Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczecin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczecin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 maja 2021

Agata Przybyłek "I znowu cię zobaczę"

 
 
 
Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 23 marca 2021
Liczba stron: 432
Seria: Bądź przy mnie zawsze  tom 9
 
 
 
 
 
 
Serii "z domkami" Agaty Przybyłek reklamować nie trzeba, ale jeśli ktoś nie miał jeszcze sposobności jej poznać to gorąco polecam! Są to cudowne, porywające, pełne emocji i niespodzianek powieści obyczajowe. W każdej kryje się ciekawa historia. Z małym wyjątkiem na początku cyklu, książki te można czytać niezależnie od siebie.
 
Tamara od niemal dwóch lat jest wdową. Przy wsparciu matki mieszkającej kilka domów dalej w tej samej wsi, kobieta godzi pracę szkolnej bibliotekarki z opieką nad Mają i Stasiem. Kobieta dopiero niedawno postanowiła wpuścić do swojego życia mężczyzn i umówiła się na randkę z eleganckim, miłym i czarującym Wiktorem ze Szczecina. Jednak jak przekonujemy się z czasem, markowo ubrany i podziwiany przez kobiety agent nieruchomości oszukuje Tamarę. Nawet ona dostrzega jego kłamstwa - chociaż nie wszystkie. Tylko po co? Co nim kieruje? Po kilku spotkaniach bibliotekarka uważa, że do siebie nie pasują, ale Wiktor nie pozwala o sobie zapomnieć. Dlaczego tak bardzo mu zależy?

Jednocześnie w życiu Tamary pojawia się Paweł, który porzucił duże miasto i pracę w korporacji, by podążając za głosem serca zaznać spokoju na wsi i zwolnić tempo. Dla przyjemności wykonuje drobne prace remontowe u okolicznych mieszkańców, między innymi u Tamary. Tak się poznają. Obustronnie nawiązuje się nić porozumienia i rosnące z każdym dniem zainteresowanie drugą osobą. Co kieruje Tamarą a co Pawłem we wzajemnych relacjach? Czy ON zdobędzie się na odwagę, by wyznać jej prawdę? Czy ONA wybaczy mu milczenie?


"I znowu cię zobaczę" to poruszająca powieść, której akcja intryguje kilkoma wątkami. O ile o wydarzeniach z życia Tamary dowiadujemy się stopniowo odkrywając co stało się z jej mężem czy w wątku Pawła powoli zostaje nam wyjawione jakie decyzje podjął i z jakiego powodu, to już temat Wiktora bardzo długo stanowił zagadkę. Z każdym rozdziałem Agata Przybyłek wyjawia kolejne tajemnice i zagadki dotyczące Tamary i Pawła, co pozwala czytelnikowi samodzielnie odkryć prawdę. Jednak jeśli chodzi o Wiktora, to gdy poznawałam jego myśli czy wypowiedzi, coraz bardziej czułam, że nie jest szczery ani uczciwy. Jego zamiary mnie intrygowały i... Tak, finalnie przeżyłam szok! Nie spodziewałam się zupełnie, co zaplanował.

Nie chciałabym zbyt wiele zdradzić Wam z powieści, dlatego nie wspomnę o kilku ważnych wątkach (nie oznaczę ich też w etykietach), miejcie i Wy radość z każdego wydarzenia - są one niezmiernie ważne i potrzebne. Bardzo podobała mi się ta historia, w której obserwowałam przemianę bohaterów, pozytywnych i negatywnych; ludzką ciekawość, zazdrość czy zawiść, próby stawania "na nogi", parcie do przodu nie bacząc na przeszkody oraz wtrącanie się w życie innych. Autorka po raz kolejny nie zawiodła - zauroczyła mnie tą powieścią i szkoda tylko, że tak szybko się skończyła.



Podsumowując - "I znowu cię zobaczę" to piękna powieść o marzeniach, cennym wsparciu rodziny a także więziach, szczęściu i czerpaniu pozytywów z życia. Jednak autorka zaserwowała nam też uczucia przeciwstawne, by nie było zbyt cukierkowato - dostrzegamy w tej historii wyrzuty sumienia, stratę, beznadzieję, przerażenie, zagubienie i bezsilność. Bohaterowie wielokrotnie słyszą głos rozsądku, przeżywają trudne dzieciństwo, ale walczą o nowe szanse, wybaczają i z odwagą oraz determinacją próbują żyć lepiej. Polecam gorąco!




 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 

wtorek, 20 października 2020

Paulina Wiśniewska "Kiedy jak nie dziś"

 
 
 
Autor: Paulina Wiśniewska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania:  23 września 2020
Liczba stron: 384
Seria: Cztery pory uczuć  tom 1
 
 
 
 
 
 
"Kiedy jak nie dziś" to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Patrząc na okładkę a nawet rozpoczynając lekturę, nie miałam świadomości co kryje w sobie ta powieść. Wydawało się, że będzie schematycznie oraz sielankowo, że to lekka i radosna obyczajówka... Nic bardziej mylnego! Uroniłam nawet kilka łez...
 
Klara jest studentką medycyny i już nie może doczekać się ostatniego egzaminu, po którym wolna i szczęśliwa będzie mogła wyjechać na wakacje do ojca. To właśnie u niego, pośród łąk, pól i lasów tak naprawdę odpoczywa, chłonąc piękno przyrody, umacniając więzi ze zwierzętami i rozkoszując się słońcem.
 
Jej rodzice rozwiedli się bardzo dawno temu. Klara pozostała z mamą w Szczecinie a ojciec ponownie się ożenił i osiadł w Kaliszu Pomorskim. Dziewczyna bardzo lubi jego nową żonę a jedynie z - o cztery lata młodszą - przyrodnią siostrą nie może się porozumieć. Czy pojawi się szansa na ocieplenie ich stosunków?

Wypoczynek Klary oraz miło spędzane chwile z poznanym na początku pobytu Maćkiem, burzy jednak nadejście pewnego listu... Początkowo jego treść zostaje przed Klarą ukryta, ale gdy prawda wychodzi na jaw niektórym jest niezmiernie trudno. Wtedy przychodzi jeszcze gorsza wiadomość... i niewiele lekkości czy przyjemności jakie niesie ze sobą lato, może być nadal udziałem bohaterów. Życie to przecież wiele bólu, łez, cierpienia i trudnych decyzji. Czy ta patchworkowa rodzina będzie miała w sobie oparcie w obliczu nadchodzących wydarzeń?


Losy Klary i jej rodziców to nie jedyne wątki w książce. Za serce chwyta historia małego Kacperka, londyńska trauma Julki, tragiczne wydarzenia w rodzinie Maćka, kolejny zaskakujący list w domu Marka i Emilii, śledzimy również miłość, która tak naprawdę nie zakończyła się dwadzieścia lat temu...
 
Autorka wielokrotnie mnie zaskoczyła, jej pomysły oraz naprzemienna narracja wielu bohaterów sprawiły, że pochłaniałam powieść błyskawicznie. Jest to lektura idealna na deszczowe dni dla wielbicieli polskich powieści obyczajowych. Nie jest przewidywalna, bo choć finału wielu wątków można się domyślać, to w najmniej spodziewanym momencie autorka jednym zdaniem odwracała losy bohaterów.

Powieść porusza wiele ważnych tematów. Jest tutaj nie tylko walka z chorobą czy alkoholizmem, ale również fakt, że nie lubimy rozmawiać o sprawach trudnych. Powinniśmy doceniać drobiazgi i chwile spędzane z bliskimi. Książka uzmysławia też, że udawanie kogoś innego nie popłaca oraz że wszystko jest po coś.


Podsumowując - "Kiedy jak nie dziś" to ciekawa i pełna wzruszeń historia o tajemnicach, patchworkowej rodzinie, nierdzewiejącej miłości, ale również samotności, alkoholizmie, aborcji, wyrzutach sumienia i wybaczeniu. W książce nie brakuje rodzącego się uczucia, czy dowodu na to, że istnieją silniejsze więzi, niż te krwi. Pozornie lekka, przeradza się w opowieść o bólu, cierpieniu, skłania do przemyśleń, ale daje też nadzieję. Polecam!



 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję 



wtorek, 28 lipca 2020

Max Czornyj "Rzeźnik"





Autor: Max Czornyj
Wydawnictwo: Filia Mroczna Strona
Data wydania: sierpień 2019
Liczba stron: 336





"Rzeźnik" Maxa Czornyja jest bardzo oryginalną książką w jego twórczości. Jest to bowiem historia oparta na faktach. Jak Czornyj odnalazł się w tym gatunku?


Joseph Zyppeck urodził się dwudziestego sierpnia 1895 roku. Jego życiorys poznajemy dzięki pierwszoosobowej narracji od dnia... śmierci. Bardzo przewrotnie - od końca. Był to trzeci listopada 1952 roku. Z pochodzenia Niemiec, mieszkając w Polsce nosił nazwisko Józef Cyppek choć dał się poznać jako Rzeźnik z Niebuszewa - tajny postrach jednej z dzielnic Szczecina.

Jego losy poznajemy w mocno niechronologiczny sposób, przeskakując między datami, przeszłość miesza się z jeszcze dalszą przeszłością. Relacja Józefa z frontu pierwszej wojny światowej przeplata się ze ślubami, życiem rodzinnym czy uwielbieniem do kina. To brzmi jak codzienność zwykłego człowieka, prawda? Ale Cyppek nie był zwykły.

Był kaleką i miał tylko 158 centymetrów wzrostu a mimo to doskonale radził sobie z kolejnymi morderstwami. 
I to nie tylko dzieci. Choć tych, było zdecydowanie najwięcej.
Życia pozbawiał również dorosłych.
Jak tego dokonywał w swojej sytuacji? A przede wszystkim dlaczego? I dlaczego stał się potworem? Kto był pierwszy? W jaki sposób mordował? Co robił z ciałami? I dlaczego finalnie oskarżono go tylko o jedno morderstwo?

Zabijał bez planu, spontanicznie. Uważał, że każdy skutek ma swoją przyczynę a on zamierza wyrównać rachunki z losem. Nie znosił skierowanej do niego pogardy, kpiny czy niedowierzania. Działał z zaskoczenia, potrafił zatrzeć wszystkie ślady i śmiać się policji czy sądowi w oczy.


W trakcie lektury pytania pojawiają się same. Odpowiedzi jakie uzyskujemy w dalszej części fabuły (albo we wcześniejszej i powiążemy fakty) przerażają. Ja rozumiem, że kiedy przychodzi żyć bez nogi, jest ciężko. Gdy traci się bliskich, przyszłość jawi się w czarno-szarych barwach. Ale przecież to nie są powody, by tak traktować innych, niewinnych i obcych ludzi. Przygotujcie się na szokujące i brutalne opisy, bądźcie świadomi, że zostaniecie całkowicie wciągnięci w jego świat - świat seryjnego mordercy. Choć początkowo nie będziecie mogli w to uwierzyć - wzorowa postawa żołnierza, dobrego męża i przykładnego ojca... skąd zatem taka zmiana? Co go złamało?

Max Czornyj na bazie fragmentów listów, gazet, milicyjnych notatek, zeznań czy ogłoszeń starał się stworzyć książkę, która zaintryguje czytelnika. Chciał odtworzyć życie jednego z negatywnych bohaterów tamtych czasów. Wiele z tych tekstów możecie przeczytać - oznaczono je w tekście inną czcionką.

Podczas lektury bądźcie czujni, bowiem na końcu zbrodniarz wyznaje, iż nie zawsze mówił nam prawdę...



"Ludzie nie rodzą się potworami, lecz takimi czyni ich świat." *  


Podsumowując - "Rzeźnik" to mocna książka oparta na faktach, podczas lektury której wielokrotnie krew ścina się w żyłach, włoski się jeżą a żółć podchodzi do gardła. To książka-przestroga, byśmy uważali na to, co dzieje się w naszym otoczeniu - teraz, jutro, za rok, bo nigdy nie wiemy, w kim czai się diabeł, gotowy w każdej chwili pozbawić nas życia. "Rzeźnik" to rozważania na temat życia i śmierci, miłości, szczęścia i zemsty. To zupełnie inna pozycja w twórczości Czornyja niż dotychczas wydane, zresztą wolę go chyba w fikcyjnych historiach. "Rzeźnika" polecam, ale sami zdecydujcie czy macie tak mocne nerwy, bo ją poznać.




* M. Czornyj, "Rzeźnik", Wyd. Filia, Poznań 2019, s. 211





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki





Za książkę dziękuję



środa, 26 lutego 2020

Anna Dąbrowska "Odlecimy stąd" - przedpremierowo





Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana na 17 marca 2020
Liczba stron: 332
Cykl: Płomienie tom 1




Anna Dąbrowska to młoda pisarka, która zadebiutowała pięć lat temu powieścią "Stalowe serce" i od tamtego czasu zadziwia swoimi kolejnymi pomysłami. Nigdy nie wiesz jaki finał swoim bohaterom zgotowała Ania. Jej twórczość kipi emocjami i nie daje o sobie zapomnieć przez długi czas. Czy podobnie jest z "Odlecimy stąd"?

Delfina ma dziewiętnaście lat, ale nie interesuje się kosmetykami, miłostkami czy chłopakami. Nie ma nawet przyjaciółki. Nie chce ufać innym ani się przywiązywać, by nie musieć potem cierpieć. Jej życie wypełnia chodzenie do szkoły oraz praca w warsztacie dziadka, gdzie wspólnie naprawiają samochody. To właśnie Janusz Rydzki jest najbliższą osobą dla nastolatki i wciąż czuje się winny, że jego córka zostawiła Delfi niedługo po urodzeniu.

Pewnego dnia pod warsztat podjechał land rover, z którego wysiadł mężczyzna o cudownych oczach koloru celestynu. To był ten moment, gdy Delfina mimowolnie w nich "utonęła" i z każdym dniem, choć Jakub działał jej na nerwy, serce rwało się ku niemu coraz bardziej.

ON nie chciał czuć się samotny.
ONA poczuła potrzebę bliskości drugiej osoby.
ON prosi ją, by się nie zakochała.
ONA twierdzi, że nie potrafi, bo miłość boli.
Dwoje rozbitków na morzu życia, zaczęło spędzać ze sobą coraz więcej czasu, choć obiecali sobie, że nie połączy ich nic więcej niż przyjaźń. Tylko czy serca posłuchają?

Mieli razem odlecieć, jak żurawie, ale na jaw zaczęła wychodzić trudna przeszłość Jakuba oraz przyczyna samotności i wyobcowania. Czy w tej sytuacji Delfina nadal będzie pragnęła spotkań? To bardzo trudny, ale ważny temat, tylko czy zwykły człowiek, nie posiadający wiedzy będzie w stanie unieść ciężar takiej informacji?


"Odlecimy stąd" to kolejna powieść Ani Dąbrowskiej, w której autorka skupia się na przekazaniu czytelnikowi ogromu emocji. Przywykłam do tego, że nie znajdę zbędnych opisów, nadmiernie poprowadzonej wartkiej akcji, wydarzeń, które w wielu książkach stanowią o przeżyciach. Nie, Dąbrowska wnika w myśli i uczucia bohaterów do tego stopnia, że nie trzeba domyślać się dlaczego podejmują takie a nie inne decyzje. Każdy krok ma swoje źródło, każda decyzja z czegoś wynika, gdzieś prowadzi i wywołuje lawinę przeżyć.

Tak jak przypuszczałam sięgając po książkę, nie była to przewidywalna lektura. Wraz z pojawianiem się nowych informacji z życia Delfiny i Jakuba, dynamiczność zmieniała się, podobnie jak sympatia kierowana w stronę bohaterów. Do końca nie jest pewne, jakim torem potoczy się ich przyszłość. Jak wiele łez się poleje, ile fobii będą musieli pokonać. W finale kilkukrotnie przeżyjemy przewrotne i zaskakujące zwroty akcji - typowa dla Dąbrowskiej "zabawa" czytelnikiem, zresztą jak zawsze bohaterowie znów mają "pod górkę".

Autorka zwraca naszą uwagę na wiele problemów. Pokazuje jak często błędnie oceniamy innych, nie znając prawdy o ich zachowaniu i decyzjach; że często mamy dwie twarze, gdyż skrywamy swoje prawdziwe "ja".
Wszystkie problemy zostały przyobleczone muzyką, gdyż Jakub przepięknie gra na gitarze.Tylko dlaczego wszyscy się od niego odwrócili?

Bardzo ucieszył mnie wątek krzywego lasu pod Szczecinem, w którym byłam. Pozwoliło mi to przypomnieć sobie przyjemny pobyt w tamtych okolicach a przy okazji wiedziałam, jak naprawdę wyglądają te drzewa.


Podsumowując - "Odlecimy stąd" to poruszająca i pełna różnorodnych emocji powieść, która opowiada o walce - walce o marzenia, o siebie, o swoje potrzeby i pragnienia. Dotyka problemu samotności, poważnej choroby, syndromie porzucenia, kłamstwa oraz pragnienia bycia szczęśliwym. To historia o zranionych sercach, pragnących się uleczyć, odrodzić i walczyć o to, co niosą gwiazdy; o przegrywaniu bitew, bólu, rozpaczy i zagubieniu. O prywatnych demonach, szanowaniu prywatności, tajemnicach, lękach oraz upadkach oraz o tym, że czasem ktoś pojawia się w naszym życiu, bo ma misję. Gorąco Wam polecam!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki






Za książkę dziękuję Autorce oraz



sobota, 16 lutego 2019

Anna H. Niemczynow "Jej portret"





Autor: Anna H. Niemczynow
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 30 stycznia 2019
Liczba stron: 432










Annę Niemczynow miałam okazję poznać na Targach Książki w Krakowie w 2018 roku i ze wstydem musiałam tej sympatycznej, ciepłej i roześmianej pisarce wyznać, że nie czytałam jeszcze żadnej jej powieści. Wtedy też postanowiłam, że muszę to koniecznie nadrobić. Na moje ogromne szczęście wypełniłam noworoczne postanowienie już teraz i poznałam twórczość Ani - zaczęłam od najnowszej książki - "Jej portret". Czy jest to lektura, która zapadnie mi w pamięć? Czy Niemczynow dołączy do grona ulubionych polskich pisarek i będę chciała poznać wcześniejsze - i późniejsze - książki?

"Rodzina jest jak gałęzie drzewa. Wszyscy rośniemy w innych kierunkach, 
lecz zawsze łączą nas korzenie." *

Maja Preis mieszka wraz z mężem i czwórką dzieci w niemieckim Kulmbach. Zgodziła się na przeprowadzkę wiele lat temu, z uwagi na pracę Marcela. Wprawdzie Maja nie radzi sobie z językiem na poziomie zaawansowanym, ale jest pisarką i tworzy w języku polskim, więc nie czuje dyskomfortu.
Patrząc z boku, można stwierdzić iż kobieta ma życie idealne, bo poza kochającym mężem i gromadką cudownych oraz uzdolnionych dzieci ma dom, super samochód, gosposię, brak stałych godzin pracy a jednak czuje się zmęczona. Potrzebuje zmian i odpoczynku od codziennego rozwożenia i odbierania dzieci ze szkoły, przedszkola, zajęć dodatkowych. Ostatnio ma również problem z pisaniem... Zbliża się termin u wydawcy a Maja nie może odnaleźć w sobie idealnego tematu na książkę a nie chce znów pisać o macierzyństwie. Ponadto uważa, że gdy pisarz męczy się podczas pracy, to później czytelnik nie odczuwa zachwytu czytając.

Podliczając bilans zysków i strat Maja podejmuje decyzję - musi pobyć przez pewien czas sama ze sobą. Wyjeżdża do swojego mieszkania w podszczecińskiej miejscowości, wybiera się na zakupy oraz spotyka z przyjaciółką Ewą, jednocześnie licząc, iż odnajdzie porywający temat na nową powieść. Przypadkowe spotkanie z Danielem, miłością sprzed dwudziestu lat sprawia, że budzi się pożądanie i potrzeba kobiecego wyglądu a rozum oraz rodzina schodzą na dalszy plan... Czy namiętność i chwile zapomnienia z dawnym ukochanym spowodują, iż Maja poświęci miłość do dzieci? Gdyby tylko wiedziała, jak zakończy się ten "jeden raz" to czy nadal pragnęłaby odzyskać swój pamiętnik sprzed lat? Jaką cenę poniesie za swoje wybory?

"Trzeba uważać o czym się marzy. Spełnione marzenia nie zawsze przynoszą spokój duszy." ** 

Jak zawsze w chwili, gdy sięgam po powieść nieznanego mi autora, mam niewielkie obawy czy czas poświęcony na czytanie nie okaże się stracony. W przypadku Ani Niemczynow muszę napisać wprost - to malarka słowem, która językiem prostym, lecz niezwykle przemawiającym do czytelnika przedstawiła opowieść o porywach serca, spokoju duszy oraz zagubionych wartościach. "Jej portret" to zwrócenie naszej uwagi na to, co ważne. Doceńmy to, co mamy. Są takie chwile w naszym życiu, które powinniśmy zamykać w słoikach i odstawiać do spiżarni, na później.

Ta książka jest świetna! Nawet nie wiem kiedy przepłynęłam przez jej stronice. Historia bardzo mnie wciągnęła, próbowałam identyfikować się z Mają. Byłam rozdarta między jej miłością do męża i dzieci a pragnieniem poczucia się jak wolna, piękna, pociągająca i mająca nieco czasu dla siebie kobieta. Moje sympatie do Majki i jej męża Marcela zmieniały się w trakcie fabuły, w zależności od decyzji jakie podejmowali. Za to finał... przyznaję wiele momentów mnie zaskoczyło, ale finał wręcz wbił w fotel. Nie spodziewałam się, że Niemczynow tak pokieruje krokami swych postaci.

"...miłość czasami trzeba puścić wolno. Jeśli naprawdę należy do nas, nie oddali się zbytnio. 
Nawet jak zbłądzi, to znajdzie drogę powrotną." ***


Podsumowując - "Jej portret" to opowieść o sercu rozbitym, ale też takim które jest spragnione przygody. O zdradzie, rodzinie, tajemnicach z przeszłości, tęsknocie, wspomnieniach, chwilach zapomnienia. Przez powieść przewija się cała gama emocji u bohaterów, które niezmiennie odczuwałam jako odbiorca: szok, rozgoryczenie, żal, poczucie winy, gniew, upokorzenie a także miłość czy nienawiść. Nie walczcie z pragnieniem poznania tej historii, nie warto :) Warto po prostu po nią sięgnąć.




* A. H. Niemczynow, "Jej portret", Filia, Poznań 2019, s. 21
** Tamże, s. 66
*** Tamże, s. 280-281




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


sobota, 5 stycznia 2019

Daria Orlicz "Martwe dusze"




Autor: Daria Orlicz
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Data wydania: 14 listopad 2018
Liczba stron: 288
Seria: Stracone dusze tom 2










Daria Orlicz to nowa 'twarz' na rynku kryminalnych historii? Nie, to pseudonim znanej obyczajowej pisarki. Jak wypadło moje pierwsze spotkanie z jej drugim 'ja'? Jakie wrażenie wywarły na mnie "Martwe dusze"?

Nastoletni Maciek zgłasza na policji zaginięcie swojej super-mamy - Aleksandry Fabianowicz. Matka i syn świetnie się dogadywali, spędzali razem dużo czasu, radzili sobie we dwójkę od kiedy mąż zdradził Olę z jej przyjaciółką i wyprowadził się do Niemiec. Śledztwo prowadzi młodszy aspirant Krzysztof Bugaj, jednak trudno jest dotrzeć do sprawcy potrącenia Fabianowicz, gdyż miała opinię lokalnej zdziry - sypiała niemal z każdym. Dużo podejrzanych, mnóstwo motywów, bowiem uważa się, że to nie był wypadek - ktoś potrącił ją celowo. Czy uda się wyjaśnić tę sprawę?

W międzyczasie znalezione zostaje ciało drugiej kobiety - Marioli. Czy to działanie seryjnego mordercy? A może to zupełnie niezwiązane ze sobą sprawy? Wszak denatce zaginęły pieniądze a z synem i synową miała liczne zatargi... W toku śledztwa pojawiają się drobne przewinienia wśród lokalnej społeczności - podpalenie, pobicie, pogróżki, na jaw wychodzą sprawy z przeszłości. Bohaterowie mają bardzo barwne życie, nie można nadążyć, tyle się dzieje...


Na pierwszym planie książki mamy kryminalne śledztwa, mające doprowadzić do ujęcia mordercy lub morderców dwóch kobiet. Obyczajowe tło to życie prywatne mieszkańców na czele ze stróżami prawa. I nie byłoby w tym nic dziwnego (z reguły tak tworzone są książki tego typu), gdyby nie to, że nie ma w tej pozycji żadnego bohatera, z którym można sympatyzować. Nie ma żadnej normalnej rodziny. Same patologie! Seks, zdrady, alkohol, hazard, złośliwości, geje, lesbijki... Mam wrażenie, że z każdego kąta wyziera tutaj negatywna energia. A kiedy dorzucić do tego kilka mało prawdopodobnych sytuacji to stwierdzam, że powieść nie będzie należała do moich ulubionych. Rzekłabym nawet, że dość szybko o niej zapomnę. Śledztwa rozwiązują się niemal same, największą pracę wykonują cywile, policjanci to nieroby, którzy wolą używki albo zdradzanie kochanki z... kochanką.

Niby czytało się szybko, byłam ciekawa zakończenia, ale nie czuję satysfakcji. Zwłaszcza, że sam finał mnie rozczarował. Przy tak szeroko zakrojonym obszarze poszukiwań sprawcy, tak ułożonej fabule można było sprawić, by koniec był ciekawszy. W finale było za krótko i za płytko. Moim skromnym zdaniem, niech już autorka pozostanie przy pisaniu powieści na konto swojego prawdziwego nazwiska - czytałam parę tytułów i wiem o czym piszę.

A szkoda, bo kiedy prosiłam o książkę, miałam wrażenie że wydana podobnie (okładka plus zawartość) jak twórczość Alex Kavy, będzie bardzo dobra. Podczas lektury miałam również świadomość, że to drugi tom serii i może czegoś nie wiem... Ale sprawy dla policji są nowe (wspomniane są te z tomu pierwszego, ale tak naprawdę bez wpływu na tok fabuły), więc widzę że twórczość Orlicz jest zupełnie nie dla mnie.


Podsumowując - "Martwe dusze" to książka o nienawiści, pogardzie, rozpaczy i skandalu. O zniszczonej reputacji, zdradach i głupocie. O niestałości w uczuciach, myśleniu innymi częściami ciała niż głowa oraz małomiasteczkowej społeczności, gdzie wszyscy wszystko wiedzą i jak bardzo ich duszą sekrety. Jest to historia o zabijaniu z różnych pobudek, porzuceniu, zazdrości, ale i samotności. Jednak jako że sama nie jestem przekonana do tej lektury, to Wam pozostawiam decyzję czy po nią sięgnąć.





"Diabelski młyn"
"Martwe dusze"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


środa, 23 sierpnia 2017

Anna Dąbrowska "Jutro będziemy szczęśliwi" - przedpremierowo




Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: planowana na 04.09.2017
Liczba stron: 304










Po debiucie napisanym pod pseudonimem (Laven Rose "Stalowe serce") Anna Dąbrowska - wydając już pod swoim nazwiskiem - szturmem wdziera się na polski rynek kolejną książką. Śmiem twierdzić - i jest to totalnie moja osobista, zapewne dość subiektywna ocena - że każda kolejna jest lepsza. Dlatego po świetnych "Nakarmię cię miłością" oraz "W rytmie passady" po prostu musiałam przeczytać "Jutro będziemy szczęśliwi". Czy moja miłość do książek autorki przetrwała tą próbę? Czy pragnę poznać kolejną? Zachęcam do zapoznania się z moją opinią.

Zapraszam Was do małego miasteczka, położonego w okolicy Szczecina, które mieszkańcy określają nieoficjalnie mianem - Urokliwe. Państwo Majewscy prowadzą dwa sklepy, Janiccy prowadzili kiedyś cukiernię, Gubilewicz - warsztat samochodowy a Patrycja Michalska każdego roku wyczekuje na odwiedziny córki.
Niby sielanka, nic się nie dzieje nadzwyczajnego i dość niewielkie lokalne społeczeństwo żyje w hermetycznym świecie, gdzie wszyscy wiedzą o sobie nawzajem wszystko... Tylko czy na pewno? Może każdy skrywa jakiś sekret, tajemnicę, ból czy tęsknotę i nie chce ujawniać jej innym?


Trzy lata temu Zuza wpadła w depresję - najpierw wyjechał Adam, uwielbiany chłopak, miłość jawiąca się wtedy na wieczną... Bez słów, bez wyjaśnień... Ot, po prostu zniknął z jej życia, z Urokliwego i przez te lata nie odezwał się choćby słowem. Zuzanna tęskniła, płakała, było jej naprawdę ciężko, gdy na dodatek zmarła ukochana babcia... By zająć czymś myśli poświęciła się pomaganiu bliskim, gdyż cieszy ją uśmiech i szczęście innych. Wolne chwile spędzała z Marcinem, którego traktowała jak przyjaciela. Czy ból po utracie Adama przysłonił jej prawdziwe intencje Marcina? A może to miłość lecząca rany po tym starym uczuciu?

Przez długi czas Zuza nie może podjąć zdecydowanych kroków, by opuścić Urokliwe - wciąż liczy, że to sen a nagłe przebudzenie sprawi, że przy jej boku stanie Adam. Kiedy chłopak naprawdę zjawia się w miasteczku, Zuza wyjeżdża do Szczecina. Czy Janicki będzie miał szansę, by wytłumaczyć jej dlaczego milczał przez trzy długie lata? Czy w ogóle będzie chciał i czy w jego sercu jest jeszcze miłość? Po co wrócił? Czy winien jest okrutny los, że tych dwoje żyło z dala od siebie, tęskniąc i bez szans na zrozumienie? Jaka jest prawda o wydarzeniach sprzed lat?


Sentymentalna Zuza i nieprzewidywalny Adam to dwójka młodych bohaterów, których przyszłości ogromnie kibicowałam. Bardzo długo stałam po stronie dziewczyny i wraz z nią starałam się żyć każdym kolejnym dniem - budzić się, ubierać, wykonywać mniej lub bardziej prozaiczne czynności... Jednak dzięki temu, iż autorka pokazała również perspektywę Adama, moje myślenie nieco się zmieniło. Już nie uważałam, że to zimny drań, który ratował się szczeniacką ucieczką, bo coś mu było nie w smak... Zaczęłam rozumieć jego powody, dla których się izolował a teraz postanowił zawalczyć o uczucie Zuzy. Tylko czy po trzech latach ona na niego czeka? Na to nie ma gwarancji... Oczywiście Janicki nie jest ideałem - nie pomyślał, że miłość potrafi pokonać wiele. Że miłość jest silniejsza niż prześladująca go litość...

Anna Dąbrowska doskonale scharakteryzowała bohaterów - nie tylko z planu pierwszego  (Zuza, Adam), ale również pozostałych, co pozwala się z nimi utożsamiać, współczuć czy odczuwać złość na ich zachowanie i złe decyzje. Udowodniła również, że wciąż pracuje nas rozwojem swojego warsztatu pisarskiego - z książki na książkę zdania są piękniejsze i bardziej trafiające do serca, gdyż każde jest dopracowane i dopieszczone.

Zazdrość, przyjaźń, miłość i tęsknota przeplatają się z bólem, żalem i chęcią pomocy innym. Bardzo ważnym elementem jest układanki tworzącej powieść są rodzice i ich bezinteresowne wsparcie dzieci w najtrudniejszych chwilach. Nie brakuje też sytuacji zabawnych czy trzymających w napięciu a prawda, która obnaża rzeczywiste motywy działania niektórych postaci - poraża i wbija w fotel. Mnie bynajmniej wbiła, jednocześnie dzieląc się ze mną istotnymi przesłaniami Ani Dąbrowskiej. Młoda pisarka zagłębiła się bardzo mocno w temat złamanych serc, próbując dociec czy można je ponownie posklejać. Pokazała też, że życie polega na wybraniu właściwej drogi postępowania i to od nas zależy czy będziemy nią kroczyć z dumą czy może zaczniemy potykać się na wybojach. 
Sporo miejsca w tej urokliwej opowieści poświęcone zostało najważniejszemu uczuciu - miłości...



"... i miłości, choć ta ma specyficzny zapach. Kiedy jest się niemowlakiem, to pachnie jak skóra mamy. Kiedy stajesz się nastolatkiem pachnie wanilią tak słodką jak słodko smakują pierwsze młodzieńcze pocałunki. (...) A kiedy człowiek staje się stary, miłość pachnie wspomnieniami" *

Uwielbiam ten cytat! Są to słowa Patrycji Michalskiej skierowane do Zuzy. A to przecież tylko jeden fragment, który niesie życiową mądrość. Dąbrowska uzmysławia nam również, że marzenia nie spełnią się same - musimy im w tym pomóc, zawalczyć o swoje szczęście, zrobić wszystko, by przynajmniej spróbować. I potem nie żałować... Nie możemy też oceniać ludzi po wyglądzie, bo skrzywdzić bezpodstawnie jest łatwo a słowo "przepraszam" trudno jest wymówić...

"Czasami lepiej zniknąć z życia drugiej osoby, niż budować z nią złudne szczęście." **



Powieść ma właściwie tylko jeden minus i określiłabym go jako faux pas wydawnictwa - chodzi mi o datę premiery! Akcja książki toczy się w okresie przed Bożym Narodzeniem - losy bohaterów śledzimy od trzydziestego listopada, przez miesiąc (z maleńkim wyjątkiem "pół roku później") obfitujący w śnieg i mróz. To idealna "wigilijna opowieść", gdyby została nieco później wydana :) Oczywiście można ją czytać o każdej porze roku z jednakową radością podczas lektury, ale czy taki zimowy klimat nie przypadłby nam bardziej do gustu w innych okolicznościach przyrody?

Bardzo mocno spodobał mi się ostatni akapit lektury, kiedy autorka zwraca się bezpośrednio do Czytelnika - ogromnie wzruszające!
Kiedy czytałam "Jutro będziemy szczęśliwi" , miałam nieodpartą chęć porównania książki do twórczości Mii Sheridan - z uwagi na konstrukcję, losy bohaterów, styl pisarski i płynność kolejnych scen, które obdarowują czytelnika ogromem emocji, odczuć i różnorodnych wrażeń. Brawo!


Podsumowując - jeśli macie ochotę na ciepłą i pełną płatków śniegu powieść, która pachnie herbatką z miodem, cytryną i gwiazdką anyżu, to koniecznie sięgnijcie po "Jutro będziemy szczęśliwi". Niezależnie od pory roku przeniesiecie się w świat utraconego zaufania, zawiedzionych nadziei i przykurzonej miłości, która wciąż przeplata się z nienawiścią. To historia o murze granicznym, który możemy - a wręcz musimy pokonać - zburzyć, przeskoczyć, podkopać czy obejść, by odnaleźć sens życia. Gorąco polecam!





* A. Dąbrowska, "Jutro będziemy szczęśliwi", Wyd. Zysk i s-ka, Poznań 2017, s. 19% (czytnik)
** Tamże, 52%



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

poniedziałek, 21 listopada 2016

Natalia Sońska "Mniej złości, więcej miłości"



Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: lipiec 2016
Liczba stron: 324




Jeśli nie czytaliście "Garść pierników, szczypta miłości" to polecam zacząć czytanie od niej, bo niniejsza powieść opowiada niejako dalsze losy bohaterów






Debiutancka powieść Natalii Sońskiej "Garść pierników, szczypta miłości" oczarowała mnie swoim ciepłem, lekkością a dodatkowo zimowym i nastrojowym klimatem Bożego Narodzenia. Byłam pozytywnie zaskoczona twórczością młodej pisarki i liczyłam, że kolejne jej powieści mnie nie zawiodą. Czy Sońska poradziła sobie z tym zadaniem? Sprawdźcie w mojej recenzji.

Większość bohaterów tej powieści znamy już z poprzedniej książki autorki - wtedy jednak fabuła skupiona była wokół Hani. Obecnie młoda kobieta ma nową pracę, żyje w bardzo rodzinnej atmosferze i brakuje jej jedynie najbliższej przyjaciółki Kingi, z którą to nieco się... poróżniły. Ale życie Hani zostało w tej książce opisane niejako przy okazji a z drugiego planu awansowała Kinga i to jej historia dominuje na kartach "Mniej złości, więcej miłości".

Kinga nadal pracuje w redakcji pisma modowego "Pearl" i zmaga się z humorami ciężarnej szefowej - Marty. Puste biurko po Hani wywołuje w niej nostalgię i wyrzuty sumienia a przede wszystkim podwójne uczucie pustki. Wielką niewiadomą jest dla niej to, kto zostanie jej przydzielony jako współpracownik. Zaś w życiu prywatnym kwitnie miłość między redaktorką a zdolnym fotografem Danielem. Tylko czy wyrwane szczęściu wspólne chwile poprzedzone tęsknotą będą wieczne? Byłoby zbyt pięknie, prawda? Niestety, nad ich związkiem zbierają się ciemne chmury a potem to już kaskadowo będą wylewały deszcz i grad a w międzyczasie ciskały błyskawicami.

By uchronić się nieco przed skutkami życiowej burzy Kinga wyjeżdża do rodzinnego Szczecina, by pod skrzydłami mamy i babci rozstrzygnąć swe wewnętrzne spory. Ma naprawdę wiele do przemyślenia i nawet najbliższym nie od razu wyznaje całą prawdę. Jednak los (lub tarot babci) czuwa i podsuwa jej do rozwikłania jeszcze jedną zagadkę - w starej walizce Kinga znajduje zdjęcie tajemniczej dziewczynki a w woreczku z lawendą - mały kluczyk. Sprawa ta staje się jej odskocznią od własnych problemów... a może to niejako wskazówka? Kinga koniecznie chce odkryć historię z przeszłości oraz dowiedzieć się co otwiera zaśniedziały kluczyk. Jakie rozwiązanie na nią czeka i co wniesie do jej życia ta wiedza?

Fantastyczna książka! Patrząc na śliczną okładkę spodziewałam się lekkiej i bajecznej historii o miłości i przyjaźni a dostałam bukiet nie kwiatów a emocji i wrażeń rodem z sensacyjnego filmu. Wszystko to za sprawą nowej postaci - Mirki, która wplątuje się w mafijne klimaty i wyszukuje coraz to bardziej nielegalne sposoby, by coś komuś udowodnić. To właśnie dzięki tej sprawie czytelnik otrzymuje sporą dawkę adrenaliny. Swoje "trzy grosze" doda wplątana przypadkowo w działania Mirki Kinga i już możemy nie kłaść się spać. Bo mimo, że Mirka potrafi irytować a jej pomysły są momentami absurdalne to mamy szansę obserwować wewnętrzne zmagania obu bohaterek, gdyż nie do końca są świadome skutków swoich działań. Może wątek poświęcony Mirce nie do końca jest realny, ale doskonale bawiłam się podczas lektury.
Jest też wisienka na torcie! Jeśli podobnie jak ja uwielbiacie zagadki z przeszłości to z zapartym tchem będziecie śledzić rozdziały dotyczące rodziny Brzezińskich, których tropem podąża Kinga.

Autorka nie tylko postaciom z pierwszego planu potrafi urozmaicić życie, również pozostali bohaterowie i dotyczące ich wątki dostarczą nam nie lada rozrywki - "aparatka" babcia, która stawia tarota a we właściwych momentach dostaje duszności; jest też miłość, na którą zasługujemy nawet po sześćdziesiątce; udowodniona zostaje teza, że ludzie naprawdę się zmieniają a czasami to co widzimy na zewnątrz jest tylko fasadą a najbardziej zachowanie może być kwestią przymusu.
Ale najważniejsza i tak jest miłość. Powinniśmy przeprogramować nasze życie, by więcej w nim było miłości a mniej złości.


"Mniej złości, więcej miłości" to pięknie napisana powieść. Taka, którą można się delektować, udzielać sobie po kęsku i smakować... Ale w praktyce to się nie udaje! I lektura szybko zostaje uznana za przeczytaną. Tylko i wyłącznie z uwagi na naszą wrodzoną ciekawość i tajemnice niesamowicie ją rozbudzające. Bo przecież każdy z nas ma w oczach pragnienie wyjaśnienia zagadek czy raczej śledztw - policyjnego i historycznego. A to co autorka przygotowała dla bohaterów - no cóż... nie istnieje chyba czytelnik, któremu udałoby się odgadnąć jej zamierzenia. Ale to dobrze, że nie wszystko jest przewidywalne a zakończenie szokuje. Zresztą... kilkakrotnie zbierałam "szczękę z podłogi".
Styl autorki jest idealny, dzięki czemu powieść czyta się dobrze i szybko i tylko jeden minus jest dla mnie wart wspomnienia - czcionka, która mogłaby być nieco większa :)


Podsumowując - "Mniej złości, więcej miłości" to pozycja obowiązkowa dla wielbicieli polskich obyczajówek, dla fanów twórczości Natalii Sońskiej oraz dla tych, którzy uwielbiają powieści, w których dużo się dzieje. Nietuzinkowi bohaterowie, tajemnice, zbiegi okoliczności, rodzące się uczucia oraz już trwające a wystawione na próbę, nie zabraknie również pościgów ulicami Warszawy. I chyba dlatego skłaniam się ku stwierdzeniu, że nie jest to zwykła obyczajówka, gdyż doprawiono ją wątkiem sensacyjno-kryminalnym a na deser podano elementy sagi rodzinnej. Ja jestem całkowicie na tak i już nie mogę się doczekać nowych wrażeń podczas lektury kolejnej książki Natalii Sońskiej.



"Garść pierników, szczypta miłości"
"Mniej złości, więcej miłości"
"Kropla zazdrości, morze miłości"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Łów słów, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Panu Piotrowi


sobota, 12 marca 2016

Marta Wiktoria Kaszubowska "Brakujące ogniwo"




Autor: Marta Wiktoria Kaszubowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2015
Liczba stron: 328










W lutym ubiegłego roku miałam przyjemność poznania kolejnego polskiego debiutu - "Zapachu tytoniu" Marty W. Kaszubowskiej. Byłam mile zaskoczona, zwłaszcza że nie stronię od sięgania po debiuty, co dla mnie różnie się kończy, bo czasem niestety doznaję rozczarowania. Ale nie w przypadku Kaszubowskiej, której różne aspekty miłości  mnie wtedy zaintrygowały. Dlatego po przeczytaniu krótkiego opisu drugiej powieści autorki, postanowiłam po nią sięgnąć. Z jakim wynikiem? Czy młoda pisarka i tym razem mnie porwała? Zapraszam na moją recenzję.

Eulalia Zamojska, zwana Lalką, ma dwadzieścia siedem lat i pracuje w szczecińskiej korporacji, która swoją centralę ma w Zurychu (może i teraz dla Ciebie, drogi czytelniku ten fakt jest bez znaczenia, ale lada chwila to się zmieni). Bohaterka ukończyła studia historyczne, była w Austrii, ma dwa certyfikaty językowe, gra na pianinie (sama nawet tworzy utwory). Ot, jednym słowem jest kobietą sukcesu. Starannie dobiera sobie facetów, wspomina o nieudanych związkach a przede wszystkim twierdzi, że nie istnieje dla niej seks bez miłości... To dlaczego pewnego dnia zaprasza do mieszkania kolegę z pracy, by wkrótce po upojnych chwilach po prostu go wyrzucić? Jak widać bohaterka jest bardzo sprzeczną osóbką. Czasami ma słomiany zapał, chciałaby czegoś dokonać, ale ustaje w połowie drogi, nie potrafi być konsekwentna, nie potrafi też gotować, przez co wciąż reklamuje posiłki z Turysty lub pierogi z Biedronki. Lalka uwielbia być w "gorącej wodzie kąpana" i zdarza jej się powiedzieć za dużo. Nie potrafi powściągnąć zapędów i zachować czegoś dla siebie i może dlatego życie stawia na jej drodze nowego szefa z tajemnicami z przeszłości... Jak odniesie się do nich Lalka?

Lalka pokazała jednak upór w jednej kwestii - kiedy 17 września dwa lata wcześniej jej brat bliźniak Konrad (zbuntowany i pragnący wolności), opuścił ich wspólne mieszkanie i dosłownie rozpłynął się w powietrzu, to ona staje się tą, której najbardziej zależy na jego odnalezieniu. Tylko Lalka wierzy w to, że Konrad żyje (choć wyrzuca sobie, że to przez ich ostatnią kłótnię, właśnie tamtego dnia, jej brat zaginął). Rozwiesza plakaty, robi weekendowe objazdy po mieście, prowadzi stronę internetową, dzwoni na policję dopytując o postępy. Rodzice już dawno postawili kropkę w sprawie swojego syna. Uważają, że on nie żyje i z pozoru nie robią zupełnie nic. Czy aby na pewno? Jak się można przekonać podczas lektury to rodzina, która uwielbia nosić "maski", żyć na pokaz albo jak w teatrze a w sercu nosić coś innego. Dlaczego ukrywają swoje działania? Po co im ta gra pozorów? Dlaczego każdy z Zamojskich zbudował wokół siebie mur? Rozumiem, że taką tragedię każdy musi odreagować na swój sposób (Lalka ucieka w imprezy i muzykę, matka w buddyzm i medytacje a ojciec... cóż to już zostawię Wam jako niespodziankę, która zresztą ogromnie mnie zdenerwowała, ale to chyba z powodów osobistych, może Wam dostarczy innych reakcji.

Temat zaginięcia Konrada ogromnie przypomniał mi o książce "Ostatni dzień roku" Katarzyny Misiołek, której tematem przewodnim również było poszukiwanie (Moniki przez jej siostrę). Wiele elementów działań bohaterek było podobnych, choć to Kaszubowska pokazała dosadniej jak bardzo nieudolna jest policja. Autorka poruszyła ważny problem, który chyba zawsze będzie na czasie, bowiem w Polsce (i nie tylko) wciąż znikają ludzie. Nijak mówienie o tym nie powinno nam się znudzić, bowiem może dzięki temu odnajdzie się chociaż jedna osoba. Może działania bohaterów powieści podsuną nam pomysł jak i gdzie szukać? Bliscy zawsze w takich sytuacjach stawiają sobie jedno podstawowe pytanie "czy żyje?". Później pojawiają się następne, które mają pomóc w ustaleniu czy było to porwanie, ucieczka, wypadek z utratą pamięci; czy ten ktoś przebywa gdzie dobrowolnie czy jest przetrzymywany siłą... Jak jest w przypadku Konrada? Czy żyje i uda się go odnaleźć? Przyznaję, że autorka ciekawie poprowadziła ten wątek, na samym końcu mnie zaskoczyła parę razy. Jaki jest finał nie zdradzę, ale sprawa ta jednoznacznie się wyjaśnia i nie trzeba snuć domysłów.
Kaszubowska uzmysławia również, że czasami nawet znani na cały kraj ludzie z doskonałymi wykształceniami nie potrafią zastosować się do tego, co sami głoszą i co wpajają innym. Mam tu na myśli podłoże psychologiczne kontra rozpoznanie osób i ich motywów, które nie zawsze są takie, na jakie wyglądają...

Niewątpliwym plusem powieści jest już przy pierwszym kontakcie tytuł, który intryguje, zachęca, nęci i przyciąga. Ogromnie byłam ciekawa co takiego kryją te dwa, jakże proste słowa "brakujące ogniwo". Nie będę jednak zdradzać tego, do czego się odnoszą, bowiem napisałabym zbyt wiele o fabule, psując niespodziankę tym, którzy zamierzają po powieść sięgnąć. Jednak powiem tyle, że Lalka w doskonały sposób wyjaśnia o co tak naprawdę chodzi z tym ogniwem.

Niestety, muszę też wspomnieć o minusach książki, które bardzo mnie drażniły. Autorka ma w zwyczaju ocenianie tego, o czym pisze, choć przecież powinna osądy pozostawić czytelnikowi (w przypadku kiedy nie są to opinie wyrażone przez któregoś z bohaterów). Na przykład zbyt daleko posuniętą opinią jest nazwanie "idiotycznym" programu telewizyjnego "Mali giganci", który - jak dla mnie - jest przyjemną wieczorną rozrywką, pozwalającą na lekkie oderwanie się od problemów całego dnia. Zwłaszcza, że jak wiadomo dzieciaki potrafią bawić i wzruszać.
Zamiast wysnuwania takich teorii Kaszubowska powinna się skupić na rozbieżnościach, które serwuje, bowiem jeśli bohaterka pojechała do salonu tatuażu taksówką, ponieważ była po wypiciu wina na firmowej Wigilii to jakim cudem z tegoż salonu wychodzi, wsiada do samochodu i odjeżdża?

Gdybym mogła to podzieliłabym ocenę książki na dwie części - prywatne życie bohaterki i korporacja. Prywatna część to rewelacja, zaś służbowa - niestety klęska. Dlaczego? Ilekroć pojawiały się wątki dotyczące pracy Zamojskiej to nie potrafiłam się wciągnąć w czytanie. Lubię kiedy w czytanej lekturze jest jasne co kto robi i dlaczego, a tutaj tak naprawdę nie czuję satysfakcji, ponieważ nie wiem czym tak naprawdę zajmowali się pracownicy DYP. Zawsze było opisywane to dość oględnie, chwilami miałam wrażenie, że ważniejsze są dla nich zebrania i testy niż sama praca. Dialogi pracowników były rażąco proste, chwilami wręcz prostackie na poziomie nastoletnich podrostków, którzy nie mają poczucia estetyki w wypowiedziach i używają niewyrafinowanych słów, cytując przy tym fragmenty piosenek. Ponadto wymiana wypowiedzi między osobami z DYP (i nie tylko) często odbywa się w językach angielskim i niemieckim, które to teksty nie są tłumaczone. No przepraszam, coś tam liznęłam w życiu tych języków, ale nie na tyle by zrozumieć o czym mówią bohaterowie, przez co czułam się niepotrzebna i pominięta. To taki zamysł, że czytelnik nie ma zrozumieć wszystkiego? Nie jestem poliglotką i nie jest to dla mnie przejaw lingwistycznych zdolności autorki, bynajmniej, tylko lekceważenia mojej - i nie tylko - osoby. A co jeśli ktoś uczył się swoim życiu wyłącznie języka rosyjskiego? Wtedy nie zrozumie korporacyjnego bełkotu, obcojęzycznych dialogów czy zdań, które czasami w połowie są po polsku zaś w połowie w języku obcym. Już pomijam ciągłe używanie nazw "silent room", "team leader", wykonywanie "calli" czy ustawianie "auto reply"... Może to i kreatywne, ale nie do końca przemyślane. A wystarczyłoby tłumaczenie na dole strony czy uzmysłowienie czytelnikowi, iż to firma zatrudniająca obcokrajowców, ale dialogi mogły być po polsku. Dobrze, że Hindus Vijay nie popisał się tu częstszym używaniem swojego języka...

Podsumowując: "Brakujące ogniwo" to książka, która wywołała we mnie sporo emocji, niejednokrotnie podnosiła mi ciśnienie i to nie tylko w sprawie Konrada, ale również zachowań jego ojca, tajemnic Jurka, intryg Mocnej Skały czy Marysi, relacji Lalki z Karolem i Vijay'em. Sporo się dzieje, bowiem autorka nie skupiła się tylko na pierwszoplanowych postaciach, wszystkie mają w sobie to "coś". Mimo minusów, które dostrzegłam w powieści, uważam że jest dobra i nie żałuję poświęconego jej czasu. 





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz

czwartek, 26 lutego 2015

Marta Wiktoria Kaszubowska "Zapach tytoniu" - przedpremierowo




Autor: Marta Wiktoria Kaszubowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 12 marca 2015
Liczba stron: 304











Marta Wiktoria Kaszubowska urodziła się w 1987 roku, zapewne w Szczecinie (sądząc po miejscu akcji powieści). Czytając kilka słów o autorce czułam jakbym raz jeszcze czytała o głównej bohaterce książki "Zapach tytoniu", gdyż sporo tu podobieństw. Kaszubowska jest bowiem doktorantką filozofii indyjskiej na Uniwersytecie Szczecińskim i interesują ją kultury Dalekiego Wschodu, zwłaszcza status kobiet. Uwielbia pisać i dlatego realizuje się w zawodzie dziennikarza. Zwróćcie uwagę na te informacje a znajdziecie ich odzwierciedlenie w lekturze. Niniejsza powieść jest debiutem autorki. Czy udanym? Zapraszam na recenzję.

Wiem, że wiele osób ocenia książkę po okładce. Biorąc to pod uwagę, śmiem twierdzić, że bardzo wąskie grono osób sięgnęłoby po "Zapach tytoniu". Co mnie podkusiło, by to zrobić? Okładka może nie należy do najbardziej wyszukanych, ale zaintrygowała mnie. Jak się okazało po poznaniu fabuły, idealnie pasuje do tego co kryje w sobie, jest jakby symbolem treści. Drugą rzeczą, której impuls odebrała moja intuicja czytelnicza, był tytuł. Zastanawiałam się, co może być na tyle niesamowitego w papierosach, dymie i jego zapachu, że ktoś stworzył o nich książkę... Szalę przeważył fakt, że to polski debiut a jak wiadomo lubię takie odkrywać. Czy było warto?

Autorka - źródło: okładka książki
Temat tytoniu jest ujęty dość subtelnie, nie jest główną ideą powieści. Ale po kolei...
Zuza mając dziesięć lat spadła ze schodów i w dość skomplikowany sposób połamała kości nóg. Przeszła kilka operacji, spędziła pół roku w szpitalu, zaciskała zęby podczas rehabilitacji a dodatkowo się uczyła. Wierzyła w to, że będzie chodzić. Jednak z powodu tego wydarzenia straciła ufność i otwartość, zamknęła się w sobie i nie miała wspólnych tematów rozmów z koleżankami.
Podczas studiów filozoficznych poznała Filipa, który wkrótce po swoich narodzinach stracił matkę. Dobrze czuli się w swoim towarzystwie, spędzali razem dużo czasu, często i dużo rozmawiali. Jednak ze strony Zuzy nie była to niestety miłość... Bardziej przywiązanie, zrozumienie, przyjaźń. Tylko czy Filipowi to wystarczy? Taki sympatyczny chłopak a było mi go żal, że jest tak oszukiwany. On pragnął bliskości a Zuza nieustannie odmawiała, mimo swoich dwudziestu pięciu lat wciąż była dziewicą. Jej serce wciąż czekało na prawdziwą miłość... Czy odnajdzie ją w bibliotece, w której pracuje? A może na uczelni, gdzie postanawia wrócić i zrobić doktorat?

Oprócz doktoratu Zuza pisze (między innymi teksty na pewną stronę internetową, wiersze), choć problemy sprawiają, że wena twórcza gdzieś się ulatnia. Jej pasją jest też czytanie książek (lubi tę samą autorkę co ja) i poznawanie tajników kultury indyjskiej.


Ale gdzie bohaterka znalazła tą miłość? Otóż Zuza nie mogła już bardziej skomplikować sobie - i innym - życia. Kiedy Filip zaprosił ją pewnego dnia do swojego mieszkania, dziewczyna poznała jego ojca - Igora. Mężczyzna został ojcem jako siedemnastolatek i kiedy mały Filip miał dwa miesiące, zginęła jego matka. Cały trud wychowania spadł na Igora. Dał radę tylko dzięki pomocy dziadków. Syn był dla niego najważniejszy. Aż do teraz. Teraz bowiem pojawił się w życiu Igora ktoś jeszcze, dziewczyna jego syna, do której poczuł coś więcej niż zwykłą sympatię. Z wzajemnością zresztą. Ale jak rozwinąć uczucie, które będzie krzywdziło kogoś tak bliskiego, jak syn czy chłopak? Zuza odpychała od siebie uczucie do Igora, ponieważ nie chciała zranić Filipa. Była z nim już dwa lata i był dla niej bardzo ważny, mimo że go nie kochała. Igor z kolei wiedział, że to on jest starszy, mądrzejszy i nie może zbliżyć się do dziewczyny syna, bo krzywda jaką mu wyrządzi może być ogromna. Jednak czy prawdziwą miłość da się zamknąć głęboko w sercu i nie pozwalać jej na ujrzenie światła dziennego? Czy można unikać spotkań z ukochaną osobą? Jak przejść obojętnie obok jego obecności przy jednym stole? Czy miłość Zuzy i Igora ma szansę się rozwinąć? Musicie to już sprawdzić sami, w powieści.

Książka porusza nietypowy rodzaj miłości a dokładniej niecodzienny obiekt miłości, czyli uczucie do ojca swojego chłopaka. Nie spotkałam się jeszcze z takim tematem w literaturze i dlatego powieść była dla mnie zajmującą lekturą. Zresztą miłość ta, nie jest jedynym aspektem uczuciowym w "Zapachu tytoniu". Autorka opisuje też miłość (czy też może zauroczenie) studenta do wykładowcy, fanki do muzyka oraz uczucie sprzed lat, które Zuza poznaje z pamiętnika swojej matki. A że miłość kobiety nie wygasła przez wiele lat, teraz postanawia naprawdę być szczęśliwa i odchodzi od męża. Czy na zawsze? Całkowicie porzuci obecne życie i wyjedzie? Kim jest mężczyzna jej życia? I jak ułożą się relacje kobiety i jej nowego towarzysza w stosunku do Zuzy i jej ojca?

Uważam, że Marta Kaszubowska napisała świetną powieść. Czytałam wiele polskich obyczajówek, nie tylko debiutanckich i książka równie dobrze potrafiła wciągnąć mnie w swój świat. Z zainteresowaniem przewracałam kartki czekając na to, co wydarzy się za chwilę. Jakie decyzja podejmą Zuza i Igor. Czy między nimi będzie miała szansę nawiązać się nić porozumienia, miłość i namiętność? Czy Filip pogodzi się ze zdradą najbliższych mu osób? W żaden sposób nie byłam w stanie przewidzieć tego co zaplanowała autorka.

Książka uzmysławia nam, co jest w życiu najważniejsze. Która miłość wiedzie prym. Z której jesteśmy w stanie zrezygnować wtedy, gdy musimy wybierać. Bo nie zawsze da się pogodzić dwa odmienne poglądy, dwa odmienne stanowiska i dwie odmiennie myślące osoby. Nie zawsze żyjemy w pełni szczęśliwi, ale czasami trzeba wybrać "mniejsze zło"...
Jak zakończy się ta historia? Na szczęście nie trzeba się domyślać. Autorka zrobiła czytelnikom prezent i napisała to "czarno na białym" - w Epilogu. Powieść polecam wszystkim, którzy lubią polskie debiuty, obyczajówki oraz tym, którzy nie są pewni swoich związków i prawdziwości swojego uczucia.




Książka została przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Dorocie 
z Wydawnictwa Novae Res
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...