwłaszcza w tak wielu punktach). Co musiało się wydarzyć, by pogodzić nawet długoterminowe spory?


Podsumowując - "Chata nad jeziorem" to nostalgiczna, romantyczna, nieco łzawa oraz rodzinna powieść opowiadająca o marzeniach, pasjach, wspomnieniach, z dodatkiem malarstwa, rzeźby oraz muzyką Andrei Bocellego w tle. Cudowna historia o chacie ukrytej wśród kaszubskich wzgórz i jezior, w której dzieją się cuda, odpływają smutki, żyje się szczęśliwiej i nie chce się już wyjeżdżać. O tym, jak przypadki czy pomyłki mogą wyjść na dobre i przynieść radość czy sukces oraz jak życie może nabrać sensu w najzwyczajniejszych okolicznościach. Polecam





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję

piątek, 14 lipca 2017

Anna McPartlin "To, co nas dzieli"




Tytuł oryginalny: The Space Between Us
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: czerwiec 2017
Liczba stron: 416









Twórczość Anny McPartlin była mi od dawna polecana przy okazji wszelakich konkursów czy też zapytań o autorów, których nie znam a warto... Jakoś nie mogłam się czasowo tak ustawić, by sięgnąć po "Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu" czy "Ostatnie dni Królika", ale kiedy w nowościach pojawiło się "To, co nas dzieli" pomyślałam, że to jest ten moment. Czas poznać jak pisze irlandzka autorka. Jakie są moje wrażenia?


wakacje roku 1990; Dublin
Lily Brennan i Eve Hayes są przyjaciółkami, które los rozdzielił tego lata. Lily zarabia w restauracji na czesne do college'u, gdzie wybiera się po wakacjach, zaś Eve została w rodzinnej miejscowości i podnosi na duchu chłopaka Lily. Dziewczyny piszą do siebie listy pełne tęsknoty i opowieści o tym, co u której słychać w sprawach egzaminów, pracy, pasji oraz spraw sercowych - typowe przeżycia nastolatek. Listy te zostały zamieszczone na początku każdego rozdziału książki.

To było jednak ich ostatnie wspólne lato... Przyjaźń od pieluch zakończyła się na dwadzieścia długich lat... Dlaczego? Autorka tylko sygnalizuje drobnymi wtrąceniami, że coś się wydarzyło. Że ktoś popełnił błąd. Że ktoś powiedział prawdę. Że ktoś stracił przyjaźń. Że wystarczyło porozmawiać a nie zamykać się w kokonie ciszy i izolacji.


Rok 2010; Dublin
Po wielu latach na obczyźnie, gdzie robiła karierę, Eve wraca do domu. Porządkuje dom po śmierci ojca; wspomina przeszłość i jakże szczęśliwy czas. Pod wpływem nostalgicznego nastroju poszukuje w internecie informacji o Lily, bowiem bardzo brakuje jej przyjaciółki. Zaczyna spotykać się ze swoją miłością sprzed lat - Benem, choć jest żonaty to Eve nie potrafi zapomnieć. Podczas jednej ze schadzek dochodzi do wypadku - samochód prowadzony przez pijanego kierowcę potrąca parę idącą drogą... W szpitalu Eve spotyka Lily i nagle świat się dla niej zmienia. Kobieta nie ma pojęcia co dzieje się z Benem, ale właśnie wtedy uświadamia sobie, że naprawdę go kochała. Szkoda, że tak późno...
Czy dawne przyjaciółki odbudują swoją relację? Czy będą szczere? Jak potoczą się ich losy?


McPartlin skupiła się w swojej powieści na przyjaźni. Na pierwszym planie umieściła przyjaźń Eve i Lily, dwie jakże różne osobowości. Lily zawsze była delikatna, uwielbiająca się śmiać, ciepła i troskliwa. Znajomi mówili o niej "słoneczko", bowiem zawsze była bardzo pogodna. Uwielbiała pomagać innym, nawet kosztem własnego czasu wolnego. Marzyła o medycynie, jednak ponad swoje marzenia postawiła miłość do Declana... Czy było warto? Moim zdaniem ten związek od początku był toksyczny, zabijał w niej radość życia, przytłaczał. Declan był brutalny w łóżku, nie dawał jej pieniędzy ale nie chciał też, by pracowała. Wymagał punktualnych posiłków a dwukrotne - w ciągu dwudziestu lat - spóźnienie się z kolacją wywoływało ogromne kłótnie.... Na śniadania Lily każdemu z członków swojej rodziny robiła coś innego, bo tak lubili... Żyła jak robot, ale dzięki spotkaniom z Eve znów ma energię i siły, by stać kimś, kogo sama będzie szanować. Nie chce już być na każde zawołanie, nie chce być kontrolowana, strofowana, zmuszana. Nie chce wyrzekać się przyjaciół...

Po drugiej stronie stoi Eve - zimna i wyrachowana bizneswoman, szczera do bólu, beztroska i pewna siebie. Otwarta i samolubna, nieomylna i mówiąca wprost co myśli. Jej życie było dokładnym przeciwieństwem życia dawnej przyjaciółki. Z uwagi na to, że była sama, mogła robić co i kiedy chciała. Jej codzienność była poświęcona tylko i wyłącznie pracy. Teraz wszystko się zmieniło. Jest przykuta do łóżka, zdana na łaskę innych, ale nie traci pogody ducha, stara się walczyć pomimo kolejnych ciosów wprost w serce. Brat i przyjaciele (to kolejne aspekty tej więzi ukazane przez autorkę) wciąż gromadzą się przy jej łóżku i wspierają. Dzięki temu Eve ma siłę pomyśleć też o tym, by pomagać innym.

Książka pokazuje też jak wygląda życie w krajach objętych wojną, jak są postrzegani homo- lub biseksualiści, jaki wpływ na ludzi mają toksyczne związki, dlaczego czasem trzeba ukryć zdradę pod wymyślonym kłamstwem, jaki wpływ na dorosłe życie ma przemoc rodziców względem dzieci a także jak bardzo wydarzenia z przeszłości rzutują na przyszłość. Zawsze jest jednak iskierka nadziei na lepsze jutro.

Pewnie zastanawiacie się co wydarzyło się latem 1990 roku... Tego nie zdradzę. Autorka bardzo długo ukrywała prawdę przed czytelnikami. Pojedyncze sygnały, które pojawiały się co jakiś czas dawały impuls, który rozpoczynał proces myślowy - próbowałam domyślić się prawdy... Udało mi się to w połowie... Nie do końca spodziewałam się takich rewelacji... Ale ucieszyło mnie to, że ostatecznie przydało się to czegoś innego :) Tak, wiem piszę zagadkami, ale nie mogę ujawnić Wam szczegółów... Sami musicie je odkryć.

Czy twórczość Anny McPartlin stanie się moją ulubioną po tym pierwszym spotkaniu? "To, co nas dzieli" początkowo mnie nieco nudziła, nie mogłam wciągnąć się mocno w fabułę do tego stopnia, by trudno mi było odłożyć lekturę. Nie ciągnęło mnie też, by po nią sięgnąć w każdej wolnej minucie... Dopiero kiedy akcja się rozkręciła, czułam że muszę teraz, już, natychmiast poznać zakończenie... Jest to powieść lekka, ale oparta na autentycznych wydarzeniach.
Dlatego ujmę to tak - koniecznie muszę poznać inny tytuł pióra irlandzkiej autorki, licząc jednocześnie na więcej Irlandii w irlandzkiej opowieści :)





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 13 marca 2017

Karolina Wilczyńska "Właśnie dziś, właśnie teraz"




Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 328









A miało być Jagodno... Od dawna "Stacja Jagodno. Zaplątana miłość" patrzyła na mnie z półki z wyrzutem i obiecywałam sobie, że przygodę z twórczością Karoliny Wilczyńskiej rozpocznę właśnie od tej serii. Ale jak to w życiu bywa, los zdecydował inaczej... Mój pierwszy raz z powieściami autorki odbyłam z "Właśnie dziś, właśnie teraz". Czy Wilczyńska dołączyła do grona moich polskich TOP już teraz?


Pierwszy rozdział powieści (boski i niebanalny) spowodował, że musiałam - po raz nie wiem który w życiu - obejrzeć skecz kabaretu Ani Mru-Mru "Supermarket" - uwielbiam go! A mój młodszy brat społeczną strukturę czekających na otwarcie drzwi klientów potrafi przedstawić koncertowo :) Skecz i rozdział pasują do siebie idealnie! Może autorka podczas pisania też go oglądała? :)

Wróćmy jednak do powieści...
Zbliża się Dzień Dziecka i z tej okazji specjaliści od marketingu i promocji wymyślili, że w ostatnią sobotę maja drzwi hipermarketu zaproszą kupujących tuż przed północą, kusząc napisem "-50%" na zabawkach. Jak można się było spodziewać był tłum, kłótnie, przepychanki, nerwy, pot i łzy. Można doskonale zaobserwować zachowanie klientów oraz personelu niższego i wyższego szczebla. Walkę o najnowsze modele lalek Barbie, samochodów czy klocków Lego przerywa jednak tragedia... Niespodziewanie dochodzi do wypadku, który odmieni losy wielu osób. Życie części z obecnych w markecie - zakończy. Jak poradzą sobie Ci, którzy cudem się uratowali? Czy ta sytuacja wywoła u nich pożądane przemyślenia?

W szpitalnej sali spotkały się poszkodowane w wypadku kobiety: Sabina, Bronisława i Sonia. Trzy pozornie różne, ale jakże wiele mające wspólnego ze sobą historie. Ich losy połączył wypadek i jak się okazuje, wyszło im to na dobre... Pomimo wszystko.

Sabina Barańska trzeźwo i realistycznie patrzy na życie. Mimo, że ma za sobą pięćdziesiąt lat życia to nie potrafi się nim cieszyć. Denerwują ją dzwoniące telefony, ciągłe pobudki nocne, szybkie zakupy i monotonia dnia codziennego. Sabina wie, że łzy nic nie zmienią, ale najchętniej wypłakałaby z siebie żal i złość. Zwłaszcza, że nie ma na kogo liczyć... Jej jedyną rodziną jest dziewięćdziesięcioletni ojciec, którym musi się opiekować, ale nie usłyszy miłego słowa. Ciągła krytyka, poniżanie, krzyki, zgryźliwość oraz wrogość - tylko to od niego otrzymuje... Żadnego podziękowania za swoją dobroć, opiekę i troskę. A przecież poświęciła siebie i swoje marzenia, by zająć się ojcem. Czy naprawdę nic w jej życiu się nie zmieni?


Bronisława Cedro jest siedemdziesięcioletnią wdową. To dobra, pracowita i chętna do pomocy innym kobieta - ot, złote serce. Zwłaszcza w odniesieniu do syna - Jerzyka. Bronisława wciąż go tłumaczy, wybacza, wierzy w jego zapewnienia o tym, że tak naprawdę to nie on jest winny, tylko koledzy. To przez nich miał kolegium, to przez nich wraca do domu pijany. I tylko pracy znaleźć nie może... Największym zaskoczeniem był dla mnie fakt, ileż to Jerzyk ma lat... Cóż... Ale miłość matki jest wyjątkowa, prawda?


Sonia Adamczyk jest najmłodsza z trójki bohaterek. Żona eleganckiego i dobrze zarabiającego męża oraz matka nastoletniej córki. Jak się okazało później, to ją wypadek w markecie doświadczył najbardziej, ale boi się wyznać prawdę mężowi. Czy była w stanie przewidzieć, jakie konsekwencje będzie miała dla niej tamta noc zakupów? Sonia przez ostatnie lata była kurą domową - miała zajmować się domem i wychowywaniem Oleńki. Tyle, że córka zeszła na dalszy plan... Na pierwszym było czekanie na Krzysztofa, gdy wracał nawet późną nocą i dogadzanie mu. Tak długo pracował? Co musiało się wydarzyć, by kobieta przejrzała na oczy?


Spotkałam się z opiniami, że książka jest smutna. Ale moim zdaniem, jest po prostu prawdziwa i nieco dramatyczna. Widocznie, Ci którzy tak ocenili powieść mają w życiu dobrze. Nie mają poważnych problemów i zachowanie bohaterek nie mieści się w ich normach.
Ale to przecież same kobiety zgotowały sobie taki los... Przyzwyczaiły mężczyzn, z którymi żyją pod jednym dachem, do takiej codzienności. Same stały się od nich zależne, uwięzione, bez swojego zdania. Sabina poświęciła wszystko ojcu. Bronisława wciąż usprawiedliwia syna a Soni czas poświęcony mężowi przysłonił miłość do córki. Owszem, ich zachowanie często irytowało, ale przecież nie w każdej książce jest cukierkowo i nie każdy bohater jest idealny - przecież wtedy byłoby nudno!

Autorka pokazała w powieści co znaczy samotność, alkoholizm, brak pieniędzy. Ale z drugiej strony poruszyła ważne tematy - chora miłość, samotność, uzależnienie od mężczyzny, przyjaźń nie do końca prawdziwa (nie wytrzymuje sprawdzianu jakim są problemy) oraz jak nieszczęście może zbliżyć obcych sobie ludzi, odmienić życie i jak wiele można mu zawdzięczać. Ale to nie wszystko, tylko nie mogę zdradzić Wam pewnych niespodzianek...

Przez całą lekturą rozmyślałam, jaki pomysł na finał ma Wilczyńska i .... przyznaję uczciwie - zaskoczyła mnie. Nie spodziewałam, że powieść właśnie tak się zakończy - i to na kilku płaszczyznach. Miałam wzrok zdziwionego czytelnika. "Właśnie dziś, właśnie teraz" czytało mi się bardzo przyjemnie i dość szybko z uwagi na język, styl i lekkość wypowiedzi autorki. Jedynie do korekty miałabym pewne uwagi, bo literówki wstrzymywały mój czytelniczy rozpęd.

Powieść skłania do refleksji i zastanowienia się nad własnym życiem. Porusza i potrząsa. Czy przypadkiem nie przesadzamy z nadopiekuńczością? Czy będziemy mieć wsparcie i pomoc w naprawdę trudnej sytuacji? A może nasze dobre uczynki nie zostaną docenione? Gorąco polecam





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Panu Piotrowi

piątek, 5 sierpnia 2016

Richard Paul Evans "Dotknąć nieba"




Tytuł oryginalny: The Walk
Tłumaczenie: Hanna de Broekere
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 2012
Liczba stron: 272
Seria: Dzienniki pisane w drodze tom 1







Czasami trudne życiowe doświadczenia zbliżają ludzi. Jej matka odeszła, jego - zmarła. On miał dziewięć lat kiedy poznał swoją przyszłą żonę. Dla Alana McKale była całym światem. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, zbudowali domek na drzewie, w którym rozmawiali, grali, opowiadali sobie o wszystkim: lękach, marzeniach, tajemnicach, uczuciach. Przeszli przez trudny okres dojrzewania jako przyjaciele, zazdrość o innych się potęgowała aż zrozumieli, że są stworzeni dla siebie.
To on zajmował się zarabianiem na posiadane luksusy: dom, samochody, wyjazdy... Jego agencja reklamowa przynosiła zyski, choć czasami kampanie były kontrowersyjne.

Podczas podpisywania najważniejszego w jego życiu kontraktu, Alan dostał wiadomość, że jego ukochana żona miała wypadek, spadła z konia i nie wiadomo jakie będą jego skutki... Czy będzie sparaliżowana? Czy przeżyje? Jak bardzo jej hobby stanie się jej przekleństwem? Dla Alana cały świat przestaje istnieć, jest tylko McKale i towarzyszenie jej przy szpitalnym łóżku.

Czytając "Dotknąć nieba" zazdrościłam bohaterom tej miłości, bo tak wielka, prawdziwa a wręcz niesamowita nie zdarza się często. To uczucie aż parowało z książki jak mgiełka, która unosiła się nade mną...  W każdym słowie autora było czuć, że tych dwoje to wyjątkowy duet. Dlatego całą sobą czułam dojmującą stratę Alana, rozumiałam jego ból, żal i wszystkie trzy etapy reakcji na tragedię: zaprzeczenie, złość oraz negocjacje z Bogiem... Mężczyzna stracił firmę, dom, samochody. Miał długi, niezapłacone rachunki a "na głowie" wierzycieli. Zresztą nic wtedy nie miało dla Alana znaczenia... tylko jego strata i ból. Niczego nie potrzebował, nic nie robiło na nim wrażenia. Był obojętny na otoczenie i miał myśli samobójcze...Tylko ta obietnica...

Alan nie miał przyjaciół, do których mógłby się zwrócić, gdyż najlepszą przyjaciółką była dla niego żona i przez lata trwania ich małżeństwa nigdy nie odczuwali potrzeby posiadania innych przyjaciół - mieli siebie. Czy to był błąd? Czy w całej Kalifornii znajdzie się choć jedna osoba, która wyciągnie pomocną dłoń? Jak ze stratą ukochanej żony poradził sobie jego ojciec? Czy pomoże synowi i udzieli złotej rady?

W tym trudnym życiowym momencie Alan podjął decyzję, że wyruszy w podróż. Postanowił, że pieszo dotrze do Key West, na Florydzie. Był to cel na tyle daleki, by motywował go do marszu i kolejnych dni przynoszących zmęczenie, lecz zarazem na tyle bliski, by nie osłabiał jego - w tej chwili - silnej woli.
Spakował plecak i opuścił swoje życie mając jedynie dziewięć kilogramów na plecach. Jako towarzyszy zabrał ze sobą gorycz, smutek, rozpacz i tęsknotę. Nie potrafił poradzić sobie z myślą, że musi żyć bez niej, bez ukochanej żony. Musiały mu wystarczyć jedynie jej "odwiedziny" podczas snu.

Myślałam, że podróż Alana będzie nudna. Że nie dam rady przebrnąć przez jego zapiski i to co przeżył, ale doznałam miłego zaskoczenia. Powieść jedynie na początku każdego rozdziału zawiera zdanie lub dwa z jego dziennika a później jest to po prostu pierwszoosobowa narracja (ogromnie interesująca i intrygująca zresztą). W bardzo ciekawy sposób autor opisał wędrówkę Alana, który spotkał po drodze wielu ludzi. Wysłuchał ich historii życia, niektórym opowiedział swoją. Sam potwierdził, że wzbogacili jego dni, czasem pomogli fizycznie lub psychicznie, często okazywali dobre serce dla zupełnie obcego człowieka. Dzięki tym spotkaniom i rozmowom Alan wiele zrozumiał i przemyślał. Pojął, że jest panem swojego losu, że to od niego zależy czy dalsze życie będzie dobre i piękne czy też nie.

W czasie swojej wędrówki bohater przekonał się, że nie wszystko złe jest złe, że czasami tak tylko wydaje się "na pierwszy rzut oka", że z nieciekawej sytuacji można wyciągnąć ogromne korzyści dla siebie. Nie zawsze upadek jest oznaką całkowitego końca. Czy bohater dotrze do celu podróży? Co go spotka po drodze? Czy spotka tylko i wyłącznie dobrych ludzi? Na dwa ostatnie pytania znajdziecie odpowiedź w niniejszej lekturze, jednak odpowiedzi na pierwsze sama nie znam, bowiem dalsze losy Alana autor opisał w książce "Na rozstaju dróg" i zamierzam po nią sięgnąć, by się tego dowiedzieć.

"Dotknąć nieba" to przejmująca opowieść o ogromnej miłości i stracie. O tym jak ból można przezwyciężyć zajmując ciało i umysł wysiłkiem. Że mimo wszystko trzeba żyć stawiając jakiś cel. Historię Alan i McKale opisałam w inny niż dotychczas sposób, ale nie potrafię napisać typowej recenzji, kiedy odczuwam tak wiele emocji, które przelewają się przeze mnie nawet po zakończeniu czytania tej książki. Po prostu bardzo mi się podobało.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki

niedziela, 16 sierpnia 2015

Sarah Harvey "Dom Róż"




Tytuł oryginalny: Das Rosenhaus
Tłumaczenie: Agnieszka Hoffmann
Wydawnictwo:
Data wydania: 2014
Liczba stron: 384











Wielokrotnie w życiu spotykamy się z sytuacją, że uczucie miłości czy przyjaźni zostaje wystawione na próbę. Nieplanowane, niespodziewane czy nagłe wydarzenia sprawiają, że nasz los się odmienia a to co czujemy staje się wielką niewiadomą. Czasami nie potrafimy odróżnić miłości od przyjaźni czy upatrujemy w przyjacielu obiektu uczuć, bo ten którego do tej pory darzyliśmy miłością, zaufaniem i czułością, nie do końca pozwala nam na bliskość. Jak odnaleźć się w tej matni uczuć? Jak nie zwariować? Co robić w trudnych sytuacjach, kiedy zostajemy odrzuceni? Jak dowiedzieć się co jest w życiu najważniejsze? Może pomocą będzie służyć powieść, o której chcę dziś opowiedzieć?

Lily i Liam Bonnerowie poznali się w Paryżu, ślub wzięli w Stanach Zjednoczonych, gdzie on kończył studia a obecnie mieszkają w Londynie. Są razem już kilkanaście lat, darzą się poważnym uczuciem, lubią spędzać razem czas i rozumieją się bez słów. Ona pracuje w znanej galerii sztuki (do niedawna jeszcze poświęcała się malowaniu) a on jest architektem. Urlopy spędzają w uroczej Kornwalii, gdzie mieszka ich wspólny przyjaciel "od zawsze" Peter.

I to właśnie Peter jedną propozycją sprawi, że dotychczasowe życie Bonnerów całkowicie się odmieni. Pewnego wrześniowego dnia przyjedzie do nich w odwiedziny informując, że wykupił firmę ojca i jako pan na włościach chciałby, by Liam z nim pracował. Bowiem nowym wyzwaniem stojącym przed Peterem jest budowa centrum sztuki w Kornwalii, bardzo prestiżowa inwestycja a Liam jest świetnym specjalistą.

Peter wyjeżdża a Bonnerowie mają czas na namysłu, bo przecież urlop w pięknym miejscu z dala od cywilizacji to nie to samo co mieszkanie tam na stałe. Lily musiałaby zrezygnować z pracy i pozostawić za sobą ukochany Londyn, przyjaciół i jeszcze coś... Musiałaby zostawić coś, co do samego końca książki jest wielką niewiadomą i tajemnicą tej pary. Czy miłość do uroczej Kornwalii wygra? Czy żona porzuci swoje życie i poświęci się dla kariery męża?

W styczniu Bonnerowie wprowadzają się do nowego domu, zwanego Domem Róż, ze względu na bajeczny różany ogród, choć obecnie zapuszczony. Lily nie potrafi się jednak tutaj odnaleźć. Domu nie darzy miłością, wiele jest tutaj do zrobienia a mąż całkowicie oddaje się pracy. Nie ma go całymi dniami, często pracuje do późna a nawet śpi w swoim gabinecie. Kobieta czuje się opuszczona, zaniedbana i odrzucona. Nawet przywiezionych z Londynu kartonów nie rozpakowała do końca. Poświęciła się dla męża nic nie otrzymując w zamian. Nie ma przyjaciół a poza sezonem w miasteczku wszystko jest nieczynne. Pozostaje jej delektowanie się przeróżnymi herbatkami owocowymi (zyskała tym moją ogromną sympatię), którymi raczy się, by uspokoić nerwy zszarpane kolejnymi kłótniami z Liamem. Po jednej z nich Lily bazgrze mu na jakimś projekcie, że odchodzi i gdyby nie ten telefon... Okazuje się, że trzydziestoośmioletni Bonner miał na budowie wypadek i jego stan jest krytyczny.

Zrozpaczona Lily musi znaleźć teraz siły, by nie rozsypać się przy nim. Podporą w tej sytuacji jest dla niej Peter. To dzięki niemu udaje jej się dostosować dom do potrzeb człowieka poruszającego się na wózku z unieruchomioną ręką i nogą. Jednak jak uda jej się znosić humory takiego człowieka? Liam staje się bowiem zależny od innych (co dla mężczyzny jej ogromnym upadkiem honoru), zgorzkniały, nie okazujący uczuć a wręcz nazwałabym to po imieniu: wredny, męczący i trudny.

Jednak z każdym kolejnym dniem Lily odnajduje wśród sąsiadów i mieszkańców miasteczka przyjaciół. Takich prawdziwych, którym może zaufać, zwierzyć się, ulżyć swojemu sercu i duszy w cierpieniu a jak wiadomo wygadanie się - pomaga. Odwiedza piękne zakątki, cieszy się urokiem otoczenia, by nabrać sił do walki z obojętnością męża. Czy uda im się jeszcze być prawdziwym małżeństwem? Czy mają szansę być naprawdę razem a nie tylko mieszkańcami tego samego domu?

W życiu bohaterów pojawi się wiele osób a nawet pies, którzy będą starali się ułatwić obojgu porozumienie. Autorka bardzo ciekawie nakreśliła te postacie, zwłaszcza mężczyźni przypadli mi do gustu :) Zresztą co jeden to ciekawszy i przystojniejszy (według opisów) a już na pewno z dobrym sercem i bogatą osobowością. Chwilami zastanawiałam się, w ramiona którego rzuci się Lily...
Sarah Harvey nie zraziła mnie mnóstwem opisów, których nie lubię. Tak opisała krajobraz Kornwalii i jej mieszkańców, że naprawdę poczułam się jak w maszynie czasu. Bohaterowie zostali świetnie nakreśleni, czuję jakbym ich znała osobiście. Jednym słowem styl autorki mi odpowiada, wciąż nie mogłam się doczekać finału, ale i wydarzeń pośrednich... Nie mogę jedynie wybaczyć Liamowi traktowania żony! Cackał się ze sobą jak kilkulatek...

Czy udało mi się przewidzieć zakończenie? Napiszę tak: myślałam, że historia potoczy się inaczej niż to ma miejsce na kartach powieści, jednak finał i tak mi się podoba. Jest nieco zaskakujący, sporo się wydarzyło zanim do niego doszło, nie sądziłam że taką decyzję podejmie Lily. Wyjaśnia się też tajemnica co Bonnerowie pozostawili w Londynie a co znacznie ich od siebie odpychało. Każde z nich miało na ten temat odmienne zdanie, każde inaczej to odbierało i przeżywało. Nie chcieli porządnie o tym porozmawiać, i nie tylko o tym...

Książka nie jest bardzo fascynującą i wybitną lekturą. Ot taka lekka powieść na wakacyjny czas, która udowadnia ile trzeba stracić, by zyskać. Pokazuje jak ważną rolę w naszym życiu spełniają przyjaciele i chyba żal mi nieco Nathana... Dlaczego? Tego już dowiecie się sami :)


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...