piątek, 29 września 2017

Karolina Wilczyńska "Wędrowne ptaki"




Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 316
Seria: Rok na Kwiatowej tom 1











Jeszcze kilkanaście lat temu inaczej wyglądały stosunki sąsiedzkie - ludzie znali się lepiej, byli bardziej chętni do pogawędki, pomocy a może zwyczajnie mieli na to więcej czasu. Świat był mniej zabiegany. Co do czasów obecnych to nie chciałabym generalizować, ale wydaje mi się, iż życie w blokowiskach wygląda inaczej. Często nie znamy sąsiadów z bloku... Ba, nawet ze swojej klatki... Przyznaję uczciwie, że w mojej sześciopiętrowej klatce nie znam dobrze nawet połowy lokatorów, choć może to wynik często się zmieniających wynajmujących, rodzin bezdzietnych (nie odwiedzają placu zabaw) czy też rzadko spotykanych mieszkańców wyższych pięter?! Ale czy zawsze musi być oficjalnie, obco i sucho w kontaktach między mieszkańcami, zwłaszcza nowych bloków, gdzie każdy rozpoczyna nowy etap życia? Temat postanowiła zgłębić Karolina Wilczyńska w nowej serii Rok na Kwiatowej...

A na ulicy Kwiatowej w Kielcach trwa gorączkowe rozpakowywanie, sprzątanie i snucie planów dotyczących przyszłości w nowym miejscu. Powstał tutaj nowoczesny w swym wyglądzie blok, który skupił ludzi w różnym wieku, o odmiennym charakterze oraz statusie społecznym czy rodzinnym. W wyniku życiowych decyzji zamieszkały tutaj Malwina, Róża, Wioletta oraz Liliana a los dodatkowo postanowił je do siebie zbliżyć unieruchamiając windę z kobietami w środku. Czy to je do siebie zbliży? A może stanie się początkiem przyjaźni, o którą wcale nie jest łatwo w dobie portali społecznościowych i wirtualnych znajomości?

Cztery jakże różne kobiety... Malwina jest artystyczną duszą, która stała się niejako główną postacią powieści. Ma trzydzieści dwa lata i właśnie rozpoczyna trudny proces odcinania pępowiny, choć finansowo nadal jest zależna od rodziców. Jest lekkoduchem a nawet egoistką. Tragiczne wydarzenia w jej życiu spowodowały, iż zapadła się w sobie, widziała tylko własny smutek i cierpienie, nie dostrzegając jednocześnie problemów własnej matki. Deską ratunku ma być dla niej ciocia Jola, która jednak dość stanowczo odmawia przyjazdu czy choćby rozmowy telefonicznej. Co się za tym kryje?

Róża to nauczycielka języka angielskiego, która musiała zmienić otoczenie po śmierci bliskiej osoby. Jest cicha, spokojna, oczytana, nieśmiała i nigdy nie umiała walczyć o swoje. Nie lubi uczyć w szkole, bo jest bezradna wobec niesfornych podopiecznych, ale musi z czegoś żyć... Zaś w szafie ukrywa tajemniczą paczkę z bolesnymi wspomnieniami sprzed lat. Obie z Malwiną mieszkają w kawalerkach.

Liliana jest właścicielką psa Kubusia oraz apartamentu na najwyższym piętrze. Jest rozwódką, ale nie rozpacza z powodu biedy czy bezradności. To były mąż dostał niezbyt wiele z majątku, wszak to ona ciężką pracą dorobiła się kilkunastu sklepów z odzieżą.

Wioletta wraz z mężem Marcinem i czteroletnim synkiem Oskarem zajmują dwupokojowe mieszkanie, które za chwilę może być dla nich i tak dość ciasne, gdyż oczekują drugiego potomka. Wiola nie jest w pełni szczęśliwa, bowiem mąż wciąż pracuje, ale za wszelką cenę chciała przecież wyprowadzić się od teściowej. Cztery wspólne lata to i tak nadto...


Przed niefortunnym zatrzymaniem windy, bohaterki miały okazję - choć nie wszystkie - spotkać się w różnych konfiguracjach wcześniej, ale nie zawsze było to przyjemne i pozytywne. Bywało różnie, ale teraz mają szansę na odrzucenie złości i niechęci, by "kapciowa grupa sąsiedzka" stała się dla nich wyłącznie szansą na wsparcie. Czy zawsze będzie panowała między nimi zgoda? Czy chętnie będą dokonywały zmian pod wpływem rad przyjaciółek?


Powieść ma ciekawą konstrukcję - początkowo czytelnik otrzymuje jako narratora Malwinę, która prowadzi coś w rodzaju rozmowy z kimś spoza fabuły (powtarza się to w przypadku późniejszych narracji), choć mamy szansę przeczytać jedynie jej kwestię oraz odpowiedzi na zadane przez siebie pytania. Co mnie zaskoczyło? Liczyłam, że kolejne bohaterki wniosą coś nowego do opowieści, poznam kolejne dni czy miesiące ich życia na Kwiatowej... Ale to chyba będzie fabułą kolejnego tomu serii gdyż w "Wędrownych ptakach", narratorki późniejszych części opisują te same wydarzenia, które już znałam, tyle że ze swojej perspektywy, wplatając jedynie jakieś nowinki ze swojego życia. Sporo zagadek pozostaje niewyjaśnionych a pytań bez odpowiedzi, czyli jednym słowem - może nieco kryminalnym - trup nadal siedzi w szafie... Pozostaje mieć nadzieję, że "Zamarznięte serca" będą miały nieco inną formę oraz obejmą szerszy krąg wydarzeń czy tajemnic bohaterek.

Wracając jeszcze na moment do głównych postaci. Malwina ogromnie mnie denerwowała tym, że nie myślała. Do głowy jej nie przyszło, że po pogrzebie powinna uprzątnąć wieńce... Mając przeszło trzydzieści lat nie potrafi nawet ugotować zupy! Czy zdoła przynajmniej odbudować więź z przyjaciółkami i odkupić swoje winy? Liliana jest dojrzałą, ostrą i surową postacią. Lubi oceniać i krytykować innych, ale jednocześnie jest zorganizowana, kończy to co zaczyna i kiedy komuś pomaga, robi to naprawdę. Wiola podczas swojej narracji utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie tylko jest dość bezpośrednia, ale również nieco niedojrzała (sama nie wie czego chce) czy dziecinna. Świadczy o tym na przykład fakt, że lubi oglądać ładne rzeczy w galeriach a jej słownictwo miewa elementy młodzieżowe ("za Chiny..."). Najchętniej określiłabym ją mianem głupiutkiej, zwłaszcza gdy wyszedł na jaw jej sposób na nudę... Róża dla odmiany jest spokojna, uwielbia zagłębiać się w czytaniu i nie wyróżniać z tłumu. Jej codzienność stanowi praca i dwa zwierzaki. Ot, taka cicha i szara myszka.

Sporo wniosków o poszczególnych postaciach można wysnuć z opowieści innych, bowiem każda z kobiet zwraca uwagę na inne cechy sąsiadek czy szczegóły dotyczące wystroju ich mieszkań.
Powieść czyta się dobrze, jest na pewno oryginalna i tajemnicza, ale niewątpliwą królową Karoliny Wilczyńskiej jest w moim sercu seria Stacja Jagodno. Choć nie ukrywam, że czekam na "Zamarznięte serca" z nadzieją na hitowe zdarzenia.


Podsumowując - "Wędrowne ptaki" to historia czterech różnych kobiet, które pomimo różnic czy sporów muszą podejmować trudne decyzje mając te same cele i marzenia - chcą być szczęśliwe. Jeśli macie ochotę na poznanie ich drogi oraz zagłębienie się w tajemnice przeszłości, koniecznie zajrzyjcie na Kwiatową. Opowieść zamykająca się w okresie trzech miesięcy udowadnia, jak wiele może zdarzyć się w tak krótkim czasie oraz że nie zawsze lubimy to, co los i przyszłość podsuwają nam do przeżywania. Książka jest przedstawicielką typowej kobiecej literatury z bohaterkami, które z pozoru zupełnie do siebie nie pasują. A może i Ty masz tak różne przyjaciółki?



"Wędrowne ptaki"
"Zamarznięte serca"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Wspomnienia z wakacji, Zatytułuj się, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



czwartek, 28 września 2017

Krystyna Mirek "Słodkie życie"




Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 30 sierpnia 2017
Liczba stron: 424










Książki Krystyny Mirek już od kilku lat mnie kuszą, fascynują i sprawiają, że po każdą kolejną sięgam w ciemno, jednocześnie czytając te wydane wcześniej. Opowiadają o polskiej rzeczywistości, realnych problemach, są ciepłe i urokliwe. Kiedy na rynku wydawniczym pojawia się informacja o nowej powieści to właściwie nawet nie czytam opisu - po prostu wiem, że muszę ją mieć, że muszę przeczytać. Dodatkowo kiełkuje we mnie niezmienna myśl, że stuprocentowo będzie to opowieść trafiająca w mój gust. Czy tak było również w przypadku "Słodkiego życia"?


Kornelia Rudnicka ma trzydzieści lat i jest nauczycielką fizyki w szkole średniej. Nie zmienia to jednak faktu, że jest całkowicie zależna od hmmm... chciałoby się napisać rodziców, ale najlepszym określeniem będzie - od matki. Nie do dość, że Kornelia mieszka w rodzinnym domu to jej rodzicielka decyduje całkowicie o jej życiu i żadna sprawa się przed nią nie ukryje... Wiadomo, małe miasteczko i każdy lotem błyskawicy dowiaduje się o plotkach i ploteczkach. Wystarczyło, by Kornelia spóźniła się pierwszy raz w życiu do pracy i już wszyscy o tym wiedzieli.
Dom Rudnickich to gustownie urządzony budynek, ale brakuje w nim prawdziwego szczęścia. Kornelia czuje się w nim jak mała dziewczynka, bez praw, za to z ciągłym poczuciem winy i koniecznością tłumaczenia się...

Rudnicka marzy o miłości, szczęściu i rodzinie, jednak wciąż wydaje jej się, że to nie jest realne z uwagi na jej nadwagę. Każde niepowodzenie tłumaczy właśnie otyłością - brak przyjaciół, bycie nielubianą nauczycielką... Wciąż błędnie ocenia rzeczywistość zupełnie nic nie dając od siebie, nie próbuje dokonywać zmian a jedynie biernie poddaje się nurtowi. Smutki zaś w ukryciu topi w słodyczach, bo przecież oficjalnie, przy matce, jada zdrowe i wydzielone posiłki. Ale przecież Kornelia chciałaby mieć kochającego mężczyznę u boku i spełniać się pod wieloma względami jako kobieta. Potrzebny jej impuls, by móc zmienić życie, by podjąć strategiczne decyzje o odchudzaniu, wyprowadzce i znalezieniu bratniej duszy. Co było tym impulsem? Czy bohaterce udało się odmienić swoją przyszłość? Jak zareagowali bliscy? Czy w jej życiu nadejdzie dzień cudów i zaświeci słońce? Koniecznie sprawdźcie!



"Odkąd Kornelia pamiętała, słodycze zawsze stanowiły dla niej pomost  pomiędzy brzydką rzeczywistością a światem marzeń." *



Bardzo podobały mi się koleje losu, które przygotowała dla swojej bohaterki autorka. Nie miałam zielonego pojęcia, co zdarzy się za chwilę, jakie jeszcze niespodzianki znajdę na kolejnych stronach. Niby liczyłam na szczęśliwe zakończenie, ale naprawdę nic na to nie wskazywało, by tak właśnie miało być... Wciąż się plątało, gmatwało, supłało i jeśli nawet pojawiało się coś pozytywnego na horyzoncie to zaraz nadpływały gradowe chmury i fabuła stawała się mniej pozytywna. Zaskakujące propozycje, niespodziewane diagnozy, bezpodstawne pretensje

Krystyna Mirek kilkoma ostatnimi powieściami, które różnią się od siebie ogromnie udowodniła, że potrafi wpasować się we współczesność i przeszłość, doskonale radzi sobie z bohaterami "błękitnej krwi", ale też ze zwykłymi ludźmi, nie widzi problemu w tuszy, wieku czy wykształceniu. Postacie, które pisarka kreuje są doskonale nakreślone, dzięki czemu nie mamy wątpliwości czy obdarzyć je sympatią "od progu", przypisać do grona "czarnych charakterów" czy może dać szansę na zmianę zachowania. Szczegółowo opisane miejsce zamieszkania, pracy, hobby jak również cechy bohatera i jego rodziny powodują, że śmiało możemy się z kimś utożsamiać.... lub nie. Łatwiej wtedy współczuć, zazdrościć, kibicować oraz krytykować.

A w "Słodkim życiu" mamy cały szereg znacząco się wyróżniających bohaterów. Artysta Leonard Kordas, w którym nieszczęśliwie zakochała się Kornelia, zmuszony do samodzielnego borykania się z synami, domem, pracą i codziennością. Jego rodzina właściwie wegetuje i wciąż żyje według schematu. Dająca dobre rady i posiadająca cięty język Adelina Sokołowska, która dość szybko skradła moje serce, to taki dobry duch tej powieści. Charakterna i apodyktyczna matka Kornelii i zahukany ojciec - jakże niezwykle dobrane małżeństwo... Czy mężczyzna będzie potrafił wyzwolić się spod pantofla żony? Jest też mocno dopiekający innym duet wicedyrektorek, niezmiennie próbujących podlizać się dyrektorowi.


"Słodycze to jednak nie jedyna rzecz, która może nadawać życiu słodki smak." **


Książka stanowi bardzo ważną lekcję w zabieganej codzienności, bowiem często przedkładamy obowiązki służbowe i rodzinne ponad zdrowie, nie mamy czasu, by o siebie zadbać a potem... Potem nadchodzi lawina i strach - o życie, o zdrowie, o przyszłość. Nie dopuszczajmy do takich sytuacji! Musimy znaleźć choćby chwilę, by wyjaśnić wszelkie możliwe nieprawidłowości, by zrobić niezbędne badania podstawowe a w razie konieczności udać się do specjalistów, by przeżyć kolejne dni bez zadręczania.

Krystyna Mirek poprzez problemy swoich bohaterów udziela nam rad w kwestii miłości, odchudzania czy wyzwolenia się spod nadmiernej opieki bliskich. Zwraca też uwagę na fakt, iż małe rzeczy, słowa czy gesty są znacznie cenniejsze niż te duże (wielokrotnie zresztą puste), bowiem zdarzają się w naszej codzienności częściej. Nie możemy też zapominać, że każdy ma prawo do swojego zdania i powinien doceniać siebie, bo nikt nas nie będzie traktował jako pełnoprawnego kumpla, przyjaciela czy sąsiada, jeśli sami będziemy mieć o sobie kiepskie zdanie. Trzeba przede wszystkim pamiętać o tym, by "schować kolce" i zacząć uśmiechać się do innych. A to przecież tak niewiele...


"Jej życie stawało się słodkie nie z powodu batonów, ale pełni doznań, o jakich wcześniej tylko marzyła." ***



Podsumowując - "Słodkie życie" to słodko-gorzka powieść o szczęściu, miłości, przyjaźni, cudach i "wchodzeniu do cudzych ogrodów" (uwielbiam to określenie!). Jest trochę bajkowo, baśniowo, ale przede wszystkim życiowo. To historia o tym, jak ulga potrafi zwalić z nóg, jak można przejść przez kłopoty dzięki czworonogowi oraz że w życiu musimy walczyć o zmiany, pomimo iż droga do lepszego jest zwykle trudna. Gorąco polecam!



* K. Mirek, "Słodkie życie", Wyd. Filia, Poznań 2017, s. 36
** Tamże, s. 290
*** Tamże, s. 318



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


środa, 27 września 2017

Aine zaprasza na "Wspomnienia z wakacji"

Macie ochotę powspominać wakacje?

Aine zaproponowała kilka dni temu zabawę książkową vel wyzwanie, które ma polegać (w skrócie) na... literackich podróżach! :)

Wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ

Wprawdzie ograniczyłam mocno  wyzwania, ale to trwa bardzo krótko, nie wymaga czytania dodatkowych lektur.... Hmmm... mocno się zastanawiam.

Kto się podejmie? :) Łapki w górę


wtorek, 26 września 2017

Karolina Wilczyńska "Marzenia szyte na miarę"




Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2015
Liczba stron: 340
Seria: Stacja Jagodno tom 2










Zdradzę Wam tajemnicę dotyczącą magii sięgania po pierwsze i drugie tomy serii. Uczucia, które towarzyszą rozpoczynaniu serii są dwojakie - z jednej strony jest to niepewność czy nowa historia się spodoba, zaś z drugiej - zaintrygowanie losami jej bohaterów. Drugi tom wywołuje zwykle we mnie strach spowodowany - jak ja to nazywam - klątwą. Często się bowiem zdarza, że każdy kolejny tom serii jest gorszy niż poprzedni; są pisane "na siłę". Jak wypadł w mojej ocenie drugi tom Stacji Jagodno?

Powieściowy powrót na świętokrzyską ziemię przypomniał mi jak przyjemnie spacerować "Sienkiewką", Kapitulną czy Zamkową, które znam z okresu studiów; obcować z naturą Kadzielni a dopełniać radość w Jagodnie, jedząc konfitury z fiołków w białym domku babci Róży czy wędrując po lesie. Z tego właśnie powodu Tamara z Marysią opuszczają Kielce i kiedy tylko pozwalają na to obowiązki służbowe czy szkolne, przyjeżdżają na wieś. Dzięki samodzielnemu zapuszczaniu się w coraz dalsze części lasu Marysia odnalazła intrygujący, ale zapuszczony dworek. Mimo strachu dziewczyna dokonała swojego prywatnego cudu i zbliżyła się do jego nietypowych mieszkanek.


"Tylko nudni ludzie się nudzą." *


Matka i córka - mam tu na myśli Tamarę i Marysię - mają świadomość, iż obie są winne tragicznych wydarzeń i swoich błędów, ale doszły do porozumienia, zmieniły swoje postępowanie i wzajemna codzienność jest teraz przyjaźniejsza. Ich relacje znacznie się poprawiły, podobnie jak oceny nastolatki w szkole. Swój znaczny udział w sukcesie dziewczyny ma Kamil, który spędza z nią coraz więcej czasu u staje się powiernikiem, bowiem to ogromnie wspierające dla Marysi, kiedy wie, że ktoś o niej myśli i w nią wierzy...

Ewa Dobrosz nadal ukrywa swą tajemnicę przed bliskimi i przyjaciółką. Chciała, by fakt, iż zna Różę Marcisz na zawsze pozostał jej sekretem, bowiem nie chciała pytań o to, w jaki sposób los w przeszłości połączył ich losy. Coraz bardziej intrygujący wątek... Czy lekarka podejmie jakieś kroki, które odmienią jej apodyktyczny charakter? Czy rozbity półmisek stanie się symbolem przemian?


"Każdy ma coś, co go gniecie." **


I co ja biedny miś mam teraz napisać? Najlepiej moją opinię o książce odda takie zdanie: w tym tempie podnoszenia jakości kolejnych tomów, to właśnie zabrakło mi skali ocen (wg gwiazdek na LC). I jak ja ocenię następne??

Było mi ogromnie miło móc powrócić w znajome miejsca, spotkać ulubionych - lub lubianych inaczej - bohaterów. Jednak Karolina Wilczyńska podarowała czytelnikom kilka nowych postaci i ich historii. Jest barwniej, ciekawiej, bardziej porywczo i tajemniczo. Jedni budzą współczucie, inni zdumienie a jeszcze inni - rozczulają :) Nieszablonowa Marzena, rzeczowy Szymon, skrywająca ogromny sekret Krystyna, apodyktyczna Ewa, niedowartościowana Zofia, kochająca chorobliwą miłością Kasia, powracająca do normalności Marysia, zabiegana Tamara, szczere i rozwydrzone dzieciaki oraz tajemnicze mieszkanki dworku. Myślicie, że kogo obdarzyłam największą sympatią?

"Marzenia szyte na miarę" to opowieść o marzeniach, wspomnieniach i trudnej przeszłości. Duży nacisk autorka położyła na wytwory ludzkich rąk oraz dobrych serc, które niezależnie od okoliczności niosą pomoc innym. 
Bajkowe (i krótkie) opisy natury zachwyciły mnie i sprawiły, że przeniosłam się w czasoprzestrzeni. Niemal widziałam przelatujące jaskółki czy skowronki, czułam zapach ziół i kwiatów, grusza dawała przyjemny cień, kiedy próbowałam fiołkowych konfitur zerkając na żółte główki słoneczników.

Liczyłam, że dość szybko Karolina Wilczyńska wyjaśni skąd Ewa zna Różę, ale niestety... tajemnice nie wyjaśniają się szybko a ciekawość jest podsycana nowymi zagadkami. Na długo zapamiętam imieniny babci Róży, kiedy to kobiety w różnym wieku świetnie się rozumieją, śmieją i jedynie przybycie niespodziewanego gościa całkowicie odmieni charakter tego dnia.


Podsumowując - to ciepła i optymistyczna - pomimo trudniejszych emocjonalnie wątków - powieść, w której swoje postrzeganie problemów opisują nam trzy pokolenia kobiet. Bohaterki żyją wspomnieniami, radzą sobie z odrzuceniem przez bliskich a przecież w każdym wieku można uszyć życie najlepsze dla siebie! Zaś na przeszłość nie warto się zbytnio oglądać i jej rozpamiętywać, bowiem nie da się jej zmienić, pozostaje zaakceptować. Wszystkim miłośnikom pięknie tkanych powieści obyczajowych polecam niniejszą książkę.





* K. Wilczyńska, "Marzenia szyte na miarę", Wyd. IV Strona, Poznań 2015, s. 49
** Tamże, s. 92



"Zaplątana miłość"
"Marzenia szyte na miarę"
"Po nitce do szczęścia"
"Serce z bibuły"
"Życie jak malowane"
"Dom pełen słońca"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Wspomnienia z wakacji, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 25 września 2017

Magdalena Trubowicz "Kącik zagubionych serc"

 



Autor: Magdalena Trubowicz
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 336



W swojej recenzji nie zdradzam żadnej kluczowej informacji ponad te, które widnieją w opisie na okładce






Magdalena Trubowicz to autorka czterech świetnie przyjętych powieści! Naprawdę? Ja dowiedziałam się o jej istnieniu dopiero w chwili, gdy ujrzałam magiczną okładkę "Kącika zagubionych serc". Ujęła mnie tablica z tytułem i urokliwe kamieniczki, zwłaszcza ta pod numerem szesnastym... :) Skoro to nie debiut to jest szansa na dobrą lekturę - pomyślałam i przystąpiłam do czytania... Moje wrażenia? Zerknijcie poniżej...


Wanda Guzik ma czterdzieści dwa lata i jest podwójną rozwódką... Chwileczkę, przecież jeszcze w wakacje była szczęśliwą żoną z dwudziestoletnim stażem?! Wprawdzie pierwsze małżeństwo było porażką, ale teraz przecież "spełniała się" jako kura domowa, dbała o męża i syna Jakuba... Do czasu, gdy oboje przyłapali głowę rodziny w niedwuznacznej sytuacji - w małżeńskim łożu znajdował się bowiem wraz z nagą druhną drużynową Katarzyną, która opiekowała się zastępem Kuby... Matka i syn zareagowali dość konkretnie - on zrezygnował z harcerstwa, ona z małżeństwa. Wyprowadzili się do małego mieszkanka i próbują radzić sobie w nowej sytuacji. Czy syn wybaczy ojcu? Jak ułożą się jego relacje z matką, która nie jest w stanie rozpieszczać go finansowo a na dodatek sporo zrzędzi?

Wanda musi bardzo szybko stanąć na nogi i znaleźć dobrą pracę, ale nie jest to łatwe, bo nie może pochwalić się bogatym CV. Rodzina i znajomi uważają ją za nieudolną życiowo i... właściwie mają rację. Jednak każdy w życiu dostaje szansę, prawda? Wanda otrzymała swoją, kiedy zgłosiła się do "Kupidyna w spódnicy" - biura matrymonialnego Sabiny Porąbek. Właścicielka Kupidyna jest na oko sześćdziesięcioletnią samotną kobietą i mawia, że "szewc bez butów chodzi". Tylko czy to w istocie prawda?

Panie polubiły się od pierwszej chwili a ciepła i przyjazna Sabina dostrzegła w Wandzie potencjał do tej pracy. Bo to niełatwe zadanie, by ze szczęśliwym finałem kojarzyć ze sobą ludzi. Niestety, życie bywa brutalne i zaskakujące... Po kilku dniach znajomości z Sabiną Wanda otrzymuje telefon od Tomasza Welta, który drastycznie zmienia jej życie... Kobieta musi podjąć ogromnie ważną decyzję co do przyszłości Kupidyna i tym samym swojej, ale początkowo zupełnie nie chce przyjąć tego do wiadomości. Oto jak wiele zależy od losu i Kostuchy...


Wanda Guzik jest niezwykłą postacią - początkowo zahukana kura domowa, niepotrzebna do niczego poza gotowaniem, praniem, sprzątaniem i zapełnianiem lodówki, kiedy już odreaguje złość, opanuje zrzędliwość, porzuci kompleksy oraz odnajdzie się w nowej pracy staje się wręcz bizneswoman. Jej ironia, humor oraz samokrytycyzm sprawiały, że lubiłam ją coraz bardziej. Chwilami stanowcza i walcząca jak lwica, chwilami potrzebująca wsparcia, zrozumienia i wyciszenia. Co musiało się wydarzyć, by zrozumiała że jest w stanie poradzić sobie w tym nowym i jakże innym życiu?

Bardzo podobały mi się jej innowacyjne pomysły oraz mówienie wprost tego, co myśli. Mam podobnie, choć nie zawsze wychodzi to na dobre. Bohaterka potrafiła wziąć się w garść, złapać życie za rogi i ruszyć losowi naprzeciw przeskakując wszystkie rzucone przeszkody. Pokonała swoje słabości, by móc cieszyć się życiem i jeszcze pomagać innym w szukaniu szczęścia. Klienci biura po przełamaniu wstydu, zdradzali jej swoje pragnienia, sekrety, tajemnice i tęsknoty odkrywając jednocześnie duszę. Niezależnie od płci, orientacji i wieku zgłaszali się samotni, pragnący szczęścia i miłości a czasem choćby towarzystwa do rozmowy.

Jednak nie tylko Wanda jest postacią, która została świetnie scharakteryzowana. W książce jest cała feeria barw.... to znaczy bohaterów - różnorodni pod każdym względem, zaskakujący, oryginalni, szamotający się z decyzjami swoimi lub godzący się na decyzje innych. Zasiedziałe w domu kobiety, niepewni siebie mężczyźni, samotni starsi ludzie... A pośród tego czytelnik otrzymuje wiele niespodzianek: niezwykłe wieści od adwokatów, sekret Sabiny, tajemnicze koperty związane sznurkiem... Nic tylko zrobić kubek gorącej owocowej herbaty i zagłębić się w lekturę.

To świetna powieść! Jeśli pozostałe książki Magdy Trubowicz są równie cudowne to chętnie je poznam. Autorka twardo i wprost opowiedziała o małżeństwach, rozstaniach, zdradach, miłości i stracie. Udowodniła, że nie wszystkie powieści obyczajowe są schematyczne i że jeszcze można czymś czytelnika zaskoczyć. Najpierw zaskoczyło mnie dość oryginalne miejsce akcji, jakim jest Legnica, później dość niecodzienny temat, czyli życie bohaterów kręcące się wokół biura matrymonialnego, co jest dość zaskakujące w dobie portali randkowych. Książkę czyta się przyjemnie, lekko, radośnie a przede wszystkim... szybko :) Zbyt szybko...


Podsumowując - "Kącik zagubionych serc" to książka optymistyczna, choć z elementami smutku. Przepełniona humorem, życiowymi problemami różnego kalibru a jednocześnie bez zbytniej słodyczy czy różowych okularów opowiadająca o związkach, samotności i tajemnicach z przeszłości. Powieść Magdy Trubowicz to historia o tym jak harcerstwo (finalnie) pomaga w byciu szczęśliwym, o miłości od pierwszego wejrzenia (i to nie u nastolatków!) a także o blaszce swojskiego ciasta, które ma uratować świat przed zagładą.
Serdecznie polecam!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się, Wspomnienia z wakacji, 52 książki
#kacikzagubionychserc #magdalenatrubowicz #kupidyn

Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

niedziela, 24 września 2017

Rzutem na taśmę... gratulacje dla Joasi!

Niedawny post informujący o tym, że martucha180 jako ostatnia zaliczyła swe wyzwanie edytowałam...
Bowiem wieczorem 21 września dostałam jeszcze maila od Epilog - zaczytana Joana - ona też zaliczyła!



Wrzuciłam Asię na głęboką wodę - miała właściwie mały wybór jeśli chodzi o tytuł po który miała sięgnąć :P
Chcąc zaliczyć musiała przeczytać pierwszy tom serii o Kobietach z ulicy Grodzkiej - i zrobiła to! :) Gratuluję :)

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wiedziałam iż seria ta rozkocha Asię i.... nie pomyliłam się - ogromnie mnie to cieszy :)

Wyobraźcie sobie, że Asia... przeczytała od razu całą serię :)

Wrażenia z pierwszego tomu znajdziecie  TUTAJ

sobota, 23 września 2017

Anna Łacina "Zadzwoń, kocham cię"




Autor: Anna Łacina
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 23 sierpnia 2017
Liczba stron: 320










Anna Łacina kupiła młodzieżową połówkę mnie - mamy przecież tyle lat, na ile się czujemy, prawda? - książką "Niebo nad pustynią" a utwierdziła w przekonaniu, że warto sięgać po inne swe książki historią "Dzika jabłoń". Dlatego bez wahania zdecydowałam się przeczytać najnowszą - "Zadzwoń, kocham cię". Czy po raz trzeci odczuwam zadowolenie z twórczości Łaciny?


Weronika i Wawrzyniec znają się od przedszkola, jednak nie widzieli się przez wiele lat i dopiero ulewny deszcz sprawił, że ich drogi na nowo się przecięły - w tym samym momencie podczas meczu Polska-Szwajcaria zdecydowali się uratować z ławki pod blokiem pewnego, zmokniętego już, staruszka. To właśnie wtedy błyskawice oświetlały świat i kto wie, może również wzajemną drogę do ich serc... Ale życie to nie bajka i Weronika zaczytując swe smutki książkami, sama nie wie czy się zagubiła czy może odnalazła w relacji z sąsiadem. Brak kontaktu z jego strony sprawia, że podejmuje decyzję o wyjeździe do wujostwa do Gdyni, gdzie pod ich nieobecność ma zaopiekować się mieszkaniem i zwierzyńcem. Oczywiście jak przystało na sympatyczną historię miłości dwojga młodych ludzi, w drodze na dworzec dziewczyna spotyka... Wawrzyńca. Przelotne spotkanie sprawi, że jej pobyt nad morzem nie będzie nudny :)


"Cokolwiek dasz kobiecie, ona zwróci ci to z nawiązką. Dasz jej seks, ona da ci dziecko, dasz jej zakupy, ona da ci posiłek, dasz jej uśmiech, ona da ci serce." *


W najbliższej przyszłości bohaterka będzie miała okazję przekonać się o dziwnym zachowaniu towarzysza, przeżyje niejedną groźną sytuację pod mieszkaniem wujostwa a nie do końca wyjaśniony status związku z Wawrzyńcem sprawi, że czeka ich wiele chwil grozy o bezpieczeństwo drugiej osoby. Bo że bliskiej osoby, to muszą przeżyć jeszcze mnóstwo zawirowań, by się przekonać czy w ogóle coś dla siebie znaczą.


Anna Łacina z zegarmistrzowską precyzją i typowo literacką wyobraźnią poplątała losy dwójki młodych ludzi. Czytałam w swoim życiu wiele książek, których tło dotyczyło prawdziwych i w miarę bieżących zdarzeń, jednak tym razem czułam się niezwykle zadziwiona! Sięgając po powieść nie przypuszczałam jakie kryje niespodzianki... Łacina "rzuciła" swych bohaterów w wir wydarzeń lipca 2016 roku (bo wtedy rozgrywa się większość akcji): liczne zamachy terrorystyczne za zachodnią granicą czy Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Nasi bohaterowie znajdują się chwilami w miejscach, które należy określić jako epicentrum katastrof. Z informacji telewizyjnych znałam niemal wszystkie z opisanych tragedii, jednak przekazanie mi ich ponownie w tak szybkim czasie a na dodatek z udziałem młodych bohaterów powieści (z którymi zdążyłam się już zżyć) stało się dla mnie wyjątkowo bolesne. 


"... mężczyźni nie są jasnowidzami. Jeśli ni mówisz mu , jak chłop krowie na rowie, czego oczekujesz, to on w życiu się nie domyśli." **


Autorka podarowała mi nie tylko ciekawą, intrygującą i zaskakującą opowieść, ale również stworzyła wyjątkowych bohaterów. Każda postać wnosi do tej historii coś nowego, innego, swojego. Weronika jest rok przed maturą, wciąż poddaje się decyzjom matki, choć ma już tego dosyć a jej teraźniejszość znaczą traumatyczne chwile sprzed lat. Wawrzyniec skrywa liczne sekrety, jego zachowanie bywa niezrozumiałe a w głębi serca gnębi go też wspomnienie dotyczące pewnej dziewczynki z przeszłości i jego zachowanie względem niej. Ogromnie podobała mi się kreacja ciotki Weroniki - Danuty - osoby dającej innym dobre rady - choć brzmi to jak mówienie przykrej prawdy wprost - pomimo, że jej własne życie nie było udane. A może właśnie dlatego potrafiła wyciągnąć z niego wnioski? Jak działa małżeństwo, jakie popełniamy błędy oraz co można zmienić, by było lepiej - czy jej siostra weźmie sobie tą rozmowę do serca i dla dobra całej rodziny wdroży je w codzienność?


"Jest pięć języków miłości: język dobrych słów, język drobnych prezentów, język czynów, język dotyku i język spędzania czasu." *** 


"Zadzwoń, kocham cię" to powieść przepełniona różnorodnymi emocjami i uczuciami: miłość, przyjaźń, złość i niemoc przeplatają się z bólem, strachem, rozpaczą, przerażeniem i koszmarami sennymi. To historia młodej dziewczyny, na którą spadło bardzo dużo zła w krótkim czasie a jej umysł i serce nie mogły sobie z tym poradzić. Wciąż powracały do niej obrazy pełne krwi, plastikowych worków oraz "gdybanie", że może przy podjęciu innych decyzji ktoś by ocalał...

Książka pokazała też jak bardzo w obliczu trudnych przeżyć potrzebujemy wsparcia. Interesujący okazał się wątek Domów Pomocy Społecznej i bezradność przebywających tam osób czy wnoszących wiele zrozumienia Filipińczyków oraz kapłana przybywających na ŚDM. Autorka odarła z masek ojców i matki, którzy nie żyli według tego co dyktowało im serce i jątrzyli problemy oraz kłótnie. Przemiany są każdemu potrzebne. Tylko trzeba się odważyć.


Podsumowując - "Zadzwoń, kocham cię" jest powieścią pełną niespodzianek, strachu o życie najbliższych oraz licznych egzaminów jakie zdajemy w obliczu tragedii czy niebezpieczeństwa. Czy wszystkie zdalibyście śpiewająco? Kolejne zamachy znaczą losy bohaterów a jakby śladem koszmaru podąża rodzina Weroniki. Czy to ich umocni? Gorąco polecam sprawdzenie tego na własne oczy.




* A. Łacina, "Zadzwoń, kocham cię", Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2017, s. 79
** Tamże, s. 129
*** Tamże


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

piątek, 22 września 2017

Martucha180 przedostatnią osobą, która w terminie zaliczyła!

Wczoraj upłynął termin, który wyznaczyłam kilku osobom, które zaprosiłam do zabawy w Indywidualne wyzwania :) To był pamiętny poniedziałek - 22 maja - dzień 5 urodzin bloga.

Marta dostała do przeczytania - po poprawce, gdyż strzeliłam coś, co jednak już czytała... - książkę Elżbiety Cherezińskiej - to było mega wyzwanie i tym bardziej cieszy mnie, że się udało :)


Dowolnym wyborem Marty stała się powieść "Harda" - TUTAJ możecie przeczytać opinię wyzwanej :)

Gratuluję! :) Bardzo cieszę się, że przyczyniłam się do sięgnięcia po od dawna upragnioną autorkę.


Zaś pozostałych wyzwanych bardzo proszę o informację jak tam Wasze czytanie - czy mam oczekiwać na linki, czy może przedłużyć termin :)

środa, 20 września 2017

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na pożegnanie" - recenzja premierowa




Autor: Agnieszka Walczak-Chojecka
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 20 września 2017
Liczba stron: 384
Seria: Saga Bałkańska tom 3


Książkę koniecznie polecam czytać we właściwej chronologii tomów tej sagi






I to już niestety koniec... Zżyłam się z bohaterami Sagi Bałkańskiej Agnieszki Walczak-Chojeckiej, chłonęłam smaki, zapachy, kibicowałam bohaterom... Wraz z nimi przeżywałam wzloty i upadki, smutki i radości oraz tragizm wojny czy powodzi - dwie jakże skrajne katastrofy zbierające śmiertelne żniwo. Jednak przyszła pora na trzeci tom... Myślę, że to chyba zawsze najtrudniejsze zadanie dla pisarza, by w sposób przynajmniej dobry zwieńczyć swe kilkumiesięczne lub kilkuletnie dzieło. Czy Walczak-Chojecka sobie z tym poradziła? A może to jeszcze nie koniec patrząc na finałową scenę... :)


Tom drugi pozostawiał czytelnika w ogromnym zawieszeniu, bowiem w finale Jasmina odkryła, iż jej ukochany Dragan żyje... Nie była zupełnie na to przygotowana - nie tutaj, nie teraz, nie w taki sposób... Ale los miewa inne plany niż sami sobie zaplanujemy. Jednak po niespokojnej nocy w hotelu młoda Chorwatka zostawia śpiącą Katarzynę i sama udaje się do ośrodka "Powrót"... Tu czeka ją przykra niespodzianka - nie będzie miała szansy pokonania amnezji Dragana małymi kroczkami pozwalając mu na przypominanie sobie przeszłości, bowiem chłopak zniknął! Nikt nie wie gdzie jest i obie kobiety wpadają w panikę... Dopiero co odnalazły go po tak długim okresie niepewności, bólu i łez. Wszak myślały, że nie żyje... Mają pretensje do Olji, że ukrywała przed nimi prawdę. Czy i tym razem dziewczyna ma coś wspólnego ze zniknięciem Dragana? Czy nie czuje wyrzutów sumienia i nadal knuje intrygi czy może chłopak sam uciekł nie chcąc zderzyć się z przeszłością i nowymi dla niego twarzami?

Nie zdradzę Wam zbyt wiele... Może tylko tyle, że przez pewien czas Dragan przebywał w szpitalu na Banovom Brdu, gdzie spotkał kogoś z przeszłości, kogo wolałby nie oglądać już nigdy w życiu. Sama nie wiem czy to dla niego lepiej, że nie pamiętał tej osoby...?! Najgorsze jest to, że pobyt w tym miejscu miał być ucieczką a stał się "narzędziem" wpakowania go w znacznie gorsze tarapaty życiowe. Nie wiedzieć czemu i komu tak bardzo zawinił, że ostatecznie stał się ofiarą nienawiści i z każdej strony spadały na niego złe wiadomości. Czy Dragan ma jeszcze szansę na szczęście?
Czy dwie kochające kobiety (Jasmina i Katarzyna) zdołają go jeszcze odnaleźć?
Żadna z nich nie ustaje w poszukiwaniach i sprawdzaniu wszelkich możliwych śladów i miejsc, gdzie mógłby przebywać młody Serb. Często czeka ich zawód, rozczarowanie i przykre sytuacje, jednak za wszelką cenę pragną uściskać bliską osobę - każdy by walczył, prawda?

Pomiędzy kolejnymi podróżami Katarzyna przebywa głównie u matki w Dusznikach, gdzie spotyka się z dawną miłością, zaś Jasmina pilnie przepracowuje swój smutek w teatrze pantomimy u Henryka Tomaszewskiego jednocześnie skupiając się na wychowywaniu syna. Jej krwawiące serce nie potrafi zawalczyć z rozumem o ścieżkę przyszłości i wciąż rani Tarika, nie potrafiąc dać mu ostatecznej odpowiedzi. Czy marzenie młodego weterynarza się spełni?

Mimo iż wojna się skończyła nadal wyją syreny alarmowe, słychać strzały a po niebie przetacza się hałas przelatujących bombowców. Mieszkańcy Bałkanów nadal nie mogą spać spokojnie a i dnie nie pozwalają na normalne życie. Ile jeszcze osób musi zginąć, by mógł zapanować prawdziwy pokój?


Książka była dla mnie ogromną niespodzianką - co autorka przygotowała na koniec tomu? Dzieje się dużo, czasu na nudę nie ma w ogóle a kolejne strony umykają spod palców szybciej niż można zdążyć pomyśleć o tym, by je przewrócić... Nazwałabym powieść wręcz rollercoasterem, gdyż wydarzenia następują po sobie z prędkością światła i dbają o wysoki poziom adrenaliny czytelnika. Dodatkowo nie ma szans, by domyślić się co czeka w kolejnych rozdziałach... Przyznaję, że zupełnie nie wiedziałam, w jakim kierunku poszły myśli Agnieszki Walczak-Chojeckiej... Zwłaszcza, że los bohaterów zmieniał się jakby wiejący wiatr odwracał wciąż ich przyszłość a nie tylko poruszał flagami.

Niezdecydowana Jasmina, zagubiona Katarzyna, wredna Olja, mądry życiowo Tomaszewski czy też wpadający w kolejne tarapaty Dragan - wszyscy muszą zmierzyć się z prozą życia przygotowaną przez Matkę-Autorkę, która nie pozwala im na chwilę wytchnienia :) Miejsce akcji wciąż się zmienia - Belgrad, Nowy Sad, Sarajewo, Kosowo, Czarnogóra, Duszniki-Zdrój, Wrocław oraz Kobierzyce - dostarczając nam czarujących opisów, zaskakujących decyzji oraz trudnych wyborów, ale nie powodując zagubienia.

Podczas lektury każdy czytelnik czeka zawsze na finał - czy będzie to zakończenie otwarte czy może zamknięte... Walczak-Chojecka zafundowała nam to pierwsze pozwalając, byśmy snuli domysły, rozważali różne rozwiązania i dopisując swój własny epilog. Ogólnie jestem zwolenniczką innych "ostatnich zdań", ale przyznaję - w tym przypadku to bardzo dobre zakończenie. A może to znak, iż w nasze ręce trafi tom czwarty?

Niewątpliwie na plus jest tło historyczno-społeczne, w które autorka doskonale wpisała losy swoich - w większości - fikcyjnych bohaterów. Pani Agnieszka nie skupiła się wyłącznie na suchym podaniu dat na początku rozdziałów, ale przybliżyła czym się tamte czasy charakteryzowały - pojawienie się telefonów komórkowych i skutki tej nowinki technologicznej; modne seriale czy muzyka, pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Byłam zaskoczona, iż w fabule ważne miejsce zajęły bardzo traumatyczne dla wielu Polaków wydarzenia z 1997 roku - sama przeżyłam wtedy trudne chwile w swoich rodzinnych stronach, choć byłe one odmienne od tych powieściowych. Książka została wzbogacona poezją co w połączeniu z lekkością pióra autorki zapewnia niezwykłą literacką podróż.



Podsumowując - trzeci tom Sagi Bałkańskiej dostarcza czytelnikowi mnóstwo sprzecznych emocji, zaskakuje wydarzeniami, intryguje, wzrusza i nie pozwala na spokojny sen. Powieść traktuje o zatracaniu się w byciu rodzicem a dla równowagi chwil grozy otrzymujemy rozczulającą gromadkę dzieci. To wyśmienita i wciągająca seria o bratobójczym konflikcie, skupiająca się na losach bohaterów różnych nacji - gorąco polecam!







"Nie czas na miłość"
"Nie czas na zapomnienie"
"Nie czas na pożegnanie"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz



poniedziałek, 18 września 2017

Janet Cherrie "Córka Fanny Hill"




Autor: Janet Cherrie
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Liczba stron: 320










Zakazany owoc smakuje najlepiej i dlatego śmiem przypuszczać, że mimo iż w większości domów książki zabarwione erotyką nie są zapewne ustawiane w widocznym miejscu biblioteczek, to i tak prędzej czy później latorośle do nich dotrą. Mam rację?
Pamiętam, że razem z bratem znaleźliśmy taką "skrytkę" i przeczytaliśmy wszystko co w niej było między innymi "Pamiętniki Fanny Hill". Nie wiem ile miałam wtedy lat, ale to był mój pierwszy erotyk. Choć nie potrafię po latach nakreślić zupełnie fabuły to w moim umyśle pozostało wspomnienie mocno zaczerwienionych policzków.

Dlatego zaintrygowała mnie "Córka Fanny Hill" wydana przez Replikę. Byłam ogromnie ciekawa jak po tak długim czasie odbiorę historię córki słynnej literackiej kurtyzany.

XVIII wiek, Anglia
Laura Hill bardzo szybko została sierotą. Już mając pięć lat wychowywała się u stryja w Liverpoolu a po jego śmierci - już jako dwudziestotrzyletnia dziewczyna - wyjechała do kuzyna do Farlow's Mills. George ma trzydzieści osiem lat i samotnie wychowuje syna - Henry'ego. Chcąc przygotować go do prowadzenia firmy prosi Laurę, by nauczyła go rachunków. Tylko czy dziewczyna będzie potrafiła wyzbyć się myśli o seksualności w obecności młodzieńca?

Pobyt na wsi sprzyja spacerom, podglądaniu schadzek, ale również pozwala na rozwijanie pasji jaką jest alchemia. Laura ma sprecyzowane plany co do stworzenia wynalazku życia, jednak wcześniej musi pomóc kuzynowi w zdobyciu koncesji na handel z Indiami. Do czego się posuną, by to osiągnąć? Na czym będzie polegała intryga?


Klimat osiemnastego wieku nadaje erotykowi specyficznego uroku - obok powozów, długich sukni i gorsetów są również tajemne przejścia, wyjątkowe domy uciech i jakże odmienne od obecnych relacje międzyludzkie. Prawda jest jednak taka, że Cherrie nie postarała się w kwestii  tła historyczno-społecznego. Zbyt mało wydarzeń, na których tle rozgrywałyby się losy bohaterów. Dość skąpe informacje na temat handlu z Indiami, planowanych celów wypraw morskich czy też ustroju Anglii i sytuacji jej mieszkańców.

Prawdziwej fabuły jest w książce niewiele, autorka skupiła się na erotyce a poza nią jest dość sielankowo i wydarzenia rozgrywają się w kręgu kilku osób. Dopiero pod koniec lektury pojawiają się nowe postacie, jednak nie zmienia to faktu, że powieść nie jest ani odrobinę romantyczna a prawdziwej miłości tu nie uświadczycie. 
Laura opowiada nam o harcach z nauczycielem, potem o uciechach w samym Farlow's - swoich i nie tylko, gdyż panuje ogólna rozwiązłość. Cała książka ukazuje dość otwarte podejście do intymności, części ciała są nazywane różnorodnie - od słodkich czy wręcz śmiesznych, po potoczne i "świntuszkowate", co powoduje iż nie zawsze sceny erotyczne wywołują rumieniec, często śmieszą słownictwem lub zachowaniem bohaterów. Najbardziej ujęło mnie określenie "różowy nosek myszki" :)
"Momentów" jest przecież jednak kilka lub kilkanaście (wybaczcie, ale nie liczyłam...) i nie zawsze jest słodko czy śmiesznie - zdarzają się sceny wyuzdane czy pikantne.

Na uwagę zasługuje pewna tajemnica pana domu w Farlow's Mills, która wychodząc na jaw nieźle miesza w życiu pewnych mężczyzn - zabrakło mi wyjaśnienia jak jeden z nich zareagował na nowinki... Liczyłam na dokończenie tego wątku... Zwłaszcza, że brała w nim udział zjawa.


Doskonale widać, iż akcja dzieje się wiele lat temu, ponieważ często stosowane są archaizmy - nie zawsze zresztą rozumiane przez współczesnego czytelnika. Występują też wyrazy potoczne. Słowo "chędoży", mi nie przeszkadzało, ale już na przykład wyraz "flaszka" powinien zostać chyba zastąpiony "butelką"...


Podsumowując - "Córka Fanny Hill" charakteryzuje się dużą częstotliwością miłosnych uniesień, które z kolei określiłabym jako różnorodne. To oryginalna lektura, głównie z uwagi na akcję osadzoną w osiemnastym wieku, jednak w mojej ocenie jest dość średnia. Wielbiciele literatury erotycznej nie będą zniesmaczeni, ale na ile seksualność ich zadowoli - wszystko zależy od tego czy oddadzą się lekturze dla poznania tej historii czy będą tylko porównywać do hitów gatunku.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Zatytułuj się, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

sobota, 16 września 2017

Magdalena Witkiewicz "Ósmy cud świata"




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 13 września 2017
Liczba stron: 336










Magdalena Witkiewicz to polska autorka, która trafia wprost do serc rodzimych czytelniczek swoimi życiowymi powieściami. Potrafi pisać z humorem oraz o poważnych sprawach, ale w lekkim i przystępnym stylu. Nie będę rozpisywać się o jej biografii, bowiem w internetowym świecie znajdziecie potrzebne informacje. Nie porównam również "Ósmego cudu świata" do "Czereśnie zawsze muszą być dwie", bo to zupełnie nie ten kaliber, wręcz inna bajka i trudno będzie "Czereśnie..." teraz zrzucić z mojego prywatnego piedestału, czy tam TOP1 Magdaleny, jak kto woli :)


Anna ukończyła marketing i zarządzanie, jednak jej największą pasją są podróże. Potrafi pojechać sama w nieznanym kierunku, bez konkretnego planu czy celu. Mając szansę na dobrą pierwszą po studiach pracę, rezygnuje z niej, gdyż musiałaby odwołać wyjazd do Norwegii. Życie Ani śledzimy przez kilka następnych lat - jej codzienność singielki, która jest pewna swej przyszłości, nie martwi się zbytnio jutrem, rozstania leczy podróżami i tylko słowa matki oraz przyjaciółek sprawiają, że marzenia zaczynają boleć... Podróże służbowe choć w minimalnym stopniu zaspokajają głód przemierzania przestrzeni, ale w życiu bohaterki następuje kryzys. Czuje, że łączenie pracy z życiem prywatnym zaczyna ją przytłaczać. Wplątała się z Jackiem w relację, która nie do końca daje jej spełnienie.


"By z kimś być, trzeba umieć się z nim również nudzić". *


On daje jej serce na wyciągniętej dłoni i pragnie wiele.
A ona?
Ona postanawia pojechać na urlop! Przemyśleć swoje decyzje, odzyskać wiarę w miłość i dowiedzieć się gdzieś w głębi siebie, czego tak naprawdę oczekuje od losu i swej przyszłości. Bo będąc z dala od domu łatwiej nam znaleźć właściwe rozwiązanie, ponieważ łapiemy dystans do tego co się wydarzyło.

Swoje kroki Anna kieruje do Wietnamu, gdzie spędza kilka dni z przypadkowo poznanym Tomaszem. Bajkowa sceneria sprawia, że stają się sobie bliżsi niż planowali... Wszak ona chciała być sama i myśleć a on... miał tu być z kimś innym. Dwoje ludzi z mocno poplątaną przeszłością w gorącym słońcu Azji poczuło wzajemną więź, którą zniszczyła jedna kartka papieru... Czy tą relację uda się jeszcze odbudować? A nie będzie to łatwe... Czy może Anka zrozumie, że jej przeznaczeniem jest Jacek? Co podpowie jej serce? Jeśli chcecie się przekonać jak zakończy się ta historia, którą dodatkowo pogmatwają maleńkie stópki, to koniecznie sięgnijcie po "Ósmy cud świata".


Skąd pomysł na Wietnam? W 2014 roku Magdalena Witkiewicz została zaproszona na Międzynarodowy Festiwal Literatury Europejskiej w Hanoi. To wtedy poczuła inspirację, by fabułę jednej ze swych powieści - choć częściowo - umieścić w tym kraju. Z ogromnym zainteresowaniem czytałam o wiecznie młodych Wietnamkach, ruchu ulicznym bez zasad, farmach pereł oraz smakach i zapachach charakterystycznych dla tego zakątka świata. Najbardziej podobały mi się legendy, które opowiadał Tomasz - o powstaniu Jeziora Zwróconego Miecza, o zbieraniu ryżu czy wyspach Ha Long.

Autorka użyła pięknego porównania naszego życia - musimy uważać na to co wybieramy, na co się decydujemy, co komuś mówimy, bowiem życie to nie książka i ma tylko jedno zakończenie. Powieść obfituje w całą gamę przemyśleń na różne tematy bliskie każdemu z  nas: przeszłość rzutująca na przyszłość, problemy damsko-męskie, marzenia lub przerażenie na myśl o macierzyństwie, odzyskiwanie wiary w ludzi, relacje rodziców i dzieci a także miłość przychodząca wtedy, gdy własne dzieci są już dorosłe. Nie zabrakło również przedkładania pracy ponad miłość, gonitwy za pieniądzem czy bólu samotności.


"...czasem życie i praktyka są dużo lepszymi nauczycielami niż teoria serwowana na zajęciach przez profesorów" **


"Ósmy cud świata" wspiera nas na wielu polach - pokazuje, że nie wystarczy marzyć... trzeba zrobić pierwszy krok zaś miłość jest czasem na wyciągnięcie ręki, tylko nie potrafimy tego dostrzec... Aby ją "dogonić" musimy przekroczyć niejedną granicę a wtedy koniecznie powinniśmy zdradzić temu, kogo kochamy, że jest obiektem naszych uczuć. Powieść traktuje również o tym, że pomimo trudności musimy żyć dalej uważając na zgubne "lepiej", "wyżej" czy "więcej". Czasem trzeba odpuścić parcie naprzód "po trupach do celu", bo ważniejsza jest codzienność i bliscy.

Powieść - z nota bene cudownie symboliczną okładką - składa się z trzech części: w pierwszej i trzeciej skupiamy się na życiu kobiety, w drugiej - mężczyzny. To oni są w nich bohaterami i narratorami. Dzięki temu możemy poznać, choć część historii z różnych perspektyw, co pozwala lepiej lokować sympatie i kierować zrozumienie dla decyzji. Ciekawym zabiegiem jest umieszczenie na początku każdego rozdziału powiedzenia wietnamskiego - są naprawdę dające do myślenia :)

Książkę pochłonęłam właściwie w jeden dzień. Popłynęłam z prądem wydarzeń, refleksji i odwiedziłam cudny Wietnam, który Witkiewicz opisała dość konkretnie - jak to w obyczajówce a nie przewodniku turystycznym. Byłam ogromnie ciekawa co wyniknie z obecności dwóch, jakże różnych mężczyzn w życiu głównej bohaterki - każdy miał bowiem wady i zalety. Chcesz odkryć wszystkie skrywane w powieści niespodzianki? Przeczytaj :)


Podsumowując - "Ósmy cud świata" to lektura obowiązkowa dla wielbicieli twórczości Witkiewicz, powieść traktująca o uczuciach, marzeniach, trudnych wyborach i szczęściu, które czai się u progu jak maleńkie ziarenko piasku, by móc stać się dla nas drogocenną perłą.

Wprawdzie wszystkich siedmiu cudów świata nie miałam okazji osobiście zobaczyć, ale swój ósmy cud świata znalazłam :) A Twój ósmy cud?



* M. Witkiewicz, "Ósmy cud świata", Wyd. Filia, Poznań 2017, s. 30
** Tamże, s. 189



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

czwartek, 14 września 2017

"Moim największym marzeniem jest nieprzerwana praca nad książkami do końca życia" - zapraszam na wywiad z Julitą Strzebecką - wywiad #15


Julita Strzebecka zaistniała w świadomości polskich czytelników dnia 7 marca 2017 roku kiedy to została wydana jej debiutancka powieść - „Nakarm mnie”. Jednak trudno odnaleźć informacje o autorce a tym bardziej o procesie twórczym, pomysłach czy marzeniach. Postaram się uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytania u źródła.



Ejotek: Kim jest Julita Strzebecka?
Julita Strzebecka: Osobą, która wreszcie zaczęła spełniać swoje marzenia. I oby mi tak zostało do końca życia ;)


ejotek: Czy w dzieciństwie lub wczesnej młodości pisywała Pani np. do szuflady?
JS: Tak. Pierwszy wiersz napisałam w wieku ośmiu lat – był o tęsknocie i szklance herbaty. Niestety nie zachował się na pamiątkę. Potem przez resztę podstawówki nie interesowała mnie żadna twórczość. W liceum pisywałam wiersze, krótkie opowiadania i nie mniej krótkie scenki z dialogami. Po maturze doszłam do wniosku, że trzeba zająć się życiem. Obiecałam sobie, że kiedy zdobędę wiele doświadczeń i będę miała coś do przekazania, a przede wszystkim będę czuła potrzebę, aby pisać, to do tego wrócę. Ta potrzeba odezwała się i nie dała o sobie zapomnieć. W roku 2009 zdecydowałam, że wracam do pisania. Szybko uznałam, że skoro muszę to robić, bo bez tego żyć dłużej nie potrafię i nie chcę, muszę nauczyć się robić to dobrze. Zaczęłam brać udział w różnych spotkaniach warsztatowych, zajęciach teoretycznych, profesjonalnych kursach pisania. Ćwiczyłam, ćwiczyłam, ćwiczyłam aż w końcu zaczęły pojawiać się efekty.



ejotek: Kiedy i w jakiej sytuacji narodził się pomysł, by napisać książkę?
JS: ‘Nakarm mnie’ to nie jest moja pierwsza książka w ogóle, ale pierwsza, która nie jest ćwiczeniową wprawką. Powstała, ponieważ w pewnym momencie doszłam do wniosku, że przyszła pora żeby napisać coś konkretnego. Wtedy akurat koleżanka z grupy Jola Czarkwiani napisała powieść poruszającą temat anoreksji. Ja wpadłam na pomysł, że napiszę o czymś przeciwnym – o obżarstwie. W trakcie pisania doszłam do wniosku, że książka może być nudna, więc trzeba tam wrzucić coś jeszcze. Feedersi (temat znałam już dawniej) wydawali mi się idealni, głównie dzięki temu, że idealnie pasowali do fabuły.


ejotek: A jak to się stało, że skupiła się Pani na tak trudnej a zarazem oryginalnej tematyce?
JS: Z mojego punktu widzenia tematyka książki nie jest trudna tylko po prostu inna. Nie potrafię pisać o rzeczach, które nie są dla mnie ważne, warte poznania i nie są wyzwaniem.


ejotek: Czy w Pani otoczeniu pojawiły się kiedykolwiek osoby mające problemy z otyłością czy to zupełnie przypadkowy temat?
JS: Temat nie jest przypadkowy. Takie mamy czasy, że jest dużo ludzi otyłych i każdy się z tym spotyka w mniejszym lub większym stopniu. Ale nie każdy wie, iż nie jest to problem wyłącznie natury estetycznej, lecz o wiele głębszy i złożony. Dzięki mojej książce można się dowiedzieć tego i owego, a ponadto coś przeżyć.


ejotek: Jak długo pisała się powieść z uwagi na pogodzenie tego zajęcia z pracą zawodową?
JS: Rok (ale to chyba tylko dlatego, że w wyniku perturbacji zawodowych przez kilka miesięcy nie pracowałam). Ten rok to nie tylko pisanie i poprawianie, ale także zbieranie materiałów. Czasami żeby napisać jedną scenę, musiałam kilka godzin zgłębiać temat.



ejotek: Czy jakieś miejsce szczególnie sprzyjało pisaniu?
JS: Nie było jakiegoś szczególnego miejsca, ale faktycznie długie godziny spędzałam na krześle przy biurku i laptopie. Zdarzało mi się pisać na świeżym powietrzu albo w kawiarni czy na przystanku.


ejotek: Zaintrygował mnie zwłaszcza przystanek :) A jak wyglądało samo pisanie? Miała Pani plan, którego dzielnie się trzymała czy może podczas procesu twórczego bohaterowie nieco zmieniali przyszłość, którą Pani dla nich stworzyła wcześniej?
JS: Zawsze piszę z planem, bo inaczej fabuła się rozłazi. To nie znaczy, że nic nie zmieniam, nie dodaję czy nie wyrzucam – robię to, jeśli uważam, że fabuła na tym skorzysta. Bohaterowie tak silni, jak Joanna czy Wiktor, sami podpowiadają wiele rzeczy, pomagają, nawet potrafią prowadzić, ale nie zmieniają radykalnie fabuły.


ejotek: Kto był pierwszym szczęśliwcem czytającym książkę?
JS: Słowo daję, że nie pamiętam. Przypuszczam, że była to mama.


ejotek: Dokarmiacze i nadmierna otyłość ich „ukochanych” kobiet to dość kontrowersyjny - a dla niektórych nawet niesmaczny - temat. Z jakimi opiniami o książce się Pani spotyka?
JS: Głównie ze zdziwieniem, niedowierzaniem czy nawet szokiem. I choć emocje są bardzo różne – złość, niesmak, obrzydzenie, wstyd, gorycz, niechęć, pogarda, mało kto uważa, że czas poświęcony na przeczytanie powieści był czasem zmarnowanym – najważniejsze jest to, iż czytając można coś przeżyć.


ejotek: W moim odczuciu to bardzo dobry debiut. Czy opinie czytelników miały wpływ na decyzję o napisaniu ciągu dalszego historii Joanny Wysockiej?
JS: Tak. Zanim powieść się nie ukazała, zupełnie nie wiedziałam, jak może zostać odebrana i co ja w ogóle powinnam myśleć. Muszę się przyznać, że bałam się opinii, kiedy książka już zaistniała. Pierwsze przyjęłam z niedowierzaniem. Po jakimś czasie, gdy przekonałam się, że książka się podoba i czytelnicy są zainteresowani kontynuacją, podjęłam decyzję o pisaniu drugiej części.


ejotek: Bardzo mnie to cieszy. Kiedy książka będzie miała premierę?
JS: Nie mam pojęcia. Wydawnictwo dostanie tekst po 17 września.


ejotek: Zatem pozostaje mi cierpliwie czekać na nową odsłonę tej opowieści, choć jestem ogromnie ciekawa co będzie dalej. Czy uchyli Pani odrobinkę tajemnicy?
JS: Taką maleńką odrobinkę ;) Będą dwa główne wątki, kilka pobocznych. Niszczące uczucia, mieszające w głowie emocje, złe wybory, niezaspokojone pożądanie, nałogi, pasje, fetysze i zemsta.
Będzie się działo :)


ejotek: Moja ciekawość sięga zenitu :) Jeśli zdarzają się Pani wolne chwile to na jaki rodzaj relaksu zostają przeznaczone?
JS: Moją ulubioną formą relaksu są spacery i spotkania z ludźmi. Czasami wskazane jest też kino, teatr, koncert albo opera. Wyjazd z miasta na łono natury, zawsze działa niesamowicie.


ejotek: A czy lubi Pani czytać?
JS: Bardzo lubię. Bez czytania i pisania nie da się po prostu żyć.


ejotek: Jakie nazwiska znajdują się na liście najczęściej czytanych?
JS: O, to bardzo długa lista. Uwielbiam czytać dzieła Gombrowicza (wszystkie), Bułhakowa, Tołstoja, Saramago, Ishiguro, Puzo, Kinga i wielu innych, a także książki moich koleżanek pisarek (których jest za dużo, żeby wszystkie wymienić) K. Bulicz-Kasprzak, K. Kołczewska, A. Mentlewicz, A. Lis, A. Brengos, A. Walczak-Chojecka i wiele innych.


ejotek: Kilka nazwisk jest mi bliskich :) Gdyby otrzymała Pani propozycję ekranizacji „Nakarm mnie”, to którzy aktorzy mieliby szansę otrzymania głównych ról?
JS: To reżyser dobiera aktorów i wcale bym się nie wtrącała. Ja marzę o dniu, w którym zostanę zaproszona do pracy nad scenariuszem jako konsultant.


ejotek: Na koniec pytanie, które zadaję każdemu pisarzowi – jakie ma Pani marzenia?
JS: Moim największym marzeniem jest nieprzerwana praca nad książkami do końca życia. Jeśli to marzenie będzie się spełniać, to da mi to siłę do spełniania po drodze tych mniejszych, często zupełnie prozaicznych takich, jak np. ugotowanie dobrego obiadu dla przyjaciół.


ejotek: Bardzo dziękuję za poświęcony czas oraz interesujące odpowiedzi jednocześnie życząc spełnienia wszystkich marzeń – tych dużych i tych maleńkich.
JS: Również bardzo dziękuję i życzę wszystkiego dobrego.



Epilog – zaczytana Joana zadała Autorce pytania – oto odpowiedzi:
1. Co sprawiło że nadała Pani takie lub inne imię swoim bohaterom? Przypadek czy skojarzenie z osobą z otoczenia?

JS: Zawsze imię dopasowuję do bohatera i daję mu to, z którym mi się najbardziej kojarzy. Natomiast inaczej było z Joanną i Wiktorem – to bardzo silne osobowości. Oni już na etapie tworzenia postaci sami wybrali sobie imiona i dali mi o tym znać.


2. Jak to jest u Pani z pisaniem, czy łatwo jest tak po prostu usiąść i zacząć pisać powieść?

JS: Łatwo i niełatwo jednocześnie. Ja siadam do pisania dopiero, jak mam już plan i stworzonych bohaterów, wiem, co chcę powiedzieć i jak. I nie siadam do pisania, jak nie mam w głowie pierwszej sceny, od której wszystko się zaczyna. Jeśli chodzi o ‘Nakarm mnie’ to początek pisałam trzy razy – zostawiłam dopiero, jak byłam zadowolona.

3. Czy w przypadku tej powieści wiedziała Pani od razu jaki będzie jej tytuł czy była jakieś inne robocze? Jeśli tak to czy można z ciekawości je poznać ?

JS: Moja książka najpierw miała tytuł ‘Ślad na jej policzku’ – taki był tytuł pierwszej wersji książki. W drugiej wersji zmienił się środek ciężkości, w związku z tym zmienił się i tytuł.

4. Czy podczas pisania przerywa Pani słowotok żeby sprawdzać i poprawiać? Czy w pierwszej kolejności, że się tak wyrażę "płynie Pani z nurtem rzeki" by potem cofnąć się i czytać wszystko od nowa?

JS: Zasadę mam taką, że jak piszę, to piszę całość i nie poprawiam w trakcie – pierwszą część pisałam na kompie. Drugą część pisałam inaczej, bo głównie w zeszycie i przepisując robiłam tak jakby pierwszą korektę od razu. Przy kolejnej książce wrócę do swojej zasady pisania na kompie i poprawiania po napisaniu całości.




Jak zawsze na koniec – pora na ogłoszenie wyników konkursu :) Miło mi poinformować, iż decyzją Autorki „Nakarm mnie” wygrywają:
Monika Piotrowska –Wegner
Epilog – zaczytana Joana
Edyta Chmura
Martwy Kruk
Chaga
Małgosia Xxookds


Ogromne gratulacje! Bardzo proszę o Wasze adresy na mojego maila (ejotek1980[małpa]gmail.com) – w tytule wpiszcie „Smaczny konkurs – adres”. 




Za wszystkie zdjęcia dziękuję Autorce. 

poniedziałek, 11 września 2017

Agnieszka Meyer "Karmin"




Autor: Agnieszka Meyer
Wydawnictwo: MG
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 288










Los sprawił, że sięgnęłam po dwa debiuty z rzędu :) Jednak okazały się być zupełnie z innej planety. "Karmin" to powieść dotycząca związków między ludźmi, które bywają oparte na odmiennych oczekiwaniach przez każdego z partnerów. Autorka starała się udowodnić, że nawet najbliżsi sobie, potrafią w ułamku sekundy odmienić swe życie.


Max i Sabina (zwana Seliną)
Selina jest konserwatorką papieru, która opuściła rodzinny Kraków i wyjechała do USA. Otrzymywane zlecenia sprawiają jednak, że bywa w różnych miejscach na świecie - wszędzie tam, gdzie można uratować starą książkę. Praca jest dla niej lekiem na wszystko. A kim jest Max? To Niemiec z Monachium, pracujący w Stanach jako stolarz-artysta. Bywa zaborczy w stosunku do swojej kobiety, ale jednocześnie nie lubi się z nią rozstawać. Oboje naprzemiennie przybliżają nam swój związek, od chwili poznania, poprzez rozmowy o wojnie (co jest tym bardziej ciekawe, że ich przodkowie stali po przeciwnych stronach barykady) i zawiłościach językowych, codzienności, niechęci Seliny do rozmów na trudne tematy oraz wolnym od wstydu podejściu Maxa do cielesności.

Jednak pewnego dnia ich drogi rozchodzą się... Selina wyjeżdża a Max znajduje w koszu na śmieci pewien rachunek, który wywołuje w nim złość...

...oto jak jedno niedopowiedzenie, brak zaufania czy też otwartości, niechęć do szczerej rozmowy zniszczy ich miłość i bliskość...


David
Podczas pobytu w Dublinie Selina poznaje Davida, bardzo dziwnego, tajemniczego i zarazem eleganckiego pasjonata starych ksiąg. Swoje "skarby" trzyma w bankowej skrytce i tylko wtajemniczeni mają szansę poznać ich zawartość. Kobieta jest nim zafascynowana (choć tak naprawdę to nie wiem czy bardziej pragnie jego czy zawartości skrytki). Zadziwia ją jego wielojęzyczność, zaś imponuje ciągłe zaskakiwanie, wieczna niewiadoma i częste podróże - dopiero później zaczyna ją to denerwować w połączeniu z zamartwianiem się o jego zagadkowe ataki. Kim tak naprawdę jest zmieniający nazwiska i paszporty David? Czym zakończy się pełne niedomówień napięcie między nimi? Czy Selina podda się jego hipnotycznemu zachowaniu zapominając o Maximilianie? Czy otrzyma zapłatę za swą pracę?


Jessie
Jessie to operatywna, konkretna i nierozumiejąca trudnej przeszłości Europejczyków obywatelka Ameryki, która zauroczyła się Maxem. W różowych kolorach widzi wspólną przyszłość i stawia kolejne kroki na tejże drodze, między innymi przedstawiając wybranka rodzicom. Jednak los ma dla niej niespodziankę...



Czworo ludzi na dwóch różnych kontynentach zostało uwikłanych w historię o miłości, bliskości i tajemnicach. Ich codzienność przeplata się ze sobą pokazując nam jakie skutki mają podejmowane decyzje. Ich problemy mają wpływ nie tylko na ich własne życie, ale i pozostałej trójki. Jak to możliwe? W jaki sposób autorka połączyła ich losy? Czy prawda wyjdzie na jaw? Dla kogo finał okaże się szczęśliwy?

Każde miejsce, w którym toczy się akcja jest opisane z niezwykłą dokładnością, dzięki temu oczami wyobraźni potrafiłam zobaczyć i poczuć tamten świat - amerykański, włoski, polski - Golden Gate, obozy koncentracyjne czy też Forum Romanum.

Jednak chwilami brakowało mi chronologiczności, gubiłam się w przeszłości i teraźniejszości, próbując odnaleźć się na osi czasu, by dorównać krokom bohaterów. Zaś rozpoczynając nowy rozdział musiałam czekać, by imię bohatera zostało wymienione, by wiedzieć której pary dotyczy oraz czy dany fragment dzieje się tu i teraz czy jest może wspomnieniem...

Powyższy akapit sprawia, iż z całą pewnością stwierdzam, że Agnieszka Meyer nie do końca trafiła w mój gust. Ale przecież nie każdą książką muszę być zachwycona, prawda? To nierealne... A właśnie tak określiłabym "Karmin" - odrealniona opowieść z ukrywaniem prawdy, tęsknotą za ojczyzną i wspomnieniami o wojnie. Nie ma tutaj zbyt wiele akcji, raczej mnóstwo przemyśleń czy dyskusji - to one stanowią o sensie lektury. Brakowało mi nieco adrenaliny, która zwykle towarzyszy mi podczas lektury. Mam wrażenie, że momentami autorka chciała zbyt pięknie czy górnolotnie przekazać swe myśli czytelnikowi i - przynajmniej dla mnie - wyszło trudno i naukowo.

Niewątpliwie na plus muszę zaliczyć opisy zbliżeń, które zostały przedstawione bajkowo, w sposób piękny, delikatny, wręcz jak muśnięcia skrzydeł motyli. A przecież nie tylko o cielesności tu mowa. Meyer wykorzystała swych bohaterów, by pokazać nam, że każdy potrzebuje czasem oddechu, wytchnienia, oderwania od dotychczasowego życia i trudności jakie piętrzą się codziennie.


Podsumowując - "Karmin" jest powieścią trudną, oryginalną i specjalizującą się w ulotności miejsc i języków, ale również barwna i mistyczna. Opowiada o trudnej przeszłości, wspomnieniach i różnorodnych dziełach sztuki. To dość ciężka historia, głównie z uwagi na jej charakter i odmienność od typowych obyczajówek. Na pewno trzeba mieć odpowiedni nastrój i przygotować się psychicznie do odbioru książki o książce, bowiem śmiało mogę stwierdzić, że prócz czwórki żywych bohaterów, piątym jest ONA - niezwykła księga. Bibliofile powinni odkryć ją osobiście a przy okazji otrzymają wskazówkę, by nic w życiu nie odkładać na później...






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

niedziela, 10 września 2017

Znowu radość! Gratki dla Sylwii

W piątek Sylwia zameldowała, że wykonała swoje zadanie :)

Brawo! Zwłaszcza, że to nie było Twoje pierwsze w tym wyzwaniu :)

Cieszy mnie to bardzo, że kolejna osoba ze zbiorowej rundy wyzwania zaliczyła, bowiem czasu coraz mniej a sukcesów coraz więcej :)

Gratuluję! :)




Sylwia miała za zadanie poznać twórczość Krystyny Mirek. Co wybrała na to pierwsze spotkanie?
"Miłość z jasnego nieba"! - wrażenia Sylwii możecie poznać TUTAJ

Dla mnie najważniejsze jest to, że w kolejnej czytelniczce zaszczepiłam miłość do polecanego autora :)


To kto następny zgłosi swój sukces? :)

sobota, 9 września 2017

Agnieszka Turzyniecka "Inspektor Kres i zaginiona"





Autor: Agnieszka Turzyniecka
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 2013
Ilość stron: 256









Agnieszka Turzyniecka napisała dotychczas dwie powieści: "Dziewczynkę z balonikami" oraz właśnie przeze mnie przeczytany debiut - "Inspektor Kres i zaginiona". Czy sięgając po książki w innej kolejności niż zostały napisane, nie strzeliłam sobie przypadkiem "samobója" i nie czuję rozczarowania? Przekonajcie się jakie są moje wrażenia.


Wiecie co wydarzyło się w Piotrkowie Trybunalskim w pewien majowy czwartek?
Marianna Suchocka zgłasza na posterunku policji zaginięcie swojej dwudziestoośmioletniej córki - Barbary. Wprawdzie Basia jest pełnoletnia, ale mieszka sama i nie kontaktowała się z nimi od soboty. A że jest dziewczyną dobrą, spokojną i lubianą jej milczenie oraz przedłużająca się nieobecność w mieszkaniu budzi niepokój rodzicieli. Kiedy Marianna wraz z policją przybywa do domu córki okazuje się, że drzwi nie były zamknięte na klucz a na dywanie odnaleziono czerwone ślady... Czy to krew? Co stało się z Basią? Czy jeszcze żyje? Prawda okaże się dość niezwykła...

Sprawę prowadzi jeden z najlepszych inspektorów w Piotrkowie - Marian Kres. Rodzice z niepokojem oczekują na wszelkie możliwe wiadomości, jednak policjant niechętnie udziela niesprawdzonych informacji. Ta sprawa stała się jego priorytetem, mimo że mijają miesiące i oficjalnie ją zamknięto. Ambitny inspektor na własną rękę (co skutkuje kłótniami z żoną) poszukuje tropów, kluczy, okłamuje rodzinę i zwierzchników, byle dowiedzieć się czegoś nowego... A trop prowadzi go poza granice kraju.

Początkowo sądziłam, że powieść skupi się na sprawie zaginięcia Basi i aż do samego finału nie będzie wiadomo jaki spotkał ją los. Jednak autorka zrobiła mi niespodziankę! Czytelnik bardzo szybko poznaje prawdę, bowiem pierwszoosobowa narracja została podzielona (w pierwszej części) między dwoje bohaterów - Kresa i młodą Suchocką. To oni opowiadają nam o swoim życiu a już w drugim rozdziale poznajemy prawdę o miejscu pobytu zaginionej. Tyle, że sprawy się komplikują...

W tak zwanym międzyczasie Marian Kres otrzymuje do rozwikłania kolejne sprawy kryminalne, które ubarwiają fabułę a czytelnikowi fundują wiele emocji. Są bowiem ogromnie różnorodne i wcale niełatwe do rozstrzygnięcia. Niespodziewanie pojawiają się nowe informacje, winni zacierają ślady a przebiegły i wciąż myślący o pracy po pracy inspektor stara się myśleć wielotorowo.

Książka składa się z pięciu części i w każdej na pierwszy plan wysuwa się inna sprawa prowadzona przez Kresa a dzięki zmienności narracji znamy różne punkty widzenia. Zarówno sam inspektor, jak i jego żona, współpracownicy, rodziny pokrzywdzonych czy sami podejrzani są niezwykle realnymi postaciami. Każdy otrzymał od Agnieszki Turzynieckiej inną misję, inne cechy wyglądu i charakteru, co sprawia że kolejne śledztwa nie mieszają się ze sobą i bardzo łatwo można przejść z czystym umysłem do kolejnej.

Autorka odwołała się w głównej mierze do relacji międzyludzkich i stworzyła fabułę opartą na polskich realiach. Nie znajdziecie tutaj spektakularnych strzelanin czy pościgów ani nawet magicznych sztuczek w laboratoriach na wzór zagranicznych seriali. U Turzynieckiej jest zwyczajny policjant z dwudziestodwuletnim stażem, różnorodni, ale nie przerysowani czy zbyt majętni bohaterowie. Ogromnym plusem jest akcja, która nie nudzi, fabuła wciąż zaskakuje nowymi wydarzeniami i choć w głównej sprawie panuje względny spokój, to wciąż dostajemy ciekawe wątki poboczne. Powieść jest napisana przystępnym językiem a jej konstrukcja pozwala na snucie własnych domysłów w kolejnych śledztwach. Ciekawa jestem ile Waszych pomysłów pokryje się z tym, co stworzyła autorka :)

Czy dostrzegłam jakieś wady? Owszem! Przede wszystkim poproszę o więcej, bo śledztwa Kresa bardzo mi się podobają.
A tak na serio to kilka scen bym dopracowała, rozmów rozwinęła, sytuacji nie kończyła tak szybko, jeden wyraz został chyba źle użyty (dewaluacja) ale to drobiazgi, które nijak nie obniżają mojej oceny tej wyśmienitej lektury.


Podsumowując - "Inspektor Kres i zaginiona" to bardzo dobra polska powieść obyczajowo-kryminalna. Nie brakuje w niej urozmaiceń, energii oraz napięcia. Czyta się ją szybko i przyjemnie, gdyż fabuła nie pozwala na zapomnienie o losach bohaterów.  Książka jest dopracowana, przemyślana i widać, że autorka poświęciła jej wiele czasu. To udany debiut.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Mini czelendż, Zatytułuj się, 52 książki

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...