Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2022

Joanna Tekieli "Marzenia na rozdrożu"


 
 
 
Autor: Joanna Tekieli
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 27 kwietnia 2022
Liczba stron: 360
 
 
 
 
 
 
Miłość i wojna - te dwa słowa nie są dobrym połączeniem, bo podczas wojny nie ma gwarancji, że ukochana osoba przeżyje.
Ale przecież nie można powiedzieć miłości, żeby poczekała na lepsze czasy, prawda?
 
 
Helena jest studentką farmacji. W momencie wybuchu wojny zewsząd atakuje ją chaos, strach a z czasem przekonuje się, że ludzie są wywożeni ciężarówkami w nieznane a Żydzi znikają... Dziewczyna chciałaby walczyć, ale wszyscy jej to odradzają, twierdząc iż bardziej pomoże nadal pracując w aptece u pana Wiesława. 
 
Jednak buńczuczna dziewczyna bojkotuje co się da, chce działać w podziemiu i być potrzebna, bowiem pragnie wolnej Polski a uważa, że niewiele dzieje się ku wyzwoleniu ojczyzny. Bardzo przeżywa śmierć lub tortury innych, nie jest jej łatwo starać się normalnie żyć w obliczu tego, co się dzieje.

Helena to patriotka z głową pełną marzeń i ideałów, która ratuje co i kogo tylko może, wielokrotnie sprawiając, że rodzice drżeli o jej zdrowie i życie. 
Dzieła polskiej literatury przed spaleniem.
Barwną papugę klnącą po niemiecku, która przypadkowo znalazła się w mieszkaniu jej rodziców.
Ciotkę i kuzynkę w obliczu bombardowania.
I jeszcze kogoś, kto sporo namiesza w fabule...
 
 
Joanna Tekieli po raz kolejny sprawiła, że kiedy już wgryzłam się w fabułę, nie chciałam odkładać powieści, pragnąć poznawać dalsze losy bohaterów. 
Autorka nie sięgnęła do standardowego opisania wojennej rzeczywistości i superbohaterów, którzy mając super moce ze wszystkim radzili sobie wyśmienicie. Pokazała krew, pot i łzy mieszkańców małego miasteczka zmagającego się z bombardowaniami, wywózkami oraz potajemną pomoc partyzantom.

Główna bohaterka jest młodą dziewczyną, pragnącą w głębi serca prawdziwej miłości, jednak nie do końca pewną, ku komu ją skierować. Prawdziwe oblicze wybranka przysłaniają wyobrażenia, ukrywając to, co powinno być najważniejsze. Autorka postawiła przed tą postacią mnóstwo trudnych wyborów, zrzuciła na jej młode barki bardzo wiele trudnych chwil, wielokrotnie zmusiła do podjęcia decyzji, z którymi dorośli mieliby "pod górkę".

Tekieli oparła tę powieść na kontrastach. 
Polacy i Niemcy.
Wolność i wojna.
Przyjaciel i wróg.
Walka i uchylanie się od niej.
Działanie w konspiracji i życie na zasadach niewidzialności.
Narażanie życia myślenie, że walczyć za nas będą inni.


Podsumowując - "Marzenia na rozdrożu" to ciekawe spojrzenie na wojnę, podczas której ludzie też się zakochują. Piętrzące się problemy maleją, gdy obok znajduje się bratnia dusza. Historia o nienawiści, śmierci, goryczy i rozpaczy; o idealizowaniu, ryzykowaniu życia, rozczarowaniu i bohaterstwie; o nadziei, buncie, lęku o przyszłość i niedowierzaniu co ludzie mogą zrobić ludziom.
Nie jest to opowieść ponura, bowiem rozświetlają ją wzajemna pomoc, docenienie pracy innych, chwile namiętności oraz humor zafundowany przez papugę.
Po zaskakującym finale nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po kontynuację, czyli "Dom na przełęczy".
Tymczasem polecam!

 
 
 
"Marzenia na rozdrożu"
"Dom na przełęczy"
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (T), Pod hasłem, 52 książki
 
 

wtorek, 17 maja 2022

Agnieszka Zakrzewska "Gwiazdy nigdy nie gasną"

 

 
 
Autor: Agnieszka Zakrzewska
Wydawnictwo: Flow
Data wydania: 27 kwietnia 2022
Liczba stron: 424
 
 
 
 
 
 
"Gwiazdy nigdy nie gasną" to pierwsza książka wydana przez nowe wydawnictwo - Flow. Agnieszka Zakrzewska zainspirowana wywiadem z Hannah Pick-Goslar w telewizji holenderskiej, poświęciła dwanaście miesięcy pracy, analizując różne źródła, by stworzyć tę powieść historyczną. Podobno wiele osób słyszało historię Anne Frank... Wy też? Ja nie znałam i dlatego wszystkie wydarzenia były dla mnie zagadką...
 
 
Gwiazdy świeciły na niebie, gdy przychodzili na świat ich rodzice, dziadkowie i one same... 
Gdy stawiały pierwsze kroki, wypowiadały pierwsze słowa i rozpoczynały szkolną naukę...
Świeciły też, gdy pojawiły się samoloty niosące śmierć...
I gdy musiały zmierzyć się z obozową rzeczywistością...

Poznajcie Anne Frank i Hannah Goslar (zwaną Hanneli), dwie dziewczynki żydowskiego pochodzenia, których rodziny uciekły z Niemiec z powodu trudnej sytuacji politycznej, po dojściu do władzy partii Hitlera. Spotkały się w Amsterdamie, gdzie rozkwitła niezwykła przyjaźń, chociaż były jak ogień i woda. Nieśmiała Hanneli z uwielbieniem wpatrywała się w wygadaną, żywiołową a chwilami wręcz łobuzowatą Anne.

Autorka prowadzi nas przez tę historię żonglując dwiema płaszczyznami. W każdej widzimy świat oczami dziecka. Dziecka, które nie powinno przeżywać tego, co one... dwie nastoletnie bohaterki tej książki.
Anne pokazuje nam dzieciństwo, koleżanki, przyjaciółki, szkołę, rodzinę i wolny czas aż do chwili, gdy Niemcy napadły na neutralną Holandię. Wtedy życie bohaterów stało się znacznie trudniejsze. Jak poradzi sobie rodzina Franków?
Hanneli jest narratorką zmuszoną do opisania nam trudniejszej rzeczywistości, bowiem z jej perspektywy dowiadujemy się, jak wyglądało życie w obozie Bergen-Belsen na terenie Rzeszy Niemieckiej. Głód, brud, choroby, handel wymienny, pogłoski o komorach gazowych, walka o każdy dzień i brak marzeń, by nie zapeszyć. Do tego troska o młodszą siostrę kosztem siebie...
I w pewnej chwili dowiaduje się, że tuż obok, za linią wyznaczoną przez drut kolczasty, jest ktoś, dla kogo zaryzykuje własne życie...

Dwie perspektywy czasowe, dwie narratorki i niezwykły kontrast między opisywaną rzeczywistością. Tym bardziej poruszającą, gdy wiemy, że przeżywaną przez dzieci. 
Czy po czymś takim można się pozbierać i zacząć nowe życie? 
Bez domu, rodziny, wsparcia i żadnego znanego dotychczas punktu zaczepienia?
Bardzo długo udawało mi się powstrzymywać łzy patrząc na rany ciała i duszy bohaterów tej książki. Na świat dziecięcej beztroski, który runął i zastąpiła go jakże odmienna codzienność. 
 
Bardzo trudno jest ocenić ten tytuł tak, jak robię to zazwyczaj, bo ta opowieść mówi sama za siebie. Autorka stworzyła książkę, którą po prostu powinno się przeczytać. Dla jednych będzie to historia o przyjaźni Anne Frank z Hannah Goslar. Dla innych, dziewczynki której dzienniki wydano i przetłumaczono na trzydzieści języków. 
 
 
Podsumowując - "Gwiazdy nigdy nie gasną" to opowieść o demonach wojny. O strachu, głodzie, akceptowaniu inności, złości, bezsilności, nienawiści ale też nadziei... To niezwykłe świadectwo wydarzeń, o których wielu z nas nie ma pojęcia. Nie wiem czy mogę tak napisać o książce poruszającej tematykę wojenną i obozową, ale jest rewelacyjna, poruszająca i wyjątkowa. Polecam!

 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  



sobota, 19 marca 2022

Magdalena Witkiewicz "Córka generała"

 
 
 
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 23 lutego 2022
Liczba stron: 384







Kiedy Magdalena Witkiewicz pisała "Córkę generała" nie wiedziała, jak bardzo trafi z klimatem w sytuację w Europie, gdy trafi ona w ręce czytelników.
Gdy powieść się drukowała, również nie byliśmy  świadomi tego, jak realna będzie zawartość poszczególnych stron...
Tylko kolory na flagach będą inne...



Teraźniejszość
Magdalena przetrwała życiową burzę. Nie rozwód, ale dopiero własne mieszkanie wspólnie z córką daje jej poczucie bezpieczeństwa i ulgi. Zgrabnie unika kontaktów z mężczyznami, poza służbowymi oczywiście. Jednak kiedy w jej życiu pojawił się Andreas Schmidt pozwoliła sobie na wyjątek... Kolację w podziękowaniu za ratunek przed podpisaniem niekorzystnego kontraktu... Oboje czują, że coś zaczyna iskrzyć... Ale ON mieszka w Niemczech! 
Jak potoczy się ich historia? Dowiecie się dopiero na końcu książki, bowiem na strychu domu babci w Bukowej Górze Magdalena znajduje starą kołyskę a w niej zagadkowe przedmioty, między innymi zeszyty przewiązane sznurkiem! To właśnie ich zawartość jest najważniejszą częścią powieści.


Przeszłość, lata 30. XX wieku

Miłość nie wybiera.
Nie patrzy na kolor skóry ani język jakim mówimy.
Ani jaka flaga powiewa nad naszą głową.

Elise von Hummel mieszka w Gdańsku. Żyje jak w złotej klatce, pod kloszem i nie ma pojęcia kim tak naprawdę jest jej ojciec. Nie dostrzega tego, co wszyscy wokoło - prawdy. Prawdy o generale, który jest wielbicielem ideologii nazistowskiej i zwolennikiem Hitlera. Ani prawdy o świecie.
Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, dlaczego z uczelni znikają wykładowcy żydowskiego pochodzenia. I nie wierzy tym, którzy prognozują wojnę. Na dodatek jej serce postanowiło zrobić jej psikusa i zakochała się! W tak trudnym czasie...
Tylko czy związek z Andrzejem Taperem ma jakiekolwiek szanse? Polak uczestniczący w antyniemieckich manifestacjach i córka niemieckiego generała??



Burzliwe losy Polaków, Niemców i Żydów obserwujemy na przestrzeni kilku lat. Najpierw naszą przewodniczką jest Elise, później Halina - przyjaciółka Elise, Andrzeja oraz Józefa a czeka nas jeszcze  perspektywa samego Andrzeja, która wnosi w tę historię szczegóły dotychczas nieznane, co pozwala inaczej spojrzeć na pewne wydarzenia.

Czas wojny nikogo nie oszczędza i Magda Witkiewicz świetnie opisała nie tylko same postacie, ale i napełniła emocjami każdą ich decyzję w tym trudnym czasie. Strach o najbliższych, aresztowania, wywózki, ucieczki. Przymusowe bratanie się z wrogiem mające różnorodne podłoże, choć stawką zawsze jest życie. Łzy smutku mieszają się wielokrotnie ze łzami radości czy ulgi. Drobne znaki pozwalają na uczucie nadziei. 
 
Wybornie poprowadzona fabuła, z licznymi niespodziankami, zwrotami akcji oraz zbiegami okoliczności. Z wypiekami na twarzy czytałam o losach nie tylko Elise, choć przypuszczałam, że znaczna większość opowieści, będzie jej historią. Jakże się myliłam! Równie intrygująca okazała się Halina, która chyba nawet mocniej poruszyła moje serce. Jej tragedie i wybory, strach i chwilami igranie z losem - rollercoaster!

Wiecie co czułam i "słyszałam" podczas lektury? Dym, strzały, nadlatujące samoloty, krzyki przerażonych ludzi.
Jakże inaczej czytało się ten tekst, wiedząc, że tak niedaleko od Polski właśnie dzieje się to samo... 
W obu przypadkach do założenia munduru ludzie zostali zmuszeni. Do oddawania strzałów również. 
Że wielokrotnie jak mięso armatnie zostali wysłani do walki.
Walki, której nie chcieli, bo mieli przed sobą życie...
Walki, bo czyimś marzeniem było, by zawisły inne flagi.


Podsumowując - "Córka generała" to przepiękna, poruszająca i chwytająca za serce powieść o miłości, marzeniach, ucieczce i walce o przeżycie. O trudnych decyzjach, zmieniających się priorytetach, szykanowaniu Żydów oraz przede wszystkim o codzienności podczas wojny, która boli każdego zwykłego człowieka, niezależnie od narodowości. To historia o okrucieństwie, żądzy władzy, nienawiści i rozpaczy. W tej książce znajdziecie górę emocji, dolinę wypełnioną strachem oraz morze nadziei. Koniecznie musicie ją przeczytać!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki






Za książkę dziękuję Autorce oraz



środa, 30 czerwca 2021

Agata Przybyłek "Gdybym cię nie spotkała"

 
 
 
Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 28 października 2020
Liczba stron: 392
Seria: Bądź przy mnie zawsze  tom 8 , czyli seria z domkami :)
 
 
 
 
 
Uwielbiam...
...serię 'z domkami' Agaty Przybyłek, w której w większości tomy są oddzielnymi historiami i można czytać je niekoniecznie w kolejności wydawania. Ja sięgnęłam właśnie po tom ósmy, który zresztą przewrotnie do pory roku, przeniósł mnie do listopada i grudnia. Ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, bowiem uczucia czy wartości przez cały rok powinny pozostawać niezmienne.
 
 
Zapraszam Was do pewnego mazowieckiego miasteczka, w którym mieszka i pracuje Sara. Kobieta ma dopiero dwadzieścia osiem lat a już potężny bagaż doświadczeń. Po traumatycznych doświadczeniach, została sama, z pustką, żalem i bólem. Na pocieszenie dostała psa, który umila jej popołudnia i wyciąga na spacery, żeby właścicielka nie oddawała się całkowicie pracy, tak mocno ją kocha. Pracuje w Gminnym Ośrodku Kultury, gdzie prowadzi zajęcia dla najmłodszych. Terapia zmieniła jej sposób myślenia i już jest w stanie to robić.

Sara - od jednej z matek swoich podopiecznych - dowiaduje się, że Zuzia, dziewczynka, która kiedyś przychodziła na jej zajęcia, jest poważnie chora i potrzebuje kilku milionów na leczenie za granicą. Postanawia wesprzeć rodzinę organizując licytację. Tak poznaje Daniela - lokalnego sportowca, który w trakcie kariery w stolicy nabawił się poważnej kontuzji i przyjechał odpocząć u rodziny. Nie jest pewien czy wróci do sportu i totalnie złości go fakt, gdy jest do tego mocno namawiany.
 
Zaczyna ich łączyć coś więcej niż pomoc chorej dziewczynce... Czy kobieta po przejściach i mężczyzna na życiowym rozdrożu będą potrafili się porozumieć? Czy mają szansę na odnalezienie nowego celu w życiu?


Koniecznie sięgnijcie po powieść Agaty Przybyłek. A jeśli przed lekturą nie czytaliście opisu (lepiej tego nie robić), to spodoba Wam się - tak jak i mnie - wątek drugiej bohaterki tej książki - Chany. Jej historia przenosi nas w czasie do II wojny światowej i relacji Niemców z Żydami. Chana nie bacząc na ryzyko prowadziła ochronkę dla dzieci i ratowała je przed pacyfikacją. Jako dyrektorka odpowiadała za te dzieci, musiała zapewniać im żywność, cerować skarpety, pocieszać i łagodzić konflikty. 
 
Co łączyło Chanę z Sarą? Tak jak pisałam powyżej - nie czytajcie opisu - będziecie musieli cierpliwie poczekać na odpowiedź, ale będzie tym fajniej ją poznać.
 
Bardzo poruszyło mnie życie Chany, nawet bardziej niż Sary, choć też lekko nie miała. 
Wybory, decyzje i mocne nerwy w rozmowach z Niemcami. Finału tego wątku zupełnie się nie spodziewałam. W przypadku Sary, domyślić było się łatwiej. 

 
Podsumowując - "Gdybym cię nie spotkała" to przepiękna powieść, która wielokrotnie porusza, wywołuje ogrom przeżyć i nie pozwala o sobie zapomnieć. Część dotycząca Sary, choć niesie ze sobą dziecięcą chorobę, płynącą wartkim strumieniem pomoc, traumę bohaterki oraz zakręt życiowy bohatera i tak oceniam na lżejszą emocjonalnie niż tę o walce o życie Chany. 
W tej powieści znajdziecie przeczucia, ważne wybory, konfrontację z przeszłością, kompleksy, ogrom miłości, wsparcia, nadziei i przebaczenia. Jest też dyskryminacja rasowa, służba innym, narażanie życia, rozstania, ból, żal i rozdroża. Gorąco polecam!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 

poniedziałek, 10 maja 2021

Max Czornyj "Miłość i wojna"

 
 
 
 
Autor: Max Czornyj
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 24 marca 2021
Liczba stron: 552
 
 
 
 
Max Czornyj jest autorem znanym przede wszystkim z powieści kryminalnych oraz thrillerów psychologicznych. Mnie zauroczył serią z komisarzem Erykiem Deryło i na szczęście wciąż pojawiają się kolejne tomy. Tym razem jednak autor postanowił zaskoczyć drugą już powieścią o miłości w czasie wojny (wcześniej w tej tematyce ukazała się "Córka nazisty") - czy to było udane spotkanie?


Jest rok 2021. Ponad siedemdziesięcioletnia bohaterka otrzymuje telefon od adwokata a zarazem przyjaciela ojca, który twierdzi, że muszą się pilnie spotkać. Przekazuje jej paczkę z listami od ojca, którą mogła otworzyć dopiero dekadę po jego śmierci. Znajdzie tam odpowiedzi na pytanie - kim ona jest... Kobieta pisze książkę o matce zastrzelonej przez niemieckiego oficera, tylko czy w pełni zdawała sobie sprawę kim byli jej przodkowie i jaki spotkał ich los? Czy zaakceptuje prawdę?


Łódź, rok 1938
Trwa wojna. W galerii Leopolda Brilke pojawia się Ewa, piękna, drobna i energiczna młoda kobieta, którą mężczyzna "uratował" z dworca, udostępnił jej też jeden z pokoi na wynajem. Syn Leopolda - Franciszek uważa, że Ewa skrywa tajemnicę, ukrywa coś strasznego, gdyż nie chce opowiedzieć nic o sobie. W sercu dziewiętnastolatka rodzi się uczucie do kobiety, jednak czy będzie ono w stanie przetrwać wojenną zawieruchę, zwłaszcza że Ewa twierdzi, że nie są sobie przeznaczeni? Jak bardzo pojawienie się Ewy zmieni życie wielu osób?
 
 
W tle obserwujemy relacje Brilków z pewnym malarzem, Żydem; dziwnych mężczyzn przychodzących do galerii, zniknięcia Ewy czy uczucia łączące Marię - siostrę Franka i jego przyjaciela. Są też listy i raporty a przede wszystkim mnóstwo szczegółów architektonicznych tamtego okresu oraz sztuka. Franciszek okazał się być mistrzem w rozpoznawaniu oryginałów i falsyfikatów obrazów, wciąż przegląda odpowiednie książki z tego zakresu i byłam pozytywnie zaskoczona jego wiedzą. 
 
 
To zdecydowanie powieść odmienna od dotychczasowych pozycji Czornyja. Nie znajdziecie tutaj krwawej i brutalnej scenerii czy nagłych zwrotów akcji - oczywiście jest tutaj śmierć, krew i niespodzianki, ale jest to raczej spokojnie płynąca fabuła.
 
Bardzo podobał mi się wątek dziadka Franciszka, czyli Karola, choć kiedy się rozpoczynał, zupełnie nie wiedziałam o co chodzi... 
Takich momentów było zresztą więcej - nowe części zwiastowały kolejne niespodzianki, nigdy nie wiadomo co się wydarzy, czy bohaterowie przeżyją, w jakiej kondycji i co tak naprawdę wydarzyło się, kiedy autor o tym nie napisał... W końcówce szok po poznaniu prawdy!

Teraz najgorsza część recenzji - książka jest wprost genialna! Napisana na wysokim poziomie, wywołująca mnóstwo emocji, również skrajnych; autor powinien otrzymać za nią nagrodę literacką, nakręcić film czy serial. Jeśli lubicie literaturę piękną będziecie zachwyceni tą pozycją - jest bogata pod wieloma względami, tyle że... nie dla mnie. Owszem, podobała mi się, ale znaczna większość mnie nużyła. Nie to, że nie doceniam kunsztu autora, stylu czy pomysłów, ale jak dla mnie zbyt wiele tak nic nie wnoszących zdań, akapitów itp.  
 
 
 
Podsumowując - "Miłość i wojna" to książka obyczajowo-historyczna, która przenosi nas w czasie do II wojny światowej, pokazując jak wyglądał wtedy świat i jak czuli oraz myśleli ludzie. Jest to historia opowiadająca niełatwe czasy wojenne, w których młodym ludziom przyszło kochać i marzyć; bohaterowie pragną przeżyć, spychając nieznaczące sprawy na bok. Opowieść o odkrywaniu prawdy o swoim pochodzeniu, miłości ponad podziałami, oszustwach, kłamstwach, tęsknocie oraz żalu za winy. Każdy musi zdecydować sam czy to książka dla niego.



 
Książka przeczytana w ramach marcowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 
 

 
 

piątek, 28 sierpnia 2020

Franco Forte, Scilla Bonfiglioli "Dziewczynka z Sobiboru"






Tytuł oryginalny: La bambina e il nazista
Tłumaczenie: Anna Wziętek
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 24 czerwca 2020
Liczba stron: 328
beletrystyka






Sobibór to polska wieś w województwie lubelskim, tuż przy granicy ukraińskiej, która aż do maja 1942 roku nie wyróżniała się w dziejach kraju niczym szczególnym. Ale wtedy przyszło zło... Zło w najczystszej postaci. Przy stacji kolejowej Sobibór, Niemcy w ramach akcji "Reinhardt" utworzyli obóz zagłady, w którym prowadzono eksterminację Żydów. Poruszająca powieść historyczna "Dziewczynka z Sobiboru" to świadectwo tego, że nie można wszystkich mierzyć tą samą miarą.

Hans Heigel to teoretycznie zwyczajny porucznik rezerwy SS. Jednak kiedy poznajemy jego osobę bliżej okazuje się, że nie jest fanatycznym Niemcem, nie popiera idei III Rzeszy, nie zgadza się z decyzjami, jakie podejmuje jego naród. Jednak ma rodzinę - żonę Ingrid i córeczkę Hanne - dlatego musi pracować i udawać, dla ich bezpieczeństwa. Jego spokojna sytuacja zmienia się z chwilą, gdy Hanne umiera a on - po stłumieniu powstania w warszawskim gettcie - dostaje przeniesienie.

Jego nową placówką ma być polski obóz koncentracyjny w Sobiborze. Nie potrafi odnaleźć się w tak okrutnym miejscu pracy, gdzie niemieccy oficerowie szydzą z przybywających Żydów a sami cieszą się życiem w każdej sytuacji. Opisuje jak wygląda obóz, jak odbywa się selekcja... Pewnego czerwcowego dnia w życiu Hansa następuje przełom - wśród Żydów wysiadających z kolejnego pociągu, dostrzegł dziewczynkę łudząco podobną do Hanne. Obiecał sobie wtedy, że zrobi wszystko, by uratować małą Leę oraz jej mamę. Tylko jak to zrobić w piekle obozu koncentracyjnego?

Postawa Hansa mocno mnie wzruszyła. Wielokrotnie ryzykował własnym życiem dla obcej dziewczynki, dbał jak o własne dziecko, ukrywał, dokarmiał, wyszukiwał zajęcia, kłamał i oszukiwał narażając się jednocześnie na kpiny. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania i niespodzianki a Hans żył w nieustannym strachu i stresie, obserwował straszne okrucieństwo, w którym czasami musiał uczestniczyć a najgorsze były coraz bardziej przerażające rozkazy z Berlina. Jak ten o likwidacji obozu i przeniesieniu oficerów do innego... W jaki sposób bezpiecznie zabrać Leę ze sobą?


To nie jest "zwykła" książka o obozach koncentracyjnych; to nie tylko obserwowanie trudnej egzystencji więźniów czy ich pracy, kiedy pogodzeni z poniżaniem, kopali rowy dla siebie samych albo szli na spotkanie z tlenkiem węgla lub cyklonem B. To przede wszystkim historia małej żydowskiej dziewczynki, która została na świecie sama, zdana na łaskę lub niełaskę niemieckiego porucznika. Wokół niej rozgrywają się sceny, których nie wyśniłaby w najgorszym koszmarze. Ten rok z jej życia był niezwykle traumatyczny; musiała znaleźć w swoim małym serduszku ogrom siły i odwagi, by przetrwać. Czy Hansowi uda się dotrzymać obietnicy i uratować dziecko? Do czego się posunie, by ochronić Leę?

Żałuję, że ta powieść historyczna jest wytworem wyobraźni, ale jestem przekonana, że nie tylko Hans wyłamał się ze schematu nazisty. A przynajmniej mam taką nadzieję, że takich Niemców o dobrym sercu było więcej i że w realnym świecie uratowali innych, okazywali im serce, pomagali jak mogli. Bo przecież obozy koncentracyjne pozbawiają ludzkiej godności, odzierają z masek - nie tylko więźniów, ale również oficerów. Nie każdy jest w stanie wytrzymać to psychicznie, czego dowód mieliśmy w tej powieści.

Książka nieustannie mnie zaskakiwała, intrygowała i sprawiała, że nie mogłam oderwać się od poznawania losów Lei i Hansa. Wciąż zmieniające się rozkazy, innowacyjne pomysły i brutalne zachowanie niektórych postaci sprawiały, iż drżałam o małą Żydówkę. Do ostatniej chwili nie jest pewne, którzy bohaterowie przetrwają - zarówno spośród więźniów, jak i i Niemców. Tym bardziej nie ma pewności, że dwójka głównych postaci ujdzie z tej masakry żywa. Gwarantuję Wam, że emocji w trakcie lektury nie zabraknie, choć najwięcej znajdziecie ich w finale.



Podsumowując - "Dziewczynka z Sobiboru" to przejmująca opowieść o małej dziewczynce, która ocaliła kogoś, by on mógł uratować ją. To historia o utracie, bólu, poniżeniu i wszechobecnej śmierci; o krukach i gołębiach oraz walce dobra ze złem; o niebotycznym okrucieństwie oraz okruchach dobra. Powieść jest dowodem na to, że każdy jest indywidualnością a nawet w najgorszym miejscu na ziemi może znaleźć się ktoś, kto da innym nadzieję. Mocno chwyta ze serce, niejednokrotnie wyciska łzy, powoduje zaciskanie pięści ze złości... Polecam!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC, 52 książki




Za książkę dziękuję


niedziela, 5 kwietnia 2020

Zofia Ossowska "Ocalić życie"







Autor: Zofia Ossowska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 26 lutego 2020
Liczba stron: 512





Magia życia... Magia literatury... Czasami książka otrzymana od wydawcy zupełnie niespodziewanie, sprawia że nasz świat się zmienia. Książkę skończyłam czytać w piątek tuż przed godziną pierwszą w nocy - dawno już nie czytałam do późna... Ale w tym przypadku wiedziałam, że nie zasnę bez poznania tej historii do końca.


23 kwietnia 1989 roku, Nieckowo pod Tarnowem
Dzień po pogrzebie Stefanii, jej starsza córka - Małgosia, wręcza młodszej siostrze Marii list, który wiele lat temu napisała do niej matka. Przez te lata Gosia była zobowiązana do milczenia, nie mogła zdradzić tajemnicy kryjącej się w kopercie. Gdy Marysia czyta list, z każdym wersem jej świat coraz bardziej się rozpada. Łzy płyną wartkim strumieniem, serce łomocze a myśli są chaotyczne. Zaczyna rozumieć uległość i bezradność Stefanii wobec oziębłości i nieobecności ojca, wobec jego alkoholizmu, choć nie potrafi zrozumieć, dlaczego nie wyznali jej prawdy. Czuje nienawiść i gniew w stosunku do Antoniego, za to co zrobił. To uczucie przewyższa nawet fakt, że jednak kogoś ocalił... Dowiaduje się, że w 1942 Antoni wyszedł wraz z Niemcami z domu a gdy wrócił na następny dzień stał się zupełnie innym człowiekiem... Co mogło odmienić go w tak krótkim czasie?

Małgosia, kiedy już oswoiła się z treścią listu, przepracowała swój strach i zdezorientowanie, pogodziła się z faktem, że jej życie było niejako kłamstwem, postanowiła działać. Małymi kroczkami zdążała ku wypełnieniu woli matki, którą Stefania zawarła w liście, będącym niejako wyznaniem win sprzed lat. Los - jak po nitce do kłębka - prowadzi Gosię do różnych osób, różnych miast i wciąż przybliża ją do naprawienia tego, co było następstwem tragedii na leśnej polanie.
 

lipiec 1942
Do domostw we wsi pukają obcy ludzie - Polacy i Żydzi - i proszą o pomoc w ukryciu się przed Niemcami. Jedni - ze strachu - szybko ich wypraszają, innych poruszą sumienia i zgodzą się uratować choćby dzieci, choć zdają sobie sprawę, że ryzykują życiem. Co wydarzy się później?


kwiecień 1989, Warszawa
Dwie kobiety przybyły do Warszawy, by mimo przedwyborczych zawirowań, pochodów poparcia dla "Solidarności" odnaleźć człowieka, który wyłonił się nagle zza mgieł przeszłości. Z opowieści wynika, że niejedną winę ma na sumieniu, problemów moc i jeszcze alkohol kuszący bardziej niż chwile spędzone z rodziną. Czy informacje, które dla niego mają nie sprawią, że załamie się całkiem? Zwłaszcza, że skrywa w sobie pewien mroczny sekret sprzed lat...


lipiec 1942 roku
Dziewczynka jest ranna w nogę, straciła wzrok i jest jej bardzo zimno. Opiekują się nią Judyta, która robi małej zastrzyki lub Kornel, chłopiec opowiadający o literaturze. Jednak z czasem dziewczynka odkrywa, że oboje nie mówią jej prawdy o tym, gdzie jest i co ją otacza. Dlaczego?




W jaki sposób autorka połączyła te wątki? Gwarantuję Wam wyśmienitą ucztę podczas układania puzzli z kolejno ujawnianych informacji, z opowieści coraz to nowych bohaterów. Dzięki kilku płaszczyznom czasowym, napięcie odczuwalne dla czytelnika staje się coraz większe. Pojawiające się szczegóły wielokrotnie przerażają opisywanym okrucieństwem a mimo że na szali pojawiają się dobre uczynki to chyba - z całym do nich szacunkiem - mniej szokują. Mnóstwo wzruszeń, sekretów, tajemnic i ludzi o dobrym sercu.

Debiutancka powieść Zofii Ossowskiej bardzo mnie wciągnęła w toczące się wydarzenia. Wprawdzie miałabym pewne uwagi, co do skupienia się na wciąż tych samych rozważaniach bohaterów, w pewnych momentach uczyniłabym akcję szybszą i pominęłabym lata osiemdziesiąte na samym początku książki, który to wątek mocno zepsuł mi dobrą zabawę. Sporo chaosu podczas lektury wnosiło powtarzanie dat, w przypadku gdy był to ten sam dzień, tyle że  wydarzenia przeniesione zostały do kolejnego rozdziału - niepotrzebny zabieg. Ale to debiut! Zatem nie obniżę książce oceny a gorąco Wam ją polecę.

Nie jest to książka historyczna ani literatura faktu, ale powieść opowiadająca o czasach wojny, o pogromie Żydów, próbach ich ratowania przez Polaków, strachu przed rozstrzelaniem oraz o bohaterstwie; naprzemiennie autorka opisała rok 1989, czyli czasy pierwszych, częściowo wolnych wyborów oraz "Solidarności".

Rollercoaster emocjonalny, karuzela wydarzeń, mroczne sekrety - nie potrafię bardziej zachęcić Was do sięgnięcia po tę powieść. Żadne moje słowa tutaj zapisane nie oddadzą smutku, cierpienia i walki o przetrwanie, jaki dla nich zgotował czas wojny. Żadne moje próby opisania Wam ich przeżyć, gdy prawda zaczyna wychodzić na jaw nie pokażą co naprawdę czuli - zrobiła to już Ossowska i warto przeczytać to, co sprawia, iż jej debiut zapamiętam na długo.


Podsumowując - "Ocalić życie" to bardzo poruszająca historia ludzi, którzy musieli wybierać kto przeżyje trudny, wojenny czas. Niezwykła powieść o bohaterstwie i poświęceniu, poszukiwaniu prawdy o sobie i swojej przeszłości, przegrywaniu z nałogiem, błędach, ale i życiowej przemianie. Wyborna i niezmiernie emocjonalna opowieść o poczuciu winy, bolesnych wspomnieniach, przebaczeniu, nierozwiązanych sprawach, nieustępliwości, zagubieniu się w trudnej rzeczywistości oraz dorastaniu ze świadomością adopcji. Bohaterowie musieli stawić czoła przeszłości, pogodzić się z błędami i decyzjami innych a dzięki determinacji i wewnętrznej sile potrafią dążyć do celu, choćby był daleko.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC, 52 książki




Za książkę dziękuję


sobota, 9 listopada 2019

Agnieszka Walczak-Chojecka "Naprawdę jaki jesteś"





Autor: Agnieszka Walczak-Chojecka
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 30 października 2019
Liczba stron: 320




"Naprawdę jaki jesteś"
'Zagubiony między sobą a sobą
Prawda bywa śmiertelna'


Herman ma dwadzieścia cztery lata i należy do Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga, który za cel obrał sobie oczyszczanie świata, szczególnie z Żydów i ludzi w pewien sposób odmiennych. W grupie z twardymi zasadami Herman chce pokazać jakim silnym jest facetem, ale się nim nie czuje. To głównie ojciec chce z niego zrobić wojownika i bojownika, dlatego zmienił mu nawet imię...

Chłopak podejmie wiele prób określenia siebie i swoich uczuć - nawiąże bliższą relację z piękną Marią, zmierzy się z tajemnicą ukrywaną latami w jej rodzinie, ale również z własną traumatyczną przeszłością oraz apodyktycznym ojcem. Bardzo mocno uderzy w niego nie tylko śmierć bliskiej osoby, ale również świadomość iż był ofiarą molestowania. Będzie musiał wybierać między rozkazami przełożonych a przyjaźnią z występującym w kabarecie Lucjanem, którego repertuar mocno razi w oczy nie tylko szefów Falangi.


Na kolejnych kartach powieści obserwujemy determinację Hermana w dążeniu do tego, by być sobą, choć nie jest to łatwe. Chłopak czuje, że w męskim ciele została uwięziona kobieca dusza i mocno ją to "mieszkanie" uwiera. Bohater buntuje się przeciwko swojej naturze i uważa, że w środku mieszka ktoś obcy. Bardziej fascynują go francuska szczotka, zdjęcia kobiecych ubrań w czasopismach czy perfumy nieżyjącej matki niż idee, w które wierzy ojciec. Tak naprawdę Herman nie chce uczestniczyć w działaniach Falangi, brzydzi się okrucieństwem, przemocą; nie cieszy go wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę.

Pojęcie transseksualizmu pojawiło się w 1949 roku, ale przecież ten problem dotykał ludzi już wcześniej. W latach trzydziestych XX wieku, czyli w czasach, gdy akcję swojej książki umiejscowiła Walczak-Chojecka osoby z płciowymi dylematami określano - często zresztą błędnie - mianem urningów, homoseksualistów, odpadów społecznych czy pomyłek Boga. 

W tle obserwujemy sytuację Polski, która znalazła się między młotem a kowadłem, czyli między faszyzmem a komunizmem. W fabule nie zabrakło postaci autentycznych, które Walczak-Chojecka bardzo lubi wprowadzać do swoich powieści. Książka ogromnie wciąga, zaskakuje, szokuje, niesie ze sobą ludzkie okrucieństwo, niezrozumienie i sprawia, że czytając zatracamy się w tej historii, bowiem czegoś takiego jeszcze na rynku nie było. Przynajmniej ja nie spotkałam się z tematyką transseksualizmu w literaturze obyczajowej. Książka nie nakazuje, by wybrać właściwą stronę barykady, nie zmusza, by się określać kto ma rację, po prostu idźmy za prawdą, tolerancją i żyjmy w zgodzie, nie odrzucając innego człowieka tylko dlatego, że czuje inaczej.

Agnieszka Walczak-Chojecka potrafi pisać książki różnorodne tematycznie, totalnie od siebie odmienne a tą powieścią udowodniła, że nie boi się kwestii trudnych, spornych czy kontrowersyjnych. Autorka płynnie przechodzi z twórczości lekkiej i zabawnej do poważnej, nie tracąc na jakości. Przekazuje maksimum treści, emocji z pominięciem zbędnych słów czy opisów. Potrafi również posłuchać wykreowanych przez siebie postaci i zaskoczyć czytelników oraz samą siebie tworząc taki finał, jaki otrzymał "Naprawdę jaki jesteś". Inny tu nawet nie pasuje.

Jak dla mnie najbardziej niezwykła w swej oryginalności książka Walczak-Chojeckiej, która urzekła nietypowym pomysłem na fabułę i na problemy głównego bohatera. Tak naprawdę, to chyba bardziej czekam na kolejny tak odmienny temat w twórczości autorki, niż na tradycyjną obyczajówkę, jestem bardzo na tak!


Podsumowując - "Naprawdę jaki jesteś" to nietypowa tematycznie historia o miłości, odwadze, poszukiwaniu siebie, ale też udowodnieniu czegoś sobie i innym. Opowieść, która porusza najczulsze struny ludzkiego odczuwania tym, jak wiele złego dzieje się wokół i są za to odpowiedzialni ludzie, nikt inny. Co z nienawiści potrafimy uczynić bliźnim... Sekrety, dramaty, tajemnice, wstyd, zapał i motywacja - to słowa klucze tej książki. Polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki






Za książkę dziękuję Autorce oraz


środa, 24 lipca 2019

Zbigniew Białas "Rutka"





Autor: Zbigniew Białas
Wydawnictwo: MG
Data wydania: 2018
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda











Są takie gatunki, po które sięgam od wielkiego dzwonu. Wyzwanie portalu Lubimy czytać w lipcu wymagało sięgnięcia po książkę z gatunku, którego zwykle nie czytuję i choć początkowo nie wiedziałam, czy uda mi się coś pasującego przeczytać, pomyślałam, że wspomnienia jestem w stanie przeczytać i wybrałam "Rutkę".

Rutka Laskier to nastoletnia Żydówka, która wraz z rodzicami, babcią i małym braciszkiem mieszka w Będzinie. Dzięki temu, że przed wojną zakupiła na Starym Rynku zeszyt i prowadziła w nim dziennik zapewniła sobie miejsce w historii a my poznajemy świat jej oczami - w przededniu wojny oraz jej początki: naloty, pożary, strzelanie do uciekających, wskazywanie osób do wywózki, przymusowa przeprowadzka Żydów do getta oraz ciągłe zakazy.

Jakby to było normalne życie Żydzi się zakochują, pracują, ale ten czas różni się od tego sprzed wojny, dlatego do codziennych obowiązków należy dodać konspirację oraz rozmyślania o tym, co po nich zostanie... Żydzi zdają sobie sprawę z tego, że w tak trudnym czasie nie mogą powiedzieć, iż zostaną po nich dzieci czy wnuki... Czy w ogóle oni sami przeżyją?

A potem przychodzi rozkaz likwidacji getta... Nie muszę Wam chyba uświadamiać, gdzie kierowały się pociągi z Żydami... Jaki los spotkał Rutkę? Strasznie trudno się o tym czytało... Choćbym czytała piętnastą, czterdziestą czy setną książkę z motywem wojny, jest mi jednakowo ciężko.


"Rutka" to powieść kameralna, jak nazywa ją sam autor. Zresztą nie są to typowe wspomnienia, bowiem Białas nie cytuje w całości dziennika Rutki, znalezionego sześćdziesiąt lat po wojnie a jedynie dwa krótkie momenty. Zrekonstruowane losy nastoletniej Żydówki są niejako hołdem dla niej a autor przekazuje nam je w zbeletryzowanej formie.

Moją uwagę zwrócił pewien fragment dotyczący 1941 roku, zwróćcie uwagę na ostatnie zdanie...
"Jeszcze nikt tego nie dostrzegał, że Niemcy przenieśli do Będzina Żydów z Oświęcimia i okolic po to, żeby sobie tam przygotować przestrzeń do innych zadań. I jeśli nawet Żydom z Oświęcimia żal było wyjeżdżać z miasta, jeśli im się wcale nie chciało przenosić do Zagłębia, to byli to z pewnością ostatni Żydzi, którzy żałowali, że opuszczali Oświęcim i jego okolice." *


W przypadku tej książki podsumowanie chyba nie jest konieczne...






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC 2019, 52 książki




P.S. Znalazłam w książce fragment, który mocno mnie pocieszył, bo moim zdaniem niezbyt ładnie wychodzę na zdjęciach... Choć wiadomo, poza operacjami plastycznymi nie mam na to wpływu jak wyglądam na portretówkach. Oto cytat, który mi to wyjaśnił :
"Jest regułą ogólnie znaną, że mądre dziewczęta  nie są szczególnie fotogeniczne. Na zdjęciach najlepiej wychodzi głupota." **




* Z. Białas, "Rutka", Wyd. MG, Warszawa 2018, s. 24
** Tamże, s. 71

środa, 15 maja 2019

Agata Przybyłek "Bądź przy mnie zawsze"





Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2017
Liczba stron: 448
Seria: Bądź przy mnie zawsze tom 1




W ostatnim czasie mam ogromne szczęście do powieści, które zawierają wspomnienia z wojny. W każdej ten trudny temat jest ujęty inaczej, z innej perspektywy, w innych okolicznościach, w innej lokalizacji geograficznej. Jednak strach, ból i cierpienie zawsze są tak samo przejmujące. Agata Przybyłek postawiła w powieści "Bądź przy mnie zawsze" na przeciwieństwa oraz ideę dokonywania wyborów.

Laura jest absolwentką psychologii, która po wakacjach planuje wyjechać do Kanady, by zrobić doktorat. Jednak świętując z przyjaciółkami tytuł magistra poznaje Alka - gitarzystę pasjonata, prowadzącego gospodarstwo rolne. Świetnie im się rozmawia, Laurze udaje się nawet posłuchać próby jego zespołu. Finalnie dziewczyna z miasta zaczyna coraz częściej bywać na wsi Alka, gdzie piękno łąk, lasu oraz zabytków lokalnej architektury ją urzeka. Dodatkowo koją rozmowy z gospodarzem, który wprawdzie zakończył edukację na liceum a los nie obszedł się z nim łaskawie, ale jest doskonałym kompanem w codziennym życiu. Od chwili, gdy w samotnym życiu chłopaka pojawiła się Laura, jego życie nabrało kolorów, smaków i uczuć.

Alberta to zgorzkniała i nie budząca zaufania kobieta, która cieszy właśnie z pieniędzy uzyskanych za wynajęcie pokoju. Z Sydney przyleciała prawie dziewięćdziesięcioletnia Róża Darska, która pragnęła przed śmiercią pożegnać się ze stronami, z których pochodzi oraz z mężczyzną uwiecznionym na czarno-białej fotografii. Mocno polubiła syna właścicieli - czternastoletniego Konrada i stała się dla niego inspiracją do napisania książki. Chłopak ucieka przed bijącymi go rodzicami do pracy u Alka a później cieszy się ciszą na leżaku przed leśniczówką.


"Nie jest sztuką powielać to, co robią i mówią tłumy, ale sięgać po to, co niezgłębione. Badać niszowe. Taką naturę mają prawdziwi wielcy tego świata." *


Czworo głównych bohaterów, których losy splatają się w sielskim klimacie wsi. Laura z Alkiem przeżywają wzajemną fascynację, dziewczyna poznaje losy mieszkających tu wcześniej ludzi, historię budowy leśniczówki oraz okoliczności pożaru kościoła podczas wojny. Dowiaduje się o magii pewnej kapliczki, a jednocześnie bije się z myślami czy nie odwołać wyjazdu do Kanady. Dobrze jej tutaj, z nim.
Opowieść, jaką Róża przekazuje Konradowi dotyczy wojennych czasów i pewnej żydowskiej dziewczynki, Mindzi, która miała tylko dwanaście lat, gdy do wsi weszli Niemcy. Dla swojego dobra została oddana obcym ludziom, choć rodziców przepełniał żal. Z jakim brzemieniem i wspomnieniami musiała się mierzyć? Czy odnalazła miłość wśród śmierci i strzałów? Czy przeżyła wojnę?

Miasto kontra wieś. Wykształcenie kontra jego brak. Starość kontra młodość. Powolne żegnanie się z ukochanymi miejscami kontra walka o lepszą przyszłość. Co wyniknie z tych kontrastów? Jakie decyzje będą podejmowali bohaterowie? Czy zawsze właściwe?
Historia Róży pomogła Konradowi powalczyć o marzenia a Laurze zrozumieć, co jest w życiu najważniejsze, czym jest prawdziwa miłość i że trzeba o nią walczyć.

Agata Przybyłek stworzyła powieść, w której wiele płaszczyzn i tematów się przeplata, jednocześnie kontrastując. Wielokrotnie uderzało we mnie wojenne cierpienie, tragiczne wydarzenia, śmierć i strach. Przed oczami jako żywi stali Ci, którzy szli na rzeź, tęskniące za walczącymi żony, przestraszone dzieci oraz ukrywający się partyzanci. 
Teraźniejszość porusza wprawdzie inne problemy, lżejsze, bo nie obciążone śmiercią od kul czy w płomieniach, ale wcale nie łatwiejsze do rozwiązania. Jest przemoc wobec dzieci, kłamstwa dotyczące najbliższych, zdrady i niepewność, a także cudownie uratowane życie.
Lekkość stylu, poprawność języka, intrygująca fabuła oraz barwni bohaterowie to niewątpliwe plusy tej powieści, którą czyta się szybko i z przyjemnością.


"Ludzie nieczytający książek zamiast żyć, tylko wegetują." **


Podsumowując - "Bądź przy mnie zawsze" to opowieść o losie, który czasami ludzi obdarza miłością a czasem mimo niej - rozdziela. To historia o dwóch zakochanych parach - teraźniejszej i z przeszłości. Która miała więcej szczęścia? Bo miłości nie będziemy porównywać. Książka o tęsknocie, rozterkach, trudnych wyborach, radości z drobiazgów oraz wzruszeniach, które i Ciebie drogi czytelniku, nie ominą.





*A. Przybyłek, "Bądź przy mnie zawsze", IV Strona, Poznań 2017, s. 200
** Tamże, s. 98




"Bądź przy mnie zawsze"
"W promieniach szczęścia"
"Dlatego od Ciebie odeszłam"
"Najlepsze, co mnie spotkało"





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję

piątek, 10 maja 2019

Agnieszka Krawczyk "Szczęście na wyciągnięcie ręki"




Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 24 kwietnia 2019
Liczba stron: 520
Seria: Uśmiech losu tom 3











Ukoronowaniem dziesięciu lat pracy twórczej Agnieszki Krawczyk jest wydanie trzeciego tomu serii 'Uśmiech losu', czyli powieści "Szczęście na wyciągnięcie ręki". Autorka zachwyciła mnie wcześniej seriami 'Magiczne miejsce' oraz 'Czary codzienności'. Za każdym razem czuję żal, że spotkania z bohaterami dobiegają końca w finałowych tomach... Jak zakończy się historia dobrych uczynków na Dębnikach?

"Prosto dawać rady innym, łatwo oceniać. Trudniej zmienić samego siebie." * 

Mieszkańcy Kamienicy Pod Gwiazdą nie mogą narzekać na nudę. Marta Olesińska rozwija swój ogrodniczy biznes, choć sercem jest przy Gabrysi, dziewczynce z domu dziecka, której chce opłacić operację wzroku. Czy kobieta będzie miała szansę stworzyć dziecku dom?
Helena wciąż nie może dojść do siebie po poznaniu prawdy o swoich biologicznych rodzicach. Rozżalona i rozgoryczona pomieszkuje u Balbiny, próbując jednocześnie uporać się z zawalonym światem. Powodem jej smutku jest również porażka w poszukiwaniach Sary Mincer, żydowskiej dziewczynki, która kiedyś mieszkała w ich kamienicy. Czy relacje między mieszkankami pierwszego piętra mają szansę się ocieplić? Jaki wpływ na nie będzie miała obecność Pierre'a Ilnerskiego, którego do kamienicy zacznie ciągnąć nie tylko więź z nowo poznaną siostrą...?

Zuza skupia się na próbach, gdyż dzieci wyjechały z babcią do domku letniskowego pod Rabkę. Jego właścicielem jest ojczym Zuzy, a ona sama ma nadzieję że byli małżonkowie ponownie odnajdą do siebie drogę.
Jacek Nowacki przygotowuje się do otwarcia nowej restauracji, zaś Mikołaj Szarocki jest zmartwiony milczeniem ze strony Heleny. Zwłaszcza, że nie wie jaka jest tego przyczyna...
Miranda z Wojtkiem zajmują się bankiem czasu oraz projektowaniem społecznego ogrodu, w pracę zaś włączają się mieszkańcy obu kamienic przy Gwiaździstej.

Dębniki zauroczyły nową postać - Feliksa Gozdawę, wagabundę, który posługuje się francuskimi referencjami i poszukuje pracy z mieszkaniem. Dzięki dobrym sercom znajduje nie tylko zajęcie, dach nad głową, wiernego towarzysza, ale i sympatię wielu osób. Tylko jedna rzecz ciąży mu na duszy - trudne sprawy z przeszłości.

Dotychczas tylko wspominany, teraz wreszcie poznajemy jego historię - Tymon Ilnerski wkracza w fabułę z przytupem. Dowiadujemy się nie tylko o okolicznościach jego ucieczki z Polski, ale również życiu we Francji i reakcji na list od Mirandy. Czy zmienił coś w sercu oschłego, rygorystycznego oraz nieczułego Tymona?

Sen z powiek mieszkańców Gwiaździstej spędza przede wszystkim sprawa dobrych uczynków - fundamentalnych i szlachetnych czynów. Wprawdzie mają na to dwa lata, jednak nikt nie ma pomysłu, jakie działanie może uzyskać aprobatę donatora. Wzajemnie studzą swoje zapały, umniejszając zasługi i nie dostrzegając, jak wiele robią dla innych, od kiedy się dowiedzieli o wyzwaniu. Sprawiło ono, że zaczęli się zmieniać. Zrozumieli czym jest działanie we wspólnocie, pomoc i życzliwość. Czy sprostają wyzwaniu i otrzymają mieszkania?

"Nie ma nic istotniejszego niż pamięć. Ludzie, o których pamiętamy, nigdy nie umierają do końca." **

Muszę przyznać, że rozwiązania obu tajemnic - zarówno Sary Mincer jak i finału dobrych uczynków bardzo mnie zaskoczyły. Miałam wiele pomysłów jak rozwikłać te sprawy, ale nie potrafiłam złożyć puzzli, które dotychczas zostawiała Agnieszka Krawczyk. Brawo za intrygę!

Wielowątkowa powieść, która pokazuje różne ludzkie oblicza oraz przemiany, jakie dokonują się w człowieku pod wpływem działań innych oraz jego samego. Zwraca uwagę na to, że nie należy oceniać po pozorach, być otwartym na innych, zaś odpornymi na pułapki zastawiane przez los. Niezwykle życiowa fabuła dotyka takich problemów jak kłopoty zdrowotne, wyrzuty sumienia, przywiązanie osób starszych do swego środowiska, a także uczuć na które często nie mamy wpływu... Serce bije mocniej na widok TEJ osoby i tylko rozum musi się dostosować... lub nie. W tej książce, jak w życiu, radość miesza się ze smutkiem, tajemnice wyłażą z kątów a pokryte kurzem historie odnajdują drogę do słonecznego światła i ludzi pragnących o nich pamiętać.


"...była pewna, że musi odmienić swe nastawienie do życia, wyjść na zewnątrz i zainteresować się bardziej tym, co ją otacza. Bo nigdy nie jest za późno, by zrobi coś dobrego. 
Nigdy nie jest za późno, by po prostu zacząć żyć." ***



Podsumowując - "Szczęście na wyciągnięcie ręki" to przepiękna historia osadzona w wyjątkowej scenerii - ukrytej w zakolu Wisły dzielnicy Dębniki. Jest to opowieść o przygniatającym poczuciu winy, pojednaniu, mrocznym sekrecie, wyborach, poczuciu krzywdy, życiowych podsumowaniach oraz kamieniach, które spadając sprawiają, iż sumienia stają się lżejsze. Wsłuchajmy się w finałowe przesłanie autorki, iż trzeba się odważyć i sięgnąć po szczęście, które znajduje się na wyciągnięcie ręki... Nie marnujmy szans na lepszą przyszłość, dajmy się ponieść miłości. Jest to trzeci tom serii, oczyszczający i łagodzący obyczaje, który gorąco polecam Waszej uwadze.



* A. Krawczyk, "Szczęście na wyciągnięcie ręki", Filia, Poznań 2019, s. 105
** Tamże, s. 193
*** Tamże, s. 262




"Kamienica Pod Szczęśliwą Gwiazdą"
"Dobre uczynki"
"Szczęście na wyciągnięcie ręki"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję


niedziela, 5 maja 2019

Magdalena Witkiewicz "Jeszcze się kiedyś spotkamy" - przedpremierowo





Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: planowana na 15 maja 2019
Liczba stron: 520











Magdalena Witkiewicz jest autorką naprawdę wielu powieści, solo i w duetach, dla dzieci i dorosłych. Nie przeczytałam tylko jednej - "Szczęście pachnące wanilią". Każda książka jest piękna, niesie sobą nowe emocje, idee, wartości. Biorąc do ręki kolejny tytuł mam wielkie oczekiwania, czuję wzrastający poziom adrenaliny nie wiedząc, co mnie czeka. Dotychczas moje serce należało bezapelacyjnie do "Czereśnie muszą być dwie", czy to się teraz zmieni, gdy przeczytałam "Jeszcze się kiedyś spotkamy"?

"Nie płacz. Obiecuję, że jeszcze się kiedyś spotkamy." *

Justyna Borkowska tuż przed ukończeniem studiów musiała podjąć ważną życiową decyzję - czy wyjedzie ze swoim chłopakiem Michałem do USA czy też zostanie w Gdańsku. On tylko tam widział szanse na lepszą przyszłość, ona nie wyobrażała sobie codzienności za oceanem. Michał wyjechał, zaś Justynie kontakt mailowy i telefoniczny nie wystarczał, tęskniła, czekała... Ale ile można czekać? Rok, dwa... Czy Justyna posłucha rad mamy, babci i przyjaciółki i zapomni o ukochanym? Czy on w ogóle był jej wierny? Aż wreszcie czy spełni się jego american dream?

Bardzo szybko historia Justyny urywa się i zostajemy wrzuceni w świat wojennej zawieruchy. Jej początek obserwujemy z perspektywy Adeli Kotlińskiej, która wraz z rodzicami oraz przyjaciółmi mieszka w Grudziądzu. Młodym nie przeszkadza fakt, iż są różnych narodowości: Polacy, Niemcy, Żydzi... Łączą ich niezwykłe więzy, nierozerwalne wręcz, o których trwałości będą mieli okazję przekonać się wielokrotnie w perspektywie lat.

Beztroski czas przyjaciół został zmącony przez decyzje Hitlera. Teraz muszą zapomnieć o miłości, przyszłości i walczyć o przetrwanie każdego dnia. Muszą pogodzić się z decyzjami o poborze, z przymusem przyjmowania niemieckiego obywatelstwa, zakładaniem znienawidzonego munduru... Czy w takich warunkach jest miejsce na ślub? Adela i Franek wbrew wszystkim pobrali się, zanim on został zmuszony do walki w szeregach wroga. Ona została z maleńką córeczką i tęsknotą oraz niepewnością w oczach i sercu. Czekała... Przez dwa lata wiedziała, że mąż żyje, gdyż dostawała listy a później? Wtedy zostały jej tylko domysły i znów niepewność... Co stało się z Frankiem?

"Wojna mężczyzn jest zupełnie inna niż wojna kobiet." **

Dziesięciolecia minęły, dzieci urosły, po wojnie nie został ślad na ulicach polskich miast, ale w sercach starszych ludzi tkwiły wspomnienia o tym, co się wtedy wydarzyło. O bliskich, których stracili. O marzeniach, które pogrzebali. Tajemnice z przeszłości Adela wyznała wnuczce - Justynie tuż przed śmiercią, na jaw wyszły prawdy, sekrety, niezwykłe wydarzenia oraz miłość, która potrafi wszystko wybaczyć i wiele przetrwać. Jak dwie porcelanowe filiżanki z delikatnym motywem w niezapominajki, które Franek podarował Adeli w prezencie zaręczynowym.

[Filiżanki] "Są symbolem tego, że w życiu nie zawsze warto czekać. Tego, że należy się cieszyć chwilą i każdego dnia być wdzięcznym za to nasze życie." ***

W trudnych wojennych czasach autorka ukryła wiele tajemnic, na wyjaśnienie których trzeba czekać wiele stronic. Jakie losy spotkały wyruszających na front Janka i Franka? Co przydarzyło się ukochanej Joachima - Żydówce Racheli? Co złego zrobiła Sabina? Kiedy matki i żony miały pewność, że ich mężowie, ojcowie już nie wrócą? Czy każdy człowiek był wtedy dobry lub zły, bez żadnych pośredniości?

"...nie warto czekać całe życie. (...) Trzeba chłonąć każdy dzień i się nim cieszyć. Rano być wdzięcznym za to, że się obudziliśmy, a wieczorem dziękować za to, że mamy zapisaną kolejną kartkę z kalendarza naszego życia."****
 

Magdalena Witkiewicz znów podarowała mi książkę pełną emocji. Kilkukrotnie zmieniał się czas i miejsce akcji, ale uwielbiam tak napisane historie. Pisarka dwutorowo opowiedziała o czekaniu babci i wiele lat później, wnuczki. Czy lata spędzone w zawieszeniu przysłużyły im się na tyle, że szczęście wybuchło ze zwiększoną siłą? Jest to książka, w której znajdziecie wiele życiowych prawd i odpowiedzi na nurtujące pytania. Nikt i nigdzie nie poda Wam gotowej recepty, ale może słowa niosące pokrzepienie, radość i nadzieję wystarczą? Sprawdźcie... Bierzcie życie takim, jakie jest, podejmujcie trafne decyzje (choć tak naprawdę o tym czy były trafne, możecie się nigdy nie dowiedzieć) i nie martwcie się jutrem... Ono i tak nadejdzie. 

"Jeszcze się kiedyś spotkamy" to piękna opowieść, którą nie jest łatwo opisać słowami. Ta recenzja nigdy nie odda tego, co czułam podczas lektury. Nie pokaże Wam płynących łez, nie poczujecie przyspieszonego bicia mojego serca, gdy wraz z bohaterami przeżywałam wzloty i upadki, radości i smutki. Gwarantuję Wam, że podczas lektury nie da się spokojnie spać, gotować, czy robić zakupów... Myśli wciąż ulatują do tej historii, pragnąc przeanalizować wydarzenia raz jeszcze. Próbując rozwikłać zagadki, starając się odgadnąć finał. Czy uda Wam się domyślić wojennych i powojennych losów Adeli, jej męża i przyjaciół? Nie wiem, ale życzę cudownych chwil z jakże pasjonującą lekturą.

"... prawda często jest tuż obok nas, tylko my wciąż uparcie patrzymy w niewłaściwą stronę. (...) prawda to nie są tylko dokumenty, bo one mogą kierować nas na zupełnie niewłaściwe tropy. (...) tajemnice lubią się odkrywać dokładnie w momencie, gdy tego potrzebujemy." *****



Podsumowując - "Jeszcze się kiedyś spotkamy" to powieść o obietnicach, czekaniu, patchworkowych rodzinach, podejmowaniu decyzji, wyborach i o tym, jak trudno w życiu o szczęśliwe zakończenia. Książka traktuje również o bólu, utracie, przebaczeniu, życiu złudzeniami, konieczności chłonięcia szczęścia oraz o różowej walizce z marzeniami.
Wzruszająca historia wielu Polaków, którzy stracili zdrowie lub życie na wojnie a to, czego byli świadkami, jakimi byli ludźmi oraz o czym marzyli, zostanie nam kiedyś przekazane. Myślę, że przez lata będziemy jeszcze uwikłani w wojenne dzieje naszych przodków. Sięgajmy po nie, prośmy o te opowieści, by pamięć przetrwała. Powieść polecam całym sercem, można się w niej zatracić na długie godziny.




* M. Witkiewicz, "Jeszcze się kiedyś spotkamy", Filia, Poznań 2019, s. 245
** Tamże, s. 259
*** Tamże, s. 16
**** Tamże, s. 481
***** Tamże, s. 377




Książka przeczytana w ramach kwietniowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję Autorce
oraz



niedziela, 31 marca 2019

Agnieszka Krawczyk "Dobre uczynki"





Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2018
Liczba stron: 424
Seria: Uśmiech losu tom 2




Znakiem rozpoznawczym serii 'Uśmiech losu' Agnieszki Krawczyk są urokliwe, wiosenne i emanujące pozytywną energią okładki. Kiedy dodamy do tego znaczenie tytułu tomu drugiego "Dobre uczynki" otrzymujemy powieść, która idealnie trafia do ludzkich serc.

"Zmiany w świecie należy zacząć od siebie." *

Do Kamienicy Pod Gwiazdą na ulicy Gwiaździstej jedenaście w Krakowie zaglądamy ponownie w chwili, gdy Helena dochodzi do siebie po zabiegu. Jej szkolna przyjaciółka Balbina twierdzi, że niezbędna jest radioterapia i odpoczynek. Jednak Lenie nie jest on dany, gdyż czeka ją walka o lokal po pralni, w którym stworzyła swoją mydlarnię. Dwoje innych sąsiadów - Marta i Jacek - również chce tam prowadzić swoją działalność. Komu uda się zdobyć większość głosów? Niepokój Heleny wzbudzają również bóle głowy siostry - Ofelii, która za nic nie chce pójść do lekarza. Czy to coś groźnego?

Siostrzenica Heleny - Miranda, dokonuje przypadkowo szokującego odkrycia, poszukując w szafce koniaku dla babci. W pudełku po czekoladkach znajduje dosyć stare, nieotwarte listy adresowane do matki... Kto je przysłał? Dlaczego babcia je schowała? Czemu nie dotarły do adresatki? Miranda dzieli się swoimi podejrzeniami z Heleną i obie rozpoczynają drugie już śledztwo. Pierwsze dotyczy poszukiwań spadkobiercy kamienicy, czyli prawdopodobnego donatora. Wszak każdy z mieszkańców jest ciekawy osoby, która wymyśliła dla nich tę całą akcję z dobrymi uczynkami. Czy jest nią Sara Mincer, żydowska dziewczynka uratowana z getta? Do jakich dokumentów i informacji uda się dotrzeć Mirandzie i Helenie?

Niezmiernie wciągnęłam się w oba te śledztwa i pełna emocji poznawałam kolejne tropy. Poziom zaintrygowania wzrastał a smutne i tragiczne losy ludzkie przeplatały ze sobą, zwłaszcza w przypadku zgłębiania tajemnic przeszłości Sary i kamienicy. Jeśli chodzi o listy oraz prawdę o ich nadawcy, wszystko rozwiąże się w finale powieści - mnie udało się wcześniej domyślić jaki sekret skrywano przed Heleną.

"...drążenie przeszłości zwykle nie przynosi oczekiwanych skutków. Liczymy na łatwe wyjaśnienia, a dostajemy nowe tajemnice i odpowiedzi, z którymi trudno się zmierzyć." **

W tle pojawiają się mniejsze wątki, jak relacje Zuzy z mieszkającą u niej matką; pojawienie się w ich życiu pana niani; pomoc dla emerytowanej nauczycielki i jej żal za uczynki z przeszłości.
Ogromne poruszenie wśród mieszkańców kamienicy wywołała informacja, że do remontowanego budynku w sąsiedztwie wprowadzi się fundacja zajmująca się chorymi psychicznie. To nie do końca prawda, ale sytuacja pokazała jak rodzi się plotka.
Autorka świetnie wykorzystała ten budynek, by opowiedzieć nam o ogrodach społecznych, parkach kieszonkowych oraz parkach polnych. Wiele takich inicjatyw faktycznie powstało w Krakowie. Kto z naszych bohaterów zaangażuje się w tworzenie ogrodu? Czy taka inicjatywa ich pogodzi czy jeszcze bardziej poróżni, wszak zawsze znajdą się ludzie, którym coś przeszkadza.

Początkowo liczyłam, że tytuł powieści sugeruje, iż dobre uczynki zasługujące na akty notarialne już się pojawią w tym tomie. Jednak Agnieszka Krawczyk skupiła się na innych płaszczyznach - głównie na miejskiej zieleni oraz na licznych tajemnicach z przeszłości a do uczynków zrobiła dopiero wstęp.
Bohaterowie dowiadują się, czym jest waga uczynków - w ich spełnianiu nie liczy się stan konta, tylko przemiana, jaka się w nich dokona. Prawda jest taka, że kilku uczynków się domyślam, jestem bardzo ciekawa czy choć w jednym przypadku będę miała rację.

Drugi tom serii 'Uśmiech losu' przepełniony jest pozytywną energią, lokalnym patriotyzmem autorki, pokazuje jak ważna jest przyjaźń oraz jakie sekrety rodzinne skrywa się pod dywanem. Nowe siły tchnie w nas wizja wszechobecnej zieleni a finał powieści wywołuje trzęsienie ziemi. Kolejna, niezmiernie lekka i rodzinna książka Agnieszki Krawczyk idealnie pasuje jako lektura wiosenna. Później pozostaje już tylko czekać na trzeci tom serii, który odsłoni prawdę o tym, jakich szlachetnych czynów zmieniających życie dopuszczą się bohaterowie.


Podsumowując - "Dobre uczynki" to książka poruszająca ludzkie serca opowieściami z czasów wojny, zwłaszcza tymi z getta. Dzięki temu udowadnia nam, że o historii, nawet tej najtragiczniejszej trzeba pamiętać a każdy człowiek ma prawo do błędów. Jest to powieść o tym, że dobro powraca a niektórzy ludzie działają na rzecz innych zupełnie bezinteresownie; że w życiu należy dostrzegać nie tylko czerń i biel, ale również odcienie szarości. O szukaniu zagubionego szczęścia, próbach zmieniania siebie, problemach z wyrażaniem uczuć oraz dawaniu dobrych rad.




* A. Krawczyk, "Dobre uczynki", Filia, Poznań 2018, s. 17
** Tamże, s. 155




"Kamienica Pod Szczęśliwą Gwiazdą"
"Dobre uczynki"
"Szczęście na wyciągnięcie ręki"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za książkę dziękuję




wtorek, 27 lutego 2018

Maria Paszyńska "Willa pod Zwariowaną Gwiazdą"




Autor: Maria Paszyńska
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 31 stycznia 2018
Liczba stron: 368











Nie słyszałam o pisarce Marii Paszyńskiej do chwili, gdy na jednym z blogów zobaczyłam notkę o "Willi pod Zwariowaną Gwiazdą", która mnie zaintrygowała a kiedy Angelika napisała mi w komentarzu, że 'muszę' przeczytać tę powieść... Cóż, przeczytałam :)

Piotr od dziecka miał pod górkę - syn złodzieja zasztyletowanego jeszcze przed siódmymi urodzinami syna, wnuk prostytutki, wychowywany bez matki... Jedynym jasnym punktem dzieciństwa chłopca była babcia, która wprawdzie nie była ciepłą babunią jaką miały inne dzieci, ale przez przypadek dała wnukowi ogromne szczęście - nauczyła go czytać. W samotność Piotra wdarł się świat z książkowych kart i coraz bardziej realne marzenie o tym, by zobaczyć... słonia! W marcu 1928 roku na warszawskiej Pradze otwarto najprawdziwsze ZOO, w którym Piotr dostał posadę kornaka. Jego zadaniem była opieka nad słoniami - Jaśkiem, Kaśką oraz urodzonym w jego obecności słoniątkiem - Tuzinką. Jest rok 1939... Poza murami ZOO czeka na Piotra ciężarna żona. W świat miłości ludzi i zwierząt wdziera się wojna...

Ada jest zdezorientowana, ranna i niewiele pamięta... Gdzie się znajduje? Czy to getto? Co ona tu robi? Kobieta nie do końca rozumie otaczającą rzeczywistość i ze zdumieniem odkrywa, że jest w ciąży. Tylko czyje to dziecko? I czy naprawdę ma na imię Ada? I dlaczego ten dziwny, poważny mężczyzna chce jej pomóc? Może warto go posłuchać i z nim pójść...

Daniel jest Żydem i lekarzem, jak jego ojciec. Przez wiele miesięcy pracował w szpitalu w getcie, próbując uratować skromnymi środkami jak największą liczbę osób przed wywózką. Pomimo, że wraz z żoną i córeczką cierpiał, iż odcięto ich od normalnego życia, od możliwości obcowania z naturą to starał się spędzać z nimi popołudnia, jakby nic się nie stało. Jakby nie było wojny, okrucieństwa, śmierci. Jednak nastał taki dzień, kiedy Daniel nie zastał swoich ukochanych kobiet w domu... Wręcz oszalał z rozpaczy i obiecał sobie, że nie przestanie ich szukać. Czy mu się to uda?

Piotr, Ada i Daniel - trzy pokiereszowane przez wojnę osoby o dobrych sercach. Każde z nich utraciło coś ważnego, coś zgubiło, o czymś musiało zapomnieć, by trwać nadal i liczyć na wolność. Spotkali się w willi Antoniny i Jana Żabińskich, właścicieli ZOO, którzy musieli pozwolić na odstrzał lub wywiezienie większości zwierząt, ale nie utracili wiary w to, że mogą przynieść ludziom radość w inny sposób - pomagając im.


Czytałam tak wiele książek z wojną w tle, ale ta jest inna. Maria Paszyńska zaskoczyła mnie zupełnie odmiennym ujęciem II wojny światowej. Stworzyła powieść, która opisuje losy fikcyjnych, ale i rzeczywistych postaci (Żabińscy) na tle okrutnego czasu, w jakim przyszło im żyć. Poprowadziła czytelnika przez wzruszające chwile narodzin i śmierci, zarówno ludzi, jak i zwierząt. Pokazała jak wśród wojennej zawieruchy kradziono chwile szczęścia, śmiechu i choćby pozornej radości. Ale wielokrotnie powodowała u mnie potok łez... żałoba Tuzinki i Piotra, rozpacz Ady, szaleństwo Daniela, egzekucje dzieci, walka o przetrwanie z niemieckimi krokami w tle.

Autorka stworzyła też niesamowity wizerunek samego domu - willi stojącej pośród klatek, początkowo tętniących życiem, by później swą pustką wywoływać wspomnienia lepszych czasów ogrodu zoologicznego. Dom Żabińskich przyciągał zbłąkane i sponiewierane dusze, które otrzymywały tutaj nie tylko pomoc, ale też odpoczynek od trudnej rzeczywistości. Czy dla wszystkich pobyt tutaj okaże się radosny?

Powieść jest przykładem doskonałej kreacji bohaterów. Są niezmiernie wyraziści, emocjonalni, pełni życia i pomysłów, które muszą dostosować do płynącej krwią codzienności. Ich dylematy, problemy nabierają nowego wymiaru, gdy muszą zmierzyć się z problemem braku żywności, wiszącej groźby śmierci za ukrywanie Żydów czy strachem o bliskich.

Urzekła mnie zmyślna i zaskakująca działalność Jana, z niepokojem śledziłam poczynania, które mogły sprowadzić na mieszkańców Willi nieszczęście. I tylko jeden moment jest dla mnie ością w tej cudownej opowieści - dlaczego Ada nie poznała prawdy? Dlaczego nie mogła sama podjąć decyzji, choć wiem że jaka by nie była, zawsze ktoś by cierpiał... Ale powinna wiedzieć...


Podsumowując - "Willa pod Zwariowaną Gwiazdą" to powieść o niezwykłej subtelności słoni, cierpliwości polskich matek czy ucieczce w fikcyjny świat książek. W magiczny wręcz sposób opowiada o ludziach, którzy mierzyli się z wojną. Traktuje o ich odwadze, ideałach, żałobie, miłości i marzeniach, które były jakże odmienne od tych z czasu pokoju. A przecież są też tacy, którym wojna odebrała wszystko... łącznie z godnością. To książka dla ludzi wrażliwych. To uczta dla wyrafinowanych gustów polskich czytelników. Wierzę, że zatoniecie w tej historii równie mocno - po prostu musicie ją przeczytać!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


poniedziałek, 12 lutego 2018

Renata Kosin "Jedwabne rękawiczki"




Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: styczeń 2018
Liczba stron: 440













Zawsze marzyłam, by w czeluściach toaletki, sekretarzyka czy starej szafy odnaleźć skarby z przeszłości… Listy, pamiętnik, zdjęcia czy choćby chusteczkę z haftowanym inicjałem. Nawet na rodzinnym strychu nigdy nie udało mi się odnaleźć nic, co kryłoby w sobie sekrety przodków. Tylko czy zawsze takie znalezisko niesie ze sobą radość, zrozumienie i spokój? Z braku własnych znalezisk, odpowiedzi na to pytanie szukam w powieściach z takim motywem. Dziś podzielę się z Wami moimi wrażeniami z lektury najnowszej powieści Renaty Kosin „Jedwabne rękawiczki”. To tytuł mający tak naprawdę podwójne znaczenie…

Laura znowu uciekła… To miał być miły czas spędzony z mężem i ośmioletnimi bliźniaczkami u rodziców w Stanach Zjednoczonych, ale z uwagi na ich napięte stosunki, kobieta nie wytrzymała i podjęła spontaniczną decyzję o powrocie do Polski. Jej rodzina ma wrócić za kilka tygodni a Laura zamierza w tym czasie dopełnić ostatnich formalności w sprawie sprzedaży domu rodziców w Jedwabnem. Gdyby mogła tego uniknąć… Wszak z tym miejscem wiążą się jej najgorsze i bardzo bolesne wspomnienia. Dlaczego? Co się tam stało małej dziewczynce, jaką wtedy była?

Jednak nowy właściciel – Henryk Lichota – wysyłał rodzicom dziwne dokumenty znalezione rzekomo w trakcie remontu pod podłogą. Okazało się również, że korytarz na parterze jest krótszy niż znajdujące się obok pokoje. Co zajmuje tą brakującą przestrzeń? Jak to wszystko wyjaśnić? Czy Laura zdaje sobie sprawę, że z pozoru błahe przedmioty będą orężem w walce o życie?

Po wizycie w domu swojego dzieciństwa Laura zgodnie z planem udaje się do Bujan, do ciotki Heleny, staruszki będącej tak naprawdę kuzynką matki Laury – Ireny. Tylko czy spokój jaki zawsze odnajdywała na poddaszu domu ciotki i tym razem jest jej przeznaczony? Za sprawą przedmiotów odzyskanych w Jedwabnem Laura zaczyna przenosić się do innego świata. Jej wspomnienia, uzyskiwane od Lichoty informacje, strzępy wydarzeń a przede wszystkim dziwne zachowanie ciotki, która jakby nie chciała by coś wyszło na jaw… Jakby próbowała coś ukryć… Wszystko to jak elementy układanki, jak rozsypane po świecie puzzle pragnie poskładać Laura. Trop prowadzi do rodziny Berthier z Francji, która wiele lat wcześniej podjęła próbę listownego kontaktu z Kossackimi (rodzice Laury). Zaintrygowana tajemniczymi słowami Amelie, zachowaniem ciotki oraz znaleziskami Laura ma nadzieję, że na francuskiej ziemi uda jej się przynajmniej zrozumieć zagadki z przeszłości. Jakie rewelacje czekają na kobietę, ukryte od pokoleń w sercach i umysłach francuskich kobiet? Jak wyjaśni się sprawa jednej jedwabnej rękawiczki? Czy wszystkim może ufać? Ile kłamstw odkryje dzięki opowieściom Amelie oraz Josephine?

Tajemnice mnożą się jak grzyby po deszczu i nawet przy końcu powieści można odnieść wrażenie, że nie wszystko zostało wyjaśnione. Choć tak naprawdę to w połowie książki wydawać by się mogło, że wszystko już wiemy i właściwie po co ta reszta…? Jakże się myliłam… Renata Kosin stworzyła powieść iście sensacyjną! Nieprzewidywalną i intrygującą. To obyczajówka z prądem. Historia z elementami grozy. Czytelnikiem targają liczne emocje a w oczy zagląda strach, wcale nie mniejszy niż u bohaterów. Początkowo zupełnie nie miałam pojęcia w jakim kierunku z wyjaśnieniami pójdzie autorka. Z niepokojem i w stanie wzburzenia czekałam na fakty czy choćby elementy mogące pomóc w dojściu do prawdy. Nie sądziłam, że Kosin skieruje się ku tak nieznanym – dla wielu ludzi – tematom. Osobiście wolałabym bardziej przyziemne i namacalne rozwiązania zagadek, gdyż w tych nie czułam się zbyt obeznana. Nie mogę jednak powiedzieć z tego powodu złego słowa – widać ogromne przygotowanie autorki, liczne poznane źródła i szeroki zakres poruszonych kwestii.

Przyznaję, że postać Laury działała mi chwilami na nerwy – niby chciała wyjaśnień, ale w najciekawszych momentach wciskała sobie guzik ‘stop’ i blokowała napływające do umysłu informacje. Nie przeczę, że wszędzie napotykała na mur milczenia albo dziwne wyjaśnienia, które w żaden sposób nie stawały się kluczem do sukcesu. A może to przeszłość – relacje z matką i babką były przyczyną tej blokady? Czy Laurze uda się dowiedzieć dlaczego jedwabne rękawiczki zostały rozdzielone i co się za tym kryje? Co wspólnego z dziejami jej rodziny ma pogrom Żydów w Jedwabnem? Jaką rolę w tej historii odegrają panie Berthier oraz kilka tajemniczych postaci?

Podsumowując - „Jedwabne rękawiczki” to powieść obyczajowa opowiadająca historię wielkiej fascynacji, wzbogacona nutką sensacyjnych zdarzeń, przepełniona tajemnicami, które przez lata były zamiatane pod rodzinny dywan. Opowieść o życiu jednocześnie w dwóch światach, rozpaczy matki w trakcie choroby czy też po śmierci dziecka. Stworzona przez Renatę Kosin fabuła jest relacją z samotności, zatajonych prawd i tajemnych mocy, które poprzez rozliczne nauki i symbole dokonają przemiany w… motyla :) Polecam, gdyż jestem pewna, iż nie spodziewacie się, co kryje przepiękna okładka.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję
http://virtualo.pl/
E-book „Jedwabne rękawiczki” znajdziecie na Virtualo.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...