poniedziałek, 17 listopada 2014

Teresa Monika Rudzka "Zawsze będę Cię kochać"




Autor: Teresa Monika Rudzka
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 366











Teresa Monika Rudzka pracowała już jako bibliotekarka, agentka ubezpieczeniowa oraz sekretarka. Obecnie zajmuje się dziennikarstwem pisząc do magazynów dla kobiet, a także pisarstwem - wydała już cztery książki. Zadebiutowała powieścią "Bibliotekarki" w 2010 roku. Najnowsza książka jest zupełnie odmienna od dotychczasowej twórczości, jest to bowiem autobiografia. I to nawet bardzo szczególna...

Wielokrotnie w życiu słyszałam, iż nie ma gorszej rzeczy niż doczekanie śmierci własnego dziecka. Nawet jeśli dziecko to ma ponad trzydzieści lat. Ja, jako obca osoba, znacząco odczułam październikowe odejścia młodych ludzi: Anny Przybylskiej (aktorka, matka trójki małych dzieci) oraz Dariusza Kmiecika (dziennikarz) z żoną i synkiem. To byli ludzie w moim wieku! Co musieli czuć ich rodzice?

Autorka doskonale wie co czuje matka w chwili śmierci dziecka. Nawet jeśli jest to śmierć niejako spodziewana, gdyż spowodowana ciężką chorobą - rakiem. W grudniu 2012 roku córka autorki - Żywena - była pół roku po ślubie. Miała urodę, męża, plany na przyszłość. Jednak pojawiające się złe samopoczucie doprowadziło do badań lekarskich, które wykazały u kobiety glejaka wielopostaciowego, czyli nieoperacyjnego guza mózgu w czwartym stopniu złośliwości. Żywena zmarła w lutym 2013 roku mając trzydzieści dwa lata. Książka jest hołdem  złożonym córce przez matkę. Na potrzeby literackie nazwisko Żyweny zostało zmienione na Anastazja Bojanowa-Montgomery a autorka nazywa ją pieszczotliwie Nastusią.

Powieść jest zbiorem e-maili, które matka pisze do swojej nieżyjącej już córki. Spora ich część zaczyna się od słów "kochana córeczko" czy "kochana Nastusiu" i zawiera całą gamę matczynych uczuć i emocji. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak czuła się autorka podczas pisania tych wiadomości... Jako matka mogę się tylko domyślać. Maile są w większości czymś w rodzaju pamiętnika, gdzie matka opisuje swoją codzienność, zwykłe sprawy takie jak przygotowania przedślubne Nastki, ulubione filmy, książki czy sztuki. Porusza też sprawy banalne wręcz: pogoda, swój strój danego dnia, kłótnie z babcią Nastki.
Matka sporą część swojego czasu poświęca na Facebooka, gdzie wymienia się informacjami ze znajomymi córki, publikuje zdjęcia. Jest to kolejny, oprócz spotkań z psychologiem i pisania książki, sposób na terapię. To właśnie Ci znajomi i mąż Anastazji są współtwórcami tej publikacji, bowiem poznajemy również ich punkt widzenia bohaterki i emocje po jej śmierci. Na rozważania tych osób autorka poświeciła wiele rozdziałów. Dotyczą one wspominek o żywej Nastce, okoliczności jej choroby a później reakcji po śmierci. Są również szczegóły dotyczące pogrzebu, mowy, zdjęć i planów sprowadzenia prochów do Polski.

"Zawsze będę Cię kochać" sugeruje tym tytułem łzawy romans z happy endem, jednak każdy kto sięgnie po książkę z takim zamierzeniem czytelniczym rozczaruje się. Jest to bowiem historia oparta na faktach (zawierająca jedynie fragmenty fikcji literackiej, do której autorka przyznaje się w przedmowie), a dotycząca ogromnej miłości łączącej matkę i córkę. Życie toczy się dalej, dzień za dniem, a matka musi sobie poradzić ze stratą największą i najdotkliwszą z możliwych - stratą dziecka. Czy utrwalenie wspomnień, listów i rozmów na kartach książki jest dobrym pomysłem?

Tej lektury nie potrafię ocenić, polecić, zakwalifikować, zachwalać czy odradzać. Bardzo mnie ona wzruszyła, chwilami zdenerwowała podejściem niektórych osób do pewnych spraw a na pewno dotknęła moich macierzyńskich uczuć. Jako matka uważam, że nie można oddać słowami recenzji tego, co matka-autorka miała nam do przekazania. Albo przeczytacie książkę albo nie. Albo tego doświadczycie literacko albo odpuścicie ze względu na swoją wrażliwość. Przerwy podczas czytania są niezbędne dla zachowania równowagi psychicznej i choć pozornego spokoju serca. Przynajmniej tak było w moim przypadku. To naprawdę niezwykła, mocna i trudna lektura.




Książkę przeczytałam w ramach październikowych wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice
z Wydawnictwa


niedziela, 16 listopada 2014

Melania też zaliczyła!

Wczoraj wieczorem swój link do przeczytanej lektury - w ramach wymyślonego przeze mnie Indywidualnego wyzwania  czytelniczego - przesłała mi Melania.



Pod recenzją książki już wczoraj skrobnęłam parę słów.
Dziś oficjalnie i wobec wszystkich moich czytelników ogromnie gratuluję Melanii! Cieszę się tym samym, że czwarta już osoba zakończyła swoje wyzwanie z podwójnym sukcesem: przeczytała przed czasem lekturę a do tego zadeklarowała chęć sięgnięcia po inne dzieła autorki.

Bardzo się cieszę, że ten mój pomysł do czegoś fajnego się przydaje :)

A tutaj możecie znaleźć recenzję Melanii - Hanna Cygler "3 razy r"


Teraz trzymamy kciuki już tylko za magdalenardo!

Ale miejcie się na baczności, gdyż na początku nowego miesiąca pojawi się nowa odłona :)

sobota, 15 listopada 2014

Smaczne kąski, czyli nie samą literaturą człowiek żyje

Kocham czytać, ale to już wiecie :)
Ale żeby mieć siły czytać trzeba coś jeść. Podczas długiego weekendu popełniłam zapiekankę ziemniaczaną.
Magdalenardo pod postem konkursowym napisała, że powinnam testować potrawy, których przepisy mi podajecie.... Pomysł taki był, ale z powodu zawirowań życiowych nie wiem czy zdążę.

Jednak zapiekanka powstała niejako w nawiązaniu do Jesiennego konkursu "Kulinarna jesień" - o którym tak przy okazji przypominam - macie czas do 20 listopada jeszcze!

Do konkursu zostały zgłoszone dwie zapiekanki. Przepisy przeczytałam mężowi, ale że niektóre składniki nam nie pasowały smakowo, to po modyfikacji powstało:




A oto środek:



Ziemniaki, kiełbasa, kukurydza, pieczarki z cebulką, ser żółty a na wierzchu jajka połączone ze śmietaną, które się świetnie zapiekły :)
Pychotka!

Kto dziś robi zapiekankę?? :)



* * *
W lewym pasku bocznym pojawiła się Pod hasłowa ankieta - zachęcam do głosowania :)

* * *
A będąc w temacie wyzwania chciałam poinformować, że uzupełniłam podsumowanie października o linki, tytuły i cyfry. Przepraszam zwłaszcza kwiatusię i Sylwuch - dziewczyny widziałam komentarze, ale zwyczajnie nie miałam kiedy tego zrobić. Jak widać po blogu postów jest mniej i to raczej książki z poprzedniego miesiąca opisuję. Wstyd się przyznać, ale jak spojrzę w kalendarz... a tu dopiero drugą książkę w listopadzie czytam :(  Taki trudny mam czas...

Przypominam też, że aby zaliczyć edycję listopadową trzeba przeczytać minimum 2 książki - każda z odmiennego bieguna: szczęście i nieszczęście. Na chwilę obecną zaledwie 3 osoby mają zaakcpetowany komplet lektur.
Trzymam kciuki i czekam na linki! :D

środa, 12 listopada 2014

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna"



Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: październik 2014
Liczba stron: 232
Seria: Szukaj mnie wśród lawendy tom 1











Pamiętam moment, kiedy na blogu Agnieszki Lingas-Łoniewskiej czytałam o urlopie w Chorwacji. Pamiętam jak dziś, gdy wspominała o rodzących się w głowie pomysłach dotyczących nowej książki z fabułą osadzoną właśnie w tym kraju. Czas płynie jak szalony i z planów zrodziła się całkiem realna i namacalna książka. Z ogromnym napięciem oczekiwałam na krakowskie Targi Książki, ponieważ to wtedy właśnie liczyłam na przygarnięcie jej do mojej biblioteczki. A że klimat Chorwacji pachnącej lawendą potrafi skutecznie odpędzić jesienną chandrę to uważam, że aktualny czas jest doskonały na oddanie się lekturze.

Zuzanna Skotnicka ma trzydzieści trzy lata, mieszka we Wrocławiu i pracuje jako dyrektor sprzedaży w koncernie farmaceutycznym. W jej życiu najważniejsze są wyniki, tabele, analizy i miliony cyferek. Z powodu swojego pracoholizmu jest nawet nazywana "Żyletą". Czyżby z powodu tego, że jest wymagająca, konkretna i konsekwentna? Zuza nie ma życia prywatnego, jest singielką, jednak wspomina swoją miłość sprzed szesnastu lat? Dlaczego pozostała ona tylko bolesnym wspomnieniem? Co wydarzyło się wiele lat temu, że Zuzanna wciąż nie znalazła sobie partnera?

Zuzka ma jednak dwie siostry: bliźniaczkę Zosię oraz młodszą od nich o trzy lata Gabrysię oraz przyjaciółkę Kaśkę. Jednak żadna z nich nie mieszka we Wrocławiu, co właściwie daje bohaterce możliwość do spędzania całego dnia w pracy. Zosia wraz z rodziną mieszka w Warszawie, Kaśka w Krakowie a Gabrysia w Chorwacji właśnie. Aż nagle najmłodsza siostra wpada na pomysł, jak wyrwać pracoholiczkę na urlop. Plan jest taki, że bliźniaczki przyjadą do niej wraz z Adamem (mężem Zosi), który w lawendowym kraju planuje zorganizować jubileusz firmy. Nie byłoby o czym pisać, gdyby Zuza jednak do Chorwacji nie poleciała. Jak udało jej się wyrwać z pracy tuż przed  ważnym podsumowaniem sprzedażowym? Tego nie zdradzę, ale zdradzę za to inny kąsek - Zuza nie wie, że wyjazd ten namiesza znacznie w jej życiu uczuciowym. W firmie Adama pracuje bowiem ktoś, kogo kobieta zna i do kogo ma ogromny żal. Mężczyzna ten jest za to w innej sytuacji - wie, że rudowłosa piękność pojedzie z nimi, jednak nie wie jak podjąć próbę rozmowy z nią? Kim dla Zuzy jest ten człowiek? Czy uda mu się nawiązać rozmowę? Jak na jego widok zareaguje Skotnicka? Oj, będzie się działo....

Dotychczas miałam okazję poznać dwie książki autorki i obie zasiały we mnie chęć do poznawania dalszej twórczości Agnieszki. Jednak ani "Łatwopalni" ani "Zakład o miłość" nie były napisane tak dojrzałym językiem, o okolicznościach przyrody nie wspominając! Czytając historię Zuzanny, niemal czułam oszałamiający zapach lawendy a oczami wyobraźni widziałam fioletowe połacie kwiatów. Fabuła osadzona w pięknej Chorwacji porwała mnie i dała namiastkę wakacji. A dodam, że nie miałam jeszcze okazji zwiedzania tego państwa.
Muszę szczerze przyznać, że początek książki dość brutalnie wywołał we mnie pytanie "Czy to na pewno jest powieść Łoniewskiej?" W porównaniu do dotychczas poznanych książek autorki leniwe wręcz pierwsze strony zasiały we mnie niewielką niepewność, czy aby jest to książka, która zdoła mnie porwać...? Ale jak przystało na autorkę kolejne strony i rozdziały rozpostarły nade mną skrzydła świetnej polskiej powieści a napływające emocje nie pozwalały na odłożenie lektury na półkę.

Niniejsza publikacja jest pierwszym tomem trylogii o trzech siostrach, o ich życiu, problemach i miłościach. Każdy tom dotyczy innej kobiety, choć w już w pierwszym dostajemy zarys i przedsmak tego, o czym przeczytamy w przyszłych. Autorka, by wprowadzić czytelnika w klimat powieści, zdradza już małe "smaczki" z przeszłości Zosi i Gabrysi. A już totalnym zaskoczeniem okazał się dla mnie fragment tomu drugiego na końcu książki! Zatem jeśli lubicie twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie przegapcie jej najnowszej trylogii. A co jeśli nie lubicie lub nie znacie? Może to właśnie ta seria zdoła Was zachęcić do czytania. Ja w każdym razie polecam.





Książka przeczytana w ramach październikowych wyzwań: Z literą w tle, Czytam opasłe tomiska, Czytelnicze marzenia 2014, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Autorce


oraz

sobota, 8 listopada 2014

Bahia Bakari "Cudownie ocalona"



Tytuł oryginału: Moi Bahia, la miraculee
Współpraca: Omar Guendouz
Tłumaczenie: Zuzanna Przypkowska
Wydawnictwo: Hachette Polska
Data wydania: 2010
Liczba stron: 160
Seria: Niesamowite historie










Bodajże w zeszłym roku zakupiłam od jednej z blogerek kilka książek wydawnictwa Hachette, które oparte na faktach poruszają wrażliwe serca. Między innymi moje. Z jednej strony lubię tego typu literaturę (lub filmy), gdyż jest taka jakby bardziej realna, oddaje faktycznie przeżyte emocje. Inaczej oddziałuje na mnie niż literatura oparta jedynie na wyobraźni pisarza. Druga strona literatury faktu jest jednak taka, iż straszliwie mnie wzrusza, wywołuje ogromny wzrost adrenaliny i doprowadza do stanu silnego wzburzenia tragedią ludzką. Również niniejsza publikacja - "Cudownie ocalona" - po którą sięgnęłam jako pierwszą, dała mi wiele poruszających momentów.

Wyobraźcie sobie, że jesteście trzynastolatką mieszkającą we Francji, której korzenie sięgają Komorów na Oceanie Indyjskim. Wasz ojciec ciężko pracuje jako śmieciarz, i mimo że jest dumny ze swojej pracy, to z odłożonych pieniędzy jest w stanie kupić tylko dwa bilety na wakacyjny pobyt w rodzinnych stronach. Na pewno poleci Aziza - matka nastolatki, jednak decyzja o tym, czy poleci Bahia może jeszcze ulec zmianie. Obie przedstawicielki płci pięknej mają niejasne przeczucia co do zbliżającej się podróży. Obie robią rzeczy, których normalnie by nie zrobiły. Czy to stres wywołany strachem przed lataniem? A może przed dwudziestoczterogodzinną podróżą i międzylądowaniem? A może to po prostu intuicja?

Prawdą jest, że 30 czerwca 2009 roku Airbus 310-300 z ponad 150 pasażerami na pokładzie zniknął nagle z radarów, na chwilę przed podejściem do lądowania. Bahia była jedyną osobą, która przeżyła tą katastrofę lotniczą. Dziewczynka była jednak przekonana, że wyglądając przez okienko po prostu wypadła z samolotu a mama zdążyła już wylądować i czeka na nią na lotnisku. Bahia uchwyciła się fragmentu samolotu i przez dziewięć godzin dryfowała walcząc ze zmęczeniem, zimnem, głodem i tęsknotą. Jak musiała się czuć trzynastolatka, która nieświadoma wydarzeń tęskniła za mamą? Liczyła, że może zdoła się jakoś uratować i przytulić do niej... Bahia ostatkiem sił próbowała utrzymać się na fragmencie samolotu a jej myśli skierowane były do taty i młodszego rodzeństwa. To właśnie dzięki tym chwilom refleksji poznałam rodzinę dziewczynki i najlepszą przyjaciółkę.
Jak to się stało, że Bahia została uratowana? Kto wyciągnął do niej pomocną dłoń? Jak rozległe były jej obrażenia? W jaki sposób wróciła do domu? A przede wszystkim kto przekazał jej, najgorszą z możliwych wiadomości, czyli tę o śmierci mamy?

"Cudownie ocalona" to niezbyt obszerna książeczka, jednak emocji w niej znaleźć można ogrom. Nie ukrywam, że łza mi się w oku kręciła wielokrotnie. Jest to bowiem relacja Bahii z najtrudniejszych chwil w jej życiu napisana przy współpracy Omara Guendouza. Wszak to niecodzienne wydarzenie, że komuś udaje się - jako jedynemu - przeżyć katastrofę lotniczą. To przecież nie wypadek samochodowy, gdzie szanse są chyba jednak większe. A tutaj nastolatka spada z dużej odległości, na dodatek do słonej i zimnej wody a po spędzeniu w niej wielu godzin dowiaduje się prawdy o tym dniu i jego skutkach. Jeśli chcecie poznać historię cudu i myśli Bahii podczas dryfowania po wodach oceanu to gorąco polecam Wam lekturę.




Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Z literą w tle, Pod hasłem, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...