Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AD REM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AD REM. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 stycznia 2017

Magdalena Woźniak "Gniazdo żmij. Rzecz o laborantach z Karkonoszy"




Autor: Magdalena Woźniak
Wydawnictwo: Ad Rem
Data wydania: grudzień 2016
Liczba stron: 118
Seria: Z Biblioteki Ducha Gór



Książka nagrodzona w I edycji Konkursu Literackiego "Z Biblioteki Ducha Gór"


Jak świat światem zawsze dochodziło do zatargów, zazdrości i knucia. Nie inaczej jest wśród karkonoskich zielarzy (czyli laborantów), lekarzy i aptekarzy. Wciąż się konfliktują uważając, że ich rzemiosło jest ważniejsze. W Wigilię Świętego Jana co odważniejsi zielarze udawali się na Białą Łąkę, do ogrodu Ducha Gór, po cenne zioła do wyrobu leków. Jednak nie każdy, nawet najzdolniejszy laborant, mógł wstąpić do cechu - nie dość, że kandydaci musieli przejść trudny egzamin to koncesji wydawano tylko trzydzieści. A wszystkiemu winna tamtejsza władza.

W ten oto świat skonfliktowanych mężczyzn chce wkroczyć Agnes, córka doskonałego zielarza. Ubolewa, że jest kobietą a przecież bardzo by chciała zajmować się ziołami i pomagać ludziom... Tworzyć nalewki, maści, napary... Dziewczyna ma jednak ważniejszy dylemat - sercowy - dwóch młodych, buńczucznych mężczyzn zaczyna się nią interesować, jednak nie z każdym może się związać. Dlaczego?

Ta książeczka to bardzo nietypowa pozycja - łączy w sobie historię, trochę legend z rejonu Karkonoszy, miłość, rywalizację a i wątek kryminalny się pojawia. Jest zaklinacz węży, niepełnosprawny chłopiec, jarmark świętojański oraz tajemnicze specyfiki zielarzy i medyków. Na deser wspomnę, że kluczową rolę odgrywa tu diabeł ryfejski, który nieźle zamiesza czytelnikom w głowach. Ale jaka jest prawda o nim? Dowiecie się już z lektury.

Opowieść autorstwa Magdaleny Woźniak (znanej nam blogerki Pani_Wu) jest niewielkich rozmiarów a zawiera w sobie wiele cennych rad, porad i historii prosto z życia. Uwielbiam książki z tajemnicami w tle - a tu ich nie brakuje :)
Jednak nie mogę zdradzić zbyt wiele, byście sami mogli odkryć jak to z tym diabłem naprawdę było...

W zamian, mam dla Was coś innego - zadałam Magdzie 5 pytań, dzięki czemu wyszedł mi taki wywiadzik:



1. To bardzo nietypowa pozycja - połączenie fascynacji regionem, historią i .... no właśnie, jakbyś określiła trzeci trzon "Gniazda żmij"?

Zielarstwo. Wiedza o tradycjach ziołolecznictwa w Karkonoszach pochodzi ze źródeł archiwalnych, spisanych w języku niemieckim. Zupełnie hobbystycznie, społecznie i ku ogólnemu pożytkowi, transkrypcją tekstów zajmuje się pan Ulrich Junker, Niemiec, który co jakiś czas przyjeżdża do Jeleniej Góry, przeszukuje archiwa i ślęczy nad dokumentami. Rozszyfrowuje odręczne pismo i przy pomocy komputera zapisuje treść po niemiecku. Wtedy może się za tekst zabrać tłumacz, którego dokument interesuje.

W taki sposób ogólnie dostępne stały się informacje na temat zielarstwa w Karkonoszach, które przybrało rozmach na niesłychaną skalę. Ten fenomen, którego rozkwit przypadł na XVII i XVIII wiek nie ma sobie równych na całym świecie. Ponieważ zielarstwo było domeną prostych ludzi, oczywiste jest, że obrastało w ceremonie i wierzenia, adaptowało lokalne legendy dla celów ziołolecznictwa oraz zielarstwo wplatano do legend, choćby nazywając Ducha Gór korzennikiem.
Informacje o karkonoskich zielarzach, których nazywano laborantami, pochodzą między innymi z zapisków ludzi podróżujących w rejon Karkonoszy (w XVIII wieku pojawiła się moda na pamiętniki), dokumentów cechowych, wyciągów z ksiąg zmarłych, papierów dotyczących gruntów, budynków oraz koncesji, czyli pozwoleń na wykonywanie zawodu, a także przepisów na leki.
Zależało mi, żeby zawartą w noweli historię umieścić w czasach, kiedy działalność laborantów była w pełni rozkwitu, a ich wyroby znano na dworach całej Europy. Pomyślałam, że przy okazji rozrywki, jaką niesie kryminalny wątek, czytelnik dowie się trochę nowych i ciekawych rzeczy o naszym regionie, jednak nie będzie to suchy artykuł w periodyku naukowym.

Kto zna treść artykułów, napisanych przez dr historii Przemysława Wiatera, na podstawie jego własnych tłumaczeń jeleniogórskich archiwaliów oraz artykułów Henryka Wańka ten wie, że postać Jacoba Grossmanna stworzyłam opierając się na opisie Melchiora Grossmanna, sporządzonym przez anonimowego autora, w wydanej w Lipsku w roku 1703 książce pt. "Śnieżka pełna cudów opisana przez znanego Ślązaka" ("Wundervollen Schneekoppe von einem Bekannten Schlesier").
A kto nie zna i nie wie, poznaje tę barwną postać na kartach książki i zastanawia się, czy był w ogóle ktoś taki? Mogę więc powiedzieć, że tak, to postać w pewnym stopniu prawdziwa. Oczywiście książkowy Jacob wyszedł mocno poza ramy pamiętnikarskiego opisu. To, czego nie zanotował kronikarz, dopowiedziałam sama.


2. A skąd pomysł na taką akurat opowieść?

Fenomen laborantów tak bardzo mnie zafascynował, że zaczął żyć własnym życiem w mojej głowie. Szperałam w poszukiwaniu informacji i zastanawiałam się, jak mogło wyglądać wtedy życie tych ludzi. Omotali mnie całkowicie i zdawało się, że szeptali do ucha: „Napisz o nas, napisz”.
A kysz!” – wołałam. – „Ja nie mam czasu, pracuję, mam stosy klasówek do sprawdzania.” Nie odpuszczali. Mówili: „Pamiętasz opowieści o pradziadku Kazimierzu?”. No i tu mnie mieli, bo jakże mogłabym zapomnieć opowieści mojej śp. Babci o jej teściu, a dziadku mojej śp. Mamy, który w wioseczce na Kresach Wschodnich leczył ludzi ziołami. A tak potrafił to robić, że powiadano, iż niemal dokonywał cudów. Jego przepisy na mieszanki ziołowe zachowała moja Babcia, ale niestety rozdała potrzebującym, zamiast przepisać i udostępnić kopię. Kiedy pytałyśmy o to Babcię odpowiadała: „To żaden problem, ja wszystko pamiętam!”. U babci w domu zawsze były zioła na różne dolegliwości, moja mama też najpierw parzyła zioła, a dopiero potem rozważała wizytę u lekarza.
Pomyślałam wtedy, że coś w tym jest, w tym życiu w zgodzie z naturą, w szukaniu leków na własnym polu, w ogrodzie, w lesie. Uznałam, że laborancka profesja, zapewne przez niesienie ulgi w cierpieniu, w jakiś sposób łączy wszystkich ludowych zielarzy, na całym świecie.
W wyniku II Wojny Światowej i decyzji, które zapadły po jej zakończeniu, moja rodzina, jak i wiele podobnych, została przesiedlona z Kresów na Dolny Śląsk. Pradziadek zmarł przed końcem wojny i został pochowany w Kobryniu. A tu, wszystko było nowe, inne, ale tutaj także rosły i rosną zioła, które przynoszą ulgę w cierpieniu.


3. Opowiesz jak wyglądał Twój warsztat pracy?

A to nie jest nic specjalnego – biurko, komputer, dysk pełen informacji między innymi o ziołach, budynkach, ubraniach, przedmiotach codziennego użytku na Dolnym Śląsku w minionych wiekach i dużo, dużo więcej, bo i zdjęcia obrazów malarzy, którzy uwieczniali dolnośląskie pejzaże czy żyjących tu ludzi, zdjęcia z Karkonoszy dla pobudzenia wyobraźni, ponadto półki z potrzebnymi książkami o ziołach i o regionie, a także internet dla konsultacji. Tyle. Kilka lat temu z okna pokoju, w którym piszę, widziałam Śnieżkę, ale teraz już zasłoniły ją nowo wybudowane domy.

4. Długo pisałaś swoją pierwszą samodzielną książkę?

Netto czy brutto? ;)
Od chwili, kiedy pojawił się pomysł, do stanu ukończenia realizacji i wysłania tekstu na konkurs minęło kilka lat, ale ja nie zajmowałam się książką cały czas. Pracuję zawodowo, mam różne obowiązki, bywały tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie zaglądałam nawet do tekstu. Potem wracałam i wywracałam go na lewą stronę, zaczynałam od początku, ale inaczej.
Pierwsze koty za płoty, prawda? :)
Nie umiem określić ile było samego pisania, nie liczyłam. No i pytanie, z poszukiwaniem informacji, czy bez? :) Tropienie skrawków informacji jest bardzo czasochłonne, nawet dysponując takim narzędziem jak internet. Poświęciłam temu bardzo, bardzo dużo czasu.

5. Wydanie książki, wygrana w konkursie to chyba rozbudziło Twój twórczy apetyt. Myślisz nad drugim "literackim dzieckiem"?

Tak, myślę nad kontynuacją. Niektórych wątków w opowieści nie domknęłam, celowo zresztą. Początkowo miałam przygotowany projekt na dużo większą rzecz, ale wymogi konkursu zmusiły mnie do pominięcia wielu wydarzeń, powiązań i pomysłów. Zamierzam opowiedzieć o nich w następnej części, która będzie dalszym ciągiem przygód bohaterów „Gniazda żmij”.

Zatem trzymam kciuki za wenę i życzę powodzenia! Dziękuję też za minuty poświęcone na ten wywiadzik :)




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 12 u Wiedźmy, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

środa, 16 kwietnia 2014

"Lato Moralnego Niepokoju" - zbiór opowiadań




Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Poligrafia AD REM
Data wydania: 2013
Liczba stron: 230











Ktoś, kto czytuje mój blog zapewne dziwi się widząc recenzję opowiadań, bowiem nie jestem ich wielbicielką i notki tego typu pojawiają się bardzo okazjonalnie. Czym skusiło mnie "Lato Moralnego Niepokoju"? Już  sam tytuł sprawił, że czułam się zaintrygowana i pytałam samą siebie "dlaczego akurat taki tytuł"? Czego dotyczą niepokoje i dlaczego zaplątana jest w to moralność? Najlepszym sposobem było naoczne sprawdzenie niniejszej pozycji książkowej, co też i właśnie zakończyłam czynić. Oto rezultaty.

Zbiór składa się z trzynastu opowiadań, które są dość zróżnicowane pod względem gatunkowym i tematycznym. Każdy czytelnik, który sięgnie po lekturę znajdzie coś dla siebie, bowiem autorzy zadbali o dobre teksty dla wybrednych odbiorców. Jeśli nie spodoba Wam się romans ani obyczajówka, to może zaciekawią odmiany fantastyki. Jedno jest pewne - to naprawdę świetnie skonstruowana antologia, idealna na letnie chwile, gdy czasu między licznymi zajęciami mamy akurat na jedno opowiadanie. A o czym przeczytamy?

"Trąbka" Moniki Chodorowskiej jest historią ciężarnej kobiety, która mając do rozwikłania ogromny problem życiowy skupia się na śledzeniu tajemniczego mężczyzny. Nieumiejętne kłamstwa doprowadzają ją do mieszkania starszej pani, która opowiada jej historię swojego życia. Pod wpływem pani Leokadii Basia podejmuje decyzję, która wcześniej była dla niej niepojęta. Ale jak bardzo przydatne są czasem losy innych w unikaniu naszych własnych błędów?

"Noc na plaży" autorstwa Pawła Michała Szymańskiego to niespotykana analiza życia Maksa. Młody mężczyzna stracił niedawno żonę i nie może odnaleźć się bez niej w dalszym życiu. Nie potrafi pogodzić się z rakiem, który odebrał mu największe szczęście. Nie potrafi też zająć się pisaniem książki, wciąż wraca do swojej straty. Bólu nie umie ukoić nawet wierny pies, dlatego Maks zabiera przyjaciela i wyrusza nad morze, by poleżeć na plaży z piwem i porozmyślać. Spotyka tam kilka osób, każdą z innym podejściem do życia - a jego wnioski po rozmowie ze staruszkiem - zaskoczyły nawet ojca Maksa... Ale czasami najprostsze rozwiązania potrafią oczyścić i dać siłę.

"Yalla,Yalla" Zosi Calar przeniosło mnie we wspomnienia dotyczące pobytu w Egipcie. Z ogromnym sentymentem wróciłam, choćby  w myślach, do chwili gdy miałam okazję pojeździć na wielbłądzie... Autorka opowiada pustynną przygodę małżeństwa, które wybrało się na dwugodzinną wyprawę na wielbłądach. Jednak jak wiadomo zwierzęta bywają uparte i płochliwe... Jak się okazuje sam fakt, by wielbłąda dosiąść nie jest największym problemem bohaterki, pojawiają się większe. Oto po intrydze zostaje ona uprowadzona do wioski beduinów, A gdzie jest mąż? Co jest fatamorganą a co rzeczywistością? Gdzie zaczyna się sen i kończy jawa oraz odwrotnie...?

Ilekroć czytamy, słuchamy czy oglądamy o poczynaniach naszych posłów i senatorów mamy ochotę cisnąć w nich tekstem "obyście na bezludnej wyspie wylądowali". Jednak czy to nasze życzenie się spełniło czy też może autorka miała inny pomysł na tą okoliczność, ale jedno jest pewne - "Przeniesieni" Doroty Bury jest humorystyczną formą. Członkowie sejmu i senatu, ubrani w garnitury i garsonki znienacka pojawiają się na bezludnej wyspie... Jednak nikt z nich nie wie jak to się stało, każdy kładł się chyba spać... Poszukiwanie wody i żywności, tworzenie obozowiska - politycy próbują jakoś przetrwać ten czas.

Natomiast "Pokusa" Agnieszki Kunickiej dotyczy marzeń pewnego dyrektora spółki. Mężczyzna zaniedbuje żonę Magdę, ale ciekawym okiem spogląda na zastępczynię sekretarki z pięknym tatuażem skorpiona nad biustem. Jego marzenia przenoszą się z jawy do snów. Pojawiają się tam również panie z księgowości oraz Magda w towarzystwie wachlujących ją osiłków. Ale czy to na pewno sen? Warto marzyć, by potem zagubić się między sferami? Gdzie kończy się rzeczywistość?

Jak nie lubię fantastyki, to akurat opowiadanie "Staruchy" Bożeny Mazalik sprawiło mi radochę. Bardzo relaksacyjnie czytało mi się o staruszkach-kuzynkach, które uwielbiały spędzać czas na cmentarzu. Śledząc jednego menela, który włamał się do grobowca, Weronika postanowiła go tam zamknąć. Dlaczego obserwowały akurat ten grobowiec? Dojdziecie do tego poznając dwie kuzynki, które mieszkają w bardzo dziwny sposób - mają mieszkanie oficjalne i nieoficjalne, a do tego ich gościem bywa czasem Bolo Dostojny - krasnoludek. Starsze panie żyją ze złota, jednak jak długo...? To już nie zależy od nich. Od kogo? Jaki cyrograf podpisały? Do czego potrzebowały biochemicznych studiów Róży?

Przypadkowo spotkany podczas imprezy w nocnym klubie mężczyzna daje bawiącej się z nim kobiecie karteczkę. Jednak nie z telefonem, lecz miejscem  i datą spotkania. Kobieta pod pretekstem odwiedzin u odnalezionej w Internecie koleżanki opuszcza na weekend męża i dzieci i udaje się w nieznane. Para ludzi spędza ze sobą błogie godziny, odpoczywają w swoim towarzystwie na łonie natury. Każde z nich czuje się z drugim bardzo dobrze, lecz zdają sobie sprawę, że to czas wyrwany jednorazowo z normalnego i nudnawego życia. Czym zakończy się ich wspólny czas? Tego dowiecie się już z ciekawego opowiadania Hanki V. Mody - "Niewinność".

"Sen nocy letniej albo wieczory z Lilly" Jolanty Rawskiej trochę mnie rozczarował. Spodziewałam się romantycznego opowiadania a tutaj już sam tytuł jest zbyt długi i nieadekwatny zupełnie do treści. Wieczory z Lilly to jedynie facet z tarasu podsłuchujący i podglądający właścicielkę domu, w którym mieszka. Zazdrosna od zawsze żona go zostawia a jego uwielbienie do Lilly rośnie. Nie zrozumiałam morału z tej historii.


K.B. Ambroziak w "Ostatnim marszu czarnej królowej" opowiada o spotkaniu po latach dwóch kumpli ze studiów. Pisarz Laurence odwiedza w Holandii Arthura, jednak jaki jest cel jego wizyty? Początkowo to zwykłe spotkanie - wspomnienia, poranne bieganie, alkohol... Laurie przypadkowo nakrywa córkę właściciela domu na myszkowaniu w mieszkaniu kolegi. Jednak prawda jaką próbował wyjaśnić pisarz, dotyczy zupełnie innych sfer ich życia sprzed lat - ale co się tak naprawdę stało w przeszłości i jak daleko posunęli się bohaterowie...? Przecież różne są obiekty miłości...

"Dałem słowo człowiekowi" Krzysztofa Pochwickiego oraz "Letni niepokój" Staszka Taumaturga Kiersztyna pozwolę sobie zupełnie pominąć w swojej recenzji. Dlaczego? Otóż w przeciwieństwie do "Staruch" są to typowe przykłady gatunku fantastyki, której ogólnie nie czytuję, nie rozumiem i nie chcę błędnie interpretować.

"Eliksir" Magdaleny Niziołek-Kiereckiej przypomniał mi o czasach studiów, kiedy to sporo czasu spędzałam w świętokrzyskiem oraz przeniósł w czasy czytania bajek i legend. Każdy, niezależnie chyba od wieku i rejonu zamieszkania, słyszał kiedyś o Łysej Górze, Świętym Krzyżu czy Tokarni. To właśnie z bohaterkami opowiadania - Elą i Martą - odwiedzamy tamte miejsca. W dość sprytny sposób Ela nakierowuje trasę spaceru na samotny domek w lesie, gdyż oczekuje znalezienia tam zielarki i uzyskania magicznego eliksiru. Jednak nie każdemu jest dane zobaczyć i otrzymać... Czy Ela będzie uważała podróż za udaną? To naprawdę ciekawa historia z nutką magii. A i nie brak w niej zwykłego kota o niezwykłym imieniu - Bronia.

Ostatnie opowiadanie antologii, czyli "All inclusive" Magdaleny Woźniak zabiera czytelnika w podróż za granicę. Beata zostaje wkręcona przez własną matkę w rodzinny wyjazd na Białoruś. Odnalazła bowiem po latach swoją kuzynkę i postanowiły wyruszyć w rodzinne strony. Beata zgodziła się zostać organizatorką i przewodnikiem po Białorusi, ułożyła nawet program zwiedzania. A wszystko kosztem prawdziwego urlopu w raju, czyli wymarzonej Grecji. Autorka skupia się na relacjach rodzinnych, opisuje emocje i złote rady drugoplanowych postaci, a przede wszystko urzeka opisami, dialogami oraz zabytkami Białorusi. A zakończenie daje do zrozumienia, że czasem jest ważniejszego niż wyścig szczurów i wszędobylski materializm.

Antologia jest dla mnie naprawdę dużym wyzwaniem. Wolę czytać powieści i nic tego nie zmieni, gdyż w nich akcja trzyma w napięciu, przez setki stronic śledzę losy tych samych bohaterów i zasypiając pamiętam a czym były ostatnie rozdziały. Opowiadania nie mają w sobie tyle mocy sprawczej, gdyż czytając "Lato Moralnego Niepokoju" łapałam się na tym, że nie potrafiłabym wymienić z pamięci tytułów i treści poszczególnych dzieł. Może dlatego, że nie wszystkie wywarły na mnie większe wrażenie czy miały zbyt mało kojarzące się z treścią tytuły... Mimo to, książka podarowała mi wiele przyjemnych chwil z lekturą, bowiem każdy skrawek lektury nosi w sobie pokłady emocji i historie ludzkich istnień, które zwykle są przecież naznaczone nieszczęściami, marzeniami czy pragnieniami. Kolejnym plusem zbioru jest jego różnorodność, o której pisałam już na początku. Przecież nie musi podobać nam się całość, nikt nie jest omnibusem czy wielogatunkowcem. Jeśli chodzi o mnie, to z największym sentymentem będę wspominać osiem opowiadań, bowiem to one podarowały mi moc emocji i przemyśleń. Zgodnie z tytułem jest to świetna lektura na lato... a to już wkrótce!




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi II, 52 książki



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"


poniedziałek, 17 lutego 2014

Regina Chrześcijańska "Legendy o Duchu Gór"




Opracowanie tekstu: Regina Chrześcijańska
Ilustracje: Sebastian Penarski
Wydawnictwo: Poligrafia AD REM
Data wydania: 2012
Liczba stron: 32










Pamiętacie swoje dzieciństwo pełne bajek, baśni, podań i legend? Ja tak. Już jako trzylatka wiele bajek lub ich fragmentów znałam na pamięć, ponieważ o czytanie męczyłam wszystkich, którzy zbliżyli się do mnie i mieli chwilę czasu. Niektóre historie zapamiętałam bardziej, inne mniej. Jedne podobały mi się bardziej niż inne. Są takie, które znam do dziś. Ale przecież człowiek poznaje nowości przez całe życie, dlatego też dziś opowiem Wam jakie legendy poznałam dzięki kolejnej pozycji Wydawnictwa AD REM.

"Legendy o Duchu Gór" zawierają dziewięć rozdziałów, z których każdy jest odrębną legendą.
"Dlaczego Ducha Gór nazwano Liczyrzepą?" wyjaśnia młodym odbiorcom,
Duch Gór
jak bardzo jest to samotny mężczyzna, mieszkający w swoim pałacu wśród gór. Zwykli ludzie mają prostą receptę na samotność -  znalezienie bratniej duszy czy kochającej osoby. I to właśnie w tym kierunku postanowił działać Karkonosz. Kiedy już znalazł między ludźmi dziewczynę, która mu się spodobała, porwał ją do swojego pałacu. Jednak młoda Emma z czasem stawał się coraz smutniejsza i samotna, jak dawniej Duch Gór. Brakowało jej towarzystwa. Wymyśliła więc przebiegły plan, który ułatwił jej ucieczkę. Jaki to był pomysł i dlaczego związany z nazwą Liczyrzepa? Przeczytajcie legendę.

W legendzie "Duch Gór i mała zbieraczka kłosów" poznajemy dziewczynkę - Elizę, która by pomóc swojej matce, zbierała kłosy na polu pewnego gospodarza. Gdy zanadto zbliżyła się do snopka gospodarz zareagował bardzo porywczo i na pomoc Elizie zjawił się jeździec na ognistoczerwonym koniu. Gospodarz stracił swoje snopki a dziewczynka wróciła do domu z wieńcem z kłosów, który w rękach matki przemienił się w złoto.

"O tym, jak Duch Gór opiekował się sierotami" to opowieść o Marcie i Marcinie, którzy szukając rodziców  zabłądzili w lesie. Uśpione i zmęczone sieroty znalazł Duch Gór i postanowił im pomóc. W niedługim czasie pojawili się rodzice i zabrali je do ciepłego domu, choć w zupełnie innym miejscu.
Duch Gór i chora Kasia
Przez wiele lat rodzina żyła w szczęściu i miłości, aż do przedednia ślubu Marty. Wtedy to oboje poznali prawdę o swoich rodzicach. Jaką? Dowiecie się już z  legendy.

"Duch Gór i uczniowie z Jeleniej Góry" opowiada historię dwóch uczniów, którzy właśnie z Jeleniej Góry mieli udać się do Pragi. Jak to na jesień przystało trwały bowiem zapisy na Uniwersytet. W drodze, która prowadziła przez góry przyłączył się do nich pewien wędrowiec. Hilbert i Hubert zostali przez niego poproszeni o zaniesienie ciężkiego worka i kija do najbliższej gospody. Tam mieli się spotkać, a do tego czasu wędrowiec chciał trochę odpocząć na trawie. Jednak okazało się, że bramy miasta są już zamknięte i chłopcy musieli stawić się przed obliczem sędziego. Jakież zdziwienie ogarnęło wszystkich, kiedy zaczęli dochodzić do praw własności worka i kija... Polecam tę historię.

Duch Gór i Januszek
Trzy legendy o tytułach "Duch Gór i Januszek", "O Duchu Gór i Piotrku" oraz "O Duchu Gór i chorej Kasi" to historie  dzieci, które wychowywały się w biednych rodzinach. Niejednokrotnie brakowało na jedzenie i najprostsze potrzeby. Januszkowi zachorował ojciec, chłopiec na spotkaniu z Duchem gór otrzymał worek prosa, o który go bardzo prosił. Co w nim znalazł następnego dnia? Piotrek to syn ubogiego węglarza nieświadomy tego, że zabawki którymi się bawi to złote monety. Gdy ojciec podupadł na zdrowiu Piotrek musiał sprzedać kozę, by mieć na jedzenie. Jak to się stało, że koza w magiczny sposób nadal stała w zagrodzie a ojciec zdrowiał i obaj mieli co jeść? Kasia to dziewczynka z chorymi oczami, która z upływem czasu miała coraz bardziej tracić wzrok. Postanowiła o północy w Wigilię udać się z prośbą do Ducha Gór. Jednak wraz z nią pojawiło się na polanie trzy inne osoby. Każda z nich przedstawiła Karkonoszowi swoją prośbę. Czy prośba dziewczynki zostanie wobec tego wysłuchana? 

"Duch Gór - władca pogody" to króciutka legenda o wycieczce bogatego barona wraz ze swoimi gośćmi i świtą w góry. Gdy byli w pobliżu Wielkiego Stawu służący nie spełnili prośby chlebodawcy, by nie złościć Ducha Gór i szydzili z niego. Jak wiadomo burza w górach nie oznacza nic pozytywnego a skutkiem szyderstw była właśnie straszna burza. Komu i w jaki sposób udało się odpędzić chmury?
Duch Gór

"Duch Gór i czarodziejska różdżka" opowiada o pomocniku aptekarza, który miał swoje ogromne marzenia - chciał podróżować. Wiedział jednak, że to raczej niemożliwe, gdyż jest biedny. Pewnego dnia spotkał starca, któremu pomógł nieść wiązkę suchego drewna. Starzec nie miał czym się młodzieńcowi odwdzięczyć i dał mu jedynie jeden patyk. Kiedy młody aptekarz odkrył jego magiczne zdolności był ogromnie szczęśliwy.  Jak myślicie co potrafił patyk?


Wiem, że to niezbyt kulturalne i miłe z moje strony, że nie opisałam Wam całych legend, wraz z zakończeniami. Ale nie mogłabym zepsuć Wam zabawy, podczas osobistego czytania tej książeczki. Niby finały są do przewidzenia, ale sama świetnie się bawiłam podczas czytania poszczególnych rozdziałów córce.

Podsumowując tę niezbyt grubą, lecz jakże ciekawą książkę, nie mogę zapomnieć przede wszystkim o morałach. Każda z legend zawiera bardzo pouczające przesłanie, między innymi o uczciwości, szczerości, prawdzie i cierpliwości.Każdy z rozdziałów to osobna historia, która uczy młodych czytelników czegoś wartościowego. Wprawdzie w obecnych czasach nie żyjemy już w takich warunkach jak ludzie, o których mowa w tej pozycji, ale na przykładzie tych opowieści łatwiej jest dziecku wyjaśnić pewne idee. Ilustracje, to już właściwie standard tego wydawnictwa: są piękne, duże i kolorowe. Świetnie oddają urok tamtych czasów. Gorąco polecam "Legendy o Duchu Gór".




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi II, Grunt to okładka, 52 książki


Wszystkie zdjęcia pochodzą z książeczki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"


piątek, 7 lutego 2014

Maria Nienartowicz "Przygody Karkonoskiego Skrzata. Wiosenne porządki"



Autor: Maria Nienartowicz
Ilustracje: Ryszard Dąbrowski
Wydawnictwo: Poligrafia AD REM
Data wydania: 2007
Liczba stron: 26
Wiek dziecka: 3+










Maria Nienartowicz to znana mi już z dziecięcych publikacji autorka. Miałam przyjemność poznać już wspaniałe przewodniki dla najmłodszych, a dziś chciałam opowiedzieć Wam o kolejnej ciekawej pozycji autorstwa pochodzącej z Karpacza nauczycielki. "Przygody Karkonoskiego Skrzata" w listopadzie 2003 roku zdobyły I nagrodę w Konkursie Literackim zorganizowanym w Karpaczu.

Kiedy mija zima, w każdym mieszkaniu czy domu trwają wielkie porządki wiosenne. Czy to dorosły czy dziecko stara się jak tylko może wziąć udział w pożegnaniu zimy. Karkonoskie Skrzaty wcale nie działają inaczej. Kiedy tylko obudziły się z zimowego snu ruszyły do pracy, bo przecież trzeba posprzątać pieczarę, wykąpać się, a także panów poddać zabiegom golibrody a panie - fryzjerki. Każdy skrzat musi się przecież pięknie prezentować na powitalnym
przyjęciu Pani Wiosny. Nawet maluchy dzielnie pomagały rodzicom w przygotowaniach, którymi zarządzała oczywiście skrzacia mama. Męska część została
oddelegowana do zadania ze stołami - powinni zadbać, by było na czym siedzieć i gdzie postawić poczęstunek. Zaś jak się łatwo domyślić, damska część skrzaciej rodziny zajęła się wypiekami i napojami. Wścibinosek miał zorganizować koncert wraz z mową powitalną. W uroczystości pomagał kto tylko mógł: pszczoły, biedronki, świerszcze, trzmiele, muchy oraz ptaki. Kiedy już zjawiła się Pani Wiosna została ciepło przyjęta, a po krótkim poczęstunku wszyscy rozpoczęli żwawe pląsy na polanie.



Dźwięki niezwykłej uroczystości dotarły aż do skał, wśród których drzemał Karkonosz. Zdumiony postanowił sprawdzić jaką to okazję przegapił. Kiedy dotarł na polanę zaskoczył go miły widok tańczącego, wielobarwnego korowodu. Miał okazję obejrzeć również zawody w skokach rozgrywane między zajączkiem i pasikonikiem. Kiedy Karkonosz ujawnił swoją obecność na polanie, wśród niektórych gości dało
się wyczuć strach. Jednak skrzaty wiedziały, że Ducha Gór bać się nie należy, jest on bowiem doskonałym przewodnikiem i przyjacielem. Skrzaty poczęstowały gościa ciasteczkami a on w rewanżu zaproponował zachwyconym maluchom wycieczkę do swojego górskiego królestwa. Skały Pielgrzymy, czyli cel ich podróży,
roztoczyły przed skrzatami niezwykłe widoki: obserwatorium na Śnieżce, wyciąg na Małej Kopie, a także polanki i wzgórza. Na szczycie skał Karkonosza maluchy otrzymały też świetną lekcję zachowania się w górach: nie wolno biegać i skakać po skałach, należy zachowywać się ostrożnie, gdyż chwila nieuwagi może skończyć się wypadkiem. Duch Gór pokazał też niecierpliwym malcom jaki sprzęt jest potrzebny do prawdziwej wspinaczki skałkowej: laski, czekany, liny, kaski oraz odpowiednie buty.

Kiedy dzień chylił się zachodowi Karkonosz odprowadził skrzaty bezpiecznie do domu. Maluchy przekrzykiwały się wręcz w "ochach" i "achach" chcąc oddać bliskim atmosferę i przeżycia minionego popołudnia. Na koniec ich przewodnik udzielił im jeszcze ważnych wskazówek, dotyczących kolorów tras w górach (szlak czerwony, czarny, zielony, żółty i niebieski) oraz map i drogowskazów - bezwzględnie trzeba czymś się kierować podczas wędrówek wysokogórskich. 
Jednak po pewnym czasie skrzaty zatęskniły za górami i by uradować swoje
pociechy, rodzice zaproponowali wycieczkę do Dobrego Źródła. Miejsce to ma dla rodziny skrzaciej szczególne znaczenie. A że woda z tego źródła ma magiczną moc wszyscy, którzy chcą mieć szczęście w życiu i miłości biegają wokół niego siedem razy z wodą w ustach. Nie jest łatwe zadanie. Czy skrzacikom się uda?

Książeczka z Wydawnictwa "AD REM" ponownie zauroczyła mnie swoją zawartością. Urokliwe i kolorowe ilustracje, które świetnie przemawiają do dzieci (sprawdziłam na własnej pociesze), śmieszne wtrącenia w nawiasach wywołują faktyczny uśmiech a dodatkowo cała historia mająca zainteresować najmłodszych wędrówkami po górach. Z opowieści można dowiedzieć się również jak powinniśmy przygotować się do nadejścia wiosny a ponadto autorka sprytnie ukryła w poszczególnych rozdziałach coś pouczającego. Warto zapoznać się z tą książeczką.




Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi II, 52 książki


Wszystkie zdjęcia pochodzą z książeczki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"


poniedziałek, 11 listopada 2013

Przemysław Żuchowski "Droga do domu"




Autor: Przemysław Żuchowski
Wydawnictwo: Poligrafia AD REM
Data wydania: 2012
Liczba stron: 310











Przemysław Żuchowski to kolejny polski autor, o którym słyszało zapewne niewielu. Powód jest prozaiczny - nie jest to typowy pisarz. Z wykształcenia pielęgniarz, pracuje w ratownictwie medycznym a czas wolny poświęca na wędrówki po górach i jaskiniach. Szczególną miłością darzy Karkonosze i Góry Izerskie, w których to poszukuje znaków walońskich oraz nieodkrytych tajemnic. Z tych właśnie pasji narodziła się ta książka.

"Droga do domu" podzielona jest na trzy części: Osada, Strażnik oraz Polowanie. Czytelnik poznaje w nich życie ludzi zamieszkałych tereny obecnej Szklarskiej Poręby w 1675 roku, a także ich problemy, które z pozoru mogą wydawać się błahe, jednak rozwiązanie niejednokrotnie wymaga nie lada sprytu i mądrości. Głównym bohaterem książki jest Walon, który postrzegany jest jako odludek, gdyż mieszka w sporym oddaleniu od innych chat a jego zajęcie i źródło utrzymania to zbieranie kamieni szlachetnych oraz ziół. Walon jest potomkiem poszukiwaczy złota, którego wychował Marcel - Strażnik Waloński. Jest on człowiekiem o dobrym sercu, który chce każdemu pomóc i nie potrafi zrozumieć dlaczego ludzie z osady są tak wrogo nastawieni do okolicznych wilków.

Autor pokazał czytelnikowi relacje człowiek-wilk i to z punktu widzenia obu stron. Dość niezwykłe są spisane uczucia, emocje i myśli, które pojawiają się w umysłach wilków, zwłaszcza tych wysuniętych na pierwszy plan: Army i Proka. To wilcze małżeństwo w wyniku nagonki ludzi, straciło swoje młode i postanowiło się zemścić. Jednak atak na osadę zaplanowała także wataha Czarnego. Co wyniknie ze spotkania ludzi z wilkami? Czy dojdzie do walki pomiędzy watahami?

Dodatkowych emocji dostarcza czytelnikowi młody chłopiec - Gucek, który zafascynowany górami i opowieściami Walona, postanawia sam wyruszyć na wyprawę. Nie zdaje sobie sprawy jakie konsekwencje niesie za sobą taka decyzja. Czy zagubionego chłopca uda się odnaleźć? Kto pomoże Walonowi w poszukiwaniach? Czy mężczyzna okaże się być prawdziwym Strażnikiem walońskiego skarbu i przyjacielem wilków? Czym taka przyjaźń się objawia? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie oczywiście w książce.

Mnie ta opowieść nie powaliła na kolana. Owszem autor miał ciekawy pomysł na opisanie życia ludzi w tamtym okresie, ich relacje z dzikimi zwierzętami oraz radzenie sobie w różnych trudnych sytuacjach. Jednak chwilami bardziej przeżywałam problemy wilków niż ludzi. Żałowałam, kiedy zostawały ranne czy traciły małe. Książka nie zaskoczyła mnie czymś ciekawym, nawet znalezisko Walona czy poszukiwania Gucka nie wywołały burzy emocji. Nie każda lektura jest dla każdego czytelnika. Ta widać nie ma w sobie takiej historii, która sprawiłaby, że jeszcze długo będę o niej myśleć. Mimo swej magii, tajemnic i czaru Ducha Gór nie będę wielką fanką tej lektury. Ot, opowiadanie na tu i teraz. Jednak jeśli kogoś zainteresowały przeżycia Walona oraz Proka i Army to zachęcam do przeczytania "Drogi do domu", bowiem w grudniu na rynku wydawniczym pojawi się kontynuacja opowieści.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Wyzwanie miejskie, Z literą w tle, Book z nami (1,5 cm), Polacy nie gęsi II, Debiuty pisarskie, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"


poniedziałek, 9 września 2013

Małgorzata Lutowska "Skarby drzewa"




Autor: Małgorzata Lutowska
Wydawnictwo: Poligrafia AD REM
Data wydania: listopad 2009
Liczba stron: 207











Małgorzata Lutowska to urodzona w Cieplicach przewodniczka sudecka, ale pracowała również jako nauczycielka języka niemieckiego. Kolejna książka w dorobku literackim Pani Małgorzaty "Skarby drzewa" to książka adresowana głównie do młodzieży, lecz śmiało mogę polecić ją dorosłym odbiorcom, którzy nie zawiodą się na przygodach jakie przeżywają młodzi bohaterowie. Powieść jest elementem projektu "Moja Mała Ojczyzna", którego celem jest wzbudzenie wśród młodzieży ponadgimnazjalnej potrzeby na poznanie miejsc, które ich otaczają.

Kuba przyjechał z Opola do cioci Agaty i wujka Zbyszka oraz swoich kuzynów Darii i Marcela. Mieli wspólnie wybrać się na górskie wędrówki, jednak mimo tego, że ciocia Agata miała na lipiec obiecany urlop, musiała dokończyć projekt. W oczekiwaniu na upragnione wycieczki chłopcy wypełniali sobie czas wirtualnymi grami na komputerze. Żaden z gimnazjalistów nie chciał poświęcić czasu młodszej od nich Darii, przez co dziewczynka stała się złośliwa i po kolejnym konflikcie pilnowała czasu, wyznaczonego im przez tatę. Pół godziny upływało o 21:14, jednak na kilka sekund wcześniej chłopcom udało się zakończyć piąty poziom gry. Wywołało to oczywiście falę euforii. Kiedy wybiła 21:14 Daria wcisnęła przypadkową kombinację klawiszy na komputerze, by wyłączyć grę bratu i kuzynowi, jednak efekt tego co się stało wprawił młodzież w zdumienie. Na ekranie pojawił się bowiem tekst zapraszający ich do właściwego finału gry, który ma odbyć się w rzeczywistości a nie wirtualnie. Etap ten nazywa się "Trees jewels", czyli "Skarby drzewa" a jego celem jest odnalezienie Książęcej Szkatuły! By mieć szansę na odnalezienie skarbu, należy odszukać we wskazanych miejscach wskazówek i odpowiedzi wpisać jako hasło. Jeśli będzie ono poprawne, to o 21:14 jutrzejszego wieczoru ukaże się następna dokumentacja i nowe podpowiedzi, gdzie szukać słów niezbędnych do przejścia do kolejnego etapu gry.

Zafascynowana trójka młodych ludzi postanowiła przystąpić do tej niespodziewanej gry terenowej. Po przejściu wstępnej weryfikacji na ekranie ich komputera pojawił się film, a głos narratora przeniósł ich do przeszłości. Na koniec projekcji pojawiły się też wskazówki, niezbędne do uzyskania hasła. Na następny dzień Kuba wraz z kuzynostwem zaplanowali wycieczkę terenową. Postanowili walczyć z zagadkami, bo bardzo chcieli odnaleźć szkatułę. Płynęły z tych wypraw same korzyści: czas spędzali na świeżym powietrzu, poznawali historię i zabytki miasta, nauczyli się rozmawiać z ludźmi, którzy mogli pomóc w zdobywaniu potrzebnych informacji. Bo nie zawsze Internet potrafił odpowiedzieć na wszystkie zadane przez nich pytania. Często, by uzyskać kolejny człon hasła, dzieciaki musiały posiłkować też wiedzą rodziców Darii i Marcela, którzy ze zdziwieniem odpowiadali na pytania. Najlepszym jednak sposobem zdobywania informacji była osobista wizyta we właściwym miejscu, potem ewentualnie potwierdzenie zdobytych wskazówek w Internecie. O ileż to mniej czasochłonne niż przeglądanie książek czy przewodników.

O etapach internetowej gry ani o kolejnych hasłach rozpisywać się nie będę, żeby nie psuć Wam świetnej zabawy podczas czytania książki. Każdy rozdział dostarcza czytelnikowi ogromnej dawki emocji, spowodowanych zarówno przez filmy przenoszące nas w przeszłość, jak i drużynę Gangstera i Hipisa, czyli przeciwników naszej dzielnej trójki. A jeśli dodać do tego jeszcze napięcie wywołane stresem, czy odnalezione wskazówki zostaną o 21:14 zaakceptowane, to tworzy nam się naprawdę niezwykły dreszczowiec.

Powieść wymaga od czytelnika nieco uwagi potrzebnej do kojarzenia faktów oraz do zapamiętywania szczegółów. Autorka ze szwajcarską precyzją opisała wiele zabytków Jeleniej Góry a opowieściami o losach Książęcej Szkatuły dała podstawy do wyobrażenia sobie życia ludzi w poprzednich wiekach. Myślę, że niejedno polskie miasto chciałoby mieć w swoim dorobku takie dzieło literackie. Jest to bowiem doskonały sposób na przybliżenie czytelnikowi miejsca gdzie mieszka, w sposób bardzo oryginalny i ciekawy. Zwłaszcza, że znajdziemy w książce liczne fotografie i szkice wspominanych miejsc.

Wszystkie zamieszczone w książce fragmenty tekstu, które są narracją filmów zostały wydrukowane inną czcionką, by móc łatwiej je odnaleźć. Na końcu powieści zaś, dołączono płytę CD, na której te historyczne opowieści czytane są przez uczniów.

Czytając "Skarby drzewa" czułam się jak detektyw, tropiący przygodę i analizujący ślady. Nieodzownym w takich przypadkach są też sytuacje trudne, na które napotykają poszukiwacze - na przykład zamknięty dostęp do danego miejsca, czy brak elementu, który zaginął podczas historycznych zawirowań. Jednak książka Małgorzaty Lutowskiej dała mi niesamowitą dawkę wrażeń i pozostaje mi tylko ją polecać.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na pytanie - jak zakończą się te poszukiwania... Tego już nie zdradzę. Powiem tylko, że nie takiego finału się spodziewałam i to podwójnie. Ponieważ kiedy już myślałam, że to koniec, okazało się, że autorka ma jeszcze coś w zanadrzu. Naprawdę niesamowicie przemyślana końcówka! A książeczka wyglądała tak niepozornie...



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Trójka e-pik, Wyzwanie miejskie,  Book z nami (1,1 cm), Polacy nie gęsi..., 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"


sobota, 3 sierpnia 2013

Zbigniew Rzońca "Plac czarownic"

Recenzja bierze udział w wakacyjnym konkursie dla syndykalistów




Autor: Zbigniew Rzońca
Wydawnictwo: Poligrafia AD REM
Data wydania: 2012
Liczba stron: 140













Zbigniew Rzońca to autor mało znany w naszym kraju. Dlaczego? Jest on bowiem lokalnym, jeleniogórskim dziennikarzem publikującym głównie w "Nowinach Jeleniogórskich". Jego artykuły możemy jednak znaleźć również w "Polityce" oraz "Wprost". Rzońca został nagrodzony za rzetelność w konkursie zorganizowanym w 2010 roku przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. "Plac czarownic" jest jego debiutem prozatorskim. Czy udanym? Zapraszam do przeczytania mojej recenzji.

W klasztornej piwnicy należącej do ojców pijarów dochodzi do włamania. Sprawcy zbeszcześcili trumny stojące w krypcie odrywając wieka, zrywając metalowe okucia i niszcząc inskrypcje. Ksiądz Marek, który odkrył włamanie, doznał olbrzymiego szoku na widok zniszczeń i nie potrafił zrozumieć kto i w jakim celu ich dokonał. Po chwili rozważań czy należy w tej sytuacji zawiadomić policję czy nie, ksiądz wystukał "997". Trumny okazały się być cennym zabytkiem, nawet z XVIII wieku i zagadka zaginionej tabliczki z jednej z nich stała się jeszcze bardziej intrygująca. Kto i dlaczego ją ukradł? I czego szukał w historycznych trumnach?
Kiedy rzeczniczka prasowa komendanta jeleniogórskiej policji wysłała do prasy komunikat dotyczący włamania, wywołał on falę nieprawdopodobnych zdarzeń... I to nie tylko na terenie Polski, gdyż okazało się ono mieć ogromne znaczenie również dla obywateli Niemiec i Rosji. Autor wspomina nawet samego Putina...

A zaczęło się od pewnego młodego i - pod wieloma względami - doskonałego Niemca, który w 1945 roku otrzymał zadanie - najważniejsze w swoim życiu. Martin Franz jako niezaprzeczalny as hitlerowskiego lotnictwa miał dostarczyć z Turcji niedużą skrzynkę. Mężczyzna nie wiedział co jest jego zawartością, jednak usłyszał że jest to tajna broń, która może być ostatnią nadzieją Hitlera. O ile początkowo lot przebiegał bardzo spokojnie, to kiedy Franz znalazł się gdzieś w okolicach Karkonoszy jego samolot został uszkodzony przez działka przeciwlotnicze. Świetnemu pilotowi udało się wydostać bez szwanku z samolotu i nawet wynieść skrzynkę. Ukrywał się w Jeleniej Górze pod nazwiskiem Stefan Hanc a tajemniczą przesyłkę ukrył. Co się z nim stało? Czy udało mu się przeżyć trudne historycznie czasy? Co się stało ze skrzynką?

Wracając do czasów współczesnych poznajemy człowieka, który przybywa do Jeleniej Góry w poszukiwaniu zawartości skrzynki, którą przewoził Martin Franz. Wysoki, pięćdziesięcioletni Eugen Stier zatrzymuje się w hotelu "Neptune" i rozpoczyna swoje śledztwo. Pomocy szuka między innymi u księży, w archiwum oraz u nauczycielki historii Magdy, z którą zresztą połączą go nie tylko poszukiwania. Eugen jeździ BMW, kaleczy język polski i pozwala myśleć o sobie jako o inwestorze. Czy przyczyni się to do odniesienia sukcesu? Na wszystkie pytania znajdziecie odpowiedzi w "Placu czarownic".

Książka jest klasycznym kryminałem, w którym znajdziemy i "trupa" i liczne poszukiwania, zagmatwane powiązania, tajemnice i zwroty akcji. Jest też facet szukający skarbów pod ziemią. Autor zwrócił nam uwagę na wiele podstawowych życiowych i codziennych problemów, na przykład brak koszy na śmieci czy miejsc do parkowania, a wszystko to okraszone ciekawym humorem i punktem widzenia cudzoziemca. Dzięki jego wędrówkom i przejażdżkom poznajemy miasto Jelenia Góra i jej okolice.
W "Placu czarownic" znajdziemy też sporo znanych i współcześnie żyjących osób, które mimo iż mają zmienione nazwiska od razu kojarzą się z pierwowzorami. Nawet nazwy partii politycznych można łatwo sobie przetłumaczyć na polską rzeczywistość. Ale nie martwcie się, polityki tu bowiem nie ma zbyt wiele.
Co mnie zaintrygowało? Czemu Rzońca nadał bohaterom wiele prostych nazwisk: Hokej, Lampa, Bułeczka czy Zimny.

Zakończenie, mimo iż spodziewałam się pewnych zawirowań podczas poszukiwań skrzynki Franza, było dla mnie totalnym zaskoczeniem. Chyba czekałam na oczywiste rozwiązanie tej tajemnicy... Książkę czyta się łatwo, szybko i przyjemnie. Można się pośmiać z polskiej rzeczywistości, poznać zależności w świecie polityki w kraju i na świecie. Uważam debiut autora za udany. Chętnie przeczytałabym kolejną jego książkę.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (0,6 cm), Debiuty pisarskie, Pod hasłem, Polacy nie gęsi..., 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"


niedziela, 14 lipca 2013

Maria Nienartowicz "Bajkowy przewodnik dla dzieci. Karpacz"





Autor: Maria Nienartowicz
Wydawnictwo: AD REM
Data wydania: 2011
Liczba stron: 96
Seria: Bajkowe Karkonosze













W drugiej połowie czerwca dzięki przewodnikowi z tegoż wydawnictwa zabrałam Was na wycieczkę do Szklarskiej Poręby. Jednak wakacje dopiero startują i przyda Wam się jakiś inny pomysł na wypoczynek. Dzisiaj zabiorę
Herb miasta
Was do Karpacza - dolnośląskiego miasta, leżącego u stóp Śnieżki. Jako trzyletnia dziewczynka byłam w Karpaczu z rodzicami, jednak w pamięci nie
zostały z tamtego wyjazdu jakiekolwiek wspomnienia. Trzeba to będzie nadrobić w przyszłości.
Maria Nienartowicz


Dziś po raz drugi naszymi sercami i umysłami zawładną Skrzaty, które pod wodzą Autorki - Marii Nienartowicz przeniosą nas w malownicze zakątki Karkonoszy. Jak przystało na przewodnik adresowany dla dzieci, zawiera on nie tylko opisy miejsc, które można zwiedzić, ale i świetne dodatki. Karpacz "ułatwią" nam zwiedzać kredki, notesik, skrzacie pocztówki, linijka oraz mapa miasta i okolic.


Podobnie jak w przewodniku opisywanym w zeszłym miesiącu, tak i tutaj młodzi turyści mogą zbierać pieczątki w różnych miejscach Karpacza. Są to m.in. restauracje, kawiarnie, księgarnia, biblioteka, aquapark, lodowisko a nawet biura turystyczne i piekarnia. Za cierpliwe odwiedzanie tych miejsc Skrzat może otrzymać Trofeum.


W przewodniku znajdziemy 14 propozycji na krótkie wycieczki, które zostały nazwane Wyprawami. Każda z nich pokaże nam coś nowego, unikatowego, coś co dostarczy nam wrażeń poznawczych i nie pozwoli się nudzić. Wyprawy te zaprowadzą małe Skrzaty do Muzeum Sportu, nad Zaporę na Łomnicy czy do centrum miasta, gdzie wznosi się niespotykana przecież w takim miejscu - granitowa góra o wysokości 726 m n.p.m. - Karpatka.

Krasnoludki zaprowadzą nas do Kotła Łomniczki, powspinają się po Kruczych Skałach, a także zjedzą kozi serek ucząc się jednocześnie, że będąc między zwierzętami należy zachowywać się cicho. Jedna z Wypraw zaprowadziła ciekawskie maluchy do rodzicielskiego Ogrodu pełnego ziół i kwiatów, gdzie maluchy uczyły się je rozpoznawać, a także wyrywać chwasty. W górach podczas wycieczek Skrzaty widziały wiele roślin będących pod ścisłą ochroną!


Co jeszcze znajdziemy w tym oryginalnym informatorze? Są tutaj przedstawione sylwetki osób, które są związane z Karpaczem, albo tu mieszkały albo tworzyły, są to głównie artyści.



Jednak większą część przewodnika stanowią jednak miejsca. Znajdziemy tu informacje dla rodziców, czyli typowe wiadomości pamiętane jeszcze z lekcji geografii (lub nie :P ) ale również historie opowiedziane maluchom przez Ducha Gór, językiem przystępnym i prostym.
Twórcy nie zapomnieli też o malowankach, grach i krzyżówkach dla najmłodszych.
Jedną z ciekawostek zawartych na kartach kolorowego przewodnika jest Najmniejsza ulica w Polsce.


Chyba nie jestem w stanie opowiedzieć o wszystkich zaletach przewodnika. Poza tym jestem nim tak zauroczona, że chyba nie dostrzegłabym minusów, nawet gdyby jakieś były.



Każdy zmęczony wędrowiec może się udać do jednej z reklamowanych restauracji czy kawiarni i posilić się przed dalszą drogą. Jeśli ktoś woli samodzielne pieczenie w domu - dla niego też Skrzaty przygotowały coś pysznego - przepisy na słodkości :)




O czym jeszcze opowiedzą nam krasnoludki? O pomniku Ducha Gór, Karkonoskim Parku Narodowym, o najwyższym szczycie Karkonoszy - Śnieżce oraz wizycie w miejscu, które spodobało im się chyba najbardziej - Miejskim Muzeum Zabawek. W Kotle Łomniczki Skrzaty na chwilę przystaną na Cmentarzyku Ofiar Gór z pamiątkowymi tablicami. Czyż te maluchy nie są kochane?


Serdecznie zapraszam do zapoznania się z magicznym przewodnikiem, który nie tylko pokaże nam ciekawe miejsca, ale również zainteresuje - czymś innym niż codzienne klocki i lalki - nasze pociechy.





Książeczkę przeczytałam w ramach wyzwań: Odnajdź w sobie dziecko, Book z nami (0,8 cm), Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"





Wszystkie zdjęcia pochodzą z przewodnika

środa, 19 czerwca 2013

Maria Nienartowicz "Bajkowy przewodnik dla dzieci. Szklarska Poręba"



Autor: Maria Nienartowicz
Wydawnictwo: AD REM
Data wydania: 2010
Liczba stron: 120
Seria: Bajkowe Karkonosze











Nasze codzienne życie i chęć poznawania nowych miejsc sprawia, że często podróżujemy. W zależności od tego co kto lubi, są to podróże po kraju lub po świecie. Jedni wolą morze, inni góry a jeszcze inni jeziora. Dziś przyjemność sprawię wszystkim tym, którzy uwielbiają polskie góry - Karkonosze.

Herb miasta
Dzięki przewodnikowi, który miałam właśnie okazję poznać przeniosę Was do Magicznego miasta Ducha Gór, czyli Szklarskiej Poręby.

Szklarska Poręba z lotu ptaka
Przewodnik jest adresowany do dzieci i to z myślą o nich znajdziemy w nim mnóstwo ciekawych dodatków, które są tak uwielbiane przez nasze pociechy. Opisywany egzemplarz zawiera kredki, notesik, karty do gry, linijkę z tabliczką mnożenia, pocztówki oraz mapa Szklarskiej Poręby z naniesionymi punktami, o których napisano w przewodniku.

Przewodnik z dodatkami


Informator jest podzielony na dwie strefy: lewą stronę każdej kartki zajmują  informacje, które zainteresują niemal każdego turystę przybywającego do miasta. Znajdziemy tam między innymi historię Szklarskiej Poręby wraz z legendami, ciekawostki dotyczące hut: leśnej i szkła, są też opisy licznych muzeów, Dinoparku, wodospadów, skał, wąwozów oraz gór.
Przed opisem każdego miejsca znajdziemy dokładną informację o tym, jak dotrzeć do niego z punktu Informacji Turystycznej: jak dojechać samochodem lub jakimi kolorami szlaków należy podążać.

Zadania dla dzieci - wybrane przeze mnie przykłady
Nasz wzrok przyciągają również zadania dla Skrzatów oraz okienka, w których jest miejsce na pieczątkę różnych obiektów. Dzieci zbierając te pieczątki mogą zdobyć Dyplom Karkonoskiego Turysty (za 5 pieczątek), Certyfikat Przyjaciela Karkonoskiego Skrzata (10 pieczątek) oraz Odznakę Karkonoskiego Skrzata (za 20 pieczątek).
Kilka miejsc gdzie można zdobyć pieczątki



Prawą stronę przewodnika zasiedliły Skrzaty, które pod okiem Ducha Gór - Karkonosza wędrują po Szklarskiej Porębie. Ich opiekun dzieli się z maluchami opowieściami i legendami o tym mieście, bardzo przystępnym językiem. Skrzaty odwiedzają między innymi Leśną Hutę Szkła, Chatę Walońską "Juna", słuchają historii o konwaliach, smoku Kraku czy Trzech Świnkach. Bardzo zżyłam się z sympatycznymi Skrzatami, bo jak nie polubić istotek o pięknych imionach: Mądrusia, Wścibinosek, Jagódka,
Zadziorek, Stokrotka i Wiercioszek. Opowieści Karkonosza nie są długie i nawet ruchliwe dziecko dotrwa do końca każdej z nich.



Przewodnik w wersji dla dzieci jest naprawdę świetnym pomysłem. Spodoba się nie tylko maluchom ale i ich rodzicom. Oprócz konkretnych informacji, które ułatwią rodzicom planowanie poszczególnych wycieczek, znajdziemy w nim również wiele ciekawych pomysłów na zabawę z pociechami. Trudno jest wymienić wszystkie części składowe przewodnika, ponieważ jest ich ogromnie dużo. Najlepszym rozwiązaniem jest po prostu do niego zajrzeć.
Nigdy w recenzji nie pisałam o cenie, jednak w tym przypadku uważam, że warto. Przewodnik o Szklarskiej Porębie - według ceny na stronie wydawnictwa - kosztuje 27,30
złotych. I jest całkowicie wart tej kwoty. Naprawdę warto zakupić go wybierając się w Karkonosze.













Książeczkę przeczytałam w ramach wyzwań: Odnajdź w sobie dziecko, Book z nami (0,8 cm), Pod hasłem, Polacy nie gęsi..., 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"




Wszystkie zdjęcia pochodzą z przewodnika.

wtorek, 11 czerwca 2013

Tym razem będzie krajoznawcza współpraca :)

W połowie maja odezwało się do mnie Wydawnictwo Poligrafia "AD REM", w osobie Pani Magdaleny. Jest to regionalne wydawnictwo z siedzibą w Jeleniej Górze. Zaproponowali mi współpracę, a ja po przejrzeniu ich oferty - zgodziłam się. Mają cudowne przewodniki dla dzieci!

Jako, że szóstego czerwca dotarła do mnie przesyłka, zatem mogę się pochwalić, że współpraca została nawiązana!
Pani Magdaleno - dziękuję :)



A oto bogactwo z paczki wyjęte:


Przewodniki, które będę recenzować (wtedy napiszę o szczegółach) a potem dostaną się w łapki córci:


Książki dla mnie:


A dodatkowo, jak widać na pierwszym zdjęciu, mnóstwo widokówek, zakładek, linijek i niespodzianek wewnątrz przewodników.

Zapraszam już wkrótce :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...