poniedziałek, 10 grudnia 2018

Karolina Wilczyńska "Spełnione życzenia"







Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 31 października 2018
Liczba stron: 272









Czym dla nas jest Wigilia? Jakie symbole mają największe znaczenie tego dnia? Ku czemu kierujemy naszą uwagę? Czy oby na pewno priorytetem jest to, co być powinno? Możecie mi wierzyć, lub nie ale ta książka Karoliny Wilczyńskiej potrafi zmienić światopogląd niejednego człowieka... Skąd taki wniosek?

Akcja książki rozgrywa się tylko i wyłącznie jednego dnia - dwanaście godzin licząc od wigilijnego poranka. Otwierając magicznie błękitną i gwieździstą okładkę zaglądamy pięciokrotnie (co kilka godzin) w codzienność sześciu rodzin. To bardzo wyjątkowe rodziny, gdyż starają się żyć dobrze i dążyć do szczęścia, ale jednocześnie jakże zwyczajni ludzie, którzy błądzą, popełniają gafy i podejmują złe decyzje... Czasami nie potrafią powiedzieć prawdy, zdradzić marzeń, otworzyć się, uwierzyć w prawdziwość uczucia drugiego.

"Czasami trzeba plecy zgiąć i być wdzięcznym, że ludzka dobroć jeszcze całkiem ne umarła." *

Niespełna trzydziestoletni Daniel pracuje w kancelarii adwokackiej, choć nie jest to jego marzenie, ale nie potrafi sprzeciwić się ojcu. Nie ma w sobie dość siły, by wyznać rodzicom prawdę o sobie.
Krystyna jest starszą panią, która sprząta u bogaczy, by zadbać o wnuczęta. Jej córka spadła na dno i żadne argumenty nie chcą sprawić, by zadbała o dzieci. Czy babci uda się uratować je przed domem dziecka?
Tadeusz uważa się za człowieka na poziomie, ale jeszcze kiedy żona była w ciąży, znalazł sobie uciechy na boku... I tak już od kilkunastu lat... Co musi się zdarzyć by się opamiętał?
Natalia unika rodziców, pragnie żyć po swojemu i być z miłością swojego życia. To nic, że on jest chory...
Elwira właściwie nie ma powodów do narzekania - mąż jest szefem firmy, wciąż uwielbiają wspólne miłosne igraszki, żyją na poziomie a nawet wybierają się za granicę. Brakuje im tylko jednego do pełni szczęścia...
A Zbyszek wciąż pracuje... Chce zapewnić żonie i maleńkiej córeczce to co niezbędne. Dziecko właściwie go nie zna, ale i tak najbardziej liczy się awans... Ponad wszystko...

I jeszcze dziewczynka samotnie stojąca pod galerią handlową... Niezwykły symbol tych świąt... Bo w obliczu własnych nieszczęść i gonitwy z zegarkiem w ręku nikt tak naprawdę, nie zdziała nic dla innych...

"...matki zawsze znają prawdę, zanim zostanie ona wypowiedziana." **

Niektórzy próbują być szczęśliwi za wszelką cenę, inni tak po prostu, zwyczajnie. Nie wszyscy doceniają to co mają, pragną więcej i więcej. Każdy z nich ma inne priorytety, po swojemu walczy z problemami, trudności jakie stawia przed nimi życie próbuje ominąć, przeskoczyć, wyprzedzić.  Ale nie każdemu dane jest świetlane zakończenie...
I choć nie można położyć na szali życia, miłości i szczęścia, bo nie da się ich zważyć czy zmierzyć to przecież można do nich dążyć. U bliskich szukać wsparcia, odpuścić wyścig po szczeblach kariery i poświęcić nieco czasu rodzinie. Dzieciom dać przykład, małżonków przytulić, zadbać o chwile we dwoje, rodziców wesprzeć.

Los każdej z rodzin wzbudził we mnie wiele emocji. Śmiałam się i płakałam wraz z bohaterami, ale najbardziej poruszyła mnie historia babci Krysi i jej wnucząt. Prócz nich to chyba tak mocno zaciskałam kciuki już tylko za Bartka. Czy ich losy potoczyły się zgodnie z moim marzeniami? Otóż nie do końca...

Uwielbiam powieści Karoliny Wilczyńskiej, ale ta - świątecznie magiczna - jest najpiękniejsza ze wszystkich, które miałam okazję poznać. Tak, wiem że tematyka sama w sobie jest szczególna, ale i tak czuję się oczarowana.

"Nie można obciążać tych, którzy odchodzą, naszym żalem i smutkiem. Należy im się spokój i poczucie, że załatwili wszystko, co dla nich ważne." ***


Podsumowując - "Spełnione życzenia" to powieść o tym, że nie wszystkie życzenia się spełniają a czasami spełniają się inaczej, niż tego oczekiwaliśmy. Pięć ludzkich historii przepełnionych żarem miłości, zdradą, odrzuceniem, niezrozumieniem oraz samotnością. Bogactwo przeplata się z biedą, małżeństwa zgodne ze skłóconymi a w tle majaczą tajemnice, ukryte pragnienia i gasnąca nadzieja. Przepiękna, poruszająca i myślę, że nawet twardzielom zaszklą się oczy :)




* K. Wilczyńska, "Spełnione życzenia", IV Strona, Poznań 2018, s. 17
** Tamże, s. 183
*** Tamże, s. 199



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


niedziela, 9 grudnia 2018

"Pisanie książek wyszło przypadkiem", czyli wywiad z Krzysztofem Koziołkiem - wywiad #16

Kim jest Krzysztof Koziołek?

Oficjalna strona Autora podaje takie informacje: Rocznik 1978, zielonogórzanin z urodzenia, obecnie mieszka w Nowej Soli.
Absolwent politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, z zawodu pisarz i dziennikarz.
Pasjonat górskich wędrówek, zapalony kibic żużla i fan serialu "Na południe".
W 2007 r. zadebiutował powieścią sensacyjną "Droga bez powrotu".




Na chwilę obecną Koziołek wydał już 15 książek, piszą się kolejne a jednocześnie w głowie rodzą się pomysły...

Na okoliczność wydania "Nie pozwól mi umrzeć" przepytałam nieco Krzysztofa Koziołka - zapraszam na ciekawy i humorystyczny wywiad :)




ejotek: – Skąd pomysł na thriller medyczny?
Krzysztof Koziołek: – Z tą powieścią jest trochę inaczej niż z większością pozostałych, które napisałem. Pomysł na nią wpadł mi już kilka lat temu, tylko nigdy nie było czasu, aby do tego usiąść. Wreszcie go znalazłem i zacząłem pracę. A skąd sam pomysł? Prawie jak zawsze w moim przypadku: z życia, umiejętności jego obserwowania i znajdowania strzępów pewnych informacji tam, gdzie inni nic nie zauważają. Właśnie tego nauczyło mnie dziennikarstwo. I choć żurnalistą na etacie nie jestem już ładnych kilka lat, to wciąż jestem dziennikarzem z powołania. Pewnie dlatego niektóre moje książki to także kryminały w stylu skandynawskim, czyli zaangażowane społecznie, jak chociażby thriller medyczny „Nie pozwól mi umrzeć”.


ejotek: – Co zajęło więcej czasu, pisanie tej książki czy samo rozpisywanie planu: kto, kiedy, gdzie i jak to połączyć?
KK: – Na studiach politologicznych robiłem specjalizację z prakseologii, czyli krótko mówiąc nauki o dobrej robocie, poza tym przez dziesięć lat (podczas szkoły średniej i na studiach) pracowałem dorywczo na budowie i właśnie wtedy nauczyłem się, że przed wykonaniem jakiegokolwiek zadania korzystniej jest najpierw pomyśleć, jak je wziąć za rogi, a potem uporać się z tym dwa razy szybciej niż w wersji bez zastanowienia (śmiech). Dlatego od jakiegoś czasu większość powieści dokładnie planuję, włącznie z rozlokowaniem tak zwanych śladów, które potem pozwalają wpuścić czytelnika w maliny (śmiech). Co nie znaczy, że nie pozwalam sobie na pewien element spontaniczności. Gdyby nie on, efekt końcowy mógłby być zanadto sztywny. A wracając do sedna pytania: w przypadku powieści, które nie wymagają tak głębokiego researchu jak kryminały retro, planowanie jest dużo krótsze niż samo pisanie.


ejotek: Będą kolejne książki z tego gatunku?
KK: – Na razie nic takiego nie planuję. Wiosną 2019 roku wychodzi kryminał retro „Nad Śnieżnymi Kotłami” będący kontynuacją serii, w której ukazały się już: „Furia rodzi się w Sławie”, „Góra Synaj” oraz „Wzgórze Piastów”. Niedawno skończyłem drugą część thrillera z wątkami science fiction „Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę”, nosi ona tytuł „Będę Cię szukał, aż Cię pokocham”, przy czym niech to nikogo nie zmyli, bo o ile wątki romansowe, romantyczne czy nawet pokaźna porcja erotyki się tam znalazły, to przede wszystkim jest to jednak thriller. Pierwszą część określono nawet jako skrzyżowanie „Raportu mniejszości” z „Tożsamością Bourne’a” i już teraz mogę zapewnić, że pod tym kątem kontynuacja nic jej nie ustępuje, a może nawet jest jeszcze dynamiczniejsza.


okładka wewnętrzna



ejotek: – Bardzo ciekawe są elementy promocyjne przy „Nie pozwól mi umrzeć”: skromna okładka kryjąca okładkę wewnętrzną, odkrycie mega płaszcza oraz rozłożenie ceny na czynniki pierwsze. Jakie są reakcje odbiorców i skąd takie pomysły?
KK: – Niemal od samego początku przy projektowaniu okładek współpracuję z tym samym grafikiem, Kamilem Pietruczynikiem. Czasami mówię mu, co chciałbym zobaczyć na okładce, innymi razy opowiadam krótko, o czym jest powieść i proszę o coś mocnego. Tym razem zamówiłem niespokojną okładkę w czarnej tonacji. Efekt bardzo mi się podoba, ale moje odczucia nie są ważne. Liczy się, że okładka bardzo podoba się czytelnikom, a jeszcze istotniejsze, że przyciąga wzrok i wyróżnia się spośród tysięcy książek na rynku. Co do niespodzianek, o których pani wspomniała, to specjalny ukłon w stronę czytelników, których staram się rozpieszczać, jak tylko mogę (śmiech). A już na poważnie: najbardziej kryminalny płaszcz na świecie uszyty z okładek moich książek robi furorę na spotkaniach autorskich w bibliotekach i pomyślałem, że warto jego historię przybliżyć szerszemu gronu osób. To chyba dobry pomysł, bo na niedawnych Targach Dobrej Książki płaszcz dotykało i macało z kilkaset osób, pytając też o kulisy projektu. Jeśli chodzi o rozpisanie, z czego składa się cena książki, robię to po licznych rozmowach z tymi czytelnikami, którzy wiecznie narzekają na wysokie koszty zakupów. Chciałbym, żeby wiedzieli, ile i kto na tym przedsięwzięciu zarabia. Pierwsze reakcje pokazują, że był to strzał w dziesiątkę.

fragment wycięty z okładki

ejotek: – A płaszcz szył pan osobiście? :)
KK: – W życiu! Robiła to moja krawcowa, która zapowiedziała, żebym więcej jej się na oczy nie pokazywał (śmiech). Płaszcz jest zrobiony z prawdziwych okładek, jest więc strasznie sztywny. Mogę zdradzić, że dopiero po kilkudziesięciu nałożeniach zrobił się na tyle elastyczny, że mogę go już sam założyć, wcześniej jak rycerz potrzebowałem giermka. Ale zdjąć samemu wciąż nie dam rady, ktoś musi mi pomagać. Można więc sobie wyobrazić, jakim wyzwaniem dla krawcowej było naszycie kilkudziesięciu okładek na stary prochowiec stanowiący coś w rodzaju stelażu.


 
ejotek: – A już chciałam o takowy poprosić, ale w takim razie nie będę narażać się krawcowej i szukać giermka :) Jak objawia się u Pana proces twórczy? Nagle i gwałtownie czy spokojnie i według planu?
KK: – Śmieję się, że kiedy zaczynam pracę nad tekstem, mój mózg zaczyna działać niezależnie ode mnie (śmiech). Pomysły przychodzą pod prysznicem, podczas zmywania naczyń, na spacerach z kijkami, podczas jazdy samochodem. Zdarzało się i wciąż zdarza, że budzę się w nocy, pojawia się „błysk” i muszę zwlec się z łóżka, aby zapisać pomysł na jakąś scenę czy dialog. Brzmi może ciekawie, ale proszę mi wierzyć, że przychodzi taki moment, że jest to irytujące, szczególnie wtedy, kiedy z wywalonym językiem zdobywam jakiś wymagający górski szczyt, a tu trzeba robić przerwę na notatki (śmiech).



ejotek: – Wreszcie Autor działający według moich wyimaginowanych marzeń dotyczących intensywności weny… (spisuje na czym tylko się da :) Czy książki odzwierciedlają rzeczywistość, realne sytuacje z życia czy to całkowicie wytwór wyobraźni?
KK: – Powieści dziejące się współcześnie mają w sobie dużo z realnego życia, którego mechanizmy poznałem jako dziennikarz. Do tego stopnia, że już kilka razy dochodziło do takich sytuacji, że nieprawdopodobne scenariusze, jakie wymyśliłem sobie w książkach, potem wydarzały się w prawdziwym życiu. Było tak w przypadku powieści: „Święta tajemnica”, „Premier musi zginąć”, „Bóg nie weźmie w tym udziału”, „Operacja aksamit”, a także „Nie pozwól mi umrzeć”. Ten ostatni przypadek pamiętam doskonale: szykowałem się do pisania epilogu, kiedy wpadłem na raport opisujący sposób przechowywania szczepionek przez apteki i przychodnie zdrowia po orkanie, który przeszedł przez Polskę jesienią 2017 roku i który wielkie połacie naszego kraju pozbawił prądu na długie dziesiątki godzin. Wnioski z dokumentu można określić jednym słowem: skandal! I wtedy sobie uświadomiłem, że wbrew pozorom w „Nie pozwól mi umrzeć” wcale jakoś mocno wodzów fantazji nie popuściłem, tym bardziej że do tej powieści zrobiłem głęboki research dotyczący przemysłu farmaceutycznego i szczepionkowego. Powiem więcej: czekam tylko na to, co jeszcze z wymyślonego przeze mnie scenariusza z tego thrillera wydarzy się naprawdę…


ejotek: – Zasugeruję jedynie, by jak najmniej śmierci niewinnych. A jak to się stało, że został Pan pisarzem?
KK: – Wyszło przypadkiem (śmiech). Pracowałem już kilka lat jako dziennikarz prasowy w „Gazecie Lubuskiej”, a były to czasy, kiedy dziennikarze musieli jeszcze umieć myśleć, pisać po polsku i mówić po polsku. Jak to jest teraz, każdy widzi (śmiech). Pewnego razu przyszedł mi do głowy pomysł na pewną scenę, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kiedykolwiek powstanie z tego książka. Później pojawiały się kolejne pomysły, wreszcie zostałem wysłany na przymusowy urlop, zacząłem nad tym pracować i tak powstała „Droga bez powrotu”. A potem to już poszło (śmiech).


ejotek: – To kiedy (i o czym) kolejna książka?
KK: – O planach wydawniczych już mówiłem. Jeśli chodzi o plany na pisanie, to chodzi mi po głowie kontynuacja przygód komisarza kryminalnego Gustava Dewarta znanego moim czytelnikom z kryminału retro „Imię Pani”. Kiedy pisałem tę powieść, nie planowałem ciągu dalszego, ale już podczas pracy, między innymi na terenie dawnego opactwa, w którym dzieje się akcja, a w którym dzisiaj mieści się Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Krzeszowie, mocno się z komisarzem zaprzyjaźniłem. A w tym roku, podczas wędrowania po Tatrach ze „Wzgórzem Piastów” w ramach akcji „Literatura na najwyższym poziomie”, wpadło mi do głowy kilka pomysłów na kolejne trzy części serii z Dewartem. Uprzedzając pytanie: pojęcia nie mam, kiedy uda mi się do tego usiąść, jako że każdy kryminał retro to miesiące katorżniczej harówy nad zbieraniem materiałów.


ejotek: – Na koniec moje ulubione pytanie: jakie ma Pan marzenia?
KK: – Oprócz tych banalnych, o których pisał Jan Kochanowski, czyli zdrowiu i rodzinnym szczęściu, mam też mniej przyziemne i to w przenośni oraz dosłownie (śmiech). Uwaga, robię pauzę dla spotęgowania efektu… Jeszcze momencik… Już za chwileczkę… Chciałbym polecieć w kosmos i jeszcze do tego stanąć na Księżycu! Mówię jak najbardziej poważnie.


ejotek: – W takim razie życzę spełnienia wszystkich marzeń, zwłaszcza tych osobliwych oraz weny twórczej. Dziękuję za rozmowę!
KK: – Nie jestem przesądny, więc dziękuję (śmiech). A co do weny twórczej, to życzenia są kompletnie niepotrzebne, akurat z tym nie mam najmniejszych problemów. Jest za to kłopot z czasem, mimo że moja doba i tak ma już 25 godzin, jako że przeciętnie każdego dnia jedną godzinę kradnę ze snu (śmiech).
ejotek: - Pozostaje mi zatem pozazdrościć, zarówno braku kłopotów z weną (ja mam tak z natłokiem pomysłów) jak i rozciągliwą dobą :) Bo z samym czasem to chyba większość z nas ma problem...




Na koniec pozostał jeszcze do rozwiązania konkurs. Szkoda, że uczestniczki były na blogu tylko dwie...
Swoimi słowami-kluczami bardziej przekonuje.... Paulina - i to ona wygrywa!
Gratuluję i poproszę o adres na mojego maila.

Zaś w ramach bonusu na okoliczność małej frekwencji, Gosię proszę o przypomnienie się przy okazji kolejnego konkursu/rozdawaniu nagród przy podsumowaniu roku 2018 - mam dla Ciebie niespodziankę.



Za zdjęcia dziękuję Autorowi

sobota, 8 grudnia 2018

Mówiąca książka - świetny pomysł na prezent :) - Czytaj z Albikiem




Język angielski // Ciało człowieka
Wydawnictwo: Albi
Wiek odbiorcy: 6+ // 7+
Oprawa: twarda
Seria: Czytaj z Albikiem










Wizyta na targach książki zwykle skutkuje zakupami, zwłaszcza w sytuacji, gdy natrafimy z dzieckiem na stoisko z naprawdę ciekawymi propozycjami. Tak było właśnie z moją Ośmiolatką w targowy piątek. Na krakowskich targach znalazło się bowiem stoisko firmy Albi Polska, która przywędrowała z Czech i oferowała mówiące książeczki. Pati najbardziej spodobała się ta z językiem angielskim.




Na czym polega nauka poprzez zabawę z tą serią?

Zacznijmy od naszego asystenta, który poprowadzi nas poprzez kolejne tytuły - to jest Albik. Oryginalnie nie jest oklejony naklejkami - znajdują się ona na dodatkowej karcie i każdy według własnego uznania może stworzyć swój albikowy styl.

To właśnie Albik jest tutaj najważniejszym elementem, bez niego nie uda nam się poznać zawartości książeczek. Na zdjęciu stoi w stojaczku, zaś ładujemy go zwykła ładowarką wprost z gniazdka.








Przejdźmy dalej - jak rozpocząć zabawę z danym tytułem?

Już opowiadam. Na przykładzie książeczki z językiem angielskim, choć wiele elementów jest powtarzalnych w innych książeczkach.

Krok pierwszy jest widoczny po prawej - należy załadować Albikowi konkretną książeczkę, ustawiamy odpowiednią głośność i...




... rozpoczynamy:
  • 'książeczka' oznacza czytanie strony, czyli...

... po dotknięciu Albikiem na każdy nawet najmniejszy element, usłyszymy jego nazwę po angielsku.

Można poćwiczyć słówka z zakresu domu/mieszkania.






Z prawej strony znajdziemy postacie występujące na tej stronie, czyli mieszkańcy domu. Dotknięcie każdego z nich spowoduje, iż usłyszymy informacje kto jest kim, kto jest jego dzieckiem lub rodzicem, ile ma rodzeństwa oraz ich imiona.

Można poćwiczyć słówka z zakresu rodziny.



  • 'dymek' pozwala na posłuchanie dialogów między postaciami na ilustracji. 
Dotknięcie każdego sprawia, że możemy poćwiczyć zdania dotyczące zwykłych czynności, którymi posługujemy się na co dzień.








Kiedy poznamy już naszym zdaniem wszystkie elementy możemy sprawdzić naszą wiedzę.
  • 'kostki' z oczkami odpowiednio 1, 2 ,3 to quizy z różnymi stopniami trudności
Dotknięcie kostki sprawia, że usłyszymy pytanie, należy dotknąć Albikiem poprawne miejsce na ilustracji.
Uwaga - istnieje druga szansa :)





I taki właśnie schemat znajdziemy na kolejnych stronach książeczki, gdzie znajdziemy inną tematykę wspomagającą naukę języka angielskiego np. ZOO, szkoła czy pory roku.








A teraz krótko zachęcę Was również do dwóch innych pozycji - Ciało człowieka i odrobina muzyki :)





Włącz książkę...



... a o każdym jej elemencie opowie Ci świecący asystent :)




  • 'żarówka' to informacje dodatkowe



Poszczególne układy człowieka, o których sporo dowiecie się z dalszej części książeczki



Z jakich kości i mięśni się składamy?



Na stronach tej pozycji znajduje się nie tylko wiedza, ale również propozycje różnych ćwiczeń.
















Dwie małe, dodatkowe plansze które otrzymałyśmy od Albi Polska to plansze 'Instrumenty muzyczne' - keyboard oraz bębny - można grać melodie na klawiaturze, posłuchać gotowych a zarazem znanych melodii- możliwości jest wiele.


 







Podsumowując - 'Czytaj z Albikiem' to świetna, porządnie wykonana i ciekawa pozycja edukacyjna, która dzięki niebanalnemu asystentowi sprawia dziecku przede wszystkim frajdę. Po wielokrotnym przeanalizowaniu wraz z córką tych książeczek stwierdzam, że na chwilę obecną największą miłością mojego dziecka jest język angielski. Myślę, że Ciało człowieka zainteresuje ją bardziej, gdy zbiegnie się z nauką o człowieku w szkole. 

Nie jest to tylko ciekawa opcja dla dzieci. Również dla dorosłych czekają tu liczne niespodzianki, mam tutaj na myśli takich rodziców jak ja, którzy nie władają tym językiem biegle czy nie są biologami z wykształcenia :)

A to nie wszystkie tematy, jakie znajdziecie w tej serii...  Moja Ośmiolatka już się zastanawia, czym zaskoczą ją inne tytuły. Są również 'Mój pierwszy elementarz', 'Atlas świata', 'Świat zwierząt', 'Interaktywna szopka 3D. Betlejem', 'Transport', 'Zwierzęta na wsi', 'Wszechświat'.

Polecam!




Uwaga! Produkty Czytaj z Albikiem są obsługiwane tylko przez system Windows


Wszystkie zdjęcia robiłam produktom Albi Polska



Za możliwość nauki i zabawy 
dziękujemy



piątek, 7 grudnia 2018

Joanna Szarańska "Kłopoty mnie kochają"





Autor: Joanna Szarańska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: styczeń 2018
Liczba stron: 304
Seria: Kronika pechowych wypadków tom 1










Z twórczością Joanny Szarańskiej spotkałam się po raz pierwszy rok temu czytając klimatyczną powieść "Cztery płatki śniegu". Zanim sięgnę po tegoroczną świąteczną książkę autorki postanowiłam rozpocząć miesiąc czymś lekkim i z humorem. Czy "Kłopoty mnie kochają" spełniły moje oczekiwania?

Zojka opuściła dom rodzinny i usiłuje znaleźć w Krakowie wymarzoną pracę w dziennikarstwie. Niestety graniczy to z cudem, jednak dziewczyna nie zamierza się poddać. Nie słucha próśb rodziców, którzy od kilku tygodni proszą ją o powrót. Dopiero gdy wspomną o kłopotach z babcią a ona sama trafi na dość osobliwą ofertę pracy, nie wytrzymuje... Wsiada w pociąg i jedzie do Lipówki, by sprawdzić, co zmalowała babcia Tuszyńska.

A trzeba Wam wiedzieć, że choć wiekowa (siedemdziesiąt dwa lata) to niezmiernie sprytna, rezolutna i butna kobieta z tej babci... Uwielbia pokazywać swój upór, humor i charakterek. Wcale się na tamten świat nie wybiera i potrafi poradzić sobie z rodzinką czyhającą na jej majątek. Dlatego nie dziwne, że Zojce trudno znaleźć źródło paniki rodziców... Choć kiedy dowiaduje się o aferze z biciem nic nie rozumie... A potem zostaje wysłana do Wadowic z podejrzanie pachnącą przesyłką i rozpoczyna się afera... kryminalna. Bowiem krótko mówiąc w jej torebce a dokładniej cieście z kremem znajduje się... ludzka dłoń!

Chyba nie muszę mówić, że zacznie się śledztwo, Zojka nic na ten temat nie wie, nikt jej nie wierzy... Na horyzoncie pojawia się przyjęcie o którym nie wiedziała, przystojny sołtys, wredny dziennikarzyna a także tajemnice rodzinne. Zojka daje się wciągnąć w tajne układy mające na celu schwytanie winnych. Poznajemy również przeszłość rodziny Tuszyńskich, genezę nadania wnuczkom Zofii jednakowych imion oraz powód sporu o ziemię.


"- Czego właściwie szukacie? (...)
- Wszystkiego, co wygląda na niebezpieczne.
- W kuchni mamy noże - (...) - W kojcu siedzi pies. A babunię już pan poznał." *


Podsumowując - "Kłopoty mnie kochają" to świetna komedia kryminalna lub inaczej - kryminał z przytupem. Kłopoty same znajdują Zojkę, jest ona chodzącą katastrofą, czego się dotknie skutkuje problemami... Powieść obfituje w zabawne sytuacje, czeka na czytelnika zaskakujące wyjaśnienie, nie wspominając o tym, że osoba mordercy była dla mnie całkowitym szokiem! W żadnym momencie nie spodziewałam się takiego finału! Duet Zojka plus babcia polecam Wam na rozchmurzenie :)



* J. Szarańska, "Kłopoty mnie kochają", Wyd. IV Strona, Poznań 2018, s. 138/139



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


czwartek, 6 grudnia 2018

Bogaty przesyłkowo listopad - stosikowo w Mikołajki



Dziś będzie bez wstępu - ot, zapraszam na zdjęcia, które opowiedzą Wam o wizytach kurierów i listonoszy w listopadzie :)









Od Wyd. Pascal





Od dołu:



Od Wyd. Edipresse Książki





Od Wyd. Siedmioróg wyjątkowe limitowane egzemplarze 'Plastusiowego pamiętnika' oraz 'Karolci' a także Origami






Od Naszej Księgarni



Od Wyd. Kobiecego




Od góry:
  • 'Pokuta' - od Filii
  • 'Antykwariat pod Błękitnym Lustrem' - od Wyd. Zakamarki
  • 'Nie pozwól mi umrzeć' - papierowy egzemplarz od Autora
  • 'Ławeczka pod bzem' oraz 'Cała w fiołkach' od IV Strony
  • 'Morderstwo przy drodze krajowej 94' - od Prozami
  • 'Tylko jeden wieczór' od Edipresse Książki
  • z przodu również gazetka mojej córy, tom 27 wraz z księgą mody :)


I jeszcze od Wyd. Lira 'Jedno życie', kontynuacja widocznej w tle powieści 'Jedna chwila'



Kolejny miesiąc kiedy nadeszło do mnie wiele cudnych powieści :) Za wszystkie ogromnie dziękuję!


Które tytuły czytaliście? Które przed Wami? Na co macie ochotę? Czekam na Wasze komentarze :) I życzę zaczytanego grudnia!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...