Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spadek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spadek. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 lutego 2022

Agnieszka Krawczyk "Sklep z tysiącem cudów" - recenzja premierowa

 
 
 
 
Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 9 lutego 2022
Liczba stron: 384
 
 
 
 
 
 
 
 
No to mnie Agnieszka Krawczyk zaskoczyła...
Kraków owszem, nic nowego, bo autorka lubi umieszczać fabułę swoich powieści w rodzinnym mieście, ale cała reszta... To zupełnie inne oblicze Krawczyk!
 
Mecenasi Juliusz Kulik i Stefan Dolęgowski to wspólnicy, w życiu osobistym samotnicy. Choć nie, przepraszam, starszy z nich - Stefan - ma przecież przeuroczego jamnika Kaprysa. 
Prawnicy różnią się jak ogień i woda. Juliusz jest skuteczny i bezwzględny, przystojny, ale antypatyczny, irytujący, chętnie działa i pomaga, ale nie zawsze dobrze przemyśli strategię i przypadkowo urazi drugą osobę. Stefan natomiast to chodzące dobro; jest przenikliwy, rozmowny, chętnie wysłucha i wesprze. 

Po śmierci ojca Juliusz pragnie sprzedać mieszkanie, ma jednak problem z uporządkowaniem pozostałych w nim dokumentów i przedmiotów. Przeglądając te pierwsze znajduje informacje, które pozwalają mu przypuszczać, że jest dzieckiem adoptowanym! Czy to jest wyjaśnienie faktu, że kiedy był w szkole średniej matka wyjechała zostawiając go z ojcem?
To właśnie tamto wydarzenie jest przyczyną decyzji mecenasa, że nie chce zachować żadnych pamiątek po rodzicach, zwłaszcza matce. Stefan radzi mu, by oddał je do sklepu charytatywnego, który je sprzeda i za uzyskane środki pomoże potrzebującym. 

W sklepiku, który zostanie nazwany 'Same cuda' Juliusz pozna Elizę Zaniecką, aktorkę, choć on tego nie wie, bowiem nie ogląda telewizji. Ich znajomość nie zacznie się zbyt pozytywnie, z powodu pewnej grafiki. Kłótnia będzie jeszcze długo rzutowała na ich relacje, choć będą starali się je ocieplić, ale trudno jest to zrobić bez szczerej rozmowy. Dzięki temu, że mamy możliwość wniknięcia w ich myśli wiemy, że oboje by chcieli, ale nie "mogą" narzucać się drugiej osobie. No i do tego traumy z przeszłości... Trudne relacje z matkami, niewyjaśnione wątki z dawnych lat - wszystko to staje przeciwko nim. Czy jest nadzieja na dobre fluidy między nimi?
 
 
Opowieść kręci się wokół Juliusza, Stefana oraz Elizy, choć i osobom z drugiego planu nie można odmówić wprowadzania ciekawostek. Była konduktorka Lidia, Kacper, Janina, były mąż Elizy - Igor i jego nowa narzeczona Kalina, matki Elizy i Juliusza - każdy wprowadził do tej książki kawałek siebie. Niektóre postacie świetne pomysły i przebojowość, inne żenujące zachowanie a jeszcze inne tajemnice, które powoli się wyjaśniają, jeśli stworzy się im odpowiednie warunki. 

Autorka pokazała nam zakulisowe prace na planie znanego serialu, w którym wiele ma się zmienić w nowym sezonie i nie wszyscy są w stanie pogodzić się z tym w sposób cywilizowany. Chwilami zachowanie Kaliny było nawet zabawne. 
Ciekawym wątkiem okazał się sklepik 'Same cuda', który ważną rolę odgrywa do samego końca tej historii. Jest dowodem na to, że gromadzenie przedmiotów chroni nas przed samotnością, bowiem w każdej rzeczy drzemią duchy przodków i nasze wspomnienia o nich.

Agnieszka Krawczyk, tak jak pisałam na początku, zaskoczyła mnie ogromnie fabułą. Byłam bowiem przyzwyczajona do tego, że na pierwszym planie znajdowały się zwykle kobiety a tutaj, proszę... nie dość że po męsku to jeszcze w liczbie mnogiej! To chyba zresztą jedna z przyczyn tego, że książkę czytało mi się ciężko. Męski punkt widzenia, wypowiedzi i myśli sprawiły, że powieść nie zauroczyła mnie tak, jak poprzednie tytuły autorki. Owszem, jest oryginalna, z wieloma intrygującymi i zaskakującymi wątkami, ale nie płynęłam podczas czytania jak to bywało do tej pory. Miałam wrażenie, że pewne kwestie są powtarzane, a niektóre fragmenty zbyteczne.


Podsumowując - "Sklep z tysiącem cudów" to historia o życiu, jego cieniach i blaskach, o kłamstwach z przeszłości, które wywierają znaczący wpływ na teraźniejsze decyzje. Opowieść o zatajonej prawdzie, toksycznych relacjach, kategorycznym postrzeganiu decyzji rodziców, zawiedzionych nadziejach i poszukiwaniu siebie. Książka zwracająca naszą uwagę na to, co ważne; na nowe wybory, skrywane marzenia czy wybaczenie. Może wtedy uda się znaleźć miłość i szczęście...?  Polecam Waszej uwadze
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (K), 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  



środa, 18 sierpnia 2021

Magdalena Wala "Zanim zrozumiem"

 
 
Autor: Magdalena Wala
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: maj 2021
Liczba stron: 384
Seria: Splątane losy  tom 2
 
 
 
 
 
 
 
 
Zakochana w wydarzeniach, tajemnicach i bohaterach "Zanim wybaczę" Magdaleny Wali, szybko sięgnęłam po drugi tom (tylko z opisaniem mi się zeszło...). I po jego lekturze stwierdzam, że chcę więcej!

Bo najpierw był przejmujący Prolog z poruszającymi losami małej dziewczynki...

Potem udałam się do Bielska-Białej, by poznać Kingę - kosmetyczkę, która ma dość ciekawe i różnorodne życie: prowadzi kanał na You Tubie o urodzie; były mąż wciąż szuka u niej pomocy mając problemy z ojcem; niepochlebne (choć nieprawdziwe) komentarze dotyczące jej pracy pojawiły się na stronie salonu a do tego wszystkiego list z kancelarii adwokackiej w Olsztynie.

Łącząc hejt, męczącego byłego i spadek Kinga wyjeżdża na Warmię, bo odetchnąć i sprawdzić jak to możliwe, że dostała spadek po ojcu, który przecież żyje... Zatrzymuje się w znanym nam już z pierwszego tomu pensjonacie Jesionowy Zakątek i zakochuje się nie tylko w kuchni Aleksa, ale też w lasach, jeziorach i spokoju. Przypadkowo odnajduje też Dwór Walddorf i poznaje fotografa z Niemiec.

 
Fabuła jest prowadzona dwutorowo. Głównym jej trzonem jest teraźniejszość i perypetie Kingi oraz Konrada, w tle słów kilka o Majce, Aleksie oraz Karolinie czy Sebastianie, ale wielokrotnie autorka przenosi czytelnika w przeszłość. Z jednej strony za sprawą opowieści Sebastiana o ojcu, z drugiej - Konrad snuje pełną tajemnic, zagadek i zawiłości historię dotyczącą przeszłości swojej rodziny i zdradza z jaką misją wysłała go do Polski babcia.
 
I chociaż Konrad nie końca wypełnił swoją misję to i tak pięknie się to w finale połączyło. 
 
Ależ to było ciekawe! Zapominałam o jedzeniu nie mogąc oderwać się od lektury! Całkowicie zatonęłam w tej historii, ponieważ autorka potrafi z lekkością wprowadzić człowieka w czytelniczy trans.
Miałam pewne podejrzenia co do czasów wojennych i osób występujących w tym dramacie. Jak się okazało, miałam wiele racji - bardzo mnie to ucieszyło a na koniec wzruszyło. Po drodze odczułam mnóstwo skrajnych emocji, choć więcej było smutku, bólu i współczucia niż radości.
 
Bo jak tu nie uronić łzy, gdy czyta się o krzywdzie dziecka? O pobytach w domu dziecka? O głodzie, tułaczce, obserwowaniu śmierci, gwałtów, o kradzieżach i oderwaniu od rodziców. O zdewastowanych domach, wypędzeniu, strachu i nieustannej dezorientacji - czy lepsi Niemcy czy Rosjanie...
 
 
 
Podsumowując - "Zanim zrozumiem" to cudowna powieść łącząca czasy współczesne i wojenne. Traktuje o rodzinach połączonych miłością opartą niekoniecznie na więzach krwi. O domach dziecka i  o nowych rodzinach dla tych dzieci, które dla jednych były wybawieniem, dla innych krzywdą. Mocno poruszająca historia o przyjaźni, miłości, bólu, zdradzie, samotności i rozczarowaniach. Znajdziecie tutaj również traumy z dzieciństwa, utratę bliskich, determinację i głód uczuć. Gorąco polecam!
 
 
 
 
"Zanim zrozumiem"
 
 

 
 
Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 
 

czwartek, 18 lutego 2021

Joanna Tekieli "Leśniczówka Wszebory"

 
 
 
Autor: Joanna Tekieli
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: styczeń 2021
Liczba stron: 360
 
 
 
 
"Leśniczówka Wszebory" to trzecia w ostatnim czasie przeczytana powieść Joanny Tekieli - maraton zakończony sukcesem i wielkim czytelniczym zadowoleniem. Niestety, czeka mnie przymusowa przerwa, bowiem wszystkie wydane powieści autorki przeczytałam. Zdążyłam się już przyzwyczaić, że każda książka przenosi czytelnika w piękne i zielone miejsca - gdzie tym razem powędrujemy? 
 
 
Przez jedenaście lat Ola pracowała jako copywriterka w firmie kolegi, jednak Bartek wyjechał a ona została z dnia na dzień bez pracy. Niby Kraków to duże miasto, ale znalezienie nowego, ale zarazem interesującego zajęcia wcale nie należy do łatwych. Oferty urzędu pracy pomińmy milczeniem... Załamana dziewczyna podejmuje się kilku krótkoterminowych zajęć, wciąż oczekując na wymarzoną pracę.
 
Niespodziewanie intrygującą ofertę Gminy Wszeborowo znajduje jej ojciec - poszukiwana jest redaktorka do opracowania tekstów do folderu reklamowego dla turystów. Ola postanawia spróbować a kiedy otrzymuje pozytywną odpowiedź wyjeżdża do oddalonego o 200 kilometrów od Krakowa - Wszeborowa. 
 
Zostaje zakwaterowana na poddaszu leśniczówki gburowatego i mrukliwego leśniczego Andrzeja, otoczona szumem rozległych lasów i odgłosami zwierząt. Z czasem Ola poznaje powód zachowania leśniczego oraz tajemnicę farmaceutki Kaśki, staje się też główną "atrakcją" miejscowych. W przerwach między opisywaniem kolejnych tras po Wszeborowskim Parku Narodowym, dziewczyna biega, spaceruje i poznaje oryginalnych mieszkańców - pięknie rysującego Rafałka czy staruszka straszącego ją Wszeborą. Wciąga się też w walkę o ocalenie drzew przed wycinką na rzecz hotelu. W puszczy przeraża ją jedynie zmrok, choć wszelakie pajęczyny i robale też nie wywołują uśmiechu.


Powieść jest równie zielona co jej okładka. Wzbogacają ją liczne spacery po Parku Narodowym, które autorka pięknie i plastycznie opisała. O tym, że robi to świetnie i niezmiernie realistycznie przekonałam się już w poprzednich powieściach. Każde drzewo czy ptak mają w niej swoje magiczne miejsce. Do tego pisarka dorzuciła jeszcze legendy słowiańskie, ale nie brakuje też tematu porzucenia dziecka, przemocy w rodzinie czy utraconej przed laty miłości. 
 
Pikanterii opisanej historii dodaje wątek morderstwa, którego echa zataczają coraz szersze kręgi a jego zakończenie można przewidzieć, choć jest dość odmienne od oczekiwanego. W ogóle finał całej powieści określiłabym jako zaskakujący i nieszablonowy. 

Książki Joanny Tekieli cenię sobie za liczne, ale nie przytłaczające opisy przyrody, których z reguły nie lubię, ona jednak potrafi mnie oczarować. Za historie oryginalne, bez schematów, sięganie po ciekawe wątki czy rozwiązania oraz charakternych i oryginalnych bohaterów. W powieściach pisarki zawsze znajdzie się coś, czego nawet gorliwy i uważny czytelnik nie przewidzi.


Podsumowując - "Leśniczówka Wszebory" to opowieść pełna tajemnic, zaskoczeń, ale i złych duchów, które rozgościły się w krainie pełnej lasów i legend. Środek puszczy kontra ludzkie działania, znieczulica kontra śmierć, układy, znajomości, intrygi i dwóch małych chłopców - jeden tęskniący za mamą a drugi walczący o marzenia. Zajrzyjcie do magicznego Wszeborowskiego Parku Narodowego i poznajcie o czym szumią drzewa... Polecam!

 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 

środa, 23 grudnia 2020

Katarzyna Janus "Błękitny dom nad jeziorem"

 
 
 
Autor: Katarzyna Janus
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: wrzesień 2020
Liczba stron: 416
 
 
 
 
 
 
 
Moja znajomość z twórczością Katarzyny Janus rozpoczęła się we wrześniu tego roku lekturą powieści "Wszystko jest możliwe" i już wtedy wiedziałam, że z chęcią poznam inne tytuły. Autorka porywa wręcz do opisywanego świata i wręcza pakiet problemów bohaterów, dzięki którym zapominamy o swoich. Czy "Błękitny dom nad jeziorem" potwierdził moją teorię?


Antonina pracuje w małej osiedlowej bibliotece w Lesznie. Ma trzydzieści pięć lat i jest pełną kompleksów szarą myszką. Jej życie odmienia list z kancelarii Tymoteusza Mikulskiego - tak, Tosia dostaje spadek. Starsza siostra jej ojca - Maria - zostawiła jej stary dom we wsi Mrówki na Mazurach a że młoda kobieta nie jest szczęśliwa w Lesznie, postanawia podjąć wyzwanie i poznać nową rzeczywistość.

Początek jakich wiele - nieszczęśliwa bohaterka otrzymuje spadek i ma wizję lepszego życia. Jednak Katarzyna Janus tak poprowadziła fabułę, że zupełnie o tym fakcie zapomniałam. Owszem, wielokrotnie pojawia się informacja, która tym przypomina, ale tak wiele się dzieje, że traci to na znaczeniu.

Z ogromnym zaintrygowaniem śledziłam ucieczkę Tosi od dotychczasowego życia. Nie dość, że w jej codzienności pojawił się dom, dołączył do niego zwierzak, to jeszcze wokół jej osoby zaczęli pojawiać się mężczyźni! "Towar" jakże deficytowy do tej pory. A jak się okazało Kuba to mężczyzna po przejściach, z problemami i traumami, które trudno mu oswoić powieść nabrała tempa. Nie zaczął tej znajomości dobrze, więc pod dużym znakiem zapytania staje możliwość zaufania ze strony Tosi.
 
Antonina okazała się osobą chętną do pomocy, szczerą i otwartą a jej dobre serce zjednywało sobie wielokrotnie obce osoby. W błękitnym domku zaczęła realizację swoich marzeń ratując przy okazji swoich przyszłych przyjaciół z opresji. Niespodziewanie pojawił się też dość sensacyjny wątek rozgrywający się w stolicy Szwecji - Sztokholmie, który dzięki powieści można zwiedzić wirtualnie.


Dość zaskakującym wątkiem, który z biegiem czasu zyskał na znaczeniu, są bliźnięta Piotr i Paweł - jubiler i zegarmistrz. Wyjątkowi starsi panowie mają pewne przeczucia a ich rola w powieści jest większa niż początkowo myślałam. Bardzo spodobała mi się historia przedmiotów osobistych, choć miałam pewne przypuszczenia wcześniej niż zostało to ujawnione.
 
Katarzyna Janus pokazała w tej historii cały wachlarz ludzkich problemów: utratę dziecka, ukochanego, alkoholizm, depresję, wizję samotnego macierzyństwa, przemoc domową, oszustwa finansowe, zdradę czy nadszarpnięte zaufanie. Wisienką na torcie tej powieści, utkanej z mazurskich jezior, wiatrów i spokojniejszego życia na prowincji, są wspomnienia, które podczytuje Tosia - bardzo lubię takie głosy z przeszłości.

Ile pozytywnych a ile negatywnych wydarzeń czeka na czytelnika w tej lekturze? Musicie sprawdzić sami, zwłaszcza że książka wciąga, relaksuje a język autorki jest lekki, prosty i przyjemny w odbiorze. 


Podsumowując - "Błękitny dom nad jeziorem" to opowieść o miłości do właściwych i niewłaściwych osób, przyjaźni, utracie cnoty i zaufania, o śmierci bliskich osób, tragicznej prawdzie i wybaczaniu. Historia pełna smutku, tęsknoty, ale i żaru czy namiętności, w której nie brakuje przeznaczenia, pozytywnej energii, poczucia winy i oswajania nieznanego. Gorąco polecam Wam tę powieść!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 

 
 

piątek, 21 sierpnia 2020

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Przebudzenie"





Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2011
Liczba stron: 304
Seria: Babie Lato














Czy sny bywają prorocze? Czy przed przeznaczeniem można uciec? Czy szef może pozytywnie zaskoczyć? Aż wreszcie ile może się wydarzyć w kilka dni w życiu dziennikarki działu plotkarskiego? Sprawdźmy...


Trzydziestoletnia Zuzanna Pilchowska w wieku czterech lat straciła rodziców. Wychowała ją babcia Marysia, która nie odsłoniła przed wnuczką tajemnic z przeszłości rodziny. Liczyła, że wraz z jej śmiercią, Zuzie nie będzie groziło niebezpieczeństwo, mimo że zostanie sama na świecie. Jednak los chciał inaczej. Dziennikarka dostaje najpierw tajemniczego maila z informacją o morderstwie w Anglii a później list informujący, iż została spadkobierczynią Jonathana Murray'a. Niewiele z tego rozumie, ponieważ nie znała tego mężczyzny. Dopiero wizyta w kancelarii Aleksandra Zybertowicza sprawia, że życie Zuzki diametralnie się zmienia - bez pukania i bez pytania wkroczyła w nie przeszłość i rodzinne tajemnice. Najwidoczniej słowa babci się nie sprawdzą.

Po rozmowie z prawnikiem Zuzanna udaje się na Mazury, by obejrzeć ziemię, którą odziedziczyła. Chce również poznać historię tego miejsca. W tamtej chwili nie miała pojęcia, jak bardzo jej pojawienie się w okolicy Doby, wywoła zainteresowanie mieszkańców i jakie wydarzenia pociągnie za sobą. Jest śledzona, coś ważnego jej ginie, dochodzi też do włamania, rękoczynów a także dziwnych słów demonicznej staruszki. Zuza dowiaduje się co ma wspólnego z pruskim rodem z XVI wieku oraz klątwą a historia jej rodu pokrywa się w dziwny sposób ze snem o pożodze w pałacu nad jeziorem. Z czasem pojawia się coraz więcej listów a wszystkie luki zapełniają się informacjami, co zaczyna ją prowadzić do prawdy... ale czy na pewno? Tarot nieco miesza jej w głowie jeśli chodzi o trzech mężczyzn, którzy kręcą się wokół niej. Czy właściwie odgadła kto jaką rolę odgrywa i kto okaże się 'czarnym charakterem'?


Katarzyna Zyskowska-Ignaciak znów ze zwykłego tematu - jakim jest otrzymanie spadku - uczyniła ciekawą historię, pełną tajemnic, listów i opowieści przepełnionych wojennymi przeżyciami. W życie bohaterki wkraczają zagadkowe symbole, rozstania, zaręczyny, bałtyjscy poganie, przyciągająca ją wyspa Gilma oraz przystojny Filip, od pierwszego wejrzenia wywołujący zaskakujące reakcje. 

Początek lektury był dla mnie trudny, nie mogłam się wciągnąć w fabułę, nie wydarzyło się nic niezwykłego... jak to na początku. Jednak z czasem, gdy zaczęło pojawiać się coraz więcej zagadek, dziwnych zdarzeń a fabuła nabierała rozpędu nie mogłam jej wręcz odłożyć! Byłam bardzo ciekawa kto stoi za negatywnymi zdarzeniami, kto działa na niekorzyść Zuzki. I całe szczęście, że nie zaprzestałam czytania lektury! Bowiem finał okazał się ogromnie zaskakujący, zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Choć gdzieś w podświadomości układał mi się obraz, że nie wszystko jest takie, jakie się wydaje i nie każdy działa w dobrej wierze.


Podsumowując - " Przebudzenie" to opowieść oryginalna; o sztuce kompromisów, zbiegach okoliczności, złych przeczuciach i rozliczaniu z przeszłością. Autorka przekazuje nam bardzo ważną rzecz - powinniśmy tworzyć rzeczywistość a nie czekać biernie na wydarzenia, należy też na naszej drodze wypatrywać przeznaczenia, bowiem nie każdemu udaje się przed nim uciec. W książce znajdziemy wiele historii o Bałtach i Galindach, nieślubnych dzieciach i zemście, polecam Wam tę książkę na wolne popołudnie.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki

niedziela, 29 marca 2020

Agnieszka Jeż "Serce z szuflady"





Autor: Agnieszka Jeż
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: luty 2019
Liczba stron: 352
Seria:  Dom Pod Trzema Lipami  tom 1





"Serce z szuflady" to powieść kryjąca w sobie kilka elementów, które bardzo lubię w literaturze. Po pierwsze miejscem akcji jest Kraków, po drugie fabuła dotyczy częściowo przeszłości, po trzecie - bohaterka znalazła coś i w taki sposób, o którym ja od zawsze marzę. Pozostaje zagłębić się w lekturze...

Trzydziestoczteroletnia Klara Majewska właśnie została "na lodzie" - trzy miesiące przed ślubem Paweł - jej niedoszły mąż - oddał jej wolność, bo znalazł sobie nową miłość. Dziewczyna postanawia zmienić otoczenie - wykorzystując dwa tygodnie urlopu z pracy, wyjeżdża do Krakowa, by uporządkować swój spadek, czyli mieszkanie po zmarłej miesiąc wcześniej prababci - Emilii. Na ulicy Wiślnej, w Domu Pod Trzema Lipami czeka na Klarę wiele niespodzianek. Mieszkanie na najwyższym piętrze wymaga nie tylko remontu, ale przede wszystkim decyzji - czy Klara zechce je wynająć, sprzedać czy może tutaj zamieszka?

Porządkując rzeczy po prababci, znajduje wiele przedmiotów, które urzekają ją, nawet jeśli nie zna ich historii. Jednak największą niespodzianką jest pamiętnik, w którym Emilia opisała swoją młodość - beztroski czas wakacji w 1939 roku a później trudne lata wojny. Swoją miłość, rozstanie, utratę bliskich osób, jednoznacznie wskazała sympatię do Mateńki i surowość Ojca. Zapiski Emilii poznajemy do 1945 roku, czyli do wyzwolenia, późniejsze wpisy, dopiero w chwili, gdy pamiętnik czyta prawnuczka. To właśnie z tego notesu Klara odkryła prawdę dotyczącą faktu staropanieństwa wśród Majewskich - zarówno prababcia Emilia, jak i babcia Elżbieta, potem mam Dorota i teraz ona sama. Żadna z nich nie wyszła za mąż, choć każdej przyszło wychować córkę.

"Człowiek przecież bardziej przypomina pudełko, 
w którym są poukrywane różne myśli, emocje, tajemnice."*

Dzięki znalezisku Klary, czytelnik ma przyjemność poznać pamiętnik Emilii, którego treść została wydrukowana inną czcionką. Barwnych ptaków w tej powieści jest więcej: pani Jadzia, sąsiadka z parteru, życzliwy agent Tomek, pani zza lady w pralni. Agnieszka Jeż potrafi zaintrygować, rozczulić, zadziwić, pokazać siłę drzemiącą w kobiecym sercu i dłoniach. Wie jak odnieść się do uczuć czy emocji, by lektura pochłonęła czytającego, by nie chciał odrywać się od stron poznawanej historii i by próbował samodzielnie poszukiwać odpowiedzi na zadawane - głównie przez przeszłość - pytania.

Wyśmienita uczta dla wielbicieli powieści obyczajowych, dla miłośników akcji osadzonej w Krakowie, dla tych, którzy cenią wspomnienia z czasów wojny oraz "lubią" finały z rodzaju tych, jaki pozostawiła nam autorka. Pozostaje chwycić drugi tom i dowiedzieć się, jaką decyzję podjęła Klara i czy to faktycznie koło historii wtargnęło do jej życia.

"...miłość to taka dziwna rzecz - i najprostsza, i najtrudniejsza pod słońcem."**



Podsumowując - "Serce z szuflady" to bardzo poruszająca i pełna tajemnic kilku pokoleń powieść. Historia niosąca niespodzianki, przepełniona humorem, prowadząca krakowskimi uliczkami i opisująca zróżnicowane losy bohaterów. To taka bajka o paniach Majewskich, w której brakuje księcia a Ci, którzy się pojawili, "zabawili" zbyt krótko. Przepiękna opowieść o zdradzonych marzeniach, zranionych sercach, złości, samotnym macierzyństwie i pechu. O tęsknocie za dzieciństwem i miłością, lęku przed przyszłością, słowach, które odmieniają życie oraz mierzeniu się z przeciwnościami losu. Świetnie zapowiadający serię 'Dom Pod Trzema Lipami' pierwszy tom - polecam!




* A. Jeż, "Serce z szuflady", Filia, Poznań 2019, s. 217
** Tamże, s. 222




"Serce z szuflady"
"Za siódmą górą"
"Taka miłość się zdarza"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki




Za książkę dziękuję


środa, 18 marca 2020

Françoise Bourdin "Testament Ariany" - [patronat]





Tytuł oryginalny: Le testament  d'Ariane
Tłumaczenie: Lilla Teodorowska
Wydawnictwo: Dragon
Data wydania: 11 marca 2020
Liczba stron: 352




Spadek, wygrana, czyli jednorazowe wzbogacenie się to zwykle powód do zazdrości czy nawet zawiści innych. Niewielu jest wtedy takich ludzi, którzy cieszyliby się razem ze szczęśliwcem. Każdy myśli tylko o tym, ile mógłby pożyczyć czy dostać albo dlaczego to nie on jest na miejscu 'wybrańca'. Życie...

Anna bardzo lubiła swoją ciotkę Arianę, do której przyjeżdżała na popołudniowe pogawędki przy ciastkach. Podoba jej się posiadłość Nogaro oraz opowieści o przeszłości, które snuje ciotka. Rodzice Anny oraz jej rodzeństwo uważali Arianę za starą wariatkę. Chyba tylko dlatego, że przez wiele lat marzyła, by wrócić do dworu Nogaro. W latach pięćdziesiątych musiała się wyprowadzić, gdyż ojciec zbankrutował. Zrobiła wszystko, by marzenie się ziściło a ona osiągnęła szczęście. To nic, że po trzech burzliwych małżeństwach została na starość sama.

Życie Ariany staje się Annie coraz bliższe dzięki notesom oprawionym w czerwony moleskin, które znalazła po śmierci ciotki we dworze. To właśnie Anna została jedyną spadkobierczynią Ariany, co wywołało burzę w rodzinie. Trójka rodzeństwa oraz rodzice zarzucają jej interesowność, czują gorycz, rozczarowanie i złość, zazdroszczą jej domu. Dopiero teraz żałują, że nie interesowali się ciotką oraz że spadku nie dostał brat Ariany, wtedy podzieliłby pieniądze na czwórkę swoich dzieci.
Zresztą sama Anna była przekonana, że spadek przypadnie ojcu. Teraz kobieta ma duży dylemat - co zrobić z domem - sprzedać, wynająć, zamieszkać?

Choć rozum podpowiada coś innego, Anna kieruje się sercem i postanawia zamieszkać w posiadłości Nogaro. Wywołuje to konflikt z mężem, bowiem Paul nie chce słyszeć o tym, by spędzić tam choćby kilka tygodni na próbę. Jest uparcie przeciwny pomysłom żony, jej zafascynowaniu budynkiem i piękną okolicą. Nie robi na nim wrażenia sosnowy las okalający dwór ani bliskość oceanu. Nie rozumie jej potrzeby spełnienia marzenia, nie dostrzega że przez trzynaście lat małżeństwa to Anna dostosowywała się do jego pragnień. A teraz ma swoje, nie chce być już 'grzeczną dziewczynką', która robi to, czego inni od niej oczekują. Nie chce być już niewidzialna. Czy kryzys małżeński uda się pokonać? Czy miłość wygra z kłótnią o dom? Wszak w takim starciu jak Anna kontra Paul zawsze ktoś przegra.


Françoise Bourdin stworzyła powieść przepełnioną emocjami i uczuciami. Niektóre skupione są wokół postaci współczesnych, które zderzają się ze smutkami i radościami, z zazdrością, pragnieniem dziecka, poronieniem, niepewnością w orientacji seksualnej, miłością, rozwodem czy niezrozumieniem. Jednak historia z przeszłości, czyli wspomnienia życia spisane przez Arianę również dostarczają wzruszeń czy zawodów - trzy małżeństwa bohaterki, nieustanne pragnienie powrotu do domu, odrzucenie przez rodzinę, samotność, ale w wyczekanym miejscu.

W poprzedniej książce autorki, którą miałam okazję czytać - "Ogród Lorenza", akcja w dużej mierze skupiała się na zwierzętach. W "Testamencie Ariany" również nie zostały pominięte - na pierwszym planie znalazł się uroczy pies - Goliat, któremu psi świat zawalił się z chwilą śmierci pani. Ponadto w tle pojawiają się zwierzęta leczone w klinice weterynaryjnej Paula i Juliena.

Francuska rzeczywistość najbardziej skupia się jednak wokół postaci ludzkich. Suki marzy o dziecku i rozwoju kwiaciarni, jej mąż o zrobieniu kariery fotografa, Lily marzy o nicnierobieniu i zakupach, Jerome o byciu pasożytem bez konieczności podjęcia pracy. Sporo namieszają tutaj panowie - Julien - współpracownik Paula oraz pewien pośrednik w handlu nieruchomościami. Czytając tę książkę nie można się nudzić, zwłaszcza że tak naprawdę nie wiemy co czeka naszych bohaterów. Nie wiemy, jakie podejmą decyzje, które ukierunkują ich przyszłość. Styl i jeżyk autorki czynią fabułę lekką, pojawiają się elementy humoru, sensacji czy flirtu. Wiele momentów zaskakuje a finał zwiastuje ciąg dalszy - jestem go bardzo ciekawa.


Podsumowując - "Testament Ariany" to typowa powieść obyczajowa o dość nietypowej tematyce, mimo że wątek spadku nie jest rzadki. Oczywiste jest tylko to, że gdzie pojawia się spadek, rozpoczynają się rodzinne niesnaski. Jest to historia o dążeniu do celu, młodości która odeszła, przytłaczającej ciszy a także o poczuciu winy. Przepełniona wydarzeniami i ludzkimi dramatami opowieść o dumie, kłopotach finansowych, rozstaniach, radościach z drobiazgów oraz narzucaniu innym swojej woli. Gorąco polecam!




Książkę - w bardzo atrakcyjnej cenie - można zakupić w NOWYM internetowym sklepie Wydawnictwa Dragon -> TUTAJ




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za książkę dziękuję


poniedziałek, 6 stycznia 2020

Natasza Socha & Magda Mazur "Drogi Święty Mikołaju"




Autor: Natasza Socha & Magda Mazur
Wydawnictwo: Edipresse Polska
Data wydania: 16 października 2019
Liczba stron: 288






Kto powiedział, że o Świętym Mikołaju można czytać tylko w okolicy 6 grudnia? Ja nie słyszałam i dlatego na przełomie roku 2019 i 2020 sięgnęłam po powieść duetu Socha & Mazur "Drogi Święty Mikołaju". Znam twórczość Nataszy Sochy i miałam przeczucie, że to idealna lektura na odstresowanie po ciężkiej końcówce roku. Czy miałam rację?

Każdy z nas, niezależnie od wieku i wiary w sympatycznego pana z brzuszkiem, workiem i brodą, zanosi już od listopada prośby do Świętego. A te bywają różne... Materialne, duchowe, małe i duże, te realne albo te mniej. Ale prosimy licząc, że Mikołaj je spełni, bo sami nie do końca wiemy jak odmienić swoje życie i pozbyć się problemów.

W powieści poznajemy trzy pary bohaterów.
Karolina i Karol - sędzina od rozwodów i rozpieszczony jedynak o artystycznej duszy - tworzą dosyć wybuchową parę. Oboje mają ekscentryczne matki, które uwielbiają postawić na swoim. Przez splot przypadków Karolina zaczyna przypuszczać, że ukochany ma romans... A to nie byłby koniec zdrad w ich życiu... Czegoś takiego się nie spodziewali...
Matylda i Mikołaj - pani redaktor i jej dwunastoletni syn, którego wychowuje sama od sześciu lat. Wciąż nie ogarnia życia finansowo, gdyż Mikołaj chodzi do prywatnej szkoły z bardzo wysokimi "progami" a szanowny małżonek ot tak, stwierdził że odchodzi i zostawił ją z kredytem. Matylda czuje się stara i sfrustrowana, bez szans na światełko w tunelu. I nagle przychodzi list...
Renata i Tomasz - dyrektorka działu obsługi klienta w agencji reklamowej i jej przełożony. Czterdziestoletnia zadbana singielka, uwielbiająca odbijać facetów innym ma romans ze swoim żonatym i dzieciatym szefem. Dla niego to też nie pierwszy romans w pracy, ale gdy on myśli, że lada moment ją rzuci i "skoczy na inny kwiatek", ona ma inne plany...

"Czasami im bardziej się o coś staramy, tym mocniej nam nie wychodzi. Ale zdarza się, że los daje nam zupełnie nieoczekiwany prezent."*

Jest to historia kilku postaci, które muszą radzić sobie z ciążami, kłamstwami, rozwodami, romansami, kredytami i zadaniami domowymi dziecka. Życie bohaterów tak się plącze, że na dźwięk słów 'Boże Narodzenie' dostają wręcz wysypki, najchętniej uciekliby jak najdalej od mających nadejść wydarzeń. Karolina z Karolem muszą stawić czoła rodzinnej tajemnicy, choć natrafiają na mur milczenia. Matylda usiłuje zaprosić kogoś na wigilię, ale na tydzień przed nadal jej się nie udało i jest załamana, że szansa na prezent od losu, minie ją i skręci w inną uliczkę. Renata próbowała zatrzymać szczęście kłamstwem, ale los z niej zadrwił i obrócił przeciw niej. Bardzo zaskoczyło mnie zachowanie Anny, żony Tomasza oraz osoba, do której udały się bliźniaczki po wsparcie.
Bohaterowie liczą, że Drogi Święty Mikołaj im pomoże i proszą o to grzecznie, lub mniej grzecznie... Czy choćby w ułamku procenta przypuszczali, jaką niespodziankę przygotował dla nich na wigilijny wieczór? Czy te święta jeszcze uda się uratować?

Autorki kręcąc losami bohaterów pokazały, że kłamstwa się nawarstwiają i w którymś momencie po prostu się w nich zgubimy a wiadomość, która jest dobra dla jednej osoby, dla innej będzie miała zupełnie przeciwne znaczenie. Dzięki tej książce, mamy okazję spojrzeć na życie i przedświąteczny czas z perspektywy bohaterów w różnym wieku, dostrzegamy wtedy co jest dla kogo najważniejsze. Co ludzie latami potrafią ukrywać przed mężami i żonami albo jak bardzo zaskakują nas decyzje bliskich w obliczu prawdy.

Wyśmienity duet! Autorki świetnie wyłowiły z tłumu bardzo charakterystyczne a jednocześnie totalnie przeciwne postacie, których życie wygląda skrajnie odwrotnie. Liczne problemy, zmagania z każdą złotówką, wołaniem o chwilę uwagi czy walkę o żonatego mężczyznę opisały z lekkością, humorem, ale i z odrobiną czegoś ulotnego, co przelatuje nad czytającym pozostawiając łzę wzruszenia. To nie jest bajka, ani pokryta śniegiem opowieść ani nawet skrząca nam się wokoło cukierkowa historia - to życie, którego proza dnia codziennego czasami zabija radość z oczekiwania na ten czas, który w zamierzeniu powinien być radosny, rodzinny i uroczysty a przede wszystkim oczekiwany.

"Człowiek jest tak bardzo przejęty tym, co musi i co powinien, 
że koniec końców nie cieszy go zupełnie nic." **


Podsumowując - "Drogi Święty Mikołaju" to cudowna, choć świąteczna nieco inaczej, powieść, która wprowadza nas w klimat mającej nadejść Wigilii. Opowiada o świątecznych koniecznościach, wbrew naszym marzeniom o tych wyjątkowych chwilach, niestabilności emocjonalnej, biurowych układach, niespodziankach od losu, przebaczeniu, zrozumieniu, podszeptach podświadomości i dobrych uczynkach. Historia o byciu tą trzecią, niezależności oraz o tym, że o miłość trzeba walczyć, pod warunkiem że będziemy szczerzy w tych zmaganiach. Gorąco polecam, nie tylko przed świętami





* N. Socha & M. Mazur, "Drogi Święty Mikołaju", Edipresse Polska, Warszawa 2019, s. 252
** Tamże, s. 270





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC, 52 książki




Za książkę dziękuję Autorkom
oraz

wtorek, 18 czerwca 2019

Agnieszka Olejnik "Dworek w Miłosnej"





Autor: Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: kwiecień 2019
Liczba stron: 336
Seria: Dworek w Miłosnej tom 1






Pióro Agnieszki Olejnik jest mi już doskonale znane i właściwie w ciemno mogę sięgać po kolejne jej powieści, są bowiem mądre, piękne, napisane niezwykle lekko. W przypadku pierwszego tomu nowej trylogii, czyli książki "Dworek w Miłosnej" nie można przejść obojętnie wobec okładki, na której króluje wizerunek dworu w angielskim stylu, aż proszący by zajrzeć do jego wnętrz i rozwikłać tajemnice przeszłości. Otwieram zatem drzwi...

Osiemdziesięcioletnia Bogna Rytter całe życie była sama i nie obchodziła urodzin. Swego ukochanego utraciła dawno temu, ale teraz licząc się z rychłym końcem swych dni, urządza rodzinne spotkanie i zaprasza wnuczki swojej siostry z rodzinami. Podczas czterodniowego pobytu w Miłosnej Monika Suchecka i Ada Rytter dowiadują się, że ciotka zapisała im w spadku dworek oraz resztę majątku, pod warunkiem, że tutaj zamieszkają. Czy w chwili śmierci Bogny kuzynki zdecydują się porzucić dotychczasowe życie w Poznaniu i Gdyni i osiąść w małomiasteczkowej społeczności? Czy w nowej rzeczywistości wystarczy jedynie ich zgoda? A może demony i tajemnice drzemiące w przeszłości każdej z nich staną im na drodze?

Między chwilą, gdy kobiety dowiedziały się o spadku a musiały podjąć decyzję czy przyjmują spadek mijają dwa lata, które znacząco zmieniają życie rodziny Sucheckich. Tragedia, w obliczu której stanęli nie scaliła ich, nie trwali przy swoim boku, by się wspierać... Dotychczas tworzyli jednolity obraz ułożony z puzzli, który teraz rozsypał się i zagubił gdzieś pod meblami. Każdy nałożył winę na swoje barki, nie rozmawiając ani nie wyznając prawdy nie byli w stanie się porozumieć. Tylko czy prawda ich ocali?

"...jak w człowieku dusza wyje, to łzy są potrzebne." *

Agnieszka Olejnik sięga w swojej opowieści do czasów wojny, kiedy to dwóch braci Iwo i Lesław, przodkowie współczesnych bohaterów, przeżywali swoje miłości - nie zawsze spełnione - karmili się nadziejami, marzeniami i pasjami. Później wkracza historia Bogny i jej utraconej miłości oraz niewykorzystanej szansy na kolejną a finalnie pojawiają się dwie kuzynki, z jakże odmiennymi ścieżkami życiowymi. Jedna to z pozoru szczęśliwa mężatka z dwójką dzieci oraz niezrealizowanymi marzeniami o własnej firmie; druga - zapracowana samotna matka, która chętnie zmieni środowisko, by syn uniknął problemów w szkole. Dlaczego Ada sama wychowuje Dawida a Monika nadal nie otworzyła salonu i jest tylko złudnie szczęśliwa?

"Przestałam czekać (...) Zaczęłam żyć." **

Powieść pokazuje liczne życiowe problemy z jakimi się zmagamy - konflikt małżeński, zdrada, wakacyjna miłość, trauma u dziecka, insulinooporność, dojrzałe zakochanie - tylko z czym jesteśmy w stanie walczyć a czemu powinniśmy się poddać? Czasami wystarczy skupić się na prostych czynnościach, które przynoszą nam radość - pospacerować po parku, poszperać w starych pudłach z pamiątkami, zaopiekować się kimś bliskim w chorobie, zjeść pyszny deser czy usiąść z lampką wina i porozmawiać z przyjacielem.

Na przykładzie bohaterów i ich straty widać, że nie należy się zatracać w żałobie, ale zająć tymi, którzy pozostali. Wszyscy, oprócz rodziców, dostrzegli że trzeba pomóc Radkowi, by chłopczyk się odblokował i cieszył dzieciństwem. Ogromnie wzruszyła mnie scena z piórkiem sójki a finałowe, niespodziewane pojawienie się jednego z bohaterów w drzwiach dworu wywołało zaskoczenie.


"Czekanie to szczególnie wyrafinowana forma cierpienia (...)" ***


Podsumowując -"Dworek w Miłosnej" to miejsce pełne tajemnic, nie tylko współczesnych, ale również tych z przeszłości, kryjących się na strychu. Jest to historia o czekaniu, cierpliwości, nadziei, wyrzutach sumienia, samotności oraz niespełnionej miłości. Duży nacisk autorka położyła na bycie samotną matką, rozpacz po stracie bliskiej osoby, trudne decyzje dotyczące rozstań oraz urokach życia w podeszłym wieku. Gorąco polecam i już wypatruję kolejnego tomu!




*A. Olejnik, "Dworek w Miłosnej", Filia, Poznań 2019, s. 150
** Tamże, s. 184
*** Tamże, s. 201



"Dworek w Miłosnej"
...



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję


niedziela, 23 września 2018

Anna Szczęsna "Myśl do przytulania" // Kasia Bulicz-Kasprzak "Nie licząc kota..."



# # # # # # # # # #




Autor: Anna Szczęsna
Wydawnictwo: Wyd. Kobiece
Data wydania: 2017
Liczba stron: 348




Hanka ma trzydzieści lat, mieszka w Warszawie i pracuje w bibliotece miejskiej. Teoretycznie lubi swoją pracę, bo kocha książki, ale niestety jest to placówka oddalona od centrum i jej mieszkania a humor pogarsza jej niezbyt sympatyczna kierowniczka. Młoda kobieta jest zdruzgotana, bowiem większość jej pieniędzy pochłania wynajem kawalerki (zachciało jej się wyjazdu z rodzinnego domu i usamodzielnienia), nie stać ją na porządne prezenty dla rodziny a i tak musi znosić zimne grzejniki... Marzy jej się miejsce na wsi, gdzie będzie mogła żyć inaczej niż w stolicy.

Przy zdrowych zmysłach w wielkim mieście trzyma ją tylko dwójka przyjaciół - Tomek i Misia, jednak gdy na comiesięcznym spotkaniu oboje obwieszczają, iż ich życie diametralnie się zmieni, wraz z miejsce zamieszkania (każde z nich wyjeżdża w inne miejsce), Hanka doznaje szoku. Niesiona impulsem wysyła swoją aplikację na lakoniczne ogłoszenie o pracę i zostaje zaproszona, by poznać Różane Doły, miejsce które czeka na kogoś takiego jak ona. Tylko czy ten koniec świata jest wymarzonym miejscem do życia? Czy panience z miasta spodoba się wśród tak specyficznych ludzi? Przecież nigdzie nie jest cukierkowo, wszędzie pojawiają się problemy mniejszego lub większego kalibru, nawet jeśli otaczające piękno krajobrazu zachwyca...
Czy Hanka podejmie pracę w nowej społeczności? Czy nie ucieknie przy pierwszych przeciwnościach losu? Siostra Hani, Ola uważa, że Różane Doły to 'pigułka szczęścia', tylko czy dla każdego?

"To jest sedno życia. Nie oczekuj zbyt wiele, ufaj i bądź wdzięczna, 
zaakceptuj to, co cię spotyka, i rób swoje." *

Anna Szczęsna pokazała nam zwykłą kobietę, która ma kompleksy, wciąż boi się podjąć nowe wyzwania, by zmienić swoje życie i dołuje ją nawet to, że wszyscy w jej rodzinie robią to, co sprawia im radość. A ona?? Nagle znajdzie się daleko od domu, wśród obcych ludzi, z misją stworzenia biblioteki i ogromem emocji w sercu, gdyż otoczy ją kilku bardzo charakternych mężczyzn... Czy Hania nie ucieknie z powodu kontrastowych braci - Łukasza i Sebastiana?

W powieści nie brakuje prozy życia - alkoholizmu, znęcania się nad rodziną, szalejącego żywiołu i buzujących hormonów. Jednak duży nacisk został położony na pomaganie innym pod różnymi postaciami. To bardzo przyjemna lektura na długie jesienne wieczory, deszczowe poranki lub chwile odprężenia.

"...szczęście jest motylem i jeśli spróbuje się je złapać, ono odleci. 
Więc trzeba usiąść w spokoju, a spocznie na twoim ramieniu." **


Tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju - jak nazywa się bohaterka? Na okładce widnieje nazwisko Popławska, zaś na 346 stronie, gdy przedstawia się Maciejowi - Pniewska.... Hmmmm.... :)

Podsumowując - "Myśl do przytulania" to taka trochę bajka o kobietach i dla kobiet, pokazująca że warto marzyć. Jest to historia o rodzinnych i magicznych świętach, zdradzie ideałów, niedomówieniach, szukaniu lepszego życia, trafnych wyborach i kochaniu na odległość. Bardzo mądra opowieść o miłości, która pragnie zamieszkać w każdym kącie oraz o pragnieniu lepszego jutra, zwłaszcza dla dzieci.



* A. Szczęsna, "Myśl do przytulania", Wyd. Kobiece, Białystok 2017, s. 248
** Tamże, s. 289


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


# # # # # # # # # #





Autor: Kasia Bulicz-Kasprzak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2012
Liczba stron: 288
Seria: Babie lato




Wieś (bądź małe miasteczko) i spadek to dwa słowa-klucze, które okazują się być moim przeznaczeniem literackim w ostatnim czasie. Ile autorów na ten zestaw przewodni, tyleż pomysłów, rozwiązań i zagadek w fabule. Jak do tematu podeszła Kasia Bulicz-Kasprzak?

Aśka Poraj ma doktorat z języka angielskiego i uczy studentów w Warszawie. Od trzech lat jest związana z Łukaszem, choć początek ich znajomości był dość nietypowy. Rodzice od dawna mieszkają w USA, dlatego z uwagi na różnicę czasu, do której matka zupełnie dostosować się nie potrafi, Aśka otrzymuje telefony o czwartej rano. Jeden z nich ma wywołać burzę w życiu... Matka informuje zaspaną córkę, iż zmarła ciotka Wanda... Wymawiając się obowiązkami w pracy Joanna nie zamierza jechać na pogrzeb, jednak okazuje się, że wyjazd jest konieczny. Choć Aśka nie bardzo ciotkę lubiła to musi spotkać się z notariuszem - Szymonem Ziębickim, gdyż Wanda właśnie jej zapisała dosłownie wszystko, co miała.

"Życie człowieka jest jak walizka. Wrzucamy do niej różne rzeczy. Jedna na drugie. Z czasem zapominamy, co znajduje się na dnie. Może się zdarzyć, że nosimy tam coś, co sprawia, że nasz bagaż staje się ciężki. A my bezmyślnie ciągniemy go za sobą, męcząc się przy tym okropnie. Może warto czasem zajrzeć, posprzątać i wyrzucić to, co niepotrzebne." *

Jeśli myślicie, że bohaterka wyjechała, raz-dwa uporządkowała sprawy ciotki i wróciła do stolicy to grubo się mylicie... Aśka spędzi w mieszkaniu Wandy znacznie więcej dni niż przewidywała. Odziedziczyła bowiem nie tylko 'cztery ściany', ale również całkiem sporą kolekcję alkoholi, kota, którego nie udało jej się zobaczyć, tak zręcznie się chował, wścibską sąsiadkę Lucynę oraz całkiem pokaźny wachlarz rodzinnych tajemnic, które dosłownie i w przenośni wychylają się z zakamarków.

Dopiero teraz Aśka zrozumiała, dlaczego przez trzy lata cierpiała na syndrom porzucenia i mieszkała u ciotki Wandy podczas gdy jej rodzice wyjechali za granicę... Jakie rozterki przeżywała? Wokół Joanny aż roi się od przedstawicieli płci męskiej - Łukasz, Szymon, Klaus, Marek - jakie relacje ich łączą? Czy przeszłość panny Poraj wkroczy na nowo do jej życia i dokona istotnych podszeptów do podejmowanych decyzji? Wczytajcie się w jej opowieści o tym, co wydarzyło się kiedy mieszkała u ciotki (zwłaszcza z nocy po maturze) i dopiero wtedy oceniajcie jej życie i teraźniejsze kroki.

W fabułę zostały wplecione listy z lat trzydziestych od tajemniczego Tadeusza, które były adresowane do Wandy oraz narracja kota (tak, kota Wandy), który potrafi nieźle rozśmieszyć swoim słownictwem, ale wspomina również o tym, że musi nowej człowiek przekazać tajemnicę. Co skrywa kot, stara szafa i mieszkanie ciotki?

"Słyszałam kiedyś, że faceci są bardzo prości w obsłudze. Mają w kroczu taką małą dźwigienkę, za pomocą której z łatwością można nimi kierować. Moim zdaniem, albo nie było to takie łatwe, albo niedokładnie przeczytałam instrukcję." **

Zabawna, pozytywnie zakręcona, pełna prawd i traum życiowych, doskonale się bawiłam, choć akcent śmierci kogoś z rodziny i porządkowania jego rzeczy wywołał serię wspomnień i łzy tęsknoty.


Podsumowując - debiutancka powieść Kasi Bulicz-Kasprzak to humor w czystej postaci, poczynając od tytułów rozdziałów, poprzez teksty kota a na relacjach i zachowaniach bohaterów kończąc. Niezwykle barwne i różnorodne postacie oraz wyśmienite dialogi.
Jednak nie brakuje też tematów ważnych i poważnych, jak pomoc innym, samotne macierzyństwo, destrukcyjne związki, uporanie się z przeszłością, samotność starszych ludzi czy nawiązanie nowych przyjaźni.



* K. Bulicz-Kasprzak, "Nie licząc kota...", Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2012, s. 278
** Tamże, s. 202




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Mini Czelendż 3, 52 książki


# # # # # # # # # #

sobota, 4 sierpnia 2018

Beata Majewska "Moja twoja wina"







Autor: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: czerwiec 2018
Liczba stron: 352








Autorzy na całym świecie są bardzo płodni i dbają, by wielbicielom gatunków wszelakich, nie zabrakło materiału do relaksowania się z książką. Bardzo trudno jest napisać coś oryginalnego, dlatego wątki w literaturze powtarzają się. Niezwykle modne są zdrada, romans oraz ucieczka na wieś a wszystko to okraszone tajemnicami i zawiłościami natury ludzkiej oraz niespodziankami. Bardzo lubię takie powieści, ale jak wysoko ocenię książkę zależy już od inwencji autora. Jak jego pomysły odbierze czytelnik? Trzeba nie lada sztuki, by zrobić to oryginalnie - czy Beacie Majewskiej się udało tym pierwszym spotkaniem przekonać mnie do swoich powieści?


Życie człowieka jest naprawdę dziwne... Wystarczy jeden nieporadny czy niedokładny ruch ręki a jego skutki będą zwiastowały katastrofę... Przekonała się o tym Urszula Kostecka, która pewnego poranka prasując mężowi - Markowi - koszulę, zrobiła zmarszczkę na kołnierzyku. W normalnych okolicznościach detal ten nie miałby wpływu na jej życie, ale tego dnia miał je diametralnie odmienić. Kobieta zapragnęła właśnie tego dnia kupić w centrum handlowym niespodziankę urodzinową dla Marka. Para siedząca w kawiarni nie zwróciłaby jej uwagi, gdyby nie widoczna zmarszczka na kołnierzyku u mężczyzny, który siedział plecami do niej... Jego towarzyszką była około dwudziestoletnia Patrycja, zaś relacja ich łącząca nie pozostawiała Uli złudzeń...

Tak runęło małżeństwo z pięcioletnim stażem, które po traumie poronienia oraz bezowocnych staraniach nie doczekało się potomstwa a mężczyzna postanowił znaleźć sobie młodszą. Ula przez trzy miesiące zastanawiała się co zrobić, zanim podjęła decyzję o rozwodzie a zaniedbany dom w Bąkowie, otrzymany w spadku po przyszywanej ciotce okazał się wybawieniem. Tylko czy to na pewno koniec problemów? Czy już teraz można rozpocząć szczęśliwe życie i układać je na nowo? Niestety... nad Urszulą zebrały się ciemne chmury i promykom szczęścia trudno będzie się przebić.

Szczera, troskliwa a przede wszystkim strasznie łatwowierna Kostecka ma przeżyć jeszcze niejedno trzęsienie w swoim życiu a towarzystwa jej nie zabraknie. W odwiedziny oraz na ratunek będzie przybywała przyjaciółka Renata, pomogą sympatyczni sąsiedzi Dagmara i Janusz, ale i tak najciekawszą postacią okaże się Michał Żuk. Początkowo konkurent biznesowy, prywatnie ojciec samotnie wychowujący Kornelię. Muszę przyznać, że nie odgadłam wszystkich przygód jakie przygotowała dla nich autorka. Zwłaszcza kiedy w fabule pojawi się niezbyt piękny Silvio... Z kim i co ma wspólnego, że pomysł który postanowił nagle zrealizować stał się ważny dla znanych nam już postaci i wpleciono go w fabułę?
Jak bohaterowie poradzą sobie z losem, który postanowił wystawić ich na trudne próby? Czy uczucia w tej powieści mogą z czymś wygrać? Czy skrywane przez Żuka sekrety zamkną mu drogę ku przyszłości? A może ktoś przewidzi zakończenie tej historii? Ja znam jedną taką postać (rzecz jasna mam na myśli postać literacką... :)) Sama nie miałam szans.

Majewska uzmysłowiła nam w tej książce, jak społeczeństwo reaguje na ludzi żyjących w nieformalnych związkach. Jak postrzegani są nowi mieszkańcy, zwłaszcza po przejściach i z pokręconymi historiami w małych społecznościach. Jak szybko rozchodzą się plotki i jak bardzo niszczą życie. Uroku tej powieści dodaje wzruszająca historia Heleny Jarząbek i pozostawione przez nią tajemnice a także suczka Melka. Ogromne znaczenie będą tutaj miały znajomości w policji, sok z aronii oraz marzenia o końcu świata.

Kilka ważnych prawd zostało zawartych na kartach tej opowieści. Między sensacyjnymi zdarzeniami i niepewnością czy warto ujawniać uczucia w trudnych chwilach autorka pokazała, że gdy się kocha się nie odchodzi, ale i łatwiej wybacza. Każdy niesie jakiś bagaż a mając bliską i zaufaną osobę możemy pomóc sobie wzajemnie w jego dźwiganiu podczas wędrówki przez życie.
Jeśli mamy jakieś marzenia i cele to nie odkładajmy wszystkiego na później, bo możemy nie zdążyć. Zwróćmy też uwagę na to, iż na początku wszystko co nowe kusi, pociąga a dopiero potem dostrzegamy problemy, błędy i wszystko nas irytuje a konsekwencje mogą być naprawdę dużego kalibru.


Podsumowując - "Moja twoja wina" to opowieść o trudnej miłości, pragnieniu posiadania dziecka, zdradzie i konsekwencjach, których trzeba być świadomym. gdy wkraczamy na grząski grunt romansu. Jest to historia poruszająca, pełna tajemnic, niespodzianek, niosąca pocieszenie, ale i karę dla winnych. Znajdziecie tu wiele dramatów, naiwność, ból, żal, rozpacz, poczucie winy ale i próby walki o lepsze jutro. To świetny plaster na złamane serce... Czy każde da się skleić?
Ciekawie, oryginalnie i zaskakująco - czuję się przekonana do twórczości Beaty Majewskiej.




Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


wtorek, 26 czerwca 2018

Krótkie recenzje kilku czerwcowych lektur




Autor: Renata Adwent
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 2013
Liczba stron: 376



Debiutancka powieść Renaty Adwent "Rok na końcu świata" to historia Rity Antkowicz, trzydziestolatki pracującej w sklepie z pamiątkami w dużym mieście. Bohaterka jest w szczęśliwym związku z Mikołajem, lekarzem i jej życie jawi się jako ustabilizowane i pozornie bez skazy. Jednak Rita nie tryska szczęściem. Ma liczne wątpliwości czy Mikołaj jest tym jedynym a codzienność tą wymarzoną...

Niespodziewany list polecony z kancelarii notarialnej staje się początkiem nowego życia. Rita rzuca pracę, Mikołaja i żegnając się jedynie z przyjaciółkami wyrusza do Bartnicy Nowej - wsi na końcu świata, gdzie mały domek z ogrodem zapisała jej w spadku siostra matki - ciotka Nina. To miejsce budzi w bohaterce liczne wspomnienia, gdyż spędzała tam wakacje w dzieciństwie. Jak okazuje się w praktyce dom jest do remontu, brakuje w nim łazienki i ogrzewania, do sklepu jest daleko... Ale otoczenie sprzyja przemyśleniom, których potrzebuje zagubiona Rita. Czy wytrwa tutaj rok, by móc otrzymać całkowicie formalnie akt własności, ponieważ taki był warunek ciotki?

Losy bohaterki śledzimy poprzez cztery pory roku, które wytyczają na wsi tryb życia. To od nich człowiek jest całkowicie uzależniony, musi wykonywać wiele prac w tym a nie innym terminie. Wraz z nastaniem każdej kolejnej widać jej wewnętrzną przemianę, upaja się przestrzenią, czasem i naturą. Jakie decyzje podejmuje? Czy wytrwa? Jak ułożą się jej relacje z lokalną społecznością? W jaki sposób spełni swe pragnienie o stworzeniu miejsca, w którym nieprzypadkowi ludzie mogliby poszukiwać siebie? Czy związek z Mikołajem przetrwa?

Tematyka ucieczki na wieś jest bardzo popularna wśród polskich autorek, dlatego byłam niezmiernie ciekawa w jaki sposób Renata Adwent uatrakcyjni fabułę. Są różnorodni bohaterowie, pamiętniki ciotki Niny kryjące tajemnice, pamiętnik pracy nad sobą Rity... Wiele nawiązań do książek, legend, poezji, które nie zawsze mnie interesowały a wręcz nudziły. No cóż, czasami wszelkie bogactwo opisów czy wtrąceń jest dla mnie minusem. Nie czułam lekkości stylu a jedynie zmęczenie nadmierną liczbą dłuższych cytowanych fragmentów oraz zbyt powolną akcją. Składam to na karb debiutu, gdyż czytałam wydaną w 2017 roku książkę "Nigdy nie jesteś sama" i było znacznie lepiej.

Podsumowując - "Rok na końcu świata" to powieść o szukaniu siebie, zaglądaniu w głąb serca i umysłu; realizowaniu marzeń, spełnianiu dobrych uczynków i otaczanie się zielenią oraz przyjaznymi ludźmi. Historia o miłości, błędach i koniecznych zmianach, by osiągnąć stan szczęścia. Czy każdemu jest to dane?





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za pożyczenie książki dziękuję p. Eli


# # # # # # # # # #



Tytuł oryginalny: The Deal
Tłumaczenie: Anna Mackiewicz
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2016
Liczba stron: 464
Seria: Off-Campus tom 1




"Układ" Elle Kennedy to książka nagrodzona jako 'najlepszy romans 2015 w Ibooks Store' a że dodatkowo została mi polecona przez znającą się na dobrej literaturze osobę - sięgnęłam. Czy podobał mi się romans z gatunku New Adult?

Hannah Wells studiuje muzykę na Uniwersytecie Briar w stanie Massachusetts. Pięć lat temu w jej życiu doszło do traumatycznych przeżyć, które na trwałe zapisały się w jej psychice. Dziewczyna nie bywa w rodzinnym domu i uważa, że jest zepsuta... Jednak serce nie sługa i piękna studentka zakochuje się w futboliście - Justinie Kohlu. Jednak taka szara myszka jak ona, ma nikłe szanse by dostać się choćby w pobliże gwiazdora.

Niespodziewanie pomocna w tej kwestii, okazuje się prowadząca zajęcia z etyki Pamela Tolbert, która nie daje zaliczenia Garrettowi Grahamowi - kapitanowi drużyny hokeja. Jaki to ma związek z Hannah? Otóż dziewczyna zaliczyła na piątkę a kiepska ocena Garretta obniża mu średnią, co spowoduje iż zostanie wykluczony z meczu. Hokeista wielokrotnie próbuje skłonić Wellsy do wyrażenia zgody na udzielenie mu korepetycji, ale ona niezmiennie odmawia. Ostatnią deską ratunku dla Garretta jest tytułowy 'układ' - w zamian za pomoc w etyce obiecuje jej wprowadzenie do towarzystwa, w którym obraca się Justin i wywołanie jego zazdrości.

Co wyniknie z częstych spotkań przebojowego i przystojnego gwiazdora hokeja ze spokojną i cichą dziewczyną? Jak zakończy się zderzenie dwóch światów - człowieka, do którego wzdychają całe tłumy wielbicielek i studentki, która niczym się nie wyróżnia i pragnie spełniać marzenia pomimo bólu w sercu? Czy pomogą sobie wzajemnie?

Teoretycznie książka jest schematyczna - ON na świeczniku, ONA żyjąca w cieniu, OBOJE pokiereszowani przeszłością. Jednak autorka potrafiła zrobić z tego coś pięknego. Pokazała nie tylko studencki świat ze strumieniami piwa, głośną muzyką i roznegliżowanymi panienkami. Uwagę czytelnika zwróciła bowiem na to, że oglądanie filmu w ubraniu również może być fajne, flirt nie zawsze kończy się seksem a dwoje ludzi może zbliżyć się do siebie poprzez inteligentne rozmowy i odczytywanie pragnień. Spotkania Hannah i Garretta to tworząca się więź, pojawiające się zaufanie, niespodziewane uczucia i wyjawienie skrywanych na dnie serca zadr.

Podsumowując - "Układ" to historia młodych, ale przepełnionych trudnymi doświadczeniami ludzi.  Kipiąca emocjami opowieść o nienawiści, uciekaniu, strachu i radosnym podekscytowaniu, a także o prawdzie i patrzeniu w przyszłość. Nie brakuje również szantażu, zauroczenia, prawdziwych przyjaciół oraz niezmiernie delikatnych scen erotycznych.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za pożyczenie książki dziękuję Ani


# # # # # # # # # #





Autor: Marta Radomska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2018
Liczba stron: 396
Seria: Maraton do szczęścia tom 2




Nie czytałam wprawdzie pierwszego tomu tej serii, ale chciałam poznać pióro Marty Radomskiej. Czy to był błąd by zacząć od drugiego tomu?

Aleksandra Lenczyk pracuje jako trenerka personalna w fitness klubie. Prywatnie dużo biega, gdyż przygotowuje się do maratonu. Towarzyszy jej pies Dragon, amstaff, dzięki któremu kobieta czuje się bezpiecznie na parkowych alejkach. Czasami do Oli dołącza brat narzeczonego Łukasza - Darek lub pani Halinka, rozwódka, której Ola pomaga w uzyskaniu znacznie lepszej formy.

I tak życie toczyłoby się spokojnym rytmem dalej - praca, dom, treningi, spotkania z Beatą - przyjaciółką i jednocześnie żoną Darka, a także sympatyczne zwierzaki: Dragon oraz futro plus furia, czyli czarny pocisk a tak naprawdę kot Behemot. I do tego momentu byłam przekonana, że to powieść obyczajowa... Nowa sąsiadka, która zakłóca spokój remontami a podczas biegów po parku nie ma nawet zadyszki. Wtedy nastąpił przełom!

Podczas parkowej przebieżki Ola, Beata i Dragon znajdują w krzakach trupa! To biuściasta blond podrywaczka, która za życia narobiła zamieszania w życiu czwórki przyjaciół. A po śmierci jeszcze większego...
Tylko czy policja im uwierzy, że to nie one zabiły? Wszak obie miały motyw. Z czasem okazuje się bowiem, że jak na pstryknięcie palcami, niemal każdy bohater miał z denatką coś wspólnego.

Powieść Marty Radomskiej to może nie mistrzostwo świata w literaturze rodzimej (jest w niej bardzo dużo monologów i przemyśleń Oli a także zbędnych określeń), ale dobra książka z wątkiem kryminalnym a przy tym pełna humoru sytuacyjnego (szukanie kota w święta, bałagan w kuchni czy babskie łapanie mordercy) i słownego oraz ironii. Dowiemy się, jak wielkie znaczenie w sprawie o morderstwo będzie miała dla Oli pierś z kurcząt oraz poznamy prawdę o tym, że czasami lepiej, gdy jabłko pada dalej od jabłoni. Zaś babcia Janeczka uświadomi nas w kwestiach kryminalnych a swoje teorie poprze przykładami jak choćby pomysł na szukanie zaginionej święconki.

Podsumowując - "Sprintem do marzeń" to opowieść o zazdrości, braku zaufania, niedopowiedzeniach i miłości wystawionej na próbę. Autorka pokazała relacje damsko-męskie w najbardziej życiowym przypadku, czyli w chwili, gdy na horyzoncie pary pojawia się piękna i ponętna łamaczka serc. Kto przetrwa i nie skusi się na zakazany owoc? Romantyczno-kryminalna historia z bogatą duchowo bohaterką nastawioną do życia bojowo i z humorem.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za pożyczenie książki dziękuję Angelice


# # # # # # # # # #

środa, 3 maja 2017

Magdalena Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie" - przedpremierowo





Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: planowana na 10 maja 2017
Liczba stron: 496













Wszystko zaczęło się w 2012 roku, kiedy to za sprawą akcji Włóczykijka poznałam trzy powieści Magdaleny Witkiewicz: "Opowieść niewiernej, "Milaczka" oraz "Panny roztropne". Wiedziałam wtedy, że na tym się nie skończy i nie skończyło. Magda potrafi pisać o sprawach trudnych - nie przerażając; o sprawach powszechnych - z humorem i ironią. Kolejne wychodzące spod jej pióra powieści są przeze mnie długo wyczekiwane i w zasadzie sięgam po nie w ciemno, często nawet nie czytając opisu. Pisarka jest specjalistką od szczęśliwych zakończeń i dobrym duchem polskich obyczajówek. "Czereśnie zawsze muszą być dwie" zauroczyły mnie swoją okładką, zaintrygowały tytułem a - tym razem przeczytany - opis nie pozwalał przemknąć obok chyłkiem. Musiałam ją przeczytać! Jak wrażenia?


Tym razem o fabule napiszę naprawdę niewiele, bowiem sami powinniście smakować powieść po swojemu i w skupieniu, z zapartym tchem zagłębiać się w kolejne wydarzenia.


Zosia Krasnopolska jest córką dwójki surowych lekarzy, którzy mają wobec córki ogromne plany. Chcą układać jej przyszłość według swoich marzeń i wyobrażeń organizując jej lekcje angielskiego oraz gry na pianinie. Wszystko traci jednak znaczenie w ósmej klasie podstawówki, kiedy to Zosia pierwszy raz ucieka wraz z klasą z lekcji. Chce być bowiem normalna jak oni i choć odrobinę lubiana. Kończy się to dla niej karą od dyrekcji szkoły - ma wykonywać prace społeczne! Początkowe przerażenie dziewczyny zmienia się w radość a kara okazuje się być... nagrodą. Bowiem spotkania z sześćdziesięcioletnią panią Stefanią ofiarują młodej Krasnopolskiej wszystko to, czego nie otrzymała w rodzinnym domu - zrozumienie, ciepło, czas na rozmowę i rozwiązywanie młodzieńczych problemów.
To właśnie dzięki tej przyjaźni, kroki dorosłej już Zofii zostały skierowane w okolice Łodzi, do Rudy Pabianickiej, gdzie czeka na nią stara willa pełna tajemnic. Bohaterka straci tu kogoś ogromnie dla siebie ważnego, ale jednocześnie ma szansę zrozumieć i odzyskać coś innego. Czy jej się to uda?


W tej powieści przeszłość i teraźniejszość wzajemnie się przeplatają oraz uzupełniają. Wraz z Zosią niecierpliwie i z niepokojem wyczekiwałam na kolejne elementy układanki, czyli opowieść pana Andrzeja o wydarzeniach z lat trzydziestych. Historia Anny wciągnęła mnie  ogromnie, może nawet bardziej niż życie Zosi? Czułam się jak detektyw, który próbuje rozwikłać zagadki przeszłości i dowiedzieć się jak to naprawdę było z Anną, Henrykiem i rodziną Rzepeckich. Złościłam się, gdy w najciekawszym momencie starszy pan przerywał opowieść...

Książka jest pełna zagadek i tajemnic za sprawą willi w Rudzie Pabianickiej, w której przeszłość na nowo wpływa na teraźniejszość, czyli na życie Zosi. Duchy sprzed kilkudziesięciu lat nadal mają dużo do powiedzenia, zwłaszcza tajemnicza kobieta w czerwieni... Odnalezione na strychu przedmioty w połączeniu z opowieścią pana Andrzeja tworzą piękny obraz wydarzeń sprzed lat - niedopowiedzenia, tajemniczy list, rodziny żyjące w cieniu nieprawdy i obietnica, która zemściła się na potomnych.
Autorka zupełnie nie spieszy się z obniżeniem ciśnienia krwi u czytelnika, bowiem tajemnice wyjaśniają się powoli a nowych... wciąż przybywa. Książka nie skupia się tylko i wyłącznie na życiu Zosi, poznajemy przecież wielu innych bohaterów, których przeszłość i cierpienie zostały szczegółowo opisane. Dzięki temu śmiało możemy się z nimi identyfikować, jednych polubić a innych nie - doprawdy, podział na postacie pozytywne i negatywne jest dość jasny. Są chwile na śmiech i łzy, na smutek, radość oraz wzruszenia. O tak, wzruszeń tu nie brakuje! 


Uwielbiam książki Magdy Witkiewicz i pisałam to wielokrotnie w recenzjach czy komentarzach na różnych blogach. Niemal każdą powieść kończę z wyrazem zadowolenia na ustach. Jednak tym razem muszę napisać coś innego - wszak zawsze moje recenzje są szczere. "Czereśnie zawsze muszą być dwie" to dla mnie hit! To najlepsza - moim zdaniem - książka w dorobku autorki! Czereśnie zasługują w mojej ocenie na 11/10. Dlaczego?
Pięknie snuta opowieść o trudnym dzieciństwie Zosi, o nagłym i niezbyt idealnym uczuciu oraz o niezwykłej "karze", która całkowicie zmienia życie bohaterki. To historia o nietypowej przyjaźni, ponadczasowej miłości oraz śmierci, która dla jednych niesie ukojenie a dla innych cierpienie. Witkiewicz udowodniła w Czereśniach, że czasami zmiany są potrzebne, przynoszą bowiem powiew świeżości oraz inne spojrzenie na problemy i bolączki, bo choć marzenia nie zawsze spełniają się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli to finalnie może nam to wyjść na dobre.


"Czereśnie zawsze muszą być dwie" to cudowna historia o marzeniach, przyjaźni, rodzinie i miłości. Jednak równie ważne są wątki dotyczące utraty, zemsty oraz odkupienia win. Ta książka jest jak skrzynia pełna skarbów i z każdą kolejną przewróconą stroną czytelnik odkrywa coś nowego, coś pięknego, coś niezwykłego. Magda Witkiewicz po raz kolejny udowodniła, że potrafi czarować, bowiem w trakcie lektury magia unosi się jak mgiełka w powietrzu. Jeśli uwielbiacie twórczość autorki oraz książki pełne tajemnic i niewyjaśnionych spraw z przeszłości, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Ja wciąż nie zamknęłam ust... z wrażenia!






Książka przeczytana w ramach kwietniowych wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

środa, 12 października 2016

Sabina Waszut "Bar na starym osiedlu"




Autor: Sabina Waszut
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 28 września 2016
Liczba stron: 304









Śląsk znam z opowieści - ktoś tam kiedyś pracował, ktoś bywał, sama w czasach przed macierzyńskich bywałam tam często, by uskuteczniać zabawę w opencaching. Na Śląsku mieszka ktoś bardzo mi bliski, komu zresztą ta książka bardzo się spodoba. Dlatego kiedy zobaczyłam zapowiedź niniejszej powieści i jakże niezwykłą okładkę z równie intrygującym tytułem czułam, że muszę ją poznać. Jaki był rezultat tego poznawania Śląska poprzez karty spisane przez Sabinę Waszut? Zapoznajcie się z moją opinią.

Wcześniej
Kilkuletnia Ola widziała mamę w kuchni... Siedziała chyba i w rękach trzymała kartkę... Przed nią klęczał tata i próbował coś wyjaśniać, ale mama nie chciała słuchać. Co to za kartka? Co na niej było? Wiele razy widziałam taki kawałek papieru, ale nigdy nie wywoływał tylu emocji... Mała dziewczynka nie potrafi odczytać zamazanych danych z pomiętego kawałka papieru, ale doskonale rozumie, że to właśnie TA kartka zmieniła całkowicie jej życie. Do tej pory obie z mamą pakowały kanapki oraz sok i wyruszały w podróże pociągiem... Z babcią chodziła na targ i po chleb a z tatą w piwnicy robiła tajne projekty z drewna. Teraz jednak spakowane walizki oznaczają coś innego... Wyjeżdża z mamą do Warszawy.

22 lata później
Jeśli ludzie używają w życiu powiedzenia, że nieszczęścia chodzą parami to pierwszą myślą Oli jest "nie mają racji". Jej dotyczy wyłącznie stwierdzenie, że chodzą trójkami i to co drugi dzień....
W poniedziałek dziewczyna dostaje list z kancelarii adwokackiej z Chorzowa i boi się zajrzeć do środka, bo przecież takie koperty kryją same nieprzyjemne rzeczy... Kilkanaście tygodni wcześniej inny list poinformował ją o śmierci babci - Stanisławy Kieś - co zawiera ten?
W środę dochodzi do kłótni między Olą i jej mężczyzną - Tomkiem. Romantyczny wieczór z okazji pięciolecia związku, na który została zaproszona kończy się kłótnią o legalizację ich wspólnego życia. Kto ma jakie pragnienia? Czy w tej sytuacji mogą być razem? To jednoznaczny koniec?
Czas na piątek. Ola jest księgową w klinice położniczej i tuż przed końcem tygodnia pracy zostaje wezwana do kierownika, którego zdaniem rodzi się mniej dzieci i trzeba zredukować etaty - dziewczyna zostaje bez pracy.

Kumulacja zdarzeń z feralnego tygodnia sprawia, że dziewczyna postanawia złapać życie "za rogi" i podejmuje decyzję o wyjeździe do Chorzowa. Notariusz wręcza jej klucze do otrzymanego w spadku lokalu użytkowego a kiedy Ola dociera na miejsce i odkrywa co to jest czuje się zabawnie. Przecież ona nawet wodę potrafi przypalić! Sytuacja wymaga gruntownego przemyślenia - wracać do Warszawy czy zostać i otworzyć bar babci? Osiem lat spędzonych w Chorzowie teraz zaczyna do niej powracać we wspomnieniach a słyszana wokół gwara topi coś w jej sercu i duszy. Jaką decyzję podejmie spadkobierczyni? Czy na nowo będzie próbowała wniknąć do hermetycznego śląskiego środowiska? Czy będzie miała kogoś, kto jej w tym pomoże? Czy w Ślązakach znajdzie bratnie dusze?

Ola jest bardzo ciekawą bohaterką a jej perypetie są bardzo wciągające, gdyż nie jest pewna tego czego pragnie od życia. Zwykle myśli racjonalnie, musi wszystko gruntownie przeanalizować, ale pobyt w Chorzowie wyzwala w niej działanie pod wpływem impulsu. Czy to wyjdzie jej na dobre? Rozejście się rodziców i brak kontaktu z ojcem skutkują tym, że przeszłość nie pozwala jej we właściwy sposób podejmować decyzji związanych z przyszłością. Dlatego podejmuje jakże trudną "wędrówkę" śladami ojca i postanawia go odnaleźć. Czy jej się to uda? A przede wszystkim czy nadal będzie chciała spojrzeć mu w oczy, kiedy odkryje dlaczego mama postanowiła wyjechać? Przed czym tak naprawdę uciekała?

Sabina Waszut zabrała mnie do cudownego świata swojej powieści. I nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o Śląsk, z jego potrawami, zwyczajami, specyficzną społecznością czy gwarą (każde słowo jest tłumaczone w przypisach). Śląsk, który Ola znała, ale nie pamiętała, ale również ten, który przeobraził się podczas jej nieobecności. To świetna wycieczka po tamtejszym świecie. Ale przede wszystkim to książka ze zwykłymi ludźmi, ich problemami. Ola na przykład zdaje sobie sprawę ze swojego wyobcowania w chwili, kiedy dopada ją stres związany z otwarciem baru. Jest też problem pozostawienia dziecka przez rodziców zmuszonych pracować za granicą czy samotność starszych ludzi. W lekturze wielokrotnie zderza się rzeczywistość z marzeniami, miłość z zazdrością czy zdradą. Czasami też daje o sobie znać przypadek.

Autorka zwraca też uwagę na to, że niekiedy trzeba oczyścić umysł z rozczarowań, niepowodzeń i przeszłości, by móc cieszyć się realizacją marzeń, bliskością przyjaciół i ukochanych. Że trzeba wybaczać i naprawdę wnikliwie rozpatrywać sytuacje kryzysowe. Bo może warto dać drugą szansę? Choć nie wszystkie błędy da się naprawić po latach to z niektórymi trzeba po prostu nauczyć się żyć póki nie jest za późno... Potem można już tylko żałować i przepraszać nieżyjących... Wypatrujmy znaku, który czasem jest niezbędny by popchnąć do działania i nie zlekceważmy go.

Najkrótszy opis tej powieści? Pogubiona w uczuciach Ola (Tomek czy Janek?), lody z ajerkoniakiem, karminadle, szałot a także tajemnice z przeszłości, które trzeba odkryć, by móc prowadzić spokojne i powolne życie. Może na Śląsku?

Zakochałam się w tej książce. Jest napisana w jakiś cudowny i magiczny sposób, że kolejne strony powodowały wręcz zachłyśnięcie się zapisanymi literkami (w pozytywnym sensie). Przeczytałam powieść ekspresowo i radośnie, ponieważ było intrygująco i tajemniczo, kibicowałam bohaterom podczas podejmowania wyzwań i decyzji, zwłaszcza kiedy nie mieli co do nich pewności. Nie wiem gdzie tkwi klucz do czytelniczego szczęścia autorki, ale ja już jestem kupiona. Mimo, że to tak niepozorna książeczka z niby banalną historią. Polecam!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...