Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2023

Lucinda Riley "Dom orchidei"

 
 
Tytuł oryginalny: Hothouse Flower
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15.04.2020
Liczba stron: 528
#czytamzlegimi
 
 
 
 
 
Lucinda Riley to bestsellerowa brytyjska pisarka pochodzenia irlandzkiego. Zmarła w 2021 roku. Jej książki wielokrotnie osiągały status bestsellera a prawa do serialu na podstawie serii Siedem Sióstr zostały bardzo szybko sprzedane. 
Może to wstyd, może nie, ale dotychczas nie znałam twórczości tej autorki. Sięgnęłam po jej debiut "Dom orchidei" i zaraz się przekonacie czy była to lektura dla mnie. 

Julia Forrester to światowej sławy pianistka, która pełna rozpaczy opuściła Francję i od siedmiu miesięcy mieszka w domku w Norfolk w Wielkiej Brytanii. Jej starsza siostra Alice próbuje pogodzić obowiązki związane ze swoją rodziną (czwórka dzieci!) oraz opieką nad Julią. Ale ona pogrąża się w cierpieniu, samotności, odtrąca siostrę i ojca i zadaje sobie pytanie dlaczego ta tragedia spotkała właśnie ją?! Co takiego wydarzyło się kilka miesięcy temu, że bohaterka nie potrafi się przemóc nawet w stosunku do fortepianu... 
Nie potrafi żyć bez nich, ale powoli do niej dociera, że musi się tego nauczyć...
[Czytałam niedawno książkę z podobnym wątkiem, więc bardzo szybko domyśliłam się, co może być przyczyną stanu Julii] 

Bohaterka powraca w świat dzieciństwa, bowiem wychowała się przecież na angielskiej prowincji, w Wharton Park. Jednak kiedy się tam udaje, okazuje się że obecny dziedzic rezydencji - Kit Crawford - musi ją wystawić na sprzedaż a po remoncie czworaków, zamieszkać w nich.
To właśnie wtedy rozpoczyna się druga płaszczyzna czasowa powieści, bowiem pod podłogą zostaje znaleziony pamiętnik, z którego wyłania się historia Olivii i Harry'ego Crawfordów u których służyli babcia i dziadek Julii i Alice, czyli Elsie i Bill. 

Opowieść jaka wyłania się z zapisków oraz historii snutej przez Elsie jest zaskakująca! To nie tylko miłość, przyjaźń, wojna i walka o życie, ale też niespodziewane uczucia, maleńkie dzieci, obietnice i odkrywanie prawdy.
 
Nie mogę Wam napisać jak potoczyło się życie Julii, Kita, Olivii, Harry'ego, Elsie i Billa - nie zepsuję Wam tych emocji, ale gwarantuję, że nie zaśniecie dopóki nie poznacie "Domu orchidei" do końca.
 
 
Czy dostrzegam minusy tej powieści? Momentami było zbyt nostalgicznie, zbyt wiele rozciągniętych opisów, które niewiele wnosiły a lekko nużyły. Takie fragmenty śmiało usunęłabym i wtedy nieco cieńsza, ale ze znacznie bardziej wartką akcją książka, byłaby dla mnie na pewno ciekawsza.
 
Pomimo to, wszem wobec ogłaszam, że jest to niewątpliwie powieść przepiękna, poruszająca serca oraz dusze i warto po nią sięgnąć. Ja ze swej strony dodam tylko, że koniecznie trzeba się wciągnąć w wydarzenia, bowiem początek jest zdecydowanie bez fajerwerków. Jest za to nostalgia, tragedia, wspomnienia, miłość i próba rozpoczęcia nowego życia. Można wiele sytuacji odnieść do swojego życia, przemyśleć, zastanowić... 
 
Jednak kiedy akcja zaczęła się rozpędzać nie mogłam się oderwać! Tak bardzo byłam ciekawa jak potoczą się losy bohaterów z obu płaszczyzn czasowych. Nie znając twórczości Riley nie miałam pojęcia jaki finał podaruje ich związkom i jak pokieruje uczuciami. 
Wzruszenia, zwroty akcji, niespodzianki, przyznaję że były chwile, gdy miałam łzy w oczach. Piękne orchidee, muzyka klasyczna... No i literacka podróż do mojej wymarzonej Tajlandii...


Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po "Dom orchidei" i rozważam, który tytuł powinien być następny. Czytaliście? Podobało Wam się? Co polecacie?
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (R), Pod hasłem (dom), 52 książki

wtorek, 30 listopada 2021

M.L. Stedman "Światło między oceanami"

 
 
 
Tytuł oryginalny: The Light Between Oceans
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2016
Liczba stron: 432

 
 
 
 
Świetnie ukazała życiowe dylematy pochodząca z Australii M.L. Stedman w swoim debiucie. Tak, to genialny debiut, który doczekał się ekranizacji. Uwielbiam debiuty a ten tytuł polecało mi tak wiele osób, że czułam iż to nie będzie stracony czas.
 
Przenieśmy się w czasie i przestrzeni na maleńką wysepkę Janus Rock, leżącą u wybrzeży Australii, tam gdzie mieszają się wody Oceanu Indyjskiego i Południowego. W 1920 roku były wojskowy Tom Sherbourne otrzymał tam posadę latarnika. Chciał zapomnieć o tym, co przeżył na wojnie i jak wielu ludzi zabił. Z czasem w jego małym królestwie pojawiła się kobieta - Isabel. Była dobrą i kochającą żoną dla tego małomównego mężczyzny, jednak nie potrafiła dać mu dziecka.
 
Był 27 kwietnia 1926 roku, kiedy Isabel sadziła krzew rozmarynu na trzeciej już mogile, gdy usłyszała płacz dziecka. W tym samym czasie Tom przez lornetkę dostrzegł łódź i zawołał żonę. Znaleźli martwego mężczyznę i kwilące niemowlę. Nie wiedzieli, że ta chwila całkowicie zmieni ich życie. I nie tylko ich...
 
Szarpani emocjami nie są pewni jaką decyzję podjąć. Czy matka maleństwa utonęła? A może gdzieś na nie czeka? 
Jednak mając wizję dotychczasowych niepowodzeń i brak szans na kolejną ciążę żony, Tom ulega jej namowom i postanawia zatuszować fakt, że łódka kiedykolwiek dopłynęła na wyspę. Lata mijają, dziewczynka rośnie, ale rośnie jeszcze coś... Wyrzuty sumienia Toma, który... Nie, tego już nie zdradzę.
 
 
Napiszę tylko tyle - koniecznie musicie przeczytać tę powieść! Proponuję też przygotować chusteczki do ocierania łez wywołanych wzruszeniami. 
Autorka nakreśliła wspaniały obraz wojennych bohaterów, po których bliscy jeszcze długo płaczą, samotności, której poszukują, by móc w spokoju przeżyć resztę życia oraz niespodziewane pojawienie się miłości, zmieniającej nieco plany. 
Włożyła w codzienność swoich postaci ból po stracie nienarodzonych dzieci, konieczność godzenia się z kolejnymi traumami a także trud w podejmowaniu decyzji, wcale nie będącej łatwą - czy odnalezione na falach dziecko można uznać za swoje. Dar taki kochać czy też może pozbawić się tego uczucia oddając, bo przecież nie należy do nich...
Przyznaję, że to ogromny dylemat! Bardzo trudna decyzja do podjęcia. Dla obojga. Choć późniejsze wydarzenia zweryfikowały nieco moje postrzeganie ich wyboru. Czy na pewno był dobry? Kto najbardziej na nim ucierpiał? Czy były plusy wydarzeń z kwietnia 1926 roku?
 
Stedman powoli buduje napięcie i nie od razu dowiadujemy się kim był nieżyjący mężczyzna i maleńkie dziecko oraz jakie wydarzenia spowodowały, że znaleźli się w łodzi. Gdy się pozna ich historię to czy punkt widzenia nieco się nie zmienia? Jak potoczy się los głównych bohaterów i ich znalezionej córeczki?
 
Gwarantuję Wam wiele emocji, zwroty akcji jak w kryminale, wiele szczęścia i nieszczęścia ludzkiego, strach w oczach nierozumiejącego dziecka, ale najbardziej poruszył mnie sam finał. Mimo wszystko.


Podsumowując - "Światło między oceanami" cudowny i wzruszający debiut o sile miłości, o przyrzeczeniach, łamaniu obietnic, dobrych intencjach, wyrzutach sumienia, pragnieniu miłości i pełnej rodziny o poronieniach, bólu i rozpaczy oraz o podarunku od losu. To historia w której ścierają się pozytywne emocje z tymi negatywnymi. Naprzeciw podekscytowaniu i uczuciom matki wychodzą wściekłość, złe wybory a godzić je próbują granice wytrzymałości. Żal walczy z nienawiścią a ulga miesza ze smutkiem. Gorąco polecam!


 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 
 

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Katarzyna Michalak "Gra o Ferrin"

 
 
 
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2010
Liczba stron: 424
Seria: Kroniki Ferrinu  tom 1
 
 
 
 
 
Przeczytałam ponad dwadzieścia książek Katarzyny Michalak, które podobały mi się w różnym stopniu. 
Jednak pierwszy tom serii 'Kroniki Ferrinu', jako jedyny zresztą z tego cyklu, stał od dawna na półce - to fantastyka, której nie lubię. Postanowiłam wreszcie przeczytać i podjąć decyzję czy to moja bajka...

Karolina jest lekarzem anestezjologiem i jeździ karetką pogotowia. Tamtego dnia dostała wezwanie do dziewczyny, która chcąc popełnić samobójstwo skoczyła z okna na piątym piętrze... Lekarka rozpoznaje w niej Kamilę - siostrę bliźniaczkę, która mimo podjętej reanimacji, umiera.

By odreagować bezsilność, ból, zmęczenie, arogancję ordynatora a także wizytę Łukasza, który informuje ją o odejściu ciotki Maryli w nieznane jednocześnie się oświadczając (a ona traktowała go jak brata!) Karolina postanawia przenieść się do Ferrinu - świata, o którym marzyła od dziecka. Jest to możliwe dzięki prezentowi od ciotki, temu co zawierał...

Trafiając do Lasu Tysiąca w Ferrinie, Anaela (nowe imię Karoliny) przebudzona na mchu nie wie, że znalazła się w środku wojny. Jako Pierwsza z Przepowiedni staje się przedmiotem walki między dobrem a złem. Każdy z trzech władców (Eleuzis dell’Soll, Sellinaris WeddSa’ard i Berenika de Sanctis) chce wykorzystać Anaelę do własnych celów, każdy chce wygrać wojnę. Komu się to uda? Z kim będzie walczyć Anaela? Co odkryje? Jaką rolę odegra miłość do największego wroga?
 
 
Gdyby ta książka rozwijała się dalej oparta na wątku nie do końca jasnych relacji bliźniaczek Karoliny i Kamili, udziale Łukasza w życiu lekarki i ciotki Maryli, która przekazała jej tajemniczy prezent czy pobytu w domu dziecka to prawdopodobnie pochłaniałabym ją w zawrotnym tempie. Niestety, zbyt szybko pojawił się fantastyczny świat Ferrinu, który mnie zanudził na maksa. I chyba nie dlatego, że nie lubię tego gatunku, było zwyczajnie bezbarwnie i męcząco. Ciężko polubić któregoś bohatera choć jest ich naprawdę mnóstwo, wciąż kogoś porywają, uśmiercają a na osłodę jest tylko jednorożec!


Podsumowując - "Gra o Ferrin" to pozycja dla tych, którzy lubią fantastykę i ja wtedy polecam lekturę wszystkich tomów serii, zapewne jest szansa że będą się dobrze bawić. Jeśli choć część akcji powróciła z Ferrinu na Ziemię to ja poproszę informację czy poruszony został któryś z wątków, o których wspominałam wcześniej (że tak ukierunkowana powieść miałaby szansę mi się podobać). Moja bajka to nie jest, podziękuję...


 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 

niedziela, 16 lutego 2020

B.A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami"





Tytuł oryginalny: Behing Closed Door
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2017
Liczba stron: 304





Uwielbiam TAKIE debiuty! "Za zamkniętymi drzwiami" B.A. Paris to nie pierwszy wspaniały debiut, jaki przeczytałam w tym roku a jest dopiero luty. Książkę poleciła oraz pożyczyła mi pani Ela i jestem naprawdę szczęśliwa, że ją przeczytałam. Ogrom emocji, jakie wypływają z tego thrillera sprawiają, że trudno jest odłożyć czytanie, choćby na kilka minut.

Grace pochodzi z rodziny, gdzie rodzice nie chcieli mieć dzieci. Jednak najpierw urodziła się ona a wiele lat później jeszcze Millie, siostrzyczka z zespołem Downa, której Grace nie pozwoliła się w żaden sposób pozbyć. Obiecała przejąć nad nią opiekę, by rodzice mogli przeprowadzić się do wymarzonej Nowej Zelandii.

Jack'a poznały w parku, gdy poprosił Millie do tańca. Przystojny, uroczy i elegancki mężczyzna już tydzień później szedł na kolację z Grace... Nie przeszkadzała mu niepełnosprawna dziewczyna, bez problemu zgodził się, by po osiągnięciu pełnoletności zamieszkała z nimi. To właśnie pod takim warunkiem Grace zgodziła się za niego wyjść. Gdyby tylko wiedziała, że tak naprawdę podpisuje wyrok...

Zniknął już w czasie nocy poślubnej a rano stwierdził, że Grace nie ma żadnych praw. Tuż po ślubie pokazał prawdziwe oblicze... tyrana. W podróży poślubnej pokazał żonie, jak będzie wyglądało jej życie, opowiedział co ją czeka oraz uświadomił, że tak naprawdę chodzi mu tylko o... Millie.

Grace była w ciężkim szoku.
Nie mogła prosić o pomoc - on był na to przygotowany.
Nie mogła uciekać - czekała ją za to kara.
Nie mogła nikomu nic powiedzieć - on zawsze był obok.


Przez wiele miesięcy próbowała walczyć i się przeciwstawiać. Naprawdę. Jednak on zawsze był dwa kroki przed nią. Na wszystko gotowy. Znęcał się nad nią psychicznie. Upokarzał, szantażował, szokował, głodził i więził. W głowie Grace - która jest tylko elementem pośrednim w dążeniu do celu - wciąż pulsowało pytanie - do czego potrzebna mu Millie? (odpowiedź jest zresztą straszna!) Czy jest nadzieja na ucieczkę i na uratowanie siostry? Jak długo można udawać przed innymi, że są z Jack'iem idealną parą? Dlaczego nikt się niczego nie domyśla i nie próbuje pomóc? Bo Jack na każdą wątpliwość ma gotową odpowiedź...


Akcja książki toczy się dwutorowo: naprzemiennie "kiedyś" i "teraz", co pozwala na poznanie oblicza Jacka'a przed i po zmianie. Czytając o jego zachowaniu względem Grace, mamy chwile załamania, nie wierzymy jak ten człowiek mógł ją tak traktować. Jednak poznając jego czyny sprzed lat rozumiemy, że obecne wyczyny, nie są niechlubnymi wyjątkami.

Z czasem przekonujemy się, że każdy jego krok, każde wydarzenie, zakupiony dom były doskonale wcześniej zaplanowane. Z precyzją godną zegarmistrza utkał pajęczą sieć i cierpliwie czekał, aż biedna i bezbronna, naiwna i łatwowierna mucha-Grace da się złapać. To przerażające kim był naprawdę.
Nie potrafię bardziej zachęcić Was do lektury i pokazać Wam jakie emocje targają czytelnikiem - nie chcę zdradzać zbyt wiele. Uwierzcie, to thriller, po który warto sięgnąć.



Podsumowując - "Za zamkniętymi drzwiami" to wyśmienity debiut. Akcja powoduje ciągłe podwyższone ciśnienie i wyraz niedowierzania w oczach. To dowód na to, że poślubiając kogoś możemy tak naprawdę nie znać jego prawdziwego oblicza. Jego słodycz, elokwencja i kultura osobista będą tylko pozorne a potem pokaże prawdziwą twarz i zacznie wdrażać w życie swój chory plan. Thriller, jakiego nie powstydziłyby się najbardziej znane nazwiska światowej literatury traktuje o strachu, którym karmi się oprawca. Autorka stworzyła istny majstersztyk, w którym czytelnik musi radzić sobie z narastającym napięciem i emocjami aż do samego finału. Jaki on będzie? Musicie przekonać się sami... Polecam - to lektura obowiązkowa!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC, 52 książki

poniedziałek, 17 września 2018

Nicholas Sparks "Ślub" // M.J. Arlidge "Ene, due, śmierć"

Jest już druga połowa września a ja wciąż nie podzieliłam się z Wami moimi wrażeniami z lektur przeczytanych na sierpniowym urlopie... Choć nie było ich dużo... pogoda dopisywała i nie w każdym momencie był czas na czytanie.

Niestety nawał przeróżnych zajęć i spraw zdrowotnych sprawiły, że nie mam zupełnie czasu na pisanie recenzji! Szkoda, że nie widzicie tego stosu na stole, który trzeba opisać (sierpień i wrzesień) - już mnie zza niego nie widać!

Licząc, że życie się uspokoi nieco postaram się powoli dzielić z Wami recenzjami.






Autor: Nicholas Sparks
Tytuł oryginalny: The Wedding
Tłumaczenie: Jacek Manicki
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2016
Liczba stron:  274
Oprawa: twarda
Seria: Wszystkie kolory miłości tom 15









"Ślub" to już (a może dopiero) moje czwarte spotkanie z twórczością Sparksa. Kiedy po lekturze "Pamiętnika", jakże pięknej historii o miłości, dowiedziałam się o kontynuacji, wiedziałam że kiedyś po nią sięgnę. Czy spodziewałam się tego, co otrzymałam?

Na nadmorskiej plaży poznałam opowieść o pięćdziesięciolatkach - Jane i Wilsonie. Kiedy zaczęłam ją czytać nie miałam pojęcia z jakiego powodu jest nazywana kontynuacją "Pamiętnika". Co bohaterowie mają wspólnego z Allie i Noahem?! Kolejne strony pokazywały, że nie ma co liczyć na tyle miłości i romantyzmu co w tamtej powieści. Ale czy na pewno? Wtedy nie wiedziałam, jak bardzo już wkrótce zmienię zdanie... Zaś co do powiązań między bohaterami - w typowy dla Sparksa sposób należy zwyczajnie uzbroić się w cierpliwość... wtedy dotrzemy do informacji, iż Jane jest córką Allie i Noaha.

Jest rok 2002. Jane i Wilson obchodzą dwudziestą dziewiątą rocznicę ślubu. To znaczy powinni obchodzić, bowiem Wilson zwyczajnie o niej zapomniał. Jane czuje żal i jest ogromnie rozczarowana. Wyjechała nawet na dłuższy czas do syna mieszkającego w Nowym Jorku, co sprawiło że Wilson jest zszokowany i niepokoi się, co kryje się za tą rozłąką... Mężczyzna odwiedza Noaha, szukając u niego powodu zachowania żony.

By się zrehabilitować, Wilson postanawia zaplanować mega niesamowitą trzydziestą rocznicę ślubu. Aż tu nagle starsza córka Anna ogłasza rodzicom, iż właśnie w dniu ich rocznicy (która już w 'przyszłą sobotę') chciałaby wyjść za mąż! Jane panikuje, że w tak krótkim czasie nie zdoła przygotować córce ślubu marzeń a Wilson... jak pogodzi te dwie uroczystości? Czy jego pomoc w ślubnych przygotowaniach zostanie uznana jako odkupienie win? Tak długo pragnął wynagrodzić żonie błąd a teraz wszystko zaczyna być jeszcze bardziej zagmatwane. Jaki będzie finał nadchodzącej SOBOTY? Przyznaję szczerze, byłam zachwycona pomysłem Sparksa!

Między narracją dotyczącą bieżących wydarzeń, Sparks umieścił rozliczne fragmenty dotyczące wspomnień Wilsona o kolejnych etapach znajomości z Jane - jak się poznali, pierwsza randka, oświadczyny, narodziny dzieci. Są to również przemyślenia dotyczące życia, uczuć, rodziny, utraty dziecka, relacji między małżonkami czy symbolicznej łabędzicy.

Podsumowując - "Ślub" jest powieścią o niezłomnej miłości, zrozumieniu, trwaniu przy sobie na dobre i złe. O przyjaciołach potrafiących dochować tajemnicy, symbolach, samotności rodziców, gdy dzieci opuszczają dom; dążeniu do naprawienia błędów oraz przemianie, która buduje solidną przyszłość. To książka, która czaruje słowem, tworzy nim obrazy a dzięki szczęśliwym 'zbiegom okoliczności' możemy uronić łzę podczas finałowego ślubu. Jest magicznie, tajemniczo i aż roi się od niespodzianek. Polecam tę powieść ku pokrzepieniu serc



Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się 2, 52 książki



# # # # # # # # # #





Autor: M.J. Arlidge
Tytuł oryginalny: Eeny Meeny
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2015
Liczba stron:  440
Seria: Helen Grace tom 1
e-book








Oryginalny tytuł tej książki ("Eeny Meeny") to w zasadzie początek znanej wyliczanki dla dzieci. Dlatego bardzo zaintrygowało mnie użycie tego zwrotu w kryminale...Od premiery minęło już trochę czasu, ale przecież dobra książka nie może się przeterminować, prawda?

Amy i Sam to młodzi ludzie, którzy wracali z koncertu w Londynie autostopem. Ocknęli się na dnie nieużywanego od dawna basenu. Zdają sobie sprawę, że jest zbyt wysoko i nie mają szansy na ucieczkę. W swojej pułapce odnajdują rewolwer i telefon. Gdy rozbrzmiewa jego dźwięk, Amy odbiera i dowiaduje się, że broń jest załadowana jedną kulą. Albo zabije siebie albo Sama. Tylko w ten sposób jedno z nich może zostać ocalone. Jaką decyzję podejmie młoda dziewczyna? Czy naprawdę któreś z nich przeżyje? Tylko czy w takim przypadku można żyć szczęśliwie mając na sumieniu czyjąś śmierć?

Sprawą zajmuje się Helen Grace - ambitna policjantka z Southampton. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie będzie łatwo, bowiem sprawca nie zostawił żadnych śladów. Z czasem okazuje się, że to nie jest pojedynczy przypadek. Kolejne pary ludzi znikają bez śladu, zostają porzucone w odludnych miejscach, z których nie ma ucieczki a informacja pozostawiona w telefonie zawsze wskazuje im jedną ścieżkę ratunku - rewolwer z jedną kulą. Jakie decyzje będą podejmować bohaterowie? Czy będą skłonni strzelić? Kto dobiera ich w śmiertelne pary? Jaki stosuje klucz? Czy sprawca przewidział kto przeżyje a kto zginie? A może to właśnie go bawi, że do końca jest to niespodzianką? Wszak nie da się przewidzieć reakcji ludzi w kryzysowej sytuacji...

Helen ma coraz trudniejszy 'orzech do zgryzienia', gdyż ofiary się nie znały. Nie może znaleźć łączącego je klucza... Aż do czasu... Ale kiedy już wpada na pomysł i wszystko zaczyna jej pasować zdaje sobie sprawę, że tylko ona może dotrzeć do prawdy... Gra staje się coraz bardziej pozbawiona hamulców. Czy ta ambitna, zasadnicza i pewna siebie policjantka poradzi sobie w tej sprawie? Czy fakt, iż jest singielką z tajemnicami pomoże jej w działaniach, czy niekoniecznie?

M.J. Arlidge potrafi skutecznie wywołać dreszczyk swoimi pomysłami a krótkie rozdziały tylko wzniecają poziom zaintrygowania odbiorców. Fragmenty napisane kursywą są przemyśleniami mordercy... tylko czy to ułatwia dotarcie do odkrycia prawdy o nim, bądź o niej?
A do czego to wszystko zmierza? Co nam udowadnia? Jak bardzo można zmanipulować innych. Jak długo można trzymać zadry w sercu. I że zawsze mamy jakiś wybór, który zaważy na naszej przyszłości.


Podsumowując - "Ene, due, śmierć" to świetnie skonstruowany debiut. Autor stworzył thriller, który buduje napięcie do samego końca, powoduje ogrom rozmaitych emocji, wzmaga niepokój i ciekawość czytelnika; raczy licznymi zwrotami akcji co powoduje, iż czułam się zmanipulowana i bardzo długo nie potrafiłam odkryć prawdy o porywaczu/mordercy. Jeśli lubicie mocne książki z nietypową fabułą, dynamiczne i z zaskakującym finałem to sięgnijcie. Polecam!




Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: Pod hasłem, Mini Czelendż 3, 52 książki

sobota, 11 listopada 2017

Nicholas Sparks "We dwoje"




Tytuł oryginalny: Two by two
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 544











Niezwykłość okładki z ojcem i córką w motylich skrzydłach sprawia, że kolejna powieść z męskim spojrzeniem na zwyczajne życie kusi, by po nią sięgnąć. Na czym skupił się tym razem Nicholas Sparks, człowiek ogromnie kontaktowy, spontaniczny i uśmiechnięty?

Russell Green ma trzydzieści dwa lata, żonę, córkę, dom i pracę. Niedaleko mieszkają jego rodzice i siostra, z którymi utrzymuje bliski kontakt. Jednak jego życie tak naprawdę wcale nie jest różowe... Kiedy zwalnia się z pracy i otwiera swoją firmę, żona w którą jest ogromnie zapatrzony, nie rozumie konieczności ograniczenia wydatków. Nadal lekką ręką korzysta ze wspólnej karty kredytowej, co wywołuje nawarstwiający się konflikt między małżonkami. W pewnym momencie Vivian informuje go, że dostała pracę, co przecież znacznie poprawi kondycję ich budżetu, gdyż jego agencja reklamowa nie przynosi zysków. Dlaczego tak trudno zdobyć klientów? Gdyby wtedy wiedział jak to się skończy, czy nie zrezygnowałby z dotychczasowej pracy? W przeciągu kilku tygodni życie rodziny Greenów stanęło na głowie. Russ najpierw stracił pewne źródło dochodów a później również żonę. Został sam z kilkuletnią London i musiał nauczyć się być mamą i tatą w jednym. Ogarniać dom, zakupy, pracę, szkołę i zajęcia dodatkowe córki. Na szczęście mógł liczyć na wsparcie bliskich oraz swojej przyjaciółki Emily.

W codziennej bieganinie Russell zaczyna odczuwać, że pracuje dla London zamiast spędzać z nią czas. Mechanicznie i z zegarkiem na ręku wykonuje kolejne punkty programu dnia zatracając się w tym całkowicie. Zapewnia córce coraz to nowe atrakcje, które wplatane pomiędzy zajęcia dodatkowe powodują u niego ogromne zmęczenie. Czyżby był gorszy od żony, skoro nie potrafi wszystkiego objąć na spokojnie i nie padać wieczorem na twarz?

Małżeństwo Vivian i Russela zostało wystawione na ogromną próbę - finansową, odległościową, uczuciową... Wkradają się tajemnice, pretensje a napięta atmosfera staje się normą. Dzięki pracy Vivian, Russ ma szansę lepiej poznać swoją córkę i spędzać z nią więcej czasu niż dawniej. Tylko czy pierwotny sens podjęcia zatrudnienia przez jego żonę okaże się prawdą? Czy na tym miało polegać ich nowe życie?


Kolejna powieść Sparksa jest spojrzeniem na życie pewnej rodziny oczami męskiego bohatera. Narrator jest Russellem, Russell jest narratorem - jakże rzadko spotykany model, bo najczęściej to kobiety pokazują nam siebie. Tym bardziej cieszy możliwość obejrzenia tej historii z perspektywy faceta - męża i ojca, syna, brata i przyjaciela. Green jest bardzo oddany rodzinie, stara się zadowolić swoje kobiety, dostarczając pieniądze na spełnianie marzeń. Tylko czy zrozumie kiedy została przekroczona granica? Kiedy powinien oczekiwać czegoś w zamian? Albo chociaż wsparcia... Jego problem polega na tym, że zawsze zgadzał się z Vivian, ulegał jej, gdy czegoś chciała i wymuszała to złością. Czy tędy prowadzi droga do polepszenia stosunków?

Powieść "We dwoje" jest swobodnie i spokojnie płynącą opowieścią z milionem ważnych spraw i problemów do rozwikłania. Z pozoru błaha i początkowo zwyczajna historia z biegiem stron przeistacza się w encyklopedię życiowych trudności i spraw "nie do rozwiązania", które z wielu stron naraz potrafią człowieka przytłoczyć. Jak zachowujemy się w obliczu choroby bliskich? Jak radzi sobie dziecko w sytuacji, kiedy jego świat trzęsie się w posadach, gdy nie rozumie trudnego świata dorosłych? Czy rodzice zawsze w stosunku do dziecka powinni być wyrozumiali i akceptować jego wybory? Choćby mieli się z nimi nie zgadzać? Nawet jeśli chodzi o odmienną orientację płciową?

Rozdziały książki rozpoczynają się tekstem napisanym kursywą, dzięki czemu poznajemy wydarzenia z przeszłości Russela. Bohater daje się poznać jako dobry syn, brat czy przyjaciel, dbający o innych, choć nie unikający problemów. Często na własne życzenie...

Każdy bohater został przez Sparksa doskonale scharakteryzowany, co wcale nie oznacza, że z miejsca będziesz do wszystkich pałał sympatią, Drogi Czytelniku... Szczerze mówiąc, to patrząc na moje własne przeżycia jestem wręcz pewna, że znienawidzisz tą czy ową postać... Nie martw się - to zrozumiałe... Mnie też to ogromnie drażniło zachowanie niektórych bohaterów. Takie życie... To niby tylko książka, z pozoru fikcja literacka, ale zauważ, ile w tej opowieści prawdy o ludziach i życiu... W sumie to nawet nie określiłabym tego braku sympatii jako minus, bo przecież nie zawsze jest różowo czy cukierkowo, prawda? Autor spory nacisk położył na relacje ojca z córką i to chyba ta mała dziewczynka, tańcząca w motylich skrzydłach skradła moje serce...


Podsumowując - "We dwoje" to powieść o rozstaniach, powrotach, miłości, poświęceniu i utracie. Niezwykłe świadectwo mężczyzny, który wbrew losowi, przeciwnościom i wrogim spojrzeniom każdego dnia podejmuje walkę o szczęśliwy dzień dla kilkuletniej córki. Najnowsza książka Sparksa pokazuje, że klęski można przezwyciężyć dzięki bliskim a ze zmianami trzeba się pogodzić i żyć na nowo, dążąc do upragnionego celu.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję
http://virtualo.pl/

niedziela, 21 sierpnia 2016

Nicholas Sparks "Pamiętnik"



Tytuł oryginalny: The notebook
Tłumaczenie: Anna Maria Nowak
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2015
Liczba stron: 256
Seria: Wszystkie kolory miłości tom 1








Kiedy w 2012 roku opisywałam swoje wrażenia dotyczące "Listu w butelce" Sparksa napisałam tak:
Bardzo podoba mi się jego styl pisarski, te książki po prostu się „połyka”. Czytając, chciałabym już dotrzeć do ostatniej strony opisywanej historii, ale jednocześnie, z każdą kolejną przerzuconą kartką odczuwam żal, że to już tak blisko do końca fantastycznej opowieści.


Nicholas Sparks jest uważany za mistrza w opisywaniu miłości, potrafi tak ująć to co łączy bohaterów, że nawet jeśli jest to ckliwe czy wyświechtane to potrafi wzruszyć czytelnika.  Czy po lekturze kolejnej jego książki (choć w tamtej recenzji napisałam, że "List..." był drugi to nijak nie pamiętam co było pierwsze...) nadal uważam autora za świetnego pisarza? Najpierw krótko o fabule...

Pewien osiemdziesięcioletni mężczyzna w domu opieki codziennie wędruje do pokoju kobiety chorej na Alzheimera i czyta jej pamiętnik. Jest w nim zawarta historia miłości dwójki nastolatków, którzy poznali się podczas wakacji. Jednak Allie pochodziła z bogatej rodziny i zakazano jej spotkań z biednym Noahem. Rodzice zmusili ją do wyjazdu, bo jakże to wypada, by wiązać się z kimś o dużo niższym statusie społecznym?! Teraz Allie stoi u progu nowego życia, bowiem za trzy tygodnie ma wyjść za mąż, jednak wewnętrznie czuje potrzebę odwiedzenia tamtych stron i Noaha. Minęło czternaście lat i ona nie wie co z tego wyniknie, nie wie dlaczego tego pragnie, nie wie nawet czy to słuszna decyzja tuż przed ślubem, ale tak podszeptuje jej serce i dusza a rozum musi się podporządkować. Co ta młoda kobieta odkryje u celu? Czy znajdzie odpowiedzi na dręczące ją pytania? Czy jej dawne uczucia powrócą? Jaką podejmie decyzję w sprawie swojej przyszłości? Który mężczyzna zostanie jej mężem? Aż wreszcie kim są staruszkowie w domu opieki?

Ta opowieść została tak skonstruowana, że czytelnik nie dostaje odpowiedzi na te pytania w chwili, gdy najbardziej ich pragnie. Autor wymaga od nas cierpliwości, ale zostaje ona nagrodzona w sposób niezwykły. "Pamiętnik" jest bowiem przykładem na to, że mężczyźni też potrafią w sposób piękny opowiadać o miłości. Miłości romantycznej, niezwykłej, połączonej z tragedią, ale i pokazującą, że cuda się zdarzają. Powieść niejednokrotnie wywołała we mnie wzruszenie, zmusiła do przemyśleń i ... - no nie mogę tego nie napisać - wzbudziła zazdrość, że można TAK kochać. Chciałabym doświadczyć w życiu takiej właśnie miłości... Czy to jeszcze możliwe?

"Pamiętnik" jest niesamowity tylko niestety strasznie krótki... Pocieszenie stanowi dla mnie fakt, że istnieje kontynuacja! To książka o tytule "Ślub", tylko proszę nie czytajcie jej opisów, gdyż zepsujecie sobie całą niespodziankę, którą kryje "Pamiętnik".

Czy powieść ma jakieś minusy? Nie wiem, ponieważ tak wciągnęła mnie historia, iż zupełnie nie zagłębiałam się w inne jej aspekty. Nie zwróciłam nawet uwagi czy wystąpiły jakieś literówki...

Podsumowując serdecznie zachęcam Was do zapoznania się z tą lekturą, gdyż jest pięknym przykładem na bezinteresowną miłość do "grobowej deski". A list, który przy końcu powieści wyjaśnia ideę "Pamiętnika" zawiera właśnie niewyobrażalne wyznanie tego uczucia. Dech zapiera!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

wtorek, 25 sierpnia 2015

Katarzyna Michalak "Sekretnik"




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2011
Liczba stron: 360











Przeczytałam dotychczas kilkanaście powieści Katarzyny Michalak. Nie wszystkie zasługują - w moim mniemaniu - na ocenę wybitną, ale lubię typowo babskie obyczajówki, zwłaszcza w klimatach polskich i większość twórczości autorki spełnia swoje zadanie. Dlatego postanowiłam zabrać na urlop kolejny tytuł i wybór padł na "Sekretnik". Czy jestem z niego zadowolona?

Książka jest czymś w rodzaju poradnika dla kobiet. Jest podzielona na dwie części.
Pierwsza to "Sekretnik. Czyli jak marzyć skutecznie". Z treści dowiedziałam się wreszcie, co ma na myśli Michalak na swoim blogu, kiedy pisze o drimerkach... Ale wracając do poradnika drimerki... Autorka zamierza udzielić nam pomocy, wskazać kierunek i dać narzędzia a my mamy tylko wziąć zeszyt, długopis i robić notatki.
Potem następują prośby o wypisanie naszych marzeń, autorka przedstawia ich podział, rozpisuje się o pracy, rodzinie, facecie (należy opisać w zeszycie totalnie wszystko co powinien mieć taki idealny), zdrowiu, urodzie, pieniądzach i marzeniach (nie tylko materialnych) oraz umiejętnościach. Ta część sporo ujawnia z życia autorki, jest w niej trochę humoru, ale i ciężkiej pracy dla czytelniczki, która chcąc osiągnąć szczęście faktycznie używa zeszytu i stosuje się do zaleceń zawartych w tekście. A jest ich dużo. Następnie przeczytamy o wizualizacjach, afirmacjach, planach i działaniach oraz magicznym klawiszu "delete". 

Część druga nosi tytuł "Pamiętniczek. Czyli zbiór najfajniejszych opowieści znanych i nieznanych". Oczywiście dotyczące życia Katarzyny Michalak. Poznałam tu jej przeżycia podczas zagranicznych wyjazdów (Złote Piasku w Bułgarii, Cypr, Teneryfa i wyspa Sark) oraz rozrywkowo spędzonym czasie na warszawskim lotnisku.
Jest też krótka instrukcja obsługi mężczyzny oraz seksu, rady dotyczące tego, jak zostać pisarką, historia psów Gapa i Pepsi, przygotowania do sesji okładkowej czy porównanie "Poczekajki" do Harlequina. Jeśli macie problemy z wypełnieniem PITa, sięgnijcie bowiem autorka też zajęła się tym zagadnieniem (choć nie do końca brałabym to na serio). I jeszcze kilkoma innymi...

A teraz, kiedy już opowiedziałam Wam o czym mniej więcej jest ten nietypowy poradnik, przydałoby się jakieś moje zdanie, odczucia czy przemyślenia. I szczerze mówiąc jestem nieco rozdarta. Dlaczego?
Otóż z jednej strony książka jest bardzo ciekawa, bowiem zawiera mnóstwo porad, które mają odmienić nasze życie. Jeśli nie odczuwamy w pełni szczęścia to trzeba działać. Bezrobocie, chorobę, samotność - wszystko to można przetrwać, najważniejsze to pięknie żyć. Autorka nie wyssała swoich rad z palca, bowiem sama jest doskonałym przykładem na to, jak los może być przewrotny.

Felietony i opowiadania są napisane z humorem, lekkością a czasem z przewrotnością. Czego chcieć więcej, gdy lektura może bawić i uczyć w jednym? Jest trochę rad, opisów z wycieczek zagranicznych, wskazówek do zwykłego życia.
Drugą część książki lepiej będę wspominać, ponieważ humor bardziej śmieszył a i teksty były ciekawsze.
Bo czy tak łatwo jest po prostu odpocząć i zacząć działać...? Czasami nie jest to łatwe a życiowe problemy utrudniają to skutecznie. Wierzcie mi, wiem coś o tym.

Ale jest też druga strona tej książki, czyli minusy. Jeśli szukacie powieści obyczajowej to nie sięgajcie po "Sekretnik". Jak już wspomniałam na początku, jest to poradnik, wszak nietypowy, ale nie ma tu typowych bohaterów, akcji, wstępu, rozwinięcia czy finału fabuły. Ktoś kto sięgnie po książkę nieświadomie, może się rozczarować.
Dodatkowo część lektury może być zbyt wyidealizowana, pokazująca życie jakie nie każdy może osiągnąć, nawet jeśli zastosuje się do porad. Nie każdemu może przytrafić się metamorfoza z kopciuszka w księżniczkę czy królewnę, prawda? (specjalnie piszę w wersji żeńskiej, ponieważ stwierdzam, że to raczej pozycja dla kobiet). Pewne rozdziały okropnie mnie nużyły (z lubością na nie wtedy pobieżnie zerkałam i kartkowałam), drażniły i stwierdziłam, że jednak wolę Michalak w wersji obyczajowej i te jej dzieła będę polecać. O czytaniu tego zdecydujcie sami. Ja umieszczam pozycję najniżej w hierarchii przeczytanych książek Katarzyny Michalak.



Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Czytelnicze marzenia 2015, 52 książki

czwartek, 9 kwietnia 2015

Kate Morton "Strażnik tajemnic"



Tytuł oryginalny: The Secret Keeper
Tłumaczenie: Magdalena Koziej
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2013
Liczba stron: 560











"Strażnik tajemnic" jest drugą w kolejności książką Kate Morton, którą miałam okazję przeczytać. W lutym poznałam "Dom w Riverton", debiutancką powieść autorki, jednak do tej pory jej nie opisałam. Dlaczego? Otóż napotkałam wiele opinii o twórczości tej australijskiej pisarki i wszystkie ogromnie wychwalały jej pióro. Mnie lektura pierwszej książki nie powaliła na kolana (a tego oczekiwałam po tych opiniach), ale postanowiłam poczekać na kolejne spotkanie (nastało dość szybko za sprawą wyzwania do pojedynku przez Aine) z twórczością i wtedy dopiero wyrobić własne zdanie. Zapraszam dziś na moje wrażenia ze "Strażnika tajemnic" a może kiedyś napiszę i o wydarzeniach w Riverton... Dziś pozostaje mi przeprosić Was za długą recenzję, miałam wenę twórczą :)

Powieścią rządzą trzy kobiety: Laurel, Dorothy i Vivien. Laurel jest aktorką i córką Dorothy a jako szesnastolatka siedząca w domku na drzewie zobaczyła coś, co na długo zapadło jej w pamięć. W dniu urodzin najmłodszego dziecka państwa Nicolson - Gerry'ego - na ich podwórzu pojawia się tajemniczy i złowróżebnie wyglądający mężczyzna. Laurel widzi doskonale wymianę zdań między nim a matką, która na ręku trzyma chłopca a w dłoni nóż do tortu. Mężczyzna zostaje nim zabity a psychika Laurel i Gerry'ego już na zawsze będzie nosiła ślad tego wydarzenia. Skąd matka znała tego człowieka? Dlaczego go zabiła? Po co odszukał Dorothy po dwudziestu latach? Czego chciał? By się tego dowiedzieć, pięćdziesiąt lat później Laurel rozpoczyna potajemne śledztwo, zwłaszcza że leżąca w szpitalnym łóżku matka wypowiada imię Vivien i każe sobie przynieść z kufra na strychu książkę z dedykacją i zdjęcie. Kim dla niej była Vivien? Matka twierdziła, że przyjaciółką, czy aby na pewno?

Autorka pokazując osobę Dorothy cofnęła się do jej dzieciństwa i młodości, która wypadła w czasie wojny. Poznajemy Dolly podczas pracy, służby w domu lady Gwendolyn i fabryce amunicji. Wraz z nią poczujemy smak miłości, rozczarowania a przede wszystkim brak perspektyw na przyszłość. Nie spodobała mi się jej postać od początku. Nie po tym jak traktowała Jimmiego i jego miłość, nie po tym jak odrzuciła jego zaręczyny, nie po tym jak wciąż myślała o kłamstwach, pieniądzach i szantażu. Owszem nie miała łatwego życia, ale wielu jej działań to nie usprawiedliwia. Dolly była naiwna, rojąca sobie rzeczy czy sytuacje, które nie mają pokrycia w prawdziwym życiu a jedynie w jej wyobraźni na przykład przyjaźń z Vivien czy spadek po lady Gwendolyn.

Vivien natomiast początkowo była dla mnie damą z wyższych sfer, niedostępną i dumną. Niewiele o niej konkretnych informacji w początkowej części książki - pochodząca z Australii, aktualnie żona pisarza, pomagająca innym w trudnym wojennym czasie. Jednak nie do końca szczera z mężem, zapadająca na tajemnicze choroby, które przymuszały ją do pozostania w domu. Czemu Vivien tak okrutnie potraktowała Dorothy, kiedy przyszła oddać jej medalion? Dlaczego ukrywała przed ludźmi swoją działalność?

Dopiero w miarę wyjaśniania się kolejnych wydarzeń z przeszłości, które w 2011 roku odkrywa rodzeństwo Nicolson ujrzałam prawdę o tej kobiecie. Czy to sprawiło, że polubiłam ją bardziej? Chyba tak. Powiem chyba nawet, że czułam do niej większą sympatię niż do zachowań Dorothy.

Może nie wszystko układa się w naszym życiu po naszej myśli. Może nie zawsze jest kolorowo i radośnie. Często najpierw trzeba przeżyć trudny czas, zgrzeszyć, cierpieć i pozwolić innym wyrządzać sobie krzywdę. Wszystko po to, by odkupić winy z przeszłości. By wymazać z serca tą winę za czyjąś śmierć, za czyjeś zachowanie albo za swoje. Czy Dorothy odkupiła już swoje winy zakładając rodzinę, kochając męża i dając mu piątkę dzieci? Sprawdźcie!

Fakt, że lubię dobre powieści nie jest dla nikogo, kto zagląda na mojego bloga, tajemnicą. Nie stronię od grubszych woluminów. Jednak historia z kart książki powinna wciągać od początku, trzymać w napięciu, dawkować wydarzenia, wzbudzać emocje i nie nudzić. Pewnie wiele osób będzie oburzonych moją opinią (trudno, cenię sobie wolność słowa), ale twórczość autorki nie pochłania mnie całkowicie, tak jak bym tego oczekiwała. Owszem opisywane zdarzenie z 1961 roku jest dramatyczne, ma wpływ na wielu ludzi, zmusza ich do pewnych skrajnych decyzji. Jest też przyczyna tego zachowania, którą po czterdziestu latach próbują wyjaśnić dzieci sprawczyni. Autorka, jak wielu przed nią i po niej, opisuje też wojnę, jak wyglądała ona w Wielkiej Brytanii, w Londynie. Bombardowania, zaciemnienia, pomoc innym czy racjonowanie żywności, ale czegoś mi zabrakło. A może to przesyt zbyt barwnym językiem? Odczuwam zmęczenie zbyt dużą ilością zdań, które - moim zdaniem - mogłyby zostać przesiane nieco i czyniły lekturę bardziej emocjonującą. Trudny był dla mnie początek powieści - przez trzy pierwsze wieczory czytałam po zaledwie pięćdziesiąt stron. No nie byłam w stanie więcej, zasypiałam... Dopiero kiedy akcja nabiera tempa, kiedy poszczególne wydarzenia się wyjaśniają, kiedy Laurel zdobywa nowe informacje, gdy działa wręcz jak doskonały detektyw (czyta pamiętniki, listy, odwiedza londyńskie miejsca występujące w tej historii), wtedy książka zaczęła być świetna i nie mogłam się oderwać. Obniżam jej jednak ocenę za ten nudnawy początek.

Ja lubię bogate w treści i pięknie napisane powieści, ale przesada też nie jest wskazana. A to właśnie ma miejsce w tym przypadku. Zbyt upiększone opisy sytuacji chwilami mnie nużyły i odciągały od chęci poznania dalszej części historii Dorothy i jej dzieci, które tropiły przeszłość matki. To druga w ostatnim czasie książka (wcześniej był "Smak tulipanów" A. van Heugten), która pokazuje jak bardzo tajemnice z przeszłości rodziców mają wpływ na życie dzieci. Dlaczego musi dojść do tragedii, by te szokujące fakty mogły znaleźć światło dzienne? Jak głęboko i daleko trzeba sięgnąć, by dowiedzieć się wszystkiego? I czy się uda? Jak prawda wpłynie na los rodziny? Czy pozostałe siostry poznają prawdę o matce? Czy Laurel uda się porozmawiać z matką jeszcze przed jej śmiercią?

Jedno muszę przyznać na pewno - autorka wręcz "zabiła" mnie zakończeniem. Pozytywnie. Czegoś takiego się nie spodziewałam, choć domyślałam się nieco wcześniej niż zostało to ujawnione. Ten finał przypomniał mi końcówkę książki "Trzynasta opowieść" D. Setterfield. Ale nie zdradzę dlaczego.

Podsumowując moje luźne spostrzeżenia dotyczące powieści stwierdzam, że Kate Morton pisze szczególnie. Ma dar barwnego wyrażania swoich myśli i układania ich w poetyckie zdania, akapity i rozdziały. Rozumiem, że nie każdy lubi tak napisane powieści, całkowicie podpisuję się pod petycją, by tak odrobinkę okroić upiększanie fabuły. Zawsze daję książkom szansę, nie rzucając ich po trzydziestu stronach, tak było i w tym przypadku. Naprawdę warto poznać twórczość autorki, tylko trzeba cierpliwie przeczekać dwieście stron. A może to ja jestem przewrażliwiona i początek nie jest nudny? Może, każdy ma prawo do własnej opinii. Moja jest taka. Aczkolwiek, chętnie sięgnę po inne tytuły Morton.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzywam Cię na pojedynek, Pod hasłem, 52 książki

wtorek, 13 sierpnia 2013

Erich Segal "Opowieść miłosna"


Tytuł oryginału: Love story
Tłumaczenie: Grzegorz Kołodziejczyk
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2006
Liczba stron: 144







Jakże często w naszym życiu spotykamy się z sytuacją, kiedy to w książce czy filmie, zderzają się bogactwo z biedą. Ileż razy mieliśmy okazję śledzić losy bohaterów, którzy zakochując się w sobie zapominają o całym świecie, również o dzielących ich statusach społecznych. Ile komplikacji wynika z takiej miłości? Czy zawsze miłość zwycięża wszystko? Jedną z historii o takim właśnie uczuciu jest książka amerykańskiego pisarza, syna rabina - Ericha Segala.

"Opowieść miłosna" przenosi nas do świata studentów w okolicach Bostonu. Głównym bohaterem jest Oliver Barrett IV, przystojny syn bankiera, który studiuje prawo na Harvardzie, gra w drużynie hokejowej i nie dba zupełnie o stronę finansową swojego życia. Przecież ojciec za wszystko zapłaci... I za czesne i za wszelkie przyjemności jedynaka. Szkoda tylko, że miłości i zrozumienia w tej rodzinie kupić się nie da.

Pewnego dnia chłopak udaje się do biblioteki Radcliffe, by wypożyczyć książkę niezbędną do nauki na kolokwium z historii. Za blatem miał do wyboru albo smukłą tenisistkę albo okularnicę. Wybrał tę drugą i musiał stoczyć pojedynek słowny, ponieważ Jennifer Cavilleri nie chciała wypożyczyć mu pożądanej książki. Jenny zauroczyła Olivera swoją błyskotliwością i umiłowaniem muzyki, którą studiowała. Był pełen obaw, gdy musiał poznać jej ojca, ponieważ nie znał pojęcia "przywiązanie do rodziców". Phil i jego relacje z córką przekonują go jednak, że jest to możliwe. I jak tu nie porównywać swoich oschłych kontaktów z rodzicami i wiecznych konfliktów? Kolejną barierą do pokonania była religia, bowiem Jenny to katoliczka a jej wybranek - niewierzący. Czy tak liczne przeciwności uda się bohaterom pokonać w drodze do wspólnego życia? Czy rodzice Olivera zaakceptują biedną Jenny? Jak potoczą się losy dwójki młodych ludzi? O tym przeczytacie już w książce.

Książkę trudno jest jednoznacznie ocenić. Z jednej strony jest to niedługa opowiastka, która nie powala na kolana, nie zawiera w sobie wulkanu emocji ani lawiny zdarzeń. Jednak znajdziemy w niej ponadczasową przesłankę o miłości, która łączy ponad wszystko. Chętnie zapoznam się z dalszym ciągiem historii o Oliverze Barrettcie IV "Opowieść Olivera".



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (0,9 cm), Debiuty pisarskie, W prezencie, 52 książki 

sobota, 16 czerwca 2012

Tony Parsons "Kroniki rodzinne"

Z okładki: Cat, Jessica i Megan zostały w dzieciństwie porzucone przez matkę. Dzięki temu wychowały się na silne, niezależne kobiety, które dokładnie wiedzą czego pragną. Cat kocha swoje nieskrępowane życie i nie chce go rujnować posiadaniem dziecka. Jessica ma wspaniałego męża i tworzy z nim udaną dwuosobową rodzinę, ale bez dziecka czuje sie niespełniona. Dlaczego więc, mimo intensywnych wysiłków, nie może zajść w ciążę i musi poddać się piekłu sztucznego zapłodnienia? Najmłodsza Megan jest w ciąży z przygodnie poznanym Australijczykiem. Chce ją przerwać uważając, że nie powinno się mieć dziecka z mężczyzną, którego się nie kocha. Wszystkie trzy przekonają się jak trudno jest dotrzymać wierności własnym przekonaniom. Trzy siostry. Trzy pary. Dwie ciąże. Szóstka młodych ludzi próbujących rozwiązać trudne problemy miłości i seksu i zrozumieć znaczenie posiadania rodziny.

Moja opinia:  Przeczytałam w 2011 roku, normalnie super książka! totalnie życiowa.... o miłości, upadku, pragnieniu rodzicielstwa i niespodziankach jakie niesie życie - wszystko to pokazane na przykładzie 3 sióstr, matki która ich zostawiła w dzieciństwie, ojca który próbował je wychować...
a potem każdej z nich inaczej toczy się życie, zmieniają swoje decyzje pod wpływem wydarzeń a w innych niezmiennie trwają



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...