Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 stycznia 2023

Liliana Fabisińska "Bez podtekstów" / "Zaraz wracam" / "107 sekund"

Moi drodzy czytelnicy,
jak sami widzicie, niewiele się tutaj u mnie działo od... w sumie od listopada. 
W tym czasie jednak czytelniczo coś się działo, więc powoli będę starała się nadrobić zaległości - podsumowania, stosiki... A przede wszystkim recenzje, w przypadku książek, które nie przybyły od Wydawców, będą to krótkie notki.
 
Dziś post dotyczący książek stycznia - przesłuchałam trzy tytuły Liliany Fabisińskiej.
 
 
 

Autor: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 27 kwietnia 2022
Liczba stron: 336
 
 
[materiał reklamowy] barter z Wydawnictwo Purple Book
 
 
 
"Bez podtekstów" to komedia romantyczna, w której prym wiodą bohaterowie czterdzieści plus odkrywający "uroki" internetowych portali randkowych.
 
Miłka i Marek przyjaźnią się od studiów, kiedy to on ją uratował na egzaminie, choć wykładowca i tak odkrył mistyfikację. 
On jest po traumatycznym rozwodzie, który trwał pięć lat; ma zakaz zbliżania się do córki nad czym bardzo ubolewa a była żona wciąż coś od niego chce i składa kolejne pozwy. Marek mieszka w hotelu asystenckim, gdzie warunki nie sprzyjają zaproszeniu kogokolwiek.
Miłka jest żoną i matką. Uwielbia swoje dzieci oraz uczniów. Jej mąż nie znosi Marka, ale kobieta nie chce i nie potrafi się od niego odciąć. Wierzy, że ich przyjaźń jest bezwarunkowa.
Gdy wpada na pomysł wyswatania Marka nie wie, że odmieni to życie ich obojga... 

Ze szczegółami poznajemy ich przygody z aplikacją randkową, pomoc Miłki, liczne wiadomości jakie wymieniają z potencjalnymi kandydatkami, intrygujące spotkania, po których często Marek chciał zrezygnować z poszukiwań tej jedynej.

Czy w obliczu wydarzeń przyjaźń tych dwojga nadal będzie tylko przyjaźnią? Czy możliwa jest taka relacja między osobami odmiennej płci i to bez tytułowych podtekstów? Co odkryją szukając miłości dla Marka?

Przyznam szczerze, że tego co odkryli na portalu randkowym nie odgadłam i trochę mnie to zaskoczyło - nie tego się spodziewałam. Zwłaszcza, że tak jak wspomniałam na początku - TO zdecydowanie spowodowało niezłą lawinę!

Powieść jest zabawna, lekka, chwilami przyjemna w odbiorze, chwilami przewidywalna a chwilami... mnie nudziła i powodowała, że niekoniecznie miałam ochotę poznawać dalsze losy bohaterów. Znam lepsze tytuły autorki.
 
 
Za książkę dziękuję 

 
 
 

Autor: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Purple Book
Data wydania: 28 września 2022
Liczba stron: 320



Przemek i Gabrysia wybrali się w romantyczną podróż przedślubną do Włoch. Wprawdzie Gabi nie nosi jeszcze pierścionka, ale po cichu liczy, że właśnie pośród włoskich krajobrazów go dostanie. Młodzi wynajęli samochód i na własną rękę zwiedzają urocze zakątki. 

Gdy pływali w rajskiej zatoczce wśród skał ukradziono im samochód. Najgorsze jednak jest to, że wszystkie ich rzeczy były w środku! Paszporty, ubrania, telefony i jej zaręczynowy pierścionek! Tak, Przemek zgodnie z jej przypuszczeniami wreszcie się oświadczył.

Tytuł książki odnosi się do słów, które chłopak wypowiedział do narzeczonej zanim zniknął na horyzoncie, by poszukać pomocy - "zaraz wracam"... Jednak pozostawiona na skale Gabi, w samym podkoszulku Przemka jest przerażona, bo godziny mijają a jego nie ma... Zmarzniętą i głodną dziewczynę znajduje starszy mężczyzna - Giuseppe - i zabiera ją do swojego trabucco, czyli dużej drewnianej konstrukcji, będącej maszyną rybacką (bardzo zainteresował mnie ten temat i nie ukrywam, że po lekturze zgłębiałam go jeszcze w internecie).

W dalszej części powieści śledzimy naprzemiennie losy Gabrysi, która próbuje uzyskać kontakt ze światem oraz losy Przemka - wreszcie dowiedziałam się, co mu się przytrafiło! I nie ukrywam, że było to ogromnie zaskakujące!
Sama nie wiedziałam, która narracja była ciekawsza, ale obie ciekawe. Gabrysia miała okazję poznać cudowne włoskie smaki, intrygujących ludzi, narzekać na bolącą pupę i dowiedzieć się jakie znaczenie ma cebula. Początkowo próbowała odnaleźć Przemka, wrócić do Polski, jednak z czasem sytuacja mocno się komplikowała a ona straciła do niego zaufanie...

Włochami pachniało i smakowało. Historia wielokrotnie zaskakiwała, zwroty akcji podnosiły ciśnienie, bo chociaż to powieść lekka, zabawna i przyjemna to jednak towarzyszy jej dreszczyk emocji.
Jeśli mam być szczera, to podobała mi się znacznie bardziej niż "Bez podtekstów". Polecam!
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
 

Autor: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 24 sierpnia 2022
Liczba stron: 360



Diana jest samotną matką. Wraz z córeczką Olą mieszka w Krakowie. Ich życie przypomina... chyba mogę to napisać - koszmar. Kobieta ma problemy z rozwodem (podpisała kiedyś niekorzystne dla siebie dokumenty) co skutkuje brakiem szans na zasiłek. Nie ma pieniędzy, bo opłacić rachunki. Brak prądu. Brak wody. Jest tylko gaz, ciepło i świece.

Diana próbuje podjąć się każdej pracy. Dosłownie. Co rano odpowiada na wszystkie ogłoszenia. I wreszcie trafi do firmy Norberta. Bogaty, czuły i troskliwy facet nie tylko ją zatrudnia, ale też zakochuje się w niej. Z wzajemnością. 

I wtedy życie Diany i Oli ulega diametralnej zmianie. Jak w bajce... pojawia się piękny dom, ubrania, jest światło i woda oraz mężczyzna spełniający marzenia a dziewczynkę traktuje jak własną córkę. Po kilku latach rodzi się Staś, choć Norbert podobno nie mógł mieć dzieci... Wtedy to nawet teściowa patrzy na Dianę lepszym okiem...
 
Jednak w pewnym momencie piękna bańka pęka... Wystarcza tytułowe 107 sekund, by życie tej rodziny legło w gruzach. Tragedia sprawia, że Dianą targają poczucie winy i wyrzuty sumienia. Oddalają się od siebie z mężem. Z Olą zaczyna się dziwnie zachowywać. Czy jest ktoś, na kogo pogrążona w rozpaczy matka będzie mogła liczyć? 

Jakie znaczenie w tej historii mają makaroniki i podróż do Paryża?
Co ukrywa teściowa?
Kim jest Kaśka Mścicielka?
 
Książka jest teoretycznie obyczajówką, ale możecie mi wierzyć, chwilami targały mną takie emocje jak w thrillerze. Fabuła wciągnęła mnie bez reszty a prawda która zaczęła wychodzić na jaw - to był szok! No po prostu spadły mi kapcie! Co ukrywał Norbert? Co robił, gdy wydarzyła się tragedia? Jaką tajemnicę skrywa przyjaciółka Diany - Gośka? Jak wygląda życie samotnej matki, której myśli krążą wokół każdego grosza? Jak szybko może odmienić się życie - w każdą możliwą stronę...?
 
Diana za wszelką cenę dąży do prawdy i to co odkrywa wstrząsa nie tylko nią... Kłamstwa, intrygi... Gorąco Wam polecam tę historię!

 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 
 

sobota, 21 maja 2022

Magda Stachula "Oskarżona"

 

 
 
Autor: Magda Stachula
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 13 kwietnia 2022
Liczba stron: 304
Seria: Lena  tom 3
 
 
 
 
 
Lena znowu uciekła. Czy to się kiedyś skończy? Czy jeszcze może liczyć na normalne życie? Czy w którymś momencie odetchnie i spokojnie obejrzy się za siebie nie czując strachu i wyobrażając sobie, że wpatrują się w nią czyjeś czujne oczy?
Oto "Oskarżona" Magdy Stachuli, trzeci tom cyklu o Lenie, który żeby miał czytelniczy sens polecam czytać we właściwej kolejności.
 
Kiedy po kilku miesiącach w Kopenhadze Lena przestała być bezpieczna, bardzo szybko podjęła decyzję o szybkim opuszczeniu Danii. Przyjaciółka z przeszłości mieszkająca w Hiszpanii pomogła jej w zdobyciu pracy w Maladze. Hotel na końcu świata z dosyć nietypowymi zasadami wzbudził w bohaterce niepokój, bowiem nie był to typowy kurort. Czym różni się od zwykłego hotelu? Lena odkryje to już niebawem... Jak zareaguje?

Naprzemiennie z nową rzeczywistością Leny śledzimy wydarzenia w Danii oraz nad Jeziorem Powidzkim. W tym tomie autorka bowiem bardzo szybko przenosi nas w czasie, byśmy nie stracili niczego z wydarzeń w kilku miejscach.

W Kopenhadze obserwujemy miotającą się Annę, której sekret iż zabiła człowieka wyszedł na jaw a osoba ta zamierza przekazać tę informację policji. Tylko, że dyrektorka Instytutu Polskiego nie zamierza bezczynnie czekać na ten moment...Jaki ma plan?
A policja wciąż drąży, przesłuchuje, jednych wyklucza, innych podejrzewa... Niektórzy są szczerzy, inni sporo ukrywają... Czy uda im się oskarżyć właściwą osobę?
Emil wciąż myśli o Lenie, choć dobija go fakt, że - jak uświadomił mu policjant prowadzący śledztwo w sprawie śmierci Sylwii - ktoś taki jak Lena Romanowska nie istnieje! Kim zatem jest dziewczyna, która zawróciła mu w głowie? Co ukrywa? I dlaczego nie powiedziała mu prawdy podczas wspólnej nocy?

Natomiast nad Jeziorem Powidzkim Nikodem jest jeszcze bardziej sfrustrowany niż przed wyjazdem do Danii, bo widział Lenę a ona mu znowu uciekła. Dodatkowo matka sączy mu do głowy swoje teorie, bo po co synowi taka młoda dziewczyna?! I że to ona uderzyła go w głowę! Kobieta nie zna prawdy (przecież Nikodem jej nie wyzna szczegółów) ma w oczach zemstę! Co chce zrobić? Co wydarzy się niebawem w tym domu? To będzie dość zaskakujące!

Sporo się dzieje: pogrzeb, znajomy adwokat, akcja w szpitalu oraz policja zataczająca coraz szersze kręgi w sprawie śmierci Huberta oraz Sylwii... Muszę Wam wyznać, że ta książka wygląda zupełnie inaczej na tle swoich poprzedniczek z tego cyklu. Akcja biegnie inaczej, szybciej przenosimy się między różnymi krajami, narratorami i perspektywami a pojawiające się detale mają ogromne znaczenie w mających dopiero nadejść wydarzeniach.  
 
I tylko Lena nie dość, że wciąż się przemieszcza, to nadal się boi. Wszędzie doszukuje się podstępu, spisku, nikomu nie chce zaufać. Chwilami jej zachowanie mocno mnie irytowało. Czy odważyła się zrobić odważny krok do przodu, ku lepszej przyszłości? By wreszcie pozbyć się ciężarów przeszłości?
 
O co została oskarżona Lena? Musicie sprawdzić sami - warto.


Podsumowując - "Oskarżona" to bardzo dobry thriller, świetnie uzupełniający poprzednie tomy serii. Zaskakujący finał w Epilogu daje nadzieję na kontynuację, ale zanim do niego dojdziemy przeżywamy wraz z bohaterami strach, samotność, tęsknotę i niepokój. Żyjemy ich nadziejami, planujemy z nimi ucieczki, pragniemy zemsty i zacieramy ślady niecnych uczynków. Zapomniałabym! Jeszcze obserwujemy jak zabijają. Tak, jak przystało na dobry thriller jest świeży trup.
Autorka umiejętnie przeskakuje między krajami, zmusza do składania obrazu z naprawdę maleńkich elementów, informacje dawkuje jak leki na receptę, by w nadmiarze nie zaszkodziły a napięcie wybornie podsyca. Polecam!





"Oskarżona"
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  
 




wtorek, 14 grudnia 2021

Paullina Simons "Jedenaście godzin"

 
 
 
 
Tytuł oryginalny: Eleven hours
Tłumaczenie: Anna Maria Nowak
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2013
Liczba stron: 304
 
 
 
 
 
"Jedenaście godzin" to moje pierwsze spotkanie z twórczością urodzonej w Leningradzie Paulliny Simons, która w dzieciństwie wyemigrowała wraz z rodziną do USA. 


Teksas, upalny letni dzień... 
Didi Wood jest w dziewiątym miesiącu ciąży i wybiera się do centrum handlowego, by w oczekiwaniu na lunch z mężem zrobić zakupy. Jednak nie dociera na miejsce spotkania... W domu czekają na nią dwie córeczki... Tam też się nie pojawia...

Z parkingu przed centrum handlowym zostaje tak po prostu porwana. Porywacz nie żąda okupu. Nie wyjawia w jakim celu ją porwał... Dlaczego ona? Po co mu kobieta w zaawansowanej ciąży? Gdzie ją zabierze?

Od tej chwili rozpoczyna się tytułowe jedenaście godzin. Jedenaście długich godzin walki o życie. Swoje. Dziecka. Bez posiłku i bez wody. Z obcym i niebezpiecznym człowiekiem u boku, który kieruje się niezrozumiałymi pobudkami a cel jego jest nieznany. Czy Didi przeżyje? Czy uratuje swoje nienarodzone dziecko? Czy to kara?
 
Naprzemiennie z losami Didi śledzimy poczynania jej męża Richa, który rusza szukać żony wraz z agentem FBI. Czy zdążą? Porywacz jest sprytny i wciąż jest krok przed nimi...


Mocno emocjonalna książka, bardzo się cieszę, że po nią sięgnęłam, choć będąc w ciąży raczej bym się nie odważyła. Oczywiście są takie momenty, które były jak dla mnie mocno naciągane czy nierealne jak udział męża w akcji FBI - czy cywil może dostać broń? Ale pędząca fabuła wynagradza te drobiazgi. Zwłaszcza, że tak naprawdę do końca nie jest pewne jak zakończy się ta historia... 
 
Wielokrotnie mocno się denerwowałam wydarzeniami, tym bardziej że poznając powody, dla których porywacz "zabrał na wycieczkę" akurat Didi, można przypuszczać jaki ma plan...

Gwarantuję Wam ból, gniew, strach, wściekłość, przerażenie, lęk o dziecko, poczucie winy, rozpacz i poczucie klęski. Poczujecie niepokój, zobaczycie co może zrobić z człowiekiem śmierć... Tak wygląda wyścig z czasem według Simons. A jakie są granice ludzkiej wytrzymałości u wykreowanych przez nią postaci? Gorąco Wam polecam!
Ciekawa jestem czy inne książki autorki są równie dobre :)
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 

piątek, 3 września 2021

Jolanta Wrońska "Fanaberie"


 
 
Autor: Jolanta Wrońska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2012
Liczba stron: 304
 
 
 
 
Wiele lat książka ta przeleżała na moim regale, przemieszczała się między rzędami i półkami i mimo "smacznej" okładki wciąż coś stawało mi na drodze, by po nią sięgnąć. Wyzwanie Abecadło z pieca spadło u monweg zmobilizowało mnie, by przeczytać "Fanaberie". Czy żałuję?
 
 
Klara wzburzona uciekła z mieszkania Marka, ponieważ zrozumiała, że przespał się z nią dla zachcianki. Ze stanu niemal transowego wybudza ją zatrzymanie przez policję. Niedokładnie wie, gdzie jest jej cel podróży, zmienia go w trakcie. Dzieciom dopiero po długim czasie daje znać, że żyje a wróci, gdy ochłonie. 
Na szczęście dwójka starszych jest na tyle "dorosłych", że poradzą sobie bez matki i zaopiekują dziewięcioletnią Matyldą. 
 
Ciekawe? NIE!
Wiadomo kim jest Klara, Marek, czym jest sieć franczyzowa "Fanaberie" albo jak Jonatan znalazł się w rodzinie, bo nie jest synem Klary? Też NIE!
Wspomnienia bohaterki o rozwodzie, dziadkach, wczesnym macierzyństwie, dziwnych relacjach z rodzicami... Wszystko jest tak poplątane i nie wiadomo jak to ugryźć...
 
 
Dlaczego więc czytałam dalej? Intuicja podpowiadała mi, że warto. I... nie pomyliła się! :) WARTO sięgnąć po ten tytuł dla wydarzeń, które nastąpią później.
 
 
Z czasem dowiadujemy się bowiem, że Klara ma problemy z płynnością, bowiem zainwestowała w inny biznes a akcje jej firmy chce przejąć nie do końca uczciwy Arnold Lejman. Dochodzi do próby porwania jednego z jej dzieci, poznajemy historię adopcji chłopca; doświadczamy licznych zwrotów akcji oraz poszukujemy kreta. 
A już pomysł na grę w giełdę i akcja dzieciaków, by ratować matkę - BOMBA!
 
Więcej napisać nie mogę, bo cała zabawa tkwi w poznawaniu fabuły i naturalnej reakcji na wydarzenia.
 
 
Podsumowując - "Fanaberie" to ciężki i nudnawy początek, co moim zdaniem wynika z twardego języka, zwrotów śląskich, jednak powieść przekształca się stopniowo w powieść sensacyjną! Nie brakuje napięcia, trupów, zaskoczeń, zaś złagodzeniem tych wydarzeń jest miłość: pierwsza i ta dojrzała, prawdziwa przyjaźń i wzruszające dziecięce decyzje. Książka obfituje w pasje, świetne pomysły młodzieży, zaskoczenia oraz momenty do śmiechu i łez. Mimo początku, nie żałuję - polecam!  
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki

niedziela, 15 listopada 2020

Emma Rous "Bliźnięta znad klifu"

 
 
 
 
Tytuł oryginalny: The Au Pair
Tłumaczenie: Anna Zielińska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: sierpień 2020
Liczba stron: 352
 
 
 
 
 
 
 
Bardzo żałuję, że takie książki jak "Bliźnięta znad klifu" nie są znane szerszemu gronu czytelników. Może nie jest to kryminał w stu procentach idealny, ale to debiut! A opisana w nim historia z dreszczykiem, tajemnicami i zwrotami akcji może zachwycić i nie pozwoli oderwać się od lektury. Emma Rous zaprosiła nas do Wielkiej Brytanii, gdzie w nadmorskim Summerbourne doszło do wielu tragedii a niektórzy twierdzą, że nad posiadłością ciąży klątwa - czy to prawda czy jedynie teorie lokalnej społeczności, wymyślane z nudy?


W przeddzień dwudziestych piątych urodzin bliźniąt Seraphine i Daniela (Danny'ego) dochodzi do wypadku, w którym tracą ojca. Zamiast imprezy urodzinowej, muszą przygotować pogrzeb. Porządkując dokumenty i pamiątki rodzinne Seraphine odkrywa zdjęcie, na którym pozuje jej starszy brat Edwin, ojciec a szczęśliwa matka trzyma w objęciach noworodka! Jednego! A przecież urodziła bliźnięta... O co tutaj chodzi? Podobno nie istniały żadne zdjęcia z pierwszych miesięcy życia bliźniaków, co tłumaczono faktem, iż kilka godzin po urodzeniu dzieci Ruth popełniła samobójstwo. Miała szaleństwo w oczach i twierdziła, że ktoś chce jej odebrać dziecko...
 
Seph zaczyna wątpić w swoje pochodzenie, zwłaszcza że charyzmatyczna babka Vera nie chce jej zapisać posiadłości Summerbourne House, mimo że to właśnie Seraphine tam mieszka i kocha ten dom. Dlatego zadaje sobie pytanie kim jest i z każdą godziną coraz bardziej pragnie dotrzeć do prawdy sprzed lat, poruszając przy tym każde możliwe źródło informacji. 

Niestety, nikt nie chce z nią na temat rozmawiać... Ani babka, ani Alex (przyjaciel jej rodziców), ani Laura (ówczesna opiekunka Edwina), ani Michael (ówczesny ogrodnik, próbuje, ale ma demencję), ani sam Edwin, gdyż miał tylko cztery latka i niewiele pamięta. I jeszcze kilka osób... 
Jednak Seraphine zbiera wszystkie słowa - dotyczące ich narodzin oraz przezwisk jakimi wraz z Danny'm byli obrzucani w dzieciństwie - jak okruszki, te współczesne i sprzed lat, tworząc powoli obraz tego, co mogło się wydarzyć. 

Jest jednak ktoś, komu jej poszukiwania zagrażają, zaczyna bowiem dostawać pogróżki. Ma przestać węszyć... Kto to jest i dlaczego próbuje jej przeszkodzić?
 
Ale Seraphine musi wiedzieć. Musi poznać prawdę. Poskładać rzeczywistość sprzed ćwierćwiecza układając skrawki w całość. 

Jest tylko jedna osoba, która zna całą prawdę o tamtych wydarzeniach. Która dźwiga ten sekret w samotności. Czy Seph uda się do niej dotrzeć a przede wszystkim skłonić do jej wyjawienia?



Akcja powieści toczy się dwutorowo. Bohaterką współczesności (rok 2017) jest Seraphine, która z uporem, determinacją i pomimo przeszkód dąży do celu, jakim jest odpowiedź na pytanie "kim jestem?". Dziewczyna nawet sobie nie wyobraża, jak bardzo zmieni życie wielu osób, gdy osiągnie swój cel...
Wydarzenia z roku 1992 poznajemy dzięki narracji Laury, która po prywatnej tragedii zawala egzaminy i zostaje zmuszona do podjęcia pracy. Los chciał, że dostała ją w posiadłości przy klifie, gdzie jej nowy podopieczny - czteroletni Edwin skradł jej serce. Zajmowała się nim nawet poza uzgodnionymi godzinami, poznając jednocześnie dziwne relacje panujące między członkami rodziny Mayes oraz ich tajemnice. 


Nie mogłam doczekać się zakończenia tej książki, by potwierdzić swoje domysły co do wydarzeń z lipca 1992 roku. Stworzyłam kilka wersji wydarzeń, które zmieniały się im więcej szczegółów poznawałam. Od momentu, gdy prawda zaczynała wychodzić na jaw, co kilka stron musiałam zrobić przerwę w czytaniu, by pozbierać myśli i przyswoić nowo poznane informacje. Finalnie okazało się, że w części miałam rację (na całość rozwiązania nie było szans, co działa na korzyść Emmy Rous), choć autorka dzielnie próbowała ukryć pewne fakty... 

To naprawdę bardzo dobry debiut. Nie brakuje w nim zwrotów akcji, zaskoczeń, zauroczeń, zdrad, śmieci i narodzin. Bohaterowie dostarczają wielu emocji, pokazują jak życie potrafi poplątać plany, czym skutkuje działanie w pośpiechu oraz że w każdej plotce jest odrobina prawdy. 
I choć niektóre zwroty czy zbiegi okoliczności są może zbyt naciągane, to byłam tak naładowana napięciem, które mogło ujść tylko po poznaniu prawdy, że nie uznałabym ich za mocno obniżające wartość tej opowieści.



Podsumowując - "Bliźnięta znad klifu" to dwutorowo opisana historia bliźniąt, z których jedno rozpoczyna poszukiwania siebie. Ma wątpliwości co do swojego pochodzenia i wyrusza w przeszłość, by móc spokojnie żyć. Jest to opowieść o angielskiej prowincji, gdzie wszyscy się znają, niełatwo ukryć pewne sekrety, ale ten najważniejszy w rodzinie Mayes przetrwał aż ćwierć wieku! Debiut Emmy Rous jest pełna wyrzutów sumienia, miłości, rozpaczy, żalu, tęsknoty oraz utraty poczucia bezpieczeństwa. Polecam Wam tę lekturę na jesienne wieczory (i nie tylko) :)



 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
 



poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Eve Chase "Tajemnica Black Rabbit Hall"





Tytuł oryginalny: Black Rabbit Hall
Tłumaczenie: Anna Zielińska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2016
Liczba stron: 432





Każdy z nas ma czasami takie uczucie, jakby już kiedyś był w danym miejscu... Ono przyciąga, wabi, kusi i wysyła podświadome sygnały... Czasami ukrywa tajemnicę, od lat pilnie strzeżoną, tak jak wiejska posiadłość państwa Alton gdzieś w Kornwalii... Tam każdy z zegarów pokazuje inną godzinę, co staje się niejako przyczyną późniejszych wyrzutów sumienia.


Londyn, Kornwalia  rok 1968/1969

Nancy oraz Hugo Altonowie wraz z czwórką swoich dzieci, kiedy tylko czas na to pozwala, wyjeżdżają do swojego domu na wsi o nazwie Black Rabbit Hall. Jednak Wielkanoc roku 1968 już na zawsze pozostanie w ich sercach jako czas smutku i rozpaczy, gdyż życie w tragiczny sposób straciła wtedy ukochana Mama nastoletnich bliźniąt Amber i Toby'ego oraz maluchów Barney'a i Kitty. Od tego momentu dla dzieci wszystko przestaje mieć znaczenie, każdy próbuje sobie poradzić z żałobą po swojemu.

Nieporadny ojciec chce, by zapomnieli o Mamie. Zdaje sobie sprawę, że potrzebuje kobiety, która zajmie się domem i dziećmi a przede wszystkim wesprze go finansowo. Niestety, sprowadzona wdowa (wraz z niemal dorosłym synem) strasznie się panoszy, nie ma posłuchu u dzieci, dokonuje bezdusznych zmian w domu a przede wszystkim staje na drodze miłości. Czy ktoś taki nie będzie na starość samotny i zgorzkniały? Czy za wyrządzone krzywdy i wypowiedziane kłamstwa otrzyma kiedyś wybaczenie?


Londyn, Kornwalia rok 1999

Lorna i Jon planują ślub, jednak żaden z domów weselnych, które odwiedzili nie spełnia ich oczekiwań. Wcześniej wystarczało im narzeczeństwo, ale kiedy w maju zmarła matka Lorny, nagle zaczęło im się spieszyć do zalegalizowania związku. Ostatnią deską ratunku może być dla nich posiadłość Black Rabbit Hall, gdzie jako kilkulatka Lorna często bywała z matką - tak przynajmniej pokazują zdjęcia z podjazdu. Choć teraz, po latach, dziewczyna nie ma pojęcia, po co tam jeździły... Jaką rolę w ich życiu odegrał ten dom?

Lorna czuje, że musi zwiedzić ten budynek. On ją w niewyjaśniony sposób przyciąga, jego magnetyzm wyczuwa całym ciałem, z każdego pustego pomieszczenia "krzyczą" do niej duchy przeszłości. Jednak ani Caroline Alton, mieszkająca w posiadłości, ani służąca Dill ani nawet ojciec Lorny nie chcą wyjaśnić żadnej tajemnicy. Co i dlaczego ukrywają?

Analizując tę powieść, poszukujemy odpowiedzi na pytanie kim jest Lorna.
Finalnie bohaterka dostała swoją historię. Czy tego się spodziewała?


Debiut Eve Chase to poplątana historia tocząca się dwutorowo, zaś łącznikiem przeszłości z teraźniejszością jest Lorna. Próbuje na własną rękę poznać sekrety Kornwalii, z mrowieniem na ciele zwiedza kolejne pomieszczenia domu, nad rzeką znajduje drzewo z wyrytymi w korze imionami dzieci państwa Alton wraz z niepokojącym dopiskiem. Na terenie Black Rabbit Hall ma miejsce wiele niewytłumaczalnych zdarzeń, które dopiero w finale staną się jasne i zrozumiałe, gdy opowieści poszczególnych bohaterów zaczną tworzyć spójną całość.

Autorka próbuje w powieści kilkukrotnie wyprowadzić czytelnika "w pole", wyręczając się stworzonymi przez siebie postaciami, które obdarzają nas kłamstwami albo niedopowiedzeniami.  W dwóch sytuacjach nie uwierzyłam i trzymałam się wersji, którą podpowiadała mi intuicja - miałam rację :)
Na wyjaśnienie wielu wątków trzeba naprawdę długo czekać, choć nie wszystkie trzymają równie mocno w napięciu. Żałuję, że oznaczenie wyryte na drzewie zostało tak wcześnie ujawnione.

Generalnie mam problem z oceną tej powieści. Z jednej strony opisana historia jest oryginalna, ciekawie łączy w sobie sekrety pokoleń czy rodzin, ale ma w sobie coś... ciężkiego, z trudem brnęłam przez początkowe strony (choć dokładniej setki stron) i dopiero na sto stron przed końcem nie potrafiłam odłożyć książki, zanim jej nie dokończę. Za te właśnie wydarzenia pełne emocji - brawo! Za finalne wyjaśnienia - brawo! Za wyjaśnienia Caroline... i nie tylko jej - brawo!

Nie mogę tylko wybaczyć debiutantce tych nudzących opisów (może i są piękne czy kwieciste, ale zupełnie zbyteczne), zbędnych wtrąceń z różnych dziedzin. Wnioskuję, że Chase chciała ubarwić swoją pierwszą książkę może zwiększyć jej objętość, ale przedobrzyła, moim zdaniem nie poprawiła jej jakości a wręcz przeciwnie.


Podsumowując - "Tajemnica Black Rabbit Hall"  to powieść o plusach i minusach posiadania rodzeństwa a przede wszystkim o więzi między bliźniętami, kłamstwach, rozpaczy, niezależności, poczuciu winy, strachu, pierwszych zauroczeniach, stosunkach przyrodniego rodzeństwa. O śmierci ukochanej Mamy, rządach macochy oraz obojętności ojca. Historia przepełniona tęsknotą, miłością, brakiem stabilizacji oraz domostwem pełnym zagadek, sekretów i porzuconych w pośpiechu przedmiotów należących do poprzednich mieszkańców, które pokryte kurzem nadal noszą w sobie chwile pełne radości i życia.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, Mini Czelendż 5, 52 książki

niedziela, 2 lutego 2020

Iwona Grodzka-Górnik "W niebie na agrafce"





Autor: Iwona Grodzka-Górnik
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2012
Liczba stron: 448





Żałuję... Naprawdę żałuję, że sięgnęłam po tę powieść... tak późno! Tak długo stała na mojej półce kryjąc cudowną zawartość a ja "nie mogłam" jakoś po nią sięgnąć. Błąd. Na szczęście już naprawiony. Skorzystajcie z mojej rady i uczcie się również na moim błędzie - jeśli uwielbiacie obyczajówki to przeczytajcie "W niebie na agrafce" Iwony Grodzkiej-Górnik.

Zuzanna Kostecka ma dwadzieścia osiem lat i samotnie wychowuje czteroletniego synka - Łukasza. Jego ojciec zginął w wypadku samochodowym w dniu, w którym ona dowiedziała się, że jest w ciąży. Jest jest jedną z lepszych pracownic banku i od kilku lat mieszka w starym drewnianym domu w Arabelinie pod Warszawą. Marzyła o ASP, ale ojciec - Grzegorz - doradził jej, by miała konkretny zawód. W wychowaniu synka i w innych życiowych przeciwnościach pomagają jej cudowni sąsiedzi - Olga i jej mąż Filip.

Zuza załamuje się, gdy umiera jej najlepsza przyjaciółka Basia. Wprawdzie to najmłodsza siostra jej matki Poli, ale była starsza od Zuzanny tylko o trzy lata i od zawsze łączyła je wyjątkowa więź. Po pogrzebie podchodzi do niej mężczyzna twierdzący, że zna jej ojca i że jest do niego podobna, ale nie chce poczekać na mającego przybyć za chwilę Grzegorza. W Zuzannie zaczyna kiełkować niepewność a słowa Zygmunta Salkego jeszcze długo dźwięczą w jej głowie... Niepokój w sercu narasta, zwłaszcza gdy przypomina sobie historię z czasów, gdy miała czternaście lat i znalazła pewien dokument...

Tak właśnie w życiu Zuzanny pojawiają się nie tylko wątpliwości, niepewność i potrzeba dojścia do prawdy, ale również kilku mężczyzn. Aleksander, Maksymilian, Kacper, Ryszard - jaki będą mieli wpływ na jej życie, codzienność, przyszłość? Niektórzy pojawią się sami, innych odnajdzie ona sama, ale nie wszystkich... Tropy w prywatnym śledztwie zaprowadzą Zuzkę do Włoch, choć mam wrażenie, że gdyby wiedziała co ją tam spotka, nie opuszczałaby bezpiecznego domu w Arabelinie.

"Damska torebka nie jest po to, aby w niej coś znaleźć, ale po to, aby w niej wszystko było." *

Utonęłam w tej powieści. Poszukiwania biologicznego ojca prowadzone przez główną bohaterkę zawładnęły mną całkowicie. Wystarczy, by w książce pojawił się jakiś zagadkowy wątek, tajemnice rodzinne skrywane przez lata, listy kryjące prawdę, pewne jest że przepadnę bez wieści podczas lektury.

Matka unika rozmowy z córką, córka w tajemnicy dąży do wyjaśnienia prawdy sprzed lat, jednocześnie wpadając w sam środek międzynarodowej afery z mafią, fałszerzami i handlarzami dziełami sztuki. Mętlik w jej głowie stopniowo się zwiększa, bowiem pojawia się coraz więcej znaków zapytania i dlatego stawia coraz bardziej nierozważne kroki. Na szczęście są ludzie, którzy się o nią martwią i niezależnie od okoliczności ruszają z pomocą. Uczucia i adorujący ją mężczyźni tworzą dodatkowe zagrożenia. W czyim kierunku zabije mocniej jej serce?

"... miłość jest jak bajka o Świętym Mikołaju. Najpierw wierzymy, że jest, a potem tłumaczymy sobie, że zaklinował się w kominie." **

Iwona Grodzka-Górnik napisała wspaniałą powieść. To porządna, głęboka, magnetyzująca i soczysta obyczajówka, w której znajdziemy moc wydarzeń, zwroty akcji, trzymające w napięciu momenty, ucieczki, pościgi i śledzenie podejrzanych typów. Jest też trochę wiedzy z dziedziny malarstwa, humor i magiczne, miłosne uniesienia. Język i lekki styl pisania autorki sprawiają, że czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, zwłaszcza że początkowo typowa powieść obyczajowa, zmienia się wraz z liczbą ubywających stron, w pozycję sensacyjną pełną "czarnych charakterów". Szkoda że to jedyna książka wydana przez autorkę.

"... w życiu powinniśmy kierować się własnymi aspiracjami, mieć na uwadze własne marzenia i dążyć do realizacji pragnień, które zaspokoją przede wszystkim nas samych. 
Dopiero wtedy będziemy szczęśliwi."***


Podsumowując - "W niebie na agrafce" to cudowny i emocjonalny debiut, który porwał mnie w swój świat i całkowicie zawładnął. Znajdziemy w tej historii relacje w pracy, romanse, przypadkowe spotkania zmieniające życie, bliźnięta, trojaczki, szpitalne nerwy i pozorne szczęście; ale również rozstania i burzliwe związki, żal, dręczące wspomnienia i tajemnice mające wpływ na kolejne pokolenia. Opowieść o świętowaniu sukcesów i lizaniu ran po porażkach informująca o tym, że z Nieba już nie wypuszczają... Nie zwlekaj, przeczytaj!




* I. Godzka-Górnik, "W niebie na agrafce", Świat Książki, Warszawa 2012, s. 27
** Tamże, s. 130
***  Tamże, s. 383




Książka przeczytana w ramach styczniowych wyzwań: Mini Czelendż, Pod hasłem, Zatytułuj się 3, 52 książki

sobota, 21 września 2019

Cecelia Ahern "Dziewczyna w lustrze"





Tytuł oryginalny: Girl in the Mirror
Tłumaczenie: Zuzanna Banasińska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2014
Liczba stron: 96










Cecelia Ahern to niezmiernie sympatyczna pisarka, którą miałam okazję poznać osobiście w 2015 roku (relacja ze śniadania z autorką). Wprawdzie nie czytałam jej najbardziej rozpoznawalnego tytułu "P.S. Kocham cię", ale zachwyciła mnie na przykład "Love, Rosie".

By zadośćuczynić swojemu Pod hasłem, przeczytałam niewielkich rozmiarów zbiorek dwóch opowiadań autorki:

'Dziewczyna w lustrze' opowiada historię Lili, która od dziecka wie, że w domu niewidomej babci wszystkie lustra muszą być zasłonięte czarnym płótnem i nie kwestionuje tego faktu. Dopiero w dniu ślubu dwudziestoośmioletnie dziewczyna, pragnąc zobaczyć swój wizerunek w ślubnej sukni łamie zakaz i tym samym poznaje rodzinną tajemnicę. Wydarzenia następujące od tego momentu są mocno zaskakujące a samo opowiadanie jest dość logiczne, mimo że nie do końca realne.


'Maszyna wspomnień' jest opowieścią o maszynie, którą pewien wynalazca ze złamanym sercem stworzył przez przypadek i przechowuje w piwnicy swego georgiańskiego domu. Coraz więcej osób interesuje się wynalazkiem, aż mężczyzna musi zatrudnić asystentkę. Historia pojawienia się w jego życiu Judith jest dość oryginalna, ale wypowiedzi bohaterów nie zawsze są jasne czy zrozumiałe. Sama idea maszyny, która zatrzymuje wspomnienia jest dobra, ale stworzone opowiadanie znacznie odbiega od utworów, które mogłabym ocenić pozytywnie.


Podsumowując - zbiór opowiadań Cecelii Ahern "Dziewczyna w lustrze" to dwa skrajnie różne utwory. O ile pierwszy może się podobać, ma morał, tajemnicę i zaskakujące zakończenie to drugie jest dla mnie totalnie dziwne i z nieodgadnionymi przesłankami. Poza jedną: miłość warto pamiętać na zawsze, ale przeszłości zmienić się nie da. Tylko czy to wystarczy, by polecić Wam ten tytuł? Oceńcie sami







Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Kinga Dębska "Moje córki krowy"






Autor: Kinga Dębska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2016
Liczba stron: 256
Seria: Moje córki krowy tom 1






Ósmego stycznia 2016 roku w kinach pojawił się film - "Moje córki krowy. Film prawdziwy jak życie", którego nie oglądałam i raczej nie obejrzę. Przeczytałam za to książkę Kingi Dębskiej, która wpasowała się w kwietniowe wyzwanie portalu Lubimy czytać.

Marta i Kasia to około czterdziestoletnie siostry, żyjące na dwóch przeciwstawnych biegunach życia, które los zmusił do wspólnego działania. Marta jest aktorką, gra w serialu 'Zakręty losu', jednak w przeciwieństwie do swej postaci, nie radzi sobie w życiu uczuciowym. Jest samotną matką pełnoletniej już Zuzi i stara się w pojedynkę iść przez życie. Kasia to o rok młodsza od siostry nauczycielka, mężatka z szesnastoletnim synem Filipem. Jedna racjonalna, druga emocjonalna. Ogień i woda. Dzieli je przepaść. W żadnej sprawie nie potrafią się normalnie dogadać...

...aż do czasu, gdy najpierw matka a później ojciec otrzymują diagnozy będące wyrokami. Codzienność Marty i Kasi zmienia się diametralnie, muszą bowiem swój czas dzielić między obowiązki służbowe, rodzinne oraz pobyty w szpitalu. Zapach medykamentów, rozmowy z lekarzami oraz obserwowanie niknącego życia sprawia, że chcąc nie chcąc muszą przewartościować priorytety.

Książka pokazuje jak jednoczy się rodzina w obliczu choroby. Jak szuka uzdrowicieli, szarlatanów, księży, każdego kto może pomóc... Jak czeka na cud, jednocześnie myśląc racjonalnie i przygotowując się na odejście. To jest takie trudne. W historii Kingi Dębskiej każda z sióstr ma swój świat, swoje problemy, dramaty a my mamy okazję obserwować, co musiało się wydarzyć, by zajrzały w głąb siebie i postarały się odnaleźć u swego boku siostrę.

Niezmiernie trudno jest porównać życie gasnącego rodzica z obrazem, jaki mieliśmy okazję obserwować przez czterdzieści lat życia. Pełna życia, kręcąca się po kuchni mama, stanowczy ojciec stają się nagle zależni od innych, od leków, lekarzy, operacji czy aparatury. Trudno jest zaakceptować taką rzeczywistość, pogodzić się z wyczuwalnym zapachem śmierci, pożegnać się i pozwolić bliskiej osobie odejść... Aż nazbyt rozumiem to, jak czuły się siostry... dokładnie rok temu gasła moja Mama... Sporo faktów z książki pokrywało się z tym, co miałam okazję przeżywać.



Podsumowując - "Moje córki krowy" to historia o tym, jak kruche jest życie. O porastaniu kurzem, egzystowaniu z dnia na dzień, o miłości żywej przez pięćdziesiąt lat oraz jak to jest czekać razem, ale zarazem osobno. W tej książce nie ma ciepła, nie ma humoru a tytuł nie powala na kolana. To opowieść o samotności, głupich myślach, lęku, strachu, stresie i niepewności, ale również o potrzebach kobiet: czułości, bliskości, dotyku czy erotyce. Mocna, ale ważna.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC, 52 książki

niedziela, 24 stycznia 2016

Christian Signol "Zimowa róża"




Tytuł oryginalny: Une année de neige
Tłumaczenie: Andrzej Sobol-Jurczykowski
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2007
Liczba stron: 190










Choroba i cierpienie dzieci zawsze będą mnie poruszać. Nie ważne, że chodzi o obce dziecko... na mnie jako na kobietę i matkę działa to podwójnie - sama mam chore dziecko. W piątek usłyszałam szokującą informację w przedszkolu mojej córy - w rodzinie jednej z pracujących tam pań jest trzyletni chłopiec, u którego wykryto guza. Został wycięty, ale już wiadomo, że dla malucha nie ma ratunku... :(

"Zimowa róża" to książka opowiadająca o dziesięcioletnim Sebastienie, który usłyszał straszną diagnozę - ostra białaczka z anemią. Chłopca wychowuje tylko matka, która jego zdaniem nie ma tyle energii, by poradzić sobie z chorobą syna i tym bardziej go wspierać. Nie spodziewając się zbytniej pomocy z jej strony, chłopiec prosi ją o opuszczenie Paryża, ponieważ chce ten czas spędzić na wsi, u dziadków. Uważa, że tylko tych dwoje ludzi na świecie jest w stanie pomóc mu pokonać lodowy mur, który oddziela go od osób żyjących. Liczy, że oni są w stanie go wyleczyć. Pomimo, że dziadkowie mają ponad sześćdziesiąt lat przygarniają wnuczka i starają się wlać w jego serce nadzieję o wyzdrowieniu. W ich domu nie rozmawia się o chorobach czy cierpieniach i to chyba dodatkowy powód, dlaczego chłopiec czuje się u nich jak w innym świecie.

Dziadkowie starają się zajmować chłopcem najlepiej jak potrafią korzystając z rad przybywającego co jakiś czas lekarza i przygotowując się na dłuższe pobyty w szpitalu w Tuluzie, gdzie Sebastien ma być poddany transfuzjom. Jak cała trójka poradzi sobie z tymi trudnymi chwilami? Jak dziesięciolatek zniesie pobyty w szpitalu, wymioty, bóle głowy i tajemnice, które dorośli przed nim mają? Jaką rolę w jego rekonwalescencji będzie miała silna babcia a jaką - w moim odczuciu - lekkoduch dziadek?
Babcia spędza z nim sporo czasu w szpitalu, zaś dziadek zabiera na spacery, uczy łowić ryby i raki, zbierać zioła, którymi można leczyć. Pewnego dnia dziadek wlewa w serce wnuka dodatkową nadzieję opowiadając mu o ciemierniku, który jest rzadki, ale może go wyleczyć...
W czasie pobytu na wsi chłopiec odkryte też niejedną rodzinną tajemnicę...

Sebastien chciałby żyć beztrosko i normalnie, robić to co jego rówieśnicy, zazdrości im, jednak musi podporządkować się chorobie i wskazanemu przez lekarzy rytmowi dni i miesięcy. Czuje się jak więzień i często zadaje najbliższym pytania "dlaczego ja?" oraz "czy umrę?". I jak dorośli powinni odpowiadać na takie pytania?
Chłopiec zawiera na prowincji przyjaźnie, staje się też obiektem zakochania! Czy mają one szanse na przyszłość? Jak zakończy się historia Sebastiana? Tego nie zdradzę, ale powiem tylko, że autor podarował czytelnikom epilog, nie trzymając czytelników w niepewności.

Malutka i niezbyt gruba książeczka a jakże przepełniona miłością, przyjaźnią, wsparciem, tęsknotą, strachem czy cierpieniem. Mnóstwo w niej niepewności i wypatrywania kłamstw... bo jakże czułby się w takiej sytuacji dorosły?! A co dopiero dziesięcioletnie dziecko! Książki nie da się ocenić tak jak to standardowo robię... język, dialogi, akcja... To po prostu lektura, którą albo chce się przeżyć albo nie ma się dość siły... Przeczytałam, ale ile emocji odczułam...ogrom!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

czwartek, 14 stycznia 2016

Danielle Steel "Pierwszy bal"




Tytuł oryginału: Coming out
Tłumaczenie: Katarzyna Marzec
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2014
Liczba stron: 176
Oprawa: twarda










Jestem ogromnie ciekawa jakie podejście do imprez w stylu eleganckim mają czytające to kobiety czy dziewczęta... Czy kiedykolwiek marzyłyście o założeniu białej sukienki i zaprezentowaniu się na balu debiutantek? Tradycja tych balów sięga dziewiętnastego wieku, kiedy to były organizowane głównie przez angielską arystokrację i miały wprowadzać w dorosłe życie młode panny. Debiutantkami były dziewczęta z wyższych sfer a ich udział w tym wydarzeniu wielkim wyróżnieniem.


To właśnie zaproszenie na nowojorski bal debiutantek dla osiemnastoletnich bliźniaczek Veroniki i Virginii stało się przyczyną wielkiej awantury w ich rodzinie. Dlaczego?
Dla ich mamy - Olympii Rubinstein - udział w balu debiutantek bardzo wiele znaczył, ponieważ na jeden dzień stała się kimś ważnym i wyjątkowym. Mogła poczuć się piękna. Zwłaszcza, że później życie dosadnie jej pokazało, że nie jest usłane różami. W czasie studiów straciła rodziców a jej pierwszy mąż - Chauncey - ojciec ich trójki dzieci, okazał się niewartym swojej rodziny. Wyjechał, założył nową rodzinę a była żona i dzieci stanowiły już tylko niezbyt przyjemną konieczność w utrzymywaniu niezbędnych kontaktów. Na dodatek uwielbiał ich denerwować, kiedy tylko coś nie działo się po jego myśli.

Teraz Olympia jest szczęśliwą kobietą, bowiem ukończyła studia prawnicze, ma świetną pracę oraz... miłość, zrozumienie i wsparcie a wszystko w osobie drugiego męża - Harry'ego (mają pięcioletniego synka), który jest Żydem. To dla niego kobieta zmieniła swoją religię i przeszła na judaizm, dzięki czemu zyskała w oczach teściowej (zresztą bardzo sympatycznej Friedy), lecz naraziła się tym samym na ostre słowa ze strony byłego męża.

Wróćmy jednak do głównego wątku książki, którym jest zaproszenie na bal... Staje się ono kością niezgody pomiędzy członkami tej nietypowej rodziny. Olympia uważa bowiem, że bliźniaczki powinny zaprezentować się na balu a ona i Harry powinni im towarzyszyć. Jednak tylko jedna z bliźniaczek ma ogromną ochotę na kupno białej sukienki i bycie debiutantką, podtrzymując rodzinne tradycje po mamie, babci i prababci. Jednak Veronica stanowczo odmawia udziału, Harry bierze jej stronę twierdząc, że to impreza dyskryminująca zbyt wielu ludzi i dlatego on nie pójdzie, Chauncey posuwa się do szantażu, by zmusić córki do uczestnictwa i jedynie pięcioletni Max stwierdza mądrze, że z nie wyniknie z tego nic dobrego, bo wszyscy się kłócą...

Olympia na przekór wszystkim postanawia zaprosić na bal debiutantek swoją teściową (Żydówkę) oraz przyjaciółkę Margaret (Afroamerykankę)... Jak zareaguje jej były mąż? Kto w rezultacie pojawi się na balu? Czy ospa lub złamana noga mogą pokrzyżować im plany? A jaką reakcję Olympii wywołają działania i wyznania dzieci? Czy pogodzi się z mężem?

Oj, będzie się działo, bo choć nie jest to powieść wysokich lotów, którą bym nagrodziła czy chociaż oceniła na wiele gwiazdek, to jednak spędziłam z lekturą przyjemne chwile odprężenia zastanawiając się jednocześnie ile tajemnic kryje się w jednej rodzinie i jak ich ujawnianie będzie wpływało na wzajemne relacje. A warto zwrócić uwagę na fakt, że choćby same bliźniaczki to osoby podobne do siebie jedynie zewnętrznie, bowiem tak naprawdę mające zupełnie różne charaktery i upodobania, a tak skrajnie odmienne osoby połączone więzią bliźniaczą.... mieszanka wybuchowa. Książka jest krótka, ale czyta się ją szybko. Działa rozluźniająco, odprężająco choć nie brak jej chwil podnoszących czytelnikowi ciśnienie. Ponadto porusza kilka ważnych kwestii, z którymi może spotkać się każdego dnia niejedna czy niejeden z nas. I mimo, że zakończenie okazało się totalnie zgodne z tym, co przewidziałam to ... miło się ją czytało.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki

wtorek, 22 grudnia 2015

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Mariola, moje krople!"




Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Wydawnictwo: Świat książki
Data wydania: 2014
Liczba stron: 304
Oprawa: twarda











Przyjemność poznania pióra Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk miałam już sześciokrotnie: trzy tomy Cukierni Pod Amorem, dwa - Podróży do miasta świateł oraz pierwszy tom Fortuny i namiętności. Za każdym razem była to niesamowita podróż w czasie i przestrzeni w genialnym wydaniu obyczajowym autorki. Tym razem sięgnęłam po komedię polityczną, bo tak chyba mogę nazwać niniejszy tytuł... Jakie są moje wrażenia?

Akcja książki rozgrywa się w czasach kiedy miałam niespełna dwa latka i o tamtych wydarzeniach, czyli tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego, wiem tylko z opowieści. Przenieśmy się zatem do listopada 1981 roku, do teatru w małym mieście gdzieś na Dolnym Śląsku...

Aktorzy pod wodzą reżysera Biegalskiego, który kariery w dużym mieście nie zrobił, robią próby do Horsztyńskiego - dramatu Słowackiego, który swoją premierę ma mieć dwunastego grudnia. Jednak mająca wtedy bawić w tamtych stronach delegacja rosyjska, nie może obejrzeć byle czego... Sztuka musi pasować. Decyzję, że ma to być Mrożkowy Streap-tease podejmuje pierwszy sekretarz komitetu miejskiego PZPR - Martel nie zdając sobie sprawy, że w sztuce nie będzie oczekiwanego rozbierania... Równolegle z próbami do Mrożka, aktorzy mają też przygotować Pastorałkę, na chwałę Bożą i życzenie księdza Różańskiego. Ale o pracownikach tego teatru nie można powiedzieć, że są zwarci i gotowi, by pracować i przygotowywać sztuki...

Dyrektor Jan Zbytek zupełnie nie potrafi ogarnąć chaosu jaki tutaj panuje... Choć bardzo się stara, dwoi i troi to jednak więcej uwagi poświęca układaniu swojej jedynej możliwej fryzury - pożyczki, podszczypywaniu sekretarki Marioli oraz odliczaniu kropli, które mają działać na jego skołatane nerwy i serce (a produkcją nalewki na melisie jest nikt inny jak ksiądz). Dyrektor musi też ujarzmić swoje trzy żony, obecną Paulinę i dwie byłe, ponieważ wszystkie pracują w teatrze, choć nie wszystkie są aktywnymi aktorkami. Ale jak tu wiedzieć wszystko, skoro tuż pod nosem Zbytka w bufecie pędzi się bimber, hoduje ciężarną świnię Małgosię a na dodatek córka bufetowej - Magda jest prężnie działającą członkinią NZS i przywozi do teatru powielacz, by drukować książki z drugiego obiegu oraz ulotki.

W magiczny sposób powielaczy wraz z kolejnymi stronami książki przybywa, zdarzają się niebezpieczne wypadki, które kończą się zagipsowaniem części bohaterów a w dyrektor musi znów kombinować, bo nagromadzenie przedstawicieli PZPR, Solidarności, NZS i na dokładkę dwóch Ubeków w jednym budynku teatru to za dużo na jego słabe serce. Do tego dzieją się rzeczy niesamowite jak spalone spodnie, unoszące się huśtawki, ciągłe tajemnice, bezsensowna bieganina, ukrywanie się pod łóżkiem czy w szafie... Komedia pomyłek normalnie. Tylko czy mnie to urzekło? NIE!

Niestety zawiodłam się na tej lekturze i jakże się cieszę, że to nie od niej zaczynałam przygodę z twórczością autorki, bo nie dam głowy, że dałabym się potem przekonać do przeczytania czegoś innego.
Miejsce akcji to wciąż ten sam budynek i to w ciągu miesiąca. Kilkakrotnie powtarzane te same teksty, zachowania. Wprawdzie postacie są dobrze scharakteryzowane, nawet nazwiska mają świetnie dopasowane do osobowości, pojawiają się nowe postacie, jednak wynudziłam się okrutnie. Myślę, że jest to książka dla tych, którzy chcą dobrze poznać czasy PRL-u z kolejkami, kartkami, pomysłami ludzi na to, jak radzić sobie w trudnych czasach i jeszcze nie podpaść władzy, którejkolwiek... Na mnie wrażenia nie zrobiły ani humorystyczne teksty, ani ukulturalniające sztuki, ani nawet - z założenia - zabawne a w rezultacie absurdalne wydarzenia. Wciąż czekałam kiedy zacznie dziać się coś naprawdę ciekawego i ... nie doczekałam się. Ciągłe szukanie powielacza, pędzenie bimbru i nieudolne podrywanie cudzych żon czy mężów to jednak dla mnie nieco za mało, by uznać lekturę za bardzo dobrą.

Podsumowując stwierdzam, że książka spodoba się tym, którzy w skrótowy sposób chcą poznać życie w czasach PRL-u. Pomyłki w odbiorze prostych przekazów, talony na malucha, rajstopy w niekoniecznie właściwym rozmiarze, miłość z przeszłości... To wszystko to znajdziecie napisane w formie pamiętnikowych zapisków (dzień, godzina), ale zabrakło mi iskry, która napędziłaby fabułę i wciągnęła mnie w tamte czasy...




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki

niedziela, 15 marca 2015

Małgorzata Warda "Nikt nie widział, nikt nie słyszał..."



Autor: Małgorzata Warda
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2010
Liczba stron: 396












Według informacji, które udało mi się znaleźć w Internecie, w Polsce zgłaszanych jest rocznie około cztery tysiące zaginięć dzieci. Przecież to tylu (mniej więcej - dane z 2012 roku) właśnie mieszkańców liczy całe małopolskie miasto Alwernia czy nadmorska Łeba. Aż trudno to sobie wyobrazić. Tak wielu ludzi chce krzywdy dzieci. Porwania, morderstwa, przetrzymywanie, niejednokrotnie nawet gwałty. Przecież te małe i niewinne istoty powinny mieć spokojne i szczęśliwe dzieciństwo. Ich jedynym problemem powinno być to, jaką zabawką się pobawić czy jaką bajkę obejrzeć. Ale życie nie jest tak różowe...

Moje pierwsze poważne spotkanie z tematem porywania dzieci miało miejsce podczas lektury książki Nataschy Kampusch "3096 dni". To właśnie postacią Nataschy inspirowała się Małgorzata Warda pisząc swoją powieść. Czy warto ją przeczytać?

Lena od dzieciństwa nie ma łatwego życia. Wraz z ciężarną mamą i tatą zmienia miejsce zamieszkania, jednak coś się nie udało i rodzina musi zamieszkać w pralni. Ciężki to czas, kiedy rodzi się maleńka Sara. Niedługo potem matka zostawia córki i znika. Prawdopodobnie przytłoczona takim życiem. To młody ojciec musi zająć się dziewczynkami. I wiodą szczęśliwe wspólne życie, aż do czasu, gdy Sara osiąga wiek lat siedmiu. Wtedy to Lena odmawia wyjścia na gdyńskie podwórko i młodsza siostra idzie sama. I nigdy nie wraca... Co się stało? Czy Sara żyje? Gdzie jej szukać? Może porwała ją matka? A może jakiś psychopata? Tropów jest wiele, jednak bez świadków i tropów, policja ma utrudnione zadanie. Lena, mimo upływu dwudziestu lat, wciąż liczy na powrót siostry. Choć jak pokazuje jej historia, zniknięcie siostry wywarło na nią ogromny wpływ. Lena zajmuje się pozowaniem, głównie do aktów, podpisuje nawet kontrakty, które wiele pozostawiają do życzenia.

Agnieszka mieszka we Francji. Jest z pochodzenia Polką, którą matka oddała na wychowanie do opiekunki a odwiedzała ją rzadko. Ich kontakt nie był idealny, nie był nawet bardzo dobry. Agnes miała ufarbowane włosy i problemy w szkole, głównie z językiem. Po kilku latach matka zabiera córkę do Paryża, ponieważ ma już warunki do wychowywania jej. Agnieszka nie potrafi stworzyć z matką więzi, jaka przecież powinna łączyć tak bliskie sobie osoby. Każda z nich ma inne plany dotyczące kształcenia Agnes. Matka chce posłać ją do szkoły, ale dziewczyna chce śpiewać. Mimo sprzeciwu matki. Poza tym Agnieszka powoli odkrywa, że coś w jej życiu się nie zgadza. Odwiedza swoją dawną opiekunkę, szkołę a z faktów, które udaje jej się ustalić wnioskuje, że została porwana. A matka, nie jest jej matką. Czy to prawda? Gdzie ma szukać swojej prawdziwej rodziny? Jak sprawdzić czy ma rację?

Trzecią bohaterką powieści jest Monika, której historia najbardziej przypomina mi losy Nataschy Kampusch. Na początku grudnia strażnik rezerwatu przyrody w Łebie, zauważa na plaży kobietę. Ubrana nieodpowiednio do pory roku, nie reagująca na jego słowa. Okazuje się, że to Monika, która wiele lat temu została porwana w drodze ze szkoły do domu. Teraz mimo wolności, nie czuje się dobrze. Nie potrafi znów żyć normalnie. Po latach spędzonych w podziemnej piwnicy, na łasce i niełasce porywacza odczuwa "syndrom sztokholmski", czyli więź z oprawcą. Jak kobieta poradzi sobie w życiu na wolności? Kim tak naprawdę jest? Czy rzeczywiście nikt nie wiedział o jej uwięzieniu? A przecież zanim została porwana w domu porywacza była przetrzymywana inna dziewczynka...

Czy któraś z bohaterek jest zaginioną Sarą? To pytanie nieustannie pojawia się w głowie czytelnika, który przeżywa zawarte na kartach powieści historie. Odpowiedzi nie zdradzę, ale przyznaję, że finałowe rozstrzygnięcia są zaskakujące i ciekawe. Szczerze mówiąc, to liczyłam na inne zakończenie. Myślę, że ta powieść pomoże rodzicom w większym zwracaniu uwagi na przypadkowe osoby kręcące się przy placach zabaw. Uświadomi im, że wystarczy ułamek sekundy, by dziecko zniknęło z pola widzenia. Choć jak pokazuje przykład bohaterki Moniki, to jeśli ktoś będzie z uporem śledził dziecko, by je porwać to będzie cierpliwy i to zrobi.

"Nikt nie widział, nikt nie słyszał..." to na pewno powieść psychologiczna, która dostarcza ogromnej dawki emocji. Któż nie przejmie się losem dzieci? Autorka porusza do głębi sercem czytelnika fundując wzruszenie, szok, ale również zmuszając nijako do refleksji.

Co do samej książki, to bardzo trudno było mi się w nią całkowicie zagłębić. Początkowo strasznie myliły mi się historie Leny i Agnieszki i zaczynając czytanie drugiego dnia nie pamiętałam, która z nich pozowała, a która wychowywała się u opiekunki. Chwilami powieść mnie nudziła, zbędnymi - dla mnie - opisami czy zdarzeniami. Niektóre były zupełnie oderwane od reszty fabuły, nie istotne, lub tak opisane, że nie wiedziałam czy to myśli bohaterki czy sen, czy faktyczne wydarzenie.
Przyznaję, że jest to dobra książka, ale nie potrafię zafascynować się nią. Czegoś mi w niej zabrakło, nie wszystko zostało dopracowane tak, jak ja to lubię czytać. Choć czasu spędzonego z lekturą nie żałuję i książkę oczywiście polecam.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki

środa, 3 kwietnia 2013

Sheila Roberts "Strajk na Boże Narodzenie" - recenzja gościnna



Tytuł oryginalny: On Strike for Christmas
Tłumaczenie: Joanna Szatkowska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 16 listopad 2011
Liczba stron: 352






Poznajcie Glena - Glen to naprawdę wspaniały facet. Kocha swoją rodzinę, ubóstwia swoją żonę i dzieciaki. Jest rodzinny, najchętniej codziennie miałby gości i spraszał do swojego domu wszystkich znajomych, przyjaciół i całą rodzinę...Brzmi jak ideał? No to poczekajcie z zachwytami. Bob to zdecydowane przeciwieństwo Glena. Świąteczny terminator, tudzież Grinch w ludzkiej odsłonie. Artystyczna dusza - autor kilku dobrych kryminałów. Typowy domator - najchętniej całe dnie spędzałby w domu, z żoną (czy też bez) - ważne, aby nie musiał chadzać na domowe, świąteczne obiadki, urodziny, tudzież inne okazje do spotkań rodzinnych. 

W książce poznamy także kilka ciekawych męskich charakterów, ale co ich tak naprawdę łączy? A no żony... A co łączy ich żony? A no fakt, że postanowiły w tym roku zastrajkować, a dokładnie zastrajkować w Boże Narodzenie. Bowiem Święta Bożego Narodzenia to nie jest wcale taki cudowny okres dla Nas - gospodyń domowego ogniska. Owszem - cieszymy się, że spotkamy bliskich, że przytulimy swoją mamę/córkę/wnuczkę/brata; ale prawda jest taka, że Święta to straszna harówka, w której tak naprawdę jesteśmy niestety same. No bo kto, jak nie my - ulepi 1000 pierogów, bigos nastawi i ulepi milion uszek? 

Laura, żona Glena - kocha swojego faceta i swoje życie nad życie. Jednak dość ma gotowania, sprzątania i usługiwania co roku dziesiątkom gości zaproszonym na Święta przez Glena. On zaprasza - ona haruje. On zbija bąki i pochwały, a ona zaharowuje się jak dziki osioł. Joy, żona Boba uwielbia Święta spędzone w swoim gronie. Niestety Bob, po godzinie świdruje ją wzrokiem i z miną umęczonego kota wymusza na niej szybkie wyjście z domowych imprez, które z kolei Joy uwielbia. Pewnego dnia kobiety mówią DOŚĆ. Żadnych Świąt, żadnego pieczenia ciasteczek, gotowania, sprzątania, marudzenia. Święta będą wyglądać tak, jak zamarzą sobie tylko ich mężczyźni. Gdy dołączy się do tej akcji lokalna gazeta - może być naprawdę zabawnie. I jest. 

Książka jest po prostu cudowna. Czytałam ją z ogromną radością, bananem na twarzy i wypiekach ze śmiechu. Jest czarująca, odprężająca i naprawdę zabawna. Dawno tak dobrze nie bawiłam się czytając książkę. Nie doszukujcie się tutaj przekazów, ambitnych tekstów i wielu przenośni. Książka ma bawić i bawi, jest doskonałym umilaczem czasu. Polecam każdemu, bez względu na wiek, płeć (choć solidarność jajników wysuwa się tutaj na prowadzenie ) i obecną porę roku - choć aura bardziej przypomina Nam dzisiaj Święta Bożego Narodzenia niż Święta Wielkanoce. 

A słodkości? Mamy je dosłownie wszędzie. Pyszne ciasteczka, ciasta są obecne niemal przez całą książkę, dodatkowo na końcu książki umieszczone są przepisy na większość słodkości, o których jest mowa w książce. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam !

Aneta Kęska


Książka przeczytana w ramach marcowego hasła do wyzwania Pod hasłem

niedziela, 27 stycznia 2013

Styczeń miesiącem wydawania kasy! - stosisko

Mimo faktu, że w świecie blogów pojawiły się jakiś czas temu posty i komentarze bojkotujące stosy i stosiki, dziś będzie właśnie stos. Nie rozumiem tego bojkotu, dlatego pochwalę się Wam moimi styczniowymi szaleństwami. Kto nie lubi, niech w tym miejscu zakończy czytanie tego posta.

Kilka powodów złożyło się na moje szaleństwo zakupowe. Przede wszystkim wyprzedaż w Weltbildzie. Jak widziałam kolejne maile z obniżkami, to mimo początkowego oporu.... potem się poddałam. (Też macie taką słabą wolę jeśli o książki chodzi?) Efekt? Najpierw (w połowie stycznia) zakupy on-line, a potem (24 stycznia) wizyta w realnej, namacalnej księgarni na ul. Floriańskiej w Krakowie.

Zakupy zrobiłam też w koszach z przecenami w Matrasie (5-10zł) oraz - o dziwo! - na stołach z promocyjnymi cenami książek w Media Markt (każda sztuka 6,99zł).

A oto i tytułowe stosisko:



Nie będę wypisywać wszystkich tytułów, bo chyba dobrze widać, ale że mam fotki z podziałem na Świat Książki i inne to wklejam - jeszcze lepiej widoczne tytuły.


Świat Książki. Co czwartą książkę miałam za 1zł. Ponadto, dzięki wyprzedaży, najmniejszym cięciem rabatowym było -50%... np. "Fanaberie" czy "W niebie na agrafce" kupiłam za 17,45zł / sztuka. To z tych dwóch jestem najbardziej zadowolona. Chciałam kupić jeszcze serię V. Andrews, ale już kasiorki nie wystarczyłoby na potrzebne do życia rzeczy... Może w lutym...


Matras, Media Markt i Weltbild (ale nie Świat Książki):


Tu ceny kształtowały się poniżej 10zł. Zadowolona jestem z Kasi Enerlich, bo autorkę poznałam a książki nie znałam żadnej. Agatha Christie - no nie mogłam przejść obojętnie obok ulubionej pisarki kryminałów :) Agatha Raisin to podobno fajne kryminały a i "Bestia ujarzmiona" o chorej na stwardnienie rozsiane wydaje się być ciekawa.

Łącznie wydałam około 170 złotych. To dużo za taki stos?

Które książki macie / chcielibyście mieć / nie chcecie mieć? Które szczególnie polecacie - pochwalcie się :)

środa, 12 września 2012

Magdalena Witkiewicz "Opowieść niewiernej"

Magdalena Witkiewicz to nieznana mi dotychczas pisarka. To młoda mama, która prowadzi firmę marketingową "Efekt Motyla".
"Opowieść niewiernej" została wydana w lipcu tego roku przez wydawnictwo Świat Książki. Kiedy zgłaszałam się po nią do Włóczykijki, nie sądziłam, że zakocham się w tej lekturze. Tą książkę powinno przeczytać jak najwięcej osób i to nie tylko w naszym kraju!

Ewa i Maciej to młodzi ludzie mieszkający w Gdańsku. Mają pracę, każdy swoje mieszkanie i marzenia. Jednak od momentu kiedy się poznają, w momencie pieczenia karkówki na grillu zresztą, Ewa "zapomina" o swoich celach życiowych i żyje według scenariusza Macieja. Gdy planują ślub, ona rezygnuje z ceremonii kościelnej, białej sukni z welonem, ponieważ on tego nie chce. Gdy on chce budować dom w Krakowie, ona się godzi, lecz jest zmęczona częstymi, samotnymi wyjazdami męża, by doglądać budowy. To on decyduje, czyje mieszkanie będzie wynajęte, czy żona może jeździć samochodem, ale nie ma dla niej czasu. Maciek albo pracuje albo jest zmęczony albo zasypia przed telewizorem. To Ewa musi zadbać o dom, postarać się o podtrzymanie konwersacji i sama poradzić sobie po stracie dziecka. Jego to ucieszyło. Niestety.
Ze swoich smutków zwierza się przyjaciółce, Gośce, szczęśliwej mężatce i mamie Amelki. Kiedy w życiu Ewy pojawiają się dwaj inni mężczyźni, to Gośka próbuje jej pomóc w podjęciu ważnych życiowych decyzji. Mąż, kochanek, przyjaciel - czy jej małżeństwo ma szansę przetrwać?  Co musi się wydarzyć w życiu tej kobiety, by zaczęła być szczęśliwa?
Nie chcę zdradzać ciągu dalszego, by każdy czytelnik mógł z zapartym tchem czytać kolejne rozdziały tej książki. Gorąco polecam.


 Książka przeczytana w ramach wyzwań: Trójka e-pik (kwiecień), 52 książki




wtorek, 14 sierpnia 2012

Nicholas Sparks "List w butelce"

-->
Kilka lat temu oglądałam melodramat, bardzo płaczliwy zresztą. Tytuł jego to „List w butelce” a powstał na kanwie książki Nicholasa Sparksa o tym samym tytule. Od dawna posiadam tą pozycję w swojej biblioteczce, ale jakoś nie potrafiłam po nią sięgnąć znając zakończenie filmu. Podczas urlopu postanowiłam to nadrobić.
Nicholas Sparks to znany amerykański pisarz, którego dzieła są tłumaczone na ponad trzydzieści języków a twórcy filmowi chętnie przenoszą je na ekran. To dopiero moja druga książka tego autora a na pewno nie ostatnia. Bardzo podoba mi się jego styl pisarski, te książki po prostu się „połyka”. Czytając, chciałabym już dotrzeć do ostatniej strony opisywanej historii, ale jednocześnie, z każdą kolejną przerzuconą kartką odczuwam żal, że to już tak blisko do końca fantastycznej opowieści.
„List w butelce” to historia Teresy Osbourne, rozwiedzionej dziennikarki z Bostonu, która samotnie wychowuje dwunastoletniego syna. Podczas wakacji znajduje na plaży butelkę z listem w środku. To z jaką ogromną i szczerą miłością list został napisany porusza kobietę do głębi. Kiedy po pewnym czasie staje się posiadaczką dwóch innych listów tego samego autora – Garetta – postanawia go odnaleźć. Mężczyzna okazuje się być idealnym partnerem dla niej, świetnym kompanem dla jej syna. Mimo dzielącej ich odległości Teresa i Garett zakochują się w sobie, uwielbiają spędzać z sobą czas, rozmawiać, spacerować, kochać się. Dalszego ciągu nie zdradzę.
Książka wielokrotnie doprowadziła mnie do łez... wzruszenia, zazdrości o taką miłość, ale i smutku. Polecam wszystkim gorąco lekturę „Listu w butelce”.

 Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Picoult&Sparks, Z półki, Trójka e-pik (czerwiec) oraz 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...