Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 listopada 2017

Sheena Kamal "Nieobecna"






Tytuł oryginalny: The Lost Ones
Tłumaczenie: Jakub Sosnowski
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 11 października 2017
Liczba stron: 352








Sheena Kamal urodziła się na Karaibach, zaś jako dziecko wyemigrowała do Kanady, gdzie obecnie mieszka. "Nieobecna" jest jej debiutem, który skusił mnie swoim opisem. Ale czy każdy obiecujący tekst z okładki potwierdzony zostaje cudowną fabułą? Zapraszam na moje wrażenia.

Nora jest alkoholiczką po odwyku, kobietą-widmo, szarym człowiekiem, który nie chce rzucać się w oczy. Unika dużych skupisk ludzi, nie wyróżnia się z tłumu, nie ma znajomych czy przyjaciół. Utrzymuje relacje jedynie z trzema żywymi istotami: wierną znajdą - suczką Sapką oraz swoimi pracodawcami. Leo i Seb dali jej pracę w swoim biurze detektywistycznym i są zadowoleni ze swojej decyzji, bowiem Nora jest w tej dziedzinie doskonała - potrafi bezbłędnie wyczuć, gdy ktoś kłamie lub próbuje coś ukryć. Zajmuje się też odnajdywaniem ludzi oraz wyszukiwaniem informacji. Mieszka w piwnicy pod biurem, oczywiście w tajemnicy przed szefami.

Jej z pozoru ciche, spokojne i poukładane na nowo życie burzy telefon, a drżący głos po drugiej stronie prosi o spotkanie. W normalnych okolicznościach kobieta nie podjęłaby się takiego zlecenia. Nie pozwoliłaby na żadne osobiste kontakty... Ale to wyjątkowa sytuacja... Zaginęła piętnastolatka, którą zaraz po urodzeniu Nora oddała do adopcji... Dlaczego to zrobiła? Czy to z wyrachowania pozbyła się własnego dziecka, by móc żyć jak kot i chadzać własnymi ścieżkami? Co wydarzyło się przed laty? Czy Nora pomoże Lynn i Everettowi odnaleźć córkę? Czy Bonnie żyje?


Nora nie funkcjonuje w społeczeństwie jak normalny i zwyczajny człowiek. Ukształtowała ją domieszka indiańskiej krwi, rodziny zastępcze, trzy nawroty choroby alkoholowej oraz traumatyczne wydarzenia sprzed piętnastu lat. To właśnie tam, w opowieści o wydarzeniach z przeszłości, szukajcie zrozumienia dla jej zachowania i postawy. Może to nie była najlepsza decyzja, może mogła podjąć inną, ale czy po takim dramacie byłaby skłonna kochać to dziecko i uśmiechać się do niego każdego dnia? Dziennikarz, któremu opowiedziała to, co jej się przydarzyło, był głęboko wstrząśnięty... Teraz jednak los daje jej szansę, by uratować córce życie. Kobieta dociera do faktów, których nie potrafi ze sobą powiązać. Jednak to właśnie ta łamigłówka przekonuje ją, że to nie jest zwykła ucieczka zbuntowanej nastolatki... 

Tropy prowadzą do coraz to nowych miejsc oraz osób, które przywołują w pamięci nory wydarzenia, o których wolałaby nigdy już nie pamiętać. Kamal stworzyła historię, w której nie brak dziwnych zbiegów okoliczności, pościgów, niespodzianek, a także tabunów ludzi, którzy poszukują Bonnie. Dlaczego nastolatka jest tak cenna? Tutaj nic nie jest jasne ani oczywiste. Nie wiadomo kto jest kim, kto kogo śledzi, komu można ufać...

Na drodze bohaterki staje wiele postaci - ochroniarze, lekarze, dziennikarze, nastolatki oraz właściciel głosu, który sprawia, że włoski na jej ciele 'stają dęba' a skóra cierpnie... Swoją postawą ogromnie zaskoczyła mnie siostra Nory - Lorelei. Czyż osoba walcząca o ochronę środowiska naturalnego nie powinna mieć więcej serca dla własnej siostry?

Powieść jest podzielona na pięć części, które stanowią jakby poszczególne etapy poszukiwań Bonnie. Ostatnio narzekałam na książkę ze zbyt długimi rozdziałami, a dziś odwrotnie - rozdziały są chwilami tak krótkie, że strasznie szatkują opowiadaną historię i utrudniają wdrażanie się w kolejne wydarzenia.

To dość przeciętny debiut. Początkowo byłam przekonana, że po zakończeniu lektury będę zachwycona, bowiem opowieść o Norze, jej przeszłości i zaginionej córce nabierała tempa. Z każdą stroną otrzymywałam nowe elementy układanki, pojawiały się ciekawe postacie, które wiele wnosiły, choć nie do końca było to oczywiste - idealny materiał dla czytelnika-detektywa. Ogromny potencjał spadł - w pewnym momencie - niestety, jakby po schodach piwnicznych... na łeb na szyję... Sama nie wiem co poszło nie tak, ale książka zaczęła być mniej intrygująca, nie na wszystkie pytania otrzymałam odpowiedź, zabrakło mi czegoś ulotnego, co dodałoby lekturze blasku czy adrenaliny ale w bardziej realnym rozumieniu, bowiem bohaterka stała się kobietą-ideałem, której żaden strzał czy katastrofa się nie imają... Nawet Bond bywał ranny...



Podsumowując - "Nieobecna" to kryminał, który charakteryzuje się oryginalnością fabuły oraz rozlicznymi tajemnicami. Opowieść o miłości rodzicielskiej wystawionej na próbę przez okrutny los i ludzi. Nie jest to wyśmienity debiut skłaniający do rozważań typowych dla książek przepełnionych grozą śmierci, ale bardziej studium psychiki ludzkiej, która została zwichrowana i próbuje się ustabilizować. Pomimo minusów, warto ją poznać, bo może Tobie spodoba się bardziej...? Wszak pomysł jest niezmiernie oryginalny.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Ewa Bauer "Kurhanek Maryli"



Autor: Ewa Bauer
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 2014
Liczba stron: 256











Z twórczością Ewy Bauer chciałam nawiązać bliższą relację od dawna, jednak zawsze coś innego bardziej zaprzątało moje myśli. "Kurhanek Maryli" zamieszkał ze mną od Targów Książki w Krakowie w 2014 roku, kiedy to nie tylko go kupiłam, ale i wzbogaciłam dedykacją autorki. Tytuł mnie intrygował, okładka fascynowała... A jak oceniam treść?

Los okrutnie zakpił z trzyletniej Martusi... Rodzice chcieli jej zrobić niespodziankę i kilka dni wcześniej odebrać od babci Rozalii, u której dziewczynka spędzała wakacje. Kupili wymarzony samochód i udali się prosto do Marcic, do córki. Nie dojechali... Jak na ironię dla kolejarza, którym był tata Marty, stracili życie na niestrzeżonym przejeździe kolejowym. W świadomości trzylatki na zawsze zapisał się obraz pogrzebu rodziców. Wychowała ją babcia i choć z pozoru wiodła szczęśliwe życie, to jednak wciąż myślała o tym, by uciec z tej wsi na końcu świata... Uciekła kiedy miała siedemnaście lat. Jak się to bohaterce udało nie zdradzę, ale kiedy spotkała Piotra myślała, że złapała szczęście za nogi. Nie wiedziała tylko jakie czeka ją życie u boku znanego lekarza. Nie miała pojęcia ile przyjdzie jej znieść, ile cierpienia ją czeka, ile poniżeń, bólu, tęsknoty. Jak ułoży się relacja małżonków? Jak poradzą sobie w roli rodziców? Na kogo Marta będzie mogła liczyć?

Małżeństwo Marty było pasmem niekończących się udręk. Mąż okazał się bezdusznym manipulatorem, dbał tylko o pozory a w stosunku do żony pokazywał prawdziwe oblicze. Chciał ją kontrolować na każdym kroku - to on decydował czy Marta może studiować, pracować, z kim może się spotykać. Narzuca jej swoje zdanie, trzyma niemal pod kluczem, izoluje. Marta ma koncentrować się na jego potrzebach, jemu podporządkować swoje życie i co najważniejsze dla męża - nie sprzeciwiać się jego decyzjom (w przeciwnym razie jest szantażowana bardzo skutecznymi argumentami). Co jest swobodą dla tej stłamszonej, zaszczutej i poniżanej kobiety? Łaskawa zgoda pana i władcy na wyjście po zakupy! Sprowadzona do roli służącej, ograniczana i szantażowana emocjonalnie. Zdradzana i dręczona. Uwięziona w związku, z którego nie ma ucieczki. Odtrącona przez teściów i bez szans na kontakt ze starowinką - babcią. Piotr nastawia wszystkich przeciwko żonie, opowiada o jej problemach zdrowotnych i tak manipuluje, by to on był wybielonym ideałem. Czy postawa Piotra w stosunku do Marty ma związek z jej przeszłością? Czy ta młoda kobieta będzie miała szansę osiągnąć jeszcze szczęście? I jaką rolę odegra w jej życiu tytułowy kurhanek?

"Kurhanek Maryli" to świetna powieść psychologiczna. W świecie, w którym tylko z pozoru wszystkie małżeństwa są szczęśliwe, relacje rodzinne idealne a przyjaźnie szczere autorka "wrzuca" na rynek książkę, która rujnuje te nasze teorie i pokazuje prawdziwy świat. Brutalny i jakże okrutny. Udowadnia, że często to życie wykreowane na ideał, w rzeczywistości takie nie jest. Mąż na stanowisku, piękny dom z ogrodem, dwa samochody, luksusy, pieniądze - to tylko fasada, za którą kryje się smutna prawda o braku miłości. Ewa Bauer opowiedziała historię, która ogromnie mnie wchłonęła, pokazała że jest wiele kobiet żyjących w małżeństwach na niby; jak wiele jest fałszu, udawania, szantażowania, któremu chcąc nie chcąc poddaje się matka, by ochronić dziecko bo nie zawsze może po prostu uciec. Ta powieść ma dla mnie szczególny wymiar. Jestem pod ogromnym wrażeniem sposobu, w jaki Ewa Bauer posłużyła się życiem Marty, by podarować czytelnikowi cały wachlarz emocji, momentami jakże skrajnych. Na przykładzie tej naiwnej kobiety czytelnik ma szansę analizy własnego życia, ma możliwość, by przemyśleć dotychczasowe wybory i zastanowić się czy były słuszne. Bo za te niewłaściwe, będziemy płacić jeszcze długo...

Podsumowując muszę zaznaczyć, że książkę czyta się doskonale - szybko, lekko (pomimo "ciężkiej wagi" problemów, bo jest napisana pięknym językiem) i z ciekawością. Autorka nie potępia zachowań bohaterów dając tym samym szansę na wartościowanie czytelnikowi. Pokazuje jednocześnie, ile może znaczyć powrót do korzeni, do lat szczęśliwego dzieciństwa, kiedy byliśmy kimś lepszym, dzieckiem bez skazy. Jak w prawdziwym życiu, nie tylko tym literackim, mamy uczucia miłości, przyjaźni i nienawiści. Komu i co podaruje los? Polecam gorąco "Kurhanek Maryli", bowiem zwraca uwagę na ważne kwestie a i zaskoczeń w niej nie brakuje!



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Cztery pory roku, Mini czelendż, 52 książki

wtorek, 9 lutego 2016

Elizabeth Flock "Emma i ja"




Tytuł oryginalny: Me & Emma
Tłumaczenie: Alina Patkowska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 304










Są takie książki, które niosą ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, które mają wręcz wywołać u czytelnika gęsią skórkę, cierpienie, ból, wzruszenie czy współczucie. Książki, które mają łatwy do odbioru przekaz, albo taki trochę ukryty. Najtrudniej czyta się te powieści, w których opisywana jest krzywda dziecka, bo to przecież najmłodsi są najbardziej bezbronni i ufni, choć czasami się zawiodą na dorosłych. Dziś właśnie chcę Wam opowiedzieć o takim problemie...

W małej mieścinie w Karolinie Północnej mieszka rodzina, w której żyje się biednie, ale szczęśliwie. Po wypłacie taty, który zajmuje się sprzedażą wykładzin, zawsze udają się na większe zakupy i tradycyjne picie oranżady. Mama jest rodzicem bardziej wymagającym, tata przymyka oko na pewne sprawy, potrafi też lepiej wysłuchać, przytulić i dać poczucie bezpieczeństwa. I takie wspomnienia taty ma ośmioletnia teraz Caroline (zwana też Carrie), bowiem któregoś dnia został on zastrzelony podczas napadu na dom. Od tamtego dnia, Caroline oraz jej sześcioletnia siostra Emma przekonują się, że może być tylko gorzej. Mama "musi" bowiem ponownie wyjść za mąż, bo nie radzi sobie z utrzymaniem domu i rodziny. Szkoda tylko, że jedynym kandydatem jest Richard, człowiek znikąd, który poniża żonę i dzieci. Który miewa napady agresji, wciąż pije piwo a dźwięk kolejno odrzucanych kapsli daje dziewczynkom pojęcie, jak bardzo już jest pijany... Kiedy Richard dostaje nową pracę na drugim końcu stanu, przerażone i zastraszone dzieci podejmują nawet próbę ucieczki z domu...Czy przymusowa przeprowadzka zmieni coś w ich życiu? Czy matka weźmie się za siebie i zacznie dbać o dzieci, by nie chodziły brudne, głodne i rozczochrane? Czy zrozumie, że jej rola polega na czymś więcej niż tylko przestrzeganiu Carrie, by się nie odszczekiwała ojczymowi i schodziła mu z drogi? Czy Libby da dzieciom miłość i poczucie bezpieczeństwa?

Są takie momenty, że to mała dziewczynka stara się dbać o matkę, pomaga jej w domowych obowiązkach a i tak wciąż słyszy wyzwiska, obelgi... Zresztą w wielu sytuacjach wie, że dostanie lanie i nawet już nie próbuje się nad tym zastanawiać, tylko korzysta z ulotnych chwil szczęścia, bo potem przecież i tak jakiś powód się znajdzie i znów nabędzie nowych zadrapań, guzów, oparzeń, siniaków czy strupów we włosach. Strach pomyśleć ile wokoło nas jest takich rodzin? A ile jest ludzi, którzy widzą takie zachowania, widzą krzywdę innych ludzi a tym bardziej dzieci i nie robią nic? W powieści też są tacy... potrafią tylko zapytać, by słysząc  odpowiedź zapewniającą, że jest dobrze, znów zacząć żyć swoim życiem ze spokojniejszym sumieniem...

"Emma i ja" to powieść obyczajowo-psychologiczna, napisana z perspektywy ośmioletniej Carrie, która jest narratorem tej książki. Prostym językiem opowiada o swoim trudnym życiu, szkole, gdzie dzieci jej dokuczają, podjęciu pracy u pana White'a, wizycie u koleżanki, w której domu dźwięk garnków i patelni podczas przygotowywania posiłku był fantastyczny, bo ze swojego domu go nie znała... Caroline opisuje swoje relacje z Emmą, odwagę młodszej siostry, ich świat i zasady w nim panujące, podobnie jak i we wspólnym pokoju.

Najbardziej poruszyły mnie opisy krzywd i razów wymierzanych dziewczynkom oraz karmienie ich psim jedzeniem, ich ucieczki, skradanie się, tworzenie całych planów, by ominąć jakoś kolejne krzywe spojrzenie rodziców. Bo wystarczyło spojrzeć nie tak jak oni tego oczekiwali i już można było się narazić na gniew... Kiedy i jak skończy się piekło, które urządza rodzinie Richard? Jak będą brzmiały odpowiedzi na pytania, które stawiałam podczas kolejnych czytanych stron?

Książka jest bardzo specyficzna i poruszająca. Nie wierzę, że człowiek który posiada serce a tym bardziej rodzinę czy dzieci nie odczuje w sposób szczególny tego, o czym przeczyta. Powieść wzbudza mnóstwo skrajnych emocji, ale - muszę napisać to szczerze - jest dość nudna. Możliwe, że jest to wynik faktu, że narratorką jest ośmiolatka i świat widziany jej oczami nie jest tak szeroki i nie obejmuje wielu rzeczy, które byłyby widziane z perspektywy dorosłego. Dziecko skupia się w życiu jednak na innych płaszczyznach, sprawach, ideałach. Zwykle, gdy książka jest bardzo interesująca to nawet gdy jestem zmuszona ją odłożyć, myślę o niej, intryguje mnie ciąg dalszy i czuję, jak dany tytuł mnie "przywołuje". W tym przypadku tak nie miałam. Owszem chciałam poznać zakończenie, ale nie odczuwałam potrzeby, by każdą chwilę poświęcić na czytanie.

A samo zakończenie? W zasadzie mogłabym podzielić je na dwie części. Część dotycząca Richarda - dla uważnego i wnikliwego czytelnika - okazuje się bardzo przewidywalna i w bardzo prosty sposób można się domyślić jej finału. Tu autorka nie zaskoczyła. Uczyniła to zaś w drugim przypadku, który nie do końca mogę opisać, bowiem zepsułabym Wam lekturę całej książki. Możliwe, że i tego można się domyślać, wszak Elizabeth Flock pozostawiła kilka drobnych wskazówek, jednak dla mnie stały się one jasne dopiero na końcu, dopiero po szokujących wydarzeniach. Tyle, że odczułam to jako pogrywanie autorki z czytelnikiem. Zabieg ten wywołał masę domysłów, szereg myśli biegnących i analizujących fabułę od początku, ale czuję się trochę.... oszukana.

Podsumowując jest to książka trudna, emocjonująca i opisująca najgorszą z możliwych krzywd - tą na dziecku. Dla mnie to powieść z półki "dobra", ponieważ zbyt wiele zabrakło jej, bym mogła czuć się w pełni usatysfakcjonowana lekturą. Jednak jeśli wiecie, że dacie radę przebrnąć przez opisy obrażeń na ciele ośmiolatki, obojętne czy czasem wrogie reakcje matki i szaleńcze ataki ojczyma, to sięgnijcie, bo może akurat to książka dla Was. A gwarantuję, że finał Was zaskoczy, choćby w połowie.







Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


niedziela, 15 marca 2015

Małgorzata Warda "Nikt nie widział, nikt nie słyszał..."



Autor: Małgorzata Warda
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2010
Liczba stron: 396












Według informacji, które udało mi się znaleźć w Internecie, w Polsce zgłaszanych jest rocznie około cztery tysiące zaginięć dzieci. Przecież to tylu (mniej więcej - dane z 2012 roku) właśnie mieszkańców liczy całe małopolskie miasto Alwernia czy nadmorska Łeba. Aż trudno to sobie wyobrazić. Tak wielu ludzi chce krzywdy dzieci. Porwania, morderstwa, przetrzymywanie, niejednokrotnie nawet gwałty. Przecież te małe i niewinne istoty powinny mieć spokojne i szczęśliwe dzieciństwo. Ich jedynym problemem powinno być to, jaką zabawką się pobawić czy jaką bajkę obejrzeć. Ale życie nie jest tak różowe...

Moje pierwsze poważne spotkanie z tematem porywania dzieci miało miejsce podczas lektury książki Nataschy Kampusch "3096 dni". To właśnie postacią Nataschy inspirowała się Małgorzata Warda pisząc swoją powieść. Czy warto ją przeczytać?

Lena od dzieciństwa nie ma łatwego życia. Wraz z ciężarną mamą i tatą zmienia miejsce zamieszkania, jednak coś się nie udało i rodzina musi zamieszkać w pralni. Ciężki to czas, kiedy rodzi się maleńka Sara. Niedługo potem matka zostawia córki i znika. Prawdopodobnie przytłoczona takim życiem. To młody ojciec musi zająć się dziewczynkami. I wiodą szczęśliwe wspólne życie, aż do czasu, gdy Sara osiąga wiek lat siedmiu. Wtedy to Lena odmawia wyjścia na gdyńskie podwórko i młodsza siostra idzie sama. I nigdy nie wraca... Co się stało? Czy Sara żyje? Gdzie jej szukać? Może porwała ją matka? A może jakiś psychopata? Tropów jest wiele, jednak bez świadków i tropów, policja ma utrudnione zadanie. Lena, mimo upływu dwudziestu lat, wciąż liczy na powrót siostry. Choć jak pokazuje jej historia, zniknięcie siostry wywarło na nią ogromny wpływ. Lena zajmuje się pozowaniem, głównie do aktów, podpisuje nawet kontrakty, które wiele pozostawiają do życzenia.

Agnieszka mieszka we Francji. Jest z pochodzenia Polką, którą matka oddała na wychowanie do opiekunki a odwiedzała ją rzadko. Ich kontakt nie był idealny, nie był nawet bardzo dobry. Agnes miała ufarbowane włosy i problemy w szkole, głównie z językiem. Po kilku latach matka zabiera córkę do Paryża, ponieważ ma już warunki do wychowywania jej. Agnieszka nie potrafi stworzyć z matką więzi, jaka przecież powinna łączyć tak bliskie sobie osoby. Każda z nich ma inne plany dotyczące kształcenia Agnes. Matka chce posłać ją do szkoły, ale dziewczyna chce śpiewać. Mimo sprzeciwu matki. Poza tym Agnieszka powoli odkrywa, że coś w jej życiu się nie zgadza. Odwiedza swoją dawną opiekunkę, szkołę a z faktów, które udaje jej się ustalić wnioskuje, że została porwana. A matka, nie jest jej matką. Czy to prawda? Gdzie ma szukać swojej prawdziwej rodziny? Jak sprawdzić czy ma rację?

Trzecią bohaterką powieści jest Monika, której historia najbardziej przypomina mi losy Nataschy Kampusch. Na początku grudnia strażnik rezerwatu przyrody w Łebie, zauważa na plaży kobietę. Ubrana nieodpowiednio do pory roku, nie reagująca na jego słowa. Okazuje się, że to Monika, która wiele lat temu została porwana w drodze ze szkoły do domu. Teraz mimo wolności, nie czuje się dobrze. Nie potrafi znów żyć normalnie. Po latach spędzonych w podziemnej piwnicy, na łasce i niełasce porywacza odczuwa "syndrom sztokholmski", czyli więź z oprawcą. Jak kobieta poradzi sobie w życiu na wolności? Kim tak naprawdę jest? Czy rzeczywiście nikt nie wiedział o jej uwięzieniu? A przecież zanim została porwana w domu porywacza była przetrzymywana inna dziewczynka...

Czy któraś z bohaterek jest zaginioną Sarą? To pytanie nieustannie pojawia się w głowie czytelnika, który przeżywa zawarte na kartach powieści historie. Odpowiedzi nie zdradzę, ale przyznaję, że finałowe rozstrzygnięcia są zaskakujące i ciekawe. Szczerze mówiąc, to liczyłam na inne zakończenie. Myślę, że ta powieść pomoże rodzicom w większym zwracaniu uwagi na przypadkowe osoby kręcące się przy placach zabaw. Uświadomi im, że wystarczy ułamek sekundy, by dziecko zniknęło z pola widzenia. Choć jak pokazuje przykład bohaterki Moniki, to jeśli ktoś będzie z uporem śledził dziecko, by je porwać to będzie cierpliwy i to zrobi.

"Nikt nie widział, nikt nie słyszał..." to na pewno powieść psychologiczna, która dostarcza ogromnej dawki emocji. Któż nie przejmie się losem dzieci? Autorka porusza do głębi sercem czytelnika fundując wzruszenie, szok, ale również zmuszając nijako do refleksji.

Co do samej książki, to bardzo trudno było mi się w nią całkowicie zagłębić. Początkowo strasznie myliły mi się historie Leny i Agnieszki i zaczynając czytanie drugiego dnia nie pamiętałam, która z nich pozowała, a która wychowywała się u opiekunki. Chwilami powieść mnie nudziła, zbędnymi - dla mnie - opisami czy zdarzeniami. Niektóre były zupełnie oderwane od reszty fabuły, nie istotne, lub tak opisane, że nie wiedziałam czy to myśli bohaterki czy sen, czy faktyczne wydarzenie.
Przyznaję, że jest to dobra książka, ale nie potrafię zafascynować się nią. Czegoś mi w niej zabrakło, nie wszystko zostało dopracowane tak, jak ja to lubię czytać. Choć czasu spędzonego z lekturą nie żałuję i książkę oczywiście polecam.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...