czwartek, 15 września 2016

Brittainy C. Cherry "Powietrze, którym oddycha"



Tytuł oryginalny: The Air He Breathes
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: lipiec 2016
Liczba stron: 400
Seria: Żywioły tom 1








Po twórczość autorki sięgam już w tej chwili "w ciemno". Moja miłość do jej książek zrodziła się podczas lektury "Kochając pana Danielsa", potem poznałam jeszcze "Art & Soul" (piękna, ale nie przebiła pierwszej) a teraz sięgnęłam po pierwszy tom serii Żywioły, który dotyczy powietrza. Z niecierpliwością czekam na kolejną historię, która wyśle mnie w emocjonalną podróż.

Elizabeth straciła w wypadku męża i wraz z pięcioletnią córeczką mieszkała przez pewien czas u matki. Jednak nie otrzymała tego, na co najbardziej liczyła, gdyż rodzicielka ma dość specyficzny sposób bycia i życia, zatem podjęła decyzję o powrocie do domu. Bardzo chciałaby normalnie żyć, odbudować codzienność i dać córce poczucie bezpieczeństwa oraz podwójną miłość... Tylko czy będzie potrafiła oddychać bez ukochanego męża? Wszak każdy oddech boli! Każdy haust wymaga nadludzkiej siły, bo żal i tęsknota oraz ból i rozpacz sprawiają, że organizm nie chce poddać się tej jakże prostej czynności jaką jest oddychanie. Kto będzie dawał Elizabeth wsparcie po powrocie do Meadows Creek? Na kogo może tak naprawdę liczyć w swoim niespełna trzydziestoletnim życiu?

Tristan jest postrzegany jako przystojny, ale gburowaty, oziębły i psychopatyczny samotnik mieszkający wraz z psem w zrujnowanym domostwie. Nikt w miasteczku nie zna jednak podłoża takiego zachowania oraz sposobu na życie. Nikt nie wie, że wynika to z bólu po stracie żony i ośmioletniego synka. A przecież nic nie zapowiadało tragedii - Tristan był wraz z ojcem w samolocie - mieli podpisać ważną dla ich firmy i spełniania marzeń umowę... I nagle cały jego świat wywrócił się do góry nogami... To dowód na to, że czasem jeden sms może zmienić resztę życia... Okazujmy bliskim uczucia, bo za chwilę, może być za późno... Możemy nie zdążyć...

Los - pod postacią Zeusa - sprawił, że tych swoje poturbowanych ludzi, cierpiących - każde na swój sposób - po stracie bliskich spotkało się. To nie było spotkanie w sklepie, na imprezie czy koncercie. Elizabeth wracająca do domu od matki potrąciła psa należącego do Tristana co poskutkowało nieprzyjemną wymianą zdań. Od pierwszej chwili dało się wyczuć między nimi napięcie, nieuprzejmość mężczyzny aż biła po oczach a finalnie okazało się, że są sąsiadami! Czy jest szansa na normalną sąsiedzką relację? A może sprawa potrącenia psa przekreśli nadzieje na choćby minimalną sympatię? Czy ta dwójka ludzi, których łączy temat straty będzie potrafiła znaleźć nić porozumienia? Czy będą motywować się do zaczerpnięcia kolejnego wdechu?


"Czasami najtrudniejsze w życiu bez ukochanych było to, by pamiętać o oddechu." *


Po lekturze wspomnianej wcześniej książki "Kochając pana Danielsa" myślałam sobie... Co ja sobie właściwie myślałam?? Że nie może powstać już nic, co dorówna tej pięknej opowieści? Może i powstało! Brittainy C. Cherry napisała tym razem historię dla nieco starszych odbiorców (Daniels był z gatunku New Adult), jednak widać, że doskonale porusza się po tematyce śmierci bliskich osób, świetnie potrafi oddać ból i żal po stracie, reakcje otoczenia na cierpiące osoby i fakt, że nie zawsze i nie każdy potrafi ich wesprzeć. Zresztą gesty pomocy nie w każdym przypadku są mile widziane... Jak wygląda życie "po"? Jak sobie poradzić? Czy reagować na plotki członkiń klubu książki? Po jakim czasie można wybrać się ponownie na randkę?

Tą książką autorka udowodniła, że zasługuje na obecność wśród mojego TOP10 zagranicznych autorek, ponieważ "Powietrze, którym oddycha" to perełka literacka. Ofiarowuje czytelnikowi emocjonalną huśtawkę - od łez ze śmiechu aż po łzy smutku. Wraz z bohaterami przeżywałam ich opowieść o TYCH chwilach, kiedy wiedzieli, że to koniec... Kiedy musieli się pożegnać... Kiedy zdawali sobie sprawę, że zostają na ziemi bez bliskości, czułości,  bez opieki... Cierpiałam wraz z nimi, nawet nie chcąc sobie wyobrażać jak czuł się Tristan tracący CAŁY ŚWIAT i izolujący się z tego powodu od wszystkich.


"Magia zawarta jest w chwilach. W delikatnym dotyku, lekkich uśmiechach, cichych słowach. Magia jest w życiu dniem dzisiejszym, w oddechu, w szczęściu. (...) magia jest w miłości." **


Powieść o stracie - tak w telegraficznym skrócie określiłabym historię dwóch samotnych dusz, które posiadają swoje wspomnienia i rozumiejąc wzajemnie swój ból pragną - wykorzystując siebie nawzajem - podtrzymać pamięć o bliskich. Tylko czy to jest najlepszy sposób? Czy wybrali dobrą drogę? Czy z rysami na sercach i bliznach na duszy można jeszcze uśmiechać się i cieszyć drobnostkami? Jak w nowej sytuacji odnajdzie się malutka Emma? Co dla niej będzie teraz priorytetem?

Cherry podarowała czytelnikowi cały wachlarz bohaterów, z którymi nie sposób się nudzić. Oprócz dwójki pierwszoplanowej - Elizabeth i Tristana - jest też słodka i zabawna Emma, niezwykły pan Henson, pasjonatka ciekawego określania męskich przyrodzeń i mówiąca o wszystkim wprost Faye (przyjaciółka Elizabeth), pomocni teściowie, matka Elizabeth goniąca wciąż za tym jedynym czy nazywający się prawdziwym przyjacielem Tanner. To jeszcze oczywiście nie wszyscy, nie każdy jest też aniołem, autorka zadbała bowiem o "czarne charaktery", które dostarczą nam nie lada sensacji... Przyznaję szczerze, że o ile fakt, który odkrył (choć właściwie wyszpiegował) Tanner nie był dla mnie niespodzianką, bo przypuszczałam, że tak będzie już na początku książki to tajemnica jaką skrywał już mnie zdziwiła. To do czego był zdolny również... Serce mi o mało z piersi nie wyskoczyło kiedy dotarłam do "tych" scen... To po prostu sensacyjna końcówka z krwią, łzami i wielkim szaleństwem!

Podsumowując - Cherry stworzyła niebanalną powieść - piękną i wzruszającą historię o miłości tak niezwykłej, że aż wstrzymywałam oddech. Genialnie potrafiła oddać myśli i  uczucia przetaczające się w sercach i umysłach bohaterów. Wiedziała jak wyważyć wątki bólu i cierpienia z humorem, erotyką i dowodami na to, jak ważna jest rodzina. Bo przecież regularność oddechów możemy z kimś dzielić...




* Brittainy C. Cherry "Powietrze, którym oddycha", Wyd. Filia, Poznań 2016, s. 136
** Tamże, s. 324


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Łów słów, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Oldze


wtorek, 13 września 2016

Do "Nakarmię cię miłością" Anny Dąbrowskiej kolejny krok... - zapowiedź #5

Do premiery coraz bliżej, ale...
Recenzji jeszcze nie mogę...
Trailer pokazałam...
O przemianie już było...

Nie mogę doczekać się na papierową wersję książki, którą przeczytałam już prawie dwa razy :) Marzę, bo jest niezwykła...


A oto moja rekomendacja "Nakarmię cię miłością" - baner autorstwa Oli - a moja rekomendacja na skrzydełku książki


poniedziałek, 12 września 2016

Lina Žutautė "Kuka Muka i Skrzat Nieład"




Tytuł oryginalny: Kakė Makė ir Netvarkos Nykšukas
Tłumaczenie: Małgorzata Gierałtowska
Ilustracje: autorka
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 34
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 4+






Drogi czytelniku, kochany rodzicu! Opowiem Wam dziś bajkę, której akcja dzieje się codziennie wieczorem i ma miejsce głównie w pokoju Waszego dziecka. Zawsze gdy zbliża się pora wieczornego spoczynku okazuje się, że najciekawsza i najbardziej emocjonująca część doby dopiero przed Wami - chodzi o chwilę sprzątania pokoju przez dziecko. Mam rację? Pewnie tak, oprócz jednego... To nie bajka, lecz rzeczywistość... Niestety... Dzieci nie są chętne do posprzątania zabawek. Właśnie wtedy, gdy trzeba je odłożyć na miejsca zaczyna się przecież najlepsza zabawa...

Jednak naprzeciw temu problemowi wyszła Adamada, wydając książeczkę o małej Kornelii, zwanej Kuką Muką (choć nikt nie wie co to znaczy). Jest to bohaterka idealna, zupełnie taka jak nasze dzieci... pełna energii, zapału do robienia bałaganu, uwielbia być w ruchu i nie lubi słuchać starszych. Jak każdy mały człowiek, tak i Kuka Muka, ma zmienne marzenia dotyczące tego, kim chce zostać... Architektem, rzeźbiarką, właścicielką herbaciarni, kolarką a może bibliotekarką? Jedno jest pewne - każdego wieczora w kategorycznych słowach okazywało się, że sprzątaczką zabawek na pewno nie będzie, co wykrzykiwała dziewczynka złoszcząc się na rodziców i babcię.

bałagan

Nie pomagały prośby, żadne pieszczotliwe określenia nie były w stanie zmienić zdania  bohaterki w kwestii sprzątania... Aż do chwili, gdy babcia - opiekująca się wnuczką pod nieobecność rodziców - powiedziała, że odwiedzi ją Skrzat Nieład, który zabiera wszystko co nie leży na swoim miejscu! A worek ma ogromny i baaaardzo dużo do niego zmieści...


Skrzat Nieład w akcji


Jak nietrudno się domyślić, w nocy do pokoju dziewczynki zawitał nieproszony gość... W totalnie pustym pokoju została zszokowana Kuka Muka i postanowiła, że tego tak nie zostawi, musi uratować swoje zabawki... Bo co powiedzą rodzice i babcia... Zawstydziła się i zebrała siły, bowiem odzyskanie swojej własności wcale nie będzie takie łatwe. Będzie musiała wykonać trzy zadania... Czy sobie poradzi? Czy wróci do swojego pokoju z zabawkami? Przekonajcie się wraz ze swoimi pociechami. A ostatnia ilustracja książeczki na pewno Was rozśmieszy i przekaże bardzo ważną wiadomość!

Kuka Muka u Skrzata


"Kuka Muka i Skrzat Nieład" jest naprawdę świetną propozycją dla rodziców posiadających kilkuletnie pociechy. Myślę, że już trzylatki zrozumieją przekaz litewskiej autorki o tym, że trzeba przed snem posprzątać pokój, bo przecież zabawki na swoich miejscach też chcą odpocząć. A i nasze otoczenie na czas snu wygląda znacznie lepiej... Historia o Skrzacie z wielkim workiem doskonale przemawia do wyobraźni dziecka. Skąd wiem? Widziałam pokój mojej córy po lekturze tej pozycji :) Była naprawdę przejęta faktem, że i ją może odwiedzić nieproszony gość i zabrać wszystko, co nie zostało odłożone na swoje miejsce... A przecież jest tyle ukochanych zabawek, bez których nie sposób się codziennie obejść...

Książeczka wywołała w Patrycji wiele emocji, zrodziło się wiele pytań, bardzo długo rozmawiałyśmy o tej historii, jednocześnie kartkując - po raz kolejny - strony. A jest to nie lada przyjemność, bowiem ilustracje są przepiękne, kolorowe, bardzo przemawiające do dziecka. Twarda oprawa ułatwia trzymanie przez małe rączki a większa czcionka pozwala, by pięcio- lub sześciolatki mogły samodzielnie czytać. Dodatkowym atutem tej lektury są zadania, które zostały zlecone do wykonania bohaterce a czytelnik może zrobić je wraz z nią - odkładanie zabawek na swoje miejsca na czas, przejście przez labirynt oraz pokonanie potwora Nygusa Grzybojada!

Opowieść o Kornelii i Skrzacie to historia, która dzięki zawartemu w niej morałowi ma pomóc rodzicom w przekonaniu dziecka do utrzymywania porządku. Jak długo magia Niełada będzie działać? Tego nie wiem. Zapewne zależy to od konkretnego przypadku, który wychowujemy w naszych domach, ale przecież bajkę można czytać co kilka dni, by przypomnieć o co w niej chodzi, prawda? :)

Edukacyjna, intrygująca, niosąca ważne przesłanie, ale też zabawna i kolorowa - to najkrótsza charakterystyka tej książeczki, którą ja polecam z czystym sumieniem.



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość poznania książeczki
dziękujemy Pani Ewie

sobota, 10 września 2016

Joanna Tlałka-Stovrag "Jeszcze żyję... Historia prawdziwa"




Autor: Joanna Tlałka-Stovrag
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Branta
Data wydania: 2007
Liczba stron: 168










"Jeszcze żyję..." to wyjątkowa książka. Bowiem nie jest to powieść obyczajowa z fikcyjnymi bohaterami, której akcja dzieje się w realnym miejscu z prawdziwym tłem historycznym. Nie! Tutaj właściwie mogę śmiało napisać, że to literatura faktu, że to autobiografia, że tu wszystko jest na serio. Prawdziwa krew, prawdziwi ludzie, prawdziwe ludzkie dramaty i w czasie lektury nie można siedzieć z obojętnym stosunkiem w fotelu z kubkiem herbaty...

Zanim zacznę swoją recenzję, chciałabym najpierw przybliżyć Wam nieco konflikt bałkański. Dlaczego? Wiadomo, że żadna wojna nie jest mile widziana, że żadna nie niesie nic dobrego. Każda niesie śmierć i cierpienie ludzi, jednak dla mnie ta na Bałkanach jest "inna niż inne". Zapewne myślicie dlaczego tak uważam... Ponieważ zupełnie nie rozumiem dlaczego (magiczne słowo "dlaczego" wciąż się pojawia w mojej wypowiedzi) wybuchła.

Jaki był sens i cel... Możecie szukać odpowiedzi w Wikipedii, w licznych opracowaniach historycznych z tego okresu, które prezentują czasami różniące się między sobą wersje. Inny pogląd na przyczyny wybuchu wojny mają bośniaccy Muzułmanie, inny bośniaccy Serbowie a jeszcze inny bośniaccy Chorwaci. Choć przecież wszyscy byli stronami tego konfliktu.

Autorka nie chce zajmować stanowiska w tej sprawie, nie zamierza oceniać czy analizować, ale kiedy poprosiłam ją o kilka słów wstępu, zacytowała słowa swojego sarajewskiego profesora:
"(...) wielu moich przyjaciół również nie spodziewało się, ani nawet nie przeczuwało zbliżającego się koszmaru. Nawet kiedy w 1991 r. wybuchła 10-dniowa wojna w Słowenii - na skutek odłączenia się tej republiki od Jugosławii, nawet kiedy straszne dni nastały również dla pragnącej niezależności Chorwacji i  został zrównany z ziemią chorwacki Vukovar, zniszczony Dubrownik..., w Sarajewie nikt nie przypuszczał, że wojna ogarnie również Republikę Bośni i Hercegowiny.

Bośniacy, w przeważającej części - z wyjątkiem bośniackich Serbów, chcieli dalej żyć w wielokulturowej, wieloreligijnej, ale niezależnej i suwerennej Bośni i Hercegowinie. Nie chcieli walczyć, wierzyli, że nic podobnego jak w Chorwacji u nich się nie zdarzy. Twierdzili, że aby prowadzić wojnę, potrzeba chętnego do walki, a oni nie chcieli rozlewu krwi.

A jednak wojna, wcześniej zaplanowana przez polityków-kryminalistów - jak nazywał ich mój sarajewski wykładowca, który doskonale znał historię i podkreślał, że marzeniem Serbów od dawien dawna było stworzenie Wielkiej Serbii, a Chorwatów - Wielkiej Chorwacji - wybuchła. Kiedy zabrakło Tity - dyktatora, który trzymał sztuczny twór, jakim była Jugosławia w całości, propagandowe media podporządkowane ówczesnym rządzących podsycały nacjonalizmy. I tak nieszczęście stało się faktem - wojna nie ominęła Bośni i Hercegowiny i jej mieszkańców, którzy tam od wieków żyli razem i nadal chcieli tak żyć... Nie chcieli, by Bośnia i Hercegowina zniknęła z mapy, chcieli, by była niepodległa i samodzielna, więc nieprzygotowani do walki, byli zmuszeni jej bronić".



Joanna jest studentką - młodą, piękną dziewczyną z marzeniami, by kiedyś w dorosłym życiu móc biegle posługiwać się językami bałkańskimi. W ramach stypendium naukowego wyjeżdża do Sarajewa, by na tamtejszym Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu zdobywać wiedzę. Jednak oprócz chwil spędzanych na zajęciach Joanna chłonie klimat miasta po swojemu - zwiedza, słucha muzyki, poznaje sarajewian i ich gościnność, szczerość odkrywając, że to bardzo wylewni ludzie... Kraj, w którym się znalazła i jego kultura, zaczął ją fascynować a nawet zaskakiwać, gdyż czymś normalnym były tam koce i erotyka, niedostępne wtedy w PRL-owskiej Polsce. Stała się wręcz entuzjastką Sarajewa, to miasto ją przenikało i rodziła się miłość... Najpierw do miejsca a potem do bośniackiego Muzułmanina - Seja. To uczucie zrodziło się w ułamku sekundy, choć jeszcze wtedy oboje tak do końca nie zdawali sobie z tego sprawy... Czuli, że jest między nimi coś pięknego, wyjątkowego, pewne porozumienie dusz i serc. Młodzi spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, jednak przyszedł czas, gdy Joanna musiała wrócić do Polski. Jej studencki czas w Sarajewie dobiegł końca.


Joanna i Sejo - Sarajewo - przed wojną


W wakacje 1992 roku Sejo miał przyjechać do Krakowa, by poznać rodzinę ukochanej dziewczyny. Jednak nie mieściło się w to planach LOSU. Ten miał inne, swoje własne i nie do końca radosne... Na Bałkanach wybuchła wojna. Sarajewo - a wraz z nim i Sejo oraz wielu innych znajomych młodej Polki - zostało odcięte od świata... Przestała działać poczta, telefony, w mieście brakowało prądu, wody i gazu, nie wspominając o żywności. Nikt nie mógł być pewny swego losu, gdyż trwały ostrzały a budynki rozsypywały się jak domki z kart... Nie wspomnę jak rozdzielano rodziny, jak śmiałkowie próbowali wydostać się z oblężonego miasta... To po prostu nieludzkie! Okropnie to przeżyłam... Piekło na ziemi rozdzieliło rodzącą się miłość. Sądzę, że wielu ludzi po prostu by sobie darowało, odpuściliby takie uczucie, jakże niepewne dnia jutrzejszego. Ale nie ONA, nie Joanna...

akredytacja z 1995 r.
Dziewczyna poruszyła niebo i ziemię, wydeptała ścieżki do osób, które mogły pomóc jej w jakimkolwiek kontakcie z Sejem. Dokonywała rzeczy niemożliwych tracąc ogromne kwoty pieniędzy, byle tylko móc przekazać mu list, paczkę czy usłyszeć jego głos... Jakże mało istotne były wtedy dla niej pieniądze, bowiem sercem rządziła miłość. Podczas lektury byłam pod ogromnym wrażeniem determinacji Joanny, niejedna tak młoda kobieta dawno już by zmieniła obiekt zainteresowania... Jednak nasza bohaterka i zarazem autorka tej książki czerpała siłę z listów, które otrzymywała z Sarajewa. Martwiły ją opóźnienia w przekazywaniu poczty, dlatego znalazła sposoby na inny kontakt z ukochanym.


To nie jest powieść obyczajowa, dlatego śmiało mogę napisać, że obecnie Joanna i Sejo są małżeństwem. Jednak droga do chwil szczęścia, radości i posiadania rodziny, była długa i wyboista. Istotą tej książki jest miłość, która "góry przenosi", która nie boi się niczego i jest tak ogromną siłą napędową, że potrafi pokonać strach, ból, odległość, lęk o bliską osobę, śmiercionośne żniwo wojny... Lektura jest ogromnie poruszająca. Podczas czytania nie mogłam ukrywać wzruszenia i emocji towarzyszących podróży Joanny do ogarniętego wojną Sarajewa. To było szalone! Nieprawdopodobne, niezwykłe a zarazem piękne. Jeśli ktoś przeczyta "Jeszcze żyję..." bez choćby jednej chwili wzruszenia, bez podniesionego ciśnienia to z pełną stanowczością stwierdzę, że ma kamienne serce. Bo nie da się przejść wobec tej historii obojętnie!

Nie przeszedł zresztą sam - nieżyjący już - Waldemar Milewicz - dziennikarz telewizyjny i korespondent wojenny, który o miłości tej pary na tle konfliktu w Sarajewie, nakręcił film "Zwykła historia". Na kartach książki pojawia się wiele informacji o dziennikarzu i kulisach kręcenia tego filmu. Mam ogromną ochotę, by go obejrzeć.


autorka w Mostarze (stolica Hercegowiny)
Autorka w swej książce nie skupiła się tylko i wyłącznie na sobie i swoich uczuciach do Seja. Poruszyła wiele ciekawych wątków - wielokulturowość mieszkańców Sarajewa, czasy studenckie, różnice między życiem w Bośni i w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, niesamowitą postawę swojej mamy. Wspomniała też o wielu ludziach o dobrych sercach, którzy bezinteresownie pomagali jej w dążeniu do celu, jaki sobie postawiła. A przecież nie był banalny... To był trudny czas pełen wyrzeczeń, walki, stresu i cierpienia... Przez co przeszła? Kto najbardziej jej pomógł? Co udało jej się uzyskać dla Seja? Jak wyglądała krok po kroku ich droga do szczęścia? O tym wszystkim dowiecie się już szczegółowo z lektury.




Ja ze swej strony gwarantuję Wam ogrom emocji, uczuć a nawet łzy wzruszenia czy wściekłości. Książka jest niezwykłym świadectwem miłości, która pokonuje wszelkie postawione jej na drodze przeszkody. Nawet wojnę! Pozostaje pozazdrościć takiego uczucia... Wiary i nadziei też...





Kilka słów o autorce - rodowita krakowianka, absolwentka slawistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Część wykształcenia zdobywała na Uniwersytecie w Sarajewie, gdzie wyjechała na stypendium naukowe. Ukończyła podyplomowe studium dla lektorów języka polskiego jako obcego. Z zawodu i zamiłowania zajmuje się przekładem i nauczaniem języków południowosłowiańskich: chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. Jest tłumaczem przysięgłym tychże języków na Liście Ministerstwa Sprawiedliwości.
Strona internatowa autorki - KLIK



Wszystkie fotografie dzięki uprzejmości autorki


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

czwartek, 8 września 2016

Aleksandra Golecka-Mazur "Plac tajemnic. Krzyżówki obrazkowe"



Tytuł: Plac tajemnic. Krzyżówki obrazkowe - część 1/2/3
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 32/32/32
Wiek odbiorcy: 6-9 lat








Ulubioną rozrywką wielu dorosłych jest rozwiązywanie krzyżówek. Jednak dzieci też to lubią! Potrzebowały tylko łatwiejszej wersji, takiej dostosowanej do swojego wieku i teraz już mogą wybierać pośród wielu pozycji na rynku wydawniczym.

Dzisiaj opowiem Wam o serii Plac tajemnic z wydawnictwa Adamada, które w sierpniu wydało Krzyżówki obrazkowe. To zestaw trzech książeczek przeznaczonych dla dzieci, które potrafią pisać a ich zasób słownictwa i wiedza o świecie pozwalają na samodzielne rozwiązywanie.

Każda książeczka składa się z dwóch części. W pierwszej zadaniem malucha jest odgadnięcie nazw obrazków i wpisanie ich do diagramu. Obrazki są ponumerowane podobnie jak kolumny czy rzędy zatem jedyną trudnością jest rozpoznanie obiektów i pisownia ich nazw. Dobór obiektów w poszczególnych krzyżówkach jest tutaj zupełnie losowy, przedmioty czy stworzenia nie są powiązane ze sobą żadnym kluczem, zatem dziecko musi wykazać się wiedzą wszechstronną.





W części drugiej jest już trudniej, bowiem wprawdzie obrazki są podpisane, ale nie mają numerów... Tym razem zadaniem dziecka jest policzenie liter i dopasowanie danego słowa do właściwego rzędu w diagramie kierując się tylko i wyłącznie liczbą liter. Nagrodą jest zaś hasło!
W krzyżówkach tej części autorka skupiła się na podziale tematycznym, czyli każdy diagram odpowiada jednej konkretnej dziedzinie życia na przykład:



 ptaki i zawody,



 kwiaty i produkty spożywane na kolację,
są również napoje, warzywa, ubiory, ciasta, przybory do pisania, wyposażenie kuchni, zwierzęta, owoce, imiona czy uczucia.


To właśnie druga część znacznie bardziej podobała się Patrycji. Chyba cel jakim było hasło znacząco wpływał na jej motywację do rozwiązywania, choć nie mogę powiedzieć, że odgadywanie obrazków na początkowych stronach publikacji nie było dla niej frajdą.

Początkowo myślałam, że numeracja książeczek będzie oznaczała stopień trudności, jednak córa chcąc to sprawdzić zaczęła od części trzeciej i ... nie potwierdziła mojej teorii. Dla niej wszystkie obrazy, niezależnie od numeru części, były równie łatwe. A przytrafiające się obiekty, co do nazw których nie była pewna, znajdowały się we wszystkich trzech pozycjach.

"Plac tajemnic. Krzyżówki obrazkowe" to doskonała pomoc edukacyjna, która zapewnia dziecku nie tylko "zapełniacz" czasu, dobrą zabawę, ale i rozwija zakres słownictwa, ćwiczy umiejętność pisania różnych wyrazów (głównie z uwagi na różnice w zapisie a słyszalności) czy uczy cierpliwości i dążenia do ukończenia zadania. To wszystko będzie ogromną pomocą dla dziecka, które pójdzie do szkoły zaś uczniowie mogą poprzez zabawę podszkolić się w nauce.
My bawiłyśmy się świetnie! Dołączysz? Nie martw się! Na końcu każdej książeczki znajdziesz rozwiązania :)



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczek


Za możliwość ćwiczenia umysłu
dziękujemy Pani Ewie

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...