Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Anna Dąbrowska "Kochaj mnie szeptem"


 
 
 
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Amare
Data wydania: 23 marca 2021
Liczba stron: 368
Seria: Kochaj mnie szeptem  tom 1





Z twórczością Ani Dąbrowskiej - o czym pisałam już kilkukrotnie - jestem od początku, od debiutu. Sięgając po kolejne tytuły obserwuję ogromny rozwój autorki, coraz piękniejszy styl, trafniejsze porównania, sięganie po nowe gatunki. Jedno pozostaje niezmienne - zaskakujące zakończenia, których nigdy nie można być pewnym - happy end czy dramat? Wydawnictwo Amare określiło dylogię 'Kochaj mnie szeptem' jako dramat erotyczny - czyżby ta nazwa sugerowała finał czy może tylko przebieg fabuły?
 
 
Dwudziestoletnia Gabrysia studiuje polonistykę i jest wycofaną dziewczyną, brakuje jej odwagi, woli trzymać się na uboczu. Swój wkład w jej zachowanie ma sytuacja rodzinna - despotyczni rodzice a zwłaszcza toksyczna relacja z matką, która nieustannie krytykuje jedynaczkę. Dlatego od chwili, gdy poznała Eryka, bardzo szybko zaczęła zmieniać swoje życie i podejmować - niekoniecznie właściwe - decyzje... Ale o tym przekona się z czasem...

Czy to jego żołnierski mundur tak na nią wpłynął, że rzuciła studia i wyszła za mąż? Jak poradzi sobie z traumatycznymi wspomnieniami Eryka z misji w Afganistanie? I co zrobi, gdy odkryje jego prawdziwą twarz i mroczne tajemnice? Jak długo młoda mężatka będzie w stanie znosić ból, poniżenie i bać się seksu? Jaką rolę w przemianie bohaterki odegra sąsiad z niecodziennym zajęciem?


Autorka doskonale opisała los młodej kobiety, która od pierwszego razu nie zaznała przyjemności w zbliżeniach z mężczyzną, czuła jedynie ból i marzyła, by te chwile szybko się kończyły. Bohaterka szybko przekonała się, że swoje decyzje podjęła dość pochopnie i teraz musi zmagać się z ich skutkami. Jej życie to teraz stwarzanie pozorów, by nikt nie dostrzegł zranionych uczuć... I nie tylko uczuć. 
 
W najtrudniejszych dla siebie chwilach jest sama, niezrozumiana i uważana za kłamczuchę. Bardzo przeżywałam jej kolejne straty, ciągły lęk oraz krytykę, jaką ją obdarzano. I choć chwilami denerwowała mnie jej naiwność i infantylność, to nie zazdrościłam jej codzienności z mężem, była bowiem trudna, przygnębiająca i nie dająca szans na lepsze jutro. Zwłaszcza, że Gabrysia nic nie robiła, by to zmienić.

Po trudnym początku, który zupełnie nie zapowiada tego, co kryją dalsze strony, powieść wciąga, intryguje, wywołuje różnorodne emocje a u niektórych czytelniczek może nawet delikatny rumieniec.
 
Zanim zacznę czytać drugi tom tej dylogii jeszcze słowo dotyczące zakończenia - zupełnie nie spodziewałam się takiego rozwoju sytuacji! Ani słów Eryka, ani zatajenia prawdy, ani reakcji Gabi! Dobrze, że "Zamień mnie w krzyk" czeka na półce.



Podsumowując - "Kochaj mnie szeptem" to dramat erotyczny ukazujący tyranię, pogardę, despotyzm i przemoc domową. To opowieść o potrzebach ciała i duszy, o walce z demonami przeszłości, które ujawniają się nie tylko we śnie i nie tylko po dużych dawkach alkoholu. Historia przepełniona goryczą, brutalnością, oskarżeniami, gniewem oraz miłością, która niszczy zamiast uszczęśliwiać. Jest to również książka o marzeniach i zespole stresu pourazowego, gorąco Wam polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki






Za książkę dziękuję

środa, 10 marca 2021

Karolina Hejmanowska "Adres w sercu"

 
 
 
Autor: Karolina Hejmanowska
Wydawnictwo: Poligraf
Data wydania: sierpień 2020
Liczba stron: 598
Seria: Adres w sercu tom 1
 
 
 
 
 
Znów dało o sobie znać moje zamiłowanie do debiutów... Nie wiem co ja z tym mam, bo przecież sięgnięcie po taką książkę to ryzyko... Nie znam stylu, idei, sposobu przekazu wydarzeń czy jakości opisów, dialogów i może się przecież zdarzyć, że nie będę zadowolona z lektury. Można powiedzieć, że dotychczas miałam szczęście... Jak było z "Adresem w sercu" niespełna trzydziestoletniej Karoliny Hejmanowskiej?


Zaczęło się w sierpniu 1994 roku na dworcu w Jarocinie. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że przelotne spojrzenie jakim się obrzucili, kiedy ona siedziała już z chłopakiem w pociągu, a on pobity był podtrzymywany przez kumpli na peronie, wywoła w ich życiu taką rewolucję.
 
Dzieli ich wszystko.  
Łączy tylko rok urodzenia - 1974.


On - Tomek, ksywka "Pączek" - uwielbia pić (okazja nie jest mu do tego potrzebna), palić, imprezować a kobiety potrzebne są mu tylko do seksu, nie wierzy bowiem w miłość. Jest zbuntowanym i chwilami agresywnym punkowcem z Żor, który potrafi użyć pięści. Utracił już kiedyś bliską osobę i nie do końca odnajduje się w nowym układzie rodzinnym, zwłaszcza że jego wygląd przeszkadza innym. 

Ona - Karolina z Gdańska - drobna i spokojna wielbicielka metalu, uważająca się za szczęśliwie zakochaną w Jacku. Miłość i romantyczność zwiodły ją jednak w tym przypadku i swoją złość zamierza odreagować u nowej przyjaciółki - Anki - na Śląsku, gdzie nieustannie natyka się na "Pączka", wszak to przyjaciel Anki. Dziewczyna czuje, że zaczyna coś czuć do punka, jednak on wciąż ją odrzuca. Dlaczego? 

Odmienne uczucia, kultura osobista, inne marzenia o przyszłości a przede wszystkim jakże różny styl życia. Jak to możliwe, że los popchnął ich ku sobie? Jak bardzo będzie iskrzyło na linii Ona - On? Czy uczucie będzie miało szansę się rozwinąć? Jaki wpływ na tych młodych ludzi będzie miała muzyka a jaki prawda?


Nic więcej Wam nie zdradzę a dzieje się naprawdę wiele. Autorka zadbała, by losy dwudziestolatków były burzliwe, pełne pasji, emocji, rodzących się uczuć, ale wplotła w nie również całą gamę problemów, zwłaszcza alkoholizm, narkomanię, zdradę i kłamstwa. Pokazała jaki stosunek do pracy, wojska czy miłości mają poszczególne postacie. Z bohaterami spędzamy kilka lat, na przestrzeni których nadal naprzemiennie obserwujemy Karolinę i Tomka i to, jak obeszło się z nimi życie. 
 
Nie było mi łatwo opowiedzieć się po którejś ze stron. Kto popełnił większy błąd - Ona czy On? Każde z nich miało bowiem własne powody, by postąpić właśnie tak... A może dało się uniknąć kamyczka, który pociągnął za sobą lawinę?


Karolina Hejmanowska stworzyła ciekawych bohaterów, opisała ich w każdym calu i nie sposób nie zobaczyć ich oczami wyobraźni (strój, fryzura). Pokazała jak społeczeństwo odbiera punków, skinów czy metalowców oraz jakie panują relacje między tymi grupami.


Na początku nie było między nami chemii - między mną a książką. I wcale nie chodzi mi o styl czy lekkość wypowiedzi. To zupełnie nie był mój świat. Ten był obcy, nieznany, nasycony dźwiękami, z którymi nie było mi po drodze, bowiem nie pasjonowałam się nigdy opisanymi tutaj gatunkami muzycznymi. Dopiero z czasem zaczęłam wsiąkać w historię rodzącego się uczucia i delektować się opowieścią o młodych ludziach a na bok spychać trendy muzyczne, które - jak dla mnie - były zbyt detaliczne. Autorka z radością pisała o kolejnych albumach, piosenkach, koncertach, plakatach czy naszywkach - widać było, że to jej ulubione zespoły i wie o czym pisze. Jednak dla osoby takiej ja, która w latach dziewięćdziesiątych słuchała innej muzyki niż metal czy punk a pogo obserwowałam jedynie u kolegów, rozpisywanie się tak często kapelach, nazwach i datach wydania ich płyt oraz tytułach utworów było przesytem.

Jednak to książka oparta na zderzeniu światów: punk kontra metal i wcale nie twierdzę, że to błąd czy minus. Wiele osób - pasjonatów, będzie zapewne szczęśliwych.

Debiutantce mogłabym jeszcze zarzucić zbyt grzeczne chwilami wymiany zdań między kumplami, propagowanie seksu bez zabezpieczeń, co skutkuje niechcianą ciążą czy naiwność bohaterów (ufność ćpunowi w przekazanie ważnej informacji, nie wyjawienie prawdy przyjacielowi na ten sam ważny temat). Jednak mimo opisanych przez mnie minusów powieści, niewątpliwie to udany debiut. Nie jest łatwo napisać książkę, w której bohaterowie przeżywają tak wiele emocji, muszą podejmować trudne decyzje i stawiać czoło światu, który nie zawsze chce im w tym pomóc; jest konkretna akcja (i jej zwroty), fabuła, dobre dialogi.
 
 
Z bohaterami rozstajemy się w roku 2001, ale nie na zawsze. Dość niespodziewanie dla nich samych pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi. Mały chłopiec i tajemniczy Alan wniosą zamęt, który uspokoi nasze czytelnicze dusze dopiero w drugim tomie "Adresu w sercu". Chętnie przeczytam!


Podsumowując - "Adres w sercu" to powieść o młodych ludziach, którzy mają przed sobą życie i to od nich zależy jak ono będzie wyglądało. Nie ustrzegli się błędów, wielokrotnie za nie płacili... Poznali smak pierwszej miłości, kłamstwa, odrzucenia i zdrady. Musieli zmierzyć się z wieloma przeciwnościami - ze strony ludzi, losu, samych siebie. Upadli na dno. Przekonali się ile warta jest przyjaźń, jak łatwo można zniszczyć mosty łączące ludzi oraz że słowa bolą bardziej niż czyny. Polecam!


 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
Za książkę dziękuję Autorce  

niedziela, 17 stycznia 2021

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Molly"

 
 
 
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Burda Książki
Data wydania: październik 2020
Liczba stron: 416
 
 
 
 
 
Agnieszka Lingas-Łoniewska to pisarka, której chyba nikomu bliżej przedstawiać nie trzeba, bowiem każdy, kto lubi polską powieść z nutką sensacji czy też wątkiem mafii doskonale zna jej twórczość. Autorka określana jest mianem 'Dilerki Emocji' i całkowicie się z tym zgadzam, ponieważ lektura każdego tytułu wiąże się z ich nagromadzeniem. Czym zaskoczyła mnie w "Molly"?


We wrocławskim mieszkaniu mieszkają Molly i Robson, dwójka przyjaciół, wychowanków domu dziecka i rodzin zastępczych. Oboje niewiele po dwudziestych urodzinach, pokiereszowani przez los i rodzicielskie błędy, bez wzorców, próbują jakoś poukładać swoją przyszłość. Nie zawsze uczciwie, często nielegalnie, przeważnie w 'pancerzu' chroniącym przed uczuciowym zaangażowaniem się.
 
Pewnego wieczoru w świecie Molly pojawia się Wiktor. Rozsądny, spokojny i poukładany współwłaściciel firmy kontra panna o ostrym i ciętym języku, złośliwa, szalona i odważna. Między tą parą szybko przeszedł prąd, pojawiło się przyciąganie a z czasem okazało się, że oboje pamiętają, że... już się znają!
Jednak ona nie wie wszystkiego.
A on wiele ukrywa.
Wiktor coraz bardziej się angażuje się, jednak boi się, że ją straci, gdy Molly pozna prawdę o tym, co wydarzyło się przed laty. 


Wiktor i Robson zachowują się jak dwa koguty walczące o Molly, każdy w inny sposób okazuje jej uczucia. Każdy walczący ze swoimi demonami i troszczący się o dziewczynę. Jednak o ile Robson jest świadomy jej planów, o tyle Wiktor nie ma o nich pojęcia. Nie wie, jak bardzo planowana akcja zmieni jego życie...

Obserwując losy bohaterów wcale nie jest pewne, jaka przyszłość ich czeka. Imprezy, kradzieże, alkohol, przygodny seks, ucieczki przed policją oraz pewna tajemnica obciążająca sumienia i kładąca się cieniem na szczęściu. Czy twardo stąpający po ziemi i przystojny Wiktor otrzyma szansę u Molly? Jak bardzo w ich życiu namiesza zazdrosna i mściwa kobieta? 
 
 
Autorka pokazała w tej książce wiele realistycznych ludzkich dramatów. Poznaliśmy dwójkę młodych ludzi z trudnym dzieciństwem, kiedy musieli nauczyć się radzić sobie sami. Mogli liczyć tylko na siebie. Ciężko im było komukolwiek zaufać. Dlatego nagła fascynacja, pragnienie i pożądanie jakie Molly czuje do Wiktora są dla niej tak trudne do zaakceptowania. Nie potrafi się odnaleźć i całkowicie rozluźnić, by przeżywać to uczucie. 
 
Lingas-Łoniewska serwuje nam też inne dramatyczne, sensacyjne i niespodziewane wydarzenia, których wielokrotnie się nie spodziewałam. Nie sądziłam co stanie się z Robsonem, Molly, jaką decyzję podejmie w tych trudnych okolicznościach Wiktor. Pełen wachlarz zaskoczeń. Czytając, przekonacie się o tym sami, ja o wielu wydarzeniach nie wspominam, by nie zepsuć Wam lektury.
Najbardziej zaskoczyły mnie chyba Epilogi - bardzo dziękuję, uwielbiam epilogi!


Podsumowując - "Molly" to niezwykle emocjonująca powieść, idealna przedstawicielka twórczości autorki. Nawet się nie spodziewacie jakie 'wow' czy 'och' czeka na Was na kolejnych stronach. Przepełniona kłamstwami, tęsknotą, determinacją, ale też żalem, rozczarowaniem, złością i wybaczeniem. Dużą rolę odgrywają również drugie szanse, upór, wściekłość oraz napięcie narastające między bohaterami a dzięki naprzemiennej narracji znamy ich prawdziwe myśli i uczucia. Polecam ten literacki rollercoaster!

 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję


środa, 23 grudnia 2020

Katarzyna Janus "Błękitny dom nad jeziorem"

 
 
 
Autor: Katarzyna Janus
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: wrzesień 2020
Liczba stron: 416
 
 
 
 
 
 
 
Moja znajomość z twórczością Katarzyny Janus rozpoczęła się we wrześniu tego roku lekturą powieści "Wszystko jest możliwe" i już wtedy wiedziałam, że z chęcią poznam inne tytuły. Autorka porywa wręcz do opisywanego świata i wręcza pakiet problemów bohaterów, dzięki którym zapominamy o swoich. Czy "Błękitny dom nad jeziorem" potwierdził moją teorię?


Antonina pracuje w małej osiedlowej bibliotece w Lesznie. Ma trzydzieści pięć lat i jest pełną kompleksów szarą myszką. Jej życie odmienia list z kancelarii Tymoteusza Mikulskiego - tak, Tosia dostaje spadek. Starsza siostra jej ojca - Maria - zostawiła jej stary dom we wsi Mrówki na Mazurach a że młoda kobieta nie jest szczęśliwa w Lesznie, postanawia podjąć wyzwanie i poznać nową rzeczywistość.

Początek jakich wiele - nieszczęśliwa bohaterka otrzymuje spadek i ma wizję lepszego życia. Jednak Katarzyna Janus tak poprowadziła fabułę, że zupełnie o tym fakcie zapomniałam. Owszem, wielokrotnie pojawia się informacja, która tym przypomina, ale tak wiele się dzieje, że traci to na znaczeniu.

Z ogromnym zaintrygowaniem śledziłam ucieczkę Tosi od dotychczasowego życia. Nie dość, że w jej codzienności pojawił się dom, dołączył do niego zwierzak, to jeszcze wokół jej osoby zaczęli pojawiać się mężczyźni! "Towar" jakże deficytowy do tej pory. A jak się okazało Kuba to mężczyzna po przejściach, z problemami i traumami, które trudno mu oswoić powieść nabrała tempa. Nie zaczął tej znajomości dobrze, więc pod dużym znakiem zapytania staje możliwość zaufania ze strony Tosi.
 
Antonina okazała się osobą chętną do pomocy, szczerą i otwartą a jej dobre serce zjednywało sobie wielokrotnie obce osoby. W błękitnym domku zaczęła realizację swoich marzeń ratując przy okazji swoich przyszłych przyjaciół z opresji. Niespodziewanie pojawił się też dość sensacyjny wątek rozgrywający się w stolicy Szwecji - Sztokholmie, który dzięki powieści można zwiedzić wirtualnie.


Dość zaskakującym wątkiem, który z biegiem czasu zyskał na znaczeniu, są bliźnięta Piotr i Paweł - jubiler i zegarmistrz. Wyjątkowi starsi panowie mają pewne przeczucia a ich rola w powieści jest większa niż początkowo myślałam. Bardzo spodobała mi się historia przedmiotów osobistych, choć miałam pewne przypuszczenia wcześniej niż zostało to ujawnione.
 
Katarzyna Janus pokazała w tej historii cały wachlarz ludzkich problemów: utratę dziecka, ukochanego, alkoholizm, depresję, wizję samotnego macierzyństwa, przemoc domową, oszustwa finansowe, zdradę czy nadszarpnięte zaufanie. Wisienką na torcie tej powieści, utkanej z mazurskich jezior, wiatrów i spokojniejszego życia na prowincji, są wspomnienia, które podczytuje Tosia - bardzo lubię takie głosy z przeszłości.

Ile pozytywnych a ile negatywnych wydarzeń czeka na czytelnika w tej lekturze? Musicie sprawdzić sami, zwłaszcza że książka wciąga, relaksuje a język autorki jest lekki, prosty i przyjemny w odbiorze. 


Podsumowując - "Błękitny dom nad jeziorem" to opowieść o miłości do właściwych i niewłaściwych osób, przyjaźni, utracie cnoty i zaufania, o śmierci bliskich osób, tragicznej prawdzie i wybaczaniu. Historia pełna smutku, tęsknoty, ale i żaru czy namiętności, w której nie brakuje przeznaczenia, pozytywnej energii, poczucia winy i oswajania nieznanego. Gorąco polecam Wam tę powieść!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 

 
 

środa, 7 listopada 2018

Katarzyna Michalak "Kropla nadziei"





Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 2018
Liczba stron: 320
Seria: mazurska tom 3







Mazurska Trylogia dobiega końca, ale jeśli macie cichą nadzieję, że będzie spokojnie, sielankowo i radośnie to muszę Was rozczarować - niespodzianek nam autorka nie oszczędziła. I choć chwilami opisywane wydarzenia czy reakcje bohaterów bywają infantylne bądź nawet niemożliwe to przeczytałam. Byłam ciekawa jak potoczą się losy postaci, z którymi się zżyłam...

Po zaskakującym pożarze w finale drugiego tomu tego cyklu i śmierci doktor Kraszewskiej trzech męskich bohaterów nie może się otrząsnąć. Nataniel, Siergiej i Mateusz - każdemu jest trudno. Dla każdego Marta wiele znaczyła. Każdemu okazała serce. Jednak o ile Siergiej musi zająć się zwierzętami i Oliwią, która ze wzrokiem przepełnionym pustką przebywa w jego dworze a Nataniel małą Emilką, o tyle Mateusz zaniedbuje psa, siebie i topi żal oraz ból w alkoholu. Komu uda się wyciągnąć go z dna?

Nataniel nie ma czasu, by usiąść i się załamać. Jego dom spłonął grzebiąc pieniądze, narzędzie pracy i wszystko co z Emilką posiadali. Nie mają nic. Są bezdomni. Dom pomogą odbudować ludzie ze wsi, przy czym nie obędzie się bez niespodzianek i afer. Ale co z pracą? Skąd brać pieniądze na życie? Na szczęście w opiece nad dziewczynką pomaga Zosia Micińska - wraz z niepełnosprawną mamą pokochały Emilkę i chętnie się nią zajmują. Czy i jeśli tak to kiedy oraz komu Zosia wyjawi dwie ogromne tajemnice dotyczące pań Micińskich?

Problemy w Sennej mnożą się, swoje rewelacje dokłada również Siergiej, co po raz kolejny wywołuje zamieszanie w życiu Nataniela. Jaką tajemnicę kryje list sprzed lat? Czy młody mężczyzna pogodził się już tym, że jego codzienność składa się naprzemiennie z utratą i pozyskiwaniem bliskich osób? Kogo los ześle mu teraz? A kogo odbierze? Czy pisane mu kiedykolwiek spokój i szczęście?

"...przyjaciel nie jest od tego, by prawić banały i zbywać tych, których kocha. Przyjaciel jest jak dom rodzinny. Wracasz do niego, choćby o trzeciej nad ranem, a ten, zamiast cię opieprzyć, że go budzisz, nakarmi cię, utuli do snu, jeśli trzeba, obetrze łzy, ale też obsztorcuje porządnie, 
gdy zasłużysz." *

Katarzyna Michalak napisała trzeci tom trylogii dokładnie według swojego schematu - obok radości w sercach bohaterów pełno jest ciosów, a może nawet jest ich więcej. To chyba znak szczególny autorki - mocno pokomplikować życie swych postaci i sprawić, by nie mieli czasu się nudzić. Pomijając jednak mało realne sytuacje czy nadmiar wrażeń to jest naprawdę zaskakująco. Są też trudne wybory, złamane serca oraz ufne oczy dziecka, nawet tego skrzywdzonego... Autorka pokazała, że życie smakuje bólem i porażkami ale więź matki i dziecka - niezależnie od tego jaka jest ta matka i co zrobiła - zawsze będzie szczególna.


Podsumowując - "Kropla nadziei" to powieść o rozpaczy, ukojeniu, zobojętnieniu, wyrzutach sumienia, żałobie i depresji. Historia, która pokazuje, że przyjaciel zawsze będzie walczył o przyjaciela, nawet wtedy, gdy ten się poddał. Opowieść o współczuciu dla słabszych, wściekłości na wrednych i nieuczciwych, rozczarowaniu oraz różnym poziomie wytrzymałości ludzkiej na ból i stratę. A pomimo burz w sercu, każdy pragnie być kochany.



*K. Michalak, "Kropla nadziei", Wyd. Znak Literanova, Kraków 2018, s. 127



Książka przeczytana w ramach październikowych wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


poniedziałek, 2 października 2017

Catie Dolan-Leach "Martwe listy"



Tytuł oryginału: Dead Letters
Tłumaczenie: Adrian Tomczyk
Wydawnictwo: Filia Mroczna Strona
Data wydania: sierpień 2017
Liczba stron: 424













Wielokrotnie przyznawałam się do fascynacji tematyką bliźniąt i ich wzajemnych relacji. Intryguje mnie to w życiu, w programach telewizyjnych oraz książkach. Wczoraj widziałam informację, iż jednojajowe amerykańskie bliźniaczki urodziły niemal w tym samym czasie, mimo że wyznaczone im daty porodu były dość rozbieżne a i miejsca zamieszkania oddalone... Czy sprawiła to magia bliźniaczej więzi?
Dlatego właśnie już pierwsze zdanie opisu z okładki książki Catie Dolan-Leach sprawiło, że poczułam intrygującą lekturę i wiedziałam, że muszę poznać ten debiut.

2016
Ava Antipova od dwóch lat mieszka w Paryżu. Wyjechała - a właściwie uciekła tutaj - ze Stanów Zjednoczonych już po ukończeniu studiów. Bezpośrednim powodem było spięcie z bliźniaczką Zeldą, dotyczące... uczuć. Ava przez wszystkie miesiące poza domem udawała, że nie brakuje jej siostry, matki czy rodzinnych stron. Jej francuska codzienność jest dość ustabilizowana a kolejne dni mijają spokojnie. Aż do 21 czerwca...

...kiedy Ava dostaje szokującego maila od matki - w wyniku pożaru, jej beztroska i leniwa siostra zginęła. Nie ma wyjścia - odpowiedzialna bliźniaczka pakuje walizkę i wraca do domu. Czy pożar stodoły był wynikiem zaprószenia ognia podczas pijackiej imprezy? A może to samobójstwo? Jednak z uwagi na pewne szczegóły, nawet policja ma wątpliwości... Ava próbuje dowiedzieć się czy Zelda nie zostawiła jej jakichkolwiek informacji w przyczepie, gdzie pomieszkiwała, ale udaje jej się odnaleźć jedynie telefon. To właśnie na niego przychodzi e-mail z zaświatów... wiadomość została przesłana z i na konto Zeldy, ale jest skierowana do Avy...

Zaczyna się zabawa w kotka i myszkę...

By rozwiązać zagadkę zniknięcia siostry, Ava musi grać według zasad Zeldy - iść śladami pozostawionymi jej na przykład w wiadomościach, ale część wskazówek i informacji musi odnaleźć sama. Ava nie lubi przegrywać i dlatego podejmie się zabawy w detektywa, tylko do czego zaprowadzi ją ta gra? Jaką wiedzę o siostrze, sobie i rodzinie posiądzie podczas tych podchodów? Czy będzie jej się żyło łatwiej? Co czeka na nią na końcu drogi?


Początkowe strony tej książki nie mają mocy przyciągania - piszę o tym, byście mieli świadomość, że trzeba cierpliwości, bo debiut Catie Dolan-Leach zrobił z Was alfabetycznych niewolników. Później akcja nabiera tempa, jak z czarodziejskiego rękawa sypią się kolejne wydarzenia, wskazówki i wątpliwości... Czy Zelda żyje, choć dowody policji temu przeczą? Dlaczego Ava została wplątana a wręcz wmanipulowana w idealnie dopracowaną gierkę? Zadawałam sobie te pytania wielokrotnie i za każdym razem udzielałam innych odpowiedzi. Tu nic nie jest jednoznaczne, jasne czy oczywiste.

Jedyne pytanie, na które sama udzieliłam sobie poprawnej odpowiedzi brzmiało - dlaczego Ava nie podzieliła się z bliskimi swoimi podejrzeniami i otrzymywanymi mailami oraz listami... Ponieważ ta książka obfituje w alkohol. Na własne nieszczęście rodzina Antipovów ma winnicę i swój zapas przeróżnych win - niezależnie od tego czy jest okazja czy jej nie ma - wyciągają butelkę! W alkoholach topią smutki, alkoholem wznoszą toasty na wesoło, alkohol działa też uspokajająco... Pod tym względem nie można powiedzieć, by ta książka dawała nieletnim dobry wzór do naśladowania.
Dlatego Ava nie może liczyć, że ktokolwiek pod wpływem wypitych w dużych ilościach napojów obfitych w procenty będzie rozumiał trudne kwestie przekazywane przez Zeldę. Tylko dlaczego nie zdradziła nic policji? Dlaczego walczyła niemal sama?

Na przykładzie rodziny Antipovów oraz Darlingów autorka pokazała doskonały kontrast - błyszczące od dbałości, ale pozbawione uczuć wnętrze kontra naturalny bałagan i rodzinna atmosfera. Ava bardzo zazdrości rodzinie Wyatt'a takiego zwyczajnego życia. Czytelnik może sam przekonać się jak bardzo życie bliźniaczek różniło się od ich wymarzonego, bowiem poznajemy nie tylko teraźniejszość... Przy okazji gry Zeldy opisane zostały liczne wspomnienia z dzieciństwa dziewczynek.

Dolan-Leach stworzyła niezwykły debiut. Akcja nabiera tempa jak rozpędzający się pociąg i wraz z każdym przebytym kilometrem jest coraz ciekawiej - czytelnik ogląda "krajobrazy', czyli ciekawych, barwnych choć czasami dość oryginalnych i myślących inaczej bohaterów; akcję rodem z najlepszych detektywistycznych dzieł znanych pisarzy oraz zagadkę na miarę hitu! Tu każda strona jest niespodzianką, zagadką i niezwykłą przygodą. A finał... No cóż, jakby to ująć - doznałam zaskoczenia co świadczy chyba tylko o tym, że to wyśmienita uczta literacka. W książce sporo miejsca poświęcono snującej się od lat rodzinnej tajemnicy oraz prawdy, która... zabija.


Podsumowując - "Martwe listy" to świetny thriller psychologiczny, który pozwala pobawić się w detektywa, który skrupulatnie i z niepokojem odkrywa kolejne elementy układanki stworzonej przez przestraszoną swą niepewną przyszłością dziewczynę. Od czasu lektury inaczej już patrzę na alfabet...



Książka przeczytana w ramach wrześniowych wyzwań: Pod hasłem, Wspomnienia z wakacji, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję




wtorek, 23 czerwca 2015

Katarzyna Michalak "Nie oddam dzieci"




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: kwiecień 2015
Liczba stron: 256
Seria: Z czarnym kotem










Niedawno jedna sympatyczna osoba napisała mi fajną rzecz, że odbiór książki zależy od tego, czego po niej oczekujemy, czego w niej szukamy i jaki mamy nastrój. I ja się z tym całkowicie zgadzam. Czytałam już piętnaście książek Katarzyny Michalak - jedne oceniam nieco lepiej, inne nieco gorzej, ale wszystkie miały w sobie coś, co uwalniało mnie od świata rzeczywistego i od jego problemów. A o to chyba chodzi z czytaniem książek, prawda?

W dotychczasowych powieściach autorki spotkałam się z rozbudowaną akcją, wielowątkowością. Jednak tym razem książka ma bardzo okrojoną, podstawową wręcz fabułę. Oto znany i szanowany lekarz - doktor Michał Sokołowski - poświęca się całkowicie pracy. Wciąż tylko praca i praca... Rodzina jest spychana na boczny tor. Owszem, jest to człowiek, który ratuje ludzkie życie, który pomógł wielu osobom, ale przecież ma dom a w nim czekającą wciąż na męża żonę i troje dzieci... A w drodze czwarte... Tyle, że on tego nie zauważa. Nie docenia faktu, że ma do kogo wrócić. Że żona czuje się samotna. A wreszcie, że nastaje dzień trzecich urodzin najmłodszego synka - Antosia, który ma zmienić całe ich życie... Jeszcze tego nie wiedzą, ale za kilkadziesiąt minut, za kilka... dwóch szalonych, naćpanych facetów z blondynką na doczepkę będzie dla zabawy wyprzedzało tira na zakręcie... A zza niego wyłoni się autko prowadzone przez Martę Sokołowską. Kobieta i jej synek nie będą mieli szans. Widokiem zmasakrowanego ciałka dziecka będzie zszokowanych wiele ludzi, którzy często stykają się ze śmiercią, ale ten obraz będzie ich prześladował.

Marta nie poznała prawdy o synku siłą woli utrzymując się najdłużej jak potrafiła przy życiu, bo przecież pod jej sercem biło maleńkie serduszko. Czy małego człowieka uda się uratować? Jak zareaguje doktor Sokołowski na wieść o tym, że właśnie uratował życie Tadka Marszaka, człowieka, który pozbawił go ukochanych osób? Czy wiedząc o tym przed operacją, też by go uratował? A przecież na innej szpitalnej sali leży Alfred Niro, podstępny i żmijowaty współwinny. Chyba nie jest trudno domyślić się jak czuje się ten mężczyzna... Rozpacz, szok, wściekłość, żal że nie poświęcił im kilka sekund więcej, kiedy przyjechali do szpitala, by mógł synkowi złożyć życzenia... Gdyby podarował im te sekundy... Gdyby jego przyjaciel nie zastawił jego samochodu, może mieliby większe szanse... Gdyby, gdyby, gdyby... Gdybanie to już jedyne co pozostało, ale nie wróci życia Marcie i Antosiowi. Jak przekazać wiadomość pozostałym w domu z rodziną dzieciom, które czekają na imprezę urodzinową brata...

Autorka skupiła się w tej książce na jednym temacie (wypadek samochodowy), ale za to spowodowała taki ogrom przeżyć, że można odczuć wyprucie wręcz z emocji. Pokazała prawdziwą twarz ludzką: tragedia rodzin ofiar, niezbyt właściwe zachowanie rodziców czy ciotek (odrzucenie Michała i obwinianie go o tragedię), szukający sensacji dziennikarze i ludzie z dalszego otoczenia, którzy niejednokrotnie chcą pomóc, tylko nie wiedzą jak i tylko pogarszają sprawę, aż wreszcie twarz sprawców... Zimnych, nieczułych, którzy tylko liczą na wyjście obronną ręką z sytuacji, w której pozbawili życia innych ludzi. A polskie prawo, taka jest prawda, nie nakłada stosownych kar za takie przewinienia.

Na przykładzie osoby głównego bohatera poznajemy też nieszczęsny męski honor, który nie pozwala mu prosić o pomoc... Czym to się skończy? Czy Michał w porę się opamięta i dotrzyma obietnicy żonie, że nie odda dzieci? Bardzo podobała mi się postawa najstarszej córki Sokołowskich - trzynastoletniej Mai, ileż mogą unieść barki takiego dziecka? Jak bardzo będzie chciała zachować w całości tę resztkę rodziny, która jej pozostała... Dzielna dziewczynka.

Ta książka jest inna. Nie jest słodką obyczajówką, która daje kobietom przyjemne chwile z lekturą. Nie jest hitem, który zdobędzie nagrody. Jest krytykowana, ale ja uważam że mimo wszystko jest potrzebna (i pod tym kątem ją oceniam, jako bardzo dobrą). Jest przestrogą, która może zwróci uwagę choć jednego kierowcy na przydrożny krzyż, na niebezpieczny zakręt, na chwilę gdy noga dociśnie pedał gazu tuż przed nim... Może jednak zwolni i uratuje choć jedno życie... Może choć jedna rodzina nie będzie przeżywała tak ciężkich chwil jak Sokołowscy. Narkotyki, alkohol, nieliczenie się z nikim i co może pieniądz - o tym też przeczytamy w "Nie oddam dzieci".

Powieść opiera się na całej gamie uczuć: miłość, przyjaźń, współczucie, rozpacz, bezsilność, ale są też mocniejsze akcenty w postaci harpii z rodziny i z mediów... Bardzo podobała mi się postać pani adwokat - rewelacyjna, choć chwilami ostra bohaterka, która nadała zupełnie inny wydźwięk tej książce i wprowadziła powiew świeżości i humoru. Bardzo ucieszyły mnie wieści z życia bohaterów, które dotyczyły wydarzeń mających miejsce w dwa i pięć lat później. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw... Wciąż zastanawiałam się, czy ulubione słowa mojej cioci, że "Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy" będą i w tej powieści miały zastosowanie, ale o tym przekonajcie się już sami.



P.S. Publikację celowo ustawiłam na dziś - Dzień Ojca a główny bohater jest właśnie samotnym ojcem...


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki


Za książkę, po wielu perypetiach :)
dziękuję Autorce
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...