środa, 17 czerwca 2015
Jeszcze masz szansę zadać pytanie i wygrać
Jeszcze do jutra, do 22-giej macie szansę wygrać oferowane przez autora 5 książek!
Nie znacie autora? Nie szkodzi! Po to jest ten wywiad - poznajmy go!
Pod TYM postem czekam na Wasze pytania - nie zawiedźcie mnie :)
wtorek, 16 czerwca 2015
Ile tajemnic Laven Rose udało mi się odkryć? - wywiad #6
Laven Rose i jej
debiutancka powieść „Stalowe serce” skradły mi w maju serce,
umysł i duszę. Dzięki tej książce przeczyściłam moje kanaliki
łzowe i utwierdziłam się w przekonaniu, że każda piękna chwila,
każda szczęśliwa cząstka jest ulotna a los może nam odebrać to
co piękne.
Nie
potrafię zaplanować całego scenariusza książki. Spisuję go
gdzie popadnie, chociaż na papierze toaletowym jeszcze nie
próbowałam :P Próbuję trzymać się ustalonej, spisanej wersji a
gdy zaczynam pisać… wszystkie ustalenia „diabli wzięli”.
Kieruję się nagłym impulsem. Przy pisaniu piję ulubioną herbatę
Earl Grey, czasami podjadam żelki…
Książka bardzo mi się
podobała i postanowiłam dowiedzieć się czegoś o samej autorce,
jej życiu, pasjach i inspiracjach.
Zapraszam na wywiad, w
którym swój udział macie też i Wy.
- Ejotek: Zauważyłam,
że sporo książek ostatnio wydawanych jest pod pseudonimem. Laven
Rose świetnie pasuje do „Stalowego serca”, idealnie współgra z
treścią. Jednak muszę zapytać: dlaczego ukryłaś się pod
pseudonimem i czy ujawnisz nam, czytelnikom, swoją tożsamość?
Zdradzisz w której części Polski mieszkasz, czym się zajmujesz?
Pseudonim
Laven Rose powstał szybko i niespodziewanie. Połączyłam ze sobą
dwie nazwy ukochanych kwiatów, stwierdziłam, że w owej formie
fajnie brzmią i tak powstała Laven Rose. Pseudonim powstał
dlatego, żeby oddzielić świat pasji od realności. Kiedy piszę
wkraczam do innego świata, utworzonego przez wyobraźnię. Kiedy nie
piszę – jestem szarą i przyziemną osobą. Mieszkam w
województwie Kujawsko- pomorskim, otoczona zapachem lasu.
- Ejotek: Zatem
rozumiem, że chcesz pozostać po prostu Laven. A jak zaczęła się
Twoja przygoda z pisaniem? Pisałaś coś wcześniej do szuflady czy
może od razu napisałaś „SS” i postanowiłaś wydać?
Moja
przygoda z pisaniem zaczęła się stosunkowo wcześnie. Już w
trzeciej klasie podstawówki pisałam wiersze, ale zawsze marzyłam o
napisaniu książki. Później satysfakcję przynosiło mi pisanie
wypracowań, które wręcz ubóstwiałam. Lata licealne przyniosły
mi kolejną dawkę wierszy, głównie o nieszczęśliwej miłości
oraz zaowocowały pamiętnikiem, w którym 3 lata z rzędu opisywałam
dzień po dniu z mojego życia. „Stalowe serce” nie miało być
moim debiutem, gdyż w zamyśle miała powstać o księdzu, który
wyrzeka się kapłaństwa. Stwierdziłam iż to temat zbyt
skomplikowany jak na debiut, odstawiłam pisanie tej książki po
dwóch rozdziałach i tak zaczęło powstawać „Stalowe serce”.
Postanowiłam iść za ciosem i spróbować je wydać. Udało się za
co dziękuje bardzo mocno Wydawnictwu Novae Res.
- Ejotek: A czy książkę
o księdzu kiedyś dokończysz? Czy na chwilę obecną odłożyłaś
jej pisanie do odwołania?
Książkę
o księdzu dokończę kiedy nabiorę większej ogłady pisarskiej:)
Teraz w planach mam książkę z serii New Adult i jeden dramat, a
także poprawienie książki o więźniu.
- Ejotek: Kto wspierał
Cię w tej trudnej sztuce jaką jest pisanie a potem wydanie książki?
Zwłaszcza pierwszej?
Wspierały
mnie dwie osoby – mój mąż, który niejednokrotnie narzekał, że
powinnam dokończyć jedną książkę nim zacznę pisać następną
oraz jedna dobra duszyczka poznana przez Internet kilka lat temu.
- Ejotek: A gdzie
piszesz? Masz ulubione miejsce, które dodaje Ci energii, inspiracji,
w którym się wyciszasz?
Piszę
w swoim maleńkim notebooku przy kubku ciepłej herbaty. Odpręża
mnie muzyka, która czasami staje się inspiracją przy pisaniu.
- Ejotek: A jaka to
muzyka? Czego wtedy słuchasz?
Muzyka
towarzyszyła mi przy pisaniu wielu fragmentów. Słowa piosenek
muszą tworzyć idealną harmonię z emocjami, które chcę wyrazić
słowem pisanym. Często wyobrażam sobie określony zwrot akcji przy
danej piosence. Piosenki przechodzą przez rygorystyczną selekcję
zanim trafią do książki. Tak było w przypadku tworzenia playlisty
do Stalowego serca. Na co dzień nie słucham takiego rodzaju muzyki,
wolę ostrzejsze klimaty.
-Ejotek: Zdradzisz jak
wygląda Twój warsztat pisarski? Siadasz i piszesz czy może
zbierasz w całość pomysły, które na przykład pojawiły się w
ciągu dnia i masz je zapisane na luźnych kartkach, serwetkach czy
papierze toaletowym? W czasie pisania pijesz kawę z ulubionego kubka
czy może przegryzasz orzeszki?
Nie
potrafię zaplanować całego scenariusza książki. Spisuję go
gdzie popadnie, chociaż na papierze toaletowym jeszcze nie
próbowałam :P Próbuję trzymać się ustalonej, spisanej wersji a
gdy zaczynam pisać… wszystkie ustalenia „diabli wzięli”.
Kieruję się nagłym impulsem. Przy pisaniu piję ulubioną herbatę
Earl Grey, czasami podjadam żelki…
- Ejotek: Z tymi
żelkami to chyba coś w nich jest... Znam autorkę ponad dwudziestu
powieści, która też się nimi żywi :P A jak narodził się pomysł
napisania „Stalowego serca”?
Pomysł narodził
się nagle i gwałtownie. Miałam ochotę przeczytać fajny romans i
stwierdziłam, że sama go napiszę.
- Ejotek: Wzorowałaś
się na wydarzeniach z realnego życia czy może powieść jest
wyłącznie fikcją literacką?
Powieść
jest w 100% fikcją literacką.
-Ejotek: Muszę
przyznać, że nieźle pogmatwałaś życie bohaterów... Kiedy już
szczęście było tuż tuż, świat wywracał się do góry nogami.
Chwilami miałam ochotę zwymyślać autorkę za kolejne przeszkody
na drodze do szczęścia :P Podziwiam Cię za tak rozległą i
rozbudowaną akcję, liczne tajemnice, zaskakujące fakty z życia
Matta, w których się nie pogubiłaś. Ile razy czytałaś książkę,
zanim oddałaś ją wydawnictwu?
Jeden
jedyny raz :D
-Ejotek: Naprawdę?
Znałaś ją chyba już po prostu na pamięć...:) Fabuła powieści
jest osadzona nie tylko w Polsce, ale również w Wielkiej Brytanii i
Stanach Zjednoczonych. Czy odwiedziłaś osobiście te kraje?
Odwiedziłam
tylko Wielką Brytanię w której mieszkałam kilka lat. Stany
Zjednoczone… może kiedyś? Kto wie?
-Ejotek: A czy czujesz
strach przed lataniem jak bohaterka książki – Emilia?
Kocham
latać samolotem. Uważam, że nie ma nic lepszego niż emocje
towarzyszące wzbijaniu w powietrze i lądowaniu.
-Ejotek: To
niesamowite, że debiutancka powieść jest tak obszerna a przy tym
bogata w wydarzenia. Czytelnik nie ma czasu na nudę, wciąż czuje
się natłok emocji – przynajmniej ja tak miałam i uważam, że to
godna polecenia książka. Czy wszystkie recenzje „Stalowego serca”
są pozytywne? Jak reagują czytelnicy?
Jestem
pozytywnie zaskoczona tak miłymi opiniami na temat mojej książki.
Spodziewałam się wielu gorzkich słów, bałam się jak moje pióro
pisarskie ocenią pierwsi czytelnicy. I przeżyłam fantastyczne
rozczarowanie. Teraz wiem, że było warto poświęcić rok ( z
przerwami) na napisanie książki. Wiem, że warto walczyć o swoje
marzenia…
-Ejotek: Spotkałaś
się z opiniami krytykującymi Twoje dzieło? Czego konkretnie
dotyczą? I jak Ty reagujesz na krytykę?
Krytyka
była od zawsze, jest i będzie. W każdym aspekcie naszego życia.
Każdy człowiek jest inny, dlatego jednej osobie nie podoba się
długość książki, bo twierdzi iż jest za „gruba”, inni
twierdzą, że czyta się ją wyśmienicie. Lubię mądre słowa
krytyki, takie które udzielają cennych wskazówek. Piszę dla ludzi
i z ich opiniami pragnę się liczyć.
-Ejotek: Czy od
początku wiedziałaś jak ta historia się skończy? Czy może w
trakcie pisania tworzyły się kolejne pomysły na finał?
Wydarzenia
finałowe powstały w mojej głowie nim książka otrzymała pierwszy
rozdział. Gustuję w dramatach… wciąż zastanawiam się czy
dramatem nie zakończę drugiej części Stalowego serca, którą
obecnie piszę.
-Ejotek: Może jednak
podarujesz komuś szczęście? Zdradziłaś mi, że pracujesz nad
kolejną książką. Uchyl rąbka tajemnicy również czytelnikom
mojego bloga oraz czytelnikom swojego debiutu i zdradź co to będzie.
I kiedy będzie :)
Obecnie
pracuję nad drugą częścią Stalowego serca. W planach mam
napisanie jeszcze wielu książek, między innymi książkę dla
młodzieży. Czy moje plany się powiodą? Tego nie jestem w stanie
przewidzieć. Mój los znajduje się w rękach Czytelników i
Wydawnictwa.
-Ejotek: Czego życzy
sobie początkujący pisarz (bo chyba mogę Cię nazywać)?
Wolę
określenie początkujący autor. Na tytuł pisarza trzeba sobie
zasłużyć. Pisarzem stajesz się po napisaniu wielu książek a nie
tylko jednej. Także proszę zostańmy przy określeniu autor.
-Ejotek: A jakie są
Twoje marzenia autorko? :) Czy chcesz związać swoje życie z
pisaniem czy wolisz podjąć pracę zgodną z wykształceniem?
Pytasz
o moje marzenia? Hm… Część z nich się spełniła. Część
czeka na swoją realizację. Marzę o małym, białym domku z
lawendowym ogródkiem. Marzę aby znalazło się Wydawnictwo, które
mi zaufa i wyda kolejne książki. Pisanie to nie jest jednorazowy
wymysł lub chwilowy kaprys… ono jest niczym powietrze. Bez niego
nie chcę i nie potrafię normalnie oddychać.
-Ejotek: Bardzo
dziękuję Ci za poświęcony czas życząc spełnienia wszystkich
marzeń. A przede wszystkim weny twórczej :)
Dziękuję
serdecznie Wszystkim uczestnikom - współtwórcom tego wywiadu za
nadesłane pytania. Dziękuję założycielce tego bloga - Ejotkowi
za cudowne słowa na temat mojej powieści, za wsparcie, które
odczuwam w najmniejszym napisanym przez nią słowie. Bardzo mile
spędziłam czas przy odpowiadaniu na zadane pytania. Ja sama
chciałabym zadać jedno właścicielce tego bloga – dlaczego
Ejotek?
-Ejotek: Ksywka
„ejotek” narodziła się w liceum i była niejako zdrobnieniem od
moich inicjałów panieńskich.
A teraz zapraszam na
pytania od współtwórców wywiadu. Autorka odpowiedziała na więcej
niż 5 :)
Pytania od Pani
Lecter:
Tytuł książki, to
''Stalowe serce''... Twoje też takie jest?
Moje
serce jest jak najbardziej naturalne i wrażliwe. Potrafi kochać
także nie jest stalowe, kamienne czy zimne jak głaz.
Kim była pierwsza
osoba, która dostała Twoją książkę?
Z
całą pewnością któraś z Recenzentek :-) Możliwe, że był to
nasz Ejotek :)
Jesteś molem
książkowym (masz jakąś kolekcję książek)?
Molem
książkowym, który przez całe dnie siedzi z nosem w książkach
absolutnie nie jestem. Czytam książki choć ostatnio robię to
coraz mniej. Poświęcam swój wolny czas na pisanie więc czytanie
zeszło na tor poboczny.
Pytania od Lustro
Rzeczywistości:
Zawsze interesuje mnie,
dlaczego autorzy skrywają się pod pseudonimem, dlaczego wybrałaś
Laven Rose?
Pod
nazwą mojego pseudonimu kryją się dwa ulubione zapachy kwiatów,
które wręcz ubóstwiam. Uznałam, że ładnie ze sobą brzmią... I
tak powstało Laven Rose :-)
"Stalowe serce"
chętnie przeczytałabym kierując się samą okładką i tytułem.
Jak wielki wpływ miałaś na stronę wizualną swojej książki?
Okładkę
wybierałam sama spośród przysłanych mi kilkunastu propozycji.
Wcześniej określiłam Wydawnictwu moją wizję okładki a nawet
przysłałam szkic rysunku 3D wykonanego przez uzdolnioną dziewczynę
z Warszawy, którą serdecznie pozdrawiam. Niestety szkic zupełnie
różnił się od obecnej okładki. Wydawnictwo okazało się być
bardzo wyrozumiałe na moje prośby okładkowe, uważnie wysłuchało
jej koncepcji.
Jakie autorki/autorzy
Cię inspirują?
Zaczęło
się od Nory Roberts. Zaczytywałam jej książki namiętnie ale
kiedy przeczytałam "Zmierzch" - przepadłam, dlatego cenię
twórczość Pani Stephenie Meyer. Z naszych rodzimych Autorów
inspiruje mnie Pani Agnieszka Lingas-Łoniewska, która ma niezwykle
elastyczne pióro. Niczym burza pisze kryminał, następnie romans i
dramat. Cenię jej wszechstronność.
Pytania od Naili:
Czy akcja książki
"Stalowe serce" oparta jest na wydarzeniach faktycznych czy
wszystko jest fantazją?
Wszystko
co dzieje się w książce opiera się tylko i wyłącznie na fikcji
literackiej.
Czy wg Ciebie istnieje
miłość idealna?
Miłość
jest pozornie prostym tematem rozmów ale w praktyce to bardzo
"ciężki orzech do zgryzienia". Czy istnieje miłość
idealna? Hm... To zależy czego oczekujemy w miłości? Miłością
idealną mogę nazwać uczucie szczere, prawdziwe pozbawione
chociażby grama obłudy. Dziś ciężko znaleźć takie, niewinne
uczucie w świecie, gdzie wszystko jest na sprzedaż.
Czy podczas pisania
książki miałaś konkretną wizję całości książki i ją
opisywałaś, czy pomysły na akcję zmieniały się podczas pisania?
Pomysły
ulegały zmianom w trakcie pisania. Jedyne co było niezmienne to sam
koniec książki, zresztą bardzo dramatyczny.
"Stalowe serce"
zbiera same pozytywne recenzje - proszę nam zdradzić Pani przepis
na napisanie tak dobrej powieści. Co w trakcie pisania było dla
Pani najłatwiejsze, a co najtrudniejsze? Czy pojawił się brak weny
twórczej; problem ze znalezieniem wydawcy? I czy miała Pani wpływ
na wybór okładki do książki?
Na
drodze debiutanta staje wiele problemów, brak Wydawnictwa, które
zaryzykuje w wydanie powieści nieznanego dotąd człowieka. Brak
weny twórczej także nieraz mnie nawiedzał, ale to były krótkie
momenty. Pisząc jedną powieść już myślałam o akcji kolejnej
książki. Czy powieść jest dobra - to zależy od gustów
czytelników a ja miałam szczęście wśród Recenzentów. Uważam,
że przepisem na dobrą powieść - jest jej oryginalność.
Co czuje autor, który
pisze ostatnie zdanie swojej powieści? ;)
Ojoj...
wiele emocji. Ja czułam się niczym porcelanowy kubek rozbity na
drobne części. Całą noc nie potrafiłam zmrużyć oka, wciąż
myśląc o zakończeniu, które skrupulatnie zaplanowałam na samym
początku pisania książki. To zakończenie mnie naprawdę
wykończyło emocjonalnie i pozbawiło zdolności koncentracji prze
kilka następnych dni. Miałam dosyć tej książki i nawet obiecałam
sobie, że nie powstanie druga część, ale po jakimś czasie
zatęskniłam za moimi bohaterami. W końcu kobieta zmienną istotą
jest :-)
Czym jest dla Pani
pasja i czy wyobraża sobie Pani życie bez niej?
Pasja
nadaje życiu określony sens. Bez pasji pozbawiamy swoje życie
kolorów. Jest ono nudne jakby czarno-białe. Każdy z nas musi
odkryć w sobie pasję a to czasami bywa nie lada wyzwaniem. Ja nie
potrafiłabym żyć bez pisania (przysięgam).
Pytanie od Kasi
Kacperskiej:
Czy ma Pani jakąś
radę dla przyszłych pisarzy?
Ja
jestem autorem ale nie pisarzem. Droga prowadząca do tytułu pisarza
jest długa i trudna. Autorom mogę powiedzieć tylko, żeby pisali
swe książki z miłością i pomysłem a nie powielali wciąż te
same schematy, które zawiera w sobie np. co czwarta książka.
Pytania od
magdalenardo:
Gdyby miała Pani być
zwierzęciem to jakim i dlaczego? (uwaga, to pytanie psychologiczne i
zdradza elementy osobowości hehe)
Świetne
pytanie :) Musiałabym zostać "zmutowanym" zwierzem,
ponieważ jestem wierna jak pies, uparta jak osioł i kiedy trzeba
potrafię pokazać pazurki niczym kot.
Jakie jest Pani
najlepsze wspomnienie z dzieciństwa? (moje przypominało coś na
kształt dzieciństwa dzieci z Bullerbyn i pewnie przez to okres ten
jest dla mnie bardzo ważny i lubię słuchać/czytać co w tym
temacie mają do powiedzenia inni)
Jazda
na wrotkach, na rowerze, gra w "palanta" na podwórku oraz
łapanie żab z jeziora by następnie pielęgnować je w domu co
kończyło się w różny sposób :-)
Proszę wymienić (aż!)
trzy rzeczy, które chciałaby Pani jeszcze w życiu
osiągnąć/zrobić/zdobyć (tak się zastanawiam jakie można mieć
cele gdy jest się kobietą spełnioną - bo za taką Panią uważam
ja w zasadzie myślę głównie o urodzeniu dziecka i napisaniu
książki, ale oba wydają mi się już nierealne, więc pozostaje
trzecie marzenie - ukończenie studiów psychologicznych ... tak, tak
najpierw trzeba się zapisać...)
Bardzo
dziękuje za komplement o spełnionej kobiecie :) Mam dziecko,
posiadam męża i nawet mam też nieznośnego psa :-) Książkę
napisałam, ale nie zasadziłam drzewa, domu nie wybudowałam...
Mam
wiele planów, które chciałabym zrealizować. Marzę o własnym(
ciasnym ale własnym) domku, możliwości wydawania kolejnych książek
i o zdrowiu mojej rodziny. Bez zdrowia nic nie cieszy, a z kolei bez
radości nie ma dobrej passy życiowej. To taki zamknięty krąg.
Pytania od
martuchy180:
Mówi
się o sercu z kamienia albo kamiennym sercu. Dlaczego w tytule Pani
książki pojawia się „stalowe”?Proszę
zapoznać się z książką a zapewniam, że wszystko się wyjaśni:)
Nie chcę niczego zdradzać
Kiedy przychodzą Pani
do głowy najciekawsze pomysły? I gdzie je wtedy Pani zapisuje?
Najciekawsze
pomysły przychodzą mi głównie wieczorami, chociaż raz zdarzyło
się, że przyśniła mi się fabuła mojej następnej książki.
Pomysły zapisuję w zależności od tego co mam pod ręką:)
Pytania od Edyty
Chmury:
"Zrozumiałam, że
miłość nie pyta nas o pozwolenie, sama atakuje nasz umysł, serce,
a nawet ciało." - taki cytat, pochodzący z Pani książki,
znalazłam. Gdyby jednak uparcie szukać broni, która miałaby
odstraszyć atakującą miłość, to co by to mogło być?
Zdrada
a co za nią idzie brak zaufania.
Jest Pani miłośniczka
twórczości Stephenie Meyer. Cały cykl "Zmierzchu"
otrzymał swego czasu dość ostre cięgi, podobnie jak "Pięćdzięsiąt
twarzy Greya" obecnie. Ludzie krytykują nawet jeśli książek
nie czytali, bo taka nadeszła fala. Wręcz wstyd się przyznać, że
którąś z tych powieści uważa się za niezwykle wciągająca. Co
Pani myśli o tej masowej "nagonce" na powieści (i ich
ekranizacje)? Co Panią urzekło w twórczości Stephenie Meyer?
To
prawda, że nad głośnymi powieściami wiszą „nagonki”. Uważam,
że to ogromny plus dla książki, przynajmniej wiadomo, że książka
nie jest mdła i ma to „coś” co skłania do jej przeczytania
chociażby tylko po to aby samemu ją ocenić. Ja się nie wstydzę
przyznać, że czytałam wspomniane wyżej przez Panią obie
powieści, widziałam ich ekranizacje. Większość z nas je czytała
i widziała. A co mnie urzekło w twórczości Pani Meyer? Magiczny
świat Zmierzchu, który przeniósł mnie do innego wymiaru,
spowodował, że zapomniałam o codzienności i żyłam tym
wykreowanym życiem bohaterów. Chyba o to właśnie chodzi w
książkach – o relaks, zapomnienie, ucieczkę od codzienności?
Pytania od
pasjonatki książek:
Kiedy ukaże się
kontynuacja 'Stalowego serca"?
Już
niebawem skończę ją pisać :-) Mam nadzieję, że znajdzie się
Wydawnictwo, które zechce wydać "Stalowe serca - próba
wybaczenia", bo taki planuję nadać drugiej części tytuł. To
wszystko zależy także poniekąd od czytelników, jeśli podobała
im się pierwsza książka to niech wysyłają do Wydawnictwa
wiadomości z zapytaniami o drugą część, wtedy NAM się uda.
Jeżeli pracuje Pani
zawodowo, to czy chciałaby Pani zrezygnować z pracy i cały swój
czas poświęcić pisaniu książek?
Pisanie
to moja największa pasja, której lubię poświęcać swój wolny
czas. Znajduję się w komfortowej sytuacji, gdyż obecnie nie
pracuję, ale to nie oznacza, że posiadam masę wolnego czasu. Doba
jest stanowczo zbyt krótka :(
Pragnę podziękować
wszystkim, którzy zadali mojej skromnej osobie pytania. Rozumiem, że
było bardzo ciężko cokolwiek wymyślić dla debiutanta, ale mimo
wszystko daliście sobie z tym zadaniem świetnie radę. Gdybym tylko
mogła przyznałabym każdemu z Was po mojej książce, naprawdę.
Jednak uznałam, że „Stalowe serce” powędruje do osoby, która
coś nie coś czytała na temat mojej powieści i warto ofiarować
jej szansę na przeczytanie tej książki, czyli książkę otrzyma
Edyta Chmura - gratuluję (po konkursie urodzinowym adres już w posiadaniu ejotka).
Drugą osobą, której
pytania wzbudziły we mnie śmiech i miłe emocje jest Ejotek.
Uwielbiam pytanie o papierze toaletowym i orzeszkach :)
Jeszcze raz Wszystkim
serdecznie dziękuje, zapraszam gorąco do zapoznania się ze
Stalowym sercem! Zachęcam też do odwiedzenia mojego fanpage-a . Pozdrawiam!
Laven Rose
Wszystkie zdjęcia pochodzą od autorki
Wszystkie zdjęcia pochodzą od autorki
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Katherine Webb "Echa pamięci"
Tytuł oryginalny: A Half Forgotten Song
Tłumaczenie: Olga Siara
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 2014
Liczba stron: 512
Wielu czytelników zachwycało się "Dziedzictwem" Katherine Webb. Jednak ja nie miałam dotychczas styczności z jej twórczością. Postanowiłam zmienić ten fakt poznając "Echa pamięci". Czy to był dobry wybór?
Zach Gilchrist to niespełniony artysta, który nie tworzy sztuki, lecz próbuje ją sprzedawać w swojej galerii (niezbyt dobrze prosperującej zresztą). Jego małżeństwo to przeszłość. Trwało sześć lat i zakończyło się rozwodem. Jedyną radością Zacha jest teraz córeczka, którą była już żona zabiera za ocean, niestety. Kiedy Elise wyjeżdża w mieszkaniu i galerii słychać przerażającą ciszę. Zach oddaje się rozmyślaniom nad swoim życiem i wtedy otrzymuje telefon od swojego wydawcy. Tak, miał bowiem napisać książkę dotyczącą Charlesa Aubreya, malarza, którego wprost uwielbia, uważa się za znawcę jego dzieł i chciałby specjalizować się w wystawianiu jego obrazów i rysunków. W galerii wiszą bowiem trzy rysunki Aubreya przedstawiające kolejno: Mitzy, Celeste oraz Delphine. Zach nie potrafi się z nimi rozstać, zwłaszcza z ostatnim a teraz, kiedy wydawca go ponagla postanawia zamknąć galerię i udać się do Blacknowle, by dokończyć książkę, inną od dotychczas wydanych o świetnym artyście. Czy ta sztuka mu się uda? Czy wie co czeka na niego w tej małej miejscowości? Czy rozwikła zagadkę własnej babki, która twierdzi, że była kobietą Aubreya? Czy Zach jest jego wnukiem?
Zach wynajmuje pokój nad pubem i usiłuje pisać książkę, podpytując mieszkańców o czasy, gdy bywał tutaj Aubrey. Niestety napotyka na dziwny mur milczenia. Niewiele osób ma coś do powiedzenia i dlatego za cud należy uznać fakt, że udaje mu się dotrzeć do Strażnicy i samotnie mieszkającej tam staruszki - Dimity Hatcher. Jednak nawiązanie z nią kontaktu i nakłonienie do zwierzeń nie będzie łatwe. Kobieta nie wszystko będzie chciała mu opowiedzieć, wiele faktów zostawi dla siebie ze względu na miłość, na wstyd i poczucie winy, a może i strach... Wszak to staruszka, która zdaje sobie sprawę, że niewiele jej życia pozostało i pewne fakty chce zabrać ze sobą do grobu. Dlaczego?
Dimity opowiada Zachowi tyle ile chce o swoim życiu, jednak czytelnik ma szansę poznania większej jego części niż młody mężczyzna, bowiem autorka całe fragmenty tekstu, całe rozdziały poświęciła na retrospekcję (powracamy wtedy do roku 1937), wtedy to młoda Mitzy opisuje swoją trudną codzienność z matką (jak musiała zdobywać pożywienie, nie przeszkadzać matce w przyjmowaniu klientów oraz przygotowywaniu magicznych mikstur z ziół) i wśród mieszkańców (jest wyszydzana, wyśmiewana i odtrącana) oraz chwilę, gdy jej szare życie rozjaśniło pojawienie się we wsi rodziny Charlesa. Przyjechali na wakacje i nie wiedzieli jak bardzo pojawienie się na wakacyjnym wypoczynku zmieni ich życie (zresztą sama byłam wstrząśnięta tym, co się naprawdę wydarzyło). Mitzy zaprzyjaźnia się z córkami Charlesa: Delphine oraz Elodie, choć młodsza nie do końca czuje się dobrze w jej towarzystwie. Celeste - kochanka malarza (Mitzy nie do końca jest świadoma łączącej ich relacji), z pochodzenia Marokanka, zaczyna powoli dostrzegać fakt, że młoda Dimity zakochuje się w jej mężczyźnie i stara się ją odsunąć od swojej rodziny. Jednak czy uda jej się wyperswadować nastolatce, że to nie miłość a zauroczenie? Czy ktoś dostrzeże uczucie dziewczyny, które zacznie przeradzać się w chorą wręcz miłość, ponieważ pojawią się drobnostki wyostrzające wyobrażania i pojawi się obsesja?
Zach dowiaduje się, że Charles po wydarzeniach w Blacknowle wyjedzie na wojnę i już z niej nie wróci. Dlaczego wyjechał? Czy Gilchristowi uda się rozwikłać zagadkę tajemniczych odgłosów na piętrze domu Dimity? Czy jego zauroczenie Hannah z Farmy Południowej przerodzi się w coś więcej? Wszak kobieta ma przed nim liczne sekrety i w żaden sposób nie chce mu ich wyjawić. Ale najważniejszym pytaniem jest czy Zach dowie się tego, po co przyjechał na wybrzeże Dorset, czyli skąd brały się portrety Charlesa, co stało się z Delphine oraz kim był Dennis? Czy niemal siedemdziesiąt pięć lat po zdarzeniach zmieniających bieg życia wielu ludzi uda się odkryć prawdę? Jak bardzo będzie ona szokująca? Czy wyjdzie na jaw poza lokalne środowisko i ludzi zamieszanych bezpośrednio w tamte wydarzenia?
Przeczytałam w życiu wiele grubych książek. Nie stanowi to dla mnie problemu. Jednak w przypadku tej, uważam że połowa to marnotrawienie papieru i czasu czytelnika. Tak naprawdę to powieść podobała mi się od strony czterychsetnej. Ja rozumiem, że tajemnice trzeba wcześniej stworzyć, że musi być tło, poznanie bohaterów. Ja to wiem. Ale w fazie początkowej powieści też coś powinno się dziać a w tej dzieje się "tyle co kot napłakał". Już pomijając moje zapalenie spojówek to czytałam ją niemal dwa tygodnie. A ile w tym czasie mogłabym innych, ciekawszych przeczytać...? Regularnie zasypiałam z powieścią w ręku. To co zostało przedstawione na czterystu stronach śmiało mogłabym streścić do 150-200 stron, bez uszczerbku na samym przekazie powieści.
Nie jest to na pewno idealnie mój klimat. A szkoda, ponieważ opis fabuły mnie zainteresował i faktycznie jest ona ciekawa. Ale za dużo tu pisania o niczym i powtarzania tego samego po kilka razy. Dopiero ostatnie sto stron to istna karuzela wydarzeń, zaskoczeń, odkrywania szokujących faktów z przeszłości i wyjaśniania tajemnic, które tak naprawdę powinny zostać chyba nieodkryte. Nie mogłam się nadziwić jak bardzo można czytelnika zaszokować końcówką. Jak bardzo można połączyć przeszłość z teraźniejszością tak, by czytelnik nie odkrył wszystkich kart przed finałem. Aż wreszcie jak mocno można ukarać ludzi za ich błędy... Jednak sto fajnych i niesamowitych stron powieści to chyba za mało z ponad pięciuset, by książkę uznać za genialną, prawda? Ale jest dobra.
Ostatnio mam wrażenie, że przeczytałam już w życiu tyle książek, iż coraz wyżej stawiam poprzeczkę tym, po które sięgam obecnie. Na dodatek w tej chwili mojego życia mam szansę czytać po ponad dziesięć książek miesięcznie i chciałabym by były dobrze wybrane. Nie wiem w czym tkwi problem tego, że wiele książek, które inni chwalą mnie początkowo nudzą... Może jestem bardziej żądna wydarzeń i konkretów?
Nie odradzam Wam czytania tej powieści w żadnym razie. Uważam wręcz, że jest warta poznania. To niezwykła historia młodej dziewczyny, której zagmatwane losy i nie do końca właściwe ulokowanie uczuć sprawiły, że postępowała nie do końca właściwie. Od samego początku wydawała mi się bohaterką niezbyt pozytywną, miałam głęboko zakorzenione przeczucie, że ukrywa ona o wiele więcej niż przyznaje sama przed sobą a tym bardziej przed Zakiem. Kiedy poznałam już wszystkie jej tajemnice, czułam po trosze niechęć i współczucie. Wiem, że miłość bywa ślepa. Wiem, że często popycha ludzi do niewyobrażalnych czynów, ale kiedy nastolatka dokonuje tylu ... ech... nie będę zdradzać Wam wszystkich sekretów Dimity, lepiej żebyście poznali je osobiście. Może Was ta książka zauroczy bardziej i nie odczujecie tej nudy, która dopadała mnie. Zresztą dla finału i tak warto.
Książka przeczytana w ramach majowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
Za możliwość przeczytania książki
Pasjonatka książek też zasługuje na brawa!
W ekspresowym tempie kolejne osoba dołączyła do grona tych, którzy ukończyli pozytywnie moje Indywidualne wyzwanie czytelnicze.
Gratuluję! :)
Pasjonatka przeczytała "4.50 z Paddington" Agathy Christie, a że nie ma bloga w komentarzu pod postem wyzwaniowym umieściła swoją krótką opinię.
Pozwolę sobie skopiować:
Wybór książki, mimo bogatego dorobku autorki, nie był dla mnie problemem (-: Wiesz, że uwielbiam twórczość Moniki Szwai i właśnie za sprawą jej powieści („Gosposia prawie do wszystkiego”) do realizacji wyzwania wybrałam tytuł „4.50 z Paddington”. Fabuła powieści rozpoczyna się w momencie, gdy Elspeth McGillicuddy, jadąc pociągiem w odwiedziny do swojej przyjaciółki Jane Marple, jest świadkiem morderstwa popełnionego w pociągu jadącym sąsiednim torem. Zgłasza to konduktorowi, który przyjmuje rewelacje starszej pani z dużym sceptycyzmem. Następnego dnia po przybyciu do panny Marple obie panie udają się na miejscowy posterunek. Policja wszczyna śledztwo, ale bez rezultatów – trupa brak, tożsamość ofiary nieznana, zabójca widziany tylko z tyłu. Jane Marple dochodzi do wniosku, że skoro zwłok nie odnaleziono, muszą być one gdzieś ukryte. Najlepszym do tego miejscem, przez sąsiedztwo z torami kolejowymi, jest posiadłość Rutheford Hall. Zamieszkuje ją Luther Crackenthorpe wraz ze swoją córką Emmą. Panna Marple prosi Lucy Eyelesbarrow, aby zatrudniła się w majątku jako pomoc domowa i zajęła poszukiwaniem zwłok. Kiedy jej się to udaje, do akcji wkracza miejscowa policja oraz inspektor Craddock ze Scotland Yardu. Trwają poszukiwania zabójcy, tożsamości ofiary oraz motywu zbrodni. Poszlaki wskazują, iż ofiarą mogła być Francuzka Martine potencjalna lub niedoszła żona Edmunda Crackenthorpe – najstarszego syna Luthera. Smaczku całej historii dodaje fakt, że Luther został pozbawiony przez swojego nieżyjącego już ojca prawa do majątku, jest jedynie jego zarządcą. Po jego śmierci majątek zostanie podzielony między dzieci: Cedryka, Harolda, Alfreda, Emmę i syna nieżyjącej już córki Edyty – Aleksandra, a rezydencja przypadnie najstarszemu żyjącemu synowi lub jego potomkowi. W związku z tym wszystkim synom bardzo zależy na rychłej śmierci Luthera Crackenthorpe. Rodzinny obiad dla jednego z nich – Alfreda kończy się śmiercią na skutek zatrucia żywności arszenikiem. Wydaje się, że każdy z członków rodziny może na tym skorzystać, bo powiększa się należna mu część spadku. Trop Martine okazuje się fałszywy, tożsamość pierwszej ofiary nadal pozostaje nieznana. W niedługim czasie na skutek zażycia zatrutych tabletek umiera kolejny Crackenthorpe. Spadkobierców pozostaje dwóch, do grona podejrzanych dołącza Bryan Eastley - zięć Luthera, który nie ukrywa, że chętnie zamieszkałby z synem na terenie posiadłości. Oczywiście nie zdradzę, kto okazał się zabójcą (bo może ktoś jeszcze nie czytał), ja podejrzewałam kogoś innego (-:
Intryga powieści jest naprawdę skomplikowana, jak przystało na mistrzynię kryminału.
Chętnie poznam inną książkę autorki, tym razem z detektywem Poirotem w roli głównej (-: Ale to dopiero jak zmniejszą się moje stosiki (a to może być nieprędko, bo ciągle coś do nich dokładam) (-:
Gratuluję! :)
Pasjonatka przeczytała "4.50 z Paddington" Agathy Christie, a że nie ma bloga w komentarzu pod postem wyzwaniowym umieściła swoją krótką opinię.
Pozwolę sobie skopiować:
Wybór książki, mimo bogatego dorobku autorki, nie był dla mnie problemem (-: Wiesz, że uwielbiam twórczość Moniki Szwai i właśnie za sprawą jej powieści („Gosposia prawie do wszystkiego”) do realizacji wyzwania wybrałam tytuł „4.50 z Paddington”. Fabuła powieści rozpoczyna się w momencie, gdy Elspeth McGillicuddy, jadąc pociągiem w odwiedziny do swojej przyjaciółki Jane Marple, jest świadkiem morderstwa popełnionego w pociągu jadącym sąsiednim torem. Zgłasza to konduktorowi, który przyjmuje rewelacje starszej pani z dużym sceptycyzmem. Następnego dnia po przybyciu do panny Marple obie panie udają się na miejscowy posterunek. Policja wszczyna śledztwo, ale bez rezultatów – trupa brak, tożsamość ofiary nieznana, zabójca widziany tylko z tyłu. Jane Marple dochodzi do wniosku, że skoro zwłok nie odnaleziono, muszą być one gdzieś ukryte. Najlepszym do tego miejscem, przez sąsiedztwo z torami kolejowymi, jest posiadłość Rutheford Hall. Zamieszkuje ją Luther Crackenthorpe wraz ze swoją córką Emmą. Panna Marple prosi Lucy Eyelesbarrow, aby zatrudniła się w majątku jako pomoc domowa i zajęła poszukiwaniem zwłok. Kiedy jej się to udaje, do akcji wkracza miejscowa policja oraz inspektor Craddock ze Scotland Yardu. Trwają poszukiwania zabójcy, tożsamości ofiary oraz motywu zbrodni. Poszlaki wskazują, iż ofiarą mogła być Francuzka Martine potencjalna lub niedoszła żona Edmunda Crackenthorpe – najstarszego syna Luthera. Smaczku całej historii dodaje fakt, że Luther został pozbawiony przez swojego nieżyjącego już ojca prawa do majątku, jest jedynie jego zarządcą. Po jego śmierci majątek zostanie podzielony między dzieci: Cedryka, Harolda, Alfreda, Emmę i syna nieżyjącej już córki Edyty – Aleksandra, a rezydencja przypadnie najstarszemu żyjącemu synowi lub jego potomkowi. W związku z tym wszystkim synom bardzo zależy na rychłej śmierci Luthera Crackenthorpe. Rodzinny obiad dla jednego z nich – Alfreda kończy się śmiercią na skutek zatrucia żywności arszenikiem. Wydaje się, że każdy z członków rodziny może na tym skorzystać, bo powiększa się należna mu część spadku. Trop Martine okazuje się fałszywy, tożsamość pierwszej ofiary nadal pozostaje nieznana. W niedługim czasie na skutek zażycia zatrutych tabletek umiera kolejny Crackenthorpe. Spadkobierców pozostaje dwóch, do grona podejrzanych dołącza Bryan Eastley - zięć Luthera, który nie ukrywa, że chętnie zamieszkałby z synem na terenie posiadłości. Oczywiście nie zdradzę, kto okazał się zabójcą (bo może ktoś jeszcze nie czytał), ja podejrzewałam kogoś innego (-:
Intryga powieści jest naprawdę skomplikowana, jak przystało na mistrzynię kryminału.
Chętnie poznam inną książkę autorki, tym razem z detektywem Poirotem w roli głównej (-: Ale to dopiero jak zmniejszą się moje stosiki (a to może być nieprędko, bo ciągle coś do nich dokładam) (-:
niedziela, 14 czerwca 2015
Lidia Borska "Wierszyki dla Moniki, Weroniki, dla Kajtusia i Wojtusia, dla Marysi i dla Gosi. Dla każdego, kto swe imię piękne nosi" - przedpremierowo
Autor: Lidia Borska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 16 czerwca 2015
Liczba stron: 40
Ilustracje: Agnieszka Drabik
Wiek odbiorców: 0-6
Borskiej, dziecko było szczęśliwe. Już kolorowa okładka zachęca do sięgnięcia po wierszyki. Szczerze mówiąc to chwilami musiałam chować się z lekturą, by ją spokojnie sfotografować i opisać.
Ta malutka i zgrabna książeczka zawiera dwanaście rymowanych wierszyków, których bohaterami są dzieci. Maluchy poznają świat, dzięki różnorodności tematyki utworów. Biedroneczki opowiadają o wierszykach i kropeczkach; Zosia uczy o myciu rąk i jedzeniu śniadań i owoców; przeniesiemy się też na wakacje z babcią i dziadkiem; będziemy uczestniczyć w urodzinach młodej damy; poznamy podstawowe dla dziecka kolory oraz ciekawą wyliczankę; Kubuś zabierze nas do swojego przedszkola a Iza na kocyk z łakociami; z Amelką udamy się do fryzjera; róża opowie nam o swoim kwiatowym życiu; a z sielskiego jej świata przeniesiemy się na koncert do opery i poznamy instrumenty; na koniec zaś przywitamy na świecie małego człowieka.
Lekturę mogę śmiało polecić dzieciakom do lat sześciu, które mogą nauczyć się rymowanek na pamięć, poznać instrumenty oraz wyciągnąć z książeczki kilka lekcji dobrego wychowania zawoalowanych w rymowanych wierszykach. Cieszę się, że na polskim rynku wydawniczym pojawiają się coraz nowsze pozycja dla najmłodszych, co przyczynia się do ich rozwoju i poszerzania wiedzy na różne tematy.
Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki
Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dorocie z
Subskrybuj:
Posty (Atom)








