Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-book. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-book. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 czerwca 2022

Czytelnicze zmiany w życiu ejotka

Wspominałam Wam ostatnio w kilku miejscach, że testuję pewne rozwiązania... Dziś napiszę o tym więcej.
 
Dotychczas kurczowo trzymałam się wydań papierowych, wszak takie dostawałam do recenzji. Zresztą takie czytało mi się najlepiej.
E-booki zdarzały się bardzo rzadko.
Audiobooków nie słuchałam, bo po przetestowaniu kilka lat temu jednego nie byłam zadowolona.
 
Ale jak wiadomo, tylko krowa nie zmienia zdania.
Pilnie śledziłam informacje, podpytałam na IG kilka osób i...
...korzystam teraz z Inkbooka Calypso Plus.



Czytnik ma niebieski tył -> Calypso Blue (mój ulubiony kolor - zgadza się z barwą oczu :)) a etui to Yoga Blue Jeans (niebieski).

 
Rozpoczynając przygodę chciałam mieć dostęp do Legimi (i jeszcze bardziej zmniejszyć liczbę kupowanych papierowych książek) oraz lepszą możliwość czytania pdfów niż w Kindle, gdzie było to dość utrudnione.

Testowanie trwa już około trzech tygodni i rezultaty możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu. Staram się naprawdę sięgać po e-booki (czytnik) oraz słuchać audio- (telefon). Jak spojrzę na listę tytułów, które już poznałam w czerwcu to... tylko jedna książka została "zaliczona" w papierze - cudowna pozycja dla dzieci, w której mega wspaniałe ilustracje nie pozwalają na profanację inną formą. Zresztą pokażę Wam jak dotrę do niej z recenzją.
 
Zdjęcie robione kilka dni temu
 

A jak to wygląda u Was? Kto już dawno temu pozwolił sobie na nowinki technologiczne i okiełznał e-booki i audiobooki a kto nadal sięga tylko po papier?
Czego używacie do czytania i słuchania? Jaki sprzęt i jakie aplikacje? No i w jakich cenach?
Jak radzicie sobie ze słuchaniem kiedy nie ma lektora? Słuchacie z tym głosem - syntezatorem? 
A kiedy musicie napisać recenzję dla wydawcy? Zapamiętujecie wszystko czy posiłkujecie się notatkami?

wtorek, 31 maja 2022

Gabriela Gargaś "Karma"

 
 
 
Autor: Gabriela Gargaś 
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: luty 2022
Liczba stron: 272
 
 
 
 
 
 
Jak wygląda praca w korporacji? 
Ale tak naprawdę jak wygląda... Od środka. 
Ze wszystkimi prawdami, sekretami i romansami.

Gaja ma trzydzieści osiem lat, męża i synka. Przed dziennikarką stoi najnowsze wyzwanie - reportaż o korporacji Dreams Company, w której powinna udowodnić, że panuje tam rodzinna atmosfera.

Ryan jest od Gai nieco młodszy, ma żonę i córkę, którą bardzo kocha. W firmie zajmuje wysokie stanowisko a w związku z pojawieniem się dziennikarki otrzymał zadanie specjalne.
 
Ona ma szczere chęci napisać prawdę i wyciągnąć wszystkie "brudy".
On ma plan, by temu zapobiec.  
Między tą dwójką zaczyna iskrzyć. Romans jest nieunikniony. Choć powyżej celowo napisałam, że mają małżonków i dzieci. Niestety, to ich nie powstrzymuje przed pogłębianiem relacji. Nie zdają sobie sprawy, jak bardzo te namiętne spotkania zniszczą ich życie. By stabilizację zastąpił chaos
 
Czy pracownicy Dreams Company będą chętni do szczerych rozmów? Ile wizji firmy stworzą na potrzeby reportażu? Co ukrywają obecni i byli pracownicy?


"Karma" jest dość dziwną książką. Przede wszystkim mocno odbiega od historii, do których przyzwyczaiła mnie autorka. Forma jest znacznie krótsza i dość osobliwa. Zwłaszcza początek. 
Owszem, Gabriela Gargaś pokazała świat korporacji totalnie szczerze, skutki romansu bez upiększania, ale chyba troszkę się zawiodłam, bowiem liczyłam na coś innego. 
To historia o biurowych grzeszkach, przekrętach, kłamstwach, szantażach, romansach i hakach, jakie mają jedni na drugich. O tym, że pnąc się po szczeblach kariery ludzie zapominają o przyjaźniach i w ogóle o ludzkich odruchach. Wiele spraw, które finalnie wyjdą na jaw zaskakuje, bo przecież początkowo nic nie wskazywało na to, że w korporacji czekają takie "smaczki".

Ogromnie kusząca i zwracająca uwagę okładka, niebanalna fabuła, "rodzynek" w twórczości i zmuszająca do przemyśleń opowieść - myślę, że warto by każdy wyrobił sobie o niej zdanie osobiście.
 
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (G), 52 książki
 

piątek, 29 kwietnia 2022

Diane Chamberlain "Dar morza"


Tytuł oryginalny: Summer`s Child
Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2015
Liczba stron: 448







Twórczość amerykańskiej pisarki bestsellerów, Diane Chamberlain, od dawna była moim wyrzutem sumienia. Mam sporo tytułów - w wersji papierowej albo na czytniku - ale wciąż bardziej intrygowały mnie inne książki... Aż do teraz... Czy tytuły Chamberlain to coś dla mnie? Na swoje pierwsze spotkanie wybrałam powieść "Dar morza" - dobry wybór?


Jedenastoletnia Daria Cato mieszka w Kill Devil Hills w Karolinie Północnej i uwielbia poranne spacery po plaży, podczas których ogląda wschody słońca i zbiera muszle. Jednak tamtego dnia jej uwagę zwróciła muszla skrzypłocza, pod którą znalazła... dziecko! To był noworodek. Maleńka dziewczynka cała we krwi, z pępowiną i łożyskiem. Daria zabrała ją do domu a kiedy nie udało się ustalić jej tożsamości, z pomocą zaprzyjaźnionego księdza, rodzinie Cato udało się dziecko adoptować.

Dwadzieścia dwa lata później do zaułka w Kill Devil Hills przyjeżdża Rory Taylor, prowadzący program 'Prawdziwe historie', który wychował się tutaj, jako sąsiad rodziny Cato. Rory chce zbliżyć się podczas tych wakacji do syna, który przeżył rozwód rodziców a ponadto ma zamiar popracować nad nowym odcinkiem. Dostał bowiem list od Shelly z prośbą, by odnalazł jej biologiczną matkę. 
Prośba ta sprawia, że wakacje będą obfitować w powracające z przeszłości demony, atakujące bardzo liczną część tamtejszej społeczności. Im więcej pytań zadaje producent, tym większy opór go spotyka, jakby dla wielu osób lato 1977 roku było zarzewiem zagadek.
Zwłaszcza Daria i jej siostra Chloe nie są zadowolone, że ktoś będzie poszukiwał prawdy. Pytanie tylko czego się boją? Jakie kryją tajemnice?

Nieoczekiwanie do spotkań z Rorym dąży Grace (przyjeżdżająca specjalnie z Rodanthe), która przechodzi kryzys z mężem, ale tak naprawdę nie myśli o romansie... Jakie zatem kierują nią pobudki?


Z całą pewnością tak! Twórczość Diane Chambelain ma szanse stać się moją ulubioną, choć oczywiście jestem dopiero po lekturze jednej książki. Jednak dobrze ona wróży. 
Autorka stworzyła bardzo ciekawą fabułę, okrasiła ją napięciem i tajemnicami z przeszłości, które gnębią bohaterów i nie pozwalają spokojnie spać. Przyznaję, że jeszcze zanim dotarłam do połowy powieści odłożyłam ją, bowiem moim zdaniem biologiczna matka aż pchała się na pierwszy plan a ja uważałam, że to za szybko poznana prawda... Dopiero gdy wróciłam do czytania odkryłam, że to nie jest takie proste. Czekało na mnie jeszcze wiele niespodzianek...

Ogromnym szokiem okazała się prawda o tym, kto urodził Shelly. I kto jest ojcem! Nie mniejsza w kwestii tajemnicy skrywanej przez Darię, Grace... Oraz samą Shelly!

 
Podsumowując - "Dar morza" to wspaniała powieść o zakazanej miłości, nieoczekiwanej ciąży, zniszczonej karierze, błędach przeszłości czy przeżywaniu żałoby. Wciąż pojawiają się nowe rewelacje, jest kryzys małżeński, rozwód, poczucie winy oraz brzemię ślubów czystości.
Książkę czytało się wyśmienicie, wręcz płynęłam poprzez kolejne rozdziały a postacie z drugiego planu świetnie uzupełniały główne wątki. Naprawdę polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki

czwartek, 19 listopada 2020

Anna Dąbrowska "Czas na ciszę"


 
 
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 12 listopada 2020
Liczba stron: 364
Cykl: Płomienie tom 3
 
 
 
 
 
Cykl 'Płomienie' Anny Dąbrowskiej jest przepełniony emocjami i muzyką. W każdy tomie autorka opisała losy jednego z byłych członków zespołu Lagor, działającego niegdyś w Szwecji. Po rozpadzie każdy z młodych mężczyzn poszedł swoją drogą... W "Odlecimy stąd" poznaliśmy losy gitarzysty Jakuba, "W deszczu" opisane zostały losy perkusisty Aleksa, przyszedł czas na wokalistę, którym jest Kosma. Co przyniesie tom czwarty? Po lekturze trzeciego już się boję...


Kosma jako jedyny z byłych członków zespołu pozostał w Szwecji. Ukrywa się tam przed szumem medialnym, jaki rozpętał się wbrew jego woli. On marzy o spokoju i chce uwolnić się od przeszłości.
Jednak jego kumpel Pepe ma super propozycję - wolny fotel jurorski w konkursie muzycznym... Jednak Szanowny Pan Samgaiło musiałby ruszyć się z bezpiecznej kryjówki do Warszawy... A to niesie ze sobą możliwą konfrontację z rodziną, czego Kosma pragnie uniknąć... Dlaczego?

Tajemniczy, władczy, pewny siebie, bogaty i z ciętym charakterem mężczyzna będzie musiał zmierzyć się z dziewczyną, która poraża głosem. 
 
Biedna i żyjąca w cieniu innych półsierota musiała zrezygnować z wymarzonych studiów, podjąć pracę na nocną zmianę, by pomóc ojcu w opiece nad ciężko chorym bratem. Oksana ma niewiele wolnego czasu, jednak stara się poświęcać go innym. Jej marzeniem jest, by brat miał przeszczep, jednak nie stać ją na taki luksus. Każdego dnia martwi się o jego zdrowie patrząc jak cierpi. Dlatego kwalifikacja do programu "Szczęśliwa czwórka" daje dziewczynie nadzieję, że wygrana pozwoli na uratowanie Tomka.

Jednak Oksi jest dziewczyną spokojną, ufną, radosną mimo życiowych przeszkód, z marzeniami. Czy będzie w stanie odnaleźć się w grupie najbardziej irytującego i mrocznego jurora wokalnego talent-show? Czy on nie zmrozi jej serca? Czy uda jej się oczarować go głosem?  

Gwarantuję Wam, że to będzie bitwa na głosy!
I ONA i ON potrafią śpiewać. 
Zaczarować.
Uwieść.
Zahipnotyzować.
I wiem to tylko z czytanych słów.


Anna Dąbrowska tak opisała ich głosy, że nawet bez dźwięku byłam w stanie się w nich zakochać. Szkoda, że nie dołączono płyty...
 
Kim Kosma stanie się dla Oksany? Trenerem? Przyjacielem? Partnerem? Nauczycielem? A może kimś więcej?
A przede wszystkim jak zakończy się ta historia? Cóż, finał jest typowy dla Ani - zaskakujący dla mnie.
 

Autorka nie tylko wyśmienicie opisała głosy, by czytelnik poczuł je do głębi. Zrobiła jeszcze jedną niesamowitą rzecz - od samego początku powieści zawładnęła moim sercem, duszą i rozumem... EMOCJAMI! "Czas na ciszę" jest ich pełen. Tutaj każde wydarzenie, słowo, spotkanie czy gest jest opisany w tak przejmujący sposób, że wielokrotnie miałam w oczach łzy a na rękach 'gęsią skórkę'. 
 
Jak dla mnie to bezapelacyjnie najlepszy jak dotąd tom cyklu 'Płomienie', który na długo pozostanie w pamięci. Tych emocji się nie zapomina. Czuję się jak przejechana walcem... W każdą stronę wnikałam w całości, każdy wers czułam jak powiew wiatru ciepłego lub zimnego w zależności od opisanych tam wydarzeń.
 
 
Podsumowując - "Czas na ciszę" to opowieść o tragedii sprzed lat i rodzinie, która nie potrafiła zrozumieć, kto wtedy zawinił. O rezygnacji z marzeń, dla dobra innych. O nieszczęśliwej miłości mylonej z przyjaźnią, walce o ratunek dla najbliższej osoby, śmierci ukochanej osoby, poświęcaniu codzienności dla ciężko chorego, a także o cierpieniu, bólu, strachu, chęci do życia i bezsilności. Historia, która wbija się w serca zazdrością, pojednaniem, wybaczeniem, samotnością i smutkiem. Przejmująca, prawdziwa, ze zwykłymi bohaterami, którzy wcale nie mają lekko i nie pijają ptasiego mleka (nawet Kosma, bo choć ma kasę to tylko powierzchownie jest panem losu). Z całego serca polecam!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję Autorce

środa, 22 lipca 2020

Anna Dąbrowska "W deszczu" - przedpremierowo




Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana na 24 lipca 2020
Liczba stron: 342
Cykl: Płomienie tom 2




Anna Dąbrowska-pisarka czuje chyba więź z Anną Dąbrowską-piosenkarką, ponieważ często w jej powieściach pojawia się motyw muzyki. Niezmiernie klimatyczna okładka wskazuje, że tym razem bohater lub bohaterka zabierze nas w świat gry na perkusji. A jaka fabuła czeka nas poza nią? I przede wszystkim jaki będzie finał u "Mistrzyni Niepewnych Zakończeń"?


"Deszcz to woda, która jest niezbędna do życia. (...) Dzięki niemu czułem się naprawdę dzieckiem (...). Coraz mniej ludzi lubi deszcz, ale oni nie wiedzą, co jest dobre. Wolą mieć suche ubrania i puste serca. Ja wolę mieć mokre ubranie i pełne serce." *


Aleksander Jabłoński po rozpadzie zespołu, w którym grał na perkusji wraca do Polski. Nie żal mu pozostawionej w Szwecji 'przyjaciółki', wraca do domu nad jeziorem, gdzie drzemią jego demony z dzieciństwa. Chce się z nimi zmierzyć i spróbować zbudować swoją przyszłość, wszak ma dopiero dwadzieścia pięć lat. Zarobione w Szwecji pieniądze chce przeznaczyć na otworzenie swojego biznesu. Choć nie jest pewny własnych emocji, wraca do rodzinnego domu, gdzie Borys (jego ojciec) mieszka z nową rodziną - Katarzyną oraz małym Maksem.

Wspomnienia czy może raczej demony uderzają w Aleksandra ze zdwojoną siłą. Przypomina sobie, że jako ośmiolatek musiał pożegnać się z przyjacielem Jasiem, musiał też zmierzyć się z kłótniami rodziców oraz płaczem mamy, która w dniu jego dziewiątych urodzin spadła schodów. Nie rozumiał dlaczego rodzice krzyczą, ani co tak naprawdę się stało... Dopiero z czasem pojął, czego był świadkiem. Jego dzieciństwo było naznaczone mnóstwem obowiązków, łącznie ze sprzątaniem po wiecznie pijanym ojcu, który zmienił życie syna w piekło. 

Na szczęście miał swoją muzykę.
Swoją perkusję.
Swój świat.
I swoje marzenia.

To dzięki nim budził się każdego ranka.
Dzięki nim ćwiczył wiele godzin.
Wiedział, że to jego przyszłość i warto o nią walczyć. Powalczyć musi również o rozwikłanie zagadki sprzed dziesięciu lat, kiedy to zniknęła Kayla, dziewczyna z sąsiedztwa, która była jego pierwszą i jedyną prawdziwą miłością. Jaka prawda stanie się jego udziałem w każdej z nierozwikłanych spraw? Czy po wyjaśnieniu wszystkiego będzie mógł zacząć wszystko od nowa?


W życiu Aleksandra bardzo ważną rolę odgrywa nie tylko muzyka, ale również deszcz.
W deszczu pochował Mamę.
W deszczu poznał Kaylę.
W deszczu się zakochał.
W deszczu ją pocałował.

Aleks nie boi się deszczu, dużo bardziej niewypowiedzianych słów, sekretów i tego, co zostało przed nim na lata owiane tajemnicą. Boi się niepewnej przyszłości, boi się tego co ukrywają Łuczakowie, boi się prawdy o swoim ojcu.


"...deszcz zmywa z nas wszystkie troski. Moczy ubrania, ale wypełnia nasze serca radością. (...) Skoro nie roztopi nas deszcz, a w naszych policzkach nie pozostaną korytarze wydrążone przez łzy, jesteśmy prawie nieśmiertelni." **


Anna Dąbrowska stworzyła historię z kilkoma płaszczyznami czasowymi, które opowiadają historię Aleksandra. Opowieść nie jest chronologiczna, co sprawia że nie zawsze znamy przyczynę lub skutek decyzji bohaterów. Książka zaczyna się bowiem od pytań i niewiadomych a tak naprawdę od środka, czyli od pobytu Alka w Szwecji. Dopiero później autorka pozwala nam naprzemiennie poznawać jego przeszłość oraz walkę o przyszłość. A żeby napięcie rosło, Dąbrowska dawkuje nam informacje dotyczące przeszłości - są to właściwie strzępy.

Początkowo akcja skupia się na Aleksie i przyznaję, że kiedy była mowa o szczegółach gry na perkusji, pojawiały się pozycje, techniki czy specjalistyczne słownictwo czułam się znużona (i to dla mnie jedyny minus tej książki), jednak gdy wątek Kayli jest coraz częstszy i szerszy a na jaw zaczynają wychodzić wszelakie sekrety nie mogłam się oderwać od lektury.

Moim zdaniem styl autorki zmienił się nieco względem poprzednich książek, jest bardziej dojrzały, poważny, konkretny, bez zbędnych słów kieruje nas na ścieżki, którymi podążali wcześniej bohaterowie. Ania wie jak zbudować klimat w scenach zbliżeń, wie jak poruszyć sercem, gdy komuś dzieje się krzywda, wie jak zaintrygować a nawet jak 'wywieźć w pole' z przypuszczeniami a tym bardziej nie pozwala odgadnąć, jak zakończy się to opowieść. Jednym słowem - "W deszczu" jest pełne emocji.


"W deszczu nie było widać naszych wad (...) Dlatego deszcz łączył, a nie dzielił." ***


Podsumowując - "W deszczu" to poruszająca historia o walce - o siebie i o marzenia. O zniszczonym życiu, alkoholizmie, postrzępionym sercu, błędach i traumie. Opowieść o życiu chłopca, na którego zbyt wcześnie spadły obowiązki; który przeżył tak wiele a nie zabrakło mu chęci, by stać się kimś. Jest to książka o ucieczce od wspomnień, kłamstw, demonów, o ciężkiej pracy, wytrwałości, utraconym szczęściu oraz plusach i minusach sławy. Nie sposób pominąć sens życia, dylematy czy rany z przeszłości oraz utratę życiowego celu. Tej powieści nie da się szybko zapomnieć - gorąco polecam!


* 14%
** 68%
*** 69%


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC (psy), 52 książki




Za książkę dziękuję Autorce

czwartek, 16 kwietnia 2020

Max Czornyj "Ślepiec"




Autor: Max Czornyj
Wydawnictwo: Filia / Filia Mroczna Strona
Data wydania: 2019
Liczba stron: 400
Seria: Liza Langer i Orest Rembert tom 1




Cudze oczy patrzą na was.
Zawsze

Max Czornyj podbił serca i zamącił w umysłach czytelników serią o komisarzu Eryku Deryle, jednak na rynku wydawniczym pojawił się już następny cykl autora. Czy dorówna poprzedniemu?

W jednym z gdańskich apartamentowców znaleziono zmasakrowane ciało mężczyzny. Nawet na kardiologu, który znalazł denata, widok ten zrobił piorunujące wrażenie. Sprawą zajmie się komisarz Liza Langer, dla której będzie to pierwsza sprawa o zabójstwo. Dotychczas zajmowała się wyłącznie włamaniami oraz przestępstwami seksualnymi. Do pomocy został jej przydzielony profiler - Orest Rembert, który twierdzi, że trup w apartamencie jest wynikiem działania celowego, czyli sprawcą jest seryjny morderca. Jednak chętniej tworzy on profil Lizy, niż potencjalnego sprawcy.

Dochodzi do kolejnych morderstw, a pani komisarz określa mordercę słowami 'kolekcjoner oczu', ponieważ w każdym przypadku ciało zostaje pozbawione gałek ocznych. Komu i do czego mogą być potrzebne? Niezależnie od tego, co teraz pomyśleliście, gwarantuję Wam, że się mylicie! :)


"Myśli szalały jej w głowie z prędkością cząsteczek emitowanych przez zderzacz hadronów."*


Polskie kryminały przyzwyczaiły nas do tego, że każdy policjant, komisarz czy detektyw ma za sobą trudne przeżycia, traumy, nierozwiązane sprawy. Nie inaczej jest z Lizą, która od roku nie pogodziła się ze śmiercią narzeczonego - Michała, który zginął w wypadku samochodowym. Jej życie to kawa, papierosy oraz tic taki, zamiast znajomych i przyjaciół. Chodzi za nią "deszczowy pies", będący symbolem depresji i koszmarów gnębiących ją od tamtego czasu.
Kiedy odwiedza swoją niedoszłą teściową w domu opieki znajduje niespodziewaną informację, z przyczepy w której mieszka giną ważne dla niej przedmioty, profiler dostaje w głowę a ona podąża tropem seryjnego mordercy sprzed trzydziestu lat. Czy słusznie?

Max Czornyj potrafi skutecznie utrudnić czytelnikowi zmierzanie do odkrycia prawdy. Do fabuły włączył wiele wątków, które w różnych momentach śledztwa łączą się lub przecinają, mają punkty wspólne lub wręcz przeciwnie. Poznajemy Ślepca, który ma zaburzenia tożsamości oraz kilkugodzinne amnezje. Jest też terapeuta, który poci się na sam widok policji i opowiada o pacjencie z niedowrażliwością zmysłu wzroku.

Zwroty akcji, ślepe uliczki, zaskakujące fakty, porwania, samobójstwa, nieprawdziwe tożsamości, tajne działania grupy ludzi... A im bliżej prawdy, tym główna bohaterka ma coraz większą świadomość tego, jak mało wiedziała o człowieku, którego kochała.

Kto tak naprawdę jest w tej historii ślepcem?

Max Czornyj wspomniał w fabule o komisarzu Deryle i sprawie Cztery Iksa (w kontekście tego, że może pomógłby w śledztwie) a mordercą okazał się... nie zdradzę, ale w taki sposób ukryta osoba sprawcy jest mi już znana z innej książki autora. Generalnie "Ślepiec" ma niezmiernie ciekawy pomysł na motyw morderstw, w żaden sposób nie mogłam powiązać osób, wydarzeń i kolejnych przestępstw ze sobą, by odkryć, kto zabija. Autor wie jak zaintrygować czytelnika, jak nie pozwolić mu odłożyć książki na półkę, jak ukryć prawdę pomiędzy informacjami nieistotnymi.
Mam jednak pewien niedosyt jeśli chodzi o osoby głównych bohaterów (irytująca Liza, lalusiowaty Orest), przesyt 'deszczowego psa' i schematów, ale jednocześnie chciałabym dać szansę nowej serii autora - może po prostu potrzeba czasu, by polubić nowych bohaterów a nie myśleć wciąż o Deryle? :) Liczę, że drugi tom się rozkręci.


"Podejrzenia zastępowała pewność, pewność rozsypywała się w proch wątpliwości."**


Podsumowując - "Ślepiec" to lekki i dobrze czytający się kryminał z dość krwawymi morderstwami, zaskakującą akcją i ślepymi zaułkami. To historia przepełniona emocjami, nie brakuje w niej lęku, żalu, bezsilności, rozczarowania czy naiwności. Bohaterowie nie szczędzą nam wściekłości, rozpaczy, niedopowiedzeń a my śledzimy z zapartym tchem ich oszustwa, podstępy i postępy, poznajemy ich podejrzenia i dowiadujemy się, że czasami jedno wypowiedziane przez kogoś słowo lub zdanie ma ogromne znaczenie. Polecam!




* M. Czornyj, "Ślepiec", Wyd. Filia, Poznań 2019, 26%
** Tamże, 92%



"Ślepiec"
"Grób"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za książkę dziękuję


niedziela, 12 kwietnia 2020

Melisa Bel "Diabelski Hrabia" - przedpremierowo [patronat]





Autor: Melisa Bel
Wydawnictwo: wydanie własne
Data wydania: planowana na 10 maja
Liczba stron: 350
Seria: Niepokorni tom 1





Kilkanaście lat temu, jeszcze zanim zaczęłam prowadzić bloga, częściej czytywałam romanse historyczne, później moje czytelnictwo poszło w innym kierunku. Dlaczego po tak długim czasie zdecydowałam się na lekturę "Diabelskiego Hrabiego"? Skusił mnie intrygujący tytuł, władcze męskie dłonie na okładce powieści oraz zapowiadane pojawienie się... kota!


Anglia, rok 1818
Dwudziestosiedmioletnia lady Jocelyn Ashton rok temu straciła męża. Edward zmarł, zostawiając ją z długami - wdowa została z niczym i musi szukać dla siebie innej przyszłości. By spełnić wolę męża zawartą w liście, udaje się po pomoc do jego kuzyna - hrabiego Charlesa Winstona. Dziewczyna bawiła się z nim w dzieciństwie, nie ma jednak świadomości, że zanim wyszła za mąż, on był w niej zakochany.

Ich spotkanie po latach wygląda dość osobliwie, gdyż w chwili gdy Jocelyn dociera do upiornej, ogromnej i zaniedbanej rezydencji hrabiego, warunki atmosferyczne zagłuszają jej pukanie i postanawia dostać się do środka przez... okno. Wpada wprost na barczystą i odpychającą postać, która gdyby mogła, zabijałaby wzrokiem. Okazuje się, że demonem w ludzkiej skórze jest hrabia Winston, określany mianem Diabelskiego Hrabiego a młoda wdowa coraz boleśniej przekonuje się jak zimne jest jego serce. Wprawdzie wyraził zgodę na zatrudnienie jej jako ochmistrzyni, bo zbliżają się urodziny jego matki i ktoś musi przygotować ogród, pokoje, menu i rozrywki, ale... hrabia widzi w Jocelyn tylko kochankę. Czy wdowa się na to zgodzi?


Melisa Bel skupiła się w swojej powieści na relacjach między dwojgiem młodych ludzi, w których buzują emocje i hormony. Jocelyn i Charles spotykają się po wielu latach i żadne z nich nie ma świadomości, co tak naprawdę myśli i czuje to drugie. Zwłaszcza, że akcja książki została osadzona w czasach, gdy dbano o konwenanse, honor i godność. Tych dwoje coraz mocniej przyciąga do siebie magiczna siła. Doskonałe zestawienie bohaterów na zasadzie pięknej i bestii!

Ona jest osóbką uwielbiającą zwierzęta, broniącą skrzywdzonych istot, chwilami irytuje, ale też przyciąga mężczyzn. Jest otwarta, szczera i zabawna. Pragnie mieć normalną rodzinę, dzieci, gdyż z Edwardem ich nie mieli. Nie mając nic złego na myśli stała się włamywaczką i złodziejką... Jej kot Roger to niezwykle inteligentny zwierzak, powieść nie byłaby bez niego taka sama.

On jest arogancki, cyniczny, człowiek bez serca, który myśli tylko o kobiecie mogącej zaspokoić jego potrzeby seksualne. Służba bez słów rozumie rozkazy pana, znoszą jego wyskoki, humory i potrafią dostosować się do każdej sytuacji, włącznie z ostatnim posiłkiem podczas urodzin Elizabeth Winston ;)

Z każdym kolejnym rozdziałem czytelnik przekonuje się, że to, co dzieje się między Jocelyn i Charlesa to huśtawka, wzloty i upadki, kłótnie przeplatane chwilami uniesień. Robi się coraz goręcej i namiętniej, zwłaszcza że autorka wprowadziła do wydarzeń pierwszego planu Nicolasa - kumpla Charlesa z czasów wspólnych walk na froncie. Postać wesołego barona, szarmanckiego, taktownego i spokojnego, nieźle namiesza w relacjach między dwojgiem nieświadomych swego zakochania.

Autorka-debiutantka zabrała nas w czasy, gdy kobiety wciąż były kontrolowane przez płeć męską, nie mogły o sobie decydować ani w sprawach finansowych, niekiedy również uczuciowych, nie miały swobody, były zależne od ojców, mężów, czasem braci czy kuzynów... Skandalem mogło się zakończyć spotkanie damsko-męskie z dala od ludzi. Kilkunastodniowe urodziny matki hrabiego to wyśmienita okazja, by poznać zwyczaje i obyczaje panujące w wyższych sferach, gorsety, karneciki, wieczorki taneczne, muzyczne czy zaloty.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Doskonałe pióro, lekkość wypowiedzi, to romans historyczny, który wciąga i pociąga! Wprawdzie nie ma tutaj wydarzeń mocno sensacyjnych (no, może jedno), są jednak sceny wprost z thrillera czy komedii - ale chęć poznania dalszych losów opisanych postaci napędza ciągle rosnące napięcie w relacjach damsko-męskich. Panie wciąż chcą się przypodobać panom, oni próbują ująć je swą męskością. Co z tego wynika, niezależnie od wieku (XIX, XX czy też XXI) w historii ludzkości?

Właściwie to 'przyczepiłabym' się tylko do jednej rzeczy - do sceny mającej miejsce podczas ulewy, była delikatnie nierealna. Niemniej to drobnostka, dlatego cieszę się, że pojawi się kolejny tom w serii 'Niepokorni', który będzie dotyczył innej pary bohaterów. Poznaliśmy ich już w tej powieści - istny ogień i woda!



Podsumowując - "Diabelski Hrabia" to powieść o intensywnej namiętności, pożądaniu, wdzięczności, dumie i poniżeniu. O trudnych relacjach rodzinnych, braku wybaczenia innym a przede wszystkim sobie. O ratowaniu słabszych, przyjaźni i próbach swatania, o głupocie, nadmuchanym honorze, zazdrości oraz demonach przeszłości. Idealnie wpasowująca się w gatunek romansu historycznego książka, która traktuje o bólu, odrzuceniu, żalu a przede wszystkim o wszechmocnej miłości. Gorąco Wam polecam lekturę!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za książkę dziękuję Autorce

wtorek, 28 stycznia 2020

Anna Ellory "Króliki z Ravensbrück"





Tytuł oryginalny: The Rabbit Girls
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 14 stycznia 2020
Liczba stron: 448





Debiutancka powieść Anny Ellory to moja pierwsza lektura z modnego ostatnio nurtu, traktującego o wojnie i obozach koncentracyjnych. Wręcz hurtowo pojawiają się na polskim rynku wydawniczym książki, które w tytule mają najczęściej słowo "Auschwitz". To trudny temat a literatura stała się niejako świadectwem okrucieństwa ludzi wobec ludzi oraz pamiątką po ofiarach. To dobrze, że temat przetrwa, bo świadków coraz mniej. Oby nie próbowano zrobić z tych powieści hitów.

grudzień, 1989
Miriam uciekła od męża, który stał się tyranem, co wywołuje w niej ataki paniki. Wróciła do ojca mieszkającego w Berlinie (RFN), ponieważ Heinrich miał udar i wymaga teraz stałej opieki, którą Miriam chce mu zapewnić. Los tak pokierował życiem ojca i córki, że przez dziesięć ostatnich lat nie rozmawiali ze sobą.
Chcąc odpiąć z ręki ojca zegarek, który przestał działać, Miriam znajduje pod paskiem numer... i jest w szoku. Nie wiedziała, że ojciec TAM był! Przecież nie był Żydem! Heinrich zaś w chwilach lepszego samopoczucia wykrzykuje imię Friedy - kim ona była? Przecież mama miała na imię Emilie! Pytania bez odpowiedzi mnożą się w głowie Miriam, która postanawia rozwiązać zagadkę przeszłości ojca. Zastanawia się również czy mama też TAM była... Aż nagle znajduje w szafie sukienkę-pasiak z zaszytymi w każdym możliwym miejscu listami, pisanymi po niemiecku i francusku. Czy pasiak należał do Emilie? Ale przecież mama nie znała francuskiego!
Czyj był pasiak? Kto pisał listy? Kim jest Frieda z wołań ojca? Dlaczego on był w obozie? I jak udało mu się przeżyć?

Miriam podejmuje walkę z kilkoma demonami naraz.
Próbuje uwolnić się od męża, co wcale nie jest proste, bo on wciąż ją nachodzi... Nie są to miłe wizyty.
Pragnie pozbyć się swoich paranoi i natręctw.
Układa listy chronologicznie i dzięki tłumaczeniom Evy tych, które były pisane po francusku, udaje jej się poznać prawdę o tym, kto jest ich autorką i jaki był jej los...
Finalnie dowiaduje się prawdy nie tylko o mamie, tacie i Friedzie, ale też o sobie. Czy gdyby wiedziała, do czego doprowadzą poszukiwania dążyłaby do rozwiązania tajemnic?

Autorka zastosowała w tej powieści naprzemienną narrację Miriam i Heinricha. Pan Winter opowiada o swoim życiu jeszcze w czasach, kiedy był wykładowcą na uczelni i poznał Friedę. Wciąż powraca do wspólnych chwil oraz do wyrzutów sumienia względem żony. Ale nie potrafi przestać. Nie chce uciec z Emilie, woli zostać... z młodziutką studentką. Za cenę życia, bo zdaje sobie sprawę, że ryzykuje. Heinrich opisuje ten dzień - 10 kwietnia 1944 roku - gdy zostali złapani, rozdzieleni i wywiezieni w nieznane pociągami.

Z narracji Miriam dowiadujemy się jak wyglądało jej życie z rodzicami, później z mężem, jak tęskniła za rodzicami, ale nie mogła przeciwstawić się Axelowi. To właśnie Miriam odczytuje nam listy znalezione w pasiaku. Zostały napisane w Ravensbrück, obozie pełnym wszy i 'królików', czyli kobiet, na których przeprowadzano eksperymenty. Autorka listów pisała o codziennym obozowym życiu po niemiecku, zaś po francusku o sprawach uczuciowych, gdyż tęskniła za ukochanym a nie chciała, by każdy mógł zrozumieć jej słowa. Z jej relacji dowiadujemy się ile jest w stanie zrobić człowiek, by uratować siebie. Na co może się zdobyć, by wyjść cało z piekła...

"Nie każde życie ma taką samą wartość. Moje liczy się bardziej." *

Treść listów była poruszająca. Choć nie jest mi obca tematyka obozów koncentracyjnych, bo miałam w życiu okazję odwiedzić dwa obozowe muzea, gdy miałam kilkanaście lat, to los ludzi noszących pasiaki wciąż nie jest mi obojętny. Bo jak czytać o wycinaniu kawałka ciała? O zabijaniu noworodków? O przerażającym głodzie, ciężkiej pracy i warunkach niegodnych zwierząt a co dopiero ludzi.

Z każdą kolejną stroną debiutu Anny Ellory, opisywana dwutorowo historia (dramat Miriam i dramat Friedy) nabiera tempa, jest coraz więcej uczuć, emocji, strachu i bólu. Z niepokojem czyta się kolejne wersy, z wypiekami na twarzy przesuwają się pod powiekami obrazy i wydarzenia.
Przeczuwałam jak może zakończyć się opisywana w listach opowieść, dlatego gdy dotarłam do treści ostatniego - nie byłam w szoku. Ale przyznaję, że podczas lektury, nie można się nudzić. Wciąż coś zaskakuje, przeżywamy kolejne tragedie i ocieramy łzy...


"...miłość nie zawsze odpowiada naszym oczekiwaniom." **


Podsumowując - "Króliki z Ravensbrück" to wspomnienia z najtrudniejszych w dziejach wydarzeń, kiedy miliony ludzi straciło życie. Nie oceniam tej książki pod względem kunsztu pisarskiego ani historii - takie tematy czytają się inaczej. Mocniej i głębiej.
Jest to książka o miłości do ojczyzny i do kobiety; o szukaniu odpowiedzi, walce z potwornościami, instynkcie przetrwania, narzucaniu woli i drugich szansach. Poruszająca powieść o pożegnaniach i ich braku, o wspomnieniach i koszmarze, który wielu przeżyło.
Polecam Wam tę historię o walce współczesnej i tej z przeszłości. Która poruszy Was bardziej?




* A. Ellory, "Króliki z Ravensbrück", Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2020, 43%
** Tamże, 49%





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło..., 52 książki





Za e-booka dziękuję




sobota, 18 stycznia 2020

Klaudia Morawa "Pułapka życia"





Autor: Klaudia Morawa
Wydawnictwo: Studio Suite 77
Data wydania: 14 stycznia 2019
Liczba stron: 288




Klaudia Morawa, pielęgniarka anestezjologiczna, zadebiutowała "Pułapką życia", choć książka widnieje w literackim świecie również jako "Zagadkowy duet", była to jednak wersja elektroniczna dla niewielkiego grona odbiorców. Akcja tej sensacyjno-obyczajowej została umiejscowiona w Los Angeles, czy warto po nią sięgnąć?

Wydział Osób Zaginionych  policji w Los Angeles otrzymuje zgłoszenie o porwaniu z Hancock Parku siedmioletniego Jake'a. Sprawę prowadzi nowy duet partnerski: Nikki Black oraz Jennifer Robbins, które różnią się jak ogień i woda. Śledztwo rozpoczynają od przesłuchania niani, z którą był wtedy chłopiec oraz rodziców - właścicieli firmy - czy to może być porwanie dla okupu? Na drodze do wyjaśnienia sprawy stoją tajemnice, lokalny gang, podstawieni ludzie oraz coraz większa liczba osób, które mogą pomóc choćby informacjami. Ale nie każdy, chce... Niania dziwnie się zachowuje a matka - jakby jej nie zależało na odzyskaniu dziecka... Co ukrywa? Do jakich wniosków dojdzie policja? W jakim kierunku zmierza śledztwo? Z czasem pojawiają się coraz bardziej przerażające podejrzenia...

Czy poszukiwania małego chłopca mają szansę powodzenia, kiedy sprawą zajmują się tak specyficzne panie detektyw? Nikki wciąż nie otrząsnęła się po rodzinnej tragedii i topi żal oraz smutek w alkoholu... morzu alkoholu, nie zważając na nastoletnią córkę, która wymaga opieki. Nie potrafi prosić o pomoc i dlatego idzie na dno, rujnując sobie karierę. Pracuje tylko dlatego, że szef ma świadomość, że jest świetna w tym, co robi. Jennifer z kolei jest lesbijką i nie potrafi o tym mówić. Jej żona ma pretensje, że ich związek musi być ukrywany, jednak po tym jak Jen wyznała prawdę rodzicom i się jej wyrzekli, ma traumę. Ma ogromny problem z tym, żeby przyznać się do Sashy, boi się że otoczenie nie zaakceptuje jej wyboru.
Jakże różne, ale obie ze słabościami, które atakują każdego dnia. Nie jest ważne, że jedna jest doświadczoną policjantką a dla drugiej to początek kariery... Muszą zapomnieć o problemach i wspólnymi siłami ruszyć tropem małego chłopca, który z daleka od domu, jest na pewno przerażony. O ile jeszcze żyje... Czy Nikki i Jennifer doprowadzą sprawę do szczęśliwego finału?

"Problemy są po to, aby nas wzmacniać. 
Każda rozwiązana błahostka jest dla nas jak medal olimpijski." *


"Pułapka życia" to naprawdę wyśmienita powieść, łącząca w sobie elementy obyczajowe i sensacyjne. Nie brakuje w niej przemocy, zbrodni i różnorodnych przestępstw. Życie policjantów i cywilów wielokrotnie jest zagrożone, trzeba przeczuwać skąd może nadejść niebezpieczeństwo. Ale by to bezbłędnie odkryć, policjant powinien się skupić na pracy, jego głowa winna być wolna od problemów natury osobistej. A opisując obie panie detektyw, autorka pokazała nam, że nie jest to łatwe. Bo każda ma swój bagaż. I swoje demony.

Dodatkowej pikanterii tej historii dodaje fakt, że Morawa przeniosła akcję do Los Angeles a jak wiadomo na amerykańskiej ziemi działa mafia, wielu przestępców tuż przed nosem policji potrafi prowadzić swoje ciemne interesy, łatwo jest nadepnąć złym ludziom " na odcisk" a najtrudniej wytropić tych, którzy porywają małe dzieci. Każdego kto coś wie, potrafią bowiem wyeliminować.

Powieść czyta się niezwykle szybko, co jest zasługą nie tylko interesującego tematu głównego, ale również pobocznych. Do tego liczne zwroty akcji i przeszkody stojące na drodze do odnalezienia chłopca oraz intrygujące momenty podnoszą czytelnikowi ciśnienie.W książce nie brakuje też emocji - od smutku, żalu, płaczu, poprzez rozczarowanie, odrzucenie, samotność czy złość docieramy do euforii i pozornego szczęścia. Groza i napięcie towarzyszą podczas czytania niemal każdego rozdziału a w tle często słychać strzały...

Siedemnaście dni akcji, licznych wydarzeń i dialogów, opisów skróconych do minimum (co jest dla mnie zdecydowanie na plus). Nie twierdzę jednak, że jest idealnie. Bohaterowie często popełniają błędy, pokazują złe wzorce (po alkoholu wsiadają za kierownicę i jadą do pracy), sytuację taką akceptują przełożeni a Nikki czy Jennifer chwilami zachowują się jak rozwydrzone nastolatki a nie dorosłe babki, które chcąc nie chcąc, muszą stawić czoło światu. Nie wszystkie wątki zostały jednoznacznie rozwinięte czy zakończone, ale umówmy się - zawsze może powstać ciąg dalszy, prawda? Generalnie jestem bardzo zadowolona z lektury i czystym sercem mogę ją Wam polecić, wystarczy odpuścić Autorce drobne niedociągnięcia, z uwagi na fakt, że to dopiero jej debiut.


"Nie powinno się odtrącać innych ze względu na poglądy religijne, kolor skóry czy orientację. (...) powinni zaakceptować i ciebie, i twoje wybory. Przecież kochasz tak samo jak inni, realizujesz cele. (...) Pokaż, że ci na nich zależy, że mimo wszystko ich kochasz." **
 

Podsumowując - "Pułapka życia" to intrygująca historia o samotnej matce, szukaniu właściwej drogi, życiowych porażkach i bolesnych wspomnieniach, ale również o porażkach i sile potrzebnej do dalszej walki. Poza prowadzonym śledztwem dotyczącym porwania i życiem osobistym policjantek, w fabule Autorka poruszyła problem homoseksualizmu, adopcji, alkoholizmu, autyzmu, utraty bliskiej osoby oraz traumy spowodowanej odrzuceniem przez najbliższych. Niczego nie jest tutaj zbyt dużo, książka wciąga i 'wypluwa' czytelnika dopiero wtedy, gdy dotrze do finału tej historii. Jaki on będzie? Sięgnijcie!




* K. Morawa, "Pułapka życia", Studio Suite 77, Biłgoraj 2019, 19%
** Tamże, 60%



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za e-booka dziękuję Autorce

niedziela, 12 stycznia 2020

Paweł Fleszar "Powódź"






Autor: Paweł Fleszar
Wydawnictwo: Księży Młyn Dom Wydawniczy
Data wydania: 24 października 2019
Liczba stron: 212





Paweł Fleszar jest dziennikarzem, który postanowił zająć się pisaniem obszerniejszych - niż artykuły - tekstów. "Powódź" to jego druga, ale pierwsza wydana książka. Ja miałam okazję czytać ją w wersji elektronicznej.

Zagłębiając się w lekturę kryminału, nie muszę wraz z akcją nigdzie się przenosić - pozostaję w moim Krakowie, cofam się jedynie do roku 2010, kiedy to miasto nawiedziła kolejna wysoka woda na Wiśle. To właśnie czas walki z żywiołem podnosząc adrenalinę, jest tłem kryminału. Choć jeśli przyjrzeć się temu z perspektywy mieszkańców miejsc dotkniętych zalaniem czy zagrożonych przerwaniem wałów, wcale nie jest to tylko tło...

Na krakowskim Dąbiu pies Tofik znalazł ciało ze zmiażdżoną twarzą - to czterdziestoletni Jakub Modzelewski, który popełnił samobójstwo, wyskakując z okna swojej garsoniery na dziewiątym piętrze. Zostawił posprzątane mieszkanie i list pożegnalny, zatem teoretycznie sprawa jest prosta... Jednak nie dla Krisa (Krzysztofa), który przyjeżdża do Krakowa na prośbę ojca Kuby. Pan Henryk jest zszokowany wydarzeniami, nic nie wskazywało bowiem na to, by jego syn nie chciał żyć...

Kris i Kuba byli w młodości przyjaciółmi, doskonale się znali, mieli wspólne pasje, dlatego Krzysztof po zapoznaniu się ze szczegółami i listem, nie wierzy w samobójstwo. Uważa, że coś tu nie gra. Zwłaszcza, że na odwrocie listu, znajduje się zdjęcie pięknej dziewczyny. Kim była dla Kuby? Czy to Zuza, o której wspomniał w liście, że mu ją odebrał zły człowiek?

Krzysztof rusza w miasto, by dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło, że Kuba targnął się na własne życie. Odwiedza wiele miejsc, w których pojawiał się przyjaciel, natrafia na drobne ślady pozostawione przez Kubę - dla niego? Czyżby Jakub to przewidział? Jak w zabawie w podchody Kris gromadzi odnalezione przedmioty, informacje, zaczyna kojarzyć coraz więcej faktów, przypomina sobie o ich zwyczajach z przeszłości, co pozwala mu na kolejne kroki do przodu w poszukiwaniu prawdy. Chwilami to wygląda jak ustawka, bo tylko on może odkodować, skojarzyć, domyślić się...
Jest śledzony, musi uciekać przed bandziorami a pomaga mu dwójka nastolatków - bystra i wyszczekana Marika oraz super informatyczny Kamil. Kris dociera do przerażających informacji, wikła się w niewłaściwe relacje i dochodzi do szokujących faktów. Ociera się o śmierć, ale też planuje niesamowicie ciekawą akcję dotarcia do barki. Jak zakończy się ta historia? Jakie rewelacje czekają na odkrycie?


Ten niepozorny pod względem rozmiaru kryminał wielokrotne mnie zaskoczył. Przede wszystkim bardzo dokładnie oddanymi zakątkami Krakowa, od razu widać, że autor zna miasto doskonale. Ogromną większość opisanych miejsc znam i ja, dlatego poruszałam się wraz z bohaterami kolejnymi uliczkami, tramwajami. Paweł Fleszar wprowadził do fabuły bardzo ciekawych i zróżnicowanych - nie tylko wiekowo - bohaterów, którzy swoim zachowaniem i pomysłami dostarczają emocji. Jak choćby Kris, wojskowy, który ma problemy rodzinne a podczas śledztwa w sprawie Kuby, wciąż żałuje powodu, dla którego ich ścieżki się rozeszły. Marika i Kamil to z kolei nastolatkowie, którzy wykazali się odwagą, nawet w najbardziej podbramkowych sytuacjach.
A kiedy dodamy do tej mieszanki jeszcze policjanta, 'czarne charaktery', znajomego sprzed lat i piękną kobietę tworzy się mieszanka wybuchowa.

Ciekawym zabiegiem jest zamieszczenie przed każdym rozdziałem kartek z kalendarza oraz artykułów z prasy. Jednak o ile te, które dotyczą powodzi, doskonale wprowadzają w klimat i pokazują zdenerwowanie krakowian, o tyle pozostałe niestety zdradzają dalsze wydarzenia - to autorski 'strzał w kolano'. Dla równowagi, czyli na plus należy zapisać Fleszarowi częste wtrącenia o muzyce, filmach oraz indiańskich znakach.

Książkę czyta się naprawdę bardzo płynnie, szybkie tempo wydarzeń, zwroty akcji, pojawiające się nowe informacje, poszlaki i dowody a przede wszystkim walka dobra ze złem sprawiają, że z niecierpliwością pochłaniamy kolejne strony. Szkoda tylko, że w niektórych watkach wciąż tkwi uśpiony potencjał, którego autor nie wykorzystał. Owszem, to niewątpliwy plus książki, że jest treściwa i bez zbędnych opisów, bez zbytniego cofania się do wydarzeń z przeszłości bohaterów niemających wpływu na teraźniejszość, ale kilka tematów można było rozwinąć.




Podsumowując - "Powódź" to treściwy kryminał, który wywołuje sporo emocji, ale i nie brak mu humoru. Znajdziecie tutaj pościgi, kody, morderstwa, brutalne filmy, tajemnicze barki, fascynację indiańskimi znakami oraz mnóstwo innych poszlak, mających doprowadzić do prawdy, niejednokrotnie sprowadzając na manowce. Autor pozwolił sobie na dość oryginalne tematy: Darknet, filmy snuff, Indianie a do tego jeszcze handel kobietami.
Chcecie poznać tajemnice Krakowa z czasu, gdy nawiedziła go wysoka fala powodziowa w 2010 roku? Sięgnijcie po kryminał Fleszara!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki

czwartek, 24 października 2019

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra"





Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1 października 2019
Liczba stron: 520
Seria: Kobiety z ulicy Grodzkiej tom 6





To była cudowna seria, przez trzy lata poznawałam sześć tomów klimatycznej opowieści o rodzinie, na którą rzucono klątwę. Losy kobiet z ulicy Grodzkiej opowiedziane zostały w niezwykle interesujący i intrygujący sposób, w tle zaś rysowała się sytuacja polityczno-społeczna Polski z wysuniętym na pierwsze miejsce Krakowem. Lucyna Olejniczak przeprowadziła nas przez wiele lat historii - czym uraczyła nas w ostatnim?

Poturbowana małżeństwem z Marcinem - alkoholikiem i esbekiem - Weronika, zrobiła właśnie krok w przyszłość i podjęła decyzję o spędzeniu Wigilii roku 1968 wraz z nowym ukochanym Pawłem. Liczy, że zarówno rodzice jak i dzieci (Emilia i Waldek) zaakceptują jej nowego partnera. Lata mijają, dzieci dorastają, starsi bohaterowie odchodzą pozostawiając smutek, żal, tęsknotę a czasami również... spadek.

Emilka studiuje, Waldek się wyprowadza i usamodzielnia. Przeżywają swoje pierwsze miłostki, nie zawsze zresztą szczęśliwe. Brat dzielnie chroni młodszą siostrę kiedy tylko może, wielokrotnie ostrzega przed popełnieniem głupstw. Oboje aktywnie uczestniczą w działalności konspiracyjnej podczas trwania stanu wojennego a nawet zostają aresztowani. Piętnaście lat później Emilka może odwdzięczyć się Waldkowi wyruszając poza granice Polski, by mu pomóc w kłopotach.

Z zapartym tchem śledziłam opisane wydarzenia, smuciły mnie kolejne pogrzeby, bowiem zdążyłam się już zżyć z bohaterami tej sagi. Lucyna Olejniczak poruszyła w szóstym tomie cyklu problem nie tylko alkoholizmu, ale również cukrzycy, raka, endometriozy, co przypomina nam byśmy dbali o swoje zdrowie, bo już samo oczekiwanie na wyniki badań jest stresujące.
Jest też kilka wątków mniej przyziemnych, jak pisanie wierszy, wieczorki poetyckie, prowadzenie galerii sztuki czy wydanie kilku powieści.

Podążamy z naszymi bohaterami poprzez kolejne dekady, zmagamy się wraz z nimi ze strajkami, cieszymy z wygranej piłkarzy z NRD, słuchamy Jaruzelskiego a później doświadczamy upadku komunizmu. To jednak nic w porównaniu z tym, co autorka przygotowała dla nas od roku 1997, kiedy to Emilia prowadzi dziwne śledztwo z mafią w tle. Przyznaję, że nie spodziewałam się w taki sposób ukierunkowanej akcji, nie sądziłam że saga stanie się tak sensacyjną lekturą. Olejniczak zrobiła czytelnikom kilka nietypowych niespodzianek na koniec serii, które wielokrotnie sprawiały, iż czułam zaskoczenie. Nie wszystko okazało się iść schematami, jak choćby pojawienie się w fabule tytułowej Aleksandry czy tajemniczego mężczyzny z Ameryki. Ogromnie żałuję, że to koniec... To była wyśmienita przygoda, cudowne literackie podróże, wielu wyjątkowych bohaterów i pozostające na długo w sercu emocje.


"Wszystko, co się z nami dzieje, nasze życie, nasze losy zależą od tego, jak sami nimi pokierujemy. Zawsze jest jakiś wybór." *


Podsumowując - "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra" to doskonały finał przepełnionej wrażeniami i emocjami serii. Znajdziemy tu wiele magicznych chwil, skłaniających do uśmiechu lub łez, ale też do przemyśleń nad życiem.
Autorka nie szczędzi nam miłości, rozpaczy, strachu, złych decyzji, niepewności, zwraca uwagę na potrzebę czułości i bliskości oraz na fakt, że pod wpływem nałogu człowiek bardzo się zmienia. Trzeba naprawdę silnej woli i wsparcia bliskich, by uwolnić się od paktu z diabłem - jak alkoholizm nazywa Olejniczak, bo mimo trudności życie musi trwać dalej.
Gorąco polecam Wam tę serię!




* L. Olejniczak, "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra", Prószyński i S-ka, Warszawa 2019, 7%




"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Emilia"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Aleksandra"





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za e-book dziękuję


poniedziałek, 2 września 2019

Kasia Bulicz-Kasprzak "Muszę wiedzieć"






Autor: Kasia Bulicz-Kasprzak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 4 lipca 2019
Liczba stron: 352






Twórczość Kasi Bulicz-Kasprzak jest mi znana, dlatego nie potrafię się powstrzymać przed sięgnięciem po kolejną jej książkę. Choć jeszcze nie wszystkie tytuły przeczytałam, "Muszę wiedzieć" skusiło mnie swoim intrygującym opisem.  Czy treść sprawiła mi przyjemność literacką?

Halina pochodzi ze wsi, była jedynaczką i jak sama twierdzi urodziła się z gniewu ojca i smutku matki. Niezwykłym szczęściem był dla niej przed laty wyjazd z mężem do Warszawy, gdzie mieszka do dziś. Jednak teraz doskwiera jej samotność... Najbliżsi albo nie żyją albo mieszkają daleko. Starsza pani po utracie ostatniej żywej istoty, zaczyna planować swoją śmierć, jednak wtedy do jej drzwi puka młoda dziewczyna i szokuje kobietę swoim wyznaniem.

Patrycja mieszka wraz z rodzicami we Wrocławiu i wie, że jest adoptowana. Przy wsparciu paczki przyjaciół, postanawia odnaleźć biologiczną matkę. Na początku swej drogi nie zdaje sobie sprawy, jakie niespodzianki na nią czekają. Osoby, od których usiłuje dowiedzieć się czegoś o biologicznej matce, notorycznie coś ukrywają; niezależnie od stanowisk przemilczają ważne sprawy.

"Tym właśnie jest życie - czekaniem na właściwe momenty, chociaż te nie nadchodzą, odkładaniem wszystkiego na potem, traceniem czasu, nigdy niezrealizowanymi marzeniami." *

To przerażające mieć świadomość, że splot przypadkowych zdarzeń i rozmów z kłamcami sprawi, iż trudno poznać prawdę o sobie, nawet tą najważniejszą. To właśnie na taki mur milczenia i nieprawdy trafiła Patrycja ze swoją - jak twierdzi - babcią. Choć nie pałają do siebie sympatią, postanawiają iść razem naprzeciw losowi, poszperać w przeszłości i odkryć prawdę o Dominice. Jaki jej obraz uda im się odtworzyć? Czy wtedy prawdopodobny łańcuch babka - matka - wnuczka się zamknie? Czy matki zawsze mówią prawdę córkom? A córki matkom? A jaka jest rola ojców?

"...właśnie tacy są ojcowie. Obecni w domu, ale rzadko w życiu dzieci." **

W powieści pojawiają się pisane kursywą fragmenty wspomnień - co kryje zeszyt w szarej oprawie? To historia Grażyny Bylicy ze wsi Borowica Mała. Bohaterka opisuje swoje życie, rodzeństwo, rodziców, szkołę, wieś... Jednak najbardziej intrygujące są momenty, gdy pisze, iż to wszystko kłamstwa; że spisuje te informacje, by je zapamiętać! O co tutaj chodzi?

Kasia Bulicz-Kasprzak po raz kolejny stworzyła arcyciekawą opowieść, w której nie wszystko jest takie, jak się wydaje. Wielokrotnie czułam się zaskakiwana, mój tok myślenia musiał zmieniać kierunek, w głowie kołatały "aha!", "wow", "o, nie!", "coś takiego!". To jedna z nielicznych powieści obyczajowych, w przypadku których nie umiałam domyślić się prawdy przed jej odkryciem. Wyjaśnienia finałowe to po prostu majstersztyk a utkanie takiej fabuły to ode mnie medal! Zwłaszcza, że powieść zmusza do myślenia na wielu polach, zastanowienia się jak korzystamy z życia, co powinniśmy mówić najbliższym, czego nie robić i jak walczyć o przyjaciół.

Historia chwyta za serce, wywołuje łzy wzruszenia i smutku; opowiada o tym, że każdy ma coś, czego się wstydzi; o budowaniu życia na kłamstwie, które może zniszczyć ulotność, jaką jest szczęście. Ale jest też dowodem na to, że nie należy zrażać się niepowodzeniami, tylko walczyć, bowiem życie nie zawsze da się zaplanować a wiara jest wszystkim co mamy.

"A przecież tylko o to w życiu chodzi, żebyś ty kogoś kochał i żeby ktoś kochał ciebie." ***


Podsumowując - "Muszę wiedzieć" jest opowieścią o cierpieniu, samotności, tęsknocie, macierzyństwie i cudzie narodzin, prawdziwej przyjaźni, wchodzeniu w dorosłość, problemach adopcyjnych dzieci, walce o szczęście, życiowych decyzjach oraz myleniu ścieżek. Powieść jest pełna niedopowiedzeń, rodzinnych (i nie tylko) kłamstw oraz złudnego obrazu osoby, która jest bohaterką tylko z zaświatów. Na czym zakończy się konieczność dojścia do prawdy? Gorąco polecam Wam moc przeżyć i sinusoidę emocji!





* K. Bulicz-Kasprzak, "Muszę wiedzieć", Prószyński i S-ka, Warszawa 2019, 13%
** Tamże, 14%
*** Tamże, 35%





Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się 3, 52 książki




Za książkę w wersji elektronicznej dziękuję

niedziela, 30 grudnia 2018

Anna Karpińska "Szukając przystani"




Autor: Anna Karpińska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 15 listopad 2018
Liczba stron: 432
Seria: Rodzinne roszady tom 1










Życie wielokrotnie nas doświadcza, sprawdza czy poradzimy sobie po stracie ukochanej osoby, po usłyszeniu diagnozy, w obliczu problemów z dziećmi czy małżonkami. Dla każdego los ma inną niespodziankę, nie zawsze radosną. Jednym daje, innym nie. Tym odbiera, tamci się cieszą... Jak w kalejdoskopie. Taką życiową i prostej w swym przekazie powieść napisała Anna Karpińska, której twórczości wcześniej nie znałam.

Pięćdziesięcioletnia Wanda Zarębska przeszła już na upragnioną emeryturę, choć z nostalgią zerka podczas spacerów na szkolne mury i swoje koleżanki-nauczycielki. Od dawna ma ułożoną listę marzeń, do spełnienia właśnie na emeryturze. Jednak życie przygotowało dla niej inne wyzwania...

Mąż Ludwik prowadzi własną restaurację i poświęca jej każdą wolną chwilę, wracając do domu dopiero wieczorami. Choć Wanda nie może narzekać, bo jest między nimi miłość, zrozumienie i wsparcie. Mają trójkę dorosłych już dzieci, w tym dwoje po studiach.

Asia wraz z mężem Danielem pragną zostać rodzicami, jednak póki co los nie chce ich obdarzyć dwiema kreseczkami na teście... Łukasz układa sobie życie zawodowe i uczuciowe - choć niekoniecznie po myśli matki - jednocześnie doglądając samotną babcię. Największe problemy Wanda ma z najmłodszą córką - Kaśką, która nie dość, że nie potrafi odnaleźć szczęścia u boku mężczyzny to jeszcze zachodzi w nieplanowaną ciążę, ale nie do końca chce zająć się córeczką.

Finalnie emerytura Wandy i jej marzenia schodzą na drugi plan a kobieta nie wie, w co ręce włożyć... Jej opiece zostaje powierzona wnuczka i restauracja! Dlaczego? Odpowiedź znajdziecie w powieści. Czy sobie poradzi? Na kogo będzie mogła liczyć oraz jakie przeszkody staną na jej drodze? Gorąco zapraszam Was do lektury.

Szczerze mówiąc nie mam się do czego w książce przyczepić. Napisana przyjemnym w odbiorze i lekkim językiem, pozbawiona zbędnych opisów czy literówek, hołdująca przyjaźni i wartościom rodzinnym. Pokazująca, że warto walczyć.
Nie brakuje zachowań bohaterów powodujących smutek czy radość, ale i irytację. Ale jest ona spowodowana raczej ich wyborami, naiwnością czy obojętnością. Bo jak można przedkładać tak wiele ponad swoje dziecko? Jak można wykorzystywać rodzinę do ciągłego wsparcia nie dając nic w zamian?

Anna Karpińska napisała powieść o kobietach i ich roli w rodzinach. O kobietach, które martwią się o swoich bliskich. Które poświęcają siebie i swoje pragnienia, by dać wszystko co najlepsze dzieciom. Ale czy każde...? To historia z różnymi odcieniami macierzyństwa.

Cieszę się bardzo, że odgadłam tajemnicę Wandy skrywaną przez całe życie, ale autorce udało się wielokrotnie mnie zaskoczyć, choćby w finale... Choć to pierwszy tom serii i można się było spodziewać, że historia pozostawi nas w ogromnie emocjonującym momencie.


Podsumowując - "Szukając przystani" to historia zwykłych ludzi, ze zwykłymi problemami, którzy marząc o lepszej przyszłości próbują walczyć o każdy dzień, by upłynął im w zdrowiu, szczęściu i - pomimo przeszkód - z uśmiechem na ustach. Jest to piękna, wzruszająca i ukazująca ludzkie potknięcia opowieść, serwująca nam nie tylko pyszne dania w restauracji Zarębskich, ale również zaprzepaszczone marzenia, życiowe dylematy i pokusy, a przede wszystkim uroczystości jednoczące rodzinę - chrzty, święta czy pogrzeby. Nie mogę się doczekać kontynuacji o tytule dającym nadzieję "Bezpieczny port".




"Szukając przystani"
"Bezpieczny port"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


środa, 14 listopada 2018

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Emilia"





Autor: Lucyna Olejniczak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 30 października 2018
Liczba stron: 488
Seria: Kobiety z ulicy Grodzkiej tom 5









Jest! Hura! Autorka spełniła prośby czytelniczek i powstał piąty tom doskonałej sagi rodzinnej osadzonej w Krakowie - Kobiety z ulicy Grodzkiej. Z czym muszą zmierzyć się bohaterki tym razem? Czy nadal działa klątwa Franciszka Bernata? Wielokrotnie w życiu musimy zmagać się z błędami przeszłości, czy to popełnionymi przez nas samych czy też naszych przodków. Czasami wystarczy 'przepraszam', ale zdarza się że przewinienia nawarstwiają się i nie jest łatwo wybaczyć.
 
Historia kobiet z krakowskiej ulicy Grodzkiej toczy się kołem...
Jest rok 1957 i wzorem swojej babci Wiktorii, osiemnastoletnia Weronika jedzie wraz z siostrą swego dziadka - Ivonne - do Le Gravier, rodzinnej posiadłości swoich francuskich krewnych. To właśnie na prowincji Weronice przyjdzie zmierzyć się z przeszłością, kiedy przyjedzie tam Pascal - jej dziadek. Dziadek, który nie uznał swojej córeczki - Matyldy. Dziadek, który chciałby naprawić względem wnuczki to, co zepsuł w kontaktach z jej babcią. Gestem pojednania jest propozycja Pascala, by Weronika studiowała na Sorbonie, gdyż jest bardzo zdolna i świetnie mówi po francusku. Jednak dziewczyna nie chce przyjąć tej propozycji... Ma powody przypuszczać, że jest w ciąży a tata ją zabije, gdy dowie się kim jest ojciec dziecka... Czy słusznie?


Walka stoczona z rodzicami o zgodę na przyszłość i szczęście będzie jednak dopiero początkiem drogi, jaką będzie kroczyła Weronika. Gdyby tylko wiedziała, jak potoczy się jej życie u boku mężczyzny, którego pokochała młodziutkim sercem, to czy nie wolałaby pozostać wtedy we Francji? Czy znajdzie siłę i sposób, by wyrwać się z tego związku? Fakty i wydarzenia będą jednoznaczne, szokujące i przywołujące na myśl wiele ludzkich tragedii. Co takiego wydarzyło się w małżeństwie Weroniki? Z czym musiała się zmierzyć? Jakie piętno to na niej odciśnie?

Niespodzianka czeka w tym tomie również na Matyldę. Matka Wery zobaczy ducha przeszłości, który początkowo przypomni o przykrych wydarzeniach z życia i niekoniecznie będzie chciał wierzyć w wyjaśnienia. Ale może okoliczności sprawią, że zapanuje zawieszenie broni i choćby minimalne wybaczenie?

Piąty tom opowiadający o losach kobiet z ulicy Grodzkiej w Krakowie jest powoli - ale w żadnym nie nudno! - snującą się opowieścią o zwykłym życiu pewnego rodu. Tutaj narodziny i śluby przeplatają się z pogrzebami a wizyta Matyldy na cmentarzu i zaduma przy wspólnym grobie kobiet bliskich jej sercu, była dla mnie niezmiernie wzruszającym momentem. W fabule pojawiają się nowi bohaterowie, powracają już nam znani a zagubieni na przestrzeni różnych wydarzeń.

Lucyna Olejniczak potrafi zaintrygować, pokazać różne oblicza ludzkiej natury i uczuć - przemoc domową, miłość która nie liczy się z opcjami politycznymi, pojednanie w obliczu choroby, alkoholizm niszczący rodziny, utrata wewnętrznego blasku z powodu problemów... A wszystko to na tle wydarzeń w Polsce, kiedy I sekretarzem KC PZPR był Władysław Gomułka - wyraźnie pokazane prawa systemu, napiętnowanie Żydów, działania milicji i SB, kontrolowanie zgromadzeń czy sztuk teatralnych.

Ten sam, niezwykły klimat powieści od pierwszego tomu sprawia, że mimo niemal pięciuset stron wcale nie czuję nasycenia lekturą. Jeszcze dobrze nie odkryłam wszystkich niespodzianek i demonów, które wciąż pojawiały się w "...Emilii" a już z ogromną radością sięgałabym po kolejne tomy tej sagi. Nie potrafię ani jednym słowem, ani jednym akapitem, ani nawet jedną recenzją opisać co magicznego kryje się w tej serii. Każdy, kto ją zna, wie co mam na myśli...
Czekam na szósty tom, kiedy to Emilka dorośnie, może klątwa przestanie wreszcie działać... Tylko czy ja chcę zakończenia serii? NIE!


Podsumowując - "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Emilia" to książka o pogrzebanych marzeniach,  prawdziwych uczuciach, wstydzie, upokorzeniu, pomocy i przyjaźni. O trudnych wydarzeniach z przeszłości, które nadchodzą niespodziewanie i burzą budowany latami spokój. O tym, że czasem wsparcie i bezpieczeństwo są ważniejsze od miłości i jak bardzo mogą uratować komuś życie.





"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika"
"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Emilia"



Książka przeczytana w ramach październikowych wyzwań: Grunt to okładka, Zatytułuj się, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



poniedziałek, 17 września 2018

Nicholas Sparks "Ślub" // M.J. Arlidge "Ene, due, śmierć"

Jest już druga połowa września a ja wciąż nie podzieliłam się z Wami moimi wrażeniami z lektur przeczytanych na sierpniowym urlopie... Choć nie było ich dużo... pogoda dopisywała i nie w każdym momencie był czas na czytanie.

Niestety nawał przeróżnych zajęć i spraw zdrowotnych sprawiły, że nie mam zupełnie czasu na pisanie recenzji! Szkoda, że nie widzicie tego stosu na stole, który trzeba opisać (sierpień i wrzesień) - już mnie zza niego nie widać!

Licząc, że życie się uspokoi nieco postaram się powoli dzielić z Wami recenzjami.






Autor: Nicholas Sparks
Tytuł oryginalny: The Wedding
Tłumaczenie: Jacek Manicki
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2016
Liczba stron:  274
Oprawa: twarda
Seria: Wszystkie kolory miłości tom 15









"Ślub" to już (a może dopiero) moje czwarte spotkanie z twórczością Sparksa. Kiedy po lekturze "Pamiętnika", jakże pięknej historii o miłości, dowiedziałam się o kontynuacji, wiedziałam że kiedyś po nią sięgnę. Czy spodziewałam się tego, co otrzymałam?

Na nadmorskiej plaży poznałam opowieść o pięćdziesięciolatkach - Jane i Wilsonie. Kiedy zaczęłam ją czytać nie miałam pojęcia z jakiego powodu jest nazywana kontynuacją "Pamiętnika". Co bohaterowie mają wspólnego z Allie i Noahem?! Kolejne strony pokazywały, że nie ma co liczyć na tyle miłości i romantyzmu co w tamtej powieści. Ale czy na pewno? Wtedy nie wiedziałam, jak bardzo już wkrótce zmienię zdanie... Zaś co do powiązań między bohaterami - w typowy dla Sparksa sposób należy zwyczajnie uzbroić się w cierpliwość... wtedy dotrzemy do informacji, iż Jane jest córką Allie i Noaha.

Jest rok 2002. Jane i Wilson obchodzą dwudziestą dziewiątą rocznicę ślubu. To znaczy powinni obchodzić, bowiem Wilson zwyczajnie o niej zapomniał. Jane czuje żal i jest ogromnie rozczarowana. Wyjechała nawet na dłuższy czas do syna mieszkającego w Nowym Jorku, co sprawiło że Wilson jest zszokowany i niepokoi się, co kryje się za tą rozłąką... Mężczyzna odwiedza Noaha, szukając u niego powodu zachowania żony.

By się zrehabilitować, Wilson postanawia zaplanować mega niesamowitą trzydziestą rocznicę ślubu. Aż tu nagle starsza córka Anna ogłasza rodzicom, iż właśnie w dniu ich rocznicy (która już w 'przyszłą sobotę') chciałaby wyjść za mąż! Jane panikuje, że w tak krótkim czasie nie zdoła przygotować córce ślubu marzeń a Wilson... jak pogodzi te dwie uroczystości? Czy jego pomoc w ślubnych przygotowaniach zostanie uznana jako odkupienie win? Tak długo pragnął wynagrodzić żonie błąd a teraz wszystko zaczyna być jeszcze bardziej zagmatwane. Jaki będzie finał nadchodzącej SOBOTY? Przyznaję szczerze, byłam zachwycona pomysłem Sparksa!

Między narracją dotyczącą bieżących wydarzeń, Sparks umieścił rozliczne fragmenty dotyczące wspomnień Wilsona o kolejnych etapach znajomości z Jane - jak się poznali, pierwsza randka, oświadczyny, narodziny dzieci. Są to również przemyślenia dotyczące życia, uczuć, rodziny, utraty dziecka, relacji między małżonkami czy symbolicznej łabędzicy.

Podsumowując - "Ślub" jest powieścią o niezłomnej miłości, zrozumieniu, trwaniu przy sobie na dobre i złe. O przyjaciołach potrafiących dochować tajemnicy, symbolach, samotności rodziców, gdy dzieci opuszczają dom; dążeniu do naprawienia błędów oraz przemianie, która buduje solidną przyszłość. To książka, która czaruje słowem, tworzy nim obrazy a dzięki szczęśliwym 'zbiegom okoliczności' możemy uronić łzę podczas finałowego ślubu. Jest magicznie, tajemniczo i aż roi się od niespodzianek. Polecam tę powieść ku pokrzepieniu serc



Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: Pod hasłem, Zatytułuj się 2, 52 książki



# # # # # # # # # #





Autor: M.J. Arlidge
Tytuł oryginalny: Eeny Meeny
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2015
Liczba stron:  440
Seria: Helen Grace tom 1
e-book








Oryginalny tytuł tej książki ("Eeny Meeny") to w zasadzie początek znanej wyliczanki dla dzieci. Dlatego bardzo zaintrygowało mnie użycie tego zwrotu w kryminale...Od premiery minęło już trochę czasu, ale przecież dobra książka nie może się przeterminować, prawda?

Amy i Sam to młodzi ludzie, którzy wracali z koncertu w Londynie autostopem. Ocknęli się na dnie nieużywanego od dawna basenu. Zdają sobie sprawę, że jest zbyt wysoko i nie mają szansy na ucieczkę. W swojej pułapce odnajdują rewolwer i telefon. Gdy rozbrzmiewa jego dźwięk, Amy odbiera i dowiaduje się, że broń jest załadowana jedną kulą. Albo zabije siebie albo Sama. Tylko w ten sposób jedno z nich może zostać ocalone. Jaką decyzję podejmie młoda dziewczyna? Czy naprawdę któreś z nich przeżyje? Tylko czy w takim przypadku można żyć szczęśliwie mając na sumieniu czyjąś śmierć?

Sprawą zajmuje się Helen Grace - ambitna policjantka z Southampton. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie będzie łatwo, bowiem sprawca nie zostawił żadnych śladów. Z czasem okazuje się, że to nie jest pojedynczy przypadek. Kolejne pary ludzi znikają bez śladu, zostają porzucone w odludnych miejscach, z których nie ma ucieczki a informacja pozostawiona w telefonie zawsze wskazuje im jedną ścieżkę ratunku - rewolwer z jedną kulą. Jakie decyzje będą podejmować bohaterowie? Czy będą skłonni strzelić? Kto dobiera ich w śmiertelne pary? Jaki stosuje klucz? Czy sprawca przewidział kto przeżyje a kto zginie? A może to właśnie go bawi, że do końca jest to niespodzianką? Wszak nie da się przewidzieć reakcji ludzi w kryzysowej sytuacji...

Helen ma coraz trudniejszy 'orzech do zgryzienia', gdyż ofiary się nie znały. Nie może znaleźć łączącego je klucza... Aż do czasu... Ale kiedy już wpada na pomysł i wszystko zaczyna jej pasować zdaje sobie sprawę, że tylko ona może dotrzeć do prawdy... Gra staje się coraz bardziej pozbawiona hamulców. Czy ta ambitna, zasadnicza i pewna siebie policjantka poradzi sobie w tej sprawie? Czy fakt, iż jest singielką z tajemnicami pomoże jej w działaniach, czy niekoniecznie?

M.J. Arlidge potrafi skutecznie wywołać dreszczyk swoimi pomysłami a krótkie rozdziały tylko wzniecają poziom zaintrygowania odbiorców. Fragmenty napisane kursywą są przemyśleniami mordercy... tylko czy to ułatwia dotarcie do odkrycia prawdy o nim, bądź o niej?
A do czego to wszystko zmierza? Co nam udowadnia? Jak bardzo można zmanipulować innych. Jak długo można trzymać zadry w sercu. I że zawsze mamy jakiś wybór, który zaważy na naszej przyszłości.


Podsumowując - "Ene, due, śmierć" to świetnie skonstruowany debiut. Autor stworzył thriller, który buduje napięcie do samego końca, powoduje ogrom rozmaitych emocji, wzmaga niepokój i ciekawość czytelnika; raczy licznymi zwrotami akcji co powoduje, iż czułam się zmanipulowana i bardzo długo nie potrafiłam odkryć prawdy o porywaczu/mordercy. Jeśli lubicie mocne książki z nietypową fabułą, dynamiczne i z zaskakującym finałem to sięgnijcie. Polecam!




Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: Pod hasłem, Mini Czelendż 3, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...