Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 maja 2016

James Patterson "Piętno Kaina"



Współautor: Marshall Karp
Tytuł oryginalny: NYPD Red 3
Tłumaczenie: Dorota Stadnik
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 18 maja 2016
Liczba stron: 320
Cykl: NYPD Red tom 3








Jak się okazało w kwietniu, niemal wszyscy znają lub choćby słyszeli o Jamesie Pattersonie. Dlaczego akurat w kwietniu? Bo wtedy miałam okazję przeczytać "Zdążę cię zabić" i podzielić się z Wami wrażeniami. Po lekturze wiedziałam, że na pewno nie jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, bowiem jego książki są przemyślane i zaskakujące. Czyli mają to, co każdy szanujący się kryminał. Co Patterson zaserwował tym razem?

Znany miliarder Hunter Hutchinson Alden otrzymuje nietypową przesyłkę - w futerale po kamerze swojego syna Trippa znajduje się bowiem głowa szofera Petera Chevaliera, telefon na kartę oraz list pozwalający przypuszczać, kto kryje się za tą zbrodnią. Słowa tam zawarte wyciągają równocześnie na światło dzienne ciemne sprawki Aldena sprzed lat, na których on zarobił bajońskie sumy a które wiążą się niewyobrażalnym cierpieniem ogromu ludzi (końcowe wnioski w tej sprawie wbiły mnie w fotel). Zresztą w tej sprawie kontaktuje się z nim niejaki Kain. Jakie ma żądania? Co wie? Czy może mu zaszkodzić?

Sprawy komplikują się w chwili, gdy detektywi NYPD Red znajdują w parku limuzynę i zwłoki szofera. Zeznania pewnej staruszki wskazują na to, że syn Aldena został porwany, jednak rodzina nie zgłasza tego faktu policji twierdząc, że wyjechał. Jordan i McDonald nie mogą działać w stu procentach jeśli nie mają zgłoszenia, ale z kolei dziadek Trippa i nowa burmistrz mają swoje oczekiwania w tym temacie.

Gdzie doprowadzą detektywów kolejne tropy? Na czyją pomoc będą mogli liczyć? Jak bardzo szokujące informacje staną się ich udziałem? Czy w tym śledztwie wszystko będzie czarne albo białe? Już teraz mogę Wam zdradzić, że tak nie będzie. Bo kto mógł pragnąć śmierci szofera? Jaki miał motyw, by go zabić? Kim jest tajemniczy Kain? No i gdzie jest Tripp? Odpowiedzi na te pytania wcale nie będą tak oczywiste... Bo tropy wielokrotnie będą mylone, osoby godne zaufania okażą się nagle podejrzane, prywatni detektywi nie do końca będą uczciwi a sprawa porwania też będzie miała drugie a nawet trzecie dno. A samo zakończenie... mhmmm... nie spodziewałam się, po prostu.

Zaintrygowani? Mam nadzieję, że tak, ponieważ więcej nie zdradzę! Uwierzcie jednak, że wielokrotnie można przeżyć zaskoczenie a nie ma przecież nic fajniejszego w lekturze niż zwroty akcji i nowe fakty wpływające na wynik śledztwa. U Pattersona dzieje się bardzo dużo, poziom adrenaliny idzie w górę, są emocje, świat polityki i ogromnych pieniędzy, pojawia się motyw chciwości, pazerności i pragnienie władzy. Autor pokazał, że dla niektórych ludzi nie liczy się sumienie, dobra wola ani odruch serca, tylko liczba zer na bankowych kontach. Tylko czy absolutnie zawsze prawda powinna wyjść na jaw?

"Piętno Kaina" to świetnie skonstruowany kryminał czy też może thriller, w którym czytelnik ma ręce pełne roboty, bowiem próbuje odkryć  wraz z detektywami kto jest porywaczem i mordercą. Stara się zrozumieć motywy, przewidzieć kolejne kroki, zrozumieć nietypowe postępowanie (a jest tego trochę). Jednak tożsamość Kaina została skrzętnie ukryta przez Pattersona. Bardzo trudno jest się domyślić kto to jest a w chwili, gdy coś zaczyna nam świtać, pojawiają się informacje, które stawiają nasze teorie pod znakiem zapytania.

Krótkie rozdziały ponownie działają na plus lektury a wartka akcja, doskonały i plastyczny język oraz dopracowane dialogi dopełniają celującej oceny. Zaś sama fabuła to wyborna uczta dla wielbicieli gatunku z elementami humoru, ale i chwilami grozy. A całość została wzbogacona o kolejne perypetie z prywatnego życia Zacha i Kylie. Jednym słowem będzie się działo na wszystkich frontach i Wy nie możecie tego przegapić! Ja już czekam na kolejny tom!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


czwartek, 7 kwietnia 2016

James Patterson "Zdążę cię zabić"



Współautor: Marshall Karp
Tytuł oryginalny: NYPD Red 2
Tłumaczenie: Alina Patkowska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 16 marca 2016
Liczba stron: 352









Nie miałam dotychczas okazji zapoznać się z twórczością Jamesa Pattersona, nigdy nawet nie słyszałam o tym amerykańskim autorze... Aż do teraz, kiedy sięgnęłam po "Zdążę cię zabić" i mogę śmiało stwierdzić, że to był dobry wybór. Dlaczego? Spróbuję to wyjaśnić.

Evelyn Parker-Steele znaleziono na karuzeli w Central Parku. Martwą. Jej ciało ubrane w kombinezon, dostrzeżono szybko, ponieważ morderca uruchomił światło i muzykę. Schemat tej zbrodni pasuje do grasującego w ostatnim czasie w Nowym Jorku Czyściciela. Czy to jego czwarte morderstwo? Wszystko wskazuje na to, że tak, jednak dotychczasowe ofiary nie były osobami tak wpływowymi jak ona. Evelyn to siostra znanego dziennikarza telewizyjnego, córka bogatego właściciela sieci kin oraz żona posiadacza hoteli i kasyn. Prowadziła również kampanię wyborczą Muriel Sykes, kandydatki na burmistrza. Czym zatem taka kobieta mogła narazić się mordercy?

Odpowiedź na to pytanie znajduje się w kluczu, jakim kieruje się Czyściciel podczas wyboru ofiar - są to osoby, które w swoim życiu dopuściły się poważnych przestępstw, jednak nie zostały za to ukarane. Morderca mianował się więc wielkim sprawiedliwym i na własną rękę oczyszcza miasto Nowy Jork z puszczonych wolno zabójców, uzyskując wcześniej ich przyznanie się do winy. Czy uda się ująć tego człowieka zanim zabije piątą osobę? Wszak bardzo trudno go wytropić, bowiem nie zostawia śladów. W chwili, gdy ofiarą Czyściciela pada Evelyn śledztwo przejmuje specjalny oddział policji stworzony przez burmistrza - NYPD Red. Detektywi Zachary Jordan oraz Kylie McDonald mają zaledwie kilka dni na dotarcie do prawdy i udzielenie odpowiedzi na pytania kim jest morderca? Kto może być jego kolejną ofiarą? Czy dotychczasowe ustalenia zwykłych policjantów będą pomocne?
Dlaczego kilka dni? Tu już do śledztwa wmiesza się polityka i potyczka między aktualnym burmistrzem a jego kontrkandydatką. Trwa kampania i każdemu z nich zależy na innych priorytetach w tej sprawie.

Gdybym miała w możliwie najkrótszy sposób opisać książkę, byłoby to jedno słowo: "wow!". "Zdążę cię zabić" to naprawdę świetnie napisana pozycja kryminalna. Dawno nie czytałam tak płynnie i lekko napisanego dzieła z tego gatunku. Wszystko mi się w książce podoba: styl, język, dialogi, krótkie rozdziały, brak skomplikowanych wynurzeń i niepotrzebnych opisów. Autor pisze konkretnie i na temat, co z kolei nie oznacza, że jest to pozycja płytka czy nudna. Nic takiego! Mimo, że akcja książki to zaledwie kilka dni, dzieje się tu tak dużo, że śmiało można zarwać noc, bo z ciekawości można nie zasnąć.

Czytelnik wraz z detektywami stara się rozwikłać zagadkę i choć dość szybko otrzymuje odpowiedź na najważniejsze pytanie to w niczym to nie obniża napięcia czy dobrej zabawy. Kiedy już "razem" odkryliśmy kto jest Czyścicielem, okazało się, że ... nie wszystko poszło po "naszej" myśli - mowa tu o detektywach i o mnie. Patterson nie jeden raz mnie zaskoczył, nie jeden raz wpuścił w maliny i tak pokierował moją dedukcją, że lądowałam w ślepych zaułkach. Niby wiedziałam, ale i tak dałam się nabrać. Niby to było takie proste, ale nie znałam ani motywu, ani logicznego wyjaśnienia, bowiem autor dodatkowo sprytnie manipuluje imionami i nazwiskami, według własnego "widzimisię". Aż do finału, który był niezwykły, niespodziewany dla bohaterów, ale i obfitujący w drżenie serca. Nawet nie wiem kiedy mi minęła ostatnia godzina czytania, bowiem powróciłam do rzeczywistości dopiero, gdy zamknęłam końcową okładkę.

Przecieki, mafia, zemsta, porachunki, spryt, logiczne myślenie i dążenie do prawdy - to wszystko znajdziemy w doskonałym amerykańskim kryminale. Jordan i McDonald wielokrotnie pokazali jak trudne decyzje trzeba czasem podejmować, by dotrzeć do sprawcy. Do jakich forteli podczas przesłuchiwania świadków trzeba się uciec, by uzyskać informację bez nacisków. Udowodnili, że trzeba być wytrwałym i upartym, nawet w sytuacjach kiedy życie prywatne się staje się przyczyną bezsennych nocy. To zresztą kolejny plus książki - zwrócenie uwagi na sprawy prywatne policjantów, które nierzadko mogą im przeszkadzać w pracy i jakże ważne jest, by mieć w kimś oparcie. Autor z właściwym wyczuciem proporcji opisał te dwie sfery życia naszych bohaterów (na pierwszym planie śledztwo a w tle życie prywatne).

Podsumowując przyznaję, że żyłam w nieświadomości. Nie wiedziałam o istnieniu autora, który funduje czytelnikowi tyle niespodzianek, dba o szczegóły i potrafi tak świetnie ułożyć fabułę, że kolejne strony są wręcz wchłaniane. Wciąż coś się dzieje, nie ma niepotrzebnych fragmentów, wszystko jest spójne i intrygujące. Jeśli macie ochotę na chwile zapomnienia z idealnie napisanym kryminałem to ja polecam właśnie ten!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


piątek, 18 marca 2016

Jørn Lier Horst "Zagadka hien cmentarnych"




Tytuł oryginalny: Gravrøvergåten
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Wydawnictwo: Smak Słowa
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 160
Seria: Clue tom 4


Polecam czytanie tomów we właściwej kolejności




Ogromnie wciągająca, pełna zagadek i napięcia - tak mogłabym w telegraficznym skrócie opisać serię CLUE. W każdym tomie trójka przyjaciół Cecilia, Une i Leo (oraz pies Egon) rozwiązuje inną kryminalną sprawę a we wszystkich częściach dodatkowo pojawiają się kolejne informacje dotyczące zniknięcia i śmierci matki Cecilii. Lektura Zagadki salamandry , Zagadki zegara maltańskiego oraz Zagadki dna morskiego udowodniła mi, że kryminały skierowane do młodzieży, dorosłych też mogą porywać.

Czwarty tom opowieści znad Zatoki Okrętów wita czytelników dość mrocznym klimatem, bowiem tym razem nasi bohaterowie będą prowadzili śledztwo na ... cmentarzu. Młodzi detektywi odkryli, że na miejscowym cmentarzu, tuż obok starego kościoła ktoś rozkopał groby. No tak, pomyślicie że to przecież normalne w takim miejscu, bo grabarze wciąż rozkopują groby do kolejnych pochówków. Ale w tym przypadku chodzi o cmentarz, który jest nieużywany od ponad pięćdziesięciu lat. Kto i czego poszukiwał w grobie matki i córki?
Cecilia, Une oraz Leo odkrywają, że to nie jedyny świeżo przekopany grób, zaczynają snuć teorie w tej sprawie, typują podejrzanych a nawet spędzają noc w namiocie, by mieć ich na oku. Tylko czy ten trop jest właściwy?

Dzięki odkryciom dzieciaków, których dokonali w tomie trzecim serii, policja wznawia śledztwo w sprawie matki Cecilii, jednak brakuje im podejrzanych oraz motywu. Bo fakt, że nie był to nieszczęśliwy wypadek został już potwierdzony. Jednak nie zdradzę nic więcej, sami musicie się przekonać jakie nowe informacje pojawiły się w tej sprawie.

"Zagadka hien cmentarnych" to jednak nie tylko rozkopane groby. Młodzi bohaterowie mają ręce pełne roboty a ich mózgi pracują na zwiększonych obrotach, bowiem muszą zmierzyć się z tajemnicą organisty kradnącego złoto Niemcom, włamaniem do kościoła, podejrzaną firmą remontowo-budowlaną i skarbem z zatoniętego statku. Przemierzą też tajne korytarze odkrywając w sobie nowe pokłady odwagi, ale nie pozbędą się uczucia strachu podejmując kolejne ryzykowne kroki. Czy ich trud się opłaci? Czy zapiszą na swoich kontach następny sukces?

Młodzi, zdolni, inteligentni, odważni i żądni przygód - tacy są bohaterowie książek norweskiego pisarza, który w każdym tomie podarował czytelnikom inną sensację z ich udziałem. Wątek główny i wątki poboczne, sprawy bieżące i te z przeszłości. Wszystko to opisane z ogromną pasją, dzięki czemu czytelnik odczuwa wydarzenia jakby był ich uczestnikiem. W każdym tomie serii autor zwraca też naszą uwagę na fakt, że filozofia jest obecna w naszym życiu, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tym razem w roli głównej występuje duński filozof - Kierkegaard, który udowodnił, że zawsze mamy wybór "albo albo". Każdego dnia dokonujemy wyborów, które mają wpływ na nasze dalsze życie. W zależności od tego co postanowimy, którą pójdziemy ścieżką napotkamy kolejne rozdroża, kolejne wybory.

Podsumowując - świetny styl, prosty ale dobry język, dynamiczna akcja, ciekawe dialogi i intrygująca fabuła - to wszystko sprawia, że to idealna lektura dla wielbicieli kryminałów. Upieram się jedynie przy tym, by czytać tomy we właściwej kolejności, by nie zepsuć sobie dobrej zabawy i poczuć stopniowane przez autora napięcie :)





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB





Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Ani ze

czwartek, 10 marca 2016

Jørn Lier Horst "Zagadka dna morskiego"




Tytuł oryginalny: Undervannsgåten
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Wydawnictwo: Smak Słowa
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 160
Seria: Clue tom 3


Polecam czytanie tomów we właściwej kolejności





Seria CLUE norweskiego pisarza wdarła się w moje życie przebojem i mimo tego, że jest skierowana do młodzieży skradła moje serce. W każdym tomie trójka przyjaciół Cecilia, Une i Leo (oraz pies Egon) rozwiązuje inną zagadkę kryminalną a przez wszystkie części dodatkowo toczy się powoli zagadka zniknięcia i śmierci matki Cecilii. Dlatego będąc po lekturze Zagadki salamandry i Zagadki zegara maltańskiego wiedziałam, że to nie koniec. Ja muszę poznać kolejne tomy!

Na plaży w Zatoce Okrętów znaleziono but. Może i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że to but z odciętą stopą. Wydarzenie śledzi trójka naszych bohaterów i kręcą nawet filmik z tych wydarzeń (wszak każde z nich mogło kupić sobie coś fajnego ze znaleźnego w sprawie zegara maltańskiego i Leo wybrał kamerę). Jak się okazuje jest to trzecia kamera w tym miejscu, bowiem kolega ze szkolnej ławy ojca Cecilii to Carl Berglund, znany reżyser, który właśnie kręci tutaj film kryminalny. Z butem w roli rekwizytu oraz naszymi młodymi detektywami w rolach statystów.

Wkrótce ginie jedna z kamer, którą Jesper kręcił świat kulis filmowych. Komu zależało na jej zniknięciu? Kto ją ukradł? Cecilia, Une i Leo rozpoczynają swoje śledztwo, które ma wyjaśnić tą zagadkę. Czy uda im się odnaleźć sprawcę? W jakie tarapaty przy okazji się wpakują? Jak bardzo podniosą sobie (i czytelnikowi) ciśnienie krwi? Zwłaszcza, że rozpoczynając sprawę sami jeszcze nie wiedzą co kryje dno morskie ani jak wiele lat pewna zagadka oczekiwała na rozwiązanie.

Jednocześnie nasza trójka oczekuje na przybycie Roberta Maldena, ornitologa, który może mieć ważne informacje w sprawie Iselin Gaathe - matki Cecilii. Czy wyjaśnią skąd miał jej naszyjnik? Dlaczego z pozoru nieistotne słowa dotyczące ptaków staną się kluczowymi w dalszym rozwiązywaniu tajemnicy tamtej nocy? Ech... moja ciekawość sięga zenitu po kilku kolejnych kąskach rzuconych przez autora.

Podobnie jak w poprzednich tomach, tak i teraz, nasza trójka typuje podejrzanych osobników zamieszkujących pensjonat Gaath'ów. Czy wszyscy są tymi za których się podają? Czy im bardziej się ktoś ukryje za włosami czy czapką tym jest trudniej rozpoznawalny? W "Zagadce dna morskiego" nie zabrakło również filozofii - tym razem poznajemy teorię Arystotelesa dotyczącą "złotego środka", czyli zachowaniu umiaru i nie popadanie w skrajności.


Każdy z tomów Serii Clue jest idealnie przystosowany dla młodszego czytelnika (o sprawach technicznych pisałam już dwukrotnie), bo któż nie chciałby być detektywem, odkrywać tajemnic, chodzić tropem pozostawionych przez kogoś śladów, śledzić złoczyńców czy odnajdywać skarby. Książka może intrygować i interesować, nie tylko młodych. Dorosłym też może się podobać. Jestem na to żywym przykładem, choć ten tom przeczytałam wyjątkowo szybko, choć tak naprawdę nie wiem dlaczego... Może oczekiwałam na więcej wyjaśnień w sprawie pani Gaathe? Bardzo gładko przebrnęłam przez kolejne strony i ze zdziwieniem odkryłam koniec. Byłam tak zafascynowana odkryciami dzieciaków, ich postępami w prowadzonych równolegle śledztwach, że z zapartym tchem i bez większej świadomości upływu czasu,  przewracałam kolejne strony. 

A jako, że uwielbiam odkrywać w książkach różne ciekawostki, czasem "kwiatki" czasem prywatne powiązania tak i teraz nie omieszkam tego uczynić. Tym razem zwróciłam szczególną uwagę na datę urodzenia Cecilii, bowiem jest to dokładnie moja data urodzenia, tylko rok inny :)

Podsumowując, ogromnie zachęcam do zapoznania się z tą serią tych, którzy uwielbiają książki z tajemnicami, zagadkami i zwrotami akcji. Wprawdzie to kryminał dla młodzieży, ale w niczym nie ustępuje tym dorosłym. Trzyma w napięciu, zaskakuje, podnosi poziom adrenaliny i sprawia, że nie ma się ochoty na odłożenie lektury wcześniej, niż przed końcem tomu. Polecam!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Ani ze


czwartek, 11 lutego 2016

Jørn Lier Horst "Zagadka zegara maltańskiego"




Tytuł oryginalny: Maltesergåten
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Wydawnictwo: Smak Słowa
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 158
Seria: Clue tom 2









Jak to dobrze, że mogłam przeczytać dwa pierwsze tomy serii jedna po drugiej... Jak to źle, że nie mogę od razu sięgnąć po kolejne.... Ech... nie mogę się doczekać ponownego spotkania z młodymi bohaterami. Ale zanim zacznę marudzić to zapraszam ponownie do Norwegii, na drugie spotkanie z detektywami-amatorami.

Po rozwikłaniu tajemnicy człowieka z tatuażem Cecilia, Une, Leo i Egon nie zamierzają siedzieć bezczynnie przed pensjonatem i prowadzić jedynie uprzejmych pogawędek z gośćmi.
Zwłaszcza, że w związku z remontem części prywatnej pensjonatu Cecilia zamieszkuje pokój nr 118 i słyszy w nocy dziwne odgłosy z zewnątrz... jakby ktoś chciał się dostać do środka... Ponadto jeden z gości - zegarmistrz Frank Kobolt - czyta gazetę sprzed roku... Jest tam mowa o zuchwałym napadzie na jubilera w Oslo. Straty są ogromne a oprócz złota i biżuterii ginie unikatowy Zegar Zakonu Maltańskiego. Trzy tygodnie po włamaniu, policji udaje się zamknąć w więzieniu tylko jednego złodzieja, którym okazuje się być mieszkaniec domu Wiganderów w Zatoce Okrętów - Levi Hildonen. Odzyskano tylko część skradzionych skarbów, reszta pozostaje w niewiadomym miejscu. Jednak sprawy wymykają się spod kontroli, bowiem Leviemu udaje się uciec... Czy uda się do miejsca ukrycia łupów? Czy dowiemy się kto był jego wspólnikiem? Co wpłynęło na taki wybór sposobu życia przez Leviego?

W pensjonacie aż roi się od nowych gości, przyjeżdżają, odjeżdżają. Jedni wydają się młodym detektywom podejrzani i wymagają szczególnej uwagi, a także zręcznego manewrowania czasem (który jest częścią filozoficznych prawd w tej książce). Ten tom ma zupełnie inny schemat fabuły, oparty na innych wskazówkach i w dość odmienny sposób prowadzi przyjaciół do finału. Choć droga będzie skomplikowana, pełna niebezpieczeństw i zaskoczeń. Każdy z nas wie, jak ważne w poszukiwaniu skarbów jest odnalezienie mapy i klucza, prawda? Dzieciaki znalazły obie te rzeczy, udali się na eksplorację domu Wiganderów, odkryli dlaczego zegar w pensjonacie nie chodził od roku (właściwie to odkryła to Cecilia wraz z Koboltem - był to ogromny szok dla niej), uświadomili mi jak ważna jest pora koszenia trawy. Ponadto pojawiły się nowe okoliczności sprawy zniknięcia matki Cecilii oraz tajemniczy pan L. Czy ojciec dziewczynki powinien poznać prawdę o nim? Skąd wzięła się druga czerwona suknia i gdzie jest ta pierwsza? Czy młodzi i dzielni mieszkańcy norweskiej wioski odnajdą skradzione z Oslo skarby? Czy strach nie będzie silniejszy? Jedno jest pewne - sam finał tej sprawy jest bardzo bogaty w wydarzenia mrożące krew w żyłach...

Podobnie jak w pierwszym tomie, tak i tutaj, książka jest doskonale przygotowana dla młodego czytelnika: czcionka, długość rozdziałów, prosty język, konstrukcja fabuły. Na początku książki autor przedstawił nam krótką charakterystykę naszych głównych bohaterów a na końcu pogłębimy wiedzę o czasie. Gdyby ktoś sięgnął po "Zagadkę zegara maltańskiego" bez znajomości pierwszego tomu, znajdzie tu sporo skrótowych informacji kto kim jest i co działo się w życiu bohaterów wcześniej. Jednak polecam czytanie we właściwej kolejności, nie zepsujecie sobie dobrej zabawy odkrywając tajemnice w odpowiednim czasie. Ja osobiście jestem zafascynowana tą serią i z rosnącą niecierpliwością czekam na dalsze przygody nieustraszonych nastolatków!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB

poniedziałek, 8 lutego 2016

Jørn Lier Horst "Zagadka salamandry"



Tytuł oryginalny: Salamandergåten
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Wydawnictwo: Smak Słowa
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 158
Seria: Clue tom 1









Nie miałam wcześniej przyjemności poznać twórczości autora, ale kiedy moja bratnia dusza - magdalenardo - zaczęła wychwalać serię CLUE, nie mogłam się nie skusić. Czy dobrze uczyniłam?

Zapraszam Was do Norwegii, gdzie nad Zatoką Okrętów stoi pensjonat "Perła", zbudowany ponad sto lat temu przez dziadka jednej z głównych bohaterek - Cecilii. To właśnie w okolicach pensjonatu będą się rozgrywały ważne wydarzenia w życiu trójki nastoletnich przyjaciół. Na plaży Cecilia znajduje ciało mężczyzny, które leży na brzuchu i z twarzą w piasku. Oplecione przez wodorosty staje się dodatkowo przerażające. Dziewczynka jest w szoku, jednak pojawia się przy niej Leo, syn nowej zarządzającej pensjonatem, która ma zastąpić na tym stanowisku nieżyjącą od roku matkę Cecilii. Później dołącza do nich również Une - przyjaciółka Cecilii - i jej pies Egon. Między młodymi zawiązuje się bliska relacja i postanawiają jak prawdziwi detektywi rozwiązać zagadkę topielca. Obeznany w sprawach fotograficznych i komputerowych Leo zajmuje się techniczną stroną przedsięwzięcia, Cecilii przypadła rola przeglądania systemu komputerowego w pensjonacie i zdobywanie kluczy (choć to ona ma zawsze największego pietra i o wszystkim chce informować dorosłych), zaś Une zapewnia im wodny środek transportu, jakże potrzebny do śledzenia podejrzanych na wodach zatoki. Czy młodym detektywom uda się rozwiązać tajemnicę? Gdzie w tej sprawie znajduje się policja? Kto komu depta po piętach? Dlaczego zespołowi CLUE (skrót serii utworzony został od pierwszych liter imion naszych bohaterów: Cecilia, Leo, Une, Egon) wszystko idzie sprawniej niż stróżom prawa? Czy aby na pewno to co robią jest bezpieczne?

Niesamowita książka! Wcale nie uważam, jakoby miała być gorsza czy ustępować w czymkolwiek kryminałom dla dorosłych. Młodzi detektywi mają swoją bazę w pokoju na wieży, robią zdjęcia, analizują, zapisują, przeszukują zasoby internetu, podglądają przez lornetkę. Kiedy do morderstwa dochodzi również włamanie do hangaru, niedający im spokoju tatuaż, znaleziony telefon i licznie niedopałki śledztwo nabiera coraz szybszego tempa. I nikt by nie przypuszczał, że ważny głos w sprawie będzie miała również gadająca papuga! Lektura pełna wrażeń.

Bardzo ciekawych rzeczy dzieciaki dowiadują się od Starego Tima, który tłumaczy im skąd wiadomo, że będzie sztorm, po czym poznać wiatr wiejący od morza i najważniejsze - że odpowiedzi są ukryte w szczegółach! A z pozoru nic nie znaczące słowa "wiem, że nic nie wiem" Sokratesa, które powtarzały Cecilia i Une stają się kluczem. Dzięki analizie tych drobiazgów nastolatkom udaje się rozwikłać zagadkę. Jednak czy wszystko dobrze się skończy? Czy przewidzieli co tak naprawdę może się zdarzyć w zetknięciu ze złem?

Książka jest naprawdę lekturą godną polecenia i to nie tylko dla młodzieży, choć specjalnie dla młodszych czytelników format pozycji jest mniejszy, rozdziały krótkie a czcionka większa. Jednak każdego zachwyci fakt, że każda sytuacja czy wygląd bohaterów są opisane szczegółowo i łatwo sobie wszystko wyobrazić. Wartka akcja, wciąż coś się dzieje i nie pozwala się nudzić. Liczne ślady i tropy prowadzą młodych bohaterów wciąż przed siebie, pozwalając odkrywać im kolejne etapy prowadzące do finału. Język jest bardzo przystępny, dzięki czemu nawet nastoletni czytelnik nie będzie miał problemu ze zrozumieniem treści.

Pierwszy tom serii to nie tylko znalezienie zwłok człowieka z tatuażem, ale również filozoficzne przemyślenia, które mają udowadniać, że wywody na przykład Sokratesa są nam potrzebne w codziennym życiu. Notkę o tym znanym filozofie znajdziemy na końcu książki.
Wspomniałam wcześniej również o śmierci matki Cecilii - wątek ten będzie się zapewne przewijał przez wszystkie tomy serii CLUE, ponieważ w "Zagadce salamandry" nie wyjaśniło się zupełnie nic w tej sprawie. Ba, powiedziałabym nawet, że starsza pani o imieniu Ebba dając dziewczynce w prezencie zdjęcia jej matki sprzed roku, z dnia kiedy zniknęła (znaleziono ją tydzień później w wodach zatoki) wprowadza tylko mętlik, gdyż pojawia się motyw dwóch czerwonych sukienek! Nie pozostaje mi nic innego jak przeczytać kolejne tomy. Mam nadzieję, że i Wy sięgniecie.




P.S. Nie spotkałam się z tą informacją w żadnej opinii o książce i zastanawiam się czy nikt tego nie wyłapał... Autor pogubił się bowiem nieco w numerach pokoi w pensjonacie. Pokój 209 zamieszkiwał Ferit Hiddink a póżniej w również w 209 umieszczeni zostają motocykliści... Trzykrotnie sprawdzałam i mieszkają tam równocześnie :P



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB

czwartek, 10 grudnia 2015

Gillian Flynn "Mroczny Zakątek"




Tytuł oryginalny: Dark Places
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 512










Gillian Flynn zasłynęła dzięki książce "Zaginiona dziewczyna". Nie udało mi się jej poznać, ale kiedy nadarzyła się okazja poznania "Mrocznego Zakątka", stwierdziłam, że jeśli mi się spodoba to sięgnę po poprzedni tytuł autorki. Czy ten thriller mnie przekonał do jej twórczości? Czy mam już w planach "Zaginioną dziewczynę"? Zapraszam na recenzję.

Libby Day miała siedem lat, gdy jej rodzinę mieszkającą w Kinnakee w stanie Kansas, dotknęła straszna tragedia. W nocy trzeciego stycznia 1985 roku trzydziestodwuletnia Patricia oraz jej dwie córki: dziesięcioletnia Michelle i dziewięcioletnia Debby poniosły śmierć we własnym domu. Libby zdołała uciec przez okno i dzięki temu przeżyła, choć odmrożeniu uległy jej palce i ma teraz zdeformowane kończyny. Ale żyje... Uniknęła krwawej masakry, którą ktoś zafundował jej bliskim. Przez wiele lat była podrzucana od kuzynów do ciotek i nie zagrzewając nigdzie miejsca przeżyła kolejne dwadzieścia cztery lata. Żyła z datków ludzi, którzy wpłacali pieniądze na jej konto, ponieważ poruszyła ich jej historia... Dziewczynki, której ojciec odszedł do matki kiedy miała trzy latka, a której brat - w wyniku jej zeznań - odsiaduje dożywotni wyrok w więzieniu za zamordowanie swojej rodziny. Czy naprawdę piętnastoletni Ben mógł z zimną krwią w tak brutalny i krwawy sposób pozbyć się bliskich? Czy jest winny?

Zbliża się dwudziesta piąta rocznica tej strasznej nocy a Libby kończą się pieniądze od dobrych ludzi. Dlatego godzi się na spotkanie z Klubem Kryminalnych Ciekawostek, który chce wyjaśnić tamtą sprawę sprzed lat. Klubowicze wierzą, że Ben jest niewinny a małej siostrze sugerowano co ma mówić, bo najłatwiej było skazać piętnastolatka z problemami. Tylko dlaczego - jeśli chłopak jest niewinny - nie odwoływał się od wyroku? Dlaczego siedzi za kratkami z założonymi rękami? Wprawdzie pisał listy do siostry, ale ona wyrzucała je bez czytania. Nigdy go też nie odwiedziła. Aż do teraz. Bo teraz jej za to zapłacą, że będzie podążała tropem osób, które przed laty mogły mieć coś wspólnego ze zbrodnią lub posiadać ważne informacje. Co uda jej się dowiedzieć? Z kim się spotka? Czy zdobędzie odpowiedzi na pytania, które od lat były zawieszone w powietrzu? Jak spotkanie z przeszłością wpłynie na teraźniejszość panny Day?

Autorka przeprowadziła wnikliwą analizę dnia poprzedzającego tragedię. Czytelnik ma okazję poznać kolejne jego wydarzenia, niemal godzina po godzinie i to z perspektywy zarówno Patty (matki) jak i Bena. Dowiadujemy się o codzienności tej rodziny, problemach finansowych farmy, pomocy jakiej udziela im siostra Patty, relacjach między dziećmi oraz zachowaniu byłego męża. Poznajemy bliżej osobę Patty, która wyglądała na dziesięć lat starszą niż była w rzeczywistości. Była kobietą niezadbaną, zniszczoną a dzieci nie lubiły się do niej przytulać.
Ben opowiada o tym, że nie rozumie dlaczego rodzice zrobili sobie kolejne dzieci, skoro nie potrafią sobie poradzić z ich utrzymaniem i wychowaniem. On musi pracować w weekendy i część pieniędzy oddawać matce, by mieli co jeść. Uwielbia heavy metal, miał starszą od siebie dziewczynę (niewiele osób o tym wiedziało), rude włosy i nie był lubiany przez ludzi. Czuł się poniżany, odpychany a przede wszystkim biedny.

Naprzemiennie z rozdziałami dotyczącymi przeszłości przeżywamy dzień dzisiejszy Libby co powoduje, że napięcie jest stopniowane, ciekawość coraz większa a czytelnik chce poznać rozwiązanie zagadki. Kolejno ujawniane szczegóły okazują się coraz bardziej intrygujące, ale i niweczące dotychczasowe teorie. W historii pojawiają się kolejne osoby, które mogły mieć z nią coś wspólnego. Jednak Ci, którzy mogliby pomóc w odkryciu prawdy albo nie żyją albo ukryli się przed światem. Czy Libby i członkowie Klubu odniosą sukces? Do kogo dotrą? Jak zareagują na prawdę? Ja byłam pod wrażeniem finału tej sprawy... Tylko małego fragmentu się domyśliłam i dlatego wiem, że koniecznie muszę poznać poprzednią książkę autorki! Czy dochodzenie do ostatecznej prawdy zawsze odbywa się małymi kroczkami a napięcie jest stopniowane powoli wraz z dorzucaniem kolejnych smaczków?

A jak te tragiczne wydarzenia wpłynęły na siedmioletnią dziewczynkę? Jak ją ukształtowały? Właściwie to bardzo długo nie czułam do niej sympatii. Współczucie owszem, ale trzeba przecież żyć dalej, mimo ran w psychice. A Libby nie potrafi się zupełnie odnaleźć w życiu. Kiedy zaczyna jej brakować pieniędzy chce nadal żerować na dobrych ludziach i wykorzystać fakt, że zbliża się dwudziesta piąta rocznica tamtej nocy. A przecież ponad trzydziestoletnia kobieta może podjąć pracę, by pomoc od społeczeństwa mogły dostać inne, pokrzywdzone przez los dzieci. Jednak nie jest to takie łatwe, bowiem Libby nie chce pracować. Nie radzi sobie z podstawowymi rzeczami jak wypisanie czeku, opłacenie rachunków, pójście do fryzjera czy do dentysty, że o wymianie oleju w samochodzie nie wspomnę. Internetu czy kablówki też nie ma. Chodziła nawet na konsultacje psychiatryczne, ponieważ miewała ataki paniki oraz napady agresji. A czy jest coś z czym sobie radzi bez problemu? Tak, z byciem kleptomanką. Gdzie się pojawi tam znikają różne drobne przedmioty...

Jej komentarze często nie są kulturalne, grzeczne ani przemyślane. Wciąż robi z siebie ofiarę i potrafi siedzieć zamknięta w domu przez wiele dni. Nie do końca jest pewna co chciałaby w życiu robić, czy chce być z kimś, czy potrafi... A może jest skazana na samotność? Libby była dla mnie bohaterką bardzo nierówną, bo z jednej strony jej irracjonalne zachowanie tłumaczyłam sobie traumą z dzieciństwa a przecież w takiej sytuacji trudno jest poradzić sobie z normalnym życiem, jednak z drugiej strony denerwowało mnie jej nastawienie na kasę, przeliczanie z co ile może dostać, jakie pamiątki po siostrach może sprzedać, by wyciągnąć kilkaset dolarów... Mimo wszystko, może spokojnie podjąć jakąś pracę.

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z lektury. Ciekawa fabuła, nieśpiesznie odkrywane tajemnice, napięcie towarzyszące wydarzeniom, świetnie przedstawieni bohaterowie (niejednokrotnie są to czarne charaktery) i tytułowy mroczny zakątek, czyli ten fragment naszego umysłu, do którego spychamy pewne wspomnienia... Zachęcam!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Małgosi z



poniedziałek, 23 listopada 2015

Jacek Getner "Pan Przypadek i ..." - hurtowo o tomach czterech




Autor: Jacek Getner
Wydawnictwo: Zakładka
Data wydania: 2013, 2013, 2014, 2015
Liczba stron: 202, 234, 234, 248
Seria: Detektyw Jacek Przypadek tomy 1-4









Uwielbiam kryminały! Dzięki temu moje niespełnione marzenie o byciu detektywem, może choć w maleńkim stopniu może się spełniać, gdy wraz z bohaterami rozwiązuję zagadki i tropię winnych. Niewielu jest autorów, którzy piszą świetne pozycje w tym gatunku, zwłaszcza autorzy polscy. Książki Jacka Getnera kusiły mnie od dawna, a jak już skusiły to przeczytałam wszystkie tomy tej serii dostępne obecnie na rynku wydawniczym. Jakie są moje wrażenia? Zapraszam do hurtowej recenzji a właściwie "przypadkowego" ciągu myślowego.

Jacek Przypadek jest niespełna trzydziestoletnim właścicielem mieszkania pod numerem dwunastym na ulicy Koneckiej 40 na Starym Mokotowie. Zresztą posiada też inne lokale, które wynajmuje, bo z czegoś żyć trzeba a bohater rzucił prawnicze studia, czym zresztą ogromnie zirytował swojego ojca. Fryderyk Przypadek liczył, że będą razem pracowali we wspólnej kancelarii, gdzie aplikantką jest Marzena, Jacka narzeczona "na niby". Bohater w każdej możliwej sytuacji pokazuje się w stroju do biegania, nawet na spotkaniach z ważnymi personami rozciąga mięśnie, bo przygotowuje się do maratonu. A dlaczego w kolejnych tomach on wciąż tylko czyni przygotowania? Bowiem zamierza w nim wystartować tylko raz i musi być przekonany o swojej pełnej gotowości. Jego stosunek do kobiet jest iście niezwykły - chce się z nimi jedynie zaprzyjaźniać, bo w jego sercu, duszy i umyśle wciąż pozostaje tajemnicza Basia. Kobiety muszą się nawet robić zakłady, której uda się go usidlić na stałe... Czy dziennikarka śledcza Anna Sobania wygra zakład?

Jaki jest Jacek?  Pewny siebie i oryginalny, choć czasami wkurzający; romantyczny, cyniczny, bystry, elokwentny, ale straszny bałaganiarz (wyobraźcie sobie lustro w łazience codziennie spryskane pastą do zębów, porozrzucane po całym mieszkaniu ubrania). Bywa złośliwy, jednak przyćmiewają to trafne pytania, celne riposty i świetna analiza sytuacji oraz zachowań ludzi. Jacek dostrzega niewielkie szczegóły, które innym wydają się z pozoru nieistotne a dla niego stanowią klucz do sukcesu. Miewa niestandardowe pomysły, nie interesują go żadne trendy ani opinie innych, podąża przez życie po wytyczonych przez siebie ścieżkach. Do wszystkiego co odkryje stara się jednak podchodzić ostrożnie, bo można przecież dotrzeć do czegoś niepotrzebnego. Nie wspominając o tym, że napytanie sobie biedy i narobienie wrogów to już stałe elementy jego pracy. Z każdą kolejną prowadzoną przez niego sprawą było ich coraz więcej...(tych wrogów rzecz jasna).
Uwielbiam określenie Fryderyka, że Jacek ma ironiczno-dobrotliwie-pobłażliwy wyraz twarzy. Ulubionym powiedzonkiem Przypadka-juniora jest stwierdzenie, że ludzie są banalnie przewidywalni... Ale do czasu... Zdarzy się bowiem coś, co sprawi, że Jacek będzie ostrożniej podchodził do tej teorii.

Każdy z tomów to trzy rozdziały, czyli trzy sprawy dla Przypadka, które idealnie wpasowują się w tytuł każdej książki. A jak to się wszystko zaczęło? Jak to się stało, że niedoszły prawnik stał się detektywem?
W pierwszym tomie "Pan Przypadek i trzynastka" Irmina Bamber, czyli sąsiadka Jacka z Koneckiej, poprosiła go o pomoc w ujęciu złodzieja jej obrazów. Kto i dlaczego je ukradł? Wnuk, antykwariusz Gelberg czy może lichwiarz Klempuch? Sprawa zakończyła się sukcesem, Jacek wskazał policji winowajcę i ... od tej chwili sympatyczna, starsza i zadowolona z obrotu sprawy sąsiadka zaczęła podsyłać Jackowi swoich znajomych, by również im pomagał w trudnych a czasem beznadziejnych kłopotach. Tak narodziła się profesja młodego Przypadka, który w trzynastkowych sprawach podjął się jeszcze rozwikłania tajemnicy sprzedaży domów z ukrytym skarbem oraz wyjaśnienia sprawy przywłaszczenia sztuki przez znanego dramaturga.

"Pan Przypadek i celebryci" przenosi nas razem z bohaterem w świat jupiterów, kamer i problemów ludzi z pierwszych stron gazet. Tym razem przed Jackiem nieco trudniejsza łamigłówka, bowiem dotyczy morderstwa. Na planie telenoweli nagrywana jest scena pogrzebu i nagle okazuje się, że mężczyzna leżący w trumnie faktycznie nie żyje. Komu zależało na tej śmierci? Zleceniodawcą drugiej sprawy jest znany prezenter programu talk-show - Szołtysik, któremu zaginął "Manifest Komunistyczny" a odręczne notatki czynione na marginesie mogą go pogrążyć. Czy aby na pewno może być gorzej? Jaką cenę będzie musiał zapłacić w jednym z kolejnym tomów, by wrócić do telewizji? Pozostając w klimacie poszukiwania zaginionych Jacek musi odnaleźć Mikele, znanego narzeczonego znanej uczestniczki licznych programów reality show - Kasiyi. Ona uważa, że tylko "kolo" Przypadek może go odszukać, tylko czy akcję można oprzeć o ten idealny związek?

Akcja "Pana Przypadka i korpoludków" rozgrywa się w świecie pracowników korporacji, czasami nawet międzynarodowych, choć nie zawsze stricte w budynku firm. Pierwsza ze spraw, do których sedna dotrzeć ma Jacek, jako miejsce głównych i jakże nietypowych zdarzeń obrała sobie WC modnej knajpki z sushi w centrum miasta. Tam bowiem znaleziono zamordowanego pałeczką od sushi  mężczyznę, zaś główny podejrzany zaklinował się w okienku podczas próby ucieczki. To niesamowite do jakich wniosków doszedł detektyw w stosunku do wszystkich zgromadzonych tego dnia w Orient Espresso. Na drugi ogień idzie sprawa potencjalnego sabotażu, bowiem jedna z pracownic firmy zostaje przyłapana w palarni z paczką papierosów konkurencji - a to niedopuszczalne! Rozbawiły mnie słowa jednej z bohaterek, że Zo zachowywała się dziwnie, bowiem nie przychodziła do pracy w niedziele a przecież przynajmniej dwa razy w miesiącu tak wypada. Na koniec tej sprawy Przypadek wygłosił przemówienie, które śmiało mogę porównać do Herculesa Poirota (brawo Jacek!). Ostatnią korporacyjną sprawą jest kradzież pomysłu na kampanię chrupek a przy okazji świetna zabawa z młodym Julskim i jego znajomością jedynie języka angielskiego.

Autor zaskoczył mnie ogromnie czwartym tomem, który nosi tytuł "Pan Przypadek i fioletowoskórzy". Czym zapytacie? Definicją fioletowoskórych :) Dlatego w taki sposób opiszę trzy sprawy z tej części, by i Wam nie zepsuć tej niespodzianki. U Jacka zjawia się Winetu, kolega ze szkolnych lat i prosi o odnalezienie swojej squaw - Old Spejs, która zostawiła list, by jej nie szukać i zniknęła bez śladu. Tropy są dość zawiłe i ciężko o jakichkolwiek świadków. Czy Jacek pomoże przyjacielowi? Powinien sobie poradzić, zwłaszcza że kolejna sprawa będzie od niego wymagała ogromnej pracy umysłowej, gdyż do kradzieży pozornie niepotrzebnych przedmiotów przyzna się ponad pięćdziesiąt osób! W finale detektyw zajmie się ekologią i przepychankami między deweloperem a "zielonymi" w kwestii podfruwajki brązowonosej. Kto wygra ten spór?

Ufff.... poznałam dwanaście spraw, które rozwiązywał Jacek Przypadek i cóż mogę napisać. Starałam się dotrzymywać mu kroku... No może nie podczas biegania po mieście w ramach treningu, ale umysłowo. Wraz z nim główkowałam i czuję się jak po lekturze kryminałów Agathy Christie (to komplement dla autora), bowiem rozwiązania poszczególnych zagadek, tajemnic czy spraw zwykle wywoływały u mnie zaskoczenie, niedowierzanie i pacnięcie w czoło, bo nijak nie mogłam uprzedzić faktów. Jeśli nawet udało mi się dobrze obstawić winnego to już motywy czy pobudki nim kierujące były dla mnie zbyt trudne do odgadnięcia. Wielki szacun!

Równocześnie z zagadkami, które przed Jackiem stawia życie czytelnik ma możliwość poznania prywatnego i zawodowego życia nie tylko Przypadka-juniora, ale i pozostałych bohaterów. Bo u Getnera nawet drugoplanowcy mają swoje ważne role w całości fabuły, a kolejne tomy to kontynuacja ich losów (dlatego wszystkich ich perypetii tutaj nie zdradzę). Poznajemy Fryderyka Przypadka i jego żonę Felicję. On uwielbia wykorzystywać swój urok osobisty, co rodzi podejrzenia u syna, że zdradza on żonę - poetkę, po nieudanych próbach wejścia na rynek wydawniczy. Znajomym Fryderyka z czasów studenckich jest Jędrzej Sakowicz, który wraz z synem Błażejem prowadzi kancelarię adwokacką Sakowicz & Sakowicz. Jędrzej nijak nie śmiałby sprzeciwić się żonie (co rozbawiło mnie w kwestii kwiatków w kancelarii), zaś Błażej - przyjaciel Jacka - nazywany jest Młodym Bogiem Seksu. Czy słusznie? Czy strzała Amora ma szansę go dosięgnąć między kolejnymi podbojami? Sakowicz-junior często pomaga Jackowi w rozwiązywaniu kolejnych spraw a i dziennikarki śledcze "Nowego Życia" Malwina i Anna, nie odmawiają pomocy. Tylko czy aby na pewno jest ona bezinteresowna?
Pani Irmina Bamber jest osobą, która piecze świetne słodkości, podczas konsumpcji których Jacek opowiada jej o postępach w śledztwach. A tych z kolei przybywa, bo Bamberowa nagania klientów a i dzięki temu, że zna prawie każdego w mieście, udziela Przypadkowi wsparcia załatwiając to i owo. Marzy o wyswataniu sąsiada i bawi się w dekoratorkę wnętrz urządzając mu biuro z prawdziwego zdarzenia.
Bardzo podobają mi się kreacje dwóch policjantów: podkomisarza Łosia z charakterystycznym wąsem i starszego aspiranta Smańko, który musi znosić humory przełożonego. Obaj zaś starają się sprostać jednoczesnej pracy w charakterze władzy, śledzeniem Jacka i niedopuszczaniem, by narażał się kolejnym ważnym osobistościom. Łoś przestał już marzyć o awansie, ma Przypadka po uszy a bokiem wychodzi mu zdanie detektywa, że policjant znów pomógł mu rozwiązać sprawę...

Postacie są dobrze nakreślone, każdy ma inny, choć niezwykle ciekawy charakter. Autor udowodnił tym samym dobrą znajomość różnych warstw społecznych i grup zawodowych. Poprzez młodego detektywa pokazał, że w każdym problemie powinniśmy szukać drugiego dna i analizując to co znajdziemy, odkryjemy prawdę lub rozwiążemy zagadkę. Należy przy tym uważać, by jak Jacek, nie wpaść po uszy w kłopoty, bo przecież każdy może mieć w rodzinie czy wśród znajomych kogoś wysoko postawionego. A wtedy każdy nasz krok będzie uważnie śledzony, skrzywdzeni ludzie mogą pragnąć zemsty i zawsze znajdzie się ktoś, kto powoli będzie dążył do ataku na cel. Kto to będzie w naszej opowieści?

Jacek Getner pisze w bardzo przystępny sposób - luźny język nie skrępowany żadnymi normami czy wytycznymi. Używa słów potocznych jak "duperele", "zagaił", "pierdoła" czy "paplanie", ale również trudniejszych, których nie spotykamy codziennie "konstatacja" lub "cecha immamentna". Książki zostały napisane z ironią i humorem, jak do zwykłego człowieka, jak Ty czy ja. Czyta się je przyjemnie, ale czy szybko? Dla mnie nie były to zbyt szybkie lektury, ponieważ zbyt wnikliwie wczytywałam się w treść, zapamiętując szczegóły. Chciałam być panią detektyw i móc rozwiązywać zagadki a tylko dzięki tak uważnej lekturze mogłam się zmierzyć z myślą autora.

Przypadkowe przygody są mocno realistyczne, bowiem mogą się zdarzyć każdego dnia w naszym kraju. Dotyczą kradzieży pomysłów czy dzieł sztuki, narkotyków, zatrudniania na czarno, lewych rachunków, seksu z nieletnimi, homoseksualizmu, bezdomności, przepychanek ekologów, morderstw czy porwań. Nic nadzwyczajnego, prawda? Autor nie zapomniał też o uczuciach: miłości, przyjaźni, zazdrości, ale i pojawia się wątek zdrady, rozwodu czy nieszczęśliwego ulokowania uczuć.

Książki z serii o detektywie Przypadku to naprawdę wyśmienita uczta literacka z gatunku polskiego kryminału. Ja już nie mogę się doczekać na piąty tom, a Wy?






Książki zostały przeczytane w ramach wyzwań: Gra w kolory II (tom 1), 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytania książek 
dziękuję Autorowi

wtorek, 10 listopada 2015

Alex Kava "Ściśle tajne"




Tytuł oryginalny: Silent Creed
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 21 października 2015
Liczba stron: 336
Seria: Ryder Creed tom 2









Twórczość amerykańskiej autorki nie jest dla mnie nowością, bowiem miałam już przyjemność czytać "Płomienie śmierci" oraz "Mroczny trop", dlatego kiedy pojawiła się szansa na poznanie kolejnego tytułu, nie wahałam się. Zwłaszcza, że "Ściśle tajne" jest drugim tomem serii o Ryderze Creedzie, którego poznałam właśnie w "Mrocznym tropie". Jego postać otoczona wianuszkiem sympatycznych i mądrych... psów, bardzo mi się spodobała. Choć gdybym musiała wybierać wolałabym jednak pieski, które ratują ludzi, szukają narkotyków i nie tylko... Jakie zadanie tym razem będzie miała dla nich autorka? Jak będzie przebiegała współpraca Creed'a i agentki Maggie O'Dell?

Tym razem trener i jego podopieczni nie szukają narkotyków ani nie walczą ze skorpionami. Departament Obrony zlecił im akcję poszukiwawczą w Karolinie Północnej, gdzie ulewne deszcze spowodowały, iż ogromne błotne lawiny zmiotły wszystko co miały na swojej drodze. Obszar klęski żywiołowej nie jest terenem łatwym do pracy, ponieważ nie dość, że w każdej chwili mogą osunąć się kolejne partie błota to na dodatek chodzenie po śliskim podłożu jest niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo też co zostało przyniesione z innych terenów: szkło, paliwa, butle z gazem, samochody czy inne substancje. Zwłaszcza, że gdzieś pod warstwami błota znajduje się tajne wojskowe laboratorium, albo raczej to, co z niego zostało. Placówka ta zajmowała się przeprowadzaniem testów na ludziach, jednak nikt nie jest do końca pewien, jakie śmiercionośne substancje czy wirusy mogły się tam znajdować...

Ryder Creed wraz z psem o imieniu Bolo rozpoczyna poszukiwania żywych lub umarłych na wskazanym i przygotowanym już do tego obszarze. Nie tylko pracownicy tajnej bazy są uznawani za zaginionych, ale również mieszkańcy okolicznych domostw. Czy uda mu się odnaleźć jakąś żywą istotę? Tego nie zdradzę, ale Ryder na pewno natrafi na ciało. Tyle tylko, że człowiek ten nie zginął w wyniku osunięcia się ziemi. Wyraźnie widać, że został zamordowany jeszcze przed katastrofą. Czy fakt ten będzie miał wpływ na działania Rydera? Wszak ma nie tylko prowadzić akcję poszukiwawczą jednocześnie "płacąc" za przysługę sprzed lat, ale również ukryć przed światem wojskowe tajemnice, które odkryje w tym amerykańskim stanie. Jaki będzie wynik pracy Bola? Czy doskonałe wytrenowanie psa i jego relacje z trenerem okażą się wystarczające i przyniosą pozytywne rezultaty?

Sprawa górskiego wojskowego laboratorium prowadzącego tajne badania nie może zostać nagłośniona, jednak potrzebny jest ktoś zaufany, kto uda się na miejsce i "po cichu" postara się sprawę morderstw rozwiązać. Tą osobą z ramienia FBI ma być Maggie O'Dell, którą miałam okazję już poznać a jej metody pracy - polubić. Byłam ogromnie ciekawa jak będzie wyglądało spotkanie Maggie i Rydera, ponieważ to nie jest pierwsza wspólna akcja bohaterów a i nie są sobie całkowicie obojętni. Iskrzy...

W tym samym czasie, gdy w Karolinie Północnej trwają gorączkowe poszukiwania, w których biorą udział nie tylko nasi bohaterowie, ale również ratownicy i wolontariusze, w Waszyngtonie prowadzone są przesłuchania w Kongresie. Dotyczą one serii testów z bronią chemiczną i biologiczną (określanych mianem Projekt 112 i Projekt SHAD) przeprowadzanych przez Departament Obrony w latach 1962-1974. Senator Ellie Delanore, która ubiega się o reelekcję w Senacie, chce pokazać, że los weteranów wojennych nie jest jej obojętny. Jednak wertowanie starych akt przynosi nieoczekiwane rezultaty - Ellie odnajduje tajemniczą kopertę... Czy znalezione w niej informacje pomogą jej w udowodnieniu, że Departament Obrony rozpylał szkodliwe substancje nie tylko wśród żołnierzy ale i cywilów, bez ich zgody, wywołując liczne schorzenia? Kogo rozpozna pani senator na fotografiach i czy jak zareaguje na ujawnioną prawdę?

Alex Kava pisze naprawdę dobre thrillery. Może akurat ten nie jest numerem jeden z dotychczas przeze mnie czytanych, ale jest to kawał dobrej przygody, z ciekawą fabułą, która dostarczyła mi ogromu emocji. Książka trzyma w napięciu, bowiem na miejscu osunięcia się ziemi ktoś niszczy dowody, podrzuca fałszywe tropy i przeszkadza w dotarciu do prawdy. Kiedy koparki odkrywają kolejne makabryczne zbrodnie pod warstwami błota, to czytelnik nie ma wyjścia, będzie z zapartym tchem oczekiwał na finał. A muszę przyznać, że zakończenie mnie zaskoczyło, bo choć miałam jakieś przypuszczenia to nie pokryły się one z wizją autorki. Ale to liczę tylko na plus jej pomysłowości.

Sporą rolę w lekturze odgrywają polityczne przepychanki, knucie czy przekupstwa, ale i tak cała historia przedstawia się bardzo realistycznie. Któż nie słyszał o skandalach tego typu...

Maggie w tym tomie odegrała rolę wybawicielki zaś Ryder był istnym Jamesem Bondem, bo niezależnie od tego co mu się przytrafiało, nie poddawał się. Jednak bez żadnej dyskusji moje serce skradły... psy Creed'a. Bolo i Grace pokazały, że czasem zwierzęta potrafią być mądrzejsze od ludzi a kiedy jeszcze są dobrze wyszkolone stają się cichymi bohaterami. Ich prawdziwa radość, smutek, zaniepokojenie czy próba przekazania ważnej informacji opiekunowi wywarły na mnie ogromne wrażenie. Genialnie ujęta relacja na linii człowiek-pies sprawiła, że z niecierpliwością czekałam na kolejne akcje czworonogów.

"Ściśle tajne" to książka warta uwagi, ponieważ jest połączeniem tajemnic z klęską żywiołową i politycznymi rozgrywkami, w których stawką są ludzie. A jeśli doprawimy to sporą dawką niebezpieczeństwa, a wręcz grozy i strachu to w połączeniu z krótkimi rozdziałami potęgującymi tylko nasze zainteresowanie ciągiem dalszym, lektura staje się bardzo intrygująca i przyjemna. Zwłaszcza, że tak naprawdę akcja thrillera rozgrywa się jedynie przez cztery dni...



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania książki dziękuję 


piątek, 30 października 2015

James Craig "Londyn we krwi"




Tytuł oryginalny: London Calling
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 2013
Liczba stron: 336
Seria: John Carlyle tom 1









Kiedy recenzuję kolejne tomy różnych serii, zwykle znajdujecie adnotację, że książka jest odrębną historią, ale polecam czytanie tomów we właściwej kolejności. Dlaczego tym razem sama nie posłuchałam swojej zasady? Gdy sięgałam po tom drugi a potem trzeci, były one egzemplarzami recenzyjnymi, które skusiły mnie opisami. Postanowiłam zaryzykować i poznać działania Johna Carlyle'a bez znajomości "Londynu we krwi". I szczerze mówiąc teraz mogę z pełną świadomością napisać, że bardzo dobrze zrobiłam! Dlaczego?

Do komisariatu Charing Cross pewien mężczyzna przynosi list, który ktoś zostawił w hotelu Garden. John Carlyle po otwarciu koperty żegna się w myślach z szansą na sen (wrócił na posterunek tylko dlatego, że zapomniał kluczy a nie chciał budzić żony i córki) i udaje się na miejsce. Musi sprawdzić zawartą w liście informację, iż w pokoju 329 znajduje się ciało, nie pierwsze i nie ostatnie! Niestety, prawda jest brutalna, bowiem w środku faktycznie znajduje się ciało mężczyzny z nożem w .... czterech literach. Ofiara to Ian Blake, jedynak, kawaler, o którym nic ciekawego nie mogą powiedzieć ani sąsiedzi ani współpracownicy. Kto mógł chcieć jego śmierci? I to w tak dziwny sposób... Czyżby był gejem?

W śledztwie inspektorowi Carlyle'owi pomaga sierżant Joe Szyszkowski, który na Uniwersytecie Cambridge dociera do szokujących informacji. Są one przełomem w sprawie, bowiem trudno było znaleźć jakiekolwiek powiązania i punkty zaczepienia. Kolejne morderstwa coraz bardziej utwierdzają policjantów w przekonaniu, że trzeba pójść tropem Klubu Merrion, który około trzydziestu lat temu działał na terenie Cambridge. Należeli do niego studenci, którzy uważali się za lepszych od innych i bezkarnych w swoich występkach. Trzech z nich zajmuje się obecnie polityką, pną się coraz wyżej po szczeblach kariery a za kilka dni mają odbyć się wybory. Czy zdają sobie sprawę, że grozi im niebezpieczeństwo? Czy poświęcą karierę czy życie? A może znów ujdzie im to płazem? Co takiego wydarzyło się przed laty, że ktoś dokonuje zemsty na członkach Merrionu? I dlaczego dopiero teraz?

Jak przystało na pierwszy tom serii, autor przenosi czytelnika w przeszłość, pokazując mu jak Carlyle zakochiwał się w Helen, a także jak powoli zdobywał kolejne stopnie w hierarchii policyjnej, awansował z posterunkowego na sierżanta, potem inspektora. Pracował na wielu placówkach, zajmując się drobnymi przestępstwami, oszustwami, narkotykami, morderstwami. W swojej ponad dwudziestoletniej karierze zdobył wiele pochwał i wyróżnień. Jedynie żona i córka były zawsze uzależnione od jego czasu i pracy. John ubolewa, że nie może spędzać z Alice tak wiele czasu jak inni ojcowie, że tylko kilka razy w miesiącu może ją odprowadzić do szkoły.

Rozdziały dotyczące przeszłości inspektora z pozoru nie mają związku z główną fabułą, ale w rezultacie okazuje się, że ludzie z którymi miał wtedy do czynienia, będą pojawiali się w jego życiu, czasem pomagając a czasem szkodząc. Ciekawym doświadczeniem było dla mnie to, jak bardzo zażyłe stosunki mogą łączyć rodzinę policjanta z rodziną Dominica Silvera biorąc pod uwagę jego profesję...

Sam wątek morderstw, ich przyczyna, powiązania, dochodzenie do prawdy, zbyt powolne działania policji i brak nacisku na ludzi wyżej postawionych - były interesujące. Byłam ogromnie ciekawa czy zginą wszyscy członkowie Klubu Merrion, kto jest mordercą i wreszcie co będzie z wyborami. Czułam się wciągnięta w tą historię, zwłaszcza że zbrodnie były bardzo nietypowe, doskonale przemyślane, dopracowane i kosztowały mordercę sporo zabiegów.
Jednak gdybym zaczęła swoją przygodę z tą serią od tomu pierwszego to chyba nie sięgnęłabym po resztę, a byłoby szkoda biorąc pod uwagę fabułę tomów: "Zło czai się w cieniu" oraz "Milcz nawet po śmierci". "Londyn we krwi" nie zachwycił mnie tak, jak jego kontynuacje (co chyba oznacza, że autor rozwinął swój warsztat pisarski, od momentu swojego debiutu). Chociaż finał książki - począwszy od wieczoru wyborczego - dostarczył mi tylu wrażeń, że aż do ostatniej strony czytałam z wypiekami na twarzy. Więc może to właśnie ostateczne rozstrzygnięcia zaważyłyby na fakcie, że jednak sięgnęłabym po kolejne tomy...?

Jakie mankamenty przeszkadzały mi odbiorze lektury? Czułam przesyt bohaterami - było ich tylu i z teraźniejszości i z przeszłości, że chwilami zupełnie się gubiłam, kto kim jest, czy dany człowiek jeszcze żyje czy już nie... Wprawdzie na początku książki jest ściągawka z nazwiskami, ale czytałam e-booka i było mi mało komfortowo mrugać wciąż między początkiem a miejscem gdzie czytałam.
Denerwowały mnie ogromnie duże ilości angielskich nazw, które i tak niewiele wniosły w moje życie, bo pamiętam jedynie nazwę posterunku. Autor zaś zaserwował nam nazwy lokali gastronomicznych, ulic (czasem opisując nawet skrzyżowania, czyli nawet trzy nazwy w jednym momencie, nic nie mówiące polskiemu czytelnikowi siedzącemu na kanapie i nie znającemu londyńskich ulic) czy budynków, często zresztą są to długie nazwy. Tym razem nie czułam więc radości, że mam szansę zwiedzić coś wirtualnie a jedynie pomieszanie z poplątaniem. Przeszkadzało mi to w skupieniu się na rzeczach ważnych i uważam, że można to zrobić inaczej, bardziej lekko, bo nie każda nazwa musiała się tam znaleźć.

Podsumowując, pragnę mimo wszystko zachęcić Was do zapoznania się z książkami Jamesa Craiga, ponieważ już sam główny bohater jest wart poznania. Klimat Londynu, policjant z polskimi korzeniami, skandale w rodzinie królewskiej czy zależność policji od polityków - o tym właśnie przeczytacie sięgając po serię. Każdy tom jest odrębną całością i można go czytać osobno, jedynie życie prywatne Carlyle'a będzie wtedy niespójne i wybrakowane o wydarzenia z przeszłości.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB

czwartek, 10 września 2015

Agatha Christie "Dopóki starczy światła"




Tytuł oryginalny: While the Light Lasts
Tłumaczenie: Michałowska Mira
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2013
Liczba stron: 184
Seria: Klasyka Kryminału









Nigdy nie będę wielbicielką opowiadań. Zanim się wciągnę w fabułę, poznam bohaterów i rozpocznę analizowanie charakterów, uczuć i relacji to już jest koniec. Jednak chcąc dążyć do poznania jak największej liczby książek Królowej Kryminałów, tym razem padło na zbiór opowiadań dla zapracowanych, czyli kilkustronicowych form (idealnych na czytanie w chwili, gdy sięgając po powieść można się zgubić odkładając co kilka minut a w tym przypadku akurat zdążyłam poznać jedno opowiadanie). Co o nich myślę? Zapraszam na wrażenia.

Niespełna trzydziestoletni John miewa dziwne sny o Domu; Olga Stormer jest aktorką, którą ktoś postanawia szantażować jej prawdziwą tożsamością; Klara Halliwell dyskretnie szantażuje Vivien, żonę Geralda, którego kocha nad życie; Poirot próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczej kartki i morderstwa oraz kontrmorderstwa; dwoje ludzi spotyka się w muzeum przed obliczem małego i samotnego bożka, lecz nie do końca potrafią się porozumieć, mimo że czują nić sympatii.

Tak pokrótce można przedstawić pięć pierwszych opowiadań. Niektóre zawierają elementy fantastyczne, inne są romantyczne, zaś kolejne kryminalne. Finały są zaskakujące, tragiczne, szczęśliwe, ale i niezrozumiałe (opowiadanie pierwsze to zupełnie nie moja bajka). Czasami wygrywa miłość, czasem przebiegłość, ale nie brak też elementu zaskoczenia.

Pozostały mi jeszcze do omówienia cztery opowiadania.
Czterech spadkobierców wuja Myles'a szuka czterech ukrytych skarbów i podobno największe szanse mają najgłupsi i nieuczciwi. Do czego się posuną, by zdobyć bogactwo?
Malarz i jego żądna pieniędzy żona, oraz chrzestna małej Winnie - Jane. Jakie relacje łączą tych ludzi? Dlaczego przepływający strumień kasy ma tak dziwne źródło? Trójkąt małżeński i dwuznaczności to charakterystyczne cechy opowiadania, które zresztą ma bardzo niewyraźny koniec.
W ósmym opowiadaniu Poirot próbuje rozwikłać zagadkę niebanalnego zabójstwa i trupa w skrzyni. Bardzo zawiła historia i jakże obfitująca w niewinnych ludzi i intrygi.
Rodezja, ukochane miejsce dawnego ukochanego pani Deirdre Crozier, który zginął na wojnie. Małżeństwo Crozier spacerując, poznaje specyfikę plantacji tytoniu a słabość kobiety sprawia, że dochodzi do niesamowitego spotkania. Kim jest tak naprawdę pan Arden? Kogo tam naprawdę łączy miłość?

Końcowa czwórka jest moim zdaniem bardziej zrozumiała i emocjonująca. Bawiłam się świetnie, choć nie zawsze zakończenie mnie satysfakcjonowało. Ale przecież nie zawsze autor pisze tak książkę, by była przewidywalna i cieszyła czytelnika. Czasami wystarczy, że cieszy twórcę.
Są to opowiadania z nutką sensacji, kryminału, pojawia się w nich krew, trupy i łzy. Jest też miłość, choć nie zawsze szczęśliwa, żądza bogactwa, zdrady i potajemne wzdychanie do obiektu uwielbienia.

Zbiorek jest napisany typowym dla Agathy Christie językiem, w typowych okolicznościach i czasie odpowiadającym życiu autorki. Można to poznać po sposobie bycia, życia, wysławiania i ubierania się bohaterów.
Opowiadania mają zawsze zaskakujące finały i nie sposób odgadnąć zamysłu Christie. Kiedy już mi się wydawało, że wiem jak skończy się dana historia to nagle jednym zdaniem czy akapitem autorka przewracała całą fabułę na drugą stronę i jedną czy dwiema niespodziankami niweczyła moje przypuszczenia. Książeczka świetnie nadaje się na przerywnik innych lektur, na chwile oddechu pomiędzy mocnymi wrażeniami czy na kilkuminutowe możliwości czytelnicze, ponieważ nie ma powiązań między poszczególnymi tekstami i nie spowoduje to, że zgubimy wątek.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okadka, Na Tropie Agathy, 52 książki
Baza recenzji syndykatu ZwB


niedziela, 23 sierpnia 2015

Jonathan Kellerman "Niedobra miłość"




Tytuł oryginalny: Bad Love
Tłumaczenie: Adam Łanowy
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 12 sierpnia
Wydanie: 2
Liczba stron: 560









Przeczytałam w swoim życiu wiele książek o ludzkiej krzywdzie. I to zarówno tych opartych na fikcji literackiej, jak i tych z gatunku literatury faktu. Jedne są lepsze, mocniejsze, bardziej chwytające za serce lub trafiające w gust czytelnika. Jednak jako osoba wrażliwa, kobieta i matka najbardziej mną poruszają lektury dotyczące krzywdy dzieci. Patrząc na okładkę "Niedobrej miłości" już można przewidzieć na czym skupi się fabuła... Jednak byłam ciekawa nowego bohatera serii książek Kellermana, gdyż nie miałam do tej pory okazji poznać jego twórczości. Czy pierwsze spotkanie z thrillerem amerykańskiego pisarza uważam za udane?


Alex Delaware jest psychologiem, który nie zajmuje się prowadzeniem praktyki, ale współpracuje z policją i sądami. Zresztą jego najlepszy przyjaciel to policjant - Milo Sturgis. Aktualnie Alex stara się poznać tajemnice rodziny Wallace. Mąż zabił żonę a teraz pragnie, by jego córki odwiedzały go w więzieniu. Jednak Tiffany i Chondra Wallace, opiekująca się nimi babcia oraz sam psycholog są innego zdania. Delaware musi pokonać niechęć babki do spotkań i rozmów z wnuczkami, ona wciąż ma "załatwienia" i to Alex jeździ do jej domu, żeby choć uniknąć przeszkody jaką jest podróżowanie. Dziewczynki nie są zbyt wylewne, ciężko się z nimi pracuje aż w końcu cała rodzina po prostu znika... Czy Alexowi uda się z nimi skontaktować? Jak zakończy się sprawa więziennych widzeń, zwłaszcza że sam Wallace naciska i pisze list do psychologa...

Ale przecież prowadzenie jednej sprawy byłoby zbyt nudne, prawda? By Alex miał co robić (spacery, montaż specjalnego wejścia) znajduje psa. Daje ogłoszenia o zaginięciu, jednak nikt się po czworonoga nie zgłasza. A nie jest to zwykły kundel, który je kości i śpi na wycieraczce czy w budzie. To bardzo mądry zwierzak (buldog francuski), którego kolejne zalety psycholog będzie odkrywał stopniowo. Po powrocie z delegacji wielką sympatią do psa zapała również Robin - partnerka Alexa. Czy śliniący się buldog będzie mógł z nimi zostać?

Jednak nawet obecność psa w domu nie uchroniła Delaware'a od nieprzyjemnych wydarzeń. Choć dotychczas nic sobie nie robił z anonimów czy głuchych telefonów tym razem został zaskoczony. Zapakowana w szary papier kaseta, brak nadawcy. Niby nic, ale kiedy Alex odsłuchał zawartość (dziecięcy głosik śpiewający pieśń żałobną i mówiący "niedobra miłość" a w tle przeraźliwe krzyki bólu i cierpienia) postanowił zająć się tą sprawą. Jednak nadawca nie zamierzał czekać bezczynnie aż bohater dotrze do prawdy, do powiązań i zależności. Alex zaczął odbierać dziwne telefony, ktoś włamał się na jego posesję i w brutalny sposób pozbawił życia jedną z jego ryb pływających w stawie.

Po wielu trudach i przemyśleniach Delaware dochodzi do pewnego ważnego wniosku: w 1979 roku brał udział w konferencji, która traktowała właśnie o niedobrej, parszywej miłości. Stara się więc dotrzeć do osób, które podobnie jak on, współtworzyły tamto wydarzenie. Czego się dowie? Otóż przede wszystkim ma problemy, by uzyskać numery telefonów czy adresy przemawiających. Czy możliwe, że wszyscy się od tamtego czasu przeprowadzili? Że zmienili pracę? W wyniku kilku przeprowadzonych rozmów okazuje się, że ludzie Ci nie żyją. Czy to przypadek? A może były to morderstwa pozorowane na samobójstwa czy wypadki... Alex wkracza na coraz bardziej grząski grunt. Czy zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa?

Dorsey Hewitt jest chory na schizofrenię. Pewnego dnia zabija Rebeckę Basille, która była pracownicą socjalną w Centrum Zdrowia Psychicznego i jego psychoterapeutką. Becky wiele eksperymentowała w pracy ze swoimi podopiecznymi. Czy to było powodem morderstwa? O mały włos Dorsey nie zabił kolejnej osoby, zasłaniał się jej ciałem i krzyczał o "niedobrej miłości". Czy ta sprawa ma coś wspólnego z konferencją? W toku śledztwa okazuje się, że zginęli nie tylko mówcy, ale również agentka nieruchomości i woźny. Czy to zupełnie inny sprawca?

Fabuła książki jest bardzo bogata. Pojawia się wielu bohaterów (chwilami chyba aż za dużo), wątków, Alex sporo podróżuje, rozmawia, dedukuje. "Niedobra miłość" to spora ilość dialogów i zwrotów akcji, liczne morderstwa oraz problem rasizmu de Boscha, człowieka prowadzącego Szkołę Poprawczą dla dzieci z zaburzeniami psychicznymi. Skąd wziął się termin "niedobrej / parszywej miłości"? Dlaczego ktoś teraz posługuje się tym tekstem mordując ludzi?

Na pewno nie przekreślę poznawania książek nowego na polskim rynku wydawnictwa, po tej pierwszej przeczytanej lekturze, jednak muszę wspomnieć o minusach tej pozycji, ponieważ są dość liczne.
Pierwszy to fakt odnalezienia informacji o konferencji. Alex potrzebował dużo czasu, by przypomnieć sobie o udziale w niej. A przecież był jednym z przewodniczących! Nie uczestniczył w kilku takich wydarzeniach tygodniowo a dodatkowo, kiedy poszukiwał informacji w komputerze - nie znalazł.
Już pomijam fakt, że to głównie on, psycholog, zajmuje się niejako odwalaniem całej roboty za policję. To on ryzykuje, udaje się coraz to nowsze miejsca, spotyka się z ludźmi, którzy w jakikolwiek sposób mogą mu pomóc w odnalezieniu sprawcy morderstw. Policja właściwie wykonuje to co musi i potwierdza tożsamość bohatera.

Czytałam do tej pory wiele książek w wersji jeszcze przed korektą, jednak było w nich mniej błędów niż w tej. Mnóstwo literówek, które powodowały zmianę wyrazów np. zamiast "mąż" był "mąć", zmianę płci bohaterki (zamiast "odebrała" - "odebrał") a nawet brak całego wyrazu "Czy ci to coś?" ja bym dodała "mówi"...*
Bardzo denerwujące było to, że wielokrotnie całe linie tekstu nie miały spacji a odstęp pojawiał się za to w wyrazach, tuż przed ostatnią ich literą.

Mimo zaskakującego finału, książkę oceniłabym tylko jako dobrą. Męczyły mnie błędy, które znacząco utrudniały mi czytanie a i bohater nie zafascynował na tyle, bym chciała poznawać jego dalsze losy. Chyba po prostu twórczość Kellermana nie leży w moim guście czytelniczym a korektor tylko pogorszył sprawę. Trudno. Z nadzieją oczekuję na inne tytuły z wydawnictwa. A odpowiedź na pytanie czy czytać "Niedobrą miłość" pozostawiam Wam. Sami musicie zdecydować o tym, czy można przymknąć oko na błędy i skupić się wydarzeniach. Wszak sporo się dzieje, choć uprzedzam - kobiety w ciąży nie powinny sięgać po lekturę!





* podane słowa i zdania pochodzą ze stron: 326, 439, 349



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


wtorek, 30 czerwca 2015

Sophie Hannah "Błąd w zeznaniach"




Tytuł oryginalny: The Telling Error
Tłumaczenie: Marta Kisiel-Małecka
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: maj 2015
Liczba stron: 464
Seria: Konstabl Simon Waterhouse tom 9









Lubicie kryminały i thrillery? Ja bardzo. Czytałam ich w swoim życiu sporo, może nie tak wiele jak typowi wielbiciele tylko tego gatunku, ale uważam, że śmiało mogę czynić porównania, chwalić i krytykować. Dotychczas nie miałam okazji poznać twórczości angielskiej pisarki Sophie Hannah. Zetknęłam się jedynie z krytyką jej książki "Inicjały zbrodni. Agatha Christie". Czy "Błąd w zeznaniach" jest wart poznania, pomimo posiadanej wiedzy? Sprawdźcie.

Nichola Clemens, zwana Nicki, jest czterdziestodwuletnią kurą domową. Ma męża, dwójkę dzieci i nieciekawą przeszłość. Zresztą jej aktualne zachowanie również pozostawia wiele do życzenia. Ale po kolei. Jest pierwszy dzień lipca 2013 roku i Nicki musi po raz drugi tego dnia pojechać do szkoły, ponieważ jej syn zapomniał stroju, później wraca do domu i okazuje się, że córka źle się poczuła, co skutkuje ponowną wycieczką w tym samym kierunku, by ją przywieźć do domu. Na koniec dnia Nicki po raz czwarty zjawia się w szkole, by odebrać syna po treningu. Nie ma w tym nic dziwnego powiecie... Cóż, niby racja, ale kiedy kobieta wyruszyła w drogę ze strojem Ethana i dotarła do Elmhirst Road okazało się, że na drodze utworzył się korek. Policja rozmawia z każdym z kierowców i to tak przestraszyło Nicki, że postanowiła pojechać alternatywną trasą, ale wymagającą pół godziny czasu więcej. Dlaczego to zrobiła? Co takiego zobaczyła stojąc w korku? Czy ma coś na sumieniu? Jaki jest powód obecności policji w tym miejscu?

Damon Blundy jest autorem kąśliwych felietonów dla pewnej gazety, w których regularnie obraża głównie osoby znane lub porusza kontrowersyjne tematy. Jest przystojnym i błyskotliwym facetem a jego żona Hannah uważa, że mąż jej nie kocha. Sama nie rozumie dlaczego się z nią ożenił, bo przecież jest kanciasta, niesymetryczna i brzydka. Damon uwielbia niszczyć innym życie, toczyć nieustające walki słowne i nie liczyć się ze zdaniem innych. I do czego go to doprowadzi? Otóż kiedy nastanie pierwszy dzień lipca 2013 roku dla Damona będzie on jego ostatnim... Zginie w bardzo ciekawy sposób a obecna w tym czasie w domu żona nawet nie zauważy kiedy to się stało. Na miejscu zbrodni śledczy odkrywają wiele ciekawych śladów, które pozostawiono tam celowo. Jest też intrygujący napis na ścianie: "Jest nie mniej martwy". Śledztwo będzie trudne, śladów mordercy brak, potencjalnych sprawców można liczyć w setkach...

Jednak na wysokości zadania ma stanąć policyjny bohater - konstabl Simon Waterhouse, który jawi się wszystkim jako cudowny funkcjonariusz z niejednokrotnie kobiecą intuicją. Gdzie Simon nie może tam żonę pośle, tylko na kogo wtedy spłynie chwała? Rozmowy Simona z drugim policjantem Samem ogromnie mnie bawiły, gdyż jak wiadomo dwóch dogryzających sobie facetów, którzy nie do końca rozumieją co drugi ma na myśli, może rozłożyć na łopatki, nawet w stresujących chwilach.

No dobra, nudna ta recenzja, trzeba wprowadzić nieco akcji.
Śledczy przeprowadzają rozmowy z kolejnymi potencjalnymi podejrzanymi, kierując się kąśliwymi felietonami Damona, starają się rozgryźć jego dziwne hasło do komputera, spotykają się z ludźmi którzy go nienawidzili i którzy kochali. Swoim dziwnym zachowaniem ich czujność wzbudziła kobieta kierująca srebrnym audi, czyli Nicki. Ona twierdzi, że nie zabiła Damona i zaczyna snuć pajęczynę kłamstw. Już od najmłodszych lat miała z tym problemy. Raz nawet rodzice chcieli oddać ją do zakładu dla psychicznie chorych. Kłamstwa goniły kolejne kłamstwa i żadne obietnice, że z tym skończy nie były dotrzymywane. W domu wciąż słychać było awantury, młodszy brat Lee cierpiał wtedy, ale nie bronił siostry, podobnie jak matka... Teraz pojął za żonę najlepszą przyjaciółkę Nicki - Melissę, która ze względu na męża odmawia kłamiącej pomocy i szans na wysłuchanie. 

Rodzice oraz Melissa znają przeszłość Nicki (kłamstwa, zdrady) i w obecnej sytuacji, kiedy to została wplątana w morderstwo, chcą ujawnić wszystko jej mężowi. Nie wiedzą jednak wszystkiego... Nie wiedzą jaki był prawdziwy powód przeprowadzki Nicki z Londynu do Spilling dwa lata wcześniej. Nie mają pojęcia, że kobieta jest uzależniona od potajemnej wymiany maili z nieznajomymi mężczyznami: najpierw był to Król Edward VII, potem Gavin a w międzyczasie jeszcze fanatyczne uwielbienie felietonów Damona i komentowanie ich. Jaki to wszystko ma związek ze sobą? Kiedy Nicki się opamięta i przestanie kłamać? Czy wyjaśni prawdziwy powód zmiany trasy tamtego feralnego dnia na początku lipca? Jak zareaguje mąż na te wszystkie rewelacje? Czy dowie się, że jego żona wynajmuje pokój w hotelu i naga - jedynie z przepaską na oczach - czeka na mężczyznę? Czy to jest zdrada? Co tak naprawdę bohaterka ma wspólnego z morderstwem? Zabiła czy nie? Kto to zrobił?

Policja ma naprawdę trudne zadanie... Jednak mimo faktu, że podobały mi się niektóre wątki, sympatyzowałam z kilkoma bohaterami to książka mi się nie podobała. Dlaczego? Narracja mnie okrutnie denerwowała, niektóre wydarzenia czy szczegóły śledztwa były powtarzane wręcz do znudzenia. Początek książki pokazuje czytelnikowi masę niespójnych ze sobą informacji, które w miarę czytania powinny się wyjaśniać a one tylko coraz bardziej się plączą, dochodzą nowe znaki zapytania, nowe tajemnice i chwilami czułam się wręcz zmęczona myśleniem i kodowaniem szczegółów. Bo przecież sama chciałam dojść do rozwiązania zagadki. Nie udało mi się, nie odkryłam kto zabił, ale poczułam ulgę - to już koniec książki. Nie poczułam nawet wielkiego "wow" w chwili, gdy wszystko się wyjaśniło, gdy wskoczyło na swoje miejsce. Zresztą nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie dojść do prawdy, bowiem dopiero na końcu zostaje ujawniony pewien mail Nicki, który zawiera kluczowe informacje niezbędne do finału. Nie poczułam dreszczyku emocji w żadnym momencie lektury, kilka wątków nie zostało dokończonych (wyjaśnionych), czułam znużenie i niedosyt. A chyba nie tak powinno się odczuwać książki z gatunku "z dreszczykiem", prawda? 

Nie mogłam pojąć zachowania Lee (brata Nicki) i jej rodziców. Dla mnie to skandaliczne tak traktować własne dziecko, oboje dzieci... Skrytykuję też osobę Adama, męża bohaterki, który był strasznie ciapowaty, leciał na każde jej zawołanie, wierzył bezmyślnie i wybaczał, coś co dla mnie, nie powinno jej tak łatwo ujść...

Fakt, autorka pokazała i postacie dobre i złe, chwilami zdarzał się jej humor, są i morały, które można wyciągnąć z tej książki. Jednak kiedy poznałam imiona bohaterów i okazało się, że i Sophie, i Hannah (imię i nazwisko autorki) to imiona poszczególnych bohaterek pomyślałam, że chyba mogła wysilić się na inne, bardziej oryginalne.

Ja wiem, że autorka i książka mają rzesze fanów, ludzi, których zafascynowała ta historia, którzy poczuli się spełnieni, zahipnotyzowani wręcz czytaną opowieścią o śmierci znienawidzonego przez całe mnóstwo osób publicysty. Ale ja chyba podziękuję bestsellerowej autorce, bo jej twórczość nie jest dla mnie. Zawiodłam się i w najbliższej przyszłości nie zamierzam sięgać po kolejną książkę tej autorki. To chyba jakieś fatum, ponieważ ostatnio często rozczarowują mnie tak zwane hity. Widać mój gust czytelniczy nie podąża za ideą tłumów... 




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Panu Sebastianowi z

poniedziałek, 25 maja 2015

Agatha Christie "Karaibska tajemnica"




Tytuł oryginalny: A Caribbean Mistery
Tłumaczenie: Magdalena Gołaczyńska
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2013
Liczba stron: 224
Seria: Klasyka kryminału









Agatha Christie stworzyła w swoich książkach dwie najsłynniejsze postacie detektywów w literaturze: Herculesa Poirota oraz Jane Marple. To właśnie sympatyczna starsza pani jest bohaterką niniejszej książki. Panna Marple udaje się na wyspę St. Honore na Morzu Karaibskim, by odpocząć nieco od surowego angielskiego klimatu oraz nabrać sił, po tym jak pewnej zimy zaniemogła na zapalenie płuc. Opiekujący się nią Raymond West, postanowił skorzystać z zaleceń lekarzy i wysłać ciocię w słoneczne miejsce. Wybór padł na hotel Złota Palma prowadzony od niedawna przez młode małżeństwo Molly i Tima Kendalów.

Panna Marple miała swój bungalow, miłą obsługę, dużo słońca oraz miejsc idealnych do robótek ręcznych. A i towarzystwa do rozmowy jej nie brakowało: ekscentryczny starszy milioner (pan Rafiel), doktor Graham, pastor Prescott z siostrą, major Palgrave, niezbyt miła wczasowiczka z Hiszpanii. W hotelu mieszkali również: sekretarka milionera i jego masażysta oraz dwa małżeństwa, które pasjonowały się obserwacją owadów.

Z pozoru niewinna rozmowa Jane Marple z majorem Palgreve'em o jego przygodach i wspomnieniach z frontu zmienia jednak kierunek i starszy pan zaczyna opowieść o zdjęciu, które nosi w portfelu. Według niego jest na nim uwieczniony morderca, któremu fotografia została zrobiona niejako przez przypadek. Ale w momencie kiedy zamierza pokazać wizerunek mordercy pannie Marple, kątem oka dostrzega kogoś i chowając zdjęcie zmienia szybko temat bardziej donośnym głosem. Kogo przedstawia zdjęcie? Czy Jane Marple uda się go zobaczyć? Bynajmniej nie następnego dnia, mimo iż starsza pani miała taki plan... ponieważ właśnie wtedy zostaje odnalezione ciało majora.

Wstępne oględziny sugerują przedawkowanie leków na nadciśnienie, major zostaje pochowany i wypoczynek hotelowych gości toczyłby się swoim torem (choć w nieco gorszym nastroju), ale na jaw wychodzą kolejne dziwne wydarzenia, podsłuchane rozmowy, podrzucone dowody a nawet pojawia się kolejne morderstwo. Kto zginie tym razem? Co odkryje panna Marple? Czy jej podejrzenia okażą się słuszne? Czy uda jej się doprowadzić do ekshumacji ciała majora? Wszak dla niej śmierć Palgreve'a nie jest przypadkiem...

Autorka tradycyjnie już mnie zaskoczyła. Podobnie jak bohaterowie "Karaibskiej tajemnicy" z Jane w roli pani detektyw-amator, miałam zupełnie inne podejrzenia, inne typy wskazujące na mordercę. Christie umiejętnie dawkuje kolejne fakty z życia bohaterów i nowe szczegóły, które mają pomóc do wyjaśnienia tajemniczych zgonów na wyspie.
Dla urozmaicenia karaibskiego klimatu poznajemy tajemnicę testamentu milionera, historię pewnego romansu i wiążącą się z nim zagadkę morderstwa. Czy to właśnie ten morderca grasuje teraz na wyspie? Pojawia się też problem choroby psychicznej, zazdrości, próżności oraz kąśliwości, która tak naprawdę prowadzi do wyjaśnienia morderczych zapędów jednego z bohaterów.

Książka jest typowym dziełem Christie, ten sam styl, te same zagadki zaciemniające prawdziwy obraz wydarzeń aż wreszcie ta sama zaskakująca puenta. Na jednym morderstwie się nie kończy, zatem czytelnik ma szansę odrzucić kolejnych prawdopodobnych morderców, jednak czy to pozwoli na szybkie wytypowanie sprawcy? Nic bardziej mylnego. Przynajmniej ja osobiście dałam wodzić się dość długo za nos... I właśnie dlatego uważam niniejszą publikację za kolejną bardzo dobrą lekturę kryminalną. Polecam






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Na tropie Agathy, Grunt to okładka, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB

sobota, 9 maja 2015

Rafał Lewandowski "Zbrodnia w BTW"




Autor: Rafał Lewandowski
Wydawnictwo: Coś pięknego
Data wydania: 2014
Liczba stron: 72











Od dawna wiedziałam, że każda książka ma swój z góry wyznaczony czas, kiedy ma zostać przeczytana. Czasami jest tak, że choć bardzo nas ciągnie do lektury to albo nie mamy czasu albo akcja nie wciąga wystarczająco dobrze.  Jednak nadchodzi taki moment, że myślę - tak, teraz mam ochotę na właśnie ten tytuł. Tak było właśnie w moim przypadku i w związku ze "Zbrodnią w BTW". Był deszczowy poranek, jechałam do dentysty. Chwila w tramwaju, potem w poczekalni i tak oto "od ręki" poznałam całą historię. Czy było warto w ogóle sięgać po tak krótką opowiastkę? Przeczytajcie.

Akcja kryminału toczy się w Bełchatowie. Tomasz Ronik jest głównym bohaterem, niby zwyczajnym, ale chyba sam jeszcze nie wie, że nie do końca... Tomasz ma żonę, córkę, pracę i przyjaciela - Marcina. Aha, ma też kochankę. Kiedy na kolejny dzień bierze sobie wolne w pracy, nawet nie przypuszcza co go czeka... Czy warto brać wolne? Ja wyciągnęłam z książki morał, że lepiej nie.
Ale do rzeczy.
Tomasz nagle ocknął się, jakby z narkotycznego snu. Próbuje ustalić gdzie się znajduje, jaki dziś dzień i co się w ogóle stało, bowiem jego ręce i nogi są skrępowane a ciało przywiązane do kaloryfera. Mężczyzna analizuje o której dziś wstał, czy jadł śniadanie oraz gdzie są żona i córka. Czy już wyszły z domu? Nagle bohater odkrywa na swej nodze karteczkę z informacją, że dziś zginie. Spróbujcie sobie wyobrazić, co w takiej sytuacji czuje człowiek... Co myśli... Kiedy dochodzi dziesiąta dzwoni dzwonek do drzwi, które na szczęście są otwarte i w rezultacie staje w nich Marcin. Czy najlepszy kumpel uratuje Tomasza? Co on tu właściwie robi? A może to on jest sprawcą całego zamieszania ze sznurem? Albo co gorsza to on jest mordercą? Tylko dlaczego? Na te pytania ja nie odpowiem. Uwierzcie, że lepszą zabawę będziecie mieli, kiedy poznacie osobiście zawiłą historię.

Autor miał bardzo oryginalny pomysł stworzenia książki, która opisuje losy i powiązania zaledwie sześciu bohaterów, ale za to w szczególny sposób. Jest tylko jedno wydarzenie (dotyczące morderstwa Ronika), ale za to opowiedziane z perspektywy tej szóstki. Najpierw głos ma sam Tomasz, później poznajemy wersję jego przyjaciela Marcina. Kiedy już kilka spraw nam się zaczyna wyjaśniać swoją opowieść zaczyna Ola, córka Tomasza. Traf chciał, że tego dnia dziewczyna nie posłuchała matki, nie poszła też do szkoły... Jaki jej udział w całej sprawie? Kolejna osoba i kolejny punkt widzenia - Justyna Bożycka, żona Marcina. Dlaczego i ona ma tutaj swoją rolę? Co łączy ją z rodziną Roników, oprócz tego, że mąż jest przyjacielem Tomka?
Emil Unilewicz opowiada najważniejsze wydarzenie z swojej perspektywy, piątej. Jest on policjantem i odlicza godziny do końca służby. Wcale nie jest chętny podejmować w ostatniej chwili interwencję... Ale wszak nie jest policjantem z zamiłowania... Czy uda mu się wyjaśnić sprawę Ronika?
Na deser, czyli na koniec poznajemy punkt widzenia Róży Ronik, czyli żony Tomasza. I tutaj wszystko się wyjaśnia. Historia zostaje spięta w klamrę a czytelnik może ją złożyć w jedną całość. Cała szóstka bohaterów dołożyła do układanki swój element i dzięki temu wiemy kto jest kim dla kogo, kto kogo kocha a kto nie. Dlaczego ludzie są ze sobą... Bo nie zawsze z miłości...

Co łączy bohaterów? Dwa małżeństwa, które są powiązane przyjaźnią mężczyzn... Jednak czy na pewno? To wprost genialne, jak autor stworzył tę historię. Choć brakowało mi maleńkiego finału. Chętnie poznałabym reakcję Oli na wydarzenia i dowiedziałabym się czy zrobiła coś ze swoją wiedzą. Jak potoczyły się dalsze losy bohaterów? Rozumiem zamysł autora na koniec, wiem że nie każda książka ma zakończenie zamknięte, ale teraz snuję domysły... A może o to chodzi?

Przyjemna i krótka książeczka na trzydzieści czy czterdzieści minut czytania, ale niesie w sobie jakże interesującą fabułę, dobrze zarysowanych bohaterów i wyśmienicie dopracowane powiązania między nimi. Ja bawiłam się świetnie. Kto chce dołączyć i poznać "Zbrodnię w BTW"?






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorowi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...