Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 maja 2021

Lucy Foley "Idealny ślub"

 
 
 
Tytuł oryginalny: The Guest List
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 24 lutego 2021
Liczba stron: 400





Ach, cóż to ma być za ślub... Myśli niejedna panna planując i marząc o swoim wymarzonym dniu... Patrząc na okładkę przypominał mi się czas sprzed ponad dekady, kiedy to przymierzałam liczne suknie poszukując tej najpiękniejszej. 


W powieści Lucy Foley miało być podobnie. Idealnie. Wszystko ma być najlepsze, nie licząc się z kosztami, bowiem państwo młodzi są znanymi osobami. Ślub i przyjęcie zostały zaplanowane na wyspie u wybrzeża Irlandii. O najmniejsze detale zadbała organizatorka ślubów Aoife pod czujnym okiem panny młodej - Jules. 


Banał, prawda? Nuda powiecie... Otóż początkowo faktycznie nie ma szału, bowiem na wyspie pojawiają się pierwsi goście, toczą się liczne rozmowy, obserwujemy wzajemne relacje, pretensje czy przewiny. Jednak akcja z dnia ślubu przeplata się z dniem go poprzedzającym oraz z wydarzeniami, które nastąpiły w trakcie przyjęcia weselnego. I tu właściwe dzieje się najwięcej, bowiem znaleziono TRUPA!
 
Krzyk przerażenia niesie się po wyspie, na której pośród mroku, wichury i szalejącej burzy weselnicy muszą zmierzyć się z prawdą i odkrywaną stopniowo iluzją...

Oczywiście każdy czytelnik próbuje odgadnąć jego tożsamość. I nawet, gdy już się dowiemy, zagadką pozostaje fakt kto zabił, bowiem jest tak wielu podejrzanych... Wcale nie mam tutaj na myśli wszystkich gości weselnych, tylko to, że prawda o trupie zabolała zbyt wielu z nich... Ich zarzuty wobec zabitego dostrzeżemy w początkowych dwustu stronach książki (które wcześniej uznajemy za nudę), kiedy to poznajemy życie bohaterów i zdajemy sobie sprawę, że każdy coś ukrywa.

Potem wszystko zaczyna się łączyć i przerażać.
Tajemniczy liścik w skrzynce Jules.
Dziwne zachowanie Willa.
Przeszłość Olivii.
Prawda uderzająca w Johnno.
Tajemnice Charlie'go.
Ale to nie wszystko... I nie wszyscy...
Spróbuj zgadnąć i Ty...


Autorka stworzyła bardzo ciekawą i nietypową historię, w której miała być perfekcyjna ceremonia ślubna celebrytów a skończyło się na morderstwie - jak dla mnie doskonałym! Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, takiego motywu, tego sprawcy. Początek książki doceniłam dopiero pod koniec, kiedy wszystkie szczegóły napływały próbując przegonić mrok. Bez skutku. Nie ma szans, by odgadnąć prawdę, dopóki autorka sama nie zechce jej wyjawić. Bynajmniej ja nie odgadłam.

Powieść jest napisana z naprzemienną narracją kilku postaci, co sprawia że chwilami robi się mętlik, ale obserwujemy wydarzenia z różnych perspektyw i poznajemy tajemnice tych, którzy je ukrywają i tych próbujących je odkryć.

 
Podsumowując - przeplatające się płaszczyzny czasowe w "Idealnym ślubie" powodują jeszcze większe zainteresowanie wydarzeniami a kolejne rozdziały ukazują głęboko skrywane tajemnice bohaterów. Poznajemy je na urokliwej, choć surowej wyspie, pośród bagien i opuszczonych domów. To tam dowiemy się o rozstaniach, oszustwach, próbach samobójczych, samotności, miłości matki do dzieci, zemście czy braku skruchy. Warto sięgnąć!





Książka przeczytana w ramach marcowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję
 
 


wtorek, 31 marca 2020

Christina Baker Kline "Sieroce pociągi"





Tytuł oryginalny: Orphan Train
Tłumaczenie: Berenika Janczarska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 2014
Liczba stron: 370
Seria: Szmaragdowa seria





W latach 1854-1929 ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych w specjalnych pociągach na Środkowy Zachód, wyruszyło ponad dwieście tysięcy dzieci. Były to sieroty, którym Children's Aid Society szukało domów. Funkcjonowało wtedy określenie 'sieroce pociągi', które nie zawsze wiozły dzieciaki do domów pełnych miłości.


Spruce Harbor, Maine 2011
Molly Ayer nie lubi być wciąż od kogoś zależna, nie może doczekać się tego, że za kilka miesięcy będzie pełnoletnia i będzie mogła sama o sobie decydować. Przez dziewięć lat była w kilkunastu rodzinach zastępczych a w obecnej wciąż dochodzi do starć. Została złapana podczas próby kradzieży książki z miejskiej biblioteki i teraz musi odrobić pięćdziesiąt godzin prac społecznych, jeśli nie chce trafić do poprawczaka. 

Dzięki swojemu chłopakowi dostaje szansę, by w ramach tego zadania posprzątać strych pewnej staruszki. Mająca dziewięćdziesiąt jeden lat Vivian zgromadziła tam gazety, ubrania, książki, bibeloty i mnóstwo innych rzeczy w pudłach. Molly narzeka, że wciąż nie widać efektów jej pracy, ale z czasem zaczyna rozumieć, że nie chodziło o wyrzucenie tych rzeczy, ale o to, by Vivian mogła powspominać. Kolejne dni wspólnej pracy i wspomnień snutych przez staruszkę pokazały, że kobieta pragnęła po prostu wziąć je do ręki i przypomnieć sobie ich historie. Jaka będzie więź, która zrodzi się między Molly i Vivian?


Minnesota, 1929
Po kilku dniach podróży pociąg wiozący grupkę sierot, zatrzymuje się w Milwaukee a potem na kolejnych stacjach, gdzie ustawione w rzędzie jak zwierzęta, są pokazywane potencjalnym 'rodzicom'. Główną bohaterką w tej części jest dziewięcioletnia Niamh, dziewczynka która przybyła do USA z Irlandii wraz z rodzicami i rodzeństwem. Teraz jednak los przygotował dla niej kilka domów, w których na próżno będzie szukała ciepła, miłości, posiłku czy ubrania. Trafiła w miejsce, gdzie oczekiwano od niej pracy, oferując tylko wychodek, siennik w korytarzu i kłódkę na lodówce. W kolejnym domu było tylko gorzej - brud, wszy, zimno, smutne i zaniedbane maleńkie dzieci, obowiązki ponad miarę dla małej dziewczynki i jeszcze niewłaściwe zachowanie pana domu.

Kilkukrotnie zmieniała imię, dom, oczekiwania i liczyła na lepszą przyszłość. Wracała myślami do wczesnego, szczęśliwego dzieciństwa i nie mogła uwierzyć, że życie tak bardzo się na nią uwzięło. Zdana na łaskę i niełaskę dorosłych, skazana na kłamstwa dorosłych zaczyna rozumieć, że oni troszczą się o innych tylko wtedy, gdy czegoś od nich oczekują. Tego właśnie doświadczyła. Jak potoczyło się jej życie? Czy znalazła upragnioną miłość, prawdziwy dom i rodzinę?



"Sieroce pociągi" to niezmiernie poruszająca książka. Nie wiem czy znajdzie się osoba, która podczas lektury nie uroni ani jednej łzy. Jest to historia, która pokazuje losy dwóch bohaterek - młodej Molly oraz staruszki Vivian. Początkowo wydaje się, że między nimi nie ma szans narodzić się nić porozumienia, bowiem dzieli je wszystko. Jednak z czasem okazuje się, że pozory mylą a te dwie kobiety mimo różnicy pokoleń łączy naprawdę dużo. Okazuje się, że mają wspólne przeżycia, podobną przeszłość, traumatyczne losy i dlatego tak świetnie im się rozmawia. Jestem zaskoczona, jak bardzo zbliżyły się do siebie i do jakich działań to doprowadziło. 

Christina Baker Kline pisząc powieść korzystała z wielu źródeł, rozmawiała ze staruszkami, którzy podróżowali tamtymi pociągami. Dlatego tym bardziej wiarygodna jest ta lektura. Pokazuje wiele prawd, krzywd, tęsknoty, bólu, strachu i kres sił tych dzieciaków, gdy byli zmuszani do ciężkiej pracy, nie mając zabezpieczonych podstawowych potrzeb człowieka. Chcieli być wdzięczni, chcieli darzyć szacunkiem i miłością. Ale nie było im to dane. Czasami nigdy.


Tym razem nie będzie podsumowania. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać. Jest trudna, ale niezmiernie wartościowa. Gorąco Wam ją polecam i zostawiam z dwoma cytatami.

"Czasem łatwiej jest spróbować zapomnieć." *

"Pod skórą staruszki odkryła dziewczynkę, która bardzo chce opowiedzieć swoją historię."**





* Ch. Baker Kline, "Sieroce pociągi", Czarna Owca, Warszawa 2014, s. 224
** Tamże, s. 232





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki




Za pożyczenie książki dziękuję Magdalenardo :)

sobota, 30 listopada 2019

Daria Skiba "Nasze jutro"





Autor: Daria Skiba
Wydawnictwo: Vectra
Data wydania: wrzesień 2018
Liczba stron: 360
Seria: Uwolnij mnie tom 2


Kto nie czytał powieści "Uwolnij mnie" niech nie czyta 3 pierwszych akapitów mojej recenzji




Daria Skiba to niepozorna długowłosa blondynka, która przygodę z pisaniem rozpoczęła od bloga a aktualnie zabawia się uczuciami czytelników, mrożąc im krew w żyłach swoimi powieściami. To już moja trzecia książka młodej pisarki, koniecznie musiałam poznać dalsze losy Diany i Alana z debiutu Darii, czyli książki "Uwolnij mnie".

Osiemnastoletnia Majka wyjechała z rodzicami do Gdańska, by spotkać się na warsztatach kuglarskich z młodymi ludźmi z grupy Lumos. Od dziecka jest zafascynowana pokazami ogniowymi i marzy, by dołączyć do wrocławskiej Enigmy, dlatego na gdańskich warsztatach zamierza podszkolić swoje umiejętności. Poznani tam Kornelia i Szymon jeszcze pojawią się w jej życiu... Zwłaszcza on - tajemniczy chłopak z trudną i bolesną przeszłością, który na myśl o Majce zaczął się uśmiechać. Co zrodzi się między nimi?

Rodzice Majki mają do spełnienia w Gdańsku inną misję - zamierzają skoczyć razem na bungee z 90-metrowego żurawia. Czy Dianie uda się pokonać lęki Alana? Tak, to właśnie oni są rodzicami Majki. Minęło wiele lat od koszmaru jaki stał się udziałem Diany, od traumy jaką zafundował jej Patryk. Do równowagi dochodziła przez długi czas a mąż dzielnie ją wspierał w domu i na terapiach, jednak od czasu pobytu w Gdańsku koszmar powraca... Diana wciąż widzi Patryka i zaczyna panikować w miejscach publicznych a co za tym idzie, martwi się o bezpieczeństwo córki.
Moją uwagę zwróciła niesamowita relacja Diany z córką, świetny kontakt, przyjaźń i zaufanie.

"To ona sprawiła, że nasze jutro w ogóle miało szansę zaistnieć." * [Diana o córce]

Jednak dobra książka nie byłaby dobrą książką, gdyby wszystko układało się cudownie, pozytywnie i z uśmiechem bohaterów na twarzach. Chociaż początkowo myślałam, że właściwie to nic nadzwyczajnego się nie dzieje... Ale od czego są zaskoczenia?! I ironia losu...
Daria Skiba spokojne życie rodziny zmienia w coraz większy koszmar, choć nie funduje nam takich przeżyć jak w przypadku pierwszej części tej historii opisanej w debiucie.

"...wszystko jest możliwe, trzeba w to tylko mocno wierzyć." **


Temat choroby bliskiej osoby i świadomość, że odwiedzam ją by się właściwie już tylko pożegnać, jest mi doskonale znany i wciąż dla mnie trudny, dlatego ten wątek bardzo mocno mnie poruszył. Trudna przeszłość Szymona nie była łatwą dla osoby wrażliwej a od momentu, gdy rodzice Majki zobaczyli jej chłopaka... zaczęła się karuzela zdarzeń, która wirowała coraz szybciej. Owszem część pomysłów autorki można było przewidzieć, ale czy wszystkie? Przekonajcie się sami, obowiązkowo sięgając najpierw po "Uwolnij mnie" a dopiero później po niniejszą powieść "Nasze jutro". Gwarantuję, że emocji Wam nie braknie.

"Łzy nie są objawem słabości, a powoli odradzającej się siły, 
która została uśpiona w naszych ciałach." ***

Daria Skiba opowiedziała historię, w której przekonujemy się jak to jest, gdy czujemy się winnymi czyjejś śmierci, gdy tragedie z przeszłości znaczą naszą teraźniejszość oraz przyszłość i mimo wsparcia wcale nie jest łatwo się od nich uwolnić. Czasami kilka minut potrafi zaważyć na naszym życiu, odmienić go całkowicie a potem ponosimy konsekwencje podjętych wtedy decyzji.

Na przykładzie Diany autorka pokazała nam, że przechowujemy zdjęcia dotyczące nie tylko dobrych czy miłych chwil, ale tak naprawdę wyrzucenie ich nic nie da, bowiem znajdują się w naszych sercach i umysłach. W książce pada bardzo ważne pytanie - czy można zrezygnować z miłości, tylko dlatego, że ktoś tego od nas oczekuje. Jakie jest Wasze zdanie?


"Czasami nie tylko czyny świadczą o naszej odwadze i dojrzałości, ale nawet same słowa. Wypowiedziane w odpowiednim momencie potrafią zdziałać cuda, podobnie jak cisza, 
kiedy jest potrzebna." ****


Podsumowując - "Nasze jutro" to opowieść o pragnieniu bycia lepszym dla drugiej osoby,  kształtowaniu własnej drogi, strachu, zagubieniu i zakopanym uczuciu. O ludzkich słabościach, poranionej duszy, konieczności przezwyciężenia własnych traum dla szczęścia dziecka, poczuciu winy, walce z demonami, ale przede wszystkim o różnych odcieniach miłości - młodzieńczej w przypadku nastolatków, dojrzałej, trwałej, wieloletniej i dodającej sił w przypadku życiowego partnera oraz nierozerwalnej więzi matki z dzieckiem. Serdecznie polecam!




* D. Skiba, "Nasze jutro", Vectra, Czerwionka-Leszczyny 2018, s. 146
** Tamże, s. 35
*** Tamże, s. 219
**** Tamże, s. 284



"Uwolnij mnie"
"Nasze jutro"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję


wtorek, 12 lutego 2019

Daria Skiba "Uwolnij mnie"





Autor: Daria Skiba
Wydawnictwo: Vectra
Data wydania: maj 2018
Liczba stron: 340










Daria Skiba to blogerka, która wkroczyła na drogę pisania na większą skalę. Jej debiutanckie "Uwolnij mnie" czekało na mnie od krakowskich Targów Książki 2018, ale miałam przeczucie, że na TAKĄ historię trzeba mieć odpowiedni nastrój. Dlaczego? Postaram się wyjaśnić tym, którzy jeszcze nie słyszeli, nie mieli czasu by sięgnąć, omijali z jakiegoś powodu... Nie warto zwlekać!

 "Życie to tylko garstka ulotnych chwil, które, niewykorzystane, opuszczą nas na dobre." *

Nieśmiała i zagubiona Diana, trzy lata temu wyrwała się na studia do wielkiego miasta. Rozpoczynając pracę, by sobie dorobić, poznała Patryka i wpadła w jego sieć kłamstw, oszustw. Przez długi czas nie zdawała sobie sprawy z tego, że to ona go utrzymuje, że to alkoholik stosujący używki a 'chlebem' codziennym są u niego poniżenia i kradzieże. A kiedy już to zrozumiała, nie mogła się wyrwać z tego związku, ot tak. Nie pozwolił jej. Zresztą kto by pozwolił, skoro żył jak król na jej rachunek...

Co musiało się zdarzyć, że dziewczyna wysłała do swojego przyjaciela Alana SMS-a o treści: Uratuj mnie? Jak zareaguje na jej wyjazd do Irlandii -do rodziny Alana - Patryk? Czy ten krótki odpoczynek doda jej wystarczająco dużo sił, by zawalczyła o swoje szczęście?

Trudna teraźniejszość z Patrykiem jest przeplatana trudnymi wydarzeniami z przeszłości ich związku. Włos się na głowie jeży... Później przeżywamy odskocznię od stresu i poniżania 'będąc' wraz z Dianą w Irlandii, śledzimy za to iskry, które przeskakują między przyjaciółmi. Powrót do Polski związany jest z kolejną dawką emocji, próba ostatecznego rozstania i ... Kiedy właściwie wszystko się wyjaśniło, zrobiła się wręcz sielanka, pomyślałam: 'No dobrze, ale to dopiero połowa książki! Co Daria napisała na pozostałych kartach?'. Otóż to co nastąpiło potem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania! Nie spodziewałam się, że TAKA historia siedzi w głowie tej blond blogerki. Tak, ja wiem, że oczekujecie smaczków, szczegółów, ale na moim blogu ich nie znajdziecie. Nie zdradzę nic więcej.

Napiszę tylko tyle - koniecznie musicie przeczytać ten sensacyjny debiut! Ja już najchętniej sięgnęłabym po kontynuację :)

"Książki są niesamowite, dają nam kolejne życia, za którymi tęsknimy i do których uciekamy, by zawsze na końcu pokazać nam, że najważniejsze i najpiękniejsze jest nasze własne." **

Powieść z gatunku New Adult zawiera wiele scen, które wywołują śmiech, łzy, ale i wybuchy złości... Jakże ja przeżywałam lekturę, ale tak powinno być. To dla mnie wyznacznik tego, że mi się podoba. A tajemnice i zaskoczenia jak historia Alana czy święta Diany z 2015 roku są dodatkowym atutem. Podobnie jak opisy zbliżeń - zarówno te delikatne jak i brutalne, autorka oddała niezmiernie realistycznie.

Daria Skiba na czas mojego czytania "Uwolnij mnie" przeniosła mnie do innego świata - do krain: polskiej i irlandzkiej. W obu panują nierówne próby dążenia do szczęścia. W obu bohaterowie starają się o szczęście każdego dnia, marzą o udanej przyszłości, morzu miłości, bliskości z ukochanymi osobami a często spotyka ich zejście do piekła na ziemi...
Jeśli wszystkie książki Darii Skiby będą tak emocjonujące, wciągające jak wir trąby powietrznej to ja już po lekturze debiutu staję się murowaną czytelniczką. Brawo!


"Podjętych w życiu decyzji nie można żałować, należy nauczyć się z nimi żyć i je w pełni akceptować. Tylko wtedy można osiągnąć spokój ducha." ***


Podsumowując - "Uwolnij mnie" to powieść o destrukcyjnych związkach, błędach, zdradach, ogromnie trudnych decyzjach, szantażu emocjonalnym i miłości, która zaślepia. Zaskakująca historia niosąca wiele bólu, cierpienia i niezbyt wyczekiwane niespodzianki. Toksyczny partner, próba odrodzenia się, symbolika wyzwolenia, ukryta na dnie serca cząstka dobra, która w kluczowym momencie ratuje innych. Nadzieja, pragnienie szczęścia, deklaracje miłości, euforia mieszają się z rozpaczą, żalem, strachem i zagubieniem. Polecam!




P.S. Moje totalnie prywatne podziękowania kieruję do Darii - dzięki za nieświadome obdarzenie sióstr Alana imionami mojej córy i moim :)


* D. Skiba, "Uwolnij mnie", Vectra, Czerwionka-Leszczyny 2018, s. 8
** Tamże, s. 66
*** Tamże, s. 208-209



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


czwartek, 3 sierpnia 2017

Mia Sheridan "Bez uczuć"



Tytuł oryginalny: Ramsay
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2 sierpnia 2017
Liczba stron: 392










Mia Sheridan dała mi się poznać jako autorka powieści "Bez słów" oraz "Bez szans". Już pierwsza z nich wprowadziła mnie w specyficzny stan upojenia lekturą, który przez kilka tygodni nie mijał. Jeszcze na długo po zakończeniu czytania miałam w głowie historię i na nowo przeżywałam losy bohaterów. Druga książka też mi się podobała, ale nie zrobiła tak wielkiego wrażenia. Po "Bez winy" nie miałam okazji sięgnąć, ale "Bez uczuć" musiałam poznać. Jak odebrałam opowieść z irlandzkim slangiem w tle?

Lydia De Havilland ma szesnaście lat i jest córką multimilionera. Ich posiadłość w Greenwich była imponująca, ale przecież nie jedyna pośród nieruchomości bogatego ojca. Dziewczyna jest przywódczynią grupy bogatych i rozpieszczonych panienek, które obgadują innych i skupiają się wyłącznie na byciu pięknymi. Może to wina faktu, iż wychowuje się bez matki a na macochę nie do końca może liczyć? Jej uwagę zwraca pracujący w ogrodzie chłopak i każdego dnia wnikliwie go obserwuje...
...Brogan Ramsay jest siedemnastolatkiem, który trzy lata temu wraz z ojcem i młodszą siostrą przyjechał do Ameryki z Irlandii, po tym jak zmarła jego matka. Mieli tutaj wieść lepsze życie... ale wszystko się posypało, gdyż ojciec zacząć pić. Brogan przejął wtedy na siebie jego obowiązki ogrodnika Havillandów, by zapewnić rodzinie byt. Robił to głównie dla siostry, choć i tak krwawiło mu serce - Eileen nie mogła chodzić, wciąż miała na nogach szyny. Czy kiedykolwiek będzie mogła zatańczyć? Czy zdolności matematyczne chłopaka pomogą mu w ratowaniu bliskich?

Nastoletni pomysłodawca, z pozoru niewinna chęć pocałunku, tylne drzwi do stajni i poryw, który na zawsze odmieni ich życie. Niezwykły pierwszy raz, fascynacja, emocje, badanie własnych ciał i reakcji na polowym łóżku i nagle... do pokoju wtargnęło dwóch młodych zagniewanych ludzi. Jednym z nich był Stuart - brat Lydii. Wydarzenia spowodowały, że czytałam z zaciśniętą pięścią...
Po tym co się wydarzyło Brogan obiecał sobie, że już nigdy i nikogo nie będzie o nic błagał.

Minęło siedem lat w czasie których Lydia i Brogan nie widzieli się, ale w głębi dusz i serc nadal pamiętali tamte chwile. Ich życie uległo ogromnej zmianie. Firma dwudziestotrzyletniej panny De Havilland stoi na skraju bankructwa a ona nie wie, że wkładając każdy grosz z własnej pensji i tak walczy z wiatrakami. Dlaczego? Zapytajcie Stuarta... to z jego winy plan Brogana o zemście może wreszcie zostać wcielony w życie. Zwłaszcza że młody i przystojny mężczyzna stał się innym człowiekiem. Jest wyrachowany i nie cofnie się przed niczym, by ukarać winnych jego poniżenia sprzed lat ukrywając jednocześnie to, co robił przez minione lata.

Los bywa przewrotny, serca pamiętliwe a używki i kłamstwa niszczą to, co piękne. Doświadczają tego bohaterowie powieści - Lydia i Brogan. To oni są głównymi postaciami w tej "bajce", kolejne rozdziały są ich naprzemiennymi pierwszoosobowymi narracjami. Nie zabrakło tu ciekawych i nietuzinkowych bohaterów drugiego planu - Fionn, Daisy, Courtney, Eileen czy choćby Stuart.

Tak naprawdę zastanawiam czy na czoło powieści wysuwają się nasi "zakochani" czy może powinnam skupić się na tym, że głównym bohaterem jest ktoś inny - Emocje! Powieści Sheridan są zawsze nimi przepełnione, to aż namacalne. Nie sposób nie wyobrazić sobie tego co autorka opisuje - wrażenia, wygląd, zachowanie czy też uczucia. W każdej chwili doświadczałam cudu jej stylu i głębi, której trzeba się doszukać i zrozumieć. 

Mia Sheridan ustami bohaterów przekazuje nam wiele mądrych zdań, nad którymi nie sposób przejść obojętnie. Czy jest ktoś, kto choćby na chwilę się nie pochylił? Nie przemyślał? Nie odniósł do siebie? Nie wyciągnął dobrej rady? Po cichu liczę, że nie.
"Bez uczuć" dobitnie pokazuje, że każdy nasz wybór niesie za sobą konsekwencje i od nas samych zależy co zrobimy z życiem. Czasami przyznamy się przed sobą, że jesteśmy łotrami a czasem będziemy to skrzętnie ukrywać i działać na szkodę bliskich... jak jeden z bohaterów.

Powieść jest napisana według schematu typowego dla Sheridan, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało w delektowaniu się każdą stroną. Zwłaszcza, że po lekturze Prologu liczyłam, iż tym razem nie będzie walki: miłość kontra nienawiść... Myliłam się. Te dwa uczucia stoczyły w książce wiele bitew a płynną granicę między nimi dało się odczuć.
Jednak duży nacisk Sheridan położyła też przemianę człowieka oraz uczucia targające nim w różnych sytuacjach, czasem niemal bez wyjścia. Jest krew i łzy, miłość, namiętność, ale i trzaskanie drzwiami czy ucieczki. Jet użalanie się nad sobą, zemsta, poczucie winy a także przebaczenie. Tylko kto komu powinien przebaczyć? Nie bądźcie tego zbyt pewni, bo akcja niejednokrotnie jeszcze zawróci Wam w głowie a prawda wstrząśnie jak w shakerze. Nie wszystko w powieści jest czarne lub białe - pamiętajcie moje słowa :)

Podsumowując, "Bez uczuć" to kolejna powieść Mii Sheridan, która daje literacką rozkosz i czytelniczego kaca. Boski Brogan, naiwna Lydia i bezmyślny Stuart stanowią mieszankę wybuchową, dzięki której lekturę czyta się z radością. Uwypuklone uczucie miłości nie może istnieć bez zaufania ale zostaje stłamszone przez kłamstwa, niedopowiedzenia i brak szczerości. Bieda i bogactwo naprzemiennie plotą losy bohaterów a irlandzki slogan rozbawia w najtrudniejszych chwilach. Gorąco polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


piątek, 14 lipca 2017

Anna McPartlin "To, co nas dzieli"




Tytuł oryginalny: The Space Between Us
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: czerwiec 2017
Liczba stron: 416









Twórczość Anny McPartlin była mi od dawna polecana przy okazji wszelakich konkursów czy też zapytań o autorów, których nie znam a warto... Jakoś nie mogłam się czasowo tak ustawić, by sięgnąć po "Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu" czy "Ostatnie dni Królika", ale kiedy w nowościach pojawiło się "To, co nas dzieli" pomyślałam, że to jest ten moment. Czas poznać jak pisze irlandzka autorka. Jakie są moje wrażenia?


wakacje roku 1990; Dublin
Lily Brennan i Eve Hayes są przyjaciółkami, które los rozdzielił tego lata. Lily zarabia w restauracji na czesne do college'u, gdzie wybiera się po wakacjach, zaś Eve została w rodzinnej miejscowości i podnosi na duchu chłopaka Lily. Dziewczyny piszą do siebie listy pełne tęsknoty i opowieści o tym, co u której słychać w sprawach egzaminów, pracy, pasji oraz spraw sercowych - typowe przeżycia nastolatek. Listy te zostały zamieszczone na początku każdego rozdziału książki.

To było jednak ich ostatnie wspólne lato... Przyjaźń od pieluch zakończyła się na dwadzieścia długich lat... Dlaczego? Autorka tylko sygnalizuje drobnymi wtrąceniami, że coś się wydarzyło. Że ktoś popełnił błąd. Że ktoś powiedział prawdę. Że ktoś stracił przyjaźń. Że wystarczyło porozmawiać a nie zamykać się w kokonie ciszy i izolacji.


Rok 2010; Dublin
Po wielu latach na obczyźnie, gdzie robiła karierę, Eve wraca do domu. Porządkuje dom po śmierci ojca; wspomina przeszłość i jakże szczęśliwy czas. Pod wpływem nostalgicznego nastroju poszukuje w internecie informacji o Lily, bowiem bardzo brakuje jej przyjaciółki. Zaczyna spotykać się ze swoją miłością sprzed lat - Benem, choć jest żonaty to Eve nie potrafi zapomnieć. Podczas jednej ze schadzek dochodzi do wypadku - samochód prowadzony przez pijanego kierowcę potrąca parę idącą drogą... W szpitalu Eve spotyka Lily i nagle świat się dla niej zmienia. Kobieta nie ma pojęcia co dzieje się z Benem, ale właśnie wtedy uświadamia sobie, że naprawdę go kochała. Szkoda, że tak późno...
Czy dawne przyjaciółki odbudują swoją relację? Czy będą szczere? Jak potoczą się ich losy?


McPartlin skupiła się w swojej powieści na przyjaźni. Na pierwszym planie umieściła przyjaźń Eve i Lily, dwie jakże różne osobowości. Lily zawsze była delikatna, uwielbiająca się śmiać, ciepła i troskliwa. Znajomi mówili o niej "słoneczko", bowiem zawsze była bardzo pogodna. Uwielbiała pomagać innym, nawet kosztem własnego czasu wolnego. Marzyła o medycynie, jednak ponad swoje marzenia postawiła miłość do Declana... Czy było warto? Moim zdaniem ten związek od początku był toksyczny, zabijał w niej radość życia, przytłaczał. Declan był brutalny w łóżku, nie dawał jej pieniędzy ale nie chciał też, by pracowała. Wymagał punktualnych posiłków a dwukrotne - w ciągu dwudziestu lat - spóźnienie się z kolacją wywoływało ogromne kłótnie.... Na śniadania Lily każdemu z członków swojej rodziny robiła coś innego, bo tak lubili... Żyła jak robot, ale dzięki spotkaniom z Eve znów ma energię i siły, by stać kimś, kogo sama będzie szanować. Nie chce już być na każde zawołanie, nie chce być kontrolowana, strofowana, zmuszana. Nie chce wyrzekać się przyjaciół...

Po drugiej stronie stoi Eve - zimna i wyrachowana bizneswoman, szczera do bólu, beztroska i pewna siebie. Otwarta i samolubna, nieomylna i mówiąca wprost co myśli. Jej życie było dokładnym przeciwieństwem życia dawnej przyjaciółki. Z uwagi na to, że była sama, mogła robić co i kiedy chciała. Jej codzienność była poświęcona tylko i wyłącznie pracy. Teraz wszystko się zmieniło. Jest przykuta do łóżka, zdana na łaskę innych, ale nie traci pogody ducha, stara się walczyć pomimo kolejnych ciosów wprost w serce. Brat i przyjaciele (to kolejne aspekty tej więzi ukazane przez autorkę) wciąż gromadzą się przy jej łóżku i wspierają. Dzięki temu Eve ma siłę pomyśleć też o tym, by pomagać innym.

Książka pokazuje też jak wygląda życie w krajach objętych wojną, jak są postrzegani homo- lub biseksualiści, jaki wpływ na ludzi mają toksyczne związki, dlaczego czasem trzeba ukryć zdradę pod wymyślonym kłamstwem, jaki wpływ na dorosłe życie ma przemoc rodziców względem dzieci a także jak bardzo wydarzenia z przeszłości rzutują na przyszłość. Zawsze jest jednak iskierka nadziei na lepsze jutro.

Pewnie zastanawiacie się co wydarzyło się latem 1990 roku... Tego nie zdradzę. Autorka bardzo długo ukrywała prawdę przed czytelnikami. Pojedyncze sygnały, które pojawiały się co jakiś czas dawały impuls, który rozpoczynał proces myślowy - próbowałam domyślić się prawdy... Udało mi się to w połowie... Nie do końca spodziewałam się takich rewelacji... Ale ucieszyło mnie to, że ostatecznie przydało się to czegoś innego :) Tak, wiem piszę zagadkami, ale nie mogę ujawnić Wam szczegółów... Sami musicie je odkryć.

Czy twórczość Anny McPartlin stanie się moją ulubioną po tym pierwszym spotkaniu? "To, co nas dzieli" początkowo mnie nieco nudziła, nie mogłam wciągnąć się mocno w fabułę do tego stopnia, by trudno mi było odłożyć lekturę. Nie ciągnęło mnie też, by po nią sięgnąć w każdej wolnej minucie... Dopiero kiedy akcja się rozkręciła, czułam że muszę teraz, już, natychmiast poznać zakończenie... Jest to powieść lekka, ale oparta na autentycznych wydarzeniach.
Dlatego ujmę to tak - koniecznie muszę poznać inny tytuł pióra irlandzkiej autorki, licząc jednocześnie na więcej Irlandii w irlandzkiej opowieści :)





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

wtorek, 21 czerwca 2016

Cecelia Ahern "Miłość i kłamstwa"




Tytuł oryginalny: The Marble Collector
Tłumaczenie: Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: maj 2016
Liczba stron: 416









Każdy człowiek ma jakieś hobby, jakąś pasję, której poświęca czas (a jak nie ma to koniecznie powinien się o to postarać, dla zdrowia psychicznego!)... Jedni czytają książki, inni zagłębiają się w genealogię rodziny, jeszcze inni nabijają kilometry biegając, jeżdżąc czy pływając... Można coś zbierać lub podróżować. Możliwości jest ogrom i każdy z nas w tej jednej szczególnej dziedzinie czuje się spełniony, hobby daje nam radość i "minutkę" zapomnienia o realnym życiu i jego problemach. Zdarzają się jednak sytuacje - jak dla mnie dziwne i niezrozumiałe - kiedy najbliższe nam osoby ukrywają przed nami swoje pasje... Kryją się z marzeniami, pragnieniami, prowadzą podwójne życie... Wstydzą się?

Przedstawiam Wam Fergusa Boggsa, człowieka przed sześćdziesiątką, który z powodu skutków przebytego udaru (niedowład prawej strony) przebywa w domu opieki. Mężczyzna stracił częściowo pamięć - doskonale przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, ale zupełnie nie potrafi określić co działo się w ostatnich dwóch latach przed udarem. Nie pamięta też swojej największej pasji, choć zaczęła się gdy miał pięć lat. Dlaczego? Czyżby z jakiegoś powodu wyparł ją z podświadomości? A może to ciemny pokój i ojciec Murphy, czyli niejako przyczyna tego hobby, są jednak zbyt negatywnym wspomnieniem...

Sabrina jest córką Fergusa. Ma męża i troje dzieci, pracuje jako ratowniczka na basenie. W dniu zaćmienia Słońca ma dzień wolny - od pracy i od rodziny, bo Aiden zabrał chłopców na wycieczkę. I co powinna zrobić kobieta, która otrzymała od losu tak rzadki prezent? Fryzjer, kosmetyczka, długa kąpiel i nieograniczony sen? Otóż nie, bowiem Sabrina zostaje wezwana do szpitala ojca, gdzie zostały dostarczone pudła z jego rzeczami. Mieszkanie Fergusa zostało sprzedane, rodzice rozwiedli się gdy miała piętnaście lat, więc teraz kobieta musi zająć się dobytkiem ojca.

Bohaterka nie zdaje sobie sprawy, że gdy otworzy pudło to tak jakby otworzyła Puszkę Pandory.... Nie wie, że zwyczajna z pozoru czynność może odmienić jej życie całkowicie. A już na pewno ogromnie je zagmatwać... W części pudeł Sabrina odkrywa bowiem marmurki - w puszkach, woreczkach, pudełeczkach... Gliniane, plastikowe, porcelanowe, stalowe lub szklane... W pierwszym momencie nie wie nawet z czego są zrobione, bo tak duża jest kolekcja... Jednak jej wzrok przykuwa skoroszyt ze spisem i wyceną zbiorów a co najważniejsze - w pudłach brakuje dwóch najcenniejszych zestawów. Kobieta czuje się w obowiązku odkrycia prawdy - co stało się z zaginionymi kulkami? Czy ktoś je ukradł? Dlaczego pudła przez długi czas przechowywał prawnik ojca? Dlaczego matka kłamała w sprawie relacji ojca z jego braćmi? A przede wszystkim dlaczego tata przez całe życie okłamywał żonę i córkę? Dlaczego nie powiedział im o swojej pasji jaką jest gra w kulki? Dlaczego nie wyjawił prawdy o tym, że uwielbia grać i zbierać te maleńkie i piękne marmurki?

Ta książka to milion pytań i próba znalezienia odpowiedzi na nie. Przed Sabriną trudne zadanie, wiele tajemnic do odkrycia a jej początkowy cel jakim jest odnalezienie kulek zmienia się w poszukiwanie prawdy o ojcu a nawet o sobie. Bo przecież Fergusowi nie było łatwo, pasja a raczej jej ukrywanie, zmusiła go do prowadzenia podwójnego życia i szczęście jakie kiedyś dawały mu kulki, zamieniło się w ucieczkę od problemów. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść, tylko wtedy jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy i nie czuł na siłach, by nagle, po latach, wyznać to co skrywał przed światem - swoje drugie ja. To właśnie wtedy najukochańsze hobby stało się dla Fergusa pułapką. Do czego był zdolny, by nikt nie odkrył jego wielkiej miłości?

Autorka przeplata w powieści teraźniejszość z przeszłością. Poznajemy dzień z życia Sabriny i kolejne etapy jej poszukiwań naprzemiennie z opowieściami z dzieciństwa i młodości Fergusa. Dzięki temu bieżące wydarzenia rozumiemy lepiej i możemy oceniać decyzje podejmowane przez bohaterów. Ahern całą teraźniejszość fabuły zawarła w 24 godzinach. Jakże bogate w wydarzenia są te godziny, ile tajemnic wyszło na jaw, ile udało się odkryć, niektóre pytania zrodziły kolejne pytania, ileż osób znanych i nieznanych mogło wyjawić fakty z życia Fergusa, które czasem jak grom z jasnego nieba spadały na Sabrinę... Jak zakończy się batalia o zaginione kulki? Czego dowie się bohaterka i jak wykorzysta swoją wiedzę?

"Miłość i kłamstwa" to moje trzecie spotkanie z twórczością autorki - po genialnej "Love, Rosie" czytałam jeszcze "Kiedy cię poznałam", ale to była już tylko dobra lektura. Jak oceniam niniejszy tytuł? Niewątpliwie recenzowana dziś powieść jest bardziej zbliżona do drugiej z wymienionych książek, choć tutaj więcej się dzieje (odkrywanie spraw z przeszłości jest ciekawsze) a i temat marmurków jest bardzo oryginalny. Akcja jest równie niespieszna a wystarczyłoby nadać fabule chwilami żywszy bieg. Choć wiem, że celem było skupienie się na relacji ojca z córką, co wymaga zagłębienia się w uczucia, emocje i "zrzucanie skorupy". Czytając "Miłość i kłamstwa" miałam wrażenie, że po raz drugi autorka jest kimś innym niż podczas pisania "Love, Rosie". To zupełnie był inny styl...

Jednak książka o grze w kulki jest dla mnie w pewnie sposób szczególna - bowiem podczas śniadania blogerek z Cecelią Ahern, które miało miejsce w maju 2015 roku w Warszawie a w którym miałam okazję uczestniczyć - autorka zdradziła, że właśnie taka książka ukaże się niebawem :) Że będzie dotyczyła relacji między córką i ojcem oraz "marble", czyli kulek... Po prostu musiałam się przekonać jak ten pomysł został wykorzystany w powieści. Książki o takiej tematyce wcześniej nie znałam, to bardzo oryginalny temat!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



piątek, 23 stycznia 2015

Cecelia Ahern "Love, Rosie"



Tytuł oryginalny: When Rainbows End
Tytuł pierwszego wydania: "Na końcu tęczy" (2013)
Tłumaczenie: Joanna Grabarek
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: grudzień 2014
Liczba stron: 512






Wielokrotnie z różnymi blogerkami wymieniałam uwagi dotyczące tego, że czasem trudno jest opisać wrażenia po przeczytaniu książki. Tak jest i w tym przypadku... Powieść wywołała we mnie tak dużo różnorodnych emocji, że nie wiem od czego zacząć, by recenzja nie była chaotyczna i dała Wam pełny obraz tej uczty, której dostąpiłam...

O tym jak ważna jest przyjaźń, mimo iż czasem przez ocean, pisałam niedawno. O tym, że miłość i poświęcenie matki dla dziecka nie znają granic, wie każda kobieta, która jest mamą. A że los czasem bywa okrutny a nawet złośliwy, wie niemal każdy. Dlaczego o tym piszę? Otóż ta książka opowiada właśnie o tym.

Rosie i Alex mieszkają w Dublinie i od wczesnego dzieciństwa łączy ich przyjaźń. Poznałam ich życie od chwili, gdy Rosie obchodziła swoje siódme urodziny. Przyjaciele dzielą ze sobą wszystkie dobre i złe chwile, wysyłają kartki z wakacji, zapraszają na uroczystości rodzinne, siedzą nawet w jednej szkolnej ławce. Razem chodzą na wagary i razem zostają zawieszeni. Ich więź jest tak silna, że wszyscy wokół im zazdroszczą. Jest wprost sielankowo, aż do chwili gdy ojciec Alexa dostaje ofertę pracy w ... USA. Siedemnastoletni chłopak nie ma wpływu na decyzję rodziców i musi wraz z nimi wyjechać. Pomimo swojej rozpaczy z powodu pozostawienia przyjaciółki. Obiecują sobie dalszą korespondencję przez ocean a Rosie planuje pójść na studia właśnie w Stanach. Jednak przewrotny los staje im na drodze - Alex nie pojawia się w Irlandii z powodu problemów z lotem i na bal szkolny Rosie idzie z innym chłopakiem. Chwila zapomnienia powoduje, że dziewczyna musi odwołać wyjazd za granicę, ponieważ nie da się studiować tak daleko od domu, od rodziców kiedy za kilka miesięcy ma się zostać matką. Macierzyństwo wymaga od Rosie wielu wyrzeczeń, wielu nieprzespanych nocy, pojawiają się problemy z pracą, mieszkaniem, emocjami. Jak poradzi sobie osiemnastoletnia dziewczyna, która musi sama wychować córkę? Jak pogodzi bycie matką i obowiązki na niej ciążące ze swoimi marzeniami o pracy w hotelu a najlepiej swoim własnym? Czy kiedykolwiek uda jej się przeskoczyć przez "kłody" rzucane pod nogi przez los? Czy jej przyjaźń z Alexem przetrwa przez liczne próby: małżeństwa, dzieci, zdrady, tajemnice i niewyjaśnione sytuacje? Czy to możliwe, że tych dwoje łączy tylko przyjaźń? Odpowiedzi znajdziecie już w powieści.

Autorka przeprowadza czytelnika przez prawie pięćdziesiąt lat życia bohaterów. Fabuła jest w całości opisana dość nietypowo - nie spotkałam się jeszcze z takim rozwiązaniem - w formie listów, e-maili, treści kartek okolicznościowych, czatów, zaproszeń. To właśnie z nich dowiadujemy się o upływie czasu oraz o kolejnych wydarzeniach: ślubach, pogrzebach chrzcinach, urodzinach. Dzięki tej formie czytelnik ma szansę na poznanie myśli i uczuć wszystkich bohaterów, gdyż poznaje ich punkt widzenia, kiedy piszą o zdarzeniach do innych. Zapisy pozwalają również na to, że czytelnik jest lepiej poinformowany niż bohaterowie, którzy nie są w stanie powiedzieć czy napisać sobie o swoich wzajemnych uczuciach, jednak zwierzają się przyjaciołom czy rodzeństwu.
Ponadto niniejsza listowo-mailowa forma książki powoduje, iż czytelnik nie czuje się znudzony zbytecznymi opisami (gdyż ich tu nie znajdzie) a w tempie ekspresowym przewraca kolejne kartki. Powieść jest napisana lekkim i przystępnym językiem, zawiera różnorodne wątki (studia medyczne, czat dla rozwiedzionych, poszukiwanie więzi ojciec-córka po latach, praca ze znienawidzoną niegdyś osobą) a nawet zwroty akcji. Jak w dobrej sensacji.

Powieść dostarczyła mi wielu pozytywnych i negatywnych chwil. Wzruszałam się, śmiałam, płakałam, cieszyłam, ale również denerwowałam i "mruczałam pod nosem" nie mogąc pojąć wielu decyzji Alexa czy Rosie. Były momenty trudne, kiedy to złorzeczyłam na los utrudniający ludziom bycie szczęśliwymi. Chciałam wtedy rzucić książką w kąt, ale ... nie mogłam. Pragnienie poznania zakończenia było silniejsze. Warto było? Oczywiście! Finał opowieści nie do końca jest bowiem tak oczywisty. Można mieć miliony wątpliwości jak autorka zakończy historię Rosie. Czy pozwoli jej wreszcie na pełnię szczęścia? Czy zdobędzie wymarzony hotel? Czy odnajdzie miłość po wyjeździe Alexa i po zdradzie męża? Jak potoczy się jej życie z dorastającą Katie, która w wielu przypadkach idzie dzielnie w ślady matki? Podpowiem tylko jedno - to właśnie Katie uświadomi Rosie najważniejszą rzecz w życiu.

Muszę przyznać, że nie przeczytałam debiutanckiej książki autorki "P.S. Kocham Cię", mimo że stoi na mojej półce oraz że czytałam mnóstwo pozytywnych opinii (zamierzam to nadrobić). Ale na szczęście dla mnie, po raz kolejny posłuchałam intuicji i kiedy otrzymałam propozycję recenzji "Love, Rosie" nie wahałam się. To była świetna decyzja! Jeśli macie szansę, również nie powinniście zwlekać. Każdy kto choć kilkakrotnie odkrył, że jego gust czytelniczy jest podobny do mojego, powinien przeczytać powieść. Ja jestem bardzo zadowolona z tej ciepłej, wzruszającej i niesamowitej lektury.





Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję bardzo Pani Darii z



oraz Wydawnictwu


poniedziałek, 25 lutego 2013

Nora Roberts "Serce Oceanu"




Tytuł oryginału: Heart of the Sea
Tłumaczenie: Aleksandra Komornicka
Wydawnictwo: Libros
Data wydania: 2002
Liczba stron: 270





Poprzednia przeczytana przeze mnie książka, czyli "Los utracony" trochę mnie zasmuciła, była ciężka pod względem przeżywanych emocji. Dlatego kiedy do wyzwania Trójka e-pik wakat został już tylko przy temacie ulubiony pisarz, postanowiłam przeczytać coś kobiecego, lekkiego i pozytywnego. Wybór padł na "Serce Oceanu" Nory Roberts (jedna z wielu ulubionych autorek, a dawno nie czytałam żadnej jej książki), gdyż spełnia ona również  moje prywatne wyzwanie - przeczytanie w pierwszym kwartale roku jak największej liczby książek pożyczonych.

W maleńkim i uroczym irlandzkim miasteczku Ardmore pojawia się bogaty i kreatywny biznesmen z Nowego Jorku - Trevor. Przybył tu spełnić swoje marzenie: wybudować teatr na ziemiach, z których wywodzą się jego przodkowie. Gdy z podróży do Paryża powraca do Ardmore Darcy Gallagher, życie obojga zmienia się w magiczny czas, choć nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Dziewczyna pracuje w pubie, który prowadzi wraz z braćmi a jej marzenia ograniczają się do materialnych rzeczy: chce być sławna, bogata i zwiedzać świat. Do tej pory w jej życiu pojawiało się wielu mężczyzn i to zawsze ona narzucała im swoje warunki i zastawiała sidła.

Jednak tym razem uczucia tych dwojga zostaną wystawione na próbę. Każde z nich będzie chciało stawiać własne wymagania, ofiarować drugiemu niezupełnie to, czego oczekuje. Magiczne miejsca Irlandii, duchy osób, których miłość się nie spełniła oraz muzyka to "Serce Oceanu" w telegraficznym skrócie.

Książkę polecam wszystkim tym, którzy chcą przenieść się w urokliwy zakątek Europy, opisany pięknie przez autorkę wraz z odrobiną magii, miłości oraz rodzinnych smutków i radości. A gdy jeszcze wyobraźnia podsunie nam dźwięk głosów trójki Gallagherów śpiewających czy grających na skrzypcach to nie będziemy chcieli dotrzeć do ostatniej strony tej książki.

A gdzie listy? W książce znajdziemy listy pisane pomiędzy Trevorem i jego matką, które są przesyłane faksem lub e-mailem. Są też krótkie liściki, na przykład liścik zostawiony na poduszce przez Trevora, kiedy był z Darcy w Londynie.


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Trójka e-pik, Z literą w tle, Pod hasłem, Book z nami (1,6cm), Pochłaniam strony bo kocham tomy, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...