czwartek, 11 lutego 2016

Jørn Lier Horst "Zagadka zegara maltańskiego"




Tytuł oryginalny: Maltesergåten
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Wydawnictwo: Smak Słowa
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 158
Seria: Clue tom 2









Jak to dobrze, że mogłam przeczytać dwa pierwsze tomy serii jedna po drugiej... Jak to źle, że nie mogę od razu sięgnąć po kolejne.... Ech... nie mogę się doczekać ponownego spotkania z młodymi bohaterami. Ale zanim zacznę marudzić to zapraszam ponownie do Norwegii, na drugie spotkanie z detektywami-amatorami.

Po rozwikłaniu tajemnicy człowieka z tatuażem Cecilia, Une, Leo i Egon nie zamierzają siedzieć bezczynnie przed pensjonatem i prowadzić jedynie uprzejmych pogawędek z gośćmi.
Zwłaszcza, że w związku z remontem części prywatnej pensjonatu Cecilia zamieszkuje pokój nr 118 i słyszy w nocy dziwne odgłosy z zewnątrz... jakby ktoś chciał się dostać do środka... Ponadto jeden z gości - zegarmistrz Frank Kobolt - czyta gazetę sprzed roku... Jest tam mowa o zuchwałym napadzie na jubilera w Oslo. Straty są ogromne a oprócz złota i biżuterii ginie unikatowy Zegar Zakonu Maltańskiego. Trzy tygodnie po włamaniu, policji udaje się zamknąć w więzieniu tylko jednego złodzieja, którym okazuje się być mieszkaniec domu Wiganderów w Zatoce Okrętów - Levi Hildonen. Odzyskano tylko część skradzionych skarbów, reszta pozostaje w niewiadomym miejscu. Jednak sprawy wymykają się spod kontroli, bowiem Leviemu udaje się uciec... Czy uda się do miejsca ukrycia łupów? Czy dowiemy się kto był jego wspólnikiem? Co wpłynęło na taki wybór sposobu życia przez Leviego?

W pensjonacie aż roi się od nowych gości, przyjeżdżają, odjeżdżają. Jedni wydają się młodym detektywom podejrzani i wymagają szczególnej uwagi, a także zręcznego manewrowania czasem (który jest częścią filozoficznych prawd w tej książce). Ten tom ma zupełnie inny schemat fabuły, oparty na innych wskazówkach i w dość odmienny sposób prowadzi przyjaciół do finału. Choć droga będzie skomplikowana, pełna niebezpieczeństw i zaskoczeń. Każdy z nas wie, jak ważne w poszukiwaniu skarbów jest odnalezienie mapy i klucza, prawda? Dzieciaki znalazły obie te rzeczy, udali się na eksplorację domu Wiganderów, odkryli dlaczego zegar w pensjonacie nie chodził od roku (właściwie to odkryła to Cecilia wraz z Koboltem - był to ogromny szok dla niej), uświadomili mi jak ważna jest pora koszenia trawy. Ponadto pojawiły się nowe okoliczności sprawy zniknięcia matki Cecilii oraz tajemniczy pan L. Czy ojciec dziewczynki powinien poznać prawdę o nim? Skąd wzięła się druga czerwona suknia i gdzie jest ta pierwsza? Czy młodzi i dzielni mieszkańcy norweskiej wioski odnajdą skradzione z Oslo skarby? Czy strach nie będzie silniejszy? Jedno jest pewne - sam finał tej sprawy jest bardzo bogaty w wydarzenia mrożące krew w żyłach...

Podobnie jak w pierwszym tomie, tak i tutaj, książka jest doskonale przygotowana dla młodego czytelnika: czcionka, długość rozdziałów, prosty język, konstrukcja fabuły. Na początku książki autor przedstawił nam krótką charakterystykę naszych głównych bohaterów a na końcu pogłębimy wiedzę o czasie. Gdyby ktoś sięgnął po "Zagadkę zegara maltańskiego" bez znajomości pierwszego tomu, znajdzie tu sporo skrótowych informacji kto kim jest i co działo się w życiu bohaterów wcześniej. Jednak polecam czytanie we właściwej kolejności, nie zepsujecie sobie dobrej zabawy odkrywając tajemnice w odpowiednim czasie. Ja osobiście jestem zafascynowana tą serią i z rosnącą niecierpliwością czekam na dalsze przygody nieustraszonych nastolatków!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB

wtorek, 9 lutego 2016

Elizabeth Flock "Emma i ja"




Tytuł oryginalny: Me & Emma
Tłumaczenie: Alina Patkowska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 304










Są takie książki, które niosą ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, które mają wręcz wywołać u czytelnika gęsią skórkę, cierpienie, ból, wzruszenie czy współczucie. Książki, które mają łatwy do odbioru przekaz, albo taki trochę ukryty. Najtrudniej czyta się te powieści, w których opisywana jest krzywda dziecka, bo to przecież najmłodsi są najbardziej bezbronni i ufni, choć czasami się zawiodą na dorosłych. Dziś właśnie chcę Wam opowiedzieć o takim problemie...

W małej mieścinie w Karolinie Północnej mieszka rodzina, w której żyje się biednie, ale szczęśliwie. Po wypłacie taty, który zajmuje się sprzedażą wykładzin, zawsze udają się na większe zakupy i tradycyjne picie oranżady. Mama jest rodzicem bardziej wymagającym, tata przymyka oko na pewne sprawy, potrafi też lepiej wysłuchać, przytulić i dać poczucie bezpieczeństwa. I takie wspomnienia taty ma ośmioletnia teraz Caroline (zwana też Carrie), bowiem któregoś dnia został on zastrzelony podczas napadu na dom. Od tamtego dnia, Caroline oraz jej sześcioletnia siostra Emma przekonują się, że może być tylko gorzej. Mama "musi" bowiem ponownie wyjść za mąż, bo nie radzi sobie z utrzymaniem domu i rodziny. Szkoda tylko, że jedynym kandydatem jest Richard, człowiek znikąd, który poniża żonę i dzieci. Który miewa napady agresji, wciąż pije piwo a dźwięk kolejno odrzucanych kapsli daje dziewczynkom pojęcie, jak bardzo już jest pijany... Kiedy Richard dostaje nową pracę na drugim końcu stanu, przerażone i zastraszone dzieci podejmują nawet próbę ucieczki z domu...Czy przymusowa przeprowadzka zmieni coś w ich życiu? Czy matka weźmie się za siebie i zacznie dbać o dzieci, by nie chodziły brudne, głodne i rozczochrane? Czy zrozumie, że jej rola polega na czymś więcej niż tylko przestrzeganiu Carrie, by się nie odszczekiwała ojczymowi i schodziła mu z drogi? Czy Libby da dzieciom miłość i poczucie bezpieczeństwa?

Są takie momenty, że to mała dziewczynka stara się dbać o matkę, pomaga jej w domowych obowiązkach a i tak wciąż słyszy wyzwiska, obelgi... Zresztą w wielu sytuacjach wie, że dostanie lanie i nawet już nie próbuje się nad tym zastanawiać, tylko korzysta z ulotnych chwil szczęścia, bo potem przecież i tak jakiś powód się znajdzie i znów nabędzie nowych zadrapań, guzów, oparzeń, siniaków czy strupów we włosach. Strach pomyśleć ile wokoło nas jest takich rodzin? A ile jest ludzi, którzy widzą takie zachowania, widzą krzywdę innych ludzi a tym bardziej dzieci i nie robią nic? W powieści też są tacy... potrafią tylko zapytać, by słysząc  odpowiedź zapewniającą, że jest dobrze, znów zacząć żyć swoim życiem ze spokojniejszym sumieniem...

"Emma i ja" to powieść obyczajowo-psychologiczna, napisana z perspektywy ośmioletniej Carrie, która jest narratorem tej książki. Prostym językiem opowiada o swoim trudnym życiu, szkole, gdzie dzieci jej dokuczają, podjęciu pracy u pana White'a, wizycie u koleżanki, w której domu dźwięk garnków i patelni podczas przygotowywania posiłku był fantastyczny, bo ze swojego domu go nie znała... Caroline opisuje swoje relacje z Emmą, odwagę młodszej siostry, ich świat i zasady w nim panujące, podobnie jak i we wspólnym pokoju.

Najbardziej poruszyły mnie opisy krzywd i razów wymierzanych dziewczynkom oraz karmienie ich psim jedzeniem, ich ucieczki, skradanie się, tworzenie całych planów, by ominąć jakoś kolejne krzywe spojrzenie rodziców. Bo wystarczyło spojrzeć nie tak jak oni tego oczekiwali i już można było się narazić na gniew... Kiedy i jak skończy się piekło, które urządza rodzinie Richard? Jak będą brzmiały odpowiedzi na pytania, które stawiałam podczas kolejnych czytanych stron?

Książka jest bardzo specyficzna i poruszająca. Nie wierzę, że człowiek który posiada serce a tym bardziej rodzinę czy dzieci nie odczuje w sposób szczególny tego, o czym przeczyta. Powieść wzbudza mnóstwo skrajnych emocji, ale - muszę napisać to szczerze - jest dość nudna. Możliwe, że jest to wynik faktu, że narratorką jest ośmiolatka i świat widziany jej oczami nie jest tak szeroki i nie obejmuje wielu rzeczy, które byłyby widziane z perspektywy dorosłego. Dziecko skupia się w życiu jednak na innych płaszczyznach, sprawach, ideałach. Zwykle, gdy książka jest bardzo interesująca to nawet gdy jestem zmuszona ją odłożyć, myślę o niej, intryguje mnie ciąg dalszy i czuję, jak dany tytuł mnie "przywołuje". W tym przypadku tak nie miałam. Owszem chciałam poznać zakończenie, ale nie odczuwałam potrzeby, by każdą chwilę poświęcić na czytanie.

A samo zakończenie? W zasadzie mogłabym podzielić je na dwie części. Część dotycząca Richarda - dla uważnego i wnikliwego czytelnika - okazuje się bardzo przewidywalna i w bardzo prosty sposób można się domyślić jej finału. Tu autorka nie zaskoczyła. Uczyniła to zaś w drugim przypadku, który nie do końca mogę opisać, bowiem zepsułabym Wam lekturę całej książki. Możliwe, że i tego można się domyślać, wszak Elizabeth Flock pozostawiła kilka drobnych wskazówek, jednak dla mnie stały się one jasne dopiero na końcu, dopiero po szokujących wydarzeniach. Tyle, że odczułam to jako pogrywanie autorki z czytelnikiem. Zabieg ten wywołał masę domysłów, szereg myśli biegnących i analizujących fabułę od początku, ale czuję się trochę.... oszukana.

Podsumowując jest to książka trudna, emocjonująca i opisująca najgorszą z możliwych krzywd - tą na dziecku. Dla mnie to powieść z półki "dobra", ponieważ zbyt wiele zabrakło jej, bym mogła czuć się w pełni usatysfakcjonowana lekturą. Jednak jeśli wiecie, że dacie radę przebrnąć przez opisy obrażeń na ciele ośmiolatki, obojętne czy czasem wrogie reakcje matki i szaleńcze ataki ojczyma, to sięgnijcie, bo może akurat to książka dla Was. A gwarantuję, że finał Was zaskoczy, choćby w połowie.







Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


poniedziałek, 8 lutego 2016

Jørn Lier Horst "Zagadka salamandry"



Tytuł oryginalny: Salamandergåten
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Wydawnictwo: Smak Słowa
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 158
Seria: Clue tom 1









Nie miałam wcześniej przyjemności poznać twórczości autora, ale kiedy moja bratnia dusza - magdalenardo - zaczęła wychwalać serię CLUE, nie mogłam się nie skusić. Czy dobrze uczyniłam?

Zapraszam Was do Norwegii, gdzie nad Zatoką Okrętów stoi pensjonat "Perła", zbudowany ponad sto lat temu przez dziadka jednej z głównych bohaterek - Cecilii. To właśnie w okolicach pensjonatu będą się rozgrywały ważne wydarzenia w życiu trójki nastoletnich przyjaciół. Na plaży Cecilia znajduje ciało mężczyzny, które leży na brzuchu i z twarzą w piasku. Oplecione przez wodorosty staje się dodatkowo przerażające. Dziewczynka jest w szoku, jednak pojawia się przy niej Leo, syn nowej zarządzającej pensjonatem, która ma zastąpić na tym stanowisku nieżyjącą od roku matkę Cecilii. Później dołącza do nich również Une - przyjaciółka Cecilii - i jej pies Egon. Między młodymi zawiązuje się bliska relacja i postanawiają jak prawdziwi detektywi rozwiązać zagadkę topielca. Obeznany w sprawach fotograficznych i komputerowych Leo zajmuje się techniczną stroną przedsięwzięcia, Cecilii przypadła rola przeglądania systemu komputerowego w pensjonacie i zdobywanie kluczy (choć to ona ma zawsze największego pietra i o wszystkim chce informować dorosłych), zaś Une zapewnia im wodny środek transportu, jakże potrzebny do śledzenia podejrzanych na wodach zatoki. Czy młodym detektywom uda się rozwiązać tajemnicę? Gdzie w tej sprawie znajduje się policja? Kto komu depta po piętach? Dlaczego zespołowi CLUE (skrót serii utworzony został od pierwszych liter imion naszych bohaterów: Cecilia, Leo, Une, Egon) wszystko idzie sprawniej niż stróżom prawa? Czy aby na pewno to co robią jest bezpieczne?

Niesamowita książka! Wcale nie uważam, jakoby miała być gorsza czy ustępować w czymkolwiek kryminałom dla dorosłych. Młodzi detektywi mają swoją bazę w pokoju na wieży, robią zdjęcia, analizują, zapisują, przeszukują zasoby internetu, podglądają przez lornetkę. Kiedy do morderstwa dochodzi również włamanie do hangaru, niedający im spokoju tatuaż, znaleziony telefon i licznie niedopałki śledztwo nabiera coraz szybszego tempa. I nikt by nie przypuszczał, że ważny głos w sprawie będzie miała również gadająca papuga! Lektura pełna wrażeń.

Bardzo ciekawych rzeczy dzieciaki dowiadują się od Starego Tima, który tłumaczy im skąd wiadomo, że będzie sztorm, po czym poznać wiatr wiejący od morza i najważniejsze - że odpowiedzi są ukryte w szczegółach! A z pozoru nic nie znaczące słowa "wiem, że nic nie wiem" Sokratesa, które powtarzały Cecilia i Une stają się kluczem. Dzięki analizie tych drobiazgów nastolatkom udaje się rozwikłać zagadkę. Jednak czy wszystko dobrze się skończy? Czy przewidzieli co tak naprawdę może się zdarzyć w zetknięciu ze złem?

Książka jest naprawdę lekturą godną polecenia i to nie tylko dla młodzieży, choć specjalnie dla młodszych czytelników format pozycji jest mniejszy, rozdziały krótkie a czcionka większa. Jednak każdego zachwyci fakt, że każda sytuacja czy wygląd bohaterów są opisane szczegółowo i łatwo sobie wszystko wyobrazić. Wartka akcja, wciąż coś się dzieje i nie pozwala się nudzić. Liczne ślady i tropy prowadzą młodych bohaterów wciąż przed siebie, pozwalając odkrywać im kolejne etapy prowadzące do finału. Język jest bardzo przystępny, dzięki czemu nawet nastoletni czytelnik nie będzie miał problemu ze zrozumieniem treści.

Pierwszy tom serii to nie tylko znalezienie zwłok człowieka z tatuażem, ale również filozoficzne przemyślenia, które mają udowadniać, że wywody na przykład Sokratesa są nam potrzebne w codziennym życiu. Notkę o tym znanym filozofie znajdziemy na końcu książki.
Wspomniałam wcześniej również o śmierci matki Cecilii - wątek ten będzie się zapewne przewijał przez wszystkie tomy serii CLUE, ponieważ w "Zagadce salamandry" nie wyjaśniło się zupełnie nic w tej sprawie. Ba, powiedziałabym nawet, że starsza pani o imieniu Ebba dając dziewczynce w prezencie zdjęcia jej matki sprzed roku, z dnia kiedy zniknęła (znaleziono ją tydzień później w wodach zatoki) wprowadza tylko mętlik, gdyż pojawia się motyw dwóch czerwonych sukienek! Nie pozostaje mi nic innego jak przeczytać kolejne tomy. Mam nadzieję, że i Wy sięgniecie.




P.S. Nie spotkałam się z tą informacją w żadnej opinii o książce i zastanawiam się czy nikt tego nie wyłapał... Autor pogubił się bowiem nieco w numerach pokoi w pensjonacie. Pokój 209 zamieszkiwał Ferit Hiddink a póżniej w również w 209 umieszczeni zostają motocykliści... Trzykrotnie sprawdzałam i mieszkają tam równocześnie :P



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB

niedziela, 7 lutego 2016

Krystyna Mirek "Rodzinne sekrety"




Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 400
Seria: Jabłoniowy sad tom 2









To już dziesiąta powieść Krystyny Mirek, która pisze ciepłe historie chwytające za serce. Dla mnie to ósme spotkanie z twórczością autorki (o poprzednich możecie poczytać TUTAJ) i wciąż mam apetyt na więcej. "Rodzinne sekrety" są drugim tomem serii Jabłoniowy sad a mimo swoich czterystu stron - przeczytałam go ekspresowo, zastanawiając się na końcu: "no dobra a gdzie ta książka?" Pozostaje mi poczekać na wieńczący losy rodziny Zagórskich tom trzeci...

Koniec tomu pierwszego pozostawił czytelnika niejako w zawieszeniu, kiedy grad strzaskał rodzinny sad, nie było pewne jak zapatrzona w niego rodzina się podniesie. Czy będą potrafili nadal stawiać czoło problemom, przeciwnościom losu, podjąć codzienne zmagania z sobą i rzeczywistością, mimo że stracili właśnie coś, co było dla nich wsparciem i opoką. Ale przecież wciąż mają siebie, wciąż mają dom, w którym zawsze jest ktoś, kto wysłucha, poklepie po ramieniu czy wytrze łzy... Cztery córki Heleny i Jana uwielbiają wracać do rodziców - Maryla, Julia, Gabrysia oraz Aniela - cztery siostry, cztery światy, cztery skrajnie różne charaktery.

W tym tomie autorka skupiła się szczególnie na życiu dwóch sióstr, dwóch samotnych matek - Anieli i Maryli (liczę, że w trzecim poświęci czas pozostałej dwójce). Jednak każda z nich inaczej odbiera samotne macierzyństwo. Aniela, najmłodsza z Zagórskich, świadomie zostawiła ojca Ani kiedy zaszła w ciążę, podjęła decyzję i teraz ze spokojem poświęca się córeczce pracując jednocześnie w księgarni z ojcem. Aniela miała zawsze najwięcej swobody, ale co za tym idzie - najwięcej tajemnic. Siedem lat temu podjęła trudne decyzje i dusiła w sobie, nikomu nic nie mówiąc. Czy dobrze zrobiła, że opuściła ojca Ani? Dlaczego to zrobiła? Nareszcie jest szansa się tego dowiedzieć, ponieważ Aniela na skutek słów ojca zaczęła rozważać podjęte wtedy decyzje. Zamierza zrobić poważny krok do przodu i wyrusza na spotkanie z ojcem dziewczynki. Czy go odnajdzie? Jak on zareaguje? Czy zrozumie? Co będzie czuła Zagórska na widok tego człowieka? Jakie podejmą kroki? Wszak w domu pod Krakowem czeka na matkę Ania... Aniela liczy się z cierpieniem, ale wie że musi spróbować coś zrobić w tej sprawie, by mieć pewność i nie gnębić się w przyszłości.

Z samotnym macierzyństwem nie radzi sobie zaś najstarsza z sióstr - niepoprawna romantyczka Maryla, która wypowiadając kiedyś nieopatrznie słowa, by mąż sobie poszedł, odprawiła go ze swojego życia. Teraz na jej głowie jest dom, praca, dwóch urwisów i nieustanna walka z debetem na koncie. Maryla nie może się pogodzić z sytuacją i wciąż szuka odpowiedniego partnera, który będzie nie tylko wparciem czy kochankiem dla niej, ale też kumplem jej dzieci. Tyle, że w głowie wciąż kołacze jej myśl, że przecież nie wszystko jeszcze stracone i że może Marcin się opamięta i do niej wróci... Ma przecież znacznie pozytywnych cech niż ta jego Paulinka... Czy Maryla  spełni swe marzenia o uczuciu? Jak zakończy się jej walka o stabilizację i partnera?

Poważne decyzje czekają również na seniora rodu - Jana, bowiem po wielu latach do kraju ma przyjechać jego brat - Alfred, któremu interesy za oceanem nie poszły tak jak by sobie życzył. Dlatego wisząca w powietrzu przez czterdzieści lat spłata spadku teraz ma dojść do skutku... Tylko z czego Jan zapłaci? Przecież nie posiada takich pieniędzy... Stary i przywiązany do rodzinnych wspomnień człowiek stanie teraz przed trudnym wyborem: dom, sad czy księgarnia... Na sprzedaż czego zdecyduje się Zagórski? Muszę przyznać, że łatwo nie będzie... ale Jan niejedną decyzją nas zaskoczy...

Księgarnia jest w rodzinie Zagórskich od pokoleń i dla nich to coś więcej niż półki z książkami, to miejsce z duszą, o które chcą walczyć do końca. Szczególne podejście Jana do klientów oraz przygotowywany przez Anielkę plan naprawczy mają podnieść dochody i obronić ich miejsce pracy. Tylko czy zdążą przed Alfredem? Jak bardzo jego przybycie zmieni życie rodziny?Jaki wpływ na zdrowie Jana będzie miała wizyta jego brata? A później jeszcze Ludwika?

Śmiech, łzy, wzloty i upadki - brzmi jak prawdziwe życie, prawda? Tak samo można w skrócie opisać "Rodzinne sekrety", w których zgodnie z tytułem nie brakuje również tajemnic i sekretów. Wychodząc na światło dzienne potrafią wielokrotnie powalić na kolana, zaszokować, wycisnąć skrywane emocje i wywołać nieoczekiwane reakcje. To kolejna ciepła powieść Krystyny Mirek, która działa jak kominek, pled czy kakao, które ogrzeją nie tylko dłonie czy stopy, ale i serce. To książka, która opowiada o miłości wzajemnej rodziców do siebie i do dzieci, o przyjaźni, która mimo konfliktów wciąż tkwi głęboko w nas. Jest też o marzeniach i nieustającej walce, by się spełniały. Co warto poświęcić, by osiągnąć szczęście? Z czego warto zrezygnować, by móc podjąć się czegoś innego? Na jakie kompromisy warto pójść?

Autorka ma wyjątkowy dar. Nawet jeśli opisuje jedną sytuację, jedno uczucie czy jeden problem to robi to tak wnikliwie, dokładnie i szczegółowo, że czytelnik wprost "wpada" w życie bohaterów, utożsamia się z nimi, czuje się z nimi związany. Piękny język, bogate dialogi, realizm, ciepło domowego ogniska to uczta nie tylko literacka, ale i dosłowna, bowiem w kuchni Zagórskich wciąż pysznią się smakołyki i pachnie ciasto... Ich spokojne do tej chwili życie (oczywiście tylko pozornie, bo w tak licznej rodzinie wciąż coś się dzieje, córki zawsze wpadną w jakieś tarapaty życiowe), nagle wkracza na ścieżkę wydarzeń, które nie tylko zmieniają ich przyszłość, ale dostarczają mocnych wrażeń.

Komu Krystyna Mirek przygotowała drogę usłaną różami (choć jednak z kolcami)? Dla kogo przygotowała łzy szczęścia a dla kogo smutku? Kto dostanie szansę na miłość, choćby po latach a kto będzie musiał poszukiwać swojego spełnienia na innym polu? Tego zapewne dowiemy się z trzeciego tomu sagi, który jeszcze się pisze, ale już wiadomo że będzie nosił tytuł "Spełnione marzenia"? Komu się spełnią....? Ja zamierzam sprawdzić a Wy?




Jabłoniowy sad:
"Szczęśliwy dom"
"Rodzinne sekrety"
"Spełnione marzenia"


Książka przeczytana w ramach styczniowych wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Oldze z


sobota, 6 lutego 2016

Becky Wilson "Absolutnie fantastyczne labirynty"




Tłumaczenie: Magdalena Korobkiewicz
Ilustracje: Lorna Anderson, Jean Claude, Samantha Meredith, Sophie Rohrbach
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 128
Wiek odbiorców: 6-10 (w praktyce śmiało mniej)










Boli mnie już dziś głowa... Wczoraj też bolała... I przedwczoraj... I tym razem nie z powodu choroby, pogody czy pracy... Z powodu mojej pięciolatki, która od świtu do późnego popołudnia ma edukacyjny ciąg. Jeśli myślicie, że wiem skąd moje dziecko czerpie nieprzerwane pokłady energii to jesteście w błędzie... Czytanie, zagadki logiczne, krzyżówki, labirynty - to ostatnio nasze wielkie hity. Od dawna uwielbiała zadania i staram się tylko, by były naprawdę rozwijające, edukacyjne, ale również wnoszące wiele zabawy. Tyle, że chwilami ja "wysiadam"...

Idealną propozycją dla kilkulatków jest prezentowana przeze mnie książeczka z labiryntami. Już sama okładka intryguje i kusi, by wyciągnąć palec i przebyć narysowane tam ścieżki... A w środku.... To istny raj. Zawartość kryje sto niesamowitych, oryginalnych i wciągających labiryntów. Wszystkie są pięknie zilustrowane a wręcz każdy to odrębna przygoda, którą może przeżyć dziecko. Część labiryntów jest tradycyjna, ze ścieżkami na których należy omijać przeszkody i unikać ślepych uliczek, jednak wiele z nich zaskakuje formą:





Niektóre zagadki zmuszają do podróżowania schodami lub po drabinie




Inne ułatwiają kontakt z naturą, choć nie zawsze jest on tak miły jak spotkanie z pandą (te przykłady należą akurat do trudniejszych, ponieważ szczeliny przez które należy się przecisnąć są czasem naprawdę trudne do wyodrębnienia, zwłaszcza u krokodyli czy parasolek):



Są zadania typowo dla dziewczynek



I dla chłopców



Choć prawda jest taka, że niezależnie od wieku i płci każdy młody odkrywca będzie chciał zwyciężyć w każdym zadaniu! Jak widać na powyższym obrazku, moja córa chłopcem nie jest a bez większych oporów a wręcz z fascynacją "jeździła" monsterem :) Podróżowała również po kosmosie, omijała zombie, jechała ze strażakami do pożaru, pomagała zdążyć pasażerom na samolot. Jest też napad na bank, galeria handlowa, mysz uciekająca przed kotem czy walka ze smokiem. Wystarczy przewrócić stronę a nowa historia otworzy przed dzieckiem wrota do wyobraźni, kreatywności, cierpliwości i radości, że udało się ukończyć zadanie i osiągnąć cel.

Labirynty polecamy oczywiście rozwiązywać ołówkiem (z gumką obowiązkowo w zasięgu ręki), jednak na potrzeby fotografowania, moje dziecię poprawiło niektóre pisakiem, żeby były lepiej widoczne, co tylko sprawiło jej dodatkową frajdę, że może po raz drugi zrobi dany labirynt. Powinnam napisać chyba, że to wspaniała zabawa dla całej rodziny, ale uwierzcie mi na słowo... to może być zbyt ryzykowne stwierdzenie, bowiem podzielić się z mamą ciastkiem to jedno a radością ze zrobienia labiryntu to zupełnie coś innego i mogłam tylko być asystentem :) Książka jest jednak, mimo to, warta polecenia! Moja córa już domaga się następnej powoli dawkując sobie radość z robienia tej i powtarza mi, że "jak się ta skończy, to żeby nowa już czekała".





Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki; część sfotografowana przed rozwiązaniem, część już po



Za możliwość spędzenia czasu w świecie labiryntów
dziękujemy Pani Dagmarze


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...