sobota, 21 października 2017

Katarzyna Berenika Miszczuk "Obsesja"




Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 27 września 2017
Liczba stron: 400












Rynek wydawniczy wciąż kusi nowymi tytułami, jednak mimo ogromnych chęci, nie sposób poznać wszystkich autorów, których się pragnie. Mimo, że często czytam literaturę polską, dotychczas nie miałam okazji poznać twórczości Katarzyny Bereniki Miszczuk... Widać, czekałam na właściwą dla mnie książkę... Tak, to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki. Czy będą kolejne?


Warszawa, Szpital Wschodni
Joanna Skoczek ma dwadzieścia dziewięć lat i jest rezydentką na psychiatrii. Tak do końca to sama nie wie, dlaczego wybrała akurat tą specjalizację, zamiast - na przykład - chirurgii. Często w praktyce okazuje się, że kiepski z niej lekarz tejże specjalności, bowiem nie potrafi rozgryźć zachowań ludzi. Do stolicy wróciła pół roku temu i próbuje żyć na nowo. Przeszłość niby jej bardzo nie pokiereszowała, ale pragnie teraz być sama. Choć jak wiadomo, los potrafi być nieźle złośliwy i w chwili, gdy tego najmniej pragniemy, stawia na naszej drodze gromadkę wdzięczących się facetów. Tak właśnie było z Aśką...

Jeden z tajemniczych wielbicieli podrzucał jej nawet liściki do pracowniczej szafki, co lekarka początkowo uznała za żart a potem i tak zbagatelizowała. Tylko czy słusznie? Co musiało się wydarzyć, że do akcji wkroczyła policja? Ujmę to w zagadkowy sposób - trzymający się przepisów pracownik firmy odbierającej ze szpitala odpady do utylizacji. A potem zrobiło się jeszcze ciekawiej i bardziej niepokojąco, kiedy Joannie zaczęło przybywać wrogów...

Mroczne szpitalne korytarze szpitala kryją wiele... Potajemne schadzki, szepty z groźbami, wypalone w ciemnym korytarzu zabronione papierosy i wszystko to w przerażających podziemiach placówki zdrowotnej. Joanna wielokrotnie samotnie wędrowała korytarzami piwnic, gdyż to właśnie tam znajdowała się szatnia, windy oraz możliwość przejścia do innych części szpitala. Napotykała wtedy na wrogie czy natrętne spojrzenia, ale nie była do końca świadoma dlaczego i komu zawiniła. Jak potoczy się akcja? Czy Aśka jest bezpieczna? Kim jest tajemniczy wielbiciel? Kto ma obsesję na punkcie doktor Skoczek? Ile kobiet zginie oraz co łączy ofiary? Czy to powrót seryjnego mordercy czy może naśladowca?

Pytań, które pojawiają się podczas lektury jest wiele i wciąż mnożą się i mnożą... Odpowiedzi nie zawsze satysfakcjonują (co jest zdecydowanym plusem książki), ponieważ Miszczuk tak poprowadziła akcję, iż czytelnik wielokrotnie gubi tropy a podsuwani mu podejrzani wciąż się zmieniają... Kiedy już myślałam, że wiem kto jest mordercą zaraz pojawiały się fakty, które temu przeczyły i moja uwaga była kierowana w inną stronę. A już finał to mistrzostwo, bowiem takiego rozwiązania się nie spodziewałam!

Poprzez kolejne stronice powieści przesuwają się niezwykli bohaterowie - lekarze, pielęgniarki, pacjenci, pracownicy szpitala oraz policji... Niektórzy są dla siebie zupełnie obcy, inni głośno wyrażają długoletnią znajomość, zaś ostatnia grupa to postacie, które wciąż coś ukrywają... Każdy znajdzie sympatię i "czarny charakter", bowiem Miszczuk zadbała o pełen przekrój kobiet i mężczyzn. Wszyscy zostali doskonale scharakteryzowani w sferze wyglądu oraz cech charakteru.

Joanna uwielbia chodzić w butach na wysokich obcasach, co w szpitalu nie zawsze jest możliwe a stukot potęguje uczucie strachu w piwnicach szpitala. Ulubieńcem lekarki jest kot, dość wyjątkowy pod wieloma względami a bohaterka będąc jednocześnie narratorką, pozwala nam poznać wszystkie momenty tej historii z pierwszej ręki. Jest to plus również z perspektywy pokazania pracy szpitalnych oddziałów, zwłaszcza psychiatrii i szczerze mówiąc, miewałam przeświadczenie, że nie każdy pracownik działa tam kompetentnie...

Kryminał ten czyta się bardzo szybko, nawet poświęcając czas - jak ja - na analizę szczegółów, by móc samodzielnie rozwikłać zagadkę. Tym razem jednak nie miałam szans z pokręconym pomysłem twórczyni, ale to dobrze - radość była tym większa z niespodzianki.
W stopce autorskiej na skrzydełku książki jest informacja o tym, że to pierwsza część nowego cyklu powieści... To dobrze, bowiem finał był ogromnie szybki i nie dał mi pełni radości, ale liczę, że to celowe działanie właśnie z uwagi na planowane kolejne tomy oparte na tej historii.


Od trzech lat zwracam na pewną tematykę większą uwagę niż wcześniej - autorka umieściła w książce bohatera chorego na cukrzycę typu 1 - dziękuję za zwiększanie świadomości dotyczącej tej choroby.


Podsumowując - "Obsesja" to dobry kryminał choć można go określić zapewne mianem thrillera medycznego z uwagi na miejsce akcji), w którym nie brakuje trupów, pogmatwanych związków między bohaterami, chrapiącego Kołtuna jako leku na smutki oraz plotek dostarczających wiedzy na różnorodne tematy. Finał sprawia, że czytelnik zawiesza się na chwilę i próbując zamknąć buzię ze zdziwienia analizuje całą historię raz jeszcze... To było udane - i pomimo nieboszczyków dość humorystyczne - pierwsze spotkanie z twórczością Miszczuk.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Wspomnienia z wakacji, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

czwartek, 19 października 2017

Natasza Socha "Apteka marzeń"




Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 13 września 2017
Liczba stron: 400












Najpierw długo nie mogłam zabrać się za twórczość Nataszy Sochy, ale kiedy to już nastąpiło, pisarka dołączyła do grona tych, których książki biorę w ciemno... Dlatego nie wiedziałam, co czeka mnie kiedy sięgnę po "Aptekę marzeń". Nie miałam zielonego pojęcia o czym jest książka i sądziłam, że dziś, jak zawsze przeczytacie po prostu recenzję...

Niestety, nie jestem w stanie...

Nie potrafię...

O fabule
Magda jest żoną Aleksandra, dyrygenta. Mają dwójkę dzieci i żyją jak każda rodzina. Jednak niespełna dwuletnia Ola robi się coraz bardziej apatyczna, marudna i zmęczona. Wszystko ją boli.
Piątego maja 2004 roku w ich życiu pojawiła się straszna diagnoza - neuroblastoma. Skończyła się beztroska a zaczęło życie w dwóch światach - domowym i szpitalnym. Normalne życie przestało istnieć a pojawiły się w nim ból, strach, panika, lęk a przede wszystkim wściekłość i bezsilność zarazem.

Magdalena robi wszystko, by walczyć o córkę. By nie poddać się chorobie, która nie czuje respektu przed kolejnymi chemiami... Powraca... Modli się, odczynia uroki nietypowymi portretami Oli, zachęca mózg do optymizmu jednocześnie tęskniąc za leniwymi porankami w domu.


Karolina ma czternaście lat i nie zdaje sobie sprawy, że jej przyszłość tak radykalnie się zmieni. Najpierw w jej codzienność wkradnie się (pół)brat, później pierwszy biustonosz a potem... chłoniak, którego dziewczyna nazywa Świniakiem. Początkowo to ona musi pocieszać matkę i uważa, że dorośli odstawiają w tej kwestii niezły cyrk, gdyż tracą wiarę, którą dzieci niewątpliwie posiadają większą. Nie powinny przecież oglądać załamanego rodzica...

Dziewczyna nie potrafi po prostu leżeć w łóżku, choruje w biegu, w podróży - znalazła bowiem ogromnie nietypowy, ale jakże fantastyczny sposób na pomoc innym chorym dzieciom.



"Nie lubię poczucia bezradności. Zwłaszcza wobec dziecka, które najwyraźniej czeka, aż rozwiążę jego małe dylematy i znajdę sposób by znowu chciało mu się śmiać." *



O emocjach i łzach
"Apteka marzeń" to książka o matkach i córkach (choć chorych chłopców również poznamy), o tragedii, wyroku, walce, ale i łzach. O niezrozumieniu i ciągłych pytaniach: 'gdzie jest Bóg'. Powieść pokazuje, że przy dzieciach matkom nie wolno płakać, muszą być silne, by móc tą siłę przekazać.


"Płacząca matka boli bardziej niż dożylne wkłucie" **


Lektura ta dostarczy Wam więcej emocji i łez niż niejeden dramatyczny czy romantyczny film. Płakałam, wcale się z tym nie kryjąc, bo zwyczajnie fabuła brała górę nad otaczającym mnie światem. Łzy ciekły mi nawet wtedy, gdy czytałam o kubku z imieniem, różowym domku czy magii sweterka z jednorożcem. 


O tej powieści Nataszy Sochy nie da się normalnie napisać... Bo nikt nie potrafi rozsądnie opisać książki, w której chorym dzieciom łysieją główki a one i tak uśmiechają się częściej niż krzywią z bólu. Bynajmniej ja nie potrafię, wybaczcie...
Może to dlatego, że sama mam chore dziecko... może nie na nowotwór, ale na przewlekłą chorobę... Może dlatego, że sama choruję i leki zażywane kilka lat temu nazywane były 'chemią w tabletkach'? Żywiłam się wtedy kisielem - dlatego doskonale rozumiem Karolinę, której organizm chwilami tylko taki pokarm przyswajał...


"Do wszystkich kobiet mających dylemat, czy lepsza jest na piance od kawy rozetka, czy może serduszko. Do wszystkich ludzi, których denerwuje padający deszcz, zbyt głośno szeleszcząca gazeta czy też spóźniający się tramwaj. Do tych, którzy kłócą się o nic. Lub o włosy kota na poduszce. O smak rosołu.
Raz jeden przejdźcie się korytarzem szpitala onkologicznego. Oddział dziecięcy.
Raz jeden..." ***



O marzeniach i prawdzie
Szpitalne matki w 'zbrojach', niezwykłe pielęgniarki i siostry oddziałowe, surowi, ale konkretni i piekielnie silni lekarze. A przede wszystkim kilkuletnie i kilkunastoletnie dzieci, które przyjmują wszystko z pokorą, szukają radości w detalach i marzą...
A może ktoś te marzenia jeszcze spełni...

Powieść jest ogromnie trudną lekturą, myślę że zwłaszcza dla matek. Włoski stały mi dęba na karku i nie tylko, gdy czytałam o przybywających gramach nadziei, spontanicznym uleganiu chwili czy szczęściu, które daje zwykłe kopanie pod stołem. Niezwykłe było to, jak spontanicznie i całym sercem ludzie jednoczyli się, by zrobić coś dobrego dla małych pacjentów.

Książka ta otwiera oczy na tematykę raka, cierpienie oraz potrzeby dzieci i ich matek (które często nie czują smaków, zapachów czy wrzątku na skórze, ale wciąż zaciskają kciuki), dawców szpiku a przede wszystkim udowadnia, że nowotwór nie jest zaraźliwy!!!
A może właśnie Ty lub Ty podarujesz komuś życie?

Powieść rozłożyła mnie na łopatki. Sprawiła, że rozpadłam się na kawałki i teraz muszę składać swoje serce i duszę na nowo. Rozczuliła, zszokowała, pokazała jak trudne wybory życiowe muszą podejmować inni... Nie tylko ja...
Nie wiem jaką książkę powinnam przeczytać teraz... Mam czytelniczego kaca i wydaje mi się, że żadna nie wyda mi się godna uwagi...


Podsumowując - "Apteka marzeń" to lektura obowiązkowa dla matek, córek, ojców czy mężów, ale i babć, dziadków, sąsiadek oraz przyjaciółek. Dla każdego. Bo każdy może uratować życie innym, bo to przecież nic nie kosztuje... I jak zaznaczono w książce - nie boli bardziej niż rozwód!


P.S. Natasza, dziękuję Ci za bohaterkę-Ewelinę i za to, że dałaś radę napisać TAKĄ książkę!




* N. Socha, "Apteka marzeń", Wyd. Pascal, Bielsko-Biała 2017, s. 11
** Tamże, s. 321
*** Tamże, s. 80



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, Zatytułuj się, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


wtorek, 17 października 2017

Scarlett Cole "Najtwardsza stal"




Tytuł oryginalny: The Strongest Steel
Tłumaczenie: Ewa Skórska
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 20 września 2017
Liczba stron: 352
Seria: Tatuaże tom 1











Jakie jest pierwsze wrażenie kogoś, kto bierze do rąk książkę gdzie z okładki patrzy umięśniony i wytatuowany przystojniak? W takich właśnie przypadkach, wielu pomyśli, że treść nie jest godna uwagi, bo cóż może kryć TAKA okładka...? W takiej chwili polecam opis powieści, która bynajmniej mnie - skusiła. Czy intuicja nadal działa czy może żałuję czasu z pierwszym tomem serii Tatuaże?

Maj w Miami sprawia, że ludzie otwierają się na świat, chodzą na plażę, do barów czy też w inny sposób cieszą się doborowym towarzystwem. Ale nie Harper Connelly... Ta dwudziestosiedmioletnia kobieta, kiedy tylko skończy przyjmować zamówienia w kafejce, gdzie pracuje, zaszywa się w małym mieszkanku i miotłą ucisza zbyt głośnego sąsiada z góry. Od czterech lat nie może znieść dotyku innych a żyjąc w ciągłym strachu nie widziała się nawet z rodzicami. Jej sekret zna jedynie Drea, koleżanka z pracy. Na ile dopuszczenie jej do tajemnicy, pomoże Harper w normalności zwłaszcza, że jej świat już niebawem ma znów runąć w posadach?

Trent Andrews prowadzi własne studio tatuażu. Ale nie zawsze był grzecznym chłopcem... Zmarnowaną młodość uratował mu człowiek, który nie był pewien czy uda mu się jednocześnie podarować Trentowi porządną przyszłość. Aktualnie nie w środowisku osoby, która nie uznawałaby Andrews'a za mistrza. Zresztą sam nieskromnie zdaje sobie sprawę, że jest dobry w swoim fachu. Pewnej nocy do studia przychodzi przestraszona, choć piękna dziewczyna. Trent rozpoznaje w niej osobę, która spodobała mu się niedawno na ulicy - już wtedy zwrócił uwagę na jej ciało, włosy i skórę. Teraz Harper prosi "boga tatuażu" o ocenę, czy uda mu się zasłonić jej plecy obrazem, który ma jej pomóc w pogodzeniu się z przeszłością. Tylko czy odważy się pokazać mu namacalny dowód tragedii sprzed czterech lat?

Podczas kolejnych spotkań między tą dwójką rodzi się nić porozumienia... Ale przeszłość wciąż atakuje, nie pozwalając im żyć po swojemu... Nie zezwalając Harper na nowe życie... Nie godząc się, na zapomnienie... Dlaczego kolejne niepokojące wydarzenia nie zostały od razu zgłoszone na policję? Dlaczego Harper boi się opowiedzieć Trentowi całą prawdę? Czy zahukana i pozbawiona marzeń dziewczyna ma szansę na ułożenie sobie życia z tym silnym i szczerym tatuażystą? Tego musicie dowiedzieć się sami...


Powieść Scarlett Cole jest historią młodej kobiety, która została skrzywdzona przez swojego faceta i jeszcze długo nosić w sobie będzie piętno tamtych wydarzeń. Nathan nie tylko zadał jej ból w sensie fizycznym, ale również pokazał, że w starciu bezpośrednim ona przegrywa - odwrócił się od niej brat a pomocy odmówiła policja! Wątek przemocy zawsze jest trudny i emocjonujący, zaś w tym wypadku wciąż zaskakiwał nowymi łamigłówkami a chwile, gdy Harper opisywała to, co ją spotkało wspominam z bólem. Z ogromną nerwowością przewracałam kolejne strony chcąc przekonać się czy dojdzie do spotkania bezpośredniego ofiary z katem...

W zalewającej rynek fali powieści obyczajowych trudno jest autorom znaleźć coś, co odróżni ich książkę od innych. Wątek, temat, tajemnica czy może zajęcie głównego bohatera... Scarlett Cole udało się to wyśmienicie - podarowała mi nie tylko gorące i przepełnione uczuciami Miami, ale też ciekawych bohaterów z trudną przeszłością a przede wszystkim historię opartą na tematyce tatuażu. Niezwykłym, mogę śmiało nazwać również zabieg, wprowadzenia do książki licznych odniesień do Dantego i jego "Boskiej komedii" - w jakim celu? Tego nie zdradzę :)

Są tylko trzy rzeczy, które mogłabym wytknąć w ramach 'czepiania się'. Pierwsza to wrażenie, które odnosiłam, iż nie każdy wątek został dokończony. Czasami czułam, że akapit czy fragment nie kończy się według planu, że czegoś zabrakło. Drugi - dotyczy samych bohaterów a dokładniej Trenta - jego osobowość i zachowanie autorka sprowadziła do czasu obecnego, opisując jaki jest, jak strasznie słodki stał się w odniesieniu do Harper (w tym temacie zabrakło mi historii Reid'a)... Jedynie wspomniała o incydencie z przeszłości i o stworzeniu studia. A ja chętnie poznałabym szerszą perspektywę.

Jednak pomimo wytkniętych minusików, uważam że to bardzo dobra książka, odprężająca, przenosząca w ciepłe promienie amerykańskiego słońca a zarazem pokazująca jak ciężko jest komuś zaufać i pogodzić się z krzywdami. Czyta się ją szybko i przyjemnie, pomimo smutku rozlewającego się w sercu podczas opisu życia Harper sprzed kilku lat. Powieść udowadnia, jak ważna w życiu jest przyjaźń - ta od przedszkola lub zawarta później, ale równie trwała. Mamy okazję doświadczyć wraz z bohaterami sytuacji, gdy to najbliżsi zawodzą nasze zaufanie i pociechy i wsparcia musimy szukać u obcych.
Dzięki rozdziałom z naprzemienną perspektywą Harper i Trenta, czytelnik może lepiej zrozumieć ich decyzje oraz poznać myśli, które akurat w tej powieści mają często większe znaczenie i przekaz niż słowa... Te bowiem nie zawsze mają odwagę paść z ust bohaterów...


Podsumowując - "Najtwardsza stal" to opowieść o tym, jak palec wsunięty w szlufkę dżinsów może rzucić na kolana a zwykłe przytulenie staje się przełomowe w życiu skrzywdzonego człowieka. Historia wtopiona w świat tatuażystów opowiada o sile, walce i determinacji, by pomimo bólu stanąć do walki z demonami a marzenia odłożyć na półkę, tylko na chwilę... Zawsze można do nich wrócić później. Polecam jako lekką i pomimo krzywd bohaterki, przyjemną lekturę.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


Atak spamera! - małe utrudnienie

Kochani,
od kilku dni na blogu rozpanoszył się spamer ukrywający się pod ksywką 'Blogger'.
Zalewa to moją skrzynkę, denerwuje i sprawia że tracę czas usuwając te wpisy.

Dlatego na jakiś czas muszę włączyć weryfikację. Przepraszam za utrudnienia, ale chcę pozbyć się nieproszonego gościa...
Sama nie wiem czy lepsza obrazkowa czy moderowanie komentarzy...  Zobaczymy.

Liczę, że nie przestaniecie komentować w tym czasie, wszak niebawem pojawią się ciekawe recenzje :)


EDIT - godz. 12:14
Weryfikacja obrazkowo nic nie dała... Co oznacza, że to człowiek a nie maszyna, dlatego komentarze pojawiają rzadko jak na spamy a nie po kilkanaście w kilka minut...

Dlatego wyłączyłam obrazki, skoro to nie pomaga... Trudno.. W takim razie ustawiłam moderację komentarzy - proszę o cierpliwość, skoro sama będę musiała je wszystkie puścić :)

poniedziałek, 16 października 2017

Rozdaję "Serca z piernika" Magdy Kordel!!! - konkurs


Dawno nie było u mnie konkursu a powieść "Serce z piernika" bez wątpienia zasługuje na przekazanie jej w dobre ręce... No coż - kto jeszcze nie ma, ten koniecznie powinien powalczyć, bowiem do wygrania są aż 3 egzemplarze!!! A jest to cudownie zimowa historia, która niewątpliwie spodoba się każdemu, kto uwielbia pióro Magdaleny Kordel...

TUTAJ znajdziecie recenzję - moja rekomendacja znalazła się w mailingu Znaku dotyczącym tej książki :)



BANER:




ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrody ufundowało Wydawnictwo Znak :)
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu, rozsyłam zaś nagrody do zwycięzców
  3. Nagrodą w konkursie są trzy nowe egzemplarze "Serca z piernika" Magdaleny Kordel!
  4. Konkurs rozpoczyna się 16.10.2017 r. a kończy 29.10.2017 r. o godz. 23:59  
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  6. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub z polskim adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać ? 
  • zgłoś się
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale będzie mi miło
  • można również polubić profile na FB - AutorkiWyd. Znak oraz mój - również będzie nam miło
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, google + czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację oraz podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • zadanie konkursowe:  Poleć mi do odwiedzenia jedno z Polskich miast lub miasteczek - forma polecania dowolna - tekstowa / fotograficzna. Nie musi to być Wasze miejsce zamieszkania, ale chodzi o coś, co może urzekać... np. konkretny zabytek, ciekawe drzewo, klimatyczna uliczka, niezwykła potrawa... Kreatywność pozostawiam Wam, ważne by to 'coś' zachęciło mnie do wizyty w tym miejscu :) [bardzo proszę o nie kopiowanie informacji o miastach z wszelakich wikipedii czy innych przewodników, suche fakty sama mogę znaleźć]


Powodzenia!

niedziela, 15 października 2017

Carlos Ruiz Zafón "Labirynt duchów"




Tytuł oryginalny: El Laberinto de los Espíritus
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 11 października 2017
Liczba stron: 896
Seria: Cmentarz zapomnianych książek tom 4










Przygodę z twórczością Carlosa Ruiza Zafóna rozpoczęłam już wiele lat temu, czytając "Cień wiatru" i "Grę Anioła", jednak było to znacznie wcześniej niż założyłam bloga, dlatego o moich wrażeniach dotyczących tej serii możecie poczytać dopiero w recenzji opisującej trzeci tom tetralogii jakim jest "Więzień nieba". Cmentarz zapomnianych książek to istny hit hiszpańskiego pisarza, który zawładnął umysłami czytelników na całym świecie. Od tajemniczego miejsca pełnego książek oraz historii bohaterów nie jest łatwo się oderwać... Dlatego pełna napięcia sięgałam po finałową księgę - niemal dziewięćset stron "Labiryntu duchów"...


Madryt 1959
Podczas balu maskowego minister Mauricio Valls otrzymuje tajemniczą przesyłkę a następnego ranka znika ze sceny politycznej oraz łona rodziny i... słuch po nim przepada. Na poszukiwania Vallsa wyrusza agentka Alicja Gris, której towarzyszy policjant Vargas. Tropy wiodą z Madrytu do Barcelony a zaginięcie ministra zaczyna być wiązane z faktem, iż kiedyś był dyrektorem więzienia Montjuic. By odkryć fragment zagadki, Alicja musi wkroczyć w życie księgarzy Sempere oraz Fermina, z którym łączy ją przeszłość.

Na drodze ku prawdzie, którą kroczy niespełna trzydziestoletnia Gris, pojawiają się liczne przeszkody... To nie tak, że bez problemu dotarła do Vallsa, uwolniła go i uniosła się w chwale. To zdecydowanie nie ta bajka... W jej barcelońskim życiu Zafon postawił włamywaczy, kłamców, policjantów i ślepe tropy. Jak w idealnej powieści kryminalno-sensacyjnej, napotykamy na pazernych na informacje dziennikarzy, skrywających sekrety adwokatów,  nieuczciwych bankierów oraz wątpliwej urody i prawdomówności postacie, kryjące się w ciemnych zaułkach Barcelony.

To nie jest łatwa sprawa... Alicja Gris musi pokonać mur milczenia, dotrzeć do właściwych ludzi czy dokumentów, jednocześnie uważając na to kto jest przyjacielem a kto wrogiem, bo jej życie również jest zagrożone. Sporo czasu zajęło jej ustalanie powiązań i zależności pomiędzy poszczególnymi bohaterami - zresztą podobnie jak mnie... Trzeba się nieźle nagłowić, by zrozumieć jakie znaczenie mają znane mi już z wcześniejszych tomów postacie jak Bea i Daniel oraz jego rodzice, David Martin, Corelli czy Mataix a co wnoszą nowe osoby - Valls, Brians, Salgado, Leandro czy Sanchis. W życiu nie odgadłabym co oznaczają listy z cyframi, póki nie otrzymałam tej zagadki rozwiązanej... To było straszne!


Jestem godna podziwu dla Zafona za utkanie tej historii jak pajęczej sieci, z wielu wątków, mnóstwa postaci oraz cudownie zbudowanego napięcia. Początkowo przerażał mnie nieco rozmiar powieści, jednak po jej zakończeniu wiem, że każda strona, każde zdanie i każde słowo są tutaj dokładnie przemyślane i ogromnie potrzebne. Nie znajdziecie w "Labiryncie duchów" zbędnych opisów czy nudnych scen... Nawet jeśli w danej chwili nie leje się krew, nie czuć strachu czy bólu to uwierzcie - to tylko chwila oddechu!

A kiedy już wydawać by się mogło, że sprawa została rozwiązana, że to już koniec i wszystko jest jasne... No tak, zbyt wiele stron jeszcze do końca powieści - macie rację - dopiero wtedy poziom adrenaliny sięgnie i Ciebie, czytelniku, zenitu!

Bardzo wstrząsnęły mną rozdziały poświęcone przybyciu Fermina do Barcelony czy trudne chwile podczas wojny i jego spotkanie z małą Alicją. Oczywiście nie mogę napisać, że późniejsze wydarzenia mnie nie poruszały, nie rozśmieszały, nie wzruszały, nie stresowały czy nie złościły... Ale wojenna zawierucha i bomby spadające na niewinnych dotykają mnie szczególnie mocno.

Wielu momentów było dla mnie zaskoczeniem - niektóre wątki czy zagadki próbowałam wyjaśniać sama (udało mi się tylko w jednej sprawie), jednak autor nie pozwolił, by czytelnik sam przewidział wszystko i tak poprowadził swych bohaterów, byśmy mieli niespodzianki.
Okrucieństwo, śmierć i przemoc mieszają się tutaj z miłością, przyjaźnią i wsparciem a chwile napięcia rozładowują pełne ironii i humoru rozmowy Alicji z Vargasem.


Podsumowując - "Labirynt duchów" to cudowne zakończenie tetralogii o Cmentarzu zapomnianych książek, którą każdy wielbiciel czytania powinien przeczytać. W kunsztowny sposób Zafon połączył tutaj łzy radości z łzami smutku a tajemnice, tajne schowki i niezwykłe decyzje bohaterów podsycają pragnienie zagłębiania się w ten świat. To powieść przepiękna, snująca się przez wiele kart, ale w żadnym przypadku nie można jej nazwać nudną, bowiem dostarcza ogrom emocji! Traktuje o popełnianiu błędów, niewłaściwym lokowaniu uczuć, mierzeniu się z demonami a wszystko to w mieście zasnutym mgłą i tajemnicą.
Najważniejsze, że idziemy spać z głową pełną odpowiedzi na wszystkie pytania postawione w tetralogii i nie musimy snuć domysłów...
Niezwykła, niezapomniana, nietuzinkowa i pochłaniająca uwagę całkowicie - polecam gorąco!



"Cień wiatru"
"Gra Anioła"
"Więzień nieba"
"Labirynt duchów"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

piątek, 13 października 2017

Monika Hałucha "Heca w kurniku, czyli..."





Tytuł: "Heca w kurniku, czyli krzyżówki, labirynty, kolorowanki i inne zabawy ortograficzne"
Autor tekstu: Monika Hałucha
Ilustrator: Anita Graboś
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: sierpień 2017
Liczba stron: 32
Wiek odbiorcy: 6-10 lat







Wprawdzie klasa pierwsza szkoły podstawowej oficjalnie zna dopiero trzy literki i pierwsze pełne napisane zdanie brzmi "To tata.", jednak lada chwila zaczną się trudności z ortografią języka polskiego. Niejeden dorosły nie wie kiedy napisać 'rz' a kiedy 'ż'. 'Ó' czy 'u' oraz 'h' i 'ch' stanowią wyzwania a to przecież dopiero początek, bo jest jeszcze reguła o pisaniu 'nie', wyjątki, definicje i tym podobne rewelacje. Któż z nas nie wspomina czasem dyktand, w których czerwienił się później długopis nauczyciela.

Jednak wszyscy idą z duchem czasu i starają się ułatwić życie innym - w tym przypadku milusińskim. Nie będziemy zamęczać dzieci regułkami, wyjątkami, zasadami, tylko podsuniemy im "Hecę", która jest zbiorem zróżnicowanych zadań. Pod przykrywką dobrej zabawy, do głowy wpadnie to i owo i w przyszłości, gdy to 'coś' będzie potrzebne, skojarzą, że to dzięki tej pozycji :)


A co dokładnie kryje "Heca"?
Niech Wam to przekaże kura :)




Drogi kilkuletni Czytelniku a zarazem poszukiwaczu przygód - w tej książeczce czekają na Ciebie kury, które zaplanowały zadania specjalne. Liczne są labirynty, jednak nie wystarczy przejść z miejsca A do miejsca B, bowiem po drodze czekają utrudnienia.

Przejść można tylko ścieżką prowadzącą poprzez 'ż' lub 'rz' lub 'h' czy 'ó'.





Moja Siedmiolatka rozpoczęła zmagania z "Hecą" od... rebusów :)




Bardzo ciekawe są też krzyżówki, które zostały ułożone tematycznie - jest klimat zamkowo-księżniczkowy, zadanie rodem z przyjęcia, gdzie na odgadnięcie czekają produkty z królewskiego stołu, ale również elementy lasu czy dżungli i ich mieszkańców a na koniec najbliższe dziecku - plac zabaw :) Każda krzyżówka posiada hasło finałowe, które zresztą zgodnie z poleceniem należy dorysować na ilustracji.




Ale to nie wszystko! W książeczce znajdują się również zadania na spostrzegawczość - na przykład wykreślanki czy wyszukanie niepasujących przedmiotów na ilustracjach pełnych ptaków, słodyczy czy misiów. Są też zadania z dwoma obrazkami, gdzie należy odszukać ich części wspólne lub podobieństwa. Zaplątane linie próbują wywieźć w pole i tylko cierpliwość oraz skupienie doprowadzą małego odkrywcę do celu.


Doskonałą zabawą są ilustracje z kodem - na górze zapisano jaki kolor odpowiada jakiej literze np.:



a u dołu czeka rysunek podzielony na nieregularne pola z wyrazami, w którym brakuje tych właśnie liter. Zadaniem czytelnika jest wpisanie właściwej litery co skutkuje kolorowaniem kolejnych pól na właściwą barwę... Błąd spowoduje, że finał nie będzie poprawny.
Żeby było ciekawiej nie robiłyśmy zadania po kolei - losowanie wyznaczało nam, który wyraz bierzemy pod uwagę - właściwa odpowiedź, kolorowanie... a finalnie ma powstać konkretny obraz. Kiedy Siedmiolatka nie była pewna jak się pisze jakiś wyraz - umówmy się, pierwszoklasistka jeszcze tego nie musi wiedzieć, bowiem aktualnie poznali dopiero cztery litery :)




"Heca w kurniku" to ogromna różnorodność zadań, które bawią i uczą. Sięgając po tę pozycję można zanurzyć się w świat kolorowanek, łamigłówek, jednocześnie ucząc się jakże niełatwej polskiej ortografii. Kury nauczą Cię nie tylko logicznego myślenia, kreatywności, cierpliwości, ale też udowodnią, że 'ż', 'h', 'ó' czy ich siostry zamienniczki, wcale nie muszą być postrachem i pojawiać się w nocnych koszmarach.

Niepozorna i niezbyt gruba książeczka a kryje w sobie niezwykłą pomoc dla nauczyciela czy rodzica. Śmiało można w tych czasach korzystać z dóbr, jakie ofiarowują nam wydawnictwa, autorzy oraz ilustratorzy i pomagać naszym pociechom w zdobywaniu wiedzy. Myślę, że nie ma osób, którym Heca nie pomogłaby choćby w jednym zagadnieniu, zwłaszcza że na końcu zamieszczono rozwiązania niektórych zadań.

Razem z moją Siedmiolatką serdecznie polecamy "Hecę w kurniku..." Moniki Hałuchy - do nauki i zabawy :)




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość poznania książki
dziękujemy Pani Dagmarze

czwartek, 12 października 2017

Tym razem nie wyzwanie, ale potrzebne poszukiwania tytułów :)





Drodzy!

Tym razem mam dla Was zadanie totalnie NIE związane z obowiązkiem czytania tego co znajdziecie :)







Właściwie to nawet nie zadanie a PROŚBA :)






Dotyczy ona niejako mojego wyzwania... Zatytułuj się :)






Jak wiecie w moim imieniu i nazwisku występuje w sumie aż 3 razy literka E...





Moje półki posiadają wprawdzie jakieś książki, które rozpoczynają się na literę E, ale... nie mam aż 3 a do tego takich, które by mnie fascynowały, kusiły, przyzywały....
Rozumiecie, prawda? :D
Nawet A nie sprawiło mi tyle trudności... może dlatego, że akurat pojawiły się tytuły a potrzebne mi tylko dwa A.




I tu pojawia się moja prośba - wiecie, że lubię czytywać obyczajówki oraz pozycje kryminalno-sensacyjne. Będę wdzięczna za propozycje realnie dostępnych tytułów książek
(wraz z autorami), które rozpoczynają się właśnie na literę E oraz leżą w sferze moich zainteresowań. Czasu jest sporo (do 30.06), ale chciałabym być przygotowana a i czas na przeczytanie trzeba znaleźć :)
Wyniki przydadzą się również innym uczestnikom tego wyzwania.
Pomożecie? :)







Wszystkie grafiki pochodzą z internetu

środa, 11 października 2017

"Pixel art. Zwierzęta" oraz "Pixel art. Księżniczki"


Tytuł oryginału: Pixel art. Les animaux / Pixel art. Les princesses
Z jęz. francuskiego przełożyła: Iwona Jańczy
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: listopad 2016
Liczba stron: 32/32
Oprawa: miękka
Wiek odbiorcy: 5+






Co robić z dzieckiem kiedy za oknem wieje, leje i nic nie zapowiada zmiany na lepsze? Jest wiele ciekawych sposobów na spędzenie wolnego czasu, ale dziś mam dla Was coś oryginalnego! Zabawa pixelami! I bynajmniej nie mam na myśli powiększania zdjęć :)

Seria Pixel art to cztery różnorodne tematycznie książeczki - dla dziewczynek i chłopców - Księżniczki, Zwierzęta, Pojazdy oraz Piraci. Razem z Siedmiolatką miałyśmy przyjemność przenieść się w świat dwóch pierwszych pozycji. Na czym polega zabawa w pixele? Otóż kwadratowa rzeczywistość ma dla małych odkrywców dwa rodzaje zadań.

Po pierwsze - i w naszym przypadku najważniejsze - naklejanie.
Lewa strona zawiera kształt, który musimy powtórzyć za pomocą kolorowych, kwadratowych naklejek po stronie prawej, gdzie umieszczono jedynie błękitny zarys tegoż kształtu. Naszym zadaniem jest odnaleźć właściwy kolor i stworzyć własny obraz, oczywiście według wzoru. Na górze znajduje się podpowiedź - ile sztuk kwadracików danego koloru potrzebujemy.




Naklejkowe kwadraciki odnajdujemy na początkowych lub końcowych stronach, które składają się tylko i wyłącznie z barwnych dywanów.






W naklejanie można bawić się w pojedynkę lub grupowo - my naklejałyśmy we dwie, dzieląc się  kolorami, elementami lub stronami obiektów.








Drugim rodzajem zadań są kolorowanki, które składają się z kwadratów o zarysie w takim kolorze, na jaki mają zostać pomalowane. Niestety ten rodzaj zapełnienia czasu jest dla Siedmiolatki nudny i nie znalazła w sobie dość chęci, by zająć się akurat tą częścią książeczek.





Seria Pixel art doskonali kreatywność, rozwija umiejętność rozróżniania kolorów, pomaga w treningu liczenia, poprawia koncentrację a także sprawność manualną. To doskonały i oryginalny pomysł na spędzenie czasu z dzieckiem, bowiem nie tylko uczy i rozwija poprzez naklejanie, ale również mówienie czy opowiadanie bowiem można te dwie czynności robić jednocześnie na przykład wymyślając krótkie opowiadanie, bajkę czy wierszyk, gdzie bohaterem będzie tworzona właśnie postać czy przedmiot.


Książeczki doskonale nadają się do zabrania ich w podróż, bowiem przyklejać kwadraciki można wszędzie a gabaryty tych pozycji nie stanowią problemu logistycznego podczas pakowania.

Zajrzycie do kwadratowego świata? :)



Za możliwość przeczytania książki
dziękujemy Pani Ewie

wtorek, 10 października 2017

Katarzyna Michalak "Błękitne Sny"




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 28 sierpnia 2017
Liczba stron: 320
Seria: Leśna Trylogia tom 3










Katarzyna Michalak to jedna z wielu polskich pisarek, których powieści pochłaniają mnie i przenoszą do wirtualnego świata. Autorka nie oszczędza bohaterom trudności i przeszkód które stawia na drodze do miłości, szczęścia i radości. W Leśnej Trylogii nie zabrakło najważniejszych dla człowieka uczuć i emocji, łez smutku czy wzruszenia, ale również wątków sensacyjnych. Jak zakończyła się najnowsza trylogia Michalak?


Trzech braci
Trzy przyjaciółki
Okrutny los, który w postaci pomysłów Autorki nie pozwala im na zwyczajne życie

To główni bohaterowie tej powieści. Długo myślałam jak napisać recenzję, by nie zdradzić Wam zbyt wiele, ale żeby z drugiej strony pokazać plusy i minusy powieści.

Poprzedni tom zakończył się dość tragicznie i krwawo, nie ukrywam że teraz przyjdzie Ci, Drogi czytelniku spędzić sporo czasu u boku swych bohaterów przy szpitalnych łóżkach... Trzymając ich za rękę w krytycznych chwilach, gdy słyszą przykre wiadomości, widzą demony zatruwające myśli o przyszłości czy próbują pogodzić się z rzeczywistością, zesłaną im przez... no właśnie... przez kogo?
 
Główni bohaterowie spędzili w szpitalnym otoczeniu wiele dni, jednocześnie zmagając się z nowymi trudnościami. Jakby mało mieli smutków i problemów. W ich życiu pojawiają się osoby znane lub zupełnie obce. Jedne napawają miłością, czułością, inne obrzydzeniem i pogardą. Niektóre spotkania są umówione, inne spontaniczne czy zaskakujące. Wyczekiwane, miło wspominane lub sprawiające, że pragną o nich zapomnieć. Każda z nowych postaci wywołała - również we mnie - odmienne emocje. Jest to dowodem na doskonałe zróżnicowanie i scharakteryzowanie ich.


"Na miłość nie trzeba zasługiwać. Nie trzeba o nią żebrać. Masz prawo do miłości za to tylko, że przyszłaś na świat. Za to, że biegasz, oddychasz, upadasz i wstajesz, a twoje serce bije dla tych, którzy cię kochają i których ty kochasz. Nikt nie ma prawa żądać więcej."  *
 

Wydarzenia, tradycyjnie już w tej serii biegną szybko i nie pozwalają na chwile nudy. Kiedy już mamy nadzieję na spokój, sielankę i obezwładniającą miłość, jeden telefon czy też jego brak potrafi rozwiać te nadzieje... Pojawiają się nowe domysły, czarne wizje, krwawe sceny... I tylko w głowie czytelnika pojawia się pytanie, czy Katarzyna Michalak nie za bardzo pogmatwała im życie? Owszem lubię, gdy się dzieje... Gdy nie męczą mnie opisy przyrody, ale postacie z krwi i kości dostarczają przemyśleń i podążają ścieżkami, na których końcu mają nadzieję dojrzeć swój wymarzony cel. Powieść mi się podobała, to nie tak, że kręcę nosem, tylko wydaje mi się, że śmiało tymi dramatami można by obdzielić bohaterów kilku innych książek. Ale niewątpliwie nie miałam okazji się nudzić.

Rozstania, powroty, wyjazdy, choroby, niespodziewane wieści o utracie lub pozyskaniu bliskich - tego dostarczyli Gabrysia i Wiktor, Majka i Marcin oraz Julia i Patryk - trzy pary, trzy historie, niby oddzielne, ale jednak jakże połączone... Jest też matczyna miłość w różnych odcieniach (macierzyństwo marzeń kontra jak z koszmaru!), maleńka i przestraszona Hania oraz demon z powichrowaną wrażliwością. 

Jak przystało na powieść z wątkiem sensacyjnym znajdziecie tutaj również szantaż, groźby, strach, bezsilność, policyjne gierki a wszystko to przełamane pięknymi wyznaniami miłości i okazywaniem dobrego serca. Michalak na przykładzie "Błękitnych Snów" pokazała, że błędy, których dopuściliśmy się w przeszłości powracają ze zdwojoną siłą, wychodzą w najmniej spodziewanych momentach i zatruwają nam życie... Tylko wtedy, już za późno na odwrócenie biegu historii.


"Jeśli się jednak kogoś prawdziwie kocha, trzeba umieć nie tylko dawać i brać, ale też rezygnować z własnego "chcę". W miłości liczy się "chcemy". **


Książka pokazuje jak bardzo każdy z nas pragnie domu, rodziny, bliskości i akceptacji. Może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale każdego dnia potrzebujemy kogoś, kto przytuli, pocieszy, zapyta jak minął dzień i będzie życzył nam dobrze. Będzie martwił się o nas, gdy długo nie wracamy a sam będzie zdawał sobie sprawę, iż to działa również w przeciwną stronę. A jak wiadomo, tam gdzie jest rodzina, gdzie ze sobą rozmawia - lub nie - wiele osób pojawiają się niespodzianki, wzruszenia, smutek i śmiech, ale i zmęczenie - ot, normalne życie. Takie właśnie opisała Katarzyna Michalak, wzbogacając trochę tragediami i nasycając zbiegami okoliczności. Ale to tylko powieść, prawda? Wszystkie chwyty dozwolone, by czytelnik nie odłożył książki z myślą, iż było nudno. Ja to sobie cenię.


Podsumowując - "Błękitne Sny" to powieść o niezwykłym i zapadającym w pamięć zapachu róży i pomarańczy. O miłości i nienawiści. Bólu i radości. Rozpaczy, szczęściu i wzruszeniu. Książka, która dostarcza emocji jak pędzący po szynach wagonik uciekający przed demonami przeszłości. Katarzyna Michalak podarowała nam opowieść o utraconych i odzyskanych bliskich, wyciąganiu pomocnej dłoni, wybaczaniu, błądzeniu oraz tajemnicach, potrafiących nieźle namieszać, co z kolei pokazuje, jak ważna jest przyjaźń.



* K. Michalak, "Błękitne Sny", Wyd. Znak literanova, Kraków 2017, s. 136
** Tamże, s. 257



"Leśna Polana"
"Czerwień Jarzębin"
"Błękitne Sny"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 9 października 2017

Dorota Suwalska "Iwo z Nudolandii"





Autor: Dorota Suwalska
Ilustrator: Marta Krzywicka
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 48
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 6+








Wydawnictwo Adamada szturmem wdarło się na rynek wydawniczy ponad dwa lata temu. Każdego roku w ich ofercie pojawia się wiele interesujących pozycji z zakresu literatury dziecięcej i młodzieżowej. Miałam przyjemność poznać naprawdę większość proponowanych tytułów i mój zachwyt nie ma końca. Moja Siedmiolatka doskonale bawi się podczas lektury a później podczas przygotowywania scenografii do zrobienia zdjęć. Już niebawem kolejne Targi Książki w Krakowie i chciałabym cyklem recenzji książeczek Adamady pokazać Wam, na co warto zwrócić uwagę.

Przeczytałam opis książeczki "Iwo z Nudolandii", który brzmi tak:
Dawno, dawno temu było sobie królestwo, które słynęło z tego, że właściwie nic się w nim nie działo. Wszystko tam było uporządkowane i zaplanowane – czyli nudne jak flaki z olejem.
I wiecie co pomyślałam? Kurczę, czy to aby nie będzie nudne, jak te flaki?? Zaczęłyśmy czytać...

W Nudolandii wszyscy uwielbiają się nudzić, z wyjątkiem księżniczki Mirabelli, która nie była zainteresowana tym, czym z reguły pasjonują się królewskie córki. Ona wolała uciekać z zamku i robić miecz z patyka. Ojciec znalazł jednak na nią sposób - kupił jej telewizor, by odwrócić jej uwagę od przynoszenia mu wstydu nieodpowiednim zachowaniem. Mirabelka rosła i stawała się pięknością, toteż zaczęto jej poszukiwać męża. Tylko czy księżniczka zechce oderwać się od filmów z Supermenem? :) Tak bardzo zżyła się z telewizorem, że przestała wychodzić na zewnątrz a ogrodnik Iwo myśląc, że ona cierpi sadził jej pod oknami kwiaty i zioła.

Aż któregoś dnia na Nudolandię padł... cień. I strach. Olbrzymi smok ziejący ogniem zaatakował zostanie sprowadzony super bohater!
królestwo, choć początkowo - pomimo odezwy króla - nie wszyscy w niego uwierzyli. Zaczęto się zastanawiać jak go zgładzić... Każdy z ministrów ma na ten temat odmienne zdanie, ale jak wiadomo najważniejszy jest ten pierwszy i to jego pomysł zaczyna być realizowany.


Dorota Suwalska stworzyła baśń o księżniczce i smoku, ale jeśli myślicie, że będzie schematycznie i przewidywalnie to srogo się zawiedziecie! Ta bajka w niczym nie przypomina tych, które znam z dzieciństwa. Kluczowym słowem jest tutaj chyba "współczesność", bowiem nie potrafiłam powstrzymać śmiechu napotykając na filmy z super bohaterami czy sms-y wysyłane przez dziadka z pustelni do wnuka Iwa. Zresztą dla bohaterów staroświeckim pomysłem jest ofiarowanie połowy królestwa i ręki księżniczki za żonę temu, kto zgładzi smoka. Nie zabrakło też motywu Internetu, ale nie zdradzę w jakim aspekcie. Musicie go odkryć sami :)

Historia o Iwie Ogrodniku to atrakcyjna dla współczesnego dziecka opowieść o księżniczce, kolejnych bohaterach, próbujących uporać się ze smokiem, ojcu starającym się dogodzić jedynaczce oraz skromnym ogrodniku o dobrym sercu. Suwalska pod przykrywką jakże trafiającej w gust małego czytelnika historii, przemyciła wiele prawd ważnych dla każdego człowieka. Wszystko to z humorem i w języku na poziomie kilkulatka. W tekście znajdują się również bezpośrednie zwroty do Czytelnika a fabuła jest tak skonstruowana, że zmusza do myślenia.



Baśń jest podzielona na rozdziały, które rozpoczynają się fragmentami sms-ów dziadka, przyśpiewek czy przysłów nudolandzkich.
Rozdziały są dość długie jak na książeczkę dedykowaną dla dzieci od szóstego roku życia, dlatego Patrycja wolała posłuchać mojego czytania w przypadku tej książeczki, niż czytać samodzielnie. Zwłaszcza, że tekstu jest dość dużo w stosunku do rysunków, które zresztą są dość symboliczne i zajmują niewiele miejsca (zdarzają się strony całkowicie bez obrazków). Ilustracje Marty Krzywickiej spodobały się Siedmiolatce z dość nietypowego powodu - nazwisko ilustratorki różni się od jej własnego tylko jedną literą!

Podsumowując - "Iwo z Nudolandii" to współczesne spojrzenie na życie księżniczek, ogrodników oraz herosów. Dorota Suwalska zaskakuje fabułą baśni a już na pewno zakończeniem! Ja sama poczułam ogromne zdziwienie i nie mogłam przestać się śmiać :) To wyjątkowo nietypowa pozycja w gronie baśni, którą serdecznie polecam dla kontrastu z bajkami sprzed lat. Gwarantuję doskonałą zabawę.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękujemy Pani Ewie

niedziela, 8 października 2017

Colleen Hoover "It Ends with Us" - przedpremierowo




Tytuł oryginalny: It Ends with Us
Tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: planowana na 11 października 2017
Liczba stron: 360











Colleen Hoover pisze podobno świetne romanse... Dlaczego napisałam "podobno"? Ponieważ, mimo ogromnej ochoty nie miałam dotychczas okazji poznać twórczości tej autorki. A szkoda...
Jednak nigdy nie należy tracić nadziei, iż we właściwym życiowym momencie los podeśle jakiś tytuł, który sprawi, że będziemy mieli ochotę na więcej. Czy tak właśnie jest w moim przypadku po lekturze "It ends with Us"?

Lily Bloom szukała w Bostonie niezależności. Wyjechała - a właściwie uciekła - z rodzinnej miejscowości celowo, nie mogła patrzeć na krzywdę matki. Teraz siedzi na balustradzie tarasu jednego z bostońskich dachów i rozmyśla o pogrzebie ojca. 
Nie zdając sobie sprawy, iż nie jest sam - na tym samym dachu - tuż obok swoją złość wyładowuje młody i muskularny mężczyzna, na oko nieco starszy od Lily. Zamieniają kilka zdań, jednak rozstają się bez nadziei na spotkanie w przyszłości, nie wymieniając nawet numerami telefonów.

Ale los miewa zaskakujące pomysły... 
Lily uwielbia kwiaty, pasjonuje ją ogrodnictwo a jej ogromnym marzeniem jest otworzenie kwiaciarni. Ale by wybić się na rynku postanawia trzymać się dwóch filarów - ma być odważnie i bezkompromisowo, co w praktyce przeradza się w pomysł, by sprzedawać kwiaty tym, którzy ich nie lubią! Czy ten pomysł zachęci bostończyków i Lily odniesie sukces?

... i uderza w najmniej spodziewanych chwilach...
Na samym początku swej biznesowej drogi Lily doznaje urazu nogi. Na szczęście dość szybko zjawia się pomoc - Ryle Kincaid, przyszły neurochirurg. Między młodymi ludźmi rodzi się uczucie, które zostanie wystawione na wiele prób. Czy przetrwa? Czy Ryle dotrzyma obietnic? Czy poradzi sobie z atakami? Aż wreszcie czy przeprosiny w takich sytuacjach mogą trwać wiecznie? Jakie trudności przygotowała dla nich Colleen Hoover?

Lily Bloom otrzymała niezwykle trudną do odegrania rolę - musiała podejmować decyzje, które wcale nie były łatwe. Musiała rozważać co powinna wybrać, by jej przyszłość była taka, jaką sobie wymarzyła. Musiała uciekać, bać się i pomimo rozumiejącej problem matki czy najbliższej przyjaciółki Allysy, nie miała wyboru - musiała poprosić o pomoc Atlasa Corrigana, chłopaka któremu uratowała życie, kiedy byli nastolatkami.
A w najważniejszym dniu swojego życia musiała wybierać między miłością a... miłością.

O przeszłości bohaterki i jej znajomości z Atlasem dowiadujemy się z listów, które zostały zamieszczone w powieści. Bohaterka pisała je do Ellen DeGeneres - prezenterki telewizyjnej, ale nigdy nie wysłała. Trzyma je w szafie jak relikwie i czyta w chwilach smutku. Tylko czy nie okaże się to błędem...?


"To nie czyny sprawiają najwięcej bólu, lecz miłość." *


Tak jak napisałam na wstępie, nie znam innych powieści autorki, jednak jeśli wszystkie wyglądają przynajmniej podobnie do tej, to w ciemno zamierzam po nie sięgnąć. To nie jest zwykły romans! To fenomenalna książka, dlatego też zdradziłam jedynie maleńkie ziarenko z fabuły - tak naprawdę to nic fundamentalnego. Sami musicie zagłębić się z pasją w kolejne strony i podobnie jak ja przeżywać losy bohaterów, ze śmiechem lub łzami. Choć przypuszczam, że tych drugich będzie zdecydowanie więcej.

Hoover napisała powieść pod wpływem własnego życia i chylę czoła, że miała odwagę, by napisać o tym tak wprost. To trudny temat, choć niestety bardzo często spotykany w społeczeństwach różnych krajów. Niejednokrotnie ludzie milczą, zamykają problem w czterech ścianach i nie pozwalają sobie pomóc.


"Czasami rodzice muszą przezwyciężyć dzielące ich różnice i wykazać się odrobiną dojrzałości, żeby zrobić to, co najlepsze dla dziecka." **


Niezwykła i ogromnie trudna do opisania przeze mnie teraz w recenzji historia o błędnych kołach, cierpieniu, bólu i stłamszonej przez gniew miłości oraz radości. Bohaterowie często muszą zmagać się ze strachem, wyrzutami sumienia i obietnicami, które niestety nie zawsze są dotrzymywane. Całym sercem byłam z Lily - do końca nie wiedziałam jaką decyzję podejmie, choć podświadomie czułam, jaki może być finał...
 

Podsumowując - "It Ends with Us" to cudownie przejmująca powieść, która kipi od emocji, wrażeń i nie pozwala zasnąć. Traktuje o samotności, trudnej miłości, bezdomności, piżamowym szaleństwie, niełatwych wyborach i sercach nie domkniętych od góry. Książka jest świadectwem tego, jak może wyglądać życie kiedy uwolnimy się od przemocy domowej a jak, gdy bezwolnie w niej trwamy. O istocie przyjaźni, ambicjach i pragnieniu sukcesu oraz demonach przeszłości - też przeczytacie w IEWU.
Jeśli chcecie dowiedzieć się jak można rzucić kogoś na kolana poprzez opisaną historię sięgnijcie koniecznie po tę powieść, gwarantuję bezsenną noc!



* C. Hoover, "It Ends with Us", Wyd. Otwarte, Kraków 2017, s. 309
** Tamże, s. 335




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wspomnienia z wakacji, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



sobota, 7 października 2017

Max Czornyj i jego "Grzech" , czyli październikowy kryminał z Filii - zapowiedź

Już 11 października swoją premierę ma debiutancka książka Maxa Czornyja, którą rekomenduje sama Katarzyna Puzyńska!


„Znakomity kryminał! Czapki z głów.
Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli gatunku”.
Katarzyna Puzyńska



Oto oficjalny opis fabuły:



W Lublinie dochodzi do serii zaginięć. Ktoś porywa kobiety, a ich rodziny otrzymują tajemnicze listy. Do sprawy zostaje przydzielony wybuchowy komisarz Eryk Deryło.
Gdy znalezione zostają pierwsze zwłoki, na miasto pada strach, a presja wywierana na lubelską policję rośnie.
Tropy mnożą się i plączą. Krąg podejrzanych się poszerza.
Strach przeradza się w panikę. Ciało kobiety zostało okrutnie zbezczeszczone, z rozmysłem upozowane i porzucone na jednym z lubelskich cmentarzy. Morderca przez cały czas
znajduje się o krok przed ścigającą go policją.
Do sprawy włącza się Miłosz Tracz, profiler mający za zadanie przygotować portret psychologiczny sprawcy.

Czy okoliczności, w jakich porzucane są ciała, mają znaczenie? A może wyraźne, bluźniercze nawiązania do symboliki religijnej stanowią jedynie próbę zmylenia pościgu?
Jedno jest pewne, zapłatą za grzech jest śmierć.
 
 
 
Po przeczytaniu opisu nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie przeczytać tej książki!!! A Wy? :)
 
 
29 października Max Czornyj będzie podpisywał "Grzech" podczas Targów Książki w Krakowie - zamierzam stawić się po autograf :)
 

piątek, 6 października 2017

Magdalena Kordel "Serce z piernika" - przedpremierowo




Autor: Magdalena Kordel
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: planowana na 25 października 2017
Liczba stron: 410












Książki Magdaleny Kordel są magiczne, radosne, ale nie brakuje w nich zagadek czy trudnych spraw. Sięgam po każdą świeżutką jeszcze powieść, nie czytając wcześniej nawet opisu - wiem, że się nie zawiodę a radość z odkrywania zawartości jest dzięki temu smaczniejsza dla literackiego łakomczucha. Już w pierwszych dniach września miałam okazję poznać najnowszą, zimową opowieść o uczuciach, rozterkach i sekretnych szufladach. Czy "Serce z piernika" jest magiczne?

Dzieciństwo
Klementyna Dońska niedługo po urodzeniu została porzucona przez matkę a opiekę nad dziewczynką przejęła babcia Agata. Jednak nie było to dzieciństwo spokojne, bowiem w najbardziej nieoczekiwanych momentach babcia z obłędem w oczach pakowała walizkę, brała ją za rękę i ruszały do pociągu a potem... w nieznane. Nie była to zabawa ani kaprys... To tragiczne wydarzenia z okresu drugiej wojny światowej naznaczyły los żyjących pod jednym dachem kobiet. Jaka tajemnica kryje się za walizkowym szaleństwem?

Dorosłość
Dońska ma w genach mistrzostwo cukiernictwa. W jej rodzinie każdy miał jakiś dar i specjalizował się w innej dziedzinie - Klementynę pasjonują pierniki. Kiedy tylko czuje magię chwili, biegnie zagnieść ciasto a potem tworzy istne dzieła sztuki, na które popyt jest cały rok, nie tylko w okolicy Bożego Narodzenia.

Zmiany
Kolejny atak babki sprawia, że tym razem Klementyna nie zamierza w skrytości godzić się na obraz niepewności i strachu, który dostrzega w oczach swojej córeczki Dobrochny. Przed laty zapewne sama miała podobne spojrzenie... Pora zmienić ten stan rzeczy i zacząć działać a nie ulegać bierności... Skłaniając się ku radom Irminy - najlepszej przyjaciółki - Klementyna postanawia wyjechać do Miasteczka, w rodzinne strony Agaty, by tam poszukać szans na pomoc dla babci. Różowa kamieniczka wita ją niepasującymi kluczami, co z kolei przyczynia się do uratowania komuś życia. Ten dobry uczynek staje się początkiem zmian, które nadeszły. Klementyna nie zdaje sobie sprawy, że tutaj każdy gest, każde słowo i każda wizyta, nawet najmniej spodziewanego gościa mogą mieć tak ogromne znaczenie dla jej przyszłości.

Decyzje
Czy Klementyna zdecyduje się pozostać w krainie, gdzie czas płynie inaczej a demony chowają się głębiej niż dotychczas? Czy babcia Agata zdradzi swoją tajemnicę? Kto zawita w progi kamieniczki przywabiony cudownymi zapachami i nietypową wystawą?
Decyzje zawsze są trudne, ale by poznać te podejmowane przez bohaterów, musicie koniecznie zajrzeć do "Serca z piernika" :)


Kolejna bajkowa powieść Magdy Kordel błyskawicznie wciągnęła mnie w wir wydarzeń. Byłam tak ogromnie zła, kiedy dotarłam do końca... Dlaczego świetne książki, muszą tak szybko się czytać? Zimowa opowieść jest typową historią autorki - z humorem i tajemnicami wiedzie nas poprzez losy bohaterów, z których każdy ma jakiś dar, skrywa bolączki i pragnie szczęścia. Tylko każdy widzi je inaczej... 
Autorka zaskakuje czytelnika wykreowanymi postaciami - zagubioną Julią, skołowanym Piotrem, charyzmatyczną Starą Anną, niezwykłą Srebrną Natalią czy też rozbrajającą Dobrochną. Nie brakuje też zwierząt, które wnoszą dość kudłaty element domowego charakteru i otwierają serca.

Książka jest nie tylko bajkowa, ale również ciepła, poruszająca i skrywająca liczne sekrety. Odkrywanie ich - jak zawsze - sprawia radość i podnosi poziom adrenaliny. Każdy, kto sięgnie po "Serce z piernika" otrzyma również mnóstwo cennych, życiowych rad. Niezmiernie podobało mi się stwierdzenie, iż trzeba nosić na głowie czapkę, bowiem marzenia nie mogą zamarznąć. Ważniejsze i bardziej odnoszące się do trudów codzienności są jednak słowa mówiące o tym, że w życiu nie można zmienić początku danej historii, ale trzeba pamiętać o tym, że mamy wpływ na jej koniec. To od nas samych zależy jaki będzie finał i jak bardzo zadowoli nas droga, która do niego poprowadzi.

Ogromnym atutem powieści są smaki i zapachy, które wręcz roznoszą się podczas lektury wokół czytelnika... Chętnie wprosiłabym się do Klementyny na herbatę z pomarańczą i płatkami migdałów, bułeczki z gorącymi wiśniami a już na pewno na pierniki! Możecie mi wierzyć lub nie, ale czytając "Serce z piernika" byłam w Krakowie tylko ciałem, bowiem zapach wanilii, cynamonu, kardamonu i domu bohaterki, czyli niezwykłej kamieniczki w Miasteczku przyzywał z ogromną siłą i mój duch ulatywał w tamtym kierunku.


Los, Duch Nadchodzących Świąt oraz Piernikowa Magia to ulotni, ale arcyważni bohaterowie tej historii. Autorka wielokrotnie zaprasza ich do zdań wieńczących rozdziały, ponieważ działają oni według swojego planu wobec bohaterki i nic nie dzieje się przypadkowo... Mimo, iż tak to może wyglądać...

Jeśli szukacie recepty na życie, chcecie poznać mantykowanie, wziąć udział w odczynianiu uroków czy choćby przejrzeć na oczy w kwestii krzywdy dotykającej innych ludzi to koniecznie sprawcie sobie trochę radości (choć moim zdaniem wcale nie jest to mała "trocha") i przeczytajcie najnowszą powieść Magdaleny Kordel. Gwarantuję, że spotkacie motyle w zimie, poznacie ośmiokilogramową puchatą piękność oraz zrozumiecie, że dziecko trzeba do życia przygotować a nie chronić go przed tym, co ma się wydarzyć.



"Serce z piernika" to bożonarodzeniowa opowieść o kobiecie z trudną przeszłością, której przyszłość wyznaczył piernikowy domek. Pośród śniegowych płatków jawi nam się rodzinna historia z tajemnicami w tle, która otula serce ciepłem, miłością i serdecznością, dając jednocześnie nadzieję na lepsze jutro. Wystarczy przetrzeć bajkową okładkę dłonią, by odkryć świat namalowany przez Magdalenę Kordel, niemal jak mroźne dzieło na szybach różowej kamienicy. Zajrzyjcie i przekonajcie się jak wyglądają cuda w czystej postaci. Gorąco polecam!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Kasi



czwartek, 5 października 2017

Podsumowanie mojego czytelnictwa - wrzesień 2017

Czytelnictwo wrześniowe doskonale pokazuje, jak bardzo moje życie różni się od życia normalnych ludzi... Podczas weekendów, wakacji i urlopów czytam mało, bowiem nie mam na to zwyczajnie czasu...

Najlepszy czas na czytanie - od 2 lat i przynajmniej na 2 najbliższe lata - to zwykłe dni tygodnia od września do czerwca.

We wrześniu miałam sporo godzin przedpołudniowych na czytanie, bowiem z uwagi na całkowitą zmianę życia córy z przedszkola na szkołę, czas jej lekcji spędzałam na szkolnym korytarzu. To totalnie inny tryb życia niż dotychczas, tylko jedna pani i emocje... Wszystko to sprawia, że wolę to niż denerwowanie się w domu, zerkanie na aplikację w telefonie, która wyświetla cukier. Jak będzie... pokaże przyszłość, póki co, jest tak...

Z pisaniem było gorzej a na dodatek 24 września rozsypał się mój ukochany laptop! :( Był to mój pierwszy przenośny sprzęt, miałam go ponad 9 lat.... Dlatego rzadziej bywałam u Was, mało u siebie, nie wszystkie książki opisałam, wielu planowanych rzeczy nie zrobiłam... Życie...
Ale za to nadrobiłam głód czytelniczych stron :)
Nowy laptopek już jest, dlatego teraz czasem zabieram go ze sobą i nadrabiam blogowe robótki.




Liczba przeczytanych książek 12
Liczba przeczytanych stron4 154          (sama nie uwierzyłam kiedy zsumowałam)

Co w przeliczeniu na dni daje 138  stron dziennie.
Liczba stron przeczytanych w 2017:  26 768

W ramach wyzwań:
Grunt to okładka - 4
Mini czelendż - 1
Pod hasłem  - 8
12 u Wiedźmy - 0
Zatytułuj się -  4
 
52 książki  - 12
Dla dzieci  - 0
E-booki - 1



Przeczytałam w tym miesiącu:              

"Serce z piernika" Magdalena Kordel - zimowa opowieść pachnąca piernikami - na recenzję zapraszam już jutro :)

"Inspektor Kres i zaginiona" Agnieszka Turzyniecka - bardzo dobra polska powieść obyczajowo-kryminalna. Nie brakuje w niej urozmaiceń, energii oraz napięcia. Czyta się ją szybko i przyjemnie, gdyż fabuła nie pozwala na zapomnienie o losach bohaterów.  Książka jest dopracowana, przemyślana i widać, że autorka poświęciła jej wiele czasu. To udany debiut.

"Karmin" Agnieszka Meyer - jest powieścią trudną, oryginalną i specjalizującą się w ulotności miejsc i języków, ale również barwna i mistyczna. Opowiada o trudnej przeszłości, wspomnieniach i różnorodnych dziełach sztuki. To dość ciężka historia, głównie z uwagi na jej charakter i odmienność od typowych obyczajówek. Na pewno trzeba mieć odpowiedni nastrój i przygotować się psychicznie do odbioru książki

"Ósmy cud świata" Magdalena Witkiewicz - lektura obowiązkowa dla wielbicieli twórczości Witkiewicz, powieść traktująca o uczuciach, marzeniach, trudnych wyborach i szczęściu, które czai się u progu jak maleńkie ziarenko piasku, by móc stać się dla nas drogocenną perłą. Jak zawsze u Magdy Witkiewicz - cudna powieść!

"Córka Fanny Hill" Janet Cherrie - charakteryzuje się dużą częstotliwością miłosnych uniesień, które z kolei określiłabym jako różnorodne. To oryginalna lektura, głównie z uwagi na akcję osadzoną w osiemnastym wieku, jednak w mojej ocenie jest dość średnia. Wielbiciele literatury erotycznej nie będą zniesmaczeni, ale na ile seksualność ich zadowoli - wszystko zależy od tego czy oddadzą się lekturze dla poznania tej historii czy będą tylko porównywać do hitów gatunku.

"Nie czas na pożegnanie" Agnieszka Walczak-Chojecka - trzeci tom Sagi Bałkańskiej dostarcza czytelnikowi mnóstwo sprzecznych emocji, zaskakuje wydarzeniami, intryguje, wzrusza i nie pozwala na spokojny sen. Powieść traktuje o zatracaniu się w byciu rodzicem a dla równowagi chwil grozy otrzymujemy rozczulającą gromadkę dzieci. To wyśmienita i wciągająca seria o bratobójczym konflikcie, skupiająca się na losach bohaterów różnych nacji - gorąco polecam!

"Zadzwoń, kocham cię" Anna Łacina - jest powieścią pełną niespodzianek, strachu o życie najbliższych oraz licznych egzaminów jakie zdajemy w obliczu tragedii czy niebezpieczeństwa. Czy wszystkie zdalibyście śpiewająco? Kolejne zamachy znaczą losy bohaterów a jakby śladem koszmaru podąża rodzina Weroniki. Czy to ich umocni? Gorąco polecam sprawdzenie tego na własne oczy.

"Kącik zagubionych serc" Magdalena Trubowicz - to książka optymistyczna, choć z elementami smutku. Przepełniona humorem, życiowymi problemami różnego kalibru a jednocześnie bez zbytniej słodyczy czy różowych okularów opowiadająca o związkach, samotności i tajemnicach z przeszłości. Powieść Magdy Trubowicz to historia o tym jak harcerstwo (finalnie) pomaga w byciu szczęśliwym, o miłości od pierwszego wejrzenia (i to nie u nastolatków!) a także o blaszce swojskiego ciasta, które ma uratować świat przed zagładą. Serdecznie polecam!

"Marzenia szyte na miarę" Karolina Wilczyńska - to ciepła i optymistyczna - pomimo trudniejszych emocjonalnie wątków - powieść, w której swoje postrzeganie problemów opisują nam trzy pokolenia kobiet. Bohaterki żyją wspomnieniami, radzą sobie z odrzuceniem przez bliskich a przecież w każdym wieku można uszyć życie najlepsze dla siebie! Zaś na przeszłość nie warto się zbytnio oglądać i jej rozpamiętywać, bowiem nie da się jej zmienić, pozostaje zaakceptować. Wszystkim miłośnikom pięknie tkanych powieści obyczajowych polecam

"Słodkie życie" Krystyna Mirek - słodko-gorzka powieść o szczęściu, miłości, przyjaźni, cudach i "wchodzeniu do cudzych ogrodów" (uwielbiam to określenie!). Jest trochę bajkowo, baśniowo, ale przede wszystkim życiowo. To historia o tym, jak ulga potrafi zwalić z nóg, jak można przejść przez kłopoty dzięki czworonogowi oraz że w życiu musimy walczyć o zmiany, pomimo iż droga do lepszego jest zwykle trudna. Gorąco polecam!

"Wędrowne ptaki" Karolina Wilczyńska - historia czterech różnych kobiet, które pomimo różnic czy sporów muszą podejmować trudne decyzje mając te same cele i marzenia - chcą być szczęśliwe. Jeśli macie ochotę na poznanie ich drogi oraz zagłębienie się w tajemnice przeszłości, koniecznie zajrzyjcie na Kwiatową. Opowieść zamykająca się w okresie trzech miesięcy udowadnia, jak wiele może zdarzyć się w tak krótkim czasie oraz że nie zawsze lubimy to, co los i przyszłość podsuwają nam do przeżywania

"Martwe listy" Caite Dolan-Leach - świetny thriller psychologiczny, który pozwala pobawić się w detektywa, który skrupulatnie i z niepokojem odkrywa kolejne elementy układanki stworzonej przez przestraszoną swą niepewną przyszłością dziewczynę. Od czasu lektury inaczej już patrzę na alfabet...



Opublikowałam też:

- wywiad z Julitą Strzebecką - TUTAJ
- zaproszenie do wyzwanka/zabawy czytelniczej u Aine - TUTAJ


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...