Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murzyni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murzyni. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 kwietnia 2021

Colleen Hoover "Layla" // Richard Paul Evans "List"

 
 
 
 
 
Tytuł oryginalny: Layla
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: luty 2021
Liczba stron: 336
 
 
 
 
Poznałam dotychczas cztery powieści Colleen Hoover, które podobały mi się mniej lub bardziej, ale nigdy nie żałowałam ich lektury, do tej pory pamiętam emocje podczas czytania. Dlatego słysząc wieści, że warto poznać najnowszą książkę autorki "Layla" kupiłam ją sobie na urodziny i właśnie jestem świeżo po lekturze. Czy zgadzam się z zachwytami innych czytelników?
 
Na wstępie muszę przyznać, że sięgając po książkę nie znałam nawet zarysu fabuły. Wiedziałam jedynie, że jest to historia troszkę paranormalna, ale nawet dla mnie - osoby nie fascynującej się takimi wątkami czy fantastyką - nie będzie to minus podczas lektury [dzięki Joanko:)]. 

Głównym bohaterem jest muzyk, basista - Leeds, który wraz z zespołem grał na weselu Aspen i Chada w pensjonacie na terenie stanu Kansas. To właśnie wtedy poznał młodszą siostrę panny młodej - dwudziestodwuletnią Laylę i... zakochał się, z wzajemnością. Wbrew zdaniu najbliższych szybko zaczęli spędzać ze sobą czas a nawet mieszkać. Nie wiedzieli, że jest ktoś, kto patrzy na to z zazdrością i będzie próbował zabić dziewczynę. By pomóc rozbitej psychicznie, fizycznie i emocjonalnie ukochanej, Leeds zabiera ją do pensjonatu, w którym się poznali. Wynajmując go liczy, że to szczególne miejsce pomoże jej w powrocie do zdrowia.

Niestety, szybko okazuje się, że jego nadzieje szybko się rozwiały... Layla nie tylko czuje się tam gorzej, ale w domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy! Według Leedsa to fascynujące, ale niewytłumaczalne jednocześnie i zaczyna szukać pomocy w internecie. Jego uczucia zostają wystawione na próbę, zaś Layla nic nie rozumie z tego co ją otacza. Jest ktoś, kto twierdzi że może pomóc w uzyskaniu odpowiedzi na trudne pytania... Kim jest? Czy uda mu się rozwiązać zagadkę?


Początkowo książka mnie denerwowała. Nie działo się nic ciekawego, było nawet nudnawo, ot dwoje ludzi zakochujących się w sobie, zazdrosna była dziewczyna i wyjazd mający służyć zdrowiu. Wszystko to z dodatkiem zbliżeń, mediów społecznościowych i muzyki. Dopiero z chwilą, gdy pensjonat zaskakuje ich wydarzeniami fabuła zaczyna się rozwijać, akcja przyspieszać i robi się z powieści niezły thriller! Emocje rosną, decyzje bohaterów zaskakują a ich pomysł na uratowanie związku powala!

 
Podsumowując - nie sądziłam, że "Layla" potoczy się w takim kierunku i że jeszcze na długo pozostanie w moich myślach. Jestem pozytywnie zaskoczona, choć nie ukrywam, że to zupełnie inna historia od tych tytułów autorki, które miałam okazję czytać.W pamięci pozostanie mi na pewno ogromna miłość, walka o nią oraz stwierdzenie, że lepiej być spełnionym biednym niż pustym bogatym. Książka pełna przekraczania barier, tęsknoty, marzeń, niepokoju; pokazująca silne więzi bratnich dusz oraz moc wspomnień. Jestem na tak.



 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki 



* * *








Tytuł oryginalny: The Letter
Tłumaczenie: Hanna de Broekere
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 2014
Liczba stron: 318
Seria: Christmas Box Thrilogy  tom 3




W drugim tomie trylogii wraz z głównymi bohaterami MaryAnne oraz Davidem przeżyliśmy śmierć ich trzyletniej córeczki Andrei. Od tamtych wydarzeń minęło dwadzieścia lat a małżeństwo nadal nie pogodziło się ze stratą. Oddalili się od siebie, odgrodzili niewidzialnym murem, bowiem David nie pokazuje swojej żałoby na zewnątrz, ukrywa uczucia do żony przez co ona czuje się odrzucona. Dlatego udając się na ślub brata do Anglii, nie planuje wracać.

W obliczu odejścia MaryAnne jej mąż wspomina o tym jak został porzucony przez matkę, uważa że to właśnie tamte wydarzenia zablokowały w nim podejmowanie pewnych decyzji dotyczących żony i córki. By się o tym przekonać wyrusza do Chicago, by spróbować odnaleźć matkę. Czego dowie się mężczyzna? Czy odkryje prawdę?


Na tle relacji małżonków obserwujemy również losy czarnoskórego Lawrence'a, problemy w fabryce Davida dotyczące rasizmu, a także kuszącą Dierdre, która wodzi Davida na pokuszenie i widać, że nie jest mu obojętna...

Najbardziej intrygował mnie jednak wątek poszukiwań matki Davida - Rose. Z niecierpliwością śledziłam każdy krok mężczyzny napędzanego listem - który MaryAnne znalazła na grobie ich córeczki (przypuszczają, że być może zostawiła go właśnie Rose) - by poznać prawdę o życiu i losach kobiety, która odeszła, gdy miał sześć lat. Niezłych zawirowań czytelnik doświadcza w tym temacie...

To trzeci tom trylogii, więc łatwo się domyślić, że autor opisał śmierć bohaterów. Oczywiście nic Wam na temat nie zdradzę, ale muszę przywołać jedno moje skojarzenie dotyczące Davida - od początku jest dla mnie postacią, która pomaga innym - żywym i umarłym - narażając zdrowie i życie swoje i swojej rodziny. 
 
Powieść określiłabym mianem królowej listów, jest ich tutaj bowiem sporo.


Podsumowując - "List" jest wybornym zwieńczeniem serii, to bowiem hołd dla miłości, dobrego serca i prawdziwych uczuć. Jest to historia o odpowiedzialności, poszukiwaniu odpowiedzi, pięknych duszach, bólu rozstania czy straty. Autor stworzył opowieść, która wielokrotnie porusza serce, pokazuje wartości jakimi powinien kierować się człowiek, ale również zwraca uwagę na cierpienie, samotność, zagubienie i żal. Polecam!





"Najcenniejszy dar"
"List"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki

wtorek, 29 grudnia 2015

Scott Spencer "Statek z papieru"




Tytuł oryginalny: A ship made of paper
Tłumaczenie: Agata Karolak
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2004
Liczba stron: 384









Scott Spencer dwukrotnie otrzymał nominację do National Book Award, w 2003 roku właśnie za "Statek z papieru". Czy każda książka, którą nominowano lub nagrodzono jest warta uwagi? Niejednokrotnie już przekonałam się, że nie. Jak było tym razem? Czy bardzo symboliczna, ale jednocześnie okropna okładka zostanie przyćmiona treścią? Zapraszam na moje wrażenia.

Głównym bohaterem powieści jest Daniel Emmerson, który mimo tego, że jest zdolnym prawnikiem to musi wraz z rodziną wyjechać do Leyden, swojej rodzinnej miejscowości, położonej sto sześćdziesiąt kilometrów na północ od Nowego Jorku. Podejmując się bowiem obrony czarnego dealera narkotyków nie wiedział, że kiedy przegra sprawę zostanie zrzucony ze schodów i będzie drżał o bezpieczeństwo swojej partnerki i jej córeczki. Teraz prowadzi kancelarię na prowincji, zatrudnia asystentkę i wiedzie z pozoru normalne życie. Odwiedzają go rodzice, którzy zamierzają zmienić testament i swój majątek przepisać na Ośrodek Ptaków Drapieżnych. Czy Daniel ma im to za złe?

Jest jednak pewien impuls, który z każdym dniem coraz bardziej wdziera się w uporządkowane życie prawnika i stawia je do góry nogami niszcząc przy okazji wiele wokoło. Mężczyzna odwożąc do przedszkola Ruby, córeczkę swojej partnerki Kate, spotyka się z Iris, matką Nelsona, który chodzi z Ruby do grupy. Dzieci bardzo się lubią i staje się to powodem coraz częstszych kontaktów Daniela z Iris. Jednak on jest w związku i jest biały a Iris jest mężatką a na dodatek jest czarnoskóra. Jej mąż Hampton jest człowiekiem władczym, lubi stawiać na swoim, nie znosi sprzeciwu czy własnego zdania swojej żony. Z trudem znosi już fakt, że Iris nie mieszka z nim w Nowym Jorku, tylko w Leyden, ponieważ wciąż się uczy i chce tutaj ukończyć cały proces broniąc pracy dyplomowej. Tylko niestety wciąż zmienia jej temat, nie może podjąć wiążącej decyzji o czym chce pisać. Ponadto jest kobietą cichą, uległą i spokojną. Jak to się zatem dzieje, że coraz bardziej ciągnie ją do Daniela? Poszukują chwili, by móc się do siebie zbliżyć. Co wydarzy się pomiędzy nimi? Wszak oboje mają obowiązki, partnerów, dzieci...Jak wygospodarować czas dla siebie...?

Z pomocą przychodzi im październikowa śnieżyca, która "więzi" Daniela i Ruby w domu Iris odcinając jednocześnie od prądu i wody oraz zasypując drogi. Czy będą w stanie się sobie oprzeć? Czy wykorzystają ten czas na  poznanie swoich ciał i sprawdzenie czy dotychczasowe przyciąganie wciąż jest tak silne?

Po przeczytaniu opisu sądziłam, że książka skupi się raczej na przegranej sprawie Daniela w Nowym Jorku a jego wyjazd na prowincję będzie następstwem tego wydarzenia. Jednak jest dokładnie odwrotnie. Uczestniczymy w obecnej codzienności Daniela a jego przeszłość jest jedynie wspomniana.
Książka podejmuje ważne tematy jak kryzys w związku czy małżeństwie, zdrada, romans, uprzedzenia rasowe, trudności z wychowaniem dzieci i utrzymanie ich z dala od spraw dorosłych, małomiasteczkowość czy problem z czarnoskórymi uciekinierami z poprawczaka. Ale lektura nie porwała mnie... Mam wrażenie, że książki z czerwonymi okładkami nie potrafią wejść we właściwą interakcję z moim gustem czytelniczym, choć kolor nie ma tu oczywiście znaczenia, ale nie bez znaczenia pozostają moje obserwacje.

Daniel jest bezpłciowy, nie jest sobą, wciąż udaje kogoś kim nie jest, byle zyskać w oczach innych. Wciąż kłamie w swoich wypowiedziach, by zostać lepiej odebranym, by się przypodobać. Szczególnie jest to widoczne w trakcie rozmów z Iris czy Hamptonem, kiedy bezsensownie im potakuje. Życzy sobie nawet do picia herbatę migdałową, bo taką zauważa na paragonie w domu Iris.
Dopiero teraz mężczyzna zauważa problemy z jakimi zmaga się Kate (nadużywanie alkoholu) a dotychczas było mu to obojętne i nie przeszkadzało mu w codziennym życiu z nią.

Dlaczego uważam, że ta książka jest słaba? Jest po prostu nudna, męcząca i wręcz usypiająca, ponieważ przez kolejne wieczory dosłownie zasypiałam podczas czytania. Nie potrafiłam się wciągnąć w fabułę, wiele fragmentów książki uważam za zbędne i niepotrzebne, sprawiały bowiem, że stron przybywało a kolejne akapity nic nie wnosiły do wydarzeń. Śmiało stwierdzę, że to co autor chciał przekazać mogłabym zmieścić w książce o dwieście stron cieńszej. Sporo jest momentów totalnie bezsensownych, na przykład kiedy Iris mówi o walących się za oknem drzewach a w Danielu potęguje to tylko pragnienie tej kobiety.

Zdarzają się wątki, które autor rozpoczął, ale mam wrażenie, że nie zapomniał dokończyć, bo przecież jeśli w czasie śnieżycy dwunastometrowe drzewo zwaliło się na dom Kate i uszkodziło dach, zerwało rynny, roztrzaskało okna a długa gałąź wdarła się nawet do sypialni wraz z wiatrem i śniegiem to chyba potem bohaterowie powinni się tym zająć a nie przejść do porządku dziennego i zająć swoimi sprawami...?
Dlaczego zatem czytałam do końca? Z trzech powodów, chciałam dowiedzieć się czy Daniel będzie z Iris na przekór wszystkiemu i skoro już się męczyłam to móc napisać o książce słów parę ku przestrodze dla innych oraz by wysłać link do wyzwania Gra w kolory :)

Było też coś co mnie intrygowało... pisane kursywą początki rozdziałów, które sugerowały, że Daniel i Hampton poszukują niejakiej Marie na terenie jednej z posiadłości. Czy Daniel zdradzi swoje uczucia do jego żony? Czy odnajdą Marie? Jak zakończy się ich wspólne przeczesywanie terenu? Nie zdradzę tego, ale to jeden z niewielu momentów, który mnie utwierdzał w przekonaniu, że warto czytać do końca i odkryć jak kończy się ta historia.  Czy wszystko co zdarzyło się w Nowym Jorku, zdarzyło się nie bez przyczyny? Czy tak miało się potoczyć życie Daniela i nie tylko? Jak to jest żyć z kimś kogo się nie kocha albo z kimś skazanym na klęskę? Jak czuje się człowiek, który ma przed sobą kogoś kto ma wszystko i jeszcze nie wie, że lada chwila dużo straci? I chyba dzięki temu uznaję, że książka jest słaba a nie całkowitym gniotem...





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Pod hasłem, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...