Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanadyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanadyjska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 marca 2020

Ryan Knighton "Zapiski niewidomego taty"





Tytuł oryginalny: C'mon Papa. Dispatches From a Dad in the Dark
Tłumaczenie: Anna Nowak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2011
Liczba stron: 288
Seria: Zbliżenia




"Zapiski niewidomego taty" to autobiografia mężczyzny, który choruje na retinopatię barwnikową, charakteryzującą się powolną utratą wzroku. Moją uwagę przyciągnęła przede wszystkim okładka, ze słodkim bobasem, ale byłam również ciekawa, jak bohater poradził sobie w nowej rzeczywistości.

Ryana poznajemy w chwili, gdy dopiero przygotowuje się do roli taty. Wraz z żoną Tracy kilkukrotnie się przeprowadzają (nowe miejsca stanowią dla niego wyzwanie, gdyż nie zna okolicy), przeżywają poronienie oraz jej rzadką chorobę wymagającą chemioterapii. Później następuje okres ciąży, podejrzenie o zespół Downa, ryzyko punkcji, przygoda ze szkołą rodzenia i moment narodzin długo wyczekiwanej córeczki - Tess.

Na każdym etapie Ryan czuje się bezradny, wielu rzeczy nie jest w stanie zrobić, musi liczyć na żonę, która przecież ma już niemało na głowie. A tu jeszcze on - uwieszony jej łokcia. Nawet gdy miała częste skurcze, ciągnęła ze sobą męża. Bohaterowi trudno jest poczuć się prawdziwym tatą, gdyż wciąż potrzebuje rad, wskazówek i ogromu pomocy. Zwykły spacer z córeczką staje się wielką i niebezpieczną wyprawą. Odnalezienie jakiegoś przedmiotu w domu graniczy z cudem, jeśli wcześniej sam tego nie odłożył w dane miejsce. Ma trudności z przewinięciem czy nakarmieniem córki, nie jest w stanie rozpoznać kiedy dziecko się dławi posiłkiem. Ryan liczy, że z czasem, gdy Tess będzie starsza, będzie potrafiła pomóc mu w cieszeniu się rodzicielstwem, dzięki możliwości sygnalizowania mu słownych komunikatów. Póki co wraz z Tracy obserwują jak ich córeczka odkrywa nowe rzeczy.


Przyznaję szczerze - książka nieco mnie rozczarowała. Spodziewałam się czegoś innego, w sumie nie wiem czego oczekiwałam, ale zabrakło mi lekkości, naturalności a przedstawione emocje nie chwyciły mnie za serce, czyżby to wina stylu autora? Opis zwiastował wzruszającą i zabawną autobiografię, ale jak dla mnie, nie ma tam żadnego z tych elementów.

Z każdą kolejną stroną czytało mi się coraz ciężej, denerwowały mnie wtrącenia niezwiązane z tematem, nie wnoszące nic ciekawego do fabuły a jedynie wytrącające z niej. Zbyt duży fragment życia bohaterów opisano sprzed narodzenia Tess a wedle tytułu to bycie ojcem miało stanowić trzon tej książki. Nawet jeśli już tak to zostało pomyślane, to liczyłam na coś, co mnie wciągnie a tymczasem właściwie nie mogłam się doczekać, kiedy zmęczę książkę.

Właściwie to nie potrafię nazwać jednym słowem, co mnie tak rozczarowało, ale nawet momenty stresujące, gdy Ryan zostawał sam z córeczką albo gdy wychodził z nią na spacer, unikając przeszkód wszelakich, nie wywoływały we mnie większych emocji. Nie czułam adrenaliny, stresu, obawy... Sami musicie zdecydować, czy sięgnąć po "Zapiski niewidomego taty" i próbować odnaleźć w niej więcej plusów.







Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC 2020, 52 książki

wtorek, 26 czerwca 2018

Krótkie recenzje kilku czerwcowych lektur




Autor: Renata Adwent
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 2013
Liczba stron: 376



Debiutancka powieść Renaty Adwent "Rok na końcu świata" to historia Rity Antkowicz, trzydziestolatki pracującej w sklepie z pamiątkami w dużym mieście. Bohaterka jest w szczęśliwym związku z Mikołajem, lekarzem i jej życie jawi się jako ustabilizowane i pozornie bez skazy. Jednak Rita nie tryska szczęściem. Ma liczne wątpliwości czy Mikołaj jest tym jedynym a codzienność tą wymarzoną...

Niespodziewany list polecony z kancelarii notarialnej staje się początkiem nowego życia. Rita rzuca pracę, Mikołaja i żegnając się jedynie z przyjaciółkami wyrusza do Bartnicy Nowej - wsi na końcu świata, gdzie mały domek z ogrodem zapisała jej w spadku siostra matki - ciotka Nina. To miejsce budzi w bohaterce liczne wspomnienia, gdyż spędzała tam wakacje w dzieciństwie. Jak okazuje się w praktyce dom jest do remontu, brakuje w nim łazienki i ogrzewania, do sklepu jest daleko... Ale otoczenie sprzyja przemyśleniom, których potrzebuje zagubiona Rita. Czy wytrwa tutaj rok, by móc otrzymać całkowicie formalnie akt własności, ponieważ taki był warunek ciotki?

Losy bohaterki śledzimy poprzez cztery pory roku, które wytyczają na wsi tryb życia. To od nich człowiek jest całkowicie uzależniony, musi wykonywać wiele prac w tym a nie innym terminie. Wraz z nastaniem każdej kolejnej widać jej wewnętrzną przemianę, upaja się przestrzenią, czasem i naturą. Jakie decyzje podejmuje? Czy wytrwa? Jak ułożą się jej relacje z lokalną społecznością? W jaki sposób spełni swe pragnienie o stworzeniu miejsca, w którym nieprzypadkowi ludzie mogliby poszukiwać siebie? Czy związek z Mikołajem przetrwa?

Tematyka ucieczki na wieś jest bardzo popularna wśród polskich autorek, dlatego byłam niezmiernie ciekawa w jaki sposób Renata Adwent uatrakcyjni fabułę. Są różnorodni bohaterowie, pamiętniki ciotki Niny kryjące tajemnice, pamiętnik pracy nad sobą Rity... Wiele nawiązań do książek, legend, poezji, które nie zawsze mnie interesowały a wręcz nudziły. No cóż, czasami wszelkie bogactwo opisów czy wtrąceń jest dla mnie minusem. Nie czułam lekkości stylu a jedynie zmęczenie nadmierną liczbą dłuższych cytowanych fragmentów oraz zbyt powolną akcją. Składam to na karb debiutu, gdyż czytałam wydaną w 2017 roku książkę "Nigdy nie jesteś sama" i było znacznie lepiej.

Podsumowując - "Rok na końcu świata" to powieść o szukaniu siebie, zaglądaniu w głąb serca i umysłu; realizowaniu marzeń, spełnianiu dobrych uczynków i otaczanie się zielenią oraz przyjaznymi ludźmi. Historia o miłości, błędach i koniecznych zmianach, by osiągnąć stan szczęścia. Czy każdemu jest to dane?





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za pożyczenie książki dziękuję p. Eli


# # # # # # # # # #



Tytuł oryginalny: The Deal
Tłumaczenie: Anna Mackiewicz
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2016
Liczba stron: 464
Seria: Off-Campus tom 1




"Układ" Elle Kennedy to książka nagrodzona jako 'najlepszy romans 2015 w Ibooks Store' a że dodatkowo została mi polecona przez znającą się na dobrej literaturze osobę - sięgnęłam. Czy podobał mi się romans z gatunku New Adult?

Hannah Wells studiuje muzykę na Uniwersytecie Briar w stanie Massachusetts. Pięć lat temu w jej życiu doszło do traumatycznych przeżyć, które na trwałe zapisały się w jej psychice. Dziewczyna nie bywa w rodzinnym domu i uważa, że jest zepsuta... Jednak serce nie sługa i piękna studentka zakochuje się w futboliście - Justinie Kohlu. Jednak taka szara myszka jak ona, ma nikłe szanse by dostać się choćby w pobliże gwiazdora.

Niespodziewanie pomocna w tej kwestii, okazuje się prowadząca zajęcia z etyki Pamela Tolbert, która nie daje zaliczenia Garrettowi Grahamowi - kapitanowi drużyny hokeja. Jaki to ma związek z Hannah? Otóż dziewczyna zaliczyła na piątkę a kiepska ocena Garretta obniża mu średnią, co spowoduje iż zostanie wykluczony z meczu. Hokeista wielokrotnie próbuje skłonić Wellsy do wyrażenia zgody na udzielenie mu korepetycji, ale ona niezmiennie odmawia. Ostatnią deską ratunku dla Garretta jest tytułowy 'układ' - w zamian za pomoc w etyce obiecuje jej wprowadzenie do towarzystwa, w którym obraca się Justin i wywołanie jego zazdrości.

Co wyniknie z częstych spotkań przebojowego i przystojnego gwiazdora hokeja ze spokojną i cichą dziewczyną? Jak zakończy się zderzenie dwóch światów - człowieka, do którego wzdychają całe tłumy wielbicielek i studentki, która niczym się nie wyróżnia i pragnie spełniać marzenia pomimo bólu w sercu? Czy pomogą sobie wzajemnie?

Teoretycznie książka jest schematyczna - ON na świeczniku, ONA żyjąca w cieniu, OBOJE pokiereszowani przeszłością. Jednak autorka potrafiła zrobić z tego coś pięknego. Pokazała nie tylko studencki świat ze strumieniami piwa, głośną muzyką i roznegliżowanymi panienkami. Uwagę czytelnika zwróciła bowiem na to, że oglądanie filmu w ubraniu również może być fajne, flirt nie zawsze kończy się seksem a dwoje ludzi może zbliżyć się do siebie poprzez inteligentne rozmowy i odczytywanie pragnień. Spotkania Hannah i Garretta to tworząca się więź, pojawiające się zaufanie, niespodziewane uczucia i wyjawienie skrywanych na dnie serca zadr.

Podsumowując - "Układ" to historia młodych, ale przepełnionych trudnymi doświadczeniami ludzi.  Kipiąca emocjami opowieść o nienawiści, uciekaniu, strachu i radosnym podekscytowaniu, a także o prawdzie i patrzeniu w przyszłość. Nie brakuje również szantażu, zauroczenia, prawdziwych przyjaciół oraz niezmiernie delikatnych scen erotycznych.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za pożyczenie książki dziękuję Ani


# # # # # # # # # #





Autor: Marta Radomska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2018
Liczba stron: 396
Seria: Maraton do szczęścia tom 2




Nie czytałam wprawdzie pierwszego tomu tej serii, ale chciałam poznać pióro Marty Radomskiej. Czy to był błąd by zacząć od drugiego tomu?

Aleksandra Lenczyk pracuje jako trenerka personalna w fitness klubie. Prywatnie dużo biega, gdyż przygotowuje się do maratonu. Towarzyszy jej pies Dragon, amstaff, dzięki któremu kobieta czuje się bezpiecznie na parkowych alejkach. Czasami do Oli dołącza brat narzeczonego Łukasza - Darek lub pani Halinka, rozwódka, której Ola pomaga w uzyskaniu znacznie lepszej formy.

I tak życie toczyłoby się spokojnym rytmem dalej - praca, dom, treningi, spotkania z Beatą - przyjaciółką i jednocześnie żoną Darka, a także sympatyczne zwierzaki: Dragon oraz futro plus furia, czyli czarny pocisk a tak naprawdę kot Behemot. I do tego momentu byłam przekonana, że to powieść obyczajowa... Nowa sąsiadka, która zakłóca spokój remontami a podczas biegów po parku nie ma nawet zadyszki. Wtedy nastąpił przełom!

Podczas parkowej przebieżki Ola, Beata i Dragon znajdują w krzakach trupa! To biuściasta blond podrywaczka, która za życia narobiła zamieszania w życiu czwórki przyjaciół. A po śmierci jeszcze większego...
Tylko czy policja im uwierzy, że to nie one zabiły? Wszak obie miały motyw. Z czasem okazuje się bowiem, że jak na pstryknięcie palcami, niemal każdy bohater miał z denatką coś wspólnego.

Powieść Marty Radomskiej to może nie mistrzostwo świata w literaturze rodzimej (jest w niej bardzo dużo monologów i przemyśleń Oli a także zbędnych określeń), ale dobra książka z wątkiem kryminalnym a przy tym pełna humoru sytuacyjnego (szukanie kota w święta, bałagan w kuchni czy babskie łapanie mordercy) i słownego oraz ironii. Dowiemy się, jak wielkie znaczenie w sprawie o morderstwo będzie miała dla Oli pierś z kurcząt oraz poznamy prawdę o tym, że czasami lepiej, gdy jabłko pada dalej od jabłoni. Zaś babcia Janeczka uświadomi nas w kwestiach kryminalnych a swoje teorie poprze przykładami jak choćby pomysł na szukanie zaginionej święconki.

Podsumowując - "Sprintem do marzeń" to opowieść o zazdrości, braku zaufania, niedopowiedzeniach i miłości wystawionej na próbę. Autorka pokazała relacje damsko-męskie w najbardziej życiowym przypadku, czyli w chwili, gdy na horyzoncie pary pojawia się piękna i ponętna łamaczka serc. Kto przetrwa i nie skusi się na zakazany owoc? Romantyczno-kryminalna historia z bogatą duchowo bohaterką nastawioną do życia bojowo i z humorem.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za pożyczenie książki dziękuję Angelice


# # # # # # # # # #

piątek, 30 marca 2018

Alan Bradley "Zatrute ciasteczko"




Tytuł oryginalny: The Sweetness at the Bottom of the Pie
Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 2010
Liczba stron: 368
Seria: Flawia de Luce tom 1










O serii Alana Bradleya Flawia de Luce słyszałam już wielokrotnie od kilku lat. Oprócz pozytywnych opinii przeczytanych w internecie, kilkoro znajomych osobiście opowiadało mi o dziewczynce walczącej ze złem - rozwiązującej zagadki kryminalne jednocześnie próbując zrobić na złość swoim siostrom. Wreszcie rozpoczęłam swoją przygodę z przygodami jedenastoletnią detektyw. Czy mi się podobało?

Na progu rezydencji Buckshaw, gdzie mieszka Flawia de Luce wraz z ojcem i siostrami, kucharka znajduje nieżywego bekasa kszyka. Widok jest tym bardziej niecodzienny, gdyż ptak ma znaczek pocztowy nadziany na dziób. Kilka godzin później na grządce z ogórkami dziewczynka niemal potyka się o człowieka, który wyrzekłszy do niej jedno słowo... umiera! A przecież sama słyszała jak w okolicach północy kłócił się z ojcem w gabinecie... Czy to ojciec go zabił? Czego mogła dotyczyć ich nocna rozmowa?

Niezwykłe wydarzenia stają się impulsem do przemiany jedenastolatki w detektywa. Od tego momentu, pasjonująca się chemią Flawia, rozpoczyna swoje własne, niezależne śledztwo. To niesamowite, że dochodząc do prawdy o zmarłym, była wciąż przed policją... Kim był i dlaczego przybył do Buckshaw? Czy ojciec znał go wcześniej? Niewiarygodna dedukcja i fenomenalne zachowanie nastolatki!

Alan Bradley umieścił akcję swojej powieści w latach pięćdziesiątych XX wieku w angielskim miasteczku Bishop Lacey, sami przyznacie że to dość oryginalne. Jednak również z tego powodu trudno szło mi na początku wczytanie się w historię, by poczuć jej specyficznego ducha. Ale kiedy już szczegóły techniczne przestały mieć znaczenie... stałam się niewolnicą tej opowieści!

Trup, policja, tajemnice, iluzja, mroczna przeszłość czy wyszukiwanie informacji bez możliwości użycia nowoczesnych technologii to istotnie intrygujące połączenie. Przywykłam bowiem do współczesnych działań policji, gdzie internet czy telefony komórkowe odgrywają ważną rolę.

Bradley stworzył świetną kreację głównej bohaterki, która bawi i zaskakuje. Jedenastoletnia dziewczynka jest nie tylko pasjonatką chemii, potrafi stworzyć różne roztwory czy trucizny, ale posiada również szeroką wiedzę z zakresu literatury, muzyki, polityki czy filmu, gdyż często używa w wypowiedziach odniesień do utworów czy postaci. Flawia potrafi doskonale kojarzyć fakty, tu coś podsłucha, tam coś przemilczy, gdy trzeba to skłamie czy nagnie prawdę, byle poradzić sobie w życiu (w rezydencji de Luce'ów panują dość chłodne stosunki, bowiem starsze siostry jej nie lubią a ojciec wciąż żyje wspomnieniem utraconej żony) i rozwiązać sprawę śmierci w ogórkach. Tylko czy to bezpieczne?


Podsumowując - "Zatrute ciasteczko" jest teoretycznie początkiem serii adresowanej do młodych czytelników, jednak bawiłam się podczas lektury znakomicie! Świetna dedukcja, nieuchwytne myśli dotyczące ważnych wydarzeń czy powiązań, błyskotliwa bohaterka oraz nieoczekiwane zakończenie - kryminał idealny, prawda? Jeśli lubicie zaskakująco rozwijającą się akcję na angielskiej prowincji, przesyconej chwilami czarnym humorem i małomiasteczkowym życiem w kokonie problemów czy zaszłości to jest to lektura dla Was. Polecam!



"Zatrute ciasteczko"
"Badyl na katowski wór"
"Ucho od śledzia w śmietanie"
"Tych cieni oczy znieść nie mogą"
"Gdzie się cis nad grobem schyla"
"Obelisk kładzie się cieniem"
"Jak kominiarzy śmierć w proch zmieni"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


środa, 22 listopada 2017

Sheena Kamal "Nieobecna"






Tytuł oryginalny: The Lost Ones
Tłumaczenie: Jakub Sosnowski
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 11 października 2017
Liczba stron: 352








Sheena Kamal urodziła się na Karaibach, zaś jako dziecko wyemigrowała do Kanady, gdzie obecnie mieszka. "Nieobecna" jest jej debiutem, który skusił mnie swoim opisem. Ale czy każdy obiecujący tekst z okładki potwierdzony zostaje cudowną fabułą? Zapraszam na moje wrażenia.

Nora jest alkoholiczką po odwyku, kobietą-widmo, szarym człowiekiem, który nie chce rzucać się w oczy. Unika dużych skupisk ludzi, nie wyróżnia się z tłumu, nie ma znajomych czy przyjaciół. Utrzymuje relacje jedynie z trzema żywymi istotami: wierną znajdą - suczką Sapką oraz swoimi pracodawcami. Leo i Seb dali jej pracę w swoim biurze detektywistycznym i są zadowoleni ze swojej decyzji, bowiem Nora jest w tej dziedzinie doskonała - potrafi bezbłędnie wyczuć, gdy ktoś kłamie lub próbuje coś ukryć. Zajmuje się też odnajdywaniem ludzi oraz wyszukiwaniem informacji. Mieszka w piwnicy pod biurem, oczywiście w tajemnicy przed szefami.

Jej z pozoru ciche, spokojne i poukładane na nowo życie burzy telefon, a drżący głos po drugiej stronie prosi o spotkanie. W normalnych okolicznościach kobieta nie podjęłaby się takiego zlecenia. Nie pozwoliłaby na żadne osobiste kontakty... Ale to wyjątkowa sytuacja... Zaginęła piętnastolatka, którą zaraz po urodzeniu Nora oddała do adopcji... Dlaczego to zrobiła? Czy to z wyrachowania pozbyła się własnego dziecka, by móc żyć jak kot i chadzać własnymi ścieżkami? Co wydarzyło się przed laty? Czy Nora pomoże Lynn i Everettowi odnaleźć córkę? Czy Bonnie żyje?


Nora nie funkcjonuje w społeczeństwie jak normalny i zwyczajny człowiek. Ukształtowała ją domieszka indiańskiej krwi, rodziny zastępcze, trzy nawroty choroby alkoholowej oraz traumatyczne wydarzenia sprzed piętnastu lat. To właśnie tam, w opowieści o wydarzeniach z przeszłości, szukajcie zrozumienia dla jej zachowania i postawy. Może to nie była najlepsza decyzja, może mogła podjąć inną, ale czy po takim dramacie byłaby skłonna kochać to dziecko i uśmiechać się do niego każdego dnia? Dziennikarz, któremu opowiedziała to, co jej się przydarzyło, był głęboko wstrząśnięty... Teraz jednak los daje jej szansę, by uratować córce życie. Kobieta dociera do faktów, których nie potrafi ze sobą powiązać. Jednak to właśnie ta łamigłówka przekonuje ją, że to nie jest zwykła ucieczka zbuntowanej nastolatki... 

Tropy prowadzą do coraz to nowych miejsc oraz osób, które przywołują w pamięci nory wydarzenia, o których wolałaby nigdy już nie pamiętać. Kamal stworzyła historię, w której nie brak dziwnych zbiegów okoliczności, pościgów, niespodzianek, a także tabunów ludzi, którzy poszukują Bonnie. Dlaczego nastolatka jest tak cenna? Tutaj nic nie jest jasne ani oczywiste. Nie wiadomo kto jest kim, kto kogo śledzi, komu można ufać...

Na drodze bohaterki staje wiele postaci - ochroniarze, lekarze, dziennikarze, nastolatki oraz właściciel głosu, który sprawia, że włoski na jej ciele 'stają dęba' a skóra cierpnie... Swoją postawą ogromnie zaskoczyła mnie siostra Nory - Lorelei. Czyż osoba walcząca o ochronę środowiska naturalnego nie powinna mieć więcej serca dla własnej siostry?

Powieść jest podzielona na pięć części, które stanowią jakby poszczególne etapy poszukiwań Bonnie. Ostatnio narzekałam na książkę ze zbyt długimi rozdziałami, a dziś odwrotnie - rozdziały są chwilami tak krótkie, że strasznie szatkują opowiadaną historię i utrudniają wdrażanie się w kolejne wydarzenia.

To dość przeciętny debiut. Początkowo byłam przekonana, że po zakończeniu lektury będę zachwycona, bowiem opowieść o Norze, jej przeszłości i zaginionej córce nabierała tempa. Z każdą stroną otrzymywałam nowe elementy układanki, pojawiały się ciekawe postacie, które wiele wnosiły, choć nie do końca było to oczywiste - idealny materiał dla czytelnika-detektywa. Ogromny potencjał spadł - w pewnym momencie - niestety, jakby po schodach piwnicznych... na łeb na szyję... Sama nie wiem co poszło nie tak, ale książka zaczęła być mniej intrygująca, nie na wszystkie pytania otrzymałam odpowiedź, zabrakło mi czegoś ulotnego, co dodałoby lekturze blasku czy adrenaliny ale w bardziej realnym rozumieniu, bowiem bohaterka stała się kobietą-ideałem, której żaden strzał czy katastrofa się nie imają... Nawet Bond bywał ranny...



Podsumowując - "Nieobecna" to kryminał, który charakteryzuje się oryginalnością fabuły oraz rozlicznymi tajemnicami. Opowieść o miłości rodzicielskiej wystawionej na próbę przez okrutny los i ludzi. Nie jest to wyśmienity debiut skłaniający do rozważań typowych dla książek przepełnionych grozą śmierci, ale bardziej studium psychiki ludzkiej, która została zwichrowana i próbuje się ustabilizować. Pomimo minusów, warto ją poznać, bo może Tobie spodoba się bardziej...? Wszak pomysł jest niezmiernie oryginalny.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Kathryn Taylor "Barwy miłości"



Pełny tytuł: "Barwy miłości - Wyzwolona"
Tytuł oryginalny: Colours of Love - Entfesselt
Tłumaczenie: Urban Miłosz
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 8 kwietnia 2015
Liczba stron: 352
Seria: Barwy miłości tom 1









Recenzując w lutym jedną z publikacji erotycznych napisałam, że nie jestem ekspertem w tej tematyce. Wprawdzie nie mam zamiaru nim zostać, jednak postanowiłam nieco bardziej zagłębić się w świat seksu, poznając kolejne powieści erotyczne. Dzięki temu będę miała większą możliwość porównawczą. A co poznam i przeżyję (:)) to moje. Tym razem sięgnęłam po książkę Kathryn Taylor "Barwy miłości", która jest pierwszym tomem z zaplanowanej trylogii. Kanadyjska pisarka swoją pierwszą historię opublikowała mając jedenaście lat a niniejsza książka jest spełnieniem marzeń o profesjonalnej twórczości.

Grace Lawson pochodzi z Chicago. Jest studentką, która ma odbyć w Londynie trzymiesięczne praktyki w dziale inwestycyjnym dobrze prosperującej firmy. Już na wstępie, podczas niespodziewanego spotkania z przyszłym szefem na lotnisku, popełnia pierwszą gafę. Jak wpłynie ona na ich przyszłe stosunki? Czy dziewczyna przekreśli tym swoją szansę na dobrą współpracę?
Grace podoba się praca w firmie, znajduje bratnią i pomocną duszę w osobie Annie i to dzięki niej będzie miała gdzie spać w nowym mieście nowego kraju. Dała się bowiem naciągnąć internetowemu oszustowi i straciła kaucję, na wynajęcie kawalerki znalezionej w ogłoszeniu, a która nie istnieje. Nie da się ukryć, że na wielu płaszczyznach wychodzi na jaw, że panna Lawson jest naiwną i pozbawioną doświadczenia Amerykanką.

Autorka - źródło - jej strona www
Zaskoczeniem dla praktykantki okazuje się propozycja złożona przez właściciela firmy - Jonathana Huntingtona - dziewczyna ma zostać jego osobistą asystentką i pracować wraz z nim. Annie ostrzega ją przed podjęciem nowego stanowiska, jednak Grace jest zafascynowana szefem i nie widzi w propozycji nic złego. Czy Annie ma rację co do zamiarów Jonathana? Wszak skrzywdził już niejedną kobietę... Czy Grace będzie następna? Czy oprze się czarowi i urokowi szefa?

A kim tak naprawdę jest Jonathan, że bez skrupułów łamie kobiece serca? Jest obłędnie przystojnym, niewiarygodnie bogatym i najbardziej pożądanym kawalerem w Anglii. A w przyszłości ma odziedziczyć tytuł szlachecki. Kiedy był mały stracił matkę, od wielu lat jest skłócony z ojcem i jedynym jego łącznikiem ze starszym panem jest młodsza siostra - Sarah. Swój czas Jonathan poświęca głównie pracy, zaś wieczorami udaje się do tajemniczego klubu, przeznaczonego dla ścisłej elity. Co to za klub? Czy Grace dostanie szansę poznania go od środka?

Młodziutka Grace zauroczona ciałem i niesamowitym spojrzeniem Jonathana wciąż pragnie się do niego zbliżyć. Jednak spotyka się wciąż ze swoistym murem. Ona jest zakochaną dziewicą i chce dopiero poznać co to miłość, czułość i świat erotycznych rozkoszy. Jednak czy jej marzenia mają rację bytu w zetknięciu z zasadami Jonathana: żadnych uczuć, żadnych emocji i żadnego zaangażowania? Nie będę ukrywać, że między tym dwojgiem dojdzie do scen erotycznych, bowiem sam typ literatury na to wskazuje. Jak zakończy się ta szalona gra? Czyja szala przeważy? Czy uczuciowa i niedoświadczona Grace odpuści i wróci do domu? Czy będzie godziła się na wszystkie warunki i zachcianki Jonathana? A może to on zacznie traktować praktykantkę jak bliską sobie osobę?

Ale nie napisałam jeszcze o meritum sprawy, czyli o erotyce. "Barwy miłości" są porównywane do "50 twarzy Greya", której to książki nie miałam jeszcze okazji czytać. Zatem ja nie porównam tego w ten sam sposób, jak czytelnicy tego drugiego tytułu. Wśród nich niniejsza publikacja odniosła bowiem sukces. A co ja myślę, na podstawie poznanych dotąd erotyków? Porządnych scen ze zmysłowymi rozkoszami jest bodajże cztery czy pięć, ale za to zajmują kilka stron powieści, potrafią wciągnąć i wywołać rumieniec na twarzy skromnych niewiast. Do tego trzeba doliczyć jeszcze kilka maleńkich podchodów i epizodzików, które podtrzymują klimat iskrzenia między bohaterami. Jednak jak wiadomo, nie liczy się ilość a jakość. Tę oceniam bardzo dobrze. Jest stopniowanie napięcia i liczne urozmaicenia podczas zbliżeń, nie ma zaś brutalnego nazewnictwa (którego nie lubię w tego typu książkach). Chwilami jest za to dzika namiętność i eksplozja kolejnych orgazmów.
Jonathan nie jest moim ideałem faceta, ponieważ to jak traktował Grace nie byłoby dla mnie do zaakceptowania (gdyby był moim partnerem), jednak na godzinkę czy dwie chętnie oddałabym się jego ustom i dłoniom :P

Jak oceniam powieść? Pomysł na fabułę jest niezły, choć chwilami naiwność i żałosne zachowanie Grace mocno mnie denerwowało. Do czego bowiem można się posunąć w życiu z czystego zafascynowania drugą osobą? Zwłaszcza w sytuacji kiedy obie strony nie przyznają się do prawdziwego uczucia... Autorka dobrze zarysowała postacie dwojga głównych bohaterów, czułam wręcz jakbym ich znała osobiście. Pozostałym bohaterom - jak dla mnie - czegoś brakuje, a pewne sytuacje czy wydarzenia pozostały niedokończone. Debiutancka powieść Kathryn Taylor jest dobra, ale mam wrażenie, że jeszcze sporą przed nią. Na szczęście w planie są jeszcze dwa tomy trylogii i upatruję w nich kolejnego wachlarza różnorodnych wrażeń. Podsumowując, stwierdzam że powieść jest niezłą historią o zafascynowaniu młodej dziewczyny dojrzałym mężczyzną okraszona erotyką w dobrym guście, choć momentami dość mocną. Polecam!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Panu Rafałowi z


oraz


poniedziałek, 9 marca 2015

K. A. Tucker "Dziesięć płytkich oddechów"



Tytuł oryginalny: Ten Tiny Breaths
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: czerwiec 2014
Liczba stron: 421
Seria: Ten Tiny Breaths tom 












Próbowaliście sobie kiedyś wyobrazić sytuację, że nagle los zrzuca na Was tragiczną wiadomość: był wypadek i utraciliście w nim bliskich? Lepiej o tym nie myśleć. Czasami w naszych snach pojawiają się czarne wizje, złe obrazy, wydarzenia, które wywołują w nas smutek, złość i lęk o przyszłość naszej rodziny. Czasami to sekundy decydują o tym, że udaje nam się wyjść cało z jakiegoś wypadku. Ileż razy w swoim życiu słyszałam czy czytałam o ludziach, którzy nie zdążyli na samolot, pociąg czy autobus i dzięki temu uniknęli spotkania ze śmiercią? Jak duże szczęście potem nas ogarnia? Jednak czy każdego? Przecież czasami zdarza się uratować pojedyncze osoby... Jak one sobie z tym radzą? Dowiedziałam się tego, na podstawie opowieści o Kacey, bohaterce książki "Dziesięć płytkich oddechów". Chociaż już chyba wszyscy poznali tę opowieść, ja dopiero teraz poczułam na nią ochotę i dzięki Filii, urzeczywistniłam ją.

Piętnastoletnia Livie i dwudziestoletnia Kacey są siostrami. Uciekły z domu wujostwa w Michigan, ponieważ wuj Raymond chciał zgwałcić Livie. Zabierając oszczędności, starsza z sióstr decyduje się na wyjazd do Miami i wynajęcie pokoiku. Musi pójść do pracy i zapewnić Livie godne życie oraz możliwość kontynuowania nauki w szkole. Dziewczyny mają tylko siebie, ponieważ kilka lat wcześniej straciły rodziców. Początkowo czytelnik ma możliwość poznania jedynie problemów, z jakimi zmaga się Kacey. Chodzi na siłownię, by wyładować swój gniew na worku z piaskiem. Nie radzi sobie psychicznie z siedzącymi w jej głowie traumatycznymi przeżyciami, nie pozwala nikomu dotknąć swojej dłoni, tylko siostrze. To Livie przytulą ją w nocy, kiedy miewa koszmary i traci oddech. To Livie stara się być łącznikiem ze światem i odskocznią od tragedii. Ale przecież to tylko piętnastolatka!

Dzięki Storm, mieszkance sąsiedniego pokoju, dziewczyny na nowo poznają co to uczucia, przyjaźń, sympatia do kobiety po przejściach i jej małej córeczki. Kacey dostaje pracę, potem zmienia ją na lepiej płatną, by móc odkładać na przyszłość dla siostry. Wciąż walczy ze swoją przeszłością, jednak nie jest łatwo przejść do porządku dziennego nad tym, że jakiś pijany kierowca spowodował wypadek, w którym zginęli jej rodzice, przyjaciółka i chłopak. Na szczęście Livie była wtedy chora i nie pojechała z nimi. Dzięki temu dziewczyna nie ma żadnych urazów fizycznych ani psychicznych.

A Kacey? Kacey wstydzi się swoich blizn, na jednej zrobiła nawet maskujący tatuaż. Gorzej jest z tym, co siedzi w jej głowie. Nie potrafi się otworzyć na innych ludzi, na uczucie. Wypiera to, co zaczyna czuć do chłopaka z pokoju 1D - Trenta Emersona. Jej ciało go pragnie, tylko ona blokuje tę chęć zbliżenia się kogoś. Nie chce nikomu zwierzyć się ze swojej tajemnicy, swojej trudnej przeszłości, swojej straty. Jednak nie tylko ona coś ukrywa. Storm również ma swoje sekrety, Trent także. Co ukrywa tak piękny i pociągający mężczyzna?

Autorka bardzo długo skrywa przed czytelnikiem prawdę i niektóre tajemnice. Razem z Kacey próbowałam wyprzeć ze świadomości wypadek i myśl, że słowa mamy o tytułowych dziesięciu płytkich oddechach, nie działają. Razem z Trentem próbowałam pomóc Kacey w leczeniu stresu pourazowego. Jednak pomiędzy tymi działaniami byłam przede wszystkim detektywem, próbowałam bowiem rozwikłać zagadkę niespodziewanych wyjazdów Trenta i odgadnąć jaką kryje tajemnicę. I wiecie co? Udało mi się! Zanim autorka wyjaśniła, kim jest tak naprawdę ten przystojniak i co skrywa, domyśliłam się tego wcześniej. Spodziewałam się tego całkiem szybko. Jednak jakości lektury to wcale nie umniejsza. Przecież bardzo długo nie wiedziałam czy mam rację. A nawet kiedy już wiele się wyjaśniło, płynęły mi łzy. Martwiłam się szansami związku Kacey i Trenta. Przecież tych dwoje tak do siebie ciągnęło, każdy dotyk jednej osoby wywoływał dreszcze w drugiej. I jeszcze ta mowa Trenta na pożegnanie...

Na rynku wydawniczym jest już druga część niniejszej książki ("Jedni małe kłamstwo") a za kilka dni zostanie wydana trzecia ("Cztery sekundy do stracenia").. Chętnie poznam dalsze losy bohaterów, ponieważ wzbudzili moją sympatię do nich. Ich charaktery i wygląd autorka przedstawiła bardzo wnikliwie, mogę się pokusić o stwierdzenie, że niemal ich znam. Powieść czyta się ogromną przyjemnością, ponieważ język jest prosty, przystępny a i wrażeń nie brakuje. Bohaterowie dbają, by czytelnik się nudził... Leje się krew, jest jazda na motorze, taniec na rurze a także wąż i zrujnowane drzwi. Brzmi ciekawie, prawda?

Oprócz tak różnorodnych sytuacji, czytelnik ma również okazję uczestniczyć w rodzących się więziach międzyludzkich: miłości, przyjaźni. Pojawia się też próba odkupienia win oraz problem z wybaczeniem. Jednak zwykle w każdej historii z tragedią w tle, występuje choćby cień szansy na lepsze życie, na wolność i godną, szczęśliwą przyszłość. Tak samo jest i tutaj. Gorąco polecam książkę wszystkim, którzy - podobnie jak ja do tej pory - nie mieli jej jeszcze okazji czytać. Warto!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Pani Oldze z Wydawnictwa Filia

niedziela, 29 czerwca 2014

Louise Penny "Martwy Punkt"



Tytuł oryginalny: Still Life
Tłumaczenie: Dariusz Rossowski, Maria Jaszczurowska
Data wydania: luty 2014
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 424
Seria: Inspektor A. Gamache









Louise Penny zanim zaczęła pisać była dziennikarką telewizyjną i prowadziła programy publicystyczne oraz informacyjne. Mieszkająca w górskim domku na południe od Montrealu pisarka, stworzyła serię kryminałów, w których główną postacią jest inspektor Armand Gamache. Kontynuacją  jego przygód kryminalnych jest kolejny tom "Zabójczy spokój". Autorka uwielbia krótkie, ale konkretne i świetnie trafiające w sedno tytuły.

Three Pines to maleńka górska miejscowość nieopodal Montrealu. Lokalna społeczność to typowi małomiasteczkowi ludzie, którzy znają się od lat i nie potrafią skrywać przed innymi zbyt wielu tajemnic, gdyż wieści szybko się rozchodzą. Ale czy na pewno? W tym jakże idyllicznym miejscu dochodzi jednak do tragedii - na jednej z leśnych ścieżek zostaje znalezione ciało emerytowanej nauczycielki - Jane Neal. Siedemdziesięciosześcioletnia niezamężna kobieta była przez mieszkańców miasteczka lubiana, nie miała wrogów i udzielała się na rzecz pomocy innym. Jednak praca policji na miejscu znalezienia ciała wykazała, iż to musiało być morderstwo. Jane zginęła bowiem w wyniku postrzału - najprawdopodobniej strzały z łuku. Kto chciał jej śmierci? Czy to ktoś miejscowy? A może to był wypadek podczas polowania? Wszystkich prawdopodobnych podejrzanych poszukuje zespół inspektora Gamache'a, który na czas śledztwa przenosi się do Three Pines.

Śledztwo, jak przystało na dobry kryminał, ma kilka zwrotów akcji, pojawiają się też liczne niespodzianki. Książka zaczyna się od dwóch dość nudnych i gmatwających w umyśle czytelnika wątków, ale są one bardzo ważne w policyjnych dochodzeniu. Obydwa mogą bowiem stanowić trop: Jane chciała po raz pierwszy pokazać publicznie swój obraz na wystawie w galerii stowarzyszenia Arts Williamsburg a tego samego dnia, gdy to zgłosiła miała niemiłą przygodę - wykrzyczała nazwiska chłopców, którzy obrzucili kaczym nawozem bistro Oliviera i Gabriego - miejscowych gejów. Czy te wydarzenia miały wpływ na to, że Jane zginęła? Możecie się przekonać czytając "Martwy punkt".

Czytałam wiele porównań tej książki do twórczości Agathy Christie i podobieństwa Gamache'a do Poirota. Nie mogę się nie zgodzić, że podobnie jak u Christie mamy tutaj małomiasteczkową społeczność a osoba detektywa jest równie skromna i przenikliwa u obu panów. Armand Gamache jest człowiekiem bardzo spokojnym i konkretnym, który wysuwa wnioski dopiero po ich wnikliwej analizie. Inspektor Gamache uwielbia kierować się intuicją a w krytycznych momentach konsultuje swoje decyzje z żoną. Nie zależy mu na awansie a na ludziach, z którymi pracuje. Lubi udzielać dobrych rad, czego doskonałym przykładem jest agentka Yvette Nichol, której życiowym marzeniem było dostanie się do policji, jednak podczas śledztwa popełnia błędy na poziomie przedszkolaka. Inspektor nie szydzi, nie krzyczy, lecz nawet mimo irytacji komisarza Beauvoir'a, nadal edukuje młodą policjantkę. Agentka Yvette jest bohaterką działającą bardzo na moje czytelnicze nerwy.

Louise Penny jest chyba doskonałą obserwatorką ludzkiej natury i psychologiem-amatorem, gdyż szczegółowo scharakteryzowała bohaterów kryminału, łącznie z postaciami drugiego planu. Czytelnik dzięki temu ma szansę na samodzielne odkrycie osoby, która zabiła. Ale czy na pewno? Ja przynajmniej próbowałam, jednak kiedy wytypowałam potencjalnych podejrzanych to z każdą kolejną czytaną stroną, moje teorie upadały. Autorka doskonale wystopniowała napięcie i pokazała drogę do finału. Zakończenie ogromnie mnie zaskoczyło, takiego sprawcy to się nie spodziewałam w żadnej fazie moich przemyśleń. O czym to świadczy? Jedynie o dobrze napisanym i przemyślanym wątku śmierci starszej pani. Czy książka posiada minusy? Kilka drobnych by się znalazło, jak chociażby powolna chwilami akcja, jednak mimo to pozycja jest logiczna i dopieszczona. A finał znów kojarzy mi się nieodmiennie z Poirotem i jego mowami końcowymi, gdzie dokładnie wyjaśnia kto i dlaczego zabił. Podobnie rzecz ma się i u Penny - jest to ogromny plus, gdyż nie lubię domyślać się, co kierowało człowiekiem na pozór idealnym.





Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Czytam opasłe tomiska, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Pani Oli 
z Wydawnictwa Feeria


sobota, 20 lipca 2013

Christopher Hyde "Fala"

Recenzja bierze udział w wakacyjnym konkursie dla syndykalistów



Tytuł oryginału: The wave
Tłumaczenie: Bartosz Skierkowski
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 2004
Liczba stron: 160
Seria: Biblioteka Dziennika nr 2







Christopher Hyde to kanadyjski pisarz o wszechstronnych zainteresowaniach: analityka rynkowa, redagowanie, dziennikarstwo telewizyjne, aż wreszcie pisarstwo. Jako dziennikarz zajmował się takimi tematami jak ochrona środowiska i nowoczesne technologie, jednak kiedy zaczął pisać, skupił się głównie na fikcji politycznej oraz thrillerach z wątkiem historycznym. Tworzy również pod pseudonimem Paul Christopher. "Fala" jest debiutem pisarza z 1979 roku.

Wyobraź sobie, że jesteś inżynierem geologiem i pracujesz w Biurze Kontroli i Bezpieczeństwa Środowiska Naturalnego jako Dyrektor regionalny. Do Twoich obowiązków należy nadzorowanie stanu wszystkich amerykańskich zapór na rzece Kolumbia. Nie jest Ci łatwo, bowiem Twoja praca zależy od działania zapór po kanadyjskiej stronie, ale informacji o tamtych niestety nie posiadasz. A przecież w zakresie Twoich obowiązków leży również zapewnienie bezpieczeństwa zakładom pracy położonym wzdłuż rzeki, że nie wspomnę o wielu istnieniach ludzkich. Czyż takie życie nie odciska śladu na człowieku? Czy taka praca nie wymaga wiele siły, zwłaszcza psychicznej? Zwłaszcza dla osoby, która jest w trakcie rozwodu, bo partnerka okazała się być osobą nieskorą do bycia żoną zwykłego urzędnika?

Taką osobą jest główny bohater książki - Jonathan Kane. Nie podoba mu się fakt, że w żaden sposób nie jest w stanie dowiedzieć się nic na temat stanu kanadyjskich zapór. A przecież to one mogą - w razie awarii - spowodować wielkie straty również po amerykańskiej stronie granicy. Od dawna przecież padało a Kanadyjczycy stworzyli zapory nie z betonu, ale z ziemi. Nie są tak trwałe! Nikt nie chciał - lub nie mógł - Jonathanowi pomóc w zdobyciu informacji. Dopiero Charlene Daly, dziennikarka i nowa partnerka inżyniera, postanowiła zaspokoić jego ciekawość i skontaktowała go z Halleranem, kanadyjskim dziennikarzem, który zajmuje się tematem zapór. Jonathan wybiera się do niego i lecą wspólnie w miejsca, które budzą ciekawość Kane'a. Okazuje się, że geolog miał rację - stok uległ pod powierzchnią wody erozji, która może doprowadzić do poważnego osunięcia. Po powrocie do domu Jonathan zostaje zaatakowany i traci przytomność. Kto i w jakim celu zrobił zamach na jego życie? Czy Kane'owi uda się uratować miliony ludzi przed ogromną katastrofą skoro on sam stał się celem polowania? Czy obecność dziennikarki pomoże głównemu bohaterowi w walce o wysłuchanie jego teorii i podjęcie działań? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie już w książce. 

Równolegle do akcji z tamami na rzece toczy się drugi wątek - ekologiczny. Grupa młodych ludzi prowadzi działania zmierzające do wtargnięcia do bazy nuklearnej. Ale czy cała trójka chce tego w tym samym celu? Czy to tylko pozory? Co się stanie jeśli im się nie uda? A może dotrą do swojego celu i zdobędą reaktor? Tylko co tak naprawdę będzie bardziej opłacalne...?

"Fala" to również tajemnicze spotkania, dziwne rozmowy, ucieczki, ranni i zabici. Ofiar jest sporo, ale tak naprawdę śledztwo nie ma się jak odbyć... Dlaczego? Nie zdradzę.
Jak czyta się książkę Hyde'a? Początkowo okropnie... małe literki, małe marginesy, a przez to dużo tekstu na stronie, co męczy trochę oczy. Akcja rozkręca się naprawdę powoli. Miałam kilka myśli o porzuceniu tej lektury. Ale teraz nie żałuję, że przetrwałam ten kryzysowy moment, ponieważ jak już się akcja rozkręciła to podniosło mi się ciśnienie... Były takie momenty, że musiałam na kilka sekund przerwać czytanie, żeby emocje opadły. Tak więc podsumowując - książka jest warta poznania, mimo że porusza trudne tematy i naukową wiedzę. Jeśli ktoś potrafi przetrwać trud grafiki i nudzący wstęp to niech sięgnie koniecznie.


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Debiuty pisarskie, Trójka e-pik, Z literą w tle, Z półki, Book z nami ( 0,9 cm), Book trotter, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB

piątek, 19 października 2012

Lucy Maud Montgomery "Ania z Zielonego Wzgórza"

Lucy Maud Montgomery to znana na całym świecie kanadyjska powieściopisarka. Jej twórczość jest skierowana głównie do młodzieży, ale wielu dorosłych również sięga po jej książki. Dzieła pisarki są wzorowane na jej własnym życiu, na jego problemach i radościach. Lucy Maud bardzo wcześnie straciła matkę i wychowywali ją dziadkowie, studiowała pedagogikę i literaturę. Pierwszy raz drukiem, w lokalnej gazecie, ukazał się wynik jej „pracy piórem”, kiedy miała zaledwie piętnaście lat.

Czyż już w tym krótkim fragmencie życiorysu pisarki nie zauważamy podobieństwa do historii życia głównej bohaterki jej książek – Ani Shirley?

„Ania z Zielonego Wzgórza” to pierwsza książka z cyklu przygód rudowłosej dziewczynki.
Historia jedenastoletniej sieroty rozpoczyna się w momencie, kiedy przybywa do Avonlea, do domu Maryli i Mateusza Cuthbertów. Chcieli przygarnąć chłopca, który pomógł by im w gospodarstwie „na stare lata”, lecz zrządzeniem losu otrzymali dziewczynkę z fantazją i niebywałymi pomysłami. Początki wspólnego życia były trudne dla całej trójki, zwłaszcza surowość Maryli wobec rozgadanej dziewczynki, ale z czasem Ania chętnie słuchała rad opiekującego się nią rodzeństwa a starsi ludzie mieli w szalonej dziewczynie oparcie.

W Avonlea Ania znalazła prawdziwą przyjaźń i miłość w osobach Diany i Gilberta. To tutaj rozwijała swoje uwielbienie do literatury oraz talent pisarski. Jej nieprawdopodobne pomysły i przygody zapamiętam na długo: udawała martwą w przeciekającej łódce, przefarbowała włosy na zielono, spiła Dianę winem. To niesamowita książka, pełna marzeń, humoru i świetnego stylu pisarki.

To już moje drugie spotkanie z tą książką. Ile miałam lat kiedy czytałam Anię po raz pierwszy nie pamiętam, ale pamiętam za to, że cały cykl książek stał na honorowym miejscu domowej biblioteczki. A kiedy zamknęłam ostatnią stronę czułam żal, że to koniec.


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Trójka e-pik (październik), Z literą w tle, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...