sobota, 28 listopada 2015

Anna Grzyb "Życie z drugiej ręki"




Autor: Anna Grzyb
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 192











Zanim zaczęłam prowadzić bloga czytałam więcej literatury zagranicznej niż polskiej i rzadko sięgałam po debiuty. Od pewnego czasu to się zmieniło i chyba literatura rodzima zwycięża na moich półkach czy rozłożona w dłoniach w trakcie czytania. Również sięganie po debiuty polskich autorów mnie wciągnęło. I to nie tylko w przypadku tych nazwisk, które widnieją już na kilku późniejszych wydanych pozycjach, ale też całkiem nowych na rynku wydawniczym. Wiecie jaka to radość, gdy nikt o autorze nie słyszał a ja mam szansę przekazywać radosną nowinę, że dana książka jest świetna i warto ją poznać?! Dlaczego sięgnęłam po "Życie z drugiej ręki"? Powody były trzy: cudowna okładka, kolejny polski debiut oraz szeroko zakrojona akcja reklamowa w internecie chwaląca powieść. Jakie są moje wrażenia?

Główną bohaterką książki jest trzydziestoletnia Anita, która zajmuje się prowadzeniem domu i wychowywaniem dwóch córek: dziewięcioletniej Martyny i dwuletniej Michaliny. Wraz z Tym Mężem (tak męża bohaterki określa autorka) i dziećmi mieszka w niewielkim domku trzytysięcznego miasteczka, choć właściwie mieszkają tam we trzy, bo mąż pracuje na drugim końcu Polski i wraca jedynie na weekendy. Zresztą jak już jest to czas dzieli między piwo i obsługę pilota telewizyjnego, nie mając czasu na rozmowy z żoną czy zabawę z córkami. Anita zaś każdego kolejnego dnia musi skupić się na kolejno wykonywanych czynnościach, by ze wszystkim zdążyć: kupić rano bułki (choć jak dla mnie mogłaby kupić je dzień wcześniej i tym samym zaoszczędziłaby czas o poranku), wyprawić Martynkę do szkoły, zająć się Misią, obiadem, sprzątaniem i praniem... Nie wiem jak ona to robi, że nie potrafi wyrobić się z obowiązkami? Staje się za to kobietą coraz bardziej zgorzkniałą, zmęczoną, nieszczęśliwą i niezadowoloną z życia. Co niestety odbija się na kontaktach z najbliższymi, bo przecież jeśli mama jest smutna to i dzieci to czują.

By nie zwariować Anita znajduje sobie hobby - czytanie książek. Podczas kolejnej wizyty w bibliotece poznaje Joannę, z którą toczy zażarty bój o najnowszą książkę ulubionej pisarki. W tak niecodzienny sposób bohaterka otrzymuje nie tylko fascynującą powieść, ale również dobrą znajomą. A jak się później okaże, również szansę na wyściubienie nosa z domu, rozmowy i kontakt z ludźmi, którego jej tak brakowało oraz podniesienia własnej samooceny - jest komuś potrzebna, robi coś pożytecznego. Co takiego stworzą wspólnie Joanna z Anitą?

A może w życiu bohaterki zbyt mocno ciąży jej przeszłość? Była wychowywana twardą ręką przez oschłą babcię, bowiem ojciec pracował a matka... zniknęła z jej świata gdy była mała. Tata zmarł jeszcze kiedy chodziła do szkoły średniej, ale tematu mamy nie poruszał. Był to w ich domu wręcz temat tabu. Z babcią Anita nie utrzymuje kontaktu, aż do czasu, gdy staruszka znajdzie się w szpitalu. Czy wtedy wyjdzie na jaw skrywana tajemnica?

Książka Anny Grzyb jest napisana prostym, choć może nazbyt potocznym językiem. Autorka jest osobą oczytaną o czym świadczą liczne odniesienia do książek ogólnie lub do konkretnych autorów (Christie, Carroll). Bardzo dobrze opisała małomiasteczkowy klimat, gdzie każdy każdego zna, wszyscy wszystko wiedzą o sąsiadach a chwilami to można powiedzieć, że wiedzą więcej o nas niż my sami. Historia Anity jest zwyczajna, ot taki los może spotkać Ciebie czy mnie... Najpierw jest wielka miłość, zafascynowanie, chęć wspólnego pokonywania licznych życiowych przeszkód, ale później małżeństwo przeżywa kryzys, bo nie ma czasu, bo nie ma sensu, bo nie ma siły... Każdy robi to co musi, by mieć z czego żyć i ludzie zapominają o tym co było, co ich łączyło... Czy to małżeństwo ma jeszcze szansę na wzlot? Czy Anita zdobędzie się na wysiłek i przestanie być tak bardzo marudna, bezbarwna, czy przestanie wciąż narzekać i zrobi coś, by poczuć się spełnioną? Czy weźmie się w garść i podejmie strategiczne decyzje?

Bardzo denerwowała mnie taka koncepcja bohaterki. Sama jestem kobietą, która ma na głowie wiele obowiązków i nie mogłam zrozumieć jak ona może nie wyrabiać się z własnymi?? Co takiego robi, że czas ucieka jej bezpowrotnie?
Anita jest bardzo niekonkretną postacią, niby chce rozwijać swoją znajomość z Asią, chce by były przyjaciółkami, ale nie chce się jej zwierzyć z problemów, bo boi się wyśmiania, oceniania i odrzucenia. Nawet jeśli zaczyna dostrzegać coś pozytywnego w swoim nieszczęśliwym życiu to za chwilę możemy oczekiwać na przytłoczenie tego negatywami - ot ciągła pesymistka. W wielu przypadkach Anita sama nie wie czego chce, miota się i nie potrafi skupić na jednej rzeczy czy jednej opowiadanej historii. Takie właśnie mam odczucie w stosunku do autorki, że nie do końca wiedziała co chciała napisać, ponieważ powieść jest tak naprawdę o niczym. Z wyjątkiem kilku konkretów jak założenie biznesu, śmierć dziecka Moniki, tajemnica zniknięcia matki Anity oraz utracona miłość Joanny to kolejne akapity książki traktują naprzemiennie o tym samym: histeria Misi, problemy z dziećmi i mężem, który rani i poniża. Dorzucę jeszcze irytujące nazywanie go Ten Mąż... Bardzo mi się to nie podobało.

Postacie niestety nie są dopracowane i poruszają się wciąż wokół tych samych tematów. Nie odczułam żadnej więzi emocjonalnej z bohaterami, ponieważ zbyt mało o nich wiem. Dialogi są powierzchowne i banalne a opisywane sytuacje płytkie. Książce brakuje iskry, akcji, czegoś co wciągnęłoby czytelnika i sprawiło, że czytałby z zapartym tchem aż do ostatniej strony. Niektóre akapity są jakby z zupełnie innej powieści, bowiem nie pasują do tego, co wcześniej czy później napisała autorka, są odrębne, nie powiązane, jakby dopisywane później. Pojawiają się zdania, które coś zwiastują, coś zapowiadają, jednak później wyczekujący rozwinięcia wątku czytelnik czuje rozczarowanie, ponieważ autorka nie wróciła do tego więcej (na przykład temat fundacji czy weekendu w Krakowie). Podobnie jest ze sprzecznościami, kiedy najpierw czytam o tym, że bohaterki ostatnio się zbliżyły a już w następnym zdaniu, że jedna się od drugiej odsuwa...

Tak jak wspomniałam na wstępie - czytałam wiele debiutów - mam zatem porównanie, jak może wyglądać twórczość debiutanta. Każdy kiedyś zaczynał, każdy szkoli warsztat, pisze coraz lepiej. Życzę autorce rozwoju i by kolejne książki były bardziej dopracowane. Ten debiut niestety nie zapadnie mi w pamięci jako godny polecenia. Choć z tylnej okładki powieści zerkają na mnie słowa polecenia znanych autorek, to ja czuję się... oszukana. I nie dlatego, że powieść jest o życiu i bez upiększeń (bo te argumenty pojawią się najczęściej), ale dlatego, że zwyczajnie książka jest głównie dołująca, z negatywnie do wszystkiego nastawioną bohaterką i brakiem jakiejkolwiek akcji... Czytane powieści powinny coś wnosić w nasze życie, powinny coś uświadamiać, podnosić na duchu a ja czułam się przyciśnięta do podłogi gruzami walącej się ściany i walcząca o oddech, który zabierały mi nawet teksty wierszy i piosenek, które zostały wplecione w powieść, jakby autorka nie do końca była pewna czy chce zadebiutować prozą czy poezją...




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki

27 komentarzy:

  1. Książka zdecydowanie nie dla mnie, nie lubię czytać i się dołować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No biorąc pod uwagę nasze jakże często podobne gusta to szczerze Ci odradzam.

      Usuń
  2. Ostatnio też czytam więcej literatury polskiej, ale książek autorów zagranicznych nadal minimalnie więcej w moich zbiorach. Od debiutów nie stronię, choć czasem opis książki jest fajniejszy, niż jej zawartość )-; W tej bardzo podobała mi się okładka, ale jakoś treść mnie nie przyciąga )-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie dam głowy że stricte w biblioteczce stoi którejś literatury więcej, zwłaszcza że Czarna Seria jest zagraniczna a książki mam też w tylnich rzędach... Ale czytuję bardziej polskie chyba.
      Z debiutami niestety jest ryzyko, ale podjęłam w tym roku kilka takich i opłaciło się, bo były świetne!
      A opis często jest tak, nie tylko w debiutach że opis kusi a treść zawodzi...
      Okładka jest urocza :) Opis mnie zachęcił i szał na powieść jeszcze przed premierą... tylko wykonanie.... :(

      Usuń
    2. Zainspirowałam się kiedyś jakimś wpisem na blogu i zrobiłam spis zawartości swoich półek (-: U mnie też książki stoją w dwóch rzędach, a zagranicznej literatury jest więcej ze względu na Norę Roberts i Sandrę Brown (-; W momencie robienia spisu różnica była większa, teraz za chwilę ten stan się wyrówna (-:

      Usuń
    3. Ja kiedyś też byłam na bieżąco na LC ze stanem, ale potem zaczęło szybko przybywać i nie nadążałam i ...nie jestem "spisana".
      Czyżby zakupy? :P

      Usuń
    4. Ty masz dużo więcej książek, więc i zadanie trudniejsze (-: Ja w każdym miesiącu mam zakupy (-; Tym razem żadne nowości nie wpadły mi w oko, więc planuję uzupełnić brakujące tytuły niektórych autorów (-:

      Usuń
  3. Podejrzewam, że mnie też denerwowałaby główna bohaterka;p Czasami ciężko się wyrobić ale mus, to mus:) A dołować się też nie mam zamiaru, więc raczej podziękuję za książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że niewiele jest osób, które nie czułyby się zirytowane bohaterką... Rozumiem Twoje podejście :) dlatego szybko zajęłam się inną lekturą.... nota bene też debiutem polskim :)

      Usuń
  4. Hmmm uspokoiłaś mnie...
    Nie, nie tym, że książka okazała się klapą, bo miałam na nią ochotę i żałuję, że nie spełniła Twoich oczekiwań.
    Uspokoiłaś mnie, bo od stycznia mam wyrzuty sumienia, że kiepsko oceniłam książkę "Ta druga Karoliny Wilczyńskiej. Wszystko przez bohaterkę, która była podobna do Anity. Ciągle niezadowolona i doszukująca się problemów. U niej sytuacja życiowa była inna (lepsza), ale na siłę doszukiwała się szykan ze strony teściowej, która nomen omen od początku jej kibicowała i dobrze życzyła. No i właśnie przez tę bohaterkę czytanie książki było dla mnie katorgą, a gdy czytałam inne pozytywne opinie to czułam się dziwnie...
    Pewnie miałaś podobne uczucia (choć przez chwilę) gdy czytałaś rekomendacje znanych autorek na okładce.

    W takim razie dobrze, że książka jest taka krótka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytałam pierwszą linię to się zastanowiłam w jakiej kwestii ja Cię uspokoiłam taką recenzją :D
      Ja właśnie miałam ogromną ochotę na długo przed premierą...
      Wilczyńskiej nie znam nic, więc nie poprę ani nie skrytykuję... Na kiedyś planuję coś poznać autorki.
      Wiesz, przeczytałam w tym roku kilka książek, które inni wychwalali a ja byłam zawiedziona... Wszystko zależy od osoby, która czegoś oczekuje od książki...
      A Ciebie by to nie zwiodło? Znane nazwiska polecają a Ty czujesz rozgoryczenie....
      Otóż to! :) Jak Ty mnie rozumiesz :)

      Usuń
    2. "Tej drugiej" Wilczyńskiej nie czytałam, ale resztę tak i serdecznie Ci polecam :) Świetnie pisze, choć o zwyczajnym życiu i złamanych bohaterkach. Spodobałaby Ci się trlogia Jagodno :)

      Usuń
    3. Złamane bohaterki mogą być, czytałam o niejednej, byle dobrze napisane :) Mam pierwszy tom Jagodna, jak poznam to się wypowiem :D

      Usuń
  5. Po tak obszernej recenzji wydawało mi się na bardzo ciekawą lekturę i szkoda , że nie widziałaś mojej twarzy pełnej zaskoczenia. I wiesz co? Nie skuszę się na tą książkę, raczej na pewno nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, często piszę obszerne teksty jak mi się książka podoba, bo nie mogę się nawychwalać :)
      To recenzja negatywna, więc też musi być długa, żeby dobrze wykazać to co mnie drażniło. Argumenty muszą być mocne i konkretne. A nie że mi się nie podobała "nie, bo nie".
      Szkoda, że nie widziałam....

      Usuń
  6. Po Twojej recenzji wnioskuję, że jednak mam zbyt wiele książek do przeczytania "na już", żeby tracić czas na taką niezbyt dopracowaną książkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja uczciwie polecam Ci te "już" :)

      Usuń
  7. Chyba najbardziej krytyczna recenzja tej książki, jaką czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, że to - jak zawsze u mnie - szczera recenzja

      Usuń
  8. Niestety zgadzam się z każdym Twoim słowem. Mimo wielkiej sympatii do autorki uważam, że książka ta w obecnym kształcie nie powinna powstać. Mam też nadzieję, że autorka weźmie sobie do serca Twoje konkretne argumenty i zamiast się obrażać, jak niektóre mają w zwyczaju, po prostu wyciągnie wnioski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja autorki nie znam osobiście, ale jak piszę recenzje to sympatie/antypatie nie mają znaczenia. Recenzje są prawdziwe, szczere i rzetelne i nie mam sobie nic do zarzucenia, ani w tym ani w innych przypadkach lektur.
      Też mam nadzieję, że autorka wszystkie krytyczne opinie przeanalizuje i wpłynie to pozytywnie na jej przyszłą twórczość

      Usuń
  9. Ja bardzo sobie cenię szczere recenzje. Znam blog autorki i czasami byłam naprawde mocno zaskoczona, czy raczej zniesmaczona, że książka zrecenzowana jako świetna okazywała się nijaka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam wszystkich tekstów na blogu autorki, dlatego nie miałam za bardzo okazji kierować się poleceniami. W tym celu mam zresztą bliższe sobie blogi.
      Ale nie wyobrażam sobie pisania nieszczerych recenzji. Jestem ogromnie ciekawa, które tytuły okazały się nijakie...

      Usuń
  10. Ja też dzięki blogowaniu zaczęłam czytać więcej polskich dzieł :)
    Co do tej to naczytałam się już tyle negatywnych recenzji, że sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to blog tak wpływa na człowieka? :D
      Ja na pewno namawiać nie będę :)

      Usuń
  11. Nie nam i raczej nie poznam - szkoda mi mojego cennego czasu :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałaś/-łeś to co napisałam, napisz co o tym myślisz, będzie mi miło :)

Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...