sobota, 7 lipca 2012

Gert Godeng "Matka wszystkich Huraganów"

Z okładki: Fredric Drum jedzie na zasłużone wakacje do Meksyku. Sielankę przerywa mu jednak, nie tak zupełnie niespodziewanie, jego wuj, detektyw Skarphedin Olsen, który dzwoni z wiadomością, że jeden z przyjaciół Fredrica, archeolog, zaginął w Meksyku. Skarphedin kontaktuje go z lokalną policją, ten zaś przy okazji poszukiwania przyjaciela zostaje wciągnięty w zakrojone na szeroką skalę polowanie na masowego mordercę, walkę polityczną oraz badania nad starym językiem pisanym Majów.

Moja opinia: Na początku książki autor wprowadza nas w klimat opisując dokładnie jak zbliża się i uderza huragan - straszny żywioł. Czytając miałam przyspieszony rytm serca. Spadające ciśnienie powietrza, zmieniający się kierunek i ludzie, którzy wiedzą co nadchodzi...
Oczywiście pojawia się też morderca, który zostawia bardzo pokrętne wskazówki, "chce" by go odnaleźć, ale tylko dzięki inspektorowi doktorowi Fredricowi Drum udaje się go zdemaskować. Udaje mu się również rozwikłać drugą sprawę. Wszystko to bez obecności wuja. Jedna z lepszych części tej serii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytałaś/-łeś to co napisałam, napisz co o tym myślisz, będzie mi miło :)

Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...