poniedziałek, 5 czerwca 2017

Rafał Kotek "Mati, Rafi i chomik z kosmosu"




Autor: Rafał Kotek
Wydawnictwo: Ridero
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron:  34











Często powtarzam, że najlepiej uczyć dzieci poprzez zabawę a w wielu przypadkach im śmieszniejsze czy dziwniejsze sposoby efekty są wyraźnie lepsze.

Bajka ekologiczna Rafała Kotka wydana jako e-book to pierwsza książka samodzielnie przeczytana przez moją Sześciolatkę w formie elektronicznej. Poznajcie nasze wspólne wrażenia.

Mateusz i Rafał, czyli tytułowi Mati i Rafi, mają po osiem lat i mieszkają w sąsiednich blokach. Przyjaźnią się i wspólnie spędzają czas. Pewnego dnia zauważyli, że banda Rudego Marka znęca się nad chomikiem. Nie mogli patrzeć na krzywdę zwierzątka i ruszyli mu z pomocą. Na szczęście rodzice Matiego zgodzili się na przygarnięcie chomika. Niebawem okazało się, że zwierzątko jest niezwykłe - przybyło z kosmosu i potrafi mówić! Na dodatek zamierza przeszkolić ośmiolatków z podstaw ekologii, bo dorośli sami niszczą swoją planetę i ktoś musi im uzmysłowić niewłaściwe zachowania. A nikt nie zrobi tego lepiej niż właśnie dzieci!

Bardzo krótka, prosta i jakże potrzebna jest ta opowiastka. Już na pierwszych stronach wywołuje w czytelniku emocje, gdy dzieciaki chcą wyrządzić chomikowi krzywdę. Mały odbiorca reaguje natychmiast i z przestrachem zastanawia się czy zwierzątku nic się nie stanie. Kolejnym plusem jest wyjaśnienie dziecku, że to nie zabawka lecz żywe stworzenie i trzeba zadbać, by miało gdzie mieszkać, co jeść i kącik do zabawy. Autor świetnie zwrócił też uwagę na motyw przyjaźni między chłopcami oraz później w stosunku do Chomiego.

Jednak największy nacisk Rafał Kotek położył na ekologię. Posługując się niezwykłym chomikiem z kosmosu (jakże to podnosi poziom zainteresowania dziecka!) przekazuje nam podstawowe prawdy dotyczące dbałości o nasze otoczenie. Zwierzak uczy bohaterów o wadach papierosów, jak segregować odpady i jaki jest czas ich degradacji, do jakich pojemników co należy wrzucać, ale również jak oszczędzać na mediach. Chomik niczym nauczyciel odpytuje Rafała i Mateusza z wiedzy przekazanej wcześniej a oni przekrzykują się w odpowiedziach. Szkoda, że w szkole nie jest tak świetnie jak z chomikiem...

Ta pozycja to niespełna pół godziny czytania dla dorosłego odbiorcy, dla dziecka na pewno dłużej, ale pojawia się przecież wiele pytań a na dodatek na końcu rozdziałów często pojawiają się, przyciągające uwagę ilustracje. Podczas przepytywania bohaterów przez chomika młody czytelnik również może sprawdzić swoją wiedzę - czy zapamiętał kluczowe informacje? Czy te dziesięć rozdziałów przyda się maluchowi w życiu codziennym? Moim skromnym zdaniem tak i to pod wieloma względami, ale to już sami musicie sprawdzić czytając o kosmicznym chomiku :)







Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorowi

Konkurs urodzinowy - wyniki zadania nr 2

Najpierw ogłoszenie - wiem, że w regulaminie stoi, iż wyniki będą w ciągu 7 dni, ale niestety mi się to nie uda... Samo tworzenie postów zabiera czas a przecież muszę zapoznać się z Waszymi pracami. Wybaczcie więc opóźnienie, chcę jednak ocenić sprawiedliwie a nie na szybko...



Poznałam już Wasze antypatie w stosunku do bohaterów, zatem miło by było skupić się na czymś przyjemniejszym, prawda?


Wymień 2 tytuły książek, które czytałaś/-łeś dawno, ale wciąż tkwią w Twojej pamięci. Co było w nich takiego magicznego?


O swoich niezwykłych lekturach opowiedziało 12 osób - poznajmy je...



Katarzyna Iwańczak
Od dziecka jestem miłośniczką sensacyjnych i kryminalnych opowieści.
Do tej pory przeczytałam ich bardzo dużo, ale pamiętam pierwsze dwie podebrane z tatowej biblioteczki:)
Pierwszą z nich był "Romans wszechczasów" Joanny Chmielewskiej. Miałam chyba 8 - 9 lat i przeczytałam ją z wypiekami na twarzy:)
Zachwyciła mnie intryga kryminalna, a przede wszystkim humor, do dziś jestem wielbicielką Pani Joanny:)
Druga książka znaleziona przed laty w antykwariacie to "Słodka choroba" Patricii Highsmith.
To coś więcej niż kryminał, przejmujący portret psychologiczny człowieka, który zaślepiony miłością, zdesperowany doprowadza do tragedii.
Czytałam ją tyle razy, że znam chyba na pamięć, jest na pierwszym miejscu moich ulubionych książek:)





Marzena Pająk
Całkiem niedawno odkryłam książki Magdaleny Kordel.
"UROCZYSKO" i "SEZON NA CUDA" przeczytałam jednym tchem.
Dzieła Pani Magdy są bardzo optymistyczne. Sprawiają, że smutek odpływa, a człowiekowi robi się radośnie na duszy. Najważniejsze jest to, że po lekturze tych powieści, przegoniłam swoje problemy i stwierdziłam, że wszystkie zakręty da się wyprostować.
Innych książek Magdaleny Kordel nie czytałam, dlatego marzę o pakiecie, który jest do wygrania w konkursie urodzinowym :)






Magdalena Urbańska
Pierwszą książką, która przyszła mi do głowy była "Chata" W.P. Young'a. To jedna z niewielu książek, która mnie wciągała i odpychała jednocześnie. Wciągała, bo fabuła jest tak zbudowana, że niesamowicie pochłania. Czytelnik żyje w napięciu myśląc o tym co będzie dalej. A odpychała, bo dotyka tematu dla mnie niewyobrażalnie ciężkiego – śmierci. Gdy nowotwór zabrał mi dwie bliskie osoby nie potrafiłam patrzeć na Boga jak na kogoś dobrego. Ta książka trochę to zmieniła, złagodziła moje spojrzenie. A łzy płynęły mi ciurkiem. Wracam do tej książki w chwilach kryzysu.

Drugą magiczną książką jest dla mnie "Bez mojej zgody" J. Picoult. Jestem matką i nie wyobrażam sobie co można czuć, gdy dziecko śmiertelnie choruje. Nie wiem jednak czy postąpiłabym jak bohaterka powieści, która poczęła sztucznie drugie dziecko by ratować pierwsze. Widać tu troskę o starszą córkę za wszelką cenę – a cena ta dotyczy też zdrowia i życia młodszej. To tak jakby starsza Kate była kimś ważnym dla matki, a młodsza była tylko dawcą organów. Pamiętam, że ta książka tak mocno mną wstrząsnęła, że coraz bardziej starałam się traktować na równi moich dwóch synów. Do tej książki wracać nie muszę – mimo, że czytałam ją dawno - to nadal jest we mnie żywa.






Monika Wilczyńska
Czytam dużo i zawsze staram się uważnie dobierać literaturę, dlatego zazwyczaj czytane przeze mnie lektury są "trafione" i mam dla nich wiele ciepłych słów. Ale wśród tych, które zapadły mi nie tylko w pamięć, ale i w serce jest "Cień wiatru" Zafona (a tak naprawdę cała seria o cmentarzu zakazanych książek) oraz "Niech wieje dobry wiatr" Lindy Olsson.
Dlaczego "Cień wiatru" - za nastrój, za magię, za klimat ciemnych zaułków Barcelony, za książki, którym autor nadał ponadczasową rolę, za wyjątkową księgarnię rodziny Sempere i za samą opowieść, która moim zdaniem nie ma sobie równych. Pamiętam, że sięgnąwszy po książkę dosłownie przepadłam i wróciłam do rzeczywistości dopiero, gdy zamknęłam tylną kartę okładki. Za nią nie było już Barcelony, ale czekała na mnie... "Gra Anioła", a potem... "Więzień nieba" i "Książę Parnasu", a teraz za niedługo znów pochłonie mnie ten klimat w "Labiryncie duchów". Już nie mogę się doczekać.
Dlaczego " Niech wieje dobry wiatr" - za poetycką opowieść, za prawdziwy pejzaż słowem malowany, za ogromny realizm, za pięknie przedstawioną jesień życia, za niespotykaną prawdziwą przyjaźń samotnej staruszki i trzydziestoletniej kobiety, za wiarę w drugiego człowieka i nadzieję na życie bez nienawiści, za smaki, zapachy i melodie, które towarzyszą codziennemu życiu.
Z zasady nie czytam książek po kilka razy, nawet jeśli bardzo mi się podobają, ponieważ ciekawa jestem tych wszystkich nowych historii, którym warto poświęcić swój czas. Wybrałam te dwie powieści, ponieważ jestem przekonana, że w ich wypadku zrobię wyjątek i pewnego dnia zaczytam się nimi ponownie.





Robert Czyżycki
"U stóp Bogini" może nie tak dawno bo w lutym ją czytałem ,ale zostawiła w mojej pamięci ślad. Ksiązka ta opowiada o egzotycznej i pięknej podróży w którą zaprasza nas autorka. Książka opowiada o klanie kobiet, o ich uczuciach, które są rozciągnięte na przestrzeni lat i różnych krajów, a nawet kontynentów. Książka pokazuje jakie wartości są dla człowieka najważniejsze, miłość, rodzina i jej potęga. Pięknie opisane historie hinduskich kobiet. Magia tradycji i strojów, zwyczajów i wszystkiego co jest związane z pięknym krajem.
Drugą książką, która mi utkwiła w pamięci jest "Anioł do wynajęcia". Sam tytuł jest pełen magii i tajemniczości. Bo jakże można wynająć anioła? Książka pełna wylewającej się dobroci i szacunku, miłości i magii w świątecznej atmosferze.



Sylwia Waligóra
Jak dotąd najbardziej wzruszającą, trudną, przepełnioną smutkiem, ale także "uskrzydlającą" i dającą nadzieję miłość odnalazłam na kartach powieści "Jeździec miedziany" oraz "Tatiana i Aleksander"!!!!! Czytałam wiele książek różnorodnych gatunków, lecz te dwa tytuły powyżej na zawsze pozostaną w mym sercu, myśli i duszy, a emocje towarzyszące ich czytaniu odcisnęły we mnie trwałe piętno! Głód, chłód, niewyobrażalna nędza i zgroza wojny światowej stały się tłem, pierwszym planem i otoką dla czegoś niezwykle pięknego, delikatnego i kruchego - miłości, uczucia, zmysłowości. Ten kontrast uderza mnie z tak niepomierną siłą, iż, ilekroć wspominam ciężkie, trudne i niezwykłe losy dwojga bohaterów żałość me serce ogarnia i łzy cisną się do oczu. Najbardziej uderzające jest uświadomienie sobie, że taki los był udziałem nie tylko Tatiany i Aleksandra, lecz setek tysięcy młodych ludzi, których miłość, przyjaźń, życie zostały zaskoczone dziejową zawieruchą!
Poznając losy dwójki bohaterów cierpiałam głód, walczyłam o przeżycie, przełamywałam wszelkie zahamowania wraz z Tatianą. Wraz z Tatianą kochałam miłością czystą, niewinną, pełną. Odczuwałam jej rozpacz i ból duszy spowodowany rozłąką i niepewnością co do losów ukochanego Aleksandra, którego pochłonęło piekło wojny. Odczułam moc miłości ponad wszystko, determinację, by odszukać swego mężczyznę w chaosie wojny, odwagę, by ryzykować życie dla uczucia. Na koniec Tatiana poczuła szczęście i spokój u boku Aleksandra, którego odnalazła i wyrwała ze szponów śmierci....
Przepiękna historia miłości, o którą Tatiana i Aleksander musieli walczyć z wojną, głodem, okrucieństwem... I pomimo wielkich kłód, które los raz za razem rzucał bohaterom pod nogi, oni zachowali swe człowieczeństwo i zdolność kochania...



pasjonatka książek
Pierwszą książką, którą Ci serdecznie polecam jest powieść Ka Hancock "Tańcząc na rozbitym szkle". Jest to przejmująca historia miłości mężczyzny dotkniętego chorobą afektywną dwubiegunową i kobiety obciążonej genetycznie chorobą nowotworową. Uczucie bohaterów wystawione jest na wiele ciężkich prób, na które nie zawsze mają wpływ ze względu na specyfikę choroby. Dla mnie jest to też książka o tym, że czasami z miłości musimy dokonywać wyboru między życiem, a ...życiem. Polecam Ci gorąco, jeśli jeszcze nie czytałaś 😃
Drugą książką, która zapadła mi w pamięci jest powieść "Cień wiatru" Carlosa Ruiz Zafona - lektura obowiązkowa dla każdego książkoholika. Jest to historia 10-letniego chłopca samotnie wychowywanego przez ojca, który pewnego dnia odkrywa przed nim Cmentarz Zapomnianych Książek. Miejsce to znane jest tylko wtajemniczonym, a książkę którą się stamtąd zabierze należy chronić za wszelką cenę. W przypadku powieści wybranej przez Daniela wiąże się to z wieloma niebezpiecznymi sytuacjami. Tajemnica to słowo-klucz tej powieści, więc myślę, że będziesz zadowolona!



Krystyna Cieśla
Książka „I boję się snów” Wandy Półtawskiej – wspomnienia z obozu koncentracyjnego w Ravensbruck. Zachwyca mnie siła i wola przetrwania autorki i zarazem bohaterki książki – Wandy.
Dla niej i jej obozowych towarzyszek ucieczką od brutalnej codzienności są między innymi przemycane i czytane w tajemnicy książki. Urzekło mnie, kiedy podczas jednej z rewizji kobiety przylepiły książki od wewnętrznej strony stołu. Nie zostały one znalezione przez ich oprawców.
Kiedy czytam takiego rodzaju książki nabieram dużego dystansu do swoich problemów, podziwiam wytrwałość tych kobiet, wrażliwość i odwagę!



Książka „Jesteś cudem” Reginy Brett – autorką i główną bohaterką książki jest dziennikarka, która wygrała walkę z rakiem. Podaje ona kilka ważnych porad, jak umiejętnie towarzyszyć osobom chorym na nowotwory. Jej opowieść nie koncentruję się jednak wokół jej choroby, ale jest nieustanną afirmacją życia! Regina naucza jak cieszyć się najmniejszymi drobiazgami, jak się nie poddawać, uczy optymizmu. Źródłem jej siły jej Bóg. Podaję wiele przykładów z własnego życia jak i również z życia swoich przyjaciół, znajomych itp. Szczególnie zapamiętałam fragment o kobiecie, która pracowała w publicznych toaletach…Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jej postawa pełna radości. Osoba ta, nie tylko nie wstydziła się swojej pracy, ale okazywała swoją radość ludziom, którzy przychodzili do tego miejsca. Uśmiechała się do nich, serdecznie ich witała. A kiedy przebywała sama, śpiewała . Książka pokazuje jak być optymistą bez względu na okoliczności! To ja sam, każdego dnia podejmuję decyzję o tym, czy chcę być szczęśliwy!



Edyta Chmura
Książkami, które mocno zakotwiczyły się w mojej pamięci są "Kto jak nie ja?" Katarzyny Kołczewskiej i "Białe róże dla Matyldy" Magdaleny Zimniak. Obie zaskoczyły mnie realizmem, a wręcz łupnęły mnie w głowę brutalnością wydarzeń, które mogły mieć faktycznie miejsce. W przypadku pierwszej książki całkowicie zburzona została moja wizja postrzegania 3-letnich dziewczynek jako słodkich aniołków. Tu mamy przypadek, że w wyniku wypadku samochodowego dziecko traci rodziców. I myślałam sobie: "O Boże, gdyby mnie zabrakło przy synku, jak on by sobie poradził z taką tragedią?". Pewnie by ciągle płakał i nie rozumiał sytuacji. W "Kto jak nie ja?" zobaczyłam szokującą reakcję - dziewczynka wrzeszczy, gryzie, jest nieznośna, trudno się z nią porozumieć, wierci dziury w brzuchu kłopotliwymi pytaniami o mamusię...no przecież, tak może być! Bardzo długo nie mogłam przestać myśleć o fabule. Rewelacyjnie napisana książka!
O "Białych różach dla Matyldy" nie mogę za dużo napisać, bo to co mnie tak wbiło w fotel jest kulminacyjnym punktem fabuły, której za nic nie zaspoileruję, bo musisz sama sprawdzić i przeczytać. Czegoś takiego jeszcze nie spotkałam we współczesnej literaturze, a może tylko na mnie - jako matce - tak silne wrażenie wywołał pomysł autorki? Wykorzystała ona bardzo ciekawy przypadek medyczny i na tym oparła historię, tyle zdradzę ;)
Kompletnie nie spodziewałam się, że tajemnica, wisząca nad losami Beaty okaże się tak zawiła. Cała historia jest bardzo emocjonalna, wręcz fizycznie bolesna, nie da się je wyrzucić z pamięci! Mnie się ogromnie podobała, mimo trudnej tematyki napisana jest w przystępny sposób, starannym, plastycznym językiem. Polecam gorąco!





Epilog – zaczytana Joana
1. "Krawcowa z Madrytu" Maria Duenas
Książka ta opowiada o przygodach młodej krawcowej o imieniu Sira.
Początkowo to Hiszpania lata trzydzieste XX wieku ale potem czytelnik przenosi się do Maroka i Portugalii a na plecach odczuwa podmuch nazistowskich spisków.

Czytałam tę książkę dosłownie z zapartym tchem i przeżywałam jak opowieść o życiu najlepszej przyjaciółki. Jej ból i cierpienie również odczułam jak cierpienie bliskiej mi osoby. Natomiast gdy Sira w wyniku doświadczeń życiowych przeradzała się w silną i pewną siebie oraz niezależną kobietę odczuwałam z pełną dumą.
Przez te kilka wieczorów które spędziłam z Sirą w jej świecie, przeżywałam, kochałam, cierpiałam i walczyłam razem z nią.
Z każdą następną przeczytaną kartką zagłębiałam się w tej powieści bez pamięci.

Wstawałam wcześnie rano, żeby czytać i biegiem wracałam z pracy żeby znowu czytać. Za każdym razem gdy brałam tę książkę ponownie do rąk spotykałam się z cudownie przeszywającym uczuciem, że czeka mnie coś wspaniałego i do ostatniej strony się nie zawiodłam.
Polecam Tobie tę powieść bardzo gorąco  i gwarantuję wieczory pełne emocji z zapartym tchem. Natomiast jeśli nie masz ochoty tęsknić i wyrywać chwil z zapracowanego dnia na spotkanie z Sirą to lepiej nie podchodź do półki, gdzie możesz natknąć się na "Krawcową z Madrytu".



2."Żniwo gniewu" Lucie Di Angeli-Ilovan
To jedna z piękniejszych książek, które przeczytałam o losach zwykłych ludzi i ich walce również tej wewnętrznej z samym sobą, podczas II-ej wojny światowej. "Żniwa gniewu" Lucie Di Angeli-Ilovan to moim zdaniem powinna być lektura obowiązkowa już w szkole podstawowej.
Ten okrutny okres jakim była druga wojna światowa w tej powieści widziany jest oczami i sercem dwóch kochających się sióstr Kaszmiray i Maruszki.

W bardzo wielkim skrócie losy tych dziewczyn zaczynają się od kresowych miasteczek, okupacji sowieckiej po przymusową pracę na niemieckich folwarkach.

Od dzieciństwa życie obu sióstr nie było usłane różami i wydawało by się, że w końcu nieszczęść nadszedł kres. Niestety wybucha wojna i odbiera im wszystko. Obie owdowiały, pozostały bez dachu nad głową i z dwójką malutkich dzieci.
Tak zaczyna się ich tułaczka za domem i chlebem, w czasie której są poniżane, zmuszane do ciężkiej pracy oraz narażane na ogromne cierpienie z głodu i rozpaczy na tle straszliwej wojny.

"Żniwo gniewu" pokazuje jak ogromna siła drzemie w kobietach, która pcha je do przodu, mimo przeciwności losu i na przekór wszystkim. Napisana jest z takim ciepłem i ogromną dawką emocji, że wracam wspomnieniami do swojego dzieciństwa kiedy to mój dziadek opowiadał, że wojna nie była wcale biało-czarna, czyli nie wszyscy Polacy byli "biali" i nie wszyscy Niemcy byli "czarni".

Długo po przeczytaniu tej książki wciąż byłam przy niej myślami. Zapadła tak bardzo w mojej pamięci, że nie byłam w stanie tak od razu. To kawałek naszej historii - historii polskości - tylko widziany oczami i sercem dwóch sióstr. Ponad to nie każdy ma (lub miał) dziadka, który opowie i pozwoli poczuć jakim okrucieństwem była wojna i jakim heroizmem wykazali się zwykli ludzie.
Szczerze polecam i zapewniam ogromne emocje!





Gosia S.
"Sprzedane" - książka, która wyjątkowo zapadła mi w pamięc ze względu na przedstawioną historię. Opowiada ona o dwóch małych dziewczynach, które zostały wywiezione przez ojca do Jemenu i w bardzo młodym wieku zmuszone do małżeństwa, pozbawione wszelkich praw i gwałcone. Nie do pomyślenia dla mnie jest to, że na takie przeżycia naraził ich własny ojciec. Historia zapada w pamięci, szczególnie że są to wydarzenia, które naprawdę się zdarzają. Nie jest to jednorazowa historia, którą ktoś wymyślił, ale niestety nadal takie rzeczy mają miejsce! A narażone na takie historie może być każda z nas...

Oskar i Pani Róża”.
Jest to jedna z wielu książek, która spowodowała u mnie potok łez po ich przeczytaniu. Ale ta zdecydowanie zapada w pamięć,głównie ze względu to, że główny bohater to mały chłopiec, dla którego życie dopiero powinno się zaczynać! To nie jest sprawiedliwe, aby dziecko, które nie miało czasu na przeżycie wielu pięknych chwil, poznanie miejsc na świecie, które chciałby odwiedzić, czy doświadczenie różnych życiowych zdarzeń, na prawdziwe wakacje o których marzył, na obejrzenie meczu na stadionie, czy pójście na koncert ulubionego zespołu! Przed tym chłopcem życie dopiero miało się rozpocząć! Ale niestety zakończyło się zanim się na dobre rozpoczęło!
Takie sytuacje są w dzisiejszych czasach coraz częstsze! Coraz częściej widzimy krzywdę dzieci, co chyba boli najbardziej! Dlatego książka wyjątkowo zapada w pamięć i porusza do łez!!





Badylarka Domatorka
Książki, które tkwią w mojej pamięci od lat:
"Między ustami a brzegiem pucharu" M. Rodziewiczówny - to moja pierwsza "dorosła" książka, która zapoczątkowała moją miłość do Autorki (przeczytałam wszystkie Jej książki; niektóre nawet 6 razy), wpłynęła na wybór szkoły średniej oraz niezwykłe uczucie do mojego warzywnika,sadu i ogrodu ozdobnego.
"Zaklęty dwór" W. Łozińskiego - książka, którą pokazałam sobie, że książkę można przeczytać w kilka godzin, a potem czytać powtórnie dla pięknego języka, łacińskich wtrąceń, niesamowicie (mimo że minęło 150 lat od jej pierwszego wydania!) zbudowanej fabuły, dialogów i precyzyjnych charakterów bohaterów.




Czujecie się skuszeni do sięgnięcia po te tytuły?

A co mnie zaintrygowało? Mały odsetek z tych tytułów czytałam, niektóre czekają na półce, ale większości nie mam i nie znam - teraz będę o nich pamiętać. Co mnie zdziwiło? Że jednak większość z polecanych książek dotyczy wszelakich chorób, tragedii i ciężkiego losu - takie chyba najmocniej na nas wpływają...

Przyznając punkty kierowałam się tym, w jaki sposób napisaliście o książce - jeśli opis chwytał mnie za gardło lub powodował szybsze bicie serca lub czuję naprawdę chęć poznania tego tytułu - punktów jest więcej - bo odczułam magię, o którą pytałam w tym zadaniu.

Oto punkty za to zadanie:

Katarzyna Iwańczak - 3
Marzena Pająk - 2,5
Magdalena Urbańska - 4,5
Monika Wilczyńska - 5
Edyta Chmura - 5,5
Epilog - zaczytana Joana - 6
Robert Czyżycki - 3
Sylwia Waligóra - 5
pasjonatka książek - 4
Krystyna Cieśla - 4
Gosia S. - 4
Badylarka Domatorka - 3

niedziela, 4 czerwca 2017

Cudnie zapełniałam półki w maju - stosikowo

Uwielbiam maj!

To miesiąc, w którym otrzymałam trochę życzeń, prezentów i niespodzianek - czuję się dopieszczona! :)

Chyba każdy by był, gdyby otrzymał tak cudne przesyłki...





Stosik nr 1


Od dołu:
  1. "Zdrowe lody" - od Wyd. Znak - wraz z foremką - recenzja 
  2. "Jesteś moją obsesją" - od Wyd. MUZA - recenzja
  3. "Cena szczęścia" - od Edipresse - recenzja
  4. "Śmierć na żywo" - od Harper Collins - recenzja
  5. "W rytmie passady" - finalny egzemplarz od Autorki :) - recenzja



Stosik nr 2 - w ramach prezentu imieninowo-dzieńmatkowego :)






Stos nr 3


Od dołu:
  1. "Matematyczna pizza" - od Naszej Księgarni
  2. "Zula i porwanie kropka" - jw.
  3. "Talizmany" - od Edipresse
  4. "Wyprzedaż snów" - prezent od Znaku
  5. "Córka Fanny Hill" - od Repliki
  6. "Córka wiatrów" - w świetnym etui od Znaku
  7. a po lewej niespodzianka - również od Znaku :)


 Oto co kryje to pudełeczko...




A to jeszcze przesyłka rzutem na taśmę majową - muszę mówić, że od Znaku? :)




Co czytaliście? Co polecacie? Czym Was skusiłam? A co nie leży w kręgu Waszych  zainteresowań?
Jak wyglądał Wasz maj?

Konkurs urodzinowy - wyniki zadania nr 6

Zajmiemy się teraz rozstrzygnięciem zadania z pogranicza marzeń i fantastyki, czyli


Masz szansę na jeden dzień zamienić się w bohatera literackiego i żyć jego życiem. Kogo wybierzesz i dlaczego?


Marzenia snuło 10 osób. Kim chcieli zostać? Zobaczmy...



Magdalena Urbańska
Gdybym mogła na jeden dzień zostać Majką z "Sezonu na cuda" Magdaleny Kordel to byłabym przeszczęśliwa. Kocham góry, kiedyś marzyłam o tym by mieć w górach mały domek. Być właścicielką pensjonatu w Malowniczym na jeden dzień? Bardzo chętnie :) Podobnie jak Majka jestem pedagogiem, więc...nie chciałabym tego jednego dnia spędzać w szkole – wolałabym Uroczysko pełne ludzi, śmiechu i zwykłych ludzkich spraw. Spełniłoby się moje pragnienie – z Kaszub w góry, choćby to miało trwać tylko 24 godziny.



Czarne Espresso
Nie tak dawno czytałam trylogię Ostatnie Imperium Brandona Sandersona. Była tam pewna bohaterka posiadająca niezwykłe allomantyczne zdolności (związane z mocą zawartą w metalach, która aktywowała się podczas spalania poszczególnych metali w żołądku). Myślę, że mogłabym się z nią zamienić na chwilę, aby poskakać na monetach (dzięki odpychaniu i przyciąganiu metali można było skakać na różne wysokości w powietrzu i poruszać się praktycznie nie dotykając podłoża)i poczuć dzięki temu wolność i moc. Poza tym chciałabym być tak odważna. Jednak nie chciałabym zamienić się z Vin na dłużej, bo trzeba przyznać, że prowadziła jednak bardzo niebezpieczne życie. Powiedzmy, że zamieniłabym się z nią na jeden dzień w spokojniejszych czasach :)





Agnieszka Ciepichał

Często wspominam swoje dzieciństwo, te wszystkie beztroskie chwile, najwcześniejsze lata mojego życia, więc gdybym mogła zamienić się w dowolnego bohatera literackiego i przez jeden dzień żyć jego życiem to chciałabym być małą, mieszkającą w Bullerbyn dziewczynką. Wybrałam Lisę Erikson, ponieważ jest ona moją ulubioną "dziecięcą postacią" w literaturze, a jej życie pełne jest radości, prostoty, wielkiej miłości do zwierząt i otaczającej ją natury. Na przykładzie wybranej przeze mnie bohaterki oraz jej braci i przyjaciół widzę, że cała szóstka nie potrzebują wiele do szczęścia. W ich świecie nie istnieją telefony komórkowe, tablety, Internet czy drogie zabawki, a wolny czas spędzają na łonie natury, wymyślając przeróżne gry i zabawy. Pamiętam, jak sama miałam 6, 8 czy 10 lat i po powrocie ze szkoły do domu i zjedzeniu obiadu wychodziłam na podwórko bawić się z koleżankami. To były wspaniałe czasy i z sentymentem je wspominam.
Może i życie Lisy na wsi jest proste, ale za to pełne jest magicznych momentów. Dostrzega ona wokół siebie to, czego dorośli nie umieją albo nie chcą dostrzec. Bohaterka i jej przyjaciele odkrywają radość, jaką daje im spanie w stogu siana, narodziny małego jagniątka, jazda kuligiem czy handlowanie własnoręcznie zebranymi wiśniami. Odnoszę wrażenie, że wioska Bullerbyn to magiczne miejsce i chciałabym stać się jej mieszkanką, choć przez jeden dzień. Tam panuje cisza, spokój, ludzie żyją w zgodzie z naturą i zmieniającymi się porami roku. Powietrze jest czystsze, wokół jest pełno zieleni i przepięknych widoków na pola, góry czy jezioro. Mieszkańcy Bullerbyn nie znają pośpiechu,"gonitwy za pieniądzem"czy hałasu i całego tego miejskiego zgiełku. I to właśnie sprawia, że ta mała szwedzka wioska wydaje mi się taka interesująca.
Móc stać się na jeden dzień Lisą Erikson byłoby dla mnie wspaniałym przeżyciem. Jako dorosła kobieta czasem jestem bardzo przytłoczona swoimi obowiązkami i szarą codziennością. Nie do końca satysfakcjonująca praca zawodowa, domowe obowiązki oraz stresujące sytuacje sprawiają, że czasem mam ochotę porzucić swoje dotychczasowe życie i być znów dzieckiem. Dzieckiem, które żyje sobie szczęśliwie i beztrosko. Dzieckiem otoczonym kochającą rodziną i prawdziwymi przyjaciółmi. Dzieckiem, przed którym jest dopiero całe życie.





Monika Piotrowska-Wegner
Myślę, że byłoby mi miło przeżyć ekscytujący dzień. A jak tak, to musiałoby być to coś bardzo różniącego się od mojego codziennego życia.
Podjęłam decyzję, że z chęcią zamieniłabym się w detektywa. A ponieważ moim ulubionym detektywem jest Herkules Poirot, więc wybór jest oczywisty.
Poczuć się choć przez chwilę jak ten genialny umysł, w którym szare komórki prawie widocznie układają się w plan zbrodni.
Poza tym okres, gdy żył Poirot - lata 20 i 30 XX wieku, to jedna z moich ulubionych epok w dziejach [co prawda nie Paryż, ale zawsze]. No i może udałoby mi się spotkać samą Agathę Christie.



Przyznaję jednak, że poważnie rozważałam jakiegoś bohatera z książek fantasy, by przenieść się w jakieś niebezpieczne fantastyczne krainy.



Agnieszka Z.
Jeśli na jeden dzień miałabym zmienić się w bohatera literackiego bez wątpienia wybrałabym Harrego Pottera. Uwielbiam odrobinę magii w codziennym życiu i zazwyczaj staram się ją odnaleźć w prostych rzeczach. Dzięki temu na pozór zwykłe momenty i przedmioty, stają się intrygujące i piękniejsze. Chciałabym móc korzystać z magii, a nie jedynie z mojej wyobraźni. Taka jednodniowa przygoda zainspirowałaby mnie chyba na resztę życia. Magia to dla mnie nie tylko spełnianie marzeń, ale również dokonanie rzeczy niemożliwych dla innych. Czułabym się bardzo wyjątkowa i silna z różdżką w ręku. Mogłabym zmieniać świat i sprawiać, że ludzie uśmiechaliby się do siebie zdecydowanie częściej :)





Krystyna Cieśla
Chciałabym być Anią z Zielonego Wzgórza. Ta dziewczynka urzekła mnie swoją prostotą, radością, spontanicznością, życiową energią i upartym dążeniem do celu! Co łączy mnie z Anią? Na pewno wybujała wyobraźnia : w dzieciństwie zamieniałam się w redaktorkę i tworzyłam swoją gazetkę; robiłam mapę, która prowadziła mnie do ukrytego skarbu, a następnie szukałam go w zimowej aurze na dwóch „wzgórzach” usypanych z wapna. Byłam również dekoratorką wnętrz, urządziłam swój domek na podwórzu ze starej, niepotrzebnej półki, garnków i kubków. Piekłam najpyszniejsze ciasta z błota i pokrzyw. Bawiłam się w chowanego w polu kukurydzy.
W pewnym okresie życia towarzyszyła mi również „gadatliwość „– zarezerwowana tylko dla wybranych i bliskich mi osób.
Tak jak Ania dobrze się uczyłam w szkole i zdobyłam ten sam zawód, co ona. Jestem nauczycielką, tylko, że w przedszkolu prowadzonym metodą Marii Montessori. Już w dzieciństwie uczyłam mojego młodszego brata, używając mebli mamy jako tablicy. Utożsamiam się z określeniem „marchewka”, choć wcale nie mam rudych włosów, to kocham piec i jeść ciasto marchewkowe! A latem pojawiają się na moich policzkach piegi:)



Też często bywam roztargniona i się mylę.. Ania pomyliła wanilię z kroplami walerianowymi, a ja cukier z solą. W związku z tym musiałam wyrzucić całą blaszkę ciasta.
Podziwiam Anię za to, że zawsze była sobą! Ja wciąż się tego uczę!





Bernadeta Rohda
Chciałabym na chwilę zostać główną bohaterką serii Kwiat paproci Pani Katarzyny Miszczuk ( książka Szeptucha, Noc Kupały, która właśnie czytam). Chciałabym być Gosławą. Gosława tak jak ja sceptycznie podchodzi do wierzeń w działania szeptuchy. Ja też nie popieram chodzenia do znachorek, wsiowych babć, które leczą ludzi. Nie wierzę w metody ich działania. Książka Szeptucha bardzo mnie urzekła, z każdą przeczytaną kartką wciagała mnie coraz bardziej. Podoba mi się w Gosławie to, że bywa odeważna i dzielnie staje do walki z przeciwnościami. Skradła moje serce miłością do Mieszka, władcy Polan. Chciałabym przeżyć taką przygodę jak ona i zakochać się we władcy. Ja chętnie też nauczyłabym się nazw ziół i ich zastosowań( bo akurat o tym w tej serii jest napisane wiele). W końcu też jestem potomkiem rodu Polan i z wielką chęcią chciałabym poznać historię plemienia, od którego narodziła się moja ojczyzna, mój kraj, moja Polska.





Epilog – zaczytana Joana
Moim bohaterem jest Gwendolyn Shephard z serii Trylogia czasu autorstwa Kerstin Gier.
Na pozór to jest zwyczajna nastolatka, ale to co mnie w niej najbardziej interesuje i chętnie bym się w nią przeistoczyła na jeden dzień to pewien dar który ona niewątpliwe odziedziczyla.
Otóż Gwen posiada pewien "gen", który sprawia, że umie przenosić się w czasie.
Bardzo chętnie bym skorzystała z takiej możliwości by cofnąć się w czasie i znowu móc cieszyć sie moim czwartkowym spotkaniem z dzidkami.



Z Babcią bym znowu mogła porozmawiać podczas podsmażania specjalnie dla mnie wczesniej ugotowanych najpyszniejszych pierogów na świecie. Do dzisiaj zapach pierogów to automatycznie dla mnie śpiew babci i cudowne rozmowy oraz wspomnienia z jej dzieciństwa.
Potem gdy Babcia uparcia przygotowywala herbatkę i ciasteczka ja wpadałam pod skrzydła dziadka i zawsze czekał na mnie ciekawy temat do omówienia. Cudownie było porozmawiać z dziadkiem o nazwijmy to niedoskonalości mojego podręcznika do historii lub usłyszeć kolejną niesamowotą opowieść z lat młodości dziadka. Często teź sluchałam opowieści o ich przeżyciach podczas wojny, ale Babcia nie lubiła tych wspomnień. Rozmawialismy zatem na ten temat tylko, gdy była czymś zajęta albo gdy z pobłażaniem zerkała na nas i oświadczała "no przecież slysze Was, Władziu siadamy do obiadu ale opowiedz Asiuni jak...... i tu najczęściej padała propozycja ķrótkiej opowieści :-).
Strasznie mi tego brakuje i tak bardzo za tymi czwartkami tęsknię a zdolność Gwen by mi pozwoliła przeżyć jeszcze jeden taki czwartek.



Dlaczego czwartki, otóż cały tydzień wracałam późno ze szkoły a potem jeszcze nauka i obowiązki domowe. Natmiast w piątki mialam praktyki zawodowe i dlatego w czwartek mialam wolniejsze popołudnie od nauki i mogłam po drodze ze szkoły wpadać do nich w odwiedziny co bardzo a nawet bardziej niż bardzo uwielbiałam.





Jagoda G.
Obudziłam się bo poduszka była jakoś dziwnie twarda i niewygodna. W ogóle było mi bardzo niewygodnie. Po chwili zrozumiałam dlaczego. Spanie na biurku po prostu nie może być wygodne. No nie może. Dobrze, że krzesło jest w miarę miękkie, przynajmniej nie ścierpłam aż tak mocno. Ale zaraz... chwila.... czemu ja się w ogóle zasnęłam w takiej pozycji? Rozejrzałam się dookoła. Rany boskie! Gdzie ja jestem!? Już całkowicie rozbudzona przyjrzałam się otoczeniu. Nie ulegało wątpliwości, że znajduję się w jakimś gabinecie. Na biurku piętrzyły się jakieś dokumenty, część z nich zleciała na podłogę. Wstałam w końcu z krzesła i podeszłam do regału stojącego w pomieszczeniu. Stały tam same książki prawnicze, kodeksy. Przejrzałam pobieżnie tytuły. "Proces karny" Waltosia występował tutaj aż w czterech wersjach, każda okładka miała inny kolor. Odwróciłam się z powrotem do biurka i zauważyłam tabliczkę z nazwiskiem. Mecenas Joanna Chyłka. Nie no. To jest chyba jakiś żart. Co ja robię w gabinecie samej Joanny Chyłki? I gdzie jest w takim razie sama zainteresowana? Jejku! A jak ona za chwilę przyjdzie? Jak ja wyglądam? Gdzie jest moja torebka? Rozejrzałam się w popłochu. Na szczęście torebka leżała przy biurku. Dopadłam do niej i wyszarpnęłam z kosmetyczki lusterko. Spojrzałam i mnie zamurowało. Szok. Patrzyła na mnie Joanna Chyłka. Poczułam, że to dla mnie za wiele. Obejrzałam się za krzesłem. Musiałam usiąść i się zastanowić. Wszystko wskazywało na to, że jestem Joanną Chyłką. Zawsze chciałam choć na jeden dzień wcielić się w panią prawnik. Imponuje mi ona swoją przebojowością i niezależnością. Chciałabym być tak pewna siebie jak Joanna Chyłka. Poza tym jest niesamowicie inteligentna i błyskotliwa. Uwielbiam ją też za jej poczucie humoru Zawsze dobrze ubrana i z nienaganną fryzurą. Chciałabym także zobaczyć jak wygląda prawniczy świat. Jak wygląda zawód prawnika od podszewki. Lecz przede wszystkim zawsze chciałam wcielić się w Joannę po to by poznać Zordona i mieć możliwość pracowania z nim. Z przyjemnością również poprowadziłabym także iks piątkę, ukochany samochód Chyłki ;)



Magdalena Woźniak
Chciałabym być Alicją w Krainie Czarów! Chciałabym doświadczyć tego co ona na własnej skórze, spotkać fantastyczne postaci, w tym kota z Ceshire :) I królową :) Alicja przeżywa przygody, które nie mogą się zdarzyć w rzeczywistym świecie, surrealistyczne, a jednocześnie doskonale oparte na prawach fizyki, na poetyce snu, na zabawie z teorią czasu. Nie da się tego doświadczyć inaczej, niż stając się bohaterką tej książki. Przejść na drugą stronę lustra i .... wrócić! Oderwać się od świata wokół, poukładanego tak, jak go widzimy. Dość sporo czasu spędzam na wędrowaniu ścieżkami własnej wyobraźni, ale przygody Alicji są absolutnie niepodrabialne, genialne, chociaż minęło już wiele lat od powstania tej książki.


Kto przekonał mnie najbardziej? Czyje uzasadnienie najmocniej mnie ujęło? Oto punktacja:

Magdalena Urbańska - 1,5 pkt - zabrakło mi mocnych argumentów, dlaczego Majka...
Czarne Espresso - ciekawy wybór - 4,5 pkt
Agnieszka Z. - 4 pkt
Krystyna Cieśla - 2,5 pkt - skupiłaś się bardziej na tym co łączy Cię z Anią niż na tym, dlaczego chciałabyś nią być przez jeden dzień...
Bernadeta Rohda - 2,5 pkt - również z powodu, iż sporo tu o Tobie (jaka jesteś, w co wierzysz) a nie o bohaterce, którą chciałabyś być...
Epilog - zaczytana Joana - 2 pkt - w Twojej wypowiedzi jeszcze więcej o Tobie niż u poprzedniczek a nie stricte o bohaterce, dlaczego akurat ona...
Agnieszka Ciepichał - 5 pkt.
Monika Piotrowska-Wegner - 3,5 pkt
Jagoda G. - zaczęłam czytać i pomyślałam, że pomyliłaś zadania... :) bezapelacyjnie 6 pkt!
Magdalena Woźniak - 4 pkt.


A kto Was przekonał najbardziej?

sobota, 3 czerwca 2017

Konkurs urodzinowy - wyniki zadania nr 1

Nadszedł czas pisarzy... Czyli przechodzimy do zadania numer 1 o treści:



Gdybyś miała/miał napisać powieść obyczajową to w jakim kraju rozgrywałaby się akcja i dlaczego


Odpowiedzi podjęło się 7 osób. Oto co napisali:




Magdalena Urbańska
Gdybym pisała powieść obyczajową to akcja rozgrywałaby się w Rosji.
W podstawówce uczyłam się języka rosyjskiego. Nasza nauczycielka spędziła wiele lat w tym kraju, a jej opowieści były niesamowite. Kraj kontrastu. Bogactwa i biedy. Kraj do którego władzy i systemu można mieć wiele zastrzeżeń. Kraj pięknych budynków i niesamowitych miejsc. Kraj z melodyjnym językiem i niesamowitą kulturą. Byłoby o czym pisać w tej powieści.


Monika Wilczyńska
Jak zapewne zauważyłaś powieści obyczajowe to mój ulubiony gatunek. Mam naturę podróżnika i najchętniej ciągle przemieszczałabym się z miejsca na miejsce. A książki obyczajowe bardzo często przenoszą mnie w jakieś ciekawe zakątki kraju, bądź świata. Moim największym marzeniem jest wyjazd na Cypr. Chętnie też sięgam po lektury, których akcja związana jest właśnie z tą wyspą. Dlatego to właśnie tam, w otoczeniu ciepłych wód Morza Śródziemnego, umieściłabym akcję swojej książki. A żeby napisać dobrą powieść musiałabym koniecznie udać się na Cypr, pobyć tam i nawiązać kontakty z mieszkańcami, którzy na pewno mięliby mi wiele do opowiedzenia. Tylko wtedy mogłabym dobrze oddać atmosferę, klimat i realia tego miejsca. Kto wie, może i Afrodyta szepnęłaby mi coś do ucha... W ten sposób spełniłabym od razu dwa marzenia.


Robert Czyżycki 
Jeśli bym napisał powieść obyczajową na pewno historia tej powieści toczyłaby się w Polsce. Nasz kraj jest naprawdę piękny i malowniczy, zwłaszcza wiosną, latem i jesienią. Jednak opisaną porą w książce byłaby wiosna lub lato. Jakże malownicze są pola, lasy i łąki, pełne motyli, śpiewających ptaków. Cała przyroda budzi się do życia i zakwita.Wszystko tętni życiem i napawa energią. Zdecydowanie Polska. "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie".
Mądre słowa i wciąż aktualne :)


Czarne Espresso
Gdybym miała napisać powieść obyczajową to myślę, że mogłabym umieścić akcję na Islandii. Dlaczego? Otóż dlatego, że fascynuje mnie Skandynawia. Następnie wydaje mi się, że umieszczenie akcji w surowej, dzikiej, pustej i jednocześnie fascynującej przestrzeni mogłoby zdeterminować powstanie książki na miarę „Wichrowych wzgórz”. Życie w takim środowisku: pięknym, choć niekoniecznie przyjaznym mogłoby stworzyć twarde, nietuzinkowe postacie , z ciekawymi charakterami, które mogłyby być mocną stroną powieści. Na plus zaliczyłabym też opisy krajobrazów oraz innej kultury, tak innych od polskich realiów. No więc: Islandia :)


Paulina Sarnecka
Jeśli kiedyś miałabym książkę napisać
To chciałabym w niej Portugalię opisać.
Stworzyłabym taką powieść obyczajową,
W której on i ona zachwycaliby się Lizboną.
Przecież mogłabym ich zabrać na przykład do Panamy,
Ale zależy mi aby się zgubili i wpadli na siebie na ulicach Alfamy.
Brałam pod uwagę kraje, które są bezpieczne,
A siedem wzgórz i ocean uwydatniają to miejsce bajeczne.
Ważnym powodem jest również całoroczna, słoneczna pogoda,
Polska aura rzadko nas rozpieszcza, a szkoda.

Dorzucę również wspomnienia i odczucia osobiste,
Przez wiele lat miałam o Portugalii pojęcie mgliste.
Lecz stanął pewien wykładowca na mojej drodze,
Który opowiadał z zamiłowaniem o Lizbonie i Pradze.
Moją wyobraźnie do tego stopnia rozbudził
Aż w mojej głowie pomysł na podróż obudził.
Malowniczymi krajobrazami łatwo się zachwycić,
Więc mam ochotę i innym ten świat w powieści przemycić.


Beata Kandzia
Gdybym miała napisać powieść obyczajową to akcja rozgrywałaby się w Polsce, a konkretnie w polskiej wsi, ponieważ takie klimaty są mi najbliższe i najbardziej znane oraz właśnie takie książki też najbardziej lubię czytać i to właśnie też na łonie natury. Mieszkam na wsi, którą kocham i lubię w książkach opisy przyrody oraz takie historie, które dotyczą życia rodzinnego i zaszczepianych przez nie ważnych wartości, a także takie, w których wraz z bohaterami mogę odczuwać ich emocje i uczucia. Powieści obyczajowe to mój raj i myślę, że jakąś małą opowiastkę też bym może stworzyła :).



Badylarka Domatorka
Gdybym miała napisać powieść, jej akcja toczyłaby się w Polsce, w niewielkiej miejscowości, gdzie czas płynie leniwie, a ludzie dzielą swe obowiązki między pracę zawodową i uprawianie własnych warzyw, owoców i kwiatów w przydomowych ogródkach.



Rozmarzyłam się trochę podczas czytania odpowiedzi... Wyobrażałam sobie, że czytam powieści z akcją w tych właśnie miejscach. Które kraje zaintrygowały mnie najbardziej? Oto punktacja:

Magdalena Urbańska - 3 pkt
Monika Wilczyńska -  2 pkt
Robert Czyżycki - 2,5 pkt
Czarne Espresso - 4 pkt
Paulina Sarnecka - 4 pkt
Beata Kandzia - 2,5 pkt
Badylarka Domatorka - 2,5 pkt



Powieść z akcją w którym miejscu przeczytalibyście najchętniej? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...