środa, 20 stycznia 2016

Katarzyna Michalak "Spełnienia marzeń" - przedpremierowo




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: planowana na 4 lutego 2016
Liczba stron: 315
Seria: owocowa










Każdy z nas ma marzenia, prawda? Nie wierzę, że jest ktoś kto ich nie ma... Jedni marzą o psie, super ciuchach, wypasionych gadżetach elektronicznych czy podróżach a drudzy o ciepłych butach, kromce chleba, świętym spokoju, zdrowiu czy bezpieczeństwie. Jakże różne i skrajne te marzenia... A ich spełnienie będzie dla marzących istnym cudem czy magią. Podobnie jest z dniem osiemnastych urodzin... Wielu młodych ludzi planuje co będą robić, gdy osiągną ten wiek, wchodząc w tą dojrzalszą część życia prywatkami. Jednak zaraz opowiem Wam historię, która nie wygląda tak bajkowo i prozaicznie.

Klaudia w dniu swoich osiemnastych urodzin została odwieziona - jak zawsze - do szkoły, jednak nie zostanie już z niej odebrana. Mimo, że uwielbia się uczyć, chłonąć wiedzę i czytać, rzuciła szkołę z dnia na dzień i z jedną podręczna torbą udała się do małego domku, który na Białołęce odziedziczyła po przyjaciółce matki. W kieszeni miała zaledwie sto złotych, jednak pragnienie wolności, spokoju i bezpieczeństwa, bez strachu, bicia i dotyku "Tamtego" było ogromne. Dlatego słabo urządzony i zapuszczony domek jest w jej wyobrażeniach luksusem, a przede wszystkim oznaką bezpieczeństwa. Teraz tylko musi pomyśleć o zdobyciu pracy...  Później będzie się martwiła o dokończenie nauki i zdanie matury.

Na szczęście na tablicy ogłoszeń obok sklepu znajduje ogłoszenie o poszukiwanej osobie do opieki nad niepełnosprawnym. Klaudia nie ma dużego wyboru, postanawia zgłosić się pod wskazany adres i ... tak poznaje niewidomego dwudziestolatka Kamila. Chłopakiem opiekuje się ciotka Matylda, jednak nie może być tutaj na stałe a jedynie popołudniami i w weekendy. Czy Klaudia pokona swój lęk i podejmie się opieki nad Kamilem? Czy fakt, że chłopak jest złośliwy, arogancki a także dumny i nie do końca chce, by mu pomagano pomoże jej w podjęciu decyzji? W sumie nie trudno mu się dziwić... Dawniej był wręcz uwodzicielem, miał dziewczyn na pęczki a teraz ten młody, przystojny i wrażliwy chłopak zachowuje się jak zgorzkniały starzec... Wszystko to w wyniku "wypadku", w którym rok temu stracił wzrok. A obecnie jest zdany na łaskę innych a bardzo tego nie chce. Zwłaszcza litości.

Oboje z Klaudią nie chcą litości. On najpierw stracił rodziców a potem kumpla i wzrok. Ona przeżyła nagłe zniknięcie mamy a potem siedem lat życia z "Tamtym". Każde z nich przeżyło wiele a teraz muszą sami rozpoznać kto jest ich wrogiem a kto sprzymierzeńcem, na kogo mogą liczyć a kto stanie po drugiej stronie barykady (bowiem powieść pełna jest "czarnych charakterów"). To dzięki Klaudii Kamil zrozumiał, że ma potrzebę kochania. Że zabija go bezczynność i powinien się zająć czymś pożytecznym... przecież potrafi tańczyć i komponować! Czy chłopak przestanie trwać z dnia na dzień w oczekiwaniu na cud i weźmie się za prawdziwe życie? Jak Ci młodzi ludzie zareagują na rodzące się między nimi uczucie? Czy mu się poddadzą czy będą z nim walczyć? Wszak to trudne, bo oboje los mocno doświadczył... i wcale nie zamierza przestać... Wciąż rzuca im pod nogi przeszkody, zwłaszcza ludzi o nieczystych intencjach. Czy Kamil ma szansę na odzyskanie wzroku? Gdzie zdobyć pieniądze? Klaudia ma pewien plan, ale czy to się uda? Dziewczyna nie przypuszcza, ile będzie musiała przeżyć i wycierpieć, by uratować wzrok Kamila. I wreszcie czy ona sama uwolni się kiedyś od demonów przeszłości? Czy te siedem lat, które chciałaby wymazać z pamięci, wzmocniły w niej chęć do walki o siebie i swoją przyszłość? Czy Klaudia odkryje prawdę o swojej mamie? Czy Kamil uniknie zemsty oprawców sprzed roku?

"Spełnienia marzeń" to najnowsza książka Katarzyny Michalak... Naprawdę? Tak, sama w to wierzę tylko dlatego, że zerkam co jakiś czas na okładkę. Przeczytałam do tej pory bodajże siedemnaście książek autorki i przyznaję, że ta jest inna. Okładka zapowiadała kolejną piękną i bajkową historię pasującą do serii owocowej, a otrzymałam szokującą opowieść o dwójce młodych ludzi. Nikomu nie życzę takiego życia, jakie przytrafiło się im. Książka ta, to nie tylko mały domek, rodzące się uczucie, ale i utrata wzroku, molestowanie (nie tylko zwykły szary człowiek może być potworem! ludzie na wysokich stanowiskach też!), zdobywanie celu "po trupach" czy świat czerwonych dywanów i limuzyn, czyli szeroko pojętego "szołbiznesu". Poznajemy też ludzi, którzy z różnych pobudek zmieniają swoje stanowisko, pragną zemsty, pieniędzy albo zabawy czyimś kosztem a prawdziwej pomocy pragną udzielić zupełnie obce osoby.

Bardzo podobały mi się wprowadzone do powieści zwierzęta: suczka Aza (pokrzywdzona przez ludzi i pełna strachu podobnie jak Klaudia) oraz dwie klacze: Epoka i Pasja. Robaki pełzające po ścianach już mniej...

Powieść czytałam bardzo szybko i z przejęciem. Byłam ogromnie ciekawa kto pierwszy wyjawi swoją tajemnicę. Kto pierwszy opowie o swojej przeszłości. A kiedy już poznałam historie obojga to łzy napłynęły mi do oczu. Dlaczego ludzie ludziom potrafią zgotować taki los? Na kolejnych stronach przeżywałam wzloty i upadki Klaudii i Kamila i choć dzielnie im kibicowałam, to miałam silne wrażenie, że jedyne co może ich łączyć to przyjaźń. Wszak pewne urazy nie pozwalają na trwałe związki. Czy miałam rację? Czy marzenia, nawet po największych burzach życiowych, mają prawo się spełniać? Czy to wszystko co zaplanowała dla bohaterów autorka ich połączy czy rozdzieli? Chcecie wiedzieć jaki jest finał? Zakończenie jest ... niespodziewane :) Ale cieszę się, że takie a nie inne.

Podsumowując - "Spełnienia marzeń" to nie tylko powieść obyczajowa, z czystym sumieniem określiłabym ją jako lekturę z odrobiną sensacji; akcja wciąż nabiera tempa, a zwroty jakie następują w fabule wciąż nie gwarantują jakie będzie zakończenie. Doskonale nakreśleni bohaterowie - nie tylko Ci pozytywni, ale i negatywni - z ogromnym bagażem doświadczeń. Liczne emocje ze strachem na czele oraz walką... walką o siebie i swoje marzenia. Bowiem one same się nie spełnią a trzeba im pomóc...






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Ani z


Światosław Sacharnow "Kto żyje w morzu"



Tłumaczenie: Maria Dolińska
Ilustracje: T. Kapustina
Wydawnictwo: "Małysz" Moskwa
Data wydania: 1980
Liczba stron: 12
Wiek odbiorcy: 3+










Jaki jest najprostszy i najtańszy sposób, by pokazać dziecku jak wygląda życie w morzu? Kupić niedrogą książeczkę :)

Niniejsza pozycja jest podzielona na trzy części:
"Wśród fal" jest przewodnikiem po świecie, tuż pod taflą wody. Poznajemy walenie, żółwie morskie, delfiny i rekina. O każdym z wymienionych napisano od sześciu do jedenastu wersów. Jednak nie są to informacje typowo wiedzowe. To miało być coś w rodzaju historyjki, ale moim zdaniem nie wyszło... Ale o tym później. Co można przyswoić z tych tekstów? Fakt, że waleń jest ssakiem a nie rybą; żółwie składają w piasku jaja; delfin potrafi bawić się piłką jak człowiek a rekin ma to szczęście, że gdy straci zęby odrosną mu nowe.

"W głębinie" poznajemy kałamarnice, okonia morskiego oraz wargacza-sanitariusza. Kałamarnice ożywiają się na widok ławicy ryb, wciągają wtedy w siebie wodę i potrafią wystrzelić do przodu jak strzała... byle osiągnąć cel. Pasiasty wargacz podpłynął do cierpiącego na łuszczenie się skóry okonia i jak prawdziwy sanitariusz zajął się chorym. Wargacz "wydziobał" martwą skórę.

"Na dnie" spotykamy ośmiornicę, jazgacza morskiego, rozgwiazdę, małże, muszle oraz mątwę. Ośmiornica potrafi sobie zbudować konstrukcję z kamieni, którą nazywa domem i kiedy siedem macek śpi, jedna czuwa. Kolczasty jazgacz jest tak podobny do kamieni, że nawet rekin nie odróżnił ich od siebie; zaś rozgwiazda jest zwierzęciem, mimo że wygląda jak kwiat a mackami łowi rybki na swoje posiłki. Na dnie znajdziemy mnóstwo różnorodnych muszli oraz pełzających małż, ale ich domki to pałace w porównaniu z tymi ślimaczymi... Zaś mątwa radzi sobie z prześladowcami chlustając na nich czarną cieczą, którą ma w swoim wnętrzu.

Mnie osobiście książeczka się nie podobała. Moja pięciolatka też nie była zainteresowana a wręcz zniecierpliwiona i zniechęcona. Pomysł świetny, by pokazać morski świat, jednak realizacja zupełnie nietrafiona. Teksty są nudne, trudne i niewiele mówiące o omawianym bohaterze. Zaledwie kilka szczegółów zawartych na tych wszystkich stronicach, jest wartych uwagi i po ich wyłowieniu z tekstu i wyjaśnieniu dziecku, można uznać, że są one przydatne i ciekawe. Kolorystyka jest bardzo smutna, szara i bura. Także osobiście nie polecam tej książeczki jako służącej do poznawania życia morskiego.





Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

wtorek, 19 stycznia 2016

Maria Konopnicka "Jak to ze lnem było"



Autor: Maria Konopnicka
Ilustracje: Bogdan Zieleniec
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1959
Liczba stron: 24
Wiek odbiorców: 5+







Lubicie bajki? Jeśli tak, to zapraszam dziś na bajkę, a właściwie legendę o królu, który ma wielkie i piękne królestwo, gdzie nikomu niczego nie brakuje, bo lasy pełne zwierząt, sady - owoców a przy tym i kwiatów i wojska pełno. Jednak królowi czegoś brakuje... Nie jest w pełni usatysfakcjonowany zasobami swojego królestwa... Wciąż twierdzi, że brak mu złota... Musi je zdobywać w sąsiednich krainach, wymieniając za swoje towary. A przecież chciałby tylko, by jego lud był bogaty... A to jest możliwe tylko wtedy, gdy będzie mógł na swoich ziemiach wydobywać złoto.
Trochę mi się żal króla zrobiło, bo z jego słów wynikało, że nie chce złota dla siebie a dla biednych, którzy nie mają co jeść, nie mają nawet ubrań i marzną...


Życzenie króla i marzenie zarazem, zaofiarował się spełnić siwiuteńki staruszek, który miał w mieszku nasiona i obiecał, że kiedy się je na wiosnę do ziemi włoży, obrodzą złotem... Król sam ziarno do zamku zaniósł i siał go sam... A tego dnia cała z tego uroczystość powstała, zbiegli się ludzie, był baldachim i trębacze. A potem władca czekał aż złoto wyrośnie. Mijały dni, tygodnie a pola nijak złote zrobić się nie chciały. W żaden sposób król złotego koloru nie widział a jedynie zielone a potem niebieskie rośliny... Czego oczekiwał? Co rosło na polu? Dlaczego nie mógł pojąć czym obdarował go staruszek? Dlaczego czuł się oszukany?

Z wściekłości kazał pozbyć się zielska i poszukiwać staruszka, by ukarać go za poniżenie władcy i zrobienie z niego pośmiewiska. Jaki był finał tej opowieści? Co stało się ze staruszkiem? Jak skończyła się historia z niedoszłym złotem? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

Legenda jest bardzo dynamiczna, zaskakująca i przypomina mi trochę jedną z bajek dla najmłodszych o Kreciku, który marzył o posiadaniu spodni z kieszeniami. Jednak wtedy zwierzęcy bohater szukał pomocy i rady u kolejnych leśnych przyjaciół dążąc do celu a tutaj... No cóż, król okazał się nieco niecierpliwy a pewne rzeczy trzeba robić z miłością a nie w gniewie. Zamiast poszukać pomocy, dowiedzieć się najpierw o co chodziło staruszkowi, to król postąpił jak typowy władca. Wydawał rozkazy, mimo że nie zawsze były właściwe... Dobrze chociaż, że nie kazał staruszka zgładzić.

Sam przekaz tej historii, czyli opowieść o tym co to jest len i do czego służy jest bardzo ciekawy. Jednak jak pokazała praktyka, czyli próba przekazania historii pięciolatce, tak jak w zamyśle książeczki, okazało się, że sposób w jaki legenda została napisana jest bardziej przeznaczona dla dorosłych. Pięciolatka skupiała się na zadawaniu pytań o znaczenie trudnych słów (najpierwsi, onym, frasować) a nie całości historii. Zresztą się jej nie dziwię, bo mnie samą rozpraszały długie zdania i niedzisiejsze słowa. Dlatego uważam, że utwór Marii Konopnickiej zdecydowanie nie jest przeznaczony dla kilkuletnich dzieci, zwłaszcza że tekst będzie dla dziecka istnym labiryntem a kiedy się już przez niego przedrze, to sens historii odbierze zupełnie inaczej niż dorosły czytelnik.

Jedynie w kwestii czcionki czy ilustracji nie mam uwag, ponieważ kolorowe obrazy zajmują sporą część stronic książeczki, dzięki czemu zajmują uwagę dziecka. A czcionka i tak jest dostosowana wielkością dla starszych czytelników - nastolatków lub rodziców.

Podsumowując, mam mieszane uczucia. Z jednej strony historia lnu jest interesująca z uwagi na tematykę, ciekawą opowieść o traktowaniu "zielska", lecz z drugiej strony - musisz samodzielnie czytelniku ocenić - na ile poziom trudności tekstu odpowiada Twoim oczekiwaniom.




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II (biały przybrudzony starością), Grunt to okładka, 52 książki

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Brittainy C. Cherry "Kochając pana Danielsa"




Tytuł oryginalny: Loving Mr. Daniels
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2015
Liczba stron: 432











Miłość i śmierć to dwa zjawiska, dwa momenty, które nadchodzą niespodziewanie i nie pytają nikogo o zgodę. Miłość nie zawsze jest łatwa i prosta a śmierć... zawsze niesie za sobą smutek, rozpacz i nieutulony żal bliskich. To właśnie miłość i śmierć są głównymi bohaterkami powieści amerykańskiej pisarki Brittainy C. Cherry, którą polecało mi wiele osób. Czy miały rację, że to świetna lektura? Bo okładka, tytuł i klasyfikacja do romansu sugerują, że będzie to słodziutka historyjka o miłosnych uniesieniach młodych ludzi...

Kiedy Ashlyn była kilkuletnią dziewczynką dużo chorowała. Od czwartego do szóstego roku mnóstwo czasu spędziła w szpitalu i przeszła operację serca. Teraz ma lat dziewiętnaście i myśli, że jej matka żałuje, iż to nie ona - Ashlyn - wtedy umarła... Bo teraz... Teraz zmarła jej siostra bliźniaczka - Gabrielle (Gabby). Ale przecież to nieprawda, że śmierć w wyniku choroby, jest w stanie przygotować rodzinę na tą stratę. Że jest łatwiej przyswajalna niż ta niespodziewana na przykład w wypadku samochodowym. Strata to strata, zwłaszcza tak młodej osoby, zwłaszcza córki i siostry, a już na pewno bliźniaczki.

Jednak Ashlyn musi poradzić sobie nie tylko ze stratą siostry, którą tak bardzo kochała i z którą łączyła je niesamowita więź. Musi poradzić sobie jeszcze z faktem, że mama jej nie chce. Że odsyła ją z Chicago do Wisconsin, do ojca, który dawno temu je zostawił a teraz ma nową rodzinę - żonę i jej nastoletnie dzieci. Jak Ashlyn odnajdzie się w nowym miejscu, nowej szkole, w nowym domu z zupełnie obcymi mieszkańcami? I czy znajdzie odpowiedź na często pojawiające się w jej głowie pytanie "dlaczego?". Czy Ashlyn wybaczy matce kiedy dowie się prawdy? Czy nadal będzie próbowała spełnić swoje marzenie o byciu pisarką? Czy wraz z odejściem siostry jej marzenie też odeszło na dalszy plan?

W pociągu wiozącym ją do Wisconsin Ashlyn spotyka przystojnego i z niezwykłą aurą chłopaka. Okazuje się, że to Daniel, dwudziestodwulatek jest muzykiem i zaprasza ją na koncert. Dość szybko okazuje się, że inteligentny, wrażliwy, uroczy i ujmujący chłopak jest w stanie pocieszyć ból Ashlyn. Potrafi ją wysłuchać i zrozumieć, bo sam przeżył niedawno tragedię i stracił kogoś bliskiego. Dodatkową nicią porozumienia między tym dwojgiem jest uwielbienie dzieł Szekspira. Dokąd ich to zaprowadzi? Może gdyby los nie był tak okrutny, to rodzące się uczucie miałoby szansę... ale wraz z początkiem roku okazuje się, że czeka ich pokonywanie dodatkowej przeszkody - relacji uczennica-nauczyciel. A jak wiadomo taka miłość jest zakazana, nie ma przyszłości. Obojgu mogą grozić poważne konsekwencje. Muszą trzymać się na dystans, tylko czy miłość to potrafi? Kto pierwszy będzie miał dosyć potajemnych spotkań i braku możliwości okazywania uczuć - przystojny nauczyciel czy atakowana przez kolegów i wyszydzana z uwagi na biust uczennica? Jak zakończy się ta historia? Czy to co połączyło Ashlyn i Daniela to miłość? A może to tylko trudna przeszłość, strata kogoś bliskiego, Szekspir i muzyka?


Przyznaję się bez bicia - ta książka wielokrotnie wywoływała u mnie łzy. Miłość, która rodziła się między młodymi ludźmi sprawiała, że miałam ciarki na plecach, czułam szybsze bicie serca a wszystkie stające im na drodze do szczęścia tragedie powodowały podniesienie ciśnienia. Historia powaliła mnie na kolana i już teraz mogę śmiało napisać, że książka znajdzie się wśród najlepszych książek, które przeczytałam w tym roku. Nie lubię cytatów w recenzjach, więc nie będę żadnych przytaczać - zresztą musiałabym przepisać sporą część powieści - ale znalazłam wiele genialnych i łapiących za serce mądrych myśli.

Brittainy C. Cherry stworzyła piękną, niesamowicie emocjonalną i wielowątkową historię o miłości, którą czytelnik ma szansę poznać zarówno ze strony Ashlyn, jak i Daniela, ponieważ rozdziały z ich narracjami się przeplatają. Dzięki temu poznajemy nie tylko wydarzenia, ale również myśli, uczucia i pobudki jakimi kierowali się bohaterowie na różnych etapach opowieści, która mimo że uwodziła mnie kolejnymi zdarzeniami (wywołując i śmiech i łzy), to muszę przyznać - nie mogłam doczekać się zakończenia. Ogromnie się go bałam, nie wiedziałam czego się spodziewać, czy mają szansę być razem czy też będę opłakiwać ich rozstanie. Jaki był finał? Nie zdradzę, ale byłam zaskoczona.


Jednak powieść to nie tylko miłość między kobietą i mężczyzną, bowiem autorka duży nacisk położyła na uczucia w ogóle. Pokazała również miłość rodziców do dzieci, rodzeństwa między sobą oraz szeroko pojętą przyjaźń. A kiedy już poznacie fabułę sami stwierdzicie, że to jeszcze nie wszystkie aspekty miłości tu wymieniłam...

Bardzo ciekawymi relacjami z Ashlyn zaskoczyli mnie Hailey i Ryan, którzy wprawdzie mieszkają z jej ojcem pod jednym dachem, ale nie są jego dziećmi. Czyli tak naprawdę to obcy ludzie w stosunku do Ashlyn a to jak bardzo się zżyli było godne pozazdroszczenia. Zwłaszcza w obliczu tajemnic jakie mieli przed swoją matką... Dlaczego bardziej ufają Ashlyn i jej zwierzają się z sekretów? Dlaczego o dziewictwie, buddyzmie czy zdradach chłopaka dziewczyna nie porozmawia z matką? Czemu Ryan nie chce zwierzyć się jej ze swojej tajemnicy? Czy tylko przez wzgląd na nieżyjącego ojca? Szczerze mówiąc to postać Ryana tak mi się spodobała, że w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, który z bohaterów bardziej mnie fascynuje i "kręci" - Ryan czy Daniel...?

Niezmiernie ciekawym zabiegiem była mistyczna obecność Gabby - nieżyjącej bliźniaczki, która pojawiała się w powieści niejako z zaświatów w postaci listów, które jak skarb w szkatułce przechowuje Ashlyn. Gabby przed śmiercią stworzyła dla swojej młodszej o piętnaście minut siostrzyczki listę zadań do wykonania. Oprócz niej przygotowała listy, jednak Ashlyn nie może ich przeczytać ot tak. Możliwość przeczytania listu otrzymuje w chwili, gdy "odhaczy" któryś z punktów magicznej listy... Co się na niej znalazło? Zachęcam do lektury.

Autorka zafundowała czytelnikom prawdziwą ucztę literacką, podarowała pełną paletę emocji, uczuć i problemów. Śmiem twierdzić, że poruszyła struny najtwardszych i nie lubiących wzruszeń. Postanowiła pokazać co jest w życiu ważniejsze, co trzeba pokonać, z czym walczyć a czemu się poddać: śmierć, miłość, przeszłość, narkotyki, więzienie, orientacja, dziewictwo, nałogi, obelgi, niezrozumienie, brak oparcia. Wszystko to okrasiła twórczością Szekspira, którą uwielbiają główni bohaterowie oraz muzyką zespołu Daniela - Misja Romea.


Podsumowując, uważam że "Kochając pana Danielsa" to niesamowicie ujmująca i emocjonalna książka nurtu New Adult! Każdy, kto wielokrotnie skusił się na polecane przeze mnie książki i się nie zawiódł, powinien przeczytać powieść. Ta książka to pozycja obowiązkowa dla Ciebie, jeśli Twój gust odpowiada mojemu - gwarantuję że Twój czas nie będzie stracony!
Historia rozgrywająca się głównie w Wisconsin trafia w najczulsze punkty, wywołuje skrajne emocje od śmiechu do łez, trzyma w napięciu swoją sinusoidalną akcją między bohaterami i zaskakuje finałem. A do tego opowiada o wielu tragediach, których tu nawet nie wspomniałam. Polecam gorąco





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Oldze



niedziela, 17 stycznia 2016

Nina Banaszwili "Dziewczynka i Gąsior" - bajka filmowa




Ilustracje: Dmitrij  Babiczenko
Wydawnictwo: Związek Filmowców ZSRR
Data wydania: 1984
Liczba stron: 16
Książeczkę opracowano na podstawie filmu rysunkowego wytwórni "Gruzja-film"
Wiek odbiorcy: 3+




Kiedy byłam mała to oprócz literatury polskiej, sporą część dostępnych bajek dla dzieci stanowiły te rosyjskie. W chwili obecnej nie wnikając co było wolno a co nie, który kraj był samodzielny lub nie i co było ocenzurowane postanowiłam w zasobach antykwarycznych zakupić kilka takich właśnie książeczek dla mojej córy, ponieważ niosą one w sobie wiedzę i morały.

Na pierwszy ogień poszła książeczka o dziewczynce o imieniu Mzija, która była bardzo tchórzliwa i pielęgnując swój ogródek bała się nawet maleńkiej Mrówki. Że już o Gąsiorze nie wspomnę, bo jego to bała się najbardziej na świecie.  Kiedy pewnego dnia ją przestraszył, zaczęła się zmniejszać a talerzyk z fasolkami, który trzymała w rękach upadł a ptaszysko zaczęło zjadać fasolki. Jednak jedna z nich wołała do Mziji o ratunek o pobiegła za nią :) A za nimi Gąsior... Dziewczynka chcąc pomóc fasolce straciła równowagę i upadła w przepaść... na szczęście sama pomagając, mogła liczyć na to samo od innych. Wiele żywych stworzeń rzuciło się do ratowania dziewczynki! Jak zakończyła się ta przygoda?

Książeczka świetnie pokazuje uczucie strachu oraz siłę przyjaźni. Mzija mimo, że jest człowiekiem - i choć małą dziewczynką to jednak większą od swego prześladowcy - to nie potrafi opanować strachu. Boi się, gdy tylko Gąsior pojawia się w okolicy. Jedyną szansę na ratunek upatruje w ucieczce pomagając przy tym ocalałej fasolce. Jednak szczęście jej nie sprzyja i gdyby nie pomoc kilku przedstawicieli świata zwierząt to mogłaby nawet pożegnać się z życiem... Jednak dobro podobno powraca i uratowana przez przyjaciół może teraz wraz z nimi u boku stawić czoło Gąsiorowi. Dzięki tej sile wróciła do swoich dawnych rozmiarów i przestała być tchórzem.

Spersonifikowane zwierzęta, proste acz wymowne ilustracje, prosty przekaz - to idealna lektura dla kilkuletniego dziecka, któremu podczas opowieści można wpoić jakże ważne informacje przydatne w życiu. A kiedy skończymy czytanie możemy liczyć na masę zadanych pytań :)






Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...