wtorek, 29 lipca 2014

Jennifer E. Smith "Tak wygląda szczęście"



Tytuł oryginalny: This is What Happy Looks Like
Tłumaczenie: Beata Hrycak
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: styczeń 2014
Liczba stron: 400












Jeszcze kiedy chodziłam do liceum, pisanie papierowych listów było bardzo popularne. Pamiętam, że wymieniałam je ze znajomymi, tymi starymi i nowo poznanymi, a przede wszystkim z przyjaciółką z podstawówki. Internetowe kontakty nie były wtedy tak rozpowszechnione jak teraz. Z uwagi na profil matematyczno-informatyczny przez całe liceum miałam kontakt z komputerem, ale korzystaliśmy wtedy z "irca" a nie maili, gg czy Skype'a. Wyobrażacie sobie obecny świat bez błądzących po sieci wiadomości?

To właśnie za sprawą pewnego maila, w którego adres wkradł się błąd literowy, dwoje ludzi rozpoczyna imponującą wymianę poglądów życiowych. Książka rozpoczyna się prologiem, w którym mamy okazję poznać treść maili z 7 marca. Od samego początku dostrzegalna jest nić porozumienia między rozmówcami okraszona sporą dawką humoru. A wszystko za sprawą Wilbura (który nie jest psem), który z powodu obsuwy w pracy właściciela, musi zostać wieczorem wyprowadzony. Mail trafia nie do właściwego adresata i tak oto rozpoczyna się historia znajomości dwojga młodych ludzi mieszkających na różnych krańcach Stanów Zjednoczonych. Gdy nie widzimy drugiej osoby przed sobą jest nam łatwiej wyjawić swoje marzenia, poglądy, nadzieje. Nawet żarty udają się nam się lepsze. I tak też było i tutaj. Oboje czekali na nową wiadomość w skrzynce i oboje czuli się szczęśliwi. Jednak co stanie się kiedy ich tajemnice wyjdą na jaw?

Ona - nastoletnia dziewczyna mieszkająca wraz z matką w małej miejscowości Henley w stanie Maine. Uciekły tutaj przed przeszłością związaną z ojcem dziewczyny. Żyją skromnie, ale szczęśliwie. Największym marzeniem Ellie jest wyjazd na wakacyjny kurs poezji zorganizowany na Uniwersytecie w Harvardzie, jednak kwotą jaką trzeba zapłacić jest dla dziewczyny wręcz astronomiczna. Spokój mieszkańców miasteczka ma zostać zburzony w czerwcu, kiedy to piękne plaże przeżyją najazd turystów. Dodatkową atrakcją ma być pojawienie się ekipy filmowej, która z tajemniczych powodów wybrała akurat Henley na plan najnowszego hollywoodzkiego hitu. Dwie filmowe gwiazdy Olivia Brooks oraz Graham Larkin ściągną zapewne kolejne tłumy wielbicieli. A Ellie tak bardzo nie lubi tłumów...

On - siedemnastolatek mieszkający w Kalifornii, którego kariera nabrała rozpędu i nawet kosztem spotkań z rodzicami, musi podporządkować się grafikowi i swojemu agentowi. By nie odczuwać samotności, kupił sobie zwierzątko - Wilbura. Kiedy tylko może skrywa się pod daszkiem swojej czapki i stara się żyć jak normalny nastolatek. Oprócz twarzy stara nie ujawniać również nazwiska, woli dać się poznać jako zwyczajny człowiek, z uczuciami, tęsknotami i marzeniami. Na ile ukrywanie swojej tożsamości okaże się być przydatne?

Kiedy - nieoczekiwanie dla Ellie - dojdzie do spotkania z posiadaczem Wilbura, rozpoczną się prawdziwe wakacje i niesamowite emocje. Czy młodzi będą potrafili ze sobą rozmawiać równie swobodnie jak poprzez Internet? Czy wyjdą na jaw długo skrywane sekrety? Jak na ich znajomość zareaguje najlepsza przyjaciółka Ellie - Quinn a jak matka dziewczyny? Czy uda jej się zebrać fundusze na wymarzony kurs poezji? O tym przeczytacie już w książce.

Muszę przyznać szczerze, że kiedy miałam rozpocząć lekturę "Tak wygląda szczęście", nie sądziłam że będzie to tak udana powieść. To chyba za sprawą faktu, że nie znałam do tej pory twórczości autorki. Jennifer E. Smith stworzyła bardzo wyrazistych bohaterów, świetną fabułę, która choć przewidywalna, była tak urozmaicona przygodami młodych ludzi, tajemnicami z przeszłości czy skandalami filmowego światka, że czytelnik nie ma czasu na rozmyślanie o pieleniu ogródka czy robieniu dżemu - musi po prostu czytać. Jak pędzony wydarzeniami z dobrego kryminału, gdyż ciekawy jest zakończenia. A nie jest ono takie przewidywalne, jak mogłoby się wydawać. Liczyłam na inne...

Dodatkowym atutem książki jest szansa poznania planu filmowego "od kuchni". Rekwizyty, kostiumy, nauka roli, powtarzanie ujęć czy czyhający ba gwiazdy reporterzy i dziennikarze - niby znamy to wszystko, ale dzięki powieści możemy poszerzyć wiedzę o wiele ciekawych szczegółów. Autorka sporo miejsca poświęciła również relacjom rodzinnym pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny Ellie, jak było w przeszłości a jak jest teraz. Jest też Graham Larkin i jego próba odbudowanie relacji z rodzicami.

"Tak wygląda szczęście" zadziwiło mnie zaklasyfikowaniem do literatury dla młodzieży. Długo myślałam czy fakt, iż bohaterowie są nastolatkami jest jedynym tego powodem i stwierdzam, że mam inny. A jest to mianowicie poszukiwanie czarnych księżyców, które niby są, ktoś o nich słyszał, ktoś czytał a tak naprawdę trudno je odnaleźć i skosztować. Jednak Graham podjął się tego zadania i ten właśnie wątek przywodzi mi na myśl opowieści typowo młodzieżowe z nutką detektywistyczną.

Przed każdym rozdziałem powieści znajdują się krótkie maile z korespondencji Ellie z tajemniczym G. Sporo miejsca poświęcają oni szczęściu i wymieniają kolejno co może nim być: poznawanie nowych ludzi, miłe niespodzianki, zmiana pór roku, odwiedzanie nowych miejsc, wschody słońca, wieczorne spacery, poezja czy burze z piorunami. A czym jest dla Ciebie szczęście?




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Z literą w tle, Czytam opasłe tomiska, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Marcie z Wydawnictwa Bukowy Las

poniedziałek, 28 lipca 2014

Dwie ważne wiadomości

Pamiętacie mój najnowszy wyzwaniowy pomysł?


Uroczyście informuję, iż Sylwia zakończyła wyzwanie i to przed czasem - oczywiście sukcesem! :)
Oto jej rozliczenie się: Agatha Christie - "I nie było już nikogo"



GRATULUJĘ!!! :) I rozpoczynam polowanie na kolejną ofiarę :D
Cieszę się, że mój pomysł do czegoś się przydał.

* * *

Mam też apel do Kasi Roszczenko - Kasiu odezwij się do mnie! Nagroda czeka



Też macie taką niemoc twórczą? Przeczytane mam dwie książki a weny do napisania recenzji - totalnie zero :(

sobota, 26 lipca 2014

By uprzyjemnić komuś weekend - wyniki szybkiej rozdawajki



Jako, że to szybka rozdawajka to i wyniki będą szybko :) Dziękuję wszystkim za udział i gratulacje licznikowe - to dzięki Wam te piękne cyferki :)

Wśród wszystkich zgłoszeń wzięłam pod uwagę te prawidłowe, czyli zawierające informację o książce do przeczytania oraz komentarz zamieszczony we właściwym czasie (piątek do 20-stej).

Nowym posiadaczem książki jest....
....
....
....
Kasia Roszczenko!


Gratuluję i proszę o przesłanie danych adresowych na mojego maila ( w zakładce Współpraca).

wtorek, 22 lipca 2014

Zanim powstanie recenzja, czyli mało ważny misz-masz

Wybieracie się na 18 Targi Książki w Krakowie w październiku 2014? Ja tak. Nie wiem jeszcze w które dni - to zależy od różnych życiowych spraw - ale będę. Mam już nawet zapewnioną darmową wejściówkę na całe Targi :) Chcecie też? Nic prostszego - zapraszam po szczegóły TUTAJ.

######

Dzisiejszy post, jak mówi tytuł, jest informacyjny a i nowej recenzji nie mam. Książka się czyta, jest obszerna a nie będę publikować postów dla samej idei. Mam za to podziękowanie - dla Was. W niedzielę 20 lipca licznik wyświetleń pokazał zawrotne cyferki - zobaczcie, bo udało mi się je upolować:



Dziękuję!!!

Jako więc, że to ja uchwyciłam owe liczby to zadania dla Was nie będzie. Ale dzięki małemu zamieszaniu w Znaku / Między słowami, otrzymałam drugi egzemplarz "Domu na plaży" Sarah Jio - wydanie przed ostateczną korektą. Jeśli jednak ktoś miałby ochotę i nie przeszkadza mu ten fakt, że książka wygląda tak:


...to zapraszam na małą rozdawajkę, bo przecież treść jest taka sama :) Moją recenzję możecie przypomnieć sobie TUTAJ
Rozdawajka jest skierowana do stałych czytelników mojego bloga, a nie tylko dla tych, którzy przywędrowali zachęceni słowem "konkurs" w tytule posta.
Co trzeba zrobić, by wygrać książkę? Zgłosić się w komentarzu, czekam do piątku do godziny 20:00. Można  obserwować, ale nie trzeba. Baneru nie ma, informować nigdzie nie trzeba. A by nikt nie miał wątpliwości jak ma się rozdawajka do Ustawy to proszę o napisanie - krótko - jaką książkę ogromnie chcielibyście przeczytać a jakoś do tej pory nie wychodziło i dlaczego.


A ja zmykam czytać, by kolejną recenzją móc się pochwalić :D

niedziela, 20 lipca 2014

Erica Spindler "Stan zagrożenia"



Tytuł oryginału: Cause for Alarm
Tłumaczenie: Krzysztof Puławski
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 496











Erica Spindler, amerykańska autorka znana czytelnikom głównie z pisania thrillerów, już od dawna widniała na mojej liście, jako autorka, którą koniecznie muszę wreszcie poznać literacko. Niniejsza książka pisarki od kilku miesięcy stała zresztą na mojej półce, jednak z powodów rodzinnych nie mogłam zapoznać się z nią wcześniej (Pani Moniko dziękuję za ogromne pokłady cierpliwości). Jednak podobnie jak w powiedzeniu o winie, że im starsze tym lepsze, tak i w przypadku lektury "Stanu zagrożenia" czekanie spotęgowało moje emocje.

John Powers to mężczyzna sprytny, ale i ostrożny, który z łatwością wtapia się w tłum i nie lubi zamieszania wokół swojej osoby. Dlaczego? Jest bowiem płatnym mordercą na usługach rządu, choć aktualnie jego działalność stała się prywatna, co z kolei przyciągnęło uwagę jego przełożonych i kolegów po fachu. Powers to człowiek bez uczuć, dla którego śmierć innych to wyzuty z emocji epizod w życiu. Powers już w prologu wprowadza czytelnika w klimat książki, kiedy to w Waszyngtonie morduje Sylwię - swoją byłą kochankę - oraz będącego z nią senatora. Zanim odbierze Sylwii życie, próbuje dowiedzieć się, gdzie przebywa jej dziewiętnastoletnia córka - Julianna, która jest w ciąży z Powersem, była przecież jego grzeczną dziewczynką. Do czasu, gdy uciekła ratując siebie i nienarodzone dziecko przed chorym psychicznie Powersem, który żądał usunięcia płodu.

Akcja książki przenosi nas następnie do Mandeville, małej miejscowości w południowej Luizjanie, gdzie w pięknej rezydencji mieszkają Kate i Richard Ryanowie. Zbliża się koniec roku, więc małżeństwo dokonuje podsumowań i jedynym czego brakuje im do szczęścia idealnego jest dziecko. Wyniki badań, jakim się poddali wykazały, że to Richard nie może spłodzić potomka, co wpłynęło na niego bardzo przygnębiająco. Piękna żona z własnym, wymarzonym biznesem, rezydencja i plany sięgnięcia po stanowisko prokuratora okręgowego nie sprawiają jednak, iż wstaje rano z uśmiechem na twarzy. Gołym okiem dostrzega, że Kate nieustannie, codziennie, oficjalnie i ukradkiem marzy o dziecku. Dlatego mężczyzna w ramach prezentu gwiazdkowego ofiarowuje jej zgłoszenie do programu adopcyjnego w organizacji Citywide Charities.

By wydarzenia mogły nabrać tempa, łatwo domyślić się, że po wielu przeszkodach do tejże organizacji dotrze również Julianna, która będzie chciała oddać swoje dziecko do adopcji. Jest zbyt młoda, bez przyszłości a jedynie z przeczuciem, że Powers ją ściga i jeśli znajdzie, różnie to się może skończyć. Kiedy dziewczyna przegląda dokumentację rodzin pragnących przyjąć dziecko, jej uwagę przyciąga zgłoszenie Ryanów, a zwłaszcza wypowiedzi Richarda, które sprawiają, że Julianna zakochuje się i postanawia zrobić wszystko, by zdobyć tego mężczyznę. W tym celu obmyśla sprytną intrygę i wprowadza ją w życie "krok po kroku". Nieświadomi niczego Ryanowie cieszą się myślą, że już wkrótce zostaną rodzicami. Jeszcze nie wiedzą jak bardzo zmieni się ich życie, gdy pod ich dach trafi maleńkie i niewinne dziecko, które pociągnie za sobą całą lawinę zdarzeń. Czy plan Julianny się powiedzie? Co zmieni w życiu Ryanów pojawienie się dziecka? Czy Powersowi uda się odnaleźć Juliannę i jej dziecko? Jaką rolę w życiu pozornie obcych ludzi odegra ten psychopatyczny morderca?

"Stan zagrożenia" nie jest historią o tropieniu mordercy ani o zbieraniu dowodów zbrodni a mimo to, wciąż czułam napięcie. A dokładniej tytułowe zagrożenie. Pomimo faktu, że byłam tylko czytelnikiem, tylko obserwatorem wydarzeń literackich, czułam że jestem jedną z bohaterek tej kunsztownej powieści. Styl pisarski autorki bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ jest prosty i obrazowy. Łatwo jest sobie wyobrazić opisane sytuacje wczytując się w poszczególne zdania, aż w którymś momencie można zapomnieć, że świat literacki dzieli od rzeczywistości niewidzialna i cienka linia. Ale uwielbiam takie właśnie lektury, bo taki przecież jest cel czytania - przenieść się w inną perspektywę, żyć innym życiem i odmiennymi problemami.

A skąd się bierze ten stan zagrożenia? Wyobraźcie sobie taką sytuację: na huśtawce pod Waszym domem sąsiad widzi tajemniczą dziewczynę, w Waszej kawiarni dochodzi do nietypowych zdarzeń, mąż zaczyna się dziwnie zachowywać, telefon psuje się tylko u Was i to zaskakująco często. Czy to zbieg okoliczności? Czy ma to związek z niedawno adoptowanym dzieckiem? Czy to paranoja lub histeria czy faktycznie dzieje się coś złego? A może to kara za spotkanie z kolegą z dawnych lat - w tajemnicy przed mężem? Choć wyobraźnia podpowiada, że może to biologiczna matka chce odzyskać małą Emmę... Znaków zapytania jest wiele a wydarzenia w książce wcale nie ustają nas zaskakiwać a wręcz odwrotnie. Dzieje się coraz więcej (tajemnice, zdrady, ucieczki i morderca na tropie), napięcie narasta i nadszarpnięte nerwy pragną już poznać zakończenie - oj, jest na co czekać. Gorąco polecam fanom literatury z dreszczykiem!
 


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Czytam opasłe tomiska, Z literą w tle, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Pani Monice

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...