Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misiołek Katarzyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misiołek Katarzyna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2016

Katarzyna Misiołek "Dziewczyna, która przepadła"






Autor: Katarzyna Misiołek
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 464









W październiku ubiegłego roku miałam okazję czytać książkę "Ostatni dzień roku" Katarzyny Misiołek, która mimo denerwujących detali zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Opisane tam wydarzenia dotyczyły zaginięcia Moniki - siostry, córki, żony... Młoda kobieta wyszła w sylwestrowe popołudnie z domu i nie wróciła...
Dlatego tuż przed Sylwestrem postanowiłam sprawdzić zawartość kontynuacji - jeśli nie czytaliście "Ostatniego dnia roku" nie sięgajcie po "Dziewczynę, która przepadła"! Nie czytajcie też mojej recenzji - zepsujecie sobie całkowicie lekturę. 
Jeśli czytaliście poprzednią powieść - recenzja nie zepsuje Wam czytania, nie zdradzam zbyt wiele.
Dla wszystkich - napiszę jedno - obie powieści serdecznie polecam!


"Ostatni dzień roku" pokazał, że żaden człowiek nie zna dnia ani godziny.. W każdej chwili można stracić wolność przez szaleńca... Końcówka książki przyniosła nam dobrą wiadomość - Monika się odnalazła. Ale gdzie była? Co się z nią działo? Jak to się w ogóle stało, że szła szosą na Warszawę? W jaki sposób udało jej się odzyskać upragnioną wolność? Jak będzie wyglądał jej powrót do normalnego życia? Czy w ogóle ma do czego wracać?
"Dziewczyna, która przepadła" odpowiada na te pytania. Jednak postanowiłam, że moja ostatnia recenzja w tym roku będzie inna - nie zdradzę Wam nic z fabuły. Każda strona będzie dzięki temu dla Was niespodzianką. Będzie szokiem, niedowierzaniem, smutkiem, żalem i wzruszeniem. Ja przeżyłam właśnie taki kalejdoskop emocji i odczuć. To było niewiarygodne, móc poznać historię zniknięcia Moniki z jej perspektywy. Zaskoczył mnie powód, dla którego wyszła z domu w Sylwestra. Zdenerwował mnie sposób w jaki dała się podejść Józefowi - swojemu oprawcy, którego nazywała kierownikiem Hotelu Obłęd, czubem, oszołomem czy imbecylem. Trzęsłam się czytając o tym, jak ją traktował, jak poniżał, znęcał się fizycznie i psychicznie. Miał spokojny głos, był oczytany, ale nijak się to miało do jego szaleństwa i robaczywych myśli. Jak to się stało, że przetrwała niemal osiem lat niewoli? Wielokrotnie nienawidziła się za tchórzostwo i uległość, żałowała niewykorzystanych szans... Nawet nie wiecie jak mocno zaciskałam kciuki w chwilach, kiedy miała choć cień szansy... Tak jakby moje pragnienia mogły zmienić jej losy...

Jej relacja to swoiste odliczanie, kiedy opowiada co działo się rok,
                                                                                                                     dwa,
                                                                                                                             sześć...
                                                                                                                                          później.
I ten świat zewnętrzny, który był jednocześnie tak blisko, ale daleko...

Obdarta z godności, pozbawiona wolności, odizolowana, odcięta od nowinek technicznych, wiadomości o rodzinie czy ze świata.

Teraz musi wrócić do życia - podwójnie. Na nowo nauczyć się żyć na wolności, cieszyć każdym drobiazgiem, ale uzmysławiając sobie ile i kogo straciła.

Liczyła, że ten powrót będzie euforią, radością, wybuchem szczęścia wręcz... a czym był? Głównie strachem...

Monika wielokrotnie w tej książce mnie zaskakiwała, aż do ostatnich stron. Oczywiście nie obyło się bez moich wzruszeń... Tylko czy wszystkim jej decyzjom przyklasnęłam?

Katarzyna Misiołek wysoko postawiła poprzeczkę w "Ostatnim dniu roku". Czytając tę powieść nie sądziłam, że w ogóle będzie ciąg dalszy, choć nie ukrywam, że to bardzo dobry pomysł, iż pojawiła się historia Moniki. Często się zdarza, że drugie tomy nie dorównują pierwszym - tutaj jednak drugi jest naprawdę taki, że czapki z głów! Autorka wspaniale opisała ludzi - reakcje na różne bodźce, zachowania. Wzięła pod lupę tych złych i lepszych. Udowodniła, że wszyscy pragniemy tego, czego mieć nie możemy. Zawsze to co niedostępne fascynuje nas najbardziej. Przekazała nam, że porwania czy przetrzymywania mają miejsce wszędzie i mogą dotyczyć każdego a finał może być różny. Osobistą i jakże trudną decyzją ofiary jest czy o tym mówić na przykład w programach telewizyjnych, czy to nagłaśniać...

Naprawdę warto sięgnąć po obie książki autorki. Nie tylko w okresie sylwestrowym.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



czwartek, 29 października 2015

Katarzyna Misiołek "Ostatni dzień roku"




Autor: Katarzyna Misiołek
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 21 października 2015
Liczba stron: 448




Przed sięgnięciem po książkę, nie polecam czytania opisu na LC, zdradza zbyt wiele z treści







Co robią dwudziestolatkowie w Sylwestra? Wyjeżdżają w góry, idą na bale czy na imprezy plenerowe, ale przede wszystkim spotykają się ze znajomymi na prywatkach, mniej lub bardziej poważnych. I taki właśnie plan miała bohaterka tej powieści - Magda. Do mieszkania swojego chłopaka Bartka wróciła późno i w szybkim tempie musiała uporać się z kąpielą a potem zrobieniem się na bóstwo. Z łazienki słyszała swój uporczywie dzwoniący telefon, tylko nie końca chciała go odbierać, bo przecież znajomi i witanie Nowego Roku czekają... Kiedy już mieli wychodzić, zaskoczył ich dzwonek... tym razem do drzwi. Nie spodziewali się kto i z jakimi wieściami stoi po drugiej stronie... To miał być zwykły Sylwester, ale nie był i już nic nigdy nie miało być normalne i takie samo jak do tej pory...

Za drzwiami stał bowiem Kuba, szwagier Magdy. Był zdenerwowany i z paniką w oczach. Jego żona Monika - starsza siostra Magdy - wyszła nagle z domu biorąc jedynie portfel i klucze i ...zniknęła bez śladu. Nikt jej nie widział, nikt nie wie gdzie może być. Prawie trzydziestoletnia kobieta, zakochana w mężu, lubiąca swoją pracę w uniwersyteckiej bibliotece i czteropokojowe mieszkanie kupione kredyt, pasjonatka podróży i biżuterii - przecież nie mogła tak po prostu wyjść z domu i nie chcieć wrócić do swojego dotychczasowego życia! A jednak...

Magda, Bartek i Jakub zamiast świętować rozpoczynają poszukiwania Moniki. Dopiero rano, po bezsennej i męczącej mroźnej nocy, informują rodziców o zaginięciu. Pierwszym tropem, który udaje się ustalić, jest fakt, że kobieta była widziana stacji benzynowej gdzie kupiła kupon Lotto i gorzką czekoladę. Zupełnie bez sensu, prawda? Zrozpaczona rodzina nie czeka na kolejne rewelacje policji, tylko poszukuje na własną rękę: jeżdżą po mieście, rozwieszają plakaty, przepytują ludzi. Z czasem każdy z nich zaczyna się zastanawiać czy Monika jeszcze żyje? Czy to możliwe, że tak po prostu przepadła bez wieści? Nadzieja umiera ostatnia i to jej się trzymają, ale jak długo?

Każdy z bliskich zaginionej inaczej odreagowuje jej brak. Matka rzuciła się wir spotkań z jasnowidzami i przygotowywania ulubionych potraw córki. Ojciec nie do końca wierzy w to, że ona jeszcze wróci. Mąż wynajmuje detektywów, szuka w podejrzanych miejscach, również poza granicami kraju i zupełnie nie potrafi się pozbierać. Razem z Magdą udaje się nawet do pewnej sekty. Bez skutku. Najgorzej całą tą sytuację przeżywa jednak Magda. Siostra jest od niej starsza o osiem lat i zawsze starała się ją chronić, opiekować się nią, by zamknięte pewnego razu w piwnicy mogły czuć, że mają siebie. Magda jeździ w przypadkiem wybrane punkty miasta czy kraju, licząc, że to intuicja podpowie jej, gdzie szukać siostry. Jej życie jest bardziej nastawione na przetrwanie, ponieważ rzuciła faceta, studia, mieszka byle gdzie, spotyka się z byle kim, je byle co. Nie potrafi porządnie się za siebie zabrać. Ma problemy z pracą, jedzeniem a przede wszystkim ze sobą. Nie może się pogodzić z tym, że jej siostra zaginęła. Że nijak nie ma o niej wiadomości, przecież nie mogła tak po prostu odejść! Ale jak się okazuje, Monika nie wszystko jej mówiła... Zresztą podobnie jak mama... Czy tajemnice tych dwóch kobiet mają coś wspólnego z tym zniknięciem?

Mijają dni, miesiące... Minął rok. Monika nadal nie wróciła. Sprawą zainteresowały się media a do rodziny zgłaszają się fałszywi informatorzy (i nie tylko), chcąc wyłudzić trochę pieniędzy żerując na krzywdzie pogrążonych w smutku i depresji ludzi. Czy mąż nadal na nią czeka? Czy rodzice wciąż wierzą w to, że ich córka żyje? Czy Magda poradziła sobie z tym ciężarem, że to nie ona zaginęła tylko ta bardziej kochana córka? Czy to możliwe, że w obliczu takiego nieszczęścia, rodzina zamiast bardziej się scalić staje się sobie coraz bardziej obca, jej członkowie czują się ze sobą źle, uciekają od siebie. Wspomnienia o zaginionej sprawiają, że wspólnie spędzany czas staje się tylko krwawiącą na nowo raną...

Magda jest bardzo dziwną bohaterką. Bardzo przeżywa brak siostry, jednak niektóre jej zachowania czy działania są - jak dla mnie - zupełnie oderwane od rzeczywistości. Zwłaszcza przygodne kontakty z mężczyznami albo sytuacje dotyczące zagubienia rzeczy osobistych. W obliczu braku informacji o zaginionej życie tej młody kobiety całkowicie straciło na wartości. Stało się totalną egzystencją, czasem na przetrwanie, na wykonywanie tylko niezbędnych czynności. Dzień za dniem upływają jej na monotonnym powtarzaniu wciąż tych samych rzeczy: nudne zajęcia w pracy, obiad z mikrofalówki w niezbyt przyjemnym mieszkaniu, kiczowate programy telewizyjne i wreszcie sen. I tak w kółko...
Wielu jej przedsięwzięć nie pochwalałam czytając powieść, w wielu momentach mnie denerwowała (na przykład notorycznie ubierając się zbyt cienko w stosunku do warunków atmosferycznych) czy doprowadzała do pasji popełniając kolejne błędy. Ja rozumiem, że czuła się okropnie, podle i źle, oszukana, samotna i bez celu w życiu, ale takimi działaniami ani o krztę nie pomagała ani siostrze ani sobie. Uwielbiała odczuwać ból w różnych postaciach (ale nie martwcie się, nie było tu żadnego okaleczania), bo pozwalał jej zapomnieć o Monice...

Autorka napisała bardzo dobrą książkę o tym, że czasami miłość w rodzinie nie wystarcza, by przeżyć wiele lat w szczęściu. Czasem wystarczy chwila, ułamek sekundy w najmniej spodziewanym czasie i życie wielu osób wali się w gruzy. Tak mało trzeba, by ktoś wyszedł z domu i przepadł bez wieści. "Ostatni dzień roku" to świetne studium zachowań ludzi w takiej sytuacji - im więcej osób, tym więcej różnorodnych zachowań, reakcji, potrzeb, myśli i pragnień. Katarzyna Misiołek na przykładzie tej rodziny świetnie pokazała, że każdy nasz krok w życiu musi być przemyślany, że zawsze mamy wybór sięgając po coś, czego nie powinniśmy dotykać; robiąc coś, czego możemy żałować. Nawet jeśli kierujemy się intuicją i ruszamy przed siebie, bez planu to trzeba uważać na sytuacje, które mogą nam się przydarzyć. Bo czasami będzie to spotkanie miłości czy znalezienie nowej pracy, jednak czasem będzie to ból, strach i poniżenie.

Powieść długo trzyma czytelnika w niepewności co do losów Moniki. Nie mam w zwyczaju zaczynania lektury od końca, więc i tym razem delektowałam się kolejnymi stronicami, nie wiedząc jak ta historia się zakończy. Oczywiście nie zdradzę Wam czy Monika się odnalazła czy nie, ale przyznaję, że dobrze mi się książkę czytało. Mimo, że czasami wydarzenia mnie denerwowały, zachowanie bohaterów irytowało, to wszystko składało się na coraz wyższe ciśnienie i jeszcze większą chęć poznania zakończenia.

Książka ta nie jest odosobniona w temacie zaginięć, bowiem sama miałam już okazję czytać o takiej tematyce. Również media otaczają nas zewsząd informacjami o zaginięciach (słynne zaginięcie czteroletniej Madeleine McCann podczas wakacji w Portugalii) a przecież słupy ogłoszeniowe czy szyby wystawowe w każdej polskiej miejscowości oklejone są zdjęciami osób, które nie dotarły do pracy, domu, szkoły...





Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Monice


oraz


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...