Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literackie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2025

Natasza Socha "Świąteczna mozaika"

 
 
 
 
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 13.11.2024
Liczba stron: 256
 
 
[reklama] barter Wydawnictwo Literackie 



Jeśli książki świąteczne to tylko autorstwa Nataszy Sochy! Dlaczego? Ponieważ nie są przesłodzone, przesycone czy nadmuchane lukrami, sztucznymi uczuciami, puszystym śniegiem albo uwielbieniem czasu, który nie dla wszystkich i nie zawsze jest miły w odbiorze. Bo to bzdura, że sami ten klimat sobie tworzymy. Czasem zwyczajnie nie mamy na to wpływu... To właśnie kocham w powieściach Nataszy, które mają premierę przed świętami - nie są bajkami, tylko realnymi historiami, z odrobiną dziegciu, ironii i mówienia wprost o problemach, wcale nie tak małego kalibru.
 
Bohaterką tej historii jest Jaśmina. Dziewczyna ma dwadzieścia trzy lata i wielką pasję - kocha piec ciasta i je dekorować. Pracuje w cukierni, w tym roku jeszcze bardziej cieszy się iż przed świętami ludzie zamawiają więcej, nie będzie bowiem miała czasu, by myśleć... Myśleć o chorobie mamy - Mariannę coraz bardziej pochłania Alzheimer i coraz mniej pamięta ukochaną córkę. Miesza fakty z przeszłości, wymyśla wydarzenia, które nie miały miejsca - Jaśmina jest tym przerażona. 
 
W zapiskach matki znalazła zapis o marzeniu, by pojechać do Wenecji i postanawia je spełnić, by Marianna chociaż duchowo odwiedziła to miejsce. 
Przepięknie dla Jaśminy, wspomnieniowo dla mnie - taka była ta podróż. Autorka doskonale oddała klimat miejsca. Dziewczynie towarzyszył pewien mężczyzna a ona sama nie tylko zachwycała się Wenecją, ale również wspominała... 
 
Zadawała sobie mnóstwo pytań... Zagadkowe zachowanie ojca, zapiski matki, jej słowa, te Wigilie, gdy jako mała dziewczynka jedynie co drugi rok miała tego dnia oboje rodziców... 

Kiedy znajdzie odpowiedzi na swoje pytania powstanie tytułowa mozaika. A możecie mi wierzyć, że to właśnie tajemnice rodzinne stanowią główny trzon tej opowieści. To one trzymają w napięciu.
Za momenty wzruszeń odpowiadają niewątpliwie drobiazgi tkane ze wspomnień Jaśminy, które dotyczą matki, dzieciństwa i chwil, gdy robiły coś razem. To już nie wróci, matka jej nie rozpoznaje...
 
Autorka zapunktowała nie tylko oryginalnością w tematyce, połączeniem przeszłości z teraźniejszością, wątkiem tajemnicy Marianny czy opowieścią o Wenecji. Zwróciła uwagę czytelnika na wiele ważnych tematów, choć nie mogę wspomnieć o wszystkich, bowiem byłby to zwyczajnie spojler. O czym mogę? O wykształceniu, które nie ma znaczenia jeśli ma się pasję, która pozwala by z niej żyć.
O błędach i winach, które nie zawsze pozwalają się całkowicie naprawić czy odkupić.
O dziewczynce, która nie rozumie zachowania dorosłych musi jednak zmierzyć się z ich decyzjami.


Strach, choroba, cierpienie, determinacja w dążeniu do prawdy a do tego cała gama uczuć na czele ze wzruszeniem i współczuciem. Próba pogodzenia się z rzeczywistością, z delikatnie świątecznym tłem. Zakończenie jest tak szokujące, że w głowie przewija się raz jeszcze cała fabuła, co pomaga zrozumieć niektóre wydarzenia. Gorąco polecam!






Książka przeczytana w ramach grudniowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję

 

środa, 18 września 2024

"Opiekunka marzeń" Agnieszka Krawczyk

 
 
Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 11.09.2024
Liczba stron: 358
 
 
 
[reklama] barter Wyd. Literackie
 
 
 
 
Agnieszka Krawczyk to krakowska pisarka, której wielbicielom powieści obyczajowych przedstawiać nie trzeba. Często bohaterowie jej historii uwikłani są w poruszające serce problemy a ich życie powiązane jest z naturą. Podobnie jest w "Opiekunce marzeń", ale od początku...
 
Prowadzenie własnej firmy nie należy do łatwych wyzwań, zwłaszcza gdy wymaga to porozumienia się z ludźmi a jak powszechnie wiadomo, nie zawsze da się wypracować kompromis. Mika doskonale zna ten problem, prowadzi bowiem firmę ogrodniczą i świetnie wie, że bywa różnie. Są klienci, którzy dają jej wolną rękę, byle ogród wyglądał wedle ich życzeń, inni poza żądaniami i dyrygowaniem mają też ciągłe pretensje. Mika z dobrego serca nie tylko sadzi, podlewa i pielęgnuje setki różnorodnych roślin, ale stara się również pomagać rodzinom u których pracuje w ich codziennych problemach. Rzekłabym, że ma niesamowity dar do obu tych rzeczy. Potrafi wysłuchać, doradzić... Dlaczego zajęła się pracą z roślinami a nie ludźmi...?
 
Odpowiedź jest prosta: sama boryka się z demonami. Demonem przeszłości w jej przypadku jest mężczyzna - Oskar, który pojawia się po latach i burzy spokój głównej bohaterki. Dlaczego przyjechał? Dlaczego właśnie teraz? Jaki jest jego cel? Jaka mroczna tajemnica ich kiedyś łączyła?
 
 
To powieść bardzo intrygująca i zaskakująca. Jak króliki z kapelusza autorka wyciąga kolejnych bohaterów, wydarzenia i tajemnice. Każda pojawiająca się postać wnosi do tej historii wiele życiowych prawd a ich problemy skłaniają czytelnika do refleksji, jak można podejść do ich rozwiązania. 

Z jednej strony obserwujemy bieżące "kataklizmy", jak o nich myślą poszczególni bohaterowie, choć nie zawsze dotyczą poważnych wydarzeń, z drugiej zaś zaglądamy w przeszłość Miki. Muszę przyznać, że nie miała lekko... Jej teraźniejszość to ogrody, klienci, przyjaciółka oraz Mat, mężczyzna próbujący rozwikłać tajemnicę swojego pochodzenia. Czy mu się to uda? 
 
Kiedy zaczynałam lekturę sądziłam, że kolejne strony przyniosą nieco inne wydarzenia, że nitki poszczególnych kłębków potoczą się w zupełnie innych kierunkach. Zostałam totalnie zaskoczona zarówno przeszłością Miki, jej dzieciństwem i skrywaną tajemnicą a później tematem, który stał się przedmiotem działalności iście detektywistycznej, czyli dzikimi adopcjami. 
Jestem zauroczona tą opowieścią. Zaczarowana ciekawie wykreowanymi bohaterami, ich losami, umiejętnością żonglerki słownej oraz darem rozwiązywania konfliktów przez jednych a ich namnażaniem przez innych. O szczęściu, miłości, odpowiedzialności i chęci niesienia pomocy.
Gorąco polecam! 



Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki




Za książkę dziękuję



środa, 11 września 2024

"Opiekunka marzeń" Agnieszki Krawczyk ma dziś premierę!

11.09.2024


Dziś dzień premiery najnowszej powieści Agnieszki Krawczyk, której książki bardzo lubię.


[reklama] barter Wydawnictwo Literackie 




Łapcie opis i dajcie znać czy ten tytuł jest w Waszych planach:

🌿🌿Ludzie są podobni do roślin, a ona w życiu zawsze trafiała na osty i pokrzywy
Chwytająca za serce powieść Agnieszki Krawczyk – autorki historii, które poruszają czytelniczki od lat
Mika prowadzi firmę ogrodniczą. Opiekuje się bogatymi ogrodami rodziny Golińskich, aranżuje przestrzeń prawniczki Patrycji oraz czuwa nad roślinną dżunglą emerytowanej Leny. Każdego dnia podejmuje walkę z chwastami, nie tylko w ziemi, ale też z tymi w ludzkich sercach: tęsknotami, pragnieniami, nieszczęściami, problemami dzieci, zdradami.
Dziewczyna staje się powierniczką trosk swoich klientów, doradczynią w ich zmartwieniach. Czułą obserwatorką. Jest przy tym przekonana, że w zaciszu ogrodów ukoi własne nieszczęścia. Zostawi za sobą bolesne lata pełne porzucenia i traumy… w końcu pomóc innym jest łatwiej niż sobie.
Jednak dawne wydarzenia niespodziewanie wracają do Miki. Przybierają postać dwóch mężczyzn – Oskara z przeszłości i Mata, przy którym Mika wreszcie ma szansę na szczęście. Czy opiekunka tak wielu rodzin będzie w stanie zrealizować własne marzenia?
Opowieść o miłości zdolnej rozkwitnąć niczym najpiękniejszy kwiat, nawet pośród największej suszy. 🌿🌿

poniedziałek, 18 grudnia 2023

Natasza Socha "#Instaświęta"

 
 
 
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 25.10.2023
Liczba stron: 272
 
 
 
[materiał reklamowy] barter Wyd. Literackie
 
 
 
 
 
Jak ubieracie swoje choinki? Kierując się kolorem ozdób? A może ich kształtem? Co roku kupujecie nowe bombki czy może to pamiątki rodzinne przekazywane kolejnym pokoleniom? I najważniejsze pytanie - czy choinkę ubieracie osobiście? Dlaczego o to pytam? Za chwilę wszystko się wyjaśni...
 
 
Będąc u ciotki w Londynie Julka dowiedziała się ile tam wydaje się na dekoracje bożonarodzeniowe i postanowiła wykorzystać swoją kreatywność, by zarabiać jako specjalistka od strojenia drzewek w Polsce. Założyła profil na Instagramie i zyskała nawet miano 'królowej choinek'! To nic, że nie lubi mediów społecznościowych, ale przecież może na nich zarobić. Z roku na rok dziewczynie idzie coraz lepiej, tym razem otrzymała siedemnaście zamówień i tylko cztery zostawiła sobie na grudzień. Te najbardziej wymagające od niej dyspozycyjności i pomysłowości w stworzeniu takiego projektu, by nikt nie miał takiego samego. Aby był tak wyjątkowy, że pobije inne na Instagramie i wygra nieformalny konkurs, jak oczekują tego od niej popularne influencerki.

Inez, Alex, Ewa i Anna - to dla nich liczą się komentarze i serduszka, które ma dla nich zdobywać Julka. Swoje codzienne problemy skrzętnie ukrywają, nie chcą by inni wiedzieli o samotności, nieudanym małżeństwie, czy problemach z dziećmi, lub ich brakiem... Ot, Instagram kontra rzeczywistość... Bohaterki szukają u Julki nie tylko dekoratorki choinek, ale też kogoś, kto je wysłucha. Bez skrupułów zabierają jej cenny czas... 
 
Czy bogaty może wszystko, ale nie jest szczęśliwy? Czy dobra luksusowe podnoszą samoocenę? Czy tacy ludzie nie wiedzą nic o normalnym życiu, zwłaszcza gdy mają służbę? Jakie mają motywacje, by mieć "TAKIE" święta, na pokaz, dla poklasku? I w czyim rozumieniu choinka ma być idealna? Czy motywacje bogatych bohaterów są właściwe?
 
Przyznaję, że Julka przystroiła wszystkie choinki oryginalnie, nie wiem czy wpadłabym na takie pomysły w przypadku mojej... Ale ja chyba wolę tradycję a nie wygrywanie instakonkursów... 
 
 
Uwielbiam powieści świąteczne Nataszy Sochy, za - według przysłowia - ich łyżkę dziegciu w beczce miodu, czyli za niesamowicie oryginalne ujęcie tego bożonarodzeniowego czasu pośród innych historii. Nie twierdzę, że są złe, ale autorka lubi z przekorą, bez całego tego przesłodzonego szaleństwa.

Socha na pierwszym planie postawiła młodą dziewczynę, która w wyniku rodzinnej tragedii mieszka z dziadkiem w Poznaniu i dorabia dekorowaniem choinek. 
Starszy pan jest bardzo mądrym człowiekiem i odegrał w tej historii ogromnie ciekawą rolę. Sama bohaterka nie wzbudziła mojej sympatii, chwilami wręcz denerwowała, ale jest tam tyle barwnych postaci, tyle się dzieje, że spokojnie można jej odpuścić. Zwłaszcza, że los zesłał jej naprawdę wyjątkowe zleceniodawczynie, które pod warstwami social mediów skryły swoje sekrety i problemy a Julka powoli je odkrywa, wikłając się przy okazji w sprawy ocierające się o zaświaty. Jest nawet wątek kryminalny!

W tej powieści jest istny groch z kapustą (ale to takie pozytywne porównanie, bo bardzo lubię to danie), jeśli spojrzeć na przekrój bohaterów - pod względem wieku, statusu materialnego, podejścia do życia - dzieli ich wszystko. Dzięki temu każdy może znaleźć swojego ulubieńca lub "czarny charakter". Z radością i zaintrygowaniem śledziłam ich losy, obserwowałam jak się otwierają, zmieniają, mówią prawdę... 

Wspaniała historia, pokazująca blaski i cienie życia instagramowych influencerek, wartości rodzinne, potrzebę bliskości, zrozumienia, lęk o najbliższych czy "otwarcie oczu" na prawdę. Opowieść, która skłania do refleksji i zaskakuje finałem, bo chociaż spodziewałam się podobnego, to nie aż tak... Polecam!



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 



Za książkę dziękuję




wtorek, 31 maja 2022

Gabriela Gargaś "Karma"

 
 
 
Autor: Gabriela Gargaś 
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: luty 2022
Liczba stron: 272
 
 
 
 
 
 
Jak wygląda praca w korporacji? 
Ale tak naprawdę jak wygląda... Od środka. 
Ze wszystkimi prawdami, sekretami i romansami.

Gaja ma trzydzieści osiem lat, męża i synka. Przed dziennikarką stoi najnowsze wyzwanie - reportaż o korporacji Dreams Company, w której powinna udowodnić, że panuje tam rodzinna atmosfera.

Ryan jest od Gai nieco młodszy, ma żonę i córkę, którą bardzo kocha. W firmie zajmuje wysokie stanowisko a w związku z pojawieniem się dziennikarki otrzymał zadanie specjalne.
 
Ona ma szczere chęci napisać prawdę i wyciągnąć wszystkie "brudy".
On ma plan, by temu zapobiec.  
Między tą dwójką zaczyna iskrzyć. Romans jest nieunikniony. Choć powyżej celowo napisałam, że mają małżonków i dzieci. Niestety, to ich nie powstrzymuje przed pogłębianiem relacji. Nie zdają sobie sprawy, jak bardzo te namiętne spotkania zniszczą ich życie. By stabilizację zastąpił chaos
 
Czy pracownicy Dreams Company będą chętni do szczerych rozmów? Ile wizji firmy stworzą na potrzeby reportażu? Co ukrywają obecni i byli pracownicy?


"Karma" jest dość dziwną książką. Przede wszystkim mocno odbiega od historii, do których przyzwyczaiła mnie autorka. Forma jest znacznie krótsza i dość osobliwa. Zwłaszcza początek. 
Owszem, Gabriela Gargaś pokazała świat korporacji totalnie szczerze, skutki romansu bez upiększania, ale chyba troszkę się zawiodłam, bowiem liczyłam na coś innego. 
To historia o biurowych grzeszkach, przekrętach, kłamstwach, szantażach, romansach i hakach, jakie mają jedni na drugich. O tym, że pnąc się po szczeblach kariery ludzie zapominają o przyjaźniach i w ogóle o ludzkich odruchach. Wiele spraw, które finalnie wyjdą na jaw zaskakuje, bo przecież początkowo nic nie wskazywało na to, że w korporacji czekają takie "smaczki".

Ogromnie kusząca i zwracająca uwagę okładka, niebanalna fabuła, "rodzynek" w twórczości i zmuszająca do przemyśleń opowieść - myślę, że warto by każdy wyrobił sobie o niej zdanie osobiście.
 
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (G), 52 książki
 

sobota, 16 kwietnia 2022

Anna Szczypczyńska "Kilka upalnych nocy"

 
 
 
Autor: Anna Szczypczyńska
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 23 marca 2022
Liczba stron: 312
 
 
 
 
 
 
 
 
Akceptujecie siebie? Swoje ciało? Pragnienia? Seksualność? Wiecie co daje Wam szczęście?


Natalia nie ma jeszcze trzydziestu lat i właśnie została sama. Mieli wspólne plany, zamierzali adoptować psa a w przyszłości zmieniać pieluchy kolejnym potomkom. 
Jednak Krzysztof niespodziewanie obwieścił, że się wyprowadza, bo Natalia nie inicjuje zbliżeń, nie mówi o swoich potrzebach ani nie pyta o jego. Rzucił jej to w twarz i odszedł do innej. Po czterech wspólnych latach zapragnął mieć obok siebie kogoś bardziej otwartego... Natalia zaś pragnie go odzyskać...

W projekcie "odzyskiwanie"ma jej pomóc o kilka lat starsza Gaba, która zajmuje się projektami graficznymi w butiku, gdzie pracuje Natalia. Atrakcyjna graficzka pożycza młodszej koleżance również swoje opowiadania, dość odważne zresztą, które mają pobudzić jej wyobraźnię.

Wychowana przez surową matkę - nauczycielkę, która na każdym kroku krytykowała strój, makijaż, również w dorosłym życiu, Natalia ma problem, by się otworzyć, by poczuć że jej ciało jest atrakcyjne. Czy Gaba oraz sympatyczny sąsiad Franek zdołają wydobyć z niej drzemiącą seksualność? Jakie są ich intencje? Czy Natalia nadal będzie chciała odzyskać Krzyśka? A może on sam przyjdzie prosić ją o możliwość powrotu?


Ania Szczypczyńska napisała powieść, jakiej nie spotkałam na rynku wydawniczym. Stworzyła nie tylko bardzo oryginalną fabułę, ale również pokazała, że można mówić i pisać o takich tematach jak seksualność. Bo przecież drzemie w każdym z nas. Tylko nie każdy potrafi ją wydobyć, uwierzyć. Może tak jak bohaterce spodoba nam się poznawanie siebie i obudzimy naszą erotyczną stronę?

Jestem pewna, że i Wy odnajdziecie w tej powieści wiele ważnych prawd. Uświadomicie sobie ważne rzeczy. Bo Szczypczyńska obnaża pragnienia, pożądanie oraz potrzeby.
 
To książka o tym, że aby coś zmienić, trzeba działać, samo się nie zdarzy. O tym, że nie należy wstydzić się potrzeb swojego ciała, nie dusić a eksponować. Szukać nowinek, podejmować swoje - a nie cudze - decyzje oraz cieszyć z drobiazgów.

Uwierz w siebie!
Działaj!
Kup sobie coś, czego do tej pory odmawiałaś.
Poszukaj przyjaciela.
Żyj!
 

 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  



piątek, 3 grudnia 2021

Natasza Socha "Wigilia z nieznajomym"

 
 
 
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 27 października 2021
Liczba stron: 280
 
 
 
 
 
Jeszcze dobrze nie zaczął się grudzień a już można było obserwować ustrojone choinki czy posłuchać świątecznych melodii. Tylko czy każdy cieszy się z tej atmosfery? Czy odlicza dni do Wigilii? Aż wreszcie czy ten podobno wyjątkowy dzień jest gwarancją szczęścia dla osób zgromadzonym przy wspólnym stole? Może nie każdy marzy o świętach i najchętniej ratowałby się ucieczką...


Antonina ma pięćdziesiąt lat, dwie córki, męża i... brak ochoty na sztuczne święta. Kiedy dzieci były małe z zapałem piekła, gotowała, sprzątała i dekorowała. Według niej człowiek ma prawo do buntu, nie musi mieć ochoty na obowiązkową świąteczną radość. Przez dwadzieścia lat wszystko było idealne, ale teraz pękło... Dlatego nie zamierza odkładać znowu czegoś na jutro i w wigilijny poranek po prostu wychodzi z domu (!) z zamiarem spacerowania po ulicach Poznania.

Czy uda jej się przełamać schemat i spędzić Wigilię samotnie i po swojemu? Nic nie musieć, nie mieć obowiązków i nie piec nawet swojego idealnego makowca?

Chichot losu w przypadku bohaterki polega na tym, że zostaje niejako zmuszona, by przez cały dzień znosić towarzystwo męża, choć ich małżeństwo od dawna przeżywa kryzys. Związek jest już zaledwie letni, brakuje w nim rozmów a pełno jest pretensji czy ignorowania. Jednak czego nie robi się na prośbę dziecka...

Co takiego wydarzyło się w życiu Karoli, że rodzice grzecznie jej posłuchali? Jak bardzo jej wybory zaskoczyły ich tego dnia?

Zresztą los zaskoczył ich nie tylko w sprawie młodszej córki... To była najdziwniejsza Wigilia z jaką się spotkali. Marcel spełnia swoje drobne aczkolwiek szalone marzenia a Antonina chce nadrobić rzeczy, które zawsze miała zrobić "jutro"... I tak trafiają do Marianny... To wtedy worek z niespodziankami się rozwiązuje...


Genialna książka! To nie jest przesłodzona książka świąteczna, z cukrem, lukrem i pierniczkami. Ze stosem prezentów, ogromną rodziną przy wspólnym stole i radości ze wspólnego śpiewania kolęd... Rzekłabym, że to typowa powieść Nataszy Sochy, za którą należą jej się oklaski i to duże. Wreszcie lektura opowiadająca o kryzysach związanych z teoretycznie radosnymi świętami a nie wciąż "rzyganie choinkową tęczą z karpiami i wstążkami". Tutaj ludzie z krwi i kości pokazali nam swoje prawdziwe życie, rozterki, zadry z przeszłości i najzwyczajniejsze marzenia będące odskocznią od tego, co miało miejsce co roku.

Przyznaję szczerze, że choć teraz pewnie poleci na mnie hejt od wielbicieli Bożego Narodzenia to... i tak napiszę to co myślę. Mam dość. Tak jak główni - i nie tylko - bohaterowie, nie lubię świąt. Najchętniej wzięłabym przykład i po prostu wyszła z domu albo wyjechała. Jestem Grinchem? Może, ale przecież chyba nie każdy musi kochać to samo, prawda?

Bardzo podobały mi się perypetie jakie przygotowała autorka dla swoich bohaterów - wątek Marianny i Zygmunta, Broni i Kazika czy Antoniny i Łukasza a także niezbędny w wigilijnych przygotowaniach Batman. To wszystko sprawiło, że książka jest magiczna, choć inaczej niż można się tego spodziewać.


Podsumowując - "Wigilia z nieznajomym" to powieść skłaniająca do refleksji i przemyśleń nad swoim życiem. Historia o nierealnej, absurdalnej, chaotycznej a przede wszystkim trudnej i nieprzewidywalnej Wigilii, kiedy to wykreowane postacie często skupiają się na innych a nie na sobie, co tylko na dobre im wychodzi. Zaskakujące zwroty akcji, zmieniające się perspektywy, tajemnice z przeszłości i decyzje, które zaważą na przyszłości.
Ja jestem bardzo zadowolona z lektury, ale Wy musicie sami zdecydować czy inne postrzeganie Wigilii spełni Wasze oczekiwania. 
Gorąco polecam!

 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 

czwartek, 21 października 2021

Natasza Socha "Dom marionetek"

 
 
 
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2 września 2021
Liczba stron: 360





Co jest słodsze - zemsta czy wybaczenie?


 
Odpowiedź znajdziemy w kolejnej nieoczywistej i oryginalnej powieści Nataszy Sochy "Dom marionetek".


Joannę ciągnie w nieznane. Chce się schować, uciec po nieudanym związku. Dlatego idealne dla animatorki domu kultury wydaje się ogłoszenie, w którym poszukuje się opiekunki do pięcioletniej dziewczynki. Dodatkowym plusem jest to, że by dotrzeć do domu, w którym miałaby zamieszkać musi pokonać sześćset kilometrów. Czy to wystarczy, by zapomnieć o tym, co ją zraniło?

W Miasteczku na dziewczynę czeka niespodzianka - w trzypiętrowym domu mieszka nie tylko Leon wraz z żoną Magdaleną i jej przyszłą podopieczną Amelką, ale również dwie inne kobiety. 
Każda z nich chce, aby mówić do niej pełnym imieniem.
Każda ma problemy zdrowotne.
Każda jada posiłki o innej porze.
Każda mieszka na innym piętrze.
Każdej Leon poświęca swój czas.
Każdą się opiekuje. 

Magdalena ma ataki histerii, bóle głowy i światłowstręt, Leokadia (matka Leona) zaczyna zapominać o wielu rzeczach i jedynie jego siostra Katarzyna, jest najbardziej z nich zbuntowaną i agresywną mieszkanką.

Tylko skoro kobietom jest źle w tym domu, dlaczego po prostu nie wyjdą? Nie wyjadą? Nie wyprowadzą się?

No i właśnie tutaj kryje się najważniejsza tajemnica powieści. Prawda dotrze do Ciebie, czytelniku powoli, tak jak i do Joanny. Drobne wydarzenia czy słowa powodują, że zaczyna czuć się nieswojo. Podejrzewa, że relacje panujące w tym domu mają drugie dno...
 
Jak zakończy się ta historia? Przyznaję, że spodziewałam się innego finału, choć nie powiem, by ten był zły...


Natasza Socha po raz kolejny mnie zaczarowała, poddała wręcz czemuś w stylu hipnozy powieściowej. Zupełnie nie mogłam oderwać się od opowieści o domu, o którym po Miasteczku krążą ciekawe plotki. Jego mieszkańcy to bardzo zagubione postacie, każda chciałaby osiągnąć szczęście, spełniać marzenia, tylko niestety każdej z nich ktoś stanął na drodze i to uniemożliwił.
 
Autorka umiejętnie opisała emocje i zachowania ludzi w stresowych sytuacjach, pokazała do czego jest zdolny człowiek i na co jest w stanie się zgodzić, by ukryć swe winy. Świetnie nakreśliła osobę, która ponad wszystko pragnie zemsty. Zwłaszcza zemsty za traumatyczne dzieciństwo. Poznajemy je dzięki krótkim rozdziałom z narracją chłopca - wiele z opisanych tam wydarzeń... nie do uwierzenia!

Zresztą podobnie jak obecne zdarzenia z domu w Miasteczku... Nie napiszę Wam więcej, nie zdradzę kto i co zrobił, że się tam znalazł. Nie uchylę nawet rąbka tajemnicy, jak naprawdę wygląda życie codzienne, choć zapewne inne recenzje to zrobią. Sami stańcie się świadkami tego, jak spod warstw wyłoni się obraz prawdy o bohaterach,

Kim są tytułowe marionetki? Kto pociąga za ich sznurki? Ta powieść zasługuje na Waszą uwagę!


Podsumowując - "Dom marionetek" to opowieść o dziwnym i tajemniczym domu, ale przede wszystkim o strachu, zemście, manipulacjach, demonach przeszłości, odrzuceniu, zdradzie, niepełnosprawności czy samotnym macierzyństwie. To niejako podróż w głąb siebie, odkrywanie co nas cieszy, zapominanie o toksycznych relacjach oraz o mocnym instynkcie przetrwania, który "zmusza" nas do kłamstwa. Gorąco polecam!


 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 

poniedziałek, 4 października 2021

Agnieszka Krawczyk "Splątane ścieżki"

 
 
 
Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 2 czerwca 2021
Liczba stron: 448
 
 
 
 
 
 
Ostatnio mam szczęście do sięgania po powieści znanych mi już autorek, które znacznie odbiegają od ich dotychczasowej twórczości. 
Tak jest również z książką "Splątane ścieżki" Agnieszki Krawczyk. Dlaczego uważam, że jest inna? O tym za chwilkę.
 
 
Monika ma dwadzieścia siedem lat i od życiowych problemów uciekła do pokoiku nad pasmanterią ciotki Klaudyny. To najbliższa młodej kobiecie osoba, ma bowiem bardziej elastyczne podejście do życia niż własna matka. 
A nad głową Moniki gromadzi się wiele ciemnych chmur. Na dodatek praca przenika życie prywatne, przez co jeszcze więcej stresu wkrada się w jej codzienność. 

Jako riserczerka w telewizji wyszukuje uczestników do programów społecznych, jednak aktualnie przygotowywane odcinki nie są ani trochę fascynujące. Kobieta marzy o własnym programie,w którym będzie mogła pokazać nowe i ciekawe tematy a nie "ogrzewane kotlety" jak chcą tego przełożeni. W tym Jeremi...

No właśnie - Jeremi to szef Moniki, który teoretycznie się rozwodzi a jednocześnie prowadzi drugie życie z riserczerką - mają romans, co męczy Monikę, bo w pracy jest dwulicowy, prywatnie również - jak długo można wytrzymać takie zachowanie... Zwłaszcza, że nie wszystko co mężczyzna mówi jest prawdą.

Jednocześnie obserwujemy wydarzenia w pasmanterii a nie jest to tylko kupowanie muliny czy wełny. To spotkania klubu "Splątana Nitka", gdzie głównie emeryci wymieniają ploteczki zajmując się swoimi robótkami ręcznymi. Z czasem dołącza do nich Wojtek, zajmujący się dość nietypową koordynacją na portalu społecznościowym a nauczycielka z pobliskiej szkoły - Eliza - staje się łączniczką z młodzieżą - starsi i młodsi zaczynają mieć wspólne pasje.

To jednak nie wszystko. Agnieszka Krawczyk porusza w powieści wiele tematów społecznych, jakże ważnych dla uczniów czy lokalnych społeczności - jest akcja robienia czapek i rękawiczek dla bezdomnych; walka o skwer oraz schron z II wojny światowej, nękanie uczniów w szkole. Pojawia się też tajemnica z przeszłości, wątek Zakopanego i wspinaczek, śmierć oraz zakopana głęboko w sercach miłość.


Wprawdzie autorka często poruszała problemy społeczne w swoich powieściach, jednak "Splątane ścieżki" wydają mi się zupełnie inaczej napisane i podejmujące ważne, ale jakoś tak zupełnie inne niż dotychczas tematy. Czy ludzie będą potrafili dogadać się i razem stanąć przeciwko deweloperowi? Czy Monice uda się podjąć właściwe decyzje dotyczące Jeremiego oraz programu? Jak wpłyną na nią intrygi w pracy? Czy Klaudyna odważy się na pożegnanie po dwudziestu pięciu latach? Co i kogo spotka na swojej drodze?

Ta książka to jak wspinaczka na Rysy (choć nigdy nie byłam), początkowo poznajemy bohaterów, ich problemy a później wraz z nimi pokonujemy kolejne wysokości, odkrywamy myśli, uczucia, rozwiązujemy supełki codzienności, planujemy przyszłość czy pomoc innym, sięgamy też w przeszłość, by spróbować rozwikłać to, co kiedyś splątało się dość mocno.

Muszę przyznać, że ta historia przemawiała do mnie z każdą stroną coraz bardziej i im dalej, tym byłam bardziej nakręcona :) 
Najwięcej emocji dostarczył mi wątek zakopiański. I zachowanie narcystycznego męskiego bohatera z Krakowa.


Podsumowując - "Splątane ścieżki" powieść z powiewem świeżości w twórczości Agnieszki Krawczyk, choć dość odmienna od dotychczas napisanych. Co wcale nie znaczy, że gorsza.
To historia o rozczarowaniach, marzeniach, samotności, złości, kłamstwach i błędach oraz znęcaniu się nad innymi. Podczas lektury można usłyszeć głos, który mówi bohaterom co dobre a co złe; krzyczy że mają prawo do szczęścia, ale powinni unikać intryg i braku szacunku od partnera. I udowadnia, że często mamy rozwiązania dla innych, kiedy swoich problemów rozwikłać nie potrafimy. Gorąco polecam!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wrześniowych wyzwań: 52 książki





Za książkę dziękuję



wtorek, 29 czerwca 2021

Anna Szczypczyńska "Gdzieś pomiędzy wierszami"

 
 
 
Autor: Anna Szczypczyńska
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 14 kwietnia 2021
Liczba stron: 304
 
 
 
 
 
 
 
Ania Szczypczyńska to kobieta pełna sympatii, radości, emocji, uśmiechnięta i optymistycznie nastawiona do życia. Wystarczy, że przeglądam jej profil na Instagramie a pozytywna energia do mnie płynie, tak jak to było podczas naszego targowego spotkania. Pisarka całe swoje serce włożyła w tę opowieść...


(...) bohaterki, które na pierwszy rzut oka mają wszystko, a ich życia są idealne. Ale gdzieś pomiędzy wierszami chowają swoje najskrytsze pragnienia i lęki… [z opisu na okładce]
 
 
Lidia pracuje w firmie produkującej meble dla dzieci zaś hobbystycznie gotuje i prowadzi bloga kulinarnego. Od czasu poronienia jej relacje z mężem uległy oziębieniu, bliskość nie sprawia jej już takiej przyjemności jak dawniej. Niespodziewanie w życiu specjalistki od PR pojawia się Wojtek, miłość sprzed piętnastu lat... Czy spotkanie po latach będzie miało jakiś ciąg dalszy? Uczucia odżyły czy minęły bezpowrotnie?

Majka prowadzi bloga, by poprzez pisanie pozbyć się tego, co boli. Wyrzucanie słów pomaga jej, podobnie jak i bieganie. Bardzo długo ukrywała swoją traumę, nie potrafiła cieszyć się szczęściem innych, choć nikomu nie życzyła tego, co ją spotkało. Jej blog odwiedza wiele kobiet, czują się w tym miejscu jak na grupie wsparcia.

Natomiast Iza jest żoną i matką dwójki pociech. Pozornie sielanka i szczęście, prawda? Jednak Iza jest sfrustrowana macierzyństwem, zmęczona kolejnymi dniami z dziećmi, sprzątaniem po nich a także podejrzeniami... Jakie powody sprawiły, że wymyka się z domu pod pretekstem zajęć jogi? Dokąd się udaje?
 
 
Początkowo historie bohaterek śledzimy naprzemiennie i zupełnie odrębnie. To, co je łączy, przez długi czas nie jest czytelnikowi wiadome. Niektórych powiązań można się tylko domyślać, choć nie zawsze to przypuszczenie się sprawdzi... 
Dopiero z czasem okazuje się, że ich życie tylko pozornie jest idealne, szczęśliwe, pełne spełnionych marzeń, naprawionych błędów czy przepracowanych traum.  
W tej historii pojawiają się również postacie drugoplanowe, które doskonale wypełniają fabułę i to właśnie dzięki nim, im bliżej finału, tym bardziej odkrywają się przed nami relacje, powiązania, znajomości między głównymi bohaterkami.

Opisane przez Szczypczyńską losy bohaterek pokazują, że nie wszystko to, co oglądamy na profilach Instagrama czy Facebooka to realizm. Nie przedstawiamy tam całej prawdy, zwłaszcza o swoich kłopotach czy traumach. Zatrzymujemy je głęboko w sercach udostępniając jedynie to, co dotyczy pasji, pracy, zwierząt czy otaczającej przyrody. Nie każdy potrafi prowadzić bloga, na którym opisze swoje prawdziwe problemy, bo przecież czasami inaczej wyobrażałyśmy sobie nasze życie i nie chcemy "chwalić się" tymi niezbyt udanymi jego wątkami.

"Gdzieś pomiędzy wierszami" to właśnie przepis na to, jak "czytać" życie innych. Niekoniecznie tam, gdzie wszystko podane jest na tacy, ale między wierszami, bo tak kryje się prawda, dzięki odkryciu której możemy komuś pomóc.

Powieść to również inne codzienne fakty - że matka kocha swoje dzieci, ale czasami potrzebuje pobyć sama ze sobą; kiedy w rodzinie pojawia się dziecko, trzeba życie zorganizować na nowo; nie zawsze nasz los wygląda tak, jak tego pragnęliśmy oraz że z czasem małżeństwa coraz mniej robią razem.
 
Po co tak naprawdę dzwonimy do kogoś po latach? Ot tak, czy z prośbą między wierszami? 

Mocno wciągnęłam się w historię Lidii, Majki i Izy i chociaż nie znam problemu poronienia z autopsji to opowiedziane emocje i przeżycia wielokrotnie wywoływały łzy...


Podsumowując - "Gdzieś pomiędzy wierszami" to poruszająca powieść o zdradach i poronieniach, o szukaniu winy w sobie i traumie długo zalegającej w sercach matek, bojących się kolejnych prób, by ponownie nie skończyły się tragicznie. To historia o przemocy, tajemnicach, zazdrości, kłamstwach, żałobie, utracie wiary w siebie, ale również o tym, że życie to przypadki i zbiegi okoliczności. Gorąco polecam!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
Za książkę dziękuję Autorce

wtorek, 22 grudnia 2020

Natasza Socha "Godzina zagubionych słów"

 
 
 
 
 
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 28 października 2020
Liczba stron: 304





Słowa Nataszy Sochy mają wyjątkową moc. Na swoje książki zawsze każe długo czekać, ale kiedy już dostanę kolejny tytuł w swoje ręce, to podczas lektury przebywam w zupełnie innym świecie. Wypełnionym słowami, emocjami, zaskoczeniami. Nie inaczej było również w przypadku "Godziny zagubionych słów".
 
 
"Człowiek powinien uśmiechać się we śnie. Powinien z tym uśmiechem wstawać i cieszyć się z drobiazgów. Docenić zapach kawy, promienie słońca wpadające przez okno i rozświetlające pokój, ciszę w kuchni, kiedy świat dopiero budzi się do życia i jeszcze zaspany przeciera oczy. Cieszyć się z każdego dnia." *
 
Powieść jest podzielona na pięć rozdziałów, pięć różnych magicznych Godzin. Naszą podróż do niezwykłej krainy rozpoczynamy od Godziny słów, później udajemy się do Godziny niebieskiego zeszytu, Godziny kwiatów, Godziny przyjaźni a na koniec znajdziemy się w Godzinie kradzionych chwil.  

Katarzyna przeżywa odejście swojej Mamy. Jeszcze wczoraj Marianna mówiła córce dziwne rzeczy, nie kończąc wątku... i już go nie skończy, ponieważ dziś już nie żyje... 
Wprawdzie kobiety nie należały do tych matek i córek, które świetnie się dogadują, ale i tak Katarzyna jest zrozpaczona. Nie potrafi cieszyć się nadchodzącymi świętami. Pośród wirujących płatków śniegu siada na ławce w parku i dostaje w prezencie od losu GODZINĘ - aż lub tylko godzinę na rozmowę z Mamą. O czym Katarzyna porozmawia z przybyłą z drugiej strony rodzicielką? Czy dowie się o czym chciała powiedzieć jej matka na dzień przed śmiercią? Na ile uda im się wyjaśnić dotychczasowe spory, nieporozumienia i dzielące ich zdania? Dlaczego nie słuchały drugiej strony na siłę forsując swoje zdanie? Czy Marianna wyjaśni dlaczego tak dużo mówiła podczas częstych wizyt u córki? 
Rozmowa okazała się, nie tylko dla mnie, ogromnie zaskakująca.
 
Katarzyna, Marcin, Anna, Aleks i Fabian oraz Borys to postacie, które z pozoru są dla siebie obce. Ot, umieszczone w tej powieści, stoją na czele poszczególnych rozdziałów. Będąc nawet po lekturze pierwszej Godziny, byłam przekonana, że fabuły kolejnych Godzin są zupełnie odrębne. Myliłam się.
 
 
Losy tych bohaterów przeplatają się ze sobą, jak w życiu. Spotykają się przypadkiem w kawiarni, kupują kwiaty czy kanapkę. Kochają, nienawidzą, zazdroszczą, zdradzają, podejmują trudne decyzje. Jednak łączy ich jedno - żałoba po bliskiej osobie i możliwość porozmawiania z nią na zwykłej, często odrapanej ławce. Czy godzina to dużo czy mało na analizę wielu lat życia? Ile można powiedzieć w ciągu godziny? Czy wzruszenie pozwala w ogóle mówić? Czy bohaterowie zdążą szczerze porozmawiać, zrozumieć swoje postępowanie lub wybaczyć? Co takiego usłyszą, że będą wstrząśnięci, zszokowani, zdziwieni? Na ile inaczej zaczęli patrzeć na sprawy, które już miały miejsce a raniły ich serca i zajmowały myśli?
 
"Czasem lepsza jest czyjaś nieobecność niż źle dobrane słowa."*


Ta powieść głęboko mnie poruszyła. Chyba żadna świąteczna historia nie pobudziła takich emocji, jak właśnie ta, która typowo bożonarodzeniową nie jest. Największą uwagę zwrócił na siebie fakt, że z odejściem bliskich każdy musi sobie jakoś poradzić. Każdy na swój sposób. Bohaterowie otrzymali cudowny prezent - godzinę, podczas której mogli zadać pytania czy poruszyć męczące ich kwestie tym, którzy odeszli. Pytania, które pozostawione bez odpowiedzi nie pozwalają im spokojnie żyć. 
 
Bardzo chciałabym otrzymać taki właśnie prezent w tym roku i móc porozmawiać z moją Mamą, która nie żyje już od prawie trzech lat. W głowię kłębią się pytania, rozterki... Doskonale wiem co chciałabym Jej powiedzieć...
 
Tej książki nie można potraktować ogólnikowo. O tej książce nie można zbyt wiele napisać w recenzji. Ją trzeba po prostu przeczytać i przeżywać osobiście.
 

"Słowa w tej brakującej godzinie nabrały nowego znaczenia. Każde z nich było dojrzałe, soczyste, jak najlepsze jabłko prosto z drzewa."**


Podsumowując - "Godzina zagubionych słów" to wyjątkowa historia, która sprawia że szybko nie da się o niej zapomnieć. Skłania do miliona różnych przemyśleń, wymusza analizy, przypomina jak ważne powinny być dla nas dni, gdy jesteśmy szczęśliwi. Jest to opowieść przedwigilijna o przebaczeniu, tęsknocie, wyrzutach sumienia, smutku, namiętności, ucieczce, bezsilności i rozpaczy. Wachlarz ludzkich emocji wyziera tutaj z każdej strony, dociera do najgłębszych zakamarków ciała i umysłu czytelnika i nie pozwala odetchnąć. Bo jak przejść obok tak poplątanych losów opisanych postaci... Ja nie potrafię i dlatego mocno polecam Wam tę powieść!




* N. Socha, "Godzina zagubionych słów", Wyd. Literackie, Kraków 2020, s. 147
** Tamże, s. 6
*** Tamże, s. 40




poniedziałek, 21 marca 2016

Dorota Sumińska "Dlaczego hipopotam jest gruby?"



Podtytuł: Sekrety nie tylko świata zwierząt
Autor: Dorota Sumińska
Ilustracje: Joanna Żero
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 124
Oprawa: twarda








Po przeczytaniu książeczki z uśmiechniętym hipkiem na okładce, przyszły mi do głowy słowa Janusza Korczaka, które ostatnio wciąż powtarza moja pięciolatka, nauczona ich przez babcię:
 "Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat"

Nasunęło mi się też pytanie: czy kiedy dziecko pyta to ten świat potrafi odpowiedzieć... Hmmm... Moim skromnym zdaniem? Nie zawsze. Jednak po lekturze książeczki Doroty Sumińskiej czuję się mądrzejsza, bo przecież niejednokrotnie z ust maluchów padają pytania, na które dorośli - bez posiłkowania się źródłami - nie potrafią odpowiedzieć. A dzieciaki kontynuują artykulację "dlaczego", "czemu", " po co" czy "co to".

Książeczka zawiera ponad sto pytań - wraz z odpowiedziami - dotyczących głównie świata zwierząt. Pytania, dzięki zróżnicowanej kolorystyce są doskonale widoczne na każdej stronie. Ja przeczytałam książeczkę w całości, co stało się powodem wielu rodzinnych dyskusji, zaś moja pięciolatka sama czytała sobie pytania i wtedy decydowała czy było na tyle dla niej interesujące, by poznać odpowiedź czy też czytała następne (dzięki temu będzie do czego wracać). Jeśli jakieś pytanie ją rozbawiło, zaintrygowało czy zdziwiło to czytała również odpowiedź - albo tylko pierwsze zdanie albo cały tekst (duże litery, o których informacja widnieje na okładce, faktycznie sprawiły, że kilkuletnie dziecko nie zniechęca się i samo podejmuje próby poznania tekstu). Pozycja ta dostarczyła nam nie tylko mnóstwo wiedzy, ale i okazji do omawiania zawartych w niej wiadomości.

A czego się dowiedziałyśmy? Dziób tukana jest głównie jego klimatyzacją a koty śpią po szesnaście godzin na dobę. Istnieje żaba, która ma zęby a płaska i szeroka głowa stworzenia o nazwie rekin młot, działa jak wykrywacz metalu, tyle że na ryby. Książeczka wyjaśnia, że nietoperze nie wkręcają się we włosy a stonoga ma tylko czternaście nóg (moja córa nijak nie może się z tym zgodzić, bo przecież nazywa się stonoga, czyli ma ich sto). A wiedzieliście, że ludzie pocą się po to, by się ochłodzić? Ciekawymi odpowiedziami były te dotyczące strusi, które nie chowają głów w piasek, kukułek afrykańskich, które nie podrzucają swoich jajek oraz węży hibernujących się na zimę. Zaintrygowani? Mam nadzieję, że tak. Dodam jeszcze, że ta edukacyjna pozycja dostarczy sporo wiedzy w zakresie języka zwierząt oraz poda fakty z dziedziny "naj", czyli kto najszybciej biega, pływa czy lata, kto jest najbardziej leniwy albo kto porusza się najwolniej.

Co jeszcze znajdziemy w tym gąszczu ciekawostek? Odpowiedzi na pytania: dlaczego pingwiny noszą jajko na stopach, dlaczego niedźwiedzie polarne nigdy nie zapolują na pingwiny, dlaczego kura nie lata albo dlaczego krew jest czerwona... Jest też odpowiedź na pytanie dlaczego wujek jest łysy. Serio! Dlaczego pchły skaczą, po co koń ma grzywę albo dlaczego bocian stoi na jednej nodze... Ciekawa jestem kto zna odpowiedzi na te wszystkie pytania a przecież przedstawiłam Wam tylko malutki fragment... Uczciwie przyznaję, że spora ilość wiadomości zawartych w tej pozycji była dla mnie nowościami i czuję się teraz bardziej wyedukowana, ale przecież biologię miałam dawno temu, prawda? :)

Na końcu książeczki znajduje się również skorowidz nazw zwierząt, o których informacje możemy znaleźć na poszczególnych stronach pozycji. Całość jest pięknie okraszona trafnymi i barwnymi ilustracjami Joanny Żero, co w połączeniu z wyjaśnieniami napisanymi w sposób przystępny dla kilkulatka sprawia, że jest to lektura idealna dla przedszkolaków... i nie tylko. Wiadomości są podane w formie zabawy a jak wiadomo, wtedy najłatwiej wchodzą do głowy. W naszym przypadku wiedza przydała się ekspresowo w sobotnie popołudnie, kiedy składaliśmy kolejne części dużego globusa i umieszczaliśmy figurki we właściwych miejscach... Kiedy przyszła pora na pingwina i niedźwiedzia wiedziałam gdzie szukać podpowiedzi kto na którym biegunie ma się znaleźć :)

Podsumowując, serdecznie zachęcam do sięgnięcia po "Dlaczego hipopotam jest gruby?", która powstała w wyniku sukcesu poprzedniczki "Dlaczego oczy kota świecą w nocy?" (której nie miałyśmy okazji poznać), jednak ranga sukcesu jest zrozumiała. To naprawdę świetna nauka poprzez zabawę, możliwość przyswojenia wiedzy, zbliżenia się i poznania świata zwierząt i ludzi. Szansa na odkrycie niezwykłych informacji, napisanych prostym językiem. Polecam nie tylko dzieciom!






Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Magdzie z

środa, 20 stycznia 2016

Katarzyna Michalak "Spełnienia marzeń" - przedpremierowo




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: planowana na 4 lutego 2016
Liczba stron: 315
Seria: owocowa










Każdy z nas ma marzenia, prawda? Nie wierzę, że jest ktoś kto ich nie ma... Jedni marzą o psie, super ciuchach, wypasionych gadżetach elektronicznych czy podróżach a drudzy o ciepłych butach, kromce chleba, świętym spokoju, zdrowiu czy bezpieczeństwie. Jakże różne i skrajne te marzenia... A ich spełnienie będzie dla marzących istnym cudem czy magią. Podobnie jest z dniem osiemnastych urodzin... Wielu młodych ludzi planuje co będą robić, gdy osiągną ten wiek, wchodząc w tą dojrzalszą część życia prywatkami. Jednak zaraz opowiem Wam historię, która nie wygląda tak bajkowo i prozaicznie.

Klaudia w dniu swoich osiemnastych urodzin została odwieziona - jak zawsze - do szkoły, jednak nie zostanie już z niej odebrana. Mimo, że uwielbia się uczyć, chłonąć wiedzę i czytać, rzuciła szkołę z dnia na dzień i z jedną podręczna torbą udała się do małego domku, który na Białołęce odziedziczyła po przyjaciółce matki. W kieszeni miała zaledwie sto złotych, jednak pragnienie wolności, spokoju i bezpieczeństwa, bez strachu, bicia i dotyku "Tamtego" było ogromne. Dlatego słabo urządzony i zapuszczony domek jest w jej wyobrażeniach luksusem, a przede wszystkim oznaką bezpieczeństwa. Teraz tylko musi pomyśleć o zdobyciu pracy...  Później będzie się martwiła o dokończenie nauki i zdanie matury.

Na szczęście na tablicy ogłoszeń obok sklepu znajduje ogłoszenie o poszukiwanej osobie do opieki nad niepełnosprawnym. Klaudia nie ma dużego wyboru, postanawia zgłosić się pod wskazany adres i ... tak poznaje niewidomego dwudziestolatka Kamila. Chłopakiem opiekuje się ciotka Matylda, jednak nie może być tutaj na stałe a jedynie popołudniami i w weekendy. Czy Klaudia pokona swój lęk i podejmie się opieki nad Kamilem? Czy fakt, że chłopak jest złośliwy, arogancki a także dumny i nie do końca chce, by mu pomagano pomoże jej w podjęciu decyzji? W sumie nie trudno mu się dziwić... Dawniej był wręcz uwodzicielem, miał dziewczyn na pęczki a teraz ten młody, przystojny i wrażliwy chłopak zachowuje się jak zgorzkniały starzec... Wszystko to w wyniku "wypadku", w którym rok temu stracił wzrok. A obecnie jest zdany na łaskę innych a bardzo tego nie chce. Zwłaszcza litości.

Oboje z Klaudią nie chcą litości. On najpierw stracił rodziców a potem kumpla i wzrok. Ona przeżyła nagłe zniknięcie mamy a potem siedem lat życia z "Tamtym". Każde z nich przeżyło wiele a teraz muszą sami rozpoznać kto jest ich wrogiem a kto sprzymierzeńcem, na kogo mogą liczyć a kto stanie po drugiej stronie barykady (bowiem powieść pełna jest "czarnych charakterów"). To dzięki Klaudii Kamil zrozumiał, że ma potrzebę kochania. Że zabija go bezczynność i powinien się zająć czymś pożytecznym... przecież potrafi tańczyć i komponować! Czy chłopak przestanie trwać z dnia na dzień w oczekiwaniu na cud i weźmie się za prawdziwe życie? Jak Ci młodzi ludzie zareagują na rodzące się między nimi uczucie? Czy mu się poddadzą czy będą z nim walczyć? Wszak to trudne, bo oboje los mocno doświadczył... i wcale nie zamierza przestać... Wciąż rzuca im pod nogi przeszkody, zwłaszcza ludzi o nieczystych intencjach. Czy Kamil ma szansę na odzyskanie wzroku? Gdzie zdobyć pieniądze? Klaudia ma pewien plan, ale czy to się uda? Dziewczyna nie przypuszcza, ile będzie musiała przeżyć i wycierpieć, by uratować wzrok Kamila. I wreszcie czy ona sama uwolni się kiedyś od demonów przeszłości? Czy te siedem lat, które chciałaby wymazać z pamięci, wzmocniły w niej chęć do walki o siebie i swoją przyszłość? Czy Klaudia odkryje prawdę o swojej mamie? Czy Kamil uniknie zemsty oprawców sprzed roku?

"Spełnienia marzeń" to najnowsza książka Katarzyny Michalak... Naprawdę? Tak, sama w to wierzę tylko dlatego, że zerkam co jakiś czas na okładkę. Przeczytałam do tej pory bodajże siedemnaście książek autorki i przyznaję, że ta jest inna. Okładka zapowiadała kolejną piękną i bajkową historię pasującą do serii owocowej, a otrzymałam szokującą opowieść o dwójce młodych ludzi. Nikomu nie życzę takiego życia, jakie przytrafiło się im. Książka ta, to nie tylko mały domek, rodzące się uczucie, ale i utrata wzroku, molestowanie (nie tylko zwykły szary człowiek może być potworem! ludzie na wysokich stanowiskach też!), zdobywanie celu "po trupach" czy świat czerwonych dywanów i limuzyn, czyli szeroko pojętego "szołbiznesu". Poznajemy też ludzi, którzy z różnych pobudek zmieniają swoje stanowisko, pragną zemsty, pieniędzy albo zabawy czyimś kosztem a prawdziwej pomocy pragną udzielić zupełnie obce osoby.

Bardzo podobały mi się wprowadzone do powieści zwierzęta: suczka Aza (pokrzywdzona przez ludzi i pełna strachu podobnie jak Klaudia) oraz dwie klacze: Epoka i Pasja. Robaki pełzające po ścianach już mniej...

Powieść czytałam bardzo szybko i z przejęciem. Byłam ogromnie ciekawa kto pierwszy wyjawi swoją tajemnicę. Kto pierwszy opowie o swojej przeszłości. A kiedy już poznałam historie obojga to łzy napłynęły mi do oczu. Dlaczego ludzie ludziom potrafią zgotować taki los? Na kolejnych stronach przeżywałam wzloty i upadki Klaudii i Kamila i choć dzielnie im kibicowałam, to miałam silne wrażenie, że jedyne co może ich łączyć to przyjaźń. Wszak pewne urazy nie pozwalają na trwałe związki. Czy miałam rację? Czy marzenia, nawet po największych burzach życiowych, mają prawo się spełniać? Czy to wszystko co zaplanowała dla bohaterów autorka ich połączy czy rozdzieli? Chcecie wiedzieć jaki jest finał? Zakończenie jest ... niespodziewane :) Ale cieszę się, że takie a nie inne.

Podsumowując - "Spełnienia marzeń" to nie tylko powieść obyczajowa, z czystym sumieniem określiłabym ją jako lekturę z odrobiną sensacji; akcja wciąż nabiera tempa, a zwroty jakie następują w fabule wciąż nie gwarantują jakie będzie zakończenie. Doskonale nakreśleni bohaterowie - nie tylko Ci pozytywni, ale i negatywni - z ogromnym bagażem doświadczeń. Liczne emocje ze strachem na czele oraz walką... walką o siebie i swoje marzenia. Bowiem one same się nie spełnią a trzeba im pomóc...






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Ani z


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Dzięcięcej literatury pozycji kilka w prześlicznych czerwonych barwach


Dziś będzie hurtowo o książeczkach, które czytałyśmy z Pati w grudniu (choć nie tylko w tym miesiącu, niektóre tytuły znam niemal na pamięć, czy to z tego zestawienia czy nie...:P). Ale tym razem mama sprytnie podsunęła dziecku - kolory :)





Autor: Ludwik Wiszniewski
Tytuł: Jak szara gąska gospodarowała
Ilustracje: Hanna Krajnik
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1986
Liczba stron: 24
Seria: Poczytaj mi, mamo





To mój egzemplarz książeczki, z dzieciństwa. Fruwające kartki posklejane paskami papieru, bo taśmy klejącej w tamtych czasach w domu nie mieliśmy raczej...
Zupełnie zapomniałam o tym, skąd wzięło się powiedzenie, że ktoś się szarogęsi. Tylko nie wiem czy pierwszy był autor, gęś czy wieść gminna.... :) Zabawna, ale i mądra historia o tym, że nie należy rządzić się cudzym mieniem, robić czegoś bez zgody innych oraz

Wśród stadka białych gęsi żyła sobie jedna z szarymi piórkami, która pyszniła się okrutnie. Wciąż tylko się chwaliła, rządziła i uważała, że jej należą się najlepsze kąski. Aż pewnego dnia gospodyni zaniemogła i leżała w łóżku. Obejście nie ogarnięte, więc to szara gąska przepasała się fartuchem i wzięła do roboty... Usiłowała rozpalić ogień, co skończyło się brakiem siennika i mebli oraz rozbitym oknem, zaś spiżarnia opustoszała, bo zapasami gąska nakarmiła zwierzęta. Gospodyni mało nie zemdlała, jak szkody zobaczyła. Choć z drugiej strony to przecież zadbała o obejście, prawda?


# # # # #




Autor: Urszula Kozłowska
Tytuł: Magiczne święta
Wydawnictwo: Olesiejuk
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 10
Seria: 4 układanki








Co kupić kilkulatkowi, by przybliżyć mu klimat mikołajowo-świąteczny na jego poziomie? Świetnym pomysłem są książeczki w twardej oprawie, gdzie oprócz tekstu i nie niszczących się stron znajdują się puzzle. Powyższa pozycja zawiera pięć rymowanych wierszyków, w każdym jest inny bohater: renifer, bałwan, Mikołaj, aniołek oraz świąteczne prezenty. Każdy z bohaterów - z wyjątkiem prezentów pod choinką - ma na prawej części książeczki składającą się z dziewięciu elementów układankę z rysunkiem tegoż bohatera.

Rymowanki są bardzo przyjemne, szybko wpadają w ucho a moja dwuletnia bratanica, dla której to był prezent była zachwycona. Nie dość, że uwielbia książeczki (ma to mnie, swojej cioci, i swojej kuzynce Pati)  to jeszcze ulubione puzzle w nowych wzorach. Jej mina bezcenna :)


















# # # # #




Autor: Kornel Makuszyński
Tytuł: O wawelskim smoku
Ilustracje: Marian Walentynowicz
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1983
Liczba stron: 24






Stary, matowy i niemal szary papier, proste ilustracje - taka jest kolejna książeczka z mojego dzieciństwa. Któż nie zna legendy o smoku wawelskim...? No to króciutko: królowi Krakowi tak spodobała się dolina Wisły, że postanowił osiedlić się na wawelskim wzgórzu. Zbudował dwór, miasto się rozrastało, ludziom żyło się dobrze i jedynie przekupki czasem potrafiły zakłócić ciszę swoimi swadami. Dla królewny Wandy piękne buciki robił szewczyk Skuba, którego przygarnęli szewcowie, bo był sierotą. I całe szczęście, bo przecież gdy pojawił się potwór straszliwy ziejący ogniem, ryczący i mający coraz większe wymagania, to właśnie młody, dzielny i odważny szewczyk pozbył się smoka. Nad dobrą koncepcją myślał dwie niedziele, ale że tak wiele sposobów zawiodło, wiedział, że to jest szansa dla miasta. Ciekawa jestem czy wszyscy pamiętacie finał...?

Książeczka ma ciekawą fabułę, z dawką emocji, morałami, oddzieleniem dobra od zła. Ilustracje świetnie oddają treść i jest ich na tyle dużo (do każdego czterowierszu jedna ilustracja), że dziecko nie nudzi się przy kolejnych partiach tekstu, tylko podziwia ich zobrazowanie.





# # # # #






Autor: Maja Popielarska
Tytuł: Mania, mała ogrodniczka
Ilustracje: Kasia Kołodziej
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 34










Mania ma osiem lat. Jej młodszy brat Jaś - cztery. Często dochodzi do sporów czy  zupa ma być z makaronem czy ryżem, ale ogólnie dzieciaki są zgodnym rodzeństwem, zwłaszcza kiedy mama zabiera ich do ulubionej cukierni podczas deszczowej pogody. Na poprawę humoru.
Mania w związku z tym, że ma napisać pracę domową, dotyczącą ciekawego i mało znanego warzywa, odkrywa że rabarbar nie jest owocem, tylko właśnie warzywem. Zresztą wiele ciekawostek znajdziemy w tej książeczce, bowiem rodzice przekazują dzieciom niespodziewaną informację - kupili domek z ogródkiem. Mania ogromnie zapala się do pomysłu zagospodarowania terenu. Emerytowana nauczycielka przyrody - pani Rozalia - wprowadza Manię i jej rodziców w świat ogrodnictwa. Pomaga im rozplanować gdzie lepiej umieścić bazę kosmiczną, gdzie ustawić stół a gdzie umieścić kwiaty i warzywa. Dzięki starszej sąsiadce dziewczynka poznaje zwyczaje pszczół oraz co się kiedy sadzi czy sieje. Założyła też zielnik i każdego dnia odkrywała nowe ciekawostki przyrodnicze.

To bardzo pouczająca książeczka, która zbliża dziecko do otaczającej nas natury. Wyjaśnia, że nie nawet jeśli ktoś nie ma ogrodu to może mieć swój kawałek ogródka na balkonie lub parapecie. Ta pozycja uczy dziecko wielu fajnych i nietypowych a czasem jakże prostych rzeczy z otaczającego nas świata a wszystko to w formie zabawy. Humorystyczna forma, śliczne i barwne ilustracje, marginesy przeznaczone na niebanalne obrazki. Obie z córą świetnie się bawiłyśmy podczas lektury.
























 # # # # #



Autor: Kornel Makuszyński
Tytuł: Przygody Koziołka Matołka
Ilustrator: Marian Walentynowicz
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza G&P
Data wydania: 2012
Liczba stron: 24
Seria: Koziołek Matołek tom 3





Pacanów nie jest dla mnie miastem-widmem, nie jest miejscem tylko z bajki o Koziołku Matołku, bowiem mój rodzinny dom leży zaledwie 15 kilometrów od Pacanowa. Wielokrotnie miałam okazję spacerować po tamtejszym ryneczku i podziwiać liczne, usytuowane tam w różnych miejscach, koziołki. Również moja trasa na studia do Kielc przebiegała przez Pacanów. Półtora roku temu byliśmy też rodzinnie w Europejskim Centrum Bajki, ale szczerze mówiąc było nudno...



Moja córa jakoś nie czuje klimatu Koziołka, to chyba natłok propozycji dla dzieci powoduje, że woli inne książeczki, w jakiś sposób ciekawsze. Może jeszcze przyjdzie na nie czas... Jednak w małych fragmentach przygody dzielnego parzystokopytnego stworzenia wywołują uśmiech na jej buzi.

A co tym razem wymyślił Koziołek? Jakie przeżył przygody w drodze do Pacanowa? Tym razem nasz bohater został żołnierzem, choć dość dziwnie wyglądał bez brody... Walczył z rakiem na ogonie, udał się na wycieczkę do ZOO, był w Neapolu i na Capri, został wzięty za morskiego potwora, ale w rezultacie powrócił do ojczyzny a nawet odnalazł upragniony Pacanów... Tylko czy tak naprawdę go to uszczęśliwiło??



Książeczki o przygodach koziołka wydane w ostatnim czasie znacznie poprawiły się pod względem technicznym - są wydane na lepszym papierze, mają barwniejsze ilustracje - czy to bardziej zachęci maluchy do poznania bajek z dzieciństwa ich rodziców?






Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczek


Książeczki przeczytane w ramach wyzwań: Gra w kolory II (wszystkie), Grunt to okładka (dwie ostatnie), 52 książki


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...