Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sheridan Mia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sheridan Mia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 września 2019

Mia Sheridan "Stinger. Żądło namiętności"





Tytuł oryginalny: Stinger
Tłumaczenie: Marta Czub
Wydawnictwo: Septem
Data wydania: 2016
Liczba stron: 408






Od chwili, gdy dostałam "Stingera" w prezencie od Ani, książka patrzyła na mnie z wyrzutem z półki... Ale doczekała się, widocznie teraz był jej moment. Od dnia premiery było o tym tytule głośno, czy jest wart takiego szumu? Czy zmysłowa okładka będzie miała odzwierciedlenie w fabule?

Grace Hamilton przyjechała do Las Vegas na Międzynarodowy Zjazd Studentów Prawa, jednak w hotelowym lobby zderzyła się z przystojnym i seksownym aktorem Carsonem Stingerem, uczestnikiem Targów Branży Erotycznej i wtedy właśnie jej grafik na ten weekend zaczął się sypać. Grace zawsze w życiu miała plan i starała się go realizować, choć na pewno nie obejmował zacięcia się w windzie z podniecającym i uwodzicielskim Stingerem... Ale los sprawił, że do tego doszło. Dziewczyna bardzo kręci aktora, dlatego pada propozycja by spędziła ten weekend z nim - ma być niezapomniany. Czy będzie?

Jednak weekendy mają to do siebie, że szybko mijają i chociaż działo się sporo, było im ze sobą wyśmienicie musieli wrócić do swojego życia. Tylko czy po nawiązaniu takiej relacji będą mogli o sobie zapomnieć? Każde z nich inaczej myślało i działało od chwili, gdy się rozstali. Co wydarzyło się w ich życiu? Czy Carson będzie potrafił wrócić do zawodu? A czy Grace pójdzie za głosem serca w sprawach służbowych?

"Może miłość była skomplikowana, ale jednocześnie była najprostszą rzeczą pod słońcem." *

Autorka pozwala nam się tego dowiedzieć, dzięki naprzemiennej narracji oraz akcji opisanej po kilku miesiącach a potem latach. Nie spodziewałam się, że tak potoczą się losy tych dwojga, zaskoczyło mnie, w jakim kierunku poszła ta książka. Nie byłam przekonana, że uda im się być razem, pomimo że ze stron książki wyczuwalne było ich uczucie. Czasami jednak wystarczy iskra i wszelkie tajemnice blakną.

Powieść jest wyśmienitą przedstawicielką erotyki, namiętność góruje tutaj nad brutalnością i wulgarnością, przyjemnie czyta się sceny zbliżeń, gdy są opisane z wyczuciem. Kilka razy moją uwagę zwróciły pewne określenia, ale nie wiem czy to błąd autorki czy tłumaczki.

Swój niezwykły urok ma zderzenie się przeciwieństw: ułożonej i grzecznej Grace, planującej każdy krok z pewnym siebie bogiem seksu Carsonem. Ona przy nim czuje się bezpieczna i zamroczona pożądaniem, traci wręcz kontrolę nad swoim ciałem i umysłem. On zaś chętnie przejmuje dowodzenie podczas łóżkowych igraszek i udziela jej instrukcji, co ma robić. Kochanek idealny...

Podczas czytania nie brakowało wypieków na mojej twarzy, łez wzruszenia (tak, tak... w erotyku), zachwytu czy podziwu. Mia Sheridan po raz kolejny mnie nie zawiodła.


"Niekiedy człowiek nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że coś jest z nim nie tak, póki nie zjawi się ktoś, kto go zmieni i sprawi, że nagle zapragnie czegoś więcej." **


Podsumowując - "Stinger. Żądło namiętności" to przepełniona erotyką opowieść o tym, że przeciwieństwa się przyciągają, powinniśmy dążyć do spełniania marzeń i robić to, co kochamy. Historia o walce z samym sobą, z uczuciami, przeciwnościami losu i przypadkami, które często potrafią przeszkodzić w drodze do celu. Autorka podsuwa nam ważną myśl, by otworzyć się na miłość wtedy, gdy puka do naszego serca, niezależnie od tego jakie wyrazy odczytamy na identyfikatorze tej drugiej osoby.





* M. Sheridan, "Stinger. Żądło namiętności", Septem, Gliwice  2016, s. 362
** Tamże, s. 403




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Mini Czelendż, 52 książki

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Mia Sheridan "Bez lęku"




Tytuł oryginalny: Midnight Lily
Tłumaczenie: Aleksandra Żak
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 6 czerwca 2018
Liczba stron: 328










Niezwykle trudno jest pogodzić się ze stratą bliskiej osoby. Akurat ja wiem o tym doskonale... Pomimo, że nie wiedziałam iż w książce znajdę taki wątek to widać intuicja mi to podpowiedziała. Różne są sposoby przeżywania żałoby i wcale nie trzeba być dzielnym ani kryć łez. Jak ujęła to Mia Sheridan, amerykańska pisarka, która rozkochała mnie powieścią "Bez słów"?

W spowitym we mgle lesie stanu Kolorado stoi dom letniskowy Brandona, w którym ma dokonać się cud... Brandon przywozi tam kumpla, Holdena Scotta, byłego gwiazdora futbolu, by z dala od cywilizacji, w ciszy i samotności doszedł do siebie. Udręczony sportowiec ma zamiar zastanowić się nad sobą, swoim życiem, traumatycznym wydarzeniem mającym związek z najlepszym przyjacielem Ryanem a przede wszystkim przejść detoks i przygotować się do powrotu do normalnego życia. To jednak nie będzie łatwe, bo uzależnienie jest silne...

Przepełniony bólem mięśni i tęsknotą Holden dostrzega w lesie... ducha w bieli. Za wszelką cenę pragnie go odnaleźć... Czy to dziewczyna? A może tylko zwidy? Okazuje się, że los postawił na jego krętej, wyboistej i jakże trudnej do pokonania ścieżce życia Lily. Tylko czy to będzie zwyczajna znajomość? Czy Lily będzie potrafiła mu pomóc? A może to ona potrzebuje pomocy?

Początkowo wszystko wskazywało na to, że to kolejna powieść Sheridan napisana typowo w jej stylu. Na bazie wielkiego uczucia, połączonego z radosnymi chwilami uniesień powstała historia o problemach, które zadziwią czytelnika nie mniej, niż bohaterów. Ale w "Bez lęku" nie wszystko jest takim, jakie się wydaje...
Tajemnicza i magiczna pierwsza część powieści, której akcja usytuowana jest w lasach i letniskowej willi zaskakuje... Ale tylko wnikliwego czytelnika, który zwrócił uwagę na detale... Ten mniej drobiazgowy musi poczekać na odkrycie prawdy przez autorkę. Gwarantuję zaskoczenie!

A to jeszcze nie koniec...
Poczujecie bezradność, żal i przerażenie, gdy poznacie okrutne praktyki pracowników ośrodka Whittington.
Przeżyjecie męki i fizyczny ból podczas prób detoksu...
Zapragniecie poczuć się jak bohaterowie w pełnych namiętności i zmysłowości chwilach zbliżeń, które tylko Sheridan potrafi opisać w TAKI sposób!
Będziecie dręczyć się pytaniami, które przez długi czas będą pozostawały bez odpowiedzi...

Przewrotna w swej nieprzewidywalności i przewidywalna z zaskoczenia. Gdy nie wiadomo komu ufać, kto może pomóc, do kogo się zwrócić a kto jest tylko i wyłącznie wytworem wyobraźni... Tej chorej... Tylko czy każdy ma prawo oceniać? Decydować za innych?

To najbardziej ekstremalna powieść Sheridan jaką miałam okazję czytać, gdyż nie wszystko jest tutaj białe lub czarne. Wiele jest odcieni szarości, które należy odkryć samemu Drogi Czytelniku. Przestrzegam, by czytać wnikliwie a finał będzie dla Was podwójnie zaskakujący.

Czy to dla mnie powieść autorki numer jeden? Chyba jednak nie przebija "Bez słów", ale i tak plasuje się wysoko.

Podsumowując - "Bez lęku" to opowieść o niezwykłej więzi, która połączyła skauta z dziewczyną o fiołkowych oczach. O dwójce ludzi, którzy zagubieni w mroku swojego umysłu, musieli walczyć o zwyczajną codzienność, uczucie, samodzielność i szczęście. Przepiękna historia o walce z demonami, radzeniu sobie z żałobą oraz o miłości w mroku i świetle, która ma szanse pokonać chorobę... Tylko jaka będzie cena?



Inne książki autorki na moim blogu:




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

niedziela, 15 kwietnia 2018

Mia Sheridan "Bez pożegnania"




Tytuł oryginalny: Preston's Honor
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 28 lutego 2018
Liczba stron: 320











Nie znam wprawdzie całej twórczości Mii Sheridan, ale po przeczytaniu trzech powieści, polubiłam ten styl pisania na tyle, by z radością i pulsującym zaintrygowaniem oczekiwać na lekturę kolejnej książki. Pomimo zmiany wydawcy, również i ta powieść otrzymała tytuł rozpoczynający się na 'bez'. Moim absolutnym faworytem jest do tej pory 'Bez słów' - czy niniejsza powieść jej dorówna i zajmie wyjątkowe miejsce w moim sercu?


Prolog
Wyjechała bez słów, bez pożegnania, bez choćby listu z wyjaśnieniem... Przez pół roku nie dawała znaku życia, nie licząc się z uczuciami dwóch mężczyzn swojego życia. Dlaczego uciekła? Wyrachowanie? Choroba? Krzywda? Co takiego się musiało wydarzyć, że matka opuściła swoje maleńkie dziecko ot tak...?? Teraz wróciła... znów 'ot tak'. Tylko czy zostanie przyjęta z otwartymi ramionami? Sama na to nie liczy...

Linmoor, Kalifornia
Lia jest córką meksykańskiej imigrantki i żyje z poczuciem braku miłości oraz zrozumienia ze strony matki a ma to związek z momentem jej poczęcia. Mieszkają w jednoizbowej szopie śpiąc na dmuchanych materacach, co dla nastolatki jest nieustannym powodem do wstydu. Dlatego jej relacja z synami dawnych pracodawców matki - bliźniakami Cole'm i Prestonem Sawyerami - jest źle postrzegana przez ich matkę. Chłopcom nie przeszkadza status materialny Lii a one znajduje u nich zwykłą dziecięcą a potem młodzieńczą przyjaźń. Sprawy komplikują się z chwilą, gdy cała trójka zaczyna dorastać a trzy lata starsi Sawyerowie darzą czternastoletnią Lię czymś więcej niż przyjaźnią... Czy nieśmiała dziewczyna wyzna obiektowi uczuć to, co podpowiada jej serce, zanim chłopcy wyjadą na studia? Czy uczucia tak młodych ludzi mają szansę przetrzymać próbę czasu i odległości?

Lia nie wiedziała nic o zakładzie. Preston nie wiedział, ile w tej sprawie było kłamstw. Cole nie znał prawdziwych uczuć brata ani Lii. Czy równanie z tyloma niewiadomymi ma szansę zostać rozwiązane? I to jeszcze w taki sposób, by wynikiem mogło być szczęście? Ogromnie poplątana historia, w której zabrakło prawdziwego początku i czasu na szczerą rozmowę. Czy dwoje tak różniących się etnicznie i finansowo ludzi ma szansę na miłość?

Autorka zwróciła uwagę na kilka ważnych w naszym życiu spraw - depresja poporodowa, wczesne macierzyństwo, brak poczucia przynależności czy szans na radę od starszych i doświadczonych. Pokazała czym jest przyjaźń, miłość, ale również jak kłamstwa, oszustwa i brak wsparcia mogą zburzyć marzenia. Dużo miejsca zostało poświęcone również pozycji imigrantów, często nielegalnych, którzy przybyli do USA, by zapewnić swym rodzinom lepszy byt, jednak nie zawsze jest to takie łatwe... Odtrącani, pogardzani, ale nie lękający się ciężkiej pracy... I jeszcze ostatnia, choć nie mniej ważna kwestia - zewnętrzne podobieństwo idące w parze z wewnętrznym przeciwieństwem bliźniąt. W przypadku Sawyerów to koncertowo pokazana odmienność - spokojny i kochający rodzinną farmę Preston kontra zwariowany i marzący o przygodach z dala od domu Cole.

Moim zdaniem to najsłabsza z książek Sheridan, spośród tych które miałam okazję czytać. Bardzo długo wieje nudą, nie dzieje się nic ciekawego, niektóre kwestie powtarzane są po wielokroć, tak jakby autorka nie wiedziała jak poprowadzić akcję. W usta niedojrzałych nastolatków wkładane są kwestie o wiele dla nich za poważne a Lia została pokazana jako zbyt skryta i nadto wycofana z życia, by choć słowem zająknąć się w temacie swoich uczuć. A do tego dziwne (nie chcę pisać szczegółowo, by nie zdradzić zbyt wiele) zachowania bliźniaków...
Trzeba naprawdę dużej wytrwałości, by dotrzeć w tej książce do momentu, który naprawdę rozkręci dotychczasową stagnację fabuły - szkoda tylko, że to muszą być aż takie tragedie! Dopiero wtedy moje postrzeganie tej historii się zmieniło a czytanie nabrało tempa i już do końca nie mogłam się oderwać.


Podsumowując - "Bez pożegnania" to powieść o poszukiwaniu lepszego życia, niedotrzymanych obietnicach, kłamstwach i śmierci bliskich osób, ale również o miłości, która dzięki staraniom obu stron i racjonalnej rozmowie ma szanse się odrodzić. Jest to historia przepełniona bólem, rozgoryczeniem, upokorzeniem, samotnością, gniewem, pożądaniem, gwałtownym seksem oraz radością. Ja nie jestem w pełni usatysfakcjonowana, jednak może Was zauroczy bardziej? Wszak to opowieść o życiu, miłości i darze, jakim jest dziecko...




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Inne książki autorki na moim blogu:



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


czwartek, 3 sierpnia 2017

Mia Sheridan "Bez uczuć"



Tytuł oryginalny: Ramsay
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2 sierpnia 2017
Liczba stron: 392










Mia Sheridan dała mi się poznać jako autorka powieści "Bez słów" oraz "Bez szans". Już pierwsza z nich wprowadziła mnie w specyficzny stan upojenia lekturą, który przez kilka tygodni nie mijał. Jeszcze na długo po zakończeniu czytania miałam w głowie historię i na nowo przeżywałam losy bohaterów. Druga książka też mi się podobała, ale nie zrobiła tak wielkiego wrażenia. Po "Bez winy" nie miałam okazji sięgnąć, ale "Bez uczuć" musiałam poznać. Jak odebrałam opowieść z irlandzkim slangiem w tle?

Lydia De Havilland ma szesnaście lat i jest córką multimilionera. Ich posiadłość w Greenwich była imponująca, ale przecież nie jedyna pośród nieruchomości bogatego ojca. Dziewczyna jest przywódczynią grupy bogatych i rozpieszczonych panienek, które obgadują innych i skupiają się wyłącznie na byciu pięknymi. Może to wina faktu, iż wychowuje się bez matki a na macochę nie do końca może liczyć? Jej uwagę zwraca pracujący w ogrodzie chłopak i każdego dnia wnikliwie go obserwuje...
...Brogan Ramsay jest siedemnastolatkiem, który trzy lata temu wraz z ojcem i młodszą siostrą przyjechał do Ameryki z Irlandii, po tym jak zmarła jego matka. Mieli tutaj wieść lepsze życie... ale wszystko się posypało, gdyż ojciec zacząć pić. Brogan przejął wtedy na siebie jego obowiązki ogrodnika Havillandów, by zapewnić rodzinie byt. Robił to głównie dla siostry, choć i tak krwawiło mu serce - Eileen nie mogła chodzić, wciąż miała na nogach szyny. Czy kiedykolwiek będzie mogła zatańczyć? Czy zdolności matematyczne chłopaka pomogą mu w ratowaniu bliskich?

Nastoletni pomysłodawca, z pozoru niewinna chęć pocałunku, tylne drzwi do stajni i poryw, który na zawsze odmieni ich życie. Niezwykły pierwszy raz, fascynacja, emocje, badanie własnych ciał i reakcji na polowym łóżku i nagle... do pokoju wtargnęło dwóch młodych zagniewanych ludzi. Jednym z nich był Stuart - brat Lydii. Wydarzenia spowodowały, że czytałam z zaciśniętą pięścią...
Po tym co się wydarzyło Brogan obiecał sobie, że już nigdy i nikogo nie będzie o nic błagał.

Minęło siedem lat w czasie których Lydia i Brogan nie widzieli się, ale w głębi dusz i serc nadal pamiętali tamte chwile. Ich życie uległo ogromnej zmianie. Firma dwudziestotrzyletniej panny De Havilland stoi na skraju bankructwa a ona nie wie, że wkładając każdy grosz z własnej pensji i tak walczy z wiatrakami. Dlaczego? Zapytajcie Stuarta... to z jego winy plan Brogana o zemście może wreszcie zostać wcielony w życie. Zwłaszcza że młody i przystojny mężczyzna stał się innym człowiekiem. Jest wyrachowany i nie cofnie się przed niczym, by ukarać winnych jego poniżenia sprzed lat ukrywając jednocześnie to, co robił przez minione lata.

Los bywa przewrotny, serca pamiętliwe a używki i kłamstwa niszczą to, co piękne. Doświadczają tego bohaterowie powieści - Lydia i Brogan. To oni są głównymi postaciami w tej "bajce", kolejne rozdziały są ich naprzemiennymi pierwszoosobowymi narracjami. Nie zabrakło tu ciekawych i nietuzinkowych bohaterów drugiego planu - Fionn, Daisy, Courtney, Eileen czy choćby Stuart.

Tak naprawdę zastanawiam czy na czoło powieści wysuwają się nasi "zakochani" czy może powinnam skupić się na tym, że głównym bohaterem jest ktoś inny - Emocje! Powieści Sheridan są zawsze nimi przepełnione, to aż namacalne. Nie sposób nie wyobrazić sobie tego co autorka opisuje - wrażenia, wygląd, zachowanie czy też uczucia. W każdej chwili doświadczałam cudu jej stylu i głębi, której trzeba się doszukać i zrozumieć. 

Mia Sheridan ustami bohaterów przekazuje nam wiele mądrych zdań, nad którymi nie sposób przejść obojętnie. Czy jest ktoś, kto choćby na chwilę się nie pochylił? Nie przemyślał? Nie odniósł do siebie? Nie wyciągnął dobrej rady? Po cichu liczę, że nie.
"Bez uczuć" dobitnie pokazuje, że każdy nasz wybór niesie za sobą konsekwencje i od nas samych zależy co zrobimy z życiem. Czasami przyznamy się przed sobą, że jesteśmy łotrami a czasem będziemy to skrzętnie ukrywać i działać na szkodę bliskich... jak jeden z bohaterów.

Powieść jest napisana według schematu typowego dla Sheridan, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało w delektowaniu się każdą stroną. Zwłaszcza, że po lekturze Prologu liczyłam, iż tym razem nie będzie walki: miłość kontra nienawiść... Myliłam się. Te dwa uczucia stoczyły w książce wiele bitew a płynną granicę między nimi dało się odczuć.
Jednak duży nacisk Sheridan położyła też przemianę człowieka oraz uczucia targające nim w różnych sytuacjach, czasem niemal bez wyjścia. Jest krew i łzy, miłość, namiętność, ale i trzaskanie drzwiami czy ucieczki. Jet użalanie się nad sobą, zemsta, poczucie winy a także przebaczenie. Tylko kto komu powinien przebaczyć? Nie bądźcie tego zbyt pewni, bo akcja niejednokrotnie jeszcze zawróci Wam w głowie a prawda wstrząśnie jak w shakerze. Nie wszystko w powieści jest czarne lub białe - pamiętajcie moje słowa :)

Podsumowując, "Bez uczuć" to kolejna powieść Mii Sheridan, która daje literacką rozkosz i czytelniczego kaca. Boski Brogan, naiwna Lydia i bezmyślny Stuart stanowią mieszankę wybuchową, dzięki której lekturę czyta się z radością. Uwypuklone uczucie miłości nie może istnieć bez zaufania ale zostaje stłamszone przez kłamstwa, niedopowiedzenia i brak szczerości. Bieda i bogactwo naprzemiennie plotą losy bohaterów a irlandzki slogan rozbawia w najtrudniejszych chwilach. Gorąco polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


poniedziałek, 23 stycznia 2017

Mia Sheridan "Bez szans" - przedpremierowo




Tytuł oryginalny: Kyland
Tłumaczenie: Matylda Biernacka
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: planowana na 1 lutego 2017
Liczba stron: 320








Swoją przygodę z książkami Mii Sheridan rozpoczęłam pół roku temu lekturą powieści "Bez słów", która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Drugim krokiem poznawania twórczości autorki jest dla mnie "Bez szans", bowiem nie miałam okazji przeczytania innych tytułów. Jak oceniam najnowszą powieść?

Zajrzyjmy do małej amerykańskiej wioski, położonej u stóp Appalachów, w stanie Kentucky. Dennville jest obecnie skupiskiem biedoty, ludzie ze wzgórza mieszkają w zrujnowanych domkach albo przyczepach. Głównym źródłem zarobkowania była kiedyś kopalnia, w której pracowali mężowie, ojcowie, synowie, bracia... Ale doszło do wybuchu, w którym zginęło sześćdziesięciu dwóch mężczyzn... Wiele rodzin straciło wtedy jedyny dochód.

To właśnie w takich warunkach żyje Tenleigh Falyn. Wokół roztaczają się urokliwe widoki, przyroda przyzywa, by spędzić chwile na świeżym, górskim powietrzu a na ziemię sprowadza dziewczynę przyczepa, w której mieszka z mamą i siostrą. Siedemnastolatka nie ma łatwego życia, gdyż obie z Marlo muszą zadbać nie tylko o porządek, pożywienie i ubranie, ale przede wszystkim o lekarstwa dla mamy. Dlatego Tenleigh dorabia po szkole, choć jej priorytetem jest zdobycie stypendium pozwalającego na wyjazd do dowolnego miasta, by ukończyć college. Uwielbia czytać książki i tak naprawdę nie narzeka na swoje życie, ale ma też marzenia. Dotyczą przede wszystkim lepszej przyszłości dla siebie i najbliższych.

Pewnego popołudnia, podczas pracy w sklepie, Tenleigh bierze udział w zaskakującym wydarzeniu. W tamtej chwili nie zdaje sobie sprawy, że ten moment i ta decyzja zaważą na jej życiu. Czy zdajecie sobie sprawę, że ten ułamek sekundy odmienił całkowicie jej przyszłość? Choć wielokrotnie wylewała łzy, kiedy los nie chciał spełnić jej pragnień...

Kyland Barrett chodzi do tego samego liceum co Tenleigh, mieszkają dość blisko siebie i egzystują w podobnych, biednych warunkach. Chłopak mieszka tylko z niepełnosprawną mamą, gdyż podczas tragedii w kopalni stracił ojca i brata. Z czego zatem żyją? Co jedzą, zwłaszcza w ostatnim tygodniu każdego miesiąca? Również jego marzeniem jest wyrwanie się z Dennville za sprawą stypendium. Ale dostanie je tylko jedna osoba...
Będzie ona miała wybór, co zrobić ze swoim życiem, jak nim pokierować, gdzie pojechać. Stypendium da tej osobie wolność, głównie od biedy. Kto będzie tym szczęśliwcem? Ciekawa jestem czy zgadniecie.... :)

W biedzie, głodzie i chłodzie rodzi się miłość... Bo ona nie patrzy na takie "trudności". Po prostu uderza z ogromną siłą w dwoje ludzi i sprawia, że mimo rywalizacji o stypendium i kategorycznych planów o wyjeździe jednego z nich - zbliżają się do siebie. To niezwykłe uczucie, pierwsze i prawdziwe, które rozwija się powoli, badając na ile może sobie pozwolić. Bohaterowie wyczuwają wzajemnie swoje potrzeby, dając sobie ciepło, zrozumienie, dotyk. Dzielą się tym, co mają... choć mają niewiele. Łączy ich miłość, data urodzenia oraz to, że oboje kiedyś zostali porzuceni. Jak zakończy się historia tej miłości, skoro jedno z nich wyjedzie? I jakie znaczenie odegra tu kłamstwo?


Postawa Tenleigh była dla mnie godna podziwu - utrzymywała porządek wokół zrujnowanej przyczepy, by choć "obejście" wyglądało na zadbane a z tyłu urządziła wraz z Marlo mały warzywniak. By zarobić parę groszy, chodziła pieszo dziesięć kilometrów do sklepu Rusty'ego, żeby zamiatać i układać towar. Uczucie, które w nią uderzyło sprawiło, że czuła się podekscytowana, ale i zdezorientowana. Nie do końca była pewna czy to jest to, na co tak długo czekała, po różnych przygodach w przeszłości. Bała się bólu, cierpienia, odrzucenia. Ale obietnica, którą niosła miłość, działała na nią jak magnes. Zwłaszcza, że chwile we dwoje niosą im radość, spokój, nadzieję i ukojenie.


"Należało w życiu doceniać małe rzeczy, jeśli te duże powodowały, że miało się ochotę zwinąć w kącie w pozycji embrionalnej i dać sobie ze wszystkim spokój" *


Kyland to męski bohater tej powieści. Tenleigh go olśniła, sprawiła że w szarym i trudnym życiu zaświeciło dla niego światełko, pojawił się promień słońca. Uwielbiał ją rozśmieszać i pragnął dla niej szczęścia, tuż obok przetrwania ciężkich czasów. Bliskość, czułość i dotyk Tenleigh sprawiały, że wszystkie problemy blakły, nic nie było ważniejsze od chwil spędzanych razem. Kim dla siebie są? Czy uzgodniony przyjacielski status relacji ich zadowoli? Dlaczego podjęli taką właśnie decyzję?


Autorka stworzyła fabułę na bazie biedy, co nie jest częstym zjawiskiem. Pokazała miejscowość, w której ludzie ledwie wiążą koniec z końcem i potrafią otwarcie przyznać, że są głodni. Chodzą w dziurawych butach a w zimie ogrzanie domu jest równie ważne, jak zdobycie jedzenia, żeby nie zamarznąć... W Dennville nie ma perspektyw dla młodych. Do wyboru mają tylko pracę w kopalni, sklepie czy barze. Niewielu wychodzi ponad ten poziom i jest w stanie stworzyć lepsze życie czy własną firmę. Niejednokrotnie brakuje im pieniędzy na potencjalny start. Bieda trzyma ich w łapach czasami nawet przez całe pokolenia.

Sheridan doskonale opisała siłę miłości - i to nie tylko w przypadku głównych bohaterów. Ci z drugiego planu też zostali wyśmienicie scharakteryzowani (nie brakuje też "czarnych charakterów" powieści), niejedna chwila z nimi wywoływała skrajne emocje (choćby sytuacja z mamą Tenleigh, która wkroczyła do szkoły podczas przedstawienia). Urzekły mnie również liściki wymieniane przez Tenleigh oraz Kylanda, z szybko bijącym sercem oczekiwałam kolejnych, zwłaszcza że wymieniali je w dość  nietypowym miejscu.

Obok miłości, ważne miejsce w powieści zajmują też przyjaźń, motyw rodziny oraz porzucenia. Wszystkie razem i każde z osobna miały ogromne znaczenie w życiu bohaterów. Autorka pokazała również problem homoseksualizmu, depresji, utraty bliskich. W ciekawą "sukienkę" Sheridan ubrała zagadnienie marzeń - bo czasami ich spełnienie może przypominać koszmar... Dlaczego? Na to i inne moje pytania musicie znaleźć odpowiedź już sami - w książce.


"Bez szans" to powieść niosąca ogromną dawkę emocji. Uczucia wręcz zalewają czytelnika podczas lektury - współczujemy, kibicujemy, śmiejemy się i płaczemy wraz z nimi. Decyzje bohaterów uzmysławiają, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, ale należy walczyć. Tajemnice Tenleigh i Kylanda z przeszłości oraz ich aktualne wybory tworzą niezwykłą historię, której finał nie jest do końca przewidywalny. Gwarantuję Wam niejedno zaskoczenie!





* M. Sheridan, "Bez szans", Otwarte, Kraków 2017, s. 44


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


wtorek, 7 czerwca 2016

Mia Sheridan "Bez słów"



Tytuł oryginalny: Archer's Voice
Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 383










Kolejna książka z gatunku New Adult, o której w ostatnim czasie było głośno, choć jej tytuł jest bardzo cichutki "Bez słów"... Choć fajnie brzmi również oryginalny - "Archer's voice", ponieważ bardziej oddaje treść powieści. Jest to utwór, który niesie za sobą ogromną dawkę emocji, czasami skrajnych, ale mocno uderzających w czytelnika. Może ktoś jeszcze zechce poznać moje wrażenia...

Bree Prescott podjęła szybką decyzję. Żadnemu z przyjaciół nie zdradziła ani słowa, tylko po prostu spakowała najważniejsze rzeczy do samochodu i opuściła Cincinnati w stanie Ohio. Uciekła do Karoliny Południowej, do maleńkiego Pelion, gdzie wynajęła mały domek na bliżej nieokreślony czas, zamierzając odnaleźć w nim spokój. Przez wiele stron odczuwałam silne emocje Bree, niechęć do gotowania, poranne halucynacje podczas zwykłego mycia, gdyż woda lejąca się z kranu przypomina jej deszcz... Co takiego się wydarzyło, że tak zwykłe czynności wywołują w niej panikę i stany lękowe? Dziewczyna wciąż przeżywa śmierć taty sprzed pół roku, jednak jakie okoliczności jej towarzyszyły, że tak bardzo ucierpiała na tym jej psychika?

Najgorszy jest jednak fakt, że Bree nigdy i nikomu nie opowiedziała wszystkiego, co dotyczy tamtej nocy. Nie wyrzuciła z siebie negatywnych emocji, nie pozbyła się bólu, nie zmierzyła ze strachem przez co nie może uwolnić się od cierpienia, które dotyka jej teraz każdego dnia. Czasami przecież trzeba komuś zaufać, komuś się wyżalić, dać się przytulić i wypłakać łzy udręczonej duszy. A przede wszystkim przestać obwiniać się, że nic nie zrobiła... Teraz ma szansę na oderwanie się od tamtych przeżyć, na osiągnięcie względnego spokoju w nowym otoczeniu, wśród nowych ludzi. Bree zamierza podjąć pracę i cieszyć się najmniejszymi rzeczami, jak choćby spacery z psem czy wypady nad jezioro. Czy odnajdzie się w nowej społeczności? Kogo obdarzy zaufaniem? Jak zostanie przyjęta przez przedstawicieli różnych pokoleń miasteczka?

Archer Hale nie wie ile tak naprawdę ma lat, bo jego szczęśliwe skończyło się dawno temu. Pod długimi włosami, obfitym zarostem i zachowaniem rannego zwierzęcia ukrywa prawdziwego siebie. Umięśnione ciało, dobre serce a przede wszystkim wrażliwą duszę. Jest mężczyzną  po przejściach, który żyje z dala od problemów innych zajmując się domem i otoczeniem wokół niego (to stąd jego piękne ciało bez konieczności chodzenia na siłownię). Kiedy miał siedem lat zawalił mu się dotychczasowy świat. Mimo, że nie był idealny, bo tata wciąż był pijany i bił mamę, która zaś była smutna, jedyną zaś pociechą były odwiedziny wujka Connora, to jednak znany małemu dziecku. A potem wszystko runęło... Wypadek sprawił, że Archer został pozbawiony normalności. Od lat mieszkańcy miasteczka postrzegają go jako głuchoniemego i omijają z daleka. Zresztą on też kiedy nie musi, nie opuszcza bezpiecznego schronienia jakim jest jego dom.

Przypadek sprawił, że ta dwójka poranionych ludzi się spotkała... Bree i Archer. Młodzi ludzie, ale za to z jakim bagażem doświadczeń, z jakim ciężarem w sercach, z jakim bólem, tęsknotą, pragnieniem normalności. Sami nie do końca to rozumieją, ale coś ciągnie ich do siebie, jakaś siła sprawia, że oboje zaczynają sobie ufać, metodą małych kroczków zbliżają się do siebie i starają pomóc zrozumieć tej drugiej osobie jej trudną przeszłość. Na myśl o tym drugim człowieku budzą się w nich nieznane dotąd emocje, czują ciepło w sercu, gonitwę myśli i dają sobie nadzieję na lepsze jutro, na szczęście, które przecież każdemu się należy, niezależnie od tego co przeżył. Liczy się jutro a nie wczoraj.

"Bez słów" to książka, o której powinno się pisać się recenzję bez słów... ale tak się nie da... To autorka pokazała jak wiele może się w życiu wydarzyć bez użycia słów, jak bardzo mogą na siebie oddziaływać ludzie nie mówiąc ani jednego wyrazu, jak mocno mogą do siebie lgnąć mimo, że ich usta pozostaną zamknięte... Ile można uczynić dobrego w całkowitej ciszy przerywanej jedynie oddechem, biciem serca i mruganiem powiek.

Ta powieść to kolejna przedstawicielka gatunku, która wywołuje gęsią skórkę, która sprawia że myśli galopują, że kolejne odsłaniane tajemnice wprawiają w konsternację i niedowierzanie, która każe nieustannie myśleć o tym, co przydarzyło się bohaterom i jak potoczą się ich losy. Oprócz ludzi dobrych, ciepłych i podnoszących na duchu, w powieści nie brakuje również "czarnych charakterów", których zachowanie wprawiło mnie w stan zadziwienia i zaczęłam się zastanawiać dlaczego niektórzy stawiają tylko na władzę, pieniądze i nie martwią się o innych, choćby o rodzinę...

Autorka pokazała cały wachlarz zachowań ludzi - zazdrość, nienawiść, miłość, przyjaźń a także uczucia i emocje, które towarzyszą nam w codziennym życiu. Jej powieść to diamencik, który w moim rankingu dołączy do innych przedstawicieli New Adult, które skradły moje serce. "Bez słów" to książka poruszająca do głębi, która wryje się w pamięć i będzie powracać jeszcze przez długi czas do świadomości - sytuacjami, bohaterami, uczuciami. Mia Sheridan doskonale opisała bohaterów, umiejscowiła ich w czasie i przestrzeni jakże dla nich idealnych, każdemu włożyła do "plecaka" potężny ciężar, który muszą nosić na swoich barkach czekając, aż ktoś uczynny go zdejmie, wysłucha, sprawi, że nie będzie ich już przygniatał do ziemi.

Jednak książka to nie tylko problemy i smutek. Nie brakuje tu chwil radosnych, przyjemnych ani humoru - na łopatki rozłożył mnie "bukiecik" z batoników! Koniecznie muszę też zwrócić Waszą uwagę na "momenty", czyli erotyczną część powieści, która jest wprost fenomenalna! Opisy są tak delikatne, eteryczne, wysublimowane wręcz, bije z tych scen taka czułość, radość i chęć sprawienia przyjemności drugiemu, że miałam ciarki na rękach (i chyba nie tylko) podczas czytania. To było niezwykłe przeżycie, bo dawno już nie spotkałam się z tak cudownie napisanymi scenami zbliżeń. Może to zasługa boskiego Archera...?



Podsumowując serdecznie polecam tym, którzy książki jeszcze nie czytali. Ja czuję się zszokowana, wzruszona (choć łez tym razem nie wylałam), uwiedziona i lekko poturbowana emocjonalnie. I zaskoczona, że wreszcie w powieści prym w relacjach może wieść kobieta :) Fascynująca i pełna wrażeń lektura, w której nie wszystko jest przewidywalne i nie każdy jest aniołem... a nawet początkowo przydzielone bohaterom role potrafią się diametralnie odwrócić.






Książka przeczytana w ramach majowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...