Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołodziejczak Piotr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołodziejczak Piotr. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 października 2013

Piotr Kołodziejczak "Klępy śpią"



Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2005
Liczba stron: 196
Seria: Życia w życiu tom 2











Mimo faktu, że w blogosferze pojawia się wiele niepochlebnych opinii o książkach autorstwa Piotra Kołodziejczaka a posty dotyczące jego książek są bojkotowane (mało osób komentuje) to postanowiłam, że przeczytam ostatnią dostępną na rynku - a nie czytaną jeszcze przeze mnie - "Klępy śpią" i wyrobić sobie własną opinię. Bo to przecież nie sztuka skrytykować. Sztuką jest wyłuskać z każdej książki pozytywy a negatywy ... no cóż, ja moje uwagi przekazałam autorowi.

Jeśli mam być szczera, to chyba pierwsza trylogia autora, czyli seria Życia w życiu, bardziej mi się podoba niż druga sekwencja trzech tytułów tworzących całość. Jednak polecam czytać książki w kolejności ukazywania się i zachęcam do zapoznania się z moimi opiniami o "Wschodach do nieba" oraz "Nie rób mi tego".

Są lata siedemdziesiąte. Świeżo upieczony absolwent liceum - Czarek - udaje się na wymarzone studia do Rostowa nad Donem - miejscowości na południu Rosji. Podróż pociągiem nie należy do największych przyjemności życia, ponieważ trzeba pokonać ponad dwa tysiące kilometrów. A na miejscu czekają na "żółtodzioba" liczne niespodzianki: pokój z kupką gruzu i brakiem umeblowania, karaluchy, szkolenie w gazowni czy mało przyjemne badania lekarskie. Jednak czego się nie robi dla zdobycia wykształcenia. Kiedy już chłopak zaaklimatyzuje się w akademiku poznamy trochę studenckiego życia codziennego i ekstremalnego. Wiadomo, że typowy student to nie tylko wykłady, ale i imprezy, dziewczyny, w końcu coś trzeba robić w dalekiej od domu Rosji. Czarek w dość nietypowy sposób wiąże się też z dziewczyną - Anetą, jednak na ich drodze staje... Stop! O tym już przeczytacie w niniejszej książce. Chyba że ktoś - jak ja - przeczytał już tom trzeci serii to niestety nie będzie już miał niespodzianki czytając o Anecie.

Naprzemiennie z losami Czarka autor opowiada nam drugą historię. Tym razem nie jest tajemnicą kim są jej bohaterowie: to Agnieszka i Major - nauczycielka matematyki i jej uczeń, których poznaliśmy we "Wschodach do nieba". Agnieszka odrzuciła miłość chłopaka i wyjechała wraz z córeczką do rodzinnego Radomia. Tam poznała Jarka, nauczyciela z tej samej szkoły, w której zaczęła nową pracę. Mężczyzna z dość nietypowym stylem bycia stał się kimś więcej niż tylko kolegą z pracy. Czy Marta zaakceptuje przyjaciela mamy? Czy Agnieszka będzie potrafiła zapomnieć o Majorze? Przecież to od jej wyboru ścieżki życiowej zależy również przyszłość córki. Jaką decyzję podejmie kobieta?

"Klępy śpią" to przede wszystkim intrygujący tytuł. Od chwili gdy o nim usłyszałam pomyślałam - a cóż to są te klępy? Nieznany termin wyjaśnia się podczas lektury i niezmiernie mnie zadziwiło jego znaczenie.
Muszę przyznać, że jest to książka idealna na jesienny wieczór. Ciekawa historia, a właściwie dwie, do tego sporo humoru i relacji międzynarodowych w akademiku w Rostowie. Czytając "Klępy..." często się uśmiechałam i nawet nie wiem kiedy dotarłam do ostatniej strony. O ile pierwszy tom serii Życia w życiu mnie nie powalił na kolana, tak muszę przyznać, że całość trylogii brzmi nieźle.

Piotr Kołodziejczak stworzył historię pełną niespodzianek. Choć nie zaskoczył mnie tym, co wspólnego mają Agnieszka i Czarek, to sam finał był aż nieprawdopodobny. Autor chciał nam przekazać tą lekturą, jak ważne są podejmowane przez nas decyzje. W jaki sposób mogą one zaważyć na naszym przyszłym życiu. I nie tylko naszym. Zawsze przecież miłością połączone zostają dwie osoby i jeśli jest ona prawdziwa, to choćby nie wiem jak oddalić się od tej drugiej osoby fizycznie to duchowo ona zawsze będzie obok. Bo przecież miłość to uczucie, które jeśli już zakiełkowało w sercu to niełatwo go stamtąd wyrwać jak niepotrzebnego nikomu chwasta. I żadne znajomości zawierane by zapomnieć, by stworzyć sobie namiastkę domu lub by mieć z kim porozmawiać wieczorem, nie mają sensu. Czy warto zatem świadomie porzucać prawdziwą miłość? Jak wyglądałoby nasze życie gdybyśmy tego nie zrobili?

"Klępy śpią" to niezbyt obszerna książka, która jest idealna na odprężające po ciężkim dniu chwile z lekturą. Świetnie nadaje się też na chandrę, bo zatapiając się w historii innych ludzi, którzy mają - odmienne od naszych lub podobne - problemy, możemy poczuć się lżej na sercu i duszy. A dzięki sporej dawce humoru możemy dostarczyć sobie dodatkowo endorfin. Jestem jak najbardziej na tak!



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,1 cm), Trójka e-pik, Wyzwanie miejskie, Polacy nie gęsi II, 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi
oraz Księgarni dopoduszki.pl

czwartek, 12 września 2013

Piotr Kołodziejczak "Puść już mnie..."



Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2009
Liczba stron: 196












"Puść już mnie" to czwarta z kolei, biorąc pod uwagę datę wydania, książka Piotra Kołodziejczaka. Przeczytałam ją jako szóstą i muszę przyznać, że mam bardzo mieszane uczucia. Do tej pory, powieści tego autora, były ciekawymi lekturami na wieczorne chwile. Natomiast tym razem... zresztą sami oceńcie.

Główną bohaterką powieści jest Ewelina (bardzo miło, że tak mało popularne imię jak moje wkradło się na karty współczesnej książki), trzydziestodwuletnia szefowa rodzinnej firmy, w której zatrudniane są jedynie kobiety i to najlepiej singielki. Dlaczego? Otóż Ewelina była kiedyś mężatką, piszę "kiedyś" ponieważ jej trzyletnie małżeństwo zakończyło się rozwodem. Ona pracowała w sekretariacie kancelarii prawnej a on robił karierę jako architekt. Do domu wracał coraz później, swojej młodej i pięknej żony nie doceniał. I tak na ich małżeństwie pojawiały się kolejne rysy, których powstawanie Ewelina rozpamiętuje popijając teraz dobry alkohol w swoim gabinecie... Przecież sekretarka ją odwiezie... Kobieta stała się teraz pewna siebie, cyniczna i wymagająca. Nie pozwoli, by znowu ktoś ją krzywdził i jeszcze wymagał by to jego przepraszać. Rafał nie był mężem idealnym, nikt nie jest, ale to jak potraktował swoją żonę zasługiwało na opisanie w książce.

Zapytacie więc co takiego wzbudziło moje wątpliwości? Kiedy czytałam "W kajdankach namiętności", w której to książce pojawiały się fragmenty wcześniejszych książek Kołodziejczaka, pomyślałam że jednorazowo da się to jakoś przeczytać i nawet może to być niezłe. Jednak teraz uważam, że autor trochę przesadził. Cały pierwszy rozdział przywołał w mojej głowie wrażenie "skąd ja to znam?", "gdzie ja to już czytałam?". I początkowo nie byłam właśnie pewna czy to fragment przywoławczy z ostatniej powieści autora czy mam złudzenia. Jednak kiedy uzmysłowiłam sobie, że cały jeden rozdział to historia Janka z książki "Bo wiesz...", nie mogłam już do końca książki zatrzeć tego niezbyt dobrego początku lektury. Przecież można było o tym wspomnieć, ale żeby aż tyle miejsca poświęcić czemuś, co zostało opisane już w innej książce?
Rozumiem, że autor miał w tym pewny cel, który wyjaśnia się później, ale dla mnie jest to niestety minus. "Bo wiesz..." czytałam dopiero co...

Uwielbiam czytać sagi rodzinne, pochłaniam kolejne tomy i z niecierpliwością czekam na kolejne. Jednak czy książki Piotra Kołodziejczaka miały być w założeniu powiązane? Nie wiem czy po imionach Ewelina i Basia kojarzycie już jakąś opisywaną przeze mnie ksiażkę? ..... Opisywałam wtedy ekscentryczną szefową Basi i jej szansę w życiu, jaką stała się nowa praca właśnie u Eweliny - to powieść "Kobieta niespodzianka". I tu pojawia się drugi mój minus, który stawiam książce. Pomysł na historię małżeństwa Eweliny i Rafała jest ciekawy, kolejne pojawiające się rysy były bardzo emocjonujące, sposób w jaki kobieta podeszła do rozwodu i znajomości z byłym mężem - poruszający. Ale na tym koniec, bo uważam że chyba w którymś momencie skończyły mu się pomysły na bohaterów. Być może dlatego połączył kilka książek w jedną właśnie teraz? Nie wiem.

Ogólnie trudno mi ocenić powieść "Puść już mnie...". Z jednej strony to świetnie zbudowana fabuła, doskonale zanalizowane relacje damsko-męskie, genialnie przedstawiona przemiana Eweliny. Jednak ocenę ostateczną obniżają niestety wyżej wspomniane zabiegi autora. Tak jak napisałam wcześniej, sama historia jest interesująca, dlatego chętnie poznam Wasz punkt widzenia tej książki Piotra Kołodziejczaka.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,5 cm), Polacy nie gęsi..., 52 książki



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi
oraz Księgarni dopoduszki.pl

 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Piotr Kołodziejczak "Bo wiesz..."


Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2009
Liczba stron: 180








Lubię czytać książki o codzienności. Uwielbiam poznawać problemy innych ludzi, śmiać się z nimi kiedy opowiadają dowcip lub świętują oraz płakać, gdy przeżywają trudne chwile. Takie książki pozwalają mi oderwać się od mojej codzienności, od moich problemów, smutków i zmęczenia. Czytając przenoszę się przecież w inny świat i wnikam w środowisko bohaterów. O ileż takie chwile są łatwiejsze i dające odprężenie.

Taką właśnie powieścią o zwykłym życiu zwykłych ludzi jest książka Piotra Kołodziejczaka "Bo wiesz...". To już piąte moje spotkanie z twórczością tego autora i muszę przyznać, że dotychczasowe były w znacznej większości bardzo udane. Autor pisze lekko i potrafi zaczarować czytelnika niespodziewanymi zakończeniami. Czy i w tym przypadku nie odgadnę finału historii?

W jakim celu małżeństwa udają się do kawiarni? Świętują rocznice, wzniecają uczucia po wielu latach bycia razem, spędzają czas z dala od zgiełku miasta pijąc filiżankę pysznej kawy lub egzotycznej herbaty - otóż nie tylko.
Janek, rehabilitant i masażysta w ekskluzywnym ośrodku sportowo-rekreacyjnym "Rajski Park", był zdziwiony tym niecodziennym zaproszeniem. Rok temu ożenił się z Grażyną i raczej nie bywali w kawiarniach, bo przecież tylko on zarabiał i mimo, że nie mieli dzieci utrzymanie domu i niepracującej żony kosztowało. A i rodzicom musiał pomóc. Grażynie podobało się siedzenie w domu, nie była skora do podjęcia pracy a jeszcze mężowi wytykała, że powinien więcej zarabiać. Janek kochał żonę ogromnie, zgadzał się na wiele, ustępował, spełniał zachcianki, ale pracy zmieniać nie chciał, bo ta była jego powołaniem. 

Co zatem Grażynie przestało się podobać w ich krótkim małżeństwie? Co skłoniło ją do kawiarnianego wyznania? Do Janka nie dotarło w pierwszej chwili zupełnie to, co żona mu wyjawiła. A mianowicie, że poznała kogoś. Mężczyzna jednak, mimo cierpienia i upokorzenia, wybacza żonie i pragnie nadal z nią dzielić życie. Nie odwodzi go od tego pomysłu nawet drugi cios - Grażyna wcześniej miała jeszcze jeden romans i chce się wyprowadzić z ich mieszkania.
Autor przenosi potem czytelnika w przeszłość, aż do chwili, gdy Grażyna poznaje "tego drugiego". Kim on jest? Czy to takiej odmiany w życiu oczekuje Grażyna? Czy ten mężczyzna zarabia wystarczająco, by sprostać jej wymaganiom? I wreszcie jak ułoży się życie Janka? Czy znajdzie miłość swojego życia? Po odpowiedź na te pytania zapraszam serdecznie do książki "Bo wiesz...".

Powieść ta jest doskonałą lekturą dla kogoś, kto uważa, że za rozpad małżeństwa odpowiadają tylko mężczyźni. Autor przedstawił nam bohaterkę doskonałą, niestety negatywnie... Egoistka, kłamczucha i kobieta do szpiku kości wyrachowana. Nie zależy jej na szczęściu nikogo wokoło, tylko jej samej. To mąż ma harować do późnej nocy, bo zapewnić jej kurs gotowania, a ona wypełniając obowiązki "kury domowej", będzie jeszcze narzekała. To ona zdradziła Janka i jeszcze bezczelnie prosiła go o pomoc podczas wyprowadzki... W głowie mi się nie mieści, że wśród nas naprawdę żyją tak perfidne i irytujące kobiety. A jednak...

Piotr Kołodziejczak po raz kolejny wykazał się doskonałą znajomością zależności pomiędzy płciami i świetnie opisał relacje damsko-męskie. Tym razem zakończenie zaskoczyło mnie troszkę mniej niż podczas lektury innych książek autora, ale to chyba wina opisu na okładce... Niemniej uważam, że piąta z kolei powieść Kołodziejczaka "Bo wiesz..." jest warta przeczytania podczas któregoś wakacyjnego dnia. Polecam.





Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,4 cm), Polacy nie gęsi..., 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi
oraz Księgarni dopoduszki.pl



środa, 3 lipca 2013

Piotr Kołodziejczak "Kobieta niespodzianka"



Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2011
Liczba stron: 192












O Piotrze Kołodziejczaku zrobiło się ostatnio w blogosferze głośno za sprawą jego najnowszej książki "W kajdankach namiętności". Miałam okazję przeczytać tę oraz dwie inne książki autora oraz przeprowadzić z nim wywiad. "Kobieta niespodzianka" jest szóstą powieścią człowieka, który zajmuje się nie tylko pisaniem, lecz również komponowaniem oraz zarządzaniem firmą produkującą kosmetyki.

Akcja powieści toczy się w Warszawie, zwykłym mieście, gdzie mieszkają zwykli ludzie ze zwykłymi problemami (powtórzenia celowe). Magda i Andrzej to małżeństwo z ponadtrzydziestoletnim stażem. Poznali się w latach osiemdziesiątych w Międzyzdrojach, jednak ich znajomość nie zakończyła się wraz z końcem lata, lecz zaowocowała starszą córką Basią. Osiem lat później na świat przyszedł Romek, czyli rodzina była w komplecie, bo przecież wielu rodziców marzy, by mieć dwójkę dzieci, każde innej płci. Małżonkowie bardzo się kochają, darzą zaufaniem, szacunkiem i nawet ich dzieci wciąż zauważają ich zakochanie.

Basia niedawno ukończyła studia, jej pierwsza praca okazała się niewypałem, prawo jazdy zdała dopiero za siódmym razem. Dziewczyna czuje się z tym źle, brak jej pewności siebie, bez której przecież ciężko jest się przebić w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Jednak i przed nią życie stawia szansę - Basia ma zmienić swoje życie diametralnie: nowa praca, ekscentryczna szefowa, trener tenisa... Czy dziewczyna przestanie być szarą myszką i skorzysta z szansy? Jak ułożą się jej stosunki z Eweliną? Co jeszcze dostanie w prezencie od życia?

Romek to typowy nastolatek, uczeń liceum, który większość wolnego czasu spędza przed komputerem. Nie jest jednak pustym chłopakiem, którego mózg pochłonęły w całości gry komputerowe. Potrafi udzielać dobrych rad siostrze i rodzicom, lecz niełatwo jest wymusić na nim zrobienie czegoś pożytecznego.

Mimo codziennej rutyny, powtarzalności i przewidywalności ta czteroosobowa rodzina żyje szczęśliwie. Aż do czasu, gdy pewna młoda dziewczyna zadzwoni do pracy Andrzeja a nazajutrz się tam pojawi. Kim jest? Jakie ma oczekiwania wobec tego poważnego i statecznego człowieka jakim jest Andrzej? Jak na jej istnienie zareaguje sam zainteresowany? Tego dowiecie się już z książki.

Przeczytałam w swoim życiu wiele różnych historii. Obejrzałam wiele filmów. Gdyby nie sama końcówka książki, mogłabym powiedzieć, że osobę Marty bardzo szybko rozszyfrowałam. Dość sprawnie wydedukowałam - niemal jak podczas czytania kryminału - kim jest dla Andrzeja i jakie mogą wyniknąć konsekwencje z jej pojawiania się w jego spokojnym i poukładanym życiu. Ale autor nie pozwolił, by myśleć o jego powieści, że jest sztampowa. Zakończenie totalnie mnie zaskoczyło. I jednocześnie udowodniło, jak bardzo nasze życie może się zmienić pod wpływem pojawienia się jednej kobiety - niespodzianki.

Książka napisana jest prostym w odbiorze językiem, akcja toczy się szybko, a czytelnik żałuje wręcz, że tak szybko zmierza do końca lektury. Chętnie poznałabym ciąg dalszy tej opowieści. Wydawnictwo Borgis przyzwyczaiło mnie do faktu, że książki Piotra Kołodziejczaka są wydane na grubym papierze, dużą czcionką i ze sporą ilością światła na każdej stronie, dzięki czemu czyta się je bardzo przyjemnie i płynnie. Jedynie okładka jest znów tym minusikiem, do którego można mieć zastrzeżenia. Mimo to polecam zawartość "Kobiety niespodzianki".




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,4 cm), Polacy nie gęsi..., Trójka e-pik, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi

oraz Księgarni dopoduszki.pl

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Piotr Kołodziejczak "Nie rób mi tego"


Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2008
Liczba stron: 160
Seria: Życia w życiu tom 3








"Nie rób mi tego" to trzecia przeczytana przeze mnie książka Piotra Kołodziejczaka. Po ostatnio czytanej - "Wschody do nieba" - pozostał mały niedosyt. Okładka mnie nie porwała, książka okazała się być bardziej literaturą młodzieżową, na którą jestem już ciut za stara. Jednak postanowiłam nadal poznawać kolejne dzieła tego pisarza. Wybór tej książki okazał się być bardzo trafnym i dobrze, że nie zniechęciła mnie okładka, która nie powaliła mnie na kolana.

Główną bohaterką książki jest Aneta, młoda i piękna dziewczyna z fantazją. Mieszka razem z babcią, która dba o wnuczkę i rozpieszcza naleśnikami, nawet w późnych godzinach wieczornych. Aneta ma również chłopaka - Krzysztofa, spędzają ze sobą dużo czasu, prowadząc długie rozmowy na Miodowym Wzgórzu. Dziewczyna ma też bliską koleżankę, poznaną w szpitalu zwariowaną Bronkę. I w tym momencie zapewne wiele z Was stwierdzi, że książka jest nudna i co tak naprawdę może się w niej zdarzyć ciekawego. Otóż jest druga strona życia głównej bohaterki.

Aneta studiowała na południu Rosji, w Rostowie nad Donem. Wracając do rodzinnego Wrocławia wstąpiła do Rotundy w Warszawie i wtedy... zdarzył się wypadek, który zmienił na zawsze jej życie. Wtedy właśnie zamieszkała z babcią, straciła kontakt ze swoim dotychczasowym chłopakiem - Czarkiem.
Obecnie dziewczyna znajduje się w trudnym momencie życia. Chce coś w nim zmienić, potrzebuje zmian i to dość konkretnych. Myśli głównie o wyjeździe a co za tym idzie zrywa z chłopakiem, żegna się z Bronką. Czy jej marzenie o opuszczeniu "tego dziwnego" miasta się spełni?

Autor przedstawił nam dość nietypową fabułę. Niby nic się nie dzieje, bo nie jest to kryminał z wartką akcją morderstwo-śledztwo-aresztowanie. Nie jest też płomienny romans zakończony ślubem. Jednak książka skrywa w sobie niesamowitą tajemnicę. Czytając kolejne strony czułam, że to nie może być tak sielankowa powieść na jaką początkowo wyglądała.
Co mnie w książce zaintrygowało? Zdanie, które złudnie słyszała bohaterka od niemal każdej spotkanej osoby "nie rób mi tego". Co ono oznacza? Czego i komu ma Aneta nie robić? Tego dowiecie się na końcu powieści. Mnie odpowiedź na te pytania zszokowała. Takiego zakończenia się nie spodziewałam, wbiło mnie ono w fotel i dopiero po chwili byłam w stanie powrócić do rzeczywistości.

Książka zawiera w sobie dużo życiowych mądrości, które przekazują Anecie otaczające ją osoby. Jest sporo przemyśleń o tym, jak należy dokonywać wyborów w życiu, by potem nie żałować i iść obraną ścieżką. Autor opisał też życie osób niewidomych, które nie widzą oczami, ale odczuwają pozostałymi zmysłami a w wielu sprawach muszą po prostu zaufać innym.

Trzeci tom serii "Życia w życiu" zawiera wiele ciekawych myśli o życiu oraz o pragnieniu życia. Piotr Kołodziejczak świetnie i dokładnie dobierając słowa tak opisał poszczególne sytuacje, iż sprawiają one, że czytelnik ma wrażenie znajdowania się w samym środku miejsca akcji książki. Ja czułam się jakbym tam była. 


Książka przeczytana w ramach wyzwań: W prezencie, Trójka e-pik, Book z nami (0,9 cm), 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi

środa, 29 maja 2013

"Z życiowej szarzyzny wyłaniają się kolory" czyli wywiad z Piotrem Kołodziejczakiem - wywiad #2

źródło


Dziś zapraszam Was do przeczytania krótkiego wywiadu, który przeprowadziłam z pisarzem, Piotrem Kołodziejczakiem. Niedawno na moim blogu mieliście okazję przeczytać recenzje dwóch jego książek: "W kajdankach namiętności" oraz "Wschody do nieba". Autor zgodził się odpowiedzieć na kilka moich pytań.
Zapraszam


 
W maju miałam okazję przeczytać Pana najnowszą powieść „W kajdankach namiętności”, która miała premierę w marcu tego roku. Mimo, że nie do końca zgadzam się z określeniem jej mianem kryminału miłosnego, książka bardzo mi się podobała. Który wątek jest dla Pana, jako autora, ważniejszy? Kryminalny czy miłosny?
Nie rozpatrywałbym tego w kategorii ważności. W każdej z moich powieści temat miłości odgrywa bardzo ważną, jeśli nie zasadniczą rolę. I w tym czuję się najlepiej. Po prostu lubię pisać o uczuciach. Z drugiej strony wątek kryminalny jest dla mnie czyś nowym, pewnym wyzwaniem, odpowiedzią na pytanie, czy potrafię to robić i czy powinienem podobne książki pisać w przyszłości. W momencie powstawania mojej ostatniej powieści sam proces twórczy, polegający na tworzeniu historii kryminalnej, był niezmiernie ekscytujący. Teraz czytelnicy weryfikują, czy mi się udało, czy warto było... Określenie „kryminał miłosny” jest bardziej lub mniej udaną próbą zdefiniowania efektu końcowego moich wysiłków, i tylko tyle. Nie zależało mi na zachowaniu idealnych proporcji w podziale na kryminał i miłość.

A jak Pana najnowszą książkę odbierają czytelnicy?
Nie chciałbym odpowiadać w imieniu czytelników. Ale śledzę recenzje, opinie i komentarze. Wygląda na to, że powieść jest nieco kontrowersyjna. Ale czy to źle?

Ależ w żadnym wypadku kontrowersyjność nie jest wadą. A czy jest to najbardziej popularna z Pana powieści?
Przyznam szczerze, że jeszcze nie wiem, bo od premiery „W kajdankach namiętności” minęły zaledwie dwa miesiące, więc jest trochę za wcześnie, by robić jakieś podsumowanie. Jak dotąd chyba najbardziej popularną była powieść „Nie rób mi tego”, ale przecież to tylko kwestia gustu.

Lubi Pan spotkania autorskie, wywiady, autografy czy woli pozostawać bardziej anonimowym pisarzem skrywającym swoją twarz za twórczością?
Lubię być pochłonięty pracą twórczą, bo wtedy świat wydaje mi się piękniejszy, atrakcyjniejszy, zdecydowanie inny, niż potrafi być na co dzień. Z życiowej szarzyzny wyłaniają się kolory. Poza tym nie jestem typem celebryty, aczkolwiek bardzo sobie cenię kontakt z czytelnikami, niezmiernie mi miło, gdy zostaję poproszony o wywiad czy autograf.

Jak Pan, jako autor siedmiu książek, odbiera niezbyt pochlebne recenzje, jeśli takie się oczywiście pojawiają?
Wiele lat temu, jeszcze w okresie studiów, jedna z moich koleżanek powiedziała coś takiego, co zapamiętałem na całe życie: gdyby mój chłopak codziennie powtarzał mi, jak bardzo mnie kocha, to po pewnym czasie zaczęłabym podejrzewać, że mnie zdradza. No właśnie, mówienie tylko tego, co chcielibyśmy usłyszeć, może narobić szkód. Na szczęście w recenzjach moich powieści zawsze odnajduję coś, co uświadamia mi, że nie jestem idealny i że muszę jeszcze nad warsztatem pisarskim pracować. Dotychczas nie spotkałem się jednak z całkiem niepochlebnymi recenzjami, co wcale nie oznacza, że ich nie ma. Może po prostu o nich nie wiem. Szczere opinie bardzo sobie cenię, bo pomagają mi wyciągnąć wnioski na przyszłość. I nie ma się czego wstydzić, bowiem pisarz, jak każdy człowiek, nie potrafi obiektywnie ocenić tego, co zrobił. Od oceny jego pracy są czytelnicy. Jeśli bym tego nie zaakceptował, to oznaczałoby, że ich nie szanuję. Ale z drugiej strony bardzo nie lubię krytykanctwa. Uwagi, żeby je poważnie traktować, powinny mieć swoje logiczne uzasadnienie.

Kilka dni temu przeczytałam Pana debiut, czyli książkę „Wschody do nieba”. Bardzo potrzebowałam porównania początków Pana twórczości z najnowszym dziełem. Czy w zamierzeniu, grupą docelową debiutanckiej powieści była młodzież?
„Wschody do nieba” to książka o młodości i o wielkiej miłości. Akcja toczy się w środowisku licealistów, więc powinienem wskazać młodzież jako grupę docelową. Pamiętajmy jednak o tym, że wszystko dzieje się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w tak zwanej epoce gierkowskiej. Pisząc powieść, myślałem przede wszystkim o tych, którzy lubią powracać we wspomnieniach do najpiękniejszych lat swojego życia, do pierwszej miłości, do okresu młodości, którą nazwałem codziennym rozkwitaniem, w(schodami) do nieba.

źródło
Czy lubi Pan podróżować?
To zależy. Jeśli mówimy o podróżowaniu takim, jak w przypadku Martyny Wojciechowskiej czy Wojciecha Cejrowskiego, to nie wiem, bo nigdy nie prowadziłem takiego życia. A już na pewno nie wybrałbym się na Mount Everest, ani nie zapisałbym się na lot na Marsa. Natomiast chyba jak każdy lubię odwiedzać ciekawe miejsca, poznawać ich urok, a przede wszystkim historię. Na przykład za kilka dni jadę do Strasburga i Lozanny i bardzo się z tego cieszę. Najbardziej jednak lubię podróżować do miejsc, z którymi wiążą mnie wspomnienia. Rzecz jasna te przyjemne.

Które miejsce na świecie jest Pana ulubionym, do którego chętnie Pan powraca i nigdy się nie znudzi?
Odpowiadam bez wahania: Rostów nad Donem. Z tym miastem związane są najpiękniejsze chwile mojej młodości. 



Bardzo dziękują za interesujące odpowiedzi oraz poświęcony mi czas. Miło jest poznać autora nie tylko przez pryzmat jego książek. Życzę wielu literackich suksesów. 

czwartek, 23 maja 2013

Piotr Kołodziejczak "Wschody do nieba"


Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2004
Liczba stron: 160
Seria: Życia w życiu tom 1








W życiu każdego początkującego pisarza przychodzi taki moment, gdy podejmuje ważną decyzję - pora na debiut na rynku wydawniczym. Niektórzy wybierają wśród utworów, które pisali wcześniej "do szuflady" a inni po prostu szukają wydawnictwa dla swojego pierwszego napisanego dzieła. To właśnie w tej drugiej grupie znalazł się Piotr Kołodziejczak, który jak twierdzi w wywiadach, nie pisał wcześniej tylko po to, by przelać swoje myśli na papier. Kiedy napisał swoją debiutancką powieść "Wschody do nieba" z pomocą przyszło mu Wydawnictwo Borgis i w 2004 roku wydało jego pierwszą książkę.

Przeglądając strony internetowe w poszukiwaniu ocen tej książki, muszę stwierdzić z całą pewnością, że poczułam się rozczarowana. Czy nikt nie czytał tego debiutu? Czy nikt, kto sięgnął po inne książki pisarza, nie był ciekaw jak wyglądało jego pierwsze wydane dzieło? Chyba nikt, ponieważ nie znalazłam żadnej konstruktywnej opinii czy recenzji.

Akcja powieści rozgrywa się w Warszawie w epoce gierkowskiej, czyli w latach siedemdziesiątych. Narratorem jest chłopiec, który lada chwila rozpocznie naukę w liceum, którą to będziemy wraz z nim śledzić aż do matury. W kolejnych rozdziałach poznamy koleżanki i kolegów narratora: Inkę, Julę, "Suchego", "Majora", "Narcyza", a także pracowników renomowanego liceum: superwoźną Franusiową, wychowawczynię Pyrzyk czy wuefistę Winiaka, który cieszył się w szkole ogromnym autorytetem. Autor opowiada o tym, jak wyglądały lekcje w klasie głównego bohatera: przysposobienie obronne nauczane przez nauczyciela wychowania fizycznego, granie w karty na lekcjach historii czy kontrowersyjne "zaprawy przedmałżeńskie" na lekcjach wuefu.
O czym jeszcze przeczytamy? Jak przystało na tamte czasy, będzie Ochotniczy Hufiec Pracy z wieloma ciekawymi przygodami licealistów, świetna zabawa na prywatkach u Kostka, picie najlepszego wina marki "Wino" oraz opisy sytuacji, w których najlepszym miejscem na przemyślenia jest ławka w parku.

Moim zdaniem "Wschody do nieba" to powieść o młodzieży i dla młodzieży. Owszem, ktoś starszy może książkę przeczytać i powspominać siebie sprzed lat, ale nie nazwie jej raczej porywającą lekturą. Autor ukazuje nam ambitną i pomysłową grupę licealistów, dla których najważniejsza jest dobra zabawa. Jest tutaj sporo śmiesznych sytuacji, ale jest też trudna miłość. Bo nie można inaczej nazwać uczucia, które łączy młodego chłopca z dziesięć lat od niego starszą nauczycielką. Czy to miłość czy fascynacja? Czy takie uczucie ma szansę przetrwać? Dowiecie się tego z kart książki. Jeśli jednak szukacie wciągającej na całego, historii na kilka wieczorów, to wybierzcie inną książkę, bo ta jest zbyt krótka, by zawładnąć umysłem na dłużej.



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Debiuty pisarskie, Book z nami (0,7 cm), Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi


środa, 8 maja 2013

Piotr Kołodziejczak "W kajdankach namiętności"




Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2013
Liczba stron: 232













Piotr Kołodziejczak ukończył studia filozoficzne a jego główną pasją była wtedy głównie muzyka: komponował, grał na gitarze i śpiewał. Po studiach rozpoczął pracę jako dziennikarz, tłumaczył teksty oraz należał do stowarzyszeń twórczych. Swoje życiowe marzenie zrealizował jednak dopiero w 2004 roku, kiedy to ukończył swoją pierwszą powieść "Wschody do nieba". W dorobku pisarza znajduje się w sumie siedem książek, do przeczytania których autor zachęca nas na swojej stronie internetowej.

Justyna i Karol to małżeństwo z kilkunastoletnim stażem, mające dorastającą córkę. Justyna pracuje w dużej firmie, w której spędza więcej czasu niż by chciała, a kiedy wraca do domu czuje się znudzona schematycznymi rozmowami z mężem. Każdego poranka padają te same słowa a potem praca, dom, by kolejnego dnia wszystko odbyło się dokładnie tak samo. Za sprawą swojej przełożonej, a zarazem przyjaciółki Ireny, Justyna poznaje samotnego i przystojnego pisarza. Pod pretekstem obejrzenia warsztatu pracy Bartka kobieta udaje się do jego mieszkania w dzielnicy Parkowej. Justyna czuje się wreszcie doceniona i kobieca, co sprawia, że znajomość z pisarzem przeradza się w namiętny romans. W jej głowie pojawia się wtedy myśl, że jest to zemsta: zdrada za zdradę. Kobieta odkryła bowiem, że stosunki jej męża z Blanką nie są już tylko zwykłą przyjaźnią. Niektórzy przecież prowadzą podwójne życie...
Jednak nie tylko Justyna z Bartkiem znajdą się w tytułowych "... kajdankach namiętności". Ale po szczegóły romansów odsyłam do książki.

Książkę ubarwia wątek kryminalny. Jest morderca, który w dzielnicy Parkowej atakuje starsze osoby młotkiem a jak przystało na dobry kryminał, pojawia się też osoba dociekliwego inspektora policji. Czy uda mu się rozwiązać sprawę? Czy tajemniczy zabójca zostanie schwytany i osądzony?

Autor zakwalifikował swoją powieść do gatunku kryminału miłosnego, co wskazywałoby, iż trzonem książki jest kryminał. Jednak powieść była dla mnie bardziej romansem czy obyczajówką niż kryminałem. Piotr Kołodziejczak świetnie opisał relacje damsko-męskie, skupił się głównie na historii głównych bohaterów: Justyny, Karola, Bartka oraz Ireny. W książce poznamy ich sprawy domowe, służbowe, będziemy przyglądać się temu co jedzą na lunch oraz jaki mają widok z balkonu. Wątek kryminalny stanowi tylko niewielką część książki, jednak jeśli ktoś czeka tylko i wyłącznie na rozwiązanie tej sprawy i na niej się skupi, będzie ona dla niego dominująca.

Powieść czyta się wyśmienicie, jest bowiem napisana lekkim piórem, a i strona techniczna sprzyja miłej lekturze: idealnie dopasowana czcionka, dające sporo światła marginesy, wysoka gramatura papieru. Autor okrasił swoje dzieło sporą dawką humoru, która sprawiła, że siedzący obok mnie mąż pytał o powód mojego śmiechu. Co mnie zaskoczyło? Doskonała znajomość kobiecych kosmetyków, kolorów szminki czy składu szczotki do włosów.
Książka nie zawiera gwałtownych zwrotów akcji, wyjątek stanowi jedynie zakończenie, które było bardzo nieoczekiwane i nie sądzę, by którykolwiek czytelnik był w stanie się go domyślić. 

Jest chyba tylko jedna rzecz, którą wpisałabym, w moim odczuciu, na poczet minusów powieści - wtrącenia w treść fragmentów innych książek autora. Czytając "W kajdankach namiętności" odebrałam ten zabieg jako autopromocję pisarza. Jednak przeczytałam wnikliwie wiele jego wypowiedzi i wywiadów, w których tłumaczy, że jego celem było wzbogacenie powieści dodatkowymi treściami. Teraz mogę więc stwierdzić jedno: przytoczone akapity innych dzieł Piotra Kołodziejczaka sprawiły, że mam ochotę przeczytać wszystko, co wyszło spod jego pióra.

Książkę polecam serdecznie tym, którzy poszukują dobrej lektury na odprężający wieczór. Nie jest to klasyk literatury światowej, ale powieść dla zwykłego, zapracowanego czytelnika, marzącego o oderwaniu się od swoich problemów. 



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,8 cm), Od A do Z, W prezencie, Trójka e-pik, Polacy nie gęsi..., 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...