Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Ostatni post z książeczkami dla dzieci... w tym roku

Na prezenty pod choinkę już za późno - a przynajmniej w tym roku - ale chciałabym podzielić się Wami pięcioma propozycjami dla dzieciaków. Niektóre są starsze, inne nowsze, ale każda bardzo nam się podobała - córce i matce. Przecież interesujące książeczki dla dzieci kupujemy lub pożyczamy cały rok :)






Tytuł: Chciwy bogacz. Białoruska bajka ludowa
Autor: nieznany
Artysta malarz: M. Sielaszczuk
Tłumaczenie: B. Oszerowa
Wydawnictwo: Junactwa
Data wydania: 1988
Miejsce wydania: Mińsk
Liczba stron: 16



Bardzo życiowa bajka, która na podstawie głównych bohaterów - dwóch braci - pokazuje jak żyją obok siebie biedni i bogaci.
Bogaty brat wyprawiał wesele dla syna, ale nie zaprosił brata a wręcz wygonił do, gdy ten przyszedł, by z dobroci serca życzyć młodym wszystkiego co najlepsze. Zwyczajnie nie pasowałby do gości... Biedak poszedł łowić ryby w jeziorze, gdyż z tego się utrzymywał. Aż do zachodu słońca udawało mu się złowić jedynie drobne rybki. Ale przy ostatniej próbie złowił ogromną, mieniącą się srebrem rybę, która na dodatek mówiła ludzkim głosem. Jak bardzo bajka ta jest podobna do znanej nam o złotej rybce? Czy biedny brat wybaczył bogatemu zniewagę?

Bajka pochodząca z Białorusi uczy, że biednym trzeba pomagać a bogatym nie zazdrościć. Jaka może być kara za chciwość? Jaki morał płynie z tej opowieści? Sprawdźcie!
Książeczka zawiera ogromną ilość całostronicowych ilustracji, które są bogate w detale i cieszą oko a jednocześnie świetnie oddają treść tej opowieści. Czcionka jest dość duża i dlatego doskonale nadaje się do samodzielnego czytania już przez sześcioletnie dzieci.




wyzwania: Gra w kolory II, 52 książki


# # # # #





Tytuł:Legendy Starego Krakowa
Autor: Jan Adamczewski
Wydawnictwo:Krajowa Agencja Wydawnicza
Data wydania: 1985
Miejsce wydania: Kraków
Liczba stron: 48



Zanim rozpoczniemy naukę historii w szkole, to już od najmłodszych lat poznajemy legendy, baśnie i mity. Dzięki wizycie jednego z pisarzy w przedszkolu mojej córy, dzieci miały możliwość dowiedzenia się jaka jest różnica między legendą a historią.

Niniejsza książeczka zawiera dwadzieścia znanych nam, lub nie znanych, legend między innymi o Smoku Wawelskim, Kopcu Kraka, Wandzie, hejnale mariackim, Lajkoniku, Stańczyku czy Twardowskim. Przyznam szczerze, że nie znam wszystkich zawartych tu opowieści. Niektóre sobie przypomniałam, odkryłam nowe szczegóły, które uleciały z pamięci... Inne zaś dopiero poznałam. Bo czy słyszeliście kiedykolwiek legendę "O dziewczynie, która chciała być żakiem" lub "O gołębiach - rycerzach księcia Probusa". Ja dotychczas nie!

Mojej sześciolatce najbardziej podobały się teksty dotyczące: budowy wież kościoła Mariackiego, Czarnej Damy, urwanego hejnału mariackiego oraz o Wandzie, dzielnym szewczyku i Panu Twardowskim.

Legendy są idealnej długości, by przeczytać je dziecku przed snem, choć przyznam że ich przydługie wstępy wielokrotnie nudziły moją córkę. Czcionka nie jest szczególnie duża, dlatego zupełnie nie miała chęci czytać samodzielnie. Kolorowe ilustracje zwracają uwagę, oddają treść, jednak widać że pochodzą sprzed wielu lat... Plusem jest niewątpliwie możliwość przybliżenia dziecku świata legend o pięknym mieście Krakowie, które przecież znają nie tylko Krakusy.




wyzwania: Gra w kolory II, 52 książki

# # # # #



Autorzy: J. Kowal, L. Nosyriew
Wydawnictwo: Wszechzwiązkowe Biuro Propagandy Sztuki Filmowej
Data wydania: 1986

Książeczkę opracowano na podstawie filmu rysunkowego wytwórni "Sojuzmultifilm"



Nie mam pojęcia, gdzie znajduje się tajga usuryjska, ale tam właśnie mieszkał tygrysek. Malucha bardzo intrygowało pochrapywanie z wierzchołka cydru. Żeby zaspokoić swoją ciekawość - jak na malucha poznającego świat przystało - wdrapał się po pniu i w dziupli odnalazł odpowiedź na dręczące pytanie.

Jednak ciekawym elementem tej bajki - choć nieco fantastycznym - jest słonecznik, który pośród tajgi wyrósł i wyniósł niedźwiadka do nieba. Jak to się stało? Przeczytajcie a poznacie wyjaśnienie burunduka (słyszeliście o takim zwierzątku?).

Piękna opowieść o cudownej krainie, w której mały tygrysek o dobrym sercu otrzymał od losu czy też natury, dar. To idealne przesłanie dla dziecka, że o każdy okruch, o każde ziarenko trzeba dbać. Że każdy najmniejszy współistniejący na tym świecie przedmiot czy istota żywa powinny być traktowane z szacunkiem.

Książeczka jest bardzo dobrze przygotowana do odbioru przez małe dzieci - większość stron zajmują ilustracje - proste, bez nieistotnych szczegółów, by uwaga malucha skupiała się na tym co najważniejsze. Jednak treść raczej będzie odczytywana przez dorosłego, gdyż nawet moja sześciolatka odmówiła czytania małego druku. Choć tak naprawdę dałaby radę, bo wersów jest naprawdę niewiele.




wyzwania: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


# # # # #




Tytuł oryginalny: Judy Moody
Autor:Megan McDonald
Tłumaczenie: Aldona Możdżyńska-Biała
Ilustracje: Peter H. Reynolds
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 2015
Liczba stron: 160
Wiek odbiorcy: 6+
Seria: Hania Humorek tom 1


O książeczkach z Hanią Humorek amerykańskiej pisarki słyszałam wielokrotnie, jednak że lektur nam nie brakuje - nie kupowałam ich. Jednak rówieśnica mojej sześciolatki mieszka na tym samym piętrze.... i jak się słusznie domyślacie, ma na imię Hania :) Posiada też kilka tomów tej serii, postanowiłyśmy zatem sprawdzić zawartość.

Hania Humorek mieszka w Wirginii i miewa zwykle zły humorek oraz kiepską minę. Tego poranka ma tym gorszą, że czeka ją pierwszy dzień szkoły po wakacjach. A przecież ona nie lubi się czesać ani uczyć ortografii. Denerwuje ją myśl, że ma spotkać kolegów, których nie lubi. Na domiar złego będą paradować w koszulkach z nadrukami z wakacyjnych wojaży... Dziewczynka nigdzie w wakacje nie była (bo przecież babcia się tutaj nie liczy), dlatego zamierza sama zrobić sobie wystrzałową koszulkę. Jaka była reakcja dzieci?

Jednym z głównych wątków książeczki jest tworzenie przez klasę Hani wyklejanki. Każdy ma zrobić swoją na dowolny temat. Co wybierze nasza bohaterka? Jak sobie poradzi z tym trudnym zadaniem? Czy skorzysta z zaproszenia Franka Perełki (klasowego pożeracza kleju) i pójdzie na jego urodziny? Mali czytelnicy będą zasłuchani w historie z udziałem Hani i jej brata Smrodka, ich wyprawie do "Chin". Ciekawe pomysły dzieciaków wywołują śmiech, choć czasami bywają absurdalne czy typowo amerykańskie. Z zainteresowaniem śledziłyśmy rozważania Hani na temat zakupu nowego ulubionego zwierzątka - co wybrała? Będziecie zaskoczeni!

Klub SR, chora lalka, a także rozdziały dotyczące najgorszej i najśmieszniejszej przygody oraz wyklejankowy finał - to wszystko czeka na Waszą obecność w pierwszym tomie Hani Humorek.
Czarno-białe grafiki dopełniają tekst a dokładniej pokazują w formie graficznej ciekawsze jego momenty. Czcionka jest na tyle duża, że sześciolatka doskonale radziła sobie z samodzielnym czytaniem. Duże interlinie i marginesy pomagają w tym zadaniu. Książeczka jest małych rozmiarów a rozdziały są idealnej długości, by nie znudzić a zainteresować dziecko. Książeczka wielokrotnie wywoływała śmiech, zdziwienie, oburzenie i rodziła wiele pytań - czyli moim zdaniem spełniła swoją funkcję - nauka czytania oraz dobra zabawa z ciekawą i radosną fabułą.






wyzwania: Gra w kolory II, 52 książki 


# # # # #

 


Tytuł: Matylda i czekoladowe ciastko
Autor: Liliana Fabisińska
Ilustracje: Anna Simeone
Wydawnictwo: Publicat
Data wydania: kwiecień 2015
Liczba stron: 32
Seria: Pierwsze czytanki 



Nie wiem jak to się stało, że nie słyszałam jeszcze o tej serii... A nie jest przecież nowością grudniową, bo wydano ją w kwietniu. Na szczęście córa dostała ją w prezencie urodzinowym :) Bardzo szybko przystąpiłyśmy do czytania, zwłaszcza kiedy Pati odkryła nazwisko Liliany Fabisińskiej na okładce.
Dodatkowo, bohaterką jest Matylda, a to zaś imię bliskiej koleżanki z osiedla :) Matylda - ta książkowa - siedzi w szkolnej ławce z Hanią - czy zdziwi Was, że to imię koleżanki tym razem z piętra? Nie mogłyśmy nie polubić tej książeczki :)

Matylda jest bardzo sympatyczną i radosną dziewczynką. Lubi szkołę, panią, koleżanki oraz wiewiórki skaczące po drzewie za szkolnym oknem. Jednak największą sympatią bohaterki cieszy się cukiernia mijana w drodze do szkoły. Kiedy Matyldę odbiera babcia, zawsze jest kuszona, by wstąpić na pyszne ciastko. Jednak starsza pani jest nieustępliwa... Nici ze słodyczy, bowiem w domu czeka obiad a jako niejadek, Matylda nie może poprzedzać tego posiłku deserem. Żaden, nawet najpyszniejszy obiad zrobiony przez babcię specjalnie dla wnuczki nie jest w stanie zająć uwagi dziewczynki. Wciąż myśli o czekoladowym ciastku z wisienką, co skutkuje nawet tym, że śni jej się ogromna babeczka...

Jak rozwiązać problem niebotycznej ochoty na czekoladowe ciastko? Jak poradzi sobie sprytna bohaterka? I dlaczego święto gruszki tak wiele odmieni w jej życiu? Sama z niecierpliwością oczekiwałam finału...




Niewielka ilość tekstu, duża czcionka, proste wyrazy, ciekawa fabuła, humor i kilkuletnia bohaterka - same plusy sprawiające, że moja sześciolatka z zapałem samodzielnie zagłębiała się w historię. Ilustracje przyciągają dziecięcą uwagę - są zabawne i trafnie ukazują poszczególne sceny. Jedyną rzeczą, która mnie osobiście bardzo rozbawiła to fryzury bohaterów :D

Książeczka pokazuje spryt kilkuletnich dzieci, przekonuje do jedzenia, tłumaczy iż słodyczy nie jadamy przed obiadem i udowadnia, że przygotowywanie posiłków (kanapki) czy pomoc dorosłemu w pieczeniu, może być niezwykłą zabawą. Polecam!



wyzwania: Gra w kolory II, 52 książki

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Niebieski kolor okładek w literaturze dziecięcej raz jeszcze - Chylińska, Długoleński

Nie wiem jak to się stało, że w moim ulubionym kolorze (na okładkach) mamy tyle książeczek dla młodszego czytelnika... Dlatego zapraszam na ponowne spotkanie z tym, co czytujemy razem z córą.






Autor: Agnieszka Chylińska
Tytuł: "Zezia, Giler i Oczak"
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2013
Liczba stron: 144


Nie miałam okazji czytać pierwszej części przygód rezolutnej Zezi Zezik, czyli "Zezia i Giler". Dlaczego więc skusiła mnie druga? Pozytywne opinie, chęć poznania innego rodzaju twórczości autorki niż sfera muzyczna a do tego cena, bowiem za tą książeczkę zapłaciłam niecałe dziewięć złotych.

Fabuła opowiada o dalszych losach dziewięcioletniej już Zezi, która jest już nie tylko starszą siostrą, ale również przyszłą starszą siostrą, gdyż mama spodziewa się kolejnego dziecka. Dziewczynka - jako narratorka - opowiada o problemach lokalowych (za małe mieszkanie już dla ich czwórki), sytuacji w pracy mamy (ciągłe choroby dzieci), reakcji najbliższych na wieść o nowym członku rodziny (nie wszyscy są zachwyceni). Przynajmniej na problem ciasnoty w mieszkaniu rodzice mogą coś poradzić, kupili zatem domek... Ale daleko od Warszawy i dzieci będą musiały potrójnie przyzwyczajać się do zmian w życiu - nie tylko z uwagi na dziecko, ale i przeprowadzkę oraz nową szkołę. Jak Zezia i Giler się tam odnajdą? Czy spotkają prawdziwych przyjaciół?

Autorka poruszyła wiele ważnych tematów, które widziane oczami dziecka i opowiedziane z jego perspektywy mogą pomóc młodym czytelnikom w rozumieniu otaczającej rzeczywistości. Dzieci bowiem znacznie bardziej przeżywają to, co dzieje się w ich życiu, zwłaszcza że pewne sprawy są dla nich trudne. Książeczka na przykładzie rodziny Zezików stara się przybliżyć temat przeprowadzki a co za tym idzie utraty przyjaciół a później zdobywanie nowych w innym miejscu, są też problemy w pracy, przeżywanie Komunii Świętej, autyzm, oczekiwanie na nowego członka rodziny... Krótkie rozdziały, duża czcionka, czarno-białe grafiki i ciekawa fabuła - wszystko to sprawia, że "Zezia, Giler i Oczak" jest doskonałą lekturą dla dziecka przed snem lub do samodzielnej nauki czytania. Chętnie poznam tomy z tej serii, których nie miałam okazji czytać.



wyzwania: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

# # # # #




Autor: Jakub Długoleński
Ilustrator: Włodzimierz Kulkow
Tłumaczenie: Barbara Górna
Wydawnictwo: Raduga   [Moskwa]
Data wydania: 1985
Liczba stron: 26


Cieniutka, broszurowa wręcz książeczka zawiera dziesięć rozdziałów, które przenoszą czytelnika w świat czasu i odmierzających go zegarów.

Rozpoczynamy od zagadek, poznajemy sposoby określania czasu, nazwy okresów (godzina, minuta, sekunda), budowę zegarka a wtedy możemy już przejść do nauki odczytywania godzin. Autor "krok po kroku" opisuje jak przestawiać wskazówki, by otrzymywać kolejne pełne godziny. Potem przechodzimy do trudniejszego zadania, czy przesuwania małej wskazówki, choć początkowo to tylko "połówki" godzin. Moja córa doskonale już sobie z tym radzi, więc było to dla niej jedynie utrwalenie wiedzy.

Kolejne rozdziały wyjaśniają dlaczego ilustrator pomiędzy zegarami narysował koguta i samowar (wiecie?), jest też mowa o zegarach pokojowych, ratuszowych, kieszonkowych aż wreszcie tych, które nosimy na przegubie dłoni. Są też budziki, które nie zawsze zostają zaszczycone naszym przyjaznym spojrzeniem... Nie pominięto nawet chronometru.

Niektóre zegarkowe historie zostały rozbudowane do opowieści o zegarmistrzach, szczupakach, Hiszpanii czy Norwegii. Jednak myślę, że to książeczka przeznaczona dla dzieci starszych niż 5-6 latki. Bowiem moja córa tylko niektórymi fragmentami i wiadomościami była zainteresowana. Tematyka jest ciekawa, pouczająca, napisana w sposób przystępny, ale trudne i fachowe słownictwo oraz typowy, wąski świat zegarów musi trafić na starszego czytelnika, by przynieść mu korzyści.



wyzwania: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

środa, 20 stycznia 2016

Światosław Sacharnow "Kto żyje w morzu"



Tłumaczenie: Maria Dolińska
Ilustracje: T. Kapustina
Wydawnictwo: "Małysz" Moskwa
Data wydania: 1980
Liczba stron: 12
Wiek odbiorcy: 3+










Jaki jest najprostszy i najtańszy sposób, by pokazać dziecku jak wygląda życie w morzu? Kupić niedrogą książeczkę :)

Niniejsza pozycja jest podzielona na trzy części:
"Wśród fal" jest przewodnikiem po świecie, tuż pod taflą wody. Poznajemy walenie, żółwie morskie, delfiny i rekina. O każdym z wymienionych napisano od sześciu do jedenastu wersów. Jednak nie są to informacje typowo wiedzowe. To miało być coś w rodzaju historyjki, ale moim zdaniem nie wyszło... Ale o tym później. Co można przyswoić z tych tekstów? Fakt, że waleń jest ssakiem a nie rybą; żółwie składają w piasku jaja; delfin potrafi bawić się piłką jak człowiek a rekin ma to szczęście, że gdy straci zęby odrosną mu nowe.

"W głębinie" poznajemy kałamarnice, okonia morskiego oraz wargacza-sanitariusza. Kałamarnice ożywiają się na widok ławicy ryb, wciągają wtedy w siebie wodę i potrafią wystrzelić do przodu jak strzała... byle osiągnąć cel. Pasiasty wargacz podpłynął do cierpiącego na łuszczenie się skóry okonia i jak prawdziwy sanitariusz zajął się chorym. Wargacz "wydziobał" martwą skórę.

"Na dnie" spotykamy ośmiornicę, jazgacza morskiego, rozgwiazdę, małże, muszle oraz mątwę. Ośmiornica potrafi sobie zbudować konstrukcję z kamieni, którą nazywa domem i kiedy siedem macek śpi, jedna czuwa. Kolczasty jazgacz jest tak podobny do kamieni, że nawet rekin nie odróżnił ich od siebie; zaś rozgwiazda jest zwierzęciem, mimo że wygląda jak kwiat a mackami łowi rybki na swoje posiłki. Na dnie znajdziemy mnóstwo różnorodnych muszli oraz pełzających małż, ale ich domki to pałace w porównaniu z tymi ślimaczymi... Zaś mątwa radzi sobie z prześladowcami chlustając na nich czarną cieczą, którą ma w swoim wnętrzu.

Mnie osobiście książeczka się nie podobała. Moja pięciolatka też nie była zainteresowana a wręcz zniecierpliwiona i zniechęcona. Pomysł świetny, by pokazać morski świat, jednak realizacja zupełnie nietrafiona. Teksty są nudne, trudne i niewiele mówiące o omawianym bohaterze. Zaledwie kilka szczegółów zawartych na tych wszystkich stronicach, jest wartych uwagi i po ich wyłowieniu z tekstu i wyjaśnieniu dziecku, można uznać, że są one przydatne i ciekawe. Kolorystyka jest bardzo smutna, szara i bura. Także osobiście nie polecam tej książeczki jako służącej do poznawania życia morskiego.





Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

niedziela, 17 stycznia 2016

Nina Banaszwili "Dziewczynka i Gąsior" - bajka filmowa




Ilustracje: Dmitrij  Babiczenko
Wydawnictwo: Związek Filmowców ZSRR
Data wydania: 1984
Liczba stron: 16
Książeczkę opracowano na podstawie filmu rysunkowego wytwórni "Gruzja-film"
Wiek odbiorcy: 3+




Kiedy byłam mała to oprócz literatury polskiej, sporą część dostępnych bajek dla dzieci stanowiły te rosyjskie. W chwili obecnej nie wnikając co było wolno a co nie, który kraj był samodzielny lub nie i co było ocenzurowane postanowiłam w zasobach antykwarycznych zakupić kilka takich właśnie książeczek dla mojej córy, ponieważ niosą one w sobie wiedzę i morały.

Na pierwszy ogień poszła książeczka o dziewczynce o imieniu Mzija, która była bardzo tchórzliwa i pielęgnując swój ogródek bała się nawet maleńkiej Mrówki. Że już o Gąsiorze nie wspomnę, bo jego to bała się najbardziej na świecie.  Kiedy pewnego dnia ją przestraszył, zaczęła się zmniejszać a talerzyk z fasolkami, który trzymała w rękach upadł a ptaszysko zaczęło zjadać fasolki. Jednak jedna z nich wołała do Mziji o ratunek o pobiegła za nią :) A za nimi Gąsior... Dziewczynka chcąc pomóc fasolce straciła równowagę i upadła w przepaść... na szczęście sama pomagając, mogła liczyć na to samo od innych. Wiele żywych stworzeń rzuciło się do ratowania dziewczynki! Jak zakończyła się ta przygoda?

Książeczka świetnie pokazuje uczucie strachu oraz siłę przyjaźni. Mzija mimo, że jest człowiekiem - i choć małą dziewczynką to jednak większą od swego prześladowcy - to nie potrafi opanować strachu. Boi się, gdy tylko Gąsior pojawia się w okolicy. Jedyną szansę na ratunek upatruje w ucieczce pomagając przy tym ocalałej fasolce. Jednak szczęście jej nie sprzyja i gdyby nie pomoc kilku przedstawicieli świata zwierząt to mogłaby nawet pożegnać się z życiem... Jednak dobro podobno powraca i uratowana przez przyjaciół może teraz wraz z nimi u boku stawić czoło Gąsiorowi. Dzięki tej sile wróciła do swoich dawnych rozmiarów i przestała być tchórzem.

Spersonifikowane zwierzęta, proste acz wymowne ilustracje, prosty przekaz - to idealna lektura dla kilkuletniego dziecka, któremu podczas opowieści można wpoić jakże ważne informacje przydatne w życiu. A kiedy skończymy czytanie możemy liczyć na masę zadanych pytań :)






Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

sobota, 21 listopada 2015

Siergiej Michałkow "Nie płacz koziołku"




Tytuł oryginalny: Kak pticy spasli kozoczku
Tłumaczenie: Maria Górska
Ilustracje: Antoni Boratyński
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1987
Liczba stron: 22









Od najmłodszych lat rodzice wpajają dzieciom, że należy ich słuchać, że bardzo ważni są przyjaciele a niebezpieczeństw ustrzec się nie da, trzeba tylko uważać żeby nie doznać krzywdy. Doskonałym sposobem na wyjaśnienie tego maluchowi są odpowiednie pomoce naukowe, czyli bajeczki. Tym razem sięgnęłam do książeczki autorstwa rosyjskiego twórcy Siergieja Michałkowa, którego "Nie płacz, koziołku" było kiedyś w mojej dziecięcej biblioteczce. Choć jak zerknę na stronę z informacjami redakcyjnymi to okazuje się, że mogła być moją lekturą w klasie drugiej.

Koziołek wraz z mamą żyje sobie jak inne kozły, gdzieś w gospodarstwie w bliżej nieokreślonym miejscu. Rodzicielka przestrzega go przed oddalaniem się z domu, zwłaszcza w obliczu zbliżającej się burzy, jednak mały uparciuszek chce samodzielności. Udał się na wyprawę do lasu, ale nie umknął burzy. Pioruny, ulewny deszcz, straszliwe dźwięki to wszystko tak go przeraziło, że szybciutko biegł przed siebie, na łąkę. Jakież było jego zdziwienie, gdy odkrył, że wprawdzie deszcz przestał padać, jednak on został uwięziony na maleńkiej wysepce pośrodku ogromnego jeziora, utworzonego z deszczowej wody. Koziołek prosił o pomoc świnkę, która przepływała tuż obok łódką, jednak odmówiła. Za to z wielką ochotą do malucha chciały popłynąć wilki - wszak mięso z młodej kózki będzie idealnym posiłkiem.

Koziołek zdążył się już przeziębić, było mi zimno, głodno i tęsknił za mamą. Dopiero teraz pomyślał, jak bardzo miała rację. Nie umiał pływać ani latać i nijak nie widział szans na opuszczenie wysepki. Na szczęście tuż nad jego głową pojawiła się kaczka, która wieść o nieszczęściu Koziołka rozniosła po najbliższej okolicy. Mieszkańcy lasu, pól i bagien postanowili wspólnie wymyślić sposób na uratowanie nieposłusznego malca.

Na przykładzie tej historii autor z pełną świadomością podkreślił najważniejsze wartości: miłość rodziców i przyjaźń otoczenia. Opowieść nie byłaby realistyczna gdyby nie żarłoczne wilki, które dodają emocji i dziecko zamartwia się o los uwięzionego malca. Kto dotrze do niego pierwszy? Wilki czy pozostałe zwierzęta? Jak poradzą sobie z wilkami? Jak uratują Koziołka? Ilustracje są bardzo dobrze dopasowane do opowieści, choć to lata osiemdziesiąte i są dość mroczne, proste i mało barwne. Choć córa nie zgłaszała z tego powodu pretensji. Do celów naukowych - i to nie tylko we wspomnianych wcześniej kwestiach - książeczkę polecam już dzieciakom kilkuletnim.



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki



Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki

wtorek, 10 grudnia 2013

Andreï Makine "Kobieta, która czekała"






Tytuł oryginału: La Femme qui attendait
Tłumaczenie: Katarzyna Bieńkowska
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Data wydania: 2005
Liczba stron: 162










Życie często sprawia, że musimy na coś czekać... A to na autobus, decyzję w sprawie przyjęcia do pracy, wynik badania lekarskiego lub znak od drugiego człowieka, że kocha z wzajemnością. Kiedy już ta miłość się pojawi to nadal czekamy - na pocałunki, wyznania, spacery, lecz nie zawsze i nie wszystko udaje się zawsze po naszej myśli.

Bohaterką książki jest czterdziestosześcioletnia Wiera, mieszkająca w maleńkiej osadzie Miernoje, w okolicach Archangielska. Jest ona przedstawiona czytelnikowi oczami narratora - młodego intelektualisty, który pojawił się w tej wiosce celem napisania o obyczajach panujących w syberyjskich społecznościach. Obraz jaki zostaje ukazany jest dość dziwny. Wiera jest jedyną tak młodą mieszkanką osady, wszyscy którzy tylko mogli wyjechali z tej opuszczonej i zapomnianej wioski. Pozostały tylko staruszki, które z sentymentu lub ze względu na stan zdrowia wolały pozostać. To im Wiera poświęca swój czas, dbając, pomagając a kiedy przychodzi właściwy czas, organizując pochówek. Mężczyzna nie ukrywa swojego zafascynowania kobietą, która z jednej strony pokazuje swoją siłę, jednak z drugiej samotność. Bowiem siadając na ławie w swojej chacie zawsze kieruje swój wzrok w stronę okna... Wygląda swojego ukochanego, który opuścił ją udając się na wojnę i do tej pory nie wrócił. A Wiera czeka, czeka wiernie przez trzydzieści lat.

Może jestem ignorantką, ale książka mnie nie zachwyciła. Nie porwała mojego serca nawet tym oczekiwaniem czy miłością zakotwiczoną w sercu Wiery. Przecież w czasie wojny wszystko mogło się zdarzyć. Czy jest sens czekać tyle lat na ukochanego, nie próbując nawet żyć inaczej? Lepiej? Szczęśliwiej? Przecież bohaterka mogła wyjechać a jako piękna i mądra kobieta mogła jeszcze zaznać miłości... Nie darzę sympatią również młodego intelektualisty, ponieważ początkowo chciał on poznać tajemnicę skrywaną przez samotną kobietę, chciał się zaprzyjaźnić, pomóc jej. Jednak kiedy już udało mu się nawiązać bliższy kontakt myśli już tylko o zbliżeniu fizycznym i wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Książka zawiera sporo opisów spraw duchowych, przyrody syberyjskiej, jednak język jakim jest napisana nie trafia do mnie. Czytałam ostatnio kilka książek, które dotyczyły tych sfer życia, jednak ta lektura przeminie w moim życiu bez większego echa. Zwłaszcza po takim a nie innym zakończeniu.




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Trójka e-pik, Od A do Z, Book z nami (0,9 cm), 52 książki

sobota, 9 lutego 2013

Grigorij Oster "Uwaga! Małpeczki!"


Tytuł oryginalny: Ostarożno, obiezianki!
Opracowanie graficzne: L. Szwarcman
Wydanie: Wszechzwiązkowe Zjednoczenie Twórczo-Produkcyjne "Kinocentr"
Data wydania: 1989
Liczba stron: 18
Seria: Bajka filmowa





Książeczka jest moim powrotem do lat dzieciństwa, kiedy to czytałam ją sobie i młodszemu o pięć lat bratu.
Uwielbialiśmy ją oboje, co zresztą widać po zużyciu bajki, a teraz gdy pokochała ją moja córa - musiała zostać poklejona taśmą, bo strony odmawiały bycia całością.





Bajka opowiada o rodzinie małp mieszkających w ogrodzie zoologicznym. Mama małpka to bardzo zajęta mama, nie ma chwili spokoju, ponieważ jej pomysłowe dzieci nie potrafią grzecznie siedzieć w swojej klatce. Czwórka starszych dzieci postanowiło po kryjomu opuścić ZOO, gdy mama udawała się wraz z maluchem po mleko do sklepu.
I tu zaczynają się przygody. Małpeczki bowiem przez przypadek pozbawiają bujnej czupryny pana ogrodnika, malują dom wraz z oknami u pewnego dziadka, przerabiają samochód na trzykołowy rower, by wreszcie być przyczyną przymusowej kąpieli pana z wielką paczką. Mama małpka biega za nimi po mieście i stara się naprawiać wyrządzone przez nich szkody.

Mimo, że to książeczka z lat osiemdziesiątych, jest napisana w zrozumiałym dla dwuletniego dziecka języku. Córcia już na pamięć zna pewne fragmenty i wie, w którym miejscu powinna powiedzieć odpowiednie słowa - oczywiście te, które umie powiedzieć.

To zabawna pozycja w literaturze dziecięcej. Jest napisana z humorem, lecz również z morałem. Dziecko może się z niej dowiedzieć czego robić się nie powinno, by nie sprawiać innym kłopotów czy przykrości. Gorąco polecam!


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Odnajdź w sobie dziecko, Book z nami (0,2cm)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...