Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harlequin/Mira. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harlequin/Mira. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 sierpnia 2016
Jayne Ann Krentz "Przygoda na Karaibach"
Tytuł oryginalny: Fabulous Beast (wydana jako Stephanie James)
Tłumaczenie: Julita Mirska
Wydawnictwo: Harlequin
Data wydania: 2012
Liczba stron: 208
Seria: Harlequin Satine
Cykl: Colter Novels tom 1
Lipcowo-sierpniowy czas sprzyja sięganiu po wakacyjne lektury, zarówno pod względem tytułu, okładki czy też treści. Dlatego patrząc na powyższą fotografię nie macie chyba wątpliwości co skusiło mnie najbardziej do przeczytania romansu :) Karaiby i ten widok....mhmmm....
Tabitha Graham ma dwadzieścia dziewięć lat i prowadzi księgarnię w małym, rybackim miasteczku. Jest miła, sympatyczna, nie lubi być w centrum uwagi, nie znosi plotkowania i brakuje jej pewności siebie. Fascynują ją bestiaria, o których uwielbia opowiadać, gdy nie czuje się pewnie, ten temat jest niejako "zasłoną dymną". By nieco ożywić swoje nudne życie kobieta wybiera się w rejs po Morzu Karaibskim, w czasie którego ratuje życie pewnemu przystojnemu czterdziestolatkowi. Gdyby nie jej interwencja, Devlin Colter mógł nie mieć szansy na opuszczenie wyspy St. Regis. Co takiego wydarzyło się w zaułku? Co połączy tych dwoje? Kim tak naprawdę jest ten szarmancki i męski człowiek poruszający się przy pomocy hebanowej laski? Czy utykanie jest prawdziwe? W jakim celu wyruszył w egzotyczną podróż?
Devlin dał się poznać Tabi jako nieśmiały i wrażliwy mężczyzna, który zgadza się z nią, akceptuje jej propozycje co dla niej jest ogromnym zaskoczeniem, bo zwykle płeć przeciwna zachowuje się inaczej. Ten zaś jest wręcz wymarzonym "egzemplarzem", który byłby idealnym materiałem na męża. Tylko czy po rozwodzie Tabitha ma znów ochotę wiązać się z kimś? Ale kiedy Colter zaczął w niej wzbudzać emocje i pożądanie... no cóż, wiele się wtedy zmieniło w planie rejsu. Devlin leczy rany, Tabitha próbuje go uwieść, prowadzą długie rozmowy, jadają wspólnie posiłki, grają w karty... Co zrobi bohaterka kiedy dowie się co naprawdę robił Colter w zaułku St. Regis?
Książka jest idealnym romansem na lato - Karaiby, rejs, zwiedzanie małych i urokliwych wysepek a do tego rozkwitający romans. Żeby nie było nudno, autorka podarowała nam też "czarne charaktery", które zadbają o podniesienie adrenaliny i zasieją ziarno niepewności co do losów bohaterów. Bo tam gdzie leje się krew i ktoś wymachuje bronią (a nie jest to literatura sensacyjna) może być ciekawie.
"Przygoda na Karaibach" to lekka i niezobowiązująca powiastka a właściwie połączenie romansu z elementami kryminału. Choć tego drugiego jest tu zdecydowanie mniej i można poczuć odrobinę rozczarowania. Jednak w moim odczuciu książka idealnie spełniła swoje zadanie, czyli zapełniła mi jeden dzień historią, która nie wymaga myślenia, zapamiętywania szczegółów, powiązań rodzinnych czy też odkrywania tajemnic. Może i postacie są zbyt mało zarysowane, może wątek "ciemnych sprawek" nie został wystarczająco rozwinięty, ale to nie bestseller na najwyższym poziomie, to nie powieść wysokich lotów, lecz dobra historia na odprężające chwile na działce, na leżaku czy w czasie podróży komunikacją miejską. Bo czasem nawet przewidywalna lektura może doskonale zrelaksować. Niczego więcej od niej nie oczekiwałam.
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Pod hasłem, 52 książki
środa, 13 kwietnia 2016
Penny Jordan "W cieniu starych drzew"
Tytuł oryginalny: Second-Best Husband
Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Data wydania: 2012
Liczba stron: 176
Seria: Satine
"W cieniu starych drzew" było dotychczas znane pod tytułem "Ukryty skarb", jednak nie znałam książki wtedy i postanowiłam to zmienić, gdyż skusiła mnie okładka. Nawet jeśli mam ustalony plan czytelniczy i ściśle się go trzymam, to czasami po emocjonujących lekturach lubię sięgnąć po - jak ja to nazywam - przerywnik. Czy powieść Penny Jordan spełniła swoje zadanie?
Sara przyjechała do Londynu z prowincji kiedy miała dziewiętnaście lat, ponieważ liczyła na lepszą pracę i płacę w stolicy. Wierzyła, że tu będzie mogła się rozwinąć. Na kursie komputerowym poznała dwudziestopięcioletniego Iana, który marzył o założeniu własnego biznesu a kiedy już mu się to udało, zatrudnił Sarę jako sekretarkę. Dziewczyna pracowała u niego przez dziesięć lat, skrycie się w szefie podkochując i nagle... spadła na nią wiadomość, że Ian planuje ślub z inną! Rzuciła pracę i za namową przyjaciółki wyjechała do rodziców. Nawet w snach nie mogła przypuszczać jak ten krok zmieni jej życie. Jak ten wyjazd zmieni skromną, nieśmiałą i dobrotliwą dziewczynę? Jak poradzi sobie z nowymi wyzwaniami skoro dotychczas nie nawykła do komplementów i nie ma doświadczenia w kontaktach z płcią przeciwną? Czy uda jej się szybko zapomnieć o egoistycznym Ianie i odrzuceniu oraz przykrych słowach jego narzeczonej? Jak zamierza rozburzyć mur, który zbudowała wokół niej obsesyjna miłość do szefa?
Cienka i niepozorna książka, którą najlepiej zdefiniuje określenie minipowieść idealnie nadaje się na lekturę jednego dnia. Nie ma tu wzniosłych miłości, ani spektakularnych upadków. Akcja jest, ale bez szału, przewidywalna i sztampowa. Mimo, że niektóre detale mogą zaskoczyć to całość już niekoniecznie. Widać, że autorka skupiła się na emocjach, uczuciach i przemyśleniach. Wprawdzie to dzięki temu czujemy się dobrze poinformowani co do stanu serca i umysłu bohaterów, ale chwilami zaczyna to być męczące, kiedy w trakcie ich rozmowy więcej jest myśli niż dialogu. Przecież nikt aż tak długo nie analizuje danej sytuacji!
A tak... powstała angielska bajka, ale niedopracowana. Piszę to z żalem, bo lubię czasem wziąć do rąk "czytadło". Tu jednak się rozczarowałam: minimum akcji, kiepskie dialogi i bohaterka, która wciąż powraca do rozczarowania miłosnego i z nerwów przygryza wargi [co skutkuje nawet krwawiącymi rankami].
Autorka nie przemyślała całości, chwilami miałam wrażenie, że przypadkowo usunęła fragmenty i przez to fabuła jest niekompletna. Plusy? Szczęśliwe zakończenie dające wiarę w prawdziwą miłość oraz boski i niezwykły Stuart.
Tym razem jednak sami zdecydujcie czy macie ochotę na spotkanie "W cieniu starych drzew".
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, 52 książki
piątek, 15 stycznia 2016
Meredith Webber "Lekarz z prowincji"
Tytuł oryginału: Christmas Where She Belongs
Tłumaczenie: Iza Kwiatkowska
Wydawnictwo: Harlequin
Data wydania: 2013
Liczba stron: 160
Seria: Harlequin Medical
Od października lub listopada "chodziło" za mną pragnienie totalnego odmóżdżenia czytelniczego, czyli przeczytania mega lekkiej i nie wymagającej zupełnie myślenia lektury. W zamierzchłej dla mnie przeszłości - czyli pewnie kiedy byłam nastolatką - miałam okazję czytać popularne "harlekiny" w dużej ilości i teraz mój wybór padł właśnie na jeden z tytułów z tego wydawnictwa. Liczyłam na to, co zwykle w przypadku tych książek: przystojny on, piękna ona, urocza miłość, przesłodzone sceny miłosne i szczęśliwe zakończenie a wszystko to w cudownej scenerii, tym razem Australii. Czy to właśnie dostałam?
Clancy wychowywała się bez ojca w hipisowskiej komunie. Jest uporządkowana, rozsądna, ambitna i opanowana, jej życie jest z góry zaplanowane. Wykłada pielęgniarstwo w szkole medycznej i mieszka kilka minut spacerkiem od miejsca pracy. Pewnego dnia w jej "życie od linijki" wkracza przystojny lekarz i prawnik zarazem (skrywający jeszcze wiele tajemnic) - Mac. Mężczyzna informuje ją, iż odziedziczyła stary dom na australijskiej prowincji, jednak z lokatorem i psem (pies wabi się Mike i potrafi się uśmiechać). Clancy postanawia udać się na miejsce i wtedy podjąć decyzję czy przyjmie ten spadek.
Spokojne dotychczas życie Clancy zmienia się w gonitwę wydarzeń. Choć oboje wyraźnie mają się ku sobie i łatwo im się rozmawia to bronią się przed uczuciem, potrzebują samotności i czasu, by poukładać sobie na nowo niespodziewane okoliczności. Zwłaszcza, że nie mają możliwości, by się dobrze poznać przy kominku czy kieliszku wina. W ich życiu pojawiają się bowiem niecierpiące zwłoki stworzenia: koza, pacjenci szpitala, dzieci Helen oraz wymagające naprawy schody. Czy będący pod urokiem Clancy Mac będzie w stanie zebrać myśli, skupić się, nie gadać głupot a przejść po męsku do adorowania kobiety? Czy Clancy spodoba się w domu, który odziedziczyła? Czy będą w stanie zapomnieć o swojej trudnej przeszłości - małżeństwach i związkach - i żyć teraźniejszością?
Książeczka, bo z tą ilością stron trudno ją nazwać powieścią, nie jest typową przesłodzoną opowieścią o wielkiej i namiętnej miłości. Także mogłabym w sumie napisać, że mnie rozczarowała... Wszystko dlatego, że to seria Medical i kładzie nacisk na sprawy medyczne a nie erotyczne. Mimo wszystko lektura spełniła swoją rolę i w szybkim tempie przeniosła mnie na australijską prowincję i z powrotem dając chwilę wytchnienia od bardziej wymagających książek. Ot, takie sobie czytadełko.
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki
środa, 14 października 2015
Penny Jordan "Wszyscy mają się dobrze"
Tytuł oryginalny: A Perfect Family
Tłumaczenie: Klaryssa Słowiczanka
Wydawnictwo: Harlequin
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 320
Seria: New York Times Bestselling Authors: Powieść obyczajowa
Duże, bogate i z tradycjami sięgającymi wielu pokoleń wstecz - mowa o rodzinach, w których z pozoru wszystko jest idealnie, ale czy na pewno? Zwodniczy tytuł tej książki sugerował mi miłą i relaksującą chwilę z romansem i szczerze mówiąc wcale nie była to tak lekka lektura.
Na pierwszy plan w historii angielskiej rodziny Crighton wysuwają się bracia bliźniacy: David i Jonathon, którzy wkrótce będą obchodzili pięćdziesiąte urodziny w sporą część książki zajmują przygotowania do tejże uroczystości. Bo przecież musi być z rozmachem. David - pierworodny syn Bena, seniora rodu z prawniczymi tradycjami, apodyktycznego i nie znoszącego sprzeciwu w sprawach rodzinnych. David ma charyzmę, stara się sprostać wymaganiom ojca, jednak jego obojętność na problemy innych, egoizm i zadufanie w sobie sprawiają, że nie jest darzony sympatią. Nie spełnił też pokładanych w nim nadziei, że zostanie szanowanym członkiem palestry. Zamiast tego przywiózł do domu wstyd, rozczarowanie i modelkę w ciąży. Tiggy myśli tylko o swojej urodzie a wszelakie problemy tuszuje zakupami. Szansę na wybicie się w prawniczym światku ma córka Tiggy i Davida - Olivia, zdolna i ambitna dziewczyna, zakochana w Casparze, Amerykaninie.
Młodszy z bliźniaków - Jonathon, prowadzi rodzinną kancelarię prawną i stara się "po prostu być", czyli załatwiać sprawy, których się od niego wymaga, pomagać, wspierać i być zawsze w cieniu Davida. Przy jego boku błyszczy wewnętrznym światłem dobra żona - Jenny, która zresztą sobie nie zdaje z tego sprawy, ponieważ jest osobą skromną, ciepłą i pełną kompleksów w odniesieniu do Tiggy. Jen prowadzi antykwariat i jest współorganizatorką urodzinowego przyjęcia bliźniaków. Niezłym charakterkiem jest syn Jonathona i Jenny - Max, który nie patrząc na nic zamierza zrobić oszałamiającą karierę prawniczą. Tylko jaką będzie musiał zapłacić cenę?
Jak to w dużych rodzinach bywa, bohaterów jest oczywiście więcej: najmłodsze latorośle Davida i Jona, czyli Joss i Jack oraz bliźniaczki Jona Louise i Kate; siostra Bena - Ruth (której niespełniona miłość rzuciła cień na całe jej życie), zakochany w Olivii jej dalszy kuzyn Saul oraz cała gałąź rodziny z Chester. Bo trzeba Wam wiedzieć, że w 1917 roku Josiah Crighton wraz z ciężarną żoną Bethany opuścił Chester, by w Haslewich wynająć skromne mieszkanie. Młodzi pozbawieni przychylności rodziców i obiecanego Josiahowi stanowiska w rodzinnej firmie prawniczej, musiał radzić sobie sam i zapewnić byt najbliższym. To właśnie z tej wyklętej części rodziny pochodzi Ben. Jednak na zjeździe rodzinnym pojawia się wielu członków, którzy nie odgrywają większej roli w tej historii.
Crightonowie to teoretycznie rodzina poważana, zwłaszcza w prawniczym światku, żyjąca w dostatku i nie mająca problemów. Uwierzcie, to tylko taka maska, ponieważ im głębiej zaczniemy zaglądać, im dalej wściubimy nosy, im bardziej będziemy dociekać, tym więcej zamiecionych pod dywan problemów odnajdziemy. I szczerze mówiąc, nie są one zbyt przyjemne. Rękaw ze skandalami rozsypuje się w chwili, gdy podczas urodzinowego przyjęcia swoją mowę chce wygłosić David, nagle upada na stół i zostaje odwieziony do szpitala. Nie bez znaczenia jest fakt, że przed imprezą odebrał telefon z domu opieki. Tajemnicza sprawa, prawda?
Książki nie czytało mi się ani szybko ani przyjemnie. Nie czułam jakoby była lekka i odprężająca. Owszem autorka przedstawiła bogaczy z Anglii, którzy udowadniają, że pieniądze to nie wszystko, bo powinniśmy skupić się na miłości, zaufaniu, szczerości. Są też trudne tematy utraty ukochanych czy dzieci oraz problemów zdrowotnych, jednak gdyby nie wyzwanie Magdalenardo i konieczność napisania recenzji, to nawet nie byłoby tego tekstu. Styl autorki (albo to wina tłumaczenia) do mnie nie przemówił, użyła wielu trudnych słów i to nawet nie z dziedziny prawa a uważam, że można było użyć łatwiejszych w zrozumieniu synonimów. Ja nie polecam, ale może ktoś ma odmienny gust i będzie z lektury zadowolony.
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki
Lubicie Agathę Christie? Mam coś nietypowego: Liebster Blog Award - Agatha "odpowiada" na pytania
Etykiety:
angielska,
bliźnięta,
bulimia,
Harlequin/Mira,
Jordan Penny,
kradzież,
miłość,
powieść,
prawnicy,
rodzina,
tajemnica,
urodziny,
utrata dziecka,
Wielka Brytania
środa, 8 kwietnia 2015
Erica Spindler "W milczeniu"
Tytuł oryginalny: In silence
Tłumaczenie: Klaryssa Słowiczanka
Wydawnictwo: Mira
Data wydania: styczeń 2015
Liczba stron: 496
W twórczości Eriki Spindler rozsmakowałam się już ubiegłym roku, kiedy to miałam okazję przeczytać "Stan zagrożenia". Autorka dba o to, by czytelnik w żadnym momencie lektury nie czuł się znudzony ani zbyt pewny swoich przypuszczeń jak historia się zakończy. Tak było i tym razem.
Wyobraźcie sobie, że mieszkacie w małej amerykańskiej miejscowości w Luizjanie, takiej która liczy mniej więcej tysiąc mieszkańców. Wszyscy się znają, interesy prowadzą kolejne pokolenia, każdy zna swoje miejsce w społeczności, która nie lubi zmian i nie toleruje innowacji. Tak jak życie toczyło się tutaj od wielu lat, tak ma się toczyć nadal. Jednak czy w związku z ogólnie pojętym rozwojem jest to możliwe? Czy młodzi zechcą podporządkować się tym wytycznym? Jak zostaną potraktowane jednostki mające własne - a do tego odrębne - pragnienia?
Tak właśnie żyje się w Cypress Springs, skąd pochodzi Avery Chauvin, obecnie dziennikarka w Waszyngtonie. Wyprowadziła się z domu dwanaście lat temu i w tym czasie nic się tutaj nie zmieniło. Za wyjątkiem tego, że została sama na świecie. Rok temu zmarła jej matka a teraz ojciec popełnił samobójstwo i to w straszny sposób - podpalił się. Avery wyrzuca sobie, że nie odebrała ostatniego telefonu od taty, może nie zrobiłby tego, gdyby z nim pomówiła? Ale teraz jest za późno. Avery musi poradzić sobie ze stratą, posprzątać dom i wystawić go na sprzedaż. Jednak czy będzie to takie łatwe?
Najpierw w rzeczach ojca Avery znajduje tajemnicze pudełko, które kryje wycinki z prasy dotyczące brutalnego morderstwa młodej kobiety piętnaście lat temu. Czy jej ojciec, lekarz, ma z tym coś wspólnego? Podczas licznych chwil zadumy Avery dochodzi do wniosku, że tata nie mógłby się sam zabić, mimo że nie potrafił otrząsnąć się po śmierci mamy. To musiało być morderstwo.
Kiedy w miasteczku ginie młoda dziewczyna (w bardzo krwawy i nietypowy sposób) a pewien naukowiec znika bez śladu, Avery postanawia zachować się jak dziennikarz śledczy. Odkrywa, że w ciągu ośmiu ostatnich miesięcy w Cypress Springs doszło do zbyt wielu tajemniczych zniknięć i wypadków śmiertelnych. Dziennikarka otrzymuje też anonimowe telefony z pogróżkami a siostra zaginionego naukowca - Gwen, która podjęła współpracę z Avery, dostaje ostrzeżenie. Czy za zagadkowymi wydarzeniami stoi, podobnie jak w latach osiemdziesiątych, Grupa Siedmiu? Czy Avery potwierdzi, że zgon jej ojca nie był samobójstwem? Jak wielu mieszkańców "musi" jeszcze zginąć? Czy na pewno każdemu z dawnych przyjaciół można zaufać?
"W milczeniu" to świetny thriller, który nie dość, że trzyma w napięciu, to jeszcze funduje liczne atrakcje: nowe zgony, zwroty akcji, odkrywanie tajemnic z przeszłości, które mają znamienny wpływ na teraźniejszość i szokują nie tylko bohaterów. Nie wiem czy ktokolwiek odgadł jaką niespodziankę przygotowała autorka na finał powieści...
Erica Spindler doskonale pokazała jak wygląda życie w małych miejscowościach, gdzie nie zawsze plusem jest to, że wszyscy się znają i korzystają nawzajem z przysług. Czasem mogą mieć one zgubne skutki. Podobnie jak milczenie. Książka udowadnia również, że nie należy osądzać ludzi po ich zachowaniu, bowiem udawać jest bardzo łatwo i w ostatecznym rozrachunku może się okazać, że wróg okaże się przyjacielem a przyjaciel wrogiem. Słuchajmy głosu serca...
To wprost niesamowite jak szybko czytało mi się niniejszą książkę, na pewno ze względu na prosty język, dobre dialogi i świetny pomysł na fabułę. Kolejne zdarzenia i fakty odkrywane przez Avery, dostarczały mi takiej dawki emocji, że nie mogłabym skupić się na czymś innym niż poznawanie dalszej części historii. Nutki pikanterii dodaje fabule fakt, że o względy bohaterki - podobnie jak w czasach ich młodości - starają się bracia bliźniacy: Matt i Hunter. Pierwszy jest stróżem prawa, jak ojciec, drugi zaś kiedyś był dobrym prawnikiem, ale obecnie stara się odbić od dna pisząc powieść. Któremu z nich uwierzy Avery? Czy fakty zawsze mówią same za siebie? Czy Gwen uda się przekonać Avery do swoich teorii? Czy będą szybsze niż grożące im niebezpieczeństwo? Co odkryje Avery w sprawie sprzed piętnastu lat? Uwierzcie, tą historię musicie przeczytać!
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Monice z
czwartek, 26 marca 2015
Antoinette van Heugten "Smak tulipanów"
Tytuł oryginalny: The Tulip Eaters
Tłumaczenie: Janusz Maćczak
Wydawnictwo: Mira
Data wydania: 18 marca 2015
Liczba stron: 416
Antoinette van Heugten zanim zajęła się pisarstwem była znanym, międzynarodowym prawnikiem, ukończyła University of Texas School of Law. "Smak tulipanów" jest jej drugą powieścią (zadebiutowała thrillerem psychologicznym "Dotknąć prawdy", który stał się bestsellerem) i już sam tytuł mnie zaintrygował. Przecież tulipany mają przede wszystkim zapach... Na szczęście bardzo szybko wyjaśniła się ta zagadka i mogłam skupić się na treści.
Książka jest naładowana emocjami, choć uderza przede wszystkim w uczucia matek, dlatego przeżyłam ją bardzo mocno. Dlaczego? Drugim z powodów jest czas akcji powieści - rok 1980, czyli rok mojego urodzenia.
Nora de Jong jest młodą lekarką, chirurgiem dziecięcym i pracuje w jednym ze szpitali w Houston. Urodziła się USA, choć jej rodzice pochodzili z Holandii. Aktualnie Nora mieszka wraz ze swoją matką Anneke i sześciomiesięczną córeczką Rose. Trzy kobiety, połączone więzami krwi i miłością. Babcia zajmuje się wnuczką pod nieobecność Nory i nie przeczuwa, że ktoś mógłby zmącić im ten błogi czas. Jednak pewnego popołudnia, kiedy Nora wraca z pracy, parkuje samochód i niosąc zakupy udaje się do domu, zauważa niesamowitą scenę: na podłodze leżą dwa ciała, jednym z nich jest ciało matki. Anneke ma częściowo wystrzyżone włosy i ślad po kuli w czole a krew zaplamiła piękny, biały dywan. Niedaleko od niej Nora odnajduje ciało mężczyzny, natomiast największym szokiem jest dla niej brak córeczki. Nigdzie jej nie ma! Gdzie jest? Kto mógł ją zabrać? Czy Rose żyje?
Przybyła policja ma trudności ze śledztwem, zupełnie nie potrafi sobie poradzić z ustaleniem sprawców. Przypuszczalnie morderca, który zmarł na atak serca, miał wspólnika - porywacza. Jednak dlaczego ktoś chciał zabić kobietę i porwać jej wnuczkę? Przecież one nikomu nic złego nie zrobiły? Ale czy na pewno? Rose była wprawdzie niewinnym niemowlęciem, jednak jej babcia miała liczne tajemnice i sekrety, o których nigdy nie wspomniała swojej córce. A Nora zamierza wyjaśnić kto i dlaczego dokonał tej zbrodni, bowiem te fakty mogą ją doprowadzić do porywaczy córki. Szukając czegoś, co pomoże w odpowiedzi na pytania, lekarka udaje się najpierw na strych i wśród sterty zakurzonych pudeł odnajduje szokujące dokumenty. Stwierdzają one, że jej rodzice zmienili nazwiska a ojciec był skazany na śmierć wyrokiem za morderstwo. Przerażona tym niespodziewanym znaleziskiem kobieta, postanawia poszukać reszty tej historii u źródeł i w tym celu udaje się do Amsterdamu. Liczy przy tym na pomoc swojego dawnego ukochanego Nico Meijera, dyrektora Holenderskiego Instytutu Dokumentacji Wojennej. Czy mężczyzna jej pomoże? Wszak minęło już trochę czasu, kiedy ostatnio się widzieli i zakończyli swoją znajomość. Jak zareaguje na wizytę Nory? Na wieść o brutalnym morderstwie Anneke i porwaniu Rose? Czy Nora powie mu prawdę o swojej córce? A przede wszystkim czy zdoła uniknąć niebezpieczeństwa, jakie ściągnęła na siebie szukając swojego dziecka?
Nie znam debiutanckiej powieści autorki, ale jeśli jest tak dobra jak "Smak tulipanów" to biorę w ciemno! To naprawdę świetny kryminał, choć równie dobrze mogłabym go przypisać do gatunku thrillera psychologicznego z wątkiem wojennym i miłosnym. Antoinette van Heugten doskonale wiedziała jak chce skonstruować fabułę, jak poprowadzić historię morderstwa i porwania, by stopniowane napięcie wciągało czytelnika bez pamięci. Widać dopracowane wydarzenia i powiązanie ich z wojennym czasem II wojny światowej. Autorka nie bała się pisać o jakże trudnych chwilach dla Żydów, o holenderskim ruchu oporu, zdradach, miłościach, śmierci. O fanatykach, Hitlerze, eksterminacji, ale również o tym, jaką żądzę zemsty wywołały te wydarzenia wśród tych, którzy przeżyli.
Wraz z Norą de Jong czytelnik przeżywa wzloty i upadki podczas prowadzonych przez nią badań i odkrywania tajemnic. Wiele z nich wywołało we mnie smutek, szok i niedowierzanie. Wiele - łzy wzruszenia czy wściekłości. Autorka nie pozbawiła jednak czytelnika całkowicie wiedzy o losach malutkiej Rose. W przeciwieństwie do Nory, mamy bowiem możliwość czytać o jej losach, naprzemiennie z poznawaniem działań kobiety. Wraz ze zrozpaczoną Amerykanką odbywamy liczne spotkania, podróże, łamiemy nawet prawo. Uchylamy się przed ciosami, strzałami czy strzykawkami z trucizną. W książce nie brak przecież "czarnych charakterów", które chcą unieszkodliwić Norę, by spełnić ostatnią wolę umierającego mordercy Anneke, a także swoje chore wyobrażenia.
Płynnie i wartko tocząca się akcja powieści, bardzo przystępny język, ogrom emocji i zdarzeń powodują, że można nie zauważyć "uciekających" stron. Przyznaję, że chwilami musiałam przymknąć książkę i odetchnąć, ponieważ adrenalina osiągała wysoki poziom. Jako matka, doskonale rozumiałam szaleńczą chęć Nory do odzyskania dziecka, jednak podziwiam ją za to, że jej poszukiwania nie były chaotyczne a dobrze uporządkowane i logiczne. Krok po kroku kobieta dążyła do celu, małymi krokami, które niby do niego wcale nie zbliżały.
Cieszę się, że autorka odkrywała prawdę o przeszłości rodziców Nory stopniowo a każdego bohatera tej książki doskonale scharakteryzowała. Jednak moja opinia nie byłaby prawdziwa, gdybym nie wspomniała o jednym minusie, który strasznie mnie denerwował a mianowicie holenderskie słowa a nawet całe zdania, których jest w powieści sporo a nie są tłumaczone. Owszem część z nich, jest zaraz wyjaśniona w kolejnym zdaniu, ale niemniej utrudniało mi to skupienie i odbiór danej wypowiedzi. A nie lubię, gdy odbiera mi się szansę na współuczestniczenie we wszystkim, co rozgrywa się na kartach książki. Wprawdzie nie wpływa to znacząco na zrozumienie danych sytuacji czy całości lektury, ale czułam się "wyalienowana" z tekstu.
Niezależnie od tego, "Smak tulipanów" uważam za doskonałą lekturę! I polecam.
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Monice
środa, 28 stycznia 2015
Diana Palmer "Nora"
Tytuł oryginalny: Nora
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: listopad 2014
Liczba stron: 384
Seria: Romans [Mira]
Diana Palmer przez wiele lat była dziennikarką a kiedy zajęła się pisarstwem, ta sztuka ją pochłonęła. Napisała ponad dziewięćdziesiąt książek, które zostały przetłumaczone na wiele języków. Twórczość Palmer to głównie romanse, które osadzone są w różnych sceneriach. Tym razem autorka zaprasza czytelnika do Teksasu. Akcja książki rozpoczyna się w roku 1902 i opowiada o ówczesnych zwyczajach, obyczajach i konwenansach. Są takie momenty, kiedy chciałabym przenieść się w przeszłość i choć przez kilka dni móc pokazać się w uroczych sukniach, ale już bez gorsetów :) Jednak panujące wtedy zakazy dla panienek strasznie mnie od tych marzeń oddalały. Mimo, że panną już nie jestem.
Eleanor Marlowe, zwana potocznie Norą, jest jedyną córką angielskiego bankiera. Uwielbia przygody i podróże, poznała nawet Afrykę, choć ma ona pozostać w jej pamięci jako negatywne wspomnienie. Dlaczego zdarzenie z tej wyprawy będzie miało tak ogromny wpływ na jej życie? A nawet szczęście?
Nora jest dobrze wykształcona, uważa się za pannę z dobrego i zamożnego domu. Uwielbia czytać książki, na kartach których odkrywa fascynujących mężczyzn. Swe romantyczne i dziewczęce wizje miewa zwłaszcza w odniesieniu do kowbojów i marzy, by zobaczyć Dziki Zachód.
Okazja, jak to w powieściach bywa, nadarza się dosyć szybko. Kuzynka Nory - Melly, mieszka właśnie w Teksasie i zdaniem matki potrzebuje bratniej duszy, by wsparła ją w sercowych problemach. Nora wyrusza więc w odwiedziny do siostry swojej matki - cioci Helen i jej męża Chestera, który prowadzi ranczo. Na miejscu dziewczyna poznaje prawdziwe i brutalne życie Zachodu. Ma okazję również spotkać przedstawiciela kowbojów, śmierdzącego, spoconego i z butami oblepionymi łajnem. Gdzie podziali się mężczyźni, o których czytała w książkach? Cal Barton, bo tak nazywa się zarządca wuja, jest arogancki, bezczelny i stara się udowodnić Norze, że niższy status społeczny wcale nie oznacza, iż jest się gorszym człowiekiem. Cóż, książka nie byłaby typową powieścią romantyczną, gdyby nie połączyła dwójki, początkowo zupełnie do siebie niepasujących ludzi. Jednak zgodnie z powiedzeniem "Kto się czubi ten się lubi" Nora czuje zafascynowanie Calem i wzajemnie. Spotykają się potajemnie, pomimo konwenansów. Co z tego wyniknie? Czy tych dwoje będzie razem? Przecież jeśli zdecydują się na wspólne życie Nora zostanie wydziedziczona! Dziewczyna opuszcza jednak Teksas, by przyjąć zaproszenie z Londynu i poznać królową. Czy zatęskni za bezczelnym kowbojem? Czy do jeszcze kiedykolwiek się zobaczą? Czy Nora pozna tajemnicę Cala? Czy będzie umiała mu wybaczyć?
Tak przedstawia się początek historii panny Nory, która dość brutalnie zostaje sprowadzona z marzeń na ziemię. W tle autorka opowiedziała jeszcze kilka innych historii - innych bohaterów. Mamy na przykład opowieść o miłości Melly, zakazanej i nie pochwalanej przez otoczenie. Jest również miłość Helen do Chestera, która poskutkowała wydziedziczeniem jej. W książce nie brak również miłości braterskiej, która okraszona jest genialnymi wręcz dyskusjami pełnymi humoru. Diana Palmer opisała wielu bohaterów na tyle szczegółowo, że można poczuć jakby się ich znało osobiście. Nawet czarne charaktery, których w powieści nie brak. Sporo jest tajemnic, niedopowiedzeń i różnego rodzaju walki - o zdrowie, o rodzinę, o ukochaną osobę czy o szeroko pojętą przyszłość.
Diana Palmer wymyśliła dość ciekawą scenerię dla swojej powieści - Teksas. Zupełnie inny świat dla angielskiej dziewczyny. Początkowo treść lektury nieco mnie nudziła, zalatywała typowym romansidłem i nie sądziłam, że coś ciekawego może się jeszcze zdarzyć. Jednak z każdą kolejno przewracaną kartką nabierałam coraz większej ochoty na poznanie dalszych losów Nory i Cala. Czy będą razem? Bo przecież działają na siebie jak magnesy i naprzemiennie się zbliżają i oddalają od siebie. Co się stanie, kiedy na jaw zaczną wychodzić sekrety i tajemnice, które oboje zatrzymali w swoich sercach? Wszak nie zdają sobie sprawy, że otrą się o trudne chwile z tego powodu.
Powieść jest lekką i przyjemną odskocznią od kryminałów, biografii (zapewne, bo ja nie czytuję) czy literatury faktu. Początkowo strasznie denerwowała mnie przepychanka słowna między Norą i Calem oraz ich zachowanie. Późniejsze wydarzenia rozkręciły jednak akcję i stworzyły całkiem sympatyczny klimat. Może i nie jest genialna, ale taka w sam raz. Zachęcam do zapoznania się z powieścią, w przypadku potrzeby sięgnięcia po coś lżejszego.
Książka została przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice

środa, 14 stycznia 2015
Alex Kava "Mroczny trop"
Tytuł oryginalny: Breaking Creed
Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: listopad 2014
Liczba stron: 320
Seria: Ryder Creed tom 1
Uwielbiam zwierzęta! Wy też? No, może nie wszystkie uwielbiam, ale o tym później... Od chwili swoich narodzin przebywałam w otoczeniu zwierząt. Dziadek hodował gołębie, króliki, kury, kaczki. Miał też konia, na którym na oklep jeździłam po podwórku. Była kotka, która na strychu nad stajnią powiła kocięta, a także następujące po sobie liczne psy. Kiedy byłam w podstawówce dostałam świnkę morską - tak naprawdę pierwsze własne zwierzątko. Moja miłość do czworonogów była ogromna i nawet ugryzienie przez psa sąsiada tego nie zmieniła. Mimo, że pamiętałam tą lekcję bardzo długo. Nie lubię jedynie zwierząt typu pająki, węże, mrówki czy osy. Z powyższych powodów niniejsza książka była dla mnie strzałem doskonałym, choć pewne fragmenty zapadną na długo w moją świadomość. Dlaczego? Przeczytajcie o moich wrażeniach.
Ryder Creed to były żołnierz a obecnie świetny psi trener w Stanach Zjednoczonych. Razem ze swoimi czworonogami jest proszony o pomoc w poszukiwaniach ludzi czy narkotyków. Ostatnio zrobiło się o nim głośno i stał się wręcz celebrytą. Kiedy Amerykańska Straż Wybrzeża poprosiła do o sprawdzenie podejrzanego o przemyt narkotyków statku rybackiego Blue Mist, zabrał ze sobą ulubienicę Grace i podjął się zadania. Jednak okazało się, że pod pokładem czeka na nich niespodzianka. Pod tonami ryb znaleźli bowiem piątkę dzieci. Czy to przemyt? Nielegalni uchodźcy czy może dzieci zostały porwane? Czy to kartel narkotykowy jest za to odpowiedzialny?
Do wspomnień o tej piątce dzieci Ryder wraca ponownie na lotnisku, podczas kolejnego zadania i wyszukiwania narkotyków. Grace wyczuwa bowiem czternastoletnią Amandę, która prosi Creed'a o pomoc. Mężczyzna zabiera ją do domu swojej partnerki Hanny, która niechętnie odnosi się do dziewczyny, ale w rezultacie pomaga jej pozbyć się z ciała narkotyków. Czy mają świadomość, że "właściciele" nastolatki i tak trafią na jej trop i przyjadą, by odebrać swoją własność? Czy pomoc Amandzie ma być dla tresera swoistą namiastką tego, że pomaga młodej dziewczynie i może wiele lat temu, ktoś pomógł jego siostrze? Kiedy byli nastolatkami, Bondie wysiadła z samochodu, by skorzystać z toalety na stacji benzynowej i zaginęła.
Agentka FBI Maggie O'Dell zajmuje się sprawą zwłok wyłowionych z rzeki w Waszyngtonie. Ciało mężczyzny ma widoczne ślady torturowania, ukąszeń a do gardła wciśnięte prawo jazdy. Mimo poznania tożsamości ofiary agentka wcale nie przybliża się do przyczyn śmierci, zwłaszcza że ukąszenia zostają zidentyfikowane jako pogryzienia przez mrówki ogniowe występujące setki kilometrów od Waszyngtonu. Uwagę Maggie zwraca też tatuaż na lewej łopatce mężczyzny. Czy okaże się on pomocny w ustaleniu mordercy? Agentka szukając wskazówek postanawia udać się do domu ofiary, kontaktując się z tamtejszymi władzami. Co zastanie na miejscu? Czy żona ofiary pomoże FBI ustalić co mogło się wydarzyć? Jakie były motywy zbrodni? I dlaczego ciało zostało podrzucone aż w Waszyngtonie?
Maggie i Ryder mieli już kiedyś okazję się spotkać, teraz znów będą współpracować, jednak nie wiedzą jak wiele te właściwie trzy sprawy mają wspólnych punktów. Nie zdają sobie też sprawy co czeka ich podczas przeszukiwania terenu wokół domu ofiary wyłowionej z rzeki. To właśnie te fragmenty książki wywoływały u mnie dreszcze strachu. Jednak nie zdradzę Wam dlaczego. Napiszę jedynie, że Grace nie ucierpiała w wyniku prowadzonych działań tropiących. Czy współpraca tych dwojga doprowadzi do pozytywnego finału sprawy? Jak potoczy się nieuniknione spotkanie Rydera i przedstawicieli kartelu? Koniecznie trzymajcie się fotela podczas czytania tej lektury!
Kolejny tom przygód Agentki FBI, który miałam okazję czytać (kolejność czytania tomów nie ma tak naprawdę znaczenia). Jest to nieco inna konstrukcja thrillera, niż "Płomienie śmierci". Tam śledztwo policyjne jest szeroko zakrojone, typowe "burze mózgu", odprawy, świadkowie, sprawdzanie terenu wokół podpalanych budynków. Tutaj niewiele się dzieje a profilerka Maggie udaje się w teren, zamiast siedzieć w biurze, analizować wyniki sekcji zwłok, dowody i ustalać profil mordercy. Ale czy odczytuję to na minus książki? Nie do końca. Autorka skupiła się bowiem tym razem na psach, ich pracy, zdolnościach i ukazaniu jak bardzo mogą być przydatne ludziom, gdy tylko zostaną dobrze przeszkolone. Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem. Strasznie się związałam emocjonalnie z czworonożnymi bohaterami "Mrocznego tropu". Również nie każdy tytuł z serii musi wyglądać tak samo, mieć ten sam schemat, bo przecież byłoby nudno i przewidywalnie. A tak, dostałam oryginalnie prowadzone śledztwo, w którym bierze udział nie tylko policja, FBI, DEA, ale też treser psów i Jason - były żołnierz z Afganistanu, który stracił rękę. Widoczny jest też wpływ polityki na sprawę, jednak czy to pomaga?
Podsumowanie będzie krótkie - jeśli lubicie mocne wrażenia, wartką akcję, ciekawych bohaterów, niespodzianki i podnoszący się poziom adrenaliny - to koniecznie sięgnijcie do tej książki. Jednak uważajcie - są fragmenty, gdzie krew w żyłach płynęła mi naprawdę szybko... Tak jak pisałam wcześniej, są zwierzątka, których nie lubię, a które bywają groźne...
Książka została przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice

poniedziałek, 17 listopada 2014
Teresa Monika Rudzka "Zawsze będę Cię kochać"
Autor: Teresa Monika Rudzka
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 366
Teresa Monika Rudzka pracowała już jako bibliotekarka, agentka ubezpieczeniowa oraz sekretarka. Obecnie zajmuje się dziennikarstwem pisząc do magazynów dla kobiet, a także pisarstwem - wydała już cztery książki. Zadebiutowała powieścią "Bibliotekarki" w 2010 roku. Najnowsza książka jest zupełnie odmienna od dotychczasowej twórczości, jest to bowiem autobiografia. I to nawet bardzo szczególna...
Wielokrotnie w życiu słyszałam, iż nie ma gorszej rzeczy niż doczekanie śmierci własnego dziecka. Nawet jeśli dziecko to ma ponad trzydzieści lat. Ja, jako obca osoba, znacząco odczułam październikowe odejścia młodych ludzi: Anny Przybylskiej (aktorka, matka trójki małych dzieci) oraz Dariusza Kmiecika (dziennikarz) z żoną i synkiem. To byli ludzie w moim wieku! Co musieli czuć ich rodzice?
Autorka doskonale wie co czuje matka w chwili śmierci dziecka. Nawet jeśli jest to śmierć niejako spodziewana, gdyż spowodowana ciężką chorobą - rakiem. W grudniu 2012 roku córka autorki - Żywena - była pół roku po ślubie. Miała urodę, męża, plany na przyszłość. Jednak pojawiające się złe samopoczucie doprowadziło do badań lekarskich, które wykazały u kobiety glejaka wielopostaciowego, czyli nieoperacyjnego guza mózgu w czwartym stopniu złośliwości. Żywena zmarła w lutym 2013 roku mając trzydzieści dwa lata. Książka jest hołdem złożonym córce przez matkę. Na potrzeby literackie nazwisko Żyweny zostało zmienione na Anastazja Bojanowa-Montgomery a autorka nazywa ją pieszczotliwie Nastusią.
Powieść jest zbiorem e-maili, które matka pisze do swojej nieżyjącej już córki. Spora ich część zaczyna się od słów "kochana córeczko" czy "kochana Nastusiu" i zawiera całą gamę matczynych uczuć i emocji. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak czuła się autorka podczas pisania tych wiadomości... Jako matka mogę się tylko domyślać. Maile są w większości czymś w rodzaju pamiętnika, gdzie matka opisuje swoją codzienność, zwykłe sprawy takie jak przygotowania przedślubne Nastki, ulubione filmy, książki czy sztuki. Porusza też sprawy banalne wręcz: pogoda, swój strój danego dnia, kłótnie z babcią Nastki.
Matka sporą część swojego czasu poświęca na Facebooka, gdzie wymienia się informacjami ze znajomymi córki, publikuje zdjęcia. Jest to kolejny, oprócz spotkań z psychologiem i pisania książki, sposób na terapię. To właśnie Ci znajomi i mąż Anastazji są współtwórcami tej publikacji, bowiem poznajemy również ich punkt widzenia bohaterki i emocje po jej śmierci. Na rozważania tych osób autorka poświeciła wiele rozdziałów. Dotyczą one wspominek o żywej Nastce, okoliczności jej choroby a później reakcji po śmierci. Są również szczegóły dotyczące pogrzebu, mowy, zdjęć i planów sprowadzenia prochów do Polski.
"Zawsze będę Cię kochać" sugeruje tym tytułem łzawy romans z happy endem, jednak każdy kto sięgnie po książkę z takim zamierzeniem czytelniczym rozczaruje się. Jest to bowiem historia oparta na faktach (zawierająca jedynie fragmenty fikcji literackiej, do której autorka przyznaje się w przedmowie), a dotycząca ogromnej miłości łączącej matkę i córkę. Życie toczy się dalej, dzień za dniem, a matka musi sobie poradzić ze stratą największą i najdotkliwszą z możliwych - stratą dziecka. Czy utrwalenie wspomnień, listów i rozmów na kartach książki jest dobrym pomysłem?
Tej lektury nie potrafię ocenić, polecić, zakwalifikować, zachwalać czy odradzać. Bardzo mnie ona wzruszyła, chwilami zdenerwowała podejściem niektórych osób do pewnych spraw a na pewno dotknęła moich macierzyńskich uczuć. Jako matka uważam, że nie można oddać słowami recenzji tego, co matka-autorka miała nam do przekazania. Albo przeczytacie książkę albo nie. Albo tego doświadczycie literacko albo odpuścicie ze względu na swoją wrażliwość. Przerwy podczas czytania są niezbędne dla zachowania równowagi psychicznej i choć pozornego spokoju serca. Przynajmniej tak było w moim przypadku. To naprawdę niezwykła, mocna i trudna lektura.
Książkę przeczytałam w ramach październikowych wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice
z Wydawnictwa
niedziela, 5 października 2014
J. T. Ellison "Złodziej dłoni"

Tytuł oryginału: All the Pretty Girls
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: lipiec 2014
Liczba stron: 352
Seria: Taylor Jackson tom 1
Po lekturze książek "Umarli nie kłamią" oraz "Pocałunek śmierci" J. T. Ellison bardzo szybko sięgnęłam po trzecią z tej serii - zresztą pod intrygującym tytułem - "Złodziej dłoni". Książka jest pierwszym tomem przygód dzielnej policjantki Taylor Jackson. Na tym etapie fabuły jej znajomość z analitykiem FBI - Johnem Baldwinem - jest skrzętnie ukrywana przed współpracownikami. Spotykają się potajemnie a w kontaktach służbowych zachowują słuszną rezerwę. Jednak wnikliwi obserwatorzy i tak dostrzegają łączącą ich więź. Czy powoli im ona jasno oceniać zagrożenia? Czy posiadanie bliskiej osoby pomoże czy zaszkodzi w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek?
Główna sprawa prowadzoną w tym tomie dotyczy seryjnego mordercy, zwanego Dusicielem z Południa. Jest on wyrachowanym, przebiegłym i inteligentnym zabójcą, gdyż bardzo długo udaje mu się wyprzedzać policję nie zostawiając im przy tym żadnych - tak naprawdę pomocnych - wskazówek. Dusiciel morduje młode kobiety, odbywając z nimi wcześniej stosunek seksualny (za zgodą kobiet) a potem porzuca ciała na łąkach odcinając przy tym dłonie... Jedna z dłoni zostaje zawsze porzucona na miejscu odnalezienia nowych zwłok, drugą morderca zostawia sobie jako trofeum. Najciekawsze w tych morderstwach są dwie rzeczy: Dusiciel każdej z ofiar pozostawia fragment wiersza znanego klasyka a zwłoki dziewcząt porzuca w innym amerykańskim stanie, niż ten z którego była ofiara. Większej ilości ciekawostek nie ujawnię.
Sprawą Dusiciela zajmuje się FBI - na czele z Baldwinem - przy udziale policji z Nashville, gdyż to właśnie na rodzimym "podwórku" Taylor zostaje znaleziona jedna z ofiar. Śledztwo nie należy do łatwych, niewiele jest punktów zaczepienia, nikłe ślady, niemalże brak DNA, świadków brak. A na dodatek wśród prowadzących sprawę znajduje się "kret", gdyż informacje szybko wyciekają do mediów - zbyt szybko. Kto i dlaczego zdradza tak ważne i poufne informacje?
W całej tej trudnej sprawie jest ktoś, kto mógłby pomóc - i to ogromnie - policji w ujęciu Dusiciela. Dziennikarka lokalnej telewizji z Nashville - Whitney Connolly, która otrzymuje od mordercy tajemnicze e-maile, jednak nie ujawnia nikomu swojej wiedzy a pragnie zrobić z tego użytek i wspiąć się po szczeblach kariery. Czy jej się to uda? Czy morderca pomoże jej w realizacji marzenia? Dlaczego to ją wybrał na powierniczkę swych niecnych planów? Oczywiście nie zdradzę rozwiązania tak ciekawego wątku... Na zachętę mogę jedynie powiedzieć, że sprawa ma swój początek w przeszłości, kiedy to Whitney i jej siostra bliźniaczka miały po dwanaście lat i zostały porwane...
Drugim śledztwem jakie mamy okazję śledzić w "Złodzieju dłoni" jest sprawa Słotnika. To seryjny gwałciciel atakujący zawsze w czasie deszczu i z zasłoniętą twarzą, używający prezerwatyw, by nie zostawić swojego DNA. W wyniku pewnych komplikacji sprawę Słotnika przejmuje Taylor Jackson i dzięki niesamowitemu zaangażowaniu kolegów z zespołu próbuje ująć sprawcę wielu gwałtów. Czy osiągnie sukces, choć musi się zmierzyć ze ślepymi tropami, nieprawdziwymi zeznaniami i pokrzywdzoną koleżanką po fachu?
To trzeci świetny thriller pani Ellison, który miałam okazję czytać. Bardzo ciekawe sprawy, niesamowite zwroty akcji, pokręcona fabuła z licznymi tajemniczymi zdarzeniami z przeszłości, które mają duży wpływ na bieżące życie. Autorka potrafi poprowadzić historię tak, by czytelnik nie czuł się znudzony, lecz by kartki same umykały spod palców. W tym przypadku mamy też do czynienia z dużą ilością bohaterów, jednak ich szczegółowa charakterystyka i doskonałe umiejscowienie w ogólnym zarysie historii sprawia, że czujemy jedynie ubogacenie a nie zagmatwanie treści. Język jest prosty i zrozumiały a przedstawienie zdarzeń z różnych punktów widzenia i przez różnych narratorów poszczególnych rozdziałów (Taylor, Baldwin, Whitney, Dusiciel) pomaga czytelnikowi wczuć się w cały wachlarz emocji w lekturze. Polecam na zbliżające się jesienne wieczory.
Książka przeczytana w ramach wrześniowych wyzwań: Czytam opasłe tomiska, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice

wtorek, 23 września 2014
J.T. Ellison "Pocałunek śmierci"
Tytuł oryginału: Judas Kiss
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: czerwiec 2014
Liczba stron: 352
Seria: Taylor Jackson tom 3
Jak ja to robię, że 90% wybieranych przeze mnie książek ogromnie mi się podoba? Że wbijają mnie w sofę czy to tempem akcji czy emocjami? Sekret tkwi chyba we wnikliwym czytaniu opisów, oglądaniu okładek a przede wszystkim w kobiecej intuicji. Podobnie było z pierwszą książką autorstwa J. T. Ellison "Umarli nie kłamią", którą miałam okazję przeczytać w maju. Wtedy to poznałam uroczą panią porucznik Taylor Jackson w mrocznym i pełnym wrażeń thrillerze. Dlatego kiedy otrzymałam szansę zrecenzowania kolejnego tomu przygód pani detektyw nie wahałam się ani chwili. Czy się zawiodłam? Chyba nie skoro czytam aktualnie następny tom tej serii "Złodziej dłoni"...
Corinne Wolff, matka półtorarocznej Hayden będąca w siódmym miesiącu drugiej ciąży, zostaje znaleziona martwa na podłodze swojej sypialni. Cały dom jest pokryty malutkimi, czerwonymi śladami stópek dziewczynki, która nieświadomie rozniosła krew matki. Przez dwa dni, do chwili znalezienia ciała przez siostrę ofiary - Michelle - Hayden przebywała w domu sama, jedynie z ciałem matki. Szokujące! Dziewczynka próbowała ratować mamusię zestawem małego lekarza, przyklejała plasterki, jednak ile mogło uczynić tak małe dziecko? Na miejsce zbrodni została wezwana porucznik Jackson, która po miesiąc temu wróciła z wypoczynku z narzeczonym Baldwinem we Florencji i miała akurat wolny dzień. Ale czym jest wolny dzień w porównaniu do morderstwa? Kto stoi za tak okrutnym i mściwym morderstwem ciężarnej i to niemal na oczach dziecka? Czy stoi za tym ktoś z rodziny? Zwykle podejrzewany mąż, który był w delegacji przez cały weekend, ale czy na pewno? A może to zabójstwo związane z jakże niesamowitymi upodobaniami seksualnymi małżeństwa? Chociaż prawdopodobna przyczyna może wiązać się z załamaniem nerwowym Corinne.
Dużo tropów do sprawdzenia, kilka alibi do potwierdzenia, sekcja ciała wykonywana przez przyjaciółkę Taylor - Sam, a także spora ilość niespodzianek czekających na panią porucznik podczas śledztwa to tylko początek sinusoidy z wydarzeniami. Baldwin wyjechał, Taylor czuje że jest śledzona, ktoś nieustannie utrudnia jej rozwiązanie zagadki śmierci ciężarnej kobiety. Czy jej zgrany zespół pokona wszystkie trudności i odnajdzie mordercę. Jak z przeciwnościami poradzi sobie Taylor? Jakie informacje zdoła zebrać - mimo tajemnic lekarskich - o pięknej i lubianej Corinne, które mogą rzucić światło na sprawę? Jak poradzi sobie z nagonką na jej osobę na dwóch frontach: zawodowy zabójca podążający jej tropem oraz Biuro Odpowiedzialności Zawodowej, które postawiło sobie za cel odebranie jej stanowiska?
Autorka jest mistrzynią opisów, stąd książka to doskonały kąsek dla tych, którzy nie lubią domysłów i suchych faktów. Może chwilami opisy są zbyt bogate, ale w twórczości Ellison mi to nie przeszkadza a wręcz ułatwia wczucie się w klimat miejsca. Bowiem dostaję za to genialną sprawę, prowadzoną z zegarmistrzowską precyzją, mylne tropy, a także spory wycinek z prywatnego życia głównej bohaterki, czyli Taylor. Niewątpliwie sporym plusem jest tutaj odniesienie do wcześniejszych spraw przez nią prowadzonych, relacje z Baldwinem (agent FBI, który ma mnóstwo spraw zatajanych przed partnerką), stan psychiczny bohaterów czy trudne tematy, które poruszone w kontekście sprawy nieco mną poruszyły. Autorka opisała bowiem niecodzienne zabawy łóżkowe, problem zdrady, zazdrości oraz biznes oparty na pornografii i pedofilii, często zamieszczanej w Internecie.
Ponadto czytelnik może śledzić szczegółowo opisane kolejne etapy śledztwa i choć wielu z nas od początku podejrzewa kto zabił, to w jego trakcie można wielokrotnie zwątpić w tę teorię. Jak dla mnie czytanie "Pocałunku śmierci" to był czas spędzony w doborowym towarzystwie, z napięciem, tajemnicami i zaskakującymi odkryciami. Jedyny minus jaki widzę - tylko dlatego, że czytam już trzecią książkę o Taylor Jackson - to fakt, że książki obecnie wydawane przez Harlequin / Mirę nie mają zachowanej chronologii. Według informacji, które znalazłam okazuje się bowiem, że "Umarli nie kłamią" to tom siódmy, "Pocałunek śmierci" - trzeci a "Złodziej dłoni" - pierwszy. A w takiej kolejności zostały wydane i tak też je czytam. Dobrze nie ma to wpływu na sprawy prowadzone w poszczególnych książkach. Gorąco polecam Wam twórczość J. T. Ellison!
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Czytam opasłe tomiska, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice

niedziela, 20 lipca 2014
Erica Spindler "Stan zagrożenia"
Tytuł oryginału: Cause for Alarm
Tłumaczenie: Krzysztof Puławski
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 496
Erica Spindler, amerykańska autorka znana czytelnikom głównie z pisania thrillerów, już od dawna widniała na mojej liście, jako autorka, którą koniecznie muszę wreszcie poznać literacko. Niniejsza książka pisarki od kilku miesięcy stała zresztą na mojej półce, jednak z powodów rodzinnych nie mogłam zapoznać się z nią wcześniej (Pani Moniko dziękuję za ogromne pokłady cierpliwości). Jednak podobnie jak w powiedzeniu o winie, że im starsze tym lepsze, tak i w przypadku lektury "Stanu zagrożenia" czekanie spotęgowało moje emocje.
John Powers to mężczyzna sprytny, ale i ostrożny, który z łatwością wtapia się w tłum i nie lubi zamieszania wokół swojej osoby. Dlaczego? Jest bowiem płatnym mordercą na usługach rządu, choć aktualnie jego działalność stała się prywatna, co z kolei przyciągnęło uwagę jego przełożonych i kolegów po fachu. Powers to człowiek bez uczuć, dla którego śmierć innych to wyzuty z emocji epizod w życiu. Powers już w prologu wprowadza czytelnika w klimat książki, kiedy to w Waszyngtonie morduje Sylwię - swoją byłą kochankę - oraz będącego z nią senatora. Zanim odbierze Sylwii życie, próbuje dowiedzieć się, gdzie przebywa jej dziewiętnastoletnia córka - Julianna, która jest w ciąży z Powersem, była przecież jego grzeczną dziewczynką. Do czasu, gdy uciekła ratując siebie i nienarodzone dziecko przed chorym psychicznie Powersem, który żądał usunięcia płodu.
Akcja książki przenosi nas następnie do Mandeville, małej miejscowości w południowej Luizjanie, gdzie w pięknej rezydencji mieszkają Kate i Richard Ryanowie. Zbliża się koniec roku, więc małżeństwo dokonuje podsumowań i jedynym czego brakuje im do szczęścia idealnego jest dziecko. Wyniki badań, jakim się poddali wykazały, że to Richard nie może spłodzić potomka, co wpłynęło na niego bardzo przygnębiająco. Piękna żona z własnym, wymarzonym biznesem, rezydencja i plany sięgnięcia po stanowisko prokuratora okręgowego nie sprawiają jednak, iż wstaje rano z uśmiechem na twarzy. Gołym okiem dostrzega, że Kate nieustannie, codziennie, oficjalnie i ukradkiem marzy o dziecku. Dlatego mężczyzna w ramach prezentu gwiazdkowego ofiarowuje jej zgłoszenie do programu adopcyjnego w organizacji Citywide Charities.
By wydarzenia mogły nabrać tempa, łatwo domyślić się, że po wielu przeszkodach do tejże organizacji dotrze również Julianna, która będzie chciała oddać swoje dziecko do adopcji. Jest zbyt młoda, bez przyszłości a jedynie z przeczuciem, że Powers ją ściga i jeśli znajdzie, różnie to się może skończyć. Kiedy dziewczyna przegląda dokumentację rodzin pragnących przyjąć dziecko, jej uwagę przyciąga zgłoszenie Ryanów, a zwłaszcza wypowiedzi Richarda, które sprawiają, że Julianna zakochuje się i postanawia zrobić wszystko, by zdobyć tego mężczyznę. W tym celu obmyśla sprytną intrygę i wprowadza ją w życie "krok po kroku". Nieświadomi niczego Ryanowie cieszą się myślą, że już wkrótce zostaną rodzicami. Jeszcze nie wiedzą jak bardzo zmieni się ich życie, gdy pod ich dach trafi maleńkie i niewinne dziecko, które pociągnie za sobą całą lawinę zdarzeń. Czy plan Julianny się powiedzie? Co zmieni w życiu Ryanów pojawienie się dziecka? Czy Powersowi uda się odnaleźć Juliannę i jej dziecko? Jaką rolę w życiu pozornie obcych ludzi odegra ten psychopatyczny morderca?
"Stan zagrożenia" nie jest historią o tropieniu mordercy ani o zbieraniu dowodów zbrodni a mimo to, wciąż czułam napięcie. A dokładniej tytułowe zagrożenie. Pomimo faktu, że byłam tylko czytelnikiem, tylko obserwatorem wydarzeń literackich, czułam że jestem jedną z bohaterek tej kunsztownej powieści. Styl pisarski autorki bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ jest prosty i obrazowy. Łatwo jest sobie wyobrazić opisane sytuacje wczytując się w poszczególne zdania, aż w którymś momencie można zapomnieć, że świat literacki dzieli od rzeczywistości niewidzialna i cienka linia. Ale uwielbiam takie właśnie lektury, bo taki przecież jest cel czytania - przenieść się w inną perspektywę, żyć innym życiem i odmiennymi problemami.
A skąd się bierze ten stan zagrożenia? Wyobraźcie sobie taką sytuację: na huśtawce pod Waszym domem sąsiad widzi tajemniczą dziewczynę, w Waszej kawiarni dochodzi do nietypowych zdarzeń, mąż zaczyna się dziwnie zachowywać, telefon psuje się tylko u Was i to zaskakująco często. Czy to zbieg okoliczności? Czy ma to związek z niedawno adoptowanym dzieckiem? Czy to paranoja lub histeria czy faktycznie dzieje się coś złego? A może to kara za spotkanie z kolegą z dawnych lat - w tajemnicy przed mężem? Choć wyobraźnia podpowiada, że może to biologiczna matka chce odzyskać małą Emmę... Znaków zapytania jest wiele a wydarzenia w książce wcale nie ustają nas zaskakiwać a wręcz odwrotnie. Dzieje się coraz więcej (tajemnice, zdrady, ucieczki i morderca na tropie), napięcie narasta i nadszarpnięte nerwy pragną już poznać zakończenie - oj, jest na co czekać. Gorąco polecam fanom literatury z dreszczykiem!
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Czytam opasłe tomiska, Z literą w tle, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice

wtorek, 10 czerwca 2014
Deborah Simmons "Książę złodziei"
Tytuł oryginału: The Gentleman Thief
Tłumaczenie: Wojciech Usakiewicz
Wydawnictwo: Harleqiun / Mira
Data wydania: lipiec 2012
Liczba stron: 352
Twórczości Deborah Simmons jeszcze nie znałam, co mnie akurat nie martwi, gdyż to zawsze da się nadrobić. Do niedawna powieści historyczne (czy może romanse historyczne) należały do tego gatunku, którego nie darzyłam sympatią. Autorka wydała około trzydziestu książek, otrzymując za nie kilka nagród. "Książę złodziei" jest drugą wersją tytułową tej samej powieści, wcześniej bowiem została ona wydana jako "Skandal w Bath" w 2000 roku.
Georgiana Bellewether jest młodą i żądną przygód panienką. Wraz z rodzicami i rodzeństwem wyjeżdża na lato do uzdrowiskowej miejscowości - Bath. Jednak młoda dama wcale nie jest zafascynowana zmianą miejsca, możliwością poznania innych kuracjuszy czy szansą na odpoczynek w urokliwym i cichym miasteczku. Dlaczego? Georgiana ma bowiem duszę detektywa, pragnie prowadzić śledztwa, tropić przestępców i rozwiązywać zagadki. A cóż może się zdarzyć w tak nudnym otoczeniu? Jednak los sprzyja dziewczynie i już na pierwszym balu u lady Culpepper ma miejsce niecodzienne zdarzenie - zostaje skradziony naszyjnik ze szmaragdów. Georgiana spędza ten wieczór na tańcach, poznaje markiza Ashdowne'a, duchownego Hawkinsa, a także podsłuchuje rozmowę wicehrabiego Whalseya z Cheeverem.
Niezależnie od śledztwa prowadzonego oficjalnie, swoje umiejętności zamierza zaprezentować również Georgiana i rozpoczyna własne dochodzenie. Jej asystentem zostaje markiz Ashdowne i pomaga dziewczynie nie wpaść w tarapaty, gdyż ona nie dba o swoją reputację, przyzwoitki, suknie czy wielbicieli - pragnie jedynie dociec prawdy. Perypetie związane z kolejnymi etapami poszukiwania złodzieja są świetnymi dawkami humoru - oczywiście dla czytelnika. Georgiana bowiem zrobiła doskonały użytek z podsłuchanych rozmów, wydedukowała wiele zależności między poszczególnymi osobami, jednak do czego ją to doprowadziło? Sprawdźcie sami! Ja mogę dodać tylko tyle, że złodzieja w rezultacie udaje jej się zdemaskować (co zresztą możemy wyczytać na okładce książki), jednak jak ten fakt wpłynie na życie Georgiany? Jakie przygody będzie miała podczas prowadzonego śledztwa? Co połączy ją z markizem?
Muszę przyznać, że książka nie jest typową powieścią historyczną. Owszem, znajdziemy tutaj sporo opisów strojów czy zwyczajów z minionej epoki, jednak prowadzona treść skupia naszą uwagę głównie na osobie bohaterki i jej perypetiach. Poza tym doza dobrego humoru w połączeniu z napięciem w rozwiązywaniu sprawy zaginionego naszyjnika sprawiają, że to właśnie tym elementom oddajemy się całkowicie. Jak przystało na tego typu literaturę nie zabrakło również namiętności, ale są to nieliczne i niebanalne sceny, które dodają uroku całości.
Książka jest ciekawym pomysłem na opowieść o miłości z nutką tajemnicy, z kradzieżą i skandalami w tle. Fabuła jest dopracowana, charakterystyka postaci szczegółowa, jednak powieść nie jest dla mnie hitem. Jest dobra, ale chwilami czułam nudę i niedosyt. Może dlatego, że za bardzo przyrównywałam ją do wartkich sensacji i typowych kryminałów? Mimo to, polecam ją na wakacyjną chwilę zapomnienia.
Książkę przeczytałam w ramach majowych wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki
poniedziałek, 12 maja 2014
J. T. Ellison "Umarli nie kłamią"
Tytuł oryginału: Where All the Dead Lie
Tłumaczenie: Melania Gruszczyńska
Wydawnictwo: Harleqiun / Mira
Data wydania: marzec 2014
Liczba stron: 400
Seria: Taylor Jackson tom 7
J.T. Ellison ukończyła dwie uczelnie, pracowała w Białym Domu, Departamencie Handlu, a także w sektorze obrony i dziale badań przestrzeni kosmicznej. Od chwili gdy zamieszkała w Nashville skupiła się tym, co pozwoliło jej poszerzać swoją pasję, jaką była kryminalistyka. To właśnie te doświadczenia sprawiły, że opisywane przez nią wydarzenia są wiarygodne i dopracowane w każdym detalu. J. T. Ellison nie tylko ścigała przestępców, pracując w policji czy FBI lecz również działa czynnie w kilku organizacjach literackich. "Umarli nie kłamią" to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki.
Taylor Jackson jest detektywem w wydziale zabójstw i kocha swoją pracę, dlatego kiedy zmaga się ze skutkami postrzału w głowę, nie potrafi poradzić sobie również z brakiem kontaktu ze współpracownikami, znajomym budynkiem policyjnym czy samymi przestępcami. Jednak wskutek bolesnego dla kilku osób spotkania z seryjnym mordercą o pseudonimie Naśladowca, Taylor nie może mówić, ma problemy ze snem a jej przyjaciółka - Sam, traci swoje nienarodzone dziecko. Z tym faktem policjantka nie potrafi sobie poradzić najbardziej, całkowitą winą obarcza siebie. By móc wrócić do pracy Taylor musi przejść terapię psychologiczną, jednak czy psycholog jest w stanie pomóc kobiecie pozbyć się dręczących wspomnień? Dlaczego partner Taylor - Baldwin, nie stara się jej zrozumieć i wesprzeć tak, jakby tego oczekiwała. W trudnych chwilach największym oparcie był dla niej wieloletni przyjaciel, wicehrabia Memphis Highsmythe. Taylor po długim namyśle zgodziła się na otrzymaną od niego propozycję wyjazdu do szkockiego zamku, którego jest właścicielem, by tam dochodzić do zdrowia pod okiem pani psycholog Madeiry James, znajomej Memphis'a.
Samotny pobyt w zamku, a także opowieści wicehrabiego o duchach sprawiają, że kobieta skupia się na czarnych wizjach, czuje że jest śledzona, ma halucynacje oraz doznaje seksualnych przeżyć z przyjacielem. Co z tego jest prawdą a co wynikiem działania leków? Dlaczego Trixie - zarządzająca zamkiem - czuje do kobiety niechęć? Czy w wyniku terapii prowadzonej przez Madeirę Taylor odzyska głos? Jedno jest pewne - z powodu nudy natrafia na dokumentację Memphis'a dotyczącą wypadku żony, w którym zginęła wraz z nienarodzonym synem. Jednak czy to na pewno był wypadek? Czy do śmierci swoich bliskich nie przyczynił się przypadkiem wicehrabia? Jaką rolę w tej historii odegrała pani psycholog? Komu Taylor może zaufać w oczekiwaniu na pomoc z zewnątrz, co w obliczu ogromnej śnieżycy nie będzie łatwe? I wreszcie czy pani detektyw odzyska głos?
Muszę przyznać, że moje pierwsze spotkanie z piórem J. T. Ellison sprawiło, że nabrałam apetytu na poznanie innych jej książek. "Umarli nie kłamią" to doskonały dowód na to, że dobry kryminał to nie taki, gdzie w każdym rozdziale pojawia się nowe ciało, leją się hektolitry krwi czy prowadzone jest rozbudowane i wielowątkowe śledztwo. Autorka wprawdzie osadziła w fabule kilka zgonów mających znaczący wpływ na akcję, jednak skupiła się na Taylor i jej doznaniach, przeżyciach, emocjach i skutkach przeżytego spotkania z mordercą. Dla lepszej oceny sytuacji czytelnik poznaje nie tylko jej wersję wydarzeń i związane z tym traumy, ale również perspektywę Sam, Memphisa i Baldwina. Kolejne plusy książki to doskonałe dialogi, trzymająca w nieustającym napięciu akcja, pojawiające się wciąż nowe tajemnice do rozwiązania oraz pragnienie rozwikłania ich jeszcze przed finałem lektury. W tej świetnej pozycji literatury "dreszczykowej" znajduję tylko jeden minus - mimo swoich 400 stron zbyt szybko się skończyła.
Jeśli zatem szukacie kryminału, w którym można się zatracić, a czytając mieć wypieki na twarzy i wysoki poziom adrenaliny sięgnijcie koniecznie po akurat ten tytuł. Nie uwierzę, że wielbiciele gatunku będą niezadowoleni!
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Czytam opasłe tomiska, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice

wtorek, 22 października 2013
Marcin Mastalerz "M jak miłość. Początki"
Autor: Marcin Mastalerz
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: 16 września 2013
Liczba stron: 508
Kto lubi oglądać seriale? A kto lubi seriale nakręcone w polskich realiach? Ja muszę przyznać się szczerze - oglądam cztery rodzime seriale, w tym "M jak miłość". Serial zaczęłam oglądać szybko, bo już w pierwszym sezonie, ale nie od pierwszego odcinka a i potem z przerwami. Chociaż po takiej ilości wyemitowanych odcinków to i tak wszystkich szczegółów zapamiętać się po prostu nie da, więc książka sprawiła, że tak naprawdę sporo wątków było dla mnie nowych.
We wrześniu 2013 roku telewizja nadała odcinek numer 1000! Z tej właśnie okazji wydawnictwo Harlequin wydało książkę "M jak miłość. Początki" napisaną na podstawie pierwszego sezonu serialu.
Powieść rozpoczyna się od współczesnego wpisu z pamiętnika Barbary Mostowiak - seniorki rodu, w którym to rozważa, jak potoczyłoby się życie, gdyby wydarzenia z przeszłości miały inne zakończenia, gdyby podejmowano inne decyzje. Wspomina też miłe i te nieco mniej przyjemne z dziejów rodziny chwile. Kolejne rozdziały dotyczą już początków serialu, choć przeplatane są kolejnymi kartkami z pamiętnika Barbary. Czytelnik poznaje historię znajomości Władka Walisiaka z Marysią Bolecką a później ich wspólne życie i pojawienie się córeczki Hani. Jednak kiedy dziewczynka miała pięć lat zdarzyła się tragedia, która skazała małą na pobyt w domu dziecka. Przez długie lata Hania winą za śmierć swoich rodziców obarczała Lucjana Mostowiaka, który podróżował wtedy wraz z ciężarną żoną starą syrenką. A przecież to Lucjan dziewczynkę z rozbitego poloneza uratował tuż przed wybuchem... A przecież nie wiedział, że tak naprawdę przyszłą synową ratuje.
Początki serialu to również historia Marii Mostowiak, najstarszej córki Barbary. Prawdziwym ojcem Marii był Zenon Łagoda, wielka miłość Basi, który jednak zostawił ciężarną kobietę i wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Kiedy w Polsce pojawił się jego syn i to w towarzystwie najmłodszej córki Mostowiaków - Małgosi - wspomnienia Barbary odżyły na nowo. Jako, że nie są to obecne zdarzenia, mogę chyba zdradzić, że życie tak pokierowało losami Małgosi i Michała Łagody, iż stali się na pewien czas małżeństwem.
Drugą po Marysi córką Mostowiaków jest Marta, która zrobiła karierę jako surowa sędzina warszawskiego sądu. Powieść przypomniała mi, że jej obecny mąż, jest jej trzecim! A byłam przekonana, że drugim. Marta wychowuje samotnie syna - Łukasza i nie zamierza powiedzieć chłopcu prawdy dotyczącej jego ojca.
Solą w oku Mostowiaków jest ich jedyny syn Marek, starszy od Małgosi o dwa lata. Chłopak wciąż tylko sprawia rodzicom trudności wychowawcze, nie pomaga w gospodarstwie. Rodziciele liczą jednak na to, że po powrocie z Niemiec Marek wreszcie się zmieni na lepsze, ustatkuje i znajdzie cel w życiu. Ale Marek nie spełni marzenia rodziców i nie oświadczy się Kasi...
Całej historii serialu a nawet zaledwie pierwszego sezonu opisać nie zdołam. Zresztą jak to w tego typu opowieściach bywa, ciężko jest czasem wyjaśnić niewtajemniczonym kto jest kim i ogólnie o co chodzi. Myślę, że książka jest przeznaczona głównie dla miłośników serialu oraz tych, którzy chcieliby sobie przypomnieć jak to się wszystko zaczęło. Choć nie wykluczam, że Ci którzy serialu nie znają będą z lektury zadowoleni, ot przecież to zwykła powieść i bohaterów można po prostu poznać. Zawsze przecież dzieje się coś zaplanowanego lub niekoniecznie, co dostarcza nam emocji i podnosi poziom adrenaliny.
Dzieło Marcina Mastalerza to nie tylko pamiętniki Barbary czy opis początków serialu. W drugiej części książki znajdziemy dodatek "Zza kulis" a w nim sporo ciekawostek pozaplanowych oraz takich, na które widz albo uwagi nie zwróci, albo nie jest w stanie tego zrobić. Czytelnik może delektować się wywiadami z aktorami, tymi którzy są w obsadzie serialu od trzynastu lat oraz tych, którzy dołączyli niedawno. Na wiele wnikliwych pytań odpowiedziały też dwie scenarzystki Ilona Łepkowska i Alina Puchała. Co jeszcze znajduje się w tym dodatku? Jest alfabet serialu, "M jak miłość" w liczbach oraz quiz dla najwierniejszych fanów z naprawdę trudnymi pytaniami a na koniec ponad pięćdziesiąt fotografii ekipy serialu.
Jakie ciekawostki mogą zachęcić do przeczytania książki? Dlaczego w Rosji zakończono kręcenie serialu wzorowanego na "M jak miłość". Który chłopiec jest prawdziwym synem Dominiki Ostałowskiej. Jakie piwo piją na planie bohaterowie oraz co tak naprawdę zawiera nalewka Lucjana. Wiele śmiechu dostarczyły mi też fragmenty o ciążach, biżuterii, nagrobkach czy ilością metrów kabla jaki wożą ze sobą oświetleniowcy. Dla wielbicielek braci Mroczków jest ciekawostka - jaki rozmiar buta noszą, a dla interesujących się "Tańcem z gwiazdami" kto i w której edycji wziął udział.
Czytałam książkę jak zawsze bardzo wnikliwie i zapewne normalnie zwróciłabym tu uwagę na literówki, bo oczywiście i takie się znalazły, ale nie. Mam inną uwagę - czytając quiz na końcu książki i porównując odpowiedź z tekstem, znajdującym się na stronie trzydziestej pierwszej znalazłam inny błąd - rzeczowy. W jednym miejscu jest zapis, iż Maria urodziła się w 1960 roku, Marta w 1970 roku a Marek w 1978 roku. A według tekstu 20-letnia Maria i 8-letnia Marta pilnują 2-letniego Marka... Hmmmm.... Gdyby nie książka nie zastanawiałabym się ile kto dokładnie ma lat...
Muszę przyznać, że autor stworzył naprawdę świetną książkę. Językiem prostym i czytelnym dla każdego, opisał jeden sezon popularnego polskiego serialu. Wyzwanie! Niełatwo napisać powieść na podstawie scenariusza i jeszcze dodać do niej sporo wiadomości spoza pola widzenia widza. I jeszcze te smaczki na końcu książki. Pozostaje jedynie jedno pytanie - czy będą kolejne spisane sezony "M jak miłość"? Ja ze swojej strony gorąco polecam przeczytanie powieści wszystkim tym, którzy uwielbiają tego typu historie.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (3,2 cm), Polacy nie gęsi II, Pod hasłem, 52 książki
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice

piątek, 18 października 2013
Zapowiedź: "M jak miłość" Marcin Mastalerz
16 września 2013 roku nakładem Wydawnictwa Mira ukazała się powieść napisana przez Marcina Mastalerza "Ma jak miłość. Początki". Książka powstała na podstawie pierwszego sezonu serialu i może stać się prawdziwą gratką dla wielbicieli tego najpopularniejszego w Polsce serialu o rodzinie Mostowiaków.
Opis:
„M jak miłość. Początki” to powieść na podstawie 1. sezonu serialu, który w szczycie popularności gromadzi przed ekranem nawet 12 600 000 widzów.
Kultowy serial po raz pierwszy w formie książki!
„M jak miłość. Początki” to powieść na podstawie 1. sezonu serialu, który w szczycie popularności gromadzi przed ekranem nawet 12 600 000 widzów. Opowieść rozpoczyna się we współczesności, by przenieść czytelnika do samych początków historii o rodzinie Mostowiaków.
Powieści towarzyszy część Zza kulis, zawierająca wywiady z aktorami i twórcami serialu, zabawne anegdoty planu, ciekawostki oraz wiele miłych niespodzianek. Książkę wzbogaca ponad 50 niezwykłych zdjęć.
Odlądacie serial? Chcielibyście zapoznać się z powieścią?
Już za kilka dni zaproszę Was do przeczytania mojej recenzji, a zapewniam że ta książka to nie tylko opowieść o początkach rodu rodziny. Zachęcam do śledzenia moich postów.
czwartek, 25 lipca 2013
Alex Kava "Płomienie śmierci"
Recenzja bierze udział w wakacyjnym konkursie dla syndykalistów
Tytuł oryginału: Fireproof
Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: 19 czerwca 2013
Liczba stron: 408
Czytając książkę byłam święcie przekonana, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki a tym bardziej z bohaterką większości jej dzieł - Maggie O'Dell. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po sprawdzeniu na liście książek przeczytanych okazało się, że czytałam kiedyś "Dotyk zła"... Musiało to być chyba jeszcze na studiach, bo za nic w świecie nie pamiętam tamtej książki i zawartej w niej historii. Zamierzam ją przeczytać raz jeszcze. A "Płomienie śmierci" potraktowałam - mimo wszystko - jako pierwszą czytaną książkę amerykańskiej autorki licznych thrillerów. Wstyd, bo to już dwunasta jej powieść.
Maggie O'Dell to policjantka z długoletnim stażem pracy, specjalizująca się w tworzeniu portretów psychologicznych. Nic więc dziwnego, że wraz z agentem Tully'm zostaje wezwana na miejsce kolejnego pożaru, który wybuchł w Waszyngtonie. Przed obojgiem postawiono trudne zadanie - mają stworzyć portret sprawcy podkładającego ogień. Nie jest to jednak łatwe, gdyż do tej pory pożary pochłaniały jedynie budynki a tym razem na miejscu zdarzenia zostaje znalezione ciało kobiety. Identyfikację utrudnia jej zmasakrowana twarz. Czy zabójcą jest podpalacz? Czy jej ciało znalazło się przypadkiem w miejscu podłożenia ognia? Dlaczego komuś zależało na utrudnieniu pracy policji? Czy czaszka znaleziona w budynku należy do kolejnej ofiary tego samego mordercy? I gdzie jest reszta ciała? Czy agentce uda się odnaleźć sprawcę podpaleń? Książka jest idealną historią dla kogoś kto uwielbia prowadzić śledztwo wraz z policją czy FBI - pytania same się nasuwają podczas czytania.
Działania śledcze utrudniają Maggie silne bóle głowy, które spowodował uraz sprzed czterech miesięcy. Podczas akcji agentka została ranna w głowę a jej przełożony zginął, co powoduje u niej liczne wyrzuty sumienia. O'Dell nie może sobie poradzić również ze swoją przeszłością. Mimo że od tragicznej śmierci jej ojca minęło wiele lat, kobieta wciąż myśli o tym, że z jednej strony był to odważny człowiek ratujący innych z płomieni, lecz z drugiej nie może mu wybaczyć tego, że zdradził matkę. Maggie pierwszy raz prowadzi sprawę dotyczącą pożarów, co jest kolejnym silnym bodźcem kierującym jej myśli do przeszłości i strażaków - kiedyś był nim ojciec, teraz jest przyrodni brat. Czy kobiecie uda się pogodzić z własną przeszłością, by móc bez przeszkód skupić się na pracy?
Trudna przeszłość wpływa nie tylko na pracę agentki. Maggie nie potrafi porozumieć się z własną matką, która już wielokrotnie próbowała sobie odebrać życie. Kathleen nie potrafi zrozumieć dlaczego Maggie wpuściła pod swój dach przyrodniego brata Patricka, bo przecież to jego matka próbowała odebrać jej ojca. Niestabilność emocjonalna Maggie i jej kiepski stan psychiki wpływają również na to, że jest sama. Sama i samotna. Niby w jej otoczeniu jest mężczyzna wielbiący ją i chcący dbać na codzień, ale kobieta odrzuca go i tworzy między nimi barierę, zupełnie zbyteczną. Czy agentce uda się otworzyć przed Benjaminem? Czy jej dom zapełni się nie tylko psami ale i bliskimi ludźmi? I czy dzięki temu mężczyźnie stanie się bardziej ufna i mniej nerwowo oglądająca się za siebie?
Alex Kava stworzyła świetną historię. Dała czytelnikowi silną i niezłomną bohaterkę, która rozwiązuje zagadki nieprzyznając się do własnych słabości. Znaczącą rolę w powieści odgrywa też Cornell Stamoran, aktualnie bezdomny, który kiedyś był "kimś", a teraz jest tropiony przez FBI. Ciekawymi postaciami są też Samantha Ramirez, samotna matka, operatorka kamery, współpracująca z Jeffery'm Cole'm, jednym z najlepiej opłacanych dziennikarzy śledczych jednej ze stacji telewizyjnych. Niesamowite, jak ich życie opisała autorka i jaką rolę odgrali w historii podpaleń. A jeśli dodam jeszcze, że jest ktoś, kto uparcie i z ogromnym podnieceniem śledzi Maggie O'Dell to cała opowieść stanie się jeszcze lepszym czytelniczym kąskiem. Z mojej strony nie przeczytacie o "Płomieniach śmierci" złego słowa! Polecam.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (2,5 cm), Czytamy kryminały, Trójka e-pik, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice

niedziela, 30 czerwca 2013
Anne Ashley "Francuski szpieg"
Tytuł oryginału: Miss Harcourt's Dilemma
Tłumaczenie: Lena Perl
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: 2012
Liczba stron: 320
Od wielu miesięcy miałam przeogromną ochotę poznania książki, która jest romansem historycznym. Chciałam przenieść się w świat, gdzie kobiety noszą czepki, piękne suknie i jeżdżą powozami. Nie wiem czy chciałabym żyć w takiej rzeczywistości, gdzie kobiecie nie wolno przebywać z mężczyzną "sam na sam", jeśli nie chce być posądzona o splamienie swojego honoru. W końcu nadszedł czas, kiedy postanowiłam nie odwlekać tej chwili i sięgnęłam po wspomniany gatunek. Za sprawą angielskiej pisarki Anne Ashley poznałam "Francuskiego szpiega", którą to powieść otrzymałam zresztą w gratisie od wydawnictwa podczas ubiegłorocznych Targów Książki w Krakowie.
Verity Harcourt to piękna i młoda dziewczyna, której dzieciństwo nie oszczędziło rodzinnych dramatów. Najpierw zmarł jej ojciec, potem matka i Verity pozostała w Yorkshire pod opieką wuja, brata matki. Po długich namowach wuj zgodził się nawet publikować jej teksty w swojej gazecie. W opiece nad dziewczyną czynny udział brała również lady Clara Billington, siostra jej ojca. Ciotka wysłała Verity do szkoły dla dziewcząt w Bath a kiedy nadszedł właściwy moment postanowiła zabrać bratanicę do Londynu, na rozpoczynający się właśnie sezon bali i przyjęć towarzyskich.
Było to wiosną 1815 roku. Lady Billington wraz z bratanicą zmierzała powozem do Londynu. Dziewczyna nie była z tego powodu zachwycona, nie widziała siebie w roli uległej żony jakiegoś dobrze sytuowanego mężczyzny ze śmietanki towarzyskiej. Nie marzyła też o życiu w wielkim mieście. Trakt prowadzący do stolicy był dość kiepskiej jakości i w pewnym momencie doszło do uszkodzenia powozu. W przydrożnym zajeździe okazało się, że nie ma możliwości szybkiej naprawy. Ciotka Clara zdecydowała się na podróż do Londynu swoim drugim powozem razem ze służbą, jednak Verity stanowczo odmówiła dalszego podróżowania, ze względu na zwierzęta lady Billington: pekińczyka i papugę.
Po licznych perypetiach Verity, która ruszyła w dalszą drogę dyliżansem pocztowym, staje się mimowolnym świadkiem pewnej rozmowy. Zmuszona do naprawy sukni w małej gospodzie, obserwuje przez szparę w parawanie, jak dwóch mężczyzn prowadzi dziwną rozmowę. Z jej kontekstu oraz innych okoliczności dziewczyna wysnuła przypuszczenie, że jeden z nich jest francuskim szpiegiem. A przecież był to okres 100 dni Napoleona i to właśnie on wysłał do Anglii swojego szpiega.
Podsłuchaną rozmowę bohaterka przekazuje w Londynie swojemu stryjowi, który niechętnie, ale zgadza się by Verity pomogła rozwiązać sprawę dotyczącą przecież również jej ojczyzny. Podczas prowadzonych działań dziewczyna natrafia na Woźnicę - mężczyznę, którego poznała podczas podróży dyliżansem pocztowym. Dość szorstki w obyciu, nieobliczalny oraz bardzo tajemniczy człowiek wywołuje w Verity uczucia, których nie była w stanie pojąć. Czy ich pierwsze spotkanie było przypadkowe? Jakie wspólne zadania przed nimi stoją? Kim jest ten zamaskowany mężczyzna i dlaczego w tak otwarty sposób okazuje jej swoje zainteresowanie?
W historii pojawia się również osoba arystokraty Brina Cartera, doskonałej partii w Londynie, z uwagi na możliwość odziedziczenia przez niego tytułu wicehrabiego Dartwood. Brin był wielką miłością Verity w młodych latach, jednak jak się okazało jednostronną. Nie zmieniło to jednak faktu, że dziewczyna będzie bronić go na tyle, na ile będzie w stanie. Za wszelką cenę będzie chciała udowodnić jego niewinność. W jakiej sprawie? Czy jej się to uda?
Jedna dziewczyna, która nie potrafi zachowywać się jak panna z dobrego domu i zamiast błyszczeć na salonach, bierze udział w szalonych przebierankach i tajnych spotkaniach. Dziewczyna, która jest odważna, bezpośrednia i urocza wciela się w rolę detektywa w sukni. Jest też dwóch mężczyzn, z których każdy jest inny, każdy ma inne podejście do Verity, jednak jest coś co ich łączy. Co to takiego? Który podbije serce dziewczyny? Jak zakończy się próba zdemaskowania szpiega? Zapraszam serdecznie do lektury.
Muszę przyznać, że książka spełniła moje oczekiwania. Była wspaniałą lekturą, która przeniosła mnie w przeszłość dostarczając jednocześnie wiele emocji. Obok uczucia rywalizacji autorka opisała miłość, niezdecydowanie, a także intrygę polityczną. W powieści znajdziemy kilka odniesień do sytuacji politycznej w Europie, jednak jest ich na tyle mało, że czytelnik nie lubiący książek historycznych tak jak ja, będzie zadowolony z lektury. Świetna pozycja.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Z literą w tle, Z półki, Trójka e-pik, Od A do Z, Book z nami (2 cm), Pod hasłem, 52 książki
Subskrybuj:
Posty (Atom)