środa, 17 czerwca 2015

Jeszcze masz szansę zadać pytanie i wygrać


Jeszcze do jutra, do 22-giej macie szansę wygrać oferowane przez autora 5 książek!

Nie znacie autora? Nie szkodzi! Po to jest ten wywiad - poznajmy go!

Pod TYM postem czekam na Wasze pytania - nie zawiedźcie mnie :)

wtorek, 16 czerwca 2015

Ile tajemnic Laven Rose udało mi się odkryć? - wywiad #6

Laven Rose i jej debiutancka powieść „Stalowe serce” skradły mi w maju serce, umysł i duszę. Dzięki tej książce przeczyściłam moje kanaliki łzowe i utwierdziłam się w przekonaniu, że każda piękna chwila, każda szczęśliwa cząstka jest ulotna a los może nam odebrać to co piękne.

Książka bardzo mi się podobała i postanowiłam dowiedzieć się czegoś o samej autorce, jej życiu, pasjach i inspiracjach. 
 
Zapraszam na wywiad, w którym swój udział macie też i Wy.



- Ejotek: Zauważyłam, że sporo książek ostatnio wydawanych jest pod pseudonimem. Laven Rose świetnie pasuje do „Stalowego serca”, idealnie współgra z treścią. Jednak muszę zapytać: dlaczego ukryłaś się pod pseudonimem i czy ujawnisz nam, czytelnikom, swoją tożsamość? Zdradzisz w której części Polski mieszkasz, czym się zajmujesz?

Pseudonim Laven Rose powstał szybko i niespodziewanie. Połączyłam ze sobą dwie nazwy ukochanych kwiatów, stwierdziłam, że w owej formie fajnie brzmią i tak powstała Laven Rose. Pseudonim powstał dlatego, żeby oddzielić świat pasji od realności. Kiedy piszę wkraczam do innego świata, utworzonego przez wyobraźnię. Kiedy nie piszę – jestem szarą i przyziemną osobą. Mieszkam w województwie Kujawsko- pomorskim, otoczona zapachem lasu.

- Ejotek: Zatem rozumiem, że chcesz pozostać po prostu Laven. A jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem? Pisałaś coś wcześniej do szuflady czy może od razu napisałaś „SS” i postanowiłaś wydać?

Moja przygoda z pisaniem zaczęła się stosunkowo wcześnie. Już w trzeciej klasie podstawówki pisałam wiersze, ale zawsze marzyłam o napisaniu książki. Później satysfakcję przynosiło mi pisanie wypracowań, które wręcz ubóstwiałam. Lata licealne przyniosły mi kolejną dawkę wierszy, głównie o nieszczęśliwej miłości oraz zaowocowały pamiętnikiem, w którym 3 lata z rzędu opisywałam dzień po dniu z mojego życia. „Stalowe serce” nie miało być moim debiutem, gdyż w zamyśle miała powstać o księdzu, który wyrzeka się kapłaństwa. Stwierdziłam iż to temat zbyt skomplikowany jak na debiut, odstawiłam pisanie tej książki po dwóch rozdziałach i tak zaczęło powstawać „Stalowe serce”. Postanowiłam iść za ciosem i spróbować je wydać. Udało się za co dziękuje bardzo mocno Wydawnictwu Novae Res.

- Ejotek: A czy książkę o księdzu kiedyś dokończysz? Czy na chwilę obecną odłożyłaś jej pisanie do odwołania?

Książkę o księdzu dokończę kiedy nabiorę większej ogłady pisarskiej:) Teraz w planach mam książkę z serii New Adult i jeden dramat, a także poprawienie książki o więźniu.

- Ejotek: Kto wspierał Cię w tej trudnej sztuce jaką jest pisanie a potem wydanie książki? Zwłaszcza pierwszej?

Wspierały mnie dwie osoby – mój mąż, który niejednokrotnie narzekał, że powinnam dokończyć jedną książkę nim zacznę pisać następną oraz jedna dobra duszyczka poznana przez Internet kilka lat temu.

- Ejotek: A gdzie piszesz? Masz ulubione miejsce, które dodaje Ci energii, inspiracji, w którym się wyciszasz?

Piszę w swoim maleńkim notebooku przy kubku ciepłej herbaty. Odpręża mnie muzyka, która czasami staje się inspiracją przy pisaniu.

- Ejotek: A jaka to muzyka? Czego wtedy słuchasz?

Muzyka towarzyszyła mi przy pisaniu wielu fragmentów. Słowa piosenek muszą tworzyć idealną harmonię z emocjami, które chcę wyrazić słowem pisanym. Często wyobrażam sobie określony zwrot akcji przy danej piosence. Piosenki przechodzą przez rygorystyczną selekcję zanim trafią do książki. Tak było w przypadku tworzenia playlisty do Stalowego serca. Na co dzień nie słucham takiego rodzaju muzyki, wolę ostrzejsze klimaty.

-Ejotek: Zdradzisz jak wygląda Twój warsztat pisarski? Siadasz i piszesz czy może zbierasz w całość pomysły, które na przykład pojawiły się w ciągu dnia i masz je zapisane na luźnych kartkach, serwetkach czy papierze toaletowym? W czasie pisania pijesz kawę z ulubionego kubka czy może przegryzasz orzeszki?

Nie potrafię zaplanować całego scenariusza książki. Spisuję go gdzie popadnie, chociaż na papierze toaletowym jeszcze nie próbowałam :P Próbuję trzymać się ustalonej, spisanej wersji a gdy zaczynam pisać… wszystkie ustalenia „diabli wzięli”. Kieruję się nagłym impulsem. Przy pisaniu piję ulubioną herbatę Earl Grey, czasami podjadam żelki…

- Ejotek: Z tymi żelkami to chyba coś w nich jest... Znam autorkę ponad dwudziestu powieści, która też się nimi żywi :P A jak narodził się pomysł napisania „Stalowego serca”?

Pomysł narodził się nagle i gwałtownie. Miałam ochotę przeczytać fajny romans i stwierdziłam, że sama go napiszę.

- Ejotek: Wzorowałaś się na wydarzeniach z realnego życia czy może powieść jest wyłącznie fikcją literacką?

Powieść jest w 100% fikcją literacką.

-Ejotek: Muszę przyznać, że nieźle pogmatwałaś życie bohaterów... Kiedy już szczęście było tuż tuż, świat wywracał się do góry nogami. Chwilami miałam ochotę zwymyślać autorkę za kolejne przeszkody na drodze do szczęścia :P Podziwiam Cię za tak rozległą i rozbudowaną akcję, liczne tajemnice, zaskakujące fakty z życia Matta, w których się nie pogubiłaś. Ile razy czytałaś książkę, zanim oddałaś ją wydawnictwu?

Jeden jedyny raz :D

-Ejotek: Naprawdę? Znałaś ją chyba już po prostu na pamięć...:) Fabuła powieści jest osadzona nie tylko w Polsce, ale również w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Czy odwiedziłaś osobiście te kraje?

Odwiedziłam tylko Wielką Brytanię w której mieszkałam kilka lat. Stany Zjednoczone… może kiedyś? Kto wie?

-Ejotek: A czy czujesz strach przed lataniem jak bohaterka książki – Emilia?

Kocham latać samolotem. Uważam, że nie ma nic lepszego niż emocje towarzyszące wzbijaniu w powietrze i lądowaniu.

-Ejotek: To niesamowite, że debiutancka powieść jest tak obszerna a przy tym bogata w wydarzenia. Czytelnik nie ma czasu na nudę, wciąż czuje się natłok emocji – przynajmniej ja tak miałam i uważam, że to godna polecenia książka. Czy wszystkie recenzje „Stalowego serca” są pozytywne? Jak reagują czytelnicy?

Jestem pozytywnie zaskoczona tak miłymi opiniami na temat mojej książki. Spodziewałam się wielu gorzkich słów, bałam się jak moje pióro pisarskie ocenią pierwsi czytelnicy. I przeżyłam fantastyczne rozczarowanie. Teraz wiem, że było warto poświęcić rok ( z przerwami) na napisanie książki. Wiem, że warto walczyć o swoje marzenia…

-Ejotek: Spotkałaś się z opiniami krytykującymi Twoje dzieło? Czego konkretnie dotyczą? I jak Ty reagujesz na krytykę?

Krytyka była od zawsze, jest i będzie. W każdym aspekcie naszego życia. Każdy człowiek jest inny, dlatego jednej osobie nie podoba się długość książki, bo twierdzi iż jest za „gruba”, inni twierdzą, że czyta się ją wyśmienicie. Lubię mądre słowa krytyki, takie które udzielają cennych wskazówek. Piszę dla ludzi i z ich opiniami pragnę się liczyć.

-Ejotek: Czy od początku wiedziałaś jak ta historia się skończy? Czy może w trakcie pisania tworzyły się kolejne pomysły na finał?

Wydarzenia finałowe powstały w mojej głowie nim książka otrzymała pierwszy rozdział. Gustuję w dramatach… wciąż zastanawiam się czy dramatem nie zakończę drugiej części Stalowego serca, którą obecnie piszę.

-Ejotek: Może jednak podarujesz komuś szczęście? Zdradziłaś mi, że pracujesz nad kolejną książką. Uchyl rąbka tajemnicy również czytelnikom mojego bloga oraz czytelnikom swojego debiutu i zdradź co to będzie. I kiedy będzie :)

Obecnie pracuję nad drugą częścią Stalowego serca. W planach mam napisanie jeszcze wielu książek, między innymi książkę dla młodzieży. Czy moje plany się powiodą? Tego nie jestem w stanie przewidzieć. Mój los znajduje się w rękach Czytelników i Wydawnictwa.

-Ejotek: Czego życzy sobie początkujący pisarz (bo chyba mogę Cię nazywać)?

Wolę określenie początkujący autor. Na tytuł pisarza trzeba sobie zasłużyć. Pisarzem stajesz się po napisaniu wielu książek a nie tylko jednej. Także proszę zostańmy przy określeniu autor.

-Ejotek: A jakie są Twoje marzenia autorko? :) Czy chcesz związać swoje życie z pisaniem czy wolisz podjąć pracę zgodną z wykształceniem?

Pytasz o moje marzenia? Hm… Część z nich się spełniła. Część czeka na swoją realizację. Marzę o małym, białym domku z lawendowym ogródkiem. Marzę aby znalazło się Wydawnictwo, które mi zaufa i wyda kolejne książki. Pisanie to nie jest jednorazowy wymysł lub chwilowy kaprys… ono jest niczym powietrze. Bez niego nie chcę i nie potrafię normalnie oddychać.

-Ejotek: Bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas życząc spełnienia wszystkich marzeń. A przede wszystkim weny twórczej :)

Dziękuję serdecznie Wszystkim uczestnikom - współtwórcom tego wywiadu za nadesłane pytania. Dziękuję założycielce tego bloga - Ejotkowi za cudowne słowa na temat mojej powieści, za wsparcie, które odczuwam w najmniejszym napisanym przez nią słowie. Bardzo mile spędziłam czas przy odpowiadaniu na zadane pytania. Ja sama chciałabym zadać jedno właścicielce tego bloga – dlaczego Ejotek?


-Ejotek: Ksywka „ejotek” narodziła się w liceum i była niejako zdrobnieniem od moich inicjałów panieńskich.


A teraz zapraszam na pytania od współtwórców wywiadu. Autorka odpowiedziała na więcej niż 5 :)

Pytania od Pani Lecter:
Tytuł książki, to ''Stalowe serce''... Twoje też takie jest?
Moje serce jest jak najbardziej naturalne i wrażliwe. Potrafi kochać także nie jest stalowe, kamienne czy zimne jak głaz.

Kim była pierwsza osoba, która dostała Twoją książkę?
Z całą pewnością któraś z Recenzentek :-) Możliwe, że był to nasz Ejotek :)

Jesteś molem książkowym (masz jakąś kolekcję książek)?
Molem książkowym, który przez całe dnie siedzi z nosem w książkach absolutnie nie jestem. Czytam książki choć ostatnio robię to coraz mniej. Poświęcam swój wolny czas na pisanie więc czytanie zeszło na tor poboczny.



Pytania od Lustro Rzeczywistości:
Zawsze interesuje mnie, dlaczego autorzy skrywają się pod pseudonimem, dlaczego wybrałaś Laven Rose?
Pod nazwą mojego pseudonimu kryją się dwa ulubione zapachy kwiatów, które wręcz ubóstwiam. Uznałam, że ładnie ze sobą brzmią... I tak powstało Laven Rose :-)

"Stalowe serce" chętnie przeczytałabym kierując się samą okładką i tytułem. Jak wielki wpływ miałaś na stronę wizualną swojej książki?
Okładkę wybierałam sama spośród przysłanych mi kilkunastu propozycji. Wcześniej określiłam Wydawnictwu moją wizję okładki a nawet przysłałam szkic rysunku 3D wykonanego przez uzdolnioną dziewczynę z Warszawy, którą serdecznie pozdrawiam. Niestety szkic zupełnie różnił się od obecnej okładki. Wydawnictwo okazało się być bardzo wyrozumiałe na moje prośby okładkowe, uważnie wysłuchało jej koncepcji.

Jakie autorki/autorzy Cię inspirują?
Zaczęło się od Nory Roberts. Zaczytywałam jej książki namiętnie ale kiedy przeczytałam "Zmierzch" - przepadłam, dlatego cenię twórczość Pani Stephenie Meyer. Z naszych rodzimych Autorów inspiruje mnie Pani Agnieszka Lingas-Łoniewska, która ma niezwykle elastyczne pióro. Niczym burza pisze kryminał, następnie romans i dramat. Cenię jej wszechstronność.


Pytania od Naili:
Czy akcja książki "Stalowe serce" oparta jest na wydarzeniach faktycznych czy wszystko jest fantazją?
Wszystko co dzieje się w książce opiera się tylko i wyłącznie na fikcji literackiej.

Czy wg Ciebie istnieje miłość idealna?
Miłość jest pozornie prostym tematem rozmów ale w praktyce to bardzo "ciężki orzech do zgryzienia". Czy istnieje miłość idealna? Hm... To zależy czego oczekujemy w miłości? Miłością idealną mogę nazwać uczucie szczere, prawdziwe pozbawione chociażby grama obłudy. Dziś ciężko znaleźć takie, niewinne uczucie w świecie, gdzie wszystko jest na sprzedaż.

Czy podczas pisania książki miałaś konkretną wizję całości książki i ją opisywałaś, czy pomysły na akcję zmieniały się podczas pisania?
Pomysły ulegały zmianom w trakcie pisania. Jedyne co było niezmienne to sam koniec książki, zresztą bardzo dramatyczny.


Pytania od kwiatusi:
"Stalowe serce" zbiera same pozytywne recenzje - proszę nam zdradzić Pani przepis na napisanie tak dobrej powieści. Co w trakcie pisania było dla Pani najłatwiejsze, a co najtrudniejsze? Czy pojawił się brak weny twórczej; problem ze znalezieniem wydawcy? I czy miała Pani wpływ na wybór okładki do książki?
Na drodze debiutanta staje wiele problemów, brak Wydawnictwa, które zaryzykuje w wydanie powieści nieznanego dotąd człowieka. Brak weny twórczej także nieraz mnie nawiedzał, ale to były krótkie momenty. Pisząc jedną powieść już myślałam o akcji kolejnej książki. Czy powieść jest dobra - to zależy od gustów czytelników a ja miałam szczęście wśród Recenzentów. Uważam, że przepisem na dobrą powieść - jest jej oryginalność.

Co czuje autor, który pisze ostatnie zdanie swojej powieści? ;)
Ojoj... wiele emocji. Ja czułam się niczym porcelanowy kubek rozbity na drobne części. Całą noc nie potrafiłam zmrużyć oka, wciąż myśląc o zakończeniu, które skrupulatnie zaplanowałam na samym początku pisania książki. To zakończenie mnie naprawdę wykończyło emocjonalnie i pozbawiło zdolności koncentracji prze kilka następnych dni. Miałam dosyć tej książki i nawet obiecałam sobie, że nie powstanie druga część, ale po jakimś czasie zatęskniłam za moimi bohaterami. W końcu kobieta zmienną istotą jest :-)

Czym jest dla Pani pasja i czy wyobraża sobie Pani życie bez niej?
Pasja nadaje życiu określony sens. Bez pasji pozbawiamy swoje życie kolorów. Jest ono nudne jakby czarno-białe. Każdy z nas musi odkryć w sobie pasję a to czasami bywa nie lada wyzwaniem. Ja nie potrafiłabym żyć bez pisania (przysięgam).


Pytanie od Kasi Kacperskiej:
Czy ma Pani jakąś radę dla przyszłych pisarzy?
Ja jestem autorem ale nie pisarzem. Droga prowadząca do tytułu pisarza jest długa i trudna. Autorom mogę powiedzieć tylko, żeby pisali swe książki z miłością i pomysłem a nie powielali wciąż te same schematy, które zawiera w sobie np. co czwarta książka.


Pytania od magdalenardo:
Gdyby miała Pani być zwierzęciem to jakim i dlaczego? (uwaga, to pytanie psychologiczne i zdradza elementy osobowości hehe)
Świetne pytanie :) Musiałabym zostać "zmutowanym" zwierzem, ponieważ jestem wierna jak pies, uparta jak osioł i kiedy trzeba potrafię pokazać pazurki niczym kot.

Jakie jest Pani najlepsze wspomnienie z dzieciństwa? (moje przypominało coś na kształt dzieciństwa dzieci z Bullerbyn i pewnie przez to okres ten jest dla mnie bardzo ważny i lubię słuchać/czytać co w tym temacie mają do powiedzenia inni)
Jazda na wrotkach, na rowerze, gra w "palanta" na podwórku oraz łapanie żab z jeziora by następnie pielęgnować je w domu co kończyło się w różny sposób :-)

Proszę wymienić (aż!) trzy rzeczy, które chciałaby Pani jeszcze w życiu osiągnąć/zrobić/zdobyć (tak się zastanawiam jakie można mieć cele gdy jest się kobietą spełnioną - bo za taką Panią uważam ja w zasadzie myślę głównie o urodzeniu dziecka i napisaniu książki, ale oba wydają mi się już nierealne, więc pozostaje trzecie marzenie - ukończenie studiów psychologicznych ... tak, tak najpierw trzeba się zapisać...)
Bardzo dziękuje za komplement o spełnionej kobiecie :) Mam dziecko, posiadam męża i nawet mam też nieznośnego psa :-) Książkę napisałam, ale nie zasadziłam drzewa, domu nie wybudowałam...
Mam wiele planów, które chciałabym zrealizować. Marzę o własnym( ciasnym ale własnym) domku, możliwości wydawania kolejnych książek i o zdrowiu mojej rodziny. Bez zdrowia nic nie cieszy, a z kolei bez radości nie ma dobrej passy życiowej. To taki zamknięty krąg.


Pytania od martuchy180:
Mówi się o sercu z kamienia albo kamiennym sercu. Dlaczego w tytule Pani książki pojawia się „stalowe”?Proszę zapoznać się z książką a zapewniam, że wszystko się wyjaśni:) Nie chcę niczego zdradzać

Kiedy przychodzą Pani do głowy najciekawsze pomysły? I gdzie je wtedy Pani zapisuje?
Najciekawsze pomysły przychodzą mi głównie wieczorami, chociaż raz zdarzyło się, że przyśniła mi się fabuła mojej następnej książki. Pomysły zapisuję w zależności od tego co mam pod ręką:)


Pytania od Edyty Chmury:
"Zrozumiałam, że miłość nie pyta nas o pozwolenie, sama atakuje nasz umysł, serce, a nawet ciało." - taki cytat, pochodzący z Pani książki, znalazłam. Gdyby jednak uparcie szukać broni, która miałaby odstraszyć atakującą miłość, to co by to mogło być?
Zdrada a co za nią idzie brak zaufania.

Jest Pani miłośniczka twórczości Stephenie Meyer. Cały cykl "Zmierzchu" otrzymał swego czasu dość ostre cięgi, podobnie jak "Pięćdzięsiąt twarzy Greya" obecnie. Ludzie krytykują nawet jeśli książek nie czytali, bo taka nadeszła fala. Wręcz wstyd się przyznać, że którąś z tych powieści uważa się za niezwykle wciągająca. Co Pani myśli o tej masowej "nagonce" na powieści (i ich ekranizacje)? Co Panią urzekło w twórczości Stephenie Meyer?
To prawda, że nad głośnymi powieściami wiszą „nagonki”. Uważam, że to ogromny plus dla książki, przynajmniej wiadomo, że książka nie jest mdła i ma to „coś” co skłania do jej przeczytania chociażby tylko po to aby samemu ją ocenić. Ja się nie wstydzę przyznać, że czytałam wspomniane wyżej przez Panią obie powieści, widziałam ich ekranizacje. Większość z nas je czytała i widziała. A co mnie urzekło w twórczości Pani Meyer? Magiczny świat Zmierzchu, który przeniósł mnie do innego wymiaru, spowodował, że zapomniałam o codzienności i żyłam tym wykreowanym życiem bohaterów. Chyba o to właśnie chodzi w książkach – o relaks, zapomnienie, ucieczkę od codzienności?


Pytania od pasjonatki książek:
Kiedy ukaże się kontynuacja 'Stalowego serca"?
Już niebawem skończę ją pisać :-) Mam nadzieję, że znajdzie się Wydawnictwo, które zechce wydać "Stalowe serca - próba wybaczenia", bo taki planuję nadać drugiej części tytuł. To wszystko zależy także poniekąd od czytelników, jeśli podobała im się pierwsza książka to niech wysyłają do Wydawnictwa wiadomości z zapytaniami o drugą część, wtedy NAM się uda.

Jeżeli pracuje Pani zawodowo, to czy chciałaby Pani zrezygnować z pracy i cały swój czas poświęcić pisaniu książek?
Pisanie to moja największa pasja, której lubię poświęcać swój wolny czas. Znajduję się w komfortowej sytuacji, gdyż obecnie nie pracuję, ale to nie oznacza, że posiadam masę wolnego czasu. Doba jest stanowczo zbyt krótka :(



Pragnę podziękować wszystkim, którzy zadali mojej skromnej osobie pytania. Rozumiem, że było bardzo ciężko cokolwiek wymyślić dla debiutanta, ale mimo wszystko daliście sobie z tym zadaniem świetnie radę. Gdybym tylko mogła przyznałabym każdemu z Was po mojej książce, naprawdę. Jednak uznałam, że „Stalowe serce” powędruje do osoby, która coś nie coś czytała na temat mojej powieści i warto ofiarować jej szansę na przeczytanie tej książki, czyli książkę otrzyma Edyta Chmura - gratuluję (po konkursie urodzinowym adres już w posiadaniu ejotka).
Drugą osobą, której pytania wzbudziły we mnie śmiech i miłe emocje jest Ejotek. Uwielbiam pytanie o papierze toaletowym i orzeszkach :)
Jeszcze raz Wszystkim serdecznie dziękuje, zapraszam gorąco do zapoznania się ze Stalowym sercem! Zachęcam też do odwiedzenia mojego fanpage-a . Pozdrawiam!
Laven Rose






Wszystkie zdjęcia pochodzą od autorki

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Katherine Webb "Echa pamięci"




Tytuł oryginalny: A Half Forgotten Song
Tłumaczenie: Olga Siara
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 2014
Liczba stron: 512










Wielu czytelników zachwycało się "Dziedzictwem" Katherine Webb. Jednak ja nie miałam dotychczas styczności z jej twórczością. Postanowiłam zmienić ten fakt poznając "Echa pamięci". Czy to był dobry wybór?

Zach Gilchrist to niespełniony artysta, który nie tworzy sztuki, lecz próbuje ją sprzedawać w swojej galerii (niezbyt dobrze prosperującej zresztą). Jego małżeństwo to przeszłość. Trwało sześć lat i zakończyło się rozwodem. Jedyną radością Zacha jest teraz córeczka, którą była już żona zabiera za ocean, niestety. Kiedy Elise wyjeżdża w mieszkaniu i galerii słychać przerażającą ciszę. Zach oddaje się rozmyślaniom nad swoim życiem i wtedy otrzymuje telefon od swojego wydawcy. Tak, miał bowiem napisać książkę dotyczącą Charlesa Aubreya, malarza, którego wprost uwielbia, uważa się za znawcę jego dzieł i chciałby specjalizować się w wystawianiu jego obrazów i rysunków. W galerii wiszą bowiem trzy rysunki Aubreya przedstawiające kolejno: Mitzy, Celeste oraz Delphine. Zach nie potrafi się z nimi rozstać, zwłaszcza z ostatnim a teraz, kiedy wydawca go ponagla postanawia zamknąć galerię i udać się do Blacknowle, by dokończyć książkę, inną od dotychczas wydanych o świetnym artyście. Czy ta sztuka mu się uda? Czy wie co czeka na niego w tej małej miejscowości? Czy rozwikła zagadkę własnej babki, która twierdzi, że była kobietą Aubreya? Czy Zach jest jego wnukiem?

Zach wynajmuje pokój nad pubem i usiłuje pisać książkę, podpytując mieszkańców o czasy, gdy bywał tutaj Aubrey. Niestety napotyka na dziwny mur milczenia. Niewiele osób ma coś do powiedzenia i dlatego za cud należy uznać fakt, że udaje mu się dotrzeć do Strażnicy i samotnie mieszkającej tam  staruszki - Dimity Hatcher. Jednak nawiązanie z nią kontaktu i nakłonienie do zwierzeń nie będzie łatwe. Kobieta nie wszystko będzie chciała mu opowiedzieć, wiele faktów zostawi dla siebie ze względu na miłość, na wstyd i poczucie winy, a może i strach... Wszak to staruszka, która zdaje sobie sprawę, że niewiele jej życia pozostało i pewne fakty chce zabrać ze sobą do grobu. Dlaczego?

Dimity opowiada Zachowi tyle ile chce o swoim życiu, jednak czytelnik ma szansę poznania większej jego części niż młody mężczyzna, bowiem autorka całe fragmenty tekstu, całe rozdziały poświęciła na retrospekcję (powracamy wtedy do roku 1937), wtedy to młoda Mitzy opisuje swoją trudną codzienność z matką (jak musiała zdobywać pożywienie, nie przeszkadzać matce w przyjmowaniu klientów oraz przygotowywaniu magicznych mikstur z ziół) i wśród mieszkańców (jest wyszydzana, wyśmiewana i odtrącana) oraz chwilę, gdy jej szare życie rozjaśniło pojawienie się we wsi rodziny Charlesa. Przyjechali na wakacje i nie wiedzieli jak bardzo pojawienie się na wakacyjnym wypoczynku zmieni ich życie (zresztą sama byłam wstrząśnięta tym, co się naprawdę wydarzyło). Mitzy zaprzyjaźnia się z córkami Charlesa: Delphine oraz Elodie, choć młodsza nie do końca czuje się dobrze w jej towarzystwie. Celeste - kochanka malarza (Mitzy nie do końca jest świadoma łączącej ich relacji), z pochodzenia Marokanka, zaczyna powoli dostrzegać fakt, że młoda Dimity zakochuje się w jej mężczyźnie i stara się ją odsunąć od swojej rodziny. Jednak czy uda jej się wyperswadować nastolatce, że to nie miłość a zauroczenie? Czy ktoś dostrzeże uczucie dziewczyny, które zacznie przeradzać się w chorą wręcz miłość, ponieważ pojawią się drobnostki wyostrzające wyobrażania i pojawi się obsesja?

Zach dowiaduje się, że Charles po wydarzeniach w Blacknowle wyjedzie na wojnę i już z niej nie wróci. Dlaczego wyjechał? Czy Gilchristowi uda się rozwikłać zagadkę tajemniczych odgłosów na piętrze domu Dimity? Czy jego zauroczenie Hannah z Farmy Południowej przerodzi się w coś więcej? Wszak kobieta ma przed nim liczne sekrety i w żaden sposób nie chce mu ich wyjawić. Ale najważniejszym pytaniem jest czy Zach dowie się tego, po co przyjechał na wybrzeże Dorset, czyli skąd brały się portrety Charlesa, co stało się z Delphine oraz kim był Dennis? Czy niemal siedemdziesiąt pięć lat po zdarzeniach zmieniających bieg życia wielu ludzi uda się odkryć prawdę? Jak bardzo będzie ona szokująca? Czy wyjdzie na jaw poza lokalne środowisko i ludzi zamieszanych bezpośrednio w tamte wydarzenia?


Przeczytałam w życiu wiele grubych książek. Nie stanowi to dla mnie problemu. Jednak w przypadku tej, uważam że połowa to marnotrawienie papieru i czasu czytelnika. Tak naprawdę to powieść podobała mi się od strony czterychsetnej. Ja rozumiem, że tajemnice trzeba wcześniej stworzyć, że musi być tło, poznanie bohaterów. Ja to wiem. Ale w fazie początkowej powieści też coś powinno się dziać a w tej dzieje się "tyle co kot napłakał". Już pomijając moje zapalenie spojówek to czytałam ją niemal dwa tygodnie. A ile w tym czasie mogłabym innych, ciekawszych przeczytać...? Regularnie zasypiałam z powieścią w ręku. To co zostało przedstawione na czterystu stronach śmiało mogłabym streścić do 150-200 stron, bez uszczerbku na samym przekazie powieści.

Nie jest to na pewno idealnie mój klimat. A szkoda, ponieważ opis fabuły mnie zainteresował i faktycznie jest ona ciekawa. Ale za dużo tu pisania o niczym i powtarzania tego samego po kilka razy. Dopiero ostatnie sto stron to istna karuzela wydarzeń, zaskoczeń, odkrywania szokujących faktów z przeszłości i wyjaśniania tajemnic, które tak naprawdę powinny zostać chyba nieodkryte. Nie mogłam się nadziwić jak bardzo można czytelnika zaszokować końcówką. Jak bardzo można połączyć przeszłość z teraźniejszością tak, by czytelnik nie odkrył wszystkich kart przed finałem. Aż wreszcie jak mocno można ukarać ludzi za ich błędy... Jednak sto fajnych i niesamowitych stron powieści to chyba za mało z ponad pięciuset, by książkę uznać za genialną, prawda? Ale jest dobra.

Ostatnio mam wrażenie, że przeczytałam już w życiu tyle książek, iż coraz wyżej stawiam poprzeczkę tym, po które sięgam obecnie. Na dodatek w tej chwili mojego życia mam szansę czytać po ponad dziesięć książek miesięcznie i chciałabym by były dobrze wybrane. Nie wiem w czym tkwi problem tego, że wiele książek, które inni chwalą mnie początkowo nudzą... Może jestem bardziej żądna wydarzeń i konkretów?

Nie odradzam Wam czytania tej powieści w żadnym razie. Uważam wręcz, że jest warta poznania. To niezwykła historia młodej dziewczyny, której zagmatwane losy i nie do końca właściwe ulokowanie uczuć sprawiły, że postępowała nie do końca właściwie. Od samego początku wydawała mi się bohaterką niezbyt pozytywną, miałam głęboko zakorzenione przeczucie, że ukrywa ona o wiele więcej niż przyznaje sama przed sobą a tym bardziej przed Zakiem. Kiedy poznałam już wszystkie jej tajemnice, czułam po trosze niechęć i współczucie. Wiem, że miłość bywa ślepa. Wiem, że często popycha ludzi do niewyobrażalnych czynów, ale kiedy nastolatka dokonuje tylu ... ech... nie będę zdradzać Wam wszystkich sekretów Dimity, lepiej żebyście poznali je osobiście. Może Was ta książka zauroczy bardziej i nie odczujecie tej nudy, która dopadała mnie. Zresztą dla finału i tak warto.
 




Książka przeczytana w ramach majowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

Pasjonatka książek też zasługuje na brawa!

W ekspresowym tempie kolejne osoba dołączyła do grona tych, którzy ukończyli pozytywnie moje Indywidualne wyzwanie czytelnicze.

Gratuluję! :)



Pasjonatka przeczytała "4.50 z Paddington" Agathy Christie, a że nie ma bloga w komentarzu pod postem wyzwaniowym umieściła swoją krótką opinię.

Pozwolę sobie skopiować:
Wybór książki, mimo bogatego dorobku autorki, nie był dla mnie problemem (-: Wiesz, że uwielbiam twórczość Moniki Szwai i właśnie za sprawą jej powieści („Gosposia prawie do wszystkiego”) do realizacji wyzwania wybrałam tytuł „4.50 z Paddington”. Fabuła powieści rozpoczyna się w momencie, gdy Elspeth McGillicuddy, jadąc pociągiem w odwiedziny do swojej przyjaciółki Jane Marple, jest świadkiem morderstwa popełnionego w pociągu jadącym sąsiednim torem. Zgłasza to konduktorowi, który przyjmuje rewelacje starszej pani z dużym sceptycyzmem. Następnego dnia po przybyciu do panny Marple obie panie udają się na miejscowy posterunek. Policja wszczyna śledztwo, ale bez rezultatów – trupa brak, tożsamość ofiary nieznana, zabójca widziany tylko z tyłu. Jane Marple dochodzi do wniosku, że skoro zwłok nie odnaleziono, muszą być one gdzieś ukryte. Najlepszym do tego miejscem, przez sąsiedztwo z torami kolejowymi, jest posiadłość Rutheford Hall. Zamieszkuje ją Luther Crackenthorpe wraz ze swoją córką Emmą. Panna Marple prosi Lucy Eyelesbarrow, aby zatrudniła się w majątku jako pomoc domowa i zajęła poszukiwaniem zwłok. Kiedy jej się to udaje, do akcji wkracza miejscowa policja oraz inspektor Craddock ze Scotland Yardu. Trwają poszukiwania zabójcy, tożsamości ofiary oraz motywu zbrodni. Poszlaki wskazują, iż ofiarą mogła być Francuzka Martine potencjalna lub niedoszła żona Edmunda Crackenthorpe – najstarszego syna Luthera. Smaczku całej historii dodaje fakt, że Luther został pozbawiony przez swojego nieżyjącego już ojca prawa do majątku, jest jedynie jego zarządcą. Po jego śmierci majątek zostanie podzielony między dzieci: Cedryka, Harolda, Alfreda, Emmę i syna nieżyjącej już córki Edyty – Aleksandra, a rezydencja przypadnie najstarszemu żyjącemu synowi lub jego potomkowi. W związku z tym wszystkim synom bardzo zależy na rychłej śmierci Luthera Crackenthorpe. Rodzinny obiad dla jednego z nich – Alfreda kończy się śmiercią na skutek zatrucia żywności arszenikiem. Wydaje się, że każdy z członków rodziny może na tym skorzystać, bo powiększa się należna mu część spadku. Trop Martine okazuje się fałszywy, tożsamość pierwszej ofiary nadal pozostaje nieznana. W niedługim czasie na skutek zażycia zatrutych tabletek umiera kolejny Crackenthorpe. Spadkobierców pozostaje dwóch, do grona podejrzanych dołącza Bryan Eastley - zięć Luthera, który nie ukrywa, że chętnie zamieszkałby z synem na terenie posiadłości. Oczywiście nie zdradzę, kto okazał się zabójcą (bo może ktoś jeszcze nie czytał), ja podejrzewałam kogoś innego (-:
Intryga powieści jest naprawdę skomplikowana, jak przystało na mistrzynię kryminału.

Chętnie poznam inną książkę autorki, tym razem z detektywem Poirotem w roli głównej (-: Ale to dopiero jak zmniejszą się moje stosiki (a to może być nieprędko, bo ciągle coś do nich dokładam) (-:

niedziela, 14 czerwca 2015

Lidia Borska "Wierszyki dla Moniki, Weroniki, dla Kajtusia i Wojtusia, dla Marysi i dla Gosi. Dla każdego, kto swe imię piękne nosi" - przedpremierowo




Autor: Lidia Borska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 16 czerwca 2015
Liczba stron: 40
Ilustracje: Agnieszka Drabik
Wiek odbiorców: 0-6










Każdy rodzic lubi widzieć swoje dziecko zadowolone, uśmiechnięte i szczęśliwe. Kiedy Wasze tak ma? Bo moje zawsze wtedy, gdy widzi książki. W każdym sklepie, markecie a nawet przy wejściu do sklepu innego niż specjalizujący się w książkach, moje dziecię pragnie papierowych stronic zapełnionych literkami. Kiedy tylko mogę to powiększam biblioteczkę małolaty :) Również teraz, gdy przywędrowała do nas książeczka Lidii
Borskiej, dziecko było szczęśliwe. Już kolorowa okładka zachęca do sięgnięcia po wierszyki. Szczerze mówiąc to chwilami musiałam chować się z lekturą, by ją spokojnie sfotografować i opisać.

Ta malutka i zgrabna książeczka zawiera dwanaście rymowanych wierszyków, których bohaterami są dzieci. Maluchy poznają świat, dzięki różnorodności tematyki utworów. Biedroneczki opowiadają o wierszykach i kropeczkach; Zosia uczy o myciu rąk i jedzeniu śniadań i owoców; przeniesiemy się też na wakacje z babcią i dziadkiem; będziemy uczestniczyć w urodzinach młodej damy; poznamy podstawowe dla dziecka kolory oraz ciekawą wyliczankę; Kubuś zabierze nas do swojego przedszkola a Iza na kocyk z łakociami; z Amelką udamy się do fryzjera; róża opowie nam o swoim kwiatowym życiu; a z sielskiego jej świata przeniesiemy się na koncert do opery i poznamy instrumenty; na koniec zaś przywitamy na świecie małego człowieka.

Wierszyki są krótkie i łatwo wpadają w ucho małych czytelników czy słuchaczy. Dziecko z zainteresowaniem śledzi przygody, które zostały opisane w poszczególnych utworach. Pośrodku książeczki znalazłyśmy pewnego rodzaju niespodziankę - dwie puste strony przeznaczone na rysunki mamy i taty. Każdy wiersz jest zobrazowany wesołą, barwną i przepiękną ilustracją, która skupia się na szczegółach i dbałości o każdą kreskę. Nie są to - jak w niektórych recenzowanych przez mnie książkach dziecięcych - jedynie zarysy, "maźnięcia", ale precyzyjne dzieła sztuki.

Lekturę mogę śmiało polecić dzieciakom do lat sześciu, które mogą nauczyć się rymowanek na pamięć, poznać instrumenty oraz wyciągnąć z książeczki kilka lekcji dobrego wychowania zawoalowanych w rymowanych wierszykach. Cieszę się, że na polskim rynku wydawniczym pojawiają się coraz nowsze pozycja dla najmłodszych, co przyczynia się do ich rozwoju i poszerzania wiedzy na różne tematy.







Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dorocie z


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...