Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 września 2018

Rodzinny Piknik z Książką w Parku Jordana - relacja


W Parku Jordana w Krakowie w obecny weekend, czyli 15-16 września odbył się Rodzinny Piknik z książką. To takie preludium do Targów Książki!
Dlatego nie mogło nas tam z córą zabraknąć :)

Byłyśmy w sobotę, choć przyznaję iż nie pojawiłyśmy się od godziny 11, gdyż pogoda nie zachęcała.
Na miejsce dotarłyśmy bez problemów - nie ma to jak tramwaj bezpośredni pod bramę Parku :) A tam zastałyśmy namiotowy park przetykany alejkowym błotem... Ale nic to!

Nie mam zdjęć z całego pikniku, ale wierzcie na słowo, było naprawdę dużo ciekawych ofert... Finalnie nie kupiłyśmy np. książki do  nauki hiszpańskiego dla dzieci czy pozycji z pomysłami na ręczne prace z bibuły czy innych zwykłych materiałów,







Na Pikniku poznałyśmy Wydawnictwo Tuli Mama Tuli Tata. Istnieje dopiero od listopada 2017, ale książeczki które wydało są cudowne! Szkoda, że Pati już nie jest 3+

Świetnie wydane pozycje, które w znakomity sposób tłumaczą dzieciom emocje, wydarzenia i nowe rzeczy w ich życiu.













Kacper Ryx to jeszcze nie poziom dla mojej Drugoklasistki, ale zdjęcie? Czemu nie :)













Stoiska z książkami... cóż, komentarz chyba zbędny - nie mogłyśmy wrócić z lekkim plecakiem... :)

Do tego przypinki m.in. od Biblioteki na Rajskiej, ołówki od MCK za rozwiązanie quizów, mamy jeszcze kalendarz z misiami, tatuaż, kartki i kasztany pozbierane w drodze powrotnej na Plantach przy Dworcu :) Jesień jak nic...







Wśród namiotów było również stoisko z grami. Wybór spory, dobrze doradzający panowie, możliwość przetestowania niektórych gier.... skutek taki, że w domu przez całe popołudnie grałyśmy w grę Kalaha :) z firmy Tactic














Autorkę - Martę Milewską - spotkałyśmy na stoisku Dream i moje dziecię zapragnęło wyjaśnić zawarte w niej tajemnice. Jeśli się spodoba, to trzeba będzie zaopatrzyć się w ciąg dalszy :)

Książka rzecz jasna z dedykacją :)




Na stoisku BJ Service (oferta własna plus z Wyd. Siedmioróg) Córa wybrała sobie - jak widać na załączonym zdjęciu - książeczki naukowe :)
Przy zakupie dwóch po 10zł, trzecia była gratis


A to już stricte oferta BJ Service - piękne, egzotyczne, w twardej oprawie - to nowo podjęta współpraca - dziękujemy właścicielowi za zaufanie :) Pati już zaczęła od Żaby :)












Głód zaspokoiłam w Bezogródek food truck park - tuż przy Cichym Kąciku, słyszałam o nim wielokrotnie i musiałam sprawdzić :) Wrócę na pewno :)




Frytki belgijskie i dwa sosy - pychotka!













Jestem ciekawa czy ktoś z Was był w Parku Jordana? Albo Bezogródku? Czekam na Wasze wrażenia :)

niedziela, 29 października 2017

Colleen Hoover "November 9"



Tytuł oryginalny: November 9
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2016
Liczba stron: 331











Amerykański sen o miłości i problemach zupełnie innych niż nasze polskie to niewątpliwie definicja powieści Colleen Hoover. Pisarka doskonale odnajduje się w historiach o trudnej miłości, która musi pokonać wiele przeszkód rzucanych przez los. To wprawdzie dopiero moje drugie spotkanie z twórczością Hoover, ale myślę, że nie ostatnie.


9 listopada
Fallon O'Neil ma osiemnaście lat i... brak wiary w siebie. Dwa lata temu jej karierę telewizyjną - a przede wszystkim normalne życie - zniszczył pożar a jak wiadomo, w tej branży trzeba mieć ładną buzię... Przez cały ten czas dziewczyna obwinia o tragedię ojca, który podczas wspólnego posiłku w restauracji obwieszcza jej, że zamierza po raz trzeci się ożenić, bowiem... znów zostanie ojcem. Fallon zaś wyznaje, miało to być spotkanie pożegnalne, wyjeżdża bowiem na drugi koniec kraju, by tam próbować stanąć na nogi. Jednak ojciec nie wspiera jej, tak jak powinien a wręcz dołuje. Rozmowa przeradza się w kłótnię, podczas której do boksu znanego aktora i jego córki dosiada się osiemnastoletni Ben i przedstawia się jako... chłopak Fallon. Jego mocne wejście i świetna dyskusja z Donovanem mają być nauczką, tylko czy O'Neil zrozumie przekaz?

Niestety wtrącenie się Bentona pogarsza tylko sprawę i chłopak czuje się winny że chciał pomóc a wyszło jeszcze gorzej... Dlatego w ramach rekompensaty postanawia spędzić z Fallon jej ostatnie godziny w mieście a potem odwozi dziewczynę na lotnisko. Wymieniają się kartkami z zadaniem domowym i zawierają układ - brak kontaktu przez cały rok aż do kolejnego dziewiątego listopada, kiedy znów się spotkają... Czy randki raz w roku mają sens? Czy wspólne chwile wymażą z ich pamięci traumatyczne przeżycia związane z tym właśnie listopadowym dniem? Jakie sekrety skrywają ich serca i umysły?


"Kochała mnie" w cudzysłowie 
Całowała mnie pogrubioną czcionką
PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami
Zostawiła mnie z wielokropkiem... *


Kolejne lata mijają ogromnie szybko a czytelnik otrzymuje jedynie rozdziały o tytule '9 listopad'. To właśnie wtedy dzięki naprzemiennej narracji Bena i Fallon poznajemy co działo się w ich życiu przez ostatni rok oraz jak wygląda ten konkretny dzień - dzień spotkania. Czy to drugie nie zapomni? Czy przyjdzie? Co jeśli okoliczności nie pozwolą na spełnienie obietnicy? Jak długo wytrzymają będąc cztery tysiące kilometrów od siebie? Czy mają szansę na prawdziwy związek czy tylko fikcyjny?

Na te pytania już nie odpowiem, bowiem radość z czytania tej książki to możliwość samodzielnego odkrycia co kryje kolejny listopadowy dzień. Czy nastąpi i jak potoczą się losy bohaterów... Muszę Was jednak uprzedzić! To nie są zwykli młodzi ludzie, którzy mają kaprysy... Oni dążą do wytyczonego wcześniej celu, tylko traumatyczne przeżycia obojga sprawiają, że wszystko się zmienia jak w pogodzie... Słońce, deszcz, wiatr, grad czy tornado - dokładnie tak można określić to, co ich łączy. Tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą, sporo ukrywają i nie są to sprawy błahe. Choć przyznaję, że aż dwie kwestie dość szybko 'rozgryzłam' i w kolejnych rozdziałach wyczekiwałam tylko na potwierdzenie bądź zaprzeczenie czy mam rację.


"Cztery lata  zajęło mi zakochanie się w nim.
Wystarczyły cztery strony, bym się odkochała" **


Jedno jest pewne, historia opisana przez Hoover jest warta poznania, bowiem to świadectwo nietypowego związku, rodzącego się uczucia oraz przeszłości, która jak czarne chmury wisi nad szczęściem dwojga ludzi u progu życia. Autorka nie stworzyła im idealnych warunków dla rozwijającej się miłości a wręcz robiła wszystko, by nie była im dana świetlana przyszłość. Wielokrotnie miałam mord w oczach, często bowiem w moim mniemaniu pokazywali, że są niedojrzali i dziecinni a przecież stawali się coraz bardziej dorośli! Obrażanie, rzucanie kartkami, wybieganie boso z domu... Czy na pewno nie lepiej było porozmawiać i zamiast tracić rok dowiedzieć się prawdy?? Może i tak, ale wtedy opowieść nie byłaby tak ciekawa, zaskakująca i burzliwa...
A dzięki zabiegom autorki jest piękna, przepełniona romantyzmem, ale i tragedią. Ma w sobie nutkę radości i smutku. Niesie odrobinę humoru, jednocześnie łamiąc czytelnicze serce...
Teoretycznie to przedstawicielka gatunku New Adult, ale moim zdaniem śmiało może się podobać również starszym czytelnikom.

Powieść Colleen Hoover jest dowodem na to, jak bardzo chęć poznania koloru czyichś majtek może mieć wpływ na życie ludzi a przykra prawda często jest zastępowana tym, co rozmówcy chcą usłyszeć od siebie nawzajem. Nie zawsze robimy i mówimy to, co powinniśmy, co niejednokrotnie niszczy nasze marzenia i bezinteresowną miłość, którą można przecież okazywać na różne sposoby. Jak potoczy się opowieść o młodym pisarzu i dziewczynie, dzięki której napisał książkę?


Podsumowując - "November 9" to bardzo emocjonująca, wzruszająca, ale i szokująca historia, w której - na przestrzeni lat - możemy uczestniczyć tylko przez kilka dni. Jedynym określeniem, które odda idealnie stworzoną przez Hoover lekturę to - 'rollercoaster' - nawet jeśli akcja zwalnia, możecie mi wierzyć, że to tylko moment na rozpędzenie wagonika a największe przeżycia dopiero przed Wami! Jestem pewna, że nie powstrzymacie się przed otarciem łez czy szepnięciem 'nie wierzę'... albo 'tak myślałam/-łem'.




* C. Hoover, "November 9", Wyd. Otwarte, Kraków 2016, 44%
** Tamże, 77%


Książka przeczytana w ramach wyzwań: 12 u Wiedźmy, Pod hasłem, Wspomnienia z wakacji, 52 książki

niedziela, 15 października 2017

Carlos Ruiz Zafón "Labirynt duchów"




Tytuł oryginalny: El Laberinto de los Espíritus
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 11 października 2017
Liczba stron: 896
Seria: Cmentarz zapomnianych książek tom 4










Przygodę z twórczością Carlosa Ruiza Zafóna rozpoczęłam już wiele lat temu, czytając "Cień wiatru" i "Grę Anioła", jednak było to znacznie wcześniej niż założyłam bloga, dlatego o moich wrażeniach dotyczących tej serii możecie poczytać dopiero w recenzji opisującej trzeci tom tetralogii jakim jest "Więzień nieba". Cmentarz zapomnianych książek to istny hit hiszpańskiego pisarza, który zawładnął umysłami czytelników na całym świecie. Od tajemniczego miejsca pełnego książek oraz historii bohaterów nie jest łatwo się oderwać... Dlatego pełna napięcia sięgałam po finałową księgę - niemal dziewięćset stron "Labiryntu duchów"...


Madryt 1959
Podczas balu maskowego minister Mauricio Valls otrzymuje tajemniczą przesyłkę a następnego ranka znika ze sceny politycznej oraz łona rodziny i... słuch po nim przepada. Na poszukiwania Vallsa wyrusza agentka Alicja Gris, której towarzyszy policjant Vargas. Tropy wiodą z Madrytu do Barcelony a zaginięcie ministra zaczyna być wiązane z faktem, iż kiedyś był dyrektorem więzienia Montjuic. By odkryć fragment zagadki, Alicja musi wkroczyć w życie księgarzy Sempere oraz Fermina, z którym łączy ją przeszłość.

Na drodze ku prawdzie, którą kroczy niespełna trzydziestoletnia Gris, pojawiają się liczne przeszkody... To nie tak, że bez problemu dotarła do Vallsa, uwolniła go i uniosła się w chwale. To zdecydowanie nie ta bajka... W jej barcelońskim życiu Zafon postawił włamywaczy, kłamców, policjantów i ślepe tropy. Jak w idealnej powieści kryminalno-sensacyjnej, napotykamy na pazernych na informacje dziennikarzy, skrywających sekrety adwokatów,  nieuczciwych bankierów oraz wątpliwej urody i prawdomówności postacie, kryjące się w ciemnych zaułkach Barcelony.

To nie jest łatwa sprawa... Alicja Gris musi pokonać mur milczenia, dotrzeć do właściwych ludzi czy dokumentów, jednocześnie uważając na to kto jest przyjacielem a kto wrogiem, bo jej życie również jest zagrożone. Sporo czasu zajęło jej ustalanie powiązań i zależności pomiędzy poszczególnymi bohaterami - zresztą podobnie jak mnie... Trzeba się nieźle nagłowić, by zrozumieć jakie znaczenie mają znane mi już z wcześniejszych tomów postacie jak Bea i Daniel oraz jego rodzice, David Martin, Corelli czy Mataix a co wnoszą nowe osoby - Valls, Brians, Salgado, Leandro czy Sanchis. W życiu nie odgadłabym co oznaczają listy z cyframi, póki nie otrzymałam tej zagadki rozwiązanej... To było straszne!


Jestem godna podziwu dla Zafona za utkanie tej historii jak pajęczej sieci, z wielu wątków, mnóstwa postaci oraz cudownie zbudowanego napięcia. Początkowo przerażał mnie nieco rozmiar powieści, jednak po jej zakończeniu wiem, że każda strona, każde zdanie i każde słowo są tutaj dokładnie przemyślane i ogromnie potrzebne. Nie znajdziecie w "Labiryncie duchów" zbędnych opisów czy nudnych scen... Nawet jeśli w danej chwili nie leje się krew, nie czuć strachu czy bólu to uwierzcie - to tylko chwila oddechu!

A kiedy już wydawać by się mogło, że sprawa została rozwiązana, że to już koniec i wszystko jest jasne... No tak, zbyt wiele stron jeszcze do końca powieści - macie rację - dopiero wtedy poziom adrenaliny sięgnie i Ciebie, czytelniku, zenitu!

Bardzo wstrząsnęły mną rozdziały poświęcone przybyciu Fermina do Barcelony czy trudne chwile podczas wojny i jego spotkanie z małą Alicją. Oczywiście nie mogę napisać, że późniejsze wydarzenia mnie nie poruszały, nie rozśmieszały, nie wzruszały, nie stresowały czy nie złościły... Ale wojenna zawierucha i bomby spadające na niewinnych dotykają mnie szczególnie mocno.

Wielu momentów było dla mnie zaskoczeniem - niektóre wątki czy zagadki próbowałam wyjaśniać sama (udało mi się tylko w jednej sprawie), jednak autor nie pozwolił, by czytelnik sam przewidział wszystko i tak poprowadził swych bohaterów, byśmy mieli niespodzianki.
Okrucieństwo, śmierć i przemoc mieszają się tutaj z miłością, przyjaźnią i wsparciem a chwile napięcia rozładowują pełne ironii i humoru rozmowy Alicji z Vargasem.


Podsumowując - "Labirynt duchów" to cudowne zakończenie tetralogii o Cmentarzu zapomnianych książek, którą każdy wielbiciel czytania powinien przeczytać. W kunsztowny sposób Zafon połączył tutaj łzy radości z łzami smutku a tajemnice, tajne schowki i niezwykłe decyzje bohaterów podsycają pragnienie zagłębiania się w ten świat. To powieść przepiękna, snująca się przez wiele kart, ale w żadnym przypadku nie można jej nazwać nudną, bowiem dostarcza ogrom emocji! Traktuje o popełnianiu błędów, niewłaściwym lokowaniu uczuć, mierzeniu się z demonami a wszystko to w mieście zasnutym mgłą i tajemnicą.
Najważniejsze, że idziemy spać z głową pełną odpowiedzi na wszystkie pytania postawione w tetralogii i nie musimy snuć domysłów...
Niezwykła, niezapomniana, nietuzinkowa i pochłaniająca uwagę całkowicie - polecam gorąco!



"Cień wiatru"
"Gra Anioła"
"Więzień nieba"
"Labirynt duchów"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, 52 książki

Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

sobota, 26 sierpnia 2017

Dorota Gąsiorowska "Antykwariat spełnionych marzeń"




Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami / Znak literanova
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 416









Dwie pierwsze powieści Doroty Gąsiorowskiej ("Obietnica Łucji", "Marzenie Łucji") mnie wciągnęły, magiczna "Primabalerina" rozkochała w stylu pisarki, dlatego z niepokojem duszy i pragnieniem serca sięgnęłam po "Antykwariat spełnionych marzeń". Liczyłam na doskonałą w treści, środkach wyrazu oraz pełną niespodzianek historię. Czy taką dostałam?

W okrytym jesienią Krakowie na rowerze jedzie młoda dziewczyna. Przecina Planty, by oprzeć swój pojazd o kamienicę na ulicy Siennej. To cel jej podróży - ukochana praca w antykwariacie pana Franciszka, który należy do jego rodziny od pokoleń. Zgodnie z codziennym rytuałem Emilia parzy kawę a później rozkoszują się nie tylko smakiem napoju, ale również zapachem starych książek oraz zwyczajną rozmową. Mimo, iż mają różne poglądy na niektóre sprawy to starszy pan darzy dwudziestosześcioletnią Emilkę ogromną sympatią - jego zmarła żona - Zosia - była oficjalnie jej nianią, ale w praktyce kimś znacznie ważniejszym.

Przewrotny los postanowił nieco namieszać w życiu Emilii, stawiając na jej drodze dwóch przystojnych mężczyzn - Mikołaja oraz Szymona. Znajomość z jednym jej ciąży, zaś sprawy z drugim znacznie się komplikują. Serce wprawdzie nie sługa, ale rozum uwielbia podpowiadać coś zupełnie innego. Zwłaszcza, że na jaw zaczynają wychodzić tajemnice sprzed lat i to nich skupi się nasza bohaterka. Nie będzie jej łatwo, bowiem zagadki dotyczą najbliższych jej osób... Niektóre wątki szybko doczekają się wyjaśnienia, na inne trzeba długo czekać, co tylko podnosi poziom zainteresowania i adrenalinę.

Rysa na idealnym związku ojca Emilki i jego drugiej żony - Róży trzyma chyba w najdłuższej niepewności, gdyż Gąsiorowska skupia się bardziej na sprawach rozgrywających się w Krakowie a nie na Kaszubach. Jedynie Emilia jest rozdarta między tym co tutaj, na miejscu a problemami narastającymi nad morzem i sporo czasu spędza w pociągach relacji Kraków-Gdańsk. A co tak istotnego wydarzyło się w grodzie Kraka? Do Polski przylatuje Sara, przyjaciółka Zosi z dzieciństwa. Starsza pani planując podróż nie spodziewała się, jakie niespodzianki zastanie na miejscu... Nie śmiała przypuszczać, że wspomnienia będą napływały do niej tak silnym strumieniem, że będzie czuła się chwilami zagubiona i zdezorientowana. Wszak wiele spraw z mrocznej przeszłości pragnęła zakopać, zapomnieć,  schować głęboko na dnie serca i duszy. Zresztą sama twierdzi, że wspomnienia o pewnych wydarzeniach czy osobach powinny pozostać zamknięte... na zawsze.

Jakie znaczenie w historii jej życia będzie miało zdjęcie z pewnej wystawy? Czy Emilia pozna prawdę o Sarze i Zosi? A czy Franciszek wyzna jej swoją tajemnicę? Jest przecież jeszcze magiczna książka... Nie zapominajmy o Róży i jej chęci do salwowania się ucieczką... Czy Emilia lub jej ojciec będą potrafili jej pomóc? Jak potoczą się losy Lili i jej próby samodzielnego życia? Jest też sprawa powieści napisanej przez Emilię i nie do końca uczciwej przyjaciółki - Igi...
Tak, wiem... Mnóstwo pytań bez odpowiedzi... Ale liczę, że skusiłam Was nimi do sięgnięcia po "Antykwariat spełnionych marzeń". Tam znajdziecie wyjaśnienia...
Jest to powieść, która wyzwala w człowieku wiele emocji, niespotykane pokłady wrażliwości oraz żyłkę detektywistyczną. Każdy pragnie odkryć drzemiące na kartach książki zagadki jako pierwszy, jeszcze przed ich wyjaśnieniem... Mnie udało się odgadnąć jeden wątek i to nie do samego końca...

Autorka maluje słowami, zwłaszcza kiedy opisuje miejsca oraz ludzi - wszystko jest pięknie i plastycznie opowiedziane. Tak, by nie nudzić a pozwolić czytelnikowi odczuć poprzez wydrukowaną czcionkę rzeczywisty obraz tego, o czym myślała Gąsiorowska podczas pisania. Doskonale oddała klimat Krakowa oraz Modrzewiowej wraz ze stojącą tam latarnią.

Każdy kolejny rozdział czymś zaskakuje, niesie nowe pytania i zamiast wyjaśniać, wciąż znajdujemy tajemnice. Jeszcze nim dotrzemy do sześćdziesiątej strony wiemy, że czeka na nas pierwsza "bomba" - to już wtedy Róża przeżywa gorsze chwile i twierdzi, że skutki decyzji które kiedyś podjęła, odczuwa do dziś... Wyczekujemy na prawdę, którą tak wielu bohaterów skrywa. Podążamy tropem zdjęcia oraz książki a los wciąż płata figle...

Gąsiorowska zwraca uwagę czytelnika na kilka ważnych spraw, które stają się wybojami na drodze życia - utrata zaufania do bliskiej osoby, tajemnice latami ukrywane na dnie szafy lub serca, pragnienie rozmowy przytłamszone strachem przed szczerością oraz przyjaźń, która wybacza drobne przewinienia. Nie zabrakło również miłości, zwłaszcza matki do dziecka - która jest gotowa na wszystko, wybacza wszystko i jest siłą, darem i czymś najcenniejszym co może nas spotkać w życiu.

Powieść posiada moim zdaniem dwa minusy. Pierwszy to propagowanie czegoś, co jest dosyć niebezpieczne a mimo to stosowane przez rowerzystów - słuchawki w uszach. Drugi to miłość między dwojgiem ludzi, którą sobie wyznają, choć niewiele o sobie wiedzą, nie posiadają nawet swoich numerów telefonów!


Podsumowując - "Antykwariat spełnionych marzeń" opowiada nie tylko o tytułowych marzeniach. Macie szansę poznać magiczne odczuwanie bratniej duszy oraz miejsce, które ludzie kochają i często powracają - zapełnione półkami z zakurzonymi woluminami. Przeczytacie też o aspektach przyjaźni, również między skrajnie od siebie różnymi osobami. Kto chce poczuć jak pachną wspomnienia, poznać jakie tajemnice skrywają ludzkie serca oraz przekonać się jak ważne jest przebaczenie to serdecznie polecam powieść Doroty Gąsiorowskiej.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Zatytułuj się, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

czwartek, 13 października 2016

Peter Carnavas "O dzieciach, które kochają książki"



Tytuł oryginalny: The children who loved book
Tłumaczenie: Ewa Chmielewska-Tomczak
Ilustracje: Peter Carnavas
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 32
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 4+







Kiedy byłam małą dziewczynką mama i babcia zaszczepiły we mnie miłość do książek i czytania. Pasja ta rozwijała się z każdym kolejnym rokiem życia aż poskutkowała sporą biblioteczką. Teraz swoją fascynację przekazuję córce, która już jest małą czytelniczką i recenzentką :)Patrycja pięknie czyta i kiedy zobaczyłam niniejszy tytuł wraz z okładką... wiedziałam, że bez lektury się nie obędzie - jest wprost idealna dla wielbicieli książek.

Bohaterami książeczki są Lusia i Antek wraz z rodzicami. Prawdę mówiąc to biedna rodzina... Nie mają telewizora ani samochodu. Nie mają nawet domu i mieszkają w przyczepie. Jednak mają coś, co czyni z nich bogatych ludzi - mają siebie i setki książek! Stosy woluminów, które piętrzą się wszędzie zacieśniają ich wzajemne więzy, sprawiają że są sobie bliżsi. Książki zastępują im stoliki, podstawki czy krzesła a nawet pełnią funkcję drabiny.




Kiedy jednak dochodzi do sytuacji, że książki zaczynają ich przytłaczać i "wylewają" się wręcz z ich przyczepy podejmują - zapewne ogromnie trudną - decyzję. Muszą się ich pozbyć. Jednak wraz ze zniknięciem książek ich codzienność nie była już taka sama... Okazało się bowiem, że to KSIĄŻKI podtrzymywały stół z nierównymi nogami... Że to KSIĄŻKI pomagały Antkowi wyjrzeć przez okno. Że to KSIĄŻKI dotąd wypełniały przestrzeń między domownikami i dzięki temu czuli się ze sobą bardziej związani... Teraz każdy ze smutkiem w oczach patrzył w innym kierunku.



Jednak pewnego dnia z plecaka Lusi wypadła książka.... Skąd dziewczynka ją wzięła? Jak zareagują rodzice? Co na to Antek? W jaki sposób ten incydent wpłynie na ich życie? Przekonajcie się sięgając po "O dzieciach, które kochają książki".

Książeczka autorstwa Petera Carnavasa to piękna opowieść, która w prosty sposób przekazuje nam bardzo ważną informację - jak ogromną moc posiadają książki. Typowym dla autora jest przedstawienie - w tym przypadku - magii czytania poprzez dużą czcionkę, minimum słów i kolorowe ilustracje, które doskonale przemawiają do małych czytelników. Bowiem dziecko lepiej odbierze krótkie zdania poparte obrazem przedstawiającym stosy książek niż zawiłą i długą opowieść. Lektura ta pokazuje jaki wpływ na życie całych rodzin mają książki, co dzięki nim zyskujemy a co tracimy. Każda historia zawarta na stronicach przenosi nas do innego świata, uczy wyobraźni, zbliża i sprawia, że ludzie mają wspólne tematy do rozmów. A co za tym idzie, silniejsza łączy ich więź.
Serdecznie polecam




Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II,  52 książki




Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Ewie z

piątek, 12 października 2012

Carlos Ruiz Zafón "Więzień Nieba"


Carlos Ruiz Zafón to znany hiszpański pisarz, urodzony w Barcelonie a mieszkający w Los Angeles. Z wykształcenia jest dziennikarzem a zajmuje się pisaniem głównie powieści: dla dorosłych i dla młodzieży.

„Więzień Nieba” to trzecia część cyklu Cmentarz zapomnianych książek. Jest to kontynuacja losów bohaterów poprzednich powieści Zafona z tego cyklu, czyli „Cienia wiatru” i „Gry anioła”. Autor tym razem w roli głównego bohatera osadził Fermina – pracownika księgarni Sempre i Synowie oraz przyjaciela młodego Daniela. O czym jest „Więzień Nieba”? Motywami przewodnimi książki są miłość, przyjaźń oraz dotrzymywaniu obietnic.

Akcja powieści rozpoczyna się w grudniu 1957 roku, kiedy to próg księgarni przekroczył ponury i kulejący jegomość, w niemodnym garniturze. Mężczyzna zakupił jedną z najdroższych książek i wpisawszy dedykację prosił o przekazanie egzemplarza Ferminowi. Gdy adresat odbiera prezent, jego zdenerwowanie i bladość, wywołane przygotowaniami do ślubu, jeszcze się pogłębiają. Okazuje się bowiem, że tajemnicza postać to ktoś z przeszłości Fermina, o której chciałby zapomnieć. Sporą część kart powieści zajmuje opowieść Fermina Romero de Torres, który szczerze i szczegółowo przedstawia Danielowi historię swojego życia. Jest to historia trudnego fizycznie i psychicznie pobytu w więzieniu. Podczas opowieści na jaw wychodzą również prawdopodobne przyczyny śmierci matki Daniela oraz kto napisał „Grę anioła”.

Przystępując do lektury znalazłam w Internecie wiele opinii, że „Więzień Nieba” jest mniej porywającą książką niż poprzednie części cyklu. Ale ja nie zgadzam się z tą opinią, ponieważ mnie książka się bardzo podobała. Dostarczyła mi wzruszeń, dreszczyku emocji, gdy oczekiwałam na dalszy ciąg opowieści Fermina.
A najbardziej to cieszy mnie zakończenie – zapowiedź ciągu dalszego.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Trójka e-pik (pażdziernik), 52 książki 

niedziela, 26 sierpnia 2012

Diane Setterfield "Trzynasta opowieść"


„Trzynastą opowieść” przeczytałam pod wpływem wyzwania Trójka e-pik i chyba tylko dzięki temu nie będzie ona widniała jako pozycja niedokończona. To już bowiem moje drugie podejście do tej książki. Kiedyś już zaczęłam ją czytać i po dotarciu do strony 27 odłożyłam ponownie na półkę. Byłam znudzona początkiem a papier ani czcionka też nie zachęcały do dalszego czytania. Jednak teraz wiem, że warto przebrnąć przez początkowe stronice, by potem zagłębić się w ciekawej opowieści, z wieloma barwnymi bohaterami, zwrotami akcji oraz niespodziewanym zakończeniem. To nie jest lekka lektura, słowa są tu wyważone i przemyślane. To moim zdaniem udany debiut Diane Setterfiield.
Główną bohaterką książki jest Margaret Lea, córka antykwariusza, biografka. Jej życie, już od urodzenia, nie jest łatwe z powodu zachowania matki. Jego powód odkrywa jako dziecięciolatka, czy jest jej z tym łatwiej...? Sama nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć.
Wątkiem przewodnim „Trzynastej opowieści” jest – jak sam tytuł wskazuje – opowieść, która jest osadzona w realiach XIX-wiecznej Anglii z powozami, kapeluszami i rękawiczkami u dam. Ponad siedemdziesięcioletnia pisarka Vida Winter gości w swoim domu Margaret, by ta napisała prawdziwą historię jej życia. Margaret podejmując się tego zadania nie wiedziała, że tak naprawdę czeka ją prawdziwe śledztwo i jakie niespodziewane wyniki ono przyniesie. Starsza pani spotyka się codziennie z biografką w swojej bogato wyposażonej bibliotece i w miarę możliwości opowiada jej swoje dzieje. Kolejne spotkania są przerywane z powodu złego samopoczucia pisarki oraz skrywanej przez nią głęboko tajemnicy. Panna Winter opowiada o trudnym dzieciństwie bliźniaczek Adeline i Emmeline, ich matce, wuju, służbie, guwernantce Hester oraz o tym, jak nieznośne i pomysłowe to były dziewczynki. Los obdarzał ich wieloma tragediami, a największa z nich – pożar w Angelfield – odbiła się na życiu wielu osób. Margaret skrzętnie zapisuje słowa pisarki, starając się równocześnie dowiedzieć z innych źródeł czy mówi ona prawdę. Po słowach panny Winter dziewczyna wnioskuje, iż jest ona Adeline, bardziej złośliwą bliźniaczką. Czy ma rację?
Na tym poprzestanę, gdyż nie chciałabym zepsuć lektury innym, a każde kolejne zdanie mogłoby zdradzić niespodziewane zdarzenia i wyjaśnienia. Serdecznie polecam przeczytanie „Trzynastej opowieści”.

Ech, jak się rozmarzyłam myśląc o kubku kakao w fotelu biblioteki panny Winter z oczami w książce....

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Trójka e-pik (sierpień), 52 książki, Z półki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...