Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Internet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Internet. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2022

Marcel Moss "Nie wiesz dlaczego"

 
 
Autor: Marcel Moss
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 13 lipca 2022
Liczba stron: 320
Seria: Liceum Freuda  tom 4 






Miesiąc po premierze czwartego tomu serii 'Liceum Freuda' Marcela Mossa, chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami z lektury. Zanim wzięłam książkę do ręki, byłam bowiem mocno zaintrygowana - w jakim kierunku poszedł autor tym razem? Jaką tragedię wcisnął dzieciakom, które już tyle przeżyły i wciąż nie mogą pogodzić się z pewnymi wydarzeniami...



Początek z lekka mnie rozczarował, bowiem Moss powraca do przeszłości - do dnia zamachu na liceum. O dymie, hałasie, panice i rozmyślaniach, kto przeżył a kto jest ranny już przecież czytałam...
O tym, kim byli zamachowcy również... 
Później przenosimy się do Kariny, która odwiedza ojca w areszcie. To jego kara za urządzenie polowania na chłopców, którym chciał pomścić śmierć syna... Za to z transpłciowością dziecka chyba się nieco pogodził...
To już też było mi znane...
 
U Sary nadal walka z rakiem matki i jej huśtawkami nastroju a przede wszystkim strach, by choroba nie powróciła. Nastolatka stara się zgromadzić fundusze, by zabezpieczyć przyszłość ich obu. Jednak droga, którą obrała, wcale nie jest łatwa, opiera się bowiem na zasięgach, polubieniach, co sprawia że jej działalność w zespole tańca i social mediach staje się obsesją! Uzależnieniem! I otarciem o przestępstwo!

Nowy dyrektor liceum pragnie, by ich szkoła była najbardziej tolerancyjną szkołą w kraju i prosi trójkę uczniów o podjęcie się projektu dotyczącego równości, tolerancji i LGBT.
Wiki chyba najgorzej radzi sobie ze sobą i wyrzutami sumienia - uczęszcza na terapię, separuje się od przyjaciół, opuściła się w nauce... Na terapii grupowej poznaje Daniela, który próbuje się do niej zbliżyć...
 
Autor dopiero z czasem wyjawił główny wątek, o którym od początku jedynie wspominał. Otóż tuż przed zamachem Dagmara wsiadła do jakiegoś samochodu i odjechała. Uciekła? Została porwana? Jej przyjaciółki wraz z siostrą Dagi - Agnieszką, nie chcą biernie czekać aż policja coś zrobi i starają się na własną rękę poznać prawdę. 
 
Uwierzcie mi, będzie przerażająca. Zaskakująca. Szokująca. Niespodziewana. 
 
W żadnym momencie nie przypuszczałam nawet, że właśnie tak potoczą się losy tej dziewczyny. Na nic zdały się rozdziały z narracją Dagi, kiedy to czytelnik mógł sam pobawić się w detektywa. Nic więcej Wam nie zdradzę, koniecznie przeczytajcie ten tom. 
Zwłaszcza że w finale emocje nie opadają a rosną za sprawą... porwania!
 
Im więcej stron było za mną, tym mniej liczył się dla mnie początek, powtarzający to, co już znałam... Zostałam wciągnięta w wir nowych zdarzeń...

 
Podsumowując - "Nie wiesz dlaczego" to kolejne ekstremalne spotkanie z thrillerem psychologicznym Marcela Mossa. Dlaczego ekstremalne? Bowiem zupełnie nie można odgadnąć do czego zmierza autor, trudno rozszyfrować jego pomysły, zwroty akcji a niespodzianki spadające na czytelnika powodują coraz szerzej otwierane usta.  
Książka bardzo na czasie z uwagi na poruszony problem uzależnienia od mediów społecznościowych czy wykluczenia z grupy rówieśniczej. To historia o myślach samobójczych, samotności w tłumie, kłamstwach, przemocy, znęcaniu, zafascynowaniu kimś poznanych w internecie, gwałcie i narkotykach. Polecam!








Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki






Za książkę dziękuję



środa, 30 stycznia 2019

Agnieszka Opolska "Jo@nna"





Autor: Agnieszka Opolska
Wydawnictwo: Axis Mundi
Data wydania: 8 marca 2018
Liczba stron: 466










Z twórczością Agnieszki Opolskiej spotkałam się w 2015 roku, kiedy to miałam przyjemność czytać debiut powieściowy - "Anna May". Było to tak przyjemne spotkanie, iż wiedziałam że moja przygoda z Opolską się na tym tytule nie skończy. Po "Różę" jeszcze nie sięgnęłam (zamierzam nadrobić), ale skończyłam wczoraj czytać "Jo@nnę", oto moje wrażenia po lekturze.

Joanna Aleksandrowicz ma trzydzieści lat i studiowała na krakowskiej ASP. Nie udało jej się jednak ukończyć studiów, gdyż zaszła w ciążę i wyjechała ze swoim partnerem do Coventry w Wielkiej Brytanii. Mieszka tam do dziś, tyle że aktualnie ma już dwójkę dzieci: Felixa i Rosie. Jej stan cywilny się nie zmienił a Aśka jest nieszczęśliwa. Robert jej nie zauważa odnosząc kolejne sukcesy, to ona ma się do niego dostosowywać porzucając swoje pragnienia i marzenia. Kobieta dusi się w tym związku. Czarę goryczy przelewa fakt, że Robert chrapie, gdy ona ma ochotę na łóżkowe igraszki a dodatkowo dostał propozycję prowadzenia badań w Kolonii! Aśka czuje się jak w pułapce, bo albo nie pracuje rodząc dzieci, albo ma tylko część etatu a teraz miałaby mieszkać u jego matki w Bonn... To dla niej zbyt wiele...

Impulsem do zmian staje się spotkanie z bibliotekarką Anetą, niemal równolatką, która jest czatową seksoholiczką. Żadna z kobiet nie wie, jaką lawinę pociągnie za sobą to ich spotkanie... Aneta nakręci się na całego z wirtualnymi orgazmami, zaś Aśka zacznie częstą korespondencję z tajemniczym 'Writerem', przypomni sobie jak cudownie jest znów móc malować. Jak bardzo Joanna wkręci się w tą relację?
Później na powieściową scenę wkraczają policjant, nieletni naciągacz starszych kobiet, znana malarka, pisarz i siostra bliźniaczka Aśki - Kora. Wraz z nimi akcja się rozkręca za sprawą całej lawiny zdarzeń. Dzieje się dużo, nie zawsze dobrze, jest ekscytująco i trudno przewidzieć co zdarzy się za chwilę. A tym bardziej, jak ta plątanina się zakończy, gdyż chwilami odnosi się wrażenie, iż powieść ma zaledwie kilku bohaterów.

"Ludzie za bardzo czekają na lepszy moment, a taki moment jest zawsze teraz..." *

Agnieszka Opolska pisze rzadko, ale kiedy już wyda powieść to jest ona wielowątkowa, dopracowana, ma ciekawych, zróżnicowanych i fascynujących bohaterów. W "Jo@nnie" skupiła się na różnych odcieniach macierzyństwa, poświęceniu siebie dla dobra rodziny, stawianiu dzieci na pierwszym miejscu w codzienności. Dla kontrastu jest też matka, która inaczej podeszła do swojej życiowej roli... A jak dzieci przeżywają rozstania rodziców?

Powieść ogromnie mi się podobała, gdyż miałam okazję poobserwować życie na 'Wyspach', spędzić literacki weekend w Krakowie (w książce wygląda to inaczej niż dla mieszkańca) czy przypomnieć sobie studencką noc filmową w Kielcach, kiedy wraz z koleżankami-studentkami wybrałyśmy się na "Tańcząc w ciemnościach" a teraz oglądała go Kora z Jeremym. Bawiły mnie maile wymieniane między Aśką a Aleksandrem, w których oprócz problemów pojawiały się tony humoru (zgrzytające synapsy, odciski na pośladkach, smarkaniu w klawiaturę czy dzierganie przed komputerem). Jedynie finał nie był spełnieniem moich wyobrażeń, gdyż spodziewałam się innego. Trochę mi było żal, że tak a nie inaczej się sprawy potoczyły, ale z innej perspektywy chyba to i lepiej...

"Nie był mi potrzebny partner, który by mnie określał, który wiedziałby lepiej, czego chcę, którego potrzeby były ważniejsze niż moje, przy którym znikłabym. Chciałam przyjaźni, kogoś kto by mnie rozumiał i motywował do czegoś więcej." **


Podsumowując - "Jo@nna" jest historią o miłości, seksualności, tęsknotach, stratach, marzeniach oraz pragnieniu akceptacji w obliczu tego, czego oczekują od nas inni. Jest to połączenie dramatu obyczajowego, romansu, sensacji i komedii pomyłek, co wcale nie sprawia, że jest to 'groch z kapustą'! W żadnym wypadku tego tak nie odbierajcie... Wartościowa, potrzebna, ukazująca manipulacje, niesprawiedliwość, brak pewności siebie czy potrzebę wybicia się poza stłamszenie i walkę o szczęście. Na ile ona się uda? Zapraszam Was do lektury



* A. Opolska, "Joanna", Wyd. Axis Mundi, Warszawa 2018, s. 105
** Tamże, s. 186



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję 


czwartek, 7 grudnia 2017

Magdalena Majcher "Wszystkie pory uczuć. Jesień"





Autor: Magdalena Majcher
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 384
Seria: Wszystkie pory uczuć tom 1









Jako że nastał grudzień zapewne dziwicie się temu, iż sięgnęłam po typowo jesienną lekturę... Jednak by móc z radością oddać się powieściom typowo zimowym czy świątecznym, chciałam najpierw uroczyście pożegnać się z jesienią, która już raczej nie zaszeleści liśćmi... Jest szaro, smutno i bez słońca...

Prawdziwą jesień, która sypie pod nogi kasztany uwielbia Hania Szydłowska, która nosi je w kieszeniach i umieszcza na parapetach oraz wielu przypadkowych miejscach, są bowiem dla niej oznaką szczęścia. Hanna ma trzydzieści dziewięć lat, kilka lat starszego męża Andrzeja oraz szesnastoletnią córkę - Darię. Z chwilą poznania Szydłowskiego, bogatego wdowca, jej życie odmieniło się jak u Kopciuszka, ponieważ całe życie spędziła w domu dziecka.

Andrzej dużo pracuje, by utrzymać rodzinę a zadaniem Hani jest prowadzenie domu i dbanie o bliskich. Mąż jest z reguły czuły, troskliwy i kochający, ale jest coś, co kładzie się cieniem na ich małżeństwie - jego wspomnienie a wręcz obsesja dotycząca zmarłej pierwszej żony. Wciąż porównuje do niej Hanię, co powoduje jej rozgoryczenie, lęk i żal. Wszak od ponad dwudziestu lat to ona jest żoną!


Powieść Magdaleny Majcher jest zbiorem niezwykle ważnych tematów, które stanowią problem w ówczesnym społeczeństwie. Sporo miejsca autorka poświęciła relacjom matek z dziećmi, tymi małymi, ale i dorosłymi, bo przecież matką jest się zawsze, niezależnie od wieku dziecka. Jedne potrafią oddać maleńkie dziecko i nie interesować się nim przez lata. Inne - jak Renata, sąsiadka Hani - walczą o każdy jego szczęśliwy dzień, nawet gdy ma ponad trzydzieści lat i wraz z nim przeżywają rozstania i utracone miłości. Pani Róża nie jest matką, ale jej wychowankowie z domu dziecka zajmują w jej sercu każdy skrawek miejsca i są traktowani z miłością. A Hania? Hania dała córce dość dużo swobody, teraz jednak ponad wszystko pragnie pomóc nastolatce w walce z falą hejtu, z którą dziewczyna samodzielnie nie jest sobie w stanie poradzić... Ot, uroki internetu. Czy uda się ocalić reputację Darii?
 
Na drugiej szali tej wagi znajduje się dom dziecka z wychowankami, którzy najczęściej nie są sierotami a dziećmi z trudnych i patologicznych rodzin. Dziećmi, które często czują się gorsze, mają utrudniony start w dorosłe życie, co często skutkuje niewłaściwymi wyborami. Niektórym się udaje, innym nie... Monika poddała się nałogowi, Joasia nie potrafi znaleźć partnera bez życiowych ułomności...

Hania jest kobietą nieśmiałą, małomówną i niepewną siebie. Zawsze na pierwszym miejscu stawia innych - to o bliskich myśli i dba najpierw a dopiero później liczą się jej marzenia i potrzeby. Jej odskocznią od życia, problemów i mary z przeszłości, czyli Katarzyny są... książki. Zgromadziła już sporą biblioteczkę i wciąż przynosi nowe tomy, zaś kiedy za oknem robi się ciemno zasiada przed kominkiem i czyta o losach kolejnych bohaterów. Czy przemieni swoją pasję w coś więcej niż tylko czytanie dla przyjemności? To wart naszej uwagi wątek :)

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Majcher i jestem pewna, że nie ostatnie. Książka jest z pozoru lekka, przyjemna i idealna na spokojne popołudnie czy wieczór, ale z drugiej strony niesie wiele przesłań, jakże istotnych w codziennym życiu. "Wszystkie pory uczuć. Jesień" to cudowna historia, przez którą 'przepłynęłam' z radością. W pełni odczuwałam emocje doskonale wykreowanych bohaterów, byłam zaintrygowana ich losami i zirytowana początkowym zachowaniem głównej bohaterki Hani. Dlatego z tym większą rozkoszą patrzyłam na jej przemianę, która dokonywała się powoli, pod wpływem osób i wydarzeń. Myślę, że w osobie Szydłowskiej wiele z nas odnajdzie siebie...


Podsumowując - powieść jest niezwykle rzeczywista i opowiada o współczesnych problemach, z którymi musimy się mierzyć. Bohaterowie 'z krwi i kości' każdego dnia przeżywają wzloty i upadki, jednak podnoszą się i walczą dalej... Z niesprawiedliwością, nieszczęśliwą miłością, decyzjami i dramatami dzieci, płodowym zespołem alkoholowym czy demonami przeszłości. "Wszystkie pory uczuć. Jesień" to opowieść o zawiedzionych nadziejach, braku akceptacji a przede wszystkim o małżeństwie we troje - koniecznie musicie przeczytać! :) Polecam gorąco jednocześnie wyczekując na drugi tom serii "Wszystkie pory uczuć. Zima".



"Wszystkie pory uczuć. Jesień"
"Wszystkie pory uczuć. Zima"
"Wszystkie pory uczuć. Wiosna"
"Wszystkie pory uczuć. Lato"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki

piątek, 26 maja 2017

Federico Moccia "Jesteś moją obsesją"




Tytuł oryginalny: Tu Sei Ossessione
Tłumaczenie: Karolina Stańczyk
Wydawnictwo: Muza S.A.
Data wydania: 10 maja 2017
Liczba stron: 192









Federico Moccia należał do tej pory do pisarzy, których twórczość była mi obca... A czy Wy znacie jakieś jego powieści? Kobieta w czerni i intrygujący tytuł z obsesją w roli głównej, stały się dla mnie impulsem - postanowiłam poznać coś pióra tego autora. Czy to był dobry wybór?

Giovanni jest pisarzem spełnionym - tak chyba mogę go zdefiniować, gdyż opublikował już kilka bestsellerowych powieści. Ten trzydziestoletni mężczyzna jest w życiu prawdopodobnie szczęśliwy, ponieważ ma atrakcyjną żonę Monicę oraz radosną córeczkę Assię. Giovanni podczas całej historii często powraca do przeszłości i opisuje jak poznał swoją przyszłą żonę czy wspomina chwilę narodzin córki. Ale poznajemy też Elenę, kobietę dla której potrafił odbyć szalony lot do Londynu... W jego życiu było i nadal jest, tak wiele szczęśliwych momentów, że powinien grzecznie pisać i oddawać się miłości do swoich najbliższych kobiet. Ale czy to jego prawdziwa natura?

Aktualnie Giovanni pracuje nad najnowszym dziełem, którego bohaterką jest Silvia, kobieta jakże odmienna od dotychczas opisywanych postaci. Czy przypadkiem nie stworzył jej na podobieństwo Luny, kobiety z portalu społecznościowego? Silvia ma być tajemnicza, ciekawa i niejednoznaczna a czy taka właśnie nie jest Luna? Czy to w ogóle jej prawdziwe imię? Postać znikąd, jego zmora i nieszczęście, ponieważ go omotała, stała się obsesją. To przez nią okłamał żonę i spędza czas na pisaniu z nią zamiast z rodziną czy tworząc powieść. Czy Luna to Elena?

Federico Moccia bardzo wnikliwie opisał schematy działania mężczyzn, ich sposób myślenia, postępowanie w przypadku wystąpienia problemów. Dokładnie pokazał jak wyglądają relacje damsko-męskie w różnych sytuacjach i jakie oczekiwania mają kobiety oraz mężczyźni. Poprzez kolejnych bohaterów przekazał nam różne spojrzenia na świat i związki - Elena twierdziła, że im człowiek starszy, tym trudniej mu wytrzymać z kimś na stałe. W książce nie brakuje też prawdziwej przyjaźni, niezwykłej miłości do dziecka, ale również zachowań negatywnych - kłamstwa czy "zdrady" przed ekranem komputera.

Bardzo spodobały mi się dwa stwierdzenia. Jedno z nich dotyczy oczekiwania - zgadzam się z tym całkowicie, bowiem moment oczekiwania jest piękniejszy niż ten, w którym otrzymujemy wymarzoną rzecz czy spotykamy się z wymarzoną osobą.
Zadziwił mnie też wynik badań, w których udowodniono, że noworodek potrzebuje dla prawidłowego rozwoju miłości znacznie bardziej niż mleka! Piękne!


Na koniec krótko o moich odczuciach po lekturze. Historia pisarza przedstawiona przez autora ma niewątpliwie bardzo dobry potencjał. Jednak ja osobiście czuję ogromny niedosyt. Mam wrażenie, że zawartość książki została wyrwana z jakiejś większej powieści i opublikowana jako opowiadanie w stosunku do pierwowzoru. Jest zbyt krótko, chwilami płytko a wspomnienia przeplatają się z teraźniejszością nieco chaotycznie. Charakterystyka bohaterów jest właściwie pominięta (wyjątek stanowi jedynie główny bohater) i trudno jest wczuć się w ich życie oraz działania. Trudno też mówić o akcji, bowiem niewiele się tutaj dzieje. Właściwie plusem jest tylko poruszona tematyka, czyli niebezpieczeństw czekających na nas w wirtualnej rzeczywistości. A mój osobisty sukces? Mimo gubienia tropów od początku domyślałam się kim jest Luna i ... miałam rację!

Nie mam porównania do innych dzieł autora, dlatego nie wiem czy to właśnie jest jego styl i sposób na powieść. Koniecznie muszę to sprawdzić, czytając jakiś inny tytuł (polecicie coś?) a Wy sami - po lekturze mojej recenzji - oceńcie czy to książka, która Was zainteresuje.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję




wtorek, 30 czerwca 2015

Sophie Hannah "Błąd w zeznaniach"




Tytuł oryginalny: The Telling Error
Tłumaczenie: Marta Kisiel-Małecka
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: maj 2015
Liczba stron: 464
Seria: Konstabl Simon Waterhouse tom 9









Lubicie kryminały i thrillery? Ja bardzo. Czytałam ich w swoim życiu sporo, może nie tak wiele jak typowi wielbiciele tylko tego gatunku, ale uważam, że śmiało mogę czynić porównania, chwalić i krytykować. Dotychczas nie miałam okazji poznać twórczości angielskiej pisarki Sophie Hannah. Zetknęłam się jedynie z krytyką jej książki "Inicjały zbrodni. Agatha Christie". Czy "Błąd w zeznaniach" jest wart poznania, pomimo posiadanej wiedzy? Sprawdźcie.

Nichola Clemens, zwana Nicki, jest czterdziestodwuletnią kurą domową. Ma męża, dwójkę dzieci i nieciekawą przeszłość. Zresztą jej aktualne zachowanie również pozostawia wiele do życzenia. Ale po kolei. Jest pierwszy dzień lipca 2013 roku i Nicki musi po raz drugi tego dnia pojechać do szkoły, ponieważ jej syn zapomniał stroju, później wraca do domu i okazuje się, że córka źle się poczuła, co skutkuje ponowną wycieczką w tym samym kierunku, by ją przywieźć do domu. Na koniec dnia Nicki po raz czwarty zjawia się w szkole, by odebrać syna po treningu. Nie ma w tym nic dziwnego powiecie... Cóż, niby racja, ale kiedy kobieta wyruszyła w drogę ze strojem Ethana i dotarła do Elmhirst Road okazało się, że na drodze utworzył się korek. Policja rozmawia z każdym z kierowców i to tak przestraszyło Nicki, że postanowiła pojechać alternatywną trasą, ale wymagającą pół godziny czasu więcej. Dlaczego to zrobiła? Co takiego zobaczyła stojąc w korku? Czy ma coś na sumieniu? Jaki jest powód obecności policji w tym miejscu?

Damon Blundy jest autorem kąśliwych felietonów dla pewnej gazety, w których regularnie obraża głównie osoby znane lub porusza kontrowersyjne tematy. Jest przystojnym i błyskotliwym facetem a jego żona Hannah uważa, że mąż jej nie kocha. Sama nie rozumie dlaczego się z nią ożenił, bo przecież jest kanciasta, niesymetryczna i brzydka. Damon uwielbia niszczyć innym życie, toczyć nieustające walki słowne i nie liczyć się ze zdaniem innych. I do czego go to doprowadzi? Otóż kiedy nastanie pierwszy dzień lipca 2013 roku dla Damona będzie on jego ostatnim... Zginie w bardzo ciekawy sposób a obecna w tym czasie w domu żona nawet nie zauważy kiedy to się stało. Na miejscu zbrodni śledczy odkrywają wiele ciekawych śladów, które pozostawiono tam celowo. Jest też intrygujący napis na ścianie: "Jest nie mniej martwy". Śledztwo będzie trudne, śladów mordercy brak, potencjalnych sprawców można liczyć w setkach...

Jednak na wysokości zadania ma stanąć policyjny bohater - konstabl Simon Waterhouse, który jawi się wszystkim jako cudowny funkcjonariusz z niejednokrotnie kobiecą intuicją. Gdzie Simon nie może tam żonę pośle, tylko na kogo wtedy spłynie chwała? Rozmowy Simona z drugim policjantem Samem ogromnie mnie bawiły, gdyż jak wiadomo dwóch dogryzających sobie facetów, którzy nie do końca rozumieją co drugi ma na myśli, może rozłożyć na łopatki, nawet w stresujących chwilach.

No dobra, nudna ta recenzja, trzeba wprowadzić nieco akcji.
Śledczy przeprowadzają rozmowy z kolejnymi potencjalnymi podejrzanymi, kierując się kąśliwymi felietonami Damona, starają się rozgryźć jego dziwne hasło do komputera, spotykają się z ludźmi którzy go nienawidzili i którzy kochali. Swoim dziwnym zachowaniem ich czujność wzbudziła kobieta kierująca srebrnym audi, czyli Nicki. Ona twierdzi, że nie zabiła Damona i zaczyna snuć pajęczynę kłamstw. Już od najmłodszych lat miała z tym problemy. Raz nawet rodzice chcieli oddać ją do zakładu dla psychicznie chorych. Kłamstwa goniły kolejne kłamstwa i żadne obietnice, że z tym skończy nie były dotrzymywane. W domu wciąż słychać było awantury, młodszy brat Lee cierpiał wtedy, ale nie bronił siostry, podobnie jak matka... Teraz pojął za żonę najlepszą przyjaciółkę Nicki - Melissę, która ze względu na męża odmawia kłamiącej pomocy i szans na wysłuchanie. 

Rodzice oraz Melissa znają przeszłość Nicki (kłamstwa, zdrady) i w obecnej sytuacji, kiedy to została wplątana w morderstwo, chcą ujawnić wszystko jej mężowi. Nie wiedzą jednak wszystkiego... Nie wiedzą jaki był prawdziwy powód przeprowadzki Nicki z Londynu do Spilling dwa lata wcześniej. Nie mają pojęcia, że kobieta jest uzależniona od potajemnej wymiany maili z nieznajomymi mężczyznami: najpierw był to Król Edward VII, potem Gavin a w międzyczasie jeszcze fanatyczne uwielbienie felietonów Damona i komentowanie ich. Jaki to wszystko ma związek ze sobą? Kiedy Nicki się opamięta i przestanie kłamać? Czy wyjaśni prawdziwy powód zmiany trasy tamtego feralnego dnia na początku lipca? Jak zareaguje mąż na te wszystkie rewelacje? Czy dowie się, że jego żona wynajmuje pokój w hotelu i naga - jedynie z przepaską na oczach - czeka na mężczyznę? Czy to jest zdrada? Co tak naprawdę bohaterka ma wspólnego z morderstwem? Zabiła czy nie? Kto to zrobił?

Policja ma naprawdę trudne zadanie... Jednak mimo faktu, że podobały mi się niektóre wątki, sympatyzowałam z kilkoma bohaterami to książka mi się nie podobała. Dlaczego? Narracja mnie okrutnie denerwowała, niektóre wydarzenia czy szczegóły śledztwa były powtarzane wręcz do znudzenia. Początek książki pokazuje czytelnikowi masę niespójnych ze sobą informacji, które w miarę czytania powinny się wyjaśniać a one tylko coraz bardziej się plączą, dochodzą nowe znaki zapytania, nowe tajemnice i chwilami czułam się wręcz zmęczona myśleniem i kodowaniem szczegółów. Bo przecież sama chciałam dojść do rozwiązania zagadki. Nie udało mi się, nie odkryłam kto zabił, ale poczułam ulgę - to już koniec książki. Nie poczułam nawet wielkiego "wow" w chwili, gdy wszystko się wyjaśniło, gdy wskoczyło na swoje miejsce. Zresztą nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie dojść do prawdy, bowiem dopiero na końcu zostaje ujawniony pewien mail Nicki, który zawiera kluczowe informacje niezbędne do finału. Nie poczułam dreszczyku emocji w żadnym momencie lektury, kilka wątków nie zostało dokończonych (wyjaśnionych), czułam znużenie i niedosyt. A chyba nie tak powinno się odczuwać książki z gatunku "z dreszczykiem", prawda? 

Nie mogłam pojąć zachowania Lee (brata Nicki) i jej rodziców. Dla mnie to skandaliczne tak traktować własne dziecko, oboje dzieci... Skrytykuję też osobę Adama, męża bohaterki, który był strasznie ciapowaty, leciał na każde jej zawołanie, wierzył bezmyślnie i wybaczał, coś co dla mnie, nie powinno jej tak łatwo ujść...

Fakt, autorka pokazała i postacie dobre i złe, chwilami zdarzał się jej humor, są i morały, które można wyciągnąć z tej książki. Jednak kiedy poznałam imiona bohaterów i okazało się, że i Sophie, i Hannah (imię i nazwisko autorki) to imiona poszczególnych bohaterek pomyślałam, że chyba mogła wysilić się na inne, bardziej oryginalne.

Ja wiem, że autorka i książka mają rzesze fanów, ludzi, których zafascynowała ta historia, którzy poczuli się spełnieni, zahipnotyzowani wręcz czytaną opowieścią o śmierci znienawidzonego przez całe mnóstwo osób publicysty. Ale ja chyba podziękuję bestsellerowej autorce, bo jej twórczość nie jest dla mnie. Zawiodłam się i w najbliższej przyszłości nie zamierzam sięgać po kolejną książkę tej autorki. To chyba jakieś fatum, ponieważ ostatnio często rozczarowują mnie tak zwane hity. Widać mój gust czytelniczy nie podąża za ideą tłumów... 




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Panu Sebastianowi z

poniedziałek, 9 września 2013

Małgorzata Lutowska "Skarby drzewa"




Autor: Małgorzata Lutowska
Wydawnictwo: Poligrafia AD REM
Data wydania: listopad 2009
Liczba stron: 207











Małgorzata Lutowska to urodzona w Cieplicach przewodniczka sudecka, ale pracowała również jako nauczycielka języka niemieckiego. Kolejna książka w dorobku literackim Pani Małgorzaty "Skarby drzewa" to książka adresowana głównie do młodzieży, lecz śmiało mogę polecić ją dorosłym odbiorcom, którzy nie zawiodą się na przygodach jakie przeżywają młodzi bohaterowie. Powieść jest elementem projektu "Moja Mała Ojczyzna", którego celem jest wzbudzenie wśród młodzieży ponadgimnazjalnej potrzeby na poznanie miejsc, które ich otaczają.

Kuba przyjechał z Opola do cioci Agaty i wujka Zbyszka oraz swoich kuzynów Darii i Marcela. Mieli wspólnie wybrać się na górskie wędrówki, jednak mimo tego, że ciocia Agata miała na lipiec obiecany urlop, musiała dokończyć projekt. W oczekiwaniu na upragnione wycieczki chłopcy wypełniali sobie czas wirtualnymi grami na komputerze. Żaden z gimnazjalistów nie chciał poświęcić czasu młodszej od nich Darii, przez co dziewczynka stała się złośliwa i po kolejnym konflikcie pilnowała czasu, wyznaczonego im przez tatę. Pół godziny upływało o 21:14, jednak na kilka sekund wcześniej chłopcom udało się zakończyć piąty poziom gry. Wywołało to oczywiście falę euforii. Kiedy wybiła 21:14 Daria wcisnęła przypadkową kombinację klawiszy na komputerze, by wyłączyć grę bratu i kuzynowi, jednak efekt tego co się stało wprawił młodzież w zdumienie. Na ekranie pojawił się bowiem tekst zapraszający ich do właściwego finału gry, który ma odbyć się w rzeczywistości a nie wirtualnie. Etap ten nazywa się "Trees jewels", czyli "Skarby drzewa" a jego celem jest odnalezienie Książęcej Szkatuły! By mieć szansę na odnalezienie skarbu, należy odszukać we wskazanych miejscach wskazówek i odpowiedzi wpisać jako hasło. Jeśli będzie ono poprawne, to o 21:14 jutrzejszego wieczoru ukaże się następna dokumentacja i nowe podpowiedzi, gdzie szukać słów niezbędnych do przejścia do kolejnego etapu gry.

Zafascynowana trójka młodych ludzi postanowiła przystąpić do tej niespodziewanej gry terenowej. Po przejściu wstępnej weryfikacji na ekranie ich komputera pojawił się film, a głos narratora przeniósł ich do przeszłości. Na koniec projekcji pojawiły się też wskazówki, niezbędne do uzyskania hasła. Na następny dzień Kuba wraz z kuzynostwem zaplanowali wycieczkę terenową. Postanowili walczyć z zagadkami, bo bardzo chcieli odnaleźć szkatułę. Płynęły z tych wypraw same korzyści: czas spędzali na świeżym powietrzu, poznawali historię i zabytki miasta, nauczyli się rozmawiać z ludźmi, którzy mogli pomóc w zdobywaniu potrzebnych informacji. Bo nie zawsze Internet potrafił odpowiedzieć na wszystkie zadane przez nich pytania. Często, by uzyskać kolejny człon hasła, dzieciaki musiały posiłkować też wiedzą rodziców Darii i Marcela, którzy ze zdziwieniem odpowiadali na pytania. Najlepszym jednak sposobem zdobywania informacji była osobista wizyta we właściwym miejscu, potem ewentualnie potwierdzenie zdobytych wskazówek w Internecie. O ileż to mniej czasochłonne niż przeglądanie książek czy przewodników.

O etapach internetowej gry ani o kolejnych hasłach rozpisywać się nie będę, żeby nie psuć Wam świetnej zabawy podczas czytania książki. Każdy rozdział dostarcza czytelnikowi ogromnej dawki emocji, spowodowanych zarówno przez filmy przenoszące nas w przeszłość, jak i drużynę Gangstera i Hipisa, czyli przeciwników naszej dzielnej trójki. A jeśli dodać do tego jeszcze napięcie wywołane stresem, czy odnalezione wskazówki zostaną o 21:14 zaakceptowane, to tworzy nam się naprawdę niezwykły dreszczowiec.

Powieść wymaga od czytelnika nieco uwagi potrzebnej do kojarzenia faktów oraz do zapamiętywania szczegółów. Autorka ze szwajcarską precyzją opisała wiele zabytków Jeleniej Góry a opowieściami o losach Książęcej Szkatuły dała podstawy do wyobrażenia sobie życia ludzi w poprzednich wiekach. Myślę, że niejedno polskie miasto chciałoby mieć w swoim dorobku takie dzieło literackie. Jest to bowiem doskonały sposób na przybliżenie czytelnikowi miejsca gdzie mieszka, w sposób bardzo oryginalny i ciekawy. Zwłaszcza, że znajdziemy w książce liczne fotografie i szkice wspominanych miejsc.

Wszystkie zamieszczone w książce fragmenty tekstu, które są narracją filmów zostały wydrukowane inną czcionką, by móc łatwiej je odnaleźć. Na końcu powieści zaś, dołączono płytę CD, na której te historyczne opowieści czytane są przez uczniów.

Czytając "Skarby drzewa" czułam się jak detektyw, tropiący przygodę i analizujący ślady. Nieodzownym w takich przypadkach są też sytuacje trudne, na które napotykają poszukiwacze - na przykład zamknięty dostęp do danego miejsca, czy brak elementu, który zaginął podczas historycznych zawirowań. Jednak książka Małgorzaty Lutowskiej dała mi niesamowitą dawkę wrażeń i pozostaje mi tylko ją polecać.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na pytanie - jak zakończą się te poszukiwania... Tego już nie zdradzę. Powiem tylko, że nie takiego finału się spodziewałam i to podwójnie. Ponieważ kiedy już myślałam, że to koniec, okazało się, że autorka ma jeszcze coś w zanadrzu. Naprawdę niesamowicie przemyślana końcówka! A książeczka wyglądała tak niepozornie...



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Trójka e-pik, Wyzwanie miejskie,  Book z nami (1,1 cm), Polacy nie gęsi..., 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...