Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korporacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korporacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 maja 2022

Gabriela Gargaś "Karma"

 
 
 
Autor: Gabriela Gargaś 
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: luty 2022
Liczba stron: 272
 
 
 
 
 
 
Jak wygląda praca w korporacji? 
Ale tak naprawdę jak wygląda... Od środka. 
Ze wszystkimi prawdami, sekretami i romansami.

Gaja ma trzydzieści osiem lat, męża i synka. Przed dziennikarką stoi najnowsze wyzwanie - reportaż o korporacji Dreams Company, w której powinna udowodnić, że panuje tam rodzinna atmosfera.

Ryan jest od Gai nieco młodszy, ma żonę i córkę, którą bardzo kocha. W firmie zajmuje wysokie stanowisko a w związku z pojawieniem się dziennikarki otrzymał zadanie specjalne.
 
Ona ma szczere chęci napisać prawdę i wyciągnąć wszystkie "brudy".
On ma plan, by temu zapobiec.  
Między tą dwójką zaczyna iskrzyć. Romans jest nieunikniony. Choć powyżej celowo napisałam, że mają małżonków i dzieci. Niestety, to ich nie powstrzymuje przed pogłębianiem relacji. Nie zdają sobie sprawy, jak bardzo te namiętne spotkania zniszczą ich życie. By stabilizację zastąpił chaos
 
Czy pracownicy Dreams Company będą chętni do szczerych rozmów? Ile wizji firmy stworzą na potrzeby reportażu? Co ukrywają obecni i byli pracownicy?


"Karma" jest dość dziwną książką. Przede wszystkim mocno odbiega od historii, do których przyzwyczaiła mnie autorka. Forma jest znacznie krótsza i dość osobliwa. Zwłaszcza początek. 
Owszem, Gabriela Gargaś pokazała świat korporacji totalnie szczerze, skutki romansu bez upiększania, ale chyba troszkę się zawiodłam, bowiem liczyłam na coś innego. 
To historia o biurowych grzeszkach, przekrętach, kłamstwach, szantażach, romansach i hakach, jakie mają jedni na drugich. O tym, że pnąc się po szczeblach kariery ludzie zapominają o przyjaźniach i w ogóle o ludzkich odruchach. Wiele spraw, które finalnie wyjdą na jaw zaskakuje, bo przecież początkowo nic nie wskazywało na to, że w korporacji czekają takie "smaczki".

Ogromnie kusząca i zwracająca uwagę okładka, niebanalna fabuła, "rodzynek" w twórczości i zmuszająca do przemyśleń opowieść - myślę, że warto by każdy wyrobił sobie o niej zdanie osobiście.
 
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (G), 52 książki
 

niedziela, 28 lutego 2021

Karolina Wilczyńska "Pierwsze wesele"

 
 
 
Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 10 lutego 2021
Liczba stron: 336
 
 
 
 
Karolina Wilczyńska w wersji obyczajowo-romantycznej to właśnie "Pierwsze wesele". Powieść lekka, odrobinę wzruszająca, ale i dostarczająca zabawnych sytuacji. Korporacyjne życie i gorączka przedślubna, czy mi się podobało?
 

Tosia Stecka jest menadżerką działu w jednej z korporacji. Jest pełną optymizmu i radosną dwudziestosześcioletnią singielką, odporną na przystojniaków w garniturach, których bez liku spotyka choćby w swojej firmie. Jednak pojawienie się nowego dyrektora handlowego - Oskara Wierzbickiego - sprawia, że nogi się pod Tosią uginają, serce szybciej bije a słowa nie chcą płynąć. Zakochała się!
 
Do rozwijającej się relacji między Tosią a Oskarem nie może przekonać się ani jej siostra Laura ani ojciec sióstr. Oboje uważają, że to nie jest facet dla Antosi. Czy ich sceptycyzm jest słuszny?

Wspierana mentalnie przez ciocię Hanię, siostrę zmarłej wiele lat temu mamy, Tosia wpada w szał przygotowań do ślubu. Z rozmachem zamawia, rezerwuje, wynajmuje, wyszukuje i kupuje najprzeróżniejsze elementy czekającego ją wyjątkowego dnia. Nie do końca dostrzega jednak, co tak naprawdę dzieje się wokół niej...  

...a kiedy już to odkryje i zostanie potwierdzone... Cóż, zapłaci za swoją naiwność. Jak wysoka będzie cena? 


"Pierwsze wesele" to idealne odzwierciedlenie powiedzenia, że miłość jest ślepa. Zaślepiona, zauroczona i zmanipulowana bohaterka, zupełnie nie dostrzega sygnałów od osób bliskich i obcych, które próbują jej uzmysłowić, że narzeczony nie jest tak kryształowy, jak się wydaje. Poza tym jeśli dobrze przyjrzeć się jego zachowaniu, decyzjom, życiu to sami stwierdzicie, że takich ideałów nie ma. Pod tym względem Tosia jawiła mi się jako bohaterka naiwna i irytująca - w ogóle nie potrafiła odnaleźć się w nowej sytuacji zakochania.

Karolina Wilczyńska opisuje nam rodzinę, która straciła ważną postać - kobietę, matkę, szał przygotowań ślubnych, relacje damsko-męskie w różnym wieku a także pokazuje, że na miłość nigdy nie jest za późno. 

Autorka zaskoczyła mnie tą książką, nie sądziłam że będzie tak lekko i przyjemnie, choć przecież i problemy się pojawiły. Nie sądziłam w jakim kierunku rozwinie się akcja a już zakończenia zupełnie nie przewidziałam!
Mam jedynie nadzieję, że powstanie kontynuacja książki, bowiem tak można odczytywać finał.


Podsumowując - "Pierwsze wesele" to powieść wzruszająca, z nutką humoru, ale i tęsknoty po utracie bliskich. To historia o miłości z rodzinnymi tajemnicami, zwrotami akcji oraz zaskakującym finałem. Znajdziecie w niej zawiedzione zaufanie, tradycje rodzinne, zazdrość, naiwność, zemstę oraz łatwowierność. Jak w życiu bohaterowie popełniają błędy, ich zdania różnią się od siebie a o wściekłość i kłamstwa nie trudno. Polecam na leniwe popołudnie
 
 

 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
Za książkę dziękuję   



sobota, 8 września 2018

Joanna Tekieli "Pensjonat Leśna Ostoja"




Autor: Joanna Tekieli
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 22 sierpnia 2018
Liczba stron: 272
Seria: Pensjonat Leśna Ostoja tom 1











Często żyjemy w poczuciu krzywdy, spowodowanej różnymi czynnikami i zależnej od losu lub innych. Bywa tak, że nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo na plus może się zmienić nasze życie choćby w wyniku zdrady. Wiadomo, że w chwili gdy świat wali się na głowę czujemy tylko ogromny żal, złość i nie widzimy przyszłości w jasnych barwach, ale może jednak warto nie popadać w skrajność z rozpaczaniem... O tym, że życie potrafi zaskakiwać przekonuje w swojej debiutanckiej powieści Joanna Tekieli.

Sześć lat narzeczeństwa miało zmienić życie Justyny w udane małżeństwo z Kamilem. Jednak banalny wcześniejszy powrót z delegacji sprawił, że plany uległy drastycznej zmianie - zdradzona dziewczyna zaleczyła rany u brata a później w odziedziczonym po babci mieszkaniu. Ale dopiero polecenie służbowe ma sprawić, że Justyna szybko zapomni o wiarołomnym Kamilu. Bezpośrednia - i wredna zarazem - szefowa ma dla niej misję specjalną - zakupioną przez firmę posiadłość w Drzewiu należy zmienić w pensjonat.

Po trzech godzinach jazdy Justyna dociera do małej wioski, gdzie w otoczeniu lasów odnajduje swój cel podróży. Podczas zwiedzania domu i terenu posiadłości oraz w trakcie remontu czeka na nią mnóstwo niespodzianek, zagadek i tajemnic. Starsi mieszkańcy zerkają na nią w dziwny sposób twierdząc, iż kogoś im przypomina. Rodzina Buczków zamieszkująca dworek zniknęła dziesięć lat wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach, bowiem nikt nie potrafi powiedzieć gdzie są i dlaczego ich rzeczy nadal znajdują się w szafach. Tragedia kryje się w dziennikach i listach Zygmunta Drzewieckiego... Jeśli chcecie poznać wyjaśnienie tych wątków, gorąco zachęcam do sięgnięcia po powieść.

Joanna Tekieli stworzyła historię opartą na dość znanym wątku - wyjazd na wieś, adaptacja domu, rozkoszowanie się naturą. Jednak w tym przypadku autorka mocno starała się, by nie była to oklepana fabuła. Przede wszystkim Justyna nie rozpamiętuje swojego nieistniejącego już związku, nie uwikłała się też w romans a remont robi niejako nie dla siebie a dla firmy. Niezmiernie przyjemnie czytało się o kolejnych etapach zmian, jakie miały miejsce w Drzewiu, ludziach którzy bardzo chętnie pracowali, by przywrócić dworkowi urok a także o meblach z charakterem, małej ogrodniczce, czy starszej pani na motorze zaplątanej w przeszłości w aferę kryminalną. Zresztą patrząc całościowo to sensacyjno-kryminalnych wątków znajdziemy tutaj więcej, gdyż gdzie Justyna się nie udała, czego nie dotknęła, wszędzie pojawiały się tropy prowadzące do spraw, których od lat nikt nie potrafił wyjaśnić.

Bardzo prostym, pięknym i lekkim językiem pełnym humoru uraczyła mnie autorka w tej powieści. Jej opisy nie nudziły a sprawiały, iż oczami wyobraźni widziałam wystrój dworku, roślinność ogrodu czy też otaczającego lasu. Czułam smak potraw i zapach kwiatów. Czułam wiejący wiatr, słyszałam grzmoty czy ptaki. Czułam chłód chromowanych powierzchni oraz zapach drewnianych mebli. Książka mocno oddziałująca na zmysły, wywołująca różnorodne emocje i poruszająca istotne w życiu a trudne tematy: alkoholizm, chorobę dziecka, kłusownictwo, brak pieniędzy, utratę bliskich osób, konwenanse niszczące miłość.


Podsumowując - "Pensjonat Leśna Ostoja" jest powieścią o tym, jak pracownica korporacji odkrywa piękno natury i liczne tajemnice. Zatraca się w ciszy, relaksuje otaczającą zielenią i czyta książki na werandzie. Niespodziewanie dla niej samej wpada w sam środek kilku nierozwikłanych dotychczas zagadek, dotyczących Drzewia, przeszłości oraz poniekąd jej samej. Jest to lektura ciekawa, z oryginalną fabułą, pełna humoru, ale i zaskoczeń. Przyjemna, odprężająca i intrygująca. Szczerze mówiąc liczę na kontynuację :)




"Pensjonat Leśna Ostoja"
"Rok w Pensjonacie Leśna Ostoja"
"Spotkanie w Pensjonacie Leśna Ostoja"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

sobota, 17 września 2016

Izabella Frączyk "Do trzech razy sztuka"




Autor: Izabella Frączyk
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: czerwiec 2016
Liczba stron: 288










Często w życiu stajemy na rozdrożu, mamy do podjęcia ogromnie trudne decyzje i od naszego wyboru zależy jak potoczy się nasze dalsze życie. Zdarza się i tak, że to inni ludzie swoimi decyzjami zmieniają to, co układaliśmy przez lata... Burzą nasze plany, nasz spokój, nasze marzenia... Czy zawsze każdy z nas ma siłę na to, by się podnieść? By powstać i walczyć o lepsze jutro? Podejmować nowe kroki i wyzwania? Bywa różnie, prawda?

Na własnej skórze doświadczyła tego mieszkanka Krakowa - Anna - bohaterka powieści "Do trzech razy sztuka". Od dziecka była zdyscyplinowana, obowiązkowa i wrażliwa, określiłabym ją mianem konkretnej kobiety, która wie czego chce i twardo stąpa po ziemi. Choć sama ziemia nie zawsze jej to stąpanie ułatwia i rzuca jej pod nogi rozliczne problemy.

Anka pracowała w agencji ubezpieczeń (której szczerze nienawidziła), gdzie panowała okropna atmosfera, rywalizacja a marne zarobki nie potrafiły osłodzić tych faktów. Jakby tego było mało, jej narzeczony Łukasz zdradza ją, co dziewczyna odkryła na dwa tygodnie przed ślubem. Najciekawsze jest jednak to, że nie zerwała z nim, nie powiedziała mu że wie, tylko zaplanowała zemstę :) Lekiem na całe zło było Maroko a później... zupełnie inne życie, nowa praca w branży farmaceutycznej. Choć zaczynała jako handlowiec to z jej ambicją, pracowitością i dobrymi wynikami ma szanse na lepsze stanowisko... Ale przecież konkurencja nie śpi... Bowiem sukcesy jednych w korporacjach, wywołują zawsze zawiść u innych, którzy zaczynają "kopać dołki". Czy Anka odkryje kto jej źle życzy i kim jest "kret"? Jak daleko posuną się rywale, by jej zaszkodzić? Czy dziewczyna zazna jeszcze szczęścia? Wszak w jej nowym życiu pojawia się kilku mężczyzn... a ona przyznaje się do tego, że brak jej czułości, troski i bliskości...

Autorka z ogromną wnikliwością opisała funkcjonowanie korporacji - jak działać, by nie dać się "pożreć" systemowi, jak nie paść w "wyścigu szczurów" oraz na czym polega idea premii i wybicia się ponad innych. Codzienność w takiej firmie to tabele, zestawienia, projekty, raporty, ciągła rywalizacja, szkolenia i ciągłe wyjazdy. Nie każdy odnajdzie się w takim tyglu, zwłaszcza że nie do końca można być pewnym kto wróg a kto przyjaciel... I czy aby na pewno prawdziwy...

Jednak dla równowagi życia korporacyjnego Frączyk pokazała czym jest prawdziwa przyjaźń na przykładzie relacji Anki z Lucyną. Mimo iż zupełnie nie pasowały do siebie pod względem wyglądu czy charakteru to nić sympatii nawiązana w przedszkolu przetrwała przez wiele lat. Przyjaciółki mogą na siebie liczyć w każdej, nawet najtrudniejszej i wyglądającej na beznadziejną, sytuacji. Bo bardzo ważne jest, że można się komuś wyżalić, wysłuchać rady czy zapomnieć na chwilę o problemach podczas licznych rozmów.

"Do trzech razy sztuka" to jednak nie tylko problemy, zdrady, kłamstwa i intrygi. Obok nich - a może powinnam napisać, że równoważąc je - pojawiają się w powieści sytuacje humorystyczne dotyczące puchatej Sushi, zagipsowanego przedszkolaka czy Mnicha z charakterem. Autorka wspomina o przyjemnościach w SPA, jadłospisie diety kopenhaskiej a także stara się pokazać, że życie wywrócone w krótkim czasie "do góry nogami" można jeszcze uczynić radosnym i spełnionym. Czego mi zabrakło? Rozwinięcia sprawy sądowej, byłam ogromnie ciekawa jakie znaczenie miała felerna data a wątek został potraktowany dość pobieżnie.

Podsumowując - powieść jest prostą historią o miłości i przyjaźni okraszona zdradami oraz intrygami, nie brakuje w niej humoru i korporacyjnego szaleństwa. Książkę śmiało można polecić jako lekką lekturę, w której odnajdziecie odprężenie czytając nie tylko o sprawach serca, ciała czy zawodowych... wisienką jest wątek kryminalny.



Czytałam również "Siostra mojej siostry" tejże autorki




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

sobota, 12 marca 2016

Marta Wiktoria Kaszubowska "Brakujące ogniwo"




Autor: Marta Wiktoria Kaszubowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2015
Liczba stron: 328










W lutym ubiegłego roku miałam przyjemność poznania kolejnego polskiego debiutu - "Zapachu tytoniu" Marty W. Kaszubowskiej. Byłam mile zaskoczona, zwłaszcza że nie stronię od sięgania po debiuty, co dla mnie różnie się kończy, bo czasem niestety doznaję rozczarowania. Ale nie w przypadku Kaszubowskiej, której różne aspekty miłości  mnie wtedy zaintrygowały. Dlatego po przeczytaniu krótkiego opisu drugiej powieści autorki, postanowiłam po nią sięgnąć. Z jakim wynikiem? Czy młoda pisarka i tym razem mnie porwała? Zapraszam na moją recenzję.

Eulalia Zamojska, zwana Lalką, ma dwadzieścia siedem lat i pracuje w szczecińskiej korporacji, która swoją centralę ma w Zurychu (może i teraz dla Ciebie, drogi czytelniku ten fakt jest bez znaczenia, ale lada chwila to się zmieni). Bohaterka ukończyła studia historyczne, była w Austrii, ma dwa certyfikaty językowe, gra na pianinie (sama nawet tworzy utwory). Ot, jednym słowem jest kobietą sukcesu. Starannie dobiera sobie facetów, wspomina o nieudanych związkach a przede wszystkim twierdzi, że nie istnieje dla niej seks bez miłości... To dlaczego pewnego dnia zaprasza do mieszkania kolegę z pracy, by wkrótce po upojnych chwilach po prostu go wyrzucić? Jak widać bohaterka jest bardzo sprzeczną osóbką. Czasami ma słomiany zapał, chciałaby czegoś dokonać, ale ustaje w połowie drogi, nie potrafi być konsekwentna, nie potrafi też gotować, przez co wciąż reklamuje posiłki z Turysty lub pierogi z Biedronki. Lalka uwielbia być w "gorącej wodzie kąpana" i zdarza jej się powiedzieć za dużo. Nie potrafi powściągnąć zapędów i zachować czegoś dla siebie i może dlatego życie stawia na jej drodze nowego szefa z tajemnicami z przeszłości... Jak odniesie się do nich Lalka?

Lalka pokazała jednak upór w jednej kwestii - kiedy 17 września dwa lata wcześniej jej brat bliźniak Konrad (zbuntowany i pragnący wolności), opuścił ich wspólne mieszkanie i dosłownie rozpłynął się w powietrzu, to ona staje się tą, której najbardziej zależy na jego odnalezieniu. Tylko Lalka wierzy w to, że Konrad żyje (choć wyrzuca sobie, że to przez ich ostatnią kłótnię, właśnie tamtego dnia, jej brat zaginął). Rozwiesza plakaty, robi weekendowe objazdy po mieście, prowadzi stronę internetową, dzwoni na policję dopytując o postępy. Rodzice już dawno postawili kropkę w sprawie swojego syna. Uważają, że on nie żyje i z pozoru nie robią zupełnie nic. Czy aby na pewno? Jak się można przekonać podczas lektury to rodzina, która uwielbia nosić "maski", żyć na pokaz albo jak w teatrze a w sercu nosić coś innego. Dlaczego ukrywają swoje działania? Po co im ta gra pozorów? Dlaczego każdy z Zamojskich zbudował wokół siebie mur? Rozumiem, że taką tragedię każdy musi odreagować na swój sposób (Lalka ucieka w imprezy i muzykę, matka w buddyzm i medytacje a ojciec... cóż to już zostawię Wam jako niespodziankę, która zresztą ogromnie mnie zdenerwowała, ale to chyba z powodów osobistych, może Wam dostarczy innych reakcji.

Temat zaginięcia Konrada ogromnie przypomniał mi o książce "Ostatni dzień roku" Katarzyny Misiołek, której tematem przewodnim również było poszukiwanie (Moniki przez jej siostrę). Wiele elementów działań bohaterek było podobnych, choć to Kaszubowska pokazała dosadniej jak bardzo nieudolna jest policja. Autorka poruszyła ważny problem, który chyba zawsze będzie na czasie, bowiem w Polsce (i nie tylko) wciąż znikają ludzie. Nijak mówienie o tym nie powinno nam się znudzić, bowiem może dzięki temu odnajdzie się chociaż jedna osoba. Może działania bohaterów powieści podsuną nam pomysł jak i gdzie szukać? Bliscy zawsze w takich sytuacjach stawiają sobie jedno podstawowe pytanie "czy żyje?". Później pojawiają się następne, które mają pomóc w ustaleniu czy było to porwanie, ucieczka, wypadek z utratą pamięci; czy ten ktoś przebywa gdzie dobrowolnie czy jest przetrzymywany siłą... Jak jest w przypadku Konrada? Czy żyje i uda się go odnaleźć? Przyznaję, że autorka ciekawie poprowadziła ten wątek, na samym końcu mnie zaskoczyła parę razy. Jaki jest finał nie zdradzę, ale sprawa ta jednoznacznie się wyjaśnia i nie trzeba snuć domysłów.
Kaszubowska uzmysławia również, że czasami nawet znani na cały kraj ludzie z doskonałymi wykształceniami nie potrafią zastosować się do tego, co sami głoszą i co wpajają innym. Mam tu na myśli podłoże psychologiczne kontra rozpoznanie osób i ich motywów, które nie zawsze są takie, na jakie wyglądają...

Niewątpliwym plusem powieści jest już przy pierwszym kontakcie tytuł, który intryguje, zachęca, nęci i przyciąga. Ogromnie byłam ciekawa co takiego kryją te dwa, jakże proste słowa "brakujące ogniwo". Nie będę jednak zdradzać tego, do czego się odnoszą, bowiem napisałabym zbyt wiele o fabule, psując niespodziankę tym, którzy zamierzają po powieść sięgnąć. Jednak powiem tyle, że Lalka w doskonały sposób wyjaśnia o co tak naprawdę chodzi z tym ogniwem.

Niestety, muszę też wspomnieć o minusach książki, które bardzo mnie drażniły. Autorka ma w zwyczaju ocenianie tego, o czym pisze, choć przecież powinna osądy pozostawić czytelnikowi (w przypadku kiedy nie są to opinie wyrażone przez któregoś z bohaterów). Na przykład zbyt daleko posuniętą opinią jest nazwanie "idiotycznym" programu telewizyjnego "Mali giganci", który - jak dla mnie - jest przyjemną wieczorną rozrywką, pozwalającą na lekkie oderwanie się od problemów całego dnia. Zwłaszcza, że jak wiadomo dzieciaki potrafią bawić i wzruszać.
Zamiast wysnuwania takich teorii Kaszubowska powinna się skupić na rozbieżnościach, które serwuje, bowiem jeśli bohaterka pojechała do salonu tatuażu taksówką, ponieważ była po wypiciu wina na firmowej Wigilii to jakim cudem z tegoż salonu wychodzi, wsiada do samochodu i odjeżdża?

Gdybym mogła to podzieliłabym ocenę książki na dwie części - prywatne życie bohaterki i korporacja. Prywatna część to rewelacja, zaś służbowa - niestety klęska. Dlaczego? Ilekroć pojawiały się wątki dotyczące pracy Zamojskiej to nie potrafiłam się wciągnąć w czytanie. Lubię kiedy w czytanej lekturze jest jasne co kto robi i dlaczego, a tutaj tak naprawdę nie czuję satysfakcji, ponieważ nie wiem czym tak naprawdę zajmowali się pracownicy DYP. Zawsze było opisywane to dość oględnie, chwilami miałam wrażenie, że ważniejsze są dla nich zebrania i testy niż sama praca. Dialogi pracowników były rażąco proste, chwilami wręcz prostackie na poziomie nastoletnich podrostków, którzy nie mają poczucia estetyki w wypowiedziach i używają niewyrafinowanych słów, cytując przy tym fragmenty piosenek. Ponadto wymiana wypowiedzi między osobami z DYP (i nie tylko) często odbywa się w językach angielskim i niemieckim, które to teksty nie są tłumaczone. No przepraszam, coś tam liznęłam w życiu tych języków, ale nie na tyle by zrozumieć o czym mówią bohaterowie, przez co czułam się niepotrzebna i pominięta. To taki zamysł, że czytelnik nie ma zrozumieć wszystkiego? Nie jestem poliglotką i nie jest to dla mnie przejaw lingwistycznych zdolności autorki, bynajmniej, tylko lekceważenia mojej - i nie tylko - osoby. A co jeśli ktoś uczył się swoim życiu wyłącznie języka rosyjskiego? Wtedy nie zrozumie korporacyjnego bełkotu, obcojęzycznych dialogów czy zdań, które czasami w połowie są po polsku zaś w połowie w języku obcym. Już pomijam ciągłe używanie nazw "silent room", "team leader", wykonywanie "calli" czy ustawianie "auto reply"... Może to i kreatywne, ale nie do końca przemyślane. A wystarczyłoby tłumaczenie na dole strony czy uzmysłowienie czytelnikowi, iż to firma zatrudniająca obcokrajowców, ale dialogi mogły być po polsku. Dobrze, że Hindus Vijay nie popisał się tu częstszym używaniem swojego języka...

Podsumowując: "Brakujące ogniwo" to książka, która wywołała we mnie sporo emocji, niejednokrotnie podnosiła mi ciśnienie i to nie tylko w sprawie Konrada, ale również zachowań jego ojca, tajemnic Jurka, intryg Mocnej Skały czy Marysi, relacji Lalki z Karolem i Vijay'em. Sporo się dzieje, bowiem autorka nie skupiła się tylko na pierwszoplanowych postaciach, wszystkie mają w sobie to "coś". Mimo minusów, które dostrzegłam w powieści, uważam że jest dobra i nie żałuję poświęconego jej czasu. 





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...